Strona 12 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jinx on Nie Gru 09, 2018 1:14 am
Spojrzał na Jekylla, i chociaż na głos nie wypowiedział jakiegokolwiek słowa, to wystarczył zwykły, krzywy uśmieszek, aby uświadomić doktora jak bardzo się mylił. Może i leżał teraz w medycznym z dziurą w klatce piersiowej, ale ich sytuacja diametralnie się różniła. I jasnowłosy doskonale powinien zdawać sobie z tego sprawę.
- Nasz szanowny przywódca i jego zastępca. - odpowiedział spokojnie na zadane przez medyka pytanie. Właściwie dałby sobie łapę uciąć przy samym chuju, że to kwestia jedynie minut, kiedy pozostała dwójka wtoczy się do pomieszczenia łaknąc świeżych bandaży i chwili spokoju. Nie było co ukrywać. Dostali wpierdol, chociaż wyszli z niego zwycięsko. Przymknął na moment oczy, czując jak w skroniach mu pulsuje. Dalsze słowa Jekylla rozmywały się w jego głowie, zlewały się w jedną papkę, a on sam odczuwał zbyt duże zmęczenie, by próbować je odcedzić od siebie. Piasek pod powiekami zgrzytał, uwierał. Miał wrażenie, że naprawdę mało mu wystarczyło, by mógł pogrążyć się w spokojnym śnie, ale rozszalałe zwierzęce instynkty nadal funkcjonowały na najwyższy obrotach. Zbyt mało czasu upłynęło, by mógł je nieco przytępić.
Nie odzywał się, pozwalając Jekyllowi działać. Akurat w tej kwestii mu ufał na tyle, że nie musiał śledzić wzrokiem każdego jego ruchu.
Jednakże nie mógł pozwolić sobie na beztroskie leniuchowanie. Nawet, jeżeli jego ręce uzbrojone w ostry skalpel nie sięgną jego gardła, choć w tym momencie niewątpliwie mogły, to i tak nie chciał oddawać się w pełni komuś innemu. Proste zasady przeżycia na Desperacji, nawet wśród swoich.
Uchylił jedną powiekę, kiedy do medycznego wtoczyły się pierwsze zwłoki.
- O wilku mowa. Dosłownie. - prychnął lekko rozbawiony, na powrót przymykając oczy. Ktoś nowy wkroczył do pomieszczenia, znał go po głosie, ale nie okazał mu jakiegoś większego zainteresowania.
"Coś mnie oślepiło"
No cóż, witaj na Desperacji, chłopcze.
Tutaj wszystko może cię oślepić. Nawet pierdolony, zmutowany ślimak.
Poprawił się wygodniej na łóżku, które skrzypnęło, napawając się chwilą spokoju.
Spokoju, który pierdolnął w momencie, gdy do medycznego wkroczyła ostatnia osoba, którą mógłby podejrzewać o jakiekolwiek agresywne zapędy. Jak na pstryknięcie palcami zerwał się z łóżka, gotowy do powstrzymania małej istoty, ale w chwili, gdy wstał, momentalnie poczuł jak krew za szybko odpłynęła z głowy, jak ciało jest osłabione i domaga się odpoczynku. Lewe kolano się ugięło pod jego ciężarem, w ostatniej chwili złapał się krawędzi łóżka, drugą dłoń przycisnął do klatki piersiowej, gdy ostry ból sparaliżował go na kilka drobnych sekund. Warknął coś pod nosem, czując pod palcami ciepłą krew. Wbił spojrzenie w groteskową scenę przed nim, próbując się podnieść i obezwładnić dzieciaka.




"Go to Hell!"
Oh honey, where do you think I came from?

Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jekyll on Nie Gru 09, 2018 2:19 am
Ujrzał kątem oka anielice, ale nie wyrzekł chociażby pojedynczego słowa. Przede wszystkim była ostatnia osobą, którą posądziłby o mordercze skłonności. Poza tym słyszał, że posiadała moc leczenia, wobec tego pomyślał, że zapewne chce pomóc Wilczurowi, skoro się tu pofatygowała. Co prawda, chowając do kieszeni latarkę, dostrzegł na odsłoniętym skrawku skóry znamię, ale skąd mógł wiedzieć, że tkwi na nim od niedawna?
  — Dobrze, że jesteś — skitował po chwili, chowając latarkę do kieszeni. — Ma... — Reszta zdania zamarła mu w gardle.
  W oczy rzucił mu się nóż trzymany przezeń w drobnej dłoni. Zamarł w pół kroku, czując jak jedno z ciał stacza się z pryczy i staje na równe nogi. Zwrócił wzrok w tym kierunku i...
  Świeże plamy krwi na klatce piersiowej Lechera sprawiły, że oprzytomniał, a w zasadzie  czuł się, jakby ktoś skonfrontował boleśnie dłoń z jego policzkiem. Zanim z jego ust popłynęła reprymenda, doskoczył do sprawczyni i ujął w dłoń  nadgarstek, w którym trzymała nóż.  Wbił do niego paznokcie w celu zmuszenia jej do oderwania palców od klingi. Dopiero z tej odległości dojrzał, że wyglądała bardziej osobliwie niż zwykle – potargane, brudne włosy, pozbawione emocji spojrzenie…
  — Puść ten nóż. — Przyłóż trzymany w drugiej dłoni skalpel do tchawicy, uszkadzając minimalnie powierzchnie gładkiej skóry. Coś mu podpowiadało, że nie usłucha, ale w takim wypadku nie miałby skrupułów, by poderżnąć jej gardło, choć wolał nie posuwać się takiego drastycznego kroku. Anielica nie była sobą, a przynajmniej tak mu się wydawało. Ani trochę nie przypominała osoby, która częstowała ich malinami zaprawianymi w alkoholu.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jericho on Nie Gru 09, 2018 12:22 pm
Jericho postanowił się nie kłócić. Zresztą, nie było sensu. Dodatkowo, w powietrzu czuł subtelny zapach krwi, toteż zdawał sobie sprawę z tego, iż nie był najpilniejszym przypadkiem. Zrobił więc dwa kroki w przód, potem skręcił lekko w lewo i znalazł krzesło. Usiadł na nim i cierpliwie czekał na swoją kolej, chociaż raport, który miał do zdania był nie cierpiący zwłoki.
- Jekyll, ja muszę znaleźć Growa. - wyrzekł, ale nie zamierzał więcej lekarzowi przeszkadzać.
Han czuł się dziwacznie. Wiedział, że miał szeroko otwarte oczy, wiedział że w pokoju było światło, wiedział że otaczały go kształty i kolory, postaci i rzeczy. A mimo to nie widział absolutnie nic. Ciemność. Miało to jednak swoje plusy. Jego słuch bardzo chciał przejąć funkcję wzroku, więc wyostrzył się wyłapując każdy szmer. Oczywiście, nie był tak wyostrzony, jak u ludzi, którzy oślepli wiele lat wcześniej, ale w zasadzie nie sądził, że w kryjówce jest tyle ciekawych dźwięków. Syknięcie bólu, przyspieszony oddech, mruknięcie dezaprobaty.
Oczywiście, wolałby to wszystko poświęcić, byleby wzrok odzyskać. W końcu ślepy snajper był bezużyteczny. A Mokugawa niewiele więcej umiał ponad zabijanie i planowanie taktyk.
I nagle padło pytanie.
Potem poczuł dotyk na twarzy. Wyczuł specyficzny zapach Jekylla. Badał go.
Postanowił opowiedzieć wszystko, co wiedział i co pamiętał. Może to pozwoli ustalić przyczynę takiego stanu rzeczy. Nie zdążył jednak odpowiedzieć, gdyż nagle coś się zaczęło dziać. Usłyszał wcześniej tupot bosych stóp na podłodze. Pierwsza, irracjonalna, myśl jaka wpadła mu do głowy to "kto do cholery łazi boso po kryjówce", jednakże zamiast to wypowiedzieć, coś zaczęło się dziać. Świsnęło ostrze, Jekyll kazał komuś rzucić nóż. Snajper zadziałał odruchowo. Zerwał się z miejsca, wyjął z kabury Colta i wymierzył w miejsce, skąd dochodziły dźwięki. Strzał jednak byłby kompletną głupotą, gdyż mógłby trafić kogoś. Zwłaszcza, iż Jekyll chyba panował nad sytuacją.
- Co się dzieje? - zapytał wciąż celując mniej więcej w anielicę i Jekylla. Nie odważył się jednak strzelić.
avatar





Jericho
Kundel     Desperat
GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Nove on Nie Gru 09, 2018 12:30 pm
Przez chwilę przemknęła po jej głowie myśl, że powinna była się założyć z Jekyllem, jak szybko dojdzie tutaj połowa gangu. To było niemożliwe, żeby mieli spokój przez chociażby chwilę, to była pierwsza zasada tego nieszczęsnego miejsca.
No i cóż, nie pomyliła się. Dosłownie chwilę po niej pojawił się ulubieniec tłumów i wszystkich bernardynów, Wilczur we własnej osobie - i zażartowałaby sobie z niego, gdyby nie fakt, że jak tylko ujrzała jego stan, to miała ochotę się pomodlić. Tak bardzo, że kiedy wróciła myślami do miejsca, do jej uszu doszedł też głoś ludzkiego kundla. Skrzywiła się nieznacznie, bo z każdą chwilą coraz mniej podobała jej się wizja dzisiejszego dnia.
Bandaże, dużo bandaży.
Tak, oczywiście. A wy postarajcie się w tym czasie nie zdechnąć. Nie powiedziała jednak tego na głos, tylko upewniła się, że Jericho trafił na dobre miejsce. Rzuciła Jekyllowi resztę bandaży i środek do przeczyszczenia ran, który od dawna był na wykończeniu, jakie miała we własnej apteczce, po czym wręcz wybiegła z pokoju medycznego po następne.

[z/t -> Magazyn (druga część postu po powrocie)]
______________________________________________________
Po upchaniu bandaży i granatów - bo oczywiście nie było innych środków, które zadziałyby jako oczyszczacze - Włoszka powróciła do pokoju tak szybko, jak tylko mogła, aby wreszcie porządnie wspomóc równie zadowolonego z życia Bernardyna. Zanim jednak weszła, jej oczom ukazała się anielica, która właśnie wkraczała do pokoju. Była to ostatnia osoba, której Włoszka spodziewała się w tej nieszczęsnej dziurze, ale w głębi duszy miała nadzieję, że zdołają ją nieco zaciągnąć do pomocy, wyglądała całkiem nieźle.
Niemniej widok, jaki uraczył ją w pokoju medycznym zmusił ją do porzucenia nadziei.
Tak szybko jak tylko mogła, bez potrącania ludzi niczym pieprzony taran, wbiła do pomieszczenia i zbliżyła się do tego chaosu, który został wywołany przez Ev. Widziała, że Jekyll zdołał złapać jej dłoń, w którym trzymała nóż i wierzyła, że na tę chwilę to im wystarczy, nawet jeżeli to cholerstwo właśnie wbiło się w rękę Wilczura jak nóż w masło. Rzuciła drugiemu bernardynowi krótkie spojrzenie, po czym przeniosła wzrok na leżącego na ziemi psa i pomogła mu się podnieść. Nie miała nawet chwili, żeby kopnąć Jericho w twarz za machanie pistoletem, kiedy jest, kurwa, ślepy.
- W tym stanie chuj zdziałasz, nawet mimo dobrych chęci. Obydwoje, kurwa, spokój - rzuciła chłodno i natychmiast odwróciła się w stronę Jekylla i Ev, a jej dłoń sięgnęła do torby w poszukiwaniu noża. Zbliżyła się nieco, jednak w tej chwili, póki młoda była tak blisko, nie miała pewności, co powinni zrobić.
Coś było z nią nie tak, ewidentnie. Cholera tylko wie co.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Senpai's stalker on Pon Gru 10, 2018 12:42 am
Zacisnęła mocniej palce na rękojeści broni z zamiarem wyszarpania jej z ciała Wilczura, ale nóż nawet nie drgnął. Nic nie mogło zmienić faktu, że nie dorównywała sile fizycznej Growowi, nawet w stanie, w jakim aktualnie się znajdował. Jej ciało poruszyło się, jakby szykowała się do kolejnego ataku, ale wtedy na jej nadgarstku zakleszczyły się długie palce medyka DOGS. Nie spojrzała na niego. Zdawała się w ogóle go nie zauważyć. Jej martwe spojrzenie było skupione tylko i wyłącznie na jednej osobie w tym pomieszczeniu.
Nie oznaczało to jednak, że nie zareagowała. Momentalnie spod jej stóp wybiły się ku górze pnącza, które niczym obślizgłe węże owinęły się dookoła ręki Jekylla, oraz jego szyi, ściskając się z każdą kolejną sekundą w wyraźnie jednym celu. Udusić przeszkodę. Pozbyć się jej.
Miała cel.
Druga dłoń wypuściła materiał ubrania na ramieniu jasnowłosego i wyciągnęła ją w stronę twarzy wymordowanego, by zacisnąć na niej palce. Przechyliła lekko głowę, napierając na niego całą sobą. A pnącza coraz mocniej się zaciskały na krtani medyka.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jekyll on Pon Gru 10, 2018 10:54 pm
Nie zdążył uciec przed wydobywającymi się jakby spod ziemi badylami, które najpierw z czułością zajęły się jego rękoma (uścisk z nadgarstka, a także ze skalpela zelżał, przez co przedmiot wypadł mu z pomiędzy palców), by następnie otulić jego szyję. I właśnie to sprawiło, że w głowie włączył mu się alarm — Ona cię zabije, Jekyll, rozumiesz, prawda? Padniesz trupem, gdy zabraknie ci powietrza!
   Czując coraz większy nacisk pnączy na krtań, nabrał od ust niezbędnego do przeżycia powietrza, gdyż zdecydowanie nie chciał pożegnać się z tym światem przez jego brak, zresztą w ogóle nie miał zamiaru umierać w tej norze, co po chwili zademonstrował, mimo iż rzadko widywano go w biokinetycznej formie, gdyż była używana przez niego w ostateczności. W zasadzie był w stanie zaryzykować stwierdzeniem, że nikt z obecnych w pomieszczeniu osób nie widział go w takowej.
  Cichy syk wraz z powietrzem wypadł mu z zaciśniętej mocno szczęki, gdy zaczął się proces przemiany. W jego przypadku był niezwykle bolesny, ale zignorował ten fakt na rzecz przeżycia; w tym przypadku takowa wola stała na pierwszym miejscu jego potrzeba, poza tym nadal po głowie chodziły mu słowa Wilczura o tym, że oprócz niego, nie miał tu nikogo i poniekąd taka była prawda, choć szczerze powątpiewał w dobre intencja herszta w tej kategorii. Musiał radzić sobie sam, a nie zmierzał czekać, aż utraci resztki tlenu.
  Po pomieszczeniu rozległ się trzask zmniejszających się i zmieniających położenie kości. W tym samym czasie skóra zaczęła się kurczyć i przekształcać, przez co wcześniej niemal zagojona rana otworzyła się i na podłogę trysnęło kilka plam krwi. Na powierzchni ciała zaczął wyrastać meszek w postaci futra, który szybko osiągnęło rozmiar godny lisiej otoczki. W międzyczasie odkształcenia dotknęło też ręce, nogi i szczękę. Poczuł jak supeł się rozluźnia i upada na tyłek w akompaniamencie niekontrolowanego pisku wydobytego z zwierzęcego gardła; dla takich chwil żałował, że nie był spadającym na cztery łapy kotem. Niemniej nie miał czasu, by nad tym rozpaczać. Szybko pozbierał się z podłoża, po czym poruszył łapami, czując przeszywając ból wędrujący wzdłuż lżejszego w swojej konstrukcji kręgosłupa.
  Początkowo utkwił na wpół zielone, na wpół żółte ślepia w uchylone drzwi, ale podskórnie wiedział, że jeśli podejmie decyzje o ewakuacji, to ta będzie niosła za sobą niezbyt pożądane w skutkach konsekwencje i zostanie potraktowana jak ucieczka, więc ostatecznie, przenosząc ciężar niewielkiego ciała na łapy, odbił się nimi od ziemi, nadwyrężając tym samym stawy, jednak nie miała prawa narzekać. Tym sposobem wylądował na plecach stojącej przy Wilczurze anielicy. Miał szczęście, że była niska.
  Zęby bez zbędnego przejawu delikatności zatopiły się w punkt nieco poniżej karku, częściowo zahaczając o ukrytą w tkaninie ubrania skórę, a także opadające na plecy kosmyki. Pociągnął je za nie mało delikatnie w próbie odciągnięcia ją od mężczyzny. Nie miał zamiaru jej zabić (Jeszcze nie, Jekyll, pomyślał, świadomy tego, że pobudził do życia ten wstrętny wirus, który zaraz upomnij się o swoje prawa i z rozkoszą skosztuje gładkiej, młodej skóry), ale to nie zmieniało faktu, że z gardła potoczył się stłumiony warkot. Przednie łapy wyposażone w paznokcie wbiły się w jej plecy, zaś ruda kita zakończona białym futrem owinęła się niezgrabnie wokół nań tali, acz oczywiście siła uścisku nie była w stanie wyrządzić jej krzywdy, chociaż… rozluźnił uścisk kłów i obnażył je w pełnowartościowym warknięciu; oto wścieklizna zaczęła przeżerać się do jego umysłu, gardząc ludzkimi pobudkami. Nie wiedział jak długo i czy w ogóle utrzyma ją na smyczy. Z drugiej strony jego organizm nadal nie przystosował się do zmiany rozmiaru, zatem w dalszym ciągu przy każdej nawet najlżejszej pracy mięśni towarzyszył mu nieprzyjemny ból. Czuł się jak na kacu, ale mimo to nie brakowało mu determinacji. Dlaczego? Mógł już dawno być za drzwiami...


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Liam ♥ Yesterday at 7:57 pm
Nie miał większych problemów z dotarciem do pokoju medycznego. Mimo tego, że wzrok został mu skradziony przez jakieś rogate gówno, to wciąż pamiętał, jak po omacku przemieszczał się po kryjówce, bo jednak światło to towar luksusowy - a Liam nie miał kocich/psich/chujwiejakich oczu, żeby cokolwiek dostrzegać w ciemnościach. Tyle razy ile obił sobie mordę o cudze drzwi...
Wracając do rzeczywistości. Po akcji w wioskowych ruinach na pustyni miał się coraz gorzej. Chociaż usilnie trzyma w torbie wszystkie lekarstwa i bandaże po które wyruszył to coraz częściej musiał poświęcać obie dłonie na drapanie się po twarzy i klatce piersiowej. Nic nie widział, więc jedynie czuł piekący ból pod paznokciami. Nie mógł się powstrzymać przed drapaniem, odczuwał nawet swoistą przyjemność w zadawaniu sobie mimowolnie cierpienia. Musiał się tego pozbyć w jakiś sposób, bo jak tak dalej pójdzie, to niedługo sobie całą twarz wydrapie, do kości. A gdzie się idzie jak źle i nie dobrze? Do lekarza. Wolałby tego uniknąć, w końcu każdy wie jakie opinie krążyły o tym przybytku, ale nie miał wyjścia. Gdyby miał poświęcić czas na szukanie pomocy gdzie indziej, to mógłby źle skończyć.
Hałas ze środka powstrzymał go na moment, zanim postanowił wbić na pełnej kurwie do środka. Co tam się wyprawiało? O nie, to nie jest jego interes. Już wystarczyło, że zdzierał sobie skórę z twarzy, był już całkiem ślepy i wyglądał jakby go coś dużego połknęło, pomiętosiło i wypluło bo niedobre. A tak, jeszcze miał poharataną łydkę, ale w porównaniu z tym wszystkim to był pikuś.
Ale ostatecznie pchnął drzwi i stanął w progu - drapiąc się po twarzy, oczywiście. W drugiej, zakrwawionej dłoni trzymał torbę.... która chyba już nie miała takiego znaczenia. Liam czuł krew w powietrzu, ale nie swoją, tylko cudzą, taką świeżą.
- Co tu się...
Wyrwało mu się z ust, ale jak tylko poruszył wargami, krew mu buchnęła z ledwo zasklepionych strupów, toteż wolał już się w ogólnie nie ruszać. Tylko to swędzenie. Mimo wszystko dalej musiał się drapać, jakby dostał wyjątkowo upierdliwą odmianą świerzbu. Nawet nie mógł na nich spojrzeć, bo chociaż jedno oko było sprawne, to malowała się w nim pustka typowa dla ślepca.
Postawił tylko torbę przed sobą.
Można było odnieść niejasne wrażenie, że wszystkich tutaj popierdoliło.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it




O krokodylach różańcowych l Głos

avatar





Liam ♥
Chart     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 12 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

Powrót do góry