Strona 1 z 12 1, 2, 3 ... 10, 11, 12  Next

Go down


Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 22/3/2015, 14:39
Zrujnowana wioska
Kiedyś była to dobrze prosperująca wioska, która opierała się głównie na rolnictwie. Teraz po jej latach świetności pozostały jedynie ruiny, które są echem historii. Kilka prostopadle ustawionych do siebie ulic, zrujnowane domy, z których najczęściej nie zostało nic poza samotnymi kikutami ścian, kilka wyschniętych studni oraz porzucone pojazdy rolnicze. Po pięknych polach pełnych zboża pozostała jedynie wysuszona ziemia, którą nie interesują się nawet ptaki. Nie ma tutaj nic, co mogłoby zainteresować potencjalnego przechodnia. Jednakże warto zauważyć, że ruiny stały się kryjówką dla bezdomnych wymordowanych i Desperatów, którzy chowają się przed mroźnymi zimami, żarem lata czy też deszczem. A nawet innymi drapieżnikami.


To jeszcze na Granicy.

Nie powinien był odwracać się do niego plecami. Niby był już po ich stronie, ale co jeśli straci nad sobą panowanie? W niektórych przypadkach nie zdąży zareagować. Tak jak teraz, gdy Lentaros postanowił wypróbować swoją nową teorię. Sirion wzdrygnął się, gdy poczuł ruchliwy, mechaniczny język na swojej szyi. Zacisnął szczęki w momencie pocałunku, a mięśnie karku napięły się w widoczny sposób. Warknął głośno i odskoczył, gdy tylko został uwolniony.
- Nie rób tak, androidzie. – jego głos nie miał w sobie nic z beztroskiego tonu, jakim wcześniej mówił o własnej śmierci. Teraz pobrzmiewała w nim złowroga nuta, odstająca od spokojnych dźwięków tła.
- Nie, to nie jest bolesne. Nie tak działa masochizm. Ale to jest obrzydliwe. Przypomina tylko o tym, że całe istnienie świata skupia się tylko i wyłącznie na seksie. I to wyłącznie na tym, który eliminuje rozmnażanie. Wtedy jest oddarty ze swojej jedynej względnie dobrej cechy. Dlatego, nie dotykaj mnie więcej.
Zadarł głowę do góry, jakby dopiero teraz zwrócił uwagę na panującą pogodę i krople deszczu spadające na liście. Gdy spojrzał znów na androida, jego spojrzenie było na powrót absolutnie neutralne.
- Powiedz mi, jak stoi u ciebie sprawa z wodą? Nie boisz się, że nastąpi zwarcie?
Nie czekając na odpowiedź, ruszył w dalszą drogę. Nie mieli przecież całego dnia. Pozostało im jeszcze przedrzeć się przez pustynię, a wolałby nie dokonywać tego w nocy, kiedy wszystkie stworzenia wychodzą na żer.
- Chodź, Lenny, – to zdrobnienie wymówił z lekkim uśmiechem i drobną kpiną – przydałoby się dotrzeć do domu przed zmrokiem.

Pustynia wieczorami stanowiła ciekawe zjawisko. Rozległa połać ziemi, nagrzana przez słoneczny żar, powoli oddawała całe ciepło, na rzecz zimnej nocy. Czerwone słońce, zbliżające się powoli do kresu codziennej wędrówki chyliło się nad horyzontem, tworząc długie i niepokojące cienie z każdej nierówności terenu. A nierówności było sporo. Dwójka niecodziennych wędrowców wkroczyła bowiem na ruiny dawnego osiedla ludzkiego. Okolica upstrzona była kikutami ścian, z rzadka budynek posiadał jeszcze pierwsze piętro. To, co pozostało z ulic było wystarczająco szerokie, by dać pole do manewru w przypadku zasadzki. Asfalt został pokryty przez piach, ale podłoże było stabilne, nawet pomimo faktu, że niedawno padało po raz pierwszy od dawna i ziemia przypominała lepką glinę.
Sirion przyglądał się ruinom z ostrożną ciekawością. Wewnątrz musiało kryć się wiele jadalnych istot, ale wejście w ciemno, w te mroczne zaułki mogłoby skończyć się źle.
- Androidzie, powiedz, dlaczego akurat Smoki? Sądzę, że Psy przyjęłyby cię bardzo chętnie, jeśli okazałbyś się użyteczny. – zagaił, wciąż uważnie przypatrując się załomom ścian.
Gdzieś z prawej strony rozległ się szmer i w poprzek ulicy przebiegł fenek. Fenek lub coś co go do złudzenia przypominało. W oddali zawył wilk, a kilka innych przyłączyło się do recitalu.
- Wiem, że nie potrzebujesz pokarmu, ale powiedz, jadłeś kiedyś wilka? – Sirion uśmiechnął się szeroko i przeładował swój karabinek automatyczny.  – Są całkiem smaczne, jeśli się je dobrze przypiecze.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Lentaros on 22/3/2015, 19:18
Ej no, nie był znowu tak mechaniczny! Jego twórca starał się dbać o detale miejsc takich jak to, by przypominały ludzkie tak mocno, jak się tylko da! No, może jednak da się wyczuć odrobinę "zmehanizowania" w tym ruchu, ale nie przesadzajmy. Receptory wyczuwały zmiany napiętości mięśni ciała, jego niechęć. Och, tak, idealnie. Znalazł sposób na to, by "pogłaskać go pod włos", hehe. Tylko tyle potrzebował - sprawdzenia teorii. Skoro ból jest dla niego przyjemny, to coś co powinno być dla innej osoby przyjemne dla niego będzie nieprzyjemne. Dokładnie tak.
Przysłuchał się więc tej odpowiedzi, i jego złowrogiemu tonowi, podpierając dłońmi biodra przez krótki moment. A więc jego teoria była prawdziwa, to nie było dla niego przyjemne. Punkt dla niego, jego logika była skuteczna.
- Nie szukałem tu boleści. Skoro ból sprawia ci przyjemność, to wrażenie odwrotne, przyjemność, powinno ci sprawić ból. Uczucie odrazy to połowiczny sukces, ale jestem zadowolony. - Uśmiechną się, opuszczając dłonie wzdłuż ciała. Zauważył że zbliżali się do wyjścia, więc z zaprogramowanego działania zarzucił kaptur na głowę, co by się nie moczyć bez potrzeby. Woda niby nie jest dla niego tak szkodliwa, ale bycie mokrym to też nie zawsze pożądany stan ciała.
Na pytanie a pro po problemów z wodą lekko wzruszył barkami, ruszając za białowłosym maniakiem spokojnym, miarowym krokiem. Prawda była taka że jak dotąd nigdy z powodu samej wody nie miał spięć czy zwarć. Dopiero jak ktoś wrzucił kabel elektryczny pod napięciem do wody...
To bolało... A, nie. On nie czuje bólu.
To było nieprzyjemne.
Wróć. Tego też nie czuje.
To była sytuacja niepożądana. Pasuje.
- Jestem wodoodporny pod tym względem. Jedynie porażony prądem zostanę uszkodzony w ten sposób. - Odpowiedział dość krótko, bo nie miał po co się nad tym rozgadywać. Taka była prawda - tylko paralizator go uszkodzi w ten sposób. Albo inne, silne źródło elektryczności. Burza, uch. Szansa na trafienie go piorunem jest niewielka, ale ZAWSZE jakaś jest. A taki piorun mógłby bez problemu go całkowicie usmażyć...
- Standardowy humanoid, który obawia się podróży po zmroku. - Rzucił kpiącym komentarzem, nie będąc dłużnym swojemu "przełożonemu". No, powiedzmy. Jeszcze na papierach nim nie jest, prawda?

Prawdopodobieństwo trafienia na mieszkańców tego miejsca, przez które przechodzili? Około 63%. Prawdopodobieństwo trafienia na dzikie bestie? 85%. Prawdopodobieństwo trafienia na dzikie bestie jakie zechcą zaatakować? Od 50 do 75%. Wygląda na to że raczej ten "spacer" nie będzie niczym przyjemnym czy spokojnym. Okolica była dość uczynna dla osób, które mogłyby zechcieć ich wpędzić w zasadzkę i osaczyć...
Ale chyba nie będzie tak źle, prawda? Skrytobójca i na wpoły niezniszczalny android walczący wręcz mogą się okazać całkiem skutecznym duetem obronnym wobec wszelakiej próbie ataku czy zasadzki. Mogą. Ale nie muszą, prawda?
- Powód jest dość jasny. - Zaczął, ciągle podążając za Sirionem, lecz jego dłoń spoczywała na rękojeści broni. Ot, w razie potrzeby użytku. Być może nie będzie potrzebna, ale lepiej dmuchać na zimne, prawda?
- Niemal uśmierciłem jednego z pobratymców przywódcy gangu, a jego samego w dość majestatyczny sposób przesłałem przez powierzchnię baru. Poza tym - moja nienawiść i niechęć do S.Spec oraz Wojska skończyły się w chwili, gdy Głównodowodzący Falcon i Dyktator Shirai zginęli. od tamtej chwili nie mam powodu trzymać wobec nich urazy... To też powód dla którego opuściłem szeregi Łowców. - Tak, trochę się rozgadał, przy okazji mówiąc że jest byłym łowcą, ale skoro to ma być jego przyszły pracodawca, to może powinien wiedzieć o nim troche więcej? Wszystkiego jednak nie powie, a póki co też wiele nie powiedział, oprócz urazy wobec uśmierconych, wysokich figur S.Spec oraz bycia byłym Łowcą. To jeszcze nie koniec uniwersum.
Hm... Nie był zbyt przekonany co do marnowania energii bez powodu, dlatego dość sceptycznie przyjrzał się Fenkowi przed nimi, oraz Sirionowi jaki właśnie ładował swoją broń. Pytanie androida o smak wilczego mięsa było dość... Nieadekwatne, ale...
- Tak. Różnica w smaku była niewielka w porównaniu do mięsa wołu. - Stwierdził, wzruszając barkami. Póki co zajął się obserwacją faktów działających w tej chwili, choć jego dłoń wciąż spoczywała w pobliżu broni. Just in case.




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 28/3/2015, 13:39
Zaśmiał się głośno, gdy Lentaros wspomniał o miotaniu przywódcą Psów. Wyobrażenie sobie tego było dosyć zabawne i oczywiście uzasadniało wybór androida. Coraz bardziej okazywał się ciekawym nabytkiem, z każdą chwilą rosła jego wartość.
Fenek, przepłoszony gromkim śmiechem, uciekł.
- Były Łowca? – uśmiechnął się – Zapamiętam. Odczuwasz do nich jakiś sentyment, wstręt czy raczej zabijanie ich byłoby ci obojętne na równi z wykonywaniem dla nich zleceń? Skoro twoje cele z S.SPEC skończyły tak, jak było im to przeznaczone, rozumiem, że również ich zlecenia nie wzbudzałyby w tobie wstrętu? Nie chcę, by twoje osobiste poglądy musiały zostać wystawione na próbę.
Stawiał kroki dość szybko, ale starał się robić to lekko. Pustynne robale miały genialną zdolność, dzięki którym mogłyby z łatwością ich wykryć. Wątpił, by wówczas zdolności androida do władania mieczem na cokolwiek by się przydały. Chociaż… Mógłby wejść im do środka paszczy i rozkroić od wewnątrz, bo kawałka stali raczej tak łatwo nie strawią.
- Powiedz mi androidzie, słyszałeś o czymś taki jak braterstwo broni? Nie wiem, jak traktowali cię Łowcy, ale tutaj jest ono podstawą smoczych więzi. Bo tak naprawdę, dopiero wówczas poznajesz towarzysza, gdy kule zaczynają świszczeć wam koło uszu, a każdy krok poza osłonę może skończyć się rychłym zgonem.
Podczas rozmowy z Lentarosem czały czas uważnie nasłuchiwał. Chyba ich obecność została zauważona. Nie był pewien, jak daleko są te istoty, ale podejrzewał, że wabi ich tu coś więcej niż tylko ciekawość.
W Desperacji nic nie jest ciekawe. Wszystko jest głodne lub wściekłe.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Marcelina on 28/3/2015, 16:00
Cholera wie, co ona tu robi. Ona sama nie wiedziała.
Murek, będący pozostałością zapewne jakiejś większej konstrukcji, był idealną ostoją dla jej wyczerpanego ciała. Położyła się na nim, jej dłonie zwisały z niego bezwładnie. Strużka czerwonej posoki spływała wolno po jej ramionach, nadgarstkach, palcach, by w końcu opaść na ziemię - na kępkę blado zielonej trawy. Nawet bez ściągania ubrań można było zauważyć wiele siniaków czy zadrapań na jej ciele. Jej oddech był płytki, od czasu do czasu szybszy, jakby Marcelina dusiła się i chciała zaczerpnąć go więcej. Przymknęła oczy, wpatrując się w jeden punkt przed siebie. Zlizała długim, gadzim językiem suche i poranione wargi, pragnienie zaczęło się nasilać. Potrzebowała wody! Musiała jej poszukać, co teraz było niemożliwe. Nie miała sił. Z odwodnienia również mogła umrzeć - i tu właśnie koło się zamyka.
Liczyła, że tu właśnie odnajdzie spokój. Jej nogi odmawiały posłuszeństwa, głowa bolała coraz bardziej. Już nawet nie zwracała uwagi na liczne rany. Pierwszy raz jej wizyta w desperackim barze zakończyła się w taki sposób. Przynajmniej nie uciekła z podkulonym ogonem, jak zdecydowana większość tam obecnych.
Ale oni teraz nie umierali na jakimś zasranym murku, w zagubionym w środku dziczy zadupiu. Marcelina po kilkunastu minutach uniosła się w końcu, chcąc rozejrzeć się i określić, gdzie mniej-więcej się znajduje.
Ruiny. Tak, to zdecydowanie jakieś opuszczone ruiny. Opadła na twardy murek ponownie, z dużą ulgą - mimo wieczornej pory, jest jeszcze jasno, więc wszelkie bestie śpią jeszcze grzecznie w swoich norach, dając w spokoju umierać innym.
Wtedy do jej uszu dotarł podejrzany dźwięk. Rozmowa... nie, nie miala sily się ponownie podnieść. Otworzyła tylko oczy, mogąc jedynie odchylić delikatnie głowę, zwiększając pole widzenia. Postanowiła nie kusić losu i spróbować schować się gdzieś w ciemnych zakamarkach tego bardzo ciekawego i intrygującego miejsca. Opadła głucho na ziemię, ledwo podnosząc swoje bardzo słabe ciało. Ruszyła powoli w tamtą stronę, opierając się cały czas o minione ściany, murki, głazy... po kilku minutach zniknęła w ciemnościach zniszczonego budynku. Czymkolwiek był kiedyś, teraz świetnie nadawał się na kryjówkę. Dla wrednych, dzikich potworów również.
Oparła się o chłodną ścianę, czując wszechobecną tu wilgoć. Osunęła się powoli, zdając sobie sprawę, w jak fatalnej sytuacji teraz była. Jeśli cokolwiek by ją zauważyło i zaatakowało, długo by patykiem nie wojowała... - Atrita... - rzuciła w myślach, mając nadzieję, że jej nowa towarzyszka życia usłyszy ją. - Ja tu jestem - usłyszała głos zazdrosnego wilczura - ...pani. Uśmiechnęła się lekko, nie wydając z siebie jednak żadnego dźwięku. Nie widziała go, ale czuła jego obecność. W głowie.
Jej rany były ciężkie. Nigdy wcześniej nie czuła się tak okropnie. Bała się. Nie chciała umierać, opuszczać tego życia. Kochała go, mimo, że nie zawsze było kolorowe. Czasami wszystko szło nie po jej myśli - ale szybko zmieniało tor i ostatecznie to ona była zadowolona. Teraz mogło stać się inaczej. Jestem za stara, żeby umierać...
Po tych słowach wyciągnęła z kieszeni lekko zniszczony telefon, wysyłając krótką wiadomość do swojej dobrej znajomej. "Help me. Ruiny jakiejś wioski na granicy desperacji. Chyba umieram"
W końcu opadła bezwładnie na glebę, zamykając powoli oczy. Nie, nie umarła. Zasnęła snem bardzo głębokim.
***
Gdy się obudziła, czuła się trochę lepiej. Zioła lecznicze zaczęły powoi działać. Czuła się silna na tyle, by wstać, złapać oddech i ruszyć w stronę domu...

z/t | Wybaczcie, fabuła z Kami nie wypaliła |


Ostatnio zmieniony przez Marcelina dnia 3/4/2015, 18:11, w całości zmieniany 3 razy



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Lentaros on 28/3/2015, 17:52
Niezbyt ruszył go gromki śmiech ze strony Siriona. Android nie ma faktycznego poczucia humoru... I jeśli pamięć go nie myli - po dziś dzień ani razu się nie zaśmiał. I chyba w sumie jakoś przeżyje następne dni/miesiące/lata bez tego działania. Nigdy nie czuł potrzeby do takowego śmiechu, to w żaden sposób nie przekazuje informacji ani myśli, często jest też odbierane bez powodu negatywnie. Stąd też ta reakcja dźwiękowa nigdy nie była mu potrzebna - a wykonaniu innych często nie rozumiał jej właściwego podłoża. Tak samo i teraz. No nic.
Wysłuchał jego słów, kiwnięciem głowy przytakując na pytanie, jakie zapewne było retoryczne - ale i tak uznał że warto na nie odpowiedzieć choćby tym gestem. Słowami już nie zdołał, bo wymordowany zaczął znów mówić, najwidoczniej zadając pytania o możliwe zadania i stosunek maszyny do nich. Nie zastanawiał się z odpowiedzią na to.
- Tylko do kilku z nich. Większości nie znam, tak samo jak oni mnie. Tych, których znałem prawdopodobnie już nie ma - przez rok nie byłem obecny w szeregach organizacji. Zabijanie ich... Nie miałbym sprzeciwu, ani wobec pracy dla S.Spec. Nie mam osobistych poglądów - działam w zgodzie z tym, co wydaje się być pożyteczniejsze w danej chwili. Słusznie możesz uznać że nie powinieneś mi ufać - bo mogę uznać że więcej plusów niż minusów będzie miało zdradzenie Drug-On. - Tu jednak przestał mówić, jakoby chcąc tym samym dać Sirionowi czas do namysłu czy nie zechce zmienić zdania, lub ewentualnie w jakiś sposób pociągnąć tą myśl. Nie zamierzał wszystkiego tłumaczyć - ale raczej powinien był być na tyle domyślny, by zrozumieć że maszyna wybierze to, co uzna za najlepsze, bez czegoś takiego jak skrupuły, zaufanie, braterstwo, i tak dalej. Że nie jest człowiekiem...
I jako takowy nie zachowuje się. A przynajmniej nie we wszystkich kwestiach.
Lenny nie miał aż tak dobrego słuchu, ani też systemu ostrzegawczego, uznając że nawet jeśli zostanie zaatakowany - to pierwszy atak, niezależnie od tego jak silny, może się okazać nieskuteczny i dopiero kolejny może faktycznie zagrozić. A gdy już pierwszy atak zostanie wykonany, wtedy zna możliwości i siłę przeciwnika - więc od razu może przeanalizować sposób działania i dalszej akcji.
Dlatego więc mógł się skupić na rozmówcy, który ponownie zaczął zadawać pytania i mówić.
- Jak towarzysza broni, człowieka. Pokładali we mnie zaufanie we wspólnych akcjach, a ja starałem się ich nie zawieść. Wolałem jednak częściej działać samemu. Rozumiem jednak co masz na myśli - zawiązanie więzi w trakcie walki na śmierć i życie. Niestety, mam niewielki problem z czymś takim - jestem dużo mniej "śmiertelny" od was. - Nie sposób zaprzeczyć, prawda? Będąc maszyną zaczniemy od tego, że on nie "umiera" faktycznie, lecz jedynie zostaje wyłączony lub zniszczony. To forma śmierci, lecz nie odczuwa strachu przed nią, jak zwykli ludzie. Owszem - ma w programie unikać takich sytuacji, ale nie jest to "strach".

W którymś momencie, dość niespodziewanie, dłoń Lentarosa opadła głucho na bark Siriona, pociągając go lekko w tył by ten się zatrzymał.
- Moja pamięć miewa luki, lecz jestem świadom że dążenie do Smoczej Góry tą drogą nie będzie efektywne. Nie nadkładajmy drogi, i nie marnujmy niepotrzebnie energii. Jeśli się zgadzasz - podążaj za mną. Jeśli nie - idź tą drogą sam. Wiem że istnieje lepsza. - Puścił bark wymordowanego, po czym skręcił mniejwięcej na godzinę 7, a więc wykonał niepełny obrót i ruszył w kierunku niemal odwrotnym do tego, jakim podążali do tej chwili. Chciał wyjść z tej ruiny - pamiętał że dalsze lokacje za nią nie są czymś, na co warto marnować energię. Czy Sirion za nim ruszył czy nie - nie jest to ważne, ale z pewnością nie został w tym miejscu.

[z/t x2, gomen.]




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Nove on 5/6/2015, 17:45
Nove, ziółek nam brakuje.
Nove, ostatnio nic nie robisz.
Nove, ogarnij dupę i wyjdź wreszcie z tej kryjówki.

Tak, zajebiście. Zrozumiałam. A teraz mordy. Dajcie mi chwilę. Zaraz gdzieś sobie pójdę.
Ona dobrze wie, kiedy ma wyjść i szukać czegokolwiek. Dopiero po jakimś czasie wyszła z kryjówki, po czym skierowała się... Gdziekolwiek. Na dobrą sprawę, ziół miała całkiem sporo, chociaż przezorny zawsze ubezpieczony. Na początku chciała znaleźć jakieś wesołe miejsce, gdzie może zdoła zamówić coś w miarę dobrego do picia i zobaczyć, jak wściekłe chłopy rzucają w siebie krzesłami tylko dlatego, bo ktoś komuś zakosił dobre miejsce, ale dzisiaj... Nic. Jakaś podejrzana cisza, nic, tylko zarządzić dzień opierdzielania się i iść spać.
Beznadzieja.
Nawet u jej ziomków za wiele się nie działo. Nawet po tym, jak tamten najemnik wpadł i zrobił niezłą zadymę. Teraz przeprowadzali chyba kogoś po tunelach. Nowy nabytek? A cholera ich wie. Może po powrocie spyta się innych Bernardynów, czy trafili na jakiegoś dzieciaka po rytuale - jeżeli tak, to trzeba będzie się dowiedzieć, co to za cholera.
Federica nawet nie zauważyła, kiedy doszła do tej zrujnowanej wioski. Widocznie musiała aż tak się nudzić, że zawędrowała aż do tego... Czegoś. Chociaż nie miała na co narzekać. Gorzej by było, gdyby natrafiła na jakiegoś militare. Wtedy to już w ogóle byłaby siara na całego. Teraz mogła sobie przysiąść przy jakiejś desce i porozmyślać na temat życia.
Kurna, nawet tutaj nikogo nie ma.
A czego się spodziewałaś? Tajemniczych wielbicieli, przynoszących bukiety starych kwiatów?
Wymordowana poprawiła swoją maskę i ponownie rozejrzała się. Poza wiatrem, chmurami, jakimiś resztkami słońca i ścian, nic nie było. Nawet dźwięki nie pasowały jak na Desperację. Żadnych powarkiwań, podejrzanych ludzi, kroków... Czy ona na pewno nie wyszła za daleko? Może jednak lepiej się wrócić i poszukiwać tych ziółek? Przynajmniej może wtedy wpadłaby na kogoś innego.
Nie narzekaj, mendo. Wykorzystaj chwilę spokoju poza kryjówką.
To też jakieś wyjście. Federica podeszła do jednej ze ścian i wykorzystała ją jako oparcie dla swoich pleców, kiedy siadała. Za cholerę nie wiedziała, gdzie teraz iść, więc zdecydowała, że da sobie chwilę spokoju. Powinno się wykorzystywać tak ciche miejsca. Ściągnęła też na chwilę swoją maskę i przyjrzała się jej. Lubiła ją. Była stara, ale jara. I prosta. Przywoływała tyle wspomnień.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Skoczek on 5/6/2015, 21:10
.......Jeśli Christopher dobrze pamiętał, to miał dużo do roboty. Miał pogadać z Arthurem. Dopracować spis umiejętności członków DOGS. Uaktualnić listy gończe, pogadać z Ethel, by zobaczyć, co z niej można wyciągnąć i w czym może być dobra. Tak naprawdę, to było tego mnóstwo. Jednak Pudel miał to do siebie, że zdarzało mu się po prostu wyleźć z kryjówki i wrócić dopiero, gdy zapadała prawdziwa noc w Desperacji i zaczęło wyłazić dużo dziwnych cholerstw. Nie potrafił powiedzieć dlaczego, ale po prostu nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu, co w połączeniu z jego fajtłapowatą naturą zawsze wprowadzało go w jakieś kłopoty. Chociaż z reguły wychodził z nich cało... a przynajmniej w miarę cało.
Tym razem zawędrował w bardzo, ale to bardzo paskudne miejsce. Czerwona Pustynia zawsze roiła się od paskudnych stworzeń, jednak tym razem Christopher po prostu chciał przeszukać pewną wioską. Zresztą, zrujnowaną wioskę, ale akurat jemu nie robiło to większej różnicy. Szukał czegokolwiek, co mógłby wykorzystać w siedzibie DOGS. Począwszy od śrubek, skończywszy na glinie. Był pomysłowy, w miarę kreatywny, a wszystko co dziwne, wywoływało w nich chęć sprawdzenia tego. Mniejsza jednak z tym, po dotarciu do wioski Skoczek odetchnął nieco głębiej, poprawiając nieco kosmyki włosów, które zaczęły wpadać mu na oko. Szykował się do kolejnej zmiany fryzury, ale jak na razie miał sentyment do swoich wielobarwnych kłaków i czekał na jakąkolwiek inspirację, która nie będzie brzmiała "ostatni krzyk mody, czerwień krwi i kolory wyprutych wnętrzności".
Ostatecznie, pozostała w nim jakaś cząstka gustu.
Wracając jednak do meritum; Christopher pilnie rozejrzał się po wiosce, przetrząsając każdy możliwy zaułek, chociaż niewątpliwie było to czynione już wiele razy. Nie szkodzi, ma czas. Żył już długo, wręcz cholernie długo i chociaż każdy dzień był walką o przeżycie (pomińmy to, że pamiętał tylko ostatnie dwa lata) to jednak w pewnych sytuacjach wolał się nie spieszyć. Dopiero przy którymś z kolei zrujnowanym budynku zatrzymał się jak wryty i przekrzywił głowę, wpatrując się w jakąś sylwetkę. W pierwszej chwili serce skoczyło mu gwałtownie w piersi, chcąc się wyrwać na zewnątrz i Christopher w ostatniej chwili powstrzymał się od instynktownej reakcji - ucieczki, gdzie pieprz rośnie. Być może powstrzymała go racjonalna część umysłu, mówiąca, że drapieżników kręcą tym bardziej uciekające ofiary.
Tak czy owak przekrzywił łeb i już miał się odezwać, gdy nagle trybiki w jego głowie łaskawie przyśpieszyły swój bieg. Sylwetka automatycznie rozjaśniła się jak neon w jego umyśle, a obok niczym jak na komputerze pojawiły się informacje.
- Jesteś ostatnią osobą, którą spodziewałam się tu zobaczyć, Nove - wypalił w końcu, zaraz to krzywiąc się z powodu tej kwestii - dość rzadko widuje się bernardyny na Czerwonej Pustyni. Chyba że coś rośnie na tych... piaskach. Chociaż w sumie piaski i roślinność można by spokojnie uznać za dwa, nielubiące stać w jednym szeregu słowa, to jednak w wyjątkowych przypadkach może rosnąć tu coś wyjątkowego. Aczkolwiek wtedy raczej nie siedziałabyś w miejscu. Chyba że odpoczywasz... ale to raczej dziwne miejsce na odpoczynek.
Pudel ugryzł się lekko w język, by powstrzymać ten dziwny słowotok i zbliżył się w kierunku wymordowanej, nieznacznie się rozluźniając. Cóż, członkowie gangu DOGS rzadko chcieli naprawdę nawzajem się zamordować, więc mógł sobie pozwolić na subtelne odetchnięcie z ulgą.
avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Nove on 5/6/2015, 22:31
Jej chęć zamknięcia na dłuższą chwilę oczu mocno ją dziwiła. To nie były jej problemy z oczami, bo nie wykorzystywała teraz swojego "skanu". Nie czuła też na razie tej nudy, która mogła ją natychmiastowo uśpić. Chyba ostatnio kiepsko sypiała, mimo iż nie zauważała u siebie wcześniej takowych chęci na zdrzemnięcie się w byle jakim miejscu. Nie żeby coś, ale tutaj nie będzie nawet próbować. Mogłaby ewentualnie zmienić się w wiewiórkę i znaleźć sobie jakąś kryjówkę, ale wtedy musiałaby dobiec w tym stanie do kryjówki, żeby nie paradować nago. Niezbyt przyjemna wizja, nie ma co próbować.
Ale nadal dołował ją nieco fakt, że tutaj. Było. Tak. Nudno. Że. Ja. Perwolę.
Zdecydowała się nawet przejść po ruinach z nadzieją, że ktoś może był na tyle głupi, żeby jednak zostawić jakieś małe skarby, ale nawet tego nie znalazła. Możliwe, że kiepsko szukała. W innym wypadku po prostu jej się nie chciało. To było dziwne, bo rzadko kiedy ma okazję powiedzieć, że ma lenia. Nawet, jeżeli się nie chce ruszyć z kryjówki, to prawie zawsze coś robi - maski, segreguje wszystkie materiały, upewnia się, że po tunelach nikt nie błądzi, szuka giaczanki w magazynach, pyta, czy ktoś nie jest głodny, sprawdza, czy inni na pewno dobrze się czują... Nawet czasem z nudów potrafi dojść do okolic sali tortur, żeby się upewnić, czy nikt nie skatował więźnia do tego stopnia, żeby ten nie był w stanie niczego powiedzieć.
Takie przypadki też się trafiają.
Ale kazano Ci ruszyć cztery litery. Może jednak skusisz się na zdobycie numeru do tej pojebanej mafii smerfów?
Lepiej nie. Lubiła swoje życie. Po jakimś czasie Nove sięgnęła do swojej torby w celach wyciągnięcia swojego starego jak świat notatnika. Nie czuła potrzeby siedzenia tutaj bez żadnego celu, bo zaraz dostałaby jakiegoś pierdolca; może więc zdołała zapisać, czego tak naprawdę wg. jej rozmówcy brakowało. Przewracała cienkie kartki tak wolno, jak się tylko dało, wczytując się dokładnie w treść. Powtarzała nawet w głowie wszystko, aby mieć pewność, że niczego gubi, a jej włoski nadal działa tak, jak powinien. Chwila minęła, zanim przejrzała wszystko, co zapisała tego dnia.
No kurna. Naprawdę niczego nie zapisałam?
Gratulacje, Nov. Dajemy Ci mocne 2/10, oklaski, popcorn i najlepsze wina na tej dzielni, możesz iść imprezować. Można było się domyślić, że za cholerę nie pamiętała niczego. Rzuciła pod nosem coś po włosku, po czym wstała, żeby się ruszyć, ale w tym momencie zauważyła, że ktoś kręci się niedaleko jej.
No chodź, bambusie, pokaż się cioci Nov.
Już z odległości zaczęła nieco kojarzyć osobę, która do niej szła, ale znowu nie mogła sobie przypomnieć, kim dokładnie była. Widziała gościa przynajmniej raz w kryjówce, to pewne. Więc musi być psiakiem. Teraz tylko pytanie, jak na niego wołali.
To chyba był Skoczek.
- Eja, Skoczku. Uznaj, że zrobiłam Ci małą niespodziankę. Ti fa piacere? - pozdrowiła go, od razu pytając, czy się cieszy z tej "niespodzianki". - Kazano mi ruszyć cztery litery. No to tak się ruszyłam, że aż zawędrowałam na Czerwoną Pustynię. Trzeba być mną, tak. Ale Ciebie też tutaj raczej nie powinno być. Wydawało mi się, że ostatnio jest sporo roboty z papierkami?
W końcu nikomu się nie chciało za to brać. Ktoś jednak musiał przyjąć na siebie tę niewdzięczną robotę - szef może rządzić, ale bez jakiegoś ogarnięcia tego i owego wszyscy po chwili się pogubią.
- Tak swoją drogą, pamiętasz może, czego tam niby brakowało? Ktoś mi pieprzył, że jakieś zielska wcięło. No i możesz mi powiedzieć, co ostatnio się dzieje? Bo chyba coś mnie omija. Znowu ktoś się kręci przy wejściu, a reszta nie wie, co robić?
Ciekawiło ją to. Skoczek musiał ogarniać wiele rzeczy, więc możliwe, że i to obiło mu się o uszy. Dobrze by było. A nawet jeżeli nie - wreszcie ma jakiegoś towarzysza! Gdyby spędziła jeszcze jedną minutę, siedząc i zastanawiając się, czego zapomniała, to by jej pewnie coś odwaliło. Albo zaczęłaby gadać sama ze sobą. To by było dopiero dziwne.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Skoczek on 6/6/2015, 12:22
.......Cóż, większość członków gangu przynajmniej go kojarzyła. Nie, żeby rzucał się jakoś w oczy (pomińmy tą dziwną fryzurę i fajtłapowatość roku), czy był szczególnie towarzyski, ale... rozmawiał z każdym z DOGS. Ewentualnie dręczył swoją obecnością i z pozoru bezsensownymi pytaniami. Jedni kojarzyli go z tego, że po prostu trzepnęli go po łbie albo rzucili w najbliższą ścianę, jeśli trafił na zły moment, a drudzy z tego, że oberwali doniczką, gdy próbowali przeszkodzić mu w robieniu spisu. Pełna dowolność. Tak czy owak, Christopher nie wymagał, by go znali. Grunt, by on znał ich. Pomińmy fakt, że do dziś nie wie, dlaczego wołają na niego Skoczek. Stworzył parę teorii, ale jakoś nikt się nie kwapił, by potwierdzić którąś z nich.
Tak czy owak Pudel ponownie skoncentrował się na postaci Nove, słuchając uważnie jej słów.
- Nove, zdajesz sobie sprawę z tego, że nie rozumiem ciebie, gdy zaczynasz mówić w innym języku? - mruknął cicho, za nic nie potrafiąc zrozumieć tego włoskiego bełkotu. - Roboty zawsze jest dużo. Nie tylko papierkowej. To w końcu Desperacja, czyż nie? Nigdy nie ma momentu, gdy wszystko jest zrobione na tip top.
Westchnął ciężko, przeciągając się tak, że aż mu strzyknęły jakieś kości w kręgosłupie. Najwyraźniej zasiedział się trochę w pochylonej pozycji, no ale cóż. Robisz to, za co ci płacą. Chociaż tutaj zapłatą nie tyle są pieniądze, co możliwość w miarę spokojnego egzystowania w kryjówce, zamiast czołgania się i polowania po ciemku na terenie Desperacji.
- Yhh. Pamiętanie tego, to moja praca. Jak się nie mylę, to brakuje wam Luctusa, czułek ścierwojada i chyba giaczanki. Nie wiem co z tego może tutaj występować - rzucił, zwracając sobie uwagę na to, że tym też powinien się zainteresować. - Cóż, w kryjówce zawsze coś się dzieje. Ostatnio był pewien problem z jakimś intruzem, a aktualnie to mamy nowego członka w DOGS, więc to może być powodem drobnego zamieszania.
Christopher znał się na swojej robocie, a do niej należało też między innymi robienie spisów obecnego i brakującego inwentarza. W sumie, gdyby nie zdolność do dobrego organizowania się, fenomenalna pamięć i talent do roboty papierkowej, najpewniej byłby Kundlem albo Jack Russel Terrierem. Chart, Pitbull, Doberman... raczej nie nadawał się za bardzo do tych roli.
- A jak ostatnio mają się pacjenci? Doszedł ktoś z jakimiś poważniejszymi obrażeniami ostatnio, czy na razie jest w miarę względny spokój? O który zresztą trudno w gangu... - rzucił... nie żeby prowadził jeszcze taką listę, a skąd.
avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Nove on 6/6/2015, 22:04
Nic dziwnego. Skoczek zajmował się czymś, do czego pewnie połowa członków gangu za cholerę by się nie nadawała. Wyobrażacie sobie chociażby Garry'ego przy papierkach? Któregoś z Dobermanów? A może jakiegoś oswojonego wymordowanego? Nawet Nove by to wszystko zwaliła. Wystarczyłoby, że powiedziałaby coś w stylu "O, widzę, że masz w ciula tych papierów, a ja się nudzę, więc może jednak nieco Ci pomogę".
I wszystko poszłoby się kochać.
Nie trzeba być nie wiadomo jak sprytnym i mądrym, żeby odgadnąć, w jakim języku to wszystko zostałoby zapisane. To nie tak, że Federica nie potrafi pisać w tym języku – ale kiedy ma coś spisać, preferuje włoski. Przynajmniej nie musi rysować tych śmiesznych szlaczków. Może w ten sposób gang nauczyłby się czegoś nowego, żeby potem trollować wojskowych, gadając niczym te Włoszki, ale na dalszą metę to byłoby ciężko.
To jeszcze pół biedy. Skoczek musiałby wytrzymać głupie ataki nudy medyka. Przecież ona nie potrafi usiedzieć pięciu minut w jednym miejscu. Kiepska pomoc.
Weźcie tak teraz pod lupę innych członków, a zobaczycie, że jednak lepiej to wszystko powierzyć aktualnemu Pudlowi. On przynajmniej wszystko ogarnia.
- Zdaję sobie z tego sprawę, przyjacielu, ale i tak lubię was katować tym językiem. - uśmiech bernardynki nieco się poszerzył – Pytałam, czy cieszysz się z tej "niespodzianki". - w tym momencie przypomniała sobie, że cały czas trzyma maskę w dłoni, zamiast mieć jej założonej, więc nałożyła ją na twarz, poprawiając od razu włosy – Czy ja wiem? Zdziwisz się, ale czasem są okazje do odpoczynku. Na upartego można stwierdzić, że ja właśnie zarządziłam sobie chwilę przerwy. No i pamiętaj – więcej ludzi pójdzie szukać byle czego, zamiast bawić się w papierach.
O tym już wspominano. Po prostu większość dostawała nagle uczulenia na papier.
- Nie moja wina, że masz lepszą pamięć... Czekaj, spiszę to. - i jak na zawołanie Federica ponownie otworzyła notatnik i zapisała składniki, o których wspomniał Pudel – Luctus? Toż to ta cholera uwielbia się pojawiać na Czerwonej Pustyni. Fantastico! Zgarnę ją jak znajdę w czasie drogi powrotnej.
Po tym natychmiastowo schowała swój notatnik do torby i natychmiastowo rozejrzała się ponownie po terenie z nadzieją, że może przy okazji jedna z nich była może w okolicy. No ale nie. Nie ma jej. To by było zbyt proste. Może po drodze się trafi. Dobrze by było przynajmniej. Chwilę po tym Skoczek wspomniał zarówno o intruzie, jak i nowym członku.  
Czekaj. Czekaj, czekaj...
- ...Och. Przecież Ourella też nie ma w kryjówce. - zmartwienie pierwsza klasa, nie ma co - Ostatni pacjenci? Ee... A, tak, coś było. Ou ostatnio sporo się kręcił, bo ktoś złapał jakąś cholerę. Może to nawet szef był, nie pamiętam. To było jakiś czas temu, a pacjent - kimkolwiek w końcu był, bo naprawdę już nie mogę sobie tego przypomnieć, nie było mnie tam - zdołał się wyleczyć, ale może nikt o tym nie wspominał. Sam Ourell wyskoczył jak z procy w pewnym momencie, więc musieli go wezwać. Ups.
Chyba przeżyją. Sana raczej jeszcze krążyła po kryjówce, jak Nove ją opuszczała, więc w razie czego ona będzie się mogła zająć ewentualnymi rannymi. Poradzi sobie. To porządna panienka.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Skoczek on 7/6/2015, 21:20
…....No cóż, wszyscy posiadali swoje własne umiejętności i talenty. Jedni bez większego problemu zajmowali się robotą papierkową, spisami i tym podobnymi sprawami, a drudzy rozszarpywali gardła i robili wstążeczki z jelit. Grunt, to dobra współpraca i wzajemne korzyści. W końcu gang nie został założony bez powodu i nawet jeśli większość jego członków to sfora krwiożerczych kundli, to jednak taka wataha zawsze będzie miała większe szanse przeżycia. Główna i jedyna zasada, to nie wyrżnąć się wzajemnie, co koniec końców wymuszało lojalność. A dalej to hulaj dusza, piekła nie ma. Cholera, nieba chyba też nie. Takie to uroki współczesnego świata.
- Och. Jasne, że się cieszę. Spotkanie kogoś, kogo zna się pozytywnie zawsze jest lepsze , niż samotne błąkanie się po Desperacji. Grupa zwiększa szanse przeżycia. No, w większości przypadków, bo czasem jest inaczej, ale wyjątki potwierdzają regułę – powiedział, odgarniając z czoła niesforne kosmyki włosów – cóż, żeby bawić się w papierach, trzeba umieć pisać, a wbrew wszystkiemu, przy obecnych warunkach wcale nie jest to aż tak częsta umiejętność.
Postukał palcami lewej dłoni o bliższe biodro, nie potrafiąc po prostu stać bezruchu. Zawsze musiał coś robić, bawić się szlufką spodni, nitką kurtki... no, wyjątkiem były momenty, kiedy naprawdę wpadał w myślowy trans, wtedy ciężko było wyrwać go z zadumy. Jednak gdy mówił, to z reguły żywo gestykulował. No, nie dość, że gestykulował, to jednocześnie ukrywanie emocji naprawdę marnie mu wychodziło.
- W końcu pamiętanie to moja praca. Gdybym zgubił papiery albo ktoś by mi je ukradł, bądź też zniszczył, to wszystko pozostaje w mojej głowie – postukał się w czaszkę – lepsze to niż łażenie później i próba ogarnięcia całości ponownie. Aczkolwiek jeszcze nie zaryzykowałem ogarnięcia miejsc występowania potrzebnych wam ziół i składników. Czasem co za dużo, to niezdrowo. Tak więc miłego szukania.
Nie, żeby Pudel w ogóle wiedział, jak wygląda ten cały Luctus. Nawet nie był pewien, do czego to służyło, ale koniec końców to na szczęście nie należało do jego obowiązków.
- Yh, czyli nie wygląda to tragicznie. Póki nikt nie zginął, można się cieszyć, prawda? - mruknął dość optymistycznym tonem – no, a teraz wstawaj. Nie ma co siedzieć w miejscu, ty poszukasz tego dziwnego czegoś o nazwie brzmiącej na łacińską, a ja... a ja czegoś przydatnego, co mógłbym wykorzystać. Hamakowy projekt na razie ma pewien zastój.
Mrugnął do niej, wyginając usta w lekkim uśmiechu. W sumie jeszcze się nie rozkręcił z gadaniem, więc Nove miała szansę sama poruszyć jakieś tematy.

avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 12 1, 2, 3 ... 10, 11, 12  Next

Powrót do góry

- Similar topics