Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 25.02.18 0:05
„Nie”.
Dobitność tego słowa poruszyła głową Hirokiego — broda opadła, a potem uniosła się z powrotem w lichym, niemal niezarejestrowanym przez samego chłopca przytaknięciu. Nie, nie urosłeś. Nie, nie zmieniłeś się. Nie, nie ma żadnej kurewskiej możliwości ucieczki, rozumiesz? Zostajesz tutaj. Chcesz tego, nie chcesz, kogo to obchodzi? W tej przeklętej, śmiechu wartej bajeczce dla dzieci trafiłeś w uniwersum czarnych charakterów. Nie otaczają cię żadne pieprzone jelonki, żadne kanarki i żadne, do cholery, księżniczki. Rozumiesz?
Miał to tak po prostu zaakceptować? Coś, co wpierw wypierał całym sobą, odtrącał w najdalsze zakamarki umysłu? Jinx wielokrotnie próbował mu przyswoić wiedzę, jednak upór, z jakim Hiroki się przed nią wzbraniał, był niemożliwie imponujący — aż do teraz wciąż tliła się w nim nadzieja, że mężczyzna blefuje.
Życie tutaj nie podawało odpowiedzi. Rosła tylko ilość pytań. Hiroki nie wyglądał zbyt często poza cztery ściany, w jakich pierwszego dnia zamknął go Sheba. Rzadko wychodził z pokoju, odciął się od świata, od ludzi, od życia. Teraz, z perspektywy czasu, sam nie był w stanie stwierdzić, na co przeznaczył ostatnie miesiące. Po prostu... siedział. Słuchał Jinxa. Z bezlitosną obojętnością, bo uważał, że wszystko, co ten próbował mu wpoić, jest zwykłą bujdą. Jednak teraz nie był tego do końca pewien.
Początkowo swoje tezy opierał jedynie na osobach, które go mijały — o ile już takowe się znalazły. Widział Lidkę, a Lidka przecież niczym nie różniła się od kobiet, które spotykał na ulicy M3. Dostrzegał Shebę, który, owszem, wpadał w szał, ale poza tym palił jak smog, przeklinał gdy uderzył się małym palcem o regał i wybuchał śmiechem, gdy przypomniał sobie coś zabawnego (choć Hiroki nigdy nie pojął co śmiesznego jest w opowieści o łamaniu żeber). Teraz jednak sam był „argumentem”. I, jak na złość, argumentem przeczącym tezie.
Słowa Sheby działały jak podmuch, który wślizgiwał się między karty coraz mocniej. Cała konstrukcja ułożona z pików, karo i kierów zaczęła się telepać tym silniej, im bardziej Shirō dostrzegał własną naiwność. Minęło... naprawdę dużo czasu. Być może więcej niż „kilka” miesięcy. Może kilkanaście. Może... ale tylko może... już kilkadziesiąt.
Więc... — z rozsypanych myśli starał się zbudować nowy fundament, dopasować jakoś te karty, ale ich rogi były nagle zbyt zaokrąglone, ich płaszczyzny pozaznaczane liniami zgięć. Hiroki przycisnął dłoń do twarzy, kryjąc za nią wszystko, co tak pragnął pokazać Shebie. A nie mógł. Cały ten czas mówiłeś prawdę? — Absurdalność tego pytania zadrapała go w gardło, choć struny nie poruszyły się przy żadnym z wyrazów. Ty, który wszystkich stale oszukujesz? — dodał po krótkiej chwili, przecierając mocniej palcami zmęczone oczy, a potem opuszczając je i opierając (czarne, one są czarne, są takie od dawna) o blat.
Klatka piersiowa młodszego wymordowanego uniosła się, kiedy zaczerpywał „uspokajającego” wdechu. Żaden mięsień nie drgnął na jego obliczu, nawet jeśli pod warstwą skóry i włókien, gdzieś głęboko w podświadomości, cały drżał od przytłaczających go obrazów.
Nie do końca rozumiał samą ideę, ale z drugiej strony dopiero wracał do zdrowia. Wypocił wiele tygodni, zrywał się w samym środku nocy do siadu i chwytał za gardło, a nieprzespane noce pogarszały tylko jego stan. Obserwowano go — to jedyne, czego był pewien, choć w tamtych chwilach ledwo trzymał się świadomości. Teraz, gdy umysł zaczął się rozświetlać, Shirōyate miał wrażenie, że wrzucono go na scenę bez żadnego przygotowania. Wepchnięto w dłonie miecz i kazano walczyć z potworem. Że oglądała go szeroka, niewyrozumiała publiczność, a on trząsł się od tych spojrzeń, bo nie miał pewności, czy da sobie radę.
Czy wyczuje klimat spektaklu.
Odpowiednio zaimprowizuje.
„Aktualnie” — zaczął zdrowy rozsądek. „Powinieneś zjeść”.
Ponieważ cierpliwość Jinxa miała swoje granice, dziś i tak mocno nadszarpnięte.
Hirokiemu, ku własnemu rozczarowaniu, nie udało się powstrzymać drżenia. Odrywając opuszki od stołu, palce drżały mu jak w delirium. Chwycił jednak za łyżkę i nabrał nią niewielką ilość pokarmu, który niedługo później trafił między nieruchome wargi.
Nudności natychmiast wykręciły jego żołądek. Jedzenie, którego jeszcze dobrze nie przełknął zaczęło wracać. Odchylił trochę głowę do tyłu i zacisnął wargi, starając się na siłę upchnąć zupę głębiej.
Jeżeli nie zrobisz tego sam to ON cię do tego ZMUSI.
Wkładano ci do gardła GORSZE rzeczy.
Nie rób z siebie OFIARY.
Grdyka chłopaka poruszyła się przy bezgłośnym przełknięciu. Broda od razu opadła, a wraz z tym przez nos przecisnął się wydech. Srebrne tęczówki skupiły się na zawartości misy; miał wrażenie, że nic z niej nie ubyło.
Przed następną serią się zawahał.
Opowiesz mi coś?
Kleista kropla oderwała się od spodu łyżki i wpadła z powrotem do wnętrza zupy. Hiroki nie ubolewał. Trochę mniej do wmuszania w siebie.
Wiesz, coś bardziej o sobie.
Bo przez ostatnie miesiące... przez ostatnie lata widziałem tylko ciebie. Sądzisz, że potrafię zainteresować się światem, którego w ogóle nie widuję? Osobami, które są mi w pełni obce? Wcisnął w siebie następną porcję. Kwas ponownie zaczął palić ścianki krtani. To dobrze. Gdyby nie ten impuls, dodałby coś jeszcze...
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 25.02.18 2:07
Uniósł delikatnie brwi, spoglądając na dzieciaka w zaskoczeniu. Naprawdę? Naprawdę doczekał dnia, w którym wreszcie dzieciak zaczął nie tylko przyswajać wiedzę, ale i w nią wierzyć? Niemal wybuchnął śmiechem, i tylko bogowie wiedzieli jaka niewidzialna siła była zdolna zamknąć mu usta w tym momencie.
Ale trzeba przyznać, że to był dobry początek. Start. Przynajmniej był już jakiś punkt zaczepienia, a w przyszłości jasnowłosego zaiskrzyła nuta nadziei. Możliwe, że jeżeli dalej tak pójdzie, to w ciągu paru tygodni będzie mógł mu pokazać świat na zewnątrz z bliska, bez obawy, że go pożre przy pierwszym kontakcie.
- Czemu miałbym cię okłamywać? – zapytał wreszcie, trzymając przez chwilę gryzący dym z papierosa w płucach.
- Co miałbym na tym zyskać, hm? – i chociaż padło kolejne pytanie, nie oczekiwał odpowiedzi. Kłamał. Wielokrotnie. Ale głównie wtedy, kiedy widział w tym korzyści dla samego siebie, ewentualnie dla burdelu i interesów z nim związanych. W tym przypadku zupełnie nic na tym nie zyskał. Wręcz przeciwnie. Mógłby mydlić mu oczy, karmić słodkimi kłamstwami, które chciałby usłyszeć, kupić w ten sposób jego zachowanie. Zacisnąć pazury na niewidzialnych sznurkach nowej marionetki. A mimo to tego nie zrobił. Mówił prawdę.
Nie umknęło jego spojrzeniu drżenie dłoni chłopca. Przypominał teraz małego szczeniaka wystawionego na zewnątrz podczas deszczowego dnia. Drżał z zimna? Z osłabienia? Czy….
Wyciągnął w jego stronę swoją dłoń i zamknął w niej jego, tak bardzo drobniejszą.
- Przeraża cię to? – zapytał cicho, wgryzając się półszeptem w jego umysł. Z jednej strony znał odpowiedź. Nawet nie musiała padać ze strony chłopaka. Z drugiej zaś… chciał ją usłyszeć. Stałaby się wtedy namacalna, żywa.
- Przełam to. – poradził krótko, zabierając wreszcie rękę. Nie zamierzał rozwijać tematu, woląc pozostawić to do jego interpretacji. Chociaż równie dobrze mógł puścić to mimo uszu.
Zgasił papierosa o kant stołu i wrzucił peta do paczki, nie zamierzając syfić we własnym domu. W przeciwieństwie do chłopaka, którym najwidoczniej nowe uzmysłowione informacje targały wywołując chaos i osobistą tragedię, Sheba odczuwał znużenie po męczącym dniu. Ale nawet w takich sytuacjach dzieciak potrafił go nie tyle co rozczulić, a rozweselić.
- O mnie? A czego chcesz się jeszcze dowiedzieć? – zapytał rozbawiony, mając przeświadczenie, że Hiro zdążył poznać o nim już naprawdę wiele. Włącznie z historią jego dzieciństwa. Coś o sobie. Banalne pytanie, na które nie było złotej odpowiedzi. Rozległe i niekomfortowe. Co miałby mu powiedzieć? O swoim hobby? O tym, co lubi robić w wolnym czasie? To wszystko już wiedział. Spędzał z nim na tyle czasu, że jasnowłosy wręcz musiał być świadomy wszelakich nawyków wymordowanego.
- Opowiem, pod warunkiem, że będziesz jadł. Kiedy przestaniesz, zamilknę. – uznał, że to mogłoby posłużyć jako mała zachęta do konsumowania posiłku. Niestety aktualnie nie był posiadaczem niczego, czym mógłby go zaszantażować, co mogłoby posłużyć za ewentualną nagrodą. W takim wypadku informacje na jego temat musiały stać się substytutem.
- Nie lubię zimna. Nie przeszkadza mi I mogę poruszać się w minusowej temperaturze, ale nie lubię zimna. Zdecydowanie wolę ciepło. – rzucił nagle naprawdę trywialną informację, obserwując jak kolejna łyżka znika pomiędzy wargami dzieciaka.
- Kiedyś oderwało mi rękę. – na potwierdzenie swoich słów uniósł rękaw z prawej strony pokazując mu bliznę ciągnącą się dookoła ramienia, choć teraz częściowo ukrytą pod tatuażami.
- Co prawda przyszyto mi ją I odzyskałem sprawność, ale nic w niej nie czuję. Nawet swojej własnej siły, co bywa kłopotliwe. Za szczeniaka marzyłem o tym, żeby wstąpić do wojska. Miałem cztery lata. Całe szczęście szybko mi przeszło. – parsknął na same wspomnienie, choć już niewyraźne i zatarte.
- Nie lubię grzybów, ale jak trzeba to je zjem. Kiedyś byłem blondynem i miałem włosy do ramion. To był krótki okres mojego życia. – zamyślił się na moment w zastanowieniu. Hobby… Hobby. Miał jakieś?
Ach, tak. Prawie zapomniał.
- Przez prawie trzysta lat zbierałem kciuki osób, które zabiłem. Nawyk, który wyniosłem jeszcze za czasów jak żyłem. I przestałeś jeść.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 18.03.18 3:31
„Czemu miałbym cię okłamywać?”.
A czemu nie? Możesz to zrobić. Dla niektórych to wystarczający powód. Poza tym tak było bezpieczniej i wiedział o tym nawet Shirōyate — dzieciak urodzony w idealistycznym mieście, któremu nie brakowało ani jedzenia, ani czystych ubrań. Maski nakładane na twarz gwarantowały przede wszystkim anonimowość w tłumie; anonimowość emocjonalną. Stawało się to tym korzystniejsze, im większe obycie się miało. A Hiroki w niektórych tematach miał spore.
I teraz żałował, że cała ta wiedza ograniczała się do M3. Tutaj nie tylko był nikim, ale spadł jeszcze niżej, poniżej krytycznej linii. Zdany na łaskę i niełaskę jednostek przestał łączyć fakty. Zresztą, natłok informacji zwyczajnie przygniatał swoim niebotycznym rozmiarem. Może nowości było tak dużo, że ograniczony umysł nie był w stanie tego pomieścić, więc uznał wyparcie za najłatwiejszą opcję. Cokolwiek było faktycznym powodem jego otępienia teraz utrudniało brnięcie w tym temacie. Próbował tylko dlatego, że czuł się zmęczony. Zobojętniony na tyle, by rozpracować problem i mieć go z głowy.
Kiedy mówił, miało się wrażenie, że świat dźwięków zaczyna się rozwarstwiać. Trochę tak, jakby dookoła głowy obwarować się niewidzialnymi głośnikami z dodatkowym urządzeniem pośrodku — głos Hirokiego dobiegał zewsząd. Można pomyśleć, że od tego przytłaczającego wrażenia każdy by zwariował, ale prawda była taka, że osobą, która stała na skraju szaleństwa, był sam Hiroki.
Chłopiec z ociągnięciem wkładał do ust łyżki z gęstą zupą, a każdy ruch zdawał się trwać wieczność — patrząc na ten obrazek z boku niewielu uznałoby go za rozbitego. Nie chciał jeść, tyle. Pozory przytwierdzały do niego plakietkę niejadka. Nie wariata.
A przecież wariował i gdyby nie nagły chwyt Sheby, którego palce zacisnęły się mocno na jego ręce, z pewnością upuściłby sztuciec. Kusiło, aby spojrzeć w twarz Jinxa, jednak coś podpowiadało Hirokiemu, że nie ujrzałby ojcowskiej aprobaty; chociażby z tego powodu matowe spojrzenie ograniczyło się do stygnącej zupy.
Słuchał go jednak i starał się (naprawdę starał) pochłaniać kolejne porcje, nawet mimo niespecjalnie smacznych opowieści, jakie serwował mu Sheba. Białowłosy nie wtrącił się ani razu, jakby wyłączył się ze świata, na swoim miejscu pozostawiając automat. Drgnął dopiero wtedy, gdy Jinx dostrzegł zbytnie ociąganie się. Spomiędzy warg młodszego wymordowanego na pewno wyrwałby się jęk, gdyby struny głosowe pewnego lipcowego dnia nie pozrywały się jak za mocno naciągnięte nitki.
Nie do końca o to mi chodziło, przyznał z wyuczoną na pamięć obojętnością. Zimne spojrzenie przekierowało się wreszcie na twarz ciemnowłosego, zatrzymując się na jego złotych ślepiach. Pomyślałem, że mógłbyś mi opowiedzieć jakieś zdarzenie... Coś, co ci zapadło w pamięć, a czego nigdy nie mógłbym zaobserwować... Rozumiesz?
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 21.03.18 1:04
Odchylił się nieznacznie, na moment przymykając powieki. Czy aby na pewno chciał dzielić się ze szczeniakiem kolejnym fragmentem ze swojej przeszłości i życia? Otworzyć się przed nim? Uchylił powieki, ale nie spojrzał na niego, na moment uciekając w przeszłość. Choć tyle lat minęło, całe setki lat, to akurat tamto wydarzenia pamiętał doskonale. Aż za dobrze. Nawet zapach krwi wciąż krążył i ocierał się o jego zmysł węchu. Wszystko było takie żywe, niemal namacalne. Kąciki ust lekko drgnęły, unosząc się ku górze. Ale czy żałował? Oczywiście, że nie. W całym jego parszywym życiu było naprawdę mało rzeczy, których tak naprawdę żałował. Tak mało na całej osi życia.
- Nie oderwało jej. - przemówił wreszcie nieco odległym głosem z nutą zachrypnięcia.
- Nie oderwało mi ręki. - przechylił głowę, zerkając ukradkiem na siedzącego obok chłopca.
- Możesz mi wierzyć, bądź nie, ale dawniej byłem o wiele głupszy i narwany. Wtedy nie rozważałem innych opcji, a działałem niesiony daną chwilą, instynktem. Wtedy też byłem zupełnie sam, pozbawiony jakichkolwiek ograniczeń i obowiązków. Teraz nie mogę myśleć tylko za siebie, ale za wszystkie osoby, które znajdują się tutaj, które pracują dla mnie. - parsknął cicho pod nosem, zdając sobie sprawę, jak to wszystko może debilnie brzmieć. On, dbający o dobro innych? Dość absurdalne. Zestawienie Jinx + dobro innych brzmiało jak totalny oksymoron. Ale jednak. Był odpowiedzialny za nich wszystkich, i musiał również o nich myśleć, jak i dbać. Ale dawniej nie było nikogo. Nie szanował drugiego życia, wielokrotnie samemu pchając łeb wprost w paszczę lwa. Lubił jednak takie życie. Było pełne nowości i ekscytacji. Wtedy czuł, że naprawdę żył. Dopiero jakiś czas temu zdał sobie sprawę, że przez to wszystko jego egzystencja zaczęła sprowadzać się do nudnej wegetacji, rutyny, powtarzanej każdego dnia. Wierzył, że dzieciak wprowadzi powiew świeżości do jego życia. Że nie będzie tak nudno, jak do tej pory.
I zaiste, nie było.
- Wdałem się w konflikt z wymordowanym, oczywiście. Nie zamierzałem odpuścić. Do takiego stopnia, że gdy za pomocą unieruchomił mnie, przygniatając moją rękę powyżej łokcia kamieniami to... nie chciałem odpuścić. Byłem zaślepiony chęcią rozerwania jego gardła. Nie zamierzałem czekać ani chwili dłużej, chociaż z perspektywy czasu wiem, że po jakimś czasie udałoby mi się wydostać. Ale wtedy nawet nie rozważałem takiej opcji. Po prostu chciałem go dorwać. -usta wygięły się niemal w szaleńczym uśmiechu.
- Odrąbałem ją. Sam ją odrąbałem, byle tylko wyrwać się z kamiennego uścisku. I go dorwać. Co udało mi się, oczywiście. - zamilkł na dłuższą chwilę, aż wreszcie wyszarpał się z objęć wspomnie tamtego dnia. Czasami tęsknił za tamtym Shebą, żyjącym z dnia na dzień, nie myślącym o tym, co będzie jutro. Tak było łatwiej.
- Ale teraz mam obowiązki. Teraz pomyślałbym dwa razy, nim posunąłbym się do tak drastycznego kroku. Miałem szczęście, że znalazłem tamtego doktora. - spojrzał na swoją prawą dłoń i poruszył palcami. Koniec historii.
- Ostatnie dwie łyżki i możesz zostawić.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 23.03.18 2:12
Odsunął miskę po obiecanych dwóch ostatnich razach, chociaż nie ukrywał, że przetrawienie tego będzie równie trudne, co przetrawienie historii, którą właśnie usłyszał. Gdyby jego twarz wykazywała więcej życia niż przypadkowa płyta chodnikowa, zapewne już po samej minie widać byłoby niesmak i niezrozumienie.
Brzmi niezbyt autentycznie — wtrącił się cicho, choć obiecał sobie nie tak dawno temu, że zacznie rozważać prawdziwość opowieści Jinxa.
Racjonalna część umysłu była jednak wystarczająco hałaśliwa, aby zagłuszać szepty samych chęci. Odrąbał sobie rękę, a potem znalazł lekarza i tyle? W TAKICH warunkach przypadkowy gość po prostu mu ją przyszył i wszystko było w porządku? Hiroki zerknął na ciemnowłosego tylko kątem oka, na moment. Nie chciał przeciągać spojrzenia, bo Sheba, mimo wszystko, dość dokładnie go poznał. Przynajmniej na tyle, by ujrzeć w pozornie beznamiętnych, metalicznie szarych oczach, cień wątpliwości.
A przecież ukręcał karki za gorsze zbrodnie.
Zresztą, jasnowłosy nie widział powodu, dla którego miałby dalej drążyć temat. Bo może faktycznie tak było, a jeśli nie — dla świętego spokoju wolał to uciąć na tym etapie. Poza tym były jeszcze inne rzeczy, które chciał odhaczyć...
Mogę... — Ton zdawał się być jeszcze cichszym niż zazwyczaj. Shirōyate poczuł, jak w przełyku pojawia się balon; rosnący z każdą kolejną milisekundą. Przełknięcie śliny tylko pogorszyło ten stan. Ale miał jeszcze opcję odwrotu?
Nabrał wdechu.
Mogę... przed wyjściem... dać trochę mleka Raphael? — Zsunął ręce z blatu stołu i oparł je o spód za dużej bluzy. Nadal targały nim nudności, a każde przełknięcie śliny spotykało się z kwaskowatym posmakiem na języku. Umysł nakazywał działać — szybko. I wolałbym to zrobić sam, bo... musi być wystraszona.

zt x 2
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Powrót do góry

- Similar topics