Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Rebekah on 03.12.17 2:03
- Weź nie żartuj.
Gdyby nie kobieta słaniająca jej się w rękach, rzuciłaby wszystko tak, jak stała i poszłaby Kirinowi z marszu przyłożyć. Dobrze by się to na pewno nie skończyło, ale w chwili obecnej tylko czyny, a nie słowa, mogły wyrazić wylewającą się z Rebeki frustrację. Nie dość, ze ten skończony palant narobił im obojgu kłopotów, o Matyldzie już nie wspominając, to jeszcze pozostawał kompletnie nieświadomy swoich czynów. I jak tu z takim wytrzymać? Kiedy anielica walczyła z utrzymaniem rannej kobiety na nogach, ten zajmował się - jak zwykle - swoimi sprawami i nieodłącznym dialogiem z Alice, kimkolwiek ta mała szmata była. Im więcej o niej słyszała, tym bardziej miała jej dość, choć zdążyła się już poniekąd przyzwyczaić do pewnych dziwactw wyprawianych przez Vincenta. Gdyby jednak jego wewnętrzna towarzyszka miała jakąś materialną formę, albinoska z chęcią dorwałaby ją w swoje ręce i ukręciła szyję. Tak zapobiegawczo, na zaś, żeby się wreszcie głupia baba przymknęła.
Pojawienie się Evendell było błogosławieństwem. Reb przyłapała się na tym ,ze po raz pierwszy od dziesięcioleci w myślach błysnęło jej dzięki Bogu, które naprawdę, naprawdę i autentycznie miała na myśli.
- Mamy ranną. Ciężko - zakomunikowała krótko, zdając sobie sprawę z tego, że nie mają zbyt wiele czasu. Sama nie mogła zrobić zbyt wiele, przede wszystkim dlatego, że jedną rękę miała zajętą prowizorycznym tamowaniem krwotoku, a drugą próbowała utrzymać Matyldę w jako-tako stabilnej pozycji. Skoro jednak nie musiała jej prowadzić do medyka, bo takowy zjawił się w sposób równie cudowny co niewyjaśniony, ostrożnie pochyliła się i posadziła kucharkę na podłodze, opierając ją plecami o ścianę. W tym czasie druga anielica zdążyła unieruchomić wymordowanego i zacząć leczenie. Albinoska odebrała to jako sygnał do wycofania się, więc ostrożnie odsunęła swoją czerwoną już całkowicie bluzkę, odsłaniając zasklepiającą się pod wpływem mocy ranę. Adrenalina powoli opadała, ustępując miejsca nagłemu zmęczeniu. Klapnęła bezładnie obok i rzuciła zakrwawione ubranie na bok, po czym oparła czoło na dłoni, niepomna tego, że z palców też ścieka jej krew. I tak była cała upaprana, a więc co za różnica - swoją, cudzą?
- Dziewczyno, jesteś darem niebios - mruknęła słabo, zerkając na Ev spod na wpół przymkniętych powiek. Miała na myśli dokładnie to, co mówiła - a nie zdarzało jej się to aż tak często, szczególnie przy pozytywnych wypowiedziach. Nie mogła jednak nie przyznać, że gdyby nie niespodziewane pojawienie się dziewczyny, prawdopodobnie sama z niczym by sobie nie poradziła. Mieliby martwą kucharkę, a może i więcej ofiar. To, że obyło się bez trupów, było cholernym cudem.


Wskazówki dla gramatykosceptycznych:
Ponieważ widzę, że macie z tym problem :|
M: Rebekah
D: Rebeki
C: Rebece
B: Rebekę
Msc: o Rebece
N: z Rebeką
W: Rebeko
Proste? Proste c:
avatar





Rebekah
Jack Russel Terrier
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Rebekah Vashti Zimmermann


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 04.12.17 22:05
To miłe, że Rebeka wreszcie miała z kim sobie pogawędzić, że Matylda miała jednak szansę przeżyć i że być może sytuacja ta nie zmieni się w nieudaną sztuczkę z gwoździem z programu śniadaniowego. Z tego wszystkiego nie był w stanie skorzystać tylko Kirin, pogrążony mocno w swoich chaotycznych myślach, które wiły się w jego głowie niczym węże, chociaż nie wiedział dlaczego i co oznaczały.
To był on? Przyszłość? Przeszłość? A może całe jego życie dotychczas było tylko jakimś dziwacznym snem i dopiero to, co siedziało w jego łbie było tym prawdziwym butem? Widział światła, słyszał wiwaty, tłumy ludzi, zaraz potem puste zaplecze, wielkie kolorowe pasy, ludzi o smutnych twarzach z domalowanymi uśmiechami, zwierzęta, które spoglądały na niego z pasiastych pudeł, brudne, głodne, wściekłe.
Jesteś jednym z nas. Mówił pies z obdartym do mięsa pyskiem podwijając ogon pod tylne łapy.
Papugi schowały dzioby pod skrzydła, gdy mijał je w tunelu. Zebra wierzgnęła poirytowana, nie miała ochoty spoglądać na siebie, na żyrafę.
Głodny, głodny, głodny. Dwa koty majaczyły oparte o siebie siedząc tyłem do maszerującego. Ich futro miało kilka wyraźnych, zaczerwienionych pręg, poza klatką leżał martwy kociak z ukręconym łbem. Waż spoglądał na niego oblizując się i zwisając z sufitu nad ich głowami.
Spojrzał pod siebie, ale nie dostrzegł dłoni, nie dostrzegł reszty ciała, tylko wióry i ubitą glebę. Trawa wygryziona była do czysta, musiał poszukać innego miejsca, może poza areną? Może tam daleko za kratami było jakieś jedzenie, jakaś trawa o której nie musiałby bić się ze stadkiem lam i starym osłem.
Złote ślepia pogrążone były w szaleństwie. Przesunął dłońmi po twarzy i złożył je w religijnym geście, macki z roślin porwały go swobodnie, nie wyrywał się. Z jego ciała wyszedł jednak niewidoczny impuls, który rzucił się na umysł blondyneczce, teraz i ona mogła przez chwile poczuć się jak w chaotycznym śnie, złapana w halucynacje wywołane mimowolnie przez ciało wymordowanego. Nawet gdyby chciał, nie był w stanie tego powstrzymać, moc działała mimo jego wolo, broniąc przed jakimkolwiek atakiem.
De Lacroix tym czasem wpakował sobie palce między szczęki wgryzając się we własne palce wściekle. Nowa krew zmieszała się z tą, cieknącą z obdartego wierzchu dłoni. Zdawał się ignorować starania anielicy, jednak bardziej po prostu ich nie zauważał. Nie mógł być wdzięczny, bo nie było za co. Przed jego oczami nadal widniały dziwne obrazy, których nie rozumiał, chociaż miał okropne wrażenie, że powinien.
Nie wściekaj się, Vincent. Jesteś ulubieńcem dzieci, nie zrobią Ci dużej krzywdy.
...
Miałam na myśli, że żadnej. Nie mogliby Cię znowu wystawiać, gdyby wcześniej coś Ci zrobili, co nie? Co nie? Ale ty i tak jesteś dzielny, znosisz wszystkie kary, potrm zawsze się uśmiechasz. Masz taki ładny uśmiech.
Wyszczerzył krzywe, brudne zęby. Usta nadal pokryte miał świeżą krwią.
- Żartujesz, nie? Nie lubię kar, nie są wcale przyjemne.
Tak? A przecież ciągle się dajesz.
- No bo ten, Alice, wiesz... inaczej Ciebie by karali, wiesz, że nie lubię jak masz siniaki. Oni też nie lubią, bo łatwiej jest ukryć siniaki na żyrafie, niż na człowieku.
Obojga nas lubią. Nie zrobią nam krzywdy. Dużej krzywdy.
Zamerdał ogonem. Może miała rację i wcale go nie uderzą, jak ostatnim razem?
Wyciągną rękę przed siebie szukając jasnych włosów dziecka. Chciał ją pogłaskać, przyciągnąć do siebie, powiedzieć że wszystko będzie dobrze. Wyciągnięta do przodu dłoń szukała gardła dziecka, wy zacisnąć na niej silną dłoń, wyrwać aortę ze środka, zgnieść kręgi szyjne. Uśmiechał się.

---

Halucynacje: 1/3 (Eve)






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Senpai's stalker on 10.12.17 21:34
Zabrała swoją dłoń, gdy skończyła leczyć Kirina I przekręciła głowę nieco na bok, niezbyt rozumiejąc co właściwie się dzieje. Czemu pnącze puściły? Przecież wyraźnie powinny jeszcze przez trochę utrzymywać mężczyznę. Chciała ponownie użyć mocy, ale instynkt podpowiadał jej, żeby spojrzała za siebie, na Matyldę.
I serce jej zamarło.
- Niemożliwe… – wyszeptała cicho, kiedy ujrzała ją broczącą we krwi. Odwróciła się i błyskawicznie dopadła do kobiety, ponownie używając swojej mocy leczenia, ale czuła, jak jej własne ciało powoli spotyka się z ograniczeniami, jak drobne palce snujące po napiętej skórze drugiej kobiety drżą, oddech staje się pytki, a z nosa powoli skapuje krew.
Nie mogła się jednak poddać. Nie zamierzała.
Bez znaczenia na stan jej własnego ciała, musiała uratować Matyldę. Dobrą i łagodną Matyldę, która kochała każdego szczeniaka z DOGS, chętna zawsze ich nakarmić.
- Reb…. Nie rozumiem. Ja naprawdę ją leczyłam. Dlaczego znowu krwawi? – zadarła głowę, spoglądając ze łzami w oczach w stronę drugiego anioła. Pociągnęła nosem i pokręciła gwałtownie głową. To nie był odpowiedni czas na jakiekolwiek użalanie się nad sobą.
- A ty jesteś ranna? Jeżeli tak, to proszę, ale poczekaj chwilę, zajmę się tobą, tylko najpierw uleczę Matyldę. Mam wrażenie, że jej życie ucieka mi przez palce. – westchnęła cicho, ponownie powracając do leżącej kobiety.
- Proszę, otwórz oczy.


/nie wiem co ten post. Gome. ;-;




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Rebekah on 27.12.17 11:55
- Niemożliwe
- Hm? - mruknęła, przekręcając głowę nieco na bok i spoglądając w stronę anielicy zmagającej się teraz z obrażeniami Kirina. Przez głowę przemknęła jej myśl, że użycie roślin było całkiem sprytne i aż żałowała, że sama nie ma podobnych możliwości. Aż nazbyt irytujący był fakt, że w starciu z własnym podopiecznym nie miała żadnego skutecznego oręża; tylko przekupstwo działało czasami, jeśli akurat miała na stanie coś do jedzenia. To, i chyba tylko to było dla żyrafy poważnym argumentem w dłoni opiekunki, bo jak dotąd wszystkim pozostałym nie okazywał żadnego poważania.
Trudno. Przywykła.
Tak samo jak do jego rozmów z samym sobą, czy tam z tą cała Alicją i do innych dziwactw, które serwował jej każdego dnia. Może dlatego przez chwilę nie zwracała żadnej szczególnej uwagi na to, co dzieje się z wymordowanym. Dopiero co zrzuciła z barków ciężar kucharki, a trzeba przyznać, był on naprawdę spory. Dla Rebeki, wysokiej a chudej, podtrzymywanie Matyldy przez tak długi czas było zdecydowanie ponad siły i teraz odczuwała tego przykre konsekwencje. Ręka, którą przecierała czoło, opadła bezwładnie, nie chcąc podejmować już żadnej więcej pracy. Mięśnie żądały przerwy. Całe ciało krzyczało o chwilę spokoju.
Ale nie było jej dane pomedytować, bowiem rozległ się głos mniejszej anielicy przesycony emocjami, których nawet albinoska nie umiała zignorować, choć co poniektórzy lubili uważać ją za istotę bez serca. Nawet, gdyby istotnie tak było, nie mogła puścić mimo uszu pytania, które nijak nie zgadzało jej się z rzeczywistością.
- Co? Przecież nie krwawi... - Spojrzała na ranę kucharki, która nie prezentowała się w żaden sposób inaczej, niż chwilę temu, kiedy Evendell magicznie ją zasklepiła. Miała jakieś inne obrażenia? Ale skąd, skoro kiedy wpadła do spiżarni, wydawała się w pełni zdrowa-
Odpowiednia przekładka z cichym kliknięciem wpadła na swoje miejsce, dodając Reb nagłego przypływu energii. Odbiła się od ściany i oparła rękę o podłoże, siadając bokiem nad Matyldą. Obejrzała jeszcze pobieżnie jej ranę, żeby się upewnić, po czym przeniosła spojrzenie na drugą anielicę.
- Eve, ona na pewno już nie krwawi. Masz przywidzenia - wyjaśniła, starając się brzmieć spokojnie, choć wiedziała, że nie jest to wcale takie proste. Widziała już jednak wystarczająco dużo razy dziwne moce swojego podopiecznego w działaniu, by teraz mieć całkowitą pewność co do tego, czego jest świadkiem.
- To przez jedną z mocy Kirina. Tylko ci się wydaje, że wróciłaś do poprzedniego momentu. Tak naprawdę już jest wszystko w porządku. Matyldzie nic nie będzie.
Nie wiedziała, na ile pomoże to uspokoić małą i kiedy efekt halucynacji minie, bo na to nie miała wpływu. Wzrastała w niej za to ochota uduszenia żyrafy gołymi rękami, tego cholernego gnojka, który w najlepsze rozprawiał z Alice o dupie Marynie, zamiast się choć raz w życiu na coś przydać.


Wskazówki dla gramatykosceptycznych:
Ponieważ widzę, że macie z tym problem :|
M: Rebekah
D: Rebeki
C: Rebece
B: Rebekę
Msc: o Rebece
N: z Rebeką
W: Rebeko
Proste? Proste c:
avatar





Rebekah
Jack Russel Terrier
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Rebekah Vashti Zimmermann


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 28.12.17 19:26
Wykończony powoli tracił obraz z przed oczu, szał miał swoją cenę, korzystanie z mocy także, a on używał jednej za drugą. Mimowolnie wywoływane halucynacje wysysały z niego siły, wzrok opadł na ziemię, usta poruszały się wyszeptując jakieś niezrozumiałe dla otoczenia słowa. Wściekłość i gniew kołujące w piersi odczuwał w postaci bolesnego, fizycznego niepokoju. Za moment obudzi się całkowicie, a wtedy będzie musiał wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Był tego świadomy, nie chciał się budzić, wolał trwać w tym odrętwieniu.
Pnącza go puściły, uderzył kolanami o podłogę, przetarł ubrudzoną twarz równie upaskudzoną ręką, efektu nie było, gest pomógł mu tylko się opanować. Skóra pachniała krwią, potem i ziemią, mieszanka tego wszystkiego była już niemalże jego naturalną wonią, nie odczuwał różnicy. Wizja stała się jednak wyraźna, białowłosa anielica przy Matyldzie, obok nich mała dziewczynka z jasnymi włosami. Chwilę temu próbował ją dosięgnąć, ale teraz nie czuł już w sobie motywacji do tego przejawu agresji. Czy inaczej, nadal chciałby ją dorwać, ale zdawał sobie sprawę, jak mocno skomplikowałoby to i tak już niełatwą sytuację. A przede wszystkim nie chciał, żeby go wywalali, nie chciał, nie chciał, nie chciał...
Słowa obydwu anielic umykały mu bokiem, bez cienia pomyślunku zadecydował, że lepiej będzie oddalić się, zanim poradzą sobie z ranną, a całą swoją uwagę skupią na osobie sprawcy. Pusty wzrok padł na palce, zgiął je i wyprostował kilka razy, moc przenikania zdecydowanie już się ulotniła, przynajmniej na jakiś czas nie będzie mógł zmusić ciała do tak nienaturalnego zachowania. Wziął głęboki oddech, zapiekło go w piersi. Idealnie by nie zapomniał, po co i dlaczego to robi.
Zgarnął kawałek chleba z blatu i wpakował go sobie do buzi. Przeżuwał powoli, masa była czerstwa i sztywna, ale szarpało się ją z satysfakcją. Zmierzwił włosy, które i tak sterczały już na wszystkie strony świata, znowu odrosły za mocno i czuł się z nimi dziwnie. Lewa strona, nadal nieco krótsza nie była w stanie ukryć zbyt wiele z jego paskudnej, przypalonej twarzy. Nie żeby kiedykolwiek starał się wyglądać dobrze, teraz odczuł nagłą potrzebę prezentowania się przynajmniej przyzwoicie. Marszem, krokiem ciężkim ale powolnym podszedł do pozostałej trójki, żółte oczy na moment zatrzymały się na obrazie rannej kucharki. Przez moment zdawało się, że chociaż tej jeden raz postanowi pomóc, może zapyta o zajęcie dla jego nadal silnych, szerokich rąk. Rana nawet leczona wyglądała paskudnie, dreszcz przeszedł po całym jego ciele, od stóp do czubka głowy, zawahał się, otworzył usta i wydał z siebie nieokreślony dźwięk.
Szukał słów długo, ale nie było takich słów, których Kirin byłby w stanie użyć, a jednocześnie pozostać sobą. Chęć zachowania własnego ja była silniejsza, tak samo jak instynkt samozachowawczy. Nie było tu dla niego miejsca, dla takiego potwora, co pożre wszystko, obcych i swoich.
Wyciągnął rękę na bok i przesunął nią po głowie Rebeki, włosy przelewały się pomiędzy jego palcami, a potem łagodnie opuścił ją wzdłuż ciała. Nie czekał na odpowiedź, rzucił się biegiem i uciekł, pozostawiając za sobą jedynie burzę i chaos.
Nie był w stanie wziąć na siebie konsekwencji.

z/t






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Senpai's stalker on 03.01.18 22:33
Nie miała pojęcia co się dzieje. Rzeczywistość wydawała się brutalnie prawdziwa, ale postanowiła zawierzyć słowom drugiej anielicy. Była stróżem Kirina, więc znała go najlepiej z nich wszystkich. Musiała jej uwierzyć. Drżące dłonie powoli cofnęły się i opadły na drobne kolana, po czym powoli, wciąż niepewnie spoglądając na Matyldę, skinęła głową, na znak, że zrozumiała jej przekaz.
Właściwie to był jej pierwszy raz, kiedy miała styczność z mocą mężczyzny. Tak bezpośrednio. Pewnie kiedyś obiło się jej o uszy, możliwe, że nawet kiedy Grow rozmawiał z drugim wymordowanym, ale jak to ona, nigdy nie przykuwała uwagi do takich rzeczy. Nie była bojową jednostką i nienawidziła, wręcz brzydziła się przemocą, dlatego trzymała się z daleka od starć, jakich uczestniczyli członkowie DOGS. Ale może powinna zwracać większą uwagę na moce innych. Może wtedy uniknęłaby podobnych sytuacji.
Kiedy warczenie i dziwne dźwięki, jakie wydawał z siebie Kirin ucichły a jej moc wypuściła go ze swoich objęć, odważyła się odwrócić głowę na tyle, by spojrzeć na niego przez ramię. Wydawał się.. taki spokojny. Normalny. Wyglądało na to, że chwilowe szaleństwo, które zapanowało nad nim, wreszcie puściło.
- Kirin…? – zapytała cicho, chcąc się upewnić, że nic mu nie jest. Że jego ciało nie jest pokryte nowymi ranami, że czuje się dobrze, ale nie było jej dane usłyszeć odpowiedzi, bo mężczyzna wyszedł.
Źle. Bardzo źle
W jego spojrzeniu było coś, co zaniepokoiło anielicę. Jej ciało chciało samoistnie zareagować i ruszyć za nim, ale nadal siedziała w bezruchu. Zamiast tego spojrzała na drugą kobietę z determinacją czającą się w jej oczach.
- Reb, musisz iść za nim. – powiedziała twardo. Z ich dwójki to właśnie ona powinna biec za mężczyzną. To jej bardziej posłucha, to jej bardziej ufał. Była jego stróżem. Łączyła ich specjalna więź, wręcz nierozerwalna nić.
- Coś mi się nie podoba, I martwię się o niego. A tylko ty możesz za nim pobiec. Biegnij za nim i upewnij się, że nic mu nie jest. – dodała tonem, o dziwo, który jasno dawał do zrozumienia, że innej odmowy niż zgoda nie przyjmuje. Najwidoczniej bliskie przebywanie w towarzystwie Growa odbiło się nawet na tak niewinnej i czystej duszyczce, jaką była Ev.
- O Matyldę się nie martw. Zostanę z nią i sprawdzę jeszcze raz jej stan. Niebawem powinna się ocknąć. No leć. – dodała ciszej, uśmiechając się do niej delikatnie i wyciągnęła swoją dłoń, muskając lekko wierzch jej dłoni.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Rebekah on 04.01.18 23:04
Nadzieja na to, że Evendell jej uwierzy, a moc przestanie działać była w tej chwili jedyną rzeczą, która pozostawała w jej rękach pośród całego tego zamieszania. Zdecydowanie nie była zbyt dobra w dobieraniu słów, szczególnie wobec istotki tak bardzo od siebie różnej, dlatego tym bardziej odczuła ulgę, kiedy efekt halucynacji minął. Z uwagą przyglądała się młodej anielskiej twarzyczce, a nie dostrzegłszy na niej zaczątków paniki ani innych niepokojących objawów, odchyliła się z powrotem w kierunku ściany, uwalniając rękę i siadając prosto. Przymknęła oczy na kilka sekund, ale właśnie wtedy winowajca postanowił wychynąć ze spiżarni.
Była na niego zła. Trudno powiedzieć na ten temat cokolwiek więcej i gdyby sama Reb miała to zrobić, zapewne nie obyłoby się bez bluzgów. Normalnie nie przedstawiałoby to dla niej wielkiego problemu, ale jednak towarzystwo wcielenia wszelkiej niewinności zobowiązywało do zachowania minimum kultury. Po części dlatego zmilczała pojawienie się Kirina na korytarzu, jednak drugim ku temu powodem był sam jego wygląd. Po tych paru latach, z których zdecydowaną większość spędziła w jego towarzystwie, znała każdy milimetr tej parszywej gęby - nie mógł tego zmienić nawet rozległy ślad po oparzeniu. Nie było wielką sztuką poznać, kiedy się wścieka, a kiedy ma ten okropnie głupkowaty nastrój. Teraz jednak miał na twarzy coś zupełnie innego. I to właśnie wywoływało największy niepokój; już by chyba wolała, żeby nadal był rozzłoszczony, albo żeby strzelił jakimś debilnym komentarzem zamiast tak milczeć. Nie zareagowała nawet, kiedy przeciągnął ręką po jej włosach, choć normalnie już fuknęłaby z niezadowoleniem i powiedziała mu kilka dosadnych słów. Tymczasem nawet się nie ruszyła, nie licząc lekkiego odwrócenia głowy za odbiegającym wgłąb tunelu wymordowanym. Z transu wyrwał ją dopiero głos Ev.
- Masz rację - odpowiedziała, jakby nieswoim głosem. Zerknęła przelotnie na drobną blondyneczkę, powracając zaraz spojrzeniem do kierunku, w którym oddalił się Kirin. Mruknęła pod nosem coś mało zrozumiałego, a brzmiącego z niemiecka, po czym jednym, sprawnym ruchem wstała na nogi i ruszyła szybkim krokiem, nie oglądając się za siebie. Nim dotarła do pierwszego zakrętu, przyspieszyła do biegu.

[zt]


Wskazówki dla gramatykosceptycznych:
Ponieważ widzę, że macie z tym problem :|
M: Rebekah
D: Rebeki
C: Rebece
B: Rebekę
Msc: o Rebece
N: z Rebeką
W: Rebeko
Proste? Proste c:
avatar





Rebekah
Jack Russel Terrier
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Rebekah Vashti Zimmermann


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Powrót do góry

- Similar topics