Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 7 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next   

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Ourell on Pon Sty 06, 2014 11:18 pm
HOTEL NAD JEZIOREM
Sporych rozmiarów hotel o miłej dla oka estetyce, stylizowanej na starojapońską. Pokoje wewnątrz są przestronne, czyste i przytulne, co sprawia, że ludzie lubią się tam zatrzymywać. No i widok z okna także jest niczego sobie. Każdy gość ma okazję ujrzeć zapierającą dech w piersiach panoramę jeziora, skrzącego się w promieniach słońca.


{Fucker, Sakid, Nataniel - uczestnicy}
Kolejka..? Róbta co chceta~

Tak jak powiedział wam ukochany przywódca, waszym zadaniem było przejść  około dwieście metrów wzdłuż muru i odnaleźć niewielką wyrwę, przez którą mieliście się przecisnąć, oficjalne znajdując się na terenach wyidealizowanego miasta. I wiecie co? Wow… dziura faktycznie się tam znajdowała! Z racji tego, że wychodziła na tereny słabo patrolowane przez żołnierzy, istniała szansa, że jej obecność w ogóle nie została jeszcze wykryta. Mimo wszystko radzi się zachować szczególną ostrożność, bo jak już pewnie wiecie.. gracie na poziomie hard, gdzie każdy z was ma tylko jeden żywot do upilnowania. Wasz Wilczur nie tylko umiejętnie określił położenie wyżej wspomnianego otworu, ale też trafnie dobrał do niego epitety. Niewielki. Natura obdarzyła was aparycją dosyć rosłą, więc drobne komplikacje przy przechodzeniu były raczej rzeczą oczywistą. Szczególnie, gdy nawet świeżo po przejściu na tereny Miasta-3 istniało ryzyko potknięcia się o jakiś wyrwany fragment muru  i zarycia paszczą w cudowny, biały puch, który postanowił potowarzyszyć wam podczas trwania całej misji.
Udało wam się. Poczyniliście pierwsze kroki ku wypełnieniu swojego zadania, a jedyną przykrością jaką ponieśliście był standardowy dyskomfort, na który wstyd w ogóle narzekać. Znajdowaliście się w zachodniej części miasta, gdzie znaczną część zajmowały tereny leśne. Zima jak zima, zmiotła wszystkie liście z drzew, pozostawiając po sobie tylko suche badyle wystające z ziemi, nieśmiało obsypane delikatnym puszkiem, który zdążył niedawno na nie napadać. Sceneria jakoś nieszczególnie przypominała las rodem z bajek Disneya, ale dało się przeżyć. To co powinno was trochę zaniepokoić – lub bardzo uszczęśliwić – był fakt, że po drodze do Doliny Pięciu Jezior nie natknęliście się na żadne potencjalne niebezpieczeństwo. Idzie zbyt gładko? Właściwie to jedynymi osobami jakie stanęły wam na drodze do absolutnego spokoju, była para kochanków, którzy stwierdzili, że romantycznie będzie wybrać się na wieczorny spacer. Zapewne myśleli, że będą sam na sam, toteż trochę się zdziwili widząc trójkę przerażających przybłęd, szlajającą się w nocy po lesie z minami, jakby właśnie planowali morderstwo – o, trafnie opisane, ne? Zakochani przyśpieszyli kroku - co chyba zrobiliby każdzi normalni ludzie - i po chwili znowu wrócili do swoich przesłodzonych pogaduszek, gdzie ona chichotała na pół lasu, a on emanował kretyńską aurą zauroczonego debila.  Więc tak się żyje w M-3? Cud, miód i orzeszki. Sielanka pełną parą…
Zachodnia część nie należała do szczególnie małych, więc żeby dostać się z samego jej krańca do upragnionej Doliny Pięciu Jezior, zmarnowaliście około półtorej godziny niemiłosiernego marszu w śniegu zatapiającym wam buty. Mimo wszystko delikatne światełko w oddali powinno dodać wam nieco motywacji, bo oto zbliżacie się do budynku, w którym miał przebywać jakiś Tom, Carl, czy inny Bonifacy, zapewniający wam potrzebą broń. Gdy podeszliście nieco bliżej ujrzeliście… hotel. Dosyć okazały, umiejscowiony nad samym jeziorem. Architektura jak zwykle zapierała dech w piersiach, prosiła się o uwiecznienie na fotografii, czy w ogóle sprawiała, że mieliście mokro w gaciach od samego patrzenia, ale po co zaprzątać sobie nią teraz głowę, gdy już na wstępie zauważyliście pierwszy problem. Gdzie do cholery jest ten Bob?
Byłoby idealnie gdyby tajemniczy mężczyzna czekał przed budynkiem z tabliczką Hejo! Tutaj dostaniesz rzeczy potrzebne do unicestwienia dyktatora!, jednak niestety poza błąkającym się bez celu jelonkiem, który zapodział się i nieumyślnie wyszedł z lasu, nie było w pobliżu żadnej żywej duszy.
Przeszliście taki szmat drogi nadaremno? A może tylko pomyliliście hotele? Bob czeka na was w środku czy w ogóle olał całą sprawę? Co zamierzacie zrobić?

_________________

Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 328
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Fucker on Wto Sty 07, 2014 5:32 pm
Ich pierwszy punkt docelowy przyprawił go o powątpiewanie, które dobitnie dało o sobie znać, zaburzając dotychczas opanowany wyraz jego twarzy. No chyba, kurwa, żartujesz – nie musiał otwierać ust, by każdy zrozumiał co miał do powiedzenia, przyglądając się szczelinie w murze, przez którą rzekomo mieli dostać się na zakazane tereny. Przesunął ręką po brzegu wyrwy, oceniając ostrość wyszczerbionego betonu. Ryzyko potargania sobie ubrań – wysokie. Szansa na to, że faktycznie uda im się przecisnąć – niewielka. Zadarł jeszcze głowę do góry, mrużąc powieki w celu ochronienia oczu przed płatkami śniegu. Wdrapanie się na górę było kiepskim pomysłem, a mimo wszystko najprościej byłoby zrobić to pod drugą postacią, która niestety za bardzo rzucała się w oczy. Skrzywił się mimowolnie, gdy jedyna opcja, która im pozostała nie prezentowała się aż tak obiecująco. Pozostało tylko spróbować, a w razie niepowodzenia zrzucić wszystko na kiepskie rozeznanie przywódcy, który zapewne miał więcej szczęścia. No i w nie takie otwory się wchodziło, co? No dobra, bez podtekstów.
Obrzuciwszy zdawkowym spojrzeniem swoich towarzyszy, postanowił jako pierwszy spróbować przedostać się na drugą stronę. Mógłby pokierować się kocią logiką i uznać, że jeśli zmieści się tam jego łeb, to zmieści się i cała reszta. Niestety – w tym przypadku nie było tak łatwo i przyjemnie. Ponownie naciągnął kaptur, przynajmniej częściowo chcąc ochronić głowę. Przełożył nogę, odszukując nią w miarę bezpiecznego gruntu, a reszta... cóż. Nie da się ukryć, że to wcale nie było takie proste. Ubrania niebezpiecznie ocierały się o chropowatą powierzchnię, jednak grupy materiał chronił skórę, co nie zmieniało faktu, że to poświęcanie się dla celu wcale nie było przyjemne. Ale udało się. Jakoś. Było jednak wiadomym, że w razie wypadku zrobienie taktycznego odwrotu byłoby trudniejsze. Bądź co bądź nie mieliby wtedy kilku minut, a kilka sekund, chociaż ich plan nie zawierał w sobie ucieczki.
Ciemnowłosy odsunął się na bok, robiąc miejsce pozostałej dwójce. Zatrzymał się i rozmasował nieco obolałe ramiona i poprawił na sobie bluzę, przy okazji już zapoznając się z otaczającym ich terenem. Wydawało się, że najgorsze było już za nimi. Kiedy przyszło im ruszyć dalej, wsunął ręce do kieszeni i bez przerwy obserwował i nasłuchiwał, chcąc w porę zorientować się o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Instynktownie zatrzymał się, gdy jakaś parka znalazła się zbyt blisko. To był ten moment, w którym dla efektu można było rzucić „Wypatroszę was, ścierwa”, żeby popsuć cały romantyczny nastrój? Zdecydowanie nie. Plus pięć do rzucania się w oczy, minus dwadzieścia do normalności. Na szczęście nieznajomi sami postanowili ominąć ich szerokim łukiem i nic nie wskazywało na to, by mężczyźni zostali uznani za odmienne formy życia. Jay odetchnąłby z ulgą, gdyby nie to, że byłoby to przedwczesne.
Można było ruszyć dalej, chociaż nie spodziewał się, że dotarcie do wyznaczonego – o ile rzeczywiście to ten był wyznaczony – hotelu zajmie im aż tyle czasu. Czasu spędzonego w jego milczeniu i zerowej integracji. A to był dopiero początek. Grimshaw zaklął pod nosem,przyglądając się w miarę schludnemu budynkowi, który mieli przed sobą. Zapewne trójka facetów oblepionych śniegiem i o niezbyt eleganckim wyglądzie miała nie zrobić wrażenia na hotelowych gościach i obsłudze. Growlithe mógł przynajmniej uprzedzić o tym, jak dokładnie miała się ta cała sprawa, a nie posyłać ich na głęboką wodę bez jakiejkolwiek kamizelki ratunkowej. Nagroda Nobla za czysty geniusz właśnie przeszła mu koło nosa.
Głupi kundel ― wymruczał pod nosem i splunął w bok, jakby samo wspomnienie o białowłosym przyprawiło go w tym momencie o niesmak w ustach. Nie było w tym nic dziwnego, skoro szanse na to, że wpakują się w jakieś gówno drastycznie wzrosły. Nie było najmniejszych wątpliwości co do tego, że prędzej czy później rzucą się w oczy. Ponadto nic nie wskazywało na to, by Bob wiedział, że mają złożyć mu wizytę, a na domiar złego nie mieli żadnej możliwości skontaktowania się z nim.
Zajebiście.
Sakid ― nawet nie kwapił się o darowanie sobie nieco ostrzejszego tonu, jakby już samym zwróceniem się do niego, nakazał czarnowłosemu przywiązanie uwagi do tego, co miał powiedzieć. ― Wątpię, by po wejściu ktoś nie wyszedł nam na powitanie. Jeżeli masz jeszcze przepustkę, może się przydać. Jeżeli dobrze wszystko rozegrasz, istnieje szansa na to, że nas już nie sprawdzą. Wciśniesz obsłudze kit, że jesteśmy wojskowymi w cywilu i dostaliśmy rozkaz rozejrzenia się po hotelu, bo jakiś świr zwiał z laboratorium i niepostrzeżenie mógł się tam ukryć. Zresztą wersja wydarzeń jest mało ważna. Możesz ruszyć trochę wyobraźnią, bo zdaje się, że wiesz najlepiej jak funkcjonuje Świat-3. Może nawet kiedyś miałeś okazję przebywać w tym hotelu. To plan awaryjny, na wypadek, gdyby Bob nie otrzymał jednak wiadomości. Gdyby coś poszło nie tak, miejmy nadzieję, że nie trzeba będzie puścić z dymem całego budynku. ― Wzruszył lekceważąco barkami. Prawda była taka, że nie zrobiłoby to na nim większego wrażenia. ― Idziesz pierwszy. My za tobą.
Paradoksalnie do swoich słów, i tak ruszył się z miejsca, jednak jego kroki były na tyle wolne, by Wymordowany miał okazję go wyprzedzić. Najgorsze w tym wszystkim było to, że ich miejsce spotkania było na tyle wielkie, że samo znalezienie zaopatrzeniowca wcale nie byłoby takim łatwym zadaniem, jeżeli nie wiedział o tym, że mieli złożyć mu wizytę.

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5439

Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Gość on Wto Sty 07, 2014 8:26 pm
Tupu tup, tupu tup… przedzieranie się przez śnieg na własnych nogach nie należało do najłatwiejszych, a już z pewnością nie najprzyjemniejszych. Przynajmniej dla Nathaniela i jego, inteligentnie dobranego obuwia. Ale któż spodziewał się, iż nagle rozpęta się śnieżyca, a on w taką pogodę będzie siedział gdzieś poza względnie ciepłym, zamkniętym pomieszczeniem posiadającym przynajmniej szczątki dachu? Na pewno nie Nath. Tak więc anioł lazł niniejszym wzdłuż muru w swoich przemoczonych do reszty bucikach – cudem będzie, jeśli nie odmrozi sobie stóp – próbując nie zwracać uwagi na ich stan. Szło mu to nienajgorzej – w końcu z powodzeniem mógł wybierać spośród innych zamarzających mu części ciała. Ene due… może ponarzekać na odmarzające uszy? Like fake… nosa nie czuł już od dłuższego czasu. Torba borba… ten wyszczekany kurdupel jeszcze mu się jakoś za to wszystko odpłaci. Całe szczęście, że Jace miał przynajmniej jakieś pojęcie o długości ich trasy do wyłomu w murze. Gorzej, że wspomniana dziura okazała się być niezbyt pokaźnych rozmiarów. Levittoux zmierzył wzrokiem otwór, potem – z dokładnością miarki – przeszedł do pomiaru towarzyszy. Ten wrak człowieka, zwący się Sakidem, pewnie nie będzie miał większych problemów z przejściem. On i ten cały Rayan natomiast to już kompletnie inna historia. W milczeniu - bo i o czym tu było debatować? – przyglądał się, jak ciemnowłosy mężczyzna próbuje pokonać tę przeszkodę, która na pierwszy rzut oka dla nich dwóch mogła wydawać się nie do przebycia.
I nagle zaświtała mu myśl tak oczywista, że aż się zdziwił, iż nie wpadł na to od razu; a co gdyby tak najzwyczajniej w świecie rozłożyć skrzydła i przelecieć nad murem? Nie zajęłoby mu to więcej niż zaledwie kilka, marnych sekund, a o ile byłoby to wygodniejsze od zabawy w szprotkę! Z drugiej strony gostek unoszący się w powietrzu nad obwarowaniami mógł wzbudzić podejrzenia i pewne zaciekawienie ze strony przechodniów. Nie miał przecież gwarancji, że po drugiej stronie nie znajduje się gwarna ulica… I co, jeśli jego nowym kolegom nie spodobałoby się to, co by zobaczyli? Zbytnio kuloodporny nie był.
Zakończył dyskusję ze sobą w samą porę, by przekonać się na własne oczy, jak Rayan znika po drugiej stronie muru. Konkluzja nasuwała się sama; można. Jakoś nie widziało mu się pozostawanie w tyle {kto mu pomoże, jeśli jego tłusty tyłek utknie gdzieś w połowie drogi?}, więc podjął wyzwanie jako drugi, nie zostawiając Sakidowi niczego innego do roboty, jak tylko stać i gapić się na kolejnego mamuta próbującego przedostać się do miasta przez drogę ewakuacyjną dla szczurów.
Łeb, noga, ręka, cokolwiek i albinos już mógł podziwiać urocze alejki, chodniczki i domki Miasta-3. Ostatecznie nie ucierpiało nic poza pożyczonym przez niego płaszczem. Trudno, jakoś to przeżyje. Wyprostował się, poprawił i otrzepał ubranie – w końcu jak kamuflaż, to kamuflaż – i usunął się z drogi ostatniemu członkowi ich Drużyny Pierścienia. Nie kłopotał się rozglądaniem dookoła - miał od tego dwóch, wyczulonych na wszelakie bodźce wymordowanych. Wcisnął ręce w kieszenie i postawił kołnierz płaszcza tak, by w jakimkolwiek stopniu chronił go przed zimnem. Z jego ust wydostawały się kłęby pary.
Kiedy nareszcie ruszyli, nie miał zamiaru przerywać towarzyszącej im ciszy. Pasowała mu. Mógł w spokoju nie myśleć sobie o niczym i po prostu leźć przed siebie, obdarzając okoliczne budynki obojętnym spojrzeniem. Na widok przeuroczej parki papużek nierozłączek nie zareagował w żaden sposób, prąc cały czas do przodu. Im szybciej znajdą się w tym zakichanym hotelu, tym lepiej.
W końcu się zatrzymali. Boba jak nie było, tak nie ma. Czyli jesteśmy w punkcie wyjścia? Jakby spodziewał się czegokolwiek innego… Kopnął jakiś Bogu ducha winny kamień, przyglądając się bez większego zaangażowania stojącemu przed nimi osiągnięciu architektonicznemu. Wyglądało na to, że wcale nie obchodzi go to, co ich tymczasowy szef ma im do powiedzenia. W rzeczywistości próbował ustalić ewentualne drogi ucieczki, na wypadek gdyby ten plan jednak nie wypalił. W końcu szło im do tej pory nadspodziewanie łatwo, nieprawdaż? Okna nie są zakratowane – w sumie nic dziwnego, skoro to hotel – znajdują się na każdym piętrze, zapewne w pokojach i na krańcach korytarzy. Kto nie lubi gdy światło dzienne oświetla mu drogę do wynajmowanego apartamentu? A jaka oszczędność energii! Tak czy inaczej wyglądało na to, że z odwrotem, przynajmniej na tym etapie, nie byłoby większego problemu.
„Idziesz pierwszy. My za tobą.”
No to w drogę! Nathaniel uprzejmie zaczekał aż Sakid go wyminie, po czym ruszył za nim jak cień do wnętrza budynku.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Gość on Wto Sty 07, 2014 10:33 pm
- ...
Cichy, niechętny pomruk, który był bardziej wymowny od tysiąca słów wysączył się z jego ust, gdy ujrzał przykład jakże "świetnego poczucia humoru" ich przywódcy. Wyraz twarzy zresztą też raczej wymownie nakreślał odniesienie siebie do tej sytuacji, i chociaż w tym wypadku mógł się uścisnąć dłoń Ray'owi. Wgapiał się jak wół w tą niewielką dziurę i obmyślał, jak przy następnej okazji spytać albinosa o temat czy aby z jego percepcją wszystko okej.
Po chwili namysłu wcale nie zmienił zdania o tej dziurze. Dalej była dużo za mała i, zerkając na moment w kierunku Nathaniela, zastanawiał się jak on zamierza się przecisnąć przez to. Jeśli nie ma możliwości łamania i nastawiania sobie szkieletu - będzie miał najwięcej problemów z ich trzech.
Wzruszając barkami na spojrzenie jakie przeszło po nim i drugiej osobie, obserwował w jakiż to sposób mocuje się z wejściem przez tą dziurę. Musiał przyznać - teraz to wychudzenie mu się przyda, chociaż tyle na plus. Gdy jako tako udało się przedrzeć w miarę możliwości pierwszej osobie, chciał pójść drugi, ale już kolejny ruszył. Nie miał nic innego do roboty, jak stać i gapić się, jak kolejny jego towarzysz próbuje się przebić przez tą dziurę, a gdy on znikł, został tylko Sakid. Zbliżywszy się do dziury, przykucnął przy niej, zastanawiając się nad sposobem przedarcia. Jak się za to zabrać? Przykucnął najpierw przy tej dziurze, szybko oceniając odległość, chociaż w sumie, co jak co, ale o murach wiedział, iż cienkie nie są. Meh. Podciągnął wyżej płaszcz, wyklinając osobnika któremu go zawinął że nie miał kaptura, po czym poszła noga. Wyszukiwanie nią gruntu do łatwych nie należało, ale... Cóż, do wytrwałych świat należy. Oparcie się znalazło, z wciśnięciem gorzej. Czuł jak odłamki muru ocierają się niezbyt przyjemnie o różne fragmenty jego skóry, które czuł nawet przez gruby materiał.
Pogratulował sobie przebicia się przez to westchnięciem ulgi, przeciągając się, unosząc swoje stopy na czubki palców. Powrót w drugą stronę nie będzie przyjemny, szczególnie jeśli zostaną poranieni, a pewnie tego nie da się ominąć. Wolał jednak nie myśleć o tym, miast tego rozglądając się po okolicy. Aha... Kojarzy w sumie to, choć jako patrol był tu może... Raz? To miejsce jest na tyle spokojne, iż w praktyce rzadko kiedy wojsko w ogóle ma sens to zajrzeć, to też i nie ma się co spodziewać raczej obunkrowanych posterunków.
Zerknąwszy na chwilę ku przewodniczącemu gdy się przemieszczali dalej, ciekawiło go czy teraz rzuci jakiś skrzętny tekst i postanowi pobawić się w zemstę wilkołaka czy coś, wystraszając tamtą parę tam. Zdecydowanie fajne widowisko - konsekwencje jednak byłyby dosyć fatalne. Szkoda że fajne rzeczy są zawsze takie szkodliwe dla zdrowia lub sytuacji, meh.
- Ciekawi mnie jak dotąd udawało wam się stawiać opór wojsku z jego pomysłami.
Niestety, jego uszy nie są tak niewrażliwe na dźwięki jak kiedyś i teraz tego typu pomruki usłyszy bez problemu. Nie to żeby go to cieszyło, ale w sumie, skoro ma moment, to zawsze można wylać jakieś żale na swojego przyszłego szefa, który to w sumie skończy dodatkowo egzystencję Eza. Cause why not?
Przystanąwszy, począł oceniać miejsce do którego się kierują. Budynek przed nimi wyglądał całkiem okazale i milutko. Hm... Miał wrażenie, że już tu kiedyś był, chociaż wątpił w to, by obsługa go rozpoznała, jeśli faktycznie tu był. Nadal jednak będzie musiał się popisać talentem mówczym zarówno on jak i reszta (lub głównie on) a propo tego, czemu wyglądają jak banda obdartusów którzy ledwie wyszli z zaspy śnieżnej.
Szorstki i ostry głos Ray'a raczej wymownie sprowadził uwagę wymordowanego na mówiącego. Och, świetnie, a więc wszystko na jego głowie? Suuuuper.
Jeżeli masz jeszcze przepustkę...
Aha, pomyślmy... Chociaż, nie, przecież gdyby ją nosił od tak na karku jako wojskowy to raczej prędko by ją stracił, nie? Nie po to ma się to i owo, kieszenie w spodniach i tym podobne czynniki, by nosić tak ważne przedmioty na szyi.
A faktem jest że... Zapomniał w ogóle o tym przedmiocie, to też na wspomnienie o nim nagle począł dziwnie podrygiwać, macając się głównie po spodniach w poszukiwaniu tej przepustki. Nosz, gdzie on to miał... Akurat spodnie to jedyna rzecz, która została z jego poprzedniego ubioru, i, jeśli gdzieś, to tylko tam mógł to trzymać.
Hm, więc kieszenie nie. Uda, kolana, łydki... Moment... On naprawdę ma tu kieszeń? Nawet o tym nie pamiętał, tch. Rozsunął ją, po czym wsunął dłoń do środka. Sucho i... Nah, tak! Bingo, Ez! Podniósł się do pionu, przyglądając się swojej przepustce. Hm... Wyglądał trochę zdrowiej, ale najwyżej zwali na kiepską pogodę.
- Drobna prośba - Jeśli będą wymagali jakiegoś zwrotu z waszej strony do mnie, lub w jakiś sposób sytuacja będzie wymagać podania mojego imienia przez was, Ezechiel Duval. Byłe imię i nazwisko, zza wojskowego życia.
No, ciekawie by było gdyby nagle walnęli "Sakid" w momencie gdy Ez by rozmawiał z kimś, kto mógłby go kojarzyć jakoś... I fakt że lubił swoje imię. Tak czy inaczej, ruszył przodem, chowając, bodajby najważniejszy w tej chwili dla powodzenia ich przykrywki dokument do kieszeni spodni pod płaszczem, próbując po drodze chociaż w drobnym stopniu otrzepać się ze śniegu, by wyglądał jakoś "cywilizowanie".
- Jakiś pomysł kogo w sumie szukamy, poza jakże oryginalnym imieniem?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Ourell on Sro Sty 08, 2014 6:20 pm
Po przekroczeniu progu drzwi, mogliście dojść tylko do jednego wniosku – pomieszczenie, w którym się znaleźliście było godne goszczenia króla. Ściany były pomalowane w odcieniu ciepłego beżu z licznymi zdobieniami z ciemnego drewna, które zdawały się układać w najróżniejsze kształty, w większej mierze przypominające delikatne kobiece twarze. W każdym kącie stała okazała roślinka niejasnego gatunku, która pomimo iż była trudna do zidentyfikowania, pieściła oczy wiecznie kwitnącymi pąkami różowawych kwiatów wielkości pięści i nienagannie zielonymi liśćmi, lekko roztrzepanymi ku samym końcom. Po lewej stronie znajdowały się ogromne schody, prowadzące najpewniej do samych pokoi, które szczyciły się w ów hotelu tym, że były niewyobrażalnie duże i dodatkowo uatrakcyjnione wspaniałymi widokami. Na prawo wił się niewielki korytarzyk z którego słychać było szum wody. Najpewniej gdzieś po tamtej stronie znajdowała się malutka fontanna, acz napis umieszczony na strzałce zwrócony w ów stronę, zachęcał do skierowania tam kroków nie za sprawą wodnej uciechy dla oczu i uszu, tylko ze względu na wykwintną restaurację, która stanowiła nieodłączną część całego hotelu. Z powodu późniejszej pory, każde z ogromnych okien było zasłonięte okazałymi, jedwabnymi zasłonami w odcieniu idealnie komponującym się z resztą otoczenia. Wnętrze hotelu oświetlone było gigantycznym żyrandolem przyozdobionym diamentowymi kryształkami, które odbijały światło tak dobrze, że będąc w tym pokoju, ani myślało się o czarnej, ponurej nocy rozpoczynającej swe harce dokładnie w tych godzinach.
Dla kogoś kto jak dotąd za wyraz wszelkiego luksusu uważał sypiącą się chatę z cegły bądź głęboko wykopaną ziemiankę wadliwego bezpieczeństwa, całe pomieszczenie mogło robić wrażenie. Szczególnie, że hotel patrząc na ilość gwiazdek wcale nie był czymś wybijającym się na tle innych tego typu budynków. Fakt, że architektura jak i zaprojektowane wnętrze robiło ogromne wrażenie, acz nie należy zapominać, że całe Miasto-3 jest cholernie bogate i gdyby tylko chciało, każdej rodzinie  mogłoby zafundować prywatny dom mniej-więcej takiej okazałości.
Tak czy siak nie należy wam zapominać o waszym głównym zadaniu. Zamiast podziwiać okazałe rzeźby i wijące się kolumny, lepiej od razu zwrócić ślepia na recepcję i dokonać kolejnych kroków w celu pomyślnego zakończenia misji. Żeby to zrobić będziecie musieli odnaleźć roztrzepanego kumpla waszego Wilczura, Boba, który albo miał jakiś poważny powód aby wziąć sobie wolne, albo najzwyczajniej w świecie zapomniał, co raczej byłoby wyrazem najszerszej głupoty.
Za ladą stała przepiękna, młoda dziewczyna niewyglądająca na więcej niż dwadzieścia pięć lat. Sądząc po stroju była recepcjonistką hotelową, acz w chwili obecnej sprawiała wrażenie lekko podenerwowanej. I tu uwaga, szok.. nie ze względu na was. A przynajmniej macie prawo tak przypuszczać, ponieważ zauważyła was dopiero po parunastu dobrych sekundach i choć delikatnie zaskoczył ją wasz niechlujny wygląd i okazalsza aparycja dwójki z was, kultura i chęć utrzymania pracy nakazywały jej się uśmiechnąć i z pełną gracją zapytać:
- W czym mogę panom pomóc? Panowie chcą zarezerwować sobie pokój?
Wszelkie numery nie są polecane: w rogu pomieszczenia, tuż nad przepięknym różowym kwiatuszkiem wisi kamera, która wpatrywała się soczewką centralnie na was.

_________________

Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 328
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Fucker on Czw Sty 09, 2014 1:56 pm
„Ciekawi mnie jak dotąd udawało wam się stawiać opór wojsku z jego pomysłami.”
Ryan nie powstrzymał się od zerknięcia na czarnowłosego z uniesioną brwią. Nieco zdziwiło go to, że przypisał wszelkie pomysły przywódcy, choć jednocześnie wciąż powinien postrzegać Wymordowanego, jako byłego wojskowego. Znał zupełnie inne zasady, które opierały się na tym, że zdanie Głównodowodzącego było święte, a każdy rozkaz – nawet, jeśli nie do końca przemyślany – niepodważalny. Świat, do którego nieszczęśnik miał okazję trafić rządził się nieco innymi prawami. Jeżeli miało się okazję już raz zginąć, nie było szansy na to, by bać się gnojka, który lubił od czasu do czasu porozstawiać sobie wszystkich po kątach, a to, że kierowano się jego pomysłami oznaczało co najwyżej tyle, że miało się w tym także własny interes. Nic ponadto. Żadnego głębszego podłoża, choć zdarzały się wyjątki od reguły i nie zawsze wychodziło im to na zdrowie.
To pewnie dzięki złotej zasadzie: „W krytycznej sytuacji rozpierdol ich, zanim oni rozpierdolą ciebie” ― rzucił mrukliwie i pokręcił głową z lekką dezaprobatą. W jego słowach nie było ani odrobiny humoru – nawet tego czarnego. A szkoda, bo brzmiało to jak jakiś chory żart. ― Jak dobrze wiesz – większość z nas nie urodziła się wczoraj. No i, wbrew temu co wpajali ci twoi przełożeni, potrafimy myśleć samodzielnie. Taka cenna umiejętność na przyszłość. Skoro byłeś głodny wrażeń, lekcje zaczynasz od dziś. ― To wszystko brzmiało, jak podważanie autorytetu Wilczura, aczkolwiek przychodziło mu to z dużą łatwością. Bądź co bądź, to, że zgodził się na pomoc bynajmniej nie oznaczało, iż rzuci się w każdy ogień i zrobi wszystko dokładnie tak, jak zażyczył sobie jego przywódca, który w tym konkretnym przypadku był zaledwie „zleceniodawcą”, gdyż Jay nie przypominał sobie, by członkostwo w grupie DOGS było równoznaczne z podpisaniem cyrografu z diabłem.
Wysunął ręce z kieszeni i postanowił rozgrzać je bardziej ciepłym powietrzem. Większy kłąb pary szybko rozmył się ponad jego głową, zaś mężczyzna pocierając przez chwilę ręce o siebie, zanim ponownie osłonił je materiałem, przyglądał się byłemu wojskowemu, który w tym czasie przeszukiwał swoje kieszenie. Dużym plusem na ich korzyść było to, że Sakid miał ze sobą przepustkę. Oczywiście nie mogli założyć, że obsługa nie zażąda potwierdzenia od reszty, ale zawsze dawało im to jakiś cień szansy.
Ciemnowłosy kiwnął głową, potwierdzając, że przyjął do siebie informację. Na całe szczęście nie miał żadnych problemów z pamięcią, toteż godność bruneta szybko ulokowała się w jego głowie. Nie sądził, że koniecznie była im potrzebna, bo równie dobrze mogli siedzieć cicho. Dokładnie jak białowłosy, który im towarzyszył. Cóż, przynajmniej przez to milczenie nie sprawiał większych problemów. Gdy tylko ruszyli, szarooki mniej więcej zrównał krok z Natanielem, przez cały czas przyglądając się wielkiemu budynkowi, w stronę którego zmierzali. Im bliżej byli, tym większy się wydawał i tym bardziej chciało stwierdzić się, że pierdoli się tę całą akcję, która z sekundy na sekundę przestawała mieć logiczne podłoże.
Już mówiłem – zmyślaj. Zapewne w tej chwili nie zaskoczy cię fakt, że nawet nie wiemy jak wygląda ten cały Bob. Jace najwyraźniej także nie wie albo jego wielce taktyczny umysł podpowiedział mu, że nawoływanie Boba w publicznym miejscu wcale nie będzie podejrzane. W najlepszym wypadku wyjdziemy stąd z pustymi rękami, udając, że hotel nie jest zagrożony.
A w najgorszym?
Tego już nie mieli okazji się dowiedzieć. Gdy znaleźli się wewnątrz eleganckiego budynku, zamilkł. Srebrzyste tęczówki przemknęły wzrokiem po holu budynku, w którym było o tyle ciepło, że pozwolił sobie na wyciągnięcie rąk z kieszeni i zsunięcie kaptura z głowy. Poprawił włosy dość niedbałym ruchem ręki i zaraz skupił uwagę na pracowniczce tego miejsca, którą powitał zaledwie skinieniem głowy, choć zdaje się, że tyle wystarczyło. Więcej udawanej grzeczności pozostawiłoby po sobie niesmak w ustach. Reszta należała do Ezechiela.

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5439

Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Gość on Pią Sty 10, 2014 9:27 pm
Nathaniel nie przejawiał jakiejkolwiek aktywności umysłowej oprócz ledwie dostrzegalnego skinienia głową, gdy Sakid podał im swoje prawdziwe dane. Ezechiel Duval. Może być. Zresztą, co za różnica czy wymordowany wabi się Ezechiel czy inny Stefan Jarząbek? Ważniejsze, że anioł powoli zamarzał. Chciał jak najszybciej znaleźć się wewnątrz budynku. Jeszcze tylko parę kroków i drzwi rozsunęły się na boki, stając przed nimi otworem.
No i dobra, Nath, weszliście… żaden piorun nie dupnął, nikt na powitanie nie rzucił się na waszą trójkę, powalając was na glebę. Teraz po prostu musisz wyglądać jak zawodowiec – jakkolwiek miałoby to nie wyglądać. Albinos postarał się przybrać jeszcze bardziej obojętny wyraz twarzy – o ile to w ogóle było możliwe. Skoncentrował uwagę na ladzie, za którą najwyraźniej stała recepcjonistka. Cóż, wiele mogło się pozmieniać od czasu, kiedy po raz ostatni odwiedzał jakiś hotel, lecz nie spodziewał się, by dziewczyna miała za zadanie wyjść na ich powitanie i zatańczyć – jakże powitalnego – kankana. Nie, po prostu nie.
Dopiero gdy zbliżyli się do recepcji, anioł zaczął ostentacyjnie rozglądać się dookoła. Trzeba było przyznać, że wnętrze budynku było równie imponujące jak jego fasada. Nie przyszli tu jednak na zwiedzanie, a… właśnie - jako że był spostrzegawczą bestią, odnotował obecność słabo ukrytej kamery. W kwiatkach, jak słodko…
W czym mogę panom pomóc? Panowie chcą zarezerwować sobie pokój?
No, to kolej na niego. Nie mógł pozwolić Sakidowi na spieprzenie tego etapu misji, bo nie spodziewał się, by ktoś, w razie niepowodzenia, wyskoczył do nich z wesołym uśmiechem na twarzy, krzycząc „Nie powiodło się, spróbuj ponownie później!”. A on naprawdę bardzo chciał załatwić to wszystko jak najszybciej. Przeniósł zatem spojrzenie na kobietę. Uśmiechnął się do niej zdawkowo i dość krzywo. Uśmiech ten jednak zniknął tak szybko, jak się pojawił, w chwili, w której Nathaniel postanowił otworzyć gębę, ubiegając w tym Sakida.
- Wierz lub nie, ale jesteśmy przedstawicielami władzy – tutaj odwrócił się w stronę Ezechiela. – Duval, pokaż no pani przepustkę – rzucił zniecierpliwionym głosem, skupiając się z powrotem na dziewczynie, a w szczególności na jej oczach – wpatrywał się w nie intensywnie, jakby chciał zobaczyć w nich jej duszę czy coś równie poetyckiego. – W każdym razie, szukamy niejakiego Boba. Powiesz nam gdzie go znaleźć, prawda?
To nie było pytanie, to był zawoalowany rozkaz i w tym momencie nikt poza samym białowłosym oraz pracownicą hotelu nie miał prawa zdawać sobie z tego sprawy. Levittoux wbrew pozorom wiedział, co robi. Bynajmniej nie próbował polegać na swoim wątpliwym uroku osobistym czy umiejętnościach aktorskich zostawiających wiele do życzenia – w końcu od czego są super-anielskie-moce?! Do ułatwiania sobie życia, oczywiście. A czyż to nie był odpowiedni czas na skorzystanie z nich? No był! Pozostawało mieć jedynie nadzieję, że żaden z dwóch pozostałych mężczyzn nie postanowi się w jakiś sposób wychylić, najprawdopodobniej pierdoląc przy tym całą akcję.
Niby mógł powiedzieć im wcześniej o swoich specjalnych umiejętnościach, ale… byłoby przy tym tyle gadania!



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Gość on Sob Sty 11, 2014 8:41 pm
"To pewnie dzięki złotej zasadzie: W krytycznej sytuacji rozpierdol ich, zanim oni rozpierdolą ciebie."
- Z pewnością.
Mimo wszystko - nawet gdyby było to wypowiedziane z humorem, nie byłoby dowcipem. W praktyce - to najlepsza strona wymordowanych. Jeśli chodzi o zabijanie, są w tym praktycznie najlepiej "skonstruowanymi" istotami. Nieprzewidywalni lub kierowani instynktami zwierzęcymi, wykorzystującymi swoją zwierzęcą brutalność i naturę, rozrywając oponentów na strzępy. Do tego był uczony i trenowany - by znać i umieć walczyć z zagrożeniem Świata-3. To również sprawiało że wbito mu sporą dozę teorii o wymordowanych i ich sposobach działania.
Brutalna, zwierzęca siła, kierowana przez napędzany instynktami, dziki umysł.
A gdy teraz jest jednym z nich, ile z tej teorii okazało się prawdą? ...
Wzruszył nieznacznie barkami na jego słowa, przy kwitującym wypowiedź zdaniu pozwalając swoim ustom na nieznacznie wygięcie się ku górze, formując je w nieznaczny uśmiech.
- Podporządkuj się albo zgiń - tak w skrócie można opisać kwestię zasad w wojsku, jeśli byliśmy poza miastem. Jeden błąd, jedna kwestia wbrew myśli dowódcy było przeważnie wyrokiem śmierci... - Na moment skierował swój wzrok na dłonie skryte w rękawach płaszcza, teraz z usilnie skrytymi szponami, wzdychając nieznacznie. - Chyba mam farta do tego typu rzeczy, skoro mój "dowódca" już chce mnie zabić. - Tą wypowiedź bardziej skierował do siebie niźli do kogoś słuchającego. Mógł mieć w równym stopniu na myśli zarówno Jay'a, jak i wilczura. Jakby nie było... Obaj chcą go zabić. Yey, ma co do tego naprawdę niesamowitego farta, problem w tym, że gdy w wojsku nie robiono sobie problemów z zabiciem "zbędnego" żołnierza, serwując mu szybką śmierć przez poderżnięcie gardła, strzał w czerep lub przeszycie serca - tak w wypadku wymordowanych można mieć mieszane odczucia co do sposobu egzekucji.
- Równie bezpieczne mógłby być napad na zbrojownię wojska.
Mruknął pod nosem nieco markotnie, zdając sobie sprawę z tego, że znalezienie kogoś kogo imię jest czymś tak bezpłciowym i popularnym, nie mając przy okazji pojęcia o konkretnej lokalizacji celu czy czegokolwiek, co by ich naprowadziło na dany ślad. Eyep, nie ma to jak świetny plan.
Widok budynków takie jak ten nie był niczym nowym dla Eza, chociaż już nieco zapomnianym. Wewnątrz miasta widywał o wiele bardziej wytworne miejsca, a - jako wojskowy, zdarzało mu się oficjalnie odwiedzać dane przybytki. Jakoby nie było, wojsko cieszy się swoistym autorytetem w tym mieście, który często można wykorzystać na różne sposoby. Żarcie za darmo? Why not? Nocleg za darmo? Why not? Wojsko jest - wojsko może. Yep.
Już uchylał usta by coś powiedzieć, ale Nathaniel, który - w dużej mierze dziwiąc(co jednak w miarę możliwości skrył) Sakida, postanowił zabrać głos jako pierwszy. Na polecenie, w sumie nawet pasujące do osoby postury i wyglądu Nathaniela, Ez sięgnął ku kieszeni i wyciągnął przepustkę, jaką pokazał kobiecie. Nie przekazywał - nie miał w tym celu. Wystarczy krótki rzut okiem. Zaraz po nim schował ją z powrotem na miejsce, chcąc nie chcąc, spoglądając z pewnym zaciekawieniem na białowłosego.
"Powiesz nam gdzie go znaleźć, prawda?"
"Prawie jak hipnotyzer."
Przemknęło mu przez myśl, słysząc ten ton. W każdym razie, po chwili jego wzrok został ponownie skierowany na Panienkę za ladą, oczekując jakiejś konkretnej odpowiedzi, pod względem postawy nie tworząc nic specyficznego. Splótł dłonie za plecami - co dosyć często mu się zdarzało w takich sytuacjach, oczekując na rozwój wypadków.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Ourell on Sob Sty 11, 2014 11:55 pm
Nic dziwnego, że kobieta zrobiła zaskoczona minę. Który normalny człowiek spodziewałby się niezapowiedzianej wizyty wojskowych w tak piękny, śnieżny wieczór? Szczególnie, że inspekcja sanitarna była kilka dni temu i wypadła wręcz elegancko, he~ Tak czy siak przepiękna panienka wydawała się nie tyle co zdumiona, ale też lekko… zmartwiona? Jakby się nad tym głębiej zastanowić to każdy wojskowy mógłby wzbudzić w tak niewinnej, drobnej istotce pewną dozę strachu, acz żeby od razu smutek czy strapienie? Coś tu było nie tak.
Recepcjonistka nie kłóciła się. Nieważne czy za sprawą widoku wyrośniętego anioła czy też jego perfidnie użytej mocy – uwierzyła im. Nawet nie musiała przelatywać wzrokiem przez przepustkę, aby być stuprocentowo pewną, że trójka stojących przed nią mężczyzn, wyglądała tak samo groźnie jak wojskowe chłopy ze S.SPEC. Problem polegał tylko na tym, że ona kompletnie nie wiedziała o jakiego Boba chodzi. Owszem, pracuje tutaj i ma kontakt ze swoimi klientami, ale w ciągu dnia przewija się tutaj tak wielu ludzi, że po prostu nie jest w stanie zapamiętać ich wszystkich z imienia czy nazwiska. Mimo wszystko rozkaz rzucony przez Nataniela nie poszedł na marne, ponieważ kobieta zaczęła się rozglądać po swoim małym stanowisku, niby to czegoś szukając.
- O-Oczywiście. – bąknęła cichutko pod noskiem i wyjęła z jednej z półek pod ladą jakiś papier, ładnie oprawiony w przeźroczystą koszulkę. – Niestety nie wiem dokładnie o jakiego człowieka chodzi, jednak wszyscy nasi aktualni goście są tutaj zapisani. Obok rubryczki z imieniem i nazwiskiem jest numerek pokoju. – powiedziała posłusznie, wyciągając w ich stronę dokument. – A to.. – zaczęła sięgając do swojej kieszeni. – … jest uniwersalna karta, która otwiera wszystkie pokoje. – powiedziała posłusznie podając ją Natanielowi. Widniał na niej napis Lora Schindler. Z tego wynika, że każdy pracownik jest w posiadaniu takiej magicznej karty.
Recepcjonistka nerwowo poprawiła blond włosy, zahaczając sobie jeden z kosmyków za ucho i zerknęła krótko na swój komputer, który właśnie przedstawiał rozkład całego hotelu.
- Inni żołnierze znajdują się obecnie w pokoju 410. Czy.. czy ta akcja naprawdę wymaga posiłków? Coś zagraża moim gościom? – zapytała robiąc przerażoną minę. Cóż, to się wyjaśniło dlaczego od samego początku wydawała się lekko podenerwowana. W budynku znajdują się żołnierze S.SPEC, którzy w przeciwieństwie do was są jak najbardziej prawdziwi…. niedobrze.
Na kartce z wypisanymi godnościami gości przelewało się mnóstwo imion. Hotel był ogromny, toteż liczba pokoi również musiała być duża. Jednak gdybyście przelecieli choćby pobieżnie wzrokiem po dokumencie, mogliście zauważyć, że w tym budynku znajdują się dwie osoby o takim imieniu. Jedna w pokoju 112, druga…. W 409, czyli jak błyskotliwie mogliście zauważyć, cholernie blisko miejsca pobytu wojskowych. Oba pokoje dzieliły od siebie aż dwa piętra, a żeby się do nich w ogóle dostać, będziecie musieli wejść do góry po pięknych, marmurowych schodach, które są jedyną drogą.
Możecie oczywiście łudzić się, że mimo wszystko w pokoju na niższym piętrze znajdziecie swojego dostarczyciela broni, acz jeśli tak nie będzie, zostaniecie zmuszeni odwiedzić pokój zagrożony spotkaniem ze S.SPEC. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że dopadła was myśl.. co jeśli Lora się pomyliła i błędnie wskazała pokój? Jeden numer… gdybyście weszli akurat do pomieszczenia w którym żołnierze właśnie katowaliby niewinnego człowieka, zapewne nie pozwoliliby wam odejść wolno. Wojsko ma mieć opinie obrońców, a kto sądzi inaczej…. bang~!


_________________

Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 328
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Fucker on Nie Sty 12, 2014 5:35 pm
// Em, tym razem opuszczam kolejkę. Ledwo idzie mi jeden post, a nie sądzę, bym tu był w stanie cokolwiek z siebie wyrzucić. Przynajmniej pójdzie nieco szybciej.

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5439

Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Gość on Nie Sty 12, 2014 8:27 pm
Kątem oka zarejestrował, że wymordowany spełnił jego prośbę {no, może bardziej rozkaz czy polecenie, ale kto tam by się tym przejmował~} i raczył pokazać swoją przepustkę. I milczał – to najważniejsze. No, a dziewczyna najwyraźniej im uwierzyła, co chyba mogli uznać za równie ważne osiągnięcie. Nathaniel odebrał od niej listę gości jak również uniwersalny klucz – skoro już raz się wychylił, postanowił pociągnąć to do końca. Przeleciał wzrokiem treść zawartą na kartce, po czym od niechcenia podał ją Rayanowi, żeby on także się z nią zapoznał.
Tymczasem wsłuchiwał się dalej w to, co pracownica hotelu miała jeszcze do powiedzenia. Wyśpiewała im wszystko, o czym mogli sobie zamarzyć, bez żadnych zbędnych pytań z ich strony. I po co on się w ogóle wysilał z tym całym zaginaniem rzeczywistości?
- Nie, oczywiście, że nic im nie grozi – machnął zbywająco ręką, ucinając jakąkolwiek dalszą dyskusję. – Tamta akcja nie ma nic wspólnego z naszą, a to, że w tym hotelu pojawiły się dwie grupy naraz, jest wyłącznie zbiegiem okoliczności, więc proszę się nie obawiać.
Jego ton bynajmniej nie wyrażał troski, za to służbistość była w nim wyczuwalna doskonale – jak dobrze, że Nath miał w tym doświadczenie, nie? Skinął głową w ramach podziękowania/pożegnania/whatever {zastanawiał się przez chwilę, czy nie lepiej byłoby zasalutować, lecz ostatecznie odrzucił tę opcję}, po czym zrobił w tył zwrot na pięcie i odmaszerował, co wyszło mu wręcz perfekcyjnie. Może powinien swego czasu wybrać wojsko, zamiast bycia niańką..? W każdym razie dobrze by było, żeby reszta w miarę się z nim zsynchronizowała – w końcu musiało to jakoś wyglądać.
Levittoux skierował swe kroki ku jednej z wind – te jeszcze potrafił rozpoznać – i, niby na nią czekając, odwrócił się do pozostałych. Nie wiedział, czy w pobliżu nie ma żadnych kamer lub czujnych ścian, które chciałyby ich podsłuchać, więc postanowił nie wychodzić z roli. Huh, coś wreszcie zaczynało się dziać.
- Proponuję najpierw odwiedzić Boba ze 112, potem, ewentualnie, tego z wyższego piętra. Zgarniemy szybko gościa i będziemy mogli wracać do domów. Żonka pewnie się niecierpliwi, nie, Ray?
Wyszczerzył się do niego jak debil – raczej krzywo i z pewnością w tym grymasie nie można było dostrzec wesołości -, mając nadzieję, że jego poświęcenie zostanie jakoś wynagrodzone. Później. Grow rozliczy się z nim za to później.

// Soreh, że tak krótko, ale nie będzie dłużej, bo… nie .-. No i przynajmniej nie macie wiele do czytania~



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Hotel nad jeziorem    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 7 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry