Strona 11 z 12 Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Skoczek on 29/9/2018, 23:56
……… Dobra, mimo wszystko wyjść jakoś z tematu trzeba.
Najwyraźniej uwaga Chrisa została nieco przytępiona, przez co część wydarzeń przelatywała mu przed oczami jak woda przez palce. Może była to kwestia choroby, może ostatnich obrażeń, a może zmęczenia – to nieistotne, jako Pudel nie mógł sobie pozwolić na to, by takie zawieszenia w czasie zdarzały się częściej. W pewnym momencie zaczął przysłuchiwać się biernie rozmowie, nie interweniując, być może też ze względu na to, że chciał zobaczyć, co się stanie. Chciał znać zachowanie wszystkich Psów, by wiedzieć, na czym dokładnie stoją. A jak na razie stali nieciekawie, ale cóż. Wiedział już, że nie ominie go prywatna rozmowa z Bernardynem. Prędzej czy później musieli zaliczyć własne starcie, bo ostatnimi czasy ich relacja ewidentnie była bardziej napięta niżby sekretarz sobie tego życzył. Nie, żeby od razu chciał być przyjacielem wszystkich, zresztą do niechęci zdążył się przyzwyczaić, jednak nie miał zamiaru mieć wrogów wśród Psów. Krótko mówiąc, czy pewien uparty jegomość tego chciał, czy nie, właśnie swoim zachowaniem przypieczętował fakt, że Christopher zacznie go nawiedzać znacznie częściej, niż dotychczas.[stike]Biedny Jekyll[/strike].
Gdy Bernardyn opuścił pokój, w najwyraźniej parszywym nastroju, Chris westchnął ciężko i zerknął na przebywającą w pomieszczeniu kobietę, a następnie przeniósł wzrok na rudzielca.
- Jekyll jest szorstki i nieprzystępny, nie wątpię, że przesadził, ale ma też trochę racji, co niechętnie przyznaję. Nie we wszystkim, rzecz jasna, ale pewnych rzeczy już nie odwrócisz, Shion, a więc musisz sobie z nimi poradzić. Niewątpliwie nie będzie to łatwe, ale Growlithe dając ci żółtą chustę uznał cię za Psa, a my nie poddajemy się łatwo. Już raz udowodniłeś, że niełatwo cię złamać, teraz musisz to udowodnić po raz kolejny. To nie jest proste, to nie jest przyjemne, jednak w takim świecie żyjemy – przerwał na chwilę, by zaczerpnąć oddechu. – Ze sporą częścią spraw musisz poradzić sobie sam, jednak pamiętaj, że w razie czego możesz na mnie liczyć. Jesteś Psem, a ja zawsze stoję po ich stronie, bez względu na to, jak mocno potrafią czasem gryźć siebie nawzajem. Moja pierwsza rada? Teraz myślę, że zjedzenie chociaż czterech łyżek będzie dobrym krokiem naprzód, chociaż nie będzie to proste. Nana z pewnością poczeka tyle, ile będzie trzeba, byś dał radę. A potem odpoczywaj. Tyle, ile potrzebne.
Chris przeszedł kilka kroków w stronę drzwi, rozmasowując sobie lekko ranny bark drugą ręką.
- Ja tymczasem wracam do swoich obowiązków, jednak z pewnością jeszcze wpadnę, by cię odwiedzić. Powodzenia, Shion - po powiedzeniu tego wyszedł z pokoju medycznego.
----
Zanim jednak Chris opuścił korytarz, złapał go po drodze Itarawa, niosąc w dłoni, o dzięki ci losie, że nie zostawiasz swoich podopiecznych, buspironi hydrochloridum (korzystam z talonu na darmowy lek do poziomu średniego włącznie), lek na jego chorobę. Najwyraźniej kilka Psów postanowiło podarować mu prezent. Łaskawie. Co zresztą było bardzo miłe z ich strony, ponieważ sekretarz już myślał, że będzie sam wybierał się po składniki, a potem na kolanach prosił Jekylla o sporządzenie maści. Nie, ewidentnie w tej sprawie poszedłby do Nove.
Będąc już u siebie Pudel od razu posmarował się lekarstwem na podrażnionej skórze. Piekło, szczypało i swędziało niemiłosiernie, ale mając w pamięci widok obrażeń Shiona zaciskał jedynie zęby podczas stosowania tej kuracji.
zt

|| Podsumowanie: użycie talonu na darmowy lek, wybrany: buspironi hydrochloridum
Osłabienie po chorobie: 0/1 (fabuły)


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jinx on 25/11/2018, 01:25
Nie bywał w kryjówce dość często. Raczej trzymał się swoich terenów, mając obie ręce pełne roboty. W zasadzie w tej części Psiarni był ostatni raz parę setek lat temu, jeszcze kiedy po raz pierwszy przechadzał się ciemnymi i krętymi korytarzami z żółtą chustką. Nieważne ile czasu minęło. Mógłby poruszać się tutaj z zamkniętymi oczami, a nawet nie zachwiałby się czy też otarła ramieniem o kamień. Wszystko wyglądało tak samo jak wtedy. Nawet ten przeklęty smród stęchlizny nadal się tutaj unosił. Na jego bladych ustach pojawił się kwaśny uśmiech. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.
Wkroczył bez jakiegokolwiek słowa do pokoju medycznego i obrzucił niedbałym spojrzeniem osoby znajdujące się w środku. Jakąś dziewczynę zwijającą się w bólach. Strutą zjedzoną padliną. Cóż za niespodzianka. Na innym łóżku leżał rudowłosy były Kocur. Właściwie widział go tylko raz w życiu, ale sporo plotek zdążyło już do niego dotrzeć. Wyglądał jak gówno, ale przynajmniej nie jęczał tylko spał w spokoju, o czym świadczyła spokojnie unosząca się klatka piersiowa szczeniaka. Trzecią osobą była Yuula. Młoda Psina, która dołączyła do DOGS całkiem niedawno i pełniła funkcję marnej podróby pielęgniarki. No cóż, w ich warunkach nie mogli zbytnio narzekać.
- Przepraszam? - zapytała, podnosząc się ze stołka, nie do końca rozumiejąc daną sytuację. Z racji że nie znała Jinxa, zawahała się czy nie zacząć krzyczeć o nieznajomym i ataku, ale Sheba w morę uniósł niedbale nadgarstek, na którym widniała zawiązana żółta chusta. Dziewczyna niebo odetchnęła, na co Jinx uśmiechnął się krzywo.
- Mogłem ją zajebać martwemu kundlowi. Nie znasz mnie. Powinnaś już biec po kogoś. - syknął, niemal spluwając na podłogę. Już jakiś czas temu zauważył, że szczeniaki niezbyt ogarniały, kiedy bez problemu wbił do Kryjówki, gdy Growa trzeba było ratować. Jak widać od tamtej pory nic się nie zmieniło. Ale cóż, tym zajmie się później. Teraz miał inne zmartwienie. Miał pierdoloną dziurę w klatce piersiowej.
Zwalił się ciężko na jedno z wolnych łóżek, a koc pod nim momentalnie zaczął nasiąkać lepką krwią.
- Idź po Jekylla. - polecił dziewczynie.
- Ale on kazał, żeby mu nie przeszkadzać...
- Powiedz mu, że w medycznym leży Jinx z dziurą w klatce piersiowej i że jak się wykrwawi, to przysięgam będę go nawiedzał do końca jego usranych dni, aż sam postanowi zdechnąć. - dziewczyna kiwnęła głową, pospiesznie wybiegając z gabinetu, od razu kierując swoje kroki w stronę pokoju psiego medyka.

Obrażenia:
Spoiler:
Poparzony wierz dłoni i prawa cześć szyi oraz obszar wkraczający na kość policzkową — wymagana konsultacja medyczna! jeśli nie zostanie opatrzony w przeciągu dwóch sesji, wedrze się zakażenie i związane z nim konsekwencje).
Cztery głębokie cięcia na klatce piersiowej — wymagana konsultacja medyczna! jeśli nie zostanie opatrzone w przeciągu jednej sesji, wedrze się zakażenie i związane z nim konsekwencje).




"Go to Hell!"
Oh honey, where do you think I came from?

Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jekyll on 25/11/2018, 03:01
Medytacja - gdyby kiedykolwiek przyszło mu do głowy się nią zająć, byłby to najprawdopodobniej jedna z najmniej odpowiednich decyzji, jakie dokonałby w swoim życiu. W zasadzie mógł się łudzić, że zazna odrobinę spokoju, ale takowe złudzenie nie utrwało dłużej niż trzy godziny. Akurat położył się do łózka i próbował zasnąć, gdy rozległo się pukanie do drzwi, które sprawiło, że na twarzy Jekylla pojawił się paskudny wyraz, upodobniający go odrobinę do poziomu E. Hades natychmiast do nich podbiegł i zaczął węszyć, a po chwili z jego gardła potoczył się szczek. To oznaczało, że osoba znajdująca się za ścianą nie wydzielała kojarzonej przez psa woni, przez co lekarz zakwalifikował takową na pozycje: mało ważne, można iść spać. Najwyraźniej doberman zrozumiał intencje swojego właściciela, bo przestał wydobywać z siebie jakiekolwiek dźwięki. Omiótł swoimi czarnymi ślepiami drzwi, po czym, stukając paznokciami o podłożem wrócił na swoje usłane starymi, stęchłymi kocami legowisko, ale...
  — Doktorze Jekyll. — Krzyk i znów irytujące puk, puk.
  Zignoruj to, Jek. Zignoruj, przecież jesteś specjalistą od sprawienia ludziom zawodu. Zigno...
Puk. Puk.
  Tym akcentem Bernardyn, doprowadzony do czegoś w rodzaju złości, usiadł na swoim posłaniu i ukrył twarz w dłoniach.
  — Przepraszam, ja... ja naprawdę nie chcę —  tutaj najprawdopodobniej właścicielka kobiecego głosu ułożyła dłoń na klamce, bo ta poruszyła się pod naporem — ... przeszkadzać — drzwi zaskrzypiały, gdy został lekko uchylone; między nimi a framugą pojawiła się głowa — ja...
  Hades bez skrupułów poderwał się na równe nogi, po czym doskoczył do niej, demonstrując pakiet zębów. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
  Co prawda nie miał zamiaru ją pogryźć, a jedynie nastraszyć, ale to nie zmieniała faktu, że na ustach obserwującego ten incydent spod palców lekarza ukształtował się paskudny uśmiech.
  — Hades, do nogi. — Czworonóg dostosował się do tego polecenia, wyraźnie się przy tym ociągając.  — A dla ciebie niech to będzie nauczka, że nie wchodzi się nikomu do pokoju bez pukania — krzyknął w kierunku drzwi. Miał bowiem fioła na punkcie prywatności i wolałby, aby jego nie została zachwiana z powodu braku wychowania. — I teraz możesz to uczynić — dodał łaskawie, przesadnie łagodnie, jakby zachęcająco, ale jednak wyraz na jego twarzy świadczył o tym, że nie był zachwycony tą wizytą.
  Kobieta wślizgnęła się posłusznie do środka, a raczej stanęła na progu w każdej chwili gotowa do wycofania się. Rozpoznał w niej nową pomoc medyczną.
  — Czego? — zapytał, zanurzając palce prawej dłoni w szorstkiej sierści pchlarza, druga została opuszczona wzdłuż ciała.
  — Jinx... Jakiś Jinx kazał przekazać, że — zamarła nagle, jakby owe słowa zastygły w jej w krtani  — że... jest w pokoju medycznym — dokończyła, bo cały przekaz nieznanego Psa nie chciał przejść jej przez gardło, zresztą nic dziwnego. Właściciel burdelu napędził jej strachu swoim szorstkim zachowaniem, a Jekyll nie zaprezentował się dużo lepiej. Wolał uważać na to, co mówi.
  — Lecher — mruknął pod nosem, bardziej do siebie, niżeli do kogokolwiek innego, ale w rezultacie dźwignął się ze swojej pryczy. Po ostatnim incydencie wolał nie prowokować tego Wymordowanego, przynajmniej chwili obecnej, dopóki w pamięci miał wyryty beznadziejny stan swojego dawnego podwładnego, który był w wyjątkowo złej kondycji. —Chodźmy.
  Wyszedł tuż za nią, zamykając Hadesowi drzwi przed nosem. Wolał, aby jednak pies został  w jego małej klitce. Nie mógł ręczyć za jego poczytalność w kontakcie z szaleńcem pokroju ciemnowłosego mężczyzny.
  Droga do pokoju medycznego upłynęła im pod znakiem ciszy przerywanej przez odgłos ich kroków i oddech kobiety. Był zbyt głośny, nieadekwatny do pokonanych przez nich metrów, bo chociaż tempo narzuciła konkretnie, to jednak niewystarczający, by aż tak się zmęczyć. Najwyraźniej żyła w  większym stresie niż on sam i wraz z tą świadomością poczuł ulgę. Przynajmniej jeden Pies miał gorzej od niego.
  Przekraczając próg pokoju, najpierw rzucił ulotne spojrzenie śpiącemu Kundlowi. Wyglądał o niebo lepiej. Powoli wracał do zdrowia, co Jekylla mimo wszystko uspokoiło. Nawet nie dlatego, że mu zależało na dobru pacjenta (tego typu pobudki miał już dawno za sobą), ale po prostu śmierć tego delikwenta nie była mu na ręką. Jeszcze KTOŚ naprawdę uznałby, że jest popsuty i nie zasługuje na obecną pozycję.
  Głupota. Miał zamiaru wygarnąć to Wilczurowi przy ich kolejnym spotkaniu, chociaż w duchu miał nadzieję, że takowa sposobność póki co się nie nadarzy. Nie widział go od miesiąca i nie odczuwał z tego tytułu tęsknoty.
  — Jadł coś? — zapytał żółtodzioba.
  — T-tak.
  Skinął lekko głową i dopiero wtedy skoncentrował się na sprawie priorytetowej. Poszedł do Lechera, ale jednak zachował bezpieczny dystans, mimo świadomości, że w końcu będzie musiał się przełamać i do niego podejść. Niemniej najpierw uruchomił urządzenie rentgenowskie w oku, przez co prawie ślepie zmieniło barwę (teraz była całe białe, jakby oko pokryło bielmo) i prześwietlił znajomą sylwetkę na wylot. Uniósł kącik ust ku górze, dostrzegając otwarte rany na klatce piersiowej. Nikt przypadkiem nie wyciął ci serca, skurwysynu?, pomyślał, ale po chwili oprzytomniał. Lecher był pozbawiony tego organu, przynajmniej w wydźwięku metaforycznym, bo jednak coś musiało bić mu w piersi, skoro nadal jako tako funkcjonował i wyglądało na to, że nie miał zamiaru opuścić tego świata. Przynajmniej w najbliższym czasie, skoro chciał konsultować swoje obrażenia z Jekyllem.
  Szkoda.
  — Rolę się odwróciły, co? — skwitował. Trudno było wywnioskować czy tym słowom towarzysza ironia, czy też nie, bo był to właściwy jedyny komentarz, jaki opuścił jego usta. Jak właściciel burdel mógł się domyśleć - nawiązywał do ich ostatniego spotkania, które nie skończyło się szczególnie szczęśliwe dla doktora. Od tego czasu minęło kilka tygodni, podczas których Bernardyn wrócił do zdrowia, a Lecher...  W każdym razie, jak wcześniej wspomniał, rolę się odwróciły.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Nove on 3/12/2018, 21:07
Życie, życie na Desperacji. Cudowne, wspaniałe, pełne emocji i przygód...
A tak serio? Beznadzieja.
Gdyby jednak ktoś zapytał ją, czemu jeszcze nie wyszła z tej kryjówki nie oglądając się za siebie, prawdopodobnie miałaby niemały problem w znalezieniu odpowiedzi. To są dobre mordy, fajnie się z nimi żyje - przynajmniej do chwili, kiedy rozwalają się o każdą możliwą ścianę lub przechodzą ataki depresji z powodu utraty bliskich. A życie kręci się dalej.
Włoszka po raz pierwszy od dawna miała dłuższą chwilę wolnego i materiały, które mogła wykorzystać do stworzenia mask, stąd z wielką radością zaszyła się w swoim pokoju ze starymi farbami oraz masami, z których mogła stworzyć kolejne arcydzieło. Brakowało tylko weny, która przyniosłaby jej zbawienie i sprawiła, że na tej nieszczęsnej formie pojawiłby się jakiś kolor. Wierzyła, że była bardzo bliska jakiemuś błyskotliwemu olśnieniu, kiedy to nagle ktoś zaczął pukać do jej nory bez przerwy, jakby się co najmniej gdzieś coś paliło.
Zignorowała to na początku, ale ciekawość złapała górę. Ironicznie jednak pukanie ustało, kiedy tylko się podniosła, a zamiast ewentualnego rozmówcy pojawił się list przed jej norką. Brew Nove powędrowała do góry, w trakcie gdy ta podniosła kawałek papieru i szybko przejrzała treść, która jaśnie oznajmiała, że jest sytuacja alarmowa (znowu), pół DOGS może paść jak muchy (znowu), a Jekyll prawdopodobnie dostaje pierdolca, bo Ourell zginął w czeluściach, ona się opierdala, a reszta Bernardynów jest gdzieś nie wiadomo gdzie. Klasyka Mozzarta.
Trzeba było jechać w pizdu póki miało się okazję.
Może jednak widok wpół martwych Psów napełni ją weną i zdoła w ten sposób później skończyć swoją pracę, stąd stwierdziła, że będzie miła i pójdzie tam, gdzie ją wołają.

W pokoju medycznym czekała na nią niezbyt miła niespodzianka.
Jeszcze zanim wkroczyła do pomieszczenia, zauważyła, że było... Zaskakująco mniej osób niż się spodziewała. Czyżby przyszła wcześniej, a może po prostu tamten liścik miał być tylko nieprzyjemnym żartem, aby zmusić ją do przyjścia? Jekylla zdołała wyłapać już z pewnej odległości, nawet mimo swojego słabego wzroku - kompletnie jednak nie spodziewała się drugiej osoby. Kojarzyła kolesia. To był chyba ten sam, który wpierdolił się do kryjówki niczym pewien guru, kiedy tylko anioły zdecydowały się urządzić im głupi teatrzyk. Miała ochotę rzucić jakiś komentarz, niemniej jednak powstrzymała się i posłała drugiemu bernardynowi pytające spojrzenie. Pracowali na tyle długo, że ten powinien zrozumieć, że jeżeli czegoś potrzebuje, to zaraz mu przyniesie.
A jeżeli pojawi się tutaj zaraz połowa DOGS - że powinni wreszcie wysadzić ten burdel.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jekyll on 3/12/2018, 22:15
Jeszcze przez chwilę przyglądał się mężczyźnie pod kątem zdobytych obrażeń, ale jego spięte mięśnie twarzy nie rozluźniły się chociaż na chwilę. Co prawda widywał go w gorszym stanie, ale ten też niezbyt mu się podobał. Wreszcie zdobył się na to, aby do niego podejść.
  — Nie pytam, gdzie byłeś, ale przynajmniej powiedz mi, czy był tam ktoś oprócz ciebie — zagadnął akurat wtedy, gdy uchwycił w palce jego nadgarstek, by przyjrzeć się oparzeniu; docisnął palce do nieprzyjemnej dla oka szramy i wysłał mu oczekujące spojrzenie, chociaż nie miał mu za złe, że trochę to trwało. Nie był w najlepszej kondycji fizycznej, jednak to nie zmieniało faktu, że doktor potrzebował się upewnić, że był sam, że nie wtoczy się tutaj zaraz kompania złożona z dziesięciu osób. Wtedy na pewno sam sobie z tym wszystkim nie poradzi. Nawet on musiał kiedyś jeść, pić, spać.
  Słysząc odgłosy kroków na korytarzu, zaczerpnął do ust odrobinę nowej dawki tlenu. Miał nadzieję, że w drzwiach nie pojawi się kolejna ofiara przemocy, bo jednak miał tylko jedną parę rąk, a przypadek Lechera był na tyle wymagający, że Jekyll potrzebował trochę czasu, by się nim należycie zająć, doprowadzić do względnego porządku i powiedzieć mu, że ma siedzieć na dupie i odpoczywać, ale wątpił, że ten argument do niego trafi. Raczej nigdy nie słynął z cierpliwości do rekonwalescencji, poza tym w życiu nie zostawiłby na tydzień burdelu bez opieki; Bernardyn był tego świadom, ale był też świadom tego, że jeśli Wymordowany przesadzi, nie wydobrzeje, tylko mu się pogorszy. Naprawdę musiał wziąć pod uwagę zaopatrzenia pokoju medycznego w kagańce, kajdany i łańcuchy, i ewentualnie w paralizator, jeśli któryś z delikwentów nie będzie chętny do współpracy. To zdecydowanie ułatwi prace i mu, i innym medykom. Był też niemal pewny, że wielu z nich poprze ten pomysł.
  Zerknął w kierunku drzwi i odczuł ulgę, kiedy z ciemności wnurzyła się znajoma sylwetka drugiego Bernardyna. Zwykle nie przejawiał oznak radości na widok posiadacz żółtych chust, ale w tym wypadku uczynił wyjątek. Otóż posłał kobiecie wymowny uśmiech pod tytułem: w samą porę. Nove wiedział co on oznaczał, więc nie musiał używać żadnych słów. I to działo w dwie strony.
  — Wskocz do magazynu po jakieś środki odkażające i bandaże. Ta rana w klatce piersiowej jest paskudna. Nie chciałbym być w jego skórze — stwierdził, bo nie był do końca pewny, co właściciel burdelu wyczyniał po jej nabyciu, a wolał nie zadawać mu pytań podobnej treści, gdyż  fakt, że zalęgły się w niej miliony zarazków mówiło samo przez siebie. Jej brzegi były brudne.
  Ułożył na jego czole dłoń, by sprawdzić temperaturę ciała. Nie miał gorączki, a to dość optymistyczny sygnał na tle jego obrażeń.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Arcanine on 5/12/2018, 00:59
Rozdzielili się ― jak zawsze.
Być może perspektywa zostania samemu nie wydawałaby mu się taka niesprawiedliwa, gdyby miał do czynienia z normalnymi okolicznościami. Teraz jednak słaniał się na nogach i był to prawdopodobnie pierwszy przypadek, w którym miał ochotę rzygać i mdleć w tych samych sekundach. Potrzebował ściany, aby opierać na niej większość swojego ciężaru i myślenie o tym też doprowadzało go do szału. Z ręką przy chropowatej, nierównej powierzchni, przesuwał się niespiesznie naprzód i klął w myślach przy każdym postawionym kroku. W tym tempie zdąży wyschnąć.
Zresztą, co za ironia, że krążąc po korytarzach siedziby, nie napotkał żadnego innego Psa.
Gdy potrzebował ciszy, całe stada plątały mu się pod nogami, ale gdy naga gleba piła kolejny litr jego krwi, zamieniając się powoli z twardej nawierzchni w bagnisty muł, wokół magicznie opustoszało. Grow wykrzywił się marudnie, przeciągając zesztywniałą w kolanie kończynę. A serce? Tłukło się jak oszalałe. Skąd to zwariowane tempo?
Nie wiedział ani tego, ani nie znał czasu, jaki przeznaczył na uparte przedzieranie się przez mroki kryjówki. Dotarcie do pokoju medycznego musiało mu zająć o wiele więcej niż mógł sobie na to pozwolić. Krwawił jak zarzynana świnia i był pewien, że jeszcze moment, a czarne mroczki przed oczami rozrosną się do wielkich plam ― potem nastanie całkowita ciemność. Jakkolwiek nie cenił w sobie woli życia, wiedział przecież, że tracąc przytomność przegra wyścig w przedbiegach. Byłoby to tym niewygodniejsze, że na tym etapie trasy, przez szum w czaszce przebijały się już znajome głosy.
W tym tej rozchrzanionej kurwy. Obyś dziś nie szwankował, Jackie.
Śmiech, jaki cisnął mu się na usta, przedarł się przez gardło w formie chrypliwego kaszlnięcia. Obdarte od bieganiny płuca ledwo rozumiały jaką powinny spełniać funkcję ― co tu w ogóle więc mówić o zaczerpywaniu tchu i wybuchaniu śmiechem. Starczyło, że nabierając następnego wdechu, miał wrażenie, jakby powietrze formowało się w igły. Przełyk pulsował bólem.
Po dużo bandaży ― uściślił, stając niespodziewanie w przejściu. Słowa wypowiedział nisko i cicho, ale był pewien, że Nove wyłapie tych kilka pomruków i weźmie je sobie do serca. Patrząc na niego pewnie i tak, z czystej przezorności, chwyciłaby po dodatkowy kilometr opatrunków. Na zaś.

obrażenia:
niewielkie skaleczenia na dłoniach. Pęknięta warga. Ślady po pazurach na prawej stronie twarzy — rozcięty płatek ucha oraz ból mięśni pleców po uderzeniu. Bolące siniaki na nadgarstkach — rany cięte w poprzek żył, płytkie; nie dotknęły naczyń krwionośnych. Krwawiące zadrapanie na biodrach. Ślady po wbitych pazurach w mięśniu podkolanowym (prawa noga) — zatrzymanie nadmiernego krwawienia. Odrętwienie palców (zranienie na serdecznym lewej ręki, kolor brunatny – brak ruchu) i prawej nogi — Problem w poruszaniu tymi kończynami. Znaczny spadek temperatury ciała.
Przerwane więzadła w mięśniu podkolanowym — wymagana konsultacja medyczna! jeśli nie zostanie opatrzony w przeciągu dwóch sesji, wedrze się zakażenie i związane z nim konsekwencje).
Zranienie na palcu serdecznym — wymagana konsultacja medyczna! jeśli nie zostanie opatrzony w przeciągu sesji, zakażenie przeniesie się na wnętrze dłoni. Wymagana amputacja.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jekyll on 6/12/2018, 23:44
„... czy był tam ktoś oprócz ciebie.”
  Nie musiał nic mówić. Odpowiedź po chwili ukazała się sama w bardziej cielesnej postaci, niż mógłby sobie tego życzyć. Mimo iż w pierwszej chwili, słysząc kroki na korytarzu, trzymał się płonnej nadziei, że ich właściciel zmierzał do innego pomieszczenia na tym piętrze, ale najwidoczniej los znów wystrychnął lekarza na dudka.
  Z ust padło ciężkie westchnięcie, gdy w drzwiach pojawiła się znajoma sylwetka. Udało mu się zachować powściągliwość w słowach, acz komentarz odnośnie tej sytuacji miał już na końcu języka. Zamiast takowego, na wargach ułożył się grymas imitujący uśmiech.
  Ponownie uruchomił artefakt, by tym razem zdiagnozować obszar obrażeń mieszczących się na ciele Wilczura. Wśród takich  sobie ran, w oczy rzucały się przerwane wiązadła i....
  — Serdeczny palec wymaga amputacji —  wydawał werdykt, napawając się przez chwilę własnymi słowami. Nie musiał się nawet co do tego upewnić; krew do niego nie dopływały, obumierał. W międzyczasie zastanawiał się czy w ramach grzeczności powinien podejść i pomóc przemieścić się Wilczurowi ku wolnej pryczy, ale zrezygnował z tej uprzejmości. Nie chciał paść ofiarą jego zębów; nadal od czasu do czasu  czuł mrowienie w barku.
  Tym razem też nie zapytał gdzie się tak urządziłeś?.
  Podszedł do półki, na której leżało samotne pudełko. Wyciągnął z niego ostatni zapas bandaży przechowywany w tym pomieszczeniu na czarną godzinę i pół butelki środka odkażającego. Przez chwilę miał dylemat kim zająć się najpierw, ale jego wybór ostatecznie padł na Lechera. Był pierwszy. Poza tym tlił się w nim nikły cień nadziei, że tym razem to Nove weźmie pod opiekę herszta bandy. On co najwyżej - z rozkoszą - pomoże jej pozbyć się nienadającego się od użytku palca i udzieli wsparcia przy opatrywaniu pomniejszych ran, bo jednak był w bardziej opłakanym stanie niż właściciel burdelu.
  Założył jednorazowe rękawiczki, po czym przeszedł do czynu. Oczyścił ranę na klatce piersiowej z bakterii, jednak nie silił się na delikatność podczas wykonywania tej czynności. Krew przestała sączyć się z rany, więc miał trochę czasu.
  Zanim w ruch poszła igła i nić, rzucił ponaglające spojrzenie w stronę niewiedzącej co ze sobą zrobić pomocy medycznej w postaci nowicjuszki, która była na etapie udawania, że nie istnieje. Wcale się jej nie dziwił – unosząca się powietrzu atmosfera była dość gęsta, ledwo było czym oddychać.
  — Nie stój tak. Przynieść miskę z zimną, najlepiej lodową wodą i zrób mu okłady na poparzoną skórę — wydał jej treściową komendę. Najwidoczniej nie musiał powtarzać jej tego drugi raz, bo po chwili już jej nie było w pomieszczeniu. Każdy pretekst był dobry, by się stąd uotnić. — Nie sądzisz, że przydałoby się powiększyć personel medyczny o kilka osób, Wilczurze? — Zaryzykował tym pytaniem, uchwyciwszy w palce przygotowanie do użytku przedmioty przeznaczone do zszywania ran. Wiedział, że nie był to odpowiedni moment na tego typu rozmowy, ale z doświadczenia wiedział, że żaden moment nie był odpowiedni, a nie miał zamiaru w tym celu (ani w żądnym innym) składać Wilczurowi prywatnych wizyt. — Tak  się szczęśliwie złożyło, że niedawno natknąłem się na całkiem obiecującego dzieciaka, który na dodatek chce stać się członkiem DOGS. Grzech tego nie wykorzystać — dodał, choć koncentrował się w głównej mierze na scaleniu tkanek u Lechera, co nie było znowu takie proste. Rana miała paskudny charakter, niemniej w swojej karierze lekarza widział gorsze zranienia.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jericho on 8/12/2018, 15:47
Jericho przecierał oczy już chyba kilkadziesiąt razy, ale kilkadziesiąt-pierwszy także nie przywrócił mu wzroku. Dodatkowo, bród jaki dostał się do oczu sprawił, że te łzawiły, piekły i prawdopodobnie były zaczerwienione. Mężczyzna przeklinał sam siebie za to, że udał się w tamto miejsce bez odpowiedniego rekonesansu. Był wściekły za to, że dał się tak łatwo podejść. Był żołnierzem! Powinien przewidzieć, że coś takiego może się zdarzyć, że nieznany osobnik ni z tego ni z owego ich zaatakuje.
Po omacku próbował wrócił do bazy. Dobrze, że miał względnie dobrą orientację i znał  praktycznie na pamięć te okolice, toteż z większym lub mniejszym trudem, ale udało mi się dostać do bezpiecznej kryjówki.
Ale czy na pewno bezpiecznej?
Położył dłoń na ścianie i odtwarzając w pamięci układ korytarzy w kryjówce, próbował dotrzeć do  pokoju medycznego. Kilka razy zarówno na zewnątrz, jak i tutaj, w kryjówce, potknął się i upadł. Czuł ból dłoni, prawdopodobnie delikatnie krwawiły z niewielkich zadrapań. Niemniej jednak za każdym razem gdy upadł, podnosił się i brnął dalej.
Miał raport do złożenia.
Musiał uzyskać pomoc.
I miał nadzieję, że tym razem Jekyll nie zachlał mordy. Co prawda, Mokugawa nie przepadał za Bernardynem, ale nie śmiał odmówić mu umiejętności medycznych, chociaż w przypadku, gdy przynieśli Gavrana, to ten stał i wolał kłócić się z Growem niż ratować poturbowanego psa. No ale było, minęło.
Apropo, przywódcę również trzeba było znaleźć. Ale po kolei. Miał czas.
Wreszcie wymacał, miał nadzieję, odpowiednie drzwi i zapukał w nie z czystej grzeczności. Nie czekał jednak na odpowiedź, tylko wszedł do środka. W nozdrza od razu uderzył go słodkawy zapach krwi, ludzkiego potu i...czegoś jeszcze, czego nie potrafił zidentyfikować. Podskórnie czuł napięcie wiszące w powietrzu, ale nie wiedział pomiędzy kim. Słyszał jedynie jakiś strzęp ostatniego zdania wypowiedzianego przez Jekylla. Dlatego też miał pewność, że ten był w pomieszczeniu.
- Jekyll... - mężczyzna niewidzącym wzrokiem powiódł po całym pomieszczeniu. Był to raczej odruch bezwarunkowy, aniżeli zamierzone działanie. Nie dostrzegł, oczywiście, nic poza ciemnością. - ...COŚ mnie oślepiło. - powiedział, nie zdając sobie sprawy, że lekarz miał teraz ważniejsze sprawy na głowie.
avatar





Jericho
Kundel     Desperat
GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jekyll on 8/12/2018, 18:24
Dziewczyna po upływie kilku minut wróciła z miską. Najwyraźniej poszła po rozum do głowy, gdyż zaopatrzyła się również w kilka szmat. Z lekkim niepokojem wypisanym na twarzy przystanęła po drugiej strony właściciela burdelu. Odłożyła miskę na podłogę i zanurzyła w niej jedną z tkanin, po czym wykręciła ją i, powiedziawszy drżącym głosem: trochę zaboli, skonfrontowała jej powierzchnie z oszpeconą dłonią. W tym samym czasie ręka Jekylla (przez przypadek, oczywiście) lekko się omsknęła, przez co igła wbiła się nieco głębiej niż powinna w uszkodzony skrawek skóry.
  — Zaraz kończę — poinformował mężczyznę, gdyby ten chciał go oskarżyć o fuszerkę.
  Był na ostatniej prostej.
Stuk, stuk.
  Odgłos zbliżających się kroków zabrzęczał mu w uszach.
...COŚ mnie oślepiło.
  Znajomy głos rozległ się w jego uchu, gdy zakładał ostatni szew. Ręce zatrzymały się w połowie wykonywanej czynności. Zapowiadał się żmudny wieczór. Jak dobrze, że od kilku tygodni nie miał w ustach alkoholu.
Coś?
  Uniósł wzrok ponad klatkę piersiową Lechera i omiótł spojrzeniem nowoprzybyłego mężczyznę. Na pierwszy rzut oka dojrzał, że snajper próbował poradzić sobie z tym problem na własny rachunek, brudnymi, pełnymi zarazków rękoma, jakby nie wiedział, że takowe były najlepszym portem dla bakterii. Nawet nie miał siły na złośliwy komentarz. Westchnął.  
  — Nie mogę teraz do ciebie podejść, więc słuchaj uważnie. — Pauza. Musiał najpierw określić odległość dzielącą Psa od mebla. — Zrób dwa kroki w przód, potem skręć lekko w swoje lewo. Znajdziesz tam krzesło.
   Usiądź i się nie ruszaj, chciał powiedzieć, ale jego zamiary były zbyt oczywiste, wobec tego zgadywał, że Kundel zorientuje się o co chodzi.
  Nie śledził jego poczynań. Nie miał na to czasu. Znów skupił się na ranie w klatce piersiowej Lechera.
  — Skończone —  powiedział po kilku chwilach. Dziewczyna najwyraźniej też skończyła. Otuliła skrawek policzka Jinxa szmatą. Nie oczekiwał do niego wyrozumiałości, ale mimo to liczył na współpracę, dlatego powiedział: — Nie ruszaj się. Za kilka minut zajmę się oparzeniami, do tego czasu po prostu leż spokojnie. — Odłożył imadło, igłę i resztą nici na swoje miejsce. I założył mu opatrunek, choć takowy był póki co prowizoryczny. Szczegóły dopnie później. Miał na głowie kilka poważniejszych spraw, mianowicie ślepego snajpera i obficie krwawiącego Wilczura.
  Ostatni raz tego dnia uruchomił artefakt; to był jego limit. Zawiesił zielone ślepia na wysokości oczu mężczyzny.
  — Co to było? — zapytał. Zalążek uśmiechu przekształcił  się w grymas zdziwienia. — Nie dostrzegam ogniska choroby.
  Nie czekał aż odpowiedź zostanie mu udzielona. Podszedł do snajpera i wyjął z kieszeni małą, podręczną latarkę. Zbliżył się do niego w celu poświecenia mu źródłem ostrego światła prosto w jedno oko. Otoczył je palcami, by się nie rozproszyło.
  — Ujrzałeś cokolwiek? Przebłysk? Białą plamę? — zapytał. W gruncie rzeczy nagła utrata wzroku nie była zbyt częstym zjawiskiem, więc, jeśli nie było to dzieło nadprzyrodzonych mocy, oczy nie mogły całkowicie się zbuntować i tak po prostu przestać działać.
  Perspektywa, że zaraz będzie musiał zająć się rannym Wilczurem, nie napawała go zbyt wielkim entuzjazmem, więc w zasadzie robił wszystko, by rozciągnąć to w czasie i przy okazji wydłużyć jego męki. Był przekonany, że na to zasłużył. Poza tym miał nadzieję, że Nove szybko wróci z magazynu.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Senpai's stalker on 8/12/2018, 18:48
Drzwi skrzypnęły cicho, jakby niepewnie, gdy w przejściu stanęła jeszcze jedna osoba, najmniej spodziewana. Zatrzymała się na kilka dłużących chwil, wpatrując się w swoje bose, teraz brudne stopy, niczym skruszone dziecko, czekające na wyrok oraz karę rodziciela. Nie odzywała się, nie wydawała z siebie żadnego dźwięku, cichutka niczym mysz pod miotłą.
Mogło się wydawać, że nie była żywą istotą, a jedynie marną imitacją kukły, z poszarpanymi włosami, choć teraz sięgającymi już łopatek, nadal stanowiące jedynie cień przeszłości i długich, lśniących włosów, jakimi mogła się poszczycić. Jedynie nieregularnie unosząca się klatka piersiowa świadczyła o tym, że wciąż tlił się w niej żar życia, że wciąż walczy w tym okropnym świecie, łapiąc się mizernymi palcami wszystkiego, co przypominało ludziom o dobroci.
Wreszcie poruszyła się, a bose stopy bezgłośnie pokonywały kolejne odległości starych desek podłogi. Uniosła lekko głowę, umorusaną sadzą i ziemią, jednakże przez zbyt długą grzywkę ciężko było dojrzeć jej jasne spojrzenie. Blada twarz, która wydawała się zupełnie pozbawiona jakiejkolwiek barwy, poprzecinana brzydkimi i szpecącymi bliznami, wydawała się być jedynym jasnym punktem na ciele dziewczyny.
Przyspieszyła.
Trzy metry. Dwa metry. Jeden metr.
Znalazła się wystarczająco blisko Wilczura, by doskoczyć do niego, łapiąc jedną dłonią za przedramię. Na krótką chwilę ich oczy się spotkały. Błękitny, matowy wzrok pozbawiony blasku zdawał się z każdą kolejną chwilą gasnąć. Jakby go nie widziała. Uniosła drugą dłoń i zamachnęła się, celując prosto w jego szyję. Błysnęło ostrze noża.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Arcanine on 9/12/2018, 00:59
Zrobiło się tu odrobinę tłoczenie, choć Growlithe nie wyglądał na niezadowolonego, jakby perspektywa przeczekania godzin w kolejce do lekarza nie wywoływała u niego chronicznych nawrotów marudzenia. Ledwo kontaktował ― na korzyść Jekylla. Dzięki temu nie dostrzegł spojrzenia doktora, nie mógł więc na to odwarknąć.
Ruszył w kierunku łóżka polowego. Przeszedł obok nieprzytomnej, obłożonej okładami kobiety ― ratlerki, Kayano. Czyżby znów pomknęła w stronę ognia, jak wszystkie durne ćmy?
Szczęki zwarły się, gdy uginał nogi w kolanach. Ręką wsparł się o brzeg mało stabilnej leżanki, a potem zwalił się na nią jak ciężki wór. Nie było lepiej, wszystkie miejsca, które otarły się o ubranie, wysłały tryliardy sygnałów. Kurewsko bolało. Mimo wszystko sam fakt, że usiadł i nie musiał tak bardzo zajmować się zachowaniem równowagi ― to już było coś.
Cokolwiek.
― ... nie sądzisz...
Nie sądzisz, że to rozmowa na inny moment? ― odbił piłeczkę, rozstawiając nogi i opierając przedramiona o kolana. Czuł, jak wszystko podchodzi mu pod samo gardło. Czym miałby jednak wymiotować? Żółcią?
Znowu?
Skrzywił się, unosząc opartą łokciem o udo rękę. Przygarbił się, wsuwając zakrwawione palce we włosy.
"Tak się szczęśliwie złożyło..."
Jackie, zawrzyj mordę i rób co do ciebie należy.
Chciałoby się to powiedzieć, ale usta miał sklejone, a w gardle sam piach. Musiał więc wysłuchiwać głupich uwag i ciągle, nieustannie, bez przerwy TYLKO czekać. Siedzieć, oddychać, krwawić jak zarzynana świnia. Niedorzeczne, przeszło mu przez głowę. Nie wiedział czy to jego myśli, czy kogoś innego. Ale zgadzał się, w pełni. To, co tutaj się działo, było niedorzeczne.
Nie sądził jednak, że może stać się jeszcze gorzej.
Podczas gdy zszarzały materac łóżka nasiąkał czerwienią, Growlithe przesunął palcami po skołtunionych, wilgotnych od potu włosach. Odgarnął je do tyłu, unosząc wzrok. Choć cały plener miał rozmazany, jakby ktoś zanurzył dopiero co namalowany obraz w wodzie, pewnych barw się nie zapomina.
Uśmiechnął się lekko, natychmiast prostując plecy. Jak miałby pokazywać jej swoje słabości?
Hej, maleńka. Nie powinnaś tu... ― Poczuł na przedramieniu chwyt jej małych palców. Werżnęły się w jego mięśnie jak szczęki małego psa i już to powinno być sygnałem ostrzegawczym, ale przyzwyczajenie zrobiło swoje. Grow uniósł oczy i kiedy napotkał jej spojrzenie, wszystkie kolory, które jakimś cudem zachowały się na jego twarzy, wyblakły na czystą biel. Uśmiech zamienił się w cień zaskoczenia.
Błysnęło ostrze.
Zdążył unieść przedramię, ale nie na tyle prędko, aby uderzeniem odrzucić jej uzbrojoną w nóż dłoń. Zamiast zapobiec rozwojowi wypadków, udało mu się zasłonić miejsce, w które celowała. Stal wbiła się w mięso, aż jej ostry czubek nie wynurzył się po drugiej stronie kończyny, wypychając krew z rozerwanych po drodze żył. Ponad linią przedramienia odnalazł jej pusty wzrok.
Co się...-


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 11 z 12 Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next

Powrót do góry