Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down

Pisanie on 14.09.19 22:15  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
Nawet nie zdążyła zareagować na podkradnięcie jej drinka. Widać starość jednak ją dopadła, jeśli nie w zmarszczkach i siwiźnie tak bardzo ukrywanej różnymi farbami to na pewno w zdolności orientowania się. Rozchyliła wargi, ale nic nie zdążyła powiedzieć, bo kolorowa słomka została wycelowana w jej twarz. Zamknęła mordę, rezygnując z protestu. Najwyżej zamówi sobie kolejnego, co to dla niej.
O nie, jako ziemniak byłbyś paskudny – mruknęła z udawaną niechęcią i obrzydzeniem. Skrzywiła się nawet lekko dla wspanialszego efektu, wyglądała jakby wdepnęła skarpetą w mokre na podłodze. – Ale jest plus. Pewnie by nikt nie rozpoznał cię na ulicy takiego przystojnego z bliznami, skoro byłbyś kartoflem w kartotece.
Asami po fotoszopce pewnie wyglądałaby tak samo tylko pozbawiona tego jednego dawnego śladu głupoty na prawym policzku. Chyba, że byłby to photoshop piwniczak mode, gdzie wywaliłoby jej bimbały w kosmos i większe od głowy co najmniej dwukrotnie, ale na szczęście dla zabezpieczenia przed takimi zabiegami starała się ukrywać facjatę i krągłości. A tam gdzie mogła, od razu wywoływała w kamerach usterki, zapętlała obraz lub wyświetlała symbol Łowców połączony z własnym. Na pewno nigdy nie pokazali jej w wiadomościach, dobrze dbała o ukrycie swojej Słowiczej tożsamości.
Terroryści górą. Szanowny barmanie, polej temu gentlemanowi i mi coś dobrego – uśmiechnęła się niewinnie do mężczyzny po drugiej stronie lady. Jeden pasożyt w tą czy w tą... Zwykle oszczędzała na drinkach, kiedy inni za nią płacili albo sama z lekką pomocą artefaktu wmawiała obsługującym, że już dała hajs, więc jak postawi mu te parę kolejek to nie zbiednieje. Chyba, że zażyczy sobie jakiś chateau de naturat warte więcej niż całe jej życie i pracownia razem wzięte. Nie zamierzała mieszać w głowie kogoś kto był po ich stronie, pub też musiał jakoś na siebie zarobić. Wystarczyło, że Łowców tu aż tak nie ganiano.
Nie przeszkadzała mu. Sama tylko słyszała pogłoski o tym cudeńku spod rąk aniołów, ale nie była pewna jak go używać. Uznała przedmiot za warty zdobycia, więc jeśli akurat miała przed sobą działający egzemplarz, to na pewno chciałaby go dorwać w szpony. Przetestowała więc to, co spróbował tam wsadzić. Wydawało jej się, jakby to ona spotkała tego kota, zaaferowaną rozmową panią i... wybuchła śmiechem na wspomnienie piersiastej. Śmiech przerodził się w niekontrolowany rechot, kiedy próbowała się uspokoić. Kto mógłby nosić coś takiego? Przecież to widać, że sztuczne. A jakie musiało być niewygodne, o rany. Chciała jednak zweryfikować też prawdziwość przelanych wspomnień, chociaż ciekawiło ją czemu były pozbawione kolorów.
Hej, w sumie ty widzisz wszystko na szaro czy to wina kryształka? – zagadnęła go, jednocześnie wykonując ledwie zauważalny gest dłonią, na której miała złodzieja pamięci. Skupiła się na wspomnieniu o kobiecie z galaktyką na klacie, musiała naprawdę walczyć, żeby znowu nie skisnąć, ale w wykonywanej czynności ważna była precyzja. W wyobraźni zmieniła panią z planetami i posłała artefaktem zmodyfikowane wspomnienie do głowy Borisa. Jeśli nie zmyślał tego, co zobaczył, to teraz powinno mu się wydawać, że owa pani planety miała bardzo włochate, a do tego duże stopy i przypominała nieco orangutana wciśniętego w kieckę.
Tak na ostatni test. Co najbardziej przykuło twoją uwagę? Komu się przypatrywałeś?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.09.19 18:32  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
 Gdyby ten łowczy pasożyt był prawdziwym tasiemcem to aktualnie owinąłby się wokół szyi Nightingale jak gustowny szaliczek i rozmruczał się z zadowoleniem, doceniając swojego aktualnego żywiciela. Nie pamiętał kiedy ostatni raz ktoś z własnej woli chciał zafundować mu alkohol, i to alkohol nie byle jaki.
Orzechówki, dużo – rzucił do barmana, korzystając z okazji i nawet nie przypuszczając, że wcale nie dostanie tej wódki w kuflu jak do piwa – Jak dolejesz mleko to będę cię wielbił.
 Kocia Korona Gównoburz pomyślnie przechodziła wszelkie testy, a Boris wolał nie pytać z czego Asami aktualnie rechocze jak stado żab nad stawem i nie zastanawiać się czy jakieś inne przypadkowe wspomnienie się tam nie zaplątało. Przełknął nerwowo ślinę, woląc zrzucić to wszystko na jej radość z działania artefaktu. Sam również powinien się z tego cieszyć, bo to jedynie znaczyło, że wartość oferowanej przez niego błyskotki wzrastała.
Nie widzę kolorów, pamiątka po spotkaniu z wojskiem – mruknął oszczędnie i wybitnie niechętnie.
 W innych warunkach na pewno zrzuciłby to na działanie diademu, byle nie musieć się pogrążać przez innymi, ale tym razem nie chciał nawet o jeden procent obniżać ceny oferowanego przez niego towaru.
 Wrócił wspomnieniem do drogi jaką przebył i jaką przed chwilą pokazał Asami, by odszukać ten najbardziej charakterystyczny szczegół.
Chyba kot, bo miał...
 Zachwyty nad kocimi szeleczkami i ogólną puchatością spowodowaną doskonałą kondycją futerka nigdy nie zostały wypowiedziane, bo łowca przerwał wypowiedź gwałtownie, gdy przypomniał sobie o panience Frodo, która najpewniej zgubiła drogę do Mordoru i nadrabiała ją przez M-3. Mimo szczerych chęci sierścią na jej klacie trudno było zachwycać się jak kociątkiem, który miał na całym sobie jej zdecydowanie więcej.
Chyba mijałem siostrę Marcusa – powiedział w końcu, niepewnie – Miała bardzo podobne... yyy... futro.
 Nie czas jednak był na zastanawianie się czemu domniemana siostra Marcusa chodziła w futrze o tej porze roku bądź skąd też Lazarus wiedział jakie i czy w ogóle pod koszulką Marcus skrywa futro własne.
Ptaszyno, musimy przejść do sedna tej randki. Wyskakuj z łaszków.



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.09.19 22:22  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
Wykonała ręką gest dający barmanowi znać, że chce to samo. Dla przyklepania umowy mogłaby się nawet napić jednym haustem szklanki czystej, ale dostosowała się do Lazarusa. Czysta była zresztą niedobra, jej nie chodziło o to, żeby się natrzepać, wpadła tu właściwie tylko na chwilę, żeby się ukryć przed jakimś pajacem nadmiernie zarywającym i wzdychającym do jej... oczu.
A więc stuprocentowo sprawna... – mruknęła cicho, ale ślepia jej się świeciły jak cygance na widok dyszki u naiwnego wierzącego w zabobony Janusza. Teraz do niej dotarło, że rzeczywiście może wyglądać w oczach mężczyzny obok jak staruszka, w końcu zamiast oryginalnego lawendowego fioletu widział po prostu siwiznę. No i dla kogo ona się tak stroiła, co? Dla barmana? Przecież by go nie wyrywała, on miał polewać i pocieszać złamane serca, chociaż tak naprawdę go nic nie obchodziły płacze osób, którym dano kosza. W końcu płaci się mu za alkoholizowanie klientów, nie gadanie.
Zaśmiała się cicho.
Taaak... Też chyba widziałam „siostrę Marcusa”... Miała takie – wykonała półkolisty gest na wysokości swojej klatki piersiowej – bujne – krótki chichot – włosy. Dość podobni są, nie? Pewnie po mamie.
Postanowiła zostawić zmodyfikowane wspomnienie w jego pamięci. Bardziej tam pasowało niż ta wcześniejsza nienaturalna galaktyka, która tam falowała bez ustanku z każdym krokiem ofiary operacji plastycznej. Będzie miał pewnie koszmary, ale ona raczej też, bo musiała to zobaczyć oczami własnej wyobraźni. U niego tylko było o tyle gorzej, że nie był to efekt wyobraźni, a „prawdziwa” przeszłość sprzed kilku chwil.
Przechodzisz do historii jako pierwszy facet, który rozebrał mnie na pierwszej randce. Zadowolony z siebie? – Zeskoczyła ze stołka, jednak diadem umieściła na swojej głowie. Będzie mu księżniczką przez te parę chwil. Spodnie zsunęły się nieco z bioder, na tyle szerokich, że nie poleciały do końca w dół, ale jednocześnie zbyt chudych, by utrzymać materiał w odpowiednim miejscu. Pochyliła się i cmoknęła go w policzek, niech chociaż coś ma z tej randki, nie? W środku nie było praktycznie nikogo, więc nawet nie zadawała sobie trudu iść gdzieś na ubocze. Ściągnęła cały pancerz, ostatecznie pod spodem i tak miała normalne ubrania. I te przylegały już ładnie do ciała zamiast zmieniać ją w czarną bryłę.
Tak w ogóle to przeniosłeś się na indywidualistę czy coś? Dawno cię nie widziałam w naszych smrodnych progach – zapytała podając mu Spectre, łącznie z elementami, których podczas siedzenia nie miała na sobie. Bo chyba nie zdezerterowałeś, co, Łajza?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 16.09.19 0:07  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
 Jeżeli do tej pory brudnoszary świat Lazarusa mógł wydawać się niesamowicie depresyjny, tak mimo braku poprawy wzroku, zaczynał nabierać kolorów z każdą chwilą, gdy łowczyni ściągała z siebie coraz to kolejny element Spectre. Co on robił ze swoim życiem? Wyglądało na to, że naprawdę dokonał niemożliwego i na jedno jego słowo Asami zaczynała się rozbierać nie tylko na pierwszej randce ale i praktycznie na samym środku baru. W dodatku na trzeźwo, a on zamiast nacieszyć ślepia i potraktować to jako terapię po widoku astronomicznych planet to wpatrywał się wyłącznie w swoją nagrodę.
 Należało wspomnieć o gratisowym buziaku? Należało, bo było to bowiem jedyne na co zwrócił większą uwagę niż na łowczy kubraczek.
Rozebranie Asami, achievement unlocked. Oficjalnie przyklepane.
 To, co Słowik zdążyła z siebie zrzucić, od razu na siebie wrzucił Lazarus i jeżeli siostra Marcusa miała być dziwna to w oczach przypatrującego się wszystkiemu barmana zdecydowanie przebijały ją łowcze siostrzyczki, które tak chętnie wymieniały się właśnie ubraniami. Zostały jeszcze tylko ostatnie elementy stroju kamuflażowego, a im więcej z niego Boris miał na sobie, tym większy wyszczerz radości pojawiał mu się na twarzy. Zrzucił swoją kurtkę i przerzucił ją przez bar, by nie musieć upychać jej pod pancerzem, a czekając na podanie mu maski, wypił przyniesioną mu orzechówkę. Tak własnie smakowało zwycięstwo.
A uwierzysz jak ci powiem, że wystarczyło pięć kilogramów więcej żeby się nie zmieścić do żadnej studzienki? – prychnął rozbawiony, odbierając od niej ostatnie elementy.
 Nie miał już żadnych wątpliwości, że to jego własne, ukochane Spectre. Leżało idealnie, pozostała jeszcze tylko sprawa przetestowania go. Wziął od łowczyni maskę i bez zawahania zakrył nią swój pysk. W kolejnej sekundzie system został aktywowany i Łajza tak po prostu rozmył się w powietrzu.
 Dostał już wszystko czego chciał, więc zwyczajnie nie pojawił się już z powrotem, korzystając z pierwszej lepszej okazji, by wynieść się z pubu bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń o to jaką drogę miałby wybrać - choćby miał wypełznąć stąd odpływem.

[ z tematu ]



– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 05.10.19 21:06  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
Miała szczerą nadzieję, że Azarow jeszcze pokaże swój obły zad w kanałach i zmieści się w jakiejś studzience, żeby ją odwiedzić. Cóż rzec, po prostu tęskniła za kimś fajniejszym i mniej sztywnym, kto by jej nie podrywał tandetnym tekstem, który słyszała setkę razy. Wypiła drinka przypatrując się jak łowca szybciutko zakłada swoje nowe ciuszki. Kto by pomyślał, że będą mu pasowały, co? Musiała przyznać, choć niemo i jedynie w myślach, że wyglądał w stroju całkiem nieźle. I nawet ta paskudna ruska morda nabierała jakiegoś innego wyrazu, takiego mniej ruskiego, a bardziej elitarnojednostkowego. Kącik ust uniósł się, kiedy zakładał maskę. Nawet nie czekała na to czy się pojawi czy też nie, zdobył co chciał i właściwie mógł teraz to wypróbować nawet w terenie. W razie potrzeby wiedział, gdzie jej szukać. Schowała zgrabnie diadem, żeby nie świecić tą błyskotką na prawo i lewo.
Oparła łokieć o blat, zamówiła jeszcze coś bezalkoholowego. Ostatecznie nie chciała wracać do spawania narąbana w trzy dupy, źle się robiło wzorki jak wszystko wirowało, a iskierki spod maszyny zaczynały szeptać. Wypiła bez słowa i zapłaciła zarówno za siebie jak i towarzysza-widmo, który skoro nie powrócił do żywych w ciągu trzech minut to albo został wessany przez kosmitów albo poszedł się cieszyć swoim pachnącym starością Spectre. Zebrała swoje graty i żegnając się z barmanem opuściła lokal.

[zt]
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.03.20 14:54  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
Po powrocie z Desperacji musiał się uspokoić… Rozluźnić, zapomnieć. Zatopić się w paru albo parudziesięciu procentach alkoholu tak, aby nie musieć myśleć o tym, co się działo. Wiele go tam spotkało. Naprawdę wiele rzeczy o których nie miał pojęcia, że mogły się tam dziać mimo tego, że był tam wiele razy, ponownie coś go zaskoczyło. I to w tak nieprzyjemny, niemiły sposób, że nie wiedział co z tym zrobić. Pierwszy raz od bardzo dawna emocje przejęły nad nim kontrolę, ukazując wściekłość którą trzymał w sobie przez tyle lat. Gdy tylko wrócił do domu, zaczął swój taniec destrukcji. Wiele ścian, wazonów i luster ucierpiało w karuzeli szału. Widać to było po kostkach na jego dłoniach, całych poszarpanych i zniszczonych.

Gdy tylko zmył krew dziewczynki z całego swojego ciała, spalił ubrania i odkaził wszystko co możliwe ruszył do baru. Baru w którym czasami spotykał się ze swoim kumplem od szklanki. W zasadzie, po czasie poczuł pewną obojętność. Zimno w sercu… I dziwny ucisk w mózgu, który nie pozwalał zachowywać się, jak człowiek. Okropna apatia trawiła go, niszcząc wszystko co ludzkie w jego osobie. Szedł tam, szedł, nie patrząc na innych ludzi. Czuć było od niego wściekłość, nerwy, chęć wszczęcia jakiejś burdy. Coś tak bardzo nie w jego stylu, a jednocześnie tak bliskie mu we wszystkim, co robił.

Dotarł w końcu. Mijając wszystkich, dążył do celu tak, aby trafić tam, jak najszybciej. Chciał zapomnieć. Chciał zaakceptować to, co się stało… A jednocześnie bał się zapomnieć. To w końcu wspomnienia tworzą ludzi. To one tworzą wszystko, czym są, tworzą ich charakter, ale Arthur… Arthur już dawno umarł. On już nie miał charakteru, nie miał osobowości. Był tylko i aż lekarzem, który znał się na swoich fachu. A takich ze świecą szukać. Cholerny świat.

- Whisky poproszę, butelkę, najstarszą jaką macie, dzięki - powiedział do barmana, zasiadając przy barze. Dawno tu nie był… I poniekąd brakowało mu tego gwaru i duszności. Nie czuł się tutaj, jak w domu, ale przynajmniej mógł się napić i zobaczyć, co dzieje się w kochanym M-3.
                                         
Rembrandt
Mieszkaniec M-3
Rembrandt
Mieszkaniec M-3
 
 
 

GODNOŚĆ :
Arthur Rembrandt Minamino


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.03.20 15:14  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
Od dłuższego czasu zastanawiał się, co powinien ze sobą zrobić tego dnia. Sprawdził swój kalendarz wizyt, który ostatnio świecił pustkami, przez co ciemnooki miał więcej czasu do marnotrawienia, niż by chciał. Wzruszył ramionami, jakby zwieńczając wewnętrzny dialog ze sobą samym, o tym jak bardzo mu to obojętne i to indywidualna sprawa każdego z jego klientów czy chce się pojawić, czy nie.
Spojrzał na godzinę. Nie było aż tak źle. Czasu, by się porządnie napierdolić, było aż nadto. Zarzucił płaszcz, sprawdził czy wszystko jest na swoim miejscu i czy ma wystarczająco fajek na wieczór. Upewniwszy się, że pozostało mu jeszcze dużo szlugów w paczce i że zapalniczka z gołą panienką — którą nosił wyłącznie z umiłowania do ironii — działa, wyszedł ze swojego gabinetu i skierował się na przystanek autobusowy. W myślach rozważał miejsca, do których mógłby się udać. Ostatecznie, by zaoszczędzić sobie czasu, zaczął przeglądać w Internecie knajpy mające odpowiednio różnorodną ofertę alkoholi. Tak właśnie padło na pub „Zone”.
Kurt wsiadł w odpowiedni autobus i po krótkim czasie dotarł na miejsce. Nie pamiętał czy był tu wcześniej, czy też nie. Prędzej barmani mogliby pamiętać jego, choć i to nie byłoby pewne z racji nierzucającego się w oczy wyglądu najzwyklejszego ćpuna.
Z rękami w kieszeniach przekroczył próg pubu, kierując się bezpośrednio do lady. Usiadł na jednym ze stołków i po chwili zastanowienia rzucił tylko:
— Czterdziestkę czystej — odchrząknął i utkwił wzrok w swoich dłoniach, które obecnie wystukiwały bliżej nieokreśloną melodię na ladzie baru. Gdy otrzymał swoje zamówienie, uśmiechnął się do siebie lekko i rozejrzał w poszukiwaniu czegoś lub też kogoś, kto dostarczyłby mu rozrywki i być może umilił czas spędzony w knajpie.
Szybko dostrzegł mężczyznę siedzącego nieopodal i rzucił mu uważne spojrzenie. Na oko wydał mu się młodszy, jednak niemniej doświadczony przez życie, niż on sam. Może w trochę inny sposób, ale tak czy inaczej spełniał swoim wizerunkiem wymogi Kurta, co do bycia interesującym dodatkiem jego dzisiejszego picia.
— Zdrówko — zaczepił uprzejmie, unosząc kieliszek w geście toastu i wykrzywiając twarz w grymasie mało przyjemnego uśmiechu. Następnie opróżnił kieliszek i machnął na barmana, celem powtórzenia swojego zamówienia.


W kiepskim świecie Kiepskie sprawy
Marne życie i zabawy
Są codzienne awantury
Nie ma dnia bez ostrej "rury"
                                         
Ehrenbaum
Informator
Ehrenbaum
Informator
 
 
 

GODNOŚĆ :
Kurt Efraim Ehrenbaum


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.03.20 23:19  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
Siedząc w barze nie dostał za wiele czasu na rozmyślanie, bo niemal natychmiastowo, po tym jak dostał butelkę swojego ulubionego trunku, ktoś zaczepił jego mało ciekawie wyglądającą osobę miłym pozdrowieniem. Mężczyzna uśmiechnął się mimowolnie do ciemnowłosego, unosząc szklankę w odwzajemniającym geście.

- Zdrówko - odpowiedział zachrypniętym głosem. Wcześniej nie zwrócił uwagi na to, że ktoś usiadł obok niego. Spojrzał na niego swoim jednym jedynym okiem. Widać było, że nawet i pasowaliby do siebie wyglądem… Dwójka grabarzy-gigantów tak bladych, że strach się ich bać, czy przypadkiem nie są ucieleśnieniem samej śmierci. A cholera ich wie. Może i by byli nawet idealnymi jeźdźcami apokalipsy! Jeden reprezentowałby Głód, drugi z nich zaś Śmierć lub Wojnę, sugerując się po obrażeniach znajdujących się na jego ciele. W końcu i mechaniczna proteza nogi rzucała się w oczy. Bardziej przypominało to nogi androida niźli taką typową, sklejoną na szybko protezę. Ale to wszystko dlatego, że Rem znał się na swoim fachu.

- Arthur jestem - wyciągnął rękę w celu zapoznania się z nieznanym mu facetem. A co mu szkodzi. I tak nie miał nic lepszego dzisiaj do roboty, a poznanie kogoś nowego z kim można pogadać o pierdołach, czy o czymś poważniejszym zawsze się przyda. Towarzystwa w takich miejscach nigdy nie odmówi. Tutaj zachowywał się zupełnie inaczej niż w innych miejscach. Tutaj próbował się rozluźnić, bo nawet on miewał problemy z którymi sam nikt nie potrafiłby sobie poradzić.

- Jesteś stąd? Nie widziałem Cię tu wcześniej - oj tak. Arthur przebywał tu niegdyś bardzo często i długo. Być może go najzwyczajniej w świecie nie pamiętał, czy też nie widział na tyle długo, aby móc zapamiętać jego twarz.
                                         
Rembrandt
Mieszkaniec M-3
Rembrandt
Mieszkaniec M-3
 
 
 

GODNOŚĆ :
Arthur Rembrandt Minamino


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.03.20 1:21  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
Czekając na uzupełnienie kieliszka, obserwował reakcję nowego towarzysza. Zdawała się być przyjazna, co otwierało Kurtowi furtkę do dalszego zaczepiania nieznajomego. Choć jego mimika nie zdradzała absolutnie niczego, był autentycznie ciekawy drugiego mężczyzny. Dlaczego miał tylko jedno oko? Skąd wzięły się te braki w anatomii? Miał nadzieję dowiedzieć się tego w toku zapowiadającej się rozmowy. Osobnik wyglądający w ten sposób, o czym Kurt doskonale wiedział, mógł się okazać każdym — zarówno wrogiem, jak i przyjacielem. Przyjacielem w definicji nieszkodliwego, ekhem, sojusznika władz. Prywatnych, bliższych relacji nie zwykł zawierać.
Gdyby zaś usłyszał o porównaniu go do apokaliptycznego Głodu, zapewne roześmiałby się głośno. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak wygląda, niemniej od wielu lat nie był w stanie przybrać na wadze, nie mówiąc już o życiowym ogarnięciu, tak zwanym wzięciu się w garść. Pewnie gdyby mógł, to chętnie przygarnąłby posadę takiego jeźdźca. Odpowiedni styl mrocznego dziada na koniu już miał, nic tylko siać zniszczenie. Szkoda tylko, że konia brak...
— Kurt Ehrenbaum. Ale wystarczy Ehrenbaum.
Stanowczo uścisnął rękę Arthura, choć drżąca dłoń nie wyglądała jakby mogła cokolwiek mocniej złapać czy ścisnąć. Gdy ta wymiana uprzejmości została zakończona, zwrócił się w stronę swojego szkła, które ponownie napełnione nie sugerowało, że Ehrenbaum miał już za sobą pierwszą kolejkę, ani tego, że prawdopodobnie zaraz będzie ich zdecydowanie więcej niż dwie.
Ostrożnie złapał kieliszek w trzy palce, obejrzał z każdej strony, niby znawca. Czynność zbyteczna, mająca na celu tylko i wyłącznie zebranie myśli do kupy i zastanowienie się od jakiej strony "ugryźć" rozmówcę. W końcu wlał w siebie kolejną porcję wódki i z zadowolonym westchnieniem obrócił się całkiem w stronę Arthura, przybierając otwartą, choć nieco zgarbioną postawę.
— Stąd, stąd — kiwnął głową lekko, jakby chciał dodać autentyczności swoim słowom. — Ale tego pubu sobie nie przypominam... Może urwał mi się film, kiedy tu ostatnio byłem.
To powiedziawszy rzucił okiem na kartę oferowanych przez bar alkoholi. Zdążył w międzyczasie zauważyć, że Arthur raczył się czymś bardziej wykwintnym niż zwykła wódka, toteż zdecydował się na chwilową zmianę repertuaru. Skoro miał z kim pić, nie było potrzeby w nadmiernym pośpiechu.
— Macie jeszcze to piwo? — zagadnął barmana, wskazując na pozycję z przedziwnie nazwanym stoutem. Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi, kiwnął głową na znak, że chętnie wypije wskazany trunek w następnej kolejności. — Ach, jeszcze gdybym mógł otrzymać popielniczkę... — rzucił do odwracającego się już mężczyzny, jednocześnie grzebiąc w kieszeni celem wyjęcia papierosów. Gdy obiecana popielnica wraz z kuflem pełnym ciemnego piwa stały już przed nim, po raz kolejny zwrócił się do Arthura.
— Palisz?
                                         
Ehrenbaum
Informator
Ehrenbaum
Informator
 
 
 

GODNOŚĆ :
Kurt Efraim Ehrenbaum


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.03.20 23:56  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
Ehrenbaum. Niemiec czyli? Widać M-3 przyciągało ludzi z różnych zakątków świata. Arthur sam był mieszańcem, ale urodził się tutaj i żył tutaj od dziecka. Nie zawsze było mu genialnie, bo chciałby zobaczyć, jak to jest w innych miejscach świata… Ale z drugiej strony po co miałby jechać gdzieś, gdzie jest tak samo źle albo i gorzej? M-3 wydawało się najbardziej stabilnym ze wszystkich miast. No i ustatkował się tutaj, jak mało kto.

- Wybacz, ale nie kojarzę Cię - pokręcił głową, jakby w lekkim zrezygnowaniu - Pracujesz gdzieś w okolicy, czy..? - czy może na wakacjach. Nie dokończył, bo i sam nie wiedział, co chciał powiedzieć. Nie był dobry w rozmowie, ani w relacjach z innymi. Mimo tego, że starał się z całych sił, najzwyczajniej nie potrafił tego robić. Nigdy z nikim nie dogadywał się za dobrze. Rem z natury to cichy człowiek, bardzo małomówny, acz treściwy w tym, co chce przekazać. Dlatego nie rozmawiając na żaden konkretny temat, miał mało do powiedzenia. Dla niego rozmowa musiała coś wynosić z samej siebie, inaczej nie miała sensu. Tłumaczenie o urwaniu się filmu wzbudziło w nim nieco większą ciekawość. No bo jak to tak… Urwać sobie film? Arthur, wierzcie lub nie, nigdy nie “zezgonował”. Łeb miał mocny, jak mało kto, zarówno do narkotyków, jak i alkoholu, choć z tym pierwszym przypadkiem do czynienia miał tylko raz i to przez przypadek. Wstydził się tej historii, więc nikt poza jego żoną nie miał o niej pojęcia. W tym wypadku warto byłoby przytoczyć piękne, acz prawdziwe powiedzenie, że jeśli dwie osoby mają między sobą tajemnicę to jedna z nich musi umrzeć, żeby została zachowana.

Czy pali? A czy dzik sra w lesie? No nałogowo. Pali za trzech albo i za czterech. I doskonale wie o tym, że jest uzależniony. Ale co ma zrobić, jak to jako jedyne pozwala mu się jakoś odprężyć, kiedy najbardziej tego potrzebuje? Kolejna wymówka, która mógłby ominąć, ale po co kiedy miał coś tak wygodnego i szybkiego? Na coś trzeba umrzeć. Nieważne, czy będzie to postrzał, choroba płuc, czy jakiś wirus. W tym świecie już nie da się zginąć od starości. Umieranie ze starości to luksus niewielu.

- Palę, palę - wtedy wyjął paczkę, po czym stuknięciem u dłoń, wysunął papierosa, wsadził do ust i zapalił od razu, zaciągając się mocno. Wydawałoby się, że pojemność jego płuc nigdy się nie skończy, bo trwało to dłuższą chwilkę. W końcu wypuścił kłąb dymu z ust i skierował wzrok na swojego towarzysza.

- Wiesz, generalnie to nie chciałem tu nawet wylądować. Gdyby nie ten cholerny wypadek, nadal byłbym na służbie, a tak to o. Jestem cholernym lekarzem i inżynierem. Geniuszem kurwa, który nic nie robi, bo zwolnili go ze służby z medalem i honorami za poniesione straty i obrażenia - wycedził nagle, po tym jak napił się swojego ulubionego trunku. Nie był pijany, ale czuł, że wściekłość i emocje chcą uciec, wydrapując dziury w jego głowie, tylko po to, żeby mógł się z kimś podzielić swoim bólem. Nigdy tego nie robił, ale te ubytki robiły się coraz to większe i większe, a każdy człowiek potrzebuje kiedyś wybuchnąć w taki albo inny sposób. A to, że trafił na psychoterapeutę nawet o tym nie wiedząc było niezłym zrządzeniem losu.
                                         
Rembrandt
Mieszkaniec M-3
Rembrandt
Mieszkaniec M-3
 
 
 

GODNOŚĆ :
Arthur Rembrandt Minamino


Powrót do góry Go down

Pisanie on 16.03.20 1:09  •  Lada przy barze - Page 2 Empty Re: Lada przy barze
Kurt wyciągnął fajka, nie czekając na odpowiedź. Chwilę siłował się z zapalniczką, co stało się już chyba jego rytuałem. Zbyt łatwo przywiązywał się do tych nieznośnych, zawodnych urządzeń. Jednocześnie nie miał ochoty zainwestować w bardziej trwałą opcję i potem kończył z podrapaną opuszką kciuka.
— No pal się, kurwo... — mruknął pod nosem, skupiwszy się tylko i wyłącznie na zapaleniu papierosa i zaspokojeniu nikotynowego zewu. Po którymś razie i niezadowolonym cmoknięciu, papieros zaczął się posłusznie żarzyć, a Ehrenbaum z zadowoleniem wciągnął dym głęboko do płuc, by po chwili dać mu się ulotnić wraz z wydechem.
Od razu zwrócił wzrok na Arthura, dając do zrozumienia, że od tej chwili ma jego pełną uwagę i pewne czynności, no cóż, mają nieco wyższy priorytet.
— Mam gabinet w centrum — rzucił enigmatycznie, nie określając jakiego rodzaju był to gabinet. A jak wiadomo mógł mieć równie dobrze gabinet terapeutyczny, co weterynaryjny.
Ehrenbaum na ten moment, a może i w ogóle, nie czuł potrzeby dzielenia się szczegółami swojego życia. To z nim dzielono się historiami różnej treści. On tylko wiernie słuchał i czasem komentował, celem pomocy swoim klientom. Był zdecydowanie typem słuchacza. Wzmiankę o urwaniu filmu dodał ot tak, nie wiążąc jej tak naprawdę ze sobą. Nie tylko Arthur miał w tym towarzystwie mocną głowę. Kurt nie chciał się jednak zdradzać z byciem... No właśnie, kim?
Spokojnie obserwował palącego mężczyznę, samemu również popalając i od czasu do czasu biorąc łyk piwa. Smak stouta, z racji bycia intensywnie kawowym, bo i na kawie się opierał, doskonale współgrał w jego mniemaniu ze smakiem papierosa. Poranna, popołudniowa i wieczorna kawa to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek. Szczególnie, że dawała mu pretekst do przerwy na papierosa.
Kiedy zupełnie nieoczekiwanie Arthur zaczął opowiadać nieszczęsną historię swojego życia, Kurt, choć nieco zaskoczony, że nawet poza pracą nie ma przerwy od pracy, przechylił spokojnie głowę i wsparł ją dłonią, słuchając z uwagą. Czyli to lekarz? Już nie na służbie, a więc... Interesujące, doprawdy...
— Przecież nie robienie niczego, to twój własny wybór — spojrzał Arthurowi głęboko w oczy, biorąc łyk. — To, że nie jesteś na służbie, nie oznacza, że nie możesz tworzyć rzeczy ważnych — to mówiąc wykonał dłonią nieco kpiący gest, jakoby chciał pozbyć się patosu, który mógłby być wyczuwalny w wypowiedzi. Do cholery, był w końcu na piwie! Nie miał obowiązku być profesjonalnym terapeutą poza gabinetem. Szkoda tylko, że lubił swoją pracę na tyle mocno, żeby nie był w stanie całkowicie wyluzować i zrezygnować z walenia frazesów. No nic, każdy ma swoje dziwactwa.
                                         
Ehrenbaum
Informator
Ehrenbaum
Informator
 
 
 

GODNOŚĆ :
Kurt Efraim Ehrenbaum


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach