Strona 2 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 17/1/2017, 00:07
Chciałoby się sapnąć w zadowoleniu „no nareszcie’, kiedy Skoczek wreszcie łaskawie usiadł na tyłku. Jinx nie kazał mu ufać swojej osobie, lubić czy przepadać. Ale pewne rzeczy powinny zostać zachowane, kiedy włazi się butami do czyjegoś domu. A ciągłe szarpanie głową do góry, by móc spoglądając w oczy swojego rozmówcy nie należały do rzeczy, które Jinx lubił. Zwłaszcza u siebie. I bogowie mu świadkiem, że gdyby jasnowłosy podążył swoim buntem i zadziornością, to Jinx był w stanie siłą go szarpnąć i zmusić do zajęcia miejsca obok niego. A wtedy najprawdopodobniej z ich interesów pozostałyby jedynie ulotne marzenia.
Całe szczęście wszystko układało się póki co po jego myśli.
Wyczuł, że drugi wymordowany wyraźnie się rozluźnił, kiedy wszystko było już klarowne. Uśmiechnął się szeroko, czując wewnętrzny sukces z powodu dobrego interesu, jaki udało mu się dobić. Skinął głową, a po chwili podniósł się i ruszył ciężko do szafek. Złapał za pierwszą szufladę i wyciągnął z niej parę pożółkłych kartek i długopis. Uderzył w szufladę biodrem zamykając ją z cichym hukiem i wrócił do Skoczka, kładąc przed nim to, czego chciał.
- Możesz spisać. Pod tym względem wiem, że mogę ci zaufać. – odparł ze spokojem w głosie i usadowił się wygodniej na kanapie przez moment przyglądając się jego pracy.
- Ciężko masz w DOGS? – zagadnął nagle, właściwie bez głębszego znaczenia. A może po prostu chciał go bliżej poznać?
- Co do twoich warunków. Mogę zapewnić zarówno I aniołom jak I Bernardynom spokój, kiedy będą odwiedzać burdel. Nikt ich tutaj nie tknie i opuszczą budynek w jednym kawałku. O to nie musisz się martwić. Co do Hirokiego… rozumiem. Wiadomo, że gang jest na pierwszym miejscu. Kiedy będziesz miał czas i chęci się z nim spotkać? Myślę, że najlepiej byłoby, jakbyście to zrobili na osobności. Może przy tobie otworzy się bardziej i nie będzie odczuwał żadnej presji związanej z moją osobą. – i nie będzie szczekał, pultał się i dygotał jak osika.
Miękniesz, wiesz?
- Coś jeszcze chcesz obgadać? – zapytał wyciągając kolejnego papierosa z pomiętej paczki i złapawszy go między wargi, odpalił głęboko zaciągając się gryzącym dymem nikotyny. Powoli przymknął oczy, czując pulsowanie w skroniach. To będzie długa noc coś czuł. Jak zaśnie… miną wieki, nim się obudzi. Niedobrze.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Yū ✿ on 21/1/2017, 22:24
Jednorazowa wizyta MG~


Zwierzęce geny dają o sobie znać prędzej czy później. Być może ostatni spokój w życiu Jinxa był niczym innym jak ciszą przed burzą, bo kiedy tak swobodnie gawędził sobie ze Skoczkiem, poczuł narastające ciepło, a w następnej chwili jego zmysły zostały zamglone przez niewiadomego pochodzenia szał.

Przez dwa kolejne posty Jinx będzie znajdował się w szale poziomu E, atakował wszystko co tylko może, chyba, że zostanie spacyfikowany.



THERE WILL BE A RECKONING.
WE ARE VILIGANT AGAINST THE WATCHERS.
WE ARE CAPABLE. WE ARE UNSTOPPABLE.
WE ARE AT WAR.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Skoczek on 22/1/2017, 18:32
......Jak dobrze, że Chris przejawiał swojego rodzaju resztki instynktu samozachowawczego, które pozwalały mu zepchnąć butność gdzieś na granice świadomości. Nie można jednak zaprzeczyć, że ta delikatna niepokorność gdzieś w nim tkwiła, czekając na odpowiedni moment, by się ujawnić. I przysporzyć mu jeszcze więcej kłopotów, o ile było to w ogóle możliwe. Powinien mieć pseudonim "Pech", a nie "Skoczek".
Na razie jednak wszystko szło zaskakująco dobrze. Najwyraźniej od czasu do czasu coś mogło się udać w praktycznie stu procentach, co raczej rzadko kiedy dotyczyło akcji wykonywanych przez DOGS. Jakoś ze sprzyjającym losem było im nie po drodze. Cóż, jakby nie było, w pewnych sytuacjach sami się o to prosili, ale taka już domena tej zgrai kundli. Zresztą, biorąc pod uwagi warunki, w jakich przyszło im żyć, ciężko się dziwić ich nawykowi do stawania na bakier ze szczęściem. Zwyczajnie nie wierzyli w nie. Mniejsza jednak z tym.
Chris chwycił kartki papieru w dłoń, z namysłem przyglądając się materiałowi i oceniając jego trwałość. Nie chciał przez przypadek rozerwać dokumentu lub przebić poprzez zbyt mocne dociśnięcie długopisu. Wyglądał tak, jakby nawet ważył w ręce jego wagę. No cóż. Delikatne spaczenie zawodowe. Nie zmieniało to jednak faktu, że na zastanowienie potrzebował jedynie chwili. Długopis szybko poszedł ruch, stawiając ostrożnie na kartce poszczególne litery i słowa. Pismo Pudla było eleganckie, od biedy mogło uchodzić za imitację kaligrafii dokonywaną przez osobę nawykłą do pisma technicznego. Z czasem tempo pisania zaczęło się zwiększać, w miarę jak coraz sprawniej odnajdywał następne wyrazy do zapisania. Niemniej, słowa właściciela burdelu nieco go rozkojarzyły. Co prawda nie zrobił żadnego błędu, ale wyraźnie zwolnił, mrucząc jedynie coś pod nosem. Dopiero po chwili zajarzył, że usłyszał jakieś pytanie, a nie stwierdzenie. Przerwał pisanie, zerknął na mężczyznę i spróbował sobie przypomnieć, co dokładnie ten powiedział.
- Hmh. A gdziekolwiek jest łatwo? - odpowiedzenie pytaniem na pytanie nie jest odpowiedzią, ale Chris najwyraźniej niespecjalnie się tym przejął, wracając do pisania. Po chwili jednak zdecydował się coś dopowiedzieć. - DOGS to DOGS. Ja nie nadaję się do roli samotnego wilka, więc życie w organizacji jest dla mnie prostsze. Co prawda, to pokręcone towarzystwo, ale jednak rodzina. Jakkolwiek patetycznie to brzmi. A ponoć rodziny się nie wybiera.
Pokrętna logika, Skoczku.
No trudno. To nie on zadawał dziwne pytania.
Dalszej wypowiedzi Jinxa również słuchał, wykazując się jakimś tam zalążkiem podzielnej uwagi, chociaż było to dla niego mało komfortowe.
- To dobrze - głębokie podsumowanie. - Cóż, ten miesiąc powoli dobiega końca, a mam jeszcze parę istotnych spraw do załatwienia... więc myślę, że środek pierwszego tygodnia nowego miesiąca będzie najlepszy. Pora jest mi obojętna, więc mogę dostosować się pod niego. Chyba że chcesz, bym nauczył go zrywania się z łóżka o każdej porze dnia i nocy, to równie dobrze mogę go nawiedzić, jak tylko minimalnie przejaśni się na niebie.
Krytycznie zerknął na skonstruowaną umowę, wahając się chwilę nad paroma zdaniami, chociaż ostatecznie je zaakceptował.
- Hmh. Myślę, że wszystko jest jasne pod tym względem. Z racji tego, że umowę musi jeszcze zobaczyć i podpisać Wilczur, to chwilowo wstrzymałbym się z zabraniem towarów, by nie zaszło później żadne nieporozumienie. Ewentualnie zgarnąłbym niewielką część z przygotowanej listy w zamian za naukę chłopaka, bo ten podpunkt nie ulegnie zmianie. Czytać i pisać umie? Wiem, że to nie zawsze potrzebna umiejętność, ale czasem się przydaje - to były ostatnie kwestie.
Pudel podniósł gotową umowę i uniósł ją lekko w górę, chcąc podać ją Jinxowi do przejrzenia, by mógł jeszcze ją ocenić, zanim przystąpi do kopiowania. Ruch dłoni urwał w połowie drogi, wpatrując się uważnie w mężczyznę.
Cholera.
Trzeba było nie wspominać o pechu.
- Jinx? - spytał ostrożnie, odkładając umowę na bok, czując, jak spinają mu się wszystkie mięśnie. - Jesteś z tych o zanikającej samokontroli?
Niezbyt uprzejme. Niemniej Chris nabrał nagle strasznie nieprzyjemnego uczucia, że wymordowany nie czuje się zbyt dobrze. A to oznaczało problem. Duży problem. Z wielu względów. Chociaż istniała jeszcze szansa, że właściciel burdelu po prostu gorzej się poczuł. Prawda?
Oczywiście, że nie.

| Miałam od razu wysłać umowę, ale skoro nagle pojawił się inny priorytet, to albo wyślę później ją na pw albo dodam w którymś tam poście.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 27/1/2017, 00:45
Przyglądał się jak Skoczek pracuje, uśmiechając się lekko na jego słowa odnośnie DOGS. Rodzina, co? Ale coś w tym było. Cholernie sporo prawdy. Kiedy sam należał do tych cholernych, głośnych dupków, wielokrotnie czuł się, jakby zyskał nową rodzinę. Nawet teraz będąc poza jej kręgami, bez mrugnięcia okiem i zawahania był gotowy nastawić karku za nich. A przecież nawet połowy nie znał. Jednakże DOGS na zawsze pozostanie głęboko w jego sercu, tak samo jak żółta chusta spoczywała głęboko na dnie szuflady. Nigdy się jej nie pozbył. Nie był w stanie. Prawdę powiedziawszy, jakaś jego część nadal należała do gangu.
- Rodzina… – powiedział cicho I parsknął pod nosem. - Lubię cię, Chris. Naprawdę. – rzucił swobodnie. Nie wiedział czemu, ale dzieciak miał w sobie coś, co albo irytowało, albo wywoływało sympatię. W tym przypadku, na całe szczęście, trafiło na drugą opcję.
- Wiesz, tak między nami – zaczął obracając w palcach szklankę, obserwując jak złotawy napój obija się o przezroczyste ścianki. - Rozważam powrót. – powiedział cicho, wciąż pamiętając o słowach Growa odnośnie otwartego miejsca dla niego. Co prawda wtedy się nie zgadzali, w przeszłości, ale w której rodzinie wszyscy żyli zgodnie?
- Co do Shiro. Na razie zacznij delikatnie. Tak jak mówiłem, szczeniak pochodzi z M3 I został wrzucony na głęboką wodę Desperacji. Najpierw wprowadź go delikatnie w to wszystko. Wydaje mi się, że umie czytać, jak każdy w mieście. Ale jest jedno, co musisz wiedzi— – gwałtownie zamilkł, kiedy poczuł nieprzyjemny impuls przeszywający jego głowę. Zawiesił ją na moment, wsuwając palce na skronie i zacisnął je. Słyszał własne bicie serca. Głośne, wyraźne, pulsujące.Żądne krwi i mięsa.
Charakterystyczny, metaliczny zapach połechtał jego zmysły, które zaczęły wypełniać każdą jego komórkę. Usłyszał trzask puszczanych łańcuchów, kiedy zaryczała jego wewnętrzna bestia, budząca się ze snu. Szklanka wyślizgnęła się z bezwiednych palców i upadła na drewnianą posadzkę pękając na kilka drobniejszych kawałków.
- Spierdalaj… – charknął zachrypniętym głosem, i choć zdawało się, że rzucił to w eter, Skoczek mógł być pewien, że słowa były skierowane właśnie do niego. Usta wykrzywiły się w szerokim uśmiechu, prezentując szereg ostrych zębisk, a po chwili ramiona zaczęły drżeć, kiedy wymordowany zaczął radośnie chichotać pod nosem. Jakby coś go opętało. To były sekundy, kiedy chichot zamienił się w warczenie, a potem ciało ciemnowłosego szarpnęło się, odpychając bosą stopą od stołu i zwalił się na Chrisa, przygniatając go do kanapy, zaciskając długie palce na jego szyi, powoli wbijając pazury w miękką skórę. Nachylił się nad jego twarzą, warcząc coraz głośniej a parę kropel skapnęło na policzki jasnowłosego członka DOGS Skoczek może potem mówić, że Sheba ślinił się na jego widok. Był głuchy. Nic z zewnątrz nie dochodziło do niego. A w oczach tańczyła pustka z obłędem. Kierował się czystymi instynktami. A te krzyczały jedno: Rozszarp



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Skoczek on 29/1/2017, 19:22
......Hmh. Rodzina. Bardzo patetyczne słowo, jeśli chodzi o tę bandę szaleńców i szubrawców, ale mimo wszystko coś w tym było. Jak w każdej olbrzymiej rodzinie, wszystko dzieliło się na grupki, ale w gruncie rzeczy naprawdę można było trafić gorzej.
"Lubię cię, Chris. Naprawdę."
Pudel posłał mężczyźnie zaskoczone spojrzenie. Dopiero teraz poczuł się wybitnie skonfundowany postawą Jinxa, a coś czuł, że to dopiero początek.
Mam się zacząć bać teraz, czy może dopiero za chwilę?
Kusiło go, by powiedzieć te słowa, ale po dłuższym zastanowieniu zrezygnował z tego, woląc z powrotem zająć się umową. Niemniej jego wcześniejszy wzrok na pewno powiedział wymordowanemu dostatecznie dużo odnośnie entuzjazmu Chrisa na jakże niespodziewaną rewelację - jakby nie było, wciąż pozostawał otwartą księgą. A w towarzystwie właściciela burdelu w dalszym ciągu czuł się co najmniej niekomfortowo, ale przynajmniej uczucie bezpodstawnej niechęci trochę zmalało. Minimalnie, bo Pudel dalej nie miał w planach podpunktu w stylu - "zostać przyjacielem Jinxa".
"Rozważam powrót."
Mało co nie postawił kleksa w umowie.
- Cóż. DOGS zawsze poszukuje kandydatów na członków gangu. A ty już się kiedyś sprawdziłeś. Co wtedy z tym przybytkiem? - zostawi sobie, znajdzie się pod pieczą organizacji... no, ale to już mocne wybieganie w przyszłość.
W sumie Skoczek był zaskoczony tym, jak sprawnie przebiega ich rozmowa. A także dość bezkonfliktowo. Z drugiej strony - sprawy biznesowe zawsze zmieniały trochę nastawienia rozmówców wobec siebie.
Właśnie w tym momencie, kiedy Pudel naprawdę zaczął optymistycznie patrzeć w przyszłość - rozpoczął się pewien problem. Cóż,  Christopher zdawał sobie sprawę z tego, że wymordowany ma zmienne nastroje, ale nie przyszło mu do głowy, że jest to cholerny poziom E. Tak naprawdę najgorsze, co może zdarzyć się na Desperacji. Zdziczały, Oswojony, Opętany - mieli pewne schematy zachowań, podczas gdy osoby zakwalifikowane do tej samej grupy co Jinx zawsze były nieprzewidywalne. Coś potrafiło w nich przeskoczyć w każdej chwili. Z powodem, czy też bez powodu. W skrócie, Pudel miał teraz przerąbane.
"Spierdalaj".
Bardzo chętnie. Tyle że refleks Skoczka nie zadziałał tutaj w odpowiednim stopniu i ledwie zdążył unieść się lekko na nogach do góry, gdy Jinx rzucił się na niego. Był teraz w bardzo, ale to bardzo niewygodniej sytuacji. Miał zablokowane biodra, wykrzywione w dodatku pod dość niewygodnym kątem, lekko skręcony tułów (jednak w większości i tak leżał na plecach), a nogi opadały mu na ziemię. Z tej racji wykluczone było ich użycie, za to zostały mu wolne ręce. W porządku. Walka na krótki dystans była jego domeną. O ile nie spanikuje, a było tego bardzo blisko.
Słysząc warkot mimowolnie wstrzymał oddech, wpatrując się teraz nerwowo w twarz wymordowanego. Czuł, jak jego serce nerwowo kołacze się w klatce piersiowej niczym nagle uwięziony ptak, a źrenice rozszerzają się pod wpływem zwiększonego wydzielania adrenaliny przez rdzeń nadnerczy. Teoretycznie główną zasadą podczas spotkania z drapieżnikiem było nieokazywanie strachu, ale Pudel zawsze uznawał to za niewykonalne. Jak ma nie panikować, skoro rząd ostrych kłów właśnie pochyla się nad jego twarzą.
Czując wilgotną ciecz na policzkach Skoczek przełknął ślinę, nerwowo zaciskając zęby. Dopiero po chwili poczuł w powietrzu doskonale znany, metaliczny zapach krwi. W dodatku swojej własnej. Pazury Jinxa przebiły miękką skórę szyi, niespiesznie zagłębiając się w nią. Dopiero to ocuciło Christophera, który zdał sobie sprawę z tego, że w najbliższym ułamku sekundy zostanie rozszarpany przez byłego członka DOGS.
Ciało zareagowało automatycznie, jak zawsze w chwilach zagrożenia. Ilekroć pojawiał się ten jeden szczególny moment, chwila dzieląca go od pożegnania się z życiem - wracała samokontrola i pamięć mięśniowa. Leżący na plecach Chris miał zablokowane biodra, ale jego ręce nie zostały unieruchomione - Jinx zwyczajnie nie miał jak tego zrobić. Dodatkowo podczas duszenia z przodu pomiędzy dłońmi przeciwnika zawsze znajdowała się szpara, niezależnie od odległości, czy sposobu uchwytu. Nachylona twarz mężczyzny znajdowała się blisko, ale to nie ona była celem nieszczęsnego Pudla. Prawa dłoń sekretarza wysunęła się w błyskawicznym ruchu do przodu, prześlizgując się między powstałym otworem, by kciukiem uderzyć prosto w jabłko Adama wymordowanego. U każdego ten typ uderzenia wywoływał odruch odchylenia się do tyłu, co powodowało z reguły odciągnięcie rąk, a dodatkowo krztuszenie się z powodu braku powietrza. Pudel nie pożałował tutaj siły (jednak wybrał kciuk zamiast całej dłoni), chociaż nie wykorzysta jednocześnie całych zasobów, jakie dał mu wirus. Nie miał zamiaru przypadkiem całkowicie uniemożliwić Jinxowi oddychania i doprowadzić do zgonu, a jednocześnie wymordowany miał znacznie większą wytrzymałość od przeciętnego człowieka. Lewą dłonią Chris odepchnął się mocno od kanapy, chcąc częściowo wyprostować tułów i zyskać jakąkolwiek ruchomość w biodrach. Sekundy później, wykorzystując oszołomienie wymordowanego (zakładając, że wszystko poszło zgodnie z planem, jak nie - to się pomyśli) uderzył ostro zewnętrzną częścią prawego przedramienia w nos (a także jego okolice) mężczyzny. Objawów tego typu uderzenia raczej nie trzeba tłumaczyć. Zaraz później prawa dłoń złapała w mocnym uchwycie w połowie jego długości mięsień mostkowo-obojczykowo-sutkowy (żeby zobrazować, to ten punkt trzeci - klik). Nawet lekkie uderzenie w ten punkt powodowało ostry ból głowy, w wypadku mocniejszego - utratę przytomności, oddechu, a możliwy był nawet zgon. Jednak, jak już było wspomniane, Chris nie zamierzał posunąć się aż tak daleko - poza tym wątpił, by wymordowany pozostawał bierny. Sam uchwyt w tym miejscu był po prostu nadzwyczaj bolesny i Pudel miał nadzieję, że uda mu się w końcu całkowicie odblokować biodra i ześlizgnąć z kanapy. A potem odczołgać. Jak najdalej. I obserwować. Byleby zdezorientowany poziom E dał się zepchnąć na ziemie.

| Przyjmuję, że to jest czas niedokonany, ale nigdy nie umiem w ten sposób pisać :/


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 6/2/2017, 20:07
Umysł kompletnie się wyłączył, zamykając na jakiekolwiek racjonalne bodźce płynące z zewnątrz. Jedynie ciało samo poruszało się kierowane naturalnym instynktem, jakby był jego marionetką. Dzikie zwierzę kierujące się naturą jest niebezpieczne, nieprzewidywalne, bez jakiegokolwiek zahamowania jest w stanie rozerwać cudzą gardziel, ale…. To tylko zwierzę. A zwierzę, zwłaszcza w amoku, nie myśli. To z pewnością dawało sporą przewagę członkowi DOGS.
Zapewne gdyby wirus X w tym momencie nie omamił jego umysłu, rozegrałby to zupełnie inaczej. I przede wszystkim nie dał się podejść jak dziecko, które już po paru chwilach od rzucenia się na swoją ofiarę siedziało odsunięte kaszląc i dusząc się, nie zwracając jednak uwagi na obficie krwawiący nos. W tej jednej chwili został spacyfikowany i oszołomiony, wręcz otumaniony pulsującym bólem głowy, nieświadomie odsuwając się od ofiary, która miała czas ześlizgnięcia się na ziemię i podjęcie próby ucieczki. Wymordowany pochylił nieco głowę i zaczął nią kręcić na boku, rozchlapując czerwoną barwą na boki, powarkując gardłowo. Wskazówki zegara tykały, sekundy wydłużały się, aż wreszcie czas całkowicie się zatarł. Wtedy też Jinx uniósł głowę i spojrzał na swoją niedoszłą zdobycz, która to najwidoczniej próbowała ucieczki. Doskoczył w jego stronę błyskawicznie i zamachnąwszy się, wbił pazury prawej dłoni w nogę Skoczka, tuż nad kolanem. Nie dając mu potrzebnego czasu, szarpnął mocniej w swoją stronę, by wsunąć go pod siebie, zupełnie nie zastanawiając się czy i jak głęboko zaorał pazurami skórę mężczyzny.
Wysunąwszy koniuszek języka, przesunął nim po dolnej wardze zlizując krople zgubionej krwi, a następnie gwałtownie nachylił się, wbijają się zębami w ramię Skoczka z jego lewej strony. Zęby zacisnęły się w żelaznym uścisku, wywołując w Jinxie przyjemne uczucie spełnienia. Nie zamierzał puścić, a wgryzać się coraz głębiej i głębiej, w jednym celu. Zjedzenia Skoczka.

// Gome za tak krótki i słaby post v.v



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Skoczek on 11/2/2017, 00:57
......Chris nie zwlekał zbyt długo z taktycznym odwrotem, o ile tak to można nazwać. Jego ześlizgnięcie się z pewnością było zaprzeczeniem jakiejkolwiek gracji, w gruncie rzeczy spadł po prostu na tyłek, ale w aktualnej chwili miał znacznie większe zmartwienia niż boląca kość ogonowa. Prawą dłonią na oślep zaczął jeździć po pobliskim stole, zaciskając w końcu dłoń na piórze; cóż, doprawdy śmiercionośna broń, ale osobiście nie miał zamiaru wybrzydzać. Wykorzystując w dalszym ciągu oszołomienie Jinxa, sekretarz rozpoczął mozolny proces wycofywania się na czworakach (czy też raczej w pozycji "na raka"). Obawiał się, że jego zbyt gwałtowne podniesienie się spowoduje szybsze oprzytomnienie poziomu E, ale w gruncie rzeczy jego "przezorność" na niewiele mu się zdała.
Ostatecznie Pudel jedynie kątem oka zdążył dostrzec ruch ze strony rozwścieczonego właściciela burdelu, a potem poczuł jak pazury mężczyzny wbijają mu się w okolice kolana. Syknął wściekle, odruchowo sprzedając mu kopa drugą, nieuwięzioną nogą, ale chybił, przez co otarł jedynie lekko skórę na obojczyku mężczyzny. Serce ponownie przyspieszyło swój bieg, ponieważ Jinx znajdował się zdecydowanie zbyt blisko. A jego zęby już w szczególności. Kolejne szarpnięcie wywołało u Chrisa gwałtowny skręt żołądka z powodu nerwów, ponieważ sytuacja w gruncie rzeczy wyglądała coraz gorzej.
Wydał z siebie zduszony krzyk, gdyż mimo wszystko ugryzienie go w pewien sposób zaskoczyło. Zupełnie jakby dopiero teraz w pełni zdał sobie sprawę z tego, że szanse na nagły powrót samokontroli Jinxa są marne i, jeśli niczego nie wymyśli, najpewniej skończy jako główne danie oszalałego wymordowanego. Wątpił, by mężczyznę dręczyły z tego powodu nadzwyczajne wyrzuty sumienia, co najwyżej zrobiłoby mu się trochę szkoda Pudla (pojawiłaby się również analiza ewentualnych komplikacji wynikających z jego śmierci), ale w gruncie rzeczy Chrisowi byłoby to już obojętne. A do tego nie miał zamiaru dopuścić. Był, czasem wbrew pozorom, nadzwyczajnie przywiązany do swojego życia, ramienia zresztą również.
- Cholera! Co za włochate bydlę - warknął, chcąc w jakikolwiek sposób oswobodzić swoje lewę ramię z twardego uścisku zębów wymordowanego.
Przez ułamek sekundy rozważał wbicie pióra w policzek poziomu E, ale równie dobrze mógł przypadkiem zahaczyć o własne mięśnie, więc dość szybko zrezygnował z tego pomysłu. Zamiast tego wycelował w okolice obojczyka, trzymając się jednak z daleka od miejsc witalnych. W dalszym ciągu miał nadzieję, że uda mu się jakoś spacyfikować mężczyznę, bo w innym wypadku tak czy owak nie opuści tego burdelu w jednym kawałku. Po wbiciu pióra rąbnął po prostu zamkniętą, prawą pięścią w skroń Jinxa. Ze względu na położenie i niemożność wykorzystania w pełnej swobodzie łopatki siła ciosu niewątpliwie była mniejsza, ale przy odrobinie szczęścia powtarzalność tego ruchu wymusi na wymordowanym reakcję.

| Wybacz za słabą jakość.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 11/2/2017, 02:10
Szumiało w głowie, ból dopiero potem przyjdzie, uderzając ze zdwojoną siłą jakby jego ciało ktoś wrzucił pod ciężarówkę. Zęby zaciskały się coraz mocniej, jeszcze trochę, a usłyszy zbawienny dźwięk pękającej kości, jeszcze trochę i--
Złapał nagle Skoczka za nadgarstek ręki, którą walił go w głowę. Palce wymordowanego zacisnęły się mocno na tyle, by powstrzymać go przed dalszym działaniem, ale nie na tyle, by go skrzywdzić. Zęby powoli, acz z wyczuwalnym ociąganiem, rozluźniły uchwyt, aż wreszcie całkowicie wypuściły ze swojego żelaznego uścisku ramię niedoszłej ofiary.
- Spokój. – zachrypnięty, wręcz zdarty rozkaz, który wyraźnie nie znosił jakichkolwiek sprzeciwów wyrwał się z krtani wymordowanego. Mozolnie podniósł się do siadu, póki co nie zamierzając zejść z bioder drugiego wymordowanego. Spojrzał na niego z góry unosząc wierzch dłoni do ust, po czym starł nieco krwi z twarzy, wpatrując się uważnie w Chrisa. Jego spojrzenie było spokojne, może nieco otępiałe, zmęczone, jakby nie spał z dobrych parę nocy. Ale to, co było najważniejsze to fakt, że był trzeźwy. Umysł powoli wracał do siebie, serce uspokajało się, żądze znikały. Odwrócił głowę w bok i splunął na podłogę krwią Skoczka, a następnie złapał za pióro, które wesoło wystawało z jego ciała i bez zająknięcia wyszarpał je odrzucając gdzieś w dal.
Nachylił się nieco i sięgnął do rany na ramieniu, przesuwając po niej opuszkami.
- Zaraz poślę po naszego medyka, by cię opatrzył. Nie jest tak źle, bo widzę, że kość nie została naruszona, choć pewnie przez najbliższe dni będziesz nieco ograniczony w ruchach. – mruknął zsuwając się z niego i siadł obok, opierając się o kanapę. Opuścił głowę lekko w dół, tylko po to, by podrapać się z tyłu głowy, dopiero teraz zauważając i przede wszystkim zdając sobie sprawę, że on sam również krwawi.
Uniósł głowę, tak samo jak i dłoń, którą przycisnął do nasady nosa, krzywiąc się przy tym nieznacznie i skierował wzrok, o dziwo nieco rozbawiony, na Skoczka.
- Rozwaliłeś mi nos? No wiesz co. – parsknął sięgając do kieszeni spodni, skąd wyciągnął paczkę papierosów.
Musiał zapalić. Teraz, już.
Dawno tego nie odczuwał. Zapomniał, jaki miał zjazd, kiedy adrenalina powoli uspokajała się. Ale skoro Chris żył i był jedynie „lekko zadrapany”, najwidoczniej utracona kontrola trwała krótko, jedynie liźnięcie w czasie.
Lepiej dla niego, przemknęło mu przez umysł, kiedy wydmuchał dym papierosów.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Skoczek on 15/2/2017, 12:49
......Jeszcze trochę i pal licho wszystkie konsekwencje związane ze zbyt mocnym przykładaniem się do spacyfikowania Jinxa. Oczywistym było, że w normalnych okolicznościach Chris miał znacznie mniejsze szanse na wygranie z ciemnowłosym, co wynikało z wielu czynników, których nie warto teraz wypisywać. Jednak w tym momencie, gdy wymordowany stracił kontrolę, szanse te wyrównywały się w pewien sposób, działając tym samym na korzyść Pudla. Jasne, że w dalszym ciągu nie było to łatwe zadanie, ale skupiony wyłącznie na atakowaniu i próbie pożarcia poziom E w ogóle nie skupiał się na obronie. Wystarczyłoby wbić pióro w skroń, w gardło, oko, raz, czy też kilka razy. Wymordowanych ciężko zabić, ale na pewno wywołałoby to większe szkody niż dotychczas. Właściwie, im mocniejszy ból promieniował z ramienia, tym bardziej topniało postanowienie Skoczka odnośnie hamowania pewnych własnych odruchów, które zapewne bardziej przemówiłyby do pozbawionego samokontroli mężczyzny.
Puszczajpuszczajpuszczajpuszczaj!
Chris zmrużył oczy, oddychając coraz ciężej i z coraz większym zacięciem uderzał w twarz Jinxa. Jeszcze chwila i kość w jego ramieniu pęknie. Jeszcze chwila i wyrwie te pióro, by wbić go w oko właściciela burdelu. Jeszcze chwila i zacznie nim rządzić panika. Jeszcze chwila i...
Wolna ręka Pudla zawisła w powietrzu, schwytana przez ciemnowłosego. Na moment serce Pudla zgubiło rytm, na ułamek sekundy zamarło, by po chwili wznowić swoje bicie. Moment, w którym uścisk zębów na jego ramieniu rozluźniał się, był chyba najbardziej bolesny, ale jedyną reakcją Chrisa była zaciśnięcie zębów. Oczywiście, że był teraz obolały jako cholera, w dodatku głowa pulsowała mu tępym bólem z nadmiaru wrażeń ostatnich dni oraz aktualnej sytuacji. Jednak nauczył się milczeć w takich sytuacjach, trzymać język na wodzy, byleby nie wydać jakiegoś dźwięku. Tak było bezpieczniej.
"Spokój."
- Do mnie to mówisz? - wychrypiał, gdyż zaciśnięte gardło zdecydowanie odmawiało współpracy.
Posłał mu poirytowane spojrzenie, czując, jak kąciki warg drgają mu delikatnie, zupełnie jakby zaraz miał odsłonić zęby w ostrzeżeniu. Był świadomy również tego, jak pojedyncze dreszcze przechodzą mu przez ciało, jednak przynajmniej nie zaczął dygotać jak osika. Co zapewne nastąpi, gdy wróci już do siedziby i zamknie się w swoim pokoju. Będzie musiał odreagować stres, inaczej w życiu nie zaśnie. Co prawda, częściowo przypominało to połączenie ataku padaczki z chorobą sierocą, ale niewiele mógł na to poradzić. Na dłuższy termin słabo znosił mocno stresujące sytuacja, a dzisiejsza, w połączeniu z ostatnimi tygodniami, a nawet miesiącami, nieźle mu dokopała.
Tchórz.
Możliwe. Ważne, że teraz zachowywał się w miarę cywilizowanie. Owszem, oddech miał płytszy niż z reguły, a także szybszy, źrenice pozostawały rozszerzone, ale mimo tego wyglądał względnie spokojnie. Co z tego, że był otwartą książką. Żyje, prawda? Nie dał się udusić, chociaż pozostało mu drobne zaczerwienienie wokół drobnych ranek pozostawionych na szyi. Niebieskie oczy dalej lśniły charakterystycznym blaskiem żywych, czujnie obserwując teraz mężczyznę, zupełnie jakby Chris spodziewał się kolejnego ataku.
Gdy Jinx nachylił się bliżej, można było dostrzec, jak Pudel odruchowo spina ponownie mięśnie, szykując się do obrony. Chociaż teraz jego szanse ponownie zmalały... lecz przynajmniej nie były zerowe. Nie miał zamiaru tanio sprzedawać swojej krwi, ale najwyraźniej teraz po prostu paranoja zaczęła mu uderzać do głowy. W reakcji na kolejne słowa właściciela burdelu mimowolnie zaśmiał się. To był krótki dźwięk, histeryczny, jednak za to urwany w połowie.
- Nie jest źle - powtórzył, mimowolnie krzywiąc się w nieprzyjemnym uśmiechu. - No i po co wyrzucałeś pióro? Masz umowę do przejrzenia i podpisania, o ile nie zapaćkała się krwią. Trudno, najwyżej ją przepiszę. Wisisz mi za ubranie... chociaż w sumie powinienem coś z ciebie zedrzeć za straty moralne, ale to raczej doprowadzi jedynie do nieprzyjemnej wymiany zdań.
Odetchnął nieco głębiej, jednak te niekomfortowe uczucie wynikające z przebywania w pobliżu Jinxa powróciło. Chris ostrożnie usiadł, zerkając na ranne lewę ramię, chcąc oszacować straty. Ailen będzie miał polewkę. Najwyraźniej obydwoje mieli skłonność do obrywania, co innego, że Wilczur nie będzie z tego zadowolony, a Skoczek ewidentnie wisiał mu teraz parę raportów. Trudno. Jakoś się przeżyje, prawda?
- Nos - powtórzył niczym echo, zerkając niepewnie na ciemnowłosego. - Przede wszystkim powinna cię boleć głowa. Zawsze mogłem też celować tym piórem w oko. Chociaż nie wiem, czy wywołałoby to pożądaną reakcję.
To nawet nie było stwierdzenie faktu, a swoistego rodzaju przemyślenia. Punkt, który wcześniej ścisnął u Jinxa niebieskooki, naprawdę nie był byle jakim miejscem. Bóle głowy, utrata przytomności, zwiotczenie mięśni... gdyby wiedział, jak słabo zadziała na mężczyznę zwykłe ucisk, to rąbnąłby z większą siłą. Chciał być miły i ma za swoje. No nic, przynajmniej istniała szansa, że doprowadzi tą umowę do końca. Takie było główne założenie tego spotkania.
Dlatego też niechętnie Pudel wstał, odpychając się dodatkowo zdrową dłonią od podłoża. Na szczęście świstek papieru wciąż leżał na stole, przekrzywiony, może trochę ubrudzony pojedynczą kroplą krwi, ale generalnie był cały. Chris przejrzał ją szybko, po czym podał mężczyźnie.
- Wszystko w tym zapisie pasuje? - spytał się, ignorując krew cieknącą niespiesznie przez resztę górnej kończyny i spadającą od czasu do czasu na ziemię.
Do wykrwawienia się było jeszcze daleko, choć Chris miał nadzieję, że Jinx zawoła w końcu medyka. Wolał uniknąć zabrudzenia chusty DOGS, a to ona na razie najlepiej nadawała się do opatrzenia ramienia. A chciał jeszcze dojść z powrotem do siedziby.

| Ja ci ten sugerowany zapis dzisiaj na pw wyślę.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 26/2/2017, 22:04
Spojrzał powątpiewająco na drugiego wymordowanego, I podniósł się ciężko z ziemi. Wsunął palce w nieco pozlepiane końcówki smolistych włosów i je przeczesał, kiedy skierował swoje kroi do drzwi. Naparł na nie barkiem i zniknął za nimi na zaledwie parę chwil, pozostawiając swojego gościa samemu sobie.
Kiedy wrócił, siadł ciężko na kanapie i zgarnął do jednej ręki butelkę z alkoholem, gdzie pociągnął porządny łyk, jednocześnie sięgając po spisaną wcześniej umowę, przelatując pokrótce wzrokiem po treści.
- Dobra. Jest okej. – mruknął nieco zmęczonym głosem, i oddał papier Skoczkowie, jednocześnie podając mu butelkę, wpatrując się w niego intensywnym spojrzeniem z dzikim błyskiem w oku. - Musisz się ze mną napić z tej okazji. Nie przyjmuję odmowy. Powiedzmy, że… nie wypuszczę cię, jeśli się nie napijesz. No, już. Bierz butelkę w łapę i jazda. – jego kąciki ust uniosły się ledwo zauważalnie do góry, a w tym samym momencie do pomieszczenia wszedł starszy mężczyzna, który niósł w dłoniach miskę z wodą. Zamknął cicho drzwi i spojrzał na Skoczka.
- Widzę, widzę. – powiedział bardziej do siebie niż do nich i wszedł głębiej do pokoju. Postawił miskę na stole i ściągnął z ramienia jedną ze szmat, którą zamoczył w lodowatej wodzie, wykręcił ją i podał Jinxowi.
- Rozbierz się. – polecił krótko Skoczkowi, kiedy zaczął wyciągać ze swojej starej torby po kolei przeróżne narządy medyczne. Większość z nich była w opłakanym stanie, nadszarpnięte prze zęby czasu, ale jakby na to nie patrzeć, wciąż użyteczne. Kiedy Skoczek wreszcie ścignął górną partię ubrań, przycisnął mokrą szmatę do rany i zaczął go obmywać.
- Rana szarpana. Nie zszyję jej. Ale nie jest aż tak głęboka. Założę ci opatrunek. Zostanie pewnie blizna, ale będziesz żył. – poinformował krótko i zwięźle mężczyzna, posyłając krótkie i znaczące spojrzenie w stronę Jinxa, który na wpół siedział i na współ leżał na kanapie, przyciskając do nosa wcześniej podany materiał.
- No co. Uznajmy… uznajmy to za wypadek przy pracy. – wzruszy ramionami i przechylił głowę, by móc lepiej spojrzeć na Chrisa.
- Co do twojego wcześniejszego pytania, Chris. Nie odczuwam bólu w takim stopniu jak innym. Powiedzmy, że jestem o wiele bardziej odporny na niego. – nie chciał wdawać się w szczegóły, które uznał w tym momencie nie tylko niepotrzebne, ale poniekąd zdradzające jego mocne strony. Dlatego też już po chwili uciął temat, kiedy leniwie podniósł się z kanapy. Odrzucił zakrwawioną szmatę na kanapę i skierował się do drzwi, za którymi zniknął, pozostawiając go samego ze znachorem.
-Teraz zapiecze. – poinstruował go, kiedy z plastikowej buteleczki wylał nieco płynu na drugą, suchą szmatkę i przycisnął ją do rany, momentalnie wywołując uczucie pieczenia. No proszę, Chris mógł na własnej skórze przetestować magiczne zdolności domowej roboty wody utlenionej.
- Zaraz będzie koniec. – powiedział, kiedy przystąpił do bandażowania po uprzednim przyciśnięciu do rany czystego gaziku. - Chcesz coś na uśmierzenie bólu?
- Nie ma takiej potrzeby. Ja go znieczulę. – dobiegł ich głos Jinxa, który właśnie wrócił do pokoju niosąc butelkę w dłoni oraz podkoszulek. - Mówiłem, że nie popuszczę i musisz się ze mną napić. Łap. – podał mu ubranie i usiadł obok niego, przyglądając się przez moment w ciszy robocie, jaką wykonywał jego pracownik.
- Gotowe. Staraj się na nią uważać przez parę dni. – powiedział mężczyzna i uśmiechnął się krzepiąco do Chrisa, po czym zabrał wszystkie rzeczy i wyszedł.
- No? – uniósł brew i przycisnął do jego klatki piersiowej butelkę z alkoholem.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Skoczek on 27/2/2017, 23:53
......Pudel przymknął niebieskie ślepia i wypuścił z sykiem powietrze z płuc, jak tylko Jinx opuścił pokój. Miał dziwne wrażenie, że jego wizyta wcale się jeszcze nie skończyła, choć tak naprawdę marzył już tylko o tym. Wbił spojrzenie w sufit, biorąc parę głębokich wdechów, by w miarę ogarnąć swoje rozbiegane, podążające teraz wieloma torami myśli. Z tej próby doprowadzenia się do mentalnego porządku wyrwał go dźwięk kroków na korytarzu. Skoczek skrzywił się odruchowo, wracając wzrokiem do postaci Jinxa, czekając spokojnie na jego dalsze decyzje.
Widząc, że ten zaakceptował umowę, uniósł lekko lewą brew i chwycił papier z powrotem. Teraz wystarczało ją skopiować (przepisać), wystawić do podpisów i wyznaczyć Psy, które będą odpowiedzialne za transport towarów. Tak więc jeden z istotniejszych problemów Black miał już za sobą. Teraz zostało już tylko parę innych skomplikowanych sytuacji, ale przynajmniej coś zaczęło się w końcu prostować.
"Musisz się ze mną napić z tej okazji. Nie przyjmuję odmowy..."
A może jednak nie zaczęło.
Zaskoczony Chris zamrugał gwałtownie, z niedowierzaniem zerkając na właściciela burdelu. To żart, prawda? Z dopiero co opanowanej sytuacji ponownie zrobiło się nieprzyjemnie. Pudel nie znosił pić w towarzystwie osób, za którymi nie przepadał. Generalnie nie lubił pić. Szybko się upijał, a będąc wstawionym potrafił... nieważne. Ledwo dawał się namówić na wspólne wypicie drinka, czy dwóch z bliskimi przyjaciółmi, a jeszcze rzadziej sam to proponował. Fakt, spojrzenie Jinxa niespecjalnie zachęcało go do odmowy, ale pojawił się ten błysk zaciętości w oczach. Chłopak już otworzył usta, ale...
- Dzień Dobry - rzucił jedynie, kierując te słowa w stronę medyka, a "burdelmamie" posłał spojrzenie spode łba.
Pomimo faktu, że rzadko kiedy spotykał się z pełni cywilizowanymi osobami, tak jednak zachował swojego rodzaju kulturę osobistą. Być może była to kwestia aktualnego, ale stosunkowo oficjalny ton wypowiedzi często ratował go z pewnych opresji. Miał nadzieję, że jeśli dostatecznie mocno zdystansuje się od wymordowanego, to może uda mu się w miarę szybko opuścić ten nieszczęsny budynek.
Chwilowo jednak skoncentrował się na niedawno przybyłym mężczyźnie, skrupulatnie wykonując jego polecenia. Nie miał zamiaru wtrącać się w czyjąś robotę, tym bardziej, że zajmowanie się obrażeniami nie było wpisane w listę jego obowiązków jako sekretarza gangu, choć niektórzy próbowali go w ten sposób wykorzystać. Za wszelkie późniejsze uszczerbki nie odpowiadał. Niektórzy sami prosili się o te nieszczęsne ryzyko. Wracając jednak do meritum, Pudel bez większego ociągania się, choć ostrożnie, zdjął górną część odzieży. Był szczupły, ale w stosunkowo dobrej formie, w końcu rzadko kiedy siedział spokojnie w jednym miejscu, a dodatkowo na Desperacji nie było okazji do tycia. Prędzej pojawiały się przymusowe głodówki, chociaż DOGS pod względem ilości jedzenia wcale nie miało najgorzej. Głód zaostrza konflikty, a w siedzibie łączącej naprawdę dużą ilość członków, często agresywnych, było to naprawdę niewskazane. Poza tym zdecydowana większość wykazywała spore umiejętności łowieckie.
Nawet Pudel potrafił polować, ale fakt faktem zdecydowanie lepiej wychodziło mu to w formie harpii, niźli ludzkiej. No cóż, takie życie. Zresztą Chris wolał uniknąć myśli o jedzeniu. Po pierwsze, czuł się teraz naprawdę paskudnie, po drugie, prędzej czy później i tak zgłodnieje, a wolałby najpierw dojść do siedziby. Dlatego czekał teraz grzecznie na zakończenie całego tego precedensu związanego z jego ramieniem, nie kręcąc się nadmiernie i zaciskając zęby, by przypadkiem nie syknąć podczas przemywania rany.
Spiął odruchowo mięśnie i chociaż niewątpliwie zaliczał się do osób "ładnych", czy też raczej "urodziwych" (jednak wszystko zależy od gustu), to jak każdy mieszkaniec Desperacji miał swoje blizny, które uwydatniały się w takich momentach. Ostatnio zawdzięczał parę okrągłych dziur anielskim soplom, ale niewątpliwie najgorzej przedstawiały się jego plecy wraz ze śladami po chłoście. Dalej nie zamierzał polubić Wilczura. Był pamiętliwym osobnikiem, temu z pewnością nie można było zaprzeczyć.
- To najważniejsze. Ujmę na cielesnym uroku jakoś zniosę, byleby ramię pozostało w pełni sprawne - rzucił jedynie, po czym ponownie zerknął na Jinxa. - Tak. Standardowe ryzyko podczas negocjacji. Nastaw sobie ten nos.
Skoczek przymknął oczy, próbując zmusić spięte mięśnie do rozluźnienia się. To już nie sam ból, a również stres wymuszał na nim usztywnianie się, a na dłuższą metę było to cholernie niewygodne. Jednak następne słowa wymordowanego ocuciły go i sprawiły, że jego wzrok nagle zbystrzał. Niewątpliwie informacja ta była dość istotna i została przez Chrisa od razu zakodowana w umyśle. Nie skomentował tego, jednak widać było po nim, że dokładnie zapamięta wypowiedź ciemnowłosego. Odprowadził go wzrokiem do drzwi, mając wrażenie, że dzień nagle strasznie się wydłużył.
"Teraz zapiecze".
Skoczek zacisnął zęby, ponownie powstrzymując się od wydania jakiegokolwiek odgłosu. Uniósł wyżej podbródek, uparcie skupiając się na jakimś punkcie przed sobą. Trzeba przyznać, że niejednokrotnie zdarzało mu się odnosić gorsze obrażenia, ale nie zmieniało to faktu, iż daleko było mu do masochisty. Nie uznawał bólu za coś odświeżającego. Tak czy owak dostatecznie mocno czuł, że żyje. Nie potrzebował dodatkowych dowodów w tej kwestii.
"Chcesz coś na uśmierzenie bólu?"
Nawet jego mózg nie zdążył przetrawić tych słów, bo akurat musiał wrócić Jinx. Wyraz twarzy Pudla był dostatecznie czytelny, by nawet analfabeta stwierdził, że jest niezadowolony.
- Dziękuję za pomoc - rzucił do medyka, zdrową dłonią przeczesując nerwowym ruchem nową odzież i odprowadzając go wzrokiem. - Daj mi się ubrać, Jinx.
Gdy tylko znachor wyszedł, Skoczek zwrócił twarz w stronę mężczyzny, krzywiąc się, gdy butelka dotknęła jego klatki piersiowej.
- Nie piję w trakcie pracy - powiedział, najwyraźniej niezbyt chętnie podchodząc do tego całego pomysłu. - Poza tym mam słabą głowę, a muszę jeszcze dzisiaj wrócić do Kryjówki i załatwić parę spraw. Nie mam zamiaru wygłupić się w obcym dla siebie miejscu i uwierz mi, pod wpływem wcale nie jestem pocieszny.
Właśnie, że jesteś.
Milczeć.
Odwrócił głowę, ponownie czując się niekomfortowo w towarzystwie wymordowanego. Domyślał się, że ten tak łatwo nie odpuści, ale w sumie jak bardzo mogło mu zależeć na wspólnym napiciu się z Chrisem? W końcu nie znali się i raczej nie planowali zaprzyjaźniać się w szczególny sposób.
- Przepiszę umowę i dam ci do podpisu. Potem porozmawiam jeszcze o tym z Wilczurem, ale nie powinien mieć większych zastrzeżeń - wracamy do tematu pracy, co?


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry