Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6   

Re: Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)    Pisanie by Lilo on Wto Sie 01, 2017 1:15 pm
Doświadczenie utraty czucia w nogach było dość niepokojące, aczkolwiek mogło być gorzej. Przynajmniej wyjdzie z tego z kilkoma siniakami na rękach i nogach zamiast wylądować dwa metry pod powierzchnią ziemi.
Raczej.
Ciągnięta za kark przez budynek, nie pisnęła ani słowa. Podejrzewała, że Jinxa lepiej nie drażnić bezcelowym gadaniem, tym bardziej że przed chwilą omal nie rozerwał innego faceta na strzępy. Pozostawał cień nadziei, że gdy Lise udowodni swoją nieszkodliwość dla jego interesów, każe jej zmykać i więcej się nie zobaczą. To by był całkiem rozsądny i zapewne korzystny dla obu stron układ.
Wypuszczona przez wymordowanego na wolność, wylądowała na podłodze, przysiadając z wciąż pozbawionymi czucia nogami ugiętymi z przodu i podtrzymując się rękami z tyłu.
- Cudownie - mruknęła pod nosem. Na pewno wspaniale będzie odzyskać władzę w kończynach dolnych, a szczególnie przyjemne będzie uderzenie bólu ze wszystkich stłuczonych miejsc. Oby tylko była w stanie wstać i chodzić, to już jakoś zniesie kilka nowych siniaków do kolekcji. Odgarnęła grzywkę z czoła i spojrzała na mężczyznę wzrokiem uprzejmie spokojnym, choć może i odrobinkę butnym. Mógł próbować ją wystraszyć, ale nie zamierzała na to reagować.
- Mam na imię Liselotte, jestem lekarzem. Na co dzień pracuję w M-3, ale dużo kręcę się po Desperacji i pomagam, komu mogę. Stąd zna mnie jedna z twoich pracownic, która spotkała mnie przypadkiem i poprosiła, żebym zajrzała do tego chłopca. - Kiwnięciem głowy wskazała na wciąż wyłożonego na kanapie Hirokiego. Zmarszczyła nieco brwi. Jeśli mieli utrzymać go przy życiu, a pewne zależało na tym im obojgu, nie było za wiele czasu na gadanie.
- Ma zapalenie płuc i potrzebuje antybiotyków. Moje zapasy się wyczerpały, więc w tym zakresie nie jestem w stanie pomóc. Zanim zdążyłabym cokolwiek skołować, młody pewnie już miałby o wiele poważniejsze powikłania. I owszem, najlepiej byłoby go stąd zabrać. Zrobiłabym to. - Błysnęła błękitnymi oczami w stronę właściciela burdelu. - Zabrałabym go, gdybym miała dokąd. Nie mogłabym się nim opiekować ani na Desperacji, ani w Edenie, ani w podziemiach. Za dużo podróżuję, a on potrzebuje stałej opieki. Nadal nie rozumie w jakiej sytuacji się znalazł i co to dla niego oznacza.
Westchnęła.
Biedne dziecko.
- Mogę poradzić, jak należy go leczyć. Jeśli są tu jakieś inne osoby, które wymagają pomocy medycznej, też pomogę. A tak to pójdę w swoją stronę i raczej mnie już więcej nie zobaczysz.

_________________
:



Lilo
-----------
Medyk     Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 3469
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down

Re: Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)    Pisanie by Jinx on Sro Sie 02, 2017 11:44 pm
Zabrzmiało, jakby rzucała mu wyzwanie. Aż chciało się ją zachęcić, by spróbowała wyrwać mu ze szponów Shiro. Należał do niego.
- Łowca. – powiedział cicho, a lewy kącik ust nieznacznie uniósł się ku górze. - Do tego anioł. No proszę.
Nie trzeba było być alfą i omegą, by poskładać te części układanki. Nigdy nie był fanem Łowców, choć też nie byli jego wrogami. Wiedział o ich sojuszu pomiędzy Psami, co nie zmieniało faktu, że nie witał ich u siebie z otwartymi ramionami. Przeniósł wzrok na chłopaka, w zamyśleniu łapiąc za kolczyk znajdujący się w jego dolnej wardze. Jakby rozważał wszystkie „za” i „przeciw” odnośnie jego ratowania. Mógł z łatwością ulżyć mu w cierpieniu. I nie być przy tym tak bardzo stratnym, jak do tej pory.
- Znalazłem go na śmietniku. Był jedną nogą w grobie. – powiedział spokojnie, podnosząc się z fotela. Zrobił dwa kroki i podszedł do jasnowłosego, pochylając się nieznacznie i wyciągając dłoń w jego stronę. Palce musnęły bladą szyję i zamarły w pozycji bliskiej do złapania go za gardło. A potem byłoby z górki.
- Nie przeżyje na Desperacji. Nie w jego aktualnym sposobie myślenia. Musi je zmienić i poszerzyć swoje horyzonty. Stać się silniejszy. – dłoń minęła gardło i wsunęła się pod mokre od potu kosmyki na czole.
- Dostaniesz antybiotyk. – odezwał się wreszcie po dłużącym milczeniu, kiedy się wyprostował i odwrócił do niej.
- Wyleczysz go. Nie opuścisz tego miejsca, aż Shiro nie stanie o własnych siłach. To nie jest ani prośba, ani błaganie. – podszedł do niej, spoglądając na nią z góry i tylko bogowie wiedzieli, co aktualnie siedziało w jego głowie. Antybiotyk był problemem. Już i tak jechał na oparach. Za bardzo w niego ładował, za bardzo był stratny, nie otrzymując nic w zamian.
Ten ostatni raz
- Przez ciebie najprawdopodobniej straciłem dobrego informatora. Musisz ponieść tego konsekwencje. Skoro bywasz często na Desperacji, to powinnaś doskonale wiedzieć, że nic nie ma za darmo. W ten sposób spłacisz swój dług względem mnie, Lisolette. Ale ostrzegam. Spróbuj mnie oszukać, albo nie uratować go. Dorwę cię wszędzie, gdziekolwiek się nie udasz. Znajdę cię i wtedy nie będę tak łaskawy, jak teraz. – wyciągnął do niej dłoń, by pomóc jej wstać, a w jego spojrzeniu pojawiło się coś charakterystycznego dla szaleńca.

_________________


Wilcza forma || Mglista forma



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)    Pisanie by Lilo on Czw Sie 03, 2017 2:02 am
- Owszem.
Skinęła głową. Nie było trudno się domyślić, do jakiej rasy należy i z którą organizacją trzyma - zresztą, symbol Łowców nosiła wryty w skórę. Choć nie był on widoczny na pierwszy rzut oka, nie kryła go przed nikim i w większości przypadków przyznawała się do współpracy z rebeliantami. Swoją przynależność do nich traktowała bardziej jak służbę, przez co nawet jej anielscy bracia nie patrzyli na ten fakt zbyt krzywo. Nie ulegało wątpliwości, że choć Lise opiekuje się potrzebującymi sił medycznych Łowcami, nie poprze żadnej ich sprawy, która będzie konfliktowała z jej sumieniem.
- Musi, ale jak? Próbowałam z nim rozmawiać, ale trudno sprawić, by w cokolwiek uwierzył. Może kiedy na ciele już wyzdrowieje, to i myślenie mu się poprawi. Inaczej będzie bardzo ciężko - zauważyła. Nie zamierzała ujmować chłopcu intelektu, ale wykazywał okropną tendencję do upartego niedowierzania w to, co przecież wciąż widział na własne oczy. Prędzej gotów był pomyśleć, że postradał zmysły, niż dopuścić do siebie istnienie rzeczywistości spoza murów miasta. A dla niego nie było już odwrotu; stracił go wtedy, gdy wirus X zajął jego ciało. Droga do M-3 dla Hirokiego była zamknięta.
- Wyleczysz go.
- Dobrze. Zrobię wszystko, co się da - zapewniła. Może to nawet lepiej, że życzył sobie jej opieki nad chorym. Tak było bezpieczniej, niż zostawiać go znów w innych rękach. Sama Lotte wolała zająć się sprawą do końca i dopilnować, by jasnowłosy młodzieniec odzyskał pełnię sił. Jeśli tylko jego opiekun był w stanie zapewnić odpowiednie materiały, terapia miała szansę zadziałać. Z tego, co anielicy udało się wywnioskować po przyspieszonej diagnozie, chłopak powinien mieć szanse na wyzdrowienie, trzeba było tylko zacząć działać jak najszybciej.
- Przykro mi z powodu tamtego incydentu. Miałam nadzieję, że jednak odpuści. - A już zdecydowanie nie planowała rzucać w Steve'a kaktusem. Wszystkie jej działania miały na celu tylko i wyłącznie obronę własną. To, że facet był aż nazbyt nachalny i niczym nie dawał się zniechęcić, to już nie była jej wina.
- To nie będzie konieczne - zapewniła. Zawahała się przez sekundę, ale ostatecznie włożyła lewą dłoń w tę wyciągniętą ku niej przez Jinxa, zaś prawą podparła się o podłogę. Nogi wciąż lekko mrowiły, ale powinna móc już stanąć na nogi. Zawsze to lepiej, niż oglądać świat z perspektywy trzylatka.

_________________
:



Lilo
-----------
Medyk     Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 3469
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down

Re: Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)    Pisanie by Jinx on Pią Sie 04, 2017 9:22 pm
Złapał pewniej jej dłoń I pociągnął do siebie, pomagając tym samym stanąć pewniej na nogach. I to by było na tyle. Mieli układ. A przynajmniej można było to tak nazwać. Miał tylko nadzieję, że rzeczywiście jest w tym dobra, a nie łgała, by ratować swój tyłek.
- W razie kłopotów, powołaj się na mnie. W razie pytań, poszukaj Lidki, ona cię poinstruuje. – puścił jej rękę i odsunął się na odległość jednego kroku, choć nie spuszczał z niej swojego spojrzenia, nawet na drobne sekundy.
Ciekawe ile jest warte słowo anioła
- Dostaniesz pokój oraz dostęp do wszystkich potrzebnych pierdół. Twoim jedynym obowiązkiem jest utrzymanie go przy życiu i wyleczenie. Za moment podeślę kogoś z antybiotykiem. Mam nadzieję, że wszystko jest jasne. – pomimo uśmiechu, otwarcie jej groził. Groźba ukryta w cukierkowym pudełku.
Bolała go głowa.
Uniósł dłoń i potarł knykciem lewą skroń, czując nieprzyjemne mrowienie. Musiał się położyć i odespać ostatnie dni. Tutaj z pewnością tego nie zrobi. Nie teraz. Będzie zmuszony później przenieść ich do innego pomieszczenia. Ale teraz… teraz musi się przespać.
Bez zbędnych słów, czy też uwagi dla młodego wymordowanego ruszył w stronę drzwi, wymijając Lisolette. Czy tam Liselotte. Czy jak ona się tam nazywała. Nigdy nie miał dobrej pamięci do imion. Nim jednak na dobre opuścił pomieszczenie, jeszcze z ręką na klamce, odwrócił się, by spojrzeć na nią ostatni raz.
- Rozumiem, że jesteś świadoma tego, że nie masz prawa opuścić tego budynku? – zapytał, choć nie oczekiwał odpowiedzi. Zamknął za sobą drzwi, pozostawiając ich samym na tę krótką chwilę, nim jedna z pracownic przyniesie potrzebne rzeczy do leczenia chłopaka.


Zróbmy przeskok o parę dni. Niech Hiroki będzie już w miarę przytomny, bo ileż można pisać o chorobie.

_________________


Wilcza forma || Mglista forma



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 396

Powrót do góry Go down

Re: Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)    Pisanie by Lilo on Nie Sie 06, 2017 12:55 am
- Jasne. - Skinęła głową. Normalnie wysiliłaby się jeszcze na uśmiech, ale jej obecny rozmówca chyba by go nie docenił. Wciąż odnosiła dziwne wrażenie, że próbuje ją zastraszyć w każdym wypowiadanym zdaniu. A przecież nie było to konieczne - wszak zrozumiała już za pierwszym razem, że nie może sobie pozwolić na żadne uchybienie. Wiedziałaby to nawet bez konkretnych ostrzeżeń, wystarczyło samo zachowanie kierownika tego całego majdanu. Bez względu na to, czy rzeczywiście zamierzał jej zrobić krzywdę czy nie, i tak zamierzała dopełnić lekarskiej powinności względem wciąż nieprzytomnego chłopca. Zabrała się do tego zaraz po wyjściu Jinxa, najpierw sprawdzając stan pacjenta. Gorączka powoli się zmniejszała, co musiało być zasługą przyjętego wcześniej lekarstwa. Skoro reagował na ibuprom, byli już o ten mały krok do przodu. Dalej potrzebna była już tylko cięższa artyleria, by pozbyć się właściwego źródła dolegliwości.
---
- I jak się czujesz? - Zerknęła na Hirokiego, standardowo badając go z bezpiecznej odległości. Co prawda wszystkie informacje o stanie zdrowia pojawiały się w jej umyśle za sprawą magii, ale o samopoczucie tak czy owak musiała i chciała zapytać. Przez kilka ostatnich dni taka scenka stała się wręcz rutynowa; choć Lise dostała wydzielony pokoik i sporo przemieszczała się po burdelu, załatwiając różne konieczne sprawy, najwięcej czasu spędzała przy chorym. Starała się choć trochę go rozweselić, coś poopowiadać, zająć go nieco podczas koniecznego odpoczynku. Nie mogła oczywiście zbytnio chłopaka zamęczać, większość dnia powinien tak naprawdę przesypiać dla własnego dobra. Wyglądało jednak na to, że leczenie przynosi efekty.
- Gorączka powoli odpuszcza - dodała ciszej, nie wiadomo czy bardziej do siebie, czy do pacjenta. Wprawdzie zadaniem anielicy było doprowadzenie Hirokiego do zdrowia, ale i tak czuła potrzebę zaopiekowania się nim w nieco innym wymiarze. Odrobinę przypominał jej ją samą sprzed tysiąca lat - zagubiony, bez ogólnego pojęcia, co się wokół niego dzieje, rzucony na głęboką wodę desperackiego życia. I jak tu się o niego nie troszczyć?

Wybaczcie tego nieskładnego posta. Poprawię się .-.

_________________
:



Lilo
-----------
Medyk     Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 3469
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down

Re: Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)    Pisanie by Shirōyate on Czw Sie 10, 2017 2:20 am
Ostatnie kilka dnia pamiętał jak przez gęstą mgłę — rejestrował wyłącznie nic nieznaczące skrawki z rzeczywistości. To jak kładła coś zimnego na jego czole, to jak zamknęły się drzwi, to jak coś stuknęło o blat stolika ustawionego niedaleko kanapy.
Z dnia na dzień wyłapywał tych skrawków trochę więcej i więcej, aż wreszcie którejś nocy rozwarł powieki i rozejrzał się dookoła. To, co go zaskoczyło, wywołało jednocześnie nieprzyjemny ścisk w okolicy żołądka, serca i gardła, którego nie potrafił rozluźnić. Leżał na plecach, z głową obróconą na bok i twarzą prawie milimetr od jej ramienia.
Usnęła w niewygodnej pozycji, na samym brzegu kanapy, z policzkiem opartym o splecione ręce. Oddychała wolno i miarowo — zupełnie inaczej niż on, bo jego oddech był płytki i urywany. Uniósł wtedy rękę. Okazała się mniej ciężka niż się tego spodziewał, dlatego z niemałą ulgą wykonał drugi krok, w którym odgarnął kilka jasnych blond kosmyków z jej twarzy, starając się to zrobić jak najdelikatniej i tak, aby jej nie wybudzić. W szarych tęczówkach pojawił się jakiś cień, gdy przyglądał się dziewczynie.

Dwa dni później siedział na kanapie, z nogami skrytymi pod dwoma warstwami ciężkich koców. Zaciskał lewą dłoń na prawej i wpatrywał się w czarne palce, na których wciąż czuł dziwne mrowienie — dlatego zwarł je jeszcze mocniej ze sobą.
— Jak się czujesz?
To pytanie wydawało się takie... nie na miejscu. Czy ktokolwiek zadał je choć raz, od kiedy znalazł się poza murami bezpiecznego miasta? Miasta, które coraz mniej wydawało się realne, a coraz bardziej przypominało sen.
Jest dobrze, odparł w końcu, w połowie zadowolony z tego, jak łatwo przyszło mu wypowiedzenie tego kłamstwa. Usta nawet nie drgnęły w fałszu, gdy nimi poruszał na kształt myśli wysłanej prosto w przestrzeń. Wiecznie beznamiętny ton był przy okazji idealnym amortyzatorem w takich sprawach — rzadko kto byłby w stanie wyłapać nieprawdę z jego tonu, skoro ten nie zmieniał się choćby o pół gamy.
Lise..., podjął po dłuższej chwili ciszy, odrywając wreszcie nieruchome spojrzenie od swoich rąk. Rozplótł wtedy palce i zacisnął obie dłonie w pięści, jakby dzięki temu był w stanie nadać swoim kolejnym słowom większej wagi. Wbił w dziewczynę poważne spojrzenie kogoś, kto ma na karku więcej niż piętnaście lat. Powinnaś już stąd iść.

_________________
UWAGA!
Zdania pisane kursywą to myśli Hirokiego wysyłane do innych osób. Komunikuje się za pomocą telepatii, a słowa pojawiają się wewnątrz cudzego umysłu w formie dźwięku i wydaje się, jakby ich brzmienie dochodziło zewsząd ─ nie ma możliwości skonkretyzowania z której strony dobiega. Hiroki porusza ustami, gdy używa mocy.



Shirōyate
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 357

Powrót do góry Go down

Re: Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)    Pisanie by Lilo on Czw Sie 17, 2017 12:17 am
W ostatnim czasie miała tyle roboty, że powoli zaczynała widzieć podwójnie. Przede wszystkim niemal nie odstępowała Hirokiego i rzadko opuszczała pokój z obawy przed tym, że pod jej nawet najkrótszą nieobecność chłopcu stanie się coś złego. Póki gorączkował, póki nawet nie podnosił się z pozycji leżącej, nie miała odwagi spuścić z niego oka. Z niepokojem obserwowała każdy ruch, nasłuchiwała oddechu i paskudnego kaszlu, po kilka razy na minutę upewniała się, czy nie ma żadnych komplikacji.
Niewiele obchodziły ją groźby właściciela burdelu. Mógł ją zamknąć w czterech ścianach swojego przybytku i mógł opowiadać, jakie czekają ją konsekwencje, jeśli zawiedzie. W gruncie rzeczy większość jego słów Lise puściła mimo uszu. Jakie to miało znaczenie, że według Jinxa odpracowywała stratę informatora? Nawet gdyby nie trzymano jej pod przymusem, sama czułaby potrzebę, by zostać i zaopiekować się chorym aż do samego, oby szczęśliwego końca. Zdarzało się nawet tak, że zasypiała siedząc na podłodze, oparta o brzeg kanapy.
Chociaż zajęta była głównie doglądaniem pacjenta, do głowy przyszedł jej jeszcze jeden eksperyment. Mając w swojej magicznej apteczce kilka wolnych pojemniczków, do jednego schowała pojedynczą dawkę antybiotyków dostarczonych przez Jinxa. Jeżeli jej przypuszczenia okazałyby się słuszne, lekarstwo powinno zacząć się samo odnawiać, tak jak pozostałe materiały i substancje zgromadzone w tym oryginalnym artefakcie. Nie pomyliła się - po kilku dniach dokonała próby i w miejsce wyjętej z opakowania tabletki po jakimś czasie pojawiła się nowa. Dotąd nie próbowała poszerzyć swoich odnawialnych zapasów, stąd sukces był nie byle jaki.
- Iść stąd? - Usiadła na drugim końcu kanapy i przypatrzyła się swoim butom, jakby miały do przekazania jakieś ważne wieści. - Nigdzie się nie wybieram, dopóki nie wyzdrowiejesz. - Błękitne spojrzenie wróciło do wymordowanego. Choć starała się wyglądać zwyczajnie i niewzruszenie, zmęczenie wręcz od niej biło. Pod oczami ułożyły się cienie, głos osłabł, a cera wyraźnie zbladła. A może wyglądała tak już wtedy, kiedy spotkali się kilka dni temu? Trudno powiedzieć.
- To i tak nie ode mnie zależy - dodała po chwili i machnęła dłonią w powietrzu. - Wypuści mnie dopiero wtedy, kiedy zechce. A wydaje mi się, że to jeszcze niekoniecznie teraz.
Nie była do końca pewna, jak długo złotooki wymordowany zamierza przetrzymywać ją w burdelu. Aż u Shiro znikną wszystkie objawy? Czy poczeka jeszcze kilka tygodni, żeby upewnić się o braku nawrotów, powikłań i wszelkich komplikacji? Musiało mu bardzo zależeć na tym, żeby nad chłopcem ktoś czuwał; inaczej odprawiłby anielicę zaraz po postawieniu diagnozy. Teoretycznie mógł tak zrobić i mieć ją z głowy, a jednak zdecydował inaczej. Ciekawił ją nieco powód takiego zachowania, a jednocześnie potrafiła je zrozumieć. Sama chciałaby, żeby ktoś, na kim jej zależy, miał jak najlepszą opiekę. Z drugiej zaś strony trudno jej było wyobrazić sobie Jinxa martwiącego się o kogokolwiek, nie po wrażeniach z pierwszego spotkania.

_________________
:



Lilo
-----------
Medyk     Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 3469
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down




Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics