Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 1 z 9 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down

Pisanie 22.02.15 19:55  •  Plac zabaw nieopodal głównej ulicy. Empty Plac zabaw nieopodal głównej ulicy.
Mały placyk zabaw położony nieopodal głównej ulicy. Parę ślizgawek, piaskownice i huśtawki skutecznie zabawiające dzieci oraz naście ławek mających pełnić rolę stanowisk obserwatorskich. W rogu placyku znajduje się mały budynek miejscowej lodziarni przy której stoją cztery stoliki i krzesełka chronione przez olbrzymie parasole. Miejsce do którego rzadko zagląda ktokolwiek oprócz dzieciaków i ich rodziców, tak puste mimo natężeń ruchów na głównej alei.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Ann jak zwykle skierował się w stronę znajomego placu po skończonej pracy. Modeling może i się nie wydaje ale był trochę męczący, dlatego też chłopak lubił przychodzić w to spokojne miejsce by móc usiąść i pooglądać tłum.
Uwielbiał to. Był ciekawy, ciekawy wszystkiego co było ludzkie i dla ludzi zwyczajne, bo dla niego większość tego co ludzkie było obce. Wchodząc na plac zauważył pare dzieciaków bawiących się w piaskownicy, ich rodziców siedzących na ławkach nieopodal oraz zakochaną parę zajmującą ławkę w najdalszym zakątku parku.
"Mam nadzieję, że nie zauważą moich obserwacji" pomyślał i zajął miejsce na przeciw nim ciągle wpatrując się w rozmawiających i od czasu do czasu całujących się ludzi. Ann nie chciał tego przyznać nawet sam przed sobą ale po tylu latach rozłąki od jego towarzyszy czuł się samotnie. Wcześniej Bóg wypełniał jego życie i w każdej chwili mógł z nim porozmawiać, a jeśli nie z nim to z Aniołami będącymi blisko Boga. Ale teraz...
"Teraz tkwię w tej perfidnej dziurze otoczony niegodnymi życia istotami, które spowodowały Jego odejście. Te żałosne i patetyczne obchody świąt kogoś, kto już ich nie chce. I z ich powodu zostawił tych, którzy go potrzebują." Z trudem powstrzymał łzy starając się myśleć o czymś innym, nie mógł sobie pozwolić na bycie innym od tych istot.
Bo mógłby zginąć.
Po chwili przetarł oczy i dalej niby nie zwracając na nic uwagi obserwował zakochanych.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Hop, hop, hop!
Zielony płaszcz łopotał podczas skoków dziewczyny, która kręciła się po mieście, przeskakując pomiędzy innymi ludźmi.
- ... mimo rąk powyrywanych i głów roztrzaskanych, nieumarłe dzieci niewinnie się śmieją. - obróciła się parę razy dookoła, rozkładając szeroko ręce, nie zwracając uwagi na dziwnie patrzących się na nią ludzi, którzy schodzili jej z drogi, kręcąc z niedowierzaniem głowami.
- Dookoła, dookoła. Nie uciekniesz od nas~ - zatrzymała się nagle i umilkła, wpatrując w milczeniu w czyjąś sylwetkę. Jakaś osoba siedziała sobie na ławce, albo intensywnie myśląc, albo obserwując innych.
- Hmmm. - zrobiła z ust 'rybkę' i zaczęła się powoli skradać w stronę tajemniczej osoby. W odpowiednim momencie skoczyła lekko w powietrze i wylądowała na oparciu ławki, kucając na nim z wyraźnym zamyśleniem.
Balansowała ciężarem ciała, by nie spaść, jakby nigdy nic, wpatrując się w ten sam punkt co nieznany jej mężczyzna, podpierając brodę dłońmi. I cały czas robiąc rybkę.
- Hmmm. - powtórzyła tak jak wcześniej, wpatrując się w rodziny z dziećmi, szukając w nich czegoś interesującego. Zupełnie jakby próbowała zrozumieć, co też przykuło jego uwagę. Nudzili ją jednak. Nie robili niczego interesującego.
Zachwiała się nieznacznie, w końcu lecąc do przodu, odbiła się rękami od ławki i wylądowała na ziemi na kuckach, zaraz się podnosząc i obracając w stronę nieznajomego.
- Hmmm. - powtórzyła po raz trzeci, nachylając się nad nim z zamyśleniem, zaglądając mu w twarz. Tak blisko. Bardzo blisko. Tak blisko, aż w końcu zrobiła zeza.
Dopiero wtedy cofnęła się w tył i założyła ręce na klatce piersiowej.
- Nie rozumiem.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Ann poczuł i usłyszał ruch za swoimi plecami jednak zanim zdążył stwierdzić o co chodzi przed nim pojawiła się dziwna, mała postać. Postać ta przybliżyła do niego swoją twarz a ten siedział w bezruchu patrząc jej w oczy. Przez chwile czuł strach, że może ktoś dowiedział się o nim i będzie musiał walczyć ale... Po sekundzie zauważył.
- Dziecko? Hmmm. Czego nie rozumiesz? - spytał ją - bo nie wątpliwie była to ona - ciągle patrząc w jej oczy. Zaczął się zastanawiać. Ludzie nie zwykli się do niego zbliżać czy odzywać. Fakt, czasem zdarzały się próbu flirtu ze strony losowych osób ale nigdy nie zwracał na to uwagi. I nigdy nie było to takie dziwne.
"Jest wysportowana, zręczna. I dziwna." Ann powoli przetoczył wzrokiem po całym jej ciele. Wpatrywał się w nią jakby chciał zobaczyć wszystko - to co jest w niej i za nią. Zbliżył twarz do jej twarzy, nie ukrywając pogardy w swoim spojrzeniu dalej utrzymując twarz niezainteresowanego niczym dodał do ostatnich słów:
- Idź stąd.
"Mam nadzieję, że posłucha" pomyślał.
Interesowała go.
Jest źle.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Cały czas ta sama konsternacja i niezrozumienie na twarzy, gdy patrzyła to na niego, to na rodziny.
Naprawdę nie rozumiała.
Zapytał jednak.
- Co widzisz? Na co patrzysz? Jest tam coś interesującego? - raz jeszcze podążyła wzrokiem tam gdzie on, niczego jednak nie zobaczyła. Widok ten był niesamowicie nudny. Musiało kryć się za tym coś więcej!
Nagle zaczął ją naśladować.
Ponownie zezowała na jego nos, niezdolna do patrzenia na niego normalnie z tak bliskiej odległości.
"Idź stąd".
- Iść stąd? - zapytała przekrzywiając głowę pytająco. Niespodziewanie podskoczyła w miejscu i przeskoczyła w drugie... stając na rękach. Spojrzała na niego do góry nogami i w tenże dziwaczny sposób, obróciła się ponownie w stronę rodzin, tym razem patrząc na nich od tej strony. Nadal jednak nic nie widziała.
Zmarszczyła nos.
Chyba nie zrozumie.
Stanęła z powrotem na nogach i jakby nigdy nic wskoczyła na ławkę obok niego, wymachując nogami w powietrzu.
- Mam ochotę na ciastko. - podzieliła się z nim swoim przemyśleniem, kiwając przy tym głową. Szkoda, że nie miała ciastka.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Patrzył na jej twarz, ciekawiła go ta konsternacja. Dawno nikt nie był zainteresowany nim i jego myśleniem.
"I co tu robić... Nie mogę jej powiedzieć bo już i tak widać, że pojawiłyby się następne pytania. Może zignoruje?" Powiódł wzrokiem od niej do zakochanej pary. Całowali się. Wzrok wrócił na nią a ta...
Stała na rękach.
"Co ona robi? Grrrrr, nienawidzę dzieci." Nagle skoczyła na ławkę, jej nogi nieomal nie pozbawiły go paru zębów.
- Mogłabyś pomyśleć co robisz - spojrzał na nią karcącym wzrokiem - gdzie Twoi rodzice, dziecko?
- Mam ochotę na ciastko. - powiedziała. Od razu spojrzał na budkę lodziarni stojącą nieopodal.
"Powinienem? Chyba nie. Nie powinienem się spoufalać. Ale czy dziecko może mi zaszkodzić? Muszę tylko uważać by za dużo nie powiedzieć, wtedy i ona nie będzie miała o czym mówić."
- Cukiernia jest dosyć daleko ale jeśli chcesz to możemy zjeść lody - powiedział znowu patrząc w dal, na rodziny i na obiekt zainteresowania - zakochaną parę, która w tej chwili rozmawiała jedynie.
"Właściwie.
Dawno nie miałem towarzystwa."
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pomyśleć co robisz.
O rany, ale nudy.
Zawsze słyszała to od naukowców. Nienawidziła naukowców, w ogóle nie potrafili się bawić.
- Jesteś naukowcem? - zapytała mrużąc oczy z wyraźną podejrzliwością. Obecna pozycja zdążyła już jej się znudzić, obróciła się więc, zakładając nogi na oparcie ławki i zwiesiła z niej głową w dół, machając przy tym rękami.
"Gdzie twoi rodzice?"
- Zabiłam ich. Byli nudni. - powiedziała znudzonym tonem, nucąc coś pod nosem, bawiąc się przy tym zapięciem swojego płaszcza. Kto by w końcu uwierzył dziecku?
Może zabiła ich w swojej pamięci, stracili dla niej znaczenie, kto wie.
W końcu to tylko dziecko.
Patrzyła na niego do góry nogami, poruszając parę razy ustami, aż w końcu zaczęła się śmiać.
- Ale śmiesznie wyglądasz od dołu. - Wyciągnęła rękę w jego stronę, jakby chciała go klepnąć w twarz, ale niestety. Krótkie rączki, mały zasięg.
O dziwo chciał jej zaproponować lody zamiast ciastka. Tylko, że lody to nie ciastko.
- Od zimna bolą mnie zęby. - powiedziała rozkładając szeroko ręce.
- Wziuuu~! Jestem samolotem! - roześmiała się i spojrzała na mężczyznę z cwanym uśmieszkiem.
- Potrafię latać. A ty? Potrafisz? - złapała z ziemi jakiś kamień, odchylając się do tyłu jak kobra i rzuciła nim w bok, uderzając w nogę sąsiedniej ławki.
Ona nie była zwykłym samolotem.
Była bombowcem!
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Myślał, że tego dnia będzie obserwował zakochaną parę. Ale zdarzył mu się lepszy eksponat. Bardziej interesujący. Taki pełny życia... W przeciwieństwie do mas ludzkich zakochanych w swojej codziennej rutynie.
- Nie, nie jestem naukowcem - odpowiedział spoglądając w jej oczy po czym ponownie zmienił obiekt zainteresowania na tamtą parę. Kątem oka obserwował akrobacje swojej towarzyszki. Aż do następnej odpowiedzi.
"Zabiła ich? Nie wygląda jakby żartowała ale to dziecko. Może w ten sposób tłumaczy sobie, że ją zostawili? Nie ważne, nie ma co drążyć"
- Dlaczego śmiesznie? - patrzył na jej rękę zmierzającą w stronę jego twarzy. Zatrzymały się gdzieś w połowie drogi... Nie sięgnęły. Uśmiechnął się mimowolnie i zrobił to co ona.
"Co ja robię? Idiota"
Gdy już zawisł głową w dół spojrzał jej w oczy i powiedział
- Też jestem samolotem, widzisz? I potrafię latać.
"Dobrze, że nie jest świadoma, że potrafię."
- Jeśli chcesz to możemy przejść się do cukierni. Jeśli rzecz jasna zależy Ci na ciastku - znowu się uśmiechnął i spojrzał w stronę zakochanej pary. Patrzyli na nich. Śmiali się i wstawali, zbierali by już iść. Pociągnął dalej - w sumie to nawet nie mam już co tutaj robić.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Nie był naukowcem.
- To dobrze, to dobrze. - powiedziała machając głową jak samochodowy piesek, którego przykleja się, by patrzeć jak podczas drogi rusza mu się łeb. Śmieszne. Widziała to raz w jednym z samochodów i chciała sobie wziąć, ale właściciel nie był tym pomysłem zbytnio zachwycony.
Choć może to dlatego, że stojąc w korku w środku lata, nagle przez otwarte okno wskoczyła mu do środka i zapytała czy może sobie 'to wziąć'?
Ludzie byli dziwni, też jej problem.
Ostatecznie jej go jednak dał.
Miły pan.
Nawet nie musiała mu grozić.
Zbyt dużo.
- Masz oczy zamiast ust i wyglądasz jak kosmita. - nagle zmienił pozycję na taką samą jak ona.
- Ale ja jestem bombowcem. Samolotem akrobatą! - odchyliła się mocniej do tyłu spadając z ławki, odbiła rękami i wylądowała na ziemi po zrobieniu salta.
Pod płaszczem błysnęło srebro.
Rozłożyła dłonie na boki niczym cyrkowiec i skłoniła się z wdziękiem w jedną i drugą stronę.
- Ciastko! Idziemy, nieznajomy-chan~! - zaczęła się kręcić w kółko wydając z siebie raz po raz przeciągłe 'wziuu wziuu'. W końcu była samolotem.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

"Dziwna istota, taka pełna energii. Ale to wciąż człowiek..."
Widział jak zeskakiwała z ławki. Zauważył też błysk metalu pod jej płaszczem. Jednak skusiła się na ciastko.
"Nieznajomy-chan~, ehh. Chyba nie zaszkodzi się przedstawić." Odbił się nogami od oparcia ławki i oparł rękoma na ziemi. Przez chwile stał na dwóch rękach patrząc na nią.
"Faktycznie śmiesznie wygląda... W sumie to ona cała jest śmieszna" Delikatnie zgiął ręce i odbił się od nich z powrotem stając na nogach. Widząc jak kręci się i wydaje z siebie te dziwne dźwięki poczekał aż chociaż na chwile stanie w jednym miejscu a wtedy schylił się, zaglądając jej w twarz i uśmiechnął delikatnie. Pierwszy raz w całym swym istnieniu żałował, że nie potrafi wyzbyć się tej pogardy ze swojego wzroku.
- Jestem Ann, a Ty?
Nie czekając na odpowiedź wyprostował się i przybierając już swą naturalną, niezainteresowaną minę człowieka, który pogardza całym światem ruszył w stronę głównej ulicy - gdzie leżała najbliższa znana mu cukiernia. Jak zwykle obserwował kątem oka ludzi przechadzających się obok. Jak zwykle gardził nimi. Ale tym razem tak niezwykle...
Nie był sam.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Ona miałaby nie skusić się na ciastko?
Nie w tym życiu~!
Ciastka zajmowały bardzo ważne miejsce w jej życiu. Swoją drogą były jedyną formą powstrzymania jej nienawiści wobec naukowców.
Kiedy dochodziło do rękoczynów.
Nie żeby anioł mógł o tym w jakikolwiek sposób wiedzieć. Tym bardziej, że jak do tej pory nie próbowała nikomu urwać głowy.
Zaklaskała widząc jak powtarza jej ruchy i podskoczyła parę razy w miejscu.
- Ann-chan~! - powtórzyła jego imię wesoło i wskazała na swój nos.
- Ja? Ja jestem Nemesis. - uśmiechnęła się radośnie i dopadła krawężnik, przeskakując na nim z nogi na nogę z szeroko rozłożonymi rękami.
- Wtedy wspólnie z nami na wieki będziesz grał hnnhnnhnnh. - wydała jakiś dziwny, stłumiony dźwięk, zdając sobie sprawę, że właściwie to nie ma pojęcia gdzie jest ta cała cukiernia.
Już pomińmy fakt, że pierwszą połowę życia spędziła pod ziemią, a drugą na terenach S.SPEC.
Nawet jeśli często łaziła po mieście to zwyczajnie nie miała pamięci do miejsc.
Chyba po prostu jej one nie obchodziły.
Choć jak mogła nie zapamiętać cukierni? Hańba, istna hańba. Wyglądało jednak na to, że Ann-chan wiedział gdzie ma iść.
Zeskoczyła więc z krawężnika i zaczęła iść za nim.
- Prowadź, Ann-chan! Do cukierni~ - zacmokała parę razy, znowu robiąc rybkę z ust.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 9 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
- Similar topics

 
Nie możesz odpowiadać w tematach