Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

 :: Eden :: Ogrody Edenu


Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Go down

Pisanie on 03.12.19 23:09  •  Ruiny kaplicy Empty Ruiny kaplicy
RUINY KAPLICY


Miejsce, choć należące do ogrodów, znajduje się na całkowitych ich obrzeżach. Wydaje się zresztą nie pasować do reszty pleneru. Otoczenie gwałtownie przemienia formę i zieleniąca się trawa gradientem przechodzi do suchej, wybitej gleby; bujne krzewy przeradzają się w ciemne bohomazy, a liczne drzewa wyłysiały i sczerniały. W samym centrum uparcie trzymają pion ściany niegdyś zadbanej kaplicy.

Ten niezbyt duży budynek sakralny rozsypał się jak zamek z piasku podczas jednego z kataklizmów – trzęsienie ziemi wzburzyło fundamentami, niemal całkowicie niszcząc architekturę. Zdarzenie miało miejsce już dobre pięć wieków temu i niewielu pamięta o czasach świetności kaplicy – nigdy jej nie odbudowano, a  ruiny szybko obrosły pnączami i dziką winoroślą. Wśród pozostałości wciąż można znaleźć zniszczone przez upływające lata relikwia, połamane ławki zagrzebane w ziemi czy ostre odłamki ram od obrazów.

Terenem od jakiegoś czasu zainteresowały się jednak feniksy. Te dumne ptaki osiadły wśród gruzów, wijąc gniazda i chowając młode.
                                         
VIRUS
VIRUS
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.12.19 23:12  •  Ruiny kaplicy Empty Re: Ruiny kaplicy
  Raphaela miała surowe rysy twarz i poważny wzrok, w niektórych kręgach z pewnością uważany za wrogi lub prowokacyjny. W rzeczywistości nie stanowiła żadnego zagrożenia, a jej niewymowna niechęć do rozwiązywania problemów siłą objawiła się chociażby desperacką próbą znalezienia kogokolwiek, kto byłby w stanie ją wesprzeć. Złote tęczówki, ciasno obejmujące rozszerzone źrenice, zdawały się jaśnieć, kiedy Saliah zabierał głos i gasły, gdy przerywał.
  – Jestem wam naprawdę wdzięczna – przyznała, kiedy już szli wąską, kamienną ścieżką. Wkrótce krajobraz bogatych w zimowe kwiecie ogrodów zamienił się w przesuszone krzewy i sypką glebę, na której niewiele roślin chciało wyrosnąć. Kilka drzew, całkowicie pozbawionych liści, przypominało raczej ogromne, chude i niebywale czarne łapska próbujące sięgnąć nieba, niż prawdziwe głogi czy brzozy.
  Raphaela prowadziła ich niespiesznie; jej wzrok tylko na początku uważnie przyglądał się dwójce towarzyszów; teraz całkowicie skupiła się na otoczeniu. Buty – ciężkie, zimowe kozaki – stukały po zmurszałych stopniach, które niespodziewanie pojawiły się pod ich nogami.
  Schody pięły się ku górze, prowadząc ku ruinom.
  Obrysy pozostałości po kaplicy promieniały ognistą pomarańczą, czerwieniami i żółcią. Blask pulsował jak żywa istota.
  Raphaela westchnęła cicho, zatrzymując się w połowie schodów.
  – Są tam i znów czują się niespokojne. Potrafię zapanować nad jednym, może dwoma rozwścieczonymi do granic możliwości feniksami, ale nie z całym stadem. Bronią jaj – obróciła się na tyle, aby móc spojrzeć na Seraphiel i Saliaha. – Składają je raz na kilka, kilkanaście, czasami kilkadziesiąt lat i dlatego są takie cenne. Pora roku nie gra właściwie roli; domyślacie się pewnie, że nawet w najgorsze mrozy są w stanie zamienić to miejsce w saunę. Nie sądziłam... właściwie n i k t nie sądził, że cokolwiek przeszkodzi im tym razem. Pumy omijają Eden, lepiej się czują na desperackich ziemiach.
  Zamilkła, gdy niebo przeszył głośny pisk. Zaraz potem spomiędzy ruin wystrzelił płonący ptak; za jego wielkimi skrzydłami ciągnęły się języki ognia. Powietrze wokół drgało od temperatury, gdy zawisł na niebie.
  Raphaela skrzywiła się, dostrzegając jednego z podopiecznych. Ptak rozpostarł skrzydła na całą szerokość
  – Siedem metrów – dodała szeptem anielica;
  a potem zapikował w dół.
  Patronka feniksów znów zerknęła ku towarzyszom.
  – Co zamierzacie? Tam może być piekło.

OD MG:
– opiszcie swój ekwipunek;
– całkowita dowolność w działaniu;
– czas na odpis: 48h na osobę, kolejność obojętna;
– jeżeli z jakichś powodów nie jesteście w stanie odpisać w terminie: dajcie znać;
– mogę mieć lekkie obsuwy;
– mamy początek grudnia; temperatura w Edenie spadła niemal do zera.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 05.12.19 17:17  •  Ruiny kaplicy Empty Re: Ruiny kaplicy
Będą tam jak bułeczki w piecu, tego była pewna w stu procentach. Parę razy miała okazję spotkać te majestatyczne ptaki i nigdy, przenigdy nie chciałaby być ich wrogiem. Z oparzeniami nie byłoby jej do twarzy, jednak nie bała się osmalić własnych piór w imię bezpieczeństwa całego Edenu. Wystraszone i wściekłe feniksy mogłyby z łatwością spalić cały skrawek ziemskiego raju, przede wszystkim musieli zająć się ogarnięciem ich ognistego temperamentu. Można by rzec - mieli dość palący problem do załatwienia.
Poprawiła pelerynę odgradzającą ją od chłodu otoczenia. Powietrze czasem liznęło plecy, gdy poruszyła skrzydłami i tym samym wiązaniami utrzymującymi ze sobą kawałki materiału tworzące miejsce na pierzaste wypustki. Drewno okute stalową obręczą stukało cicho o kamienie gdy raz za razem podpierała się kosturem. To nie była misja pokojowa, nie złapie pumy na obietnice głaskania pod bródką. Liczyła się z tym, że zwierzę może nie być tak delikatne jak anioły, które przyjdą wyperswadować mu polowania na ich terytorium.
Któż by przepuścił okazję na ciepły posiłek – odezwała się wreszcie, nawiązując do zwyczajów ich kociego gościa. Puma czy nie puma, feniksy wymierały. Wszystko na Ziemi wymierało, bo porządkiem rzeczy była ostateczna śmierć i powrót do pierwotnego stanu. Nawet gwiazdy nie trwały wiecznie. Póki jednak się dało, powinno się podtrzymywać te życie. Uniosła głowę, zatrzymując się by spojrzeć na wystrzelonego niczym z armaty feniksa. Rozpostarła własne skrzydła, zerknęła na nie i z miną pełną podziwu ponownie skierowała wzrok na bestię. Imponujące. Siedem metrów to sporo więcej niż jej największa para skrzydeł.
Spróbuję uspokoić je własną mocą, może uda mi się sięgnąć większość stada, muszę podejść jak najbliżej się da. Pewnie równa się to ze wskoczeniem w ognisko... – odpowiedziała. Położyła dłoń na boku Seiun. Nie mogła ciągnąć towarzyszki prosto w ich siedlisko, najpierw trzeba było opanować chaos. Wpadła na pomysł poradzenia sobie z żarem. – Sal, masz artefakt hydrokinezy przy sobie? – Zadając pytanie anielica zaczęła rozwiązywać pelerynę. Chwila chłodu, ale potem i tak wchodzi do piekarnika. Po zdjęciu wierzchniego odzienia, położyła je na kamieniu z poleceniem pilnowania przez gweira. Sierściuch musiał się czymś zająć jak jej nie będzie.
Zmocz mnie – wysunęła jakże niemoralną propozycję w kierunku anioła zastępu. – Będzie mi łatwiej podejść i nie usmażę się na skwarkę. Potem trzeba zająć się płomieniami i szukaniem winowajcy.

Ekwipunek: Kostur (długość 1,6m; zakończony ostrym szpikulcem z metalu), lekki miecz przy pasie, jednorazowe artefakty kontroli żywiołów: wody, ognia, wiatru i elektryczności (działają 3 posty) i jednorazowy artefakt teleportacji (50 metrów) umieszczone na nadgarstku jako dodatki do bransoletki, gweir (bestia), butelka wody, sucharki, dwa metry mocnej liny w torbie.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 06.12.19 14:33  •  Ruiny kaplicy Empty Re: Ruiny kaplicy
Kto by pomyślał, że zwykły spacer przerodzi się w przygodę! Otóż, Saliah właśnie, choć nie spodziewał się tego. Ale właśnie takiego rozwoju sytuacji... No, trochę mniej niszczycielskiego... Chciał! Naraz jednak, mimo ekscytacji, czuł też smutek i niepokój. Wypędzane przez lęk ptaki stanowiły zagrożenie dla siebie, dla innych zwierząt zamieszkujących Eden, ale też dla aniołów i podróżnych, którzy potrzebują pomocy.
  Saliah przekazał lojalnie pałeczkę Raphaeli, gdy ta postanowiła przybliżyć naturę problemu. Zauważył, że przynajmniej wstępnie, przynajmniej prewencyjnie, był dość dobrą osobą do walk z płomieniami. Nawet jeśli wyczerpie się moc artefaktu, anioł zastępu dysponował mocą kontroli ziemi. W grę więc wchodziło zarówno zasypywanie ognia, ale też choćby wyrywanie martwych drzew wraz z korzeniami i przerzucanie ich dalej. Poza tym te artefakty... Cóż za fortunnym zbiegiem okoliczności było, że oboje je posiadali!
  Jak raz nie mówił totalnie nic, co było winą prawdopodobnie natłoku emocji, do których dołączył pewnego rodzaju zachwyt widokiem pięknego ptaka. Szybko został jednak przysłonięty najpierw zapałem, potem strachem, a potem bezradnością. Rozejrzał się po otoczeniu. Spalone drzewa mogły nieść za sobą ogień dalej... Natomiast pójście z kobietami miało dwie przynajmniej strony. Pierwszą było wypełnienie obowiązku, zapewnienie im bezpieczeństwa, drugą natomiast było to, że mogli nie zdążyć zatrzymać ognia, jeżeli coś pójdzie nie tak.
Po wszystkim zabiorę cię na rozgrzewającą herbatę – odpowiedział na zaskakującą prośbę dość przepraszającym tonem. Uśmiechnął się i włożył dłoń w swoją magiczną pelerynkę, chwilkę w niej pogrzebał, robiąc przy tym skonsternowaną minę... Kostki cukru? Nie, niech dalej będą w środku. Ładny kamyczek? Wygląda jak pyszczek psiaka, ale nie, to też nie to. O... Czyżby? Tak! W końcu błękitny kryształ, który pełnił rolę wspomnianego artefaktu, odnalazł się!
  Oby nie miała mu za złe, że zniszczył jej fryzurę. Wyciągnął rękę w stronę kobiety, a kryształ zareagował na wolę anioła z początku rozjaśnieniem się, potem zaś zaczęła się sączyć z niego woda. Prawie jakby trzymał w ciepłej dłoni — ręce, swoją drogą, miał wiecznie cieplutkie — kawałek lodu. Starał się, żeby woda, jaką starał się przywołać, nie uderzyła w nią jak z działka wodnego, a bardziej przypominała jak intensywniejszy deszcz.
Potem? Pomyślałem, że mógłbym zająć się tym nawet i teraz. Jestem wojownikiem... – spochmurniał nieco, po czym spojrzał na deszczowy kryształ, który opuścił już i za sprawą którego ziemia pod jego stopami nabierała wilgoci.
... Dlatego też chciałbym ruszyć do akcji w tej chwili. Z góry zrosić wodą okolicę, drzewa, ziemię, kamienie. Wolniej będą się nagrzewać i zajmować ogniem. Da mi to też więcej czasu, żeby — w razie potrzeby — usunąć z okolicy samych ruin właśnie drzewa. Mokra ziemia, rozdrobniona w dodatku do postaci piachu, z pewnością przydatna będzie kiedy siła artefaktu już osłabnie. Jak bardzo uważać powinienem, by nie zmoczyć skrzydeł feniksów? Mam na myśli... Obawiam się, że jeśli zachowują się jak skrzydła normalne, mogą utracić aż do wyschnięcia możliwość lotu. Podejrzewam, że brak możliwości ucieczki może je tylko bardziej wystraszyć. Ile w tym prawdy?
   Jego zamiary były zależne od tego, co powie mu ktoś, kto się zna. Tutaj polegał na Raphaeli.

Użycie artefaktu: 1/3

Ekwipunek:
x artefakt jednorazowy pozwalający na wytworzenie i kontrolę żywiołu wody
x miecz jednoręczny (90 cm)
x peleryna z wymiarem kieszonkowym, nałożona na płaszcz zimowy (granatowy, swoją drogą)
x Seraph robi za tragarza, ok

Dodatkowo:
x Jeżeli nie będzie żadnych „ale”, Sal najpewniej wyruszy od razu w górę, żeby robić za zraszacz, także w razie czego, Miszczu, nie czekaj.


#633e58
                                         
Saliah
Anioł Zastępu
Saliah
Anioł Zastępu
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.12.19 16:08  •  Ruiny kaplicy Empty Re: Ruiny kaplicy
  Raphaela przyglądała się towarzyszom rozplanowującym następne działania, a potem uniosła brwi, kiedy znikąd w rękach żołnierza Zastępu pojawił się niewielki kryształ. Niepewność i charakterystyczna dla niej podejrzliwość prędko przeszły jednak w zainteresowanie. Z przymrużonymi oczami przypatrywała się magicznym właściwościom artefaktu. Tkaniny od razu nabrały ciemniejszych odcieni, ale wątpliwe, aby chłód wilgoci zaszkodził anielicy Sprawiedliwości.
  Całą trójką stali kilkanaście metrów od ruin; wystarczająco blisko, aby docierał do nich żar rozgrzanych do czerwoności piór walczącego ptactwa. Powietrze wydawało się tutaj gęściejsze, bardziej zbite; trudniejsze do oddychania.
  Raphaela zacisnęła nagle wargi, przenosząc wzrok z powrotem ku ruinom.
  – Ogień dla feniksów symbolizuje życie. Dlatego młode feniksy ledwie się tlą, starsze grzeją jak domowe ognisko, a te w szczytowych formach – są jak samo piekło. Pod koniec istnienia płomienie zdają się być tak gorące, że ciało feniksów samo spala się na popiół. łUnikają wilgoci, Saliahu. Podczas ulew większość osobników wygasa i rzadko któremu udaje się na powrót zapłonąć. Ten tutaj...
  Ręka o kolorze ciemnej ziemi wskazała miejsce, w którym przed momentem znajdował się olbrzymi feniks.
  – Byłby w stanie zapłonąć na nowo z całą pewnością. Ale reszta? Dla nich to niemal jak wyrok. – Złote spojrzenie powróciło do Seraphiel. – Dlatego walczą tak zażarcie. Chronią się w tych ruinach przed deszczem, od wieków czuły tu spokój. Bądź zatem szczególnie ostrożna. Kiedy mogłam się jeszcze do nich zbliżać, stado liczyło siedem rosłych sztuk. Nie muszę tłumaczyć, jak ryzykowna byłaby akcja ratunkowa, gdyby coś poszło nie tak. A to dobre... naprawdę dobre stworzenia. Bronią terytorium, to wszystko.
  Raphaela zaznaczyła, że będzie w pobliżu.
  – Przypilnuję, aby feniksy nie odleciały za daleko. Jeżeli któryś odłączy się od stada, powinnam dać radę przywołać go z powrotem. To zawęzi pożar do najbliższych terenów.

RZUTY
Rzuty wykonujecie tutaj, a następnie opisujecie akcję w swoim poście (im bardziej się wczujecie i wejdziecie w szczegóły, tym lepiej; chciałbym, żebyście traktowali to wydarzenie niemal jak zwykły wątek; bez przeszkód określajcie więc myśli, emocje i rozważania waszych bohaterów).

Starajcie się, tak jak teraz, nawiązywać do najbliższego planowanego działania, abym mógł go uwzględnić przy ewentualnej rozpisce.

SERAPHIEL
Rzucasz dwa razy.

Pierwszy rzut na podejście niezauważoną:

Wynik: 1-85 (woda; skradanie się) – sukces.
► Seraphiel udało się podejść wystarczająco blisko ruin, aby dostrzec wnętrze. Kaplica, zbudowana na planie prostokąta, dawno straciła zamierzone rysy. Wokół walają się gruzy, część z nich przerobiono jednak na potężne, głębokie gniazda wyściełane przyprawami i piachem; gniazda pełne sadzy i popiołu, tlących się, kamiennych odłamków oraz sczerniałych gałązek przywianych zapewne przez wiatr i trzepot skrzydeł. Zza pogryzionej ściany, do której dotarła anielica, miała dobry wgląd na to, co znajduje się w samym centrum; dostrzegła więc trzy gniazda w zagłębieniach ruin, w dwóch, płonąc jak pochodnie, przesiadywały dwa półtorametrowe okazy; zapewne samice.
Ogromny samiec, widziany wcześniej na niebie, wylądował w głośnym skrzekiem na samym szczycie jednej z pionowych powierzchni; hakowate szpony werżnęły się w kamień jak w masło. Trzepotał skrzydłami, rozglądając się na boki; szczęściem dla Seraphiel znajdował się jednak tyłem do niej.

Wynik: 86-100 – porażka.
► Tym razem coś poszło nie tak i kiedy Seraphiel dotarła w pobliże ruin, tuż nad jej głową rozległ się skrzek. Piskliwy dźwięk przeszywał ciało jak piorun; niemal przekrajał człowieka na pół. Anielica mogła jedynie dostrzec jak cienie rzucane przez ścianę znikają, a z samego szczytu konstrukcji spogląda na nią para czarnych jak węgiel ślepi. Ogień lejący się z góry niemal całkowicie wysuszył jej szaty; chwilę potem feniks zatrzepotał skrzydłami i przechylił się naprzód, aby w rozwierając szpony zaatakować anielicę.

Drugi rzut (opcjonalny), na pacyfikację pobliskich feniksów:

Wynik: 1-90 – sukces.
► Udaje ci się uspokoić od 1 do 3 feniksów. 1-30 – jeden losowy feniks; 31-60 – dwa losowe feniksy; 61-90 – trzy feniksy.

Wynik: 91-100 – porażka.
► Przez zbiorcze rozjuszenie feniksów moc nie przynosi żadnych korzyści; nabija jednak użycie.

SALIAH
Rzucasz dwa razy.

Pierwszy rzut na zraszanie, bo Miszcz nie czeka:

Wynik: 1-90 (użycie artefaktu) – sukces.
► Saliah, wznosząc się ku górze, dostrzegł przy okazji otoczenie: mapka.
Wytłumaczenie mapki, gdyż jestem beztalenciem znowu:
prostokąt = plan kaplicy; białe kreski – ściany/dach/pozostałości dachu;
złota barwa = tlące się drzewa/pobliska roślinność zajęta ogniem;
– położenie Seraphiel
– położenie Saliaha
– położenie Raphaeli

W zależności od wyniku: 1-30 – udaje się zapanować nad 1/3 pożaru; 31-60 – udaje się zapanować nad 1/2 pożaru; 61-90 – całkowite zapanowanie nad ogniem/ugaszenie go.

Wynik: 91-100 – porażka.
► Ogień rozprzestrzenia się zbyt szybko; dostrzegasz także oddalonego feniksa, który podczas szaleńczego lotu dotyka skrzydłami czubków drzew.

Drugi rzut (opcjonalny) na dostrzeżenie zagrożenia:

Wynik: 1-50 – sukces.
► Saliah, dosłownie kątem oka, wychwytuje ruch po swojej lewej stronie; spomiędzy podniszczonych resztek dachu dostrzega powolny ruch. Ze swojej obecnej pozycji udaje mu się rozpoznać olbrzymie cielsko pumy królewskiej, która skrada się ku Seraphiel na ugiętych w stawach łapach.

Wynik: 51-100 – porażka.
► Saliah nie dostrzega zagrożenia; w następnej turze Seraphiel zostanie zaatakowana.

Jeżeli nie rzucicie dwukrotnie, zakładam, że drugi ruch w ogóle się nie odbył.

OD MG:
– całkowita dowolność w działaniu;
– czas na odpis: 48h na osobę, kolejność obojętna;
– jeżeli z jakichś powodów nie jesteście w stanie odpisać w terminie: dajcie znać;
– mogę mieć lekkie obsuwy (wciąż, wybaczcie);
– mamy początek grudnia; temperatura w Edenie spadła niemal do zera.




all my wolves, begin to howl
wake me up, the time is now
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 10.12.19 23:22  •  Ruiny kaplicy Empty Re: Ruiny kaplicy
Zrozumiano! – odpowiedział, salutując niepoprawnie, do przysłowiowej pustej głowy. Uważać na feniksy, nie moczyć ich — to brzmiało dość prosto, o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem. Kierował się głównie dwiema rzeczami: nadzieją i entuzjazmem, praktycznie jak zawsze. Tym razem jednak nie miał nadziei na to, że w kimś, kto wydawał się zły, obudzi się wewnętrzne, zagrzebane dobro. Chodziło tutaj raczej o to, żeby to zwierzętom nic się nie stało, a oni zdołali wykorzystać instynkty bestii — zarówno ognistych, upierzonych, jak i tej uzębionej — na korzyść całej wesołej kompanii.
   Zrzucił z siebie płaszcz, pozostawił jednak pelerynę, by móc korzystać z jej pomocy, gdyby zaszła potrzeba nagłego skrycia siebie bądź kogoś innego w wygodnym wymiarze. Ściągniętą część odzienia zrzucił z siebie niczym zbyt bajeczna postać z anime, choć nie było to świadomym zachowaniem. Skrzydła wyrosły przez nacięcia w koszuli, choć kilka piór mimo wszystko zaczepiło się o ubiór. Anioł skrzywił się nieco, jednak poruszenie kilka razy skrzydłami poprawiło sytuację.
  W powietrzu zawisł stosunkowo wysoko i szybko, co w pierwszej chwili nieco zaburzyło jego poczucie przestrzeni i równowagi. Nagła zmiana ciśnienia zamotała mu to i owo, jednak nie przysłoniła mu trzeźwości myślenia. Saliah skierował artefakt stronę płonącej roślinności, podkręcając przy tym wydzielaną przezeń wodę tak, by przypominała rzęsisty, intensywny deszcz. Jeżeli puma przywykła do podchodzenia tu jakby odbierała zamówiony posiłek na wynos, to raz, że ugaszenie pożaru, a dwa, że pozbycie się martwych roślin, mogło im faktycznie sporo dać.
   Chciał spojrzeć na Seraphiel, chciał spojrzeć na Raphaelę, ale dym, który unosił się z gaszonego pożaru — tak dobrze, szło tak dobrze! — skutecznie utrudniał mu widzenie. Zaniósł się kaszlem, a oczy zapiekły, natomiast skrzydła zamachały mocniej, by odsunąć się od drażniących kłębów. Część po części, gasił pożar, jednak obawiał się, że czegoś nie dostrzegał; że miał coś tuż pod nosem, coś oczywistego...
   Gdyby tylko wiedział, co i gdzie mu właśnie umyka! Na pewno na takie uchybienie by sobie nie pozwolił. Teraz przynajmniej już nie kaszlał, choć na wszelki wypadek zakrywał usta i nos przedramieniem okrytym luźnym rękawem jasnej koszuli. Jego naturalny zapach nieprzyjemnie mieszał się z wonią dymu. Starał się ustawić tak, by wynik gaszenia pożaru nie przeszkadzał mu, natomiast artefakt znowu uregulował do tej minimalnej ilości wydzielanej wody. Jeśli dobrze myślał, pozostawała mu jeszcze chwila tych magicznych usług!

Użycie artefaktu: 2/3

Rzuty:
x Cyk; całkowite ugaszenie pożaru i przegapienie pumy jak z gumy


#633e58
                                         
Saliah
Anioł Zastępu
Saliah
Anioł Zastępu
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.12.19 20:48  •  Ruiny kaplicy Empty Re: Ruiny kaplicy
Nie przeszkadzało jej zniszczenie fryzury, zwłaszcza w obliczu herbacianej imprezki, na którą pójdą jeśli przeżyją. Chłód przenikający z mokrych ubrań do jeszcze ciepłego ciała był nieprzyjemny, ale wkrótce kości rozgrzeją się na nowo za sprawą bijącego z siedliska żaru. Skrzydła, cięższe teraz z powodu zamoczenia, zwinęła jak najciaśniej tylko mogła. Rozkładanie ich przy stadzie zaniepokojonych feniksów mogłoby być dla nich rzucaniem wyzwania, zagrożeniem. Nie znała zwyczajów tych majestatycznych bestii, ale na ogół pokazywanie siebie jako większego niż w rzeczywistości miało za zadanie odstraszać napastników. Robiło tak wiele zwierząt.
Zakradła się ostrożnie, pozostawiając torbę, płaszcz i Seiun w pobliżu Raphaeli. Ostrożnie stawiała każdy krok, byleby wydawać jak najmniej odgłosów. Rozchyliła wargi, próbując nie szczękać zębami, ale wkrótce zaczęły do niej docierać fale ciepła, z każdym metrem coraz to silniejsze. Docierając do ściany, miała wrażenie jakby stała przy ogromnym ognisku. Czuła jak pióra i ubrania schną, palce w butach na powrót stawały się ciepłe. Nawet nie próbowała dotykać kamieni, musiały być równie rozpalone co powietrze. Tylko kwestia czasu aż wyschnie na wiór i stanie się pieczenią. Po tej przygodzie mogłaby spokojnie przekroczyć bramy piekieł, prawdopodobnie było chłodniej w demonicznej otchłani niż w tych ruinach.
Wstrzymała oddech, gdy ogromny ptak usiadł zaraz obok. Nie miała czasu do stracenia, ani tym bardziej nie mogła sobie podziwiać feniksa z bliska. Gdyby ją zauważył, pokroiłby ją na plasterki nim cokolwiek by zrobiła. Ostrożnie postawiła jeszcze dwa kroki do przodu, a następnie złożyła dłonie. Skupiła się przywołując pierwotne siły domeny oddanej pod jej opiekę. Zaczęła czuć lekkość, skóra zaczęła migotać fioletem oraz różem, skrzydła otoczyła osobliwa mgła, pióra zdawały się błyszczeć. Jasne włosy w jednej chwili stały się granatowe jak nocne niebo, a po paru następnych chwilach anielica całkowicie utraciła swoją ludzką formę. Uniosła się na kilka centymetrów w górę, rozłożyła ręce odchylając jednocześnie głowę. Powietrze wokół niej drgało, nie miała stałego konturu, stała się nieustannie zmienną humanoidalną chmurą pełną barw. Skronie i klatkę piersiową otoczyły elementy jako jedyne wydające się dać fizycznie dotknąć. Seraphiel skupiła się na emocjach. Uspokoiła własne myśli i przelała spokój w energię, którą zaczęła roztaczać wokół siebie. Każdy, kto na nią spojrzy, powinien podłapać jej nastrój, ale z drugiej strony nigdy nie próbowała uspokajać zwierząt na taką skalę, nie potrafiła przewidzieć jak bardzo mogło jej się powieść. Jednocześnie była w tym momencie bezbronna.

Użycie mocy:
Potęga kosmosu – 1/3

Rzuty:
Klik – niezauważone podejście, sukces przy uspokojeniu jednego feniksa
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 20.12.19 2:19  •  Ruiny kaplicy Empty Re: Ruiny kaplicy
  Aktualny pożar rozpoczął jeden ze spłoszonych feniksów; pomniejszych rozmiarów przedstawiciel nad koronami drzew niemal przepływał, wznosząc się i opadając niczym łódź podczas fal. Jego długie, potężne skrzydła ledwo się poruszały; szybował, nieświadom przyszłych szkód. Z ogniście pomarańczowych piór słały się iskry, które, opadając na liście, natychmiast przeobrażały się w żarłoczne płomienie. Pochłaniały na swojej drodze wszystko – gałęzie i korę z pni, zaglądały do dziupli, sięgały futer niewielkich gryzoni i ptactwa. Saliah, ze swojej pozycji, był w stanie dostrzec sporadycznie umykającą łanię lub przebijającą się spomiędzy coraz gęstszych chmur dymu sowę.
  A dymu było coraz więcej. Gwałtowne zetknięcie się dwóch przeciwległych żywiołów wzbiło w górę jasnoszare kłęby; gryzące powietrze drażniło przełyk, wiatr działał jednak na korzyść anioła Zastępu, odsuwając od niego ścianę spalin.
  Pożar ustępował bardzo szybko; nie mogło to zająć więcej niż kilka, kilkanaście minut skrupulatnego polewania wodą każdego języka ognia. Wszystko leciało ku niebu, gromadząc się tam – niespiesznie, niemal leniwie – w ciemne chmury.
  Przez szarość przebijało się jednak światło; bez wątpienia będące bestią, która dokonała okolicznych zniszczeń. Feniks zawracał; utrzymywał się już wyżej i zmierzał prosto w stronę Saliaha. W tle; wystarczająco daleko, aby móc uznać to za wytwór wyobraźni, rozległo się przeciągłe, wznoszone w sam kosmos wycie. Dotarło także do uszu Seraphiel, dokładnie w chwili, w której zdecydowała się na uspokojenie największego z feniksów.
  A ten aż do tej chwili trzepotał skrzydłami, ukazując ich nieproporcjonalną wielkość. Seraphiel mogła mieć rację – gdyby rozłożyła własne, rzuciłaby ptaku wyzwanie. Tymczasem jego złość i agresja miały podłoże przede wszystkim w obronie terytorium. Byłby zaatakował, gdyby nie moc anielicy.
  Widać było, jak nerwowość zanika, wypala się z niego jak wypalały się przed momentem korony drzew. Wypięta klatka piersiowa, wcześniej nadająca mu wygląd nastroszonego koguta, opadła. Feniks, wpijając się mocniej szponami w kamienną konstrukcję, złapał równowagę i przytulił do siebie skrzydła. Nie było mniej lub bardziej gorąco – było jednak spokojniej; jakby ktoś ugłaskał ogień, zapanował nad wymykającym się spod kontroli paleniskiem, wreszcie nadając mu kształtu.
  W obraz bezkresnego piękna, głębi i nieskończoności wpatrywał się jednak nie tylko przywódca stada feniksów. Seraphiel ledwo zdążyła wczuć się w swoją rolę; przybierając półmaterialną postać cudem uniknęła starcia, które pół sekundy później wywołała czarna plama.
  Wraz z niskim, głośnym ryknięciem spomiędzy zadaszonych częściowo ruin wyskoczyła puma. Jej obnażone, wilgotne kły wyłapały smugi żółci, pomarańczy i czerwieni, a kiedy znalazła się wystarczająco blisko – także kolorów emanujących od anielicy. Jednym, napiętym susem pokonała odległość ze swej dotychczasowej kryjówki aż pod nogi Seraphiel. Nie zaatakowała jednak, choć bez wątpienia to było jej pierwotnym motywem. Gdzieś chwilę przed lądowaniem pysk zakrył ostre haki zębów, a ciało jakby zwiotczało. Łapy przyjęły ciężar tułowia miękko, uginając się jak sprężyny pod naporem nowej wagi; przykucnięty drapieżnik wpatrywał się ślepiami o pionowych źrenicach prosto w drgającą, uniesioną nad glebą postać.
  Długi ogon poruszał się jednak z boku na bok, a ze ściśniętego gardła wydobywało się coraz intensywniejsze warczenie. Sam ten dźwięk poruszył uspokojonym feniksem; dziób ptaka rozwarł się, skrzydła znów odchyliły od ciała.
  Obie te bestie znajdowały się zbyt blisko patronki Kosmosu.

OD MG:
– całkowita dowolność w działaniu;
– czas na odpis: 48h na osobę, kolejność obojętna;
– jeżeli z jakichś powodów nie jesteście w stanie odpisać w terminie: dajcie znać;
– w poprzedniej kolejce zgłoszono mi, że odpis będzie później (Seraph);
– sam mogę mieć lekkie obsuwy (niestabilność utrzyma się prawdopodobnie do okolic Nowego Roku);
– mamy początek grudnia; temperatura w Edenie spadła niemal do zera.




all my wolves, begin to howl
wake me up, the time is now
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 22.12.19 0:22  •  Ruiny kaplicy Empty Re: Ruiny kaplicy
Nie było trzeba czekać zbyt długo, by dostrzec potencjalnego winowajcę tej tragedii dla natury. Jeden z feniksów, nie tak wielki jak ten, którego widok ich powitał — ot i pan płonącego królestwa. Obserwował go czujnie, na tyle w każdym razie, na ile poruszane uderzeniami skrzydeł kłęby szarej zasłony mu pozwalały. Spokojnie, tylko spokojnie. Zaraz będzie mógł powiedzieć Raphaeli i Seraphiel, że jest jeszcze jeden rodzynek, którego byłoby dobrze sprowadzić do ruin i uspokoić.
   Póki co oddalił się od chaotycznej scenerii. Wszystko powinno być przesiąknięte wezwaną przez artefakt mocą. Wszystko poza... Jeden z ptaków kierował się w jego stronę, to najpewniej był ten, którego powiązał z łobuzerskim czynem podpalenia lasu. Nie było czasu na przeprosiny, choć zdecydowanie się tu należały! Ruch dużych, rozległych skrzydeł anioła, wraz z manewrem mającym na celu zejście ptakowi z drogi, również mógłby być zbyt powolny.
   Żołnierz zastępu zdematerializował skrzydła.
   Wcale jednak nie po to, by targnąć się na własne życie, bynajmniej! Nieutrzymywane przez skrzydła ciało zaczęło spadać — wszak nie był postacią z kreskówki, by w powietrzu wisieć lub biec, jednak jakże zabawnym losem byłby właśnie taki — jednak nie trwało to zbyt długo. Peleryna od wewnętrznej strony zaczęła żyć, jej powierzchnia drgać, natomiast Saliah, wraz z samą szatą, został wciągnięty do własnego wymiaru.
   Spokojna, ale pusta polana powitała go upadkiem na szanowne cztery litery. Rozszerzone nozdrza i zaciśnięte zęby przepuszczały przepływające przez anioła powietrze. Nie było jednak czasu na odpoczynek. Odgarnął włosy ze spoconego czoła, wytknął głowę przez pelerynę i rozejrzał się za ptakiem. Feniks powinien już polecieć dalej, a Saliah wątpił, by zwierzę chciało go zaatakować — wcześniej po prostu był na jego drodze, ot co! Dlatego też kolejnym krokiem ze strony anioła miał być wylot z artefaktu i skierowanie się do ruin.
   Jeśli nie napotka żadnych przeszkód:
   Zawisł w powietrzu, dostrzegłszy pobieżnie scenę. Pomóc? Nie? Rozdarcie między dwiema opcjami w niczym mu nie pomagało, jednak obie mogły doprowadzić do sytuacji, w której rozjuszone feniksy zaatakują i zrobią krzywdę sobie, pumie, w późniejszym czasie jemu, Seraphiel i Raphaeli. Jednak... Jeżeli nic nie zrobi, to po prostu będzie biernym obserwatorem tragedii. Artefakt słabł, jednak jeszcze na chwilę jego moc powinna wystarczyć. Łagodnie, niespiesznie opuścił się w dół, aż jego stopy dotknęły podłoża, a skrzydła mogły znowu się schować. Ręką odruchowo sięgnął w stronę miecza, którego jednak nie dobywał. Walka z pumą, nieważne w jakim stanie była, nie należała do rzeczy, które w jego odczuciu powinny być robione tu i teraz. Póki co wymierzył artefakt w stronę agresora i użył go po raz kolejny. Siła, z jaką woda miała chlusnąć w pumę, miała ją przynajmniej chwilowo obezwładnić. Strumień był obfity, przypominał taki z działka wodnego.
Dasz radę wywołać u niej strach?

Użycie artefaktu — żywioł wody: 3/3
Użycie artefaktu — peleryna z wymiarem kieszonkowym: 1/5


#633e58
                                         
Saliah
Anioł Zastępu
Saliah
Anioł Zastępu
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 24.12.19 23:07  •  Ruiny kaplicy Empty Re: Ruiny kaplicy
Skupiała się w pełni na feniksach, na tak trudnym utrzymaniu aktualnej formy, na zachowaniu balansu we własnych myślach. Przepełniał ją spokój, którym emanowała na wszystko wokół. Najważniejsze to zapobiegnięcie kolejnym pożarom, ptaki nie mogły uciec stąd całym stadem – jeśli nie zamokną od wywoływanego przez anioła zastępu deszczu, to znów wzniecą ogień czyniąc trud Saliaha daremnym.
Musiała zignorować otoczenie na tę chwilę i to wystarczyło, by inny zwierz podszedł od tyłu. Gdyby zaatakował, nie miałaby innego wyboru niż ratowanie własnego życia – z jednej strony piekło, z drugiej zęby i pazury. W obecnym stanie i tak mogła zostać raniona, zmuszona do przybrania tej kruchej, ludzkiej powłoki. Uspokojenie jednego feniksa na wiele by się nie zdało, kiedy inne ruszyłyby do ataku lub ucieczki, wszak pantera znalazła się niemalże w ich gnieździe.
– Dasz radę...
Materia zawirowała, gdy Seraphiel obróciła się w stronę nowego zagrożenia. Wróg wpatrywał się w nią, kosmiczna pustka odwzajemniła spojrzenie. Sprawca całego zajścia postanowił ujawnić się w całej swej okazałości, śmiał podejść tak blisko. Głupie, głupie zwierzę. Czyż nie łatwiej byłoby mu polować na mniej niebezpieczną faunę?
- ...wywołać u niej strach?
Skrzydlaty nie musiał powtarzać dwa razy. Zbliżyła się nieznacznie, żeby choć trochę uniknąć pola widzenia ognistych ptaków, to nie je w końcu chciała niepokoić i przerazić.
Zawołaj Seiun – odezwała się cichym echem. Chciała po prostu, żeby odwrócił wzrok i nie zwracał na nią uwagi. To puma miała zostać uderzona siłą mocy, a jej przyda się też broń, którą zostawiła na dole. Kiedy powróci do stałej formy, dobrze byłoby mieć pod ręką coś innego niż własne paznokcie. Wolała jednak, żeby bestia uciekła. Znalezienie jej później było lepszą opcją niż szamotanie się zaraz koło gniazda.
Złączyła palce tworząc między dłoniami trójkąt. Wyobraźnia podsuwała jej kolejne przerażające obrazy. Wizje, które nie tylko w sercach rozumnych istot zasiałyby lęk. Każdy posiadający wolę życia oraz instynkt chciałby uniknąć tego za wszelką cenę.
Księżyc pożre słońce. I nastanie wieczna ciemność, a z nią nadejdzie wiek głodu i zimy. I wzejdzie księżyc krwawy i pożre wszelkie życie. Przyjdą jeźdźcy i nie pozostanie kamień na kamieniu. Świat zaleje morze płomieni, które falą przetoczy się po każdym lądzie. Wszelka woda wyschnie, zgliszcza planety staną się jedynie jałowym pustkowiem.
Widmowe, iskrzące skrzydła rozłożyły się, drżały niestałe i pozbawione krawędzi. Przelewała lęk w aurę, zapowiadała koniec wszystkiego, upadek cywilizacji, zmierzch życia. Jedna z możliwości, wcale nie tak fantastycznych jak mogłoby się zdawać. Nawet otaczająca Ziemię przestrzeń tragicznie kończyła swój żywot. Gwiazdy zapadały się w sobie, ale wpierw rosły obejmując swą powierzchnią pobliskie światy, które przez miliony lat kąpały się w ich blasku.
Czeka cię tu tylko śmierć. Śmierć i zniszczenie. Odejdź, a może przetrwasz. Może ocean ognia nie dotrze do twych łap.

Użycie mocy:
Potęga kosmosu – 2/3
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 30.12.19 2:57  •  Ruiny kaplicy Empty Re: Ruiny kaplicy
  Ptak był jak strzała puszczona z naprężonej cięciwy. Przeciął dzielącą go od anioła odległość w nie więcej niż pięć sekund; zdawało się, że Saliah minął się z nim o włos, że gorąco piór i powiew dusznego, ciepłego wiatru, musnął go jeszcze zanim nie zniknął w zupełnie innym świecie. Bezpieczny kącik przynajmniej na moment odciął członka Zastępu od wydarzeń; feniks tymczasem zwolnił, gwałtownie rozpościerając skrzydła, którymi uderzał, utrzymując stałą wysokość. Czarne ślepia sondowały powietrzną część lokacji, najwidoczniej starając się wyłowić spomiędzy przerzedzonych kłębów dymu swój niedoszły cel.

  Jednocześnie, drugi feniks, największy z przedstawicieli, przypatrywał się kosmicznej materii ze zwierzęcym zaintrygowaniem. W pełni poddał się mocy Seraphiel, nie zwracając przy tym uwagi na dotychczasowego agresora, choć z gardzieli pumy wydobywało się niskie, miarowe mruczenie, przypominające auto zostawione na jałowym biegu. Całe ciało kota — napięte i czujne — drżało pod naporem dreszczy, targane jakby wewnętrzną gorączką. Okrągłe uszy przylgnęły do czaszki, ale mimo nastroszonego futra, zwierzę nie atakowało. Długi ogon kołysał się tylko na boki, mozolnie i miarowo, niemal wprawiając w hipnozę. Brakowało jedynie tykania zegara.

  Zmiana pozycji Seraphiel poruszyła przycupniętą u jej stóp pumą. To gargantuicznych rozmiarów stworzenie z ledwością utrzymywało obecną postawę; walczyło z potęgą mocy, nie mogąc się jednak mierzyć z kosmosem. Potulniało, ale było to niczym więcej jak przeciąganiem nieuniknionego; pragnęła bitwy, krwi ściekającej z pyska gęstymi kroplami. Pragnęła mordu, klęski nieprzyjaciół. Stanowiła mniejszość, wiedziała o tym. Zdawała sobie z tego sprawę doskonale, choć była to jedynie intuicja. Doświadczenie podpowiadało, że wszyscy w rzeczywistością chcą ją skrzywdzić.
  Macki wyrastające z grzbietu uniosły się dopiero wtedy, gdy świat zaczął być wrogi. Odprężenie zniknęło, było jak szklana kopuła, którą stłuczono, chcąc pokazać prawdziwe barwy świata; a te były szare, agresywne i silne. Puma znów pokazała zęby, a cichy pomruk narósł, przeradzając się w warkot. Już nie tylko mierzwiła sierść na karku, ale także u podstawy ogona, wyprężając się przy tym w łuk. Jej futro było wilgotne od strumienia wody, który chlusnął prosto w czarny pysk. Cofnęła się o krok, nie spuszczając czujnego wzroku z Seraphiel, której dłonie ułożyły się już w mityczny znak.

  Silne oddziaływanie mocy Seraphiel nie omijało także jej towarzysza; starczyło, by Saliah objął spojrzeniem półmaterialną sylwetkę anielicy, aby odczuć narastający spokój i relaks. Oczy same lgnęły do ujrzenia ponadludzkiego piękna, przyciągane jak opiłki do magnesu. Uczucie było ciepłe, choć w inny sposób niż powietrze w ruinach, zupełnie inny niż parzące ciała feniksów. Błogość spływała po ściankach serca niczym miód, powoli napełniając je beztroską. Tak można żyć. Tak powinno się żyć.
  I gdzieś, ponad stanem upojenia, dotarło do niego zawołaj Seiun.
  Uczucie spokoju zastępowano innym. Groźniejszym.

  Wśród ruin odbiło się wtedy echo ryknięcia; skoczne łapy kotowatego wykonały sus, znikając za ścianą, na której szczycie ulokował się samiec alfa w stadzie. Ciemna smuga wskoczyła wgłąb ruin, ratując się ucieczką. Feniks w tym samym momencie rozłożył skrzydła, targany nowym, zupełnie odmiennym uczuciem. Skrzekowi, jaki wyrwał się z głębin ptasiego gardła, towarzyszył narwany trzepot, gdy wzbijał się ku górze, ściągając na siebie uwagę mniejszego członka stada.

RZUT — Saliah
Wykonujesz rzut tutaj.

Wynik: 1-65 (szybkość) – sukces.
Udaje ci się w porę posłuchać słów Seraphiel i znaleźć się poza obrębem jej mocy.

Wynik: 66-100 – porażka.
Postać zaczyna odczuwać irracjonalny strach.

OD MG:
– całkowita dowolność w działaniu;
– czas na odpis: 48h na osobę, kolejność obojętna;
– jeżeli z jakichś powodów nie jesteście w stanie odpisać w terminie: dajcie znać;
– mogę mieć lekkie obsuwy (niestabilność utrzyma się prawdopodobnie do okolic Nowego Roku);
– mamy początek grudnia; temperatura w Edenie spadła niemal do zera.




all my wolves, begin to howl
wake me up, the time is now
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

 :: Eden :: Ogrody Edenu

Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach