Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 17 z 18 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18  Next

Go down

Pisanie on 17.09.19 21:34  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz
Puchate, porośnięte różowym futerkiem uszy zadrgały gwałtownie i wyprostowały się na sztorc, kiedy to niedaleko miejsca, w którym to Kari postanowiła przysiąść i odpocząć rozbrzmiały odgłosy kroków - w miarę ciche, ostrożne, ale dla niej perfekcyjnie wyraźne. Powinna spodziewać się tego, iż w okolicy tej ktoś - ktokolwiek - się pojawi, jako że była ona stosunkowo popularna oraz mniej więcej bezpieczna - żaden punkt na Desperacji nie był w stu procentach pozbawiony zagrożeń i możliwości zostania ukatrupionym, o tym trzeba było pamiętać, tak. Na krótką, zwiewną chwilę dźwięk ucichł, spinając mięśnie Wymordowanej i popychając ją do położenia upapranej krwią dłoni na rękojeści górnej katany. Nawet nie zauważyła tego, kiedy podniosła się do niskiego kucnięcia, z którego sprawnie i zwinnie, i prędko zdolna była przejść do naładowanego mordem susa. Aż wtem mrugnęła, gdyż jakieś trzy metry przed nią wyszła zza dużego, niewymiarowego kamienia persona o włosach barwy zboża i z osłupieniem wymalowanym na ładnej, ślicznej twarzyczce. Zmarszczyła brewki, wpatrując się ostrym, badawczym wzrokiem w tę przedziwna, drobną istotkę, która pierwsze, co uczyniła na widok Kari, to skomplementowanie jej włosów. I wytknięcie kującej, w dalszym ciągu krwawiącej - acz już zdecydowanie mniej, niż wcześniej - rany, przez którą to jej przyodzienie nadawało się już wyłącznie do wywalenia. Bądź spalenia. Ech, nie był to pierwszy i zapewne ostatni raz, jak wywalić przyszło jej jakiś ładny skrawek materiału, toteż nie była z tego powodu jakoś wielce zasmucona.

- Masz trzy sekundy na to, aby odwrócić się i pójść w pizdu daleko stąd, ojōsan - odezwała się wreszcie, kładąc swoim śmiesznym zwyczajem nacisk na kompletnie losowe, przypadkowe wyrazy w swojej wypowiedzi. Nie była zainteresowana, obecnie, ścinaniem kolejnego słabego, żałosnego osobnika, zaś ktoś silny na jej słowa zareagowałby albo agresją, albo też pychą, albo jeszcze czymś innym pięknym i słodkim. Nie miała jak na razie cierpliwości na użeranie się z niegodnymi jej uwagi jednostkami, gdyż wyciągnąć musiała w końcu tę natrętną kulę, jaka utknęła w ramieniu, lecz jeśli ta słodziutka persona okaże się kimś mocnym, to wtedy zdecyduje się stracić na nią te kilka cennych, ładnych sekund. Błękitne ślepka luźno tylko i przelotnie zerknęły na czworonoga, jaki towarzyszył tej jasnowłosej, uroczej panience, na widok którego usteczka wykrzywiły się w nieprzychylnym grymasie - kolejny zbędny, nędzny pchlarz, pf. Coś dużo tych kundli ostatnio spotykała, a to nie podobało jej się ani odrobinę. Nope.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.09.19 11:38  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz
Niedosłowna, niedokładna groźba była w sumie czymś, czego Jaskier się spodziewała. I tutaj pojawił się jej bardzo duży dylemat — nie była przecież aniołem, by się dopychać do pomocy innym, ale też nie była na tyle bez serca, by komuś nie pomóc. Przełknęła głośno ślinę, jakby miała w ten sposób pomóc samej sobie z przepchaniem przez gardło guli strachu i niepewności, po czym parę razy zacisnęła i poluzowała palce. Decyzja chyba została podjęta.
Ej, ej... No ale coś ci się chyba myli – odpowiedziała, najpierw przywdziewając spokojniejszy ton, a potem zaś już oprószony nieco dumą i nawet naganą.
Nie wiem co myślisz, ale nie mam po co na ciebie polować, tak w razie czego. Bo zjeść cię nie zjem, do zarażenia wirusem raczej niezbyt się spieszę, a twoje... Bogactwa... – ruszyła głową w stronę plasterków –  Ej, chyba pamiętam, jak ten kucyk się nazywał – wtrąciła nagle z pewnym rozbawieniem –  nooo, w każdym razie też mnie nie interere. Myślę, że grzebanie palcami w ranie postrzałowej raczej tylko spowoduje, że wda ci się wyjątkowo szpetne zakażenie. Chyba nie chcesz gnić żywcem jak ci wszyscy, którzy zarazili się tą całą plagą, nie?  – upomniała ją, na końcu wypowiedzi przechodząc z rozbawienia w powagę. Mimo wszystko nie potrafiła żartować z takiego nieszczęścia, ale... Użycie obrazowego, dosadnego porównania mogło tu pomóc. Przeniosła ciężar ciała z lewej nogi na prawą, dłonie oparła o biodra. Postawę miała więc upartą, ale... Podskórnie wciąż czuła, że będzie gotowa uciekać gdzie pieprz rośnie, kiedy tylko poczuje się zaniepokojona. Co za bzdura, żeby myśliwy ze strzelbą uciekał przed królikiem... Przypomniał jej się jeden horror, właśnie o króliku, ale o tym wspominać nie chciała.
 Traf chciał, że jestem medykiem. Nawet mój pies jest rasy powiązanej z ratowaniem życia. Mam trochę sprzętu przy sobie, więc... No, mogę ci przynajmniej trochę ogarnąć tę rękę. Nie chcę króliczej łapki na szczęście, więc raczej obejdzie się bez amputacji.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.09.19 20:04  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz
Bardzo, ale to bardzo gadatliwą personę przyszło jej w tym zakątku spotkać, co na srogiej, obsianej niebezpieczeństwami Desperacji nie zdarzało się wcale aż tak często. Chociaż z drugiej strony brak natykania się i interakcji z osóbkami mającymi wiele do powiedzenia mógł wynikać z tego, iż Opętana miała przeważnie do czynienia z bezmózgimi, opanowanymi przez bezgraniczną agresję lub stawiającymi na walkę niźli konwersację celami; klientami, którzy mało kiedy obszernie wyjaśniali misje, jakie łaknęli zrzucić na członków Drug-onów, a jak już to czynili, to Kari słuchała ich półuchem, bo przez większość czasu farmazonami rzygali; albo też słabymi, godnymi tylko pogardy z jej strony jednostkami, które to wyłącznie szczekać i wyć potrafią, toteż nie warto było zwracać uwagi na ich bezwartościowe wypowiedzi. Tak, to pewnie przez to, hah. Strzygnęła prawym, długim uchem i zmrużyła groźnie niebieskie, uważnie wpatrujące się w jasnowłosą niewiastę oczka, oceniając prawdziwość jej wypowiedzi i życzliwość wyłożonych na srebrnej tacy intencji. Towarzyszące jej wiecznie i zawsze instynkty nie krzyczały z tyłu jej głowy o tym, aby dziewczę to - dobra, kobieta - urocze stanowiło dla niej jakiekolwiek zagrożenie. Wręcz przeciwnie, to ona byłaby zdolna zgnieść ją bez większego problemu i to nawet w swoim obecnym, dość marnym stanie - ubytek metalicznie pachnącej, ciepłej krwi nie był dla niej czymś pozytywnym, tak samo coraz to bardziej irytujący ból pulsujący w miejscu, gdzie utknięta była wredna, natrętna kula. Nie mogła pozwolić sobie na zmarnowanie więcej słodkich, cennych minut - i tak już to uczyniła, maszerując sobie od Złomowiska do tegoż punktu w nadziei, że jakieś debilne, zdziczałe monstrum rzuci się na nią niby na podstawiony mu pod nos, smakowity posiłek. Tak się jednakże nie stało, dlatego humor Wymordowanej leżał parszywie na glebie z założonymi na klatce piersiowej rękoma i wpatrywał się naburmuszonym spojrzeniem w błękitne, jasne jeszcze niebo.

Kliknęła bezwiednie i donośnie językiem, siadając z powrotem na twardej ziemi i nie odrywając uporczywego wzroku od tego gotowego do ucieczki... człowieka. Wzmianka o zarażeniu się jasno wskazała na to, do jakiej to rasy przynależy, co tylko zasiało na bledszej niż zwykle twarzyczce Kari zalążek wrednego, niebezpiecznego uśmieszku. Niejedna, znająca ją osoba odwróciłaby się w tymże dokładnie momencie na pięcie i czmychnęłaby jak najdalej stąd, nie chcąc mieć nic, a nic wspólnego ze Żmiją, kiedy ta jest w tym nastroju.
- Wydajesz się wiedzieć, o czym paplasz - rzuciła zakrapianym dumaniem głosem, rozluźniając palce ściskające rękojeść górnej katany i luźno tylko kładąc na niej lewą dłoń. W dalszym ciągu przygotowana była do ewentualnej ofensywy - nigdy defensywy, atak należy zwalczać drugim atakiem, pf - lecz mięśni i samej postawy nie miała już boleśnie, widocznie spiętych. Ludzki medyk, kto by się spodziewał, ech? - Zawrzyjmy więc umowę, hm? - Była dobra w te akurat klocki, przynależy w końcu do organizacji zajmującej się najemnictwem. - Ty wyciągniesz mi to ścierwo z ramienia, a w zamian ja Cię nie poszatkuję. Co Ty na to, ojōsan? - Albo i nie była aż taka świetna w negocjacjach i dogadywaniu się. Ale cóż poradzić, skoro jej konkretna profesja dotyczyła eliminowaniu wskazanych celów bez zbędnych marudzeń i nagabywań, a nie dopinanie układów z klientami na ostatni guziczek? No właśnie, hah!
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.10.19 23:59  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz
No, bo w sumie to wiem – odpowiedziała z dumą, ale też trochę wahaniem wynikającym z bojowej postawy wymordowanej. Jaskier nie była do końca pewna jak powinna się zachowywać. I to wcale nie tak, że jej domyślne zachowanie obejmowało po prostu paplaninę. Może tak naprawdę to urocze — ha, przynajmniej wizualnie — stworzenie zwyczajnie obawiało się kolejnych krzywd.
  Widziała coś dziecinnego w tym, jak to ranna kobieta uważała się są tę, która ustalała zasady, ale kto wie, może ta zakrwawiona pianka z puchatymi uszkami potrafiła się zmieniać w jakieś chore zło? Jaskier pamiętała horror, w którym... A, nieważne. Nie chciała oceniać, naprawdę, ale było tak ciężko. Równie ciężko, co powstrzymać się od parsknięcia. Mimo swojego charakteru, Alicja umiała jednak podchodzić do pewnych spraw bez emocji. Zamiast wydania z siebie rozbawionego dźwięku, bernardynowa panienka skinęła głową.
Dla mnie brzmi uczciwie. Nie lubię jak się mnie na coś nabija a zostanie sashimi nie brzmi jak moje marzenie – mimo wszelkiego upominania się i samokontroli, Jaskier nie pozbyła się z tonu głosu wyluzowania. Pamiętała o zachowaniu ostrożności, ale w ten sposób odreagowywała nerwy. Zbliżyła się do kobiety, psu jednak polecając, by został gdzie stał. Dodatkowy stres związany z ewentualnością zarażenia psiaka wirusem bądź znajdowania się w polu rażenia wymordowanej, której przecież w każdej chwili mogło coś odbić.
Nie podejdzie. A... Jak daleko jesteśmy od tego kogoś, kto ci to zrobił?  – spytała zanim zabrała się za cokolwiek. Wolała nie zostać złapana z przyrządami medycznymi w rękach. Jeśli ktoś miał je zaatakować, chciałaby mieć w gotowości strzelbę i obmyślić jakiś sensowniejszy plan działania. Zdjęła plecak i ułożyła go przy kobiecie. Po samym jego wyglądzie dało się wywnioskować, że za wiele tam nie ma, ale musiało wystarczyć. Resztki środków przeciwbólowych, butelka wody, środek odkażający w ilości niewielkiej, bandaż elastyczny i nić niewchłaniająca się wraz z igłą. Nie spodziewała się nigdy, że będzie nosiła tyle rzeczy związanych z medycyną na co dzień, ale Desperacja i niewyparzona gęba właśnie tego od niej wymagały.
Jak dawno cię postrzelono? Wiesz czy nabój przeszedł na wylot? – dorzucała kolejne pytania, podczas gdy sama szukała czegoś, czym mogłaby odciąć dopływ krwi do ramienia. Kończyna przetrwa raczej cały zabieg bez krwi, zwłaszcza że Jaskier w tych warunkach nie mogła sobie pozwolić na rozczulanie się nad ranną nie wiadomo ile.
Ten pasek, przy którym chyba nosisz miecze. Da się go regulować? Potrzebujemy silnego ucisku. Jak wyciągnę nabój, to krew najpewniej poleje się znowu... – nie wspominając o tym, że próby nieznajomej już sprowokowały płynny szkarłat do ponownego rozruszania się.

|| Kajam się za tempo, ale już powinno być lepiej. o/
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 05.11.19 19:31  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz
Nieczęsto spotykała na szanownej, cudownej Desperacji persony reagujące na jej zachowanie oraz wypowiedzi w tak neutralny, pozbawiony agresywności i chęci do wszczęcia krwawej bitki sposób. Jednostki egzystujące, wszakże, na terenach tych parszywych i surowymi zasadami się rządzącymi nie były przyjazne, miłe czy nawet i bezstronne, a skłonne do brutalnych działań, bezcelowych mordów i potyczek wynikających praktycznie z niczego. Żeby coś tu pozyskać trzeba było przejść po trupach bezmózgich, zdziczałych i kierujących się zwierzęcymi instynktami potworów, ponieważ po dobroci nie dało się w krainie tej niemalże nic zdobyć. Był to jeden z powodów, dlaczego gardziła Skrzydlatymi - słabymi psychicznie, nieznającymi realiów, siedzącymi w tym swoim żałosnym, bezpiecznym królestwie i oferującymi bezinteresowną pomoc. Nie chcieli nic w zamian i nie wymagali niczego więcej, niż powstrzymanie się od łamania tych ich niebiańskich, gównianych zasad, jeśli łaknęło się zamieszkać na ziemiach do nich należących. Nie widziała w tym sensu i logiki - spoglądając na ich usposobienie z desperackiej perspektywy - a tym bardziej zabawy. Nudne, parszywe, nieposiadające uncji poczucia humoru, współczujące Desperatom zmiotki do kurzu uważające się za rasę nadrzędną oraz zobligowaną do wsparcia tych niżej postawionych, biednych, pokrzywdzonych tubylców. W dupę niech se wsadzę tę swoją łaskę i wyciągną z niej wreszcie ten sztywny kij godności oraz honoru. Tfu.

Tutaj, jednakże, miała przed sobą nie Anioła, a człowieka, który to skłonny był opatrzyć jej rany mimo tego, iż oznaczało to styczność z zarażoną Wirusem krwią. Któż by pomyślał, że przyjdzie jej zetknąć się z kimś takim, hah! Zmrużyła niebieskie ślepia, przyglądając się uważnie i bacznie każdemu ruchowi poczynionemu przez nieznajomą, jak również zastanawiając się nad tym, od kiedy jej zajebista osóbka łączyła się z tak beznadziejnym słowem, jak uczciwość. Wzdrygnęła się aż z wykrzywionymi w obrzydzeniu usteczkami i zmarszczonym nockiem, zerkając przelotnie na przedmioty wyciągane z bezceremonialnie położonego obok niej plecaka.
- Twój kundel nie jest w stanie mnie zastraszyć - odpowiedziała z wyraźną nutą pogardy w tonie, aby zaraz uśmiechnąć się szeroko i maniakalnie, i z ukontentowaniem dorównującym drapieżnikowi, który to upolował swoją upatrzoną zwierzynę. - Tak daleko, jak tylko śmierć może nas od nich oddalić - rzuciła z chorą, zabójczą satysfakcją, siadając po turecku na ziemi i kładąc po swojej prawej stronie ukochane, wspaniałe katany. - Dzisiaj, niedawno. Ścierwo utknęło w ramieniu - dodała z niezadowoleniem przyćmiewającym jej uradowanie tym, iż grupa, która zaatakowała ich na złomowisku już nie istniała na tym szarym padole. Hah! Prychnęła, podsuwając kobiecie wytargane od jednego ze zbirów rzeczy - resztki wody utlenionej i plastry - bo a nuż jej się przydadzą. Wyciągnęła też z własnego - teraz do niej należącego - plecaczka jeden z dwóch sztyletów i wbiła go w grunt, nie spuszczając przeszywającego, ostrego spojrzenia ze swojej teraźniejszej rozmówczyni. - Jakbyś potrzebowała czegoś do pogrzebania w ranie - rzuciła luźno, acz z przestrogą pobrzmiewającą w głosie, zajmując się następnie zdjęciem wspomnianego przez niewiastę paska. - Gdzie mam go przewiązać i zacisnąć? - zapytała, trzymając go w dłoni zdrowej ręki i strzygąc króliczym, puchatym uchem. Człowieczyna miała niepowtarzalną okazję zostania jedną z nielicznych person, które mogły wydawać Kari jakieś polecenia. Z posłuchem od niej, na dodatek!

/Luzik, sama sobie też mały urlop zrobiłam xD
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 21.01.20 20:44  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz
Pewnie, że nie jest w stanie. Jest zbyt miły   – odpowiedziała trochę lekceważąco, a trochę wyzywająco. Mimo tej zaczepkowatej otoczki swojej rozmówczyni i perspektywy bycia zdekapitowaną w każdej chwili, Alicja, rzec można, całkiem w porządku czuła się w towarzystwie królicy. Może kwestia tego, że Jaskier była typem ćmy, która lgnęła do ognia. Inaczej zresztą nie wylądowałaby poza murami.
Uh, to... Super. Niesuper dla nich. Dla nas raczej dobrze...  – Nie chciała nawet myśleć o tym, jaki los zgotowała swoim wrogom królicza panienka. No, niby chciała, ale to było medyczne spaczenie, które jednak nie do końca przebijało się przez osobowość Jaskier. Przejrzała rzeczy, które dała jej pacjentka, jednak wymijająco przemilczała jej łupy. Uśmiechnęła się natomiast, pokazując zawartość własnego bagażu.
To przeciwbólowe   – wyjaśniła, pokazując pacjentce listek z kilkoma tabletkami. – Nie jakieś najsilniejsze na świecie... Ale musi wystarczyć. Choć podejrzewam, że odporność na ból masz nieziemską   – założyła optymistycznie, ale faktycznie myślała, że coś mogło w tym być. Jej rozmówczyni nie wydawała się przestraszona ani zszokowana na tyle, by mimo bólu chcieć się pozbyć jego źródła. Wycisnęła parę z nich na swoją dłoń i zaraz przekazała je w stronę różowej chmurki wiekuistego wpierdolu, po czym miała zamiar dać jej też wodę.
 Połknij i popij. Niedługo zaczną działać  – poinstruowała. –  Pamiętasz jaka to była broń? To pomoże mi określić co dalej i czego szukać  – miała nadzieję, że nie był to śrut. Sama używała broni, która właśnie zwykle strzelała śrutem i rany po nim były podłe. Pacjentka nie wyglądała jednak jakby miała złamane kości, więc może nie było wcale źle. Aż tak.
 A, em. Dzięki, tak. Mam coś mniejszego, co mniej cię skrzywdzi...  – I co nie jest ubrudzone w ziemi. Nie chciała dodatkowo jej fundować jakiegoś tężca czy innego syfu. Słaby byłby z niej medyk.
Pasek... Tutaj – powiedziała krótko, pokazując najpierw na sobie swoją ręką. Pasek miał przejść pod pachą, skierować nieco bardziej w stronę szyi, trochę tak, jakby miał w stosunkowo stabilny sposób utrzymywać torebkę. Da jej to więcej miejsca, ale jeśli będzie dostatecznie ciasno, uda się przeprowadzić całość bez większej utraty krwi. Miała jednak do czynienia z wymordowaną i musiała o tym pamiętać. Na nich wszystko z reguły goiło się lepiej niż na psie.
Mam nadzieję, że da radę to wyciągnąć. Źle, że nie przeszło na wylot, bo wlot nie jest za duży, ale może uda mi się to wyciągnąć. Może jednak zrobimy użytek z twoich dzigadełek, choć nie chcę cię dodatkowo kroić... I... Nie złapałam twojego imienia. Wiem, że pewnie fajnie brzmi „ta, co mogła mnie poszatkować, ale tego nie zrobiła”, ale coś krótszego byłoby spoko. Jestem Jaskier.... Alicja. Jak wolisz.  – Ot, bo kulturka musi być, a czymś się trzeba zająć zanim leki zaczną działać.

|| zeszło jeszcze dłużej niż miało. Od twojego pytania na pw zdążyłem złapać podłe choróbsko, przepraszam za zdrowiobrak xD
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.03.20 22:22  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz
Nadal nie mogła w to uwierzyć. Nadal było ciężko to wszystko ogarnąć. Minęły dwa tygodnie od jej sądu i nadal miała mętlik w głowie. Mieszkańcy Edenu byli dla niej bardzo mili, nie licząc tych dwóch aniołów na sądzie. Seraphiel wymazała jej z jaźni obraz tego że każdy anioł był dobry. Ona nie była, nigdy nie poznała tak wyniosłej i zuchwałej osoby jak Raguel. Ale Archanioł?! Nie wychodziła z podziwu za każdym razem gdy o nim pomyślała. On dał jej szansę, tym samym rzucając swój los w jej ręce. Takiego poświęcenia chyba nigdy nie doznała. To było coś niesamowitego. Dostać drugą szansę od losu. Nie zamierzała go zawieść. Zawsze była lojalna wobec bliskich, wobec swoich przełożonych. Serce było napełnione żalem że jej los tak mało znaczył dla tych dla których gotowa była oddać życie w sytuacji zagrożenia. Zakryła dłonią oczy, nie zamierzała płakać. Była zawiedziona że nikt się nie pofatygował po nią. Kącik ust uniósł się w cierpkim uśmiechu.
Dłoń przesunęła się z oczu przez czoło, zgarniając białe włosy nieco dłuższej grzywki w tył. Spojrzała w niebo. Wiedziała że jej życie teraz się zmieni. Musiała dotrzeć do M3, spotkać się z pewnymi osobami. Słowa Raguel odbijały się w jej głowie, Generałem Hycli był ktoś inny niż Togami. Czemu ona o tym nie wiedziała?! Czemu jej nikt nie poinformował? Kojarzyła nazwisko, wiedziała że to był członek oddziału. Choć nigdy nie zamieniła z typem ani słowa. "Nie.. to musi być kłamstwo.. sama mówiła że użyła podstępu.. to musiała być jego część.." wmawiała sobie dla świętego spokoju. - Ciekawe czy ktoś w ogóle zauważył moje zniknięcie.. - mruknęła pod nosem idąc przed siebie aż trafiła do opuszczonego obozu. Zaczęła się uważnie rozglądać po okolicy. Przechodząc między namiotami, dłonią zahaczyła o materiał ściągając z niego sporą warstwę kurzu. - Halo?! Jest tu kto? Zgubiłam się.. - powiedziała nieco donośniejszym głosem ostrożnie idąc przed siebie, próbując wyłapać jakiekolwiek poszlaki.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 24.03.20 20:31  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz



  Dzień był dziwny. Z początku upalny jak każdy inny na Desperacji, lecz im bliżej południa, tym więcej wymordowanych wykrzywiało twarze w niepewności. Coś było zdecydowanie nie tak. Ciemny chmury zaszły nad nagrzanym piaskiem pustyń, rzucając cień niepewności na każdego jej mieszkańca.
  Saiyuri wchodząc do obozu zastała przede wszystkim pustkę; cichy głos w głowie podpowiadał, że nie powinno jej to dziwić, wszak mało było opuszczonych miejsc? Z drugiej jednak strony... cisza panująca dookoła była przejmująca. Żadnego wiatru, żadnych owadzich odgłosów, zero powarkiwań i trzepotu skrzydeł. Było po prostu martwo.
  Do czasu, aż nie zerwał się wiatr. Mocny podmuch załopotał złowrogo każdą luźniejszą tkaniną, dmuchnął prosto w twarz świeżo upieczonej anielicy, tchnął trwogę w duszę.

✘ Okolice południa, zerwał się porywisty wiatr.
✘ Deadline: na razie brak.


Opuszczony Obóz - Page 17 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 24.03.20 20:59  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz
Spodziewała się że ktoś odpowie, że nawet ktoś wyskoczy zza winkla i coś się stanie. Ale po tym jak się odezwała, nic nie nastało. Kompletna cisza. Zmrużyła lekko fioletowe ślepia i ruszyła przed siebie rozglądając się po okolicy. Gdy nagle wiatr się wzmógł, przycisnęła jedną dłoń do ud, starając się przytrzymać sukienkę żeby nie podwiewała jej. Drugą zasłoniła nieco twarz, co by piach nie naleciał jej do oczu. Utrata jednego ze zmysłów nie była wskazana, zwłaszcza w obcym miejscy. - Niech to.. akurat teraz?! - mruknęła pod nosem, starając się wyłapać spod przymrużonych powiek jakieś miejsce w którym mogłaby się schronić przez tym uciążliwym żywiołem. Wolała nie stać na środku pustkowia i czekać na to co silniejsze podmuchy przywloką ze sobą. Idąc więc ostrożnie przed siebie, rozglądała się uważnie czy jest jakieś stabilne miejsce, w którym mogłaby przeczekać ewentualną wichurę. "A zapowiadało się dość spokojne popołudnie.. Czy to jakaś kara za coś? Za szybko wyruszyłam z Edenu?" zaczęła się zastanawiać nad tym wszystkim. Samopoczucie wcale przez to nie robiło się lepsze. Sama myśl że pewne sytuacje mogą nie należeć do przypadkowych była trochę dołująca.
Jeśli udało jej się znaleźć jakieś solidne schronienie to właśnie tam się uda żeby przeczekać tą sytuację. Starała się jednak zachować czujność. Zdołała się już wielokrotnie przekonać że jak tylko się człowiek poczuje swobodnie na Desperacji to najczęściej jest to zapowiedź poważnych kłopotów.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.03.20 19:50  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz



  Im dłużej szła, tym większy niepokój rósł w jej wnętrzu. Wiatr hulający między namiotami wypełnił głuchą ciszę nieprzyjemnym świstem; nie trzeba było długo czekać na znaki gęsiej skórki kwitnące na odsłoniętych ramionach. Mogła czuć się jak w początkowej fazie horroru, gdzie za moment wielki agresor miał rozszarpać jej ciało na kawałki, by przedstawić widzom zamysł czarnego charakteru w filmie.
  Oględziny obozu nie poszły jednak na marne. Każdy krok przynosił kolejne metry zagospodarowanego terenu, aż w końcu zaprowadziły anielicę do niewielkiej groty. Kamienny korytarz nie był może głęboki, lecz wystarczający, by skryć sylwetkę przed wichurą. Gdzieś pod ścianą widniało palenisko, a naprzeciw przygotowane na opał drewno.
  Gdyby przed wejściem zadarła głowę, ujrzałaby umykającą chmarę ptactwa. Spoglądając zaś na dół, wzrok napotkałby owady i gryzonie gnające w tym samym co pierzaści bracia kierunku.
  Mroczny cień zakrywający najbardziej oddaloną część groty wydawał się ruchomy. Gdyby wytężyć słuch, dałoby się wyłapać zgrzyt piaszczystego podłoża. Coś uciekało? A może próbowało się skryć przed intruzem?

✘ Okolice południa, zerwał się porywisty wiatr.
✘ Deadline: na razie brak.


Opuszczony Obóz - Page 17 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
                                         
Rhett
Kundel     Opętany
Rhett
Kundel     Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.03.20 17:20  •  Opuszczony Obóz - Page 17 Empty Re: Opuszczony Obóz
Serce buło co raz mocniej w piersi, nie potrafiła wytłumaczyć tego niepokoju jaki zalęgł się w jej duszy. Nie widziała niczego co napawałoby ją strachem, mało tego nigdy nie czuła czegoś podobnego. Wzdrygnęła się na mocniejsze podmuchy wiatru. Pogoda na Desperacji była tak nieprzewidywalna że jej nagła zmiana nie była aż tak zaskakująca. Mogła wziąć coś cieplejszego do ubrania, też o tym nie pomyślała.
Drepcząc przez obóz dostrzegła że mniejsze stworzona spieprzają w tym samym kierunku co trzepoczące na niebie ptactwo. Zdecydowanie było to dziwne zjawisko. Zupełnie jakby uciekały przed jakimś kataklizmem. Stworzenia wszystko czuły mocniej. Powinna uciec w tym samym kierunku co one. Ale byłą już trochę zmęczona tak długim marszem i wolała poszukać schronienia. Gdy dostrzegła mniejszą grotę to powoli ruszyła w tamtym kierunku.
Wchodząc do środka dostrzegła rozpalone ognisko. Podeszła bliżej niego, spojrzenie przeniosła na nazbierane drewno. Ktoś musiał sobie to miejsce upatrzyć jako schronienie przed nią. Prawie nie usłyszała odgłosu dobiegającego z wnętrza groty. Niepewnie spojrzała w mrok, miała wrażenie że coś się w nim poruszało. Przetarła ślepia dla pewności. - Jest tam kto? - spytała na tyle głośno żeby istota ją usłyszała. - Nie mam złych zamiarów.. szukałam schronienia.. - rozłożyła ręce na boki i na wysokości głowy. - Mam trochę jedzenia i wody.. mogę się podzielić jeśli pozwolisz mi przeczekać tutaj.. na zewnątrz jest tak zimno.. jestem lekarzem.. mogę też opatrzyć twoje rany, jeśli jakieś masz.. - mówiła ze spokojem w głosie, powoli żeby łatwiej było przyswoić sobie informacje. Miała nadzieje że to co się kryło w głębi groty nie było większym zagrożeniem niż to co mogło czyhać na zewnątrz.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
                                         
Saiyuri
Saiyuri
Odrodzona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 17 z 18 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach