Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 2 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down

Pisanie on 01.03.17 17:11  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Ciężko o indywidualne podejście, gdy masz sporo pacjentów. Co prawda można nieco powątpiewać w fakt, że jest duża ilość osób wymagająca rehabilitacji jako takiej. Może i jest, może i nie, nie miał pojęcia, nie interesował się tym za nadto. Czasem widział jedną, może dwie inne osoby, ale kto wie, może mają inaczej rozplanowane to. Albo robią co innego. Nie każdemu wymordowany niemal odgryza bark.
Tsh.
- Jesteś lekarzem? - ...
...
NO SHIT SHERLOCK. To wcale nie tak, że jeszcze chwilę temu sprawdzała, czy nie jesteś pod wpływem alkoholu, a potem robiła ci krótkie oględziny, czy nie jesteś odurzony, nie?
Wcale.
Faust, odstaw te prochy. One ci serio szkodzą. Przejdź na medycynę alternatywną, może trochę tych igiełek po ciele? Akupunktura, o? W końcu jesteś w orientalnym kraju, chyba mają tu salony z akupunkturą.
Wypowiedzenie tego to tortura, dobrze, że nie musi.
Ech, cóż, nie był raczej chwilowo zdolny intelektualnie do bycia bardziej "skrytym" ze wszystkim. Przynajmniej nie wstydził się bycia pół-nagi, ale z drugiej strony, jeny. To nie tak, że jego ciało jest jakoś potwornie zdeformowane, więc i nie miał się czego bać.
A czerwone oko, biorąc pod uwagę Łowców panoszących się po mieście - tak, to deformacja, którą wolał ukryć. Zwłaszcza na tak wysokiej pozycji.
Wysłuchał jej wytłumaczenia, dlaczego woli zostawić go tutaj, odstawiając przy tym filiżankę i starając się dokładnie słuchać. Tępota spojrzenia powoli przemijała, więc możliwe, że leki powoli puszczają. Nie było się jednak co spodziewać po nim wybuchu energii czy zadowolenia - był tak czy tak zmęczony. Zmęczony bezczynnością, jeśli tak to można ująć.
Pokiwał przytakująco głową, rozumiejąc, co ma na myśli. Skoro już zostało ustalone, że jest lekarzem (again, no shit Sherlock) to faktycznie mogła zwyczajnie mieć ochotę go trzymać na oku, skoro sam się jej wpakował do mieszkania w stanie odurzenia. Cóż.
- Miło mi więc mieć takie troskliwe oczko nad sobą. - Ciepły, miły uśmiech kwitniał na jego twarzy w tej chwili. Był szczerze zadowolony z faktu, że miał nad sobą osobę, której faktycznie w jakimkolwiek stopniu zależy na jego zdrowiu, a nie wykonuje tylko serię rozkazów z papierka.
Miła odmiana.
Niemniej, ten uśmiech zrzedł, gdy został spytany o oko. Wiedział że to zauważy. Każdy głupi by zauważył tą rażącą różnicę między kolorami. Wydał z siebie westchnięcie i nieco mocniej objął się kocem, spoglądając ku stołowi, zamiast na Sai.
- Tak, tylko dlatego że czerwone. Pewnie wyczytałaś z przepustki moje zajęcie. Wolę, by "on" unikną nieciekawych pytań czy podejrzeń, bo jego ochroniarz ma jedno, czerwone oko. Wiesz jak to bywa z wyobraźnią ludzi czasami. Jeszcze by zaczęli oskarżać go że jestem jakąś hybrydą z Łowcami czy coś. - Prychnął niechętnie na tą myśl, kręcąc głową na boki. Wyciągał lewą dłoń spod koca po filiżankę, gdy pewna kwestia się upomniała.
Boleśnie.
Przez jego ramię przeszedł potężny impuls bólu, od jakiego zacisnął powieki, opierając ramię na kolanie, sycząc z bólu.
- Miło... Że się przypomniałeś, właśnie o tobie rozmawialiśmy. - Choć trochę dowcipu, zawsze coś, nie? Pewnie przejdzie niedługo.
Dotąd przechodziło.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 01.03.17 20:10  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Siedziała sobie spokojnie na wersalce z lekkim uśmieszkiem popijając swoją herbatkę. Skinęła lekko głową w geście potwierdzenia kiedy spytał o jej główną profesję. Można powiedzieć że miał sporego farta wpadając do jej mieszkania w tym stanie. No i w sumie jej się trafił ciekawy obiekt badań, a raczej obserwacji. Pracoholiczka, nie byłaby sobą gdyby nie zbadała osoby potrzebującej medycznej atencji. Zawsze można trafić na ciekawy przypadek, taki jak ten na jej wersalce. Nie dość że gwardzista to jeszcze z jeszcze z czerwonym okiem. Istna wisienka na czubku bitej śmietany. Różnobarwne tęczówki nie raz widziała, ale takiego dziwnego kontrastu jeszcze nie było. Jednym słowem była zafascynowana jego stanem. - To dobrze, wolę to niż poczucie winy żeś tu wylądował. - powiedziała ze spokojem w głosie. Zmrużyła nieco ślepka widząc jak ten ucieka wzrokiem, w głosie dało się wyczuć zażenowanie albo coś na te miary. Sięgnęła ręką w stronę jego twarzy łapiąc za podbródek i lekko obracając jego twarz w swoją stronę, tak żeby spojrzał na nią. - Patrz na mnie.. barwa oczu nie wiele zmienia. Choć to szlachetne że tak bardzo się poświęcasz dla swojego przywódcy. Ale nie powinieneś się czuć z tym źle. Z takim wyglądem nie jedną dziewczynę byś wyrwał.. ale nie mogę ci przecież mówić jak masz żyć, prawda? Skoro czujesz potrzebę noszenia opaski przed Nim, to twój wybór. Moim zdaniem jest ona zbędna, ludzie powinni cię oceniać za twoje zasługi i to jaki jesteś a nie za to jak wyglądasz.. - powiedziała dość łagodnym ale jednak nieco karcącym głosem. Może była zbyt szczera, może zbyt krytyczna, tak mógł ją odebrać. Zbyt dobrego wrażenia nie wywarła przy pierwszym spotkaniu, ale nie będzie udawać kiedy nie musi. Obdarowała go jeszcze ciepłym uśmiechem i puściła jego głowę. Mógł robić co chciał, a wyraźnie chciał się napić. No i na chęci się skończyło. Syk i reakcja ciała podniosła jej czujność. Odstawiła filiżankę na blat i złapała go za nadgarstek przysuwając jego rękę do siebie. Drugą dłonią ujęła go za przedramię. Wlepiła spojrzenie w jego twarz. - Opisz mi ten ból.. co czujesz.. jest od środka.. w jednym miejscu czy taki impuls rozchodzący się po kończynie? - zadała kilka prostych pytań zerkając na rękę, lekko zacisnęła dłonie na jego kończynie aby czy mięśnie są bardzo spięte.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 01.03.17 20:43  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Póki nie wsadzi go do klatki, nie zakładając mu wcześniej opaski z numerem identyfikacyjnym co by się nie zgubiła między swoimi królikami doświadczalnymi, przeżyje bycie "obserwowanym". No, może będzie miał skromne obiekcje, jeśli będzie wisieć za jego głową i przyglądać się każdej czynności, jaką robi. Póki co jednak - jest w porząsiu, i jeśli to dla niej obserwacja, to przeżyje to. Jakoś.
Ledwie. Niech mu to potem jakoś wynagrodzi, to nie będzie zły.
Nah, i tak by nie był.
- Tego już nie zmienię, więc chociaż spróbuje jakoś się zrekompensować za fakt tego wtargnięcia. Choćby samą obecnością. - Trochę poplótł tą kwestię trzy po trzy, ale zamysł był taki - skoro i tak już fakt bycia tutaj jest "dokonany" to no, nic z tym nie zrobi, dlatego też przynajmniej zrobi coś, by zatrzeć te złe wrażenie. Choćby to była tylko rozmowa i odpowiadanie na pytania, to już zawsze coś. Kto wie, czy gdyby normalnie go o to spytała, odpowiadałby tak szczerze.
Pomijając fakt że wtedy miałby oko zakryte opaską.
Nie oponował przed obrotem jego głowy na bok, i wysłuchał jej słów. Pokręcił lekko głową na boki, rozbawiony tym, jak uważa że to problemy w relacjach międzyludzkich są tu głównym czynnikiem noszenia tej opaski.
- Robię to tylko dla faktu, by Cronus nie miał na karku ludzi, którzy go wypytują o jego ochroniarza. Raczej wiele nie zrobię i tak w tej chwili, to nie ma sensu, by jeszcze i o to pytali. Poza tym - bywa przydatne. Jak jest za ciemno, mogę zmienić oko na drugie i woila, nagle widzę lepiej. - Nie ma to jak szukanie jakichkolwiek plusów w naumyślnym upośledzaniu swojego wzroku, prawda?
Ech.
Wzruszył bezwiednie barkami po tych słowach, i chyba chciał coś jeszcze dodać po wzięciu filiżanki, ale niestety, ten zamiar został raczej szybko ucięty przed dokonaniem. Szybka reakcja Saiyuri i nagły zalew pytań nie pomagał, gdy czuł się ponownie, jakby tamten stwór wgryzał się w te mięśnie.
- Jedno miejsce, pulsujące. Blisko obojczyka. Rozchodzi się wzdłuż ramienia. - Zdawkowe odpowiedzi to jedyne, co w tej chwili jego mózg zdołał wyrzucić z siebie. Być może jakiś źle splątany nerw, który znalazł się między zrastającymi mięśniami?
Nie no, chyba nie zrobili by takiej fuszerki przy zszywaniu go.
...
Prawda?
...
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 01.03.17 21:15  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Był aż tak wierny swojemu przełożonemu?! To było godne podziwu, ach ile ona by dała za taką własność. Wiernego po grób sługę, robiącego wszystko aby ją uszczęśliwić. To byłoby zbyt piękne, ludzie to jednak nie dobermany. Bywają lojalni ale mają swoje wewnętrzne cele i priorytety. Czasami się buntują a i nie raz odwracają sie plecami jak coś nie idzie po ich myśli. Gdyby była w stanie, to by mentalnie westchnęła. Cóż mogła powiedzieć, przez chwilę brakowało jej słów. Więc źle zinterpretowała jego zachowanie, to nie był wstyd. Z drugiej strony on chyba też nie do końca zrozumiał jej przesłanie. - Jak jesteś taki dobry w tym co robisz.. to barwa twoich oczu nie powinna nikogo obchodzić. Cronus przecież ma język i potrafi się nim posługiwać. Z resztą jesteś przecież jego ochroniarzem a nie kochankiem.. - dodała już na końcu puszczając mu oczko. Zamilkła na chwilę czekając na jego odpowiedź, mógł ją przecież uświadomić w swojej relacji z szefem. "Mimo wszystko za bardzo się przejmuje tym okiem.." przeszło jej jedynie przez myśl. - Ja nie rozumiem czemu je ukrywasz.. dla mnie żadne z wyjaśnień nie ma sensu. Robisz to dla Cronusa, trochę brzmi to jak by był małym dzieckiem i nie mógł sobie poradzić bez twojego 'poświęcenia'.. Czy on w ogóle wie że masz czerwone oko? - przechyliła lekko główkę w bok. No nie mogła, musiała z nim wejść w dyskusję, taka była upierdliwa.
Słuchała jego wyjaśnień i puściła jego nadgarstek. Wolną ręką ujęła przy barku obok miejsca które opisywał. Wlepiła spojrzenie w miejsce gdzie był ugryziony. Dotknęła lekko miejsca gdzie lekarze poskładali go do kupy. Nie wyglądało to najgorzej biorąc pod uwagę jego opowieść o nabyciu rany. Ucisnęła lekko w okolicy bolącego miejsca sprawdzając jak bardzo go boli. Trochę zapewne jeszcze potrwa aż wróci do pełnej formy. - Mogę co najwyżej podać ci coś znieczulającego za pomocą zastrzyku.. jeśli ból zelżeje. - powiedziała zerkając na niego z opanowaniem. Nie miała tu wszystkiego, ale najbardziej potrzebne rzeczy by się znalazły bez problemu. Wszystko zależało od niego oczywiście. Lekko uciskała przedramię i okrężnymi ruchami rozmasowywała miejsce sprawdzając czy to nie jest czasem problem z mięśniem.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 01.03.17 21:31  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Cóż, powiedzmy że Faust jest osobą, która jest trochę "drażliwa" na temat opinii innych spowodowanych fałszywymi plotkami. Już raz miał okazje takie coś przetrwać. Nie miał zamiaru ani do tego wracać, ani zmuszać do powrotu do tego inną osobę.
Pozwolił jej mówić, i miał formować odpowiedzi, ale póki co, ból spowodowany raną go skutecznie uniemożliwił. Nie odpowiedział na te słowa, przynajmniej nie dopóki trochę ten ból nie minie. Na szczęście - był to ból krótkookresowy, a pomoc ze strony Sai była tym bardziej kojąca dla obolałego ramienia.
- Myślę że to nie będzie konieczne. To krótkookresowy ból, odpuszcza już. Poza tym - jestem wytrzymałą osobą, dość odporną na ból. Dam radę. - Pokiwał głową, w końcu był dzielnym chłopcem, prawda? Nie trzeba go obwiązywać bandażami jak się zatnie kartką, daaa radę.
Niemniej, przerwał poprzednią dyskusję a pro po jego oka, a czuł się nieswojo z tak niekulturalnym ominięciem tego tematu. Dlatego też, gdy ból już zelżał, chciał powrócić do tego tematu. Nie chciał tak zostawić tej kwestii bez niczego.
- Nie jestem kochankiem Cronusa, to racja, ale czuję się personalnie odpowiedzialny za to, co leży we mnie. A to oko... Zwyczajnie martwię się. Martwię się tym że powiążą mnie z Łowcami. Nie pomoże fakt że raz mnie porwali i próbowali wyciągać to i owo ze mnie. Nie chcę, by powstały jakieś teorie konspiracyjne, współpraca z łowcami czy co tam sobie wymyślą gaduły rozdmuchujące dramaty. I... Tyle. Choćbym za to miał się umyślnie pozbawiać połowy wzroku. I tak nie jestem wiele lepszym użytkiem z obydwoma. - Po wyjaśnieniu swojego punktu widzenia odetchnął głębiej, z niejaką ulgą, gdy pozbył się tego z piersi. Nie miał ostatnio z kim rozmawiać, Kaukaz chyba wybył na misje, nikt go nie odwiedza. Siedzi sam, i zadręcza się faktem bezsilności. Tylko tyle.
Niemniej, teraz mógł zabrać się z powrotem za herbatę, a musiał odciągnąć myśli od bólu, słabnącego, ale jeszcze silnego. Stąd też pociągnął większy łyk, chcąc się skupić na smaku ciepłego naparu. Właśnie, miał pytać. Odstawił filiżankę, i wrócił wzrokiem do Sai, chcąc na prędce zmienić temat.
- Skąd masz tą herbatę? Jest naprawdę świetna, można ją zdobyć tu, W M-3? - Szybka, płynna zmiana tematu. Yay!
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.03.17 20:56  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
O tak zdecydowanie był dzielnym pacjentem, na wojnie to by dostał buziaka w policzek. Każdy miał inną odporność na ból, jedni szybko tracili panowanie nad ciałem, inni potrafili zdzierżyć prawie wszystko. Tortury na takich to była istna przyjemność, determinacja wymalowana na twarzy, zaciśnięte szczęki i co jakiś czas syki zdradzające cierpienie. Miała więcej szacunku do takich jednostek, nie trzeba było się z nimi cackać. Jak miło że w Spec'ach również byli wytrzymali członkowie. Gwardzista to przecież nie byle chłystek. Uśmiechnęła się lekko widząc jak powoli grymas niezadowolenia znika z twarzy. "Wygląda na to że to problem z mięśniami.. dobrze że nie układ nerwowy.. ale wtedy mógłby mieć niedowłady.. skoro się na nie nie skarży to wszystko powinno z czasem się poprawić.." przeszło jej przez myśl. - Zdecydowanie jesteś dzielnym chłopcem.. Chcesz lizaczka w nagrodę? - spytała z lekkim rozbawieniem, nieco jeszcze rozmasowując obolałe miejsce. Jak dostrzegła ulgę na twarzy swojego nowego pacjenta to dopiero zabrała rączki. Oczywiście musiał dorzucić swoje pięć groszy. I nie było w jego wypowiedzi nic nowego. Nadal bronił swojego szefa, westchnęła na fakt że to beznadziejny przypadek. Ale kiedy przyznał się że nie szkoda mu niszczyć wzroku to aż ją zagiął tym tekstem. Rozdziawiła usta wpatrując się w niego, widocznie chciała coś mu powiedzieć ale nie wiedziała co. Zdecydowanie będzie próbowała mu wybić z głowy ten porąbany pomysł. - Jak ktoś Cię oskarży o konszachty z łowcami to wyślij go do mnie.. wypuszczę typa z czerwonymi ślepiami z mojej pracowni.. niech potem sam się tłumaczy że nie jest spowinowacony z łowcami.. krzyżyk na drogę takiemu cwaniakowi.. - powiedziała z dość bezczelnym uśmieszkiem na ustach, a i owszem byłaby do tego zdolna, bo czemu nie? - Ja też nie mam naturalnej barwy tęczówek, to efekt uboczny eksperymentów.. - powiedziała wzruszając z obojętnie ramionami jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. - Ale skoro tak bardzo ci zależy na opinii innych to cóż.. chyba tego tak szybko nie zmienię.. ale nie chcę widzieć cię w tej opasce.. - powiedziała z uśmiechem i puściła mu oczko. Jej prośba miała dość stanowczy wydźwięk. A jak ona czegoś chce to sobie po prostu to bierze, więc niech się nie zdziwi jak po przebudzeniu się z jego sterty ciuchów zniknie ta przeklęta opaska. - Specjalista do zmiany tematu widzę.. ale niech Ci będzie Faust.. - skomentowała jedynie z rozbawieniem. - To jaśminowa herbata, dam ci trochę na odchodne żebyś mnie miło wspominał.. - powiedziała z zadowoleniem w głosie.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.03.17 21:22  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Powątpiewać można w to że na wojnie miałby taką ładną Panienkę lekarz jak ma tu teraz do dyspozycji. O ile nie jest wybiórczy pod względem płci, tak od niektórych facetów-lekarzy jakich miał okazję poznać wolałby "uniknąć" szansy na dostanie całusa. Serio.
Nie.
Just nie.
Sai by pewnie miała z nim sporo zabawy, no, na tyle długo aż nie zaczęłaby wykorzystywać jego wrażliwości na chemikalia. Wtedy to szybko by poszło. Gdyby je-wróć, po co w ogóle o tym rozmyślać. Raczej nie trafi nigdy na jej stół badawczy jako osoba do torturowania i wyciągania wiadomości z, prawda? Jeśli już, to tylko jako pacjent, a i to jak najrzadziej byłoby najlepsze. Woli móc rozmawiać z kimś niekoniecznie przy sklejaniu jego własnych wnętrzności do kupy. Serio. Nie.
- A chcę. - Rzucił ni z tego ni z owego, unosząc lekko brwi do góry. I co? Masz lizaczka, Sai? Czy może jednak kłamczysz i nie będzie żadnego? Ech, to dziwne, jak łatwo nawiązał z nią kontakt i rozluźnił się w jej obecności. Oczywiście, nie z każdym tak powinien robić, ale czasami trafiasz na takie osoby, gdzie coś w tobie "klika" i czujesz się dobrze przy niej. Zdolny do gadania o wszystkim i o niczym, czując że żadnych nieprzyjemnych kwestii nikt z ciebie za to nie wyciągnie. Miło jest czasem się rozluźnić.
Może i dla innych takie poświęcenie wydałoby się czymś niezwykle głupim, ale Faust odczuł na sobie, jak opinia publiczna potrafi kogoś zniszczyć. Dotąd wierzył w to że nie musi przynosić swojemu szefowi dodatkowych pytań i problemów. Ostatnio jednak miał ochotę sobie to zwyczajnie darować, bo i tak najwidoczniej jego pracodawca ma go gdzieś. Nie żeby oczekiwał kwiatów, odwiedzin czy coś, ale chociaż telefon od czasu do czasu. Chyba nie jest aż tak zajęty ze swoimi sekretarkami tam, nie?
Wzruszył bezwiednie barkami na jej słowa o wysyłaniu oskarżycieli do niej. Neh.
- Nie są czerwone. Bez trudu można to uznać za soczewki. - Doprecyzował jej słowa, bo nawet i jeśli były faktycznie w tej barwie (na co jak dotąd nie zwracał uwagi) to nie był to "cenzurowany" kolor jak czerwień. Czerwień - łowcy. Łowcy - be. Be - bardzo be. Prosta kalkulacja, prawda?
- To zamykaj oczy jak mnie zobaczysz. Nie ma problemu. - Rozłożył ramiona na boki z uśmiechem. Nie ma problemu, nie? Zamyka oczy, nie widzi problemu, nie ma problemu. To tak jak z potworami dla osób mających jakieś strachy. Zamykasz oczy - nie ma potwora, potwór cię nie widzi. Taka zasada, ne?
Szkoda że nie działa.
Ponownie wzruszył barkami, bo jednak ten temat już trochę gryzł, a z pewnością są lepsze niż jego czerwone oko. Gdy zostało mu wytłumaczone, pokiwał głową z krótkim "dziękuję", iiiiii wrócił jednak do tematu oczu. A konkretnie.
- Powiedziałaś że twoje oczy to efekt uboczny eksperymentu. Ich kolor. Co próbowałaś osiągnąć i dlaczego na sobie? Nie miałaś, nie wiem, królika, myszy, jakiegoś zwierzęcia do testu? - Spytał z mieszanką ciekawości i zaniepokojenia. Wiadomo czym sie niepokoił wszak - zaczął łączyć fakty. Lekarz. Eksperymentuje. Na sobie. Połączmy to w jedno i można się zacząć martwić.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.03.17 22:06  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Uderz w stół, a coś się w końcu odezwie. W jej szufladach zawsze można było znaleźć coś słodkiego. Nie żeby dawała cukierki każdemu pacjentowi powstrzymującemu się od łez. Wstała z wersalki z tajemniczym uśmieszkiem i przemaszerowała do aneksu kuchennego. Cały czas była w zasięgu jego wzroku, mógł obserwować co robiła. Nucąc jakąś radosną melodię pod nosem zaczęła grzebać po szafkach. Dopiero co się wprowadziła do mieszkania więc trochę jej zajęło aż wyszperała coś z szafki. Po czym z rękami za sobą zaczęła iść w jego stronę. Zatrzymała się tuż przed nim i z radosnym uśmieszkiem pochyliła lekko do przodu. - No to.. ence pence.. w której ręce? - powiedziała z rozbawieniem. Miała dwa różne lizaki, jeden truskawkowy a drugi jabłkowy. Wszystko zależało którą stronę wybierze chłopak. Oczywiście drugi był dla niej, bo nie będzie sobie odmawiać odrobiny cukru. Rozpakowała lizaczka i wpakowała go sobie do buzi słuchając jego kolejnej wypowiedzi. - Może masz rację.. wyglądają na soczewki.. ale w takim razie ty też możesz się w nie zaopatrzyć.. nie oszukujmy się, łowcy robią to samo.. żeby się nie zdradzić.. - powiedziała ze spokojem w głosie. Dziwiło ją to że nie wpadł na to od razu, po co niszczyć sobie wzrok skoro można zatuszować 'niedoskonałość'. Prychnęła na jego zajebistą radę odnośnie zamykania oczek na jego widok. - A co ja jestem.. nietoperz? Jeszcze sobie krzywdę zrobię jak będę chodziła z zamkniętymi oczami.. a poza tym ja lubię odchyły od normy.. - skomentowała obracając lizakiem w paluszkach. Jak na kogoś kto jeszcze przed chwilą tępo się gapił przed siebie, to całkiem szybko łączył fakty. - Szukałam sposobu na poprawienie wzroku.. wiesz dla lepszej spostrzegawczości.. ale.. no ryzyko zawodowe. Eksperyment się nie powiódł i prawie straciłam wzrok.. - mówiła to z takim spokojem jakby czytała listę zakupów. Nic nadzwyczajnego. - Nie lubię eksperymentować na zwierzętach, to nie to samo co człowiek. Z resztą nie boję się testować na sobie nowych leków, jeśli nie mam pod ręką nikogo kto by mógł być moim małym króliczkiem.. Do odważnych świat należy! - ostatnie słowa powiedziała bardzo radośnie. Wyglądało na to że dziewczyna jest trochę upośledzona pod kątem odczuwania strachu. Pomazała sobie usteczka lizakiem i oblizała usta delektując się smakiem. - A tak z ciekawości.. jesteś zadowolony ze swojej pracy? Spędzasz tak dużo czasu w towarzystwie swojego szefa.. masz w ogóle jakieś życie poza tym co robisz? Jakieś hobby? - oparła się plecami o kanapę bawiąc się swoim smakołykiem, jedynie było widać jak biały patyczek obraca się i kręci na boki.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.03.17 17:19  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Szczerze mówiąc, nie spodziewał się tego, co go mogło ewentualnie spotkać. Uniósł lekko prawą brew do góry, zastanawiając sie, za czym Saiyuri grzebie po meblach.
"Nieee, na pewno nie ma słodyczy, nie?"
Niemniej, miał okazję również trochę popodziwiać figurę i ciało osoby opiekującej się jego zdrowiem na ten moment. No co? Zabronicie mężczyźnie podziwiać ciało ładnej kobiety? To że patrzył nie znaczyło wcale że następną rzeczą jaką zrobi to dobieranie się do niej. Tsh.
Niemniej, chyba znalazła co chciała, bo powróciła do blondyna. Gdyby wychyliła się bardziej, mógłby zacząć podejrzewać próbę uwodzenia. Niemniej, pochyliła się tylko lekko i najwidoczniej Faust miał wybrać rękę. Hmmm.
- Lewa. - Wybrał, przyglądając się twarzyczce Sai z bliższej odległości niż miał jak na razie okazje. Nie wiedział, na co trafi, ale nie spodziewał się lizaka, jaki zapewne otrzymał po wyborze. Bez względu na smak.
- Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się że faktycznie masz lizaki. - Stwierdził szczerze, podrapując się dłonią po głowie. Aż z lekka mu się zrobiło głupio, bo myślał że zagiął ją tym pytaniem. A jednak nie.
No nic, chciał lizaka, ma. Dawno nie miał okazji do jedzenia jakiś słodyczy, a lizaki to w ogóle była dla niego już dalece zapomniana magia. Niemniej, rozpakował swojego i włożył do ust, szybko odczuwając rozchodzący się wraz ze śliną po ustach słodki smak. Kiedy ostatnio robił coś dla przyjemności? Nawet takiej malutkiej, jak ten lizaczek.
Heh.
Tia.
- Soczewka może wypaść. Ciasno zapięta opaska nigdzie nie ucieknie. - Stwierdził z całkowitą powagą (tak, zdecydowanie wyglądał poważnie, z patyczkiem lizaka wystającym kącikiem ust), wciąż twardo się trzymając swoich postanowień. To on sobie rujnował zmysł wzroku, robił to celowo i z pełną premedytacją. Czy warto? Sam już się nad tym zastanawia, ale póki nie zdecyduje, jego bycie piratem nigdzie nie ucieka. Arrr.
- To nie tak że będziesz mnie widzieć każdego dnia, prawda? Chyba że bardzo chcesz bym się do Ciebie przeprowadził. Nie mam dużo bagaży. - Wyjął lizaka z ust i podpierając podbródek przegubem dłoni, trzymając lizaka między kciukiem a palcem wskazującym, posłał jej zadziorny uśmiech. Gdyby wzięła ten pomysł na serio, nawet nie byłby z tego powodu wielce zasmucony. To miła, fajna osóbka, z którą bardzo chętnie dzieliłby czas relaksu w domu. Lepsze to niż siedzenie samemu w czterech ścianach i czekanie na kolejny dzień, prawda? A kto wie, może nawet podejmie tą sugestie, zgodzi się, i Faust będzie zaobligowany do faktycznej przeprowadzki? I spania na kanapie, też.
Ale byłoby to warte tych poświęceń dla posiadania towarzystwa. Gadanie do robota nie zawsze kończy się zdrowo pod względem psychicznym. Zwłaszcza jak ci nie odpowiada.
Oblizał lizaka paroma ruchami języka zanim znów włożył go do ust, chcąc nieco bardziej delektować się smakiem. Rzadko ma okazje, dajcie mu się nacieszyć no! Oczywiście, słuchał też przy tym Sai, to nie tak że ją olewał dla niego.
- Nie obawiasz się że któregoś razu jeden z twoich specyfików może mieć gorsze efekty, niż niemal utrata wzroku? Rozumiem że to ryzyko związane z tym działaniem, ale jak dalej będziesz eksperymentować, jeśli faktycznie stracisz wzrok? Albo czucie? Myśl trochę w przód. - Mimo wszystko, był poważnie zmartwiony faktem jej braku odpowiedzialności za własny stan zdrowia. Marudzi na jego oko, a sama niemal się oślepiła. Brzmi ciekawie.
- Ostatnio? Niezbyt. - Stwierdził szczerze, opierając się obok niej. - NIe oczekuje w sumie by mnie wizytował na tej rehabilitacji, ale mam wrażenie że od czasu jak wylądowałem w szpitalu, przestałem dla niego istnieć. Wcześniej często rozmawialiśmy, byliśmy w praktyce kimś na styl przyjaciół. Musiał mi ufać, wszak miałem przyjąć na pierś możliwy pocisk, jaki miałby zabić jego. Taki jest zamysł mojego zadania, prawda? - Zamysł, jaki powoli w nim zanikał. Czuł się odrzucony. Oszukany. Nie chciany, a przede wszystkim - czuł, jak wszystko wokół powoli popada w ruinę. Łowcy równie dobrze mogą sie panoszyć za drzwiami, a jakże jaśnie wielki dyktator nie waży z tym nic zrobić. Chyba spodobały mu się japońskie sekretarki.
Odleciał na moment, a w jego nieobecnym spojrzeniu pojawiła się głęboko zakopana, rosnąca niechęć. Gdy jednak wrócił do rzeczywistości, zniknęła, a on kontynuował dalej. - Wybacz, zamyśliłem się. Zazwyczaj nie robiłem wiele w wolnym czasie, jakiego też dużo nie było. Moim hobby, jeśli tak można to ująć, był trening. Nie chcę zabrzmieć jakbym się chwalił, ale potrafię walczyć na wiele sposobów. A żeby nie stracić tych umiejętności, trzeba je ćwiczyć, wyuczać w sobie odruchy, pamięć mięśniową. Zapewne domyślasz się, jak może z nią być po kilku miesiącach nic nie robienia. - Westchnął z lekkim przybiciem. Bał się trochę że może to jest powód, dla którego Cronus już się z nim nie kontaktuje.
Nie jest już wystarczająco dobry.
- Nie miałem innych zajęć. Hobby. Chciałbym, ale rzadko był czas, możliwości, chęci czy osoby, z którymi mógłbym je dzielić. Czasami czuję się tu naprawdę obco. - Z pewnością Sai zauważyła fakt, że Faust stąd nie jest i mogła się domyśleć, dlaczego czuł się wyobcowany. Inna kultura. Wygląd. Zasady.
Czasem naprawdę czuł się samotny, żyjąc między tysiącami innych ludzi.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.03.17 22:38  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Aż takie było to dziwne że miała w zapasie jakieś słodycze? Może po prostu lubiła trzymać w buzi coś słodkiego podczas różnych czynności (dobra, to zabrzmiało źle.. ale wiadomo o co chodzi). Miała jeszcze inne słodkości pochowane ale to już innym razem. Póki co mógł się delektować tym o co sam poprosił. Skoro wybrał lewą rękę to skończył z truskawkowym lizaczkiem. - Oh taaak bo to tak trudny w zdobyciu towar.. - zaśmiała się oblizując swojego lizaka. I oczywiście Faust nie odpuszczał, trzymał się tej opaski jak umierający resztek tlenu z respiratora na oiomie. - A ty dalej swoje.. koniec z opaską. To cholerstwo zniknie z twojego życia raz a dobrze.. nie będziesz się umyślnie upośledzał! - powiedziała podrywając się z wersalki i jednym zwinnym susem znalazła się obok jego sterty ciuchów na podłodze. Złapała za leżącą na wierzchu opaskę i poderwała ją w górę w taki sposób żeby czasem Faust jej nie wyrwał. - Jakieś ostatnie słowa zanim wyrzucę ją do zsypu na śmieci? - puściła mu oczko machając jego zabawką w powietrzu z dala od zasięgu jego dłoni. Nie ma to jak samemu się krzywdzić a wytykać to bezczelnie innym. - No tylko nie mów że hipokryzji w życiu na oczy nie widziałeś.. - zaśmiała się obchodząc wersalkę od tyłu tak że była teraz za nim. Zatrzymała się słysząc propozycję wprowadzenia się. Spojrzała na chłopaka zaciekawiona jego sugestią. Schowała jego opaskę do kieszeni satynowego szlafroczka. Zbliżyła się do oparcia wersalki i oparła się przedramionami o krawędź. Obróciła patyczkiem kilka razy w ustach i wysunęła lizaka z ust. Oblizała słodycz ze swojej śliny, delektując się smakiem sztucznych jabłek. - Hmmm.. nie mam nic przeciwko lokatorom.. są przydatni.. podział obowiązków.. przestrzeni.. jest do kogo się odezwać.. - zaczęła wymieniać z pozytywnym wydźwiękiem. Widać pomysł nawet jej się spodobał. "Będzie miał kto sprzątać.." przeszło jej przez myśl. Taka okazja i to jej zostało to zaproponowane. - Jeśli ci nie przeszkadza że jest tylko jedna sypialnia.. to ja nie widzę problemu.. a przynajmniej będę mieć pewność że nie nosisz tego badziewia na oku.. - zaśmiała się nieco rozbawiona. Spojrzała na chłopaka, brzmiało jakby został zaniedbywany przez swojego pana. Niczym nowe zwierzątko, które się już zdążyło znudzić rozpieszczonym dzieciakom. Westchnęła na tą myśl, nie rozumiała jak można było tak przedmiotowo traktować lojalnych podwładnych. - Praca to praca.. ale z drugiej strony bycie osobistym ochroniarzem to dość wymagająca praca.. Oddać życie za kogoś na kim ci zależy to przyjemność. Co innego gdy jest się żywą tarczą osoby która ma Cię w głębokim poważaniu. Osobiście uważam to za głupotę, no chyba że liczy się spore wynagrodzenie ale w twoim przypadku.. cóż nie wydajesz się być materialistą. Gdybyś był, ta sprawa by cię nie bolała. - skomentowała ze spokojem w głosie. Po czym oblizała lizaka i przytknęła go do zamkniętych ust smarując nim warki jak błyszczykiem. Spodziewała się że ma jakieś umiejętności bojowe skoro był tym kim był. Przechyliła lekko główkę oblizując klejące się od lizaka usta i powtarzała czynność. Przez cały czas słuchała jego wypowiedzi milcząc, analizując i oczywiście uśmiechając się lekko. - Nie tyle domyślam się spadku formy ale jest to fakt. Jak z czegoś nie korzystasz to zanika.. niestety jest to pewne.. ale też nie możesz w okresie rekonwalescencji się przeforsowywać bo nie dość że pogorszysz swój stan to przerwa będzie znacznie dłuższa niż początkowe założenia. Tak czy inaczej jesteś w kiepskim położeniu. Ale mogę cię pocieszyć że jak poczujesz się lepiej to możesz ze mną ćwiczyć. - wyjaśniła na spokojnie i puściła mu oczko. Może nie wyglądała ale nie była bezbronną dziewczynką, czekającą na swojego rycerza w lśniącej zbroi.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.03.17 23:40  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 2 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Suuuuure.
Niemniej, można było zrozumieć chęć do posiadania słodyczy. Faust w jakimś stopniu zwyczajnie zapomniał o takich małych drobnostkach, jak łakocie tego typu. Zazwyczaj jakieś standardowe posiłki, kawa lub herbata (w zależności od tego, na co czuł większą chęć), woda. Rzadko kiedy miał czas zwyczajnie połazić po okolicy, a nawet jeśli, szybko stwierdzał że zwyczajnie nie wie, co ze sobą robić i wracał z powrotem do północnej części miasta, do innych żołnierzy.
Może dzięki białowłosej osóbce obok niego odnajdzie inne spektrum działania i myślenia, niż tylko praca praca i praca? Byłaby to miła odmiana.
Och, więc to był truskawkowy? Wiśniowe są lepsze, ale truskawkowe też nie są złe, więc nie marudził.
- Oj no, w praktyce zapomniałem o egzystencji cukru w innej formie niż do kawy lub herbaty. - Rozłożył bezradnie ręce na boki, kręcąc lekko głową. Zwyczajnie no, nie pamiętał o tym. Nie żuł gum, nie lizał lizaków, nie pił kakałek, nie gryzł cuksów, ani nie jadł ciast. Zwyczajnie no. Jakoś tak wyszło.
Te porównanie.
Niemniej, nie był wzruszony faktem, że dziewczyna zabrała mu opaskę i chciała ją wyrzucić. Jedyne co zrobił, to obrócił się w jej stronę, posyłając jej spojrzenie pełne pewności siebie. I szeroki uśmiech.
- Mam ich więcej. - I co teraz? Wyrzuci jedną, to pójdzie przez drugą. Nawet jak będzie musiał iść przez całe miasto po nią. Coś wymyśli, nie wygra z nim.
- Myślałem że ładne osoby nie są hipokrytami. Świat mnie zaskakuje każdego dnia. - Trochę pobrzmiał ironią w swoim tonie, gdy odchylał głowę do tyłu by móc nadążyć wzrokiem za towarzyszką rozmowy. Coś pomruczał niezadowolony ze schowania opaski, ale nie mógł w tej kwestii nic zrobić. Pewnie gdyby próbował odebrać ją siłą, skończyłoby się na popsuciu szlafroka, zleciałby w dół, i byłby obustronny wstyd, to tez nie ma się co bić.
Odbije ją kiedy indziej. Będzie jak ninja!
Powolne wymienianie zalet sprawiało że Faust powoli odczuwał ciężar konsekwencji jego słów, powiedzianych w dużej mierze "na żywioł". Może tego właśnie potrzebował? Przerwania montonii, zrobienia czegoś głupiego, nieprzemyślanego i nie pasującego do niego, jak właśnie choćby wbicie się butami komuś do mieszkania i zamieszkanie z na wpół-obcą osobą pod jednym dachem? To nie brzmi jak coś, co robi logicznie myśląca osoba.
Ale może tego Ursik potrzebuje, by poczuć się lepiej. By poczuć się bardziej komfortowo w tym środowisku. Posiadanie kogoś innego niż robot bez zbyt dużego zasobu możliwości do rozmowy to dobry wstęp.
No i dobra herbata. Wypije jej zapasy i może wracać do siebie. Tak, to dobry plan.
- Wygląda więc na to że nie musisz mi dawać herbaty na odchodne. No i chyba faktycznie pomysł z zamykaniem oczu na mój widok nie jest trafiony, skoro będziesz mnie widywać codziennie. Niniejszym pakt został podpisany, kontrahentko. Ciekawe kto pierwszy z nas będzie żałował tej decyzji. - "Pewnie ja" przeszło mu przez myśl, gdy pomyślał o tych nocach przespanych na niewygodnej kanapie. Ale hej, może jakoś się to załatwi. Wystarczy ją nieco rozłożyć, nieco obrócić, moze dokupić poduszkę czy dwie i coś z tego się zrobi, prawda? No, chyba że Sai zaproponuje inne wyjście.
To się jeszcze rozplanuje.
- Znam siłę opinii innych. Wolałem jej nie odczuwać ponownie. - Jego odpowiedź była dość enigmatyczna, ale nie krył swojego tonu, ani nastroju, ani faktu, że na kilka chwil przesuną swój wzrok gdzie indziej, znowu odpadając we wspomnienia. Nie był wściekły. Zły.
Widać i słychać było to że doświadczył tej siły. Opinii innych, myśli innych. I nie chciał ponownie tego czuć. Może to nawet swoista fobia jakiej się nabawił, a jaką nawet próbuje zwalczyć tym nieplanowanym posunięciem wbicia do Sai na "stałe".
Lizak Fausta powoli zaczął pękać. Czuł już językiem w nim dziury i oderwane kawałki warstw aromatyzowanego cukru. Nie przeszkadzało mu to jednak, a i było to nieco pomocne by oderwać jego myśli od smucenia się przeszłością. Nie zmieni jej wszak, prawda?
- Domyślałem się że nie jesteś Hyclem bez powodu. Czemu by nie. - Uśmiechną się. Ciekawiło go w sumie, czym by go zaskoczyła pod względem umiejętności bojowych.
Miał ochotę podpytać też, czy próbuje mu coś zasugerować tymi wszystkimi gestami jakie robi, czy taka zwyczajnie jest, ale może to nie jest najlepsze pytanie na pierwszy dzień znajomości z nowym współlokatorem, prawda?
- Nie będzie ci przeszkadzać że ściągnę ze sobą swojego medycznego droida? VP-41 jeśli dobrze pamiętam. Nawet jeśli nie będzie potrzebny, skoro jest już tak profesjonalna opieka w twojej osobie, to zawsze może się przysłużyć na inne sposoby. Choćby do upilnowania porządku po nas obojgu.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach