Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Go down


Zgodnie z instrukcjami przeszła przez furtkę, z zainteresowaniem rozglądając się po otoczeniu. Dosłyszawszy jednoznaczne odgłosy zza przepierzenia byłaby je zignorowała, odwracając tylko odruchowo wzrok w drugą stronę, jednak komentarz ze strony starszej dziewczyny wywołał też krótkie parsknięcie śmiechu. Wyglądało na to, że z tutejszymi mieszkańcami była w przyjacielskich stosunkach. Dowodziła tego zarówno obecna sytuacja jak i fakt, że wcześniej witała się z niektórymi mijanymi przez nie osobami. Dla Lise coś takiego było absolutnie poza zasięgiem, zresztą z jej własnego wyboru; odruchowo bardziej odruchowo odsuwała się od ludzi niż do nich lgnęła, nawet jeśli każdemu bez wahania ofiarowałaby serce na dłoni. Oddanie swojej własności, podzielenie się talentem czy dobrym słowem to jedno, czym innym zaś - emocjonalne zbliżenie z drugim człowiekiem. Chcąc tego uniknąć, na każdy uczyniony krok w przód cofała się o dwa, pilnując by nikt nie zdołał przekroczyć barier słoika zwanego popularnie strefą komfortu.
Dopiero teraz przyszło jej do głowy, że może popełnia błąd. Odsunęła jednak tę myśl od siebie, koncentrując się na nowym miejscu i doświadczeniach. Warto było się na nich skupić, tym bardziej gdy wreszcie pokonały długą szopę i znalazły się na podwórku. Trudno było zdecydować, gdzie najpierw zawiesić wzrok, stąd wyrażająca absolutny zachwyt twarz panny Merricks kierowała się to tu, to tam, strzelając uśmiechem w każdą napotkaną po drodze istotę i kończąc na samej Yuu.
- Niesamowite - skomentowała, nie bardzo wiedząc jak wyrazić swoją fascynację nowo odkrytym miejscem. Nawet obietnica pysznego posiłku kryjąca się za wyśmienitym zapachem zeszła na dalszy plan, bo to wszystko było tak zachwycające.
- Jak tu jest wspaniale! - dodała za chwilę, powracając do chłonięcia spojrzeniem wszystkiego, co tylko znajdowało się w zasięgu wzroku. Jak tu teraz przyrównać własne osiedle? Owszem, każdy każdego kojarzył, a też spróbowałby człowiek nie powiedzieć uprzejmego "dzień dobry" wszystkim sąsiadkom, ale nie potrafiła sobie wyobrazić, by mieszkańcy blokowiska zebrali się w gromadkę, usiedli razem na skwerze i jak gdyby nigdy nic zajmowali się swoimi sprawami. Dzieci owszem, dla nich nie istniały tego typu ograniczenia: bawiły się wszystkie razem, jak długo tylko się dało, ale dorośli mieli zwyczaj trzymania życia w swoich czterech ścianach. Po tym, jak pośrodku osiedla stanął sklepik i skończyła się potrzeba wpadania do sąsiada po zwyczajową szklankę cukru, kontakty zdegradowały się do pozdrowień i zdawkowych rozmów o pogodzie, jeśli akurat spotkało się gdzieś przypadkiem. W porównaniu do tego, ukryte w biednej dzielnicy podwórko wydawało się jak nowy świat.
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


Wyprostowała się i oparła dłonie na biodrach, prężąc się dumnie jak matka dziecka, które zdobyło pierwsze miejsce w konkursie ortograficznym. To ukryte podwórko było jej wielkim skarbem lecz i ona była tu tylko jako gość. Zabudowana ze wszystkich stron przestrzeń miała tylko jedną bramę, które teraz, bo oczywiście nie nią zjawiły się tutaj obie dziewczyny, była zamknięta na cztery spusty. Wysoki płot był nawet murowany przy gruncie, a ponad deskami zawieszono drut, najprawdopodobniej pod napięciem. To był chyba jedyny element, który w całej kreacji jak z bajki wprowadzał element niepokoju. Dlaczego takie cudowne miejsce miałoby być odgrodzone od reszty świata?
 A może to reszta świata nie miała prawa znaleźć się w ów miejscu?
 Widząc kątem oka, że blondynka jaśnieje z zachwytu, uśmiechnęła się pod nosem i jak na skrzydłach zeskoczyła z niewielkiego progu stodoły, by natychmiast znaleźć się bliżej niesamowitych zapachów.
 — Słyszałaś kiedyś plotki o naszym byłym najważniejszym? — zaczęła z zachętą w głosie. Mimo to, nie odważyła się otwarcie wspomnieć miana prezydenta, który popełnił jakiś czas temu samobójstwo. — Pewnie nie, bo większość tych prawdziwych informacji schowano wśród tony kłamstw w jakichś kolorowych pisemkach dla starszych kobiet. — Pokręciła ustami i zawęszyła z wypiekami na twarzy. Kontynuowała. — Kiedyś ktoś próbował wyśledzić jego korzenie, bo jak publicznie wiadomo, wszędzie podawali, że był sierotą. Jakiś natrętny reporter stojący po stronie przeciwnej partii politycznej badał wszystkie znalezione dokumenty, żeby udowodnić mu związek z obcokrajowcami, dokładnie tymi, z którymi od lat prowadzimy wojnę. Drążył, szperał, grzebał, nalatał się i najeździł, ale jedyne co kiedykolwiek znalazł, to zdjęcie dzieciaka wychowującego się w biednej rodzinie piekarza. Rodzinę, do której by osiągnąć swoje stanowisko pan najwyższy nigdy się nie przyznał. Trudno powiedzieć, by ta informacja wywołała burzę w mediach. Trafiła, co już wspomniałam, jako informacja w kolorowych czasopismach opatrzona zabawnym obrazkiem jakiegoś redakcyjnego samozwańczego artysty. — Zrobiła pełny obrót na pięcie sprawdzając, czy dziewczyna nadal za nią podążą. — Nikt w nią nie uwierzył.
Nachyliła głowę nad rozgrzaną blachą. Kiwnęła komuś głową, z inną osobą przywitała się krótkim: "dzień dobry", ale nikt nie zwracał na nią uwagi na dłużej. Płynnie wtopiła się w otoczenie, a jedyne pary oczu, które spoglądały w ich stronę padały na blondynkę.
 — Chociaż to też nie jest prawda. Było kilka osób. Kilka dzieciaków, które nie wiedziały co zrobić z nadmiarem swojej energii i wydawały za dużo oszczędności na kolorowe gazetki w poszukiwaniu sprośnych dowcipów na ostatniej stronie — mówiła dalej. Dotknęła ręką wyjętą dopiero co bułkę i cofnęła natychmiast oparzony palec. Siedzący przy piecu starszy pan opierający skrzyżowane dłonie na lasce uśmiechnął się, ale natychmiast posmutniał. A dziewczyna prowadziła dalej, ku stojącemu idealnie na przeciw stodoły drewnianemu domowi. Nad bramką ganku wisiała stara tabliczka z wyblakłym napisem: Piekarnia.
 — Zastanawiam się, jak nas przyjmie, skoro jej syn został okrzyknięty największym tchórzem ostatniego stulecia? — wyraziła na głos swoje obawy, ale wyglądało na to, że nie są one prawdziwe. Niemal w tym samym czasie przekraczała bowiem furtkę mlaskając z niecierpliwości. — Zapukasz? Mam wrażenie, że nie będą chcieli zobaczyć akurat mnie jako pierwszej w ich drzwiach.



My body is made of boiling water
that makes me starting storms
These mountains are covered in a powder
that keeps me from feeling warm
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


- Słyszałaś kiedyś plotki o naszym byłym najważniejszym?
Przechyliła lekko głowę w bok, brwi zaś zmarszczyły się nieco w wyrazie niezrozumienia. Kąciki ust opadły, zacierając ślady po niedawnym rozanieleniu, choć wesołe iskierki w oczach wciąż jeszcze stanowiły swego rodzaju cień owego zachwytu, który wywołał w blondynce ten skrawek nieba na ziemskim padole. Teraz już z uprzejmym zainteresowaniem wsłuchiwała się w historię, którą przedstawić jej chciała starsza koleżanka. Trudno spodziewać się, żeby Lise miała większą styczność z tego typu opowieściami; plotki nie interesowały jej w żadnym wymiarze i nawet jeśli przez jakiś czas ludzie burzyli się, dociekali i analizowali, nie poświęcała temu zbyt wiele uwagi. Z zasady zakładała, że czyjeś życie prywatne w aspektach choćby takich jak pochodzenie i rodzina nie jest absolutnie jej sprawą. Co za różnica, czy głowa państwa urodziła się tutaj, czy za granicą? Czy jego rodzicami są bogaci dygnitarze, czy dzielnicowy i pani grabiąca liście jesienią?
Podążała grzecznie za Yuu, chłonąc kolejne elementy jej opowieści. Usiłowała nie zwracać uwagi na to, jak w jej osobę strzelały kolejne spojrzenia - wolała nie wiedzieć, czy zobaczyłaby w nich zaciekawienie czy niechęć. Własny wzrok ulokowała gdzieś w podłożu, sporadycznie podnosząc go na osobę rozmówczyni. A więc mówiła, że poprzedni przywódca kraju urodził się i wychowywał gdzieś tutaj? Że własnie zmierzały do domu zamieszkiwanego przez jego rodzinę? To rzeczywiście była nie byle jaka nowość. Nie była zaś pewna, dlaczego jej towarzyszka uważała się za niemile widzianą w ich progach... albo przynajmniej mniej pożądaną niż jakaś kompletnie obca osoba, którą przecież była Merricks.
- Mhm, czyli rozumiem, że ja pukam - ty mówisz? - nawiązała do klasycznej dziecięcej przegadywanki, która zresztą znajdowała zastosowanie niezależnie od wieku. Nie zamierzała czekać długo i rzeczywiście uniosła zwinięta w pięść dłoń, by kilkukrotnie uderzyć nią w drzwi. Dźwięk rozległ się rytmicznie i dość delikatnie, pozwalając zastanowić się, czy zostanie od w ogóle dosłyszany z wnętrza domu.
- Znasz ją? - zapytała półgłosem. Nasłuchiwała uważnie, czy uda jej się wyłapać odgłos zbliżających się kroków. Z jakiejś niewiadomej przyczyny nie byłą wcale pewna, czy chce je usłyszeć. Choć obecność starszej koleżanki dodawała jej odwagi, wciąż chodziło tu o złożenie wizyty kompletnie obcej osobie o nieznanym usposobieniu, w całkowicie nowym otoczeniu. Niewiele mogło być jeszcze czynników, które powodowałyby u Lise większy stres, choć na dobrą sprawę chodziło tylko o niewinną szarlotkę. Ech, cukier i yerbana jej herbata, przez tę dziewczynę i jej opowieści zaczynała tracić rozsądek!
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


 Pokiwała głową na zadane przez dziewczynę pytanie, ale nie wyjaśniła co dokładnie miała na myśli poprzez znajomość z tutejszą panią domu. Trudno jednoznacznie określić, czy powodem tego była jej niechęć dzielenia się z blondynką zdobytymi raczej niełatwo kontaktami, czy może otwierające się właśnie drzwi, w których stanęła wspominana wcześniej kobieta.
 Jej twarz poznaczona była zmarszczkami i ciemniejszymi od pracy na słońcu plamami. Teraz również nosiła na posiwiałych włosach jednolitą, fioletową chustkę, jakby dopiero co wróciła z kopania ziemniaków. Wycierała w szmatkę dłonie z miną świadczącą o tym, iż spodziewała się nieco innego rodzaju gości. Nie wyglądało jednak, że była zła. Ponad wszelkie inne emocje jej oblicze wyrażało zmęczenie.
 — Na bogów, nie myślałam, że jeszcze Cię tu zobaczę — skomentowała zaskoczona i wskazała dziewczynom drogę do środka. Yu ułożyła tylko palce w znak zwycięstwa i wślizgnęła się do środka.
 Chociaż wszystko odbywało się w spokoju atmosfera pomiędzy uczennicą wojskowej a starszą kobietą była wyraźnie napięta. Pani domu odrzuciła ścierkę na bok kaflowego pieca i podsunęła im dwa identyczne krzesła. Sama usiadła na obitym miękką poduszką taborecie i spojrzała wymownie na Lise. Być może ku jej zaskoczeniu nie oczekiwała dalszych wyjaśnień od czarnowłosej, ale od nieznanej sobie blondynki. Jej spojrzenie było ciepłe, ale niezwykle przeszywające.
 — Więc co was tu sprowadza? — zapytała i tym razem na próżno próbowała ukryć zdenerwowanie. Palce pociemniałej dłoni położyła na blacie stołu i zaczęła stukać nimi rytmicznie.
 Czarnowłosa, jakby uczestnicząc w tej zmowie również spojrzała na Liselotte.



My body is made of boiling water
that makes me starting storms
These mountains are covered in a powder
that keeps me from feeling warm
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Z jednej strony poznawała coraz więcej faktów dotyczących miejsca, w którym się znajdowała i ludzi zamieszkujących okolicę, z drugiej odnosiła wrażenie, że rozumie coraz mniej. Yuu niby tłumaczyła wiele, ale równie wiele pozostawiała w sferze tajemnic, nie odsłaniając przed młodszą koleżanką pełnego obrazu. To sprawiało, że czuła się jeszcze bardziej zagubiona niż do tej pory. Może popełniła błąd, pozwalając się tu przyprowadzić? Gdyby została na lekcjach, przynajmniej nie przeżywałaby teraz w myślach tak licznych dylematów. Zajmowałaby się co prawda jakimś nieszczególnie fascynującym zagadnieniem, ale w perspektywie miałaby rychły powrót do domu, obiad z rodzicami i zwykłe popołudnie. Nie miała nic przeciwko takiej rutynie, czuła się bezpiecznie wiedząc, co przyjdzie następne. Nawet jeśli gdzieś nad głową zawsze niczym miecz damoklesowy wisiała wizja bombardowania czy innego wojennego nieszczęścia, to właśnie codzienna "nuda" pozwalała zachować spokój. Małe, dobrze znane kroki, które mogła wykonywać bez zawahania.
Stąd nawet nie wiedziałaby, jak wrócić do domu.
Tym dziwniej poczuła się, kiedy pytanie padło w jej stronę a jedyna osoba, którą uważała za łącznik z tutejszym małym światem, również wydawała się stanąć po przeciwnej stronie. Uśmiechnęła się nerwowo, próbując dociec, dlaczego Yuu nadal nie udziela gospodyni odpowiedzi, a tylko patrzy tak wyczekująco... jakby co najmniej Lise miała wiedzieć o co chodzi. Problem był właśnie taki, że nie wiedziała, a mając przeciwko sobie aż dwie osoby, mało brakowało jej do skulenia się i spadnięcia pod stół lub wybiegnięcia z budynku pełnym sprintem.
- Ja tu robię za towarzystwo - odezwała się w końcu, unosząc dłonie w obronnym geście. W ferworze zmieszania posłała ciemnowłosej dziewczynie spojrzenie spod ściągniętych brwi, na moment zaciskając usta w wyrazie niezadowolenia.
W co próbujesz mnie wpakować?
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


Proszę o zarchiwizowanie.



My body is made of boiling water
that makes me starting storms
These mountains are covered in a powder
that keeps me from feeling warm
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Powrót do góry