Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Go down

Pisanie on 31.12.16 1:41  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
Jego roszczenia dotyczące wyłączenia audycji nie zostały przyjęte, co było w zasadzie do przewidzenia. Smolista Hydra była niereformowalna. Udowodniła to swoim lekkomyślnym zachowaniem na zebraniu. Na jej policzku nadal widniał ślad, będący pamiątką zetknięciu się jej skóry z ręką Evana, czego pewnie sama nie pamiętała. Yury nie miał zamiaru ją w żaden sposób przywoływać do porządku, nawet jeśli jako Wieczny formalnie miał do tego prawo. Nie można było jednak w tym kontekście zapomnieć o jednej, fundamentalnej kwestii  – Drug-on składało się z indywidualistów, którzy chociaż potrafili ze sobą współpracować, raczej woleli własne towarzystwo na jakiekolwiek misjach. Sam był tego doskonałym przykładem. W takim wyborczym skupisku, siłą rzeczy często trafiały się indywidualności pokroju Cedny. Jej pijaństwo w tej materii traktował z przymrużonym okiem, choć rzecz jasna wolał, żeby sprawy nie wymakały się jej spod kontroli na ważnych zebraniach.
Stąpasz po cienkim lodzie, Ced. — Zaciągnął się w ramach relaksu i jednocześnie zamilkł na dłuższą chwilę. Wypuścił dym z ust w charakterze obłoczka. Kształt jednak szybko zniekształcił się w powietrzu. Dmuchnął w niego, całkowicie go deformując. — Gdybyś chociaż wyskoczyła z ciuchów, to może jeszcze bym jakoś przełknął te badziewie, a tak… — Wzruszył ramionami. — Mogę stracić opanowanie i niefortunnie zepsuć ci te cacko, na którym pewnie się trochę napracowałaś — dorzucił, kończąc swój monolog okropnym grymasem, będącym imitacją uśmiechu.
Cedna mogła to potraktować jak żart, groźba lub ostrzeżenie, lub wszystko na raz. Wszystko jedno. Yury tylko znał prawdziwą wartość swoich słów.
Cuchnęło od ciebie jak od gorzelni, więc nic dziwnego, że masz luki w pamięci — mruknął, jakby na potwierdzenie i jeszcze chciał dorzucić swoje ostatnie trzy grosze, ale z powodu pojawienia się androida – pomocnik Smolistej Hydry, tego nie uczył.
Doszły do niego słuchy, że zdolna Pani Mechanika stworzyła sobie maszynę własnej roboty, która chodziła za nią jak cień. Yury jednak widział ją pierwszy raz na oczy, toteż był jej ciekaw. Poruszała się właściwie jak człowiek, choć on jako były wojskowy, który nie raz współpracował z zmechanizowanymi jednostkami i jednocześnie posiadacz ówże technologii, nie miał żadnych trudności w rozpoznaniu robota.
Dobra robota — pochwalił kobietę, kiedy android przestał mówić, naśladując głos Pradawnego niemal perfekcyjnie. Potem już tylko słuchał, zgarniając postawioną przed nim butelkę browaru, którym nie miał zamiaru pogardzić. Może nerwy mu trochę podpuszczą. Może się rozluźni. Może… Pozwolił Pani Mechanik działać bez swojego udziału. Zresztą znał się na tym tak bardzo jak na subtelności. Był zajęty czymś innym. Szybko poradził sobie z kapslem i jednym duszkiem opróżnił niemal połowę szklanego naczynia. Nawet się nie wzdrygnął. Jak stary, rasowy pijaczyna wykrzywił usta w delikatnym, kącikowym uśmiechu. Piwo w końcu było niczym w porównaniu do czystej, rosyjskiej wódki.
Poczuł na sobie wzrok Smolistej, więc siłą rzeczy się tym zainteresował. Przewrócił okiem w akcie dezaprobaty, co było niemal odruchem bezwarunkowym na jej zachowanie.
Jasne — powiedział tylko w ramach odpowiedzi. — Ale najpierw interesy, potem przyjemności. — Zerknął wymownie na swoją nogę, która domagała się uwagi zręcznych paluszków kobiety.
                                         
Yury
Windykator     Opętany
Yury
Windykator     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 17.01.17 2:03  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
Stąpasz po cienkim lodzie, Ced.
Nie udało jej się powstrzymać prychnięcia, gdy usłyszała ten komentarz. – Oh, proszę cię… - Zaczęła zbierając kilka części z pobliskiej szuflady. – Stąpam po nim już od 50 lat, a zresztą dreszczyk adrenaliny zawsze wydawał mi się…. podniecający. – Krzywy uśmieszek przyozdobił jej twarz, gdy zabierała się do pracy nad martwą nogą. Powstrzymała się od słownego skomentowania dalszych uwag biomecha. Jedyne co to się zaśmiała i pokręciła głową na mizerny szantaż. Jakby sterta ledwo działającego złomu miała dla niej jakieś ogromne znaczenie sentymentalne.
Otworzyła jego kończynę, usunęła osłony, a także i kompletnie rozkręciła na części wewnętrzne mechanizmy przy stawie kolanowym. Kostka również uległa zdemontowaniu pozostawiając mężczyznę ze smutnym kikutem rozbebeszonej stali.
Cedna po chwili rzuciła okiem na własnego androida i popatrzyła na Yurego z buńczucznym uśmieszkiem. – Dzięki. – Odpowiedziała krótko i wróciła do pracy nad jego protezą. Coś pogrzebała w stopie. Wyszarpnęła brutalnie kilka przewodów, wymieniła zgięte śrubki i naoliwiła staw, a po chwili zajęła się goleniem w nim również wymieniając kilka rzeczy. Zamontowała kostkę na miejsce i rękami posprawdzała jak się porusza. Dodała więcej oleju.
- Aaah, Mashu, zapodaj mi tam formą z trzystka piędziesiątki do lewej komory. Ta tutaj tak się spierdoliła, że nie ma co wyklepywać nawet. – Rzuciła bezużyteczną część za siebie. - A i jak znajdziesz moduł z pięć osiemsetki dwa De to też podrzuć. Powinny być w nowej dostawie jaką mieliśmy od Feda.
Praca szła jej w najlepsze i jak się jeszcze przy tym dobrze bawiła. Co prawda nie trudno było zauważyć wyszczerz na jej buźce i dosłyszeć pomruków z jej ust, gdy komentowała to i owo w jego protezie. Czas mijał, a śruby się przykręcały, przewody przepalały, inne części spawały i android co chwila krążył po pomieszczeniu to podając inne narzędzia to moduły, silniczki, procesory.
Smolista Hydra w pocie czoła co chwila sprawdzała stan nogi, podpinała swój tablet i przeliczała parametry. W miejsce pustej butelki po piwie po pewnym czasie stanęło już nowe przyniesione przez Mashiro, który również zaproponował drugą kolejkę Najemnikowi. W połowie drogi Aomame wykorzystała własną koszulkę jako szmatę do wytarcia rąk ze smaru, gdy brudna ścierka nie spełniała już tej samej funkcji. Na koniec przy samym montowaniu wszystkich elementów mechanicznej kończyny kobieta niefortunnie pociągnęła brudną dłonią po twarzy pozostawiając bitewne smugi czarnej substancji na nosie i policzku.
W końcu wstała z krzesła, gdy noga była już w całości, ale jeszcze nie działająca. Cedna musiała reaktywować złączenia nerwowe w ten sam sposób jak w ręce. Przeciągnęła się, złapała za elektryczne cacko i usiadła obok nogi Żura.
- No. Skończone Panie „Wieczny”. Została już tylko najprzyjemniejsza dla wszystkich część. – Oparła się wolną dłonią o blat stołu po wewnętrznej stronie uda i nachyliła do przodu. – Ciesz się, że zmienili położenie wtyczki dla reaktywacji. – Wyszczerzyła się szeroko i podłączyła śrubokręto podobne urządzenie do złącza po zewnętrznej stronie uda. Wysłała impuls. – Dawniej się skarżono na impotencję… z powodu przypalenia.
Wstała uśmiechnięta odkładając reaktywator na szafkę pod ścianą i zaczynając zbierać resztę narzędzi ze stołu. – Jak noga?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 23.01.17 1:37  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
Parsknął. Nie wiedział co go rozbawiło w tej chwili bardziej - słowa Cedny, czy jej przemycona mimochodem informacja o wieku. Stara była z niej dupa, ale na każdym, kto chociaż rok przebywał na Desperacji, odcisnęła się bolesna świadomość, że w jej wypadku pojęcie wieku było względne. Nawet małe z pozoru niewinne dziecko może w praktyce okazać się piranią w ludzkiej skórze.
Mogę pokazać ci coś o wiele bardziej podniecającego od skoku adrenaliny — rzucił luźno. Dopił do dna zawartość butelki, oblizując po wszystkim wargi. Może nie był to trunek wysokiej jakości, ale każdy napój wysokoprocentowy na draśniętą apokalipsą pustynią cieszył podniebienie, a przynajmniej Yury nie był w tej materii wybredny. Co prawda nadal tęsknił za smakiem rosyjskiej wódki, która paliła przyjemnie w gardło i gdzieś po dzięsięciu kieliszkach odbierała mu rozum, a po kolejny pięciu resztki godności.
W między czasie, kiedy Smolista Hydra naprawiała ustrojstwo w postaci jego zmęczonej przez życie mechanicznej kończyny, wydając tym samym polecenia swojemu pomocnikowi, Yury, poczuwszy wibracje w kieszeni, sięgnął po telefon. Rzucił okiem na popękany w paru miejscach wyświetlacz. Numer nieznany. Nacisnął na kopertę, co by przeczytać wiadomość. Zmarszczka na jego czole się pogłębia. „Spierdalaj”, pomyślał refleksyjnie, mimo iż miał świadomość - trochę przykrą, trochę nie - że niektóre rzeczy nie mogą czekać, nawet odkładane w czasie przez parę tygodni.
Masz ci los! Musisz sobie sama poradzić z tą kupą żelastwa, kochanie — odezwał się w końcu, czując lekkie ukłucie na połączeniu nerwów z obwodami. — Ten parszywy rudzielec najwyraźniej nie może znieść naszej rozłąki i już mnie wzywa na dywanik.
Prychnął. Niby wiedział, że taka, okryta mgiełką tajemnicy wiadomość od Shane'a nie mogła być błahostką, ale co mogło być bardziej nie cierpiącego zwłoki, niż wizyta u pani mechanik? Pewnie druga wizyta u niej...
Szybko się z tym uwinęłaś — pochwalił ją, kierując swoje spojrzenie najpierw na kobietą, a potem nogę. Pochylił głowę lekko w przód, by się dokładnie przyjrzeć fachowi w ręce koleżanki. Noga wyglądała na solidną. To było w zasadzie wszystko, co mógł na jej temat powiedzieć. Nie znał się na mechanice i nigdy nawet się nią interesował, zbyt skupiony na wspinaniu się po strzeblach wojskowej kariery. Po chuj mu to było... Kiedy "popieścił" go subtelnie prąd, poruszył niespokojnie naprawioną nogą. Potem ubrał ściągnięte do połowy spodnie, wstał i przeszedł się wzdłuż pomieszczenia, by ją przetestować na szybko. Działała bez zarzutu i miała dobry czas reakcji. Miał wrażenie, że była ciut sprawniejsza niż wcześniej. Ego, ku jego rozczarowaniu, nie umiał się tak dobrze nią zaopiekować, choć Yury podejrzewał, że było to uwarunkowane przede wszystkim brakiem odpowiedniego sprzętu. — Działa — rzucił w ramach odpowiedzi na zadane przez kobietę pytanie. Z reguły wiedział, że to kwestia dwóch-trzech dni zanim będzie w stanie powiedzieć cokolwiek innego. Musiał ją przede wszystkim przetestować, by sprawdzić jej wytrzymałość. — To ja będę się już zbierał. Pozdrów ode mnie puszkę złomu. Jakby stawiał opór... — Machnął ręka. — Sama wiesz najlepiej. Jak skończysz, daj mi znać. — Opuścił niechętnie warsztat Smolistej Hydry, „nie mogąc” się już doczekać spotkania z Pradawnym.

zt
                                         
Yury
Windykator     Opętany
Yury
Windykator     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 31.01.17 6:55  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
Aomame momentalnie ściągnęła brwi i zmrużyła oczy słysząc wymówkę od Yurego w sprawie samotnego pójścia po Cala. Przymkneła oczy i już z łagodniejszą miną pokręciła głową. - Hah, Ruda... Wpierw sam mi każe znaleźć wspólnika egzekucji, a potem odbiera mi partnerów, tsk tsk tsk.

Spakowała swoje graty, zaczęła nawet przecierać stół ze smaru, który się wylał. Co prawda było to bliższe "wcierania" oleju w blat, niż autentycznego go wycierania, ale cóż zrobić jak zaraz i tak znowu pewnie się czymś zabrudzi. Rhoneranger nawet nie myślała, aby wyczyścić czegokolwiek w warsztacie na błysk, bo nie dość, że byłaby to syzyfowa praca to jeszcze zajęłoby jej to blisko z tydzień pracy zanim by to pomieszczenie wyglądało normalnie.
Otaksowała jeszcze Kido na pozegnanie wzrokiem i posłała mu zadziorny uśmieszek machając ręką. - No, nara "staruszku". Powodzenia z Rudą. - Rzuciła żartobliwie do Wiecznego, gdy ten wychodził. Po chwili ciszy westchnęła i odwróciła się do Mashiro.
- Uwierzysz, że to on został Wiecznym?
- Biorąc pod uwagę, że ty byłaś zapita w trupa to wybór Yurego był jak najlepszym wyjściem z całej puli kandy...
- Ta, ta dobra. Oszczędź mi wykładu. Pakuj broń i narzędzia, no i weź się podładuj energetycznie jak masz ubytki. Idziemy się zabawić z Handlarzem, a z tego co się nasłuchałam to nie za ciekawie to wygląda.
Aomame ubrała się w bardziej stosowny strój od tego co miała obecnie na sobie, po czym wraz z Mashiro oporządziła się w broń z kilkoma nabojami przeciwpancernymi - idealnymi do masakrowania robotów, narzędzia do przeprogramowania systemu i ogólnego grzebania w elektronice oraz dwa granaty EMP "na wszelki wypadek". Wszystko spakowane w torbę, z pistoletem za pasem i Mashiro jako dodatkowym ochroniarzem wyszła z Warsztatu w stronę celi Calla.

[ZT]
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.05.17 0:25  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
Do kogo było najlepiej przyjść z informacją o znalezisku złożonym z części mechanicznych? Nadia miała w głowie dokładnie jedną odpowiednią osobę. Sama chwilowo była zbyt osłabiona ranami pozostałymi po walce i jakąś dziwną chorobą, by samodzielnie zająć się sprawą. W dodatku właśnie poprzedniego dnia straciła brata - kto nie dałby biedaczce taryfy ulgowej? Zadbała jednak o to, by ich mała wyprawę w miarę możliwości doprowadzić do końca. Zdobytego składaka odstawiła do garażu, apteczkę wręczyła medykowi, który próbował jeszcze jakoś ogarnąć nieszczęsne ruskie rodzeństwo, ale po resztę ich znalezisk już nie była w stanie wrócić sama. Spisała więc wskazówki dotarcia do owego miejsca z przewróconą ciężarówką na kartce, wraz z krótkim objaśnieniem sytuacji. Tak jak się spodziewała, po przybyciu na niebotycznie wysokie piętro - nawet nie liczyła, które - nie zastała Cedny za otwartymi na oścież drzwiami. Pewnie była zajęta gdzieś na zapleczu, a Volkovej nieszczególnie widziało się przerywać Smolistej pracę, toteż zostawiła tylko karteczkę na pierwszym lepszym stoliku i wróciła do siebie, by dogorywać w spokoju. Nawet nie wiedziała o tym, że owo dogorywanie nie było metaforyczne, a rzeczywiste. Dziękujmy jakże wspaniałemu wirusowi X.

[zt]
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.04.20 19:02  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
Skrzypnięcie, które wydobyło się z zawiasów ciężkich, metalowych drzwi warsztatu rozbiegło się nieprzyjemny echem po całym piętrze. Ego skrzywił się i zrobił mimowolną notatkę w głowie o potrzebie naoliwienia zawiasów. Nie wszedł jeszcze do środka. Stał przed wejściem, mieląc w dłoni klucze, odciskając na opuszkach palców wzór z ząbków. Cofnął się o krok i przyjrzał się dokładniej wspomnianemu przez Yurego hologramowi. Uniósł jedną brew. Przez głowę musiała mu przejść jakaś słodko-gorzki myśl, bo zaśmiał się cicho do siebie i pokręcił głową ze smutnym rozbawieniem. Na twarz opadły mu już zbyt długie, żeby mogły uchodziły za zadbane, ciemne blond włosy. Zmęczonym ruchem zaczesał je do tyłu, zbuntowane kosmyki wystawały mu ciągle zza uszu. Wszedł do środka. Rozbrzmiał kolejny zgrzyt i trzeszczenie, tym razem zamykających się drzwi. Dźwięk przetoczył się w powietrzu zawiadamiając tych, który jeszcze nie spali, że coś nowego dzieje się w warsztacie Smolistej Hydry.

W pierwszej chwili nie był pewien co przed sobą miał. Magazyn, składzik, złomowisko? Wszędzie leżał różnoraki sprzęt, usypane w górki metalowe części i, w jego mniemaniu, zwyczajne śmieci od plastikowych opakowań po zepsute uszczelki włącznie. Podłoga i meble przesiąknięte były wyciszonymi przez kurz i zastój powietrza metalicznymi i smolistymi zapachami. Był zaskoczony widząc na stole komputer. Wyglądał na starszy i mniej zaawansowany od laptopa w jego plecaku, ale był. Skoro mignęły mu też spawarki i palniki, jakieś źródło zasilania musiało tu być, może nawet lepsze niż w pozostałych miejscach tej placówki.
Zadrżał w chłodzie i podciągnął nosem. Od razu musiał odkaszlnąć. Oparł się o drzwi i zsunął na ziemię, dając ulgę kolanom, rozmiękniętym przez podróż i rozmowę z Yurym. Zakręciło mu się na chwilę w głowie, atak niepokoju wzrastał wraz z realizacją gdzie był. Po pierwsze, na podłodze, co było raczej smutne. Dalej - w dziwnym pomieszczeniu w Kamiennej Wieży, która była na Smoczej Górze, która była na Desperacji. Desperacja z kolei nie była Miastem, jego apartamentem, jego pokojem. Wpatrywał się w przestrzeń, czekając aż napłyną łzy realizacji, że popełnił błąd. Nic jednak nie zakręciło się w kąciku oka. Ciekawe. Kompletna susza. Nie wiedział, czy to dobrze, czy źle. Czekał, uspokajając swój oddech, aż jego serce wróci do normalnego rytmu. Niestety, ciężar i zaduch w klatce piersiowej były nieustępliwe. Nie spodziewał się, żeby prędko miały zniknąć.

Pamiętający lepsze czasy materac odnalazł bardzo szybko. Stopą odgarnął kawałek miejsca pod ścianą, gdzie na razie ulokował swoje rzeczy. Swój wymęczony niebieski plecak, którego strzegł pilnie odkąd spotkał się z Yurym w wąskich uliczkach. Gdyby wiedział, że zaowocuje to dezercją z miasta i utraceniem bezpiecznego tytułu obywatela, wziąłby trochę więcej przydatnych rzeczy. Ale i tak nie było źle. Miał swój laptop, telefon, resztki leków, które zawsze nosił w pogotowiu i standardowe przedmioty, które ludzie biorą na krótki wypad na miasto. Ruchem dłoni upewnił się, że przepustkę ciągle miał w kieszeni. Już dawno przestała odbierać sygnał i łączyć się z systemem. Wytrzepał dwa odnalezione koce i zawinął się w nie szczelnie. Pomimo, że zasypiał w kompletnie nieznanym mu miejscu, zmęczenie i obietnica odłączenia się od świata na czas snu była urzekająco skuteczna. Zasnął mocnym, twardym snem. Jeśli o czymś śnił, nie pamiętał o czym.


Obudził się zdecydowanie za późno, a jego budzikiem był niepokój i kurz w nosie. Odkaszlną, odcharknął, podrapał się po rozczochranej głowie. Nie potrzebował kawy, żeby od razu być w stanie gotowości. Przez prawie półtorej godziny siedział w bezruchu, intensywnie myśląc na zmianę z intensywną próbą nie-myślenia. Drżał za każdym razem, kiedy słyszał dźwięki z oddali. Bolała go głowa. Zaburczało mu w brzuchu. Nie wiedział co ze sobą zrobić, wytoczył się więc z łóżka i stanął pośrodku głównego pomieszczenia. Po odsłonięciu zasłon, w normalnym świetle, wszystko nabrało trochę lepszej prezentacji niż pamiętał z poprzedniego dnia. Warsztat wyglądał jednak na... opuszczony. Nie czuł się więc źle, myszkując wzrokiem po półkach i ostrożnie odgarniając bosą stopą różne sterty rzeczy, dłonią sprawdzając zawartość szuflad. Znalazł coś w rodzaju... z braku lepszego słowa, łazienki, a także prowizorycznej szafy. Kawałki przestrzeni, gdzie były charakterystyczne okrągłe ślady po kubkach kawy czy herbaty. Na moment pochylił się nad rozebraną do połowy protezą ręki i przekręcił głowę z nikłym zainteresowaniem. Była to zdecydowanie część robota, a nie proteza dla człowieka. Skrzywił się z niesmakiem.

Znów zaburczało mu w brzuchu, ale nie był głodny. Nie miał apetytu, ale wiedział, że kiedyś będzie musiał coś zjeść. Wlepił wzrok w drzwi. Zawahał się mocno. Nie sądził, żeby wychodzenie było dobrym pomysłem. Szczególnie, że Yury postraszył go labiryntem korytarzy, a jeśli w czymś Matt był dobry, to w byciu bezmiernie zagubionym. Zamiast tego przez jakiś czas siedział biernie na krześle i dumał nerwowo, stukając palcami o metalowy blat. W pewnym momencie zorientował się, że przez cały czas patrzenia przed siebie nie ogarnął tego co widział. W kącie pomieszczenia stał obskurny żeliwny taboret gazowy. Nigdy w życiu nie widział czegoś takiego na żywo, bo jakże inaczej. W porównaniu z M3 wszystko tu wyglądało staro, momentami nawet średniowiecznie i trzymało się na słowo honoru. Ego właśnie przechodził coś w rodzaju szoku technologicznego. Obok taboretu była mała, niepodłączona butla gazowa. Kucnął przy tym. Wyglądała na pustą. Obok było pudło z różnymi puszkami. Nie smaru czy farby, ale żywnością i próżniowo zapakowanymi rzeczami. Siedział... w kuchni? W mikroskopijnej, bardzo obskurnej kuchni, co wywnioskował z brudnego widelca w kubku.

Jedzenie od lat nie miało dla niego żadnego szczególnego smaku. Depresja odebrała mu apetyt i jakikolwiek entuzjazm związku z jedzeniem. Nawet kiedy poczuł się lepiej, żadna z tych rzeczy już nie wróciła. Z głębokim rozczarowaniem uświadomił to sobie pewnego dnia, kiedy spojrzał na swój obiad i pomyślał o nim tylko w kategorii paliwa dla ciała, żeby mogło dalej funkcjonować. Jeśli coś mu przeszkadzało w zawartości, to konsystencja. Ponieważ nalepka na puszkach była nie dość, że wyblakła, to jeszcze brudna, nie miał pojęcia co jadł. Gdyby musiał zgadywać, pewnie była to jakaś odporna na przeterminowanie racja wojskowa. Ale nie zrobiło mu się niedobrze, a żołądek zamilkł.

Nie wiedząc co dalej ze sobą począć, wrócił do przeglądania rzeczy na stole. Nie rozumiał sensu niektórych z tych konstrukcji. Rozpoznawał niektóre wejścia, kable, starsze i nowsze modele części. Zmarszczył czoło, przysunął sobie krzesło i z czymś w rodzaju ostrożnie dozowanej odwagi, zdumienia i fascynacji zanurzył się w jedynej rzeczy, której nie bał się zrozumieć bardziej. Ktokolwiek tu wcześniej siedział w tym  bałaganie, wiedział co robił. Ego patrzył na modyfikacje, naprawione protezy i sprzęty. Westchnął zazdrośnie.



#656888 japoński
#77A680 angielski
                                         
Ego
Desperat
Ego
Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.06.20 23:19  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
  Trzymał go w niepewności do wieczora dnia następnego. Złośliwe, z premedytacją. Co prawda zadbał o jego potrzeby - dostarczył mu dwa posiłki przez posłańca w postaci Nory, która niechętnie, ale jednak dała się przekupić. Już dawno się przekonał, że w każdym najemniku tliła się chciwość.
  Wdrapał się po schodach, gdy Desperacje otulił mrok, powłócząc lewą nogą. Pewnie nadwyrężył mięsień długą wędrówką przez bezkres. Otworzył drzwi; towarzyszyła mu Chimera, który jako pierwsza wślizgnęła się do środka, pomimo jęku zawiasów.
  — Grymasisz? - spytał z lekką drwiną, gdy jego wzrok zetknął się z niemal nietkniętym obiadem. Jak dobrze nie uległ pokusy i nie przyniósł mu nowej porcji. — Zjesz czy mam ci to wepchać do gardła?
  Kundel wycofał się pod ścianę, gdy do jego nozdrzy doleciał swąd smarów. Cedna trzymała tu najprawdziwsze cudeńka, relikty przeszłości, która próbowała przywrócić do życia z najrozmaitszym efektem.
  Powiódł spojrzeniem po rupieciach niewiadomego pochodzenia. Na jego twarzy pojawił się cień nostalgii. Ciekawe, gdzie podziewała się Smolista. Gdy piastował stanowisko Wiecznego, wysyłał na akcje poszukiwaczką kilku najemników, ale wrócili z pustymi rękami. Zapadła się pod ziemie. Dosłownie.
  Nie wiedział, kiedy w jego dłoni znalazł się papieros. Wsunął go do ust i zapalił, zaciągając się. Kiedyś Hydra apelowała do jego zdrowego rozsądku, by raczej nie sięgał w tym pomieszczeniu po swój nałóg przez obecność substancji łatwopalnych, ale skoro była nieobecna, to jej zasady przestały obowiązywać.
  — Podjąłeś decyzje?
  Przerwał ciszę, która zapadła. Dzieciak miał wolną rękę. Mógł odejść bez żadnych konsekwencji albo zostać - ale wówczas musi udowodnić, że zasługuje na miejsce w Kamiennej Wieży. Yury nie miał zamiaru mu niczego ułatwiać. W końcu dobrowolnie udał się z nim na Desperacje. Nie ułożył siły, by ściągnąć tutaj studenta.
  Wbijając spojrzenie w blade oblicze Ego, zaciągnął się papierosem, chwilowo znikając w kłębach dymu. Nozdrza Chmiery najwidoczniej przywykły do drażliwego zapachu. Usiadła przy chłopaku.
  — Chyba cię polubiła. Jak myślisz, rzuci się na mnie ze zębiskami, gdy podejdę bliżej z zamiarem zrobienia ci krzywdy czy jednak okaże litość? — zapytał. Na razie czysto hipotetycznie. O dziwo bez żadnej drwiny. Jakby naprawdę podejrzewał psa o agresje.


___________
Wybacz, że post tak późno i takiej marnej jakości. Stopniowo wracam do życia. I forumowej aktywności.
                                         
Yury
Windykator     Opętany
Yury
Windykator     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 04.06.20 20:06  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
Jedzenie przychodziło w kluczowych momentach, w których normalni ludzie spożywają posiłki. To oznaczało, że nie został zapomniany ani nie była to bardzo bardzo dziwna komora głodowa. Ale, jak zdążył odkryć w ciągu dnia, była to swojego rodzaju śmiertelna pułapka na stopy i palce, jeśli dostatecznie się nie uważało. Niezabezpieczone narzędzia, zlepione brudem puszki olejów, śmieci i czyhające aby cię zadrapać resztki metali zamaskowane przez inne śmieci. Ostrożnie przekładał przedmioty, aż wreszcie miał na blacie przed sobą trochę względnego porządku. Jeśli człowiek popatrzył na ten odgracony prostokąt, zmrużył powieki i całkowicie  zignorował resztę warsztatu, a także większość rzeczywistości, faktycznie można było poczuć się na pół minuty w miarę okay. A potem odchylił się ostrożnie na krześle i odetchnął. Uczucie bycia w miarę okay nie odchodziło. Zdezorientowany zmarszczył mocno brwi. Bezmyślnie zaczął bawić się małym śrubokrętem. Wrażenie "okay" usadowiło się pomiędzy byciem zestresowanym, a przekonaniem, że ktoś tu kiedyś go od niechcenia zamorduje. Proces myślowy Ego na temat obecnej sytuacji w jakiej się znalazł płynął sobie powoli, wraz z nieśpiesznie mijającym dniem. Miał dużo myśli do myślenia, jedna doba mogła nie wystarczyć.

Znalazł kupkę rzeczy, które po bliższej inspekcji okazały się być częściami stacji lutowniczej. Nic dziwnego, że była rozebrana - spalony transformator był do wymiany. Był przekonany, że gdzieś w tym pomieszczeniu znajduje się mniej przydatne urządzenie, z którego będzie mógł pożyczyć niedziałający element. Grunt, że od razu zlokalizował multimetr. Na tego typu drobnych rzeczach, przeplatanych drżeniem rąk i niepokojem, minął mu dzień. Poza sporadycznymi szmerami w oddali, było tu cicho. Ogólnie rzecz biorąc, miał całkiem spokojne popołudnie. A potem w drzwiach pojawił się Yury.

- O-oh, cz.. cześć Yury... - wymamrotał, nieśmiało niemal mierząc się z jego spojrzeniem. Od razu jednak strzelił wzrokiem od tlącego się papierosa Yurego do puszek smarów. Nie skomentował. Mimowolnie śledził chodzącą po warsztacie bestię. Przekręcił głowę na bok, jakby widok psa był dla niego jakimś, choć niewielkim, pocieszeniem.
- Podjąłem ją już w Mieście - odpowiedział, tym razem bez specyficznego dla jego osoby odcienia smętnego niepokoju. Zamiast tego było chłodne zamyślenie, żeby nawet nie powiedzieć - dystans. Patrzył gdzieś w bok. Przez moment bawił się śrubokrętem, skupiając na nim całą swoją uwagę, stukając stalową końcówką o blat, próbując zebrać myśli. Podjął szybko.
- I... n-nie wiem czy to była słuszna czy niesłuszna decyzja. Ale teraz mogę podjąć kolejną? Jak szczodrze. Ale ciągle to samo - tak, najwidoczniej dalej chcę tu być. - Trzeba było zaufać jego słowom, bo twarz mówiła co innego. Miał też niesprecyzowane wrażenie, że zamotał się w jakiegoś rodzaju paragraf 22, z którym lepiej nie kłócić się, bo jeszcze przyklei się do tego któreś z praw Murphy'ego. Oderwał kawałek tego czegoś, co uchodziło tu za obiad. Podzielił się z Chimerą, która zainteresowana powąchała, nie pogardzając zjadła i oblizała mu przy okazji palce, szukając więcej jedzenia. Miał wrażenie, że w tym kontekście na Desperacji nikt nie gardził niczym. Kogo w takich warunkach było stać na wzgardę? Jeśli miał się przystosować, może warto wdrożyć taki proces myślenia? Ciężka sprawa, żeby wyplewić pogardę dla samego siebie. - D-dam radę. Cokolwiek chcesz, żebym tu robił. Mogę to robić.

Przez chwilę miał ogromną ochotę, żeby choć opuszkami palców pogłaskać Chimerę po łbie. Pytanie Yurego zbiło go z tropu.
- Myślę... - powiedział powoli, z namysłem. - ...że to twój pies. Podobno są z natury dobrymi stworzeniami. Zdążyłeś już ją przyzwyczaić do przemocy i nauczyć morderczej bezwzględności?



___________
<33



#656888 japoński
#77A680 angielski
                                         
Ego
Desperat
Ego
Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down

Pisanie on 07.06.20 0:44  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
Pogrywał z nim. Pociągał za struny jego słabości. Reguły narzuconej przezeń gry nie miały nic wspólnego z zasadami fair play, ale podejrzewam, że Matt nie oczekiwał od niego aż takich poświęceń. Ich znajomość była przepełniona nieczystymi zagraniami, przez które młodzieniec kolekcjonował złe wspomnienia jak znaczki. Już dawno powinien się od niego odciąć, a nawet nasłać na najemnika oddział wojska. Już dawno powinien uwolnić się spod jego destrukcyjnego wpływu i powiedzieć spierdalaj. Ale tego nie zrobił. Starczał jak pionek na szachownicy i ostatecznie wylądował tu. Sam, bez sprzymierzeńców, czy przyjaciół. Sam jak palec. Tu, gdzie  współczucie było towarem deficytowym, niemal nieistniejącym. Jakim trzeba być głupcem, by z własnej woli porzucić wygodne życie? Jakim trzeba być desperatem, żeby podążać za swoim oprawców? Yury nie mógł tego pojąć. Lęk w Ego zakorzenił się tak głęboko, że nie mógł odmówić, a może czerpał tego chorą satysfakcje? Może taki układ wcale nie dostarczał mu poczucia straty czy ciarek na plecach? Może miał w tym cel? Ależ byli w tym pokrętnym myśleniu podobni. Czyż Kido nie poczynił podobnych kroków, czyż nie sfingował własnego wypadku, żeby w końcu się uwolnić, mimo iż otrzymał efekt odwrotny od zamierzonego i spuścił ze smyczy to skrywane głęboko w podświadomości drugie ja?
  Yury obrzucił młodzieńca rozbawionym spojrzeniem, gdy w dalszym ciągu wyrażał chęć przebywania w jego najbliższym otoczeniu, jednak nie skomentował od razu tego przypływu emocji, których zabrakło na zwykle skalanej lękiem twarzy. Podszedł do jednej z metalowych skrzynek, aby przyjrzeć się jej zawartości, chociaż wiedział, że to w niej Cedna przechowywała przeróżne narzędzia ułatwiające jej prace.
  — Najpierw posprzątaj ten wszechobecny burdel i wskrześ z siebie trochę więcej entuzjazmu, bo na razie zachowujesz się, jakbyś był tutaj za karę, a to przecież nagroda — zachęcił po chwili i nawet nie zerknął na dzieciaka, kiedy znalazł się tuż obok, jakby ten był elementem krajobrazu, a nie adresatem jego słów.
  Spojrzenie Yury'ego zatrzymało się na rupieciach, pod którymi uginał się blat mebla. Były dla niego stertą złomu niczym więcej, chociaż domyślał się, że dawna właścicielka tego pomieszczenia nie podzielała jego opinii i  wiązała z nim większe nadzieje niż on. Czy Ego też dostrzegał w tym przedmiotach potencjał, a może wyrzuci je, uznając za zbędne? Wykrzywił usta w szerszym uśmiechu. Dał mu wolną rękę. Niech mu pokaże, że jesteś coś wart. Coś więcej niż dotychczas. Wart zmarnowanego czasu. I jedzenia.
  — Moje oczekiwania zawsze są takie same — podjął w końcu, ale nadal jego spojrzenie błądziło po pomieszczeniu. Wiele znajdujących się w nim elementów wywietrzało mu z głowy. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz przekraczał próg tego pomieszczenia. Skąd ta melancholia? Starość? Ha, dobry żart, boki zrywać. Jaka starość, jak teraz miał przed sobą niewyczerpalne zasoby życia?
  Przez chwilę miał ogromną ochotę zaśmiał się w głos, ale wówczas do jego uszu doleciała odpowiedź Matta na wcześniej zadane mu pytanie. Yury zmierzył wzrokiem wpierw jego, a potem Chimerę.
  — W jeden dzień? — Prychnął rozbawiony. Nie wiedział, czy akurat tego psa było stać na morderczą bezwzględność. Jej brat przejawiał w tej materii większy talent, ona przejęła na siebie rolę jedynego głosu rozsądku w tym ich trzyosobowym stadzie. —  Przeceniasz moje umiejętności — skwitował krótko. — Jest łagodna jak baranek. Pogłaskaj ją, jak musisz. Nie ugryzie. Chyba.
                                         
Yury
Windykator     Opętany
Yury
Windykator     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 10.06.20 22:58  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
Podniósł wysoko brwi - boże, jakby słyszał swoją matkę. Nieustanne miał coś sprzątać, być i zachowywać się normalnie, więcej się uśmiechać, och Matt, wyglądasz tak żałośnie i ponuro, czemu się nie uśmiechasz? Zdusił w sobie to wspomnienie, było teraz kompletnie nieprzydatne. Jakby miał mało rzeczy, którymi powinien się teraz przejmować. Założył ręce na piersi. Najwidoczniej nie tylko jego podgryzała przeszłość, bo i Yury rozglądał się dookoła, najwidoczniej widząc coś, czego Ego dostrzec nie mógł. Zagryzł dolną wargę w zastanowieniu. Od początku, a raczej od momentu, kiedy wziął w dłoń jeden z efektów pracy Smolistej Hydry, wiedział, że będzie nad nim to wisiało. Po pierwsze, cholera, ten ktoś był dobry, i to go denerwowało. Dlaczego ten ktoś zniknął, czemu teraz jest tu on, czemu Yury uśmiechał się patrząc po kątach i na kupę metalu pod ścianą? Przetarł twarz dłonią, ale gest ten nie ściągnął z niego żadnej z myśli. Z jednym na pewno się zgadzał, trzeba tu ogarnąć, zrobić po swojemu.

- Och, wiesz, jesteś całkiem zdolny w tym temacie - mruknął. - Szybko się uczą. Z-zresztą, mogło przejść samoistnie - stwierdził, jakby każda rzecz której dotknął Yury, zaczynała gnić i psuć się od środka. Ale pochylił się nad psem. Skoro przed chwilą nie odgryzła mu palców, a wtedy w grę wchodziło jedzenie, teraz też nie powinno być problemów. Chimera zamerdała ogonem na dotyk i uśmiechnęła się psim uśmiechem. Ego zdusił w sobie ochotę rozpłynięcia się nad futrzakiem. Znowu, właściwie z przyzwyczajenia, nie pozwolił sobie odetchnąć. To głupie, pomyślał, zdając sobie z tego nagle sprawę. Udało mu się rozluźnić ramiona, kiedy palce czesały futro. W jej oczach można było zobaczyć, że jest o wiele bardziej rozsądna od Ego - na przemoc zareagowałaby agresją, a nie kuliłaby się czekając na kolejne uderzenie.
- W-więęc... Smocza Góra, huh, Kamienna Wieża - zaczął, trzymając pysk Chimery w dłoniach, drapiąc ją za uchem. Dał jej jeszcze trochę swojego obiadu. Przez żołądek do serca? - Tak ogólnie pytam, nie mówię, że teraz czy coś, ale... Dostanę jakieś tour czy uhhh... mogę się sam przejść czyyy... czy raczej nie. O-okey, w-więc, zakładam, że... Wiesz co, nawet nie wiem o co na razie pytać - stwierdził, tracąc w ogóle wątek, nie wiedząc w ogóle co mówi. Zmarszczył brwi, jakby jednak miał pytania ale się z nimi hamował. Iskra zainteresowania gdzieś tam głęboko w nim drgała. Ciężko było pytać, jak nie wiedziało się nic, i praktycznie umierało się troszeczkę wewnątrz jak wyglądało się przez okno. O ironio, ten zabałaganiony warsztat wydawał się być... w miarę bezpieczny. Oby tylko nie zwodniczo bezpieczny.



#656888 japoński
#77A680 angielski
                                         
Ego
Desperat
Ego
Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.06.20 18:01  •  Warsztat Smolistej Hydry - Page 13 Empty Re: Warsztat Smolistej Hydry
Nono zaraz obrośniesz w piórka — pochwalił, gdy zarekomendował mu swoje umiejętności w samym superlatywach, prawie bez zająknięcia, jakby w próbie przełamania bariery ukształtowanej z kompleksów. Jeżeli chciał przetrwać więcej iż tydzień, podbudowanie pewności siebie było równie ważne, co oddychanie, chociaż w najemniku nadal tliła się sterta wątpliwości, czy studencik miał w ogóle zadatki na pełnoprawnego członka Drug-on. Był taki kruchy. Jak budynek, który domagał się rozbiórki. Emanował od niego strach, tak dobrze wyczuwalny, niemal namacalny. Yury czasem miał wrażenie, że miał wręcz materialną postać. Nic nie stało na przeszkodzie by porachować mu kości i uniemożliwić dalszą egzystencje. Wystarczyło zacisnąć dłoń na jego gardle, przyłożyć mu spluwę do skroni. Z bronią w dłoni był równie bezbronny, a może nawet bardziej, niż bez niej. Zademonstrował to kilka lat temu, gdy sparaliżowany strachem zamiast strzelić i pozbyć się źródła swoich wszelki lęków, pistolet niemalże wypadł mu spomiędzy drżących palców. — Powiedziałem ci, że to mury są gwarancją bezpieczeństwa, prawda?
  Sięgnąwszy wolno dłonią do srebrnego łańcucha, złapał w palce kieł zdobyty przed laty w grotach pod Kamienną Wieżą. Zbadał po opuszkami jego strukturę, w niektórych momentach pokruszoną, rozszarpaną przez zęby czasu.
  — Dopóki nie zdobędziesz tego – pokazał mu ten drobny, ale jakże ważny element biżuterii – będziesz postrzegany jako intruz.
  Odchylił się na krześle i znowu się zaciągnął, przyglądając się wzrokom, jakie namalował w powietrzu, wypuszczając strzępy dymu zarówno ustami, jak i nosem. Opary zawisły nad sufitem w postaci deszczowej chmury. Kiedy wypalił papierosa do peta, znowu ulokował spojrzenie w twarzy swojego rozmówcy.
  — A co? Zamarzyły ci się wycieczki krajoznawcze? — spytał zaczepnie, łapiąc na powrót kontakt wzrokowy z młodym mechanikiem. Nie miał zamiaru spełniać jego wszystkich zachcianek czy zapoznawać  go od „a” do „z” z topografią Kamiennej Wieży, która była tak rozległa, że nigdy nie zaznajomił się z wszystkimi ukrytymi w jej gmachu zakamarkami i samemu zdarzyło mu się zabłądzić w wśród krętych korytarzy.  — Znajdź kogoś, kto cię oprawdzi. Ja nie jestem przewodnikiem, a wakacje dobiegły końca — oświadczył, nagle wstając. Chłopaczek musiał się usamodzielnić, inaczej nigdy nie udowodnij w pełni swojej wartości. Yury'emu nie do twarzy było z łatką bohatera, który ratuje z opresji gówniarza za każdym razem, gdy kłopoty podepczą mu pięty.
  Zmieniając swoje położenia w zaledwie trzech krokach, znalazł się między Chimerą, a młodzieńcem, który najwyraźniej poczuł się pewnie w jej otoczeniu. Na tyle pewnie, że zaserwował jej serię pieszczot, zapoznając się szorstką strukturę czarnej sierści.
  — Więc jak będzie, Matt? Zdecydujesz się stawić czoło bandzie krwiożerczych bestii, czy jednak skapitulujesz i poszukasz sobie innego miejsca do spania? – wycharczał mu niemal w ucho, nachyliwszy się nad jego sylwetką. Chimera zamarła w bezruchu, wbijając we właściciela skażone bielmem ślepia. Yury skonfrontował prawą dłoń z jej łbem, a druga zatrzymała się kilka centymetrów przed swoim celem – ramieniem Matta. Jego wzrok dopowiedział resztę: szybko, nie marnuj mojego czasu.
                                         
Yury
Windykator     Opętany
Yury
Windykator     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

 
Nie możesz odpowiadać w tematach