Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 4 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Go down

Pisanie 25.04.16 1:28  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
- Nadinterpretacja - rzuciła pod nosem po angielsku, nie siląc się nawet na kontynuowanie tematu. To nie miało sensu. Na pewno nie w tej chwili. Nawet nie miała na to ochoty. Przybyła tu odpocząć i poszukać ukojenia, a nie wykłócać się o Biblię i prawa rządzące światem przyrody. To, że jakiś anioł żył w oderwaniu od rzeczywistości nie było przecież jej problemem.
- Opuszczasz chociaż czasem Eden? Żyłeś kiedyś sam w Desperacji? Wiesz, jak to wygląda? - Starała się zamaskować wyrzut kryjący się za tymi pytaniami. Drażniło ja w pierzastych to, że wielu z nich potrafiło tyle gadać o dobroci i przestrzeganiu dekalogu, a żaden z nich nie wystawiał nosa z ich cudownego Raju. Jak mogli o czymś prawić, nie mając pojęcia o realiach? Ona może i nie spędzała tam wiele czasu, ale zdążyła zobaczyć warunki. Tam śmierć była na porządku dziennym. Ludzie się czasem wzajemnie zabijali po to, by samym przeżyć. Nie była w stanie ich za to winić. Tak zostali zaprogramowani. Przetrwa najsilniejszy. To instynkt, nie działanie dla samego zła.
Odwróciła się do niego z miną: "Co ty pieprzysz?"
- Serio? Poradzimy sobie? - Tak, to były pytania retoryczne. Oparła narzędzie na ramieniu i wskazała gestem drugiej ręki cały ogródek.
- W takim razie proszę, powiedz mi co tu trzeba zrobić i jak się za to zabrać, mm? Bo ja szczerze nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia o tych chwastach - warknęła. Zdecydowanie nie była w nastroju... nadal. Ale kto by się dziwił. Przez ostatnie miesiące siedziała w zamknięciu i pogrążała się w swojej depresji. Nie mogło jej się to odmienić w ciągu jednej doby w Edenie.
Wróciła do obcinania gałęzi, gdy jej uwagę zwrócił Ren użalający się nad stanem swojego zwierzaka.
- Bóg stworzył go normalnym pegazem. Takim uczyniła go zaraza. - Nie mogła się powstrzymać przed tym komentarzem. W końcu wszystko musiała zawsze sprostować i przeforsować swoje zdanie. Dlatego zawsze się tak żarła z Blight'em. Był równie uparty jak ona.


Ostatnio zmieniony przez Samael dnia 02.05.16 20:07, w całości zmieniany 1 raz
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 25.04.16 10:39  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
Coś mruknęła, ale postanowił nie dociekać. I tak zdawała się średnio zainteresowana tematem, przynajmniej według rudzielca. Kiedy zadała wydawałoby się zupełnie niezwiązane z dotychczasową rozmową pytanie, Ren uśmiechnął się dumnie i wyprostował skrzydła.
- Oczywiście! To znaczy, nie "żyłem sam w Desperacji", ale bywałem tam często. - czyli kilkakrotnie.
- To bardzo smutne miejsce, pełne problemów i potrzebujących. Tam spotkałem Szpetka. - który dobił resztkę uchowanych polnych kwiatków i znudzony walnął się w nowym legowisku. Nie był głodny czy spragniony, ani nie czuł zagrożenia, więc wybrał ten moment na drzemkę na łonie natury. W takim spokoju i bezpieczeństwie nie żył żaden z jego kolegów, ale bestia nie zdawała się tego doceniać. Nie zastanawiała się nad swoim żywotem jak to robiły anioły. Dopóki było żarcie i ktoś kto obroni, można było się byczyć pod gwiazdami. I tylko czasem jakieś niezrozumiałe zjawisko budziło instynkt przetrwania (albo raczej ucieczki w tym wypadku), jak na przykład pierwsze spotkanie z Natalie i jej mrocznym artefaktem.
Darkównie brakowało wiary. Nie było to ani dziwne, ani niespotykane na świecie od czasów apokalipsy (a zresztą nawet przed nią), ale Ramiel czuł się zobowiązany nawracać każdego kogo spotkał, choćby był pożeraczem koszmarów bez mózgu. Gdy dziewczyna przereagowywała wizję samotnego sprzątania ogrodu, Remi zaczął żałować, że nie przyszedł w innym momencie, albo, że przynajmniej nie czytał jakiegoś podręcznika o roślinach i ich pielęgnacji.
- Wiesz... To chyba oczywiste. - zgrywajmy ważniaka, na to każda poleci!
- Wystarczy skosić trawę. I wyrwać chwasty. I... i skończyć to co zaczęłaś z tym martwym czymś. A potem coś zasadzić i już!
Bo to takie proste. Bo w razie czego Bóg im doda sił czy coś w ten deseń. Bo głupio się przyznać przed kobietą, że się na czymś nie bardzo zna. Jakby na potwierdzenie swych pewnych słów, Ramiel schylił się i wyrwał najmniejszy, najbardziej uschnięty pojedynczy chwaścik i wyrzucił za siebie.
- Ot i cała filozofia. Bóg stworzył rośliny tak by służyły człowiekowi, a nie stawiały opór. Tak samo zaraza była jego wielkim planem, więc to jak wygląda Szpetek jest wolą Stwórcy.
On naprawdę nie chciał wszczynać kłótni. Tak szczerze mówiąc to nawet gdzieś głęboko we wnętrzu nie do końca wierzył w te wszystkie brednie jakie wygadywał. Ale odgrywał rolę idealnego anioła, gdyż zdawało mu się, że tego oczekują od niego inni. A idealny anioł przecież nie kwestionuje wyborów swego pana.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 02.05.16 19:42  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
Prychnęła pod nosem, gdy zaczął się tłumaczyć. Ile on miał tak właściwie lat? Zachowywał się zupełnie jak wychowywane pod kloszem dziecko. A to podobno ona dorastała za murami odizolowanego od potworności Desperacji miejsca.
- Bywać, a mieszkać to dwie różne rzeczy. Widać, że nie masz pojęcia, jak tam jest. - Spojrzała na gwiazdy by odciągnąć nieco myśli od obecnej sytuacji i pogrążyć się w rozmyślaniach.
- Sama nie zabawiłam tam długo i mogę się jedynie domyślać, jak to jest codziennie zastanawiać się kiedy wyczerpią się zapasy, czy za kilka dni zdobędzie się wodę lub jedzenie. Tam nawet ubrać się czasem nie ma w co. Spójrz na to, co jest tutaj. Czy ktokolwiek musi chodzić nago, bo nie ma dostępu do choćby kawałka materiału? Nie ma dachu nad głową? Przymiera głodem i marzy o kropli wody? Albo czy ktoś drży o życie, bo w każdej chwili może się na niego rzucić kilkumetrowa gadzina? - Odczekała chwilę po tych wydawać by się mogło retorycznych pytaniach.
- Nie - oświadczyła twardo i skierowała na niego pełne wyrzutu spojrzenie.
- Chcesz komentować to, czy ktoś ma powody by coś zrobić? To pożyj trochę w jego skórze. Nie masz o czymś pojęcia to się kurwa nie wypowiadaj. - Głos nadal miała twardy i stanowczy.
Stanęła wyprostowana i wbiła w niego ametystowe oczy. W tym momencie naprawdę mogła przypominać tę dawną anielicę, która bardzo dosadnie potrafiła czasem wbić komuś do głowy trochę niedostrzeganej przez niego prawdy.
- Wiesz co każde zwierzę ma zakodowane w genach? Ma przetrwać. Instynkt nakazuje mu walczyć do ostatniej kropli krwi o szansę na przeżycie. Człowiek nie jest tutaj wyjątkiem. W sytuacji zagrożenia jego ciało samo wie, co ma robić. Nie zawsze są to dobre rzeczy. Czasami okropne i wręcz obrzydliwe. Zabijanie i kanibalizm to chyba najlżejsze z nich - syknęła z odrazą. Nie, nie wobec ludzi, którzy musieli się do tego zniżać by przeżyć. Do niego. Tego, który ośmielał się wyrażać opinię, nie mając o czymś bladego pojęcia.
Rzuciła ze złością sekator na ziemię.
- Przestań w końcu pieprzyć o tym "jakże wspaniałym Bogu". Może i stworzył świetnie kręcący się świat, ale wiesz co? - Zrobiła agresywne krok w jego stronę, a następnie zniknęła by pojawić się tuż przed jego twarzą.
- Uczynił ten świat okrutnym dla człowieka, pełnym bólu i śmierci. - Opuściła się na palcach.
- On działa. Podnosi się po każdym kataklizmie, owszem. Niemniej jest pełen mordu. Bóg morduje. Może mieć w tym swoje cele, ale sam morduje i pozwala na mord. Pozwala by świat spływał krwią niewinnych. Ba... - Zaśmiała się niepokojąco.
- Pozwala by małe niewinne dzieciaczki były najpierw bite, później gwałcone, rozrzynane na części, a później albo porzucane w śmietnikach, albo jedzone. I co Bóg na to? On na to wszystko pozwala. - Prychnęła z nadal malującą się na twarzy odrazą i ruszyła z powrotem w stronę krzewu.
- Ba. Teraz nie jest już nawet łaskaw na to wszystko patrzeć i słuchać wołania o pomoc. To jest ten twój świetnie zaplanowany przez Stwórcę świat? - Odwróciła się przez ramię by na niego spojrzeć i dziwnie się uśmiechnęła.
Była o to wszystko pełna żalu do Boga i musiała go kiedyś w końcu wylać. Jad Boga. Czyż nie takie nadał jej imię? Nie powinien się więc dziwić, że jej dusza była pełna jadu, którym dziewczyna miała coraz mniejsze opory pluć. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza kiedy cierpiała. Miała ochotę rozwalić cały ten świat i zrobić to lepiej, niż ten cały cholerny Bóg, który jak widać spartaczył robotę.
- Owszem, jest świetnie zaplanowany, ale z całą pewnością nie jest taki piękny jak ci się wydaje. To padół łez, na którym nas zostawiono. Chcesz go poznać? Nie siedź na tyłku w wygodnym miodem i mlekiem płynącym Edenie tylko ruszaj w świat pomagać, skoro taka twoja rola i po to przyszedłeś na ten świat. - Jej jadowity szept rozniósł się po ogrodzie jak słaby powiew zimnego wiatru. Niby cichy, ale jednak przeszywający aż do głębi.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 04.05.16 17:12  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
Czy on powiedział coś nie tak? Nagle sympatyczna wymiana zdań przerodziła się w poirytowany monolog jednej ze stron, którego Ramiel słuchał biernie nie będąc pewnym czy naprawdę chce dalej wyrażać własne zdanie.
Samael nie lubiła Boga. To było może i w jakimś stopniu widoczne, ale nigdy nie osiągało takich rozmiarów. Osoba podająca się za anielicę mocno przesadziła z wczuwaniem się w rolę i gdyby nie to, że była stworzeniem bożym, które zasługuje na wybaczenie, to rudy anioł mógłby się do niej nawet zrazić. A i tak skrzywił się słysząc jej niecenzuralny język. Byli w Edenie, na miłość boską! Mogłaby chociaż trochę uważać na to jak się wyraża. Milczał nawet, gdy zjawiła się tuż przed nim, kontynuując agresywne wywody. Nie wiedział jak choć przez chwilę mógł ją wziąć za prawdziwą Sam.
Miał do czynienia z jakąś obcą, zagubioną duszą. Od tego byli stróże, nie on. Chciał się ulitować, pomóc jej, tak jak Szpetkowi, bo taką miał naturę. Natalie jednak nie potrzebowała czyjejś opieki, a przynajmniej nie wydawała się jej nawet chcieć. Remi miał słabość do tych odtrąconych i niekochanych, jednak herezji słuchać nie zamierzał. I chociaż sam tu przecież przylazł nieproszony, nagle dotarło do niego, że być może stojąca przed nim kobieta nie chce znosić jego towarzystwa.
Jak wszyscy.
Nie ważne. Bóg go zawsze testował, sprawdzał jak poradzi sobie będąc innym od reszty skrzydlatych. Po prostu trzeba to znieść. Choćby miał znowu zamknąć się w swoim domu i nie wychodzić nigdzie poza nielicznymi misjami na jakie go jeszcze posyłali, jakoś da sobie radę sam. Jak zwykle.
- Jeśli będziesz potrzebowała kiedyś pomocy, to znajdziesz mnie w moim domu. A na razie wybacz, ale muszę odprowadzić Szpetka zanim ktoś się go przestraszy.
Wymówka jak każda inna, ale wystarczająca. Chłopak podszedł do wylegującego się kucyka i złapał za jego smycz. Ten jakby przeczuwając o co może chodzić, wstał obojętnie i razem ruszyli w stronę wyjścia z ogrodu. Dla Ramiela temat był skończony, choć wciąż po głowie krążyły mu chaotyczne myśli. Coś za dużo się ostatnio pozmieniało, jak na jego upodobania.
[zt]
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 04.05.16 17:35  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
Uśmiechnęła się kwaśno, gdy zamiast odpowiedzieć jakoś na jej przemowę, po prostu postanowił sobie pójść.
- Tak myślałam. Wszyscy tylko gadacie, ale żaden z tutejszych nic nie zrobi. Jak zwykle to banici muszą sprzątać za was - prychnęła z pogardą i podniosła ciężkie, wypełnione starą ziemią wiadro.
- Dobra, więc siedźcie sobie tu dalej. Tylko przestańcie w końcu udawać, że ratujecie ten świat. Zabawne, że starają się go jakoś stawiać na nogi takie wyrzutki jak ja, a nie państwo "idealni" skąpani w blasku i chwale Pana na urlopie. -  Skrzywiła się paskudnie, ale nawet się teraz do niego nie odwróciła.
Nie mogła być tego świadoma, ale przekonania Samael same wdzierały się do jej świadomości zagnieżdżając się tam, jakby powstały tam samoistnie. Nie, tak nie było. Frustracja, która narastała w niej od stuleci znowu zaczęła wychodzić na wierzch domagając się wręcz do jakiejś reakcji.
Ten świat był zły. Ten świat był cholernie zły i wyniszczony jak ona. Mimo to nadal istniał i istnieć musiała także ona. Tutaj, w tym świecie. Może należało go więc zmienić.
- Siedźcie tu sobie jak chcecie. Ja nie zamierzam. Choćbym miała walczyć z całym światem, ja się nie poddam. - Mówiła już raczej do siebie. Nawet nie wiedziała, czy nadal jej towarzyszy. Przez pogrążenie się w rozmyślaniach zupełnie ignorowała dźwięk oddalających się kopyt.
Upadłam. Mam dość. Będę wieczna i stąd nie odejdę. Taki stan nie może trwać wiecznie. Pora się pozbierać i zapieprzać jak dawniej. Może nawet jeszcze bardziej, skoro mam więcej siły.
Podniosła wściekły wzrok ku niebu.
A ty jeszcze zobaczysz, że ja się tak łatwo nie poddaję. Choćbym miała dźwigać na barkach cały świat, nie ugnę się i nie poddam, dopóki on jeszcze istnieje.
Ale najpierw musiała sobie przynajmniej poradzić z tym głupim ogrodem. Jutro poszuka w miasteczku kogoś, kto zna się na roślinach. Później ogarnie instalację w domu. Poradzi sobie, zna się na tym. Wystarczą narzędzia i sprzęt. Sprzęt się załatwi, tylko potrzebny jest transport. Zawsze można nająć Smoki albo poprosić któregoś ze znajomych z Desperacji. Na pewno się uda. Jest zdolna, a to przecież drobnostka. Czymże jest naprawa jednego domu w porównaniu do odbudowy całego świata?
Chwila, świata?
Zaśmiała się bezgłośnie.
Na co ja się niby porywam?
Pokręciła z politowaniem głową.
Z drugiej strony, mam przed sobą wieczność. Musze sobie znaleźć jakieś długoterminowe hobby.
Ale najpierw moje życie. Bez tego niczego na większą skalę nie zdziałam.

[z/t]
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 28.06.16 11:05  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
Dziwnie tak było iść o własnych nogach całą drogę z ogrodu w okolice wieży. Dawno tego nie robiła - zawsze wszystkie drogi przemierzała na skrzydłach. Szczególnie tutaj, w Edenie. Szła u boku Samael z narzędziami ogrodniczymi zawiniętymi w materiał, przerzuconymi przez ramię, oraz Zairem lecącym radośnie ponad nimi. On też się cieszył, że w końcu mogą coś zrobić.
Po drodze różowowłosa anielica zagadywała oczywiście swoją towarzyszkę. Zaczynając oczywiście od standardowego "co słychać", na bardziej skomplikowanym "czemu tak długo cię nie było" kończąc.
Kiedy w końcu dwa aniołki zbliżyły się do rezydencji, Ambriel zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na budynek.
- Mieszkasz tutaj sama? - niemal wykrzyknęła ze zdziwienia. Sama rezydencja wyglądała dosyć staro, trochę zaniedbanie. Ale nie to ją interesowało - Moreta rzuciła okiem na ogród oceniając jego stan oraz wielkość. Przed rozpoczęciem działań, musiała sobie ułożyć plan. A tego nie mogła zrobić, dopóki nie wiedziała wszystkiego.
- Więc... Głównie chcesz, żeby to wszystko ogarnąć tak? - powiedziała wodząc wzrokiem po ogrodzie. Tu przyciąć, tam zlikwidować, tutaj znowu poprzycinać. Zwróciła też uwagę na ścieżkę, czy chodniczek.
Posłała Zaira przodem, aby sprawdził dla niej wielkość ogrodu po czym zamyśliła się.
- Co mnie tu może zaskoczyć? - zapytała jeszcze na koniec chcąc wiedzieć, czy nie zostanie zaatakowana przypadkiem przez jakieś stworzenie, kiedy będzie przycinać krzewy.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 28.06.16 12:12  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
Samael lubiła poruszać się na piechotę. Była to dobra okazja na wyciszenie się i przemyślenie niektórych spraw. Nie lubiła tylko marszów przez Desperację. To akurat było katorgą. Naprawdę musiała sobie w najbliższym czasie załatwić jakiś środek transportu. Zwierzęta raczej odpadały, bo nie chciała brać na siebie obowiązku zajmowania się nimi, ale za to jakąś dobrą maszyną by nie pogardziła. Nawet miała jedną upatrzoną. Tylko teraz sprawa załatwienia jej sobie. Ciekawe czy  osoba, która miała zająć się tym zadaniem, dobrze je wypełni. Lepiej, żeby to zrobiła, bo z całą pewnością nie chce odczuć na sobie gniewu anielicy.
Kobieta uśmiechnęła się smutno na pytanie, dlaczego jej nie było. To była strasznie długa, nieprzyjemna i zapomniana historia.
- Mam na koncie kilka nieprzyjemnych wydarzeń. To one zatrzymały mnie na tak długo i aż tak mnie zmieniły. - Skrzywiła się.
- To długa historia, której nie mam ochoty wspominać. - Nie chciała poruszać tego tematu, co jasno acz uprzejmie dała Ambriel do zrozumienia.
Serafina chciała to wszystko zostawić za sobą i skupić się na sprawach dotyczących najbliższej przyszłości. Ogarnięcie swojego życia, domu, kontaktów, zorientowanie się w sytuacji na terenie dawnej Japonii. To były jej obecne plany. Na te większe miała jeszcze mnóstwo czasu, więc szkoda było zawracać sobie nimi głowę. Miała już dość zamartwiania się i chciała od tego odpocząć.
Zatrzymała się od razu, gdy zobaczyła minę towarzyszki. No tak, jej dom znacznie różnił się od tych znajdujących się w anielskim miasteczku. Był sporych rozmiarów, zbudowany gdzieś na uboczu i widocznie już zniszczony. Zaczął powstawać niedługo po zejściu aniołów na ziemię, więc miał już na koncie kilka stuleci, co mocno odcisnęło się na jego wyglądzie mimo prób utrzymania go w dobrym stanie. Było to tym bardziej widoczne, że od prawie wieku mało o niego dbano. Zbyt wiele się działo, a jego mieszkańców zaczęło ubywać.
Uśmiechnęła się smutno i przeniosła wzrok z Morety na starą budowlę.
- Na chwilę obecną, tak. Zwykle mieszkało tu od 4 do 6 aniołów, ale od lat budynek stoi pusty i niszczeje. Dlatego staram się go odbudować i doprowadzić do porządku. Może wtedy znów ktoś się tutaj wprowadzi. - Jej wzrok powędrował od fundamentów aż po dach.
Taaak. Będzie trzeba się tym zająć, ale to wymaga materiałów. Zdecydowanie muszę znaleźć sposób na przywiezienie tu kilku rzeczy z Miasta. W Edenie nie ma wszystkiego, czego potrzebuję.
Zamrugała kilka razy i wróciła do rozmowy, nieco ożywiona wspomnieniem o ogrodzie.
- Tak, potrzebuję pomocy z ogrodem. Kilka dni temu zaczęłam wykopywać zeschnięte krzaki, ale robienie tego w pojedynkę było strasznie ciężkie. Na dobrą sprawę trzeba tam głównie zająć się wysoką trawą, przesadnie rozrośniętymi krzewami, liśćmi i igłami rozsianymi pod drzewami i kilkoma kamiennymi ozdobami, które zarosły lub popękały. Trzeba będzie też poszukać kilku roślin, które chciałam zasadzić, ale to może poczekać. Sama pewnie za miesiąc znowu muszę wrócić do M3, bo czekają tam na mnie sprawy do załatwienia i znajomi, z którymi ciężko się stąd kontaktować.
Tyle na głowie, a tak mało czasu... W sumie, sama to na siebie wzięłam, więc nie ma na co narzekać. To ja na siłę próbuję połączyć te skrajnie różne światy, z którymi jestem związana.
- Zaskoczyć? - Zamyśliła się. - Ogród graniczy z lasem, więc można się spodziewać zwierząt, które tam mieszkają i mogą się do nas zbliżyć, ale zwykle zatrzymują się na granicy lasu i nie sprawiają problemów. A, jest jeszcze Shen, mój bazyliszek. - Oj tak, o czterometrowym wężu warto było wspomnieć. Ostatnim czego było trzeba to Morety schodzącej na zawał na widok węża.
Serafina zerknęła na krążącego tu ptaka.
- Nie powinien stanowić zagrożenia dla Zaira, jeśli ten nie będzie próbował się do niego na siłę zbliżać.
Bardziej agresywny robi się tylko na komendę.

//Przepraszam za te ściany tekstu, ale jakoś same mi się piszą.

                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 29.06.16 10:28  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
Ambriel nie dopytywała o historię Serafiny. Skoro była długa i nie miała ochoty jej opowiadać - musiała się do tego dostosować. Zresztą co by jej to dało? Cokolwiek ją spotkało była to już przeszłość, więc nic nie można było z tym zmienić, prawda?
- Może ktoś mógłby ci pomóc go naprawić... - powiedziała zamyślona jeszcze patrząc na budynek. Ona sama niestety nie miała odpowiednich umiejętności, aby postawić dom, czy w ogóle go wyremontować. Nie... jej zdolności ograniczały się do pieknego ogrodu i tego się trzymała. Na dobrą sprawę, gdyby nie to, ze czasem trzeba schronić się przed deszczen, który i tak jest konieczny (albo po prostu przyjąć gości pod dachem) wystarczyłby jej do życia ogród. Owszem musiałaby wtedy znaleźć gdzieś miejsce nanarzędzia, ale to nie był problem.
Nieważne...
- Dobrze, poradzę sobie z tym. Doprowadzanie ogrodu do stanu świetności to moja specjalność - powiedziała z uśmiechem, kiedy Zair znowu wylądował jej na ramieniu i zapiszczał cichutko.
- Postaram się niczego nie zmieniać... - dodała po chwili przewracając oczami. Wiedziała, że to akurat będzie trudne. Czy ogarnięty ogród Samael zmieści się w ramach jej estetyki? Najpierw jednak trzeba tu posprzątać!
Na wzmiankę o bazyliszku, Ambriel przeniosła spojrzenie na swojego małego przyjaciela.
- Słyszałeś? Nie narzucaj się Shenowi - powiedziała do niego po czym znowu przeniosła spojrzenie na Samael
- W którym miejscu on mieszka? Nie chciałabym go za bardzo niepokoić - powiedziała kładąc zebrane narzędzia na ziemi i rozwijając materiał. Sprawdziła czy ma wszystko - nożyce, dwa rodzaje grabi, motyka i mały sierp. Czegoś jej brakowało, ale tego to sama nawet nie posiadała.
- Nie mam nic do koszenia trawy - powiedziała w zamyśleniu bardziej do siebie i znowu spojrzała na Zaira. Co jak co, ale z taką ilością to sobie nie poradzi. Owszem był wszystkożerny, więc zajmował się trawą w jej ogrodzie, ale jej trawa była krótka, ani ona, ani tym bardziej ikurua nie pozwalali jej za bardzo wyrosnąć. Tutaj jednak będzie potrzebowała innej pomocy, jednak na razie nie miała pomysłu. Najpierw zajmie się krzewami.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 29.06.16 11:34  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
Wzruszyła ramionami.
- Nie chcę niepotrzebnie zawracać innym głowy swoimi sprawami. Nie spieszy mi się z odrestaurowaniem domu, więc z większością rzeczy powinnam poradzić sobie sama. Największy problem stanowi transport materiałów z Miasta, bo choć znam kilka osób w Desperacji, to jednak brakuje im jakiegoś większego środka transportu, którym można by to przewieźć. - W tym momencie otworzyła szerzej oczy i odwróciła się w stronę Morety jakby sobie o czymś przypomniała.
- A może ty znasz kogoś, kto miałby jakąś większą bestię lub coś, co by się nadawało. Noszenie tego na własnych barkach mogłoby oznaczać kilkanaście kursów, a to jest okropnie wyczerpujące i mogłoby trwać miesiącami, ale gdyby znalazł się ktoś z takim farosem, to poszłoby znacznie szybciej. - Skrzywiła się na samą myśl i noszeniu tych rzeczy osobiście.
Już zwykła przeprawa przez Desperację była trudna. Kilka dni marszu z kilkukilogramową torbą na plecach. Miała w zwyczaju pakować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale jedzenie, woda, opatrunki, jakaś broń... To wszystko swoje ważyło, a gdyby chcieć jeszcze taskać ze sobą rury czy przewody, to można by się załamać.
Samael zaprowadziła Moretę na tyły domu, gdzie znajdowała się centralna część ogrodu. Miejsce z grubsza wyglądało tak, jak kobieta je opisała. Dość wysoka trawa, rozrośnięte krzewy, kilka zeschłych gałęzi czy obumarły krzak, jakiś podniszczony murek, winorośl powoli atakująca dom... Było widać próby poradzenia sobie z tym, o których anielica wspominała, ale niewiele one zmieniały.
- Shen najczęściej przesiaduje w domu. Znalazł sobie tam dobrze nasłoneczniony pokój i pewnie tam się teraz wyleguje. Jeśli nie postanowi wybrać się na spacer, to nie powinnyśmy się na niego natknąć. - Wąż nie przepadał za otwartą przestrzenią.
Może była to kwestia wychowywania się w kanałach, a może taka była jego natura. On po prostu nie wychodził na zewnątrz wtedy, kiedy nie musiała. Przybył tu ze swoją właścicielką, ale od czasu, gdy zawitali do Edenu, rezydencję opuścił tylko raz.
Czarnowłosa zaśmiała się pod nosem na wzmiankę o kosie.
- Zasadniczo to mam kosę. Problem w tym, że służy ona raczej do walki niż prac w ogrodzie, ale od biedy powinna i z tym sobie poradzić. - Fakt, jej budowa znacznie różniła się od normalnej, ale też przecież była strasznie ostra i służyła do cięcia. Mogła być przy tym zadaniu trochę niewygodna, ale z pewnością nadawała się do tego lepiej niż nożyczki, dziób Zaira, sierp czy gołe ręce.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 29.06.16 23:55  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
Na pytanie o kontakty transportowe nie odpowiedziała od razu - przez dłuższą chwilę się zastanawiała nad tą kwestią. Zebrała w tym czasie swoje narzędzia, jednak nie owijając ich już w materiał i ruszyła za Samael do głównego ogrodu. Oparła narzędzia o murek i rozejrzała się.
- Nikt nie przychodzi mi do głowy. Właściwie to nie mam zbyt interesujących kontaktów jeśli chodzi o takie sprawy - przyznała. W końcu, po co by miała ukrywać przed nią jak jest naprawdę? Fakt, że dopiero nie dawno zaczęła wychodzić do ludzi nie był żadną tajemnicą. Wcześniej jakoś nie miała ochoty na nic, oprócz swojego ogrodu.
- Więc jeśli chcesz mi pomóc, możesz spróbować z tą swoją kosą... - powiedziała zastanawiając się nad tym, czy przypadkiem koszenie trawy kosą bojową nie stępi ostrza. A sama nie chciała brać do ręki broni która służyła do wiadomo czego. Jeszcze by się skaleczyła i już w ogóle byłoby pozamiatane.
- Jak to nic nie da, to wyślę Zaira po pomoc - powiedziała wciąż zamyślona biorąc do ręki nożyce. Kogo mogła by wezwać? Kto jeszcze miał dobrą rękę do roślin?
W między czasie podeszła do pierwszego krzewu i spojrzała na niego krytycznie. Zwykły obrośnięty krzak. Ach!
- Chcesz, żeby ogród miał jakiś konkretny charakter, czy wszystko ci jedno? - zapytała jeszcze Samael zanim wzięła się za przycinanie krzewu. Myślała nad jego kształtem - powinna zrobić z niego elegancką kulę, czy może coś innego?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 30.06.16 0:45  •  Stara rezydencja Samael - Page 4 Empty Re: Stara rezydencja Samael
Pokiwała powoli głową w geście zrozumienia. Nie miała jej oczywiście za złe, że nie mogła jej w tej sprawie pomóc. Już i tak wiele robiła, pomagając jej z ogrodem.
- No trudno. Będę musiała poszukać kogoś sama. - Znów zerknęła na dom.
- Ale jakoś sobie z tym poradzę. Nie musisz się przejmować. - Posłała jej miły uśmiech i wróciła myślami do tematu ogrodu.
- Dobrze, zaraz ją przyniosę i zajmę się tą trawą. - W sumie to zrobiła to nawet szybciej, niż Moreta mogła się tego spodziewać.
W jednym momencie ciemnowłosa anielica stała kilka metrów od niej, a w następnej chwili rozmyła się jak cień i zwyczajnie zniknęła by po kilku sekundach pojawić się ponownie na tym samym miejscu, ale już z dość dużą kosą o dość cienkim, czarnym trzonie.
Odwróciła twarz w stronę lasu. Przez to ciągłe mieszkanie w Mieście, mała już dość tej wszechogarniającej sztuczności. Przybywając do Edenu, chciała widzieć naturę. Niebo, które nie było zmienione przez ochronną kopułę; ścieżki, które zastępowały tu asfaltowe drogi; skromne domy, zamiast kilkunastometrowych wieżowców... To samo tyczyło się roślin.
- Cieszyłabym się, gdyby udało się sprawić, aby las tak naturalnie, jak to możliwe, przechodził w ogród i się z nim stapiał. Tak, jakby nikt w niego nie ingerował, ale jednak był znowu piękny zamiast przypominać pobojowisko. - Tym razem nie użyła już zwrotu "ja chcę". Powtarzany w kółko wydawał jej się zbyt roszczeniowy.
Co ciekawe, im dłużej mówiła o ogrodzie, tym bardziej jego wizja wydawała jej się znajoma. W głowie widziała obraz, który wydawał się nie być jedynie projektem, a raczej zamazanym wspomnieniem tego, jak niegdyś wyglądało to miejsce.
Zamrugała kilka razy, wyrywając się z tego transu.
- Zajmę się już tą trawą - rzuciła i przechyliła stojącą do tej pory kosą i zaczęła ścinać trawę.
Będzie ją trzeba później uprzątnąć, ale Ambriel przyniosła grabie, więc nie powinno to stanowić problemu.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
- Similar topics

 
Nie możesz odpowiadać w tematach