Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 19 z 21 Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20, 21  Next

Go down

Pisanie on 12.09.19 19:41  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
  Oniemiały podejrzany nie miał wielu możliwości, by protestować. Z każdą minutą czuł się lepiej, ale zakleszczone ręce nie pomagały pozbierać ciała do pionu. Być może, gdy w końcu stał, mógłby spróbować powalczyć z Havockiem, ale nie zrobił tego. Boleśnie świadomy tego, że niezależnie od wyniku walki zostanie złapany prędzej czy później przez innych wojskowych, zdecydował się na opanowanie.
  W dalszym ciągu był barczystym, silnym i paskudnym z wyglądu facetem. Czuł się ponad tego ulizanego informatora, którego jak warknął w którymś momencie "spotka jeszcze zemsta". Następnie padło jeszcze coś w stylu "pilnuj swoich pleców" oraz "co tam u rodziny?", ale poza tym Nishida nie miał nic mądrego do powiedzenia.
  Stawiał się do samego skutku, aż do przyjazdu wsparcia, która po krótkim objaśnieniu sytuacji postanowiło zabrać podejrzanego w bezpieczniejsze miejsce. Daleko od przypadkowych gapiów i sąsiadów, którzy na widok kogutów za oknami wypełzli z łóżek zainteresowani wydarzeniem, a teraz wisieli na oknach, albo stali na klatce schodowej.

  Poza bolesnym punktem na karku, Mike nie dostał żadnych znaczących obrażeń. Cios był precyzyjny i bez wątpienia zostawi spory, siny punkt na ciele informatora, lecz nawet on z czasem zniknie. Dla Nishidy los nie był już taki łaskawy. Przetransportowano go do jednego z posterunków, gdzie za sprawą zebranych dowodów, a także jego własnych zeznań (złamał się w końcu i wyznał prawdę), ustalono przebieg wydarzeń.

  Mike Havoc, jako biorący udział w sprawie otrzymał większą część informacji. Ponieważ nie został jednak oddelegowany do brania udziału w przesłuchaniu, wszystkiego dowiedział się kilka dni później z oficjalnych raportów. Poza Nishidą w porwaniu brał udział Honda Kikuta, czterdziestoletni ochroniarz, żonaty mężczyzna z dwójką dzieci w wieku przedszkolnym. On również został pochwycony, ale przyznał się do winy szybciej od kontrolera. Oboje zgonie wyznali, że zrobili wszystko dla pieniędzy w nadziei na polepszenie standardu swojego życia. Nie mieli żadnych informacji o pojmanej kobiecie poza tym, że była łowcą, co okazało się już po schwytaniu jej. Za sprawą kontaktów z inną nielegalną bandą, o której nie potrafili wiele powiedzieć sprzedali ją do naukowca S,SPECu, który w swoim prywatnym mieszkaniu bez wiedzy przełożonych eksperymentuje na ludziach, łowcach i wymordowanych. Nie umieli podać godności kupującego, lecz bezbłędnie wskazali lokalizacje, która jednoznacznie wskazywała na Josepha Mengele.
  Oboje trafili do aresztu i czekają na rozprawę sądową.


Wydarzenie zakończone

Havoc z racji pozytywnego ukończenia i aktywnego odpisywania zdobywa:
- Podane w poście informacje.
- 60 Punktów Fabularnych za aktywny udział w wydarzeniu, trzymanie się terminów (=sprawne odpisy) oraz ukończenie obu etapów.

W razie niejasności poproszę o PW~

z/t



Wąskie uliczki - Page 19 GyTfTLQ
                                         
Yū ✿
Przywódczyni
Yū ✿
Przywódczyni
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.09.19 0:06  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
Po wyjściu z baru, Ivo zwołał swoją grupę pościgową i nakazał podążanie za tropem, wskazywanym przez ogary Noriko. Ślad po Warnerze bardzo szybko sprowadził ich z szerokiej ulicy wprost w ciasne i wąskie przejścia między budynkami. Ivo nakazał im ustawić się w szyku bojowym, na wypadek potencjalnej zasadzki. Niby takie bezpieczne miasto, ale skoro w środku nocy z publicznego baru wywleczono generała eliminatorów i nie wzbudziło to niczyich podejrzeń, to dlaczego napastnik lub potencjalni napastnicy - Ivo bowiem nie chciał uwierzyć w możliwość, by jedna osoba powaliła Moriyamę, a potem wytaszczyła go z lokalu pod nosem Kobayashiego - urządzili zasadzkę na grupę pościgową. No i... kto mógłby polować na żołnierza S.SPEC w mieście, w którym nie ma żadnej zorganizowanej przestępczości, poza zbieraniną odrzutów społeczeństwa, znaną jako Łowcy? Fakt, brudny interes rozgrywał się na zapleczu lokalu przy jednej z głównych arterii miasta, ale wyszkolony żołnierz pokroju Warnera nie dałby się tak łatwo powalić zwykłemu człowiekowi. Zwłaszcza, że sam był w dużej mierze zmechanizowany. Albo było ich więcej, albo byli w to zamieszani Łowcy. Bo przecież wymordowany nie przejmowałby się unikaniem uwagi. A skoro był tam choć jeden łowca, zawsze mogło znaleźć się ich więcej, choćby po to, by osłaniać odwrót kompana z zakładnikiem.
Pogrążając się w takich myślach, napędzał własną niecierpliwość, dolewał po prostu oliwy do ognia. Bowiem już w trakcie przesłuchiwania barmana był w stanie się uspokoić tylko z najwyższym trudem, a teraz czuł się jak wściekły pies spuszczony ze smyczy. Pierwszy wróg, na którego się natknie, pożałuje tego dnia.
Miał na podorędziu jeszcze wiele gróźb, ale nie zdążył ich dokończyć w myślach, bo oto drużyna zatrzymała się przy włazie, prowadzącym do kanalizacji. Psy tropiące nie szczekały, położyły się tylko przy włazie, dobitnie wskazując drogę ucieczki porywacza. W tym momencie Ivo z całkowitą pewnością mógł stwierdzić, że była to robota łowców. I że ta niewielka grupa pościgowa nie może zejść na dół w poszukiwaniu Moriyamy. Zwyczajnie przykuwałaby zbyt dużą uwagę. Nie przeżyliby godziny.
- Jakie rozkazy, kapitanie? - zapytał jeden z nich, Toshio bodajże, wyrywając Bergssona z zamyślenia.
- Wracamy. - oznajmił po chwili wahania, nienawidząc się z całego serca za ten rozkaz. - Nishiyama, powiadom generał Kitou o tym, co tu odkryliśmy. Łowcy wykonali swój ruch, porywając generała Moriyamę do swojej nory. Będziemy potrzebowali większej siły, aniżeli naszej szóstki.
Żołnierze zasalutowali, ale oddział czekał na Ivo, który nie mógł oderwać oczu od włazu, za którym zniknął jego przyjaciel. Wreszcie i on odwrócił się w stronę, z której przybyli.

zt
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.09.19 21:14  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
Był bliski zawału serca, a przecież jeszcze Yurego nawet nie zobaczył. Wpadł do wąskiej uliczki zdyszany, standardowej wagi niebieski plecak z laptopem i zakupionym nowym telefonem (posługiwanie się tylko przepustką jako środkiem komunikacji dziwnie go stresowało, jakby przepustka była kajdankami, a nie cudem technologii) zdawał mu się ważyć miliard kilogramów. Paski wżynały mu się niekomfortowo w ramiona, więc poprawił je niepewnie, łapiąc oddech. Rozejrzał się z nutą trwogi i szczerego zainteresowania dookoła. To jedna z tych kombinacji emocji co do których Ego podejrzewał, że nigdy do końca się nie przyzwyczai. Nigdzie ani śladu ludzkich zwłok. Dobrze. Znaczy się, kto wie, może już Yuremu udało się wyprodukować jakąś stertę ciał, ale zdążył ją w międzyczasie gdzieś ukryć. Ego nie byłby zdziwiony.

Cholera, napisał mu wąskie uliczki, prawda? Nie boczne uliczki, nie krzywe uliczki, uliczki za jakimś konkretnym sklepem, czy coś. Boże, miał nadzieję, że dobrze przylazł. Z plecaka wyłuskał telefon, uporczywie już teraz próbując używać przepustki jak najmniej, i sprawdził wiadomość jeszcze raz. No, wąskie. Złapał się za serce, uspokojony, ale tak na prawdę, to ciężko to było nazwać uspokojeniem.



#656888 japoński
#77A680 angielski
                                         
Ego
Desperat
Ego
Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down

Pisanie on 18.10.19 13:16  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
Znalazł się w wąskiej uliczce kilka minut przed pojawieniem się chłopaka, ale nie od razu wyjawił mu swoją obecność skrytą w cieniu przepełnionego po brzegi kontenera. Nasłuchiwał, jak student próbuje ustabilizować oddech i przejść z ich kolejnym spotkaniem do porządku dziennego, ale towarzyszący mu przy tym wyraźnym trud dostarczał najemnikowi powodu do rozbawienia.

Skoro pofatygowałeś tutaj swoje cztery litery, mam rozumieć, że podjąłeś właściwą decyzje? — Zachrypnięty głos Yury'ego zabrzęczał w uszach Ego, kiedy prawie dwumetrowa sylwetka wynurzyła się z mroku zaułka. Matt nie mógł dostrzec uśmiechu zastygłego na spierzchniętych wargach mężczyzny, który jednak zniknął zaraz po tym, jak Drug-on wsunął do usta papierosa i zaciągnął się, napuszczając do mechanicznych płuc dawkę życiodajnego nałogu. Przytrzymał go dłużej w organizmie, a kiedy w końcu wpuścił – jego oszpecona przez starość twarz skryła się w chmurze rakotwórczego dymu, po chwili rozwijanego przez hulający w uliczce wiatr. Sięgnął ręką do zarostu szeleszczącego pod naporem pożółkłych opuszków i wbił zdezelowane oko w młode, nieskalane zmarszczkami oblicze. — Pamiętasz jak pierwszy raz dałem ci do ręki pistolet? Nie chciałeś wtedy postrzelić mnie, ani tego przeklętego ruska. Wyciągnąłeś z tego lekcje? Tam, dokąd cię zabiorę, nie będzie czasu na wewnętrzne rozterki. Gdy ponownie wcisnę ci broń do ręki, musisz nacisnąć za spust. Zabijasz albo giniesz. Żadnych półśrodków.
                                         
Yury
Windykator     Opętany
Yury
Windykator     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 18.10.19 15:08  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
Za każdym razem, za każdym pieprzonym razem! Zawsze to robił! Zaczynał Ego podejrzewać, że gdyby Yury nie miał możliwości tajemniczego i/lub dramatycznego wejścia, po prostu by nie przyszedł. Co też byłoby swojego rodzaju pełnym dramaturgii wyborem. Jak zawsze, wzięty z zaskoczenia, Ego wzdrygnął się głęboko, tracąc na dwie sekundy oddech, który uciekł mu mimochodem z ust ze słabym jęknięciem.
Zawahał się zanim odpowiedział. Złączył nerwowo dłonie, pocierając je o siebie.
- Och, umm, w-wiesz, jeśli masz na myśli hmm... że wolę n-n-nie zostawiać relatywnie b-bezpiecznego Miasta na rzecz umarcia z głodu i przerażenia na ś-środku jakiejś pustyni, gdzie moje zwłoki zostaną pożywką dla jakiś potworów? To p-pewnie- powiedział dość ponuro, ale z pełnym przekonaniem, że dla niego tak na prawdę nie był to żaden wybór. W jednym miejscu będzie żył, w drugim, nie ważne jak daleko od władz, kłamstw i duchoty miasta, zdechnie i zamieni się w kupkę pyłu i kości.

Zamarł w bezruchu, kiedy Yury zszedł w alejkę wspomnień, o których Ego robił wszystko, żeby tylko zapomnieć. Odwrócił wzrok.
- Że strzelanie d-do ludzi nie jest moją mocną stroną? Szokujące, nikt się tego nie spodziewał - mruknął tylko. W przeciwieństwie do Yurego, zbudowanego z ostrych zmysłów, wypracowanych refleksów i historii, która utwardziła jego charakter, że bez mrugnięcia okiem odbierał ludzkie i nieludzkie życia, Ego wciąż zbudowany był z miękkich, bezsensownych i lepkich rzeczy. Z papieru, z pogardy dla samego siebie, paranoi, wiecznej niepewności.

Zaintrygowany przekręcił głową na bok, wpatrując się w mężczyznę. Było w nim coś... innego. Znaczy się, dalej wyglądał okropnie, to akurat bez zmian. Ciągle miał na sobie wiele śladów kogoś, kto wiódł aktywnie życie na Desperacji. Z pewnością przybyło mu parę dodatkowych blizn i innych pamiątek, papierosy również zdrowia nie polepszały, ale... było w nim coś, innego, coś, co nawet Ego zauważył. Podniósł brew do góry, palce drgnęły mu lekko, jakby powstrzymywał się od psykania w powietrzu, w geście towarzyszącym czasem procesowi prób przypomnienia sobie czegoś, połączenia paru kropek w jedną całość.
- Dude... Wszystko w porządku? - spytał wreszcie, poniekąd zaniepokojony faktem, że w ogóle go to interesowało. Dramatyczne rozmowy o ucieczce z miasta czy też nie, musiał spytać, bo jednak go to interesowało, bo Yury był kompletnie inny od wszystkiego co znał. Czy za Murem jest więcej takich Yurków? Każdy napakowany, z morderczym zestawem umiejętności, próbujący jakoś dożyć końca dnia na jałowej ziemi? Nie brzmiało to jak życie warte życia, nie bardziej niż mógł je żyć tutaj.



#656888 japoński
#77A680 angielski
                                         
Ego
Desperat
Ego
Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down

Pisanie on 22.10.19 20:24  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
Sentymentalność odczuwalna względem tego miasta całkowicie wyparowała wraz z coraz rzadszym szeptem Kido, głosem rozsądku, który od czasu ostatniej konfrontacji z Shayem przestał pobrzmiewać w jego umyśle. Gdzie się podziewał? W końcu dał sobie spokój? Zrozumiał, że nic nie wskóra? Pojął, że utracił swoje życie bezpowrotnie, a razem z nim motywacje? Ostatnia wymiana pięści z Takahiro w końcu uzmysłowiła mu, że czasu nie da się cofnąć, a spalonych mostów odbudować?
  — Bzdura. Człowiek to zwierzę, a zachowanie każdego zwierzęcia wmyka się spod kontroli, gdy jego życiu zagraża niebezpieczeństwo — odparł z rozbawieniem. Po co tutaj przyszedł, skoro nie chciał zmienić swojego życia, przekroczyć granice komfortu zarówno fizycznego, jak i psychicznego? — Chcesz mi powiedzieć, że marnuje tylko swój czas spotykając się z tobą? Słucham, skoro nie chcesz ze mną pójść, to co masz mi do zaoferowania? Po co tutaj przyszedłeś, Matthew?
  Przesunął spojrzeniem po twarzy studenta. Czemu ten dzieciak tak się katował, przychodząc tutaj? Obawiał się, że Yury go znajdzie i skrzywi, a może lękał się o życie swoich najbliższych? Indykator nie potrafił go zrozumieć, spojrzeć na jego zachowanie z bardziej ludzkiej perspektywy. Stracił tą zdolność jeszcze przed przemianą, czyli dawno temu. Jedynym wyjątkiem od tej reguły była Hayashi, ale jednak zagrożenie minęło i teraz nie musiał się już martwić o nikogo.
  — Bywało lepiej. Powietrze w tym przeklętym mieście ma na mnie zły wpływ — odpowiedział w połowie żartując, w połowie nie, choć w gruncie rzeczy zdziwił się, że Matt dojrzał w jego wyglądzie niepokojące objawy – konsekwencje niedawnej przemiany w nową, niebezpieczniejszą rasę. Aż tak dotkliwe odbił na nim piętno? Aż tak bardzo utrwalił się w jego pamięci? Śnił mu się po nocach? Prześladował go w koszmarach? Zakradł się w umysł, kiedy dopadała go paranoja tak silna, że jego wzrok mimowolnie wędrował do szuflady, w której przechowywano ostre przedmioty w postaci noży bądź żyletek? — Cieszy cię to, prawda, Matt? Jest szansa, że wykituje i przestanę cię męczyć, ale wtedy...
  Zbliżył się do młodzieńca z niebezpiecznym błyskiem w oku, z szatańskim uśmiechem ukształtowanym na spierzchniętych wargach, z placami, które po chwili zacisnęły  się na drobnym, kościstym ramieniu.
  — Pojawi się ktoś inny. O wiele gorszy — wyszeptał, zbliżając wargi do jego prawego ucha. — Ktoś, kto nie da ci spać po nocach. Ktoś, kto wymorduje twoją całą rodzinę, a z tobą rozliczy się przy innej okazji. - Palce mocniej zanurzyły się w ubraniu chłopaka. Wyczuł pod nim strukturę jego skóry, kości, a uśmiech zwiększył swoją objętość.  — Powiedz mi, chłopcze, chcesz przez całe życie walczyć z chorobą psychiczną, bać się, kulić się po kątach, chować w szafie, pod łóżkiem, drżeć, kiedy usłysz dźwięk przychodzącej wiadomości, czy zejść do piwnicy i stanąć oko w oko ze swoim lękiem? — Odsunął się nieco, by dla odmiany złapać z nim kontakt wzrokowy. Nie przejął się tym, że kosmyki włosów luźno opadające na twarz odsłoniły kawałek pustego oczodołu. — Oferuję ci pomoc i nie oczekuję zapłaty. Ta promocja obejmuje tylko dzisiejszy dzień, a potem... wiesz przecież, że jestem najemnikiem. Potem może się okazać, że nie ma już dla ciebie ratunku.
  Wzruszył ramionami, rozluźniając uścisk z jego ramienia. Gdyby Ego wiedział, co kryje się z murem, nigdy nie pojawiłby się w tym miejscu, zaszyłby się u jednego ze swoich znajomych i modliłby się do wszystkich znanych ludzkości bóstw, aby Yury go nie odnalazł, nie obdarzył uśmiechem odbiegającym od kanonu tego grymasu. Najemnik był nikim więcej, jak kruchym istnieniem w obliczu śmierci. To, co znajdowało się za murem, wykraczało poza ludzkie wyobrażenia.
                                         
Yury
Windykator     Opętany
Yury
Windykator     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 23.10.19 8:06  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
Kiedy tylko Yury ruszył się do przodu, Matt zrobił parę kroków do tyłu, ale nie zrobił tego dostatecznie szybko. Dłoń zacisnęła się na ramieniu jak pułapka na niedźwiedzie na nieuważnym, niczemu winnemu zwierzęciu. Ale w tym porównaniu Mattowi było daleko do niedźwiedzia, bardziej do jelonka czy koziołka - stworzenia zdecydowanie zbyt małego na taką dużą pułapkę.
Słowa zasiane w żywną glebę paranoi i kontakt fizyczny przyprawiły go o dreszcz. Ale słuchał bez ruchu, do momentu kiedy niemalże nieświadomie, zahipnotyzowany kolejnym defektem ciała Yurego, podniósł dłoń do góry, jakby z czystej ciekawości chciał wsadzić mu paluchy do środka oczodołu. Ale za bardzo lubił swoje palce, żeby mieć je wszystkie połamane. Zamiast tego mimowolnie uczepił się jego koszuli, szukając w uścisku pięści na materiale odwrócenia swojej uwagi od ciężkiej dłoni wpijającej się w ramię. Jakby musiał się zakotwiczyć, bojąc się, że zaraz się przewróci. I przez chwilę stali tak, górująca sylwetka nad o wiele mniejszym kształtem, aż wreszcie Yury odstąpił. Ego miał przemożną chęć włożenia palca do ucha i pokręcenia w jedną i drugą stronę, żeby pozbyć się wrażenia, że ten ciągle coś mu szepcze coś do ucha.

Na moment zapanowała cisza. Ego z lekko otwartymi ustami próbował przetrawić tyle trudnych rzeczy na raz. Wreszcie przymknął oczy i dłonią przetarł twarz. Oderwał ją od ust gwałtownie, teatralnie wznosząc ją w powietrze.
- Myślisz, że to coś zmieni? Cokolwiek? Dobrze wiemy, że miejsce nie ma znaczenia, ból jest wszędzie ten sam! Nic, absolutnie NIC nigdy się nie zmienia! Dosłownie zostałem naznaczony jakimś bzdurnym znakiem śmierci od Jeźdźca, wszyscy panikowali jakby to był koniec świata, i, i, i wiesz co? Nic! Wow! P-przeciwko czemu mam się więc stawiać, co?! Mam walczyć z moją własną chemią mózgu? Konfrontacja z czym dokładnie ma pomóc mi z paranoją i depresją? Świeże powietrze za murem doda mi odwagi? Widok nędzy i mutacji sprawi, że w porównaniu będziesz się wydawał trochę mniej-- - urwał na sekundę z zawahaniem, dłoń z odruchu objęła ochronnie uwięzione jeszcze przed chwilę w potrzasku ramię. Podjął szybko, nie tracąc nic ze swojego trzaskającego wyrzutami tonu.
- Konfrontuje się z tobą, co samo z siebie daje mi palpitację serca, jakoś nie czuję się szczególnie uzdrowiony. I, i , i jakiego znów ratunku?! Myślisz, że cokolwiek mi pomoże, że nagle znajdę sens życia, że dawno martwi wrócą do żywych? - Generalnie był w lekkim szoku, że starczało mu oddechu na ten samo nakręcający się upust zwątpienia i pytań. Ostatnio zdarzały mu się coraz częściej. Czasem kiedy był sam, niekiedy w towarzystwie, a wtedy musiał odchorować zażenowanie tym, że siadała mu samokontrola.

- M-moment, chwila. Po co ja tu przyszedłem? - spytał nagle, tchnięty zdumieniem, odnosząc się do pytania Yurego, które padło przecież już chwilę temu, ale oto nagle wynurzyło się znów z odmętów gryzących Ego pytań.
- Dlaczego ty pofatygowałeś się do tej uliczki? Mnie można jeszcze zrozumieć, bo i tak nie mam nic innego do roboty. I z jakiegoś powodu wydajesz mi się być najbardziej realną rzeczą w całym mieście. Co samo w sobie jest dosyć ironiczne, z różnych powodów - stwierdził, teraz chyba już mówiąc do siebie. Zaczął chodzić od jednej ściany uliczki do drugiej.
- Ale... nie jestem głupi, wiesz - mruknął, patrząc gdzieś w bok, zanim znów podniósł zmęczone spojrzenie w Yurego. - Ze wszystkich najbardziej zastanawiających mnie rzeczy jest twoja... hmm uczynność.

Wreszcie zakręcił kurek słowotoku, choć raz w przeciągu kto wie ilu lat mówiąc do kogoś, a nie do siebie w głowie. Czasem próbował przemycić coś podobnego na swoich terapiach, ale jak się okazuje, łatwiej było uwolnić frustrację w wąskiej uliczce do jakiegoś obskurnego gościa, który przyprawił ci w cholerę bólu fizycznego i psychicznego niż w sterylnym gabinecie do profesjonalnej medycznej pomocy przy tykaniu zegara. Życie jest pełne niespodzianek. Może dla takich realizacji było warto żyć choćby o ten jeden dzień dłużej. Tu przynajmniej nie musiał kłamać, ani przed Yurym bo i tak co go to obchodziło pod koniec dnia, ani przed sobą, coś co robił nieustannie. To było... niesprecyzowanie dobre uczucie, jeśli pominąć wszystko inne co właśnie w tej chwili czuł. Przyłożył dłoń do twarzy, coraz bardziej bezmiernie zdumiony absolutnie wszystkim co powiedział mu Yury i co powiedział sam.
- Po prostu powiedz mi... jakim cudem, odejście stąd, gdzie nie trzyma mnie-- ach… - zaciął się z nagła uzmysławiając sobie w połowie zdania chciał powiedzieć. Z pewnego rodzaju oświeconym terrorem na twarzy odwrócił się do Yurego. Spokojnie można było stwierdzić, że doszedł do końca myśli i do odpowiedzi, na którą wszyscy czekali.

Nic go tu nie trzymało. Nic się też nie zmieniało, bo nie robił nic, żeby to zmienić. Wszystko co go spotykało było niezależne od niego, prawda? Czy jeśli teraz podejmie decyzje, Dużą Ważną Decyzję, nareszcie będzie mógł powiedzieć, że och, tak próbowałem coś zmienić, ale nie wyszło i zdechnie gdzieś za murem pełen gorzkiej skręconej satysfakcji, że od początku miał rację? Nie trzymało go tutaj nic. Ile razy myślał, żeby umrzeć w tym mieście? Oj wiele, więc co to za różnica, gdzie umrze? I tak miał wrażenie, że żyje już za długo niż powinien. Limit czasowy propozycji Yurego był bardzo miłym dodatkiem - presja utraty takiej sposobności, no okazja jeden na milion, byłaby skandaliczna. Wzruszył bezradnie ramionami. Udało mu się, udało mu się uzasadnić swoją absolutnie najgorszą decyzję w całym życiu! Nie ważne, że ustawił ją na chwiejnym domku z kart bezsensownych argumentów, ale niewiele więcej było mu potrzebne.



#656888 japoński
#77A680 angielski
                                         
Ego
Desperat
Ego
Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down

Pisanie on 12.11.19 20:20  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
Yury zaczął żałować, że skontaktował się ze studentem. Od kiedy zrobi się taki zapobiegawczy?  Skąd ta ostrożność, wylewność? Po co to wszystko? Mógł go zaciągnąć na Desperacje choćby siłą. Dorwać kogoś, na kim mu zależało i zmusić go do pojawienia się przy wyrwie w murze o określonej godziny, ale czy na pewno zasługiwał na taki akt młodzieńca czy na pewno był aż tak c e n n y?
Poczuł ukłucie rozczarowanie, gdy kolejne słowa opuściła usta Ego. Odgarnął włosy z czoła, nie przejmując się brakiem opaski czy też okularów. Pusty oczodół patrzył wprost w młodą, nieskalaną bliznami twarz, a niebiesko-szare, zblazowane oko zerkała mu w przerażone ślepie.
Nie rozumiesz czemu przemoc jest dla mnie taka ważna, prawda? — Wpadł mu w słowa, jakby tyrada, którą z siebie wyrzucił nie miała żadnej wartości meteorycznej. — Łykasz te swoje kolorowe pigułki, nie wyobrażasz sobie bez nich życia, ale zastanawiasz się, czemu przemoc jest dla mnie taka ważna. Przemoc są jak te pigułki – uzależnia. I co? Nadal nie domyślasz się po co tu jestem? Czemu zjawiałem się po ciebie właśnie teraz? Dobrze, powiem ci, czemu. Moja uczynność jest podyktowana zapotrzebowaniem — określił się w końcu z podłym uśmiech na ustach. —  Zapalisz?
Wyjął paczkę papierosów z kieszeni i podsunął ją studentowi niemal pod samiuteńki nos.
Za każdym razem, gdy oddaję się swojemu nałogu – przemocy, potrzebuję mechanika, Ego, a ty jesteś jedyną opcją, której ufam. Jedyną oprócz Cedny, jednak ta gdzieś przepadła, ale pozostawiła sobie warsztat, a w nim bogaty asortyment. Zobaczysz, szybko poczujesz się w nim jak u siebie w domu, a może nawet lepiej.
Niezależnie od podjętej przez Matta decyzji włożył nałóg z powrotem do kieszeni. Drżenie palców świadczyło o jego zniecierpliwieniu.
Jasne, mogę do ciebie wpadać za każdym razem, gdy protezę szlag trafi, czemu nie, ale to wiąże się z ryzykiem. Chcę mieć cię przy sobie. A ty, chłopcze, czego chcesz? Chcesz mieć mnie na sumieniu?
Uśmiech zależał.
Miejmy to za sobą. Odpowiedz, a może w końcu dam ci święty spokój. Zamkniesz się w swoim pokoju. Zostaniesz sam na sam z depresyjnymi myślami. Ze świadomością, że jesteś sam na tym świecie. Sam jak palec. Chociaż otacza cię milion mieszkańców tego przeklętego miasta, jesteś sam. Zawsze byłeś, dlatego zawsze, gdy do ciebie napiszę, lecisz do mnie na złamanie karku. W porządku, Matt. Trudno jest żyć w samotności. Naprawdę trudno. Wiem coś o tym.
Podszedł do niego, ale tym razem student nie miał gdzie uciec. Plecy oparł o wilgotną od wcześniejszego deszczu ścianę.
Nie pociągnąłeś za spust, choć mogłeś, ale nie potrafiłeś. Boisz się mnie, ale jeszcze bardziej boisz się, że cię wystawię. Jeśli nie, wystarczy krótkie „spierdalaj”, a obiecuję, że zniknę z twojego życia. Jak wszyscy, którzy coś dla ciebie znaczyli. Widzisz, jakie to proste, wystarczy jedno słowo. Tylko jedno słowa.
Ułożył dłoń na jego gardle. Kolejny krok należał do Matta.
                                         
Yury
Windykator     Opętany
Yury
Windykator     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 12.11.19 23:10  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
Podniósł powoli swoją dłoń i położył ją na dłoni Yurego, tej, która spoczywała mu lekko przy szyi. Przysunął ją sobie do gardła, szczupłe palce zachęcająco prowadziły drugi zestaw palców, tych ciężkich, cudzych, żeby zacisnęły się na pulsujących strachem i ekscytacją żyłach. Uśmiechnął się cierpko, zadzierając podbródek do góry, łapiąc spojrzeniem Yurego. Usta zadrżały mu, kiedy próbował uformować prostą odpowiedź, którą skończy to przedstawienie, od której zapadnie ostateczna decyzja. Ale nie mógł przestać się szczerzyć, jakby właśnie spalił mu się jakiś ważny obwód w głowie. Nałóg przemocy był mu bliższy niż by tego chciał, nieważne czy zdawał sobie z tego sprawę czy nie. Niekoniecznie od popełniania przemocy, ale potrafił odnaleźć się gdzieś w tym całym mechanizmie. Na pewno wiedział o tym więcej niż o nałogu palenia, dlatego tylko przelotnie zerknął na zaoferowane papierosy. Łatwo być palaczem z mechanizowanymi płucami, co?

Masochistyczne nie było to, że pilnie słuchał każdego słowa Yurego, ale to, że wszystkie one bardzo mu się poniekąd... podobały. Część z nich nie była tak daleka prawdy. Niektóre nawet były cholernie blisko prawdy o jego żałośnie samotnym i beznadziejnym życiu, a to niosło bardzo specyficzny rodzaj urazy i bólu, przed którym nigdy nie wiedział jak się bronić. Do karuzeli emocji dołączyło zmieszanie, ale w gruncie rzeczy przerodziło się zaraz ono w dziką satysfakcję. Yury potrzebował mechanika. I trafiło na niego. Cała Desperacja, całe Miasto, wszyscy dawni i bardziej obecni znajomi Yurego, świat cały pełen  mechaników, ale trafiło na niego. Prawie się zakrztusił, kiedy usłyszał słowo zaufanie. Przez ten jeden paskudny moment poczuł się potrzebny. Miał wrażenie, że nie czuł tego od samego początku swojej egzystencji. Jakiekolwiek życie prowadził tutaj (samotne, smutne i żałosne, jak wynikało ze słów Yurego, ale podobny zestaw słów wynurzał się z niezależnej interpretacji Ego odnośnie swojego żywota), perspektywa czegoś innego okazała się bardzo kusząca, nawet pomimo wcześniejszej niepewności, i nowych niebezpieczeństw z tym związanych. Co to za problem spróbować innego życia, skoro z tego już dwa razy próbował wyjść, i żadnego z dwóch prób nieszczególnie żałował?
- Nie zostawiaj mnie - powiedział tylko, a każde słowo przechodzące przez gardło mógł Yury poczuć na swojej ciągle przyciśniętej do jego gardła dłoni. Nie chciał tu zostawać. Tak szczerze, to nie chciał być gdziekolwiek, nie chciał być też sam, nie chciał absolutnie niczego, więc chyba rzeczywiście nie miało znaczenia po której stornie muru będzie sobie niechcieć.

Opuścił ręce. Teraz stał o wiele spokojniej, skoro już podjął decyzję. Trochę kręciło mu się w głowie, ale obraz przed sobą miał kryształowo czysty i wyraźny, świat nagle nabrał więcej kolorów i zapachów (co może nie było dobrą rzeczą, kiedy stało się tak blisko Yurego). Miał ochotę na gorzki śmiech.
- To... jak się stąd wychodzi?



#656888 japoński
#77A680 angielski
                                         
Ego
Desperat
Ego
Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.11.19 22:57  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
Od chwili, kiedy dostał od Matta pierwszego smsa, trudno było mu wysiedzieć w jednym miejscu. Świadomość, że ktoś dotykał jego własności rozpaliła w nim nowe iskry nienawiści, a teraz, kiedy patrzył na jego wątłe ciało, naszprycowane prochami, całe w strachu o swoje życie, ujrzał w nim brata Kido, który za wszelką cenę chciał sprostać wysokimi oczekiwaniom ojca, choć nie miał ku temu odpowiednich predyspozycji. Często chorował, ciało miał słabe, wątłe. Był jak ptak pozbawiony jednego skrzydła, ale choć nigdy nie poderwał się do lotu - miał cały zastęp innych, bardziej pożądanych talentów, przyćmionych przez chęć dorównaniu komuś, kto był poza jego zasięgiem. Skończył jak skończył. Zgnił w szpitalnym łóżku, pod narkozą, jak roślina, a potem stał się nawozem dla chorych ambicji skurwieli w białych fartuchach potocznie zwanych naukowcami. I to tylko kwestia czasu, kiedy Greenberga spotka ten sam los, to kwestia czasu, kiedy stanie się bezużyteczny dla społeczeństwa i zostanie wsadzony do izolatki, jak egzotyczne zwierzę, jednostka zagrażająca symbiozie miasta. Widział to wyraźnie, a każdym razem, gdy się z nim spotykał był coraz słabszy, coraz bardziej podatny na manipulacje, na sugestie, złe słowo. Staczał się, żyjąc w iluzji utkanej z kłamstw specjalisty, który wmawiał mu, że łykane tabletki utrzymają go na powierzchni. Nie utrzymają - utonie, w końcu utonie. Do jego umysłu wkradnie się paranoje i pójdzie na dno.
Czując dotyk jego placów na swojej dłoni, rozluźnił uścisk palców, które chciały zacisnąć się na grdyce i w pierwszej kolejności zmiażdżyć mu struny głosowe.  
Słuchaj uważnie. Nigdy cię nie zostawię, ale musisz ze mną pójść — odezwał się po chwili, napawając się brzmieniem słów, które uleciały spomiędzy drżących warg Ego. Jak papierosem. Ocalenie. Obaj potrzebowali ocalenia. — Musisz mi zaufać tak, jak ja ufam tobie.
Palce, które wcześniej zakleszczały się na obcej szyi, teraz sięgnęły chłopięcego ramienia. Wiedział, że Ego, pomimo wszelkich okropieństw, których się dopuścił na jego oczach, był w stanie mu zaufać. Inaczej nadal siedziałby w swoim pokoju, lękającej się urojonego potwora w szafie.
Zobaczysz. Pokażę ci, ale musisz wiedzieć, że jak stąd wyjdziesz, już nigdy nie wrócisz. Nigdy. Jesteś w stanie podjąć się tego ryzyka? — powtórzył i wycofał rękę, wkładając ją do kieszeni, po czym ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Ego musiał podjąć decyzje sam. Bez obecnego oddechu na karku. Bez noża przy szyi. Sam. Samodzielnie.
Pójdzie za nim czy nie pójdzie? Zaryzykuje czy tu zostanie?
Zerknął ku niemu przez ramię, wykrzywiając usta w imitacji uśmiechu. Nie ironicznego, nie prowokacyjnego. Zwykłego uśmiechu, uśmiechu, który dawno nie widniał na jego wargach. Uśmiechu, który dawał wolny wybór. Uśmiechu, od którego bolały mięśnie twarzy.

zt
                                         
Yury
Windykator     Opętany
Yury
Windykator     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 21.11.19 0:28  •  Wąskie uliczki - Page 19 Empty Re: Wąskie uliczki
Wpatrywał się w oddalające plecy Yurego. Zerknął na wyjście z uliczki, w stronę miasta, w stronę swojego dotychczasowego życia.
Mógł wrócić. Mógł wrócić do siebie, wymieść ze swojej głowy ostatnie wspomnienia nachodzącej go zmory w kształcie biomecha, wierząc, że tak jak obiecał, ten nigdy już się nie pojawi. Ta myśl napawała go rozpaczą gorszą niż wszystko inne. Niektórych rzeczy nie da się cofnąć, odwrócić - przepadają bez śladu w kałuży dławiącego żalu. Wierzył mu, że da mu spokój. Gwarancja, że mógłby Matt spróbować żyć jeszcze raz, wolny choćby od tej jednej problematycznej sytuacji. Dlatego w tej chwili, w momencie zawieszenia i ostatecznej decyzji, wierzył też, że może mu zaufać. Kłóciło mu się to ze wszystkim co wiedział o Yurym - pomijając już fakt, że nie wiedział o nim w sumie nic - z jego pasą do przemocy, z jaką beztroską potrafił być bezlitosny, jak bardzo był zaborczy, z tym jak wyglądał, jak drwił i z jaką pogardą dla świata potrafił palić papierosy. Z wiecznie nieusatysfakcjonowanym spojrzeniem jednego oka, tak często zasłoniętego ciemnymi okularami.

Nie dbał o to, a nawet nie przyszło mu przez myśl, że mógł zachowywać się naiwnie i łatwowiernie. Po prostu nie chciał być sam. Nie chciał też, żeby uśmiech Yurego poszedł na marne. Nagle chciał i nie chciał tyle rzeczy na raz, jak nigdy w życiu. O to chodziło, dokładnie o to mu chodziło. Połechtane ego kwitło w jego piersi. Popatrzył na swoje dłonie - mój boże, mógł zrobić tyle rzeczy ze swoimi zdolnościami, ze swoim być może i chorym, ale jakże doskonale wyćwiczonym w nauce i skomplikowanych matematycznych, technicznych sprawach mózgiem. Rzucanie takich haseł jak "nigdy cię nie zostawię" czy cała ta gadka o zaufaniu? Nie można mówić takich rzeczy, a później odwracać się i odchodzić. Bo to bolało. Każdy krok na odchodne Yurego odbijał mu się głucho w głowie. Tak łatwo było by teraz zostać w miejscu, w bez ruchu, pozwolić aby świat przechodził gdzieś koło niego, zostać z tyłu, obserwować; być kolejnym bezdecyzyjnym nikim, otulonym w kokon złudnego spokoju i bezpieczeństwa.

Ruch sprawił ból, ale kompletnie innego rodzaju ból niż do tej pory. Jeszcze nie umiał tego wyjaśnić. Nie było na to czasu. Oderwał się od ściany i w szybkim kroku dogonił Yurego.

zt



#656888 japoński
#77A680 angielski
                                         
Ego
Desperat
Ego
Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Matthew Greenberg


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 19 z 21 Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20, 21  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach