Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8   

Re: Kuchnia i jadalnia    Pisanie by Rebekah on Wto Lis 14, 2017 10:23 pm
Byli bardzo różni; to właśnie stąd brała się największa część wyrastających między nimi konfliktów, zazwyczaj bardzo ostrych i wybuchowych, ale jednak krótkotrwałych. Trochę jak ogień i woda - co wcale nie jest takim głupim porównaniem, wziąwszy pod uwagę moc żywiołu anielicy oraz częstotliwość bycia podpalanym występującą u jej podopiecznego - ale ostatecznie zawsze w jakiś sposób dochodzili do porozumienia. Jeżeli mieli jedną wspólną cechę, to pewnie była nią niechęć do ciągnięcia bezsensownych i męczących sporów, a ich sprzeczki właśnie tym były.
- Dajże już spokój. Gdybym cię tu nie przywlokła, dalej leżałbyś głodny w swojej norze - sarknęła, strzelając w wymordowanego niezadowolonym spojrzeniem. Zawsze, po prostu zawsze musiał coś przekręcić w jej słowach, wziąć wszystko przeciwko sobie i niepotrzebnie się odgryzać. Albo, co byłoby trochę dziwne, próbował wzbudzić w niej poczucie winy. Jeśli tak, to chyba nie mógł trafić gorzej. Albinosce rzadko zdarzało się wyrażać na głos jakąkolwiek skruchę, nawet jeśli rzeczywiście miała coś na sumieniu. Tym bardziej można się było po niej spodziewać upartego milczenia w tej materii, gdy nie poczuwała się do żadnej winy.
W jednej sekundzie zorientowała się, że miała okropnego pecha. Kirin nie zaatakowałby jej na poważnie sam z siebie, nie miała co do tego żadnej wątpliwości. Musiało to więc być zgubne działanie wirusa X, przy czym zresztą nie byłby to pierwszy raz, kiedy Reb okazywała się tym nieszczęsnym bo-była-tuż-pod-ręką gatunkiem ofiary. Po jednym z poprzednich takich incydentów miała pamiątkę w postaci blizny obejmującej prawy policzek, gdzie pewien czas temu niezrównoważony podopieczny próbował wyszarpać jej twarz i osiągnął częściowy sukces. Teraz, kiedy znienacka zaatakował, odruchowo zacisnęła powieki i podniosła ręce, choć zbyt wolno. Pazury Dobermana wbiły się w skórę tuż pod starym znamieniem i ześlizgnęły się dopiero na szczęce, pozostawiając za sobą nierówne, poszarpane rany.
W kilka sekund potem nie było już kogo szarpać. Ciało anielicy nagle zniknęło, a przynajmniej tak się mogło zdawać z perspektywy mało wprawnego obserwatora. W rzeczywistości maleńka, siedemnastocentymetrowa postać przetoczyła się pod łokciem rozszalałego mężczyzny i odbiegła kawałek, znajdując się teraz za jego plecami. Nie zamierzała przepychać się ze swoim podopiecznym i narażać obojga na obrażenia, skoro mogła dość bezpiecznie "zniknąć". Cofnęła się jeszcze o kawałek, pomna tego, by w razie czego móc szybko się schować.
Dopóki szał nie minie, była skazana na corridę.

_________________
Wskazówki dla gramatykosceptycznych:
Ponieważ widzę, że macie z tym problem :|
M: Rebekah
D: Rebeki
C: Rebece
B: Rebekę
Msc: o Rebece
N: z Rebeką
W: Rebeko
Proste? Proste c:



Rebekah
-----------
Jack Russel Terrier
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 464
GODNOŚĆ : Rebekah Vashti Zimmermann

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i jadalnia    Pisanie by Kirin on Sro Lis 15, 2017 6:58 pm
Nie był bykiem, nie do końca przynajmniej. Gdzieś głęboko, bardzo głęboko tliła się bowiem iskra inteligencji, wściekły Kirin nie atakował wszystkiego, co w jakiś sposób mu przeszkadzało, wybierał sobie cele, bardzo konkretne cele. Czy ta osoba w jakiś sposób mu zawadziła? Ta rzecz stanęła mu na drodze? Czy to powietrze irytowało go, bo chwilę temu była tam kobieta, na którą rzucił się z pazurami?
Dłonie pokryte wyraźnymi żyłami drgały mu w sposób niekontrolowany, szukały upustu dla swojego zła, które czaiło się na czubkach palców. Ból i jego podjudzał, kiedy trzasnął z całej siły zwiniętą pięścią w stół. Nóżka pękał, z przetartych kostek puściła się krew, huk rozległ się głośnym echem po kuchni i najbliższych tunelach. A przy tym doberman był niezwykle spokojny, nie warczał, nie krzyczał, z jego ust wydobywał się tylko rytmiczny oddech. Nie dostrzegł malutkiej dziewczynki, w którą przemieniła się anielica. Nie przejął się tym, że dorosła, całkiem wysoka kobieta nagle wyparowała, to nie było abstrakcją dla jego zwierzęcego łba, to przecież mogła się gdzieś schować, kiedy mrugnął. Znajdzie ją, zabije, zabije...
- Żadnego buszowania po zapasach bez zgody! - rozległ się basowy krzyk pulchnej kobiety która być może zbudzona ze snu, gdyż nakryta czymś w rodzaju koca, może rozciągniętego szlafroka zjawiła się w drzwiach uzbrojona w chochlę. Matylda była celem tak dobrym, jak każdy inny.
Złote, pozbawione wyraźnych podziałów ślepia Kirina zwróciły się na nią i chociaż kobieta doświadczona w pracy z wymordowanymi wiedziała co to oznacza, nie miała największych szans, by uciec przed dobermanem w pełni sił. Garnki spadły na ziemię, szkło roztrzaskało się w drobny mak, kilka pudeł z owiniętym w szmaty jedzeniem wyfrunęło ze swojego miejsca i spadło na ziemię, kiedy wściekły wymordowany torował sobie drogę ku kucharce zamachując się na nią silnym ramieniem, uzbrojonym w pięć szponiastych palców, z grubymi, zaostrzonymi na kształt pazurów paznokci.
Nie było zasad dla poziomu E, swój czy wróg, wszyscy kończyli tak samo, jeżeli wpadali pod ten rozpędzony pociąg. Nie widział konsekwencji, nie widział dziesiątek nienawistnych spojrzeń, które będą na niego patrzeć, jeżeli zabije nietykalną dla wszystkich kobietę. A tylko chwilę dzieliły go od tego, by machnięciem ogona powalić ją na ziemię, zanurzyć rękę w jej klatce piersiowej i wyrwać serce.

_________________




Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.

_______

Kirin: #666633
Alice: #999966




Kirin
-----------
Doberman     Poziom E

avatar

Liczba postów : 522
GODNOŚĆ : Vincent de Lacroix aka. Kirin

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i jadalnia    Pisanie by Rebekah on Sro Lis 15, 2017 11:51 pm
Zamarła w bezruchu, obserwując kolejne działania Kirina z niespotykanym skupieniem. Nie panował teraz nad sobą, to nie ulegało wątpliwości, a to właśnie jej zadaniem było dopilnowanie, by w tym czasie nie zrobił niczego głupiego. Stołu, jak widać, nie zdążyła ocalić od ciosu; całe szczęście, ze się nie rozpadł, bo pewnie jeszcze musiałaby ratować się przed odlatującymi na boki pozostałościami. Gdyby nie postawiła się w stanie najwyższej czujności, pewnie właśnie narzekałaby w myślach na tego cholernego wirusa, na głupie, bezsensowne napady szału i na to, że przypadkiem nie miała przy sobie żadnego narzędzia, które umożliwiałoby jej szybkie pozbawienie Dobermana przytomności. Gdyby taka opcja się pojawiła, pewnie nie wahałaby się długo; przetransportowanie ogłuszonego faceta z powrotem do nory byłoby łatwiejsze niż czuwanie, żeby podczas napadu furii nikogo nie zabił. Od najbardziej radykalnych metod powstrzymywała ją tylko świadomość, że przypadkiem mogłaby zrobić swojemu podopiecznemu trwałą krzywdę, a to nie wyglądałoby za dobrze w dzienniku praktyk stróża. Może mogłaby zamknąć go od zewnątrz... pewnie rozwaliłby drzwi, ale lepiej kawałek drewna, niż czyjąś czaszkę. Z tym, kiepskim bo kiepskim, ale jednak - planem w głowie, ostrożnie prześlizgnęła się wzdłuż ściany w kierunku drzwi.
Jak się w ułamek sekundy potem okazało, tylko to, tylko skazany na niepowodzenie pomysł okazał się nad wyraz przydatny. Dzięki mało realnej wizji zatrzymania Kirina w spiżarni, Rebeka znajdowała się już przy framudze, kiedy znikąd pojawiła się Matylda, swoją drogą o mało nie nadeptując na anielicę. Ta zareagowała instynktownie, kompletnie nie myśląc nad tym, co robi. W mgnieniu oka wróciła do oryginalnego rozmiaru, wyrastając znienacka przed zaskoczoną tym wydarzeniem kucharką.
- Nie! STÓJ! - wrzasnęła w kierunku szarżującego wymordowanego. Nie miała czasu przygotować się na przyjęcie ciosu; zadziałał kolejny odruch, powodując otoczenie anielicy jakby lekko błyszczącym bąbelkiem. Matylda, która nie zmieściła się wewnątrz działającej tylko na odległość metra ochronnej bariery, została przez nią zmuszona do wycofania się za drzwi. Tarcza była za słaba, stworzona zbyt na szybko, by móc zatrzymać cały impet rozszalałego poziomu E, ale mogła znacznie go spowolnić. A to dawało chociaż trochę nadziei na to, że zdoła go powstrzymać od bardziej drastycznych działań, póki szał nie minie. Z konkretnych rzeczy, niewiele mogła zrobić. Magia była jedynym faktorem wyrównującym znaczną różnicę siły między nimi i kiedy ona się wyczerpie, pozostanie tylko opcja ucieczki lub zdanie się na możliwości Matyldy. Choć nie wątpiła, że druga Terrierka już z gorszymi sobie radziła, to jednak nie chciała wszystkiego zostawiać na jej głowie.
Mój podopieczny, mój jebany obowiązek.

_________________
Wskazówki dla gramatykosceptycznych:
Ponieważ widzę, że macie z tym problem :|
M: Rebekah
D: Rebeki
C: Rebece
B: Rebekę
Msc: o Rebece
N: z Rebeką
W: Rebeko
Proste? Proste c:



Rebekah
-----------
Jack Russel Terrier
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 464
GODNOŚĆ : Rebekah Vashti Zimmermann

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i jadalnia    Pisanie by Kirin on Sob Lis 18, 2017 7:37 pm
Nic nie było w stanie powstrzymać szarży, żaden obiekt czy osoba, nawet Rebeka, która pojawiła się nagle przed Matyldą, zasłaniając kobietę własnym ciałem. Nie pomogła także tarcza, bo wymordowany wiedział doskonale, jak radzić sobie z tym, czego nie da się pokonać siłą. Trzeba to ominąć, byle tylko dotrzeć do celu. Jego rozpędzone ciało w jednej chwili dostrzegło pojawiającą się osłonę i zareagowało instynktownie, prze całą jego powierzchnie przesunęła się ledwo zauważalna opalescencyjna mgiełka i nie było już mowy o tym, by coś zaradzić na jego szaleństwo, by w jakiś sposób powtrzymać od tego, co niewątpliwie planuje zrobić.
Minął tarczę, minął też Rebekę, przechodząc przez jej ciało bez żadnego problemu, nie towarzyszyły temu żadne efekty specjalne, stał sie po prostu jak duch, który przechodzi przez każdą powierzchnię, jeżeli tego zechce.  
Wykrzywiona w szale twarz zniknęła za plecami anielicy, oczy bez emocji, skupione wyłącznie za zabijaniu skierowane były ku kucharce. Wyciągnięta do przodu ręka przeszyła ciało kobiety na wylot, nie pojawiła się jednak krew, ani jej krzyk, póki doberman nie dosięgnie jej serca, nie pozwoli ciału się znowu zmaterialicować. A czas dzielący go od celu malał, nawet jeżeli władająca chochlą uciekała, nie mogła równać się z rozpędzonym wojownikiem.
Vincent, Vincent, uciekaj...
Głos majaczył w jego głowie, ale tym razem Kirin był obojętny na ostrzeżenia Alicji. Nie słyszał głosu dziewczyny próbującego przebić się przez jego otoczoną mgłą logikę, nie dopuszczał do siebie niczego poza słowami, które zawsze brzmiały tak samo.
Jedyne uczucia, jakie odczuwał w tej chwili to gniew i wściekłość, mieszające się ze sobą niczym niebezpieczne tornado ognia i rozpędzonego wiatru. Robił tylko nieco mniej szkód, niż to żadne zjawisko przyrody. Wystarczył jeden poziom E, irytujący detal i ofiara. Tragedia była gotowa.

Przenikanie: 1/3

_________________




Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.

_______

Kirin: #666633
Alice: #999966




Kirin
-----------
Doberman     Poziom E

avatar

Liczba postów : 522
GODNOŚĆ : Vincent de Lacroix aka. Kirin

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i jadalnia    Pisanie by Rebekah Today at 12:59 am
Działała bez planu. W zasadzie trudno powiedzieć, czy w ogóle rejestrowała jeszcze umysłem to, co robiła, bowiem w myślach anielicy panowała niepokojąca pustka, przerywana tylko kilkoma obijającymi się od wewnątrz o czaszkę słowami.
Kurwa, kurwa, kurwa.
Jeśli kiedykolwiek jeszcze będzie chciała powstrzymać Vincenta przed robieniem głupot, powinna sobie zanotować w pamięci, a najlepiej wyryć głęboko na jakiejś stałej powierzchni, że ten pieprzony furiat mógł sobie przenikać przez cokolwiek mu się spodobało. Teraz też przemknął przez nią jak duch, na co obróciła się gwałtownie. Szklista mgiełka zniknęła, rozproszona przez nieuwagę - choć i tak już na nic się nie mogła zdać. W tej chwili jedyna opcja, jaką widziała przed oczami, to było rzucenie się na wymordowanego bezpardonowo, z pięściami. Problem był tylko jeden - nadal był cholernie irytująco przenikalny.
Kurwa, kurwa, kurwa.
- No zrób coś, kobieto! - wrzasnęła na Matyldę, widząc jak ta, uzbrojona tylko w chochlę, nieuchronnie staje się ofiarą rozszalałej żyrafy. Krzyczała na nią, ale gdzieś podświadomie wiedziała, że na razie i tak nie dało się nic zrobić. Jebana magia, cholerny wirus, przez które żadna fizyczna obrona nie działała przeciwko morderczym zapędom Kirina. Ale tym, co Rebekę w tym wszystkim wkurwiało najbardziej było to, że obrywało się postronnej osobie. Wolałaby sama uporać się z tym szałem, na pewno jakoś by sobie poradziła; a tak? Mogła stać i patrzeć, jak jej durny podopieczny robi głupotę za głupotą. Nie mogła go zatrzymać siła ani magią, nie mogła go zmusić do posłuszeństwa, nie mogła nawet przemówić do jego maleńkiego żyrafiego mózgu - i tak nigdy jej nie słuchał. Robił po swojemu co chciał, śmiejąc się tylko, gdy załamywała nad nim ręce. Czasami go za to nienawidziła.
Kurwa, kurwa, kurwa.
- Vince, przestań - wydusiła, sama nie wiedząc po co. I tak jej nie usłyszy, i tak zrobi swoje. W całym wnętrzu jakby się gotowała, wściekła na niego, na siebie, nawet na Matyldę. Na cały świat za to, że cały zgromadzony w nim pech musiał się skrupić właśnie na niej.
Nosz kurwa, no.

_________________
Wskazówki dla gramatykosceptycznych:
Ponieważ widzę, że macie z tym problem :|
M: Rebekah
D: Rebeki
C: Rebece
B: Rebekę
Msc: o Rebece
N: z Rebeką
W: Rebeko
Proste? Proste c:



Rebekah
-----------
Jack Russel Terrier
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 464
GODNOŚĆ : Rebekah Vashti Zimmermann

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i jadalnia    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics