Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 7 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down

Pisanie on 17.02.18 19:02  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Uśmiechnęła się lekko na jego pierwszą wypowiedź. - Trzeba było wziąć gorącą kąpiel, napić się ciepłego mleka i włączyć sobie coś nudnego w telewizji.. taka kombinacja nie ma sobie równych. - powiedziała z lekkim rozbawieniem w głosie. Jego komplement sprawił że uniosła lekko brew. - 'Słodko'? Ja? Nie przesadzaj Faust.. - skomentowała robiąc kolejnego łyka z kieliszka. Prześledziła go jak sie podniósł z kucek i przetransportował się na kanapę obok niej. - Oczywiście że stawiał opór.. nalatałam się trochę przy nim. No i Ivo został ranny.. - ostatnie słowa zdawały się mieć smutny wydźwięk. Westchnęła lekko z niezadowoleniem na wspomnienie paskudnej szarpanej rany na przedramieniu chłopaka. - Na szczęście nie była to nie wiadomo jaka poważna rana, założyłam mu szwy. Przebadałam jego krew w laboratorium na wszelki wypadek. Nigdy nie wiadomo co można przynieść ze sobą z Desperacji.. ale jak widzisz ja jestem w jednym kawałku a nasz cel w sali przesłuchań. - powiedziała unosząc jeden kącik ust w delikatnym uśmiechu. Zamruczała zaskoczona gdy doprowadził jej włosy do artystycznego nieładu. - Ej.. - mruknęła łapiąc go za nadgarstek wolną dłonią. Prawie rozlała przez niego to co miała w kieliszku. - Głupolu czego się spodziewałeś? Jesteś Gwardzistą a nie byle chłopkiem roztropkiem. Masz ważną funkcję przy boku nowego Dyrektora i skoro twój lekarz twierdzi że nie jesteś gotowy na powrót to tak pewnie jest.. - zaczęła ze spokojem upijając kolejny łyk wina. - Choć osobiście uważam że twoja sprawność fizyczna jest w porządku to jednak zabawy w pościeli a ochrona Hadriana to dwa różne wysiłki.. no chyba że chcesz go chronić w pościeli.. to zmienia postać rzeczy.. mogę poświadczyć twojemu lekarzowi że jesteś wystarczająco sprawny.. - cichy chichot wypełzł z jej ust na sam koniec. - Jak tak sobie pomyślę to nawet nie miałam okazji poznać nowego Dyrektora.. jaki jest? Młody, stary.. przystojny.. inteligentny.. ma jakieś pojęcie o walce czy to taki piesek pokazowy dla mieszkańców? - ciekawość w sumie wzięła górę w tym stanie. Co jej ślina przyniosła na język to po prostu się z niego stoczyło. Ale widać że przynajmniej miała dobry humor. Spojrzała na swój strój i zdjęła całkowicie krawat upuszczając go na podłogę. Po czym odstawiła kieliszek na stolik i podwinęła rękawy koszuli za łokcie. Zwróciła się w jego stronę łapiąc kieliszek w dłoń i przysuwając go do swoich ust na powrót. - Przebiorę się jak będę się kładła do łóżka.. ale jeszcze spać mi się nie chce.. za to wino w moim kieliszku się kończy.. może byś był skarbem i dolał mi nieco.. - wymruczała powabnym głosem. Przy nim się hamować nie musiała, przekroczyli przecież już jakąś granicę znajomości.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 17.02.18 21:12  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
- Rzadko miewam problemy ze snem, ale myślę że łatwiej by sobie poradził z tym alkohol. Mam słabą głowę. - Nie kłamał w tej kwestii, i to mogło być jakieś rozwiązanie na przyszłość. Alkohol go raczej szybko by ułożył, biorąc pod uwagę że nie miałby do roboty nic innego poza piciem takowego. Jeśli miałby, to już inna sprawa. Ale był sam ze sobą, więc... No. Raczej nie. - Mów co chcesz, ale zdania nie zmienię. - Uparł się, nie tracąc ciepłego uśmiechu. Jak się uprze - to się uprze, i o. Dla niego tak wygląda i tyle. I co zrobi? Powie że nie? Ha, jakby to miało coś zmienić.
Cmoknął kącikiem ust, słysząc że jednak było coś nie tak. Skoro to jednak nic poważnego, to nie ma powodu do obaw, prawda? Perspektywa zarażenia się kogoś jednak była dość martwiąca, a najwidoczniej to była jednak rana do krwi. Cóż, zobaczymy co przyniesie czas, prawda?
- Jest sens go przesłuchiwać? Nie powinien od razu wylądować na stole chirurgicznym, albo do odstrzału? - Nie zabrzmiało to dość chętnie z jego strony, a ściągnięcie brwi mówiło raczej, że nie było to dla niego coś znowu tak jasnego. Faust miał dość jednomyślny sposób rozprawiania się z nieproszonymi gośćmi za muru. Albo szybka śmierć, albo nieco wolniejsza śmierć. Owszem, życie tam z pewnością to piekło. Ale niestety, los zdecydował że muszą je przeżyć. Próba wniesienia chociaż fragmentu takowego do miasta może się spotkać tylko i wyłącznie z jednym. Śmiercią.
Przechylił głowę lekko na bok, widząc jak go złapała. - Oj daj spokój, dopełniałem obrazu. - Stwierdził z uśmiechem, wychylając się w jej stronę bez ostrzeżenia i kradnąc małego, słodkiego, krótkiego całusa z jej ust. Słodkie, z lekką domieszką alkoholu.
Mógłby spróbować jeszcze raz, ale nie będzie na razie naciskał. Można powiedzieć, nieco się stęsknił, i tyle.
- Wiem, wiem, wiem... - Mruczał pod nosem na jej słowa dość niechętnie. Wiedział że to ma sens, mają racje i tak dalej, ale szału dostaje nie mogąc robić nic konkretnego ze sobą. Ni to trenować, ni to działać, ni to na strzelnicę zajrzeć. Wszędzie go odsyłają, bo jeszcze nie jest okey. Uch.
Na jej słowa o ochronie w pościeli uniósł lekko brwi, by następnie pokręcić głową, rozbawiony. Tiaaaa. - Wiesz, już wcześniej słyszałem plotki o tym, jak to robię za masażystę Cronusa biorąc pod uwagę że ciągle podpierałem jego fotel. Nie zdziwiłbym się gdyby ochrona Hadriana w pościeli miała być kolejnym krokiem. - Tia, materiał do ognia leci dalej. Ciekawe tylko kiedy na to wpadną. I czemu te plotki nie czepiają się jakoś Rogana, huh.
A skoro już mowa o dyktatorach, pora na ploteczki o nowym, ne? Heh. Objął prawą dłonią swój podbródek, zastanawiając się nad tym, co tu o nim powiedzieć. Pomijając fakty takie jak to, co zrobili z Cronusem, oczywiście. O tym lepiej nie wspominać.
- Jeśli dobrze myślę, jest parę lat ode mnie starszy. Wydaje się być osobą, która jest skupiona na jednym celu, zamiast rozpraszać swoją uwagę na wiele innych. Czasem błyśnie charyzmą, z pewnością lepiej się bije na gołe pięści ode mnie, ale radzi sobie gorzej z czymkolwiek czym miałby strzelać dalej niż na kilkanaście metrów. No i nie dotyka się do żadnego miecza. Bywa irytujący i ma całkiem spore ego. Więcej grzechów za niego spowiadać nie będę. - Przy końcu odpowiedzi posłał swojej towarzyszce ponownie uśmiech, rozkładając nieco na bok bezradnie ręce.
Widząc jak zrzuciła krawat i podwinęła rękawy, przechylił znowu lekko głowę na bok, ściągając brwi w lekkim zastanowieniu. Nim jednak się zebrał do odpowiedzi, cóż, jakże miałby odmówić tej prośbie? - Jeśli przy każdej, kolejnej dolewce będziesz zdejmować następny fragment ciuchów to dla mnie dobra wymiana. - Posłał jej cwaniacki uśmiech, sięgając po butelkę i dolewając szkarłatnej cieczy do kieliszka. Nie miał jednak sam chwilowo dołączać do degustacji, chyba że go zaprosi. W innym wypadku, raczej spasuje. Alkohol nigdy nie był dla niego musem, ale też nie miał z nim problemu większego, niż kiepska kondycja do niego.
Odstawił butelkę gdy tylko kieliszek wypełnił się cieczą, po czym przeciągnął się, unosząc ramiona i splątując dłonie na końcu. Mmm, dobre uczucie.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.04.18 14:14  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Uniosła brew zaskoczona jego wyznaniem. - Och.. słaba głowa powiadasz.. to pewnie unikach kontaktu z procentową cieczą na ogół. Gwardziście nie przystoi.. - zaśmiała się lekko rozbawiona. Ale w głębi duszy odetchnęła z lekką ulgą że ten jegomość nie byłby w stanie jej upić. Zawsze lubiła być o krok przed drugą osobą, mieć jakąś przewagę. Tego nie dało się zmienić, była taka odkąd pamięta. Fuknęła gdy Faust jedynie ją upewnił w tym że uważa ją za słodką w tej odsłonie. Nie lubiła takich stwierdzeń, ale jemy się upiecze ten komentarz. Z prostego powodu, nabił sobie wystarczająco9 punktów żeby widziała go w dobrym świetle.
Wypowiedź odnośnie ich jeńca sprawiła że uniosła brew i odstawiła aż kieliszek na stolik. - Żartujesz prawda? - spytała dość poważnym tonem. - Przecież to nie zwierze.. ma uczucia, sposób myślenia i umiejętności które mogą się przydać w jakiś sposób. Można go reformować, a przynajmniej spróbować.. - zaczęła dość spokojnym tonem. - Nawet jeśli jest inny to może być bardzo przydatny.. zwłaszcza poza murami miasta. - dodała po chwili. Mogła być lekarzem z wykształcenia, mogła być naukowcem z zamiłowania. Ale obiekty badań wolała mieć żywe i w dobrej kondycji. Byłaby pewnie ostatnią osobą do zabijania ciekawych istot. Ale przysłuchując się tonowi jego głosu i obserwując jego mimikę twarzy uznała że lepiej jeśli nie będzie mu opowiadała o swoim sposobie myślenia w kwestii wymordowanych i pozostałych istot nie zaliczających się do gatunku ludzkiego. Ich relacja będzie dzięki temu zdrowsza. - Poza tym.. może posiadać jakieś ciekawe dla nas informacje.. ze zwłok tego nie wyciągniemy, nie jesteśmy nekromantami Faust.. - zaśmiała się przy tym.
Zaskoczył ją gdy dość zwinnie skradł jej całusa. Czyżby była na tyle podpita żeby jej percepcja i refleks szwankowały aż tak bardzo?! Nie odsunęłaby się co prawda, ale nadal. Gdy tylko się odchylił, ona przygryzła od razu dolną wargę. Zrobiło jej się nieco przyjemniej po tym. Aż przewertowała w myślach jego wcześniejsze słowa. "Hmm.. problemy ze snem, tak?" ta myśl sprawiła że się uśmiechnęła bezczelnie. - Prywatny masażysta Dyrektora.. jakie to.. urocze.. - starała się dobierać dobre słowa tak by nie żartować sobie z niego za bardzo teraz.
Przysłuchiwała się uważnie gdy opowiadał o Hadrianie. Lubiła jego barwę głosu, a te jego ślepia przyjemnie hipnotyzowały. Ciężko było odwrócić od niego wzrok. Oczy aż jej zabłyszczały fascynacją gdy okazało się że Hadrian nie jest tylko na pokaz. Sam fakt że umie walczyć wręcz już jej się podobało. "Przynajmniej nie jest kompletnie bezużyteczny.." przemknęło jej przez myśl. - Irytujący dyrektor ze sporym Ego.. - parsknęła rozbawiona tymi słowami. - No teraz to muszę go poznać.. - dodała po chwili. Nie to żeby gustowała w takich charakterach, po prostu ją to wewnętrznie bawiło. - Wiesz.. nie potrzebuję alkoholu żeby się rozbierać.. i w sumie to nie potrzebuję go teraz zbyt wiele.. - powiedziała puszczając mu oczko zalotnie. Kiedy dolewał ostrożnie wina do jej kieliszka ona ani na chwilę nie odwróciła od niego wzroku. Nadal patrząc tymi swoimi fioletowymi ślepiami w jego twarz. Kiedy kieliszek był w jednej trzeciej pełny, uniosła szkło nieco wyżej dając znak żeby nie dolewał więcej. Jak odstawił butelkę na stolik to Saiyuri się przekręciła tak że plecami oparła się o podłokietnik. Nóżki podniosła i położyła je na jego udach, układając się dość wygodnie przy tym. Obdarowała go przyjemnym uśmiechem i upiła kolejny łyk. - O teraz jest mi dopiero wygodnie.. - wymruczała nie odrywając spojrzenia od jego twarzy.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.05.18 12:53  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
- Nie unikam, ale nie potrzebuje. Wolę mieć dobry powód, niż dla samego faktu że mogę. - Wzruszył bezwiednie barkami, co tu powiedzieć więcej? Nie potrzebuje alkoholu do życia, ale jeśli jest pasująca okazja, to z pewnością się napije. Nie za dużo, ale zawsze trochę.
No i hej, tu przynajmniej Sai będzie mogła go czasem spić czy struć czymś i raczej łatwo się podda ewentualnej narkotyzacji. O ile będzie potrzebna. Będzie? Chyba nie powinna, nie? Choć kto tam wie, co ta osóbka może mieć dla niego w planach. Zwłaszcza za to nazywanie ją słodką.
Nie zdziwiłby się gdyby miał jakąś specyficzną pobudkę po tym.
- Nie jest człowiekiem. - Zaczął raczej z mocnej nuty, kontynuując dalej z całkowitą i pełną powagą. - To wystarczający powód by nie wyszedł z tego miasta żywy. Czy to nie dlatego jesteśmy otoczeni tym murem, nie dlatego jest to całe wojsko? Sai, nieważne jak mogą być ciekawi, interesujący czy niezwykli - to nie są ludzie. Tak samo wymordowani jak i te "anioły". To nie są ludzie. Może byli nimi kiedyś, lecz już nie są. I nie mają prawa tu przebywać. Cały teren poza miastem jest praktycznie pod ich kontrolą, a to miasto to ledwie malutki kawałek całej Japonii. Daj mi powód, dla którego mam o nich myśleć inaczej. - Chociaż jeden, logiczny powód jaki miałby podważyć całe lata działania pod sztandarem wojsk S.Spec w celu utrzymania tych istot poza miastami i ochrony ludzi. Jeden powód, dla którego miałby zmienić zdanie.
Splótł ramiona na klatce piersiowej, nie będąc zbyt rozbawiony "dowcipem" o nekromancji. Mimo wszystko - traktuje swoją pracę poważnie, a jego pracą jest ochrona ludzi przed bestiami z zewnątrz. Wszystkimi.
Nie mógł jednak też wiecznie tkwić ze skwaszoną, poważną miną, dlatego już po chwili zabrał się za okradnięcie Sai z całusa, co też mu się udało. Sukces! No i tęsknił troszkę, więc też nie mógł się gniewać ani też "poważyć" za długo. Tak, te kilka godzin rozłąki to dość by odrobinę zatęsknił. Chyba można tak, nie?
- Chciałbym w ogóle umieć masować, może robiłbym coś z tym czasem gdy nie robię za podporę fotela. Praca jako masażysta na boku, jak myślisz, nadałbym się? - Spytał, wysuwając ręce nieco przed siebie i obracając je, jakby chcąc ocenić czy nadają się do masażu. Wygląd masażysty już ma, heh, ale czy dłonie? To już inna kwestia.
- Myślę że to raczej typowy dyktator numer szesnaście niż coś specjalnego. Czy kiedykolwiek był jakiś dyktator który nie miał przerostu ego i nie miał wizji rządzenia światem albo coś? - Westchnął cicho z uśmiechem. Chyba to już taka robota i trzeba mieć takie zapędy by móc w niej pracować. Chcesz być dyktatorem? A masz wrodzony przerost ego i maniakalne chęci rządzenia światem jako niepodzielny człowiek którego każdy słucha? Masz tą robotę!
- Więc czego potrzebujesz, Sai? - Spytał, przesuwając powoli opuszkami palców prawej dłoni po skórze jej lewej nogi. Delikatnie i powoli, chcąc w pełni poczuć delikatność i miękkość jej gładkiej skóry. Nie wychylał się za nadto, suną tylko tak daleko jak daleko sięgać mógł bez wychylania torsu.
- Masz łaskotki? - Spytał patrząc zaciekawiony na jej reakcje gdy wolną dłonią zaczął delikatnie drażnić spód jej stópki leciutkim dotykiem i ocieraniem palców. Chyba nie sprawdzał tego zeszłym razem, ne?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 30.11.18 23:48  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Facet który nie topił się przy każdej możliwej okazji w alkoholu, to było ciekawe. A jednak tacy jeszcze istnieją, myślała że to gatunek na wymarciu. "Wychodzi na to że piję za nas dwoje.." uśmiechnęła się na tą myśl. Uniosła jednak brew gdy zaczął i ciągnął swój monolog odnośnie wszelkich odmieńców. Łowcy, anioły, wymordowanie.. nie było dla niego różnicy jak bardzo ludzki mają te istoty wygląd. - Mówisz tak jakby nie mieli prawa istnieć bo nie są tacy jak my.. wierzysz w ewolucję Faust czy w Boga? - spytała nagle ale nie dała mu jeszcze odpowiedzieć na to pytanie. Bo zaraz zabrała się za kontynuację. - A jeśli oni są ulepszoną wersją kruchych i słabych ludzi? Anioły władające żywiołami.. wymordowani z rozwiniętymi zmysłami i potencjałem manipulowania ciała.. czy łowcy, którzy nie różnią się niczym poza kolorem tęczówek od nas.. możemy się tak wiele nauczyć od nich wszystkich.. To miasto nie koniecznie jest ostoją ludzkości.. może równie dobrze być ostatnim etapem do rozwoju.. kolejnym krokiem ewolucyjnym.. - mówiła z taką pasją że nie jeden by wychwycił brak chęci mordowania odmieńców z jej wypowiedzi. Tak przecież było! Chciała badać, zrozumieć te różnice.. może jakiś przełom się szykował a ona mogła być częścią tego przełomu. Mieli kompletnie różne poglądy na ten typowy temat.
Pokręciła lekko głową na boki z delikatnym uśmiechem na ustach. - Podpieranie fotela.. serio podoba ci się taka praca? Czy to naprawdę to wszystko o czym zawsze marzyłeś? Stałość i izolacja? Za murem jest tyle do zrobienia.. tyle istnień do wyleczenie czy uratowania od zguby.. nawet zwykłych ludzi ceniących wolność ponad porządek panujący w M3.. czemu nie dasz temu szansy? Nie ma zbyt wielu Hycli.. twoje kwalifikacje bojowe by się bardziej przydały za murami miasta niż w gabinecie Dyktatora! - ponownie zapalił się ten jej entuzjazm w głosie, proponowała mu właśnie przekwalifikowanie się. Bo czemu nie? "Nawet iie pozwalają mu wrócić do służby która polega na niańczeniu Hadriana.. Śmiechu warte.." przemknęło jej przez myśl. Nie powiedziała tego na głos żeby nie wciskać my w świadomość jakiś głupich myśli. I tak zdawał się być zdołowany brakiem zajęć.
Przez chwilę trwała w ciszy wpatrując się w niego, nawet nie drgnęła gdy zaczął ją gładzić opuszkami po skórze. - Ja łaskotki? No coś ty.. tylko czarne poczucie humoru.. - parsknęła rozbawiona i jednak drgnęła gdy zaczął bardzo delikatnie dotykać jej stópki. Zacisnęła mocniej wargi żeby nie wydać z siebie odgłosu ale cichy chichot ładnie przełamywał ciszę panującą w salonie. Prawie się oblała winem.. Prawie! Cała sielanka zaczęła jednak się skończyła gdy do uszu obojga dotarł odgłos alarmowy prosto z jej torebki. - Cholera.. - mruknęła podrywając się dość gwałtownie. Wygrzebała z torebki telefon szybko sprawdzając wiadomości. Aż gwizdnęła z podziwu. - No ci to mają wyczucie.. hmmm.. hm hm hm.. Ktoś zatruł jezioro.. ale mamy świadków zdarzenia! - mamrotała wypowiadając ostatnią część wypowiedzi z podekscytowaniem. - Tylko mi nie wsmarowuj tego w twarz jako kolejnego argumentu że odmieńców trzeba tępić.. - tknęła palcem wskazującym jego policzek z lekką groźbą w głosie. - Jeszcze ci udowodnię że mam rację.. - dodała po chwili przyciskając swoje usta do jego, obdarowując go namiętnym acz krótkim pocałunkiem. Poderwała się z wersalki odstawiając kieliszek na stole. - Wzywają mnie więc muszę iść.. ale sobie nie myśl! Wrócimy do tej rozmowy jeszcze.. - pouczała go zbierając do skórzanej torby najpotrzebniejsze rzeczy. Naciągnęła kitel, w biegu ubrała buty i złapała za krawat leżący na podłodze. Jeszcze w progu puściła mu oczko - Jak coś ważnego by się działo.. to jestem pod telefonem.. - dodała jeszcze na odchodne.

Z tematu


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.12.18 12:30  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
- Nieważne jak niezwykli są. Żaden z tych mutantów nie ma prawa istnieć. - Faust był nader stanowczy w swoim zdaniu na temat nie-ludzi. To nie byli ludzie. Może wyglądali, może brzmieli, może nawet ich ciała były podobne do ludzi, ale od momentu gdy takowymi przestali być, nie są już dla niego ludźmi. Wymordowani, łowcy, anioły. Wszyscy próbują ukryć się za wyglądem ludzkim i udawać bycie takowym.
Ale nie są nimi. Żadne z nich nie jest. To miejsce tutaj jest jedynym miejscem gdzie ludzie mogą w miarę normalnie żyć i nie bać się ich zdolności, ich "niezwykłości" jaka fascynuje jego towarzyszke. Mmm...
- Nie. - Odpowiedział od razu gdy pierwsze pytanie padło, i tak samo aplikowała się też do każdego, kolejnego pytania jakie zadała w kwestii jego obecnej pozycji. Nigdy nie lubił tej pracy, ale wykonywał ją, skoro tak chciał dyktator. Nie jest nikim na tyle specjalnym, by sprzeciwić się osobie rządzącej, prawda?
- Mam wrażenie że o ile to nie jest zła opcja, szybko skończyłoby się to zabiciem z mojej strony każdej odmiennej istoty w zasięgu wzroku, nie mówiąc o ewentualnych celach naukowych jakie mieliście. Ale może bym się powstrzymał. Może. - Posłał jej nieznaczny uśmiech, faktycznie rozważając tą opcje. Nie chroni teraz dyktatora miasta, tylko gwardziste jaki wpakował się na fotel i nic z tej pozycji nie robi. Może i faktycznie warto by się zgłosić do generała Hycli, tylko kto to był... Hm, będzie musiał sprawdzić. Nie pamięta wszystkich wojskowych, choć powinien generałów pamiętać. Och, cóż.
Nie przekonała go do tego by przestał sprawdzać łaskotki jej zapewnieniami. Koniec końców jednak znalazł miejsce na jakie łaskotanie pomogło!
I już prawie było fajnie, ale wtedy padł telefon. Spojrzenie blondyna od razu przeszło na party poopera pod postacią telefonu.
Marudnie pokręcił głową, mamrotając jakieś "tak, tak, tak" pod nosem na to, że nie ma tej informacji nie obracać przeciw niej jako argumentu przeciw odmieńcom. Jasne, bo zwykli ludzie będą zanieczyszczać jezioro by zwykli ludzie nie mieli czego pić. Oczywiście. Perfekcyjny sens.
- Raczej nie będzie się działo nic ważnego i tak. Dobrej pracy. - Rzucił za nią, zupełnie wypruty z emocji. Nawet całus od Sai nie poprawił mu dużo nastroju. Nie miał co ze sobą zrobić.
Znowu. Świetnie.

[z/t]
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 07.09.19 21:02  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
 Karta magnetyczna miała o wiele większą wartość niż te wszystkie desperackie zaplute artefakty, o które tak chętnie zabijali się wymordowani. Była przepustką do raju, gdy już pod bramy tego raju zdołało się jakoś dotrzeć. W przypadku Lazarusa jednak się udało - z łomoczącym sercem, brakiem pewności czy ten prezent od pani doktor w ogóle za działa i z idącą przy nim - zgodnie z zasadami psiego stada pół łba za przewodnikiem - łowczynią na przekór wszystkiemu wciśniętą w kurtkę SPECu.
 O ile sam łowca miał sporo chętnych sponsorów, którzy zawsze zdołali podrzucić mu miejskie ciuchy na jakże niemile widziane przez władze odwiedziny w mieście, tak na przekór wszystkiemu jego ubrania wyglądały na Angel jak plandeka z żuka narzucona na rower. Kurtka była jedynym, co w miarę się prezentowało.
 Ewentualne pytania o cel ich podróży zbywał brakiem konkretnej odpowiedzi, bo przecież nie przyzna się, że nie ma zielonego pojęcia czy w ogóle uda mu się otworzyć drzwi od apartamentu. Trudno było stwierdzić czy to jakieś wrodzone szczęście czy tak na łowcę działała numeracja apartamentowca, ale w wybuchowym C4 znał więcej osób. Ciekawe czy Ishida jest u siebie. Zawsze miał więc plan awaryjny, który na szczęście szybko okazał się niepotrzebny, bo czytnik wyjątkowo dobrze zareagował na bliskie spotkanie z kartą i drzwi ani myślały o stawianiu jakiegokolwiek oporu.
 Poczuł ulgę, która tuż po wejściu do środka automatycznie wyparowała, a jej miejsce zajęło szczere niedowierzanie. Nie tego się spodziewał po mieszkaniu lekarki. To te wojskowe skurwiałki żyły w takich warunkach, a ona mu mrożone frytki z paczki smażyła zamiast udźca krokodyla skąpanego w łzach australijskiego noworodka?
Zadowolona? Mam nadzieję, że bardzo – rzucił do Angie, samemu zdejmując z ramion plecak i wysypując na środek salonu przemyconego Bubusia.
 Nie mógł przecież zostawić dzieciątka samego, należała mu się odrobina luksusu, czego psiątko od razu próbowało zaznać kradnąc jakiś futerkowany kocyk z kanapy.
Kurtka do zwrotu oczywiście, już wystarczająco moich rzeczy przewaliłaś.
 Ledwo zdążył dokończyć te słowa, a już dobierał się do lodówki jak wygłodniała hiena do padliny.



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.09.19 0:54  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Cały stres zniknął gdy drzwi mieszkania się otworzyły z kliknięciem. Wlazła zaraz za nim i tylko rozdziawiła buzię w podziwie. - Z kim ty się zadajesz Azarov? - spytała oglądając cały salon powoli. Podeszła do wersalki i palcami przesunęła po jednej z miękkich poduszek. Lekki uśmiech wpełzł na jej usta. Od razu poszukała łazienki w której się zamknęła. Zrzuciła wszystkie dotychczasowe szmaty z siebie i wskoczyła pod prysznic. Gorąca woda lejąca się na nią z góry sprawiła że przyjemne dreszcze pomknęły wzdłuż kręgosłupa. Oparła się dłońmi o zimne kafelki pod prysznicem, pozwalając by gorące strumienie wody przyjemnie ogrzewały jej plecy. Po dłuższej chwili dorwała się do żelu o liliowym zapachu. Zakręciła na chwilę wodę i dobrze się wyszorowała gąbką ścierając cały brud jaki do niej przyległ na Desperacji. Wymyła porządnie zszarzałe z kurzu i piachu bielusieńkie włosy. Nie spieszyła się wcale. Ten gorący prysznic był zbawieniem. Jak skończyła wytarła się w puchaty niebieski ręcznik i owinęła się nim dość szczelnie wypełzając z łazienki. Jak tylko otworzyła drzwi to para buchnęła z łazienki. Miejscami skóra była aż różowa od gorącej wody którą się zlewała. - Serio mogę pożyczyć jakieś ciuchy od tej twojej znajomej? Nie obrazi się? - spytała jeszcze raz nieco głośniej wchodząc do sypialni gdzie znalazła wielką szafę. Czerwone ślepia przewertowały zawartość znajdując koronkową bieliznę. Aż się trochę zarumieniła, ale wygrzebała czarny koronkowy komplet. O dziwo wszystko pasowało. Zrobiła obrót przed ogromnym lustrem przesuwając wzrokiem ze stanika na blizny na biodrach. Trochę się zagapiła na nie zanim wróciła do wertowania ciuchów. Wygrzebała białą koszulę zapinaną na guziki. Od razu ją na siebie założyła zostawiając 2 guziki od góry i 2 od dołu rozpięte. Przechyliła głowę lekko w bok, rękawy sobie podwinęła za łokieć i zaczęła szukać spodni. Przegrzebała prawie całą garderobę żeby znaleźć jedyne spodnie! Biodrówki z czarnego dżinsu. Wcisnęła się w nie bez większego trudu z zadowoleniem. Po czym wybiegła w jeszcze mokrych włosach do salonu! - Azarov.. patrz! Wszystko pasuje! - zawołała z radością w głosie. Czuła się jak prawdziwy człowiek a nie jakiś obdartus! - Zobacz jak ładnie wyglądam! - zawołała robiąc dwa amatorskie obroty z kategorii 'jezioro łabędzi' po czym wskoczyła na wersalkę układając się na niej wygodnie. - To jaki jest plan?! Trzeba będzie znaleźć kogoś kto pomoże odzyskać moje rzeczy.. ale kogo? - spytała wlepiając czerwone ślepia w sufit. Po chwili przeniosła spojrzenie na łowcę w oczekiwaniu na jego odpowiedź.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.09.19 2:23  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
 Nie był tu nigdy wcześniej i tak naprawdę nie przypuszczał, że kiedykolwiek będzie, bo pchać się do jaskini lwa nie miał zamiaru dopóki nie zmusi go do tego ostateczność. Nadal nie był pewny czy to właśnie była ta ostateczność. Mógłby zabrać dziewczynę do Skalnego Miasta czy w jakiekolwiek inne miejsce, ale z jakiegoś powodu uznał, że właśnie tu będzie najbezpieczniej. Najciemniej w końcu pod latarnią.
 Boris zdążył podłączyć swój telefon do znalezionej tu ładowarki i zerknąć na najnowsze wiadomości. Pierdolone japońskie znaczki. Nic nie rozumiał. Na szczęście szum wody z łazienki zagłuszył głosowe odczytywanie wiadomości. Wyglądało na to, że ich zniknięcie nie obeszło łowców za bardzo. Puszka z gazowanym napojem syknęła cicho, gdy w końcu łowca wyłamał otwarcie.
Podejrzewam, że nawet nie zauważy. Pewnie ma tych wszystkich szmat na kilogramy – odpowiedział ze wzruszeniem ramion.
 Kto wie, może Saiyuri była teraz na Posterunku i w ogóle nie zauważy, że ktokolwiek pałętał się po jej mieszkaniu? Zupełnie jakby Bury w tej chwili nie rozszarpywał i nie roznosił w pył wszystkich poduszek, które znalazły się w zasięgu jego wzroku. Jedną nawet przyniósł by zagryźć bezpośrednio przed Lazarusem, byle pokazać mu jakim jest groźnym psem i jak bardzo łowca nie powinien z nim zadzierać.
 Wyzerował napój, nie mogąc nigdzie znaleźć papierosów, których teraz tak bardzo by potrzebował. Puszkę wrzucił do zlewu, tracąc nią zainteresowanie. Ta misja jakkolwiek błaha by się nie wydawała kosztowała go sporo stresu.
 Powrót łowczyni do salonu powitał cieniem uśmiechu. Nie tylko z powodu jej pokazu, ale i dlatego, że wszystko zdawało się powolutku wracać do normy. Miała o wiele lepszy humor i coraz bardziej zaczynała przypominać dawną Angel.
Plan? Plan jest taki, że siedzisz tutaj dopóki nie upewnię się, że twój powrót do rebeliantów jest możliwy – poinformował ją – A ewentualne rzeczy musisz już spisać na straty. Amba fatima, było i ni ma. Nie odzyskamy ich.
 Wyłapał jej spojrzenie, samemu nie chcąc dać po sobie poznać, że czegokolwiek z tych rzeczy jest mu w jakikolwiek sposób żal, a było. Brak maski przez ten cały czas bolał go niemal fizycznie.



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.09.19 3:03  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Skinęła głową patrząc na Lazarusa. Przekręciła się z pleców na bok patrząc na niego. - Czyli.. te katany.. już ich nie odzyskam? - powtórzyła po nim ze smutkiem w oczach. Liczyła że może te przedmioty pomogłyby jej przywrócić wspomnienia. Przekręciła się na brzuch i wcisnęła twarz w wersalkę. Czuła się źle, czuła niezasklepioną pustkę w duszy. Mówiła do niego tak jak powiedział że się do niego zwracała. Ale czasami nie reagowała na swoje imię, czasami odpływała gdzieś myślami daleko. Zastanawiając się kim tak naprawdę jest. Zamykając oczy nie widziała się na placu boju z mieczami. Widziała czerń, czuła chłód, tam nic nie było. Jakby ktoś wyrwał jej duszę z ciała pozostawiając pustą skorupę która próbowała jakoś funkcjonować. Poderwała się nagle z wersalki i podeszła do niego. - Chodźmy gdzieś! - powiedziała z determinacją w głosie, wbijając czerwone ślepia w niego. Zacisnęła dłonie na jego koszuli w oczach czaiła się nadzieja że się zgodzi. Zerknęła za okno, było ciemno. Nie będą się rzucali tak w oczy przecież. - Chociaż jakiś spacer.. tylko we dwoje! - to mówiąc zerknęła na psa kątem oka. Czy prosiła o zbyt wiele? Miasto nocą wyglądało niesamowicie, tak różne od widoków pustkowia na Desperacji. Chciała się wyrwać choć na chwilę z mieszkania, zobaczyć jak spędzają czas zwykli cywile. Może coś sobie przypomni przy okazji! Skoro nie odzyska swoich rzeczy, to zostały znajome miejsca. - Albo do jakiegoś baru! Na chwilę! Potem tu wrócimy i będę grzecznie siedzieć.. ale.. proszę.. tylko dzisiaj.. - w głosie dało się słyszeć błaganie gdy się w niego wtuliła bez ostrzeżenia. Miała jeszcze trochę wilgotne włosy.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.09.19 1:45  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 7 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
 Wzruszenie ramion. Kolejne, całkowicie bezradne i jak na złość nie na tyle silne, by zrzucić z niego tę nieprzyjemną rolę, którą najwidoczniej sam sobie narzucił.
Nie wiem. Jest szansa, że zostały w bazie. Chociaż równie dobrze mogą teraz zdobić ścianę w czymś mieszkaniu albo leżeć przysypane w piachu na Desperacji. Może mają nowego właściciela, a może ktoś je już przetopił na coś zupełnie innego.
 Łowca mógł co prawda popytać handlarzy czy zakręcić się wśród mętów z lepkimi łapkami ale doskonale wiedział, że to jak szukanie igły w stogu siana. Nie musiał obserwować reakcji towarzyszki na jego słowa, bo doskonale rozumiał jak się czuła, chociaż ten jeden raz. Empatia zazwyczaj nie była jego mocną stroną.
 Gdzieś w mieszkaniu rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości i Boris natychmiast spojrzał na swój telefon, ale zanim dotarło do niego, że to nie to urządzenie, Angie zdołała do niego doskoczyć. To było jak zbawienie, głównie za sprawą stresu jaki łowca przeżywał całym tym przedsięwzięciem. Jego plan miał zdecydowanie zbyt wiele luk, zbyt wiele mogło się nie udać.
 Zbyt bliska obecność dziewczyny sprawiła przynajmniej, że Azarow przestał jak popierdolony łazić z kąta w kąt, próbując znaleźć sobie jakiekolwiek miejsce. Może przy okazji nie wydrapie sobie wszelkich żył, bo chcąc nie chcąc musiał rozdzielić dłonie, w które do tej pory z uporem maniaka wbijał paznokcie żeby - co było już niemal tradycją - pozwolić łowczyni się szarpać. Choć nie wiedzieć czemu odkąd straciła pamięć nie miotała już nim na wszystkie strony.
Spacer we dwoje? – powtórzył z niedowierzaniem, nie wiedząc czy powinien się już roześmiać czy poczekać na dalszy ciąg tego żartu – Randki ci się zachciało czy jakieś początkowe stadium alkoholizmu cię do baru pcha?
 Jeżeli to wtulenie się w niego miało jakkolwiek przekonać go do podjęcia odpowiedniej decyzji to zdecydowanie droga ugody tędy nie wiodła.
Nasza poprzednia wizyta w barze skończyła się kontrolą przepustek i prawie aresztowaniem nas. Mówię tak w ramach próby przypomnienia ci czym kończą się twoje pomysły... i zanim cokolwiek odpowiesz to przypomnij mi proszę które z nas zostało złapane przez wojsko, a które nie i na tej podstawie zdecydujemy kto ma rację.
 Może i jego ton był za ostry, ale to jej pomysł w oczach Lazarusa był całkowicie absurdalny. W dodatku te czułości, które łowczyni mu okazywała. On był do jej towarzystwa przyzwyczajony, ale w drugą stronę niekoniecznie to tak działało. Jeżeli go nie pamiętała to był dla niej całkowicie obcym facetem. Nie wierzył, że mogła być aż tak łatwowierna tak samo jak w to, że jego wojskowa kurtka działała na nią jak mityczny artefakt wabiący.
A skoro już przypominamy sobie stare dobre czasy to informuję cię, że nie kleiłaś się do mnie wcześniej, więc aktualnie mnie z kimś pewnie mylisz. Tak samo jak informuję, że moim więźniem nie jesteś, więc droga wolna. Możesz iść w melanż. Może jak wrócisz, o ile zdołasz, to będę miał więcej informacji od mojego wspólnika.
 Łowca wsunął dłonie do kieszeni spodni, ani myśląc o ponownym objęciu Angie, próbując ostentacyjnie zignorować przylepę. Miała tu wszystko, by jakiś czas bezpiecznie przeczekać, więc nie rozumiał gdzie ją tak nosi. Ale babie nie dogodzisz.



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 7 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach