Strona 4 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Go down


Bywają rzeczy, których po prostu lepiej nie wypowiadać. Przynajmniej na głos. Choć i z nimi bywa ciężko, jeśli druga osoba jest w stanie wyczytać wiele z mimiki i języka ciała. W tym przypadku ani jedno, ani drugie nie miało znaczenia. Hiroki przekroczył grubo zarysowana linię, być może nieświadomie, ale lód pod jego drobnymi stopami zaczął pękać i kruszyć się w zastraszającym tempie w chwili, kiedy jego głos musnął umysł Jinxa. Źrenice momentalnie zwęziły się w pionowe kreski, a kąciki ust uniosły się wyżej, uchylając dzikie, zwierzęce kły. Ale pomimo uśmiechu, w jego wyraźnie było coś fałszywego, coś, co kuło chłodem, owiewając drobną sylwetkę stojącego chłopca.
A potem nastąpiło jedno, przeciągłe parsknięcie, które pociągnęło za sobą nieprzyjemny, gardłowy śmiech pozbawiony jakiejkolwiek wesołości. Stłumiony krzyk Lidki przeciął powietrze w momencie, kiedy plecy Hirokiego z bolesną siłą huknęły o ścianę, kiedy długie palce mężczyzny zacisnęły się dookoła drobniutkiego nadgarstka chłopca, przyciskając go tuż obok jasnej czupryny i kiedy ostrze noża błysnęło, by ostatecznie spocząć tuż pod miękkim gardłem. Wystarczył jeden ruch. Jeden, płynny ruch i wszystko byłoby skończone. Nacisnął mocniej na szyję i choć nie na tyle, żeby go zabić,  to jednak na bladej skórze pojawiły się pierwsze czerwone krople. Wymordowany nachylił się na tyle, że jego ciepły oddech omiótł policzek niższego chłopca, a potem musnął ustami płatek jego ucha, podrażniając go wraz z każdym wypowiadanym słowem.
- Czyżbym wyczuwał w twoim tonie złość? Rozkaz? Warunek? Zapominasz o swoim miejscu, szczeniaku. To ja tu stawiam warunki. To ja decyduję o twoim życiu, śmierci, egzystencji. – syknął, kątem oka dostrzegając, jak pierwsza stróżka krwi barwi jego skórę. Dopiero wtedy poluzował nacisk i odsunął nieco ostrze, choć wciąż pozostawało niebezpieczeństwo, że w akcie głupie zachcianki, chwili, poderżnie mu gardło i będzie stał nad nim, wpatrując się w niego jak dusi się swoja własną krwią.
- Dom? Jaki niby dom, co? Nie masz domu. Nie w Desperacji. Zapomniałeś? Choroba już całkiem wyżarła ci umysł? – zmrużył ślepia, przytulając swój policzek do jego skroni, niczym kociak szukający ciepła u drugiej istoty. Tylko, że Sheba nie był kociakiem. I nie szukał żadnego ciepła.
Mówiłeś, że może odejść kiedy będzie chciał.
Skłamałem.
- Jinx… – Lidka położyła delikatnie dłoń na jego ramieniu, ale wymordowany nie ruszył się nawet na milimetr. – On się boi.
Strach. Tego mu tak bardzo ostatnio brakowało? Nie, to nie to.
No, Jinx. O co jesteś na niego zły?
- Nie jestem zły. Ale mam swoje powody, których twój kurzy móżdżek nie będzie w stanie pojąć. Ale dobrze. Odejdziesz. Tylko widzisz, mamy mały problem. – przesunął głowę niżej. - Bardzo, ale to bardzo nie lubię dłużników. W tym biznesie bywa tak, że niektórzy starają się uciec i zapaść pod ziemie. Dlatego też, kiedy nie mam pewności, że taki osobnik spłaci swój dług, sam go z niego ściągam. Albo zabijam. Na jedno wychodzi. Skoro tak bardzo chcesz spłacić swój dług już teraz, zrobisz to. Zastanówmy się ile ci to zajmie. – wysunął koniuszek języka i powoli, niespiesznie, zaczął sunąć nim po szyi chłopca, zgarniając stróżkę krwi, aż dotarł do miękkiej części jego ucha. Dopiero tutaj odsunął się od niego, zabierając dłoń z nożem i puszczając jego, z pewnością już obolały, nadgarstek.
- Za to, ile w ciebie zainwestowałem, to będzie…. Hm, z rok. Rok pracy tutaj, w burdelu. Zaczniesz od dzisiaj. Skoro tak bardzo chcesz mnie spłacić. – w złotym spojrzeniu błysnęło coś chłodnego, coś, co nie zwiastowało nic dobrego. Wyciągał rękę w jego stronę, ale w tym samym momencie pojawiła się inna, znajoma sylwetka. Widząc ją twarz Jinxa momentalnie złagodniała, a nawet rozjaśniła się. Hemofilia. Ile to minęło od ich ostatniego spotkania? Wspólnego polowania? Mordobicia?
- Już myślałem, że prędzej dostanę zmarszczek, niż znowu cię tutaj zobaczę. – mruknął jak rozleniwiony kociak. - Hiroki. – złapał za ramie chłopca po czym pchnął go w stronę kobiety. - Oto twoja pierwsza klienta. Do dzieła. Spłacaj swój dług, skoro tak bardzo chcesz już odejść.  Lidka. Przynieś wina. Już. – druga kobieta wpatrywała się w ciszy najpierw  Hirokiego, a potem w Hemofilię, po czym westchnęła cicho i skinęła głową. Nim wyszła posłała jeszcze przepraszające spojrzenie w stronę chłopca i wyszła, zamykając za sobą drzwi.


// wybaczcie za tak beznadziejny post. Kolejny będzie lepszy. Chyba.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


To było pewne, że nie zareagował. Zresztą, podskórnie wiedział, że czegokolwiek by nie nawydziwiał, nie udałoby mu się zwiać. Sheba był szybszy, silniejszy i bardziej pewny, znał pokój, każde jego zagięcie, każdy wystający fragment podłogi, o który w zdenerwowaniu na pewno zahaczyłby się Hiroki. Dlatego bez względu na to, jak prędka była ta akcja, pozostało mu tylko wydanie z siebie niemego jęku bólu przy konfrontacji plecy-ściana. Huknął łopatkami o twarde cegły i poruszył ustami, wymawiając bezgłośnie „aua”. Nawet nie drgnął, kiedy ostrze dotknęło jego gardła, ani później, gdy pierwsza ciepła kropla popłynęła w dół. Choć wewnątrz żołądka coś zaczęło go ssać, aż poczuł, jak brzuch wbija się mocniej do środka, w spojrzeniu nie błysnął żaden odcień strachu. Zmusił się, ale już po chwili obrócił głowę, dotykając ustami żuchwy wymordowanego, kładąc na jego skórze głębokie, powolne, wystudiowane oddechy. Zagrożenie było zbyt blisko i alarm rozwrzeszczał się w jego podświadomości, tyle tylko, że ciało pozostało posłuszne umysłowi. Przynajmniej teraz. Wreszcie. Wstrzymał oddech i wstrzymałby resztę funkcji życiowych, gdyby to było wykonalne, bo nie chciał go bardziej denerwować, choć faktycznie nie rozumiał, skąd u niego tyle złości.
Jeszcze niedawno niósł go do swojego pokoju i był gotów wbić pięść w każdego, kto śmiałby go dotknąć palcem. W dodatku obiecał...
Hiroki zmarszczył lekko nos, prawie niezauważalnie. Właśnie. Obiecał, że nie tego będzie tyczyła się praca, a teraz udowadniał, że w miejscu, gdzie ludzie mieli zwykle serce w postaci kawałka mięcha, Sheba miał kasę fiskalną. Dopiero to zmusiło go, by oprzeć dłoń o jego pierś i lekko na nią naprzeć, sprawdzając ten niepewny grunt. Nic nie drgnęło. Oczywiście, mógłby się o niego zaprzeć i nogami, a prędzej ruszyłby ścianę, niż Jinxa, ale chwilę przed śmiercią będzie mieć czyste sumienie ─ żeby nie było, że nie próbowałem.
Wzdrygnął się nagle. Nieważne, jak łatwo przychodziło mu przybranie pewnej siebie postawy, dotyk wymordowanego wywoływał w nim obrzydzenie. Dłoń mimowolnie zacisnęła się na jego bluzie, marszcząc materiał między palcami. Użył większej dawki siły. Znów na marne.
Jesteś paskudny. To nawet nie brzmiało jak obelga. To był komunikat równie pretensjonalny, co ton, którym wygłasza się  w telewizji informacje o tornadach i zimnych frontach atmosferycznych. Gdyby ktoś inny usłyszał to samo, pewnie nie uwierzyłby, że Hiroki rzeczywiście tak myśli. A myślał. Wszystko podchodziło mu do gardła, oczy mimowolnie zaczęły się skrzyć, nawet jeżeli wmawiał sobie uparcie ─ i kilka tych wmówień na pewno dotarło do Jinxa, gdy moc znów postanowiła sobie zażartować ─ żeby trzymać gardę i nie poddać się presji sytuacji.
Znosił to wtedy.
Zniesie to teraz.
Ale wtedy całość była jednak mniej brutalna. Nie widzieli się miesiąc. Ponad. Grubo ponad. Co się w tym czasie stało, że teraz tak szczerze go nienawidził? Na jego licu zadygotałby rozbawiony uśmieszek, gdyby usta już dawno nie skamieniały, zamieniając się w ciężki ołów.
Zabije mnie?
Nadal czuł na skórze mokry ślad po... Nawet nie chciał myśleć po czym, to nadal wywoływało w nim najsilniejsze uczucia. Może w innym wcieleniu, z zarezerwowanym innym charakterem, byłby bardziej przekonujący w swojej niechęci, bo gryzłby, szarpał, wyrywał się i wrzeszczał, a nie stał jak go postawiono, gotowy robić za gwóźdź przybijany do podłogi komodą, gdyby Sheba sobie tego zażyczył.
Może było to głupie, ale umysł podsuwał mu na srebrnej tacy warianty, które go szczerze przerażały, do których nawet nie chciał się przyznawać, bo samemu sobie strzeliłby tym w kolano. I nim pierwsza z opcji wyrysowałaby się na tyle konkretnie, żeby nie mógł o niej zapomnieć nocami, odwrócił gwałtownie głowę na bok, uciekając od jego bliskości, oddechu, zapachu, paskudnego, miarowego, spokojnego bicia serca, a potem szybko wciągnął powietrze, kiedy Jinx wykonał nagły ruch, wypuszczając go z klatki.
Z sapnięciem oparł wtedy dłoń o zgnieciony nadgarstek i niemal był już pewien, że zostaną na nim brudne plamy siniaków. Przez chwilę z niedowierzaniem przyglądał się swojej ręce, jakby wcale nie należała do niego. W rzeczywistości przyswajał sobie słowa Sheby.
Był trzepnięty.
To jakiś psychiczny sadysta.
Białe włosy rzucały cień na jego oczy, które otwarły się tylko odrobinę, ale jak na jego standardy ─ i tak za dużo. O czym on w ogóle chrzanił? Co to w ogóle miało znaczyć?
Do diabła z nim...
Nie, Hiro. Nie posyłaj go do ojca.
Zamknął mocno powieki.
Sekunda, w której stracił stabilne podłoże.
Szarpnięciem popchnięto go naprzód, a on wyprostował się gwałtownie, gdy tylko nabrał równowagi. Uniósł głowę i wlepił beznamiętne spojrzenie prosto w twarz Hemofilii. Brwi nawet na moment się zmarszczyły, ale nie zareagował jakoś szczególnie. Odwrócił się do niej tyłem ─ głupi był, skoro tak lekceważył zagrożenie ─ i spojrzał wtedy na Shebę. Z jednej strony nie do końca docierało do niego, co właśnie zaszło w tym miejscu. Z drugiej przecież wiedział, że Jinx był nieobliczalny i prędzej własnymi rękoma wpakowałby go w paszczę lwa, niż pozwolił na oddanie pięciu jenów w przyszłym tygodniu.
Nie będę przystawał na twoje warunki.
Och, czyżby?
Tak, czyżby.
Zwilżył naprędce usta, nawet jeśli nie zaschło mu w gardle. Następny durny nawyk wyrobiony tylko po to, by stworzyć odpowiednie pozory.
Są beznadziejne. Lidka nie miała racji. Wcale się ciebie nie boję. A jednak stał wyprostowany, jakby połknął kija. Podporządkowujesz sobie innych siłą. Jesteś idiotą, nie władcą. Mam się słuchać idioty? Splunął w bok, nawet nieświadom, jak charakterystycznie musiało to wyglądać w jego wykonaniu.  Sam sobie ją rżnij. Nie gustuję w kurwach.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Obserwowała to wszystko. Nie wiedziała, czy Jinx był świadom jej obecności, ale nawet jeśli, nie zamierzała stąd uciekać, ponieważ jest trochę agresywny. Nie raz, nie dwa miała okazję widzieć go w takim stanie, a nawet i w gorszym. Dać mu w twarz, kiedy przesadzał, uspokoić go, gdy nadchodziła ta odpowiednia pora. Nie było to łatwe, ale nie a wykonalne. W końcu Hemofilia nigdy nie widziała rzeczy niemożliwych. To tylko wyobraźnia ograniczała pole widzenia na świat. Zależnie od tego, co Twój ptasi móżdżek Ci ubzdura, od zawsze na zawsze będziesz hardo w to wierzyć. Z małą szansą na to, że to kiedyś minie. To była rzeczywistość.
Bacznie przyglądała się zachowaniu Sheby. Nie wiedzieć dlaczego, ale kiedy był w takim stanie, można śmiało powiedzieć, że robiło jej się... Odchrząknęła. Tak po prostu wyglądał cholernie przystojnie. Nie dało się tego ukryć. Przygryzła dolną wargę, uśmiechając się do siebie. Była zadowolona. Lubiła patrzeć na podobne sytuacje, jakby coś takiego było jej cholernym fetyszem. Może było? Kto wie. Nigdy bezpośrednio komuś o tym nie mówiła. Ale dość często dało się wyłapać to w jej zachowaniu. Cierpienie innych, słodkie jęki rozpaczy - to ją nakręcało. Torturowanie było jej drugim imieniem. Mało osób o tym wiedziało, ale jeśli ktoś już wiedział, nigdy więcej nie chciał podpaść Amelii. U niej wyrozumiałość nie istniała. Nie znała litości, nawet dla tych najbliższych. Pierdolona sadystka.
Bawiła ją reakcja chłopaka, jego słowa. Był szczeniakiem, a udawał, że się nie bał. W każdej sekundzie może stracić życie, jednak on wytrwale pyskował. Może w ten sposób się bronił? Tego nie wiedziała. Jednak ona na jego miejscu siedziałaby cicho. Chociaż gdyby przyszło co do czego, sama szczekałaby jak porąbana. Niemniej, ona umiała się bić i obronić. Wątpiła, że chłopak posiadał takie umiejętności. A może ona po prostu go nie doceniała? Oj na pewno. Kolejny szczeniak, którego trzeba uporządkować do pionu - taki malował się jej obraz na aktualny moment. Niewyszczekana morda, która musi poczuć trochę wolności. Czekaj, zaraz. Przecież on nie mówił normalnie. Nawet nie dało radę uciąć mu języka, by zamilknął na wieki.
Prychnęła. Doprawdy dopiero teraz ją zauważył? Nie żeby przez to była już zniesmaczona na samym wstępie. Z jej gardła wydał się cichy, prawie niesłyszalny pomruk niezadowolenia, odbijając się ramieniem od framugi. Włosy luźno zwisały jej na prawym ramieniu, mozolnie podchodząc do Jinxa.
- Ty i zmarszczki? Nie żartuj sobie - chociaż fakt faktem, dawno jej tu nie było. Stanęła tuż naprzeciw mężczyzny, chcąc zacząć temat główny. Trochę się jej śpieszyło, dlatego mało trafnie Hiroki wylądował tuż przed jej osobą. Z początku delikatnie się uśmiechnęła, chcąc być dla niego sympatyczna. Chciała udawać, że nic takiego nie wdziała. Chciała udawać miłą chociaż przez te pięć minut. Nie minęła sekunda, a uroczy uśmiech momentalnie zniknął z jej twarzy. Dalsze słowa chłopaka sprawiły, że miała ochotę poderżnąć mu gardło. Pierdolony gówniarz. Nauczy się szanować dużo silniejszych od siebie.
Warknęła pod nosem. Złapała Hiroki'ego za szyję, wbijając w nią swoje smukłe palce. Paznokcie wbijały się w skórę chłopca, a silny ścisk powodował, że zaczęła go dusić. Tylko chwilę. Nie chciała od razu go zabijać ze względu na Jinx'a. W końcu to jego zabawka? Jego? A może Anemii? Tego nie wiedziała.
- Powtórz to jeszcze raz, szczeniaku. Równie wyraźnie co poprzednio - o ile jesteś wstanie - dokończyła w myślach, dopiero po dłuższej chwili puszczając chłopaka, nie zważając na to, czy Sheba uprzednio prosił ją oto, by go puściła. Zdenerwował ją, więc miała prawo do złości. A że reagowała bardzo gwałtownie, to już nie jej problem, a innych dookoła. To oni będą cierpień, nie ona.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Ktoś tutaj ma zbyt poluzowaną smycz.
Poluzowaną? Wydaje się, że w ogóle jej nie ma.
Być może w zupełnie innych okolicznościach Jinx odczułby pewnego rodzaju dumę patrząc na zachowanie szczeniaka. No bo jednak nie stał w miejscu, a rozwijał się, hartował, stawał twardszy…. Tylko… no właśnie. To nie były inne okoliczności. I chociaż słowa chłopca w żaden sposób nie podziałały na wymordowanego, to gest, jakim obdarzył jego podłogę, już tak. W złotych oczach błysnął niebezpieczny kurwik, zwiastujący zbliżający się kataklizm, lecz nim ciemnowłosy zdołał się ruszyć, kobieta stojąca przy drzwiach wyprzedziła go o zaledwie parę sekund.
Z gardłowym warknięciem złapał za nadgarstek Hemofilii i zacisnął wokół niego swoje palce z taką siłą, że z pewnością pozostawi po sobie sine ślady. Ona przecież nie czuje bólu. Nieważne. Tak samo nieważne było, jak pomieszczenie lada moment miał przeciąć odgłos pękającej kości.
- Puść go, Hem. – wyjątkowo spokojny I cichy głos wydobył się spomiędzy ust mężczyzny, choć chłód, jakim obdarzył swoją dawną znajomą, matkę dziecka, kochankę I kim-tam-jeszcze-była, niejednemu pewnie zmroziłby serce.
- Hroki jest mój, Hem. I to ja go ukarzę za jego niesubordynację. Nie ty. Ani nikt inny. Nie zmuszaj mnie, żebym się powtórzył. – nie żartował. Bez znaczenia kim była Hemofilia. Na swój sposób szanował ją i obdarzył czymś na wzór zaufania w minimalnym stopniu. Tyle, ile ich relacja wymagała. Ale zawsze. Aczkolwiek nawet ona nie miała praw dotykać Hirokiego. Nie w taki sposób. Ani w żaden inny. To była prawda i fakt, a za złamanie praw w jego własnym domu, był gotowy połamać obie ręce i nogi. Obojętnie komu.
Kiedy wreszcie poczuł, jak kobieta odpuszcza, nieważne czy to z powodu jego słów czy też z własnej woli, przyglądał się w milczeniu jej twarzy jeszcze przez krótką chwilę, aż ostatecznie zerwawszy z nią kontakt wzrokowy, odwrócił się i spojrzał z góry na niższego chłopca.
- Kretyn. – syknął, mrużąc oczy jak dzikie zwierzę, które zwietrzyło osłabioną ofiarę. Nim kolejny oddech opuścił jego klatkę piersiową, uniósł dłoń i uderzył z otwartej dłoni Hirokiego w policzek. Niezbyt mocno, nie na tyle, żeby zwalić go z nóg, ale na tyle, żeby pieczenie jeszcze za godzinę przypominało mu o nieprzyjemnym incydencie.
- I do tego cuchniesz. - nachylił się nieco i zaciągnął powietrzem obok chłopaka. Kąciki ust uniosły się w grymasie rozbawienia pozbawionego wesołości. - Strachem. – wyprostował się mrużąc oczy i robiąc krok w jego stronę. - Oczywiście, że podporządkowuje sobie innych siłą. W świecie, w którym żyjemy, to właśnie siła decyduje o naszej pozycji. O tym, czy przetrwamy czy też nie. To silne jednostki żyją, a słabsze, takie jak ty, albo zdychają samotne w obsranych rynsztokach, albo znajdują oparcie w silniejszych jednostkach. To nie ja jestem tutaj głupi nie rozumiejąc tej prostej zasady. – syknął w chwili, kiedy jego dłoń boleśnie zacisnęła się na jego włosach. Szarpnął nim mocniej, przyciągając do siebie i odchylił jego głowę do tyłu, by spojrzał mu w oczy, kiedy ten nachylał się nad nim.
- Widzisz, gdyby nie ten „idiota”, to Desperacja już dawno pożarłaby cię, wymieliła a potem wyrzygała. Dopóki nie jesteś w stanie mi zagrozić, to nie masz najmniejszego prawa stawiać mi jakichkolwiek warunków. W tym momencie jesteś tylko zasmarkanym szczeniakiem, któremu poluzowano smycz. Ale zamiast pilnować się nogi pana, poczułeś pod nogami stabilny grunt wierząc, że jesteś w stanie sam sobie poradzić. Widocznie zrobiłem błąd pozwalając ci swobodnie poruszać się po moim domu. Powinienem zakuć cię w kajdany i rzucić głęboko do lochu, gdzie twoje wnętrzności zżarłyby szczury. Ale jeszcze mogę naprawić ten błąd. – każde słowo cedził przez zęby, obracając je na języku a potem plując nimi jak jadem. Wyprostował się i ruszył w stronę szafy, ciągnąć wciąż trzymanego za włosy chłopaka. Gdy znaleźli się przy meblu, pchnął drzwi od niego i otworzył na oścież. Wsunął nogę do środka i przysunął bosą stopą stare pudło. Nachylił się i zaczął w nim grzebać, wyrzucając na podłogę jakiś zardzewiały nóż, kajdanki, bluzę i inne mniej ważne bibeloty. A kiedy wyprostował się, w ręce trzymał coś, co przypominało skórzany pasek. Pchnął chłopca na szafę, po czym przycisnął ową rzecz do jego szyi. A ta okazała się obrożą. Bez większego problemu zapiął ją dookoła drobnej szyi tak, by go nie udusić, a na koniec przyczepił do niej łańcuch. Zrobił parę kroków do tyłu i pociągnął Hirokiego za sobą. W złotych oczach błysnęło coś dziwnego. Coś, co nie było satysfakcją. A rozczarowaniem. Jednym, cholernym, rozczarowaniem. Odwrócił się i dalej ciągnąc dzieciaka za sobą, podeszli do starego, popękanego w niektórych miejscach lustra i przyciągnął jasnowłosego stawiając go przed sobą. Wsunął dłoń na jego ramię po czym zacisnął długie palce na jego szczęce, naprowadzając jego głowę wedle swojego własnego uznania, by spoglądał na swoje własne odbicie.
- Patrz. – rozkazał krótko zawieszając swoje usta tuż przy jego uchu, upewniając się, że każde wypowiadane przez niego słowo trafi o dzieciaka.
- Popatrz tylko na siebie. Jesteś słaby. Cholernie słaby. Już ci to kiedyś powiedziałem, prawda? Musisz najpierw zdobyć siłę. Siłę, dzięki której będziesz mógł stawiać innym warunki. Siłę, którą sobie wywalczyć wolność, drogę i to, co tylko zechcesz. W tym momencie nie masz szans z Desperacją. Wyjdziesz i co dalej? Potrafisz polować? Wiesz, gdzie polować, by nie ulec większemu skażeniu wirusem? Wiesz, gdzie kraść? Jak się bronić? Jak rozpalić ogień? Patroszyć zwierzę? Upiec mięso? Które ryby są trujące? Albo rośliny? Wiesz chociaż o jednym z tych rzeczy? To jest Desperacja. Witaj w piekle, młody. Nie masz innego miejsca. Eden? W Edenie, oczywiście, pomogą ci a potem wyrzucą cię. Nie pozwolą ci tam mieszkać. Miasto? Przekroczysz muru, o ile ci się uda i od razu cię pojmą, wrzucą do klatki i zaczną eksperymentować. Rozprują ci brzuch i zaczną grzebać we flakach szukając odpowiedzi. Ale jej tam nie znajdą. Ostatecznie twoje truchło wrzucą do dziury i zakopią. Desperacja to twój dom. A burdel jaskinia, w której możesz skryć się przed niebezpieczeństwem, ale musisz uważać na zło czyhające w jej ciemnościach. – odsunął się powoli od niego, wypuszczając łańcuch, który uderzył o ziemię z charakterystycznym dźwiękiem.
- Spłacisz swój dług. W swoim czasie. – dodał odwracając się od niego i podszedł do kanapy, na której usiadł ciężko i przymknął na moment oczy, czując zmęczenie na swoich barkach i ramionach.
- Hem. Co tak stoisz. Chodź tu. – mruknął nawet nie otwierając oczu. - Co cię sprowadza do mnie? Bo nie uwierzę, że ot tak, pogaduchy. Coś się stało z Wilczurem? – uchylił nieco powieki i spojrzał w jej stronę.
- Prawie stęskniłem się. – mruknął z cichym parsknięciem, choć pozbawionym radości po lekcji, jaką dał parę chwil temu.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Po pierwsze: emocje. Brzmi banalnie, ale dla niego zawsze były czymś, co stanowiło pierwszy rys opowieści. Dobra historia to taka, w którą wkłada się całe serce, uzewnętrznia każde zadrapanie, nie ma opcji, żeby być szarym i do dupy. Nie ma życia bez wyrażania tego, co w głowie tłukło się już od godziny - świadomość tego pozwalała niektórym pokazywać się bardziej i wyraziściej, zapadać w pamięć na całe wieczności i przechodzić z ust do ust. W pomieszczeniach pełnych szmeru rozlegały się imiona tylko tych, którzy wypowiedzieli je dokładnie i wystarczająco głośno. Był taką osobą? Oczywiście, że nie. Nawet teraz jego zachowanie można umniejszyć do nicnierobienia, kompletnej bierności, za którą prędzej czy później zapłaci.
Ten świat trzeba było łapać za pysk. Jeśli nie miał wystarczająco żywych reakcji, przestanie być żywy w ogóle.
Nagle zmarszczył brwi, prawie niezauważalnie. Nie wyrwał się z chwytu nieznajomej, ale prawda była taka, że praktycznie się nią nie zainteresował. Całe skupienie trafiło w Jinxa i na sekundę nie spuścił z niego badawczego spojrzenia. Na.cholerną.sekundę.
Choć całość traktowano jak kompletną patologię, paskudztwo, które trzeba zamieść pod dywan i nie pokazywać z wstydu za żadne skarby, to Hiroki nie mógł mu odmówić ani stanowczości, ani tego, że strach faktycznie zgniatał mu gardło. Za tym stwierdzeniem samoczynnie napłynęły do oczu gorące łzy. Nie wyrwały się poza obręb honoru, ale nadal paliły pod powiekami, będąc tym, z czego tak się wybielał - przypomnieniem, który z nich był spłoszonym w róg zwierzęciem.
Huk.
Zamrugał gwałtownie. W pierwszym odruchu chciał podnieść rękę i opuszkami wybadać zaczerwieniony policzek.
Nie tym razem.
Zacisnął zęby i wrócił do niego wzrokiem.
„No dalej. Uderz jeszcze raz.”
Nikt nigdy nie był na tyle słaby, aby nie móc poradzić sobie z większością problemów i choć psychicznie był wyczerpany, to jedno zdanie wgryzło się w niego wystarczająco boleśnie, aby zapamiętał je do teraz. Nie miał zamiaru ulegać, prosząc o wybaczenie. Do cholery - był zwykłym dzieciakiem z M3, nie rewolwerowcem, nie bandytą, nie katem, nie ostrzem, a już na pewno nie ofiarą. Takie historie były wklepywane tylko w miałkie historyjki szkolnych lektur. Nie było mowy, aby teraz spotykało go to samo.
A jednak szafa okazała się realistycznie twarda.
Znów usta drgnęły w niewykrztuszonym stęknięciu, błyszczące oczy skierowały się natychmiast na Shebę. Złapał go za nadgarstek w pierwszym odruchu obronnym, ale palce wcale nie wbiły się boleśnie w skórę wymordowanego. Oparł tylko o nią opuszki, muskając go jak lekki pył, który po najmniejszym drgnięciu ręki, zerwie się znów do lotu. Gardło poruszyło się powoli, kiedy przełykał nagromadzoną w ustach ślinę.
Zostaw mnie.
Niekontrolowane słowa odbiły się w umyśle Sheby. Kwintesencja ambiwalencji, skoro z jednej strony nakazywał mu spuszczenie z tonu, z drugiej nie robił nic, prócz uporczywego wpatrywania się prosto w złote oczy. Z trzeciej zaś strony - co niby miał zrobić? Już teraz miał wrażenie, że serce bije w każdym zakamarku ciała - nawet w opuszkach palców. Czuł się już zmęczony całą tą sytuacją, wyczerpany do tego stopnia, że gdyby Sheba go puścił, pewnie z marszu osunąłby się na klęczki. Powieki przymrużyły się jednak tylko na chwilę. Potem otwarły się szerzej w niekrytym zaskoczeniu.
Co ty..?
Nawet nie dokończył. Próba wyrwania się skończyła znokautowana, ale w stalowych tęczówkach błysnął cień pogardy. Nie był zwierzątkiem. Nie był żadną własnością. Psychicznie był wolny, a klik zamykanej klatki stanowił więzienie tylko dla cielesnej skorupy - a tej mógł pozbyć się w każdym momencie. Przecież i tak była brudna, nakrapiana tłustym śladem jego rąk. Komu byłoby żal wyrzucać zużyte dawno śmieci?
Odchylił więc mocno głowę, na tyle, na ile pozwalał mu na to trzymający go za włosy chwyt Jinxa. Utrudnianie mu założenia pasa było przecież pierwszym punktem do odhaczenia, a jednak Hiroki nie dobrnął nawet do drugiej części planu. Za późno. Materiał ciążył jak ołowiany łańcuch. Na twarzy od razu pojawiło się niezrozumienie. Żartował? Kpił? Zgrywał się?
Szarpnięciem ustawiono go przed lustrem.
Nie chciał na siebie patrzeć, bo doskonale wiedział, kogo tam ujrzy.
„Jesteś słaby.”
I nawet ze słabym sobie nie radzisz?
Nie pozbył się jeszcze niechęci. Nie chodziło wcale o to, w jaki sposób się spotkali, ani o to, jak przebiegała ich początkowa, chaotyczna relacja. Paradoksalnie do wszystkich swoich poprzednich słów, naprawdę był mu wdzięczny, że zgarnął nieznajomego szczeniaka z zimna śniegu, ociepił go przy kominku, pozwolił mieszkać we własnym pokoju pod strażą osób, które nie tknęłyby go palcem w strachu przed właścicielem. Nie odczuwał goryczy nawet po tym, jak kazano mu spłacać dług własnym ciałem. Och, i tak należało już do niego. Co za różnica?
„Prawie się stęskniłem.”
Dopiero zrozumiał, że dawno stracił oparcie. Grunt pod nogami zarwał się, a on opadł na ścianę i zsunął się na sam dół, gdzieś w połowie tej monotonnej wędrówki opierając głowę o twarde, pionowe podłoże.
Boże, to niemożliwe.
O ile bardziej możliwy powinien być ciężar łańcucha, żebyś zrozumiał?
Przełknął znowu ślinę, oparł rękę na tym, co zaciskało się na gardle. Zacisnął wtedy usta, szukając po omacku zapięcia. Jinx się mylił, ale to nie był czas, żeby o tym wspominać. Przecież nie rozgorzeje kłótnia w towarzystwie... Tu pierwszy raz zerknął na Hemofilię. Ale nadal było to tylko przelotnie spojrzenie, nim nie skierował oczu na „swoje” buty. W jej towarzystwie. Tym bardziej, że miała w sobie coś mu znanego, coś, czego nawet nie chciał przywoływać.

- - - - -
|| Bo prawdopodobnie nie będę miał co pisać w następnym poście to mnie omińcie. Jak znajdę moment, który będzie bardziej kluczowy, to zareaguję postacią (będę was śledził na bieżąco) - do tego czasu możecie uznać, że szczyl się zwyczajnie zablokował. Nie będzie uciekać. Jest w szoku.


Ostatnio zmieniony przez Shirōyate Hiroki dnia 21/5/2016, 03:08, w całości zmieniany 1 raz
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Nie czuła silnego uściski mężczyzny, nie czuła łamiących się kości, nie czuła niczego. Tylko frustrująca ją złość, która aż tliła się w wnętrzu kobiety. Istne obrzydzenie wydostało się ze spojrzenia Hemofilii, jeszcze mocniej ściskając znajdującą się rękę na szyi młodzieńca. W wyobraźni widziała jak jego gałki oczne wychodzą mu na wierzch, a po ścianach tryska ciepła, lepiąca się krew. Niestety, to tylko wyobraźnia. Widziała to spojrzenie Jinxa, ale nawet wtedy nie miała ochoty ustąpić. Do czasu. Ostatecznie puściła go, stwierdzając, że on zajmie się nim dużo lepiej. Da mu zdecydowanie lepszą karę, niżeli ona. Hemofilia od razu zabiłaby go, on natomiast będzie się nim bawić, do momentu aż go nie wytresuje. Wytresuje? Jedno jej tylko nie pasowało.
- Twój? Myślałam, że mojej ukochanej siostrzyczki - dokładnie tak. To właśnie z nią widziała Hiroki'ego ostatnimi czasy. Kiedy to było? Dość dawno. W tym samym momencie uświadomiła sobie jak dawno również nie wiedziała się z Shebą. Pewnie dlatego uważała, że tego szczeniaka nie powinno tutaj być, a przy nodze jej siostry Anemii. Ona tak łatwo nie porzuca swoich zabawek. Wie to aż za dobrze. Więc co się stało? Cholera jasna. Będzie musiała się o tym dowiedzieć. Ale najpierw rzeczy wyższej wagi.
Przez ten czas, kiedy mężczyzna składał solidny opieprz dzieciakowi, Hemofilia nie miała co robić. Znaczy, mogła patrzeć, ale to było niezwykle nudne i niepociągające. I choć nieco uważniej mogła się przyjrzeć zezłoszczonej twarzy mężczyzny, co na swój sposób było pociągające, to generalnie miała takie "meh" będąc tutaj i patrząc się na to wszystko. Ukradkiem ziewnęła, sugerując, że właśnie jej się nudzi. W tym samym momencie kobieta wróciła z butelką wina wraz z kieliszkami do niego. Wolałaby napić się czegoś bardziej porządnego, ale lepsze to niż nic. Kiedy Jinx skończył z dzieciakiem, odbiła się od opierającej ściany i leniwym, acz subtelnym krokiem zaczęła podążać w stronę zmęczonego faceta. No cóż.
Nikły uśmiech zagościł jej wargi, jakoś trudno jej wierząc w to "prawie się stęskniłem". Stęsknił się za czym? Za jej charakterem, sposobem bycia, awanturami, agresją czy ciałem? Mogła tak wymieniać, ale to podchodziło pod nudę na najwyższym poziomem. No i nie po to tutaj przyszła, nie.
Kiedy podeszła do kanapy, z pleców ściągnęła swój łuk wraz ze strzałami oraz plecak. Położyła te wszystkie rzeczy obok mebla, na którym niebawem usiadła. Siedziała blisko swojego, hm, towarzysza, ale na tyle daleko, by nie nawiązać żadnego kontaktu cielesnego. Wydawała się trochę rozdrażniona. Na jej twarzy pojawił się nietypowy dla niej uśmiech. Był delikatny jak poranna rosa.
- Nie, z Wilczurem wszystko w porządku - tak myślę - poprawiła się w myślach, zaczesując gęste, czarne włosy na swoje ramię - Chodzi o mnie. Bo wiesz? Nie wiedziałam, do kogo zwrócić się w tej kwestii, a wiem, że właśnie do Wilczura nie mogę - tutaj urwała na moment, biorąc głęboki oddech. Czy się bała? Być może. Chociaż strachem trudno to nazwać. Zbyt dużo przeżyła, żeby teraz się bać z byle jakiego powodu - W zasadzie za nic w świecie nie może się o tym dowiedzieć, a jeśli puścisz parę z gęby, to Cię dorwę i zajebię - ten słodki, spokojny głos nijak pasował do wypowiedzi kobiety, ale nie zwracała w tej chwili na to uwagę. Chrupnęła karkiem, ponownie nabierając powietrza do płuc, by dalej kontynuować swój monolog - Muszę zniknąć. Nikt inny poza Tobą samym (i tym smarkaczem) ma się o tym nie dowiedzieć, jasne? Mówię Ci to, bo wiem, że nie mogę wyparować tak nagle, ale też nie chcę, by ktokolwiek z DOGS dowiedział się o tym. Nikt ma o tym nie wiedzieć - wyraźnie podkreśliła w swoich zdaniach, jak bardzo ważny jest dla niej ten szczegół. Ale dlaczego? Tego już nie powiedziała. Jak Jinx będzie chciał wiedzieć coś więcej, zapyta. Jeśli nie, przemilczy to. Pytanie tylko jak bardzo mogła mu ufać i na ile procent może być pewna, że ją nie wyda? Oj Hemo, nieładnie tak kręcić.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Wypuścił powoli powietrze przez zaciśnięte kły, wreszcie odklejając badawcze spojrzenie od drobnej sylwetki małego chłopaka. Na krótką chwile zahaczył złotymi źrenicami o poszczerbiony przy nasadzie kufel, opierając się wygodniej o kanapę, ponownie wbijając wzrok w Shiro. Trudno było cokolwiek wyczytać z twarzy starszego wymordowanego, jakby na tę jedną chwilę wreszcie zdjął swoją codzienną maskę, i założył kolejną, nową, pozbawioną jakiejkolwiek emocji. Słyszał słowa wypowiadane przez Hemofilię, ale jednocześnie jej nie słuchał.
- Jest mój. – odparł krótko, ucinając akurat ten temat. Szczerze powiedziawszy, miał głęboko w dupie, czy Hiro należał kiedyś do siostry Hemofilii, matki, babki czy sprzątaczki. Skoro znalazł chłopca w ruinach na skraju życia i śmierci, to albo sam uciekł, albo został porzucony. Innego rozwiązania ciemnowłosy nie widział. A teraz należał do niego, czy tego chciał, czy też nie.
Inaczej go zabijesz, co?
Uniósł nieco górną wargę i zahaczył jednym, zwierzęcym kłem o drugą wargę, marszcząc przy tym brwi, tworząc głęboką zmarszczkę na czole.
- Jest drobny. Jasne, wychudzony w tym momencie, ale ogólnie widać, że jest raczej drobnej budowy. I już nigdy nie urośnie, to pewne. – zawyrokował przekrzywiając głowę nieco na bok.
- Drobna, mała, niemowa. Jest idealny. Nadaje się na szpiega i informatora, nie uważasz? – spojrzał na krótko w bok, na swoją rozmówczynię, a w jego złotych ślepiach wreszcie pojawił się nieujarzmiony błysk zadowolenia i satysfakcji. No i wreszcie zwracając większą uwagę na jedyną kobietę w tym pomieszczeniu.
- Sporo mu pewnie zajmie nauka podstaw, ale czuję, że jest na tyle pojętny, że szybko załapie.
Nie pokładasz w nim zbyt dużo wiary? Jeszcze parę chwil temu napluł na ciebie.
Nim ostatnia myśl wypełniła jego umysł, wymordowany dźwignął się z kanapy i podszedł do chłopaka. Zatrzymał się parę milimetrów od niego i ujął obiema dłońmi jego twarz, zadzierając ją nieco ku górze, zmuszając tym samym, aby spojrzał w jego oczy. Puste, szare źrenice zdawały się pochłaniać światło bijące od jego jarzących się oczu, jakby spojrzenie Shiro było jedną, wielką, czarną dziurą.
- Co ty na to, co? – mruknął nieco zaczepliwie, muskając opuszką jednego kciuka skrawek delikatnej skóry.
- Chciałbyś spróbować swoich sił jako szpieg i informator? Poradziłbyś sobie. Mógłbyś zacząć zarabiać na siebie. Odkładać to, co zarobisz. Oczywiście pewna część przypadłaby mnie, ale reszta? Chowałbyś do skarpety. Jak chcesz, moglibyśmy spisać umowę czy jakiś inny świstek, hm? – zapytał, unosząc kąciki ust w lekkim uśmiechu.
- Chcesz się czegoś napić? – dodał niespodziewanie i odsunąwszy się, ruszył w stronę wyjścia. Nim jednak zupełnie zwiększył dystans pomiędzy nimi, lewa dłoń poczochrała miękkie, jasne kosmyki.
Drzwi skrzypnęły cicho, a Jinx na dosłownie parę chwil wysunął się na korytarz, łapiąc pierwszą, lepszą kurwę, która akurat była pod ręką, szepcząc cichy rozkaz do jej ucha. Ta skinęła jedynie głową i kiedy wysunęła ją, by spojrzeć zaciekawiona ponad ramie mężczyzny, Jinx zdążył zamknąć je tuż przed jej nosem.
- Hm? – spojrzał na Hemofilię, leniwym krokiem kociaka pokonując długość dzielącą go od kanapy, gdzie zwalił się swoim cielskiem, wysuwając z kieszeni spodni zdezelowaną paczkę pomiętych papierosów.
- Słoneczko, dobrze wiesz, że twoje groźby nie robią na mnie wrażenia. – wysunął jednego papierosa stukając palcami w spód opakowania i wsunął go sobie pomiędzy wargi.
- To jedna sprawa. Druga, że nigdy nie okłamie Wilczura. Prędzej ujebie sobie chuja przy samej dupie, niż go okłamie. To też już powinnaś wiedzieć. – dodał, sięgając po zapalniczkę i odpalił papierosa, mocno zaciągając się gryzącym dymem nikotynowym.
- Dlatego lepiej podaj mi naprawdę dobry powód, dlaczego miałbym przed nim zataić tak istotny fakt, jak nagłe zniknięcie jednego z jego Kundli. – zmrużył oczy, przyglądając się jej z uwagą.
Puk, puk, puk, skrzyp.
Do pokoju weszła nieśmiało jedna z dziewcząt Jinxa. Skinęła głową i pospiesznie podeszła do niego, podając mu pognieciony kartonik. Ponownie skinęła głową i opuściła pokój  tak szybko, jak się tutaj znalazła.
- Hiro, orientuj się. – powiedział i rzucił kartonikiem w stronę chłopaka tak, by go złapał.
Powinienem wnet udać się do miasta albo skontaktować z dostawcami, mruknął leniwie w myślach, kiedy mały kartonik z sokiem pomarańczowym poszybował w stronę chłopca. Prawda była taka, że oprócz tego, zostały mu już chyba tylko dwie sztuki. Tak, jak pozostałe zapasy, które z każdą kolejną chwilą stawały się coraz bardziej szczupłe. Ostatniego dostawcę Jinxa rozstrzelano, kiedy próbował przedostać się na Desperację. Co prawda znalazł drugiego, który ochoczo handlował za niektóre dobra z Miasta w zamian za pewne, hm, egzotyczne przedmioty, ale tego było teraz po prostu o wiele mniej. Czasami płacono jego kurwom różnymi rzeczami, na czym wymordowanym korzystał, ale i w burdelu pojawił się kryzys. Kiepsko. W chuj.
- No więc? – spojrzał na Hemofilię, nie znosząc, kiedy musiał się powtarzać.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Czyjeś palce dotknęły jego twarzy, ale nie skomentował tego. Wpatrywał się beznamiętnie w wyznaczony, nieważny punkt gdzieś w trzecim planie tła i nie reagował; przynajmniej do czasu, aż nie usłyszał jego głosu. Przymrużone powieki drgnęły, zdradzając minimalnych pokładów zainteresowanie, choć bez wątpienia nie było tu mowy o akceptacji losu. Wiedział za to, że jakakolwiek próba wyswobodzenia się i wykłócenia własnych racji spełznie na niczym. Jeżeli postanowi się postawić w obecnej sytuacji - dostanie w twarz. Czerwony od ciosu policzek wciąż płonął żywym ogniem, jakby uderzyła w niego cegła, nie dłoń wymordowanego, a Hiroki był pewien, że to dopiero pierwszy wpis na liście kar, jakie zwykle stosuje Sheba. I że była to kara jedna z najbardziej pobłażliwych.
Z jakichś przyczyn traktuje cię jak zabaweczkę, nie jak sługę.
Jasne usta młodszego wymordowanego drgnęły i gdyby umysł wiedział, jak trzeba ustawić wargi, na pewno wysłałby informacje, aby skrzywiły się w wyrazie niezadowolenia i szczeniackiego buntu. Zamiast tego trwał w niewzruszeniu, ale - co okazało się sporym sukcesem - zebrał w sobie na tyle siły, aby oderwać wzrok od „niewiadomego punktu” i po odczekaniu chwili z zamkniętymi oczami (prawie jakby spał), uchylił powieki i spojrzał prosto w złote ślepia stojącego przed nim potwora.
Po dzisiejszym dniu był w stu procentach pewien, że Jinx - właściciel jedynego prosperującego na terenach Desperacji burdelu - był zdolny do wszystkiego. Stąd przemilczał wszystkie protesty, jakie uzbierały mu się w ściśniętym gardle. Zewnętrzna powłoka Hirokiego jak raz okazała się konstruktywna, bo wewnątrz cały się gotował i wrzeszczał (był pewien, że był to wrzask), ale był jednak pewien, że Sheba dostrzega tylko przykulonego pod ścianą dzieciaka o zmierzwionych włosach i oczach, z których własnoręcznie wyskrobał emocje.
- Chcesz się czegoś napić?
Nie. Chciał do domu. Do tego cholernego pomieszczenia o białych ścianach. Zawsze wyglądał na niewykończony, bo na półkach też nie było zbyt wielu rzeczy, a biurko zawsze stało puste (pozbawione nawet komputera, laptopa czy głupiego kubełka na kredki). Wiedział jednak, że takie hasło co najwyżej Shebę by rozzłościło, a podsycanie ognia mogło skończyć się trwałym kalectwem dla niewszytego w obrazek Desperacji Shirouyate.
Dobrze wiesz, co robić, żeby wreszcie się wpasować.
Nie było opcji.
Spod rozczochranych (i przetłuszczonych) włosów zerknął za Jinxem, przez moment zbity z pantałyku. Jeszcze przed chwilą szarpał go po tym pokoju i na siłę wgniatał w podłogę pokazując, gdzie powinno być miejsce durnego psa, a teraz tak po prostu przesuwał palcami po jego głowie?
Znów ścisnęło go w przełyku. Sam nie był tego świadom, ale w rzeczywistości ugrzązł mu tam śmiech. Kto by pomyślał, że Sheba jest tak genialnym manipulatorem? W jednej chwili potrafił przejść z jednej do drugiej roli, kompletnie szokując bezbronną publiczność. Shirouyate może nawet odczuwałby coś na wzór szacunku do zdolności Jinxa, gdyby sam nie stał się ofiarą jego trików.
Zgniótł wtedy materiał spodni w palcach i przeniósł wzrok na Hemofilię. Jej słowa, jakkolwiek dotychczas nieważne, wywołały w dzieciaku pokłady niepewności. „Ukochana siostrzyczka” mogła być kimkolwiek, toteż nie było żadnych argumentów, by zacząć doszukiwać się dziury w całym, a jednak praktycznie martwa intuicja tym razem zerwała się na równe nogi i ryknęła mu prosto do ucha, aż wewnątrz czaszki roztrzaskało się imię Anemii. Hiroki od razu uniósł ramiona, jakby mógł się dzięki temu schować przed spojrzeniem czarnowłosej.
Przecież cię stąd nie wykradnie, głupi dzieciaku.
Jasne, że nie.
A jednak uprzedzenia zostały. Wróć. Nie tylko zostały. Wgryzły się w niego tak mocno, że czuł niemal te szczęki miażdżące mu ciało. Pysk zamykał się coraz mocniej, dochodząc już do punktu, w którym powinien się rozlec dźwięk pękających kości, ale zamiast tego ciszę rozdarł głos Jinxa i jego: „Hiro, orientuj się”, co jasnowłosy nie tylko ledwo zarejestrował, ale też ledwo wykonał. Złapał nieporadnie kartonik soku, zaciskając na nim czarne od choroby palce.
Zerknął wtedy kątem oka na właściciela burdelu. Najwidoczniej nawet w tak błahych sprawach nie mógł mu zaufać. Ale kiedy Jinx na powrót skupił się na kobiecie, Hiroki oderwał folię, a potem rozdarł ją, wyjmując ze środka słomkę, którą wbił w srebrny okrąg.
Rozmowy, jakie przeprowadzali, na pewno nie były czymś, czego powinien być świadkiem, dlatego po niespełna kilku chwilach, powoli dźwignął się na nogi. Dano mu już nauczkę za swawolę, więc zamiast do drzwi, skierował się ku kanapie, raz jeszcze wykorzystując umiejętność wtapiania się w tło.
Niektórzy byliby w stanie przysiąc na wszystkie kosztowności świata, że Hiroki nie podszedł do Jinxa, tylko niespodziewanie pojawił się obok. Postawił te dwa niezbędne kroki wchodząc niespodziewanie w „kadr” i usiadł na brzegu kanapy, nieszczególnie zapadając się w jej materac.
Oparł wtedy wolną dłoń o wierzch ręki Sheby, pod opuszkami czując kontrastującą do niego temperaturę. Nie patrzył na niego, a już tym bardziej na Hemofilię, bo - przede wszystkim - nie miał zamiaru przeszkadzać im w rozmowie, a znał przecież wagę własnego spojrzenia. Niejednokrotnie ściągnęło na niego kłopoty. Przygarbił się nieco, tracąc kolejne centymetry i wbił szare spojrzenie w zaciśnięte kolana.
Co nie zmieniało faktu, że cholernie nie chciał ich podsłuchiwać, a w obecnym stanie ciężko, żeby stał się głuchy na słowa wypowiadane niemal tuż pod jego nosem. Ten niemrawy gest był pytaniem odnośnie wyjścia.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Nie zwracała już większej uwagi na brzdąca, gdzie dla niego słowo 'szacunek' znajdowało się tylko w słowniku. Może go kojarzy, może był (lub nie) sługą jej siostry, niemniej to nie był dziewczyny problem. Miała większe, gdzie nie łatwo będzie jej się z nich wykręcić. Dlatego nic dziwnego, kiedy Sheba zaczął mówić o chłopcu w stronę Hemo, ona wzruszyła tylko ramionami, mówiąc ciche 'może'. Nie na tym się teraz skupiła. Cierpliwie czekała na kanapie aż mężczyzna skończy z Hiro, by ten w końcu mógł skupić na niej swoją poszarpaną uwagę. Jej cierpliwość powoli dobiegła końca, niemniej mężczyzna w porę zwrócił się do Hemofilii. Jakby ten doskonale wiedział, kiedy powinien przestać zajmować się bachorem, a kiedy skupić się na niej. W końcu cierpliwość u kobiety była ostatnią rzeczą jaką w sobie miała.
Uśmiechnęła się. Nie był to jednak uśmiech zadowolenia, a pogardy. Nie musiała się tłumaczyć przed nikim. To była tylko jej wola, czy to zrobi czy też nie. Pewne było to, że jeśli nie powie, przy pierwszej lepszej okazji Sheba zdradzi Wilczurowi o tym, że ona zbiegła. Było to dość niewygodne.
Uśmiech w mgnieniu oka zmienił się na ten bardziej cwany. To dodawało jej pewnego uroku osobistego. Raz jeszcze zaczesała włosy na ramię, wyglądając na tą słodką i niewinną dziewoję. Pewny błysk pojawił się w jej złotych tęczówkach, uważnie obserwując każdy gest mężczyzny, nawet te nieproszone. Nagle jak kocica wskoczyła mu na kolana okrakiem, nieznacznie pochylając się nad nim jakby chciała go właśnie pocałować. Ale tego nie zrobiła. Gorące i ciekawskie spojrzenie bazyliszkowych oczu skupiła na jego złotych tęczówkach.
- Owszem. Wiem to aż za dobrze - uśmiechnęła się nieco szerzej, stwarzając pozory cwanej kocicy, której właśnie chwilę temu udało się zdobyć coś, o czym od bardzo dawna marzyła. Zmrużyła nieco oczy, dłonie opierając o oparcie kanapy. Jedną z nich przejechała po poliku mężczyzny, zaraz długie paznokcie boleśnie wbijając w jego szczękę. Pokazała rząd idealnie białych zębów. Widać, że o nie dbała jak tylko mogła. Podobnie było z włosami, które delikatnie łaskotały skórę Jinxa.
- Proszę Cię tylko o przysługę, nic więcej. Aż tak ciężko Ci ją spełnić? - dobrze wiedziała, że był oddany Wilczurowi do samego końca. Miała podobnie, jednak tym razem musiała złamać swoją własną zasadę. Nie czuła się z tym dobrze, ale pewne okoliczności ją do tego zmuszały - Pragniesz powodu? Kiedy mu o tym powiesz, będzie na Ciebie cholernie zły. A wiesz dlaczego? - spytała, unosząc nieznacznie brew ku górze. Nie czekała na jego odpowiedź - Ponieważ pozwoliłeś mi na to, abym mogła odejść. Niby takie nic, ale będąc zły przez sam fakt, że mnie nie ma, swoją złość wyładuje na Tobie - stwierdziła, przesuwając paznokciami po jego szyi, nieznacznie nachylając się nad uchem mężczyzny - Chcę tylko na chwilę zniknąć, nic więcej. Potem wrócę i będzie wszystko dobrze. Muszę załatwić parę spraw, a będąc pod kontrolą Wilczura, nic nie zrobię - szeptała mu zmysłowo do ucha, gorącym oddechem uderzając skórę na policzku. Czy pójdzie na to? Jeśli nie, będzie musiała wymyślić coś innego. Na razie zaczęła łagodnie, by ewentualnie później móc użyć mocniejszych argumentów, aby go przekonać. Owszem, droczyła się z nim. Chciała trochę ściągnąć te napięcie, które przez ten krótki czas zdarzyło się wytworzyć. I to przez jakiegoś dzieciaka.

/Post jest chujowej jakości, sorreh.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Jeżeli zachowanie kobiety w jakikolwiek odbiło się na Jinxie, to z pewnością nie dawał tego po sobie poznać. Siedział nieruchomo, niczym porcelanowa lalka, która ktoś posadził i miała spełnia funkcję dekoracyjną. I choć złote spojrzenie uważnie śledziło każde poczynanie Hemofilii, tak na jego twarzy z każdą kolejną chwilą wlewało się znużenie, podsycane narastającym zmęczeniem. Gdy usta kobiety wreszcie umilkły, uniósł dłonie i objął jej nadgarstki, odsuwając je od siebie, wyraźne dając jej do zrozumienia, że nie ma najmniejszej ochoty na tego typu zabawy. Nie dzisiaj. Nie w tym momencie.
- Przysługę mówisz. – odchylił głowę do tyłu, opierając ją o oparcie i spojrzał w sufit, jakby ważył w głowie każde jej słowo, aż wreszcie usta wygięły się w grymasie, który zapewne miał uchodzić za uśmiech.
- Sądzisz, że jesteś dla niego aż tak cenna? – zapytał wreszcie tonem pełnym zastanowienia, aż wreszcie uniósł głowę i przechyliwszy ją na bok, wbił twarde spojrzenie w drobną twarz przed sobą.
- Nie będzie na mnie zły. A wiesz dlaczego? Bo nie jestem już Psem. Nie interesują mnie Kundle. I Wilczur doskonale o tym wie, że nie będę uganiał się za każdym napotkanym Kundlem. – wzruszył ledwo zauważalnie ramionami i parsknął suchym śmiechem. - Kundle to jego zmartwienie, nie moje. Już nie. Chcesz znikać, to znikaj. Nikt ci tego nie zabrania, co nie? – mruknął wsuwając sobie małego palca do ucha, w którym ze znużeniem zaczął się drapać. Raptownie, nie bacząc na to, że Hemofilia dalej na nim siedzi i może najzwyczajniej w świecie runąć na podłogę, przechylił się i opadł głową wprost na drobne kolana Hiro, przymykając jednocześnie oczy.
- Jak już mówiłem, Wilczur jest jedyną osobą, której nigdy nie okłamie. Nie polecę do niego zaraz po twoim wyjściu, żeby napieprzać językiem o tobie i o twoim zniknięciu, jak jakaś pierdolona przekupka na targu, ale jeżeli Wilk sam do mnie zawita i zapyta, czy cię ostatnio widziałam, to mu odpowiem, że tak. Dlatego miej nadzieję, że zdążysz wrócić do tego czasu, aż szanowne, wilcze cztery litery przyczołgają się do mojego burdelu. – mówił to wszystko takim tonem, jakby opowiadał dziecku po raz setny skąd się biorą dzieci. Napięcie w ramionach stopniowo opadało, a on sam zaczynał czuć się coraz bardziej odprężony. Uchylił nieco powieki i spojrzał z dołu na twarz jasnowłosego, wykrzywiając usta w krzywym uśmieszku.
- Trzeba zacząć cię lepiej karmić. Jesteś zbyt kościsty, a twoje kolana wżynają się w moją czaszkę. Chcesz iść jutro ze mną do Boba w barze? Zapoznam cię z nim. – mruknął leniwie i uniósł dłoń, muskając ledwo wyczuwalnie opuszkami jeden z odstających, jasnych kosmyków.
- Trzeba je trochę podciąć. – dodał ze znużeniem.
- Swoją drogą, to na ile znikasz, Hem?



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Reakcja mężczyzny była, jest i będzie tak przewidywalna, że nawet Hemofilię to jakoś nie szczególnie ruszało. W zasadzie czego innego mogła się po nim spodziewać? Uczucie i chęć powiedzenia temu komukolwiek spowodowała, że kobieta właśnie tutaj była. Nie oczekiwała, że mężczyzna okaże swą łaskę. Po prostu chciała komuś o tym powiedzieć, a to była jedyna osoba, której mogła powierzyć swój mały i jakże niewinny sekrecik.
Mimo wszystko dalej ciągnęła swoją grę, do póty mężczyzna wykazał pewną niechęć do jej zachowania. Cóż, on też mógł mieć swoje humory. Nieszczególnie ją to dziwiło. Niekiedy pragnęli poderżnąć sobie gardła, tak dziś grasował między nimi zaskakujący spokój.
Odsunęła się. W zasadzie sama nie miała ochoty na tego typu rzeczy, ale czego nie robi się dla starej znajomości? Zeszła z jego kolan równie zgrabnie co weszła. Przeciągnęła się leniwie, zaraz ziewając. Sprawiała teraz wrażenie jakby w ogóle nie słuchała tego co do niej mówi Sheba.
- Myślę, że nie chciałby mnie mieć za wroga - spojrzała na niego uważnie, również wykrzywiając wargi w uśmiechu. Cenna, ważna? Tego nie wiedziała. Ale patrząc w przeszłość, z początku nie mieli rewelacyjnych relacji. Dopiero po jakimś czasie zaczęli się dogadywać, aż koniec końców Hemo przystąpiła do jego organizacji. I tak się trzymała. Przez te lata, miedzy nią a Wilczurem wytworzyła się specyficzna więź, której osobiście nie potrafiła opisać. Nigdy nie bała się podnieść na niego rękę, co nie znaczy, że go nie szanowała.
Wzruszyła ledwo zauważalnie ramionami, odwracając od niego głowę, a złote spojrzenie wlepiła w tutejszy sufit. Zmrużyła ślepia, cicho wzdychając. Więc tylko tyle masz mi do powiedzenia? Marne słowa.
- Tak myślałam, że to powiesz - stwierdziła bez krzty kłamstwa, wstając z kanapy. Powoli zaczęła się zbierać, wiedząc, że nic więcej nie uzyska. Nie miała też tutaj nic do roboty, więc każda sekunda spędzona w tym pomieszczeniu, w tym miejscu była już daremna - Spoko. Chciałam Ci o tym powiedzieć, by nie było, że jestem zdrajcą, bo nie jestem. Po prostu potrzebuję czasu, a odcięcie się tymczasowo od organizacji dobrze mi zrobi - uśmiechnęła się do siebie głupio, zakładając na jedno ramie strzały wraz z łukiem - Ja nawet nie wiem, co z moją siostrą. Muszę ją odnaleźć, a dalej... Dalej zobaczę, co zrobię - stwierdziła sucho, jeszcze na chwilę wlepiając w niego złote tęczówki. Owszem, dla niej rodzina była ważna. Na samym początku miała tylko siostrę i to dzięki niej przetrwała. Przetrwały - Na ile? Nie wiem, zobaczę jak szybko ogarnę rzeczy, które chcę ogarnąć. Miło będzie jak wyrobie się ze wszystkim jeszcze w tym roku. A, i przez ten czas masz zwracać uwagę na Insominię - ponownie się uśmiechnęła, zabierając wszystkie swoje rzeczy, prócz jednej - swojej żółtej chusty. Po tych słowach po prostu wyszła, nawet się nie żegnając. Tylko debile to robią.

z/t





Gość
Gość

Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Powrót do góry

- Similar topics