Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next   

Pokój 404    Pisanie by Gość on Pią Lis 11, 2016 9:53 pm
Pokój, jakich wiele w burdelu. Jest ładnie i czysto. I jest łóżko


Zimny, nabierający mocy z każdą sekundą, wiatr chłostał go bezlitośnie odbierając mu resztki ciepła. Pierwsze pobladły dłonie i stopy, potem twarz i szyja, na końcu nogi, ręce i tors. Mimo to, stał wytrwale, wręcz wyzywająco, niezdolny do zdławienia do końca swojej dumy. Buńczuczne spojrzenie, grymas twarzy, słowa. To wszystko mówiło, że jego psychika nie będzie łatwym łupem. Zaryzykował i przez chwilę nawet myślał, że źle ocenił tego człowieka.
Do czasu.
Do czasu, aż czarnowłosy nie wyjął broni. Huk strzału zmieszał się w jego odczuciu z bólem w postrzelonym lewym ramieniu. Krzyknął, gdy pocisk nim szarpnął i zacisnął prawą dłoń na ranie, jak tylko poczuł lepką czerwień spływającą po jego ciele. Spojrzał na tamtego z gniewem, chciał rzucić się nań, lecz w ostatniej chwili się powstrzymał.
Głupcze! Chcesz wszystko zepsuć?! Właśnie zmniejszyłeś swoje szanse, gratuluję!
Oderwał powoli dłonie od rany, by skontrolować jej stan. Przekonał się, że jest tak, jak mówił "jego nowy pan". Była powierzchowna. I bolała kurewsko. Zaciskał zęby z całej siły, chociaż miał ochotę kląć. Nie odezwie się. Zbadał granicę i odkrył, że przekroczenie jej kosztuje słono.
Słuchał, co czarnowłosy do niego mówi i rejestrował wszystko. Ciężko było mu się skupić, bo odkrył, że w jego żołądku zaczął się bunt. Próbował go powstrzymać, ale wytrzymał tylko przez chwilę, wystarczającą, by obcy się oddalił. Wtedy opadł na kolana i zaczął wymiotować. Starał się nie wpaść w kałużę, którą sam tworzył i nawet mu się to udało, choć zraniona ręka odmawiała posłuszeństwa. Wstał po chwili i otarł brodę. Był słaby. Chory. Ranny. W świecie, gdzie słabość równała się śmierci.
Weź się w garść. Goń go.
Tak zrobił. Ruszył w kierunku czarnowłosego, starając się trzymać dystans, jaki wyznaczył. Było mu zimno, ostre skały kaleczyły stopy, choroba powodowała, że co kilkaset metrów musiał nadrabiać dystans, gdy tracił czas na pozbycie się treści żołądka. Na domiar złego, dołączyła do tego biegunka. Pomijając szczegóły, uczestniczył w tym czynie rachityczny krzak, który zostawił swoje ślady na jego ciele.
Zapadł zmrok, słychać było wycie wilków, odgłosy polowania, a on wciąż musiał się trzymać dziesięć metrów za przewodnikiem i za każdym razem, gdy musiał znów odejść lub zostać z tyłu, czuł wręcz oddech bestii na swoim karku.
Ale wreszcie dotarli na miejsce. Było ciemno, więc inni mieszkańcy okolicy go nie widzieli, choć w budynku, do którego weszli, było światło. Kiepskie, co prawda, ale było. Przykuł wzrok części bywalców, ale nie zareagował. Poszedł posłusznie za czarnowłosym do pokoju.
Gdy tylko się tam znaleźli, zamknął za sobą drzwi. Był brudny, osłabiony, zaziębiony i chory. Stopy miał pokaleczone do krwi. Ale próbował trzymać się prosto, by jego "wybawca" wiedział, że jeszcze nie złamał jego ducha.
Nie odezwał się, ale patrzył w twarz czarnowłosego, oczekując jakiejkolwiek reakcji.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Wto Lis 15, 2016 11:49 pm
Kiedy nieznajomy wkroczył do pokoju, Jinx siedział jak król wszystkich i wszystkiego na czarnej, skórzanej kanapie, która choć nosiła na sobie ślady czasu i użytkowania, wciąż prezentowała się dość przyzwoicie. Przysunął butelkę z brązowo-bursztynową cieczą do ust i upił spory łyk, nawet na moment nie opuszczając swojego spojrzenia z mężczyzny. Sekundy przeradzały się w długie minuty i nic nie wskazywało na to, aby Jinx uraczył go jakikolwiek słowem. A jednak. Wreszcie odezwał się, jednocześnie wstając z kanapy i kierując się w jego stronę.
- A jednak jakimś cudem dotarłeś. – skwitował krótko zatrzymując się tuż przed nim. Omiótł jego nagie ciało krótkim spojrzeniem, a kąciki ust uniosły się wyżej w wyraźnej kpinie.
- Źle się czujesz? – mruknął cicho, po czym parsknął pod nosem wyraźnie rozbawiony, choć w złotych tęczówkach czaił się ostrzegawczy chłód. Przysunął butelkę bliżej mężczyzny i wylał nieco zawartości na ranne ramie ciemnowłosego. Blight z pewnością poczuł okropne pieczenie w ranie, choć trwało to ledwo parę chwil. Jak użądlenie osy. Impuls, który po chwili mijał.
- Jeżeli mimo wszystko wda się zakażenie, możesz udać się do naszego medyka, choć nie sądzę, by po odkażeniu coś ci było. Za parę dni powinna pozostać jedynie czerwona kreska, Łowco. – powiedział cicho, przystawiając butelkę do ust, by ponownie upić z niej parę łyków.
A potem bez jakiegokolwiek ostrzeżenia uderzył pięto w tył jego kolana, chcąc czy nie, zmuszając, aby przyklęknął na nie. Sam Jinx przykucnął, opierając się jednym łokciem, a drugą dłonią złapał ciemnowłosego za szczękę, nakierowując jego twarz na swoją, tak, by słyszał każde jego słowo, tak, żeby nic mu nie umknęło.
- To teraz mnie słuchaj uważnie. Należysz do mnie. Twoje ciało, dusza, wszystko to, co jest twoje, należy do mnie. Pracujesz dla mnie. Jak powiem, że masz skakać na fiucie, to skaczesz. Jak powiem, że masz pełzać, to pełzasz. Rozumiesz? To jedna kwestia. Druga. – tu jego wyraz twarzy złagodniał nieco. Dłoń puściła z żelaznego uścisku jego żuchwę, a przesunęła się pod nią, unosząc jego głowę nieco wyżej.
- Zapewnię ci dach nad głową, ciepło, jedzenie, ubrania a nawet opiekę medyczną. Ty za to będziesz mi służył. Układ jest prosty. W każdej chwili możesz odejść. Oczywiście, jeśli nie zaciągniesz żadnego długu. Ale jestem ugodowy i gotowy do negocjacji. No. – klepnął go lekko w policzek po czym wyprostował się stając na równe nogi.
- To jest twój pokój. Pod ścianą masz miskę z wodą. Umyj się. W szafie masz ubranie. Póki co jeden zestaw, więc uważaj na nie. Na początek zajmiesz się ochroną burdelu. Chyba coś potrafisz? – uniósł brew w pytającym geście. - I jak się nazywasz.

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 591
GODNOŚĆ : Servant of Evil

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Skoczek on Sro Gru 28, 2016 2:04 pm
......Chris musiał w końcu opuścić Kryjówkę, przewietrzyć umysł i zrobić krótki rachunek wartości. Po wyjściu z gabinetu Jekylla od razu udał się się do swojego pokoju, napisał list, a potem znalazł Itarawę, któremu kazał przekazać chustę przyniesioną przez Charta Shion'owi wraz z zapisaną kartką. W razie potrzeby miał przeczytać list, gdyby okazało się, że rudzielec ma z tym problem. O to w sumie Chris go nie zapytał. A Itarawa potrafił trzymać język za zębami, o ile się go o to poprosiło. Treść:
Spoiler:
Shion,
Zapewne dotarła już do ciebie informacja, że Wilczur wrócił do kryjówki. Oprócz niego pojawił się także Ailen, zaginiony dwa lata temu Chart. Jest co prawda w kiepskim stanie, ale przyniósł do siedziby chustę jednego z Kundli. Tropienie za pomocą zapachu nie jest moją specjalnością, poza tym woń najwyraźniej zdążyła już wywietrzeć. Proszę, przekaż chustę liderowi i (niech stracę) życz mu ode mnie powrotu do zdrowia. Gdyby czepiał się mojej nieobecności, powiedz, że poszedłem załatwiać towary dla DOGS u Jinxa. Pełen raport zdam mu po powrocie, w tym również to, co zdołał przekazać mi Ailen. Jakby zapomniał, to dotychczasowe listy, spisy i całą reszta miłych rzeczy do przejrzenia leżą u niego w pokoju. W razie nieścisłości... to również omówię po powrocie. Życzę powodzenia, Shion.
P.S. Podejrzewam, że będzie gryzł i kąsał. Zarówno słownie, jak i fizycznie. Nie wspominaj mu o tej części listu.

Później Pudel tylko przebrał się szybko, przejrzał listę rzeczy, które potrzebne były na już, teraz, bez żadnych dyskusji, a także tych, które trzeba powoli zacząć uzupełniać, po czym ruszył w stronę wyjścia, zaginając w dłoniach "listę zakupów". Obiecał również Ev, że postara się zdobyć kakao i mąkę. Na pierniki. Do wymordowanego jeszcze niekoniecznie docierało, że zbliżały się święta i DOGS najwyraźniej planowało je obchodzić. Przy ostatnim nawale obowiązków i niespodziewanych informacji nie miał czasu myśleć nad tym, ale najpewniej gangowi przyda się taka odskocznia.
Wychodząc z kryjówki Chris obwiązał chustę wokół szyi, chcąc uchronić się od przewiania. Starą, szarą bluzę zapiął, a kaptur narzucił na granatowe kłaki. W wewnętrznej kieszeni trzymał sakiewkę, której zawartość teoretycznie powinna wystarczyć, chyba że Jinx wymyśli sobie co innego w ramach zapłaty. Zresztą, diabli wiedzą.
Pudel i tak nie należał do najszczęśliwszych osób na świecie, ponieważ osoba burdeltaty budziła w nim odruchową niechęć. Zupełnie jak w przypadku Growa. Po prostu niektórzy mieli coś takiego w sobie, co wzbudzało w Chrisie odruch przejście na drugą stronę pokoju. Niemniej interesy to interesy, a nieładnie byłoby podpaść osobie, która zajmuje się przemytem. Tym bardziej, że asortyment DOGS leżał i błagał o dofinansowanie.
Skoczek zdawał się ignorować paskudną pogodę, gdy podążał w stronę burdelu. Wzroku nie skupiał na jednym punkcie, cały czas wędrując nim, w miarę możliwości, po jak największym obszarze. Było zimno, ale mogło być gorzej. Poza tym przynajmniej miał czas na oczyszczenie myśli i ponowne przywrócenie perfekcjonisty wewnątrz siebie. Miał do wykonania robotę. Grunt, to nie potknąć się oraz nikomu nie podpaść, bo nie bardzo miał dzisiaj czas na rozwiązywanie własnych kłopotów. Poza tym, ostatnio miał na tyle dużo pecha, że może choć raz łaskawie uśmiechnie się do niego fortuna.
Dobry żart.
Niemniej do budynku dotarł bezpiecznie. Co prawda znalezienie Jinxa było już nieco bardziej skomplikowanym zadaniem. Żółta chusta przykuła uwagę ochroniarzy, jednak przez drobną budowę i dość racjonalny ton głosu nie uznali go za żadne zagrożenie. Z uzyskaniem odpowiedzi, gdzie jest właściciel tego przybytku było już trudniej. Właściwie, Chris czuł się nieco skrępowany, nawet jeśli wiedział, że to miejsce to nie tylko burdel. Kto by pomyślał, że mający nieco ponad tysiąc lat wymordowany zachowa na tyle dużo moralności, by móc się rumienić w niektórych sytuacjach. Zresztą, to nie był pierwszy raz, gdy Pudel przeklinał swoją nadmiernie emocjonalną twarz. Wszystko było widać jak na dłoni. Dobrze, że z natury był szczery, bo gdyby miał próbować kłamać, to zrobiłby z siebie jeszcze większe pośmiewisko. Przynajmniej jeszcze dzisiaj się nie potknął. No dobra. Raz. W przejściu, ale nikogo nie potrącił, a to zawsze jakiś sukces.
Niemniej, bingo. W końcu, łaskawie, jedna z kobiet wskazała mu miejsce pobytu Jinxa. A Chris już zaczął się martwić, że spędzi w tym miejscu kolejną dobę, próbując porozmawiać z nieuchwytnym właścicielem. Kaptur już dawno zrzucił z gęstej czupryny, pokazując dość długie, teraz nieco rozczochrane włosy.
Uniósł dłoń do góry i zapukał. Wypada być uprzejmym, prawda?



Skoczek
-----------
Pudel     Opętany

avatar

Liczba postów : 1115
GODNOŚĆ : Christopher Alexander Black

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Sob Sty 07, 2017 1:28 am
Wsunął dłoń pod koszulkę I zaczął leniwie drapać się po brzuchu, ziewając szeroko kiedy przemierzał korytarz burdelu. Kiedy jeden z jego pracowników pobiegł do niego z informacją, że szuka go członek DOGS, Jinx akuratnie oddawał się przyjemności spożywania ciepłego posiłku we wspólnej jadalni, jednocześnie przeglądając papiery i wykresy z ostatniego miesiąca. Nie spieszyło mu się. Jasne, nie miał pojęcia kto i czego od niego chce, ale nawet jeśli czuł sentyment w stosunku do Kundli, nie zamierzał dla nich rzucać całej swojej roboty w pizdu i biec jak pojebany do nich. To oni chcieli czegoś od niego. I to oni poczekają.
Przesunął językiem po zębach zgarniając resztkę mięsa i wsunął małego palca do ucha, w którym się podrapał, nieznacznie przyspieszając kroku. Zwolnił dopiero w momencie, kiedy wyszedł zza rogu i jego oczom ukazała się znajoma sylwetka. Mimowolnie na jego ustach pojawił się cień uśmiechu, bo szczerze powiedziawszy, psi Pudel był ostatnią osobą, jakiej mógłby się spodziewać na swoich „salonach”.
Bezszelestnie ruszył w jego stronę, i nim jasnowłosy mógł się zorientować, Jinx zdążył podkraść się do niego i oprzeć ręką o drzwi tuż obok jego głowy, odcinając tym samym drogę ucieczki.
- No proszę, proszę. A cóż to za zabłąkana owieczka zawitała w mych progach? – zapytał cicho muskając ciepłym oddechem jego ucho. - Nie sądziłem, że ktoś taki jak ty lubuje się w burdelach. Powiedz jakie masz preferencje, a załatwię ci taką panienkę. Chociaż… – odepchnął się od drzwi i przesunął spojrzeniem po całej sylwetce Skoczka, uśmiechając się krzywo.
- Patrząc na ciebie zaczynam wątpić w popularne preferencje odnośnie płci. Może jednak załatwić ci jakiegoś chłopca? – rzucił złośliwie i go minął. Nacisnął na klamkę i pchnął drzwi przed siebie, otwierając je szerzej.
- Zapraszam w me skromne progi. – z iście teatralnością zaprosił mężczyznę do środka. W złotej tęczówce pojawił się błysk rozbawienia. A jednak. Nudne popołudnie powoli przeistaczało się w zabawę. Będzie ciekawie.

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 591
GODNOŚĆ : Servant of Evil

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Skoczek on Nie Sty 08, 2017 12:06 am
.......Pudel wzdrygnął się odruchowo, wyczuwając nagły ruch bezpośrednio za sobą. Nie była to dla niego komfortowa sytuacja, dlatego zmrużył oczy, wpatrując się uważnie w blokującą mu drogę taktycznego odwrotu dłoń i spiął się wyraźnie, przechylając lekko głowę do przodu.
Brawo, Chris. Właśnie dałeś się złapać.
Jednak słysząc znajomy głos wypuścił nabrane powietrze w cichym, ale lekko poirytowanym, westchnięciu. No tak. To by było na tyle, jeśli chodzi o kulturalne pukanie do drzwi, ale mógł się domyślić, że na tym terenie przewagę będzie miał Jinx. Pudel w reakcji na delikatne uczucie łaskotania potrząsnął głową, zaciskając nieco szczękę w wyrazie niezadowolenia. Nie mógł nic poradzić na to, że obecność ciemnowłosego wywoływała u niego ruszanie skórą, a niechęć przyszła równie naturalnie, jak w przypadku Wilczura. Tak jak u tego drugiego musiał być lojalny, tak w tym miejscu profesjonalny i uprzejmy. W miarę ogólnych możliwości. W końcu to on, a raczej DOGS, czegoś potrzebowało. Właściwie to wielu rzeczy, ale trzeba mierzyć siły na zamiary.
- Widzę, że nastrój panu dopisuje - stwierdził sucho, obracając tułów tak, by móc przyjrzeć się twarzy wymordowanego. - Zdrowie również.
A z urodą gorzej, jednak te słowa Christopher zostawił dla siebie.  Zbędne złośliwości wolał przemilczeć, bo i tak nie miał szans w kategorii "mistrz ciętej riposty", mógł co najwyżej swojego rozmówcę przegadać i zasypać gradem informacji mniej lub bardziej konkretnych. Na razie skupił się jednak na obserwowaniu sylwetki mężczyzny. Był przyzwyczajony do tego, że spora część osób jest od niego wyższa, ale Jinx zdawał się być umiarkowanego wzrostu, więc nie musiał specjalnie mocno zadzierać głowy do góry. Zawsze to jakiś plus.
- Życie to nie same przyjemności, więc jestem tu w związku z handlem, a nie... - zaciął się na moment. - Innymi dobrami.
Skrzywił się w reakcji na własny dobór słów, a następnie ruszył do przodu, do legowiska bestii, bo inaczej nie miał zamiaru tego nazywać, nawet jeśli to konkretne pomieszczenie nie było biurem. Za drzwiami obrócił się na pięcie, by nie stać tyłem do Jinxa, ale oczywiście musiał się potknąć. Tyle o ile, że było to tylko drobne zachwianie równowagi, szybko skorygowane, więc teoretycznie każdemu mogło się zdarzyć. Teoretycznie.
- Będąc już do końca oficjalnym, jestem Christopher Black, zwany również Skoczkiem - no to teraz najcięższy moment. - Przy okazji, w imieniu gangu oraz własnym, chciałem podziękować za wzięcie udziału w misji ratunkowej Wilczura.
Pudel wbił ślepia w twarz mężczyzny, nie mając zamiaru wspominać o jego niespodziewanym wtargnięciu do kryjówki. Do teraz było dla niego zagadką, dlaczego Jinx po odejściu z gangu nie wylądował od razu na liście gończym, ale w najbliższym czasie zamierzał zapytać o to Wilczura. Koniec końców, Skoczek w organizacji był od niedawna, jeśli brać pod uwagę długość jej istnienia, jednak dotychczasowo sposób na odejście był tylko jeden. Na kopniakach i to porządnych. Nie wiedział, czemu nikt nie zatrzymał ciemnowłosego, ani nie zareagował na jego przybycie, jednak w spokoju również nie planował tego zostawić. Anomalia to anomalia. Niezależnie od tego, jak przydatna, o ile w ogóle można użyć takiego słowa.
Teoretycznie przedstawienie się było zbędne, skoro Black znajdował się w grupie Jinxa, ale miał dziwne wrażenie, że imiona i nazwiska to ostatnie, co wtedy zostało wzięte pod uwagę, a chciał uniknąć tutaj pewnych niezręczności. Zresztą, w gruncie rzeczy Chrisa interesowało teraz tylko to, by dojść z mężczyzną do porozumienia odnośnie towaru i zapłaty za niego.
- Zanim przejdę do konkretyzowania pytań odnośnie posiadanego towaru, który DOGS chciałoby nabyć, jeśli znajdą się na stanie, to wolałbym się spytać o sposób zapłaty - naprawdę zamierzał być konkretny i rzeczowy, z racji nieco skróconego terminu czasowego, bo wielu rzeczy potrzebowano na wczoraj.

_________________

Gorąca krew, ten dziki bieg.
Lepka pajęczyna myśli, nie istnieje żaden lek,
Na ten ptasi w sercu lęk, gdy usłyszysz wilka szept.


Ale przecież to akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek.
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka.



Skoczek
-----------
Pudel     Opętany

avatar

Liczba postów : 1115
GODNOŚĆ : Christopher Alexander Black

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Wto Sty 10, 2017 3:31 pm
Zamknął za nimi drzwi, uśmiechając się szeroko, niemalże obracając się wokół własnej osi.
- Ależ oczywiście, że mam dobry humor. Czemu miałbym nie mieć? – zapytał wesoło i rozbawiony. Zapominasz, że twój humor bywa niestabilny? Och, takie tam małe szczegóły.
Podszedł do jednej z półek, skąd zgarnął matową butelkę ze złotawą cieczą. Odkorkował i nalał nieco do drewnianego naczynia, które pełniło rolę kubka.
- Napijesz się? – rzucił przez ramię, przyglądając się jasnowłosemu. W zależności od jego odpowiedzi, nalał mu (bądź i nie) i podał małe naczynko, następnie sam rozsiadł się wygodniej na zużytej kanapie. Upił łyk alkoholu, czując, jak jego przyjemne ciepło rozchodzi się po przełyku i żołądku, jednocześnie pozostawia po sobie cierpki smak na języku.
- Po pierwsze, zejdź z tego oficjalnego tonu, Chris. Co ty taki spięty? Nie zjem cię przecież. – parsknął wyraźnie rozbawiony, z dziką przyjemnością obserwując każdą reakcję Skoczka. - Chociaż….? – uniósł jedną brew ku górze, przez chwilę rzeczywiście wyglądając jak ktoś, kto rozważa takową opcję.
- Po drugie nie dziękujcie mi za pomoc. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby zostawił przyjaciela w potrzeba. Inna kwestia, którą powinieneś się przejmować, to fakt, że wpuściliście, jakby na to nie patrzeć, obcego do legowiska Kundli. No żesz kurwa mać. Dziewięćdziesiąt procent szczeniaków mnie nie zna. I co? Powinniście złapać mnie za ryj i wypierdolić z nory. Zamiast tego posłuchaliście mnie jakbym był jednym z was. – z każdym kolejnym wypowiadanym przez niego słowem, narastała w nim wściekłość. Huknął ciężkim butem o drewniany blat niskiego stolika, wbijając rozjarzone spojrzenie w Pudla. - Jeszcze ten, jak mu było… – zaczął pstrykać palcami próbując sobie przypomnieć imię - No… Fejer? Firir? Zresztą, nieważne. Ale gościu podszedł do mnie i co zrobił? Zasalutował. No kurwa pojebało. Ale spoko… jestem spokojny, nic się nie dzieje. – odsapnął rozkładając obie dłonie na boki. Jego tonacja momentalnie stała się spokojniejsza, a do głosu wdarło się na powrót rozbawienie. - Zresztą, to ani nie twoja wina, ani kundli czy terierów. Dobermany i pitbulle powinny pilnować porządku i bezpieczeństwa, zwłaszcza wtedy, kiedy Wilczur i jego zastępca są nieobecni. Rozchmurz się, Chris. Nie ty poniesiesz konsekwencje. – Jinx mrugnął do niego zalotnie, po czym upił kolejny łyk alkoholu. Przez moment przyglądał się zawartości kubka, po czym westchnął, odstawił go na blat i sięgnął po paczkę papierosów.
- Dobra, wracajmy do meritum tego spotkania. Interesy. Nie mogę ci powiedzieć nic o zapłacie póki nie poznam tego, czego chcecie. Wszystko się zmienia. O dziwo, takie narkotyki są w miarę dostępne w Desperacji, więc i ich cena nie jest zbyt wysoka. Lekarstwa są drogie, antybiotyki. Zwłaszcza one. Woda. Jeżeli mamy miesiąc suszy, to za litr wody są niebotycznie wysokie ceny, ale wystarczy jedna noc deszczu, i momentalnie spadają. Dlatego też najpierw musisz mi powiedzieć czego chcecie, a potem ustalimy formę zapłaty. – uśmiechnął się lekko do niego, mrużąc przy tym nieco oczy. - Jak dla was mógłbym przymknąć oko na ceny, ale znam Growa. Wkurwiłby się i potraktował to jak jałmużnę. No cóż. Duma Wilczura. Jak więc? Czego oczekujecie?

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 591
GODNOŚĆ : Servant of Evil

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Skoczek on Sro Sty 11, 2017 7:52 pm
......Pudel zmarszczył brwi, obserwując Jinxa z nutą niepokoju w niebieskich ślepiach. Wsadził kciuki do kieszeni spodni i obciążył mocniej prawą nogę, lewą zostawiając lekko zgiętą, cały czas trzymając głowę lekko uniesioną do góry, by nie przegapić przypadkiem momentu zmiany nastroju mężczyzny. Nie potrafił długo trwać w bezruchu, chociaż w razie wymogu pewnie byłby w stanie się do tego zmusić.
- To brak dobrego humoru nie jest czymś typowym na terenach Desperacji? - rzucił lekkim tonem, chociaż ewidentnie nie czuł się specjalnie rozluźniony.
Tak właściwie to Chris niewątpliwie był dzisiaj spięty. Zarówno przez nadmiar problemów w DOGS, jak i konieczność przebywania w pobliżu mężczyzny, któremu w ogóle nie ufał, niezależnie od tego, jak dużo ten zrobił kiedyś dla organizacji. Dlatego też Pudel obserwował go czujnie, co chociaż nie było zbytnio profesjonalne, to przynajmniej dawało mu możliwość zauważenia początków ewentualnych problemów. O ile w ogóle mogło mu to coś dać.
- W pracy nie piję alkoholu, więc podziękuję. - mruknął wymijająco.
Nie, żeby powodem była jego słaba głowa do napojów wysokoprocentowych i konieczność powrotu do kryjówki w jednym kawałku. To również nie tak, że po napiciu się jego błędnik ostatecznie dostawał w łeb. Wcale. Poza tym, jakoś nieszczególnie był przekonany do picia w pobliżu burdelmamy, właściwie to wszystko w nim krzyczało, by zdecydowanie tego nie robić.
"Nie zjem cię przecież..."
Hmh. Doprawdy? Chris mimowolnie podniósł lewą brew i posłał mężczyźnie kpiące spojrzenie. Jakby nie było, wymordowany wyglądał na sztandarowego drapieżnika, a kanibalizm, choć wśród bardziej cywilizowanych (nie)ludzi, był mniej popularny, to jednak do końca nie wyszedł z przyzwyczajeń. Przede wszystkim przeżyć, czyż nie?
- Możliwość bycia pożartym to chyba jeden z mniejszych problemów. Wyglądasz na typ bawiący się ze zwierzyną, a to już jest bardziej problematyczne - no i po co zaczynasz ten temat?
Zresztą, Skoczkowi wcale nie spieszyło się do grobu. Ba, był jednym z dłużej żyjących wymordowanych i niespecjalnie miał jeszcze ochotę konać w jakiejś dziurze. Poza tym chętnie przypomniałby sobie, co się stało na przestrzeni ostatniego tysiąclecia, bo luki w pamięci dalej miał dość poważne, ale z pewnością nie jest to kwestia, która powinna być poruszona w tej rozmowie.
"Po drugie..."
A wtedy się zaczęło. Chris mechanicznie wykonał jeden krok w tył, zwiększając dystans dzielący jego i siedzącego mężczyznę. Sztywne mięśnie karku zaczęły lekko boleć, ale przynajmniej nie zaczął jeszcze drżeć z nerwów. No cóż, sytuacja jeszcze nie była aż tak zła, by popadać w przerażenie, ale Pudel wolał zachować daleko idącą ostrożność. Z tego też powodu milczał, słuchając wywodu wymordowanego, a także gryząc się w język, by przypadkiem nie rzucić parę słów za dużo. Niemniej im dłużej trzymał zęby zaciśnięte, tym bardziej miał ochotę coś powiedzieć. To również był odruch. Był gadatliwy. W każdej sytuacji, nawet jeśli trzymano by mu nóż na gardle. Taka po prostu była jego cecha charakterystyczna.
- Nie martwię się konsekwencjami. To akurat ostatnie, co w tym momencie chodzi mi po głowie - powiedział, decydując się w końcu na odezwanie się. - Opcja z wywaleniem ciebie z siedziby również nie wchodziła w grę. Zanim się uniesiesz, jak już, to trzeba było cię zabić, bo znałeś nasze położenie. Miałeś chustę, choć raczej nieaktualną biorąc pod uwagę, co było na niej naszyte. To bardziej drażni. Część osób musiała ciebie znać, skoro wszedłeś przez właz. Poza tym, nie ma ciebie na liście gończym, choć ponoć tylko w jeden sposób można odejść z DOGS. Na kopach. Czyli albo musisz być z Wilczurem naprawdę blisko, albo miałeś naprawdę dobrą ofertę w zanadrzu. Podejrzewam, że sam handel raczej nie wystarczył. Nie zmienia to jednak faktu, że  w y ją t k i  są problematyczne. No, ale nie w tym celu tutaj przyszedłem.
To nie przesłuchanie, ani kłótnia. Ton Chrisa może w niektórych momentach był nieco kąśliwy, ale pozostawał względnie spokojny. Jego robotą było nie tylko liczenie i organizowanie spisów, ale też obserwowanie połączone z analizą faktów. Sianie plotek też wychodziło mu zaskakująco dobrze... nawet, gdy tego nie planował. Nie jego wina, że skupia na sobie uwagę innych, nazywając swojego przeciwnika włochatym bydlęciem, czy też podpierwiastkowym kretynem.
"Jak więc? Czego oczekujecie?"
Chwila koncentracji. Trzeba zrobić piramidę ważności, ale w sumie wszystko jest istotne. Jak diabli. Ich magazyn leży i zdycha przede wszystkim pod kątem medycznym, chociaż nie są to jedyne braki. Właściwie ciężko byłoby określić, czy cokolwiek mają w nadmiarze; po chwili zastanowienia - takie pojęcie dla nich nie istnieje.
- Cóż, jeśli miałbym zacząć od droższych spraw... - zaciął się na moment, po czym zamknął na moment oczy, przywołując sobie w pamięci poszczególne rozmowy. - Dobra.  Jeżeli okaże się, że teraz czegoś nie ma, a może w przyszłości uda się to zdobyć... tudzież aktualnie nie stać nas na coś; chętnie nawiążę dłuższą współpracę albo spiszę coś na kształt umowy. Jeśli na coś nie ma najmniejszych szans, również byłoby miło, gdybym się o tym dowiedział.  Zaczynając od listy życzeń Bernardynów. Bandaże, plastry, strzykawki, proszki przeciwbólowe, igły, nici. Rękawiczki jednorazowe, wodą utleniona, gaziki, gipsy, maseczki. Antybiotyki, termometry... kroplówki. Kuchnia; mąka w zależności od posiadanych zapasów, kakao, tudzież czekolada, sól, saletra, za przyprawy niektórzy daliby się zabić, ale marzeniami żyć nie należy. Z bardziej mechanicznych rzeczy... śrubokręty. Płaski, krzyżak, sześciokątny zewnętrzny. Taśma
Frytki do tego?
Nie.
Chris mówił niespiesznie, pozwalając Jinxowi zapoznać się z częściową listą. Abstrakcyjną, ale on był tylko posłańcem.
Stać cię w ogóle?
Hmh. Dobre pytanie.
- W sumie, mam to wszystko zapisane - nie, żeby dopiero teraz sobie o tym przypomniał.

_________________

Gorąca krew, ten dziki bieg.
Lepka pajęczyna myśli, nie istnieje żaden lek,
Na ten ptasi w sercu lęk, gdy usłyszysz wilka szept.


Ale przecież to akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek.
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka.



Skoczek
-----------
Pudel     Opętany

avatar

Liczba postów : 1115
GODNOŚĆ : Christopher Alexander Black

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Sob Sty 14, 2017 10:45 pm
Spojrzał na zawartość swojego kubka, przez moment oddalając się gdzieś daleko myślami. Zastanawiał się, czy Chris zawsze był takim nudziarzem, czy to jedna kwestia piastowania przez niego stanowiska i tego, że odwiedził go w „interesach”. Być może to, co sobą w tym momencie prezentował było jedynie pozorami, niczym więcej. Ciekawe jak zachowywał się przykładowo po alkoholu. Mimowolnie uśmiechnął się na samą myśl i w tym momencie postawił sobie za cel, by go upić w najbliższym czasie. A coś czuł, że będzie miał ku temu okazję. I to nie jedną.
Mimo wszystko nie spodobała mu się, i to cholernie, odpowiedź odnośnie zajścia podczas zebrania DOGS. Zmarszczy brwi tworząc zmarszczkę na czole, i wbił złote spojrzenie w drobniejszą istotę, kręcąc przy tym nieznacznie głową.
- Mylisz się. To trzeba było mnie zajebać. Nie ma wyjątków. Nawet ja nie jestem wyjątkiem. – skrzywił się nieznacznie, czując dziwne mdłości na samą myśl, jak bardzo te żółte Kundle żyją w chaosie kiedy ich alfy nie ma w pobliżu. Brakowało im dyscypliny, kogoś, kto złapie za ich pyski i porządnie nimi potrzęsie. Chcesz wrócić?
Może.
- Wyjątki mogą być tylko I wyłącznie w obecności Wilczura. Trafiłem tam tylko dlatego, że od początku DOGS chodziłem tamtymi korytarzami. Ale na tamtą chwilę, chwilę zebrania, nie byłem jednym z Kundli. Nie ma znaczenia moja relacja z Wilczurem. Ani to, że nie macie mnie na czarnej liście. Ani też to, że należałem w zamierzchłych czasach do gangu. W tamtym momencie powinienem zostać potraktowany jak obcy. – poczuł w ustach nieprzyjemny posmak goryczy, jakby przegranej. Wychodziło na to, że wartości, które były wbijane do tych psich łbów przez te wszystkie lata spełzły na niczym. Szkoda. Naprawdę szkoda.
- Zresztą, to nie mnie oceniać. Growlithe zrobi z wami to, co uważa za słuszne. Ale dość rozmowy o tym. – uniósł dłoń i machnął nią nieco lekceważąco, poprawiając się lekko na kanapie, która niesfornie zaskrzypiała pod jego niewielkim ciężarem.
Wreszcie przechodzili do konkretów.
Jeżeli chodzi o interesy, słuchał uważnie. Starał się spamiętać większość, jednocześnie analizując w głowie zawartość ich magazynu. Układał w głowie to, co mają, a czego nie. I to, czym mogą się podzielić, a co jednak wolał zostawić dla siebie. Jakby na to nie patrzeć, jego burdel i panienki w tym wszystkim miały pierwszeństwo. Tutaj nie było wyjątków.
”Mam to wszystko zapisane”
Jinx wyciągnął dłoń w jego stronę, niemo nakazując mu, by podał mu świstek papieru. Kiedy Skoczek podał mu go, szybko przebiegł spojrzeniem po literkach, nieświadomie pocierając się zewnętrzną stroną po szczęce, kiedy oddawał się zamyśleniu. Trwało to zaledwie chwilę, gdy odłożył świstek papieru na blat stołu i wyprostował się, wpatrując w niższego wymordowanego.
- Bandaży nie mamy, ale w ich miejsce mogę zaoferować specjalnie do tego przygotowane płaty materiału. Pocięte na długie paski białe prześcieradła, wygotowane i wyparzone. Sterylne i czyste. Sami ich używamy. Plastry mamy jedynie w rolce, można używać ich również jak taśmy. Mogę dać sztuk cztery, jeden ma trzy metry. Strzykawek na tę chwilę nie mamy, tak samo jak igieł, ale w najbliższej przyszłości zamierzam zdobyć. Wody utlenionej nie mamy, ale za to mamy coś na jej wzór. Domowej roboty, na bazie spirytusu. Generalnie bardzo dobrze sprawdza się jako środek do odkażania. – powiedział uśmiechając się i uniósł zabandażowaną lewą dłoń, niemo potwierdzając swoje słowa. - Mogę dać ci na początek butelkę dwulitrową. Proszków nie ma, ale mam kilka opakować aspiryny, jeżeli chcesz. Nici medycznych czy tam chirurgicznych brak. Tak samo zwykłych. Ale mam żyłkę. Co prawda ciężej się nią operuje, ale przy wzmożonej cierpliwości dobrze służy do zszywania ran. Rękawiczki mam dwa opakowania, więc jedno mogę oddać. Gaziki mam. Gipsu brak. Kroplówek i termometrów brak. Antybiotyki… mam. Ale nie dam. Mam ich bardzo mało, ale są w chuj cenne. Umówmy się, że jeżeli będziecie ich potrzebować, bo któryś z Psów zachoruje i nic innego mu nie pomoże, wtedy przyjdziesz do mnie i wam dam. Zgoda? Póki co wolę je trzymać u siebie na wypadek, gdyby któraś z moich dziewczyn zachorowała. Co tam dalej było… – nachylił się i spojrzał na listę stukając palcami w blat. - Mogę dać morfinę. Działa jako dobry środek przeciwbólowy. W sumie jest nawet lepszy od aspiryny, ale kurewstwo bywa niebezpieczne. Mąkę mam, czekoladę też, kakao nie mam. Mam za to sól, cukier i cynamon. A i chyba znajdzie się pieprz. Śrubokręty mam. Gwoździe też. Mam do tego piłę i obcęgi. Coś jeszcze? Koce? Też mam. – oparł się wygodniej o oparcie, i uśmiechnął krzywo. - To będzie dużo kosztować. Co możecie mi zaoferować?

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 591
GODNOŚĆ : Servant of Evil

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Skoczek on Nie Sty 15, 2017 10:37 pm
......Pudel, choć zaskakująco szczery jak na warunki Desperacji, wolał powstrzymać się od bezpośredniego powiedzenia "nie lubię przebywać w twojej obecności". Raczej nie sprzyjałoby to interesom, dlatego dystansował się, nie chcąc popełnić żadnej gapy, chociaż nie ulegało wątpliwością, że czuł się nieswojo w towarzystwie Jinxa. Nieważne, czy to był szósty zmysł, czy też zwykła paranoja, nie zamierzał z tym specjalnie walczyć. Po prostu skupiał się w tym momencie na czymś zupełnie innym. Na pracy. Praca przede wszystkim.
A pomysł upijania się z wymordowanym nawet mu do głowy nie przyszedł. Ba! Gdyby tylko o tym usłyszał, pewnie od razu szczęka opadłaby mu do samej ziemi i nie mógłby jej potem pozbierać z podłogi. Jednak fakt, że ludzie nie potrafili sobie czytać w myślach jest dość ważny. Wbrew pozorom, nieźle oszczędza nerwów.
Chociaż Chris jest niczym książka z obrazkami - czytelny nawet dla analfabety.
Dlatego jego delikatnie skrzywienie warg pod wpływem kolejnych słów  mężczyzny było widoczne. Chris wbił spojrzenie w twarz wymordowanego, powstrzymując chęć podniesienia lewej brwi albo jakiekolwiek innego grymasu. Twarz mu się poruszyła, niemniej najwyraźniej zdecydował nie komentować już wypowiedzi Jinxa. Nie przyszedł tu, by spierać się o tamto wydarzenia, poza tym jego pierwotnym założeniem było jak najszybsze załatwienie sprawy, a nie chwytanie się drobnostek w wypowiedziach burdelmamy. Poza tym pewnie i tak nie dogadaliby się pod tym względem, a rozwiązanie całej tej sprawy zależało tak czy owak od Wilczura. Cóż, Pudel ewidentnie nie zamierzał mu odpuścić po tak długiej nieobecności.
Interesy. Zapamiętywanie wypowiedzi innych było czymś, co uspokajało Chrisa. Rzeczowy ton. Informacje. To podłoże było dla niego o wiele bardziej komfortowe, niż mogłoby się wydawać. Przyswajał bez większego problemu słowa wymordowanego, odhaczając sobie w myślach powstałą listę.
- Towary i zaproponowane substytuty to i tak więcej, niż się spodziewałem - pozwolił sobie na drobny, krzywy uśmiech. - Domyślam się, że tanio ich nie sprzedasz. Pytanie jednak brzmi, na czym ci zależy?
Przerwał na moment, by dać sobie czas na odpowiednie sformułowanie słów, po czym westchnął cicho.
- Czy też raczej, co może ciebie zainteresować? - to było pewnie nadrzędną kwestią. - Jeżeli pieniądze przedstawiają dla ciebie jakąkolwiek wartość, mogą je zaoferować. Kontrakty? Na zasadzie, pewna ilość usług za określony towary. Dostarczanie mięsa z polowania, skór, czy też futer. Naprawienie zepsutego sprzętu. Handel wymienny, chociaż to zależy od tego, czego brakuje tobie i twojemu przedsięwzięciu. W pewnych kwestiach musiałbym dostać zgodę Wilczura i Rottweilera. Na brak ochrony pewnie nie narzekasz, więc propozycja w stylu "w zamian za towary pilnujemy, by w burdelu i jego okolicach panował spokój" odpada, chociaż to już zależy od ciebie.
Pieniądze gang DOGS posiadał dzięki paru rozróbom, ale na Desperacji nie zawsze przedstawiały odpowiednia wartość. Zależy dla kogo i w jakim momencie. Proponować artefaktów na razie nie zamierzał, bo dla gangu były dość istotne, ponadto Wilczur pewnie by go trzepnął przez łeb za nierozsądną propozycję. Dlatego Chris na razie zaczął w miarę spokojnie z negocjacjami. Tutaj nie należało nadmiernie się denerwować.

_________________

Gorąca krew, ten dziki bieg.
Lepka pajęczyna myśli, nie istnieje żaden lek,
Na ten ptasi w sercu lęk, gdy usłyszysz wilka szept.


Ale przecież to akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek.
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka.



Skoczek
-----------
Pudel     Opętany

avatar

Liczba postów : 1115
GODNOŚĆ : Christopher Alexander Black

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Pon Sty 16, 2017 8:51 pm
To zaskakujące, jak niektórzy są w stanie poważnie podchodzić do interesów. Co prawda Jinxowi też nie było chęci do śmieszkowania, ale Skoczek… Skoczek bił wszystkich na głowę swoim podejściem. Teraz już w pełni rozumiał, dlaczego został Pudlem DOGS a nie jakimś podrzędnym Kundlem.
Słuchając jego propozycji każdy głupi mógłby zauważyć, że póki co nie padła żadna konkretna oferta z ich strony. Jinx proponował wiele z ich listy a póki co zapłata była marna. Ale mógł przymknąć na to oko, bo to DOGS. Byli, jakby na to nie patrzeć, wyjątkowi, i w wielu kwestiach wymordowanych był w stanie przemknąć oko.
- Dobra. – odezwał się wreszcie, przerywając dłużącą się ciszę, kiedy próbował rozważać wszystkie za I przeciw. Spojrzał jeszcze raz na listę, upewniając się, po czym zgiął ją i schował do kieszeni spodni, zostawiając na potem. - Mam nadzieję, że nie potrzebujesz jej więcej. Zrobimy tak… ale weź że człowieku się uśmiechnij bo wyglądasz jak jakaś cholerna lalka. Wyluzuj się, serio. Interesy interesami, robota robotą, ale wykaż nieco energii. – skrzywił się na krótką chwilę i cicho warknął, kręcąc nieco głową z dezaprobatą. - I siadaj. Nie chcę się powtarzać. – dodał z dzikim błyskiem w oczach. Dobrze, wracając do interesów…
- Spiszemy umowę. No bo hej! Jesteśmy cywilizowanymi istotami. No,  powiedzmy. W każdym razie spiszemy umowę. Jestem w stanie wam na dłużej zapewnić dostawy z listy. Ewentualnie czegoś, co będziecie nagle potrzebować. W zamian… nie, nie chcę pieniędzy. Mam ich wystarczająco tyle, by płacić dostawcom z miasta. Ci to mają chrapkę na kasę – zaśmiał się cicho pod nosem, ale z racji, że jego towarzyszy rozmowy nie miał pojęcia o czym Jinx mówi, kontynuował dalej.
- W zamian będziecie dostarczać mi mięso, skóry I futra. To zawsze się przyda. Ponadto wszelakie rośliny czy inne zioła. Wiem, że DOGS co jakiś czas wyrusza na ich poszukiwania, aby uzupełnić waszą psią apteczkę. Będziecie po prostu zbierać tego więcej. Dla mnie. Ponadto jeżeli wejdziecie w posiadanie jakiegoś ekskluzywnego towaru, ja wiem, na przykład krowy czy kozy. Będziecie dzielić się mlekiem. W przypadku kur, wiadomo, jajami. Jakiś owoców czy warzyw, również. Ponadto wasze anioły, które ujarzmiły takie żywioły ja woda czy elektryczność, na pewno ktoś się znajdzie, będą wpadać do nas od czasu do czasu, żeby uzupełnić naszą małą studnię czy naładować generator. Dalej. Wasi Bernardyni będą do mojej dyspozycji w skrajnych przypadkach. Jasne, mam tu medyka, ale to medyk z przypadku. Wie jak pozszywać ranę, wyciągnąć kulę czy wyleczyć grypę. Gorzej w przypadku poważniejszej choroby czy bebechów na wierzchu. Chcę, by wtedy który z Bernardynów wpadł do mnie i pomógł. Sądzę, że to niewiele za to, co wam oferuję. Oczywiście dodam od siebie, że mogę zapewnić w miarę stabilny „przepływ” rzeczy z listy. Wiadomo, w miarę ich pozyskiwania. No i zawsze będziecie pierwsi informowani o nowym towarze. Nawet tym poza listy, bo może coś wam wpadnie w oko. Ale jest jeszcze jedno. A to stricte tyczy się ciebie. – przechylił się nieco w jego stronę, opierając łokciami o kolana i przyglądał mu się przez chwilę.
- Wiem, co potrafisz. No, mniej więcej. Trochę cię obserwowałem podczas naszej małej przygody do Edenu. W każdym razie mam tutaj dzieciaka. Na oko ma jakieś czternaście, może piętnaście lat. Znalazłem go jakiś czas temu, przygarnąłem, ale problem jest taki, że gówniarz nic nie umie i trzęsie portkami przy gorszym huknięciu. I chyba nie do końca zdaje sobie sprawę, że zdechł i jest jednym z nas. W każdym razie chcę, żebyś raz w tygodniu, albo chociaż dwa razy w tygodniu się nim zajął. Zabrał na parę godzin w Desperację, pouczył samoobrony. Pouczył o Desperacji. Potrzebuję kogoś łagodnego, kto go zacznie powoli w to wprowadzać. Niestety, większość moich ludzi jest zbyt gwałtownych, no i często wysyłam ich w teren. A ja… A ja. – kąciki ust uniosły się nieco ku górze prezentując kwaśny uśmiech. - Nieważne. Chcę też,  by powoli poznawał innych a nie tylko moje kurwy, których nogi otwierają się z częstotliwością trupów padających podczas starcia z Pumą Królewską. Co ty na to? Zgoda? – wyciągnął dłoń przed siebie czekając na jego ruch.

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 591
GODNOŚĆ : Servant of Evil

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Skoczek on Pon Sty 16, 2017 10:30 pm
......Pudel znalazł się w końcu na znajomym gruncie. Chociaż sam nie zajmował się aż tak często samymi negocjacjami (jego nadmierna ekspresja twarzy raczej temu nie sprzyjała), to jednak zadania wymagające wysilenia szarych komórek i spamiętania większej ilości informacji od razu go uspokajały. Dlatego był zdecydowanie mniej nerwowy niż na początku, przez co oczekiwanie na odpowiedź mężczyzny nie wywoływało u niego większej ilości niechcianych tików. Zdążył w między czasie sporządzić parę własnych (myślowych) notek co do rozmowy, odstawiając to do późniejszej analizy i spisania wymaganego raportu. W końcu robota papierkowa była jego głównym obowiązkiem.
"Dobra."
Christopher drgnął i od razu skupił się na swoim rozmówcy. Przekrzywił lekko głowę w lewą stroną, jak zawsze, gdy chciał się na czymś wyjątkowo mocno skoncentrować, tudzież przeanalizować. Zupełnie, jakby w ten sposób zmieniał mu się kąt widzenia świata. Gorzej było z nastawieniem, które zawsze pozostawało takie same. W szczególności w tym momencie. Z tego powodu na wzmiankę o uśmiechu skrzywił się, najwyraźniej chcąc dobitnie pokazać, co na ten temat myśli. Jednak, z racji tego, że był gościem, powinien wykazać się pewnymi manierami. Dlatego podwinął wargi, pokazując komplet niezgorzej zadbanych zębów (co na Desperacji było rzadkie) w sztucznym uśmiechu. Poczuł się jednak skrajnie idiotycznie, więc już w następnym momencie prychnął i odwrócił łeb w drugą stronę, próbując ukryć zażenowanie. Słabo mu to wyszło i doskonale o tym wiedział. Przez co zaczynał czuć gorąco na policzkach. Samonapędzająca się machina, dlatego ostatecznie potrząsnął głową jak niesforny pies, chcąc pozbyć się niekomfortowego uczucia. Gdy usłyszał rozkazujący ton Jinxa (... z kim mu się to kojarzy, ciekawe) powstrzymał chęć kolejnego skrzywienia się, chociaż w jego oczach zabłysło coś na kształt iskry niepokorności. Była jednak ona w pełni kontrolowana przez właściciela, dlatego, chcąc nie chcąc, Pudel zdecydował się usiąść obok drugiego mężczyzny.
- Nadmiar energii nie służy mojemu błędnikowi - postanowił jedynie mruknąć.
Interesy. Tak. Do tego zdecydowanie pragnął wrócić.
Kolejnego potoku słów od wymordowanego słuchał już znacznie chętniej. Wolał, by wszystko było czyste i krystaliczne, dlatego nie pozwalał sobie na jakiekolwiek rozproszenie. Powinien to zapamiętać, chociażby ze względu na konieczność skontrolowania (tudzież spisania) umowy. A musiał przyznać, że mężczyzna podszedł do tego bardzo racjonalnie, a przedstawiona propozycja generalnie wydawała się być bardzo atrakcyjna. Na Desperacji niczego nie zdobywało się za darmo, a tutaj, dzięki porozumieniu stron, istniała możliwość zaistnienia dłuższej współpracy. Sensownej, przede wszystkim.
"A to stricte tyczy się ciebie."
Pudel mimowolnie wyprostował się bardziej, obdarzając wymordowanego nieufnym spojrzeniem niebieskich ślepi. Nie, żeby spodziewał się czegoś wybitnie nie do przyjęcia, ale w towarzystwie Jinxa zdecydowanie dopadała go paranoja. Dlatego po usłyszeniu propozycji milczał, chcąc ją przetrawić. Przez chwilę wpatrywał się w wyciągniętą dłoń jak w węża, który w każdej chwili może ugryźć, po czym z umiarkowaną siłą uścisnął ją swoją ręką.
- W takim wypadku mamy umowę - odprężył się zauważalnie. - Jeśli dysponujesz kartkami papieru i długopisem, mogę ją od razu spisać, chyba że wolisz sam to zrobić. Zanim jednak do tego przejdę, mam dosłownie dwie kwestie do obgadania. Może trzy.
Wolał, by wszystko było naprawdę czyste i klarowne.
- Umowy spisujemy dwie, jedna jest dla mnie, druga dla ciebie. Obydwoje składamy podpis, a oprócz tego zrobi to Wilczur, przede wszystkim dla formalności, ale być może będzie miał jakieś obiekcje, chociaż w to akurat wątpię. Nie chcę jednak, by później przez nieporozumienie wybuchł jakiś konflikt. - kwestia pierwsza, a teraz druga. - Jeśli chodzi o tego dzieciaka... byłbym wdzięczny, gdybyś mi go przedstawił. Wolałbym osobiście przekonać się, na czym stoję i jakie jest jego zainteresowanie całą tą sytuacją. Poza tym będę musiał uzgodnić z nim jakiś grafik w takim razie. Z reguł odnosi to lepsze rezultaty niż sztandarowe "nie znasz dnia, ani godziny". Pierwszeństwo ma gang, ale jeśli jego sprawy nie będą kolidowały z organizacją, to nie widzę w tej części umowy żadnego problemu.
Postukał palcem o zewnętrzną stronę uda, najwyraźniej myśląc nad czymś jeszcze.
- Jak wrócę do siedziby, porozmawiam z paroma Bernardynami oraz aniołami, a następnie skonstruuję listę osób, których możesz spodziewać się w burdelu w związku z warunkami, które będą zawarte w umowie. Mam również nadzieję, że w związku z tym będą mieli zapewnioną swojego rodzaju ochronę przed klientelą z twojego burdelu. Niektóre anioły strasznie źle reagują na próby zdeprawowania ich - nie, żeby tego próbował, ale znał ich charaktery. - Oczywiście, jeśli to któryś z Bernardynów lub aniołów będzie prowodyrem jakiegoś konfliktu, poniesie karę, chociaż o jej rodzaju niewątpliwie będzie decydował Wilczur. Nie chcę specjalnych przywilejów dla nich. Po prostu wolę, by opuszczali burdel w całości, a nie kawałkach. Podobnie będzie z osobami wyznaczonymi do odbierania bądź też przekazywania towarów.
Zamilkł, czekając na ewentualne obiekcje, bo nie mógł przecież przewidzieć reakcji Jinxa, bądź też jego przemyśleń.

_________________

Gorąca krew, ten dziki bieg.
Lepka pajęczyna myśli, nie istnieje żaden lek,
Na ten ptasi w sercu lęk, gdy usłyszysz wilka szept.


Ale przecież to akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek.
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka.



Skoczek
-----------
Pudel     Opętany

avatar

Liczba postów : 1115
GODNOŚĆ : Christopher Alexander Black

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry