Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Go down


Kuchnia i jadalnia - Page 10 Empty Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Lysane on 28/6/2019, 10:19
Smyrnęła palcami dół pyska czworonoga, gładząc delikatnie sierść psa. Obślinienie nie było jej straszne, w porównaniu z innymi zakątkami Desperacji, bakterie z paszczy zwykłego zwierzaka były w miarę czyste i niegroźne. Tak bardzo przyzwyczaiła się do wygód, łaźni znajdującej się pod ręką, miękkich poduszek i tego, że każdy jej usługiwał ze zwykłego szacunku do stanowiska. Te miesiące w zamknięciu, w pyle, kurzu i ciemnościach dopiero teraz przypominały jej o tym, w jak paskudnym miejscu przyszło im wszystkim żyć. Ale dobrze, że wydostała się ze swojego luksusowego hotelu w górach, stała się tam za miękka, przestała racjonalnie myśleć, a jej zdolności oceny sytuacji podupadły za sprawą nałogu.
Lysane, nikt, znaczy pasożyt. Niestety moja zwierzęca kompania się wypłoszyła, ale może potem będzie okazja do przedstawienia ich – odpowiedziała ze spokojem. Choć głos zaczął dobiegać z boku, nadal patrzyła gdzieś przed siebie białymi, pozbawionymi życia oczami. Większość nie potrafiła się przyzwyczaić do faktu, że nie utrzymuje kontaktu wzrokowego, a długoucha z innej strony miała dzięki temu ułatwioną możliwość wciskania kitu i mijania się z prawdą, skoro nie mogła kryć spojrzenia, którego nie miała. Zaś fakt, że Bernardynka usiadła obok ze swoim psim odpowiednikiem, wcale jej nie przeszkadzał. Może nie powinna być teraz sama. Albo to jakaś okazja do zapoznania się z kolejnym członkiem organizacji, pod której skrzydła uciekła.
Mm, krew. Zmutowałam z czymś w dżungli, dlatego jestem chodzącą borówką i świecę w ciemności ranami. Czy napar pomaga też na oparzenia? Ucho mnie piecze jak cholera – dopytała, częściowo jednak naginając te retoryczne pytanie. Drążyła temat, więc to nie był taki koniec. Średnio znała się na ziołach, co najwyżej wiedziała jak rozróżnić kilka bardziej pospolitych roślin, ale w ich właściwości nigdy nie wnikała. Nie była szamanką, zielarką, uzdrowicielką czy inną osobą zajmującą się medycyną (choćby całkowicie naturalną) tylko wojownikiem, podróżnikiem i żmiją w ptasio-króliczym ciele. Czasem rozważała douczenie się z tej dziedziny, bo jednak lepiej wiedzieć czy korzonki, które podgryzasz z głodu nie są jedną z silniejszych trucizn, a ta przydałaby jej się do pokrywania strzał. Jeśli nie trafi ze skutkiem śmiertelnym, specyfik mógłby ją w tym zastąpić. Zawsze też zostawało spróbowanie pokrycia tym szponów, choć te na ogół skutecznie docierały do gardeł wrogów i nie pozostawiały wątpliwości co do stanu życia pacjenta.
Starzy znajomi, jak się okazało, nie uznali mnie za martwego bohatera tylko za całkiem żywego zdrajcę. W sumie normalka, czego mogłam się po tych idiotach spodziewać – odparła z łatwością tonem takim, jakby mówiła oczywistość na temat aktualnej pogody. Prognoza na dziś: lekki wiatr i silne stężenie przeżartego mózgu sekciarzy. Dręczyło ją pytanie kto objął najwyższy urząd i czemu nie kazał jej zabić, a jedynie okaleczyć. Martwa nie mogła zdradzać tajemnic, a żywa i wkurwiona była do tego jeszcze bardziej skłonna. Pewnie jakiś dzieciak się usadowił na tronie i udaje mądrego. Zero taktycznego myślenia i przewidywania konsekwencji. Baran, jak stado, któremu przewodził. Czyli właściwie wszystko na swoim miejscu.


Głos Słowa #856d54 MG #7c7b34

Kuchnia i jadalnia - Page 10 ZbEwZp3
Lysane





Lysane
Doberman     Opętana
GODNOŚĆ :
Lysane Arashi, niegdyś Invidia


Powrót do góry Go down


Kuchnia i jadalnia - Page 10 Empty Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Jaskier on 14/7/2019, 03:02
Ludzie i nie-ludzie, którzy lubili psy, w pewien sposób koili obawy i nerwy, jakie w ich obecności mogła czuć Jaskier. Mimo bycia  z reguły wyluzowaną, należała nie tylko do Psów, ale i do małych piesków, które dużo szczekają, bo boją się i potem uciekają za potężne brytany, gdy nadciąga wpierdol. Może i błędnie, ale często przypisywała osobom przyjaźnie nastawionym do zwierząt bycie tymi lepszymi niż reszta. Takie sympatie wskazywały jej na to, że rozmówca nie bawi się w krzywdzenie słabszych, choć ciężko było mimo wszystko brać to za pewnik.
 Tutaj w zasadzie więcej entuzjazmu wyrażał i tak Łacik; bernardyn merdał ogonem, sapał i dyszał, a z zachwytu aż opatulił dłoń wymordowanej warstewką śmierdzącej śliny. Pani Bernardyn z wielkiej litery z kolei była mniej bezpośrednia, jednak tylko w strefie fizyczności; dalej była wścibska i irytująca, wciskała siebie, swoje zdanie i pomoc prawie tak namiętnie, jak babcie to robiły z dokładkami. Przemieliła w głowie słowa kobiety, przechyliła głowę to w lewo, to w prawo.
Hej, to brzmi znajomo. Pewnie w innej skali, ale znajomo. Twoje… – zawahała się słyszalnie, zmarszczyła brwi, po czym podjęła ostrożnie: – … imię brzmi jak ogrom słów z mojego języka.
 Nie była pewna, czy to imię, nazwisko, pseudonim, ale nie zamierzała tego kwestionować. Lysane wyglądała niecodziennie i gdyby Jaskier zobaczyła jej zdjęcie, zapewne zastanawiałaby się, czy nie jest to jakiś plakat reklamujący RPG z gatunku fantasy. Nie podejrzewała jednak, że ma do czynienia z faktycznym elfem. To już chyba niemożliwe… Nie? A może? Skoro istnieli łowcy, anioły, a trupy wstawały z martwych i zostawały mistycznymi furry, to chyba już nic nie powinno jej dziwić.
W dżungli – powtórzyła ze słyszalnym zastanowieniem w głosie. – Brzmi super, było bardzo super, mało super, po prostu super czy w ogóle nie super? I, uh, tak. Pomaga. Słuuuchaj, może zerknę do Matyldy i podpytam o te chwasty, podrzucę jej też króliki, które dziś upolowaliśmy. Trochę cebuli, jakiś ziemniak i wyjdzie fajny obiad, szkoda że nie taki fajny dla tych maluchów… – Dalej, mimo wszystko, źle czuła się zabijając inne istoty. Uczyła się, żeby je ratować, a teraz… to. Usprawiedliwiała to sobie tak, że z pustym brzuchem i słaba niczego nie zdziała.
Brzmi jak słabi znajomi. To oszołomy z jakiejś większej grupy? Brzmi jak ten durnowaty kult, z którym S.SPEC się kiedyś skumało, bo stary Cronus podobno posuwał ich prorokinię. Jak zgadłam, to wisisz mi soczek – odpowiedziała, po czym się podniosła i przeszła do kuchni, w progu zatrzymując się jeszcze na chwilę. – Zaraz wrócę. Jakby Łacik był wyjątkowo miłosny, to krzycz.
 Wróciła faktycznie niedługo potem, z kubkiem, kawałkiem materiału i usiadła znowu przy kompanach. Napar wciąż się parzył, w dodatku chwilę powinien przestygnąć nim cokolwiek z nim zrobią. Pies wyglądał natomiast na dość grzecznego, taki zresztą był większość czasu pod nieobecność swojej właścicielki. Zaczepiać zaczepiał i łasić też się łasił, jednak nie napraszał się szczególnie.
W ogóle myślę, że można tym bambusom spuścić siermiężny wpierdol. – Piękne powitanie, nie ma co. – Poczekamy trochę z ziółkoterapią pseudomedyczną. Nie wiem jak twoja skóra godzi się z wrzątkiem, ale moja raczej słabo, nie.


#4b3f48
Jaskier





Jaskier
Bernardyn        Desperatka

Powrót do góry Go down

Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Powrót do góry