Strona 3 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 1/1/2016, 19:40
Zaczynało jej się to nawet podobać. Znaczy, właściwie to chodziło o to, że panował względny spokój. Udało się wytrzymać już dobrych kilka minut bez wszczynania poważniejszej sprzeczki, co definitywnie można by zaliczyć do listy sukcesów. Mogłaby tak posiedzieć dłużej, machać palcami bez angażowania umysłu i zwyczajnie niczym się nie przejmować. To byłaby całkiem miła i przyjemna forma spędzania wolnego czasu, gdyby nie niesforny obiekt głaskania, który najwyraźniej nie cieszył się ze swojego położenia. Wszystko wskazywało na to, że tylko lenistwo bądź zmęczenie powstrzymywały go od gwałtowniejszych protestów, a tych albinoska nie chciałaby doświadczyć osobiście. Widziała nie raz, do czego jest zdolny ten sam osobnik, który teraz pomrukiwał na jej kolanach niczym domowy kotek. Aż trudno uwierzyć, jak skrajnie różne oblicza może posiadać jedna osoba. Nietrudno zgadnąć, które leżało bliżej gustu dziewczyny.
Choć we fryzjerstwie była zaledwie początkująca, to tego co wymordowany posiadał na głowie i tak nie dało się już zepsuć bardziej. Gdy wredny anioł zastępu podpali ci makówkę, dalej może być już tylko lepiej. Dlatego nawet oddanie się pod opiekę niedoświadczonej dziewoi nie było znów aż tak wielkim ryzykiem. Zresztą, do powierzonego zadania naprawdę przykładała się z całych sił. Sprawa podopiecznego była jej sprawą, nawet w materii równie nieważnej jak wygląd. Co więcej, na co dzień także się tym zajmowała, inaczej chodziłby po Desperacji w dziurawych szmatach.
Kosmyki skracała stopniowo, ostrożnie wypróbowując ruchy nożem, ich skuteczność i efekt. Wiele razy wychylała się na boki, obserwując co wynika z jej pracy, by ewentualnie na bieżąco ratować dzieło. Nie bawiła się w fuszerkę, więc lepiej, żeby Kirin uzbroił się w cierpliwość. Końcówki włosów opadały raz za razem na ławkę i podłogę, odmierzając wykonywany proces aż do zakończenia.
- Lepiej teraz zamknij oczy - ostrzegła, zabierając się za część fryzury rosnącą najbliżej czoła. Było to jak najbardziej racjonalne, by chronić narząd wzroku przed wpadaniem do niego śmieci. Nie mając profesjonalnego sprzętu, musiała wspomóc się własną siła; na zakończenie kilka razy dmuchnęła w różne okolice głowy wymordowanego, pozbywając się zaplątanych tam ścinków.
- Niee, wolę jak masz je na głowie. A z warkoczem wyglądałbyś jak przyjeb. Zresztą, nieważne. Gotowe. - Swoje-nieswoje narzędzie odłożyła od razu na wyznaczone mu miejsce na stole, dokładnie tak, jak leżało wcześniej. Nie chciało jej się ponownie obchodzić podłużnej ławeczki, która zresztą była w pomieszczeniu osobliwą odskocznią od obdrapanych krzeseł. Usiadła więc na niej w tym samym miejscu, co wcześniej, ale tym razem tyłem do przodu. Oparła się plecami o krawędź blatu, tak było nawet wygodniej.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 1/1/2016, 20:26
Grzecznego Kirina można oprawić w ramkę, podpisać mianem: „osobliwości” i obserwować z daleka, bo mimo wszystko to dzika żyrafa i nie wiadomo, kiedy znudzi mu się bycie spokojnym. Była to prawdopodobnie cisza przed burzą, jedyny w swoim rodzaju czas, gdy wymordowany skupiał się na przyszłej misji, której szczerze mówiąc już miał dość, a przecież nawet się nie rozpoczęła. Może to i lepiej, że teraz starał się trzymać gniew na uwięzi, a wypuści go ze smyczy, gdy będzie ku temu dużo lepsza okazja, niż jak teraz, zmasakrowanie jadalni swojej grupy.
Bez chwili namysłu zacisnął oczy mocno, wiedząc, co nastąpi dalej. Kilka razy ktoś już go ścinał, chociaż większość czasu takie zabiegi wykonywał samodzielnie, w odbiciu na tafli wody z rana, gdy wiatr jeszcze nie tworzył fal. Wychodziło mu to średnio, ale po kilku dniach i tak wszystko zamieniało się w jednolitą masę ciemnych kłaków. Dał sobie dmuchać w twarz, nie sprawiało mu to przyjemności, ale nie szarpało też dumy wymordowanego.
Kiedy skończyła rozprawiać się z tą częścią jego głowy, powoli rozsunął powieki i patrzył przed siebie leniwie. Lubił swoje żółte oczy, nie myślał o nich szczególnie, ale kiedy zdarzało mu się czasami spojrzeć na własne odbicie, nie mógł narzekać na to, co widział. Poza tym, żółty kolor pomimo swojej wściekłej natury, uspokajał go.
- Gorzej niż zazwyczaj? - mruknął zaczepnie. Chyba nie chciał słyszeć rozwinięcia tego tematu. Nie był narcyzem, jeżeli już coś w jego własnej osobie mu się podobało, to trzymał to dla siebie i traktował bardziej jako życie w zgodzie ze swoim organizmem i duszą. Nie, to trochę za dużo powiedziane, bo wcale nie wierzył w takie mistyczne cuda wianki. To także wynikało z jego zwierzęcej natury i pewności, że nie zmieni tego, co stworzyła matka natura.
Do końca śledził wzrokiem jedno ze swoich narzędzi, które ku jego zadowoleniu trafiło na swoje miejsce, do swoich braci-noży. Cała kolekcja tych ostrzy była jego małym skarbem i także narzędziem pracy. Ręce i one właśnie, śmiertelnie niebezpieczne, teraz po prostu służyły do strzyżenia.
- Nie chce mi się sprawdzać jak wyszło, zgaduje, że jest znośnie. - przejechał wnętrzem dłoni po włosach roztrzepując je na boki, a potem gładząc lekko. Najwyraźniej taka ocena dostarczyła mu wystarczająco dużo informacji, bo nie szukał potwierdzenia w jakimś zwierciadle.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 1/1/2016, 20:55
No właśnie, skoro już tak osobliwe zdarzenie miało miejsce w rzeczywistości, chociażby przez chwilę, warto było się nim nacieszyć i zapamiętać. Nigdy nie wiadomo, kiedy znów nadarzy się podobna okazja, by podziwiać podobne zjawisko na żywo. Chociaż, gdyby spojrzeć na to z szerszej perspektywy, anielica miała trochę szczęścia. Przebywała ze swoim podopiecznym na tyle często, by zaznać po trochu z każdej z części jego osobowości, a szczęśliwym trafem ta gorsza rzadko dotykała jej osobiście. Jeżeli kiedyś ta sytuacja się zmieni, po przeszło czterystuletniej dziewczynie zostałaby pewnie kupka pokruszonych kości, jeśli w ogóle. W miarę możliwości wolałaby uniknąć aż tak żałosnego końca, nie byłoby nawet co do trumny wrzucić.
Wyglądało na to, ze fryzjerski debiut nie wyszedł jej wcale najgorzej. Obejrzała swoją pracę wyjątkowo dokładnie i wydawało się, że wszystko jest na swoim miejscu. Jak na to, ze za strzyżenie zabierała się dopiero pierwszy raz, to był to nie lada sukces. Nie tylko doprowadziła fryzurę wymordowanego do stanu używalności, ale też udało jej się przy tym nie doprowadzić do żadnych uszczerbków na zdrowiu i urodzie: uszy całe, głowa cała, mimo że operowanie nożem przy czyjejś czaszce wcale nie było rzeczą łatwą; mogło się co prawda tak wydawać, ale wystarczy spróbować, by przekonać się o swoim ogromnym błędzie.
- Nic mi do twojej urody. Lub jej braku - zakończyła temat, wzruszając beznamiętnie ramionami. Wygłosiła swoją opinię, to wszystko. Fakt, dbała o wygląd zewnętrzny Vincenta, ale nie dla swoich własnych potrzeb estetycznych. Tak po prostu wypadało, a jak z tym wyglądał, to już nie jej sprawa. Zresztą, czy w pędzącym naprzód świecie Desperacji, gdzie każdy chwyta się kolejnej sekundy jak tonący brzytwy, jest jeszcze miejsce na podziwianie lub krytykowanie czyjejś aparycji?
Założyła ręce pod biustem i palcami prawej dłoni zaczęła rytmicznie uderzać o własne blade przedramię. Po raz kolejny straciła czynne zajęcie, ale musiała jakoś to zdzierżyć. Rzuciła włosom Dobermana ostatnie uważne spojrzenie, tym razem z innej perspektywy, niż czyniła to do tej pory.
- Mistera Desperacji to z ciebie nie będzie, ale ujdzie. - No bo w sumie po co komu więcej? Zresztą, zazwyczaj to kobiety miały w zwyczaju przejmować się swoim wyglądem, a przede wszystkim opiniami innych na jego temat. Musiała się przyznać sama przed sobą, że też w jakimś stopniu zwracała na to uwagę. Bo kobieta, która czuje się piękna, to szczęśliwa kobieta.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 2/1/2016, 20:04
Kwestia wygody. Kiedy na głowie nie lata kępka przypalonych włosów człowiek, a nawet wymordowany o wątpliwym zmyśle estetycznym czuje się wolny. Luźne ubrania, zdrowe ciało i nienaruszone zmysły, pragnął tego wszystkiego, żeby móc optymalnie działać w każdym względzie i sytuacji. Upewnił się, że wszystko zostało ukończone i skupił się na kolekcji swoich noży. Dopiero co odłożone ostrze ponownie wylądowało w jego dłoni. Bawił się przez chwilę poprzez obracanie obklejonej rękojeści, a potem kilkakrotnie obrócił nóż o trzysta sześćdziesiąt stopni łapiąc go na zamianę za ostrą i prawidłową do chwytana część. Ani razu się przy tym nie zranił, jedynie śledził wzrokiem lekką iskierkę tańczącą na powierzchni metalicznej części jego zabawki. Oparł się policzkiem o zwinięta pięść, a drugą ręką powtarzał raz wykonaną czynność, do znudzenia niemal. Całą swoją uwagę skupił na nożu, chociaż jego wzrok wydawał się bardzo odległy, a sam Kirin nieobecny.
W jego głowie nie było żadnych myśli, czuł jedynie irytujący ucisk w głowie, nie mógł się skupić na żadnej myśli, bo nic nie dominowało w jego otoczeniu. Potrzebował czegoś konkretnego, co pomogłoby mu na nowo odzyskać czucie w całym ciele. Daleko mu było do szału, ale chwilami miał chęć wywołać go samodzielnie. Może wtedy problem głodu by się rozwiązał.
- Wiesz do czego służą? - zapytał nagle, sam nieco zdziwiony tym, że jakieś słowa wydobyły się z jego ust. Kiwnięciem głowy wskazał na jeden konkretny przedmiot, ten, który spoczywał w jego dłoni. Obrócił go jeszcze kilka razy po czym odepchnął łokciem od blatu i zgarbił nad własnym przedramieniem. Powoli, niemal delektując się tym widokiem przesunął czubkiem po skórze, pozostawiając zachodzący krwią ślad na ciele. - Ten nadaje się do cięcia, jest ostry niczym żyletka. A ten służy do piłowania.
Podniósł drugi z rzędu z ustawionych na blacie przyrządów. Nowy obiekt zainteresowania był nieco większy i cięższy od swojego poprzednika, jego ostrze było ciemne, a sam skraj opatrzony w bardzo rzadkie i głębokie wcięcia. Ząbki miały jasny odcień po hartowaniu.
- Drzew, lin. Także kości. - Powoli przysuną go do dłoni, ale tym razem nie zademonstrował na niej jak działa ów rodzaj noży. Zamiast tego, jego ofiarą została krawędź blatu, która po kilku machnięciach posiadała nową rysę, głęboką i szeroką.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 2/1/2016, 23:59
Znów nie miała co ze sobą zrobić. Odkąd wymordowany się nieco rozbudził, drażnienie go było odrobinkę ryzykownym zajęciem, więc chcąc, nie chcąc musiała z niego na jakiś czas zrezygnować. W końcu chciała jeszcze trochę pożyć w jednym kawałku, toteż nie powinna wystawiać się na bezsensowne niebezpieczeństwo. Jeszcze by tego brakowało, żeby dawała się poharatać własnemu podopiecznemu, szczególnie że już sam z siebie miał do tego niepokojąco spore tendencje.
Od razu zwróciła uwagę na Kirina wyczyny z nożem. Przez chwilę serce jej stanęło na myśl o tym, że jeden ruch dłoni nie w tę, co trzeba i będą mieli do zorganizowania nie akcję ratunkową, a pogrzeb. Znała zdolności Dobermana i dobrze wiedziała, jak świetnie radzi sobie ze swoimi ostrzami, ale nie mogła nic poradzić na instynkt samozachowawczy; nawet jeżeli miał do tego dryg, to albinoska temu drygowi ani odrobinę nie ufała. Musiała jednak przyznać, że widowisko było całkiem wciągające. Ani się nie obejrzała, gdy siedziała obrócona ukosem i wpatrywała się w wirujący przedmiot jak zaczarowana - choć tego oczywiście nie było widać aż tak bardzo. Nadal miała swoją standardową pozbawioną emocji czy zainteresowania minę, ale nie potrafiła oderwać się od patrzenia. Niemal jęknęła z zawodu, gdy przedstawienie zostało tak brutalnie zakończone. Był jednak jakiś plus; czar prysnął, a więc i anielica mogła powrócić do normalności. A co za tym idzie - wtrącić swoje trzy grosze do dyskusji.
- Prezentację na sobie mogłeś jednak darować - stwierdziła, krzywiąc się nieznacznie. Kto rozsądny dokłada sobie ran, będąc w już tak opłakanym stanie i to w dodatku przed kolejną większą akcją? Niestety, Kirina nijak nie dało się zaliczyć do kategorii rozsądnych, co doskonale odpowiada na postawione pytanie. Syknęła jeszcze z frustracją, ale dalsze kazanie przegryzła w ustach. Nie było teraz potrzebne, i tak nic by nie wniosło. A po co przerywać całkiem zajmującą rozmowę? Coś przecież muszą robić zanim dostaną sygnał do wymarszu, a zawsze lepiej sprawdzi się przyjemny dialog niż zażarta sprzeczka.
-Mhm - mruknęła na znak zrozumienia, po czym wyprostowała się na ławce. Obróciła się teraz całkiem, jedną nogę układając płasko w poprzek deski - kolanem do stołu, w czasie gdy stopa zwisała na zewnątrz, przy drugiej nodze. Ręką podparła się o płaską powierzchnię blatu, rzucając przy tym okiem na pozostałe ułożone równo przedmioty. - A pozostałe? - A czemu nie, niech poopowiada więcej. W końcu to już ustalone - potrzebne jest jakieś zajęcie. To zaś było na tyle skuteczne w zabijaniu nudy, że anielicy udało się nawet utrzymać łapki w ryzach i przez kilka minut przy niczym nie majstrować. A to, wbrew pozorom, jest nie byle wydarzenie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 5/1/2016, 11:33
W niewielu tematach był tak dobrze obeznany, więc kiedy zaczynał mówić o nożach, jego ton głosu zmieniał się na bardzo mechaniczny i niemalże ludzki. Tylko dlatego, iż ciągle musiał komuś to powtarzać, potrafił bez pauz i zastanowienia recytować kolejne zdania niczym wyczytywane z książki.
Odłożył na miejsce prezentowany aktualnie nóż, kiedy trafił on na miejsce, dało się zauważyć, że jest największy ze wszystkich. Nie najdłuższy ani nie najszerszy, ale po prostu masywny i solidny. Nawet gdy leżał w towarzystwie narzędzi o przewyższających go rozmiarach, to on wydawał się najgroźniejszy i najokazalszy z nich wszystkich. Do tego Kirin je lubił najbardziej, wszystkie trzy. Skoro jednak został poproszony o przedstawienie pozostałych, wyciągnął po jednym z każdego rodzaju i ułożył je bliżej krawędzi stołu. Wskazał palcem na jeden, leżący najbliżej Rebeki. Był bardzo płaski i dosyć szeroki, na upartego można by go porównać do wyciętej blaszki, która praktycznie nie zwężała się w żadnym punkcie, a na całej swej szerokości była bardzo cienka i gładka.
- Full flat. Nie polecam brać do ręki za ostrze, działa niemal jak dłuto, przy czym wżyna się w skórę nawet bez mocnego nacisku. - nawet on sam nie zaryzykował, by tknąć czubkiem palca za ostry skraj noża. Podniósł go jednak trzymając cały czas skierowany do dołu i pod światło pokazał albinosce jego kształt. - Jest najbardziej V-kształtny ze wszystkich i na całej swej długości tnie równie dobrze siekając końcówką, a następnie poszerzając cięcie w miarę użytej siły. Dobry do wszystkiego szczerze mówiąc, po prostu jest ostry w chuj.
Tym mało profesjonalnym finałem zakończył pokazywanie jej trzeciego ze swoich ostrzy. Odłożył go od razu na pierwotne miejsce, oparł łokciem o blat i położył głowę na zwiniętej pięści czując lekkie znużenie. Drugą ręką sięgnął po kolejny, bardzo podobny do poprzedniego.
- Jednolita grubość całego ostrza, precyzyjne cięcia. Jest cholernie kruchy... - mruknął lekko i zmrużył oczy – dlatego mam już tylko jeden. A ten... najpewniej i tak go kojarzysz, najbardziej popularny nóż w Desperacji. Kiedyś służyły pasjonatom w czasie polowań i zabaw w survival, jest bardzo uniwersalny. Nie ma ząbków, ale nada się do przecinania gałęzi, oskórowania, zadawania ciężkich ran.
Zastanawiał się przy okazji, w którym momencie anielicy znudzi się słuchanie go, albo kiedy jej palce powędrują po któryś z jego skarbów. Zanim jednak dał jej ku temu okazję, postanowił wypróbować jej nerwy.
- Weź któryś i wypróbuj. - powiedział, jednocześnie podwijając rękaw i wyciągając rękę w jej kierunku, dokładnie tak, jakby chciał, by to na nim go wypróbowała.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 5/1/2016, 15:55
Bo w sumie czemu miałaby nie pozwolić mu się wykazać? Skoro już zaczął wykład, to niech go doprowadzi do końca. Na pewno zyskają na tym oboje - zabicie czasu, a dziewczyna dodatkowo trochę wiedzy o tym, co ją może zabić, jeżeli kiedyś przeholuje. Chociaż była niemal pewna, że wymordowany w afekcie nie miałby problemów z pozbawianiem swojej opiekunki życia przy pomocy gołych rąk albo zębów. Od początku zakładała taką ewentualność i gdzieś wewnętrznie próbowała być na nią przygotowana. W końcu przezorny zawsze ubezpieczony! I cholera, nazwijcie ją nieufną, ale bać się było czego. Ostrożność przynajmniej nic nie kosztowała, zaś jej zaniechanie zawsze mogło skończyć się tragicznie. Gorzej tylko, że z dotrzymywaniem swoich postanowień najczęściej miała spory problem, szczególnie gdy Kirin stuprocentowo działał jej na nerwy. Już nieraz przeżuła własny język, byle tylko nie powiedzieć o to jedno słowo za dużo. Nie zawsze jej się to udawało, czego skutkiem najczęściej były naprawdę nieprzyjemne awantury.
Gdy już się skupiła, słuchanie szło jej całkiem dobrze. Z uwagą przyglądała się wskazywanym kolejno przedmiotom i choć nie była fanatyczka zdolną spijać każde słowo z ust mówcy, to dało się dostrzec w jej wyrazie twarzy uprzejme zainteresowanie. Miała okazję dowiedzieć się czegoś nowego, a to nie była wcale codzienna sytuacja. Jak sięgała pamięcią, jeszcze chyba nie miała okazji uczestniczyć w wykładach szanownego profesora doktora habilitowanego Vincenta Lacroix na temat rodzajów i zastosowań bojowych broni białej krótkiej. Albo czegoś, co koło tego leżało. W tym duecie to anielica strzępiła gardło lekcjami, które i tak nie docierały, nie w sposób dostrzegalny. Taka odmiana stanowiła całkiem interesujący ewenement.
Zaskakujące, że nawet się nie znudziła. Cały czas śledziła przebieg prezentacji, od czasu do czasu potakując ze zrozumieniem. Zresztą, warto było posłuchać, bo a nuż (względnie: nóż) kiedyś jej się ta wiedza przyda? Choćby po to, żeby pamiętać, których zabaweczek nigdy, przenigdy nie dotykać. O praktycznym użyciu raczej nie było mowy; z nożami miała do czynienia tylko gdy przypadało jej pomagać w kuchni, zaś na co dzień z ostrych narzędzi zdecydowanie preferowała igłę.
Na ostatnie zdanie uprzejme zainteresowanie spełzło z anielskiej twarzy, robiąc miejsce dla zaciśniętych zębów i beznamiętnie poirytowanego spojrzenia. Uniosła brwi ku górze, przez chwilę pozostawiając w eterze tylko ciszę. Dla wymordowanego była to ostatnia szansa, by pod bardzo wymownym spojrzeniem albinoski jeszcze się zreflektować i naprawić swoją gafę. Niestety, nic takiego nie nastąpiło; mogła się tego spodziewać, bo Doberman nigdy jakiegoś szczególnego wyczucia nie miał do niczego, a już szczególnie do kobiet. Nic, zero, nada.
- Zabieraj tę rękę, idioto - wyartykułowała przez ściśnięte zęby, tłumiąc chęć użycia ostrzejszych słów. Teraz jeszcze się hamowała. Każda sekunda, w której Reb nie wybuchała gniewem, była wyraźną szansą. Czy ona ich przypadkiem nie dawała trochę za wiele?
Cóż, niektórym i tak zawsze będzie za mało.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 7/1/2016, 11:16
Dawno już zapomniał, ile żyć odesłał z tego świata. Tych w czasie napadów nie miał jak liczyć, tych wykonywanych świadomie często nie miał ochoty nawet liczyć. Mężczyźni, kobiety i nawet dzieci, było ich bardzo wiele, a niemal każdy kończył w stanie niezdatnym do pochowania. Jedynie kilka przypadków odrzucało go tak mocno, że kończył zabawę po samym duszeniu. Uczucie palców zaciskanych na czymś gardle bez ograniczeń było intrygujące, za pierwszym razem nawet się zdziwił, gdy bezwładne ciało opadło pod naporem jego dłoni. Napełniło go jednocześnie spełnienie, ale i ludzka kruchość dała mu w twarz. Niektóre osoby ginęły przypadkiem, w trakcie rozmowy, kiedy akurat wynikło z niej coś wymordowanemu nie pasującego. Różnił się od tych szaleńców, których jedynym hobby było odsyłanie poszczególnych istot na drugą stronę, nie był też zimnym dupkiem zdolnym przetrzymać najgorsze obrazy. Jego granica była dosyć blisko i wielu, którzy przekroczyli ją, nawet nieświadomie, traciło życie.
Kobieta mogła o tym pamiętać, mogła też po prostu nie mieć nic do powiedzenia. Może to i lepiej, bo doktor żyrafa nie przepadał, gdy ktoś wcinał mu się w trakcie mówienia, zbywał go, albo ignorował. Bardzo dobitnie i mocno o sobie przypominał, gdy uznawał, że zasługuje na więcej uwagi, niż jest mu ofiarowywane. Na szczęście wielu osób, częściej wolał jednak przebywał w towarzystwie samego siebie.
Czy wykład o nożach interesował Rebekę, nie wiedział. Mówił jednak do samego końca, łącznie z wprowadzeniem w życie plan, by przypomnieć jej o swoich upodobaniach. Długo jeszcze nie cofał ramienia, a kiedy na niego warknęła, sam odpowiedział szczerzeniem zębów i niskim, gardłowym pomrukiem. Był świadomy tego, co robi, więc kiedy mu się sprzeciwiła, poczuł, że nie ma dłużej ochoty na wymianę zdań.
Odwrócił się więc od niej, położył ramiona na blacie i z opartą na nim brodą obserwował swoje zabawki, od czasu do czasu poruszając jakaś przy pomocy długich palców. Można zgadywać, że w taki sposób się skupiał. Ostatnio całkiem sporo walczył przy użyciu swoich mocy, lecz tym razem chciał polegać głównie na nożach i walce wręcz. Użycie specjalnych zdolności męczyło, a jego dodatkowo bolał łeb. Nie chciał się kłócić z kobietą, ale to jedynie potwierdzało, że nie miał humoru.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 8/1/2016, 16:57
Nie lubiła patrzyć na śmierć. Była do tego przyzwyczajona, to fakt; w końcu w Desperacji co chwila coś umierał, czy to pokonany przez nieokiełznaną naturę samą w sobie, czy też przez inną osobę próbującą przetrwać w jej trudnych warunkach. Mimo to przypadkowe natknięcie się na trupa wcale nie było proste - ledwo odwaliłeś kitę, od razu zostawałeś pogrzebany w żołądku jakiejś dzikiej bestii, a wcześniej ograbiony z dobytku przez wystarczająco szybkich szczęśliwców. Tak czy inaczej, choć potrafiła zrozumieć brutalność otoczenia i potrzebę obrony siebie i swojej przyszłości, nigdy nie pojęłaby takiego choćby zabijania dla rozrywki. Sama też raczej nie posunęłaby się aż tak daleko. Mało co było w stanie rozwścieczyć ją na tyle, by sięgnęła po ostateczność. Nie znaczy to oczywiście, że była opanowana - nie ma chyba większego błędu w rozumowaniu. Nadepnięcie anielicy na odcisk było łatwizną, ale swoje niezadowolenie wyrażała zazwyczaj słownie, czasami w rękoczynach. O wiele przyjemniej było się odgryźć i dowieść swojej wyższości intelektualnej niźli tej fizycznej, ot co.
Potrafiła być grzeczna. Proszę się nie śmiać, to prawda! Wystarczyło tylko dać jej ku temu dobry powód i mogła się przeobrazić w najprawdziwszego podręcznikowego aniołeczka. Sęk w tym, że mało co było wystarczająco warte zachodu. Czy taka właśnie była chwila spokoju? Z pewnością, dlatego też bardzo uprzejmie przemilczała cały wykład, nie przerywając ani słówkiem, a co najwyżej potwierdzając swoja uwagę i zainteresowanie. To przecież nie było aż takie trudne, a odkąd zależało jej na spędzeniu tych kilkunastu minut w spokoju, to mogła się na tyle wysilić: powstrzymać od przerywania, ironicznych komentarzy czy innych niepotrzebnych wtrąceń.
Z jednym wyjątkiem. Zdążyło już dojść do rażącej propozycji, którą chcąc nie chcąc musiała ostro skrytykować. Na warknięcia wymordowanego nawet nie drgnęła, spoglądając na siedzącego obok mężczyznę z wyrazem najwyższej wzgardy dla jego pomysłu wręcz wymalowaną na twarzy. W końcu musiał zrozumieć, że odmowa jest ostateczna i dialog raz a porządnie się urwał. Nie miała szczególnej ochoty napoczynać nowego, najwyraźniej żadne z nich nie było w nastroju do rozmów.
Zgrabnie wciągnęła obie nogi nad ławkę i obróciła się z powrotem tak, jak należałoby siedzieć zgodnie z przyjętą konwencją. Ostrożnie odsunęła od siebie najbliżej leżący nóż i położyła głowę na zagiętych na stole rękach. Twarz obróciła na zewnątrz, nie chcąc już słyszeć ani słowa na temat zakazu dotykania cudzych rzeczy. I tak pewnie zaraz trzeba będzie wyruszać.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 13/1/2016, 21:45
Inicjowanie rozmów nie było jego działką. Gdy temat się kończył, wolał pogrążyć się w zakątkach własnych myśli, ambitniejszych niż mogło się niektórym wydawać. Chociaż częściej mówił co mu ślina na język przyniesie, w momentach ciszy potrafił wpaść na całkiem mądre rzeczy. Nie dzielił się nimi, to były jego własne myśli, coś, co mógł w pełni dla siebie zachować, bez wrażenia, że ktoś poczuje się na sile go oceniać. Nie było tu osoby, której zdanie brałby pod uwagę.
W ciszy zgarniał nóż jeden po drugim i pakował je do wewnętrznych pasków płaszcza leżącego obok, który to zabrał wcześniej ze sobą. Jego umysłu nie zaprzątała myśl, by zacząć tłumaczyć się ze swoich poczynań. Teraz, gdy kobiecie były znane zastosowania poszczególnych ostrzy powinna wiedzieć, że Vince ze swoimi zabawkami, to Vince groźniejszy nić zwykle. Jakby nie patrzeć, to dzika żyrafa.
Chociaż w planach mieli nieco inne zachowanie, ten czuł, że na widok aniołów długo nie da rady udawać pokrzywdzonej ofiary. To one powinny cierpieć, za to wszystko, co ich współtowarzysze robili. Miał głęboko i daleko w czterech literach co starały się im przekazać, nawrócenie go nie interesowało, racje ma ten, kto wygrywa, ot co. Jeżeli to on będzie górą, będą musiały uznać obce poglądy za właściwie.
Z każdą minutą jego nienawiść do tej rasy rosła, czasami bezzasadnie, chciał im zrobić dużo więcej, niż one mogłyby zrobić jemu, tylko dlatego, że miał na ten moment taką zachciankę. Nie powstrzymywała go nawet myśl, że siedząca obok albinoska w końcu też jest aniołem. To żaden argument dla tego gościa. O też wcale nie bronił nigdy wymordowanych. Większość z nich to chore zjeby, takie jak on sam.
Bez słowa narzucił na plecy płaszcz i opuścił sale pogrążony we własnym świecie z wzrokiem wskazującym na chęć mordu. Przy drzwiach trącił barkiem jakiegoś kundla, nie zatrzymał się, wątpliwe, by w ogóle zdał sobie z tego sprawę. Wyczuł to, że nadchodzi czas wymarszu. Nie jemu o tym decydować, każda pora jest dobra na zamoczenie rąk w krwi skrzydlaków.

z/t






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 13/1/2016, 23:02
Nie miała już najmniejszej ochoty na ciągnięcie dialogu. Incydent sprzed chwili skutecznie zepsuł jej nastrój i jeżeli nie chciała doprowadzić do wielkiej awantury, to najbezpieczniej było przemilczeć sprawę. Nie było sensu dodatkowo psuć sobie humoru przed poważną wyprawą. I tak nie była zadowolona z tego, że musi wybrać się do Edenu i mieć dotychczasowych pobratymców za wrogów. Nie było to wcale proste, przeciwstawić się osobom, z którymi dzieliło się tak wiele przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Choć teraz należała do rodziny Psów, nigdy nie wyrzekła się tej anielskiej... no, przynajmniej nie do ostatnich wydarzeń. Wtedy pierwszy raz w życiu została na poważnie postawiona po drugiej stronie od swoich skrzydlatych kolegów i koleżanek. Mimo to, ani przez chwilę nie miała wątpliwości, za kim powinna się opowiedzieć. Choć z aniołami wiązał ją silny sentyment, to jednak poczucie obowiązku było o wiele silniejsze. Odkąd w ogóle dostała tę fuchę, pierwszym odruchem w dowolnym momencie było dla niej stawanie w obronie swojego podopiecznego, bez względu na to, co mogłoby się wtedy dziać. Również podczas starcia z członkami zastępu stało się tak samo. Zaatakowanie jej podopiecznego bez choćby najmniejszego uprzedzenia czy prób negocjacji z żyrafową opiekunką było po prostu zniewagą dla niej jako stróża i jako osoby. Jak tak w ogóle można? Myśleli że co, że zgarną ofiarę na sąd, a jej wyślą powiadomienie mailem i może pozwolą przyjść na wykonanie wyroku? W dodatku był to ogromny cios w jej kompetencje. Niech jej nawet nie próbują wmówić, że zawodzi w swojej pracy. Nikt ani nic nie miał prawa czegoś takiego sugerować.
Teraz już raczej będzie trochę łatwiej. Odkąd anioły już raz podpadły, opór zmalał i coraz lepiej czuła się z perspektywą stanięcia naprzeciwko skrzydlatych braci i siostrzyczek. Z dziką ochotą wykrzyczałaby im prosto w te przypudrowane buźki, co myśli o całych tych sądach. Sami powinni się im poddać w pierwszej kolejności, a dopiero potem ciągać po nich zmordowanych desperackim życiem ludzi i wymordowanych. Wtedy mogłaby to uznać za względną sprawiedliwość.
Zignorowała wychodzącego Kirina, tak samo jak wchodzącego do jadalni psiaka. Dopiero kiedy szturchnął ją w ramię i poinformował o konieczności pozbierania się, warknęła coś w jego stronę i uniosła głowę znad blatu. Mogłaby nawet tak zasnąć, w cichej, spokojnej, pustej kuchni. Szkoda tylko, że na ogół taka nie bywała. Chcąc, nie chcąc, musiała zwlec leniwy majestat z ławki i ruszyła odnaleźć resztę swojej drużyny.

[zt]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry