Go down


Jadalnia

Pisanie by Shirōyate on 27.02.15 3:15
Jadalnia, jak jadalnia. I tak jedna z lepszych w Desperacji. Wypełniona paroma nieprzypasowanymi do siebie nawzajem stołami, z wianuszkiem krzeseł dookoła każdego. Oczywiście, większość z innej parafii. To właśnie tutaj można przyjść coś zjeść. Jest tutaj przejście do kuchni i magazynu z jedzeniem.
Kiedyś dam ładniejszy opis jadalni.



[...]

Szedł wolno. Tak wolno, że wolniej już można było tylko się cofać. Przechodzenie obok Jinxa wymagało od niego jakichś nowych pokładów samozaparcia. Trzymaj rezon. Nie patrz mu w oczy. Bądź spokojny. Co w tym trudnego? Od lat praktykował te zasady, zawsze z idealnym skutkiem. Aż do teraz. Do cholery, o co chodziło z tymi drżącymi dłońmi? I zaciśniętymi szczękami? I ze zdenerwowaniem, które cały czas szarpało jego żołądkiem, a które w ogóle nie powinno się pojawić. Tłumaczył to sobie jednak dość łopatologicznie i jak na rasowego dzieciaka przystało - znalazł się przecież w obcym, nieprzyjaznym miejscu, pełnym złych dorosłych. Proszenie o pomoc zawsze kończyło się ostrym trzaskiem i wylądowaniem na podłodze z zaczerwienionym policzkiem - na takich zasadach żył przez ostatnie trzy miesiące. Ciężko się było odzwyczaić, gdy nagle jakiś despota okazuje się mieć do niego słabość.
Hiroki przytulił do siebie Raphael i przyspieszył nieco, spuszczając głowę na tyle, by przydługie, rozwichrzone kosmyki przysłoniły oczy. Nadal miał spojrzenie zlęknionej łani i doskonale o tym wiedział. Ukrywanie tego żenującego faktu było pierwszym, co przyszło mu na myśl. Następne od lata wpajane mu zasady wpłynęły do umysłu zaraz po tym. Zero słabości. Bądź silny lub dawaj wrażenie, że taki jesteś. Wziął głębszy oddech, przechodząc obok zmasakrowanego ciała. Nie chciał na nie patrzeć, bo wiedział, co może zobaczyć. To była robota Jinxa. Tego samego, który dzień wstecz niósł go obskurnymi korytarzami, pełnymi zszokowanych, szyderczych spojrzeń i który wtedy nie prezentował się tak źle.
Czego ty się niby spodziewałeś? - burknął do siebie, mimowolnie zerkając przez ramię, by podejrzeć, jak bardzo oddalił się już od czarnowłosego. Nie mógł się powstrzymać i to w gruncie rzeczy go zgubiło. Potknął się o luźno leżącą nogę zmasakrowanego ciała i upadł na kolana, rękoma na martwej kończynie. Głupio napisać, że zdusił w sobie krzyk, bo sam Hiroki nawet nie wiedział, że powinien to zrobić, ale powietrze podeszło mu aż do gardła i tam go zadławiło. Dzieciak nie zerknął jednak w kierunku twarzy. Czy raczej tego, co łaskawie z niej pozostało. Wzrok ześlizgnął się tylko na coś błyszczącego, leżącego obok połamanej ręki. Bez namysłu chwycił przedmiot w palce - durny nawyk - i wpychając go w kieszeń spodni, ruszył się szybciej, nie chcąc zgubić Jaspera i jego szeroko pojętych złych zamiarów.
Prędko tego pożałował.
Już w zasadzie w chwili, w której znalazł się poza zasięgiem wzroku Jinxa, dotknął go niepokój rosnący z każdym kolejnym krokiem. Hiroki nagle sapnął, czując, jak coś twardego uderza go w plecy. Dopiero po chwili zrozumiał, że to Jasper pchnął go na ścianę. Spojrzał na niego matowymi oczami, na początku lekko marszcząc nos. Boże, dokonał złego wyboru. Nie. Inaczej. Wybrał większe zło. Niechęć jaka biła od blondyna, przebijała drobne ciało, które na jego kolejne słowa zesztywniało. Wszystkie mięśnie napięły się, co z pewnością wyczuł sam Jasper.
Uderzy mnie - Hiroki usłyszał w głowie swoje własne słowa. Kpina. On go nie uderzy. Zamorduje...
A najbardziej chyba bolał fakt, że nawet by mu się nie postawił. Znając swoją siłę, zmarnowaną dodatkowym wykończeniem, był praktycznie pewien, że jeśli Jasper go złapał - a teraz właśnie trzymał go za ramię - to nic z ucieczki. Nawet więc się nie wyrywał, gdy mężczyzna cały czas szczekając groźbami, szarpnął go w jakimś kierunku.
Trudno.
Niech tak będzie.
Niech to już się, do cholery, skończy.
Shirōyate wpadł do jakiegoś pomieszczenia, omal nie upadając na ziemię. Palcami dłoni musnął nawet podłogę, ale w tym samym czasie poczuł, jak ciało łapie równowagę, więc wyprostował się i odwrócił przodem do Jaspera. Zdążył tylko postawić się frontem, nim (ZNOWU) ktoś nim rzucił. Bardziej czuł się jak szmaciana kukła, którą stale miotano z kąta w kąt, bo za każdym razem, gdy chciał temu zapobiec, agresor okazywał się silniejszy, zwinniejszy i bardziej wściekły.
A wszyscy wiedzieli, nawet Hiroki, że gniew potęgował wszystko.
Palce wymordowanego automatycznie uczepiły się ręki oponenta, która mocno chwyciła go za szczękę. Dopiero po następnych słowach Jaspera w oczach chłopaka pojawił się pierwszy zalążek niezdecydowania. O ile jeszcze przed sekundą było mu wszystko jedno, tak teraz do ciała napłynął strach. Czuł na języku zimny przedmiot, smakujący metalem i rdzą.
„Wyrywano Ci kiedyś zęby bez znieczulenia?”
Chryste, jasne, że nie!
Wiedziony przekonaniem, że zaraz to się zmieni, zacisnął mocno powieki. Ironia losu, że zapewniano go, że nikt go nie usłyszy. Przecież to było jasne. Nawet nie mógł krzyczeć. W tym jednym wypadku wydawało mu się to odpowiednią opcją - niech Jasper nie ma żadnej satysfakcji. Nie będzie wrzeszczał. Nawet się, do diabła, nie skrzywi..!
Trzask.
Ciało drgnęło, wyprężając się leciutko w drobny łuk, a potem zadrżały usta, nim mocno zacisnął szczęki. Nie wierzył, że to się właśnie stało. Sapnął wściekle, mechanicznie chwytając wolną ręką za nadgarstek rannej dłoni i skulił się, odchylając głowę na bok, aż przydługie kosmyki rozsypały się po jego twarzy. Jasper z pewnością dostrzegł tylko jak mięśnie szczęki dzieciaka mocno się napinają, gdy Opętany zacisnął zęby z bólu. Może to i lepiej, bo pod sam pod powiekami poczuł gorąco, nim do kącików oczu napłynęły łzy.
Pulsowało, rwało i dudniło, wysyłając mnóstwo sygnałów o tym samym. Że boli. Kurewsko bolało, a przecież to tylko palec.
„Ależ z ciebie fujara.”
Kiedy on wstał?
Nie. Inaczej.
Kiedy w ogóle trafili do jadalni?
Kiedy do niej wszedł i zajął jedno z miejsc?
Bardzo ostrożnie, z sercem w gardle, chwycił za wyłamany palec i bez namysłu pociągnął za niego, najwidoczniej chcąc go nastawić. Oddychał dziwnie powoli, nabierając zbyt dużych wdechów. Kotłujące się w głowie myśli zaczęły ostrożnie układać się w logiczne pytania. Gdzie Raphael? Upuścił ją, gdy został wrzucony do schowka. Chyba. Raczej. Uciekła..? Znowu? Chłopak skulił się, unosząc ramiona i lekko uderzając czołem w mahoniowy blat stołu.
Niech ten chory koszmar wreszcie się skończy.
Trzymał nieruchomą dłoń pod stołem, zaciskając na nadgarstku palce zdrowej ręki. To nie tak, że ból rwał i nie dawał o sobie zapomnieć, bo prawdę mówiąc, Hiroki nie wyglądał już na kogoś, kto cierpi niesłychane katusze. Adrenalina niwelowała jeszcze to, co będzie odczuwał za jakiś czas. Raczej chodziło o strach i niepewność. Jeśli nie ucieknie, Jasper z pewnością go dorwie. Skoro z taką lekkością udało mu się zrobić pierwszy krok wczoraj i kolejny dzisiaj, to następne też nie będą dla niego przeszkodą. Jasne. I gdzie miał pójść? Na to cholerne zimno? Bez butów? I kurtki albo chociaż koca? Jasnowłosy zmrużył oczy, wgapiając się w blat stołu.
Nawet on zdawał sobie sprawę, że miał przekichane.
Zostać z Jinxem też nie chciał, bo to tyran i gwałciciel, poza tym chrapie i śmierdzi. Wyjście na zewnątrz to pewna śmierć. Przeczekanie zimy w burdelu było prawdopodobną śmiercią. Poza tym też nie mógł tak od razu
- ... ły...
zakładać, że Jinx się nim nie bawi. Co jeśli w rzeczywistości będzie chciał zrobić to samo co...
- MA...!
... Hiroki zmarszczył brwi ledwo zauważalnie. Nie zrobi tego. Nie mógłby. Było w nim coś, co odróżniało go od Jaspera czy osoby, o jakiej akurat pomyślał. Jakiś niezbyt sprecyzowany, niepewny, bardzo mały, powyginany i nadpsuty element pozyty-
- Hej, mały!
Shirōyate zamrugał zaskoczony. Nie chciało mu się nawet zadzierać głowy do góry, ale posłusznie podniósł spojrzenie na okrągłą twarz, na której osadzono parę wielkich gałów, które właśnie się w niego wlampiały. Przerażające samo w sobie.
W takich momentach powinien się uśmiechnąć, z czystej grzeczności. Szkoda tylko, że kąciki jego ust pozostały martwe na takiego gesty. Ograniczył się więc jedynie do kiwnięcia głową.
- Nie widziałem cię tu wcześniej!
Zadziwiające, skoro wgapiał się w niego do tego stopnia, że zaraz wytopi mu dziurę w twarzy.
- Wszystko w porządku?
Hiroki mimo tego, zacisnął mocniej palce na zdezelowanej dłoni i poruszył ustami, układając je w nowe słowa. Oczywiście, proszę pana.
POMÓŻ MI.
BŁAGAM.
Mężczyzna wsunął palec serdeczny do ucha i podłubał w nim chwilę.
- No! Tak ma być, bo wyglądasz jak zbity szczeniak! Trochę więcej uśmiechu, a od razu wpadnie trochę grosza! - burknął nieznajomy, parę razy uderzając łapą o głowę dzieciaka, co zapewne miało być jakąś zmodyfikowaną, pokraczną formą poklepania, a potem odszedł z jednym, jedynym stwierdzeniem na ustach: - Ale echo tu wali.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Jadalnia

Pisanie by Jinx on 19.03.15 21:58
Był wkurwiony, co doskonale było widać po nim. Po pierwsze, jakiś skurwysyn na bezczelnego wlazł do jego domu i postrzelił go. Po drugie, nie wyspał się. A po trzecie…. Kupiec, z którym miał się spotkać w ostatniej chwili spanikował i się ulotnił. No żyć kurwa i nie umierać. Nie kwapił się z założeniem czegoś na siebie, dlatego też od dwóch godzin spokojnie paradował z nagim torsem, strasząc wszystkich dookoła swoimi świeżo opatrzonymi ranami, gdzie na bandażu i opatrunkach zaczęły przebijać brunatne ślady. Podkrążone oczy, wysunięte kły i generalnie malujące się niezadowolenie na jego twarzy jasno dawały komunikat wszystkim dookoła, żeby nie zbliżając się do niego. Osoby, które już jakiś czas zamieszkiwały w burdelu doskonale wiedziały co robić w takiej sytuacji, gorzej było z nowymi osobnikami – ale i te bardzo szybko zostawały zabrane przez starsze osoby z pola rażenia Sheby.
Potrzebował się na kimś bądź na czymś wyżyć. Już. Teraz. Bo inaczej zwariuje.
Ciężko było określić ile czasu zmarnował, z dwie, może trzy godziny. Gdyby jeszcze coś załatwił, ale nie, wszystko musiało szlag trafić. To będzie naprawdę ciężki dzień.
Przed wejściem do jadalni oparł się ciężko plecami o chłodną ścianę i uniósłszy rękę do skroni – zaczął je rozmasowywać, chcąc pozbawić się pulsującego i irytującego uczucia w czaszce. A gdyby tak wrócić do siebie, legnąć się na łóżku i wypiąć na wszystkich? Nie, wtedy będzie tylko gorzej. Przerabiał już coś takiego. I to nie jeden raz. A sposób na ujście tych negatywnych emocji znał tylko jeden. Nawet nie wiedział, kiedy jego twarz wykrzywiła się w szerokim uśmiechu na samą myśl i wspomnienie o ciepłej krwi. W sumie dawno nie odwiedził Apogeum. Może powinien zaciągnąć się w tamte rejony i dorwać…
Odepchnął się od ściany na powrót przybierając zmęczony wyraz twarzy. Ale to zaraz. Miał swoje priorytety. A jeden właśnie odszukał wzrokiem, skupiając oczy na jasnej czuprynie siedzącej tyłem do wejścia.
Wsunął prawą rękę do kieszeni spodni i spokojnie ruszył przed siebie, nie zwracając najmniejszej uwagi na otoczenie i krzątające się po jadalni kurewki. Kiedy wreszcie znalazł się przy chłopaku, nachylił się nad nim, opierając lewą ręką o blat stołu, górując i zasłaniając ciało niższego wymordowanego całym sobą.
- Zjadłeś już śniadanie, Shiro-chan? – mruknął tuż nad uchem chłopaka gładząc jego skórę ciepłym oddechem. Jednakże bardzo szybko się wyprostował, chcąc uniknąć ewentualnego ataku ze strony chłopaka, jednocześnie zwracając mu przestrzeń.
Siadł ciężko obok Shirotaye na ławie i oparł się plecami o stół, odchylając na moment głowę i zamykając oczy. Siedział tak przez chwilę w milczeniu i zapewne jeszcze przez dłuższy czas byłby w takim stanie, gdyby nie drobna blondynka, która podeszła do nich. Na oko miała z dwadzieścia, nie więcej lat. Spojrzała nieco wystraszonymi oczami łani najpierw na Hiro, a dopiero potem skupiła się na Shebie.
- Em… przysłali mnie zapytać, czy nie chce pan czegoś do jedzenia… – zaczęła nieśmiało skubiąc drobniutkimi palcami rąbek swojej bluzki, jakby wystająca nitka w tym momencie była czymś naprawdę ciekawym. Jinx leniwie uchylił jedno oko, zerkając na dziewczynę, a przez jego twarz przebiegł dziwny wyraz. Momentalnie zerwał się z miejsca i podszedł do dziewczyny.
- Zaraz wracam. – rzucił do chłopaka, chociaż w ogóle na niego nie spoglądał. Nie czekając na jego odpowiedź, wskazał głową dziewczynie wejście do kuchni i ruszył w tamtą stronę, licząc, że blondynka zrozumie, żeby podążała za nim. I tak też się stało. Po paru chwilach zniknęli za rogiem, ponownie pozostawiając chłopaka samego sobie.
Minęło z pięć minut, kiedy do stołu chłopaka podeszła cytata kobieta. Podsunęła mu pod nos talerz z jeszcze parującą owsianką. Albo czymś, co miało tak wyglądać. Kobieta podparła się pod swoje beczułkowate boki i spojrzała sceptycznie na chłopaka wzdychając ciężko.
- Szef rozkazał dopilnować, żebyś to zjadł. Tak więc śmigaj, mały. Swoją drogą rany, nie karmiono cię? Wyglądasz strasznie chudo. Będzie trzeba cię podtuczyć nieco. No już, dalej, jedz. – poleciła stojąc w miejscu, najwidoczniej nie zamierzając nigdzie się ruszy, aż Shiro rzeczywiście nie zje przygotowanej dla niego zupy.
Minęło z jakieś piętnaście minut, nim Sheba wrócił. Bez jakiegokolwiek skrepowania, dopiero wychodząc z prowizorycznej kuchni zaczął zapinać spodnie oraz dwa, luźno zwisające paski. W widocznym o wiele lepszym humorze od razu wrócił do chłopaka i usiadł z boku, przodem do niego. Wyszczerzył się promiennie i odprawił jednym ruchem dłoni beczułkowatą kobietę, która z wyraźnym zrezygnowaniem wywróciła oczami wracając do swoich zajęć i mijając się z drobną blondynką, która wychodząc z kuchni przecierała usta.
- Nudziłeś się sam? – zagaił wesoło mężczyzna zerkając w miskę jasnowłosego, by upewnić się, czy aby na pewno zjadł wszystko, co miał do zjedzenia. Jeżeli w jakiś sposób chłopak nie tknął tego, to mężczyzna zagroził, że zacznie go zaraz karmić na oczach wszystkich zebranych w jadalni. I wszelakiej maści bogowie mu świadkiem – zrobiłby to. Naprawdę był do tego zdolny. Jednakże jego uwagę przykuło coś innego. Lewa dłoń zacisnęła się pewnie na nadgarstku chłopaka, który próbował ukryć i jednym szarpnięciem przysunął bliżej siebie rękę, gdzie mały palec był wielkości banana.
Na ledwo zauważalną chwilę, twarz Sheby pociemniała, jednakże dziwny wyraz bardzo szybko zniknął, ustępując jego “normalności”. Spojrzał uważnie na twarz młodszego wymordowanego, i wciąż nie wypuszczając jego dłoni ze swojego żelaznego uścisku, drugą uniósł tuż przy jego twarzy i pstryknął palcami, jak do jakiegoś zwierzaka, by ten w pełni skupił na nim swoją uwagę.
- Co się stało? – zapytał uważnie wpatrując się w szare tęczówki. - Swoją drogą kiedyś miałem podobną sytuację, z tym, że z małym palcem u nogi. – ciche parsknięcie. Przechylił nieco głowę w bok i kontynuował. - Wiesz, schodziłem po schodach, a była zima, w sumie prawie jak ta i było kurewko ślisko. – kolejne parsknięcie, wyraźnie rozbawiony swoją głupią historią. - Nie mogłem chodzić przez tydzień. – TRZASK. Jego palce zacisnęły się na drobnym (no dobra, teraz nie na tak drobnym) palcu chłopaka i jednym, mocnym pociągnięciem nastawił złamaną kość. Nim Hiroki zdążyłby zareagować, druga dłoń otoczyła go i przyciągnęła do siebie, przyciskając do swojej klatki piersiowej, chowając jego twarz.
- Shhh. Zaraz przestanie. – powiedział cicho, kojącym tonem, głaszcząc kciukiem dłoń Hirokiego, którą wciąż trzymał. Trwał tak chwilę, aż wreszcie wypuścił małego ze swoich objęć i nachyliwszy się, zaczął rozwiązywać jeden z glanów, by wyciągnąć z niego sznurówkę.
- Daj. – polecił, jednak nie czekał na reakcję Shiro, tylko samemu złapał za jego ranną dłoń i położył sobie na udzie. - Zaboli. – powiedział cicho, złapał za łyżkę po owsiance, wytarł ją w swoją nogawkę, po czym zaczął związywać cztery palce dłoni ze sobą, by je usztywnić, uprzednio przysuwając długi koniec łyżki do małego palca.
- I jak? Powiesz mi co się stało? – zapytał unosząc brwi ku górze, czekając na jakieś wyjaśnienia ze strony chłopaka.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Jadalnia

Pisanie by Shirōyate on 22.03.15 12:58
Szczerze?
Przez pulsujący, tępy ból zupełnie zapomniał o tym, że Jinx miał do niego dołączyć, bo na te dla innych ciągnące się minuty, Hiroki zwyczajne się wyłączył. Nic więc dziwnego, że gdy ten  się odezwał, jasnowłosy dosłownie poskoczył, uderzając kolanem w blat stołu.
„Zjadłeś już”
Złapał się zdrową ręką za bluzę na wysokości serca i zerknął na niego szeroko otwartymi oczami.
„Shiro-chan?”
„-chan”? ─ wyskomlał, poruszając nerwowo ustami, zdecydowanie nie w takt wypowiedzianych słów. Zrobił to automatycznie, prędko przypominając sobie o tym, co zobaczył jakiś czas temu. Od razu skulił się nieco, przyciskając ramiona do boków i spojrzał w stół, nie chcąc nawiązywać żadnego kontaktu wzrokowego. Nie mógł go drażnić i dobrze o tym wiedział, a zwykle obojętne spojrzenie niejednokrotnie przysporzyło mu problemów.
Nigdy... NIGDY by mu nie przyszło do głowy, że w takim momencie podejdzie do nich jakaś blond laska, z blond charakterem, która zapyta się łagodnie, co wielki wódz plemienia chce na śniadanie. Hiroki naturalnie starał się ją ignorować, ale kiedy Jinx się poruszył, mimowolnie zerknął w jego kierunku, żeby dowiedzieć się, co właściwie planuje.
„Zaraz wracam”.
Hiro wypuścił powietrze przez zęby, nie odrywając spojrzenia od oddalającego się Jinxa. Początkowo w ogóle nie zakładał, że mężczyzna planuje coś... takiego. Raczej uznał, że pewnie ma sprawę do dziewczyny, może miała robić za pośrednika, gońca... do cholery jasnej, cokolwiek, byle nie to. Nawet głos nowej osoby nie wyrwał go do końca z przemyśleń. Z ociągnięciem postarał się wsłuchać w głos kobiety, ale prócz słowa „owsianka”, na które jego żołądek się skurczył, nie zakodował absolutnie nic, nadal uparcie wpatrując się w punkt, w którym zniknął szer burdelu.
Co mu przez ten cały czas chodziło po głowie? I czemu tak nachalnie akurat tam? Wcale nie liczył na to, że Jinx się pospieszy i do niego wróci, bo przecież mógł go teraz zwyczajnie zostawić, a „zaraz” zamienić na kolejne parę godzin. I chyba wolałbym dalej czekać, niż dostrzec to, co zaraz miało miejsce. Zamrugał zaskoczony i gwałtownie odwrócił głowę z powrotem do blatu, aż rozwichrzone kosmyki poprzestawiały się jeszcze bardziej. Szeroko otwarte ślepia i zaciśnięte usta, były pierwszym, co Jinx mógłby zobaczyć, gdyby tylko spojrzał na jego twarz.
„Nudziłeś się sam?”
Boże.
Zdecydowanie się nie nudził.
To było najprzyjemniejsze piętnaście minut, jakie mógł tu spędzić. Bo bez Jinxa i jego szeroko pojętych, zboczonych fanaberii, jakie trzymały się go na każdym kroku. Zdrętwiałe palce ponownie oplotły nadgarstek rannej ręki, a sam Hiroki zmusił się, by jego twarz nabrała bardziej spokojnego wyrazu twarzy. Za cholerę. Zaraz drgnął, unosząc prawe ramię, jakby chciał zasłonić się przed samym Shebą.
Nie chciał jeść. To znaczy, chciał. Bardzo. Kurewsko mocno. Czuł, jak żołądek mu się zaciska, wiążąc w ciasny supeł. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że jeśli tknąłby to (pyszne... smakowite... kuszące...) jedzenie, prawdopodobnie za moment by je zwrócił. Nawet wizja przymusu nie pozwoliła mu oswoić się z rozkazem. Nie zje tego. Nie teraz. Nie po tym, co zobaczył. Zresztą, ta owsianka bezczelnie przypominała...
Serce podeszło mu do gardła.
Tak nagle, jak nagle chwycił go czarnowłosy.
Panika na moment zabłysła w stalowych tęczówkach wymordowanego, nim Shirōyate zamknął powieki i odwrócił głowę na bok, uciekając nią od Jinxa jak najdalej.
„Co się stało?”
Otworzył niechętnie oczy i wykrzywił lekko usta, którymi zaraz poruszył, układając je w jedno, znane już chyba na wylot słowo:
Nic. Oczywiście, że nic. Chciał jeszcze dodać tę samą śpiewkę co za każdym razem, ale Jinx zaczął... opowiadać. Początkowo Hiroki w ogóle nie chciał go słuchać, czując, jak trzymany przez mężczyznę nadgarstek dosłownie go pali. Płomienie zaczynające się w miejscach, gdzie dotykał go palcami, nerwowo rwały się wyżej, ku szczupłemu ramieniowi chłopaka, ogarniając zaraz bijące serce i zaschnięte gardło. Ale to początkowo. Potem mimowolnie już wsłuchał się w opowieść, raz nawet niepewnie zerkając na niego kątem oka.
A potem był trzask.
Wciągnął gwałtownie powietrze, wydając zduszony syk, gdy to prześlizgnęło się przez zaciśnięte zęby. Na ułamek sekundy go zamroczyło. Cały obraz wyłączył się, dźwięk przycichł, ból ustał. Powolne, niepewne uderzenie serca... i znów wszystko wróciło, atakując młode ciało dwa razy potężniej.
„Shh...”
Hiroki uchylił zdezorientowany powieki. Przez moment błądził niewyraźnym spojrzeniem po czymkolwiek, co było w zasięgu jego wzroku, ale zaraz potem, Jinx mógł poczuć (Shiro miał wrażenie, że też usłyszeć), jak serce zaczyna mu walić ze zdenerwowania. Drżące ramiona towarzyszyły przerywanemu, gwałtownemu oddechowi. Za dużo nerwów. Za dużo niespodzianek. Piekło miało się skończyć, a zamiast tego było coraz bliżej. W poprzednim wcieleniu Hiroki musiał być jakimś skurwysynem i zwyrolem, skoro teraz życie tak mocno kopało go po tyłku. Najgorsze w tym wszystkim było to, że chciał go odepchnąć. Bardzo chciał, bo samo wspomnienie tego, co mógł i prawdopodobnie robił z nieznajomą, drobną blondynką, napawało go obrzydzeniem jeszcze większym, niż to, które czuł na początku. A mimo to ciało się poddało, rozdzierane między musem wyrwania się z jego objęć, a wtulenia się i zapomnienia o wszystkich spojrzeniach, jakie mogły na nich spocząć.
„Daj.”
Pociągnął nosem, wolną rękę przykładając do ust. Na samą myśl, że może zaboleć... zresztą, co z tego? To był dopiero początek, skoro wcale nie miał zamiaru stąd uciekać. Nie mógł po prostu, bo nie wiedział gdzie jest i jak stąd daleko do Anemii. Albo chociaż do ich wspólnej kryjówki, w której mimo wszystko mógł się schować przed zimnem i drapieżnikami. Został, choć nie opuszczały go wątpliwości, czy dobrze robi. Może faktycznie powinien zaryzykować?
Pamiętasz to zimno?
Cześć, zdrowy rozsądku. Trudno je zapomnieć.
Więc siedź z dupą i nie marudź. Żarcie ci stygnie.
„I jak?”
Podniósł rękę, oglądając ją z zerowym zainteresowaniem.
„Powiesz mi...”
Dlaczego on stale chciał wszystko wiedzieć? Nie mogło zostać tak, jak jest?
„... jak to się stało?”
Mówiłem, że jestem niezdarny... ─ wymamrotał praktycznie szeptem, ledwo dotykając umysłu Jinxa. Pięćsetny raz wypowiedziane kłamstwo powinno w końcu brzmieć jak prawda i choć zwykle nie miał problemu ze sprzedawaniem innym błędnych informacji, tak tym razem nawet on miał wrażenie, że brzmi to jak kiepska wymówka. Z drugiej strony: czemu miałby mu nie uwierzyć? Przewróciłem się na holu i jakoś tak beznadziejnie upadłem. W dodatku upuściłem wtedy Raphael i znów gdzieś mi zaginęła... ─ ściął się, z rozchylonymi ustami. Gdy nimi poruszał i gdy się skupiał na tym, jak to robić, niekiedy można by pomyśleć, że faktycznie słowa wydobywają się z gardła, a nie z umysłu.
Dlaczego prowadzisz akurat dom publiczny? W dodatku ten mężczyzna, którego dzisiaj spotkaliśmy... On chciał cię zabić, a ty zachowujesz się, jakby nic się nie stało. To nie jest normalne. To takie... Pokręcił głową z niedowierzaniem, na moment milknąc. Nie do końca był pewien, czy powinien wspominać o przedmiocie, który zwinął. Poza tym coś innego kręciło mu się teraz po głowie. Czy ty..? ─ Nawet w myślach pytanie brzmiało mu idiotycznie. Uciekł wzrokiem gdzieś na bok, ściągając brwi ku sobie, aż na czole wyrysowała się mała zmarszczka. Z tą dziewczyną... to znaczy... Przełknął ślinę. O Chryste...
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Jadalnia

Pisanie by Jinx on 23.03.15 9:14
Przyglądał się twarzy młodego wymordowanego w ciszy, z dziwnym wyrazem na twarzy. Ciężko było ocenić, czy uwierzył słowom jasnowłosego, czy jednak wyczuł tę nić kłamstwa, którym go karmił. Aczkolwiek nawet jeżeli wyczuł – nic nie powiedział. Nie na ten temat, choć cisza wręcz boleśnie ciągnęła się, jakby Sheba chciał wziąć chłopaka na wytrzymałość. Wreszcie wypuścił powietrze przez nos, lecz nawet na moment nie oderwał swojego intensywnego spojrzenia od jego czerwonej z bólu twarzy. Powoli uniósł rękę i przysunął ją bliżej twarzy chłopaka, i nawet jeżeli ten chciał się odsunąć, to ręka Sheby była na tyle długa, by dosięgnąć czoła Shiro i… pstryknąć go czule.
- Fajtłapa. – mruknął. I choć wypowiedziane przez niego słowo mogło wydawać się obraźliwe, to lekki ton w jakim je wypowiedział, bynajmniej nie wskazywało na to, że chciał mu jakoś ubliżyć.
- Coś czuję, że nie mogę spuścić z ciebie wzroku nawet na chwilę, żebyś czegoś sobie zrobił. Jedz owsiankę, bo na zimno jest paskudna. A potem pójdziemy do pewnej osoby, która lepiej opatrzy twój palec i da ci coś na ten ból. – polecił spokojnie, wreszcie prostując się i mimowolnie odsuwając się nieco od chłopaka.
- Swoją drogą… – zerknął ukradkiem z gory na młodego. - Nie rób tego więcej. – przysunął palec wskazujący do jego warg na tyle blisko, że chłopak mógł czuć bliskość jego opuszków, ale na tyle daleko, by poczucie ich bliskości były jedynie ułudą - Kiedy ze mną rozmawiasz. Nie musisz udawać, że mówisz. Przyzwyczajam się do twojej nieruchomej twarzy słysząc twój głos. To urocze. – uśmiechnął się lekko, wręcz promiennie, choć w jego złotym oku błysnęło coś nieodgadnionego. Kpił z niego? Naśmiewał się? Nie, raczej nie. Chociaż…?
Podniósł się z ławy i przeszedł kawałek, do drugiego stołu, skąd na bezczelnego zabrał słomiany kosz z jabłkami. Po krótkiej chwili, gdzie wymienił jeszcze kilka słów z dwiema kobietami, które tam siedziały, wróciło chłopaka stawiając kosz obok jego owsianki, samemu zgarniając jedno jabłko. Co prawda nie było piękne, czerwone i soczyste, ale nie było też zgniłe. A to zawsze coś. Schylił się i sięgnął drugą ręką pod nogawkę, nieco ją unosząc, by z lewego buta wyciągnąć nóż.
- Jeszcze jabłko masz zjeść. Żeby nabrać sił, musisz dobrze się odżywiać I dostarczyć witaminy swojemu organizmowi. – …. Ta bardzo nauczycielsko-troskliwie. - A potem, po odwiedzeniu naszego pseudo doktorka pójdziemy szukać twojego kolorowego szczura. – odkroił kawałek jabłka i wsunął sobie do ust. W zamyśleniu spoglądał gdzieś przed siebie, przez dłuższą chwilę w ogóle nie reagując na słowa chłopaka. Wreszcie w dość leniwy sposób przeniósł przenikliwe spojrzenie na chłopaka, a jego usta wykrzywiły się w dzikim uśmieszku, co w połączeniu z przechyloną głową na bok przywodziło na myśl widok dzikiego clowna, którego zadaniem było straszenie niegrzecznych dzieci w nawiedzonym cyrku.
- Hm? A co, zazdrosny jesteś, Shiro-chan? – zapytał poszerzając nieco bardziej swój uśmiech. - Obciągnęła mi. Każdy ma swoje potrzeby, Shiro. Ty również, prawda? – – uniósł brwi w pytającym geście, lecz nie oczekiwał na odpowiedź chłopaka. Odciął kolejny kawałek jabłka, a soki wreszcie puściły i zaczęły spływać po jego palcach, czym mężczyzna zupełnie się nie przejmował.
- Czemu miałby przejmować się jakimś skretyniałym samobójcą? – – prychnął niczym urażony kociak.
- Jesteś w Desperacji, mały. Tutaj nic nie jest normalne. Nie wiem czemu chciał mnie zabić, ale żyjąc przez ponad tysiąc lat, wierz mi bądź nie, ale naprawdę wiele osób chciało mnie zabić. Żyjąc w tym gównie, albo to ty stajesz się zwierzyną, albo myśliwym. Musisz nauczyć się samemu walczyć i bronić, albo znaleźć kogoś, kto będzie cię ochraniał. Jak jesteś słaby, nie przeżyjesz. I zawsze znajdzie się ktoś silniejszy od ciebie, żeby poderżnąć Ci gardło. Gdybym miał przejmować się każdą istotą, która ma ochotę wypruć mi flaki, już dawno zszedłbym z tego świata dla własnego spokoju. Nie zapominajmy, że ty również tego chcesz, prawda? – zerknął na niego i roześmiał się cicho, choć w jego śmiechu nie było nic z kpiny, a raczej czystego zadowolenia. - A burdel…. Bo to opłacalne. Burdele były od zawsze. Nawet wymordowani mają ochotę na chwilę zapomnienia. Plus, jeżeli burdel jest zadbany, dziwki w nim nie mają wesz łonowych, to i klienci wracają. To lepszy sposób na zarobek niż żarcie zdechłych szczurów. Tutaj nic nie ma za darmo. – przechylił na boki kark, pozwalając na rozluźnienie mięśniom i wydanie charakterystycznego dźwięku, kiedy poszczególne kręgi strzelały. - Dla ciebie też znajdę robotę. I nie, nie będziesz dawał dupy, chociaż masz ładną buźkę i pewnie niejeden chciałby jej zasmakować. Znajdę dla ciebie coś innego. Jak nabierzesz sił i wydobrzejesz. – zmarszczył na moment brwi, zastanawiając się w czym byłby dobry. No właśnie… - Co potrafisz? – zapytał bez ogródek. W czymś musiał być dobry. Czymkolwiek.
Zerknął na niego podpierając głowę o dłoń, której łokieć spokojnie spoczywał na blacie stołu. Wyciągnął w jego stronę dłoń i przesunął kciukiem pod jego okiem, delikatnie, niczym muśnięcie powietrza. Po chwili zabrał rękę i ułożył obok łokcia.
- Nigdy nie spotkałem kogoś o takim… ubarwieniu. Opowiedz mi coś o sobie. Jak umarłeś, skąd jesteś, ile masz lat, jak znalazłeś się w Desperacji – zagadnął. W sumie to było zaskakujące, że chciał tak wiele wiedzieć o tym chłopaku. Do tej pory praktycznie miał wywalone na wszystkich i wszystko. Nie interesowało go skąd pochodzą, jak się nazywają, co robili wcześniej. Nawet swoich pracownic o to nie wypytywał. Miały głośno jęczeć i szeroko rozkładać nogi. I to wszystko. A w tym przypadku naprawdę odczuwał nieodpartą chęć wyciągnięcia z niego wszelakich informacji. Chciał wiedzieć.
W pewnym momencie dało się słyszeć szuranie po podłodze. Sheba leniwie spojrzał w tamtą stronę, doskonale wiedząc kto się zbliża. Zang. Stary wyjadacz Desperacji. Nikt nie wiedział ile ma lat, aczkolwiek jego stara twarz z głębokimi i licznymi zmarszczkami jasno mówił, że miał z sześćdziesiąt lat, kiedy umarł i narodził się na powrót. I choć posiadał moce i ciało wymordowanego, to jednak wciąż był staruszkiem, który jakimś cudem przeżył do tej pory. Nie miał silnego ciała, ale za to miał silny umysł. Sheba mimowolnie uśmiechnął się delikatnie widząc mężczyznę, który zmierzał w ich stronę.
- Zang. – przywitał go z uśmiechem, na co mężczyzna skinął głową.
- Szefie. Znalazłem to i powiedzieli, że należy do tego młodzieńca tutaj. – mężczyzna wskazał brodą, którą pokrywała siwa szczecina na Hiro, jednocześnie wyciągając w jego stronę wystraszonego kromstoka.
- No I masz, nie musismy szukać szczurka. A to oznacza, że będziemy mieć więcej czasu dla siebie. – dodał Sheba uśmiechając się złośliwie w stronę Hirokiego.
- Szefie. Jasper pytał czy idziesz dzisiaj z nimi.
- Idę. Za jakieś dwie godziny. Muszę zająć się najpierw Shiro. Możesz im przekazać. – starusze skinął głową i nie patrząc nawet na chłopaka, odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. Sheba przeciągnął się prezentując swoje boskie ciało i spojrzał na chłopaka wyczekująco. Aż mu odpowie. Powie cokolwiek. I zje. Bo nie zamierzał ruszać się z miejsca, póki mały nic nie zje. Choćby zaraz miał to wyrzygać.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Jadalnia

Pisanie by Shirōyate on 24.03.15 2:25
Pstryk.
Odchylił automatycznie głowę o dwa czy trzy centymetry i zerknął na niego zdezorientowany.
„Fajtłapa”.
No tak.
Nie dziwił się. W tej sytuacji nazwałby się jeszcze gorzej.
Zaraz jednak chwycił palcami lewej ręki za łyżkę, ale widząc, jak bardzo mu się trzęsie ręka, nie uniósł jej na zbyt wielką wysokość. Może to i lepiej, bo za moment i tak trafiłaby na podłogę, gdy wzdłuż kręgosłupa ostrym, zimnym deszczem przebiegł impuls. Oczywiście, cały czas słuchał Jinxa, ale nie spodziewał się tego. Ze stuknięciem upuścił sztuciec i przyłożył wierzch dłoni do ust, czując, jak na policzkach prószy się krwista czerwień.
Sądziłem, że tego nie lubisz.
W końcu wszyscy pałają do tego nienawiścią. Za sam fakt, że na bezczelnego wpychał się do cudzego umysłu, przegrzebywał go, często nieświadomie, a później jeszcze udawał, że wcale nie maczał w tym palców.
Z tym gościem jest coś nie tak.
Cóż za wspaniałomyślne stwierdzenie.
Za każdym razem, gdy wypowiadał je w głowie, nabierało większej pewności. Przetarł usta dłonią, zmywając z nich niewidzialny, bo nieistniejący przecież, ślad po dotyku dłoni Jinxa (chuj wie, gdzie trzymał te swoje łapy dwie minuty temu), a potem znów chciał się zebrać za owsiankę. Próba druga również skończyła się fiaskiem. Ledwo ujął łyżkę, a obok niego buchnął kosz z jabłkami, potem Sheba usiadł obok, jak dwutonowy okręt, uśmiechnął się i...
„Hm? A co, zazdrosny jesteś, Shiro-chan?”
Brew mu drgnęła.
„Obciągnęła mi. Każdy ma swoje potrzeby, Shiro.”
Głowa mimowolne opadła mu na bok. Z twarzy dosłownie zdarło się wszystko ─ nawet zniesmaczenie. Brakowało tylko tego, by z ust wysunęła się półprzeźroczysta dusza. Co za beznadziejne pokłady szczerości...
„Ty również, prawda?”
N... niekoniecznie.
Przemilczał to na tyle, na ile w ogóle był w stanie, choć nagle uleciały z niego wszystkie siły. Całe szczęście, że czarnowłosy zaczął opowiadać. Nadal nie trzymało się to kupy i tylko podkreśliło jego status psychopaty-zmyślacza. Nie mógł uwierzyć w kwestię wieku, bo... to nienaturalne, by ludzie żyli tak długo, racja? Jasne, tutaj działo się coś niedobrego. Prawdopodobnie coś, o czym władza Świata-3 nie chciała nikomu mówić, ale Hiroki chyba nawet nie chciał o tym wiedzieć. Zdecydowanie bardziej wolałby wrócić do domu... gdyby tylko miał pewność, że zastanie tam matkę. Samą.
„Nie zapomnijmy, że ty również tego chcesz, prawda?”
Trzęsąca się łyżka zawisła pół centymetra nad owsianką, a Shirōyate przeciął Shebę ostrym spojrzeniem. Nie odezwał się tylko dlatego, że nie chciał mu przerywać. Tylko.
Buch.
Puścił znów sztuciec i przeklął w myślach, patrząc na trzęsącą się dłoń. Nawet jeśli ta nie była złamana i tak nie było z niej żadnego użytku. Ciało nadal pamiętało ciepło Jinxa, gdy zamknął go w swoich objęciach, chwilę po tym jak z tą dziewczyną...
Chwila moment zaraz.
Niejeden”?



. . . Postać: Hiroki.
. . . Czas: kiedyś.
. . . Miejsce: gdzieś.
. . . Stosowna emotka: -.-
Nie jestem gejem ─ warknął pod nosem, na tyle cicho, że umysł Sheby ledwo został tknięty tym stwierdzeniem. To się w głowie nie mieściło, jak na każdym kroku, nawet nieświadomie, przyrównywano go do obrzydliwej roli bycia na dole, tuż pod spasłym, spoconym cielskiem jakiegoś degenerata. Wystarczyło mu tyle, że Jinx co rusz go dotykał, jakby w ogóle miał do tego prawo. Najzabawniejsze, że jakiś nachalny, upierdliwy, kurewsko nieprzychylny Hirokiemu głosik w głowie trajkotał mu cały czas o tym, że... jednak owe prawo posiada, a jakiekolwiek wyrazy sprzeciwu powinny być od razu stosownie „nagradzane”. Skoro Anemia mogła traktować go jak własność, dlaczego ktoś inny by nie mógł? Znalezione ─ niekradzione.
„Co potrafisz?”
Oho.
Nic.
Niewiele. W M3 trochę inaczej patrzy się na umiejętności. Choć gdybym bardziej znał te tereny, mógłbym robić za twojego gońca, ale... Nie patrzył mu w oczy. Nawet jemu zrobiło się głupio w tym momencie. Ścisnął palcami swoją dłoń, oceniając fakturę podłogi, jaka wystawała między jego nogami. Widać było, że zbiera siły, żeby powiedzieć coś więcej. Chciałbym tu zostać tak długo, jak to możliwe, ale nie chcę ci sprawiać kłopotów. Nie mógłbym bronić pracujących tu ludzi, ani ciebie, bo... sam widzisz. Kącik ust drgnął, ale prędko powrócił na swoje dawne miejsce. Jeszcze sekunda, a być może gorzko by się uśmiechnął. Potykam się o własne nogi, wylewam na siebie wodę, a potem jeszcze łamie palce sam sobie. Ale... Mętlik w głowie. Hiroki zmarszczył brwi, czując, jak napinają się wszystkie mięśnie ─ szczególnie pleców. Rzadko prosił kogoś o cokolwiek, a już w ogóle nigdy się nie oferował na żadnej płaszczyźnie. Nauczę się wszystkiego, czego będziesz chciał, żebyś był zadowolony. Tylko proszę nie sprzedawaj mnie ani mężczyznom, ani kobietom.
Bo tego już bym nie wytrzymał.
Umilkł na dłuższą chwilę, tępo wpatrując się w ten sam punkt. Nawet nie zauważył, gdy ręka Sheby przekroczyła stosowną barierę. Znowu. Twarz mu stężała, a na policzku drgnął jakiś mięsień, sugerując zaciskające się ze zdenerwowania zęby. Ręka go świerzbiła. Nieważne która. W tym momencie mógłby uderzyć go choćby i tą ranną, żeby złamać pozostałe palce. Już chyba tylko zdrowy rozsądek trzymał go w ryzach spokoju. W dodatku te jego pytania...
Ubarwieniu, co?
Wzruszył barkami.
Podświadomie nie chciał mu tego mówić i głównie przypominał mu o tym organizm. W gardle automatycznie zaschło i gdyby miał faktycznie używać głosu, pewnie nawet nie byłby w stanie. Ścisnął materiał spodni, próbując na siłę przekonać samego siebie, że to co robi, nie wyjdzie na jego niekorzyść.
To... nie wiem skąd to jest. Wiem, że wygląda dziwnie. I trochę okropnie. Podniósł lewą rękę, puszczając tkaninę i opuszkami musnął ciemniejszą plamę pod okiem. To chyba jakaś tutejsza choroba. Mam nadzieję, że nie jest zaraźliwa, bo pewnie by mi się dostało, jakbyś ją podłapał. Jak na zawołanie odsunął dłoń od twarzy i zerknął na nią krytycznie. Rozcapierzone palce były praktycznie czarne, a to nie było niczym normalnym. W sumie nie boli. Może ty znasz na to lekarstwo, senpai? Zerknął na niego niepewnie, lustrując twarz mężczyzny uważnym, bystrym spojrzeniem osoby, która mimo inteligencji, nie posiada stosownej wiedzy i tylko dlatego wypada jak ostatni kretyn. Jak zapytałem o to jednego mężczyznę to mnie wyśmiał, postukał się tutaj Hiroki pokiwał palcem w powietrzu tuż przy swojej skroni a potem warknął, że mogę zdechnąć, a i tak się nie uwolnię od tego cholerstwa. Desperacja to dość nieprzyjemne miejsce, huh?
Ostatnie słowa wypowiedziałby ironicznie... gdyby tylko ton jego głosu posłuchał go na tyle,  by ozdobić się inną barwą, niż zazwyczaj.
Nie pamiętam jak się tu znalazłem. Nie do końca. To chyba była noc, potem nagle urwał mi się film i następnego dnia obudziłem się pod murami. Gdyby nie jedna kobieta, pewnie byłoby ze mną gorzej, ale... ─ ściął się, zaciskając mocniej usta. Faktycznie wiele Anemii zawdzięczał i gdyby nie ona, prawdopodobnie skończyłby jako czyjaś wyżerka. Jednocześnie nie potrafił zapałać do niej szczególną sympatią, dlatego nie dokończył zdania ani teraz, ani później.
Zresztą i tak nie było na to czasu.
Szuranie po ziemi nie umknęło uwadze młodego wymordowanego, choć on sam przez pulsowanie w skroniach, wyczuł nową osobę z lekkim opóźnieniem. „Zang”. Hiroki obejrzał się przez ramię, by zaraz przełożyć nogi przez ławę i pochylić lekko głowę do przodu, w geście przywitania... które i tak zostało zignorowane, jak cała jego osoba.
Raph ─ rzucił nagle, jak na złość poruszając wargami. Kromstak podleciał do niego natychmiast, zaczepiając się małymi pazurkami o nogawkę spodni. Już wyciągnął do niej rękę, chcąc pomóc jej się na siebie wdrapać, ale w tym samym momencie drgnął lekko i łypnął wilkiem na Jinxa. Więcej czasu tylko dla siebie, co..?
Podniósł jedną ręką Raphael i usadził ją na kolanach.
Ohydne.
Nadal przytrzymując lekko zwierzątko ponownie przełożył nogi przez ławę i wbił wzrok w stygnącą owsiankę. Naprawdę chciałby ją zjeść, mimo burzy w żołądku, ale...
Jestem praworęczny. Spojrzał na czarnowłosego wręcz bezczelnie, przebiegając językiem po dolnej wardze. Bez dwóch zdań właśnie rzucił mu wyzwanie. Przez chwilę jakby się jeszcze wahał, ale ostatecznie uchylił usta na niewielką szerokość, pokazując tym samym, że sam za jedzenie z pewnością się nie zabierze.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Jadalnia

Pisanie by Jinx on 24.03.15 22:32
Brwi mężczyzny z automatu uniosły się ku górze, kiedy ujrzał dwa szkarłatne ślady widniejące na bladych policzkach chłopaka. No proszę. Mały potrafił się rumienieć nie tylko z zażenowania, ale też z powodu innych, z pozoru błahych słów i rzeczy. Doprawdy, uroczy. Niczym mały szczeniak, którym aż chce się opiekować. Mimowolnie kąciki jego ust uniosły się lekko ku górze, szybko jednak opadły na swoje miejsce, nim Shiro mógł zauważyć jakąkolwiek zmianę w mimice mężczyzny. Jasnowłosy wciąż pozostawał dla Jinxa jedną, wielką zagadką. Momentami miał ochotę rozerwać go na kawałki, by móc zajrzeć do środka, do jego głowy, by dowiedzieć się co w niej siedzi. Czuł, że młody wielu rzeczy mu nie mówi, ale z drugiej strony, czyż tak nie było ciekawiej? Każdy łowca szybko nudzi się swoją ofiarą, kiedy ta sama podkłada mu się na talerzu. Żadnej atrakcji, żadnej zabawy, żadnego wysiłku. Nuda.
Odkryję cię całego, młody. przemknęło przez głowę ciemnowłosego, a w oczach błysnęło coś niebezpiecznego.
- Lubię. – łaskawie wreszcie się odezwał. - To czyni z ciebie osobę unikatową. I ciekawą. – mruknął pod nosem, nawet na moment nie odrywając swojego przeszywającego spojrzenia od chłopaka.
Odkroił kolejny kawałek jabłka i zamyślił się na moment, w końcu odlepiając spojrzenie od chłopaka i spoglądając gdzieś w dale.
”Nie jestem gejem.”
Parsknął pod nosem.
Ja też nie.
- Myślisz, że osobę nad tobą będzie to interesowało? Nie. Klienta nie interesuje czy jego dziwka jest gejem, lesbijką czy chuj wiadomo czym. Ważne, żeby zaspokoił swoje potrzeby. Nic więcej. Gwałciciel przed zerżnięciem też nie pyta ofiary o jej orientacje. To nie ma nic do rzeczy, Shiro. – odparł nieco znudzonym głosem. Podniósł jedną rękę do twarzy i przetarł śpiące oczy. Miał ochotę wrócić do siebie, legnąć się na łóżku i iść spać. To byłby naprawdę dobry plan, gdyby nie to, że miał już na dzisiaj zaplanowane sprawy. Adrenalina po wydarzeniu na korytarzu znacząco opadła i Sheba powoli zaczynał odczuwać skutki jej braku. W pewnym momencie szeroko ziewnął, nawet nie kwapiąc się, by zakryć rozdziawione usta, na końcu ścierając łzy z kącików oczu.
- Musisz się jeszcze wiele nauczyć o życiu tutaj. – rzucił na koniec, opierając głowę o dłoń i spoglądając na starania chłopaka, kiedy próbował zabrać się za jedzenie.
W milczeniu słuchał jego słów, mrużąc przy tym nieznacznie oczy. Kiedy wreszcie zamilkł, Sheba uśmiechnął się szeroko, w pewien sposób zaskoczony i rozczulony jego słowami.
A na szczery uśmiech mężczyzny naprawdę rzadko można było liczyć.
Dłoń ciężko spoczęła na głowie chłopaka i czule go poczochrała. Może nieco za mocno, bo gdy zabrał rękę, włosy dzieciaka sterczały w każdą możliwą stronę świata.
- Bez obaw. Nie zamierzam cię nikomu sprzedać. Teraz należysz do mnie, przynajmniej w tym momencie. A ja nie lubię jak ktoś kładzie swoje brudne łapska na czymś, co jest moje. Goniec, co? Brzmi sensownie. Nie musisz być silny, żeby przydać mi się do czegoś. Przykładowo w takim wojsku nie ma samych mięśniaków gotowych zedrze koszulę i bronić swoją klatą na sterydach swych rodaków. Walczyć można na różne sposoby. Siłą, sprytem albo inteligencją. Jeżeli będziesz czuł się na siłach biegać po Desperacji jako mój goniec, mogę to rozpatrzyć. Chyba, że znajdę dla ciebie coś innego i bardziej odpowiedniego. Póki co nie zaprzątaj sobie tym głowy. Coś wymyślę. I możesz zostać tutaj tak długo, jak zechcesz. Wciąż pamiętaj o naszym układzie odnośnie twojej wolności postukał palcem o ostrze noża, który aktualnie trzymał w swojej dłoni, sugestywnie przypominając mu w jaki sposób może sobie ‘wykupić’ wolność.
Shiro w tej całej swojej niewiedzy wyglądał tak bezbronnie, że z jednej strony miało się ochotę rzucić go na pożarcie Desperacji, by obserwować z ukrycia czy sobie poradzi i nauczy się życia, ale z drugiej strony aż prosił się o to, by ktoś rozsiewał nad nim pieczę. Taki mały, bezbronny, osamotniony…  Sheba nawet nie wiedział, kiedy jego palce oplotły drobną dłoń chłopaka i przysunął ją bliżej siebie, spoglądając na ciemne palce. Przez chwilę przyglądał się im, aż wreszcie przesunął lekko paznokciami drugiej dłoni po wyraźnie osmolonych miejscach.
- To nie żadna choroba. – wydał wreszcie wyrok spokojnym, melancholijnym tonem. - To zapewne twoja mutacja. Niestety, ale musisz do tego przywyknąć, bo zostanie to z tobą na zawsze. – uniósł wzrok na chłopaka, a jego kąciki ust drgnęły nieznacznie. - Chociaż dla mnie nie wygląda to okropnie. – mruknął przysuwając jego dłoń do swoich ust i musnął nimi delikatnie opuszki palców chłopaka, jakby w ten sposób chciał mu udowodnić, że nie brzydzi się jego „naznaczenia” i nie boi ewentualnego „zarażenia”.
Jednakże bardzo szybko wypuścił jego rękę i jak gdyby nigdy nic wrócił do konsumowania swojego jabłka, mając nadzieję, że i Shiro zacznie w końcu jeść swoją owsiankę, która zapewne już była zimna. Ale nic na to nie wskazywało. Kątem oka obserwował marne poczynania chłopaka, kiedy próbował wsunąć sobie łyżkę z jedzeniem do ust. Westchnął bezdźwięcznie, pełen zrezygnowania. I choć nic nie powiedział na głos, to jego stosunek do tego był wręcz namacalny.
”Jestem praworęczny.”
No i?
Brwi mężczyzny uniosły się wyżej pytającym geście. Chwilę mu zajęło, nim w końcu dotarło do niego, czego oczekiwał od niego chłopak w tym momencie.
No bez jaj.
Z pewnym ociąganiem sięgnął po łyżkę i przysunął sobie bliżej miskę z owsianką.
- Też byłem. – odparł nabierając jedzenia I spojrzał uważnie na chłopaka, by szybko i zręcznie wsadzić łyżkę. Wprost w jego policzek. Biała maź rozlała się po nim, zahaczając o szyję i kapiąc na ubranie.
- No kurwa no. – warknął mężczyzna I spojrzał rozczarowany na spływającą po jasnowłosym owsiankę. - Ale nie musiałeś uciekać. – mruknął pod nosem oczywiście zwalając winę za swoje niepowodzenie na Hiro. Jednakże pomimo zarzutu, jego głos ciągle pozostawał łagodny. Obejrzał się w bok i momentalnie rozpromienił.
- Jas! Chodź no tu! – krzyknął przez całą salę, przywołując do siebie blondyna, który akurat konsumował jakiś stary bochenek chleba.
Blondyn zerknął w ich stronę i mamrocząc coś pod nosem, w końcu wstał od stołu i ruszył, podjadając końcówkę chleba.
- Szefie? – zapytał, gdy wreszcie znalazł się na tyle blisko, by mogli go dosłyszeć.
- Nakarm go. – powiedział wymordowany wskazując na chłopaka, wyrażając przy tym swoją miną niewzruszenie i kamienny wyraz twarzy, chociaż jego nabuzowanie było wręcz odczuwalne. Jasper zerknął pospiesznie po twarzy Hirokiego a potem spojrzał na Shebę. Jego twarz wyraźnie pociemniała a uszy zrobiły się aż czerwone.
– Ale szefie….
- Bez dyskusji! – Sheba wyciągnął w jego stronę narzędzie pracy I odsunął się nieco do tyłu na ławie, robiąc przy tym miejsce dla drugiego mężczyzny. Też zaciskając mocno szczęki w końcu usiadł na przeciwko Shiro i nabrał owsianki, by wpakować wprost w usta. Jego mina mówiła jedno: Żryj to.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Jadalnia

Pisanie by Shirōyate on 24.03.15 22:47
„Lubię.”
Łżesz, psie.
Nie powiedział tego na głos (CHWAŁA CI, NIEBIOSA. I TOBIE, BRODATY GOŚCIU, BĘDĄCY OKIEM W TRÓJKĄCIE. CHWAŁA!), ale myśli same wpłynęły mu do głowy. Może to i lepiej, bo kto wie, jak brzmiałyby dalsze słowa Sheby, gdyby dowiedział się, jak nisko figuruje u Hirokiego. Chłopiec spojrzał na niego niechętnie, rażony piorunem. Jasne, domyślał się, że rasowy oblech nie zastanawiałby się nad tym, czy jest gejem, czy jednak woli dziewczynki w swoim wieku, ale to nadal nie zmieniało faktu, że prosił Jinxa, a nie oblecha. No dobra. To mógł być synonim, ale młody, durny umysł cały czas karmił się przekonaniem, że „on nie jest taki zły...”. Może odrobinę nerwowy, ale to wszystko. Miał przecież sporo okazji, żeby upokorzyć znajdę i oddać jakiemuś klientowi, a zamiast tego taszczył go przez hol, chroniąc przed pogardliwymi spojrzeniami.
Ale te ciała w sali tortur...
W porządku ─ bąknął niezbyt przekonany, czy tak właśnie będzie. Prędko się zresztą przekonał, że niekoniecznie. Rachu-ciachu i jego dłoń pochwycona została przez wymordowanego. Mięśnie zesztywniały automatycznie.
Z kamienną twarzą patrzył na niego i gdyby spojrzenie mogło mrozić, pewnie nawet Sheba poczułby lód pochłaniający go od środka. Zaskakujące, jak można być tak zimnym na zewnątrz, w środku się niemal gotując. Naprawdę tracił nadzieję, że Jinx pojmie pojęcie „nie dotykaj”, skoro po tylu razach jeszcze do niego nie dotarło (nie, żeby to był jakiś szczególnie wykwintny przekaz). I nawet jeśli Hiroki pozostał wizualnie niewzruszony, w głębi cały się najeżył, gotowy na przyjęcie ataku. Bo tylko tym były dla niego słowa mężczyzny... a potem „to”. Nie rozumiał. Chyba nawet nie chciał. Czerwień zaczęła się w końcówkach uszu, a potem dosłownie chlusnęła mu na twarz. Jak rtęć w termometrze, tak jego kolorystyka wzbogaciła się o nową barwę, podskakując w górę, zdecydowanie zbyt szybko. Brakował tylko dymku unoszącego się nad rozwichrzoną fryzurą a'la „spotkałem huragan i pokłóciłem się z nim. Ojej”. Nawet jeśli nie wyrażał zażenowania (prędzej znudzenie), ciało nadal reagowało samo. Wyszarpał dłoń, akurat, gdy Sheba postanowił go puścić i odwrócił się, przyciskając ją mocno do piersi.
To było niepotrzebne.
A przede wszystkim niechciane, co?
Zresztą, nie to było najgorsze, choć do ostatniej chwili Hiroki tak myślał. Jinx lubił go jednak dobijać. Dosłownie wżynać się nożem w serce, a potem bezczelnie przekręcać na wszystkie strony, ze spokojem patrząc, jak wyrzyguje kolejne hektolitry krwi. Nie dość, że Shirōyate musiał się wytrzeć, bo Sheba średnio nadawał się na niańkę, to jeszcze...
„Nakarm go”.
To już samo w sobie brzmiało jak wyrok.
Nie ma opcji.
Otworzył usta, chcąc zaprotestować, ale:
a) właśnie wepchnięto mu pierwszą łyżkę owsianki;
b) Jasper prędzej stanąłby na rękach i zaczął żonglować nogami, niż mu na to pozwolił;
c) nie zdążył.
Żeby pomóc publiczności, uprzejmie podpowiem, że trzy z trzech dostępnych odpowiedzi są poprawne.
Shirōyate zmarszczył lekko nos, ale „grzecznie” zjadł, co mu dano. Żołądek od razu zaczął się szarpać, jakby sam walczył o ten niewielki fragment przygotowanego, letniego już dania. Pomyśl tylko ─ przemknęło mu przez głowę. Niby co Jasper może ci zrobić, będąc tak blisko Jinxa?
„Wiesz, że on się tylko tobą bawi, prawda?”
Chciał zerknąć na Shebę (bawisz się..?), ale Jasper przysłonił mu praktycznie cały świat, wpychając łyżkę niemalże do gardła. Zakasłał krótko, przerywając ich związek „karmiący-karmiony”, choć Jasper niespecjalnie się tym przejął, próbując dołożyć jeszcze trochę półpłynnej owsianki, która prędko wylądowała na bluzie i spodniach małolata.
Jasnowłosy odchrząkając, zerknął na niego niepewnie.
Nie.
Wróć.
Spojrzał Jasperowi prosto w oczy.
Widział w nich groźbę. „Piśniesz słówko, a upierdolę łeb tuż nad kostkami”. Najwidoczniej Hiroki nie wiedział, że rzucił mu tym samym wyzwanie, a poszczuta bestia zaczęła wprowadzać swój śmiercionośny plan w życie. Hiroki ledwo dostrzegalnie przytaknął i rozchylił usta, czując zaraz na języku maziowatą substancję. Ledwo zdążył ją przełknąć, a kolejna porcja trafiła mu do buzi. Zaraz jeszcze jedna, następna, piąta, ósma... Zamrugał zaskoczony, ledwo przełykając, ale gdy wreszcie znów pociekło mu po brodzie, odepchnął Jaspera i dosłownie wyskoczył z ławy. Rozległ się podwójny trzask, gdy jego dłoń uderzyła w naczynie z resztą owsianki, wytrącając ją Jasperowi z chwytu. To, co było jednak gorsze, to to, że jednocześnie uderzył go w twarz. Z rozmachu. Zdecydowanie zamierzenie. Z drżącą ręką ścierającą podbródek, obrzucił Shebę spojrzeniem, jakiego ten jeszcze z pewnością nie widział. Ta cienka nić wyrzutu, jaka wplotła się w stalowe tęczówki dzieciaka, prędko została jednak zerwana. Szarpnął się i wybiegł, a krok za nim, podskakując lekko, wystrzeliła Raphael.

// @Hiroki: zt

TEN... AV... *^*
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Jadalnia

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics