Strona 8 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Nove on 28/1/2018, 15:07
Gdyby ktoś spytał, dlaczego skierowała swoje kroki akurat tutaj, miałaby problem z odpowiedzią.
Nie, serio. Po tej całej uroczej wymianie zdań z Rają, Nove ponownie wymaszerowała na Desperację z nie wiadomo jakiego powodu, tłumacząc swoją decyzję "wezwaniem znad gór piaszczystych", czy coś w stylu. Wciąż na haju, mimo iż nic nie brała - Nove jak zwykle chciała udowodnić, że wciąż może zrobić coś głupiego.
I zrobiła. Zwiała na kolejne parę miesięcy.
Prawdopodobnie była na jakimś zadupiu tak długo, aż w końcu jej umysł stwierdził, że warto by było wrócić, bo znowu zaczyna się zamykać przed ludźmi. Sama do końca nie wiedziała, co się z nią działo - mimo iż nic się nie działo i z nikim nie walczyła, miała wrażenie, jakby czasem dostawała jakiś... małych ataków paniki. Może bała się, że DOGS uzna ją za dezertera. Może znikomy kontakt z żywymi zaczął ją męczyć. Cokolwiek to było, wcale jej nie ułatwiało życia. Gdzie były te psy, kiedy były potrzebne? Powinny być wszędzie, łazić po całej Desperacji, męczyć ludzi! A nikogo nie było.
Albo miała pecha, albo ktoś tam w górze się z niej śmiał. Moje nawet jej własny stróż, czort go wiedział.
Niemniej jednak nie miała czasu myśleć tylko o niebieskich migdałach, bo gdy tylko weszła do ruin wioski, usłyszała dosyć dziwny dźwięk - a to, rzecz jasna, postawiło wymordowaną na baczność i kazało zachować czujność. Cholera jasna wiedziała, co tutaj się czaiło, a jednak Nov wolała utrzymać się jeszcze trochę przy życiu. Jej ręka zacisnęła się nieco mocniej na szyjce butelki, którą wciąż uparcie niosła w lewej ręce, wierząc, że będzie to dobra rzecz do obrony.
Taki czort. Gdy ujrzała bydlę, jakie paradowało po wiosce, całkowicie miała ochotę ją rozbić.
To był jakiś koń, który powoli łaził jak gdyby nigdy nic - a przynajmniej tak to wyglądało. Dobra, trzeba było przyznać, koni dawno nie widziała, a już na pewno nie takich wyrwanych z fantasy na żywo... Stąd bernardyn otarł oczy ze zdumienia, próbując się upewnić, czy to była prawda, czy jednak wytwór jej chorej wyobraźni. Dla czystego bezpieczeństwa jakoś schowała tę nieszczęsną butelkę do torby, tym samym też wymacując jeden z noży, jaki tam chowała. Nie wyciągnęła go jeszcze, wiedząc, że może wystraszyć zwierzę - albo wymordowanego, cholera wie co to było - a następnie nieco się cofnęła z nadzieją, że jeszcze jej nie zauważył.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 29/1/2018, 00:58
Penetrowała to kolejne opuszczone budynki, przekopując śmieci swoimi kopytami. Wyglądało to trochę jakby była psem chcącym wykopać dziurę w ziemi by zakopać swoją kość. Robiła przy tym sporo hałasu, ale jakoś zapomniała o tym by być ostrożna. Najwidoczniej uznała, że nikogo ani niczego tu nie spotka więc może robić co chce. Traciła jednak szybko nadzieję, że znajdzie tu coś ciekawego. Parsknęła zażenowana i wylazła z kolejnego budynku, wychodząc ponownie na ulicę. Zastrzygła uszami, nasłuchując, ale nic niepokojącego nie dotarło do jej uszu. Nozdrza to jednak już co innego. Wyczuła dziwną, nieznaną jej woń. Była bardzo osobliwa, ostra i odurzająca zarazem. Zaciągnęła się nią mocno, po czym zaczęła węszyć niczym kundel. Cholera, to w końcu koń, jednorożec, zombie czy pies? A może wszystko na raz?
Ożywiła się nagle i zaczęła bacznie się rozglądać. Wiatr tajemniczej osobie nie pomagał, bo roznosił jej woń po całej okolicy, szybko naprowadzając zmutowanego konia na nią. Bestia zaczęła niebezpiecznie kierować się w jej stronę, mają zadarty łeb do góry i ciągle węsząc. Wyglądała potwornie, to fakt, ale nie jakoś groźnie - poza szczerbatym pyskiem, pokręconym rogiem na głowie i kopytami nie posiadała raczej niczego niosącego natychmiastową śmierć... Chyba. Ah, jeszcze warto wspomnieć o jej duszącej aurze stęchlizny, ale to chyba nie zabijało... Od razu.
Właściwie dziewczyna miała przewagę nad koniowatą, bo mogła ją jeszcze zaskoczyć. Pytanie tylko czy chciała ją atakować? Stworzeniem raczej kierowała zwykła ciekawość, a nie chęć mordu. Niemniej obie zapewne tak samo mocno obawiały się swojej przeciwniczki.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Nove on 29/1/2018, 19:26
Wymordowana bacznie przyglądała się zwierzęciu i starała się dzielnie zachować spokój, choć ból głowy i ogólne poddenerwowanie potęgowało u niej chęć ataku, aniżeli ewentualnej obrony. Była w pełni świadoma faktu, że wojowanie w tej chwili było najgorszym pomysłem i jedyne, co by zdziałała, to nieprzyjemnie rany. W dodatku miała wrażenie, że koń wcale nie planował jej tak szybko zaatakować... Wyglądał na zainteresowanego lub szukającego czegoś, a nie agresywnego -
w to przynajmniej cichutko wierzyła Włoszka, kiedy obserwowała tę cholerę.
Spokojnie, chodząca panikaro. Jak trzeba być zajebistym, to będziesz miłym psiakiem i nikomu nie spróbujesz nakopać. Jesteś medykiem, a nie jednostką bojową od wpierdolu. Wdech, wydech, oceniaj dalej.
Dzielna pani medyk aż sama sobie strzeliła z liścia aby upewnić się, że nie śni na jawie po raz kolejny i że jest spokojna. Dopiero potem zrobiła kolejne kilka kroków w bok i nieco w tył, jakby chciała zaprosić koninę na jakiś nieudolny parkiet podejrzliwych wymordowanych. Skoro miały się sobie wzajemnie przyglądać, to będą to robić w dobrym stylu. Chciała jednak spróbować czegoś nieco bardziej... Przyjaznego? Nie miała pojęcia czym była ta bestia, ale mogła być całkiem przydatna w przyszłości, gdyby ją udobruchała - dlatego też jej pierwszą myślą było wyciągnięcie kilku nieco zmasakrowanych, ale wciąż żyjących roślinek, które położyła kilka kroków przed sobą, cofając się po wykonaniu tej czynności. To były zwykłe trawki i inne cuda, którymi dało się zapełnić gębę na chociażby chwilę, ale jej się nawet nie przydadzą. Wiedziała, że zwierzę może to uznać za trujące, ale zdecydowała się na mały hazard.
- Słuchaj, ja też nie chcę się z Tobą bić, okej? - rzuciła bardziej do siebie, choć wciąż po cichu wierzyła, że może to jednak wymordowany, który ją zrozumie - Nie trują. Zwykłe resztki trawy. Słuchaj, dajmy sobie przejść, nie mam humoru na walk- Kurwa, śmierdzisz. Śmierć przyszła na żniwa czy jak?

Po jakimś czasie pokręciła tylko głową i uciekła.
[z/t]



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 3/3/2018, 01:20
Uczestnicy: Liam & Insomnia.
Cele wydarzenia: Zdobycie bandaży, antybiotyków, termometru, nici chirurgicznych, środków odkażających (+ składniki na lub gotowy lek przeciwko Syndromowi Obcego).
Poziom trudności: Średni.
Możliwość zgonu bohatera: W ramach wybitnie lekkomyślnego narażania postaci przez graczy.

_____________________________________________________________

Kiedyś świetnie prosperująca wioska, której rzeczywistość obracała się wokół spokojnej i wdzięcznej pracy na roli, z czasem została zdziesiątkowana aż nie pozostał nikt zdolny opowiedzieć jakąkolwiek sielską opowieść z tego okresu. Obecnie stanowiła jedynie echo zamierzchłej przeszłości, świadectwo tego, że nic co stworzone ręką człowieka nie trwa wiecznie. Pozostały uliczki, zrujnowane budynki, niespełniające już swej roli studnie oraz pozostawione samopas pokryte rdzą pojazdy rolnicze, od których odchodziła farba. Po polach, które niegdyś uginały się pod ciężarem dojrzałych zbóż nie pozostało nic, poza wysuszoną, popękaną w wielu miejscach ziemią, która od dawna nie została uraczona naiwnie wyczekiwanym deszczem.
Z pozoru nie można dostrzec tutaj żywej duszy, lecz to tylko pozorne wrażenie stworzone przez trudne warunki Desperacji. Plotki głosiły, że wśród wielu przewijających się na tym terenie głodnych wymordowanych i dzikich, drapieżnych zwierząt, czyhających cierpliwie na swoje przyszłe ofiary, osiadła na stałe jedna z podejrzanych, hermetycznych grup. Ponoć handlowali interesującymi obiektami, które niegdyś należały zapewne do żołnierzy, Łowców, a które wpadły w łapy szmuglerów, których ci zdążyli skonsumować bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Obecnie według niezbyt pewnego i godnego zaufania źródła: mieli być w posiadaniu nie tylko pomniejszego rodzaju broni, wyroby własnej roboty, ale i również ciekawy ekwipunek medyczny, który miał przywodzić na myśl nieco luksusu, a tego przecież niełatwo doświadczyć w samym epicentrum upadku cywilizacji. Na razie były to jednak tylko niepotwierdzone pogłoski, które przechodziły z ust do ust na terenie bezkresu, które mogły z powodzeniem trafić do posiadaczy żółtych chust pod wodzą Wilczura.

 
_____________________________________________________________
 
Termin: do 11.03.*
Czas akcji/pogoda: Późne popołudnie/upał
Inne: Uwzględnijcie posiadany przez wasze postacie ekwipunek — w całości.


Podsumowanie:
Rozegrajcie między sobą dwie kolejki (*jeśli wyznaczony czas jest za krótki, dajcie znać, przedłużymy). Dopiero po tym „wprowadzeniu” waszych postaci do gry i oswojeniu ich z lokacją, rozpoczniemy właściwą część wydarzenia. Nie będę odgórnie zarządzał, jak wasi bohaterowie się w tym miejscu znaleźli, to leży w waszej gestii. Cel ich wyprawy jest natomiast jasny. Powodzenia!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Liam ♥ on 4/3/2018, 20:50
- Może gdzieś się tutaj schowamy i poczekamy do nocy? Jest tak strasznie gorąco.
Rzucił by przerwać trwającą od godziny ciszę. Bo wcześniej też narzekał. Głównie na słońce, na które był mniej odporny. Zdecydowanie wolał kiedy była noc, wtedy na pustyni robiło się tak przyjemnie chłodno, że aż wychodziłby i wychodził. Ale pewnie w ten sposób nie dogodziłby swojej koleżance, której z pewnością nocne temperatury bliżej zera nie pasowały. I weź tutaj człowieku bądź mądry. No nic, musiał zarzucić jakąś szmatą na łeb, przynajmniej póki się chociaż trochę nie ściemni i temperatura nie spadnie. Gorzej, jak wdadzą się tutaj w jakąś bijatykę, wtedy aj waj przygodo.
Liam zmarszczył brwi. Kręcili się tak bez celu w zasadzie po pustyni, bo Liam kompletnie nie miał pojęcia gdzie szukać rzeczonych leków. Znaczy, mógł się domyślać, ale przecież on tyle lat żył w uśpieniu, świat się zmieniał pozostawiając biednego wymordowanego w tyle. I tak jakoś wyszło w sumie po drodze, że natrafili na te ruiny. Przynajmniej był to jakiś punkt zaczepienia. Kto wie, może w jakiejś piwnicy, któregoś z tych byłych domostw coś się znajdowało? Przez tyle lat to pewnie ktoś w tych dziurach mieszkał, może nawet coś po sobie pozostawił. Liam miał taką nadzieję, bo chciał względnie sprawnie wykonać polecenie i dostarczyć co trzeba.
No i jeszcze pozostawała jego koleżanka. Może też będzie chciała szybko załatwić sprawę. A co jeśli nie? Podczas święta raczej nie wyglądała na zbyt żywotną osobę, w tym sensie, że była chętna do działania. Tak Liam sądził, rzeczywistość mogła być inna.
- Wygląda jak zabita dechami dziura. Aż coś mi się nie chce wierzyć, że ktokolwiek może tutaj czymś handlować.
Nawet jeśli ktokolwiek tutaj był... to przecież musieli mieć plan jak to wszystko zabrać i przy okazji nie pokiereszować się za bardzo. Chyba nie był do końca skłonny zawierzyć własne ciało jednemu z ich medyków... oczywiście mówił tutaj o Insomnii, przecież on sam potrafi się wyleczyć. Ale świadomość spędzenia tygodnia czy dwóch na drzemce raczej nie napawała go optymizmem. Cała ta sprawa dopiero mu się nie uśmiechała. Ale też może być tak, że plotki są nieprawdziwe i chodzą za niczym.
Przestań chrzanić Liam, jesteś tutaj w jakimś celu więc się przyłóż. Może coś za to dostaniesz.
- Tooo... także ten.
Chrząknął. Nie był chyba zbyt dobry w ciągnięciu rozmowy.


Ekwipunek.:
Torba na ramię, pusta szklana buteleczka(0,5l), półmetrowy metalowy drąg.
Na sobie ma t-shirt, spodnie, buty i chustę na głowie.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it




O krokodylach różańcowych l Głos

avatar





Liam ♥
Chart     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Insomnia on 5/3/2018, 00:31
- Mówiłeś to tylko dwadzieścia tysięcy razy - wytknęła, choć jej twarz zdobił zaczepny uśmiech. Gdyby naprawdę zamierzała złościć się o coś takiego, musiałaby być okropną hipokrytką; sama w końcu nawijała jak najęta przez prawie cała drogę, póki jakąś godzinę temu nie zaschło jej w gardle. Dopiero wtedy zapadła błogosławiona cisza, co jakiś czas przerywana cichym nuceniem ze strony wymordowanej. Ona po prostu nie potrafiła zachowywać się jak dojrzały, spokojny człowiek. Nawet idąc podrygiwała co kilka kroków, dając upust niespożytkowanej energii. Cała wręcz buzowała od emocji - nieczęsto zdarzało się, by mogła wyrwać się aż tak daleko. Co prawda z towarzystwem, ale to nie przeszkadzało jej wcale. Dobrze było móc spędzić trochę czasu z kimś z Psiej Kompanii, szczególnie że jakimś cudem nie zdołała mieć z Chartem zbyt wiele do czynienia.
Należało to nadrobić.
- Pewnie nikt nie wychodzi, póki jest tak gorąco. Ale w sumie racja, moglibyśmy znaleźć kawałek cienia i poczekać, aż zrobi się chociaż trochę chłodniej. Niedługo powinno trochę przestać smażyć. - Było już w końcu późne popołudnie, a więc słońce stopniowo chyliło się ku zachodowi. Powietrze co prawda wciąż przypominało to we wnętrzu rozgrzanego piekarnika, jednak istniała nadzieja, że znajdzie się choć niewielki chłodniejszy fragment świata, gdzie mogliby poczekać na nastanie korzystniejszych warunków. W takim upale i tak ciężko by im było spotkać jakąkolwiek żywą duszę, choć i do nocy nie było co czekać - w wędrowaniu po zmroku nie ma nic przyjemnego, bo chodzi się generalnie na oślep. Jedynym w miarę pewnym źródłem światła jest księżyc, ale i to nie zawsze, zależy jak się trafi.
- Może... eee... - zaczęła, rozglądając się po najbliższej okolicy. Niektóre elementy ruin rzucały nieco cienia na wyschniętą ziemię, jednak nigdzie nie wydawał jej się on wystarczająco głęboki. - Może gdzieś tam? - Wskazała na miejsce, gdzie resztki dawnych zabudowań wydawały jej się nieco bardziej zagęszczone, a to dawało nadzieję na lepszą ochronę przed słońcem.

wszelkie dobro:
Workoplecaczek, litrowa butelka z wodą - teraz pełna tylko do połowy, mały składany nożyk, materiałowa trójkątna chustka;
Na sobie: Luźna koszulka, bawełniane spodenki do kolan, coś w stylu tenisówek, chusteczka na głowie, żółta chusta z naszywką Kundla przewiązana na karku. I ma włosy związane w dwa warkocze, a bo kto bogatemu zabroni.


avatar





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Liam ♥ on 8/3/2018, 20:45
Liam miał szczerą nadzieję, że jednak mimo wszystko nie będzie sobie nuciła cały czas, bo mogłoby to zwrócić czyjąś uwagę. O ile sama ich obecność jej nie zwróci. W końcu, ktoś postronny mógłby uznać, że ot, wędruje sobie dwójka wymordowanych, a to oznaczało, że mogą być wszelakiej maści, zdziczali lub nie. A tak, jakiekolwiek ludzkie odruchy pokazywały, że są względnie normalni i... przewidywalni. Liam w głowie obmyślał wszystko co mogło pójść nie tak i jak temu należałoby przeciwdziałać. Dawne żołnierskie odruchy robiły swoje.
- Nie kłam. Nie narzekam tak często.
Burknął w odpowiedzi. Co ona sobie myśli, że Liam jest taki słaby? Wcale tak często nie narzekał. Potrafił powściągnąć swój język, a przynajmniej tak mu się zdawało. Musiał wszak oszczędzać siły, a przy okazji i własne gardło. Jeszcze mu się zachce pić po drodze, a tutaj nawet po drodze kałuży. Trudno. Trzeba twardym być, a nie miękkim.
- Ale nawet jeśli, to jak gdzieś mają kryjówkę, muszą mieć jakiegoś... ja wiem? Wartownika? Albo ochroniarza? A tutaj nikogo, żywej duszy.
Liam w skupieniu obserwował okolicę. Palące słońce nie pomagało w żaden sposób, ale robił co mógł. Chyba jednak będzie musiał w przyszłości pomyśleć o jakimś porządniejszym przeszkoleniu niż to, co zyskał będąc pod pieczą Lentarosa. Swoją drogą, ciekawe gdzie teraz był i co robił.
Poprawił chustę na głowie. Ich znak rozpoznawczy. Cóż, o ile go pamięć nie myliła, były dość skuteczną bronią na każdego debila, któremu ta opaska cokolwiek mówiła. A z pozostałymi jakoś się poradzi, ważne, żeby robiła swoje. Wymordowany powiódł wzrokiem za dłonią Insomnii, która wskazywała na jakiś marny kawałek cienia. Marny, ale zawsze coś. Chociaż Liam wolałby schować się za jakąś osłoną. Problem w tym, że nie widział niczego co mogłoby pomóc.
- No dobra. Schowamy się za nimi. Jak jeszcze nas nikt nie wyłapał, to będzie łatwiej stamtąd obserwować okolicę "po cichu".
Odpowiedział jej i od razu ruszył w tamtą stronę. Miał szczerą nadzieję, że nic ich po drodze nie zaskoczy.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it




O krokodylach różańcowych l Głos

avatar





Liam ♥
Chart     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Insomnia on 8/3/2018, 22:50
Problem z Nayami był taki, że chociaż czasami potrafiła się przyłożyć i zapanować nad sobą, to i tak zazwyczaj nie trwało to długo. Była mistrzynią zwracania na siebie uwagi, jednak gdy trzeba było się ukryć, sprawiało jej to spore trudności. Była zbyt gadatliwa i energiczna, jak żywe srebro - kiedy była młodsza, każdy, komu przypadała opieka nad brzdącem, prędzej czy później groził popełnieniem seppuku bądź też utopieniem dzieciaka w najbliższym bagnie. Choć to też nie była żadna gwarancja, że ta niepoprawna wiercipięta uspokoi się na więcej niż pięć sekund... na szczęście z wiekiem powoli jej przechodziło, choć zejście z jej poziomu do czegoś w rodzaju normalności mogło potrwać do późnej starości. Całe szczęście, że nawet mając setkę będzie wyglądała młodo!
- Oj no oczywiście - odpowiedziała tonem, który wyraźnie sugerował, że nie kupuje ani grama tych bzdur. Przecież słyszała na własne uszy, kiedy rozmawiali wcześniej w drodze! Jeśli to nie było narzekanie, to Ins miała platynowy blond na głowie - a więc generalnie raczej nie. Postanowiła jednak nie ciągnąć dalej tego tematu, bo w gruncie rzeczy nie miała żadnego problemu z tym, że jej towarzysz potrzebował wylać żale. Doskonale wiedziała z własnego przykładu, że wyrzucenie z siebie negatywnych emocji zazwyczaj pomagało w polepszaniu sobie nastroju; o ile oczywiście nie skupiało się na dobijaniu samego siebie, ale przejściu do jakichś pozytywnych aspektów. Koniec końców nie byli przecież wcale w takiej okropnej sytuacji - im bliżej zachodu słońca, tym bardziej upał ustępował.
- Może mają, tylko się dobrze ukrywa? - zasugerowała, nie wiedzieć czemu przechodząc do teatralnego szeptu. Zupełnie jakby rzeczony wartownik miał czyhać tuż za rogiem i podsłuchiwać tę jakże prywatną konwersację. Nic takiego pewnie nie miało miejsca, ale trudno winić młodą Leather - wychowywała się z bandą naprawdę najróżniejszych świrów i trochę jej się wkręciło.
- Zawsze to kawałek cienia - podsumowała wybór miejsca, bez zwlekania skręcając w tamtą stronę. Starała się być możliwie czujna, tak by żadne ważniejsze zjawiska w otoczeniu im nie umknęły. Czy miałyby to być kręcące się w pobliżu zwierzęta, czy istoty bardziej przypominające ludzi - lepiej, żeby któreś z nich to zauważyło.


avatar





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 15/3/2018, 03:08
Rozgrzane powietrze wydawało się gęste, jakby skondensowane w obrębie tego wymarłego obszaru, lecz na nieszczęście podróżników na tym terenie nie wiał wiatr, który mógłby ruszyć masy powietrza. Nucenie przykuwało uwagę, tak jak rozmowy, choć z pozoru wydawały się niezbyt groźne, mogli za to ponieść adekwatną cenę, czego Liam był równie świadom, co tymczasowi mieszkańcy tych terenów, idealnie wykorzystujący ich zalety na własną korzyść. To natomiast wymagało obeznania, którym owa dwójka nie mogła się poszczyć. Wkraczali swawolnie i nie do końca ostrożnie wprost w paszczę lwa, która mogła się w każdej chwili zamknąć, konfrontując ich z drogą przez przełyk aż do żołądka i spotkanie pierwszego stopnia z sokami trawiennymi.

Oczywiście, że byli obserwowani, tak jak cały te z pozoru wymarły, jakoby czekający w uśpieniu teren. Musieliby być naiwni, podejrzewając odmienny stan rzeczy. Wciąż poruszali się po omacku, lecz pogłoski doprowadziły ich aż tutaj. Jedno nie ulegało jednak żadnym, choćby najmniejszym wątpliwościom — ten kto był posiadaczem interesujących towarów, musiał się mieć na baczności i uważać, by tej jakże wartościowej karty przetargowej w wybitnie głupi sposób nie utracić. Na bezkresie panowała bowiem tylko jedna zasada: zjedz lub będziesz zjedzony, a tylko nierozumny, by takową lekceważył.
To kolejni wygłodniali szukający miejsca do życia? — ciche, nieco kpiarskie pytanie przecięło gorące powietrze, psując późno popołudniową ciszę za czymś, co niegdyś stanowiło mur przy jednym z domostw, z którego po osypaniu pozostał co najwyżej murek, do którego można było przywrzeć plecami.
Ciszej, kretynie.
To te parszywe kundle, chyba.
Taa, oby tym razem nie były to te popierdolone kocury…
Zabijemy ich?
My nie, więc zamknij w końcu ten ryj.

Dwójka gangu DOGS nie dostrzegła na swej drodze niczego interesującego. Na spękanej od słońca ziemi, zapomnianej przez naturę, która nie miała najmniejszej szansy, by zagościć tu na stałe i rozwinąć zielonych skrzydeł, nie wyrosło znienacka zagrożenie. Coraz bardziej zbliżali się w stronę ruin, które dostrzegła bystrym okiem Nayami, a które miały stanowić prowizoryczną ochronę przed nachalnymi promieniami słonecznymi. Mogło im to dać chwilę czasu na odpoczynek, zebranie energii i podjęcie decyzji, co zrobią dalej. Na ich szczęście ognista kula powoli zniżała się po nieboskłonie, pozwalając tym samym na delikatne, choć wciąż stopniowe obniżenie się temperatury. Niewątpliwie nie byłby to gwałtowany spadek, choć całkiem subtelnie odczuwalny.

 
_____________________________________________________________
 
Termin: do 23.03.
Czas akcji/pogoda: Późne popołudnie/upał.
Inne: Brak; pełna swoboda działania.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Liam ♥ on 16/3/2018, 21:50
Podrapał się po głowie. Musiał być jakiś sposób na dowiedzenie się z jednej strony, gdzie jest ta kryjówka, o ile istnieje, i jak wywabić na zewnątrz tych handlarzy. Jakby dorwał ich w tych ruinach, to mógłby od biedy ulec przemianie i pozabijać po kolei, aczkolwiek ta taktyka sprawdzała się przy bardziej tępych istotach. Tutaj mieli do czynienia z mądrzejszymi jednostkami, nawet jak na wartowników - nie widział po nich ani śladu. A to nie taka prosta sprawa schować się pośrodku niczego.
Najgorzej było z tym, że dobrze wiedział, że jeśli ktoś tu jest, to dawno się zdradzili.
Wpadł na pomysł.
Szturchnął delikatnie dłonią Insomnię, chcąc jej jakoś na migi pokazać, że będzie teraz udawał, ale średnio mu to wychodziło. No cóż, nie był w tym dobry, ale miał nadzieję, że po tym co powie, zrozumie o co mu chodziło. Taką miał szczerą nadzieję.
- Heeej, no i gdzie oni są, umawialiśmy się na wymianę towaru, a po nich ani śladu!
Krzyknął tak, że zmarłych w pobliżu by obudził. No cóż, miał nadzieję, że to wystarczy. Co prawda, jeszcze nie miał pomysłu na to, co się stanie jak ich plan faktycznie wypali, ale trochę powątpiewał w swój geniusz. W każdym razie wiele do stracenia nie mieli, przebywali jeszcze na względnie osłoniętej przestrzeni, ale było jeszcze gdzie się schować. To tak, gdyby ktoś miał ich ostrzelać. A w każdym innym wypadku można sobie poradzić.
Było to tak jak wtedy, gdy raz zaplątał się odrobinę w apogeum. Był tam pierwszy raz i jak na złość nie wiedział co robić. Na domiar złego, wplątał się przypadkiem w bójkę. Póki kula nie świsnęła mu koło ucha to jeszcze się rzucał. Potem był bardzo, bardzo grzeczny.
Oczywiście, w walce wręcz nie najlepiej sobie radził, także w razie bezpośredniego starcia bez wyjścia ucieknie się do krokodyla. No... chyba, że Insomnia go czymś zaskoczy. Może ma jakieś potężne, ukryte zdolności? Albo też jest potężnym zwierzęciem? Może ma artefakt? Możliwości było wiele, nawet jeśli Liam się jej ukradkiem przypatrywał, to nie mógł za wiele zgadnąć. Poza tym, że jest bardzo, bardzo młoda wobec reszty gangu. Może faktycznie ma jakieś cudowne zdolności. Chart przy dołączeniu to się mało co nie wykrwawił.
- W razie czego to wiesz... improwizujemy, nie?
Szepnął. Chyba na tyle mógł sobie pozwolić.
- Tak w ogóle to jak to się stało, że jesteś z psami? Masz jakieś cudowne zdolności?



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it




O krokodylach różańcowych l Głos

avatar





Liam ♥
Chart     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Insomnia on 19/3/2018, 15:22
Szturchnięta, w pierwszej kolejności obrzuciła Liama zaskoczonym spojrzeniem, jednak po ledwie sekundzie na twarzy dziewczyny pojawiło się zrozumienie. Skinęła lekko głową, chcąc dać znać, że oddaje prowadzenie w ręce starszego towarzysza. Najwidoczniej miał jakiś plan, a przecież coś musieli zrobić, zamiast tylko spacerować w tę i nazad po ruinach wioski. To w końcu nie była wycieczka, nawet jeśli Nayami ze swoim wyglądem mogła robić za bardzo typową uczennicę pierwszego lepszego liceum. Już po samej jej minie było widać, że ekscytuje się wyprawą, chłonąc zmysłami każdy fragment otoczenia. Momentami aż ciężko było jej się skupić na jednej rzeczy na raz, bowiem próbowała zobaczyć, usłyszeć i poczuć wszystko, co znajdowało się dookoła. Gdyby nie hamowało jej towarzystwo i fakt, że znajdowali się na terenie niebezpiecznym, byłaby zdolna nawet zacząć się tarzać po ziemi z tych emocji. Obecnie jednak była zmuszona powściągnąć entuzjazm i zachowywać się jak dobrze wychowana dziewczynka.
- W razie czego improwizujemy?
- A już miałam nadzieję, że masz jakiś plan - zaśmiała się przytłumionym głosem. A więc jednak przyjmują taktykę "na spontana", jedną z najbardziej ulubionych przez Leather. W końcu jakaż to zabawa, gdy trzeba robić wszystko punkt po punkcie według z góry narzuconej listy? Jedno słowo: nuda.
- Matka była Psem, ojciec też, - wzruszyła ramionami, - a ja jestem w DOGS od urodzenia - wyjaśniła pokrótce. Mimo, że nie była to jej własna decyzja, nie żałowała takiego obrotu spraw. Nigdy nawet nie przyszło jej do głowy, że mogłaby chcieć innego życia. W końcu w przeciągu tych osiemnastu lat gang był jej rodziną, w całości i bez wyjątków - nawet obecny tutaj krokodylek, z którym chyba pierwszy raz miała okazję zamienić słowo.


avatar





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 8 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12  Next

Powrót do góry

- Similar topics