Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Go down


Re: Zanieczyszczona rzeka oraz jej okolice

Pisanie by Amep on 28/9/2018, 20:45
Wymówka że nie widziałem posta zaczyna się robić już kiepska, ale no serio : / Ych

Czuł się śledzony? Osobiście, nie odczuwał tego. Od dawien dawna nie posiadał uczucia jakie przypominałoby paranoję lub właśnie odczucie bycia śledzonym, posiadania kogoś kto podąża jego krokami. Bardzo możliwe że jest to spowodowane faktem zwyczajnego wyobcowania, zarówno ze względu na jego niestandardową posturę, jak i ogólnego osamotnienia. Potrafił wyczuć niebezpieczne istoty pochodzenia biologicznego, choćby ze względu na fakt że większość z nich cuchnęła śladami walki i ogólnej Desperacji. Przez raban jaki sam wytwarzał każdym, swoim krokiem usłyszenie kogoś kto nie próbuje być za głośno w swoich krokach dla niego było dość trudne.
Stąd też, gdy został "zagadany", jego głowa wykonała szybki zwrot w kierunku źródła dźwięku z lekko uniesionymi brwiami w geście zaskoczenia. Nie wyczuł go. Nie usłyszał go.
Ale też nie czuł powodu do obaw wobec niego, choć być może powinien. Przez krótki moment, nie zatrzymując kroku, mierzył podejrzanie dobrze ubranego jegomościa jaki postanowił dotrzymywać mu kroku, po czym jednak zwrócił spojrzenie z powrotem przed siebie, najwidoczniej już przyjmując stan rzeczy do świadomości. Zarówno dziwny wygląd jego niespodziewanego towarzystwa, jak i sam fakt jego posiadania.
- Nie, raczej wraca do domu. - Odpowiedział może z lekka krótko, ale całkowicie szczerze. Chwilowo wracał do domu, zapewne później wróci do łowienia różnych form morskiej fauny, ale na ten moment jego myślą przewodnią było wgramolenie się do jego leża i może prześpienie się? Trasa jeszcze długa przed nim, więc zdąży się zmęczyć i być chętnym na takową drzemkę. I jeszcze pewnie z kilka(naście) przekąsek różnego typu po drodze.
- Nie interesują mnie tutejsze płotki, większość z nich jest tak mała i chuda, że praktycznie nie poczułbym smaku. - Przynajmniej tak zrozumiał pytanie jego rozmówcy - że nikogo mieszkającego na Desperacji nie udało mu się złapać. Gdyby faktycznie to chciał robić, to pewnie już teraz jego rozmówca musiałby unikać jego szczęk. A nie musi - więc jednak wszystko jest pod kontrolą, yey? Yey!
- Czym w sumie zawdzięczam sobie przyjemność posiadania towarzystwa w moim marszu? - Koniec końców musiało do tego przejść, a spory, rybo-podobny łeb skierował się ku jego rozmówcy, choć ciało podążało dalej wzdłuż wytyczonego przez rzekę szlaku. Wypadałoby wiedzieć jaki jest powód dla którego jego rozmówca był zainteresowany zamienieniem słów z wymordowanym, bo rzadko trafia na tak "odważnych". Nie żeby w jego wypadku odwaga była potrzebna, ale jednak niektórzy zbyt mocno polegają na pozorach i stereotypach. Szkoda.
avatar





Amep
Oswojony
GODNOŚĆ :
Theodore Olivier Cordio aka Amep, dla ułatwienia


Powrót do góry Go down


Re: Zanieczyszczona rzeka oraz jej okolice

Pisanie by Frankenstein on 11/10/2018, 21:14

There is always a bigger fish
Choć do odważnych świat należy, to Frankensteinowi nie w głowie przejęcie tego pokręconego padołu. Bardziej interesowała go postać, przy której miał przyjemność kroczyć i przekonać się, że była jak najbardziej rozumna i nieskora do konfliktu - a przynajmniej takie robiła wstępne wrażenie. Była to jednak zachęta dla bohatera do jeszcze bliższego poznania swojego nietuzinkowego towarzysza.
- Rozumiem, rozumiem. - Pokiwał głową.
Choć Desmond miał własną teorię odnośnie powodu, dla którego rybolud chciałby powrócić do domu z widocznie pustymi sieciami, to okazała się ona błędna. Przekonał go o tym nie kto inny jak sam Wymordowany, swoimi kolejnymi słowami. Choć te nasz bohater mógł nieco znadinterpretować. Przynajmniej niewyłapanie kontekstu - po którejkolwiek z rozmawiających stron - mogło prowadzić do pewnego urozmaicenia konwersacji, jeżeli nie po prostu nadania jej humoru.
- Wybacz, jednak nie do końca znane mi są ryby, które można poławiać w tych okolicach.
Przy tych słowach położył sobie prawą dłoń na klatce piersiowej i schyliił nieznacznie do przodu. Szybko jednak powrócił ręką do poprzedniej i kroczył wraz z ryboludiem w wyprostowanej pozie.
- Ciekawością podsyconą przez lubiących plotkować gapiów - odpowiedział na pytanie, lecz dalej patrzył przed siebie. - Nic poza tym. Proszę wybaczyć, jeżeli to mało wybitny dla Ciebie powód...
Przeciągnął ostatnie słowo, jakoby w zastanowieniu. Rzeczywiście jego program wskazał na brak pewnych danych, z których mogł skorzystać w swojej kwestii. Niezwłocznie więc przeszedł do ich zdobycia.
- Zapomniałbym o manierach! - zakomunikował, ponownie kładaąc sobie dłoń na piersi i odwracając ukrytą pod uśmiechniętą maską twarz w stronę Wymordowanego - Na imię mi Cromwell. Desmond Cromwell, przyjacielu. I jeszcze chciałbym zapytać, dla pewności,  a co powinienem uczynić znacznie wczesniej: mam rozumieć, że moje towarzystwo nijak Ci nie będzie przeszkadzać? Nawet, jeżeli będzie wiązać się z rozmową?
Nie było sensu bawić się w domysły. Skoro nieznajomy potrafił tak biegle posługiwać się mową, nie szkodziło go zapytać o te sprawy wprost. Choć niektórzy zapewne poddawali by w wątpliwość szczerość odpowiedzi ryboluda, to Frankenstein nie miał takiego zamiaru, jak długo czyny jego towarzysza nie negowały jego słów.

Nie martw się Amepie. Wujek Franek nie pyta. Wujek Franek rozumie.
avatar





Frankenstein
Windykator     Android
GODNOŚĆ :
Desmond Cromwell


Powrót do góry Go down


Re: Zanieczyszczona rzeka oraz jej okolice

Pisanie by Amep on 13/10/2018, 11:01
Nie komentował jego odpowiedzi - nie było w sumie ku temu potrzeby. Skoro to rozumiał, po co miał w jakikolwiek sposób to dopytywać lub negować? Ten temat raczej można bez problemu zamknąć.
- Chodzące na dwóch nogach, czasami włochate, potrafiące nieco myśleć, lecz będące zbyt ograniczone by przyjąć że nie wszystko co jest większe chce ich zabić i zjeść. - Tak dobitna metafora powinna pozwolić jego chwilowemu towarzyszowi podróży na zrozumienie, o jakich rybach mówił. Nie zauważył jednak gestu, nawet pomimo dość dużych oczu. Wolał spoglądać co jakiś czas na ziemię pod nogami - spadnięcie do tego bajora którzy niektórzy nazywają rzeką byłoby... Nieprzyjemne. Głównie by się z niego wydostać, bo zapadałby się w mule przy każdym ruchu ciała. Musiałby praktycznie wygryźć sobie nowy kawałek koryta by się wydostać, a tego naprawdę nie chciał.
- A zatem spotkałeś mnie. Co dalej? - Spytał, teraz zwracając swoje spojrzenie ku mężczyźnie. No bo taka prawda - udało mu się, złapał "nieuchwytnego" Amepa w spotkaniu w cztery oczy. Co dalej? Widzi dużą rybę, duża ryba mówi, duża ryba go jeszcze nie zjadła. Co dalej?
- Nie mam czego wybaczać, zwyczajnie nie czuję się taką "atrakcją" by budzić ciekawość. Niektórzy przechodzą mutacje w sposób bardziej kontrolowany, u mnie nastąpiło to dość... Wyraźnie, jak zresztą widzisz. - Czasami naprawdę go zastanawiało, czemu ludzie uważają go za taki niezwykły widok. Istnieją wymordowani, którzy podobnie jak on wyglądają bliżej ogromnej bestii niż człowiekowi jakim kiedyś byli. Jedyne co w Amepie jest niestandardowe, to fakt że jest stworzeniem wodnym w głównej mierze. Pewnie dlatego ciekawość - bo co ryba jego pokroju robi tak daleko od wody?
Zatrzymał się na moment, gdy mężczyzna zapomniał o manierach i obrócił się do niego przodem. Musiał się trochę schylić by dobrze go widzieć, ale to nie jest większy problem. Akurat się złożyło, że miał swój malutki melonik na głowie, jaki był niemal komediowy w porównaniu do jego własnego rozmiaru. Odwzajemnił gest w podobny sposób do jego rozmówcy, lecz nie przykładał dłoni do piersi. Miast tego, zdjął swój malutki (w porównaniu do głowy) melonik i ramię z nim skierował na wysokości swojego brzucha, samemu się schylając w ukłonie. Wyprostował się po tym geście, wrzucając melonik z powrotem na łysą glacę.
- Z założenia uznaję że Amep to łatwiejsze określenie, lecz nazywam się Theodore Olivier Cordio. Nie obrażę się za używanie żadnego z tych określeń. - Po tych słowach skierował swoje kroki znowu na wytyczony szlak w stronę domu, kontynuując by odpowiedzieć na jego ostatnie pytania. - Nie, to miła odmiana by mieć towarzystwo w tej podróży, nawet tylko na krótki czas. Tam dokąd idę, jest mało istot zdolnych do mowy, stąd każda okazja do rozmowy jest mi miłą. - nie było co kłamać - idzie na brzeg morza, gdzie mieszkają zmutowane bestie i tubylcy jacy posługują się własnymi dialektami, dawno porzucając kulturę zniszczonego świata. Stąd tez, okazja by móc rozmawiać - zwłaszcza gdy sama do niego przychodzi? Nie sposób odmówić.

Tym razem bez tygodnia spóźnienia! Yey!
avatar





Amep
Oswojony
GODNOŚĆ :
Theodore Olivier Cordio aka Amep, dla ułatwienia


Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Powrót do góry

- Similar topics