Strona 3 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on Nie Mar 12, 2017 1:41 am
Obserwowanie ekspresji na twarzy Skoczka w chwili, kiedy jego medyk zajmował się nim, było dość zabawne I interesujące. Nie potrafił powstrzymać się, by nawet na chwilę zaprzestań obserwowania go w ciszy. Nie spuszczał z niego wzroku aż do momentu, kiedy na powrót zostali sam na sam. Prawie jak w jakimś, kurwa, romantycznym filmie.
Romantycznym filmie pełnym grozy.
Przechylił głowę w jego stronę, kiedy ten zapierał się wszystkimi rękami oraz nogami przed wspólnym napiciem się. No normalnie jakby miał do czynienia z dzieckiem, a nie z kilkusetnym, zapewne, facetem. Usta ciemnowłosego drgnęły, aż wreszcie wykrzywiły się w lekko kpiarskim uśmieszku, chociaż wszyscy pozostali bogowie na tym świecie mu świadkiem, że nie miał zamiaru w żaden sposób obrazić swojego gościa. O dziwo, nie tym razem.
Swoją drogą skoro mowa o alkoholu…. W jego głowie zrodził się cudowny pomysł i plan upicia swojego nowego podopiecznego. To byłoby interesujące widowisko siłą wepchnąć w gardło Shiro alkohol a potem obserwowanie jego poczynań. Dzieciak nie wyglądał na kogoś, kto za życia miał do czynienia z procentami, tak więc z pewnością byłby to jego pierwszy raz. A Sheba wręcz uwielbiał odbierać ludziom i innym istotom ich „pierwsze razy”. Bez znaczenia w jakiej dziedzinie. Zawsze czerpał z tego chorą przyjemność.
- Chris. – zaczął spokojnie, z udawaną powagą, która zakradła się do jego tonu. - Ale nikt ci nie rozkazuje się upić. Nawet ja. Powiedziałem napijmy się, a nie ujebmy jak świnie, a potem pod wpływem zaśpiewajmy romantyczną serenadę na Desperacji. Po prostu się napij. Jeden łyk wystarczy. Ja będę zadowolony, a i ty będziesz miał mnie z głowy. – na zakończenie swoich słów sam pociągnął łyk butelki i uśmiechnął się wyraźnie rozbawiony, przyciskając naczynie bardziej w ciało Pudla. - Musimy opić za naszą cudną transakcję. Wiesz, takie rzeczy nie dzieją się każdego normalnego dnia tutaj. Ponadto…. Można powiedzieć, że wnet będziemy kamratami. Nalegam. – przechylił się bardziej w jego stronę, bez jakichkolwiek zahamowań opierając swoją brodę o jego kościste ramię, by lepiej móc przyglądać się jego profilowi.
- Nalegm. – powtórzył, a w złotych ślepiach pojawił się nieokiełznany błysk.
- Chyba nie chcesz mnie urazić? Jesteś moim gościem. Dobrze wiemy, co się dzieje, kiedy się denerwuję. – uniósł drugą dłoń i chwycił delikatnie jego dłuższy kosmyk pomiędzy swojego kciuka a palec wskazujący. - A ja bardzo łatwo się denerwuję. – dodał ciszej, obracając kosmyk w palcach, aż wreszcie owinął go sobie dookoła jednego z nich.
Nie groził mu.
Choć z pozoru mogło to tak właśnie zabrzmieć.
Po prostu informował go o ewentualnych skutkach odmowy tak zaszczytnej rzeczy jak wspólne wypicie. No i jemu się nie odmawia. Nigdy.
Choćby miał dokonać tego siłą.
- [color=#2D2D2D]Wiesz, że nie wyjdziesz z tego pokoju, aż się nie napijesz, prawda? Chris?



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Skoczek on Nie Mar 12, 2017 9:55 pm
......Dla Chrisa było to nieprzyjemne. Wzrok drugiego wymordowanego wprawiał go w zakłopotanie, chociaż to chyba nie było właściwe słowo. Po prostu Pudel pod wpływem intensywnego spojrzenia Jinxa czuł swoistego rodzaju niepokój gromadzący się gdzieś w okolicy serca, co z kolei znowu prowadziło do ponownego spięcia wszystkich mięśni. Jak tak dalej pójdzie, to do gangu wróci sztywny niczym świeżo wykrochmalona koszula, chociaż teraz sam powrót stał pod kwestią zapytania.
Zadarł głowę do góry, rzucając towarzyszowi ponure spojrzenie. Mimika burdelmamy nie podobała mu się a najmniejszym stopniu, dodatkowo jego głowa była pełna samych negatywnych myśli. Niemniej słuchał Jinxa uważnie, jednak z każdym kolejnym słowem zdawał się coraz bardziej tracić pewność siebie, której zresztą i tak nie miał w specjalnym nadmiarze. Wyglądało na to, że właśnie został uziemiony, a jego tęskne spojrzenia w stronę drzwi najwyraźniej nie robiły na wymordowanym żadnego wrażenia.
Jeden łyk.
Przy prawdopodobnej ilości procentów w tym domowym alkoholu po jednym łyku wyłączy mu się klapka odpowiedzialna za ostrożność. Z drugiej strony, przecież nie miał aż tak słabej głowy. Za to jeśli wziąć kolejny czynnik pod uwagę, to miał pusty żołądek, co również niespecjalnie działało na jego korzyść. Niestety Jinx wyglądał na naprawdę zawziętego (czego zresztą nie rozumiał Christopher), więc ewakuacja nie wchodziła w drogę. Poza tym, chcąc nie chcąc, Pudel nie był specjalistą od ucieczek, zbyt gwałtowne ruchy wystawiały jego koordynację ruchową na niemożliwy do zdania test. Samo przebiegnięcie prosto paru metrów uważał za życiowy sukces.
- Nie rozumiem, dlaczego aż tak bardzo ci na tym zależy - Chris skrzywił się, wbijając niebieskie ślepia w twarz mężczyzny. - Poza tym nie uważasz, że jesteś trochę zbyt blisko, Jinx?
Nie, żeby przeszkadzało mu to aż tak bardzo. No dobra. Irytowała go to, ponieważ tak bliski kontakt z  osobą o tego rodzaju usposobieniu odruchowo go odrzucał. Pod tym względem mężczyzna przypominał mu Wilczura - również sprawiał, że miał ochotę ruszać skórą, co było dość nieprzyjemnym odczuciem.
"Nalegam".
Oho. No i znów zaczęło się robić naprawdę nieprzyjemnie. Zresztą to słowo wyjątkowo często towarzyszyło dzisiaj Skoczkowi, ale co on mógł na to poradzić. Nawet gdyby wiedział, jak się sprawy potoczą, pewnie i tak przybyłby tutaj. Po prostu pewne rzeczy musiały być zrobione niezależnie od jego chęci, czy też niechęci. Co innego, że hardo podniesiona głowa skuliła się nieco, gdy drugi wymordowany pociągnął go za kosmyk włosów. Gdyby spojrzenie mogło kontrolować pogodę, to w Jinxa walnąłby właśnie piorun o wyjątkowo dużej mocy.
- Wiesz, że to naprawdę brzmi jak preludium do groźby? - burknął ponuro Pudel, wbijając wzrok we własne kolana, po czym odepchnął jego rękę ze swojej klatki piersiowej. - Pozwól, że coś ci zaprezentuję.
Wstał, odtrącając pojedynczym gestem drugą dłoń wymordowanego, by ten przypadkiem nie próbował ciągnąć go za włosy. Obrócił się twarzą w jego kierunku, ranną dłoń mając luźno opuszczoną wzdłuż ciała.
- Przed wypiciem potrafię jeszcze zrobić coś w tym stylu i nie połamać swoich zębów - urwał i wziął głęboki oddech.
To było idiotyczne, ale był już na tyle zestresowany, że było mu już wszystko jedno. Może jak się wygłupi na trzeźwo, to ta wredna strzyga da mu spokój.
Chris uniósł lekko pięty do góry, by stanąć na palcach, po czym odepchnął się jedną nogą, by wykonać piruet. Jeden. Drugi. Trzeci. Czwarty.
I to było jego porażką. Miał nadzieję, że w kontrolowanym warunkach jego koordynacja ruchowa nieco mu odpuści, ale najwyraźniej tym razem to jego błędnik poczuł się urażony tym bezczelnym zachowaniem. Po zakończeniu czwartego obrotu Chris zachwiał się, machnął obydwiema rękami (czego w ostateczności szybko pożałował) i na zakończenie całości łupnął kolanami o ziemię, szczęką lądując na jednym kolanie wymordowanego.
Cisza.
- Zmieniłem zdanie. Daj ten alkohol, gorzej i tak nie będzie - wykrztusił, sprawdzając językiem stan swojego uzębienia i odsuwając się na bezpieczną odległość od wymordowanego.
Co za kompletna, całkowita, nieznająca granic porażka.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on Pon Mar 20, 2017 12:18 am
Nie, nie uważał.
Tak po prawdzie mógł znaleźć się jeszcze bliżej, ale nie chciał przekraczać pewnej granicy Chrisa. Nie dlatego, że się obawiał. A dlatego, że jeżeli rzeczywiście powróci do DOGS, to będą mieli bardzo wiele sytuacji, w których będzie mógł pozwolić sobie na więcej. Ze zgodą albo bez zgody Skoczka. To nie miało znaczenia. A jak wiadomo, jeżeli dostajemy od razu wszystko, czego chcemy, to możemy bardzo szybko się znudzić. Jinx nienawidził nudy.
- Nie odsunę się. – odparł takim tonem, jakby rzeczywiście nie przekraczał osobistej granicy swojego gościa i było to czymś zupełnie normalnym. - Ja już ci powiedziałem czego od ciebie oczekuję. I dlaczego. I, jak już mówiłem, chociaż nienawidzę się powtarzać, nie wypuszczę cię, jeśli się nie napijesz. – przysunął bliżej wargi jego szyi, że na skórze mógł wyczuć ciepły oddech wymordowanego.
- Jeszcze pomyślę, że tak bardzo lubisz moje towarzystwo, że zrobisz wszystko, by dłużej ze mną posiedzieć. A wystarczyło powiedzieć, Chris – cichy głos przerodził się w zachrypnięty warkot, choć daleko mu było do zdziczałego warczenia.
Odsunął się dopiero, i to zdecydowanie niechętnie, kiedy jego gość postanowił się podnieść i zaprezentować mu…
No właśnie.
Co. To. Było.
Jinx wpatrywał się w niego oniemiały. Oczy się rozszerzyły, wargi drgnęły, aż wybuchł głośnym śmiechem, nie wiedząc czy ma jednocześnie zwijać się ze śmiechu czy płakać nad jego marną koordynacją ruchową. Nieważne. Nie sądził, że Skoczek, i to jeszcze na trzeźwo(!) uraczy go tak cudownym widowiskiem.
- Co ty odwalasz? – zaśmiał się jeszcze głośniej, uderzając otwartą dłonią w swoje udo, próbując przywołać się do porządku. Nie no, doprawdy. Dla takich osób warto było wrócić do DOGS.
- Oferujesz swoje występy w Psach? Jak tak, to ustawię się pierwszy w kolejce na twoje kolejne wystąpienie. – rzucił nieco kpiąco, choć nadal jego ton był raczej rozbawiony aniżeli wyśmiewający.
Palce bezproblemowo wypuściły butelkę, gdy Chris wreszcie postanowił się napić. Sheba przechylił głowę lekko na bok, nie spuszczając z niego spojrzenia. Skoro odstawiał taki cyrk na trzeźwo to ciekawe co robił będąc pod wpływem alkoholu.
Ale nie zamierzał tego sprawdzić. Nie dziś. Nie teraz.
Będzie jeszcze ku temu sporo okazji, czyż nie, Chris?
- No I co? Było tak źle? – zapytał cicho, chichrając się pod nosem. - A obietnica to obietnica. Jesteś wolny. Do następnego razu. – w jego spojrzeniu błysnęło coś, co mogło Chrisowi jasno dawać do zrozumienia, że właściciel burdelu zainteresował się nim.
A to nie wróżyło nic dobrego.
Na pewno nie dla Skoczka.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Skoczek on Nie Mar 26, 2017 12:51 am
......Co za kompletna, całkowita porażka. Niejednokrotnie miewał dziwne pomysły, ale z reguły w porę hamował się z wcieleniem ich w życie, ale najwyraźniej tym razem coś mu nie wyszło. Z drugiej strony, pod wpływem długotrwałego stresu z reguły zaczynało mu nieco odbijać, chociaż zazwyczaj wyglądało to trochę inaczej. Pozostało tylko mieć nadzieję na to, że Jinx nie wypaple tego Wilczurowi - wtedy Pudel oficjalnie będzie mógł się pożegnać ze spokojem, tudzież znów będzie musiał poddać się jakiejś karze.
- A wyglądam na primabalerinę, żeby występować dla szerszej widowni? - rzucił przez zaciśnięte zęby, dalej łypiąc na wymordowanego spode łba.
Zacisnął palce na butelce, po czym uniósł ją do ust. Przez moment kusiło go, by naprawdę wypić parę łyków, wyłożyć się na kanapie i zasnąć, ale jeszcze chwila w obecności Jinxa i do końca mu się klepki poprzestawiają ze stresu. Dlatego ograniczył się do jednego, bardzo skromnego pociągnięcia trunku, a następnie odstawił butelkę. Język go zapiekł pod wpływem alkoholu, a on sam potrząsnął głową. Był obolały, zmęczony, a w dodatku teraz musiał sprawdzać komplet swojego uzębienia. Co za cholerny pech. Przydałoby mu się jakieś L4.
- To pytanie retoryczne? - mruknął niemrawo, po czym podniósł się ostrożnie i chwycił umowę w dłoń. - Sporządzę kopię, dam Wilczurowi do podpisu i wyślę do ciebie parę osób w celu odebrania towaru. Wyznaczę odpowiednich Bernardynów, anioły, a także kogoś do dostarczania odpowiednich rzeczy z listy tobie. Do widzenia, Jinx. W razie jakiś koniecznych do omówienia spraw na pewno wiesz, gdzie znaleźć kogoś z DOGS.
Do Kryjówki. Byleby do siedziby, bo oficjalnie osiągnął limit swoich możliwości. A ponoć nie da się zamęczyć pracoholika, ale najwyraźniej konieczność znoszenia obecności ciemnowłosego wymordowanego dostateczne zużyła resztki energii Chrisa.
zt


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Rhett on Nie Mar 26, 2017 6:30 pm
Te panie są bardzo miłe.
Te panie również rozkładają nogi na zawołanie.
Gimnastykują się?
... czemu sam ich nie zapytasz?
Wydął lekko usta na tę odpowiedź, woląc jednak uzyskać ją od Rhetta. Ten jednak jak zwykle nie był skory podzielić się wiedzą. Na szczęście Opętany miał okazję zdobyć informacje na własną rękę właśnie od wspomnianych miłych pań, stojąc tuż przed budynkiem, który zamieszkiwały. Końcówka chwilowo nieskrytego pod żadnym materiałem ogonem szurnęła po ziemi, wzbijając w powietrze drobinki kurzu.
Jak na dobrze wychowanego dzieciaka przystało, podszedł do drzwi i stuknął w nie kilka razu. Nie czekał długo, bo zaraz otworzyła je wysoka (znacznie wyższa od niego, choć to pewnie przez obuwie) blondynka. Ubrana w skąpą spódniczkę w kratę sięgającą ledwo za pośladki i rozpiętą białą koszulę. Strój uczennicy, oczywiście. Zarzuciła długimi blond lokami, opuszczając na niego spojrzenie.
- Renny! Dawno cię nie widziałam, słodziaku! - i nim mógł w jakikolwiek sposób zareagować, przygarnęła go rękami do piersi, zamykając w potężnym, wręcz matczynym uścisku. Początkowo lekko się spiął, zaraz jednak odwzajemniając gest.
Ktoś z zazdrości mógłby wyrwać ci ogon...
Nie do końca rozumiejąc słowa Rhetta zwyczajnie odsunął się od kobiety, spoglądając w jej niebieskie oczy, gdy ta chwyciła delikatnie w palce lisie uszy, pocierając miękkie futro.
- Są takie miękkie, nie mam pojęcia, jak to robisz - mierzwiąc białe kosmyki, wciągnęła go do środka, zamykając drzwi z głuchy trzaskiem. Przez chwilę miał wrażenie, jakby wpadł do kryjówki lwa.
- Raksha, proszę, nie czas na wygłupy - kto to mówi. - Przyszedłem do--
- Nic nie mów, Renny. Nigdy nie przychodzisz do mnie, czuję się zazdrosna - wielce zawiedziony wyraz wykwitł na twarzy dziewczyny, gdy kładła dłoń na swoim policzku, odwracając przy tym wzrok. Nie pozostało mu nic innego, jak lekko rozłożyć uszy na boki i uśmiechnąć się przepraszająco.
- A właśnie! Chciałem zadać ci pytanie.
- Śmiało.
- Gimnastykujesz się?
W akompaniamencie dźwięcznego śmiechu poklepała go po plecach, zaraz przyciągając ramieniem do swojego boku. Idąc korytarzem, opowiedziała mu wszystko, co mogła na temat swojej gimnastyki. O dziwo wcale nie hacząc o tematy, które mogłyby zbrukać jego dziecięcą mentalność. Albo zwyczajnie jej nie zrozumiał.

***

- Jinx! Masz gościa!
I zanim wspomniany mężczyzna zdążył choćby kiwnąć palcem, ktoś wskoczył mu na plecy, oplatając nogami w pasie. I tym razem nie była to żadna z pracujących w budynku dziewczyn. Raksha wciąż stojąc przy ścianie, splotła ręce na piersiach, kręcąc głową na boki, jakby tym gestem mówiła "ze mną się tak nie wita".
- Mam nadzieję, że tęskniłeś - krótkie mruknięcie rozbrzmiało tuż przy uchu, w czasie gdy ogon wesoło przecisnął powietrze.




avatar





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on Pon Mar 27, 2017 10:24 pm
Przesunął kciukiem po swojej dolnej wardze, kiedy przeglądał papiery przyniesione przez Lidkę. Przez ostatnie wydarzenia nieco zaniedbał sprawy burdelu. Jasne, miał od tego ludzi i kiedy był nieobecny to nie tak, że jego dobytek nie był pilnowany. Ale lubił mieć kontrolę nad, właściwie wszystkim i trzymać rękę na pulsie. Lubił wiedzieć co się dzieje w jego interesach i czy przypadkiem nie ma jakiś większych kłopotów. No i przede wszystkim lubił, kiedy mógł wychodzić w teren w celach czysto windykacyjnych. Lubił oglądać jak ludzie błagali go, by dał im jeszcze trochę czasu, jak wiją się przed nim w spazmach strachu, lubił oglądać ich strach oraz kłamstwa, jakie padały z ich plugawych ust.
Ale płacze i błagania już na niego nie działały.
Jakby tak naprawdę kiedykolwiek działały
Za długo siedział w tym interesie. Za długo żył, by można było oczarować go ładnymi bajeczkami. Ludzkość to jednak zgnilizna i larwy.
Ale bez ludzkości nie byłoby tyle zabawy.
Kąciki ust uniosły się na samą myśl, kiedy wertował kolejne strony. Ktoś z boku mógłby pomyśleć, że ciemnowłosy wymordowany tak naprawdę nic nie rozumie z tych wszystkich wykresów, słupków i okręgów. W końcu funkcjonował jako właściciel kraju uciech, lubił się w wulgaryzmie i okrucieństwie, a takie rzeczy nie lubiły chodzić w parze z mózgiem i inteligencją. Niespodzianka.
Jinx do najgłupszych nie należał. I do tego był arogancki.
Właściwie już kończył, kiedy drzwi uchyliły się. Nie mógł powstrzymać pojedynczego warknięcia, które uleciało spomiędzy jego warg. Przecież wyraźnie zaznaczył, że nikt nie może mu przeszkadzać. Nawet kiedy waliłoby się i paliło. Nie, to oznacza nie. A Sheba naprawdę nie lubił, jak ktoś mu przeszkadza. W złotych ślepiach błysnęło niebezpieczeństwo i w momencie, kiedy dzieciak oplótł go w pasie właściwie przyklejając się do jego pleców, jedna z rąk czarnowłosego powędrowała do tyłu i zacisnęła się na karku nieproszonego gościa.
- Liczę do trzech, a ty ściągasz swój włochaty kuper I siadasz na nim. Raz. – warknął, choć w jego tonie nie było niczego z niebezpieczeństwa. Aczkolwiek dzieciak mógł być pewien jednego. Jak Jinx się uprze, to i siłą go zerwie ze sobą. - Dwa.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Rhett on Wto Mar 28, 2017 5:49 pm
Raksha spojrzała na ich dwójkę z wyraźną niepewnością, nie wiedząc, czy powinna już interweniować, czy może lepiej nie popełniać błędu Opętanego i zostać pod ścianą.
- Renny... - zaczęła powoli, nie chcąc dodatkowo wpłynąć na rozdrażnienie pracodawcy.
"Raz."
Ręka zaciśnięta na karku przywiodła na myśl sposób, w jaki podnosi się niesforne szczenięta. W tym przypadku mogło się to jednak skończyć znacznie gorzej niż tylko naganą. W pierwszej chwili zwierzęca duma wystąpiła przed szereg, nie chcąc pozwolić na ustawienie pod ścianą.
"Dwa."
Lisie uszy odchyliły się lekko w tył, gdy Wymordowany się wycofywał, zwracając mężczyźnie przestrzeń osobistą. Szybko jednak na lico wstąpił wyraz dziecka, któremu odmówiono przeczytania bajki.
Burak.
Nie przeginaj, już i tak nadwyrężasz jego cierpliwość.
Od kiedy jesteś taki mądry? Może sam sobie z nim porozmawiaj?
Z przyjemnością bym to zrobił, gdybym mógł.
- Wciąż masz mentalność dziadka. Może chociaż jakieś małe "dzień dobry"? Guzik tam, ale jasne, ja sobie poczekam - fuknął marudnie pod nosem, krzyżując ręce na piersi podobnie, jak wcześniej Raksha. Którą, swoją drogą, ten widok lekko rozbawił, przez co musiała przesłonić usta dłonią. Odbiła się lekko od ściany, by podejść do Renarda, chwycić go matczynym uściskiem z kołnierz bluzy i pociągnąć niczym za obrożę w stronę łóżka. Nie oponował, poruszając się całkowicie bezgłośnie w przeciwieństwie do stukających obcasów dziewczyny.
Może będziesz miał okazję zobaczyć inną wersję jej gimnastyki.
Czyli?
Zmusi cię do zrobienia szpagatu.
Spanikował na krótką chwilę, bo w ustach Rhetta brzmiało to niemal jak groźba średniowiecznymi torturami. Uspokoił się, gdy tylko kobieta chwyciła przypadkową książkę. Władowała się na łóżko wraz z nią, usadawiając sobie Wymordowanego między nogami. Objęła go zaraz rękoma i po oparciu podbródka na jego ramieniu, przytknęła palec do ust na znak pozostania w ciszy. Kiwnął więc głową ze zrozumieniem, kierując wzrok na otwartą już lekturę.
Obrazki!
No błagam...
Wodził spojrzeniem za każdym rysunkiem pokazywanym przez Rakshę, pozostając grzecznie w bezruchu. Od czasu do czasu ogon przewieszony przez jej udo drgnął tylko w zadowoleniu.
Doprawdy, czasem zastanawiam się jak to możliwe, że siedzimy razem w jednym ciele.




avatar





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on Sob Kwi 01, 2017 9:27 pm
Jinx naprawdę potrafił być cierpliwy. Spokojny. Stonowany. Ignorujący.
Niczym kwiat lotosu na stawie. Niewzruszony.
Gówno prawda.
Sama obecność innych osób w pomieszczeniu rozpoczęła serenadę na jego zmysłach i nerwach, szarpiąc każdą, pojedynczą strunę. Czy komunikat „chcę być sam, nie przeszkadzać”, był aż tak ciężki w odbiorze i przyswojeniu? Z gardła właściciela burdelu wydobyło się pojedyncze warknięcie zawierające wszystkie możliwie negatywne emocje, na które mięśnie Rakshy napięły się. Jinx powoli odłożył papiery oraz obgryziony u nasady ołówek, po czym podniósł się ze starej kanapy. Poruszył karkiem na boki wyzwalając zastałe kości, które przeskakując na swoje miejsce wydały z siebie charakterystyczny dźwięk. Ruszył powoli w ich stronę, nie spuszczając spojrzenia złotych tęczówek z drobnej sylwetki wymordowanego.
- Raksha, wyjdź. – polecił kobiecie. Krótko I zwięźle. Tonem, który nie znosił sprzeciwów. Był zmęczony, niewyspany i podirytowany. A to najgorsza z możliwych mieszanek w jego przypadku. Kobieta wciągnęła powietrze, zaciskając mocniej palce na szczupłych ramionach siedzącego przed nią chłopaka, ale ostatecznie dała za wygraną. Powoli zsunęła się z łóżka, posyłając krótkie i przepraszające spojrzenie w stronę Renarda. Nim drzwi zatrzasnęły się za nią z cichym hukiem, popatrzyła ostatni raz na Jinxa, jakby chciała wyczytać z jego twarzy intencje, którymi się kierował.
Ciemnowłosy jeszcze chwilę odczekał, aż odgłosy kroków ucichły, aż wreszcie pochylił się nieco nad dzieciakiem. Kąciki ust uniosły się nieznacznie, odznaczając delikatnym, acz wciąż krzywym, uśmieszkiem na jego wargach.
- Teoretycznie, to jestem dziadkiem, szczeniaku – rzucił spokojnie, co nijak się miało, gdy wyciągnął dłoń przed siebie I zacisnął ją mocno na szczęce Renarda, przyciągając go siłą bliżej swojej twarzy.
- Co tu robisz? Chyba nie powiesz mi, że się stęskniłeś, hm? – zapytał spokojnym tonem, może nawet nieco melancholijnym.
- A może znowu wpakowałeś się w tarapaty I przylazłeś do mnie skomląc o pomoc? – jedna z ciemnych brwi uniosła się ku górze znikając pod zbyt długimi włosami z jednej strony w pytającym geście, chociaż ostatecznie nawet nie czekał na odpowiedź. Palce wreszcie poluzowały się, by ostatecznie wypuścić z żelaznego uścisku dzieciaka i przycisnął je do swoich skroni, masując w niezadowoleniu.
- Wybrałeś naprawdę kiepski moment. – wymamrotał I przekręcił się, upadając plecami miękko na łóżko, które niebezpiecznie zaskrzypiało pod jego ciężarem. Przymknął oczy, próbując w jakiś sposób uspokoić się, chociaż w łbie mu huczało.
- W szafce po prawej, dolna szuflada. Znajdziesz pudełko. Podaj je, szczeniaku – polecił mu.
A samemu to nie łaska się ruszyć?
Oczywiście, że nie. Niech młody na coś się przyda.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Rhett on Sob Kwi 01, 2017 10:15 pm
Jasne ucho drgnęło na dźwięk przeskakujących kości, jakby były co najmniej zwiastunem długiej i bolesnej śmierci. Napiął minimalnie mięśnie, nie będąc pewnym, czy to aby nie był odpowiedni moment na ucieczkę. Choćby oknem.
Nagle zabrakło ci odwagi?
Potrząsnął łbem, gdy nieprzyjemny impuls przebiegł przez czaszkę.
No dalej, Renny. Byłeś taki chętny, by tu przyjść.
Bez sensownego argumentu nie mógł odpowiedzieć. Podarował sobie więc rzucanie słowami, pozostając jedynie przy bezgłośnym westchnieniu.
"Raksha, wyjdź."
Drgnął nerwowo, a zaciśnięte na ramionach palce kobiety w żadnym wypadku nie pomogły w uspokojeniu. Spojrzał na Rakshę, przez naprawdę krótką sekundę mając nadzieję, że ta mimo wszystko zostanie. Nadzieja była jednak zużytą suką i znikała na samym końcu. Obserwował drzwi aż do momentu, w którym zamknęły się z cichym trzaskiem. Wtedy dopiero spojrzenie padło na Jinxa, osiadając na licu. I gdy tylko właściciel całego tego domu zabaw pochylił się w przód, ciało Opętanego automatycznie powędrowało minimalnie tył, wspierając ciężar na dłoniach ułożonych za sobą.
- Czyli wszystko się zgadza. I nie nazywaj mnie szczeniakiem - upomniał, po raz kolejny. To określenie dość nieprzyjemnie kojarzył z Rhettem, który lubił go używać.
Idealnie cię określa, więc morda.
Chwycony za szczękę przymknął jedno ze ślepi, siłą rzeczy zbliżając się do starszego Wymordowanego. Szybko jednak na powrót uchylił powiekę, wpatrując się wielkimi oczami w twarz przed sobą.
- Jak mógłbym się za tobą nie stęsknić? Twoje towarzystwo jest jak do rany przyłóż - fuknął niezadowolony, tym bardziej marszcząc nos po usłyszeniu kolejnych słów. - Tak, tak, "nie pozwalaj sobie", wiem - zrezygnował ze szczeniackiego uporu i odzywek, bo w połączeniu z kiepskim nastrojem Jinxa mogły spowodować fatalne skutki. Oczywiście tylko dla jednej ze stron. Odsunął się bardziej na krawędź łóżka, robiąc miejsce dla padającego nań cielska.
- Nie wpadłem w żadne kłopoty i nie potrzebuję pomocy. To zwykłe odwiedziny, tak się robi - przesunął palcami po szczęce, która jeszcze przed chwilą była dość brutalnie traktowana. Wszystko na miejscu.
A szkoda, ze złamaną mordą może choć na chwilę przestałbyś niepotrzebnie szczekać.
Ha, ha, bardzo zabawne.
"Podaj je, szczeniaku."
- Ma imię, wiesz? - mimo to zlazł posłusznie z materaca, kierując się w stronę wspomnianej szafki. Przykucnął przed szufladami, sięgając do ostatniej. Nie sprawiła większego problemu, gdy ją odsuwał, toteż mógł spokojnie włożyć do środka łapsko, odszukując pudełko. Chwycił je, zamknął szufladę i wrócił. Nie zasiadł jednak, wspierając się na ręce tuż obok ramienia Wymordowanego. Wysunął w jego stronę opakowanie, nie zwracając jednak nań większej uwagi. W pierwszym odruchu chciał je zwinąć, gdy tylko wyciągnięto by po nie dłoń, jednak zdrowy rozsądek podpowiedział, by teraz nie drażnić Jinxa.
Jeszcze urwałby ci rękę. A przecież jeszcze mi się przyda.
Z nieco marudnym wyrazem usadził dupsko na skraju materaca.
- To nie lenistwo, więc coś ty dzisiaj taki zmarnowany?




avatar





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on Nie Kwi 02, 2017 2:27 am
I nie nazywaj mnie szczeniakiem
Prawie parsknął pod nosem rozbawiony, choć w ostatniej chwili udało mu się zachować resztki poważności. Prawie, jakby Renard próbował mu rozkazać, na co Jinx, jak to on, miał ochotę jeszcze bardziej zagrać mu na nerwach. Lubił się droczyć. Bez względu na to, kto padał jego ofiarą. W większości przypadków wszyscy reagowali w cholernie zabawny sposób, co przynosiło ze sobą tak bardzo upragnioną rozrywkę. Gorzej, jeżeli ktoś zaczynał sobie żartować z Jinxa, albo próbował się z nim droczyć. Do tego nie miał cierpliwości. Działał w zasadzie „ja mogę, ale ty nie. Zdychaj”. Całkiem przydatne rozumowanie, zwłaszcza na Desperacji.
- Mhm, jasne, przestanę. Pod warunkiem, że się rozbierzesz I zaczniesz skakać na jednej nodze. – powiedział uśmiechając się leniwie. Oczywiście, że nie zamierzał przestawać, zwłaszcza, że on tak chciał. Jeżeli rzeczywiście chciał zmienić nastawienie Jinxa, to chłopak musiał się bardziej postarać. Coś za coś. Jeszcze nie poznał jednej z głównych zasad, które rządziły Desperacją?
- Pewnie jakieś masz. Ale widzisz, moja pamięć jest… wyjątkowo słaba ostatnio. – dodał z tym samym uśmiechem, odczekując, aż wymordowany ruszy swoje szanowne cztery litery po pudełko. Gdy wreszcie wrócił, ciemnowłosy niechętnie podniósł się do pozycji siedzącej, zgarniając przedmiot i położył sobie na udzie, jednocześnie go otwierając. Wyciągnął z niego zwiniętego papierosa i wsunął sobie pomiędzy wargi, odpalając zapalniczkę, która również znajdowała się w środku metalowego pudełko. Już po chwili w pomieszczeniu rozszedł się przyjemny, oczywiście w jego mniemaniu, zapach zioła, kojący powoli jego nadszarpnięte zmysły. Ponownie przechylił się w tył, kładąc wygodnie i przymknął oczy, rozkoszując się dymem narkotyku, który wypełniał jego płuca za każdym razem, kiedy zaciągnął się nim i przytrzymywał, aż wreszcie nie poczuł charakterystycznego kłucia.
- Ostatnio mam sporo na głowie. – odpowiedział na jego pytanie po dłużącej się ciszy, podczas której zaczynał się rozluźniać.
- Sprawy w burdelu, poza nim. Dłużnicy, papiery, mój podopieczny, sąd w Edenie. Jakby na to nie spojrzeć, cholernie wiele się działo. To dobrze, bo nienawidzę nudy, ale z drugiej strony nawet i ja potrzebuję odpoczynku. Chcesz? – zapytał podsuwając bliżej niego zioło, uchylając jedną powiekę, by spojrzeć na niego błyszczącym okiem.
- Oczywiście, że nie. Nie palisz. Nie pijesz. Nie ruchasz się. – rzucił i zaśmiał się gardłowo.
- To co tam porabiałeś przez ten cały czas? Kwiatki zbierałeś?



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Rhett on Nie Kwi 02, 2017 10:24 am
Westchnął mentalnie, przyglądając się wykrzywionej uśmieszkiem twarzy właściciela burdelu. Nie był brzydki, wręcz przeciwnie. Ale ten paskudnie zadowolony grymas sprawiał, że miało się ochotę wyjść z pomieszczenia, a najlepiej całego budynki i nie wracać. Nieprzyjemny typ.
Idealnie kontrastujecie. W końcu któryś nie wytrzyma.
A wtedy co?
Wtedy pewnie skręci ci kark.
"[...] zaczniesz skakać na jednej nodze."
Spiorunował go niezadowolonym spojrzeniem, bo nie, nie miał zamiaru skakać, ani tym bardziej się rozbierać. A już na pewno nie przed nim.
- Demencja starcza, wszystko rozumiem, nie musisz się tłumaczyć - odparł, nie mogąc darować sobie tej drobnej złośliwości. Skoro Jinx mógł, to on też.
W pierwszej chwili myślał, że przyniesione pudełko było opakowaniem tabletek przeciwbólowych albo jakichś innych witaminek. Widząc jednak, jak z wnętrza wychyla się papieros a wraz z nim zapalniczka, wzniósł oczy ku niebu, ogromnie przy tym żałując, że jednak nie zwinął pudełka. Dlatego, gdy tylko wymordowany znów się położył, Renard chwycił paczkę, obracając ją w palcach i oglądając z każdej strony. Skrzywił się też na nieprzyjemny zapach dymu, darując jednak wszelkie komentarze na ten temat.
- Sąd? Komu znów zalazłeś za skórę? - dotychczas leżący spokojnie ogon drgnął w zaciekawieniu, gdy zerkał unoszący się obłoczek dymu. Już otwierał usta, by grzecznie odmówić, gdy odpowiedź sama padła.
- Nie bądź ordynarny. Nie ma niczego złego ani hańbiącego w tym, że nie robię żadnego z wyżej wymienionych - uwalił się na brzuch obok mężczyzny, wciąż trzymając w ręku paczkę. Drobny pomysł o pozbyciu się jej zaiskrzył w głowie, lecz zniknął tak szybko, jak się pojawił.
Wtedy nie miałby już oporów przed wyrwaniem ci rąk.
- Jestem lisem, a nie botanikiem. Szwendałem się tu i tam, poznałem kilka osób, jakaś bestia złożyła sobie na mnie autograf, ale spokojnie, jeszcze cię pomęczę, bo jak widzisz, żyję - poklepał go po ramieniu - A teraz jestem tu, bo pomyślałem, że zaczęło ci brakować mojego towarzystwa. Szkoda tylko, że trafiłem na nieodpowiedni moment. Choć już nie wyglądasz, jakbyś chciał zamordować mnie samym spojrzeniem, to dobrze - przezornie odrzucił paczkę na szafkę obok, coby Jinxowi nie przyszła chęć spalenia kolejnego zielnego papierosa.




avatar





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry