Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9   

Re: Kuchnia i jadalnia    Pisanie by Rebekah on Nie Gru 03, 2017 2:03 am
- Weź nie żartuj.
Gdyby nie kobieta słaniająca jej się w rękach, rzuciłaby wszystko tak, jak stała i poszłaby Kirinowi z marszu przyłożyć. Dobrze by się to na pewno nie skończyło, ale w chwili obecnej tylko czyny, a nie słowa, mogły wyrazić wylewającą się z Rebeki frustrację. Nie dość, ze ten skończony palant narobił im obojgu kłopotów, o Matyldzie już nie wspominając, to jeszcze pozostawał kompletnie nieświadomy swoich czynów. I jak tu z takim wytrzymać? Kiedy anielica walczyła z utrzymaniem rannej kobiety na nogach, ten zajmował się - jak zwykle - swoimi sprawami i nieodłącznym dialogiem z Alice, kimkolwiek ta mała szmata była. Im więcej o niej słyszała, tym bardziej miała jej dość, choć zdążyła się już poniekąd przyzwyczaić do pewnych dziwactw wyprawianych przez Vincenta. Gdyby jednak jego wewnętrzna towarzyszka miała jakąś materialną formę, albinoska z chęcią dorwałaby ją w swoje ręce i ukręciła szyję. Tak zapobiegawczo, na zaś, żeby się wreszcie głupia baba przymknęła.
Pojawienie się Evendell było błogosławieństwem. Reb przyłapała się na tym ,ze po raz pierwszy od dziesięcioleci w myślach błysnęło jej dzięki Bogu, które naprawdę, naprawdę i autentycznie miała na myśli.
- Mamy ranną. Ciężko - zakomunikowała krótko, zdając sobie sprawę z tego, że nie mają zbyt wiele czasu. Sama nie mogła zrobić zbyt wiele, przede wszystkim dlatego, że jedną rękę miała zajętą prowizorycznym tamowaniem krwotoku, a drugą próbowała utrzymać Matyldę w jako-tako stabilnej pozycji. Skoro jednak nie musiała jej prowadzić do medyka, bo takowy zjawił się w sposób równie cudowny co niewyjaśniony, ostrożnie pochyliła się i posadziła kucharkę na podłodze, opierając ją plecami o ścianę. W tym czasie druga anielica zdążyła unieruchomić wymordowanego i zacząć leczenie. Albinoska odebrała to jako sygnał do wycofania się, więc ostrożnie odsunęła swoją czerwoną już całkowicie bluzkę, odsłaniając zasklepiającą się pod wpływem mocy ranę. Adrenalina powoli opadała, ustępując miejsca nagłemu zmęczeniu. Klapnęła bezładnie obok i rzuciła zakrwawione ubranie na bok, po czym oparła czoło na dłoni, niepomna tego, że z palców też ścieka jej krew. I tak była cała upaprana, a więc co za różnica - swoją, cudzą?
- Dziewczyno, jesteś darem niebios - mruknęła słabo, zerkając na Ev spod na wpół przymkniętych powiek. Miała na myśli dokładnie to, co mówiła - a nie zdarzało jej się to aż tak często, szczególnie przy pozytywnych wypowiedziach. Nie mogła jednak nie przyznać, że gdyby nie niespodziewane pojawienie się dziewczyny, prawdopodobnie sama z niczym by sobie nie poradziła. Mieliby martwą kucharkę, a może i więcej ofiar. To, że obyło się bez trupów, było cholernym cudem.

_________________
Wskazówki dla gramatykosceptycznych:
Ponieważ widzę, że macie z tym problem :|
M: Rebekah
D: Rebeki
C: Rebece
B: Rebekę
Msc: o Rebece
N: z Rebeką
W: Rebeko
Proste? Proste c:



Rebekah
-----------
Jack Russel Terrier
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 468
GODNOŚĆ : Rebekah Vashti Zimmermann

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i jadalnia    Pisanie by Kirin on Pon Gru 04, 2017 10:05 pm
To miłe, że Rebeka wreszcie miała z kim sobie pogawędzić, że Matylda miała jednak szansę przeżyć i że być może sytuacja ta nie zmieni się w nieudaną sztuczkę z gwoździem z programu śniadaniowego. Z tego wszystkiego nie był w stanie skorzystać tylko Kirin, pogrążony mocno w swoich chaotycznych myślach, które wiły się w jego głowie niczym węże, chociaż nie wiedział dlaczego i co oznaczały.
To był on? Przyszłość? Przeszłość? A może całe jego życie dotychczas było tylko jakimś dziwacznym snem i dopiero to, co siedziało w jego łbie było tym prawdziwym butem? Widział światła, słyszał wiwaty, tłumy ludzi, zaraz potem puste zaplecze, wielkie kolorowe pasy, ludzi o smutnych twarzach z domalowanymi uśmiechami, zwierzęta, które spoglądały na niego z pasiastych pudeł, brudne, głodne, wściekłe.
Jesteś jednym z nas. Mówił pies z obdartym do mięsa pyskiem podwijając ogon pod tylne łapy.
Papugi schowały dzioby pod skrzydła, gdy mijał je w tunelu. Zebra wierzgnęła poirytowana, nie miała ochoty spoglądać na siebie, na żyrafę.
Głodny, głodny, głodny. Dwa koty majaczyły oparte o siebie siedząc tyłem do maszerującego. Ich futro miało kilka wyraźnych, zaczerwienionych pręg, poza klatką leżał martwy kociak z ukręconym łbem. Waż spoglądał na niego oblizując się i zwisając z sufitu nad ich głowami.
Spojrzał pod siebie, ale nie dostrzegł dłoni, nie dostrzegł reszty ciała, tylko wióry i ubitą glebę. Trawa wygryziona była do czysta, musiał poszukać innego miejsca, może poza areną? Może tam daleko za kratami było jakieś jedzenie, jakaś trawa o której nie musiałby bić się ze stadkiem lam i starym osłem.
Złote ślepia pogrążone były w szaleństwie. Przesunął dłońmi po twarzy i złożył je w religijnym geście, macki z roślin porwały go swobodnie, nie wyrywał się. Z jego ciała wyszedł jednak niewidoczny impuls, który rzucił się na umysł blondyneczce, teraz i ona mogła przez chwile poczuć się jak w chaotycznym śnie, złapana w halucynacje wywołane mimowolnie przez ciało wymordowanego. Nawet gdyby chciał, nie był w stanie tego powstrzymać, moc działała mimo jego wolo, broniąc przed jakimkolwiek atakiem.
De Lacroix tym czasem wpakował sobie palce między szczęki wgryzając się we własne palce wściekle. Nowa krew zmieszała się z tą, cieknącą z obdartego wierzchu dłoni. Zdawał się ignorować starania anielicy, jednak bardziej po prostu ich nie zauważał. Nie mógł być wdzięczny, bo nie było za co. Przed jego oczami nadal widniały dziwne obrazy, których nie rozumiał, chociaż miał okropne wrażenie, że powinien.
Nie wściekaj się, Vincent. Jesteś ulubieńcem dzieci, nie zrobią Ci dużej krzywdy.
...
Miałam na myśli, że żadnej. Nie mogliby Cię znowu wystawiać, gdyby wcześniej coś Ci zrobili, co nie? Co nie? Ale ty i tak jesteś dzielny, znosisz wszystkie kary, potrm zawsze się uśmiechasz. Masz taki ładny uśmiech.
Wyszczerzył krzywe, brudne zęby. Usta nadal pokryte miał świeżą krwią.
- Żartujesz, nie? Nie lubię kar, nie są wcale przyjemne.
Tak? A przecież ciągle się dajesz.
- No bo ten, Alice, wiesz... inaczej Ciebie by karali, wiesz, że nie lubię jak masz siniaki. Oni też nie lubią, bo łatwiej jest ukryć siniaki na żyrafie, niż na człowieku.
Obojga nas lubią. Nie zrobią nam krzywdy. Dużej krzywdy.
Zamerdał ogonem. Może miała rację i wcale go nie uderzą, jak ostatnim razem?
Wyciągną rękę przed siebie szukając jasnych włosów dziecka. Chciał ją pogłaskać, przyciągnąć do siebie, powiedzieć że wszystko będzie dobrze. Wyciągnięta do przodu dłoń szukała gardła dziecka, wy zacisnąć na niej silną dłoń, wyrwać aortę ze środka, zgnieść kręgi szyjne. Uśmiechał się.

---

Halucynacje: 1/3 (Eve)

_________________




Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.

_______

Kirin: #666633
Alice: #999966




Kirin
-----------
Doberman     Poziom E

avatar

Liczba postów : 554
GODNOŚĆ : Vincent de Lacroix aka. Kirin

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i jadalnia    Pisanie by Senpai's stalker Yesterday at 9:34 pm
Zabrała swoją dłoń, gdy skończyła leczyć Kirina I przekręciła głowę nieco na bok, niezbyt rozumiejąc co właściwie się dzieje. Czemu pnącze puściły? Przecież wyraźnie powinny jeszcze przez trochę utrzymywać mężczyznę. Chciała ponownie użyć mocy, ale instynkt podpowiadał jej, żeby spojrzała za siebie, na Matyldę.
I serce jej zamarło.
- Niemożliwe… – wyszeptała cicho, kiedy ujrzała ją broczącą we krwi. Odwróciła się i błyskawicznie dopadła do kobiety, ponownie używając swojej mocy leczenia, ale czuła, jak jej własne ciało powoli spotyka się z ograniczeniami, jak drobne palce snujące po napiętej skórze drugiej kobiety drżą, oddech staje się pytki, a z nosa powoli skapuje krew.
Nie mogła się jednak poddać. Nie zamierzała.
Bez znaczenia na stan jej własnego ciała, musiała uratować Matyldę. Dobrą i łagodną Matyldę, która kochała każdego szczeniaka z DOGS, chętna zawsze ich nakarmić.
- Reb…. Nie rozumiem. Ja naprawdę ją leczyłam. Dlaczego znowu krwawi? – zadarła głowę, spoglądając ze łzami w oczach w stronę drugiego anioła. Pociągnęła nosem i pokręciła gwałtownie głową. To nie był odpowiedni czas na jakiekolwiek użalanie się nad sobą.
- A ty jesteś ranna? Jeżeli tak, to proszę, ale poczekaj chwilę, zajmę się tobą, tylko najpierw uleczę Matyldę. Mam wrażenie, że jej życie ucieka mi przez palce. – westchnęła cicho, ponownie powracając do leżącej kobiety.
- Proszę, otwórz oczy.


/nie wiem co ten post. Gome. ;-;

_________________





Senpai's stalker
-----------
Kotek     Anioł

avatar

Liczba postów : 2124
GODNOŚĆ : Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i jadalnia    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics