Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down



Pozwoliłam sobie zacytować w tytule piosenkę: Keaton Henson - You

Miejsce: Bliżej nieokreślony przypominający Japonię kraj w stanie wojny. Stolica, oddalona na północ od centrum wydarzeń, względnie bezpieczne, wysoko rozwinięte miejsce. Szkoła wojskowa i sąsiadująca z nią szkoła medyczna.
Osoby: Liselotte Merricks, Yuu Kami, NPC.
Gatunek: yuri, szkolne, komedia, dramat



---



Godność: Yuu Kami
Wiek: 17
Szkoła: Specjalistyczna Akademia Wojskowa, oddział nr. 4 w Stolicy.
Klasa: 3C
Wzrost: 178 cm
Waga: 68 kg
Grupa krwi: BRh+
Wygląd: Czarne, proste włosy, z przodu trochę poza ramiona, z tyłu długi, wąski kucyk, stalowoszare oczy. Jasna cera, często widoczne siniaki i mniejsze zadrapania. Ubrana zazwyczaj w niekompletny mundur akademii, zazwyczaj to albo góra i coś normalnego, albo dół i coś zwyczajnego. Nieśmiertelniki: z podstawowymi danymi i logiem akademii na rewersie, a drugi z jakimś pięknym cytatem.
Charakter: buntownicza i niezależna, ogólnie jednak pozytywnie nastawiona do życia.
Inne: Została wyrzucona z poprzedniej szkoły za agresję.




Ostatnio zmieniony przez Yuu dnia Czw Maj 18, 2017 9:06 pm, w całości zmieniany 1 raz



My body is made of boiling water
that makes me starting storms
These mountains are covered in a powder
that keeps me from feeling warm
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down




Liselotte Merricks
Wiek: 16
Szkoła: Zespół Szkół Ogólnokształcących i Technicznych nr 2 w Stolicy
Klasa: 2LM, profil o przygotowaniu medycznym
Wzrost: 155 cm
Waga: 40 kg
Grupa krwi: 0 Rh-
Wygląd: Drobna, szczupła budowa ciała, jasna cera. Proste jasnoblond włosy za łopatki, nieregularna grzywka. Duże, błękitne oczy. W szkole ubrana w standardowy mundurek ZSOiT w kolorze fioletowo-złotym, poza zajęciami nosi głównie sukienki. Nie nosi żadnej biżuterii poza krzyżykiem na szyi.
Charakter: Spokojna i ułożona, stuprocentowa optymistka o złotym sercu.
Reputacja: Lubiana przez wszystkich, jednak wycofana z kręgu najpopularniejszych.

avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


- Kami!
- Ja! - odkrzyknęła automatycznie, wyrywając się z ręką ku górze krok przed resztę ustawioną w rzędzie. Karcący wzrok nauczyciela i westchnięcie bezsilności wołającego ją po nazwisku uświadomiły dziewczynę, że znowu wyszarpnięta ze swoich dalekich myśli popełniła gafę. - Tak jest!
To nie tak, że te kilka miesięcy, które spędziła już w akademii od czasu zmiany placówki niczego jej nie nauczyły. Ludzie byli tu dobrzy, nauczyciele surowi, ale sprawiedliwi, nauka mimowolnie wpełzała do umysłu, ale być może to niefortunne ulokowanie szkoły miało wpływ na jej częstą dekoncentrację. Każdy chciał, by oczy kadetów zwrócone były tylko i wyłącznie ku ich opatrzonemu herbem wojska dumnemu gmachowi, miały w tym pomagać wysokie, betonowe mury otaczające każdą stronę, ale nie dało się sprawić, by niebo zniknęło. By drzewa przestały zaglądać w ich stronę, żeby ptaki nie przysiadały na parapetach, żeby ulica za główną bramą nie brzmiała odgłosami przejeżdżających samochodów, aby nie dochodził do nich krzyk dzieciaków ze szkoły obok.
Zajęcia na zewnątrz były skazane na porażkę, nie tylko ona rozpraszała się szybko, gdy po kilku godzinach zajęć teoretycznych wychodzili na plac główny, czy na poboczne boiska. Dosłownie każdy w mniejszy bądź większy sposób okazywał swoją wdzięczność, no i zajęcia praktyczne były zawsze lepsze.
Czasami wozili ich na poligon, kawałek poza granice miasta, w ramach praktyk odbywali miejskie patrole, ale od czasu do czasu oddawali się całkiem pospolitym zajęciom, jak chociażby dzisiejsza gra w kosza.
Dołączyła do swojej drużyny mrużąc oczy ze wstydu, każdy musiał widzieć, jak wyleciała z tą ręką ku górze. Zanim jednak na dobre zaczęła się przejmował, nauczyciel wydzielił im stronę boiska, cisnął piłkę w powietrze i gra zaczęła się na dobre.
Drużyny były mieszane, tak jak cała akademia. Nikt tutaj nie przejmował się stereotypem, że kobiety są słabsze. Te, które miały zasilić szeregi wojska musiały być silne i umieć radzić sobie wśród nawet wyższych i silniejszych chłopaków. Ostatecznie nie było tu i tak zbyt 'dziewczęcych' dziewczyn, a co druga lepiej radziła sobie z rozkładaniem i składaniem karabinu niż nakładaniem makijażu.
Grała w jednym zespole ze swoim kumplem, cała klasa należała do grona jej znajomych, działali bardziej jak mały oddział, niż zwykły zbiór uczniów tego samego roku. Rywalizacja pomiędzy poszczególnymi oddziałami istniała od zawsze, dlatego gdy przyszło im się ścierać na boisku bywało gwałtownie, ale i honorowo.
- Tutaj, tutaj, tutaj!a - machała w powietrzu rękami objawiając się otoczonemu chłopakowi niczym promień światła w pochmurny dzień. Piłka zgrabnie przekozłowała pod nogami jednego z obrońców i wpadła w jej wyciągnięte ręce. Obróciła się szybko i pobiegła w stronę kosza przeciwników, mnąc jak gepard, omijając wrogów niczym zwinna jaszczurka, skoczyła prawie jak kangur i rzuciła w stronę tarczy z siłą szarżującego nosorożca.
ŁUP.
Piłka uderzyła w czarny pas na białej powierzchni i rykoszetem poleciała na bok nie tracąc przy tym wiele na sile i prędkości. Śmignęła poza zasięgiem rąk nawet dwumetrowego Sama, który skakał na wysokość drugiego piętra. Pomarańczowa, wytarta kula zniknęła w jednej sekundzie za murami akademii, a o jej marnym losie świadczył nagły huk pękającego szkła.
Wszyscy stanęli w miejscu z różnym poziomem przerażenia wymalowanym na twarzy. Nauczyciel dmuchną w gwizdek podłamany i cmoknął z dezaprobatą w stronę rozgrywających.
- Brawo, brawo, zdolniachy. Mam nadzieje, że macie odwagę odwiedzić sąsiadów i się wyjaśnić. - klasnął w dłonie i pozostawił dogadanie się dwóch drużynom. Sam odwrócił się na pięcie i ruszył zgłosić to do sekretariatu, a także przynieść dla reszty czekających na ławce drużyn piłkę z magazynu.
Gdy tylko jego sylwetka zniknęła za rogiem, dziesiątki oczu machinalnie zwróciły się w kierunku Yuu, a ona spojrzała na kosz.
- Co za pech. - oznajmiła kładąc ręce na biodrach, ale w tej samej chwili dostrzegła, że wszyscy się na nią patrzą.
A nawet nie tylko patrzą, jedna osoba kiwała znacząco głową w stronę budynku za ogrodzeniem, a ktoś inny klepnął ją po ramieniu życząc cicho powodzenia. Po chwili została sama na środku boiska, zgarbiona i z otwartą szczęką.
- A niech was, parszywe szczury! Jestem pewna, że Sam dotknął ją czubkiem palca, gdy przelatywała mu nad głową. - Mruknęła, ale znała już swój los.
Dyrektor sąsiedniej placówki nie był zbyt otwarty na gości z akademii wojskowej, więc jeżeli już miała tam iść to...
Skakali i wspinali się po murach w ramach innych ćwiczeń, ten był tylko trochę wyższy od tego na poligonie więc rozpędziła się i złapała dłońmi o krawędź, a zaraz podciągnęła resztę ciała. Przysiadła na skraju oglądając z góry oba gmachy, które rzucały cień na przejście pomiędzy nimi. Musiała trwać lekcja, bo nikogo nie było przed wejściem. Wystarczyło tylko spojrzeć w stronę otwartej szkoły, a świat zdawał się radośniejszy. Nawet ich strona muru była idealnie wyczyszczona z bluszczu, a ta druga obrośnięta niemal do czubka wyglądała jak żywopłot.
Spojrzała na wybite okno, było uchylone, ale i tak wybite, podwójnie otwarte, cudownie. Rozejrzała się na boki dla pewności.
Ani jednej osoby. Szczęście!
Zeskoczyła z łatwością i w dwóch susach przywarła do ściany pod nieszczęsnym oknem. Gdzieś w środku znajdowała się ich piłka, jeżeli ja wydobędzie i zniknie zanim ktoś zauważy, nie będą mieli dowodu, że to ich wina. Plan doskonały.
Wyjęła szmacianą chusteczkę z kieszeni i zgarnęła nią szkoło z zewnętrznej części parapetu, musiała złapać za niego, żeby się wspiąć, a szkoło wbite w palce nie brzmiało jak rana wojenna, którą można się chwalić. Podciągnęła się na rękach, to też ćwiczyli aż do znudzenia, mięśnie miała całkiem wyraziste, nie było to wielkim problemem. Złapała za ramę okna ostrożnie, kawałki szyby nadal tkwiły u nasady i błyszczały groźnie w świetle słońca. Wnętrze było jasne i wyłożone kafelkami, łazienka. Idealnie. Nikt na pewno nie zauważył, że ktoś wybił szybę piłką.
Zaśmiała się perfidnie, na pewno się uda, musi się udać.
Odepchnęła się stopami od ściany i szybkim ruchem przecisnęła przednią część ciała przez okno pod sufitem łazienki. Ostrożnie ułożyła brzuch na części oczyszczonej ze szkła i chciała zrobić kolejny ruch, by wskoczyć w całości, lecz coś gwałtownie ją powstrzymało.
Spojrzała do tyłu i przeklęła głośno. Szlufka spodni zaczepiła się o przekręconą klamkę i nie mogła się ruszyć, chyba że odbije się do tyłu i przejedzie rękami po odstającym szkle.
- Cholera, cholera, cholera, cholera! - syczała pod nosem, próbując jedną ręką odczepić materiał, wyrwać go, przeciąć, cokolwiek. Zwisała w połowie przez otwór w ścianie mogąc rzucać tylko tęskne wspomnienia leżącej idealnie na środku białej podłogi piłce do koszykówki.



My body is made of boiling water
that makes me starting storms
These mountains are covered in a powder
that keeps me from feeling warm
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Druga LM zgromadziła się przed pokojem nauczycielskim, gdzie na ścianie obok drzwi wisiała tablica z najświeższymi ogłoszeniami. Trzecia TS, klasa technikum przygotowująca do zawodu mechanika samochodowego, rzuciła nie ma gościa od geografii, na które to gasło młodzież wszelaka zeszła na odpowiednie piętro by po pierwsze sprawdzić wiarygodność wieści, a po drugie, jeżeli rzeczywiście starsi koledzy nie kłamali, przekonać się, jaka zamiana ich czeka. Rzeczywiście, na kartce z zastępstwami równe pismo sekretarki uzupełniło tabelę o kolejnego nieobecnego. Z powodu absencji nauczyciela drugą TM czekały zajęcia biblioteczne. Była to radosna wiadomość, gdyż po kilku już lekcjach, zmęczonym uczniom marzyła się godzinka przerwy. Niektórzy co odważniejsi planowali urwać się podczas wolnej lekcji do pobliskiego sklepu, inni w tym czasie mieli zamiar porozmawiać, pograć, poczytać lub odrobić zadania, aby mieć mniej do zrobienia w domu.
Liselotte należała do tych ostatnich. Choć chętnie spożytkowałaby czas na odpoczynek, wolała wysilić się od razu, a zrelaksować się już po powrocie. I tak oprócz zadanych ćwiczeń czekała ją jeszcze nauka, więc im wcześniej zacznie - tym lepiej dla niej. Wraz z kilkoma innymi pracusiami usadowiła się w kąciku biblioteki i dobyła zeszytu oraz zbioru zadań do matematyki, w którym zaznaczone ołówkiem były trzy strony. Łącznie dwadzieścia trzy zadania, co przy pozostałych czterdziestu jeden minutach zajęć dawało... około półtorej minuty na każde. Nie było więc czasu do stracenia, bo choć nie miała szans zdążyć uporać się z całością materiału, im więcej zrobi teraz - tym lepiej.
Skupiła się całkowicie na zagadnieniach geometrycznych, ignorując wszelkie bodźce z zewnątrz. Nie docierały do niej przyciszone rozmowy koleżanek, odgłosy kliknięć i stuknięć w klawiatury, kroki bibliotekarki odkładającej zwrócone książki z powrotem na miejsca. Nie widziała pięknej pogody za oknem, wróbli przysiadających na parapecie ani białych obłoczków sunących po niebie.
I byłaby pewnie w takiej koncentracji dotrwała do dzwonka, gdyby nie niesforna kartka z zeszytu. Kratkowany arkusik przesunąwszy się niefortunnie po palcu Liselotte, przeciął skórę aż do krwi. Dziewczyna zareagowała cichym syknięciem bólu i natychmiast odłożyła długopis. Koleżanka obok podniosła głowę znad swoich notatek, ale beztroskie machnięcie ręki upewniło ją, że nic wielkiego się nie stało. Lise zaś, przekonana iż poradzi sobie z problemem sama, wyjęła z plecaka plasterek - zawsze nosiła je przy sobie, na wszelki wypadek - i podeszła do bibliotekarki, by poprosić o pozwolenie na wyjście. Nie podała co prawda prawdziwego powodu swojej potrzeby, ale nauczycielce nie było to potrzebne. Poinstruowała tylko młodocianą, by nie szwendała się nigdzie poza trasą biblioteka-łazienka-biblioteka i wróciła do swoich spraw.
Miała zamiar przemyć tylko zranienie, nakleić plasterek i wrócić do nauki, nie chcąc tracić czasu. Gdy jednak otworzyła drzwi do damskiej łazienki na pierwszym piętrze, stanęła jak wryta. Uderzyło ją kilka rzeczy: lekki wiaterek dobiegający od strony okna, fakt, że okno było wybite, zapewne leżącą pośrodku pomieszczenia piłką. Ale najbardziej zdziwiło ją, że z parapetu zwisała połowa dziewczęcego ciała, z drugą połową zapewne na zewnątrz.
- Co ty u licha wyprawiasz? - zapytała górną połowę nieznajomej, podchodząc o kilka kroków. Zatrzymała się tuż przed domniemaną winowajczynią, powycieraną pomarańczową kulą. Nie stanęła jednak na długo, gdyż zwisająca dziewczyna właśnie nieco kiwnęła się do tyłu, jakby miała zaraz spaść. Pomna faktu, że znajdują się na pierwszym piętrze, Lotte dopadła okna, ostrożnie manewrując między odłamkami szkła. Złapała intruza za ramiona, zostawiając pod swoją prawą dłonią niewielki krwawy ślad. Pewnie nie byłaby w stanie utrzymać ciężaru spadającej w dół osoby, ale odruch zadziałał szybciej.
- Chcesz sobie zrobić krzywdę, czy co?
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


- A nic, wpadłam tylko na herbatkę. - Odpowiedziała po nosem głupio na pytanie dościgające ją poziomem inteligencji.
Była w mundurku sąsiedniej szkoły, zwisała przez okno w łazience, gdzie na środku leżała ich piłka do kosza. Najpewniej przyszła tylko użyć kibelka, bo plotki mówiły, że mają trzywarstwowy papier toaletowy, a przy spuszczaniu wody dookoła rozpryskiwana jest mgiełka burżuazji. Ze swojego miejsca nie chciała jednak zagłębiać się w tajemnice dzierżące przez spłuczki sąsiedniej szkoły, mocniej zależało jej na tym, by szkoło obok brzucha nie zaczepiło o niego. Zwijała się jak robaczek walczący na krawędzi liścia, zaciskając zęby i rzucając to mordercze to błagalne spojrzenia w stronę dziewczyny.
A tak, dziewczyna. Samo pojawienie się jej było wyraźnym przekreśleniem planów Yuu, którego podstawowym warunkiem sukcesu było: nikt nie może mnie zauważyć. Starała tam, najpewniej śmiejąc się złowieszczo pod nosem, na pewno miała diabelskie różki i ogon. Zaraz pobiegnie do swojego dyrektora i naskarży na tych, z akademii obok. Zawsze mieli ze sobą problemy, rywalizowali i porównywali.
- No jasne, śpieszy nam się do grobu, szukamy do tego każdej okazji. - Odparła warkliwie, ale o tyle żałośnie, że zdawała sobie sprawę z sytuacji. Zaraz pewnie przejedzie miękką skórą brzucha po szkle, a zaraz potem po chropowatej powierzchni zewnętrznej ściany budynku, by ostatecznie spaść z wysokości dwóch metrów na beton. - Odczep ten pasek, odczep ten cholerny paseeek!
Kiwnęła głową na bok, w miejsce gdzie szlufka zahaczyła o klamkę. Jeden tak niepozorny element, a decydował o niepowadzeniu misji.
"Musicie zwracać uwagę na każdy detal, może od zaważyć na waszym życiu... bądź śmierci"
Dlaczego akurat teraz przypomniały jej się słowa chorążego Grigorija? Zawsze był tym, który dużo gadał, a jego słowa traktowane były jako zapychacze czasu, nikt nie zwracał na nie uwagi, szczególnie że miał zwyczaj wyrażać je głośno, gdy mieli jakieś zajęcie, na którym należało się skupić. Bo co?! Nie skupiła się podczas wskakiwania przez okno? Pewnie zaraz przypomni sobie jeszcze słowa nauczyciela matematyki, który zawsze ich łoił, kiedy kłamali w sprawie zadania.
"Oliwa sprawiedliwa, zawsze na wierzch wypływa"
O proszę i jest.
Na pewno chodziło o to, że powinna przejść się sama do dyrektora tej placówki, przyznać do winy i zapłacić z własnej kieszeni za szkody.
Nie. Nawet ona nie była aż taką masochistką, by przypominać w tak gwałtowny sposób swoim rodzicielom, że istnieje. A teraz to wszystko legło w gruzach, kara będzie cięższa, niż mogła sobie wyobrazić.
- No dalej... biegnij po jakiegoś nauczyciela, powiedz że wkradam się wam do toalety, a piłką rozbiłam wcześniej okno. - Warknęła ze zrezygnowaniem w głosie. Może lepiej położyć się tam na szkle i podciąć sobie nim żyły? Ha-ha.
Tyle, że nic cudowniejszego nie przychodziło jej teraz na myśl, była w dupie, w głębokiej dupie. Nawet słońce przygrzewające jej w zwisające po drugiej stronie pośladki nie pomagało być tutaj pozytywnym.



My body is made of boiling water
that makes me starting storms
These mountains are covered in a powder
that keeps me from feeling warm
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Mimo że zgryźliwy komentarz nie był skierowany bezpośrednio do niej, bez problemu dosłyszała go w panującej dookoła ciszy. Spojrzała na dziewczynę z pewnym niesmakiem, ale nadal dzielnie trzymała biedulę za ramiona. Nie chciałaby przecież, żeby spadła z drugiego piętra i zrobiła sobie krzywdę, nawet jeżeli aż prosiła się o nauczkę.
- No już, już. Na litość Boską, czy wejście przez drzwi uwłacza waszej godności?
Nachyliła się nad parapetem, ostrożnie zerkając ku wspomnianemu paskowi. Szybko zlokalizowała problem i jednym płynnym ruchem odczepiła nieszczęsny element garderoby. Teraz już nie powinno być żadnego problemu z wdrapaniem się do środka, taką przynajmniej miała nadzieję. Nie widziało jej się ratować nieznajomej po upadku z piętra na trawnik za szkołą, mimo że z pewnością byłoby to cenne medyczne doświadczenie.
- Wchodź, zanim spadniesz - zarządziła stanowczo, szykując się na ewentualną pomoc w tym przedsięwzięciu. Chociaż wypadałoby się spodziewać, że uczennica szkoły wojskowej będzie miała opanowane takie podstawowe umiejętności jak podciąganie, czołganie i unikanie zagrożeń z otoczenia. Najlepszym, co Liselotte mogła dla niej zrobić, było ostrożne odsunięcie się od okna i zrobienie miejsca, by na siebie nie wpadły. Przypomniała sobie też o właściwym powodzie swojego znalezienia się w łazience; palec wciąż bolał, tym bardziej, im bardziej nim ruszała. Podeszła więc do umywalki i odkręciła nieco kurek z zimną wodą, żeby przemyć ranę.
- Wcale mnie nie znasz, a już oceniasz, co zrobię. - Zamknęła dopływ wody i wytarła dłoń w pojedynczy arkusz ręcznika papierowego. - To do ciebie należy, żeby pójść teraz do naszej dyrekcji i się przyznać. Właściwie od tego wypadało zacząć, zamiast wspinać się po murze i włazić przez okno. Mogłaś sobie zrobić krzywdę. - Wyjęła schowany w kieszeni plasterek i sprawnie nakleiła na palec, zakrywając krwawiące rozcięcie. Właściwie w tym momencie załatwiła sprawę, po którą przyszła. Mogłaby teraz jak gdyby nigdy nic wrócić do biblioteki i udawać, że niczego nie widziała. To byłaby opcja pozwalająca uniknąć dalszego użerania się z dziewczyną od piłki, ale nie dawała gwarancji, że winowajczyni pójdzie przyznać się zbicia szyby. Przydałoby się dopilnować, żeby informacja o owym incydencie trafiła do odpowiednich osób, choćby o to, by szkoła mogła jak najszybciej zatroszczyć się o naprawienie okna.
- To jak? Zgłosisz się po dobroci?
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


Gdy problem zniknął, nie było już przeszkody, by z pełną gracją wciągnęła się najpierw na murek, a potem skoczyła na kafelki z gracją. Szkoło pod wojskowymi butami zatrzeszczało złowieszczo, ale przez sekundę nawet nie zwróciła na to uwagi. Gruba podeszwa pozwalała ignorować tak niewielkie problemy jak chodzenie po resztkach rozbitego okna.
- Tak, tak. - Odpowiedziała na odczepkę na cokolwiek, co powiedziała dziewczyna.
Dopiero teraz, z normalnej perspektywy widziała dokładnie, z kim ma do czynienia. Podstawówka? Najpewniej. Nawet jeżeli nie była aż tak niska, to nadal była niezwykle drobna i niemal emanowała od niej aura niewinności. Przy ciemnej, szarawej karnacji Yuu i jej rozwalonym w każdym kierunku czarnym włosom wyglądała jak anielica siedząca na drugim ramieniu jakiejś niezdecydowanej osoby.
Właściwie to dobrze, że natknęła się tylko na osobę jej pokroju, jedno warknięcie i będzie miała ją z głowy. Nie przejęła się więc nawet widząc, jak obmywa w umywalce skaleczony palec, nie z jej powodu, więc dlaczego miałaby się przejąć? Na polu walki mieli medyków, zwykły szeregowy miał nie przejmował się rannym, jeżeli ten nie był w sytuacji zagrożenia życia bądź pogorszenia się jego stanu. A tu proszę, były w szkole, w pięknej toalecie, czysta woda lała się w kurka bez przeszkód. Nie zatrzymała się nawet na moment, tylko minęła jasnowłosą, sięgnęła po piłkę z zębami wyszczerzonymi. Na szczęście nie pękła, nie wyglądała na bardziej zniszczoną, jedynie nieco popruszoną drobinkami szkła.
- No dobra, no to cześć. - Odparła, ignorując jej słowa z nieudawaną beznamiętnością i jak gdyby nigdy nic podparła się na klamce jednej z kabin by dostać się znowu ku wybitemu oknu. Miała zamiar oczywiście wydostać się przez nie, a potem skoczyć z parapetu w dół i na murek. Świat znowu wyglądał na piękniejszy, gdy jedynym problemem okazała się uczennica podstawówki z tonem zbyt łaskawym, by Kami w ogóle przeszło przez myśl rozważyć jej słowa.
Zgłosić się samemu i mieć problemy? Jasne, a ta breja ze stołówki to faktycznie pełnowartościowy gulasz.
No, było miło przez te kilka chwil, były nawet momenty grozy i zwątpienia, ale to nie tak, że wyskakując przez okno jeszcze raz zaczepi szlufką o tą klamkę. Prawda?
Szarpnęła do przodu.
Nie. Nie róbcie sobie jaj.
- Cholera! Serio, zgłoszę się, tylko to odczep! - Jęknęła, waląc rękami w ścianę budynku, wisząc znowu, jednak w odwróconej konfiguracji. Teraz jej głowa mogła oglądać widoki na zewnątrz, a reszta mało majestatycznie sterczała w łazience.



My body is made of boiling water
that makes me starting storms
These mountains are covered in a powder
that keeps me from feeling warm
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


- Ej! - zawołała za uciekinierką. Nie dość, że próbowała perfidnie zwiać od odpowiedzialności za całe zdarzenie, to jeszcze wyskakiwała oknem! To już się Lise nie mieściło w głowie. Nie wystarczyło, że przy wchodzeniu omal nie postradała życia przez szlufkę od spodni zahaczoną za klamkę okna. Nie, ta nieznośna dziewczyna musiała jeszcze dodatkowo narażać się na wypadek! Lekarski instynkt zabraniał blondynce zignorowania tego faktu, jednak w tej chwili mogła tylko werbalnie zaprotestować przeciwko działaniom nieznajomej. Próba zatrzymania uciekinierki siłą najpewniej skończyłaby się tragicznym wypadkiem, którego ofiarą padłaby niechybnie sama Lotte. Otrzymanie kopniaka w twarz wojskowym buciorem nie było na szczycie jej listy marzeń. Właściwie otrzymanie jakiegokolwiek kopniaka w jakąkolwiek część ciała z jakiegokolwiek obuwia się na tejże liście nie znajdowało, a było mocno niebezpieczne, toteż w pierwszym odruchu ostrożność zwyciężyła - musiała zadowolić się zawołaniem za dziewczyną, która oczywiście by to wołanie zignorowała i zniknęła za oknem, zmuszając Lise do wycieczki po dyrekcję i poszukiwanie winowajczyni w sąsiedniej szkole.
Tak by to wyglądało, gdyby nie niespodziewany sojusznik, którym okazało się okno. Niezawodna klamka po raz kolejny pokazała swą moc i wylądowała na właściwym miejscu we właściwym momencie, uniemożliwiając ciemnowłosej szybki desant na zewnątrz. Musiała mieć teraz wspaniały widok na boisko, do którego tak się spieszyła, ale szarpanie w przód nie mogło przynieść oczekiwanego rezultatu. Panna Merricks nie należała do szyderców z zamiłowania, ale ten incydent nawet u niej wywołał natychmiastowy uśmiech i pewną satysfakcję. Za tę nieocenioną pomoc oknu należało się porządne mycie z polerowaniem, ot co!
- No widzisz, a jednak można. - Podeszła niespiesznie do zwisającej żałośnie rozmówczyni i poddała przedmiot jej rozpaczy krótkim oględzinom. Nie trzeba było wiele, by uwolnić ją nieszczęsną - jeden prosty ruch ręki. - Musisz się cofnąć do środka - poinstruowała, a gdy dziewczyna wcisnęła się z powrotem do wnętrza łazienki, odhaczenie szlufki wymagało już tylko śladowej ingerencji ze strony blondynki. Nie było potrzeby wspominać, że przy odrobinie szczęścia nieznajoma bez większego problemu uwolniłaby się sama, musiałaby tylko podjąć się kilku prób. Liselotte miała o tyle łatwiej, że mogła na problem spojrzeć i dostrzec rozwiązanie.
- A tak poza tym, zapomniałaś o piłce - zauważyła, podnosząc wspomniany przedmiot z podłogi. Objęła go obiema rękami i kiwnięciem głowy wskazała dziewczynie wyjście z łazienki. - No to chodź, pójdziemy porozmawiać z dyrektorem. Nie martw się, o ile nie zaatakowałaś naszej szkoły celowo, nie powinnaś mieć kłopotów - dodała pocieszająco. Bądź co bądź szefostwo ZSOiT składało się z całkiem sympatycznych ludzi. Sam dyrektor był bardzo stanowczy, ale i rozsądny. Lise wierzyła, że nie będzie się pastwił nad uczennicą sąsiedniej szkoły za wypadek, na który żadna strona nie miała większego wpływu.
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


Zgrzytała zębami, gdy blondynka majstrowała przy jej pasku od spodni. Pech chciał, że wszystkie doły od mundurka akademii miały po sto tysięcy kieszeni, pasków, szlufek, guzików, metalowych obręczy. Tak na przyszłość, żeby obyli się z ubraniem, gdyby przyszło im nagle się zbroić.
Ześlizgnęła się do tyłu niczym ryba w pochylonej w złą stronę rurze, resztki szkła mignęły jej przed oczami gdy spadała do przykucnięcia. Wcale nie widziało jej się maszerować grzecznie do dyrektora placówki, za wiele historii słyszała na jego temat, no i informacja o przewinieniu na pewno trafi do jej rodziny, świetnie. Tylko tego brakowało, żeby dowiedział się ojciec, kanalia.
- Celowałam w męską łazienkę. - Zaczęła, ale urwała szybko. Chciała powiedzieć jeszcze coś zabawnego, ale wcale nie było jej do śmiechu, nawet odrobinę. Miała tylko nieco zadręczoną minę, ale złapała piłkę w obie ręce i szła wyprostowana dumnie za dziewczyną. Jeżeli już rozbiła szybę i dała się przyłapać, to przynajmniej zrobi dobre wrażenie na uczniach.
To Yuu Kami, odważna i charyzmatyczna przyszła bohaterka kraju, od najmłodszych lat z dumą występuje przeciwko ograniczającym nas prawom narzuconych przez sąsiada-najeźdźcę. Idzie z dumą niosąc narzędzie zbrodni w rękach, w jej oczach nie widać strachu.
...przez korytarz, gdzie nie ma żywego ducha i gdzie jej postawy nie zobaczy nikt.
- Dlaczego tu nikogo nie ma? ... Dlaczego chodzisz sama po szkole, kiedy wszyscy inni mają lekcje? Robisz mi fałszywe nadzieje. - jęczała kręcąc piłką do kosza w rękach. Rozglądała się przy tym na boki. Czysto, jasno, sterylnie... glazura, zamieciona podłoga, oprawione w ramki dyplomy i zdjęcia uczniów którzy coś osiągnęli, do tego kwiatki na parapecie, kolorowe tabliczki na drzwiach z opisem sal, strzałki do auli, a nawet jakieś dzikie szlaczki na podłodze. Nie wiedziała jak wcześniej wyobrażała sobie to miejsce, ale wszystko zdawało się być inne, prawie jakby wcześniej spodziewała się zastać tutaj cyrk złożony ze zwierząt i ubranych w stroje klaunów uczniów głoszących radosne hasła. Radosna i kolorowa dzieciarnia, ale bez charakteru, takie niewinne, głupiutkie ale urocze owieczki, które ktoś jej pokroju mógłby poprowadzić do czegoś wielkiego.
Spoglądała też na dziewczynę przed sobą. Jasne, uczesane włosy, schludna i wyprasowana bluzka, prosta postawa i elegancki krok.
Podrapała się po udzie poprawiając odstający krzywo skrawek swojej koszulki, niewiele to zmieniło, bo i tak był w jednym miejscu dziurawy przez szkło, a na spodniach miała masę tynku o który się ocierała spadając. Do tego rozrzucone czarne włosy i przegryziona warga. W niczym nie były do siebie podobne.
Spojrzała na boczny korytarz z drabinką prowadząca na dach. Zatrzymała się przy tym rozgałęzieniu na dłużej, niż powinna.
A może jednak...?



My body is made of boiling water
that makes me starting storms
These mountains are covered in a powder
that keeps me from feeling warm
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Oddawszy nieznajomej dziewczynie narzędzie zbrodni, wyszła z łazienki, przytrzymując drzwi także pechowej ninja. Bez zwłoki ruszyła kierunku klatki schodowej, którą należało zejść piętro niżej, by dostać się do gabinetu dyrekcji. Zerknęła kątem oka do tyłu, by upewnić się, że winowajczyni nie próbuje prysnąć nigdzie na bok. Kiedy zaś znalazły się na korytarzu, trzymała się z drugą uczennicą na równym poziomie, ramię w ramię.
- Fałszywe nadzieje? - zdziwiła się, obracając twarz w kierunku rozmówczyni. - A na co liczyłaś, na wiwatujące tłumy? Jest środek lekcji - poinformowała. To chyba było jasne, skoro na korytarzach panowała grobowa cisza. Ba, tego dało się domyślić nawet po pustkach w łazience. Bądź co bądź w damskiej zawsze były kolejki tak długo, jak tylko trwały zajęcia w szkole. Co chwila ktoś wchodził lub wychodził, a kolejka do toalety potrafiła sięgać za drzwi. Skoro koleżance z wojskowej udało się wdrapać na piętro i wisieć przez łazienkowe okno nie ujrzawszy po drodze żywego ducha, nieuchronnie wskazywało to na aktualnie trwającą lekcję. Tylko Liselotte nie była w tej chwili w swojej klasie, ale ona znajdowała się w sytuacji wyjątkowej. Gdyby nie rozcięcie kartką, zapewne nikt nie miałby szans przyłapać niefortunnej koszykarki na gorącym uczynku i rozwiązanie sprawy wybitej szyby wymagałoby przejrzenia nagrań z monitoringu. Może czarnowłosa nawet lepiej na tym wyjdzie; jeśli zgłosi się sama, raczej nikt nie dowie się, że wtargnęła to szkoły przez mur, wskoczyła oknem i próbowała zatrzeć ślady wypadku. Gdyby przeprowadzono odpowiednie dochodzenie, miałaby o wiele większe kłopoty przez te brawurowe działania.
- Wyszłam przemyć palec, przecięłam się papierem - wyjaśniła w końcu po chwili ciszy. Oprócz urywanego dialogu, w korytarzu echem rozchodziły się tylko rytmiczne kroki obu dziewcząt.
- Hej, nie zostawaj z tyłu - ponagliła nieznajomą, gdy ta zatrzymała się przy zakręcie. Byłoby głupio, gdyby teraz uciekła. W ocenie Lise naprawdę nie było sensu migać się od odpowiedzialności, bo nic wielkiego nie mogło grozić uczennicy z obcej szkoły za zupełnie przypadkowe wybicie okna.
Minęły jeszcze kilka sal, nim tuż przy głównym wejściu do budynku ukazały się drzwi opatrzone elegancką tabliczką z napisem "sekretariat". Blondynka uśmiechnęła się zachęcająco do drugiej dziewczyny, nim pewnym ruchem nacisnęła klamkę i weszła do środka. Siedząca za biurkiem starszawa pani uniosła głowę znad stosu papierów i spojrzała w stronę wchodzących.
- Dzień dobry - zagaiła Lotte, uśmiechając się ciepło do sekretarki. - Czy jest może pan dyrektor? Mamy ważną sprawę.
- Tak, jest u siebie - potwierdziła kobieta uprzejmym tonem. Nim podziękowanie od młodocianej wybrzmiało do końca, zapracowana istota już z powrotem wodziła wzrokiem po stosach pism. Podeszła więc do znajdujących się w głębi pomieszczenia drzwi do gabinetu dyrektora i zapukała, drugą dziewczynę przywołując do siebie gestem dłoni.
- No chodź - szepnęła zachęcająco. Zza dębowego drewna rozległ się przytłumiony męski głos.
-Proszę wejść!
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


- Sztywniaki z was. Podczas lekcji wszyscy siedzą w klasie? Poważnie? Nuuudaaa~! - Odbiła piłkę od ziemi, rozciągnęła ramiona nad głową zanim przedmiot opadł całkowicie na ziemię i kilka razy zakozłowała. Echo uderzeń niosło się po korytarzu, ale nie zwracała na hałas szczególnej uwagi. Właściwie, gdyby chodziło o gmach ich szkoły, nawet nie śmiałaby tego zrobić, kary były surowe, gdy ktoś przeszkadzał na lekcji, ale cały trik polegał na tym, by narobić rabanu i zwiać przed nauczycielem. Tutaj było za spokojnie, a groźba nauczki wydawała się niemal nierealna, nie miała więc skrupułów.
Kręciła ustami idąc za blondynką. Spoglądała na jej plecy, na gładko uczesane włosy. Miała ochotę poczochrać ją po czubku głowy, żeby popsuć nieco ten idealny obraz. Jej własne włosy żyły w nieładzie, tzw. "Mam ważniejsze rzeczy do roboty, niż zajmowanie się fryzurą", ale lubiła, gdy tak sterczały na boki. Sięgały nieco poza łopatki, ale najczęściej wiązała je w niewielki koczek z tyłu głowy, żeby nie denerwować nauczycieli zbyt wyzywającym wyglądem. A jeżeli chodzi o wygląd w akademii wojskowej to bandaże na pół twarzy były akceptowane, ale kolczyk w uchu już nie. Chyba takie ryzyko zawodowe, a pokiereszowane ciało było oznaką poświęcenia dla nauki.
- Papierem? - Zapytała nagle, wyrwana ze swoich rozmyślać. Mimo tego, że błądziła myślami po całej okolicy, ludziach i mniej lub bardziej przyziemnych sprawach, słyszała wszystko, co dziewczyna do niej mówiła.
Złapała się za brzuch i parsknęła donośnym śmiechem. Nie skomentowała tego jednak, bo i sytuacja nie wymagała komentarza. Miała niezły ubaw, gdy pomyślała, że można uciąć się papierem. Chyba nigdy jej się to nie zdarzyło. Nożem - owszem, ale papierem? Nieee.
Szybko jednak trzymanie rąk skrzyżowanych na brzuchu nabrało nowego znaczenia. Zbliżyli się do gabinetu sekretarki i czarnowłosej wcale nie było już do śmiechu. Miała skwaszoną minę i rozglądała się za drogą ucieczki. Coś jednak trzymało ją na miejscu. Może dlatego, że blondynka starała się ją w tej sytuacji wspomóc mimo tego, co zrobiła i jak się zachowała?
Zmiękło mi serce, cholercia. A ja twarda jestem, jak głaz! I groźna!
Wślizgnęła się za nią do środka i natychmiastowo stanęła pod ścianą. Z zażenowaniem odkryła, że przód jej koszulki jest podarty, najpewniej przez szkoło z rozbitego okna.
- NIE ZROBIŁAM TEGO CELOWO. - Ryknęła natychmiast w stronę dyrektora, zanim w ogóle otworzyła oczy na tyle, by go zobaczyć.
Tyle? Mogę już iść? Przeprosiny przyjęte?
Spojrzała za siebie, na drzwi, gotowa zniknąć za nimi, gdyby okazało się, że sprawujący władzę w tej placówce jest jakimś tyranem.



My body is made of boiling water
that makes me starting storms
These mountains are covered in a powder
that keeps me from feeling warm
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry