:: M3 :: Centrum

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Itachi on 28/3/2018, 01:50
Każdy robił złe rzeczy, tu nie było z czym się kłócić, bo i jak? Z takim faktem? Świat nigdy nie będzie całkowicie wolny od przemocy, nakazów, zakazów, od szeregu regułek, których ludzie muszą się trzymać. Ludzie, w tym i nawet Wynaturzeni. Może tragedia od której nie było ucieczki? Łowcy - tragiczny symbol wolności, nierówności w społeczeństwie. Oto oni, jastrzębie pikujące, które nie spodziewają się ataku broni (nie)ludzi.  Powinien po prostu odpocząć, to wszystko, dać sobie na wstrzymanie, przespać z tymi frustrującymi myślami. Po prostu potrafił czytać książki i je lubił - przedziwne, czasem kompletnie różne od siebie, z dwóch krańców biblioteki.  Za mało się dzisiaj starał, za bardzo się przejmował i to najbardziej rzucało się w oczy. Ten sposób w jaki nie mógł się powstrzymać, nie traktować go jak obcego, zwykłego człowieka. Altruizm był dziwny, nietypowy, sprzeczny z normami.  Niech pomyśli. Na spokojnie. Niech weźmie głęboki wdech, a potem wypuści wszystkie troski gdzieś daleko, w siną dal. Może zwyczajnie nie chciał by G wiedział jak wiele elementów w środku do siebie nie pasuje, jak popękane kunaie wbijają mu się w organy, które pęcznieją, będąc jak bomby, które zaraz mogą wybuchnąć.  Nikt nie powinien takich rzeczy wiedzieć, nawet najbliżsi towarzysze. Niech opowie więcej o tych wnioskach. Interpretacje bywały interesujące. Za nisko siebie cenił, ale przecież nie będzie mu mówił jak powinien siebie widzieć, samemu ignorując własne odbicie w lustrze. Może to czas na zakończenie tych analiz? Potrafili tak po prostu przerwać? Itachi już skracał sens, już zamykał kolejne drzwi, zupełnie jakby ta maciupeńka szpara w drzwiach mogła powiedzieć za dużo. Histeria? To co zamierzał, dlaczego i on nie podnosił się z tej ławki, nie szedł dalej, tylko odkrywał na nowo dobrze sobie znany widok? No nie, cóż to za ochłodzenie wizerunku, nawet parodia uśmiechu Katowi tutaj nie pomoże. Zrobiło się za poważnie, albo takie mylne wrażenie odniósł Itachi.
Wzruszył ramionami, nie zamierzając ani potwierdzić tych słów ani też im zaprzeczyć. Starał się panować nad swoimi zębami, zaciskając je twardo, unosząc nawet dzielnie głowę. Pacjent na cztery i pół. Palce w końcu się uspokoiły, a szczęka rozluźniła się po wszystkim.
- Dziękuję - dodał jeszcze, bo zorientował się, że tego nie zrobił, a wypadałoby. Przynajmniej tak od czasu do czasu, nie? Dziwne rzeczy do niego mówił, jedynie zamrugał oczami na tę przyjacielską uszczypliwość. - Masz brudne buty.
Itachi spojrzał na G, potem na urządzenie, a na samym końcu na zbliżającego się studenta. Zerwał się na równe nogi, gotów sięgnąć po broń, ale dostrzegając twarz nieznajomego, powstrzymał się. Niewinny. Chłopak się zdziwił, zrobił duże oczy na widok dziwnie wyglądającego mężczyzny i wykonał krok do tyłu.
- Eee... - wykrztusił i odebrał swoje technologiczne cacko. - Noo ten... przepraszam. Może mógłbym coś zrobić? - zwrócił się już do G.
Itachi chrząknął, również czekając na odpowiedź medyka. Jego spojrzenie zdawało się pytać go, czy powinien się wtrącić w rozmowę.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on 5/4/2018, 19:13
Świat zawsze będzie zepsuty, nie da się go naprawić. Na miejsce jedno zła wchodzi drugie i tak już po prostu było. Ciężko się uśmiechać, zwłaszcza iż otaczająca ich dookoła utopia była jedynie złudzeniem, czymś co miało utrzymywać ludzi w ryzach. Kaito skrzywił się na samą tę myśl i sam będąc studentem wierzył, że taki raj istnieje naprawdę. Tak niewiele wiedział, tak wielu niewiele wie.
Jak medyk postanowi sobie odpocząć? Udając się na skomplikowaną podróż co nie do końca było dobrym pomysłem. Odchrząknął, dobrze zdawał sobie sprawę jak zniszczeni od środka byli łowcy. Każdego dnia ryzykowali życiem, wielu straciło rodziny.. czy można po tym wszystkim udawać, że jest się szczęśliwym? Chcieli być wolni, ale żyli pod jeszcze większym kloszem. Medyk spuścił nieco głowę ku dołowi, nie potrafił tak po prostu wyłączyć myślenia. Zawsze analizował, jakby jego umysł nie potrafił powiedzieć sobie stop. Raz jeszcze spojrzy na kata, a potem przeniesie wzrok na grupkę studentów. Też nim kiedyś był. Ta myśl jednak go zasmuciła.
Usłyszenie z ust tego mruka dziękuję było jakieś dziwne dla szarowłosego. Machnie ręką, chcąc rozluźnić tę napiętą atmosferę. Niby znajdowali się w tej samej drużynie, mijali się.. ale między nimi był konflikt. Łowcy mieli problemy z zaufaniem jak i zakładanie nowych znajomości. Dlaczego?
Obydwoje dużo przeszli, nie potrzebowali też nikogo do życia. Byli typami samotników, jednak ponoć człowiek jest stworzony do życia w grupie. Niby w takowej byli, ale porozumiewali się.. no trochę inaczej. Byli zamknięci, nieufni.. a w dodatku znajdowali się na nieswoim terytorium.
Trzeba było jeszcze bardziej uważać.
- Drobiazg. - Mruknie, nieco poprawiając pozycję na ławce. Potem spiorunował go wzrokiem. Niech mu nawet nie przypomina, dlaczego są takie brudne. Mina obrażalskiego dziecka i już miał coś odpowiedzieć gdyby nie jakieś ustrojstwo, które wbiło się lekko w jego ciało.
Dziwne uczucie. Nie był to ból, którego się spodziewał. Bez problemu wstał i oddał urządzenie, patrząc ostro na Itachiego, który zachował się jak nastroszony kogut. Te spojrzenie powinien rozpoznać. Coś w tylu: Weź Ty się kurwa ogarnij, nie chcemy kłopotów. Ale kto go tam wie jak zrozumie to łowca. Odwróci się do studenta i uśmiechnie nieco, ukazując zęby.
- Ależ nic się nie stało! - Taki pogodny, ba nawet wesoły. Spojrzał raz jeszcze na kata i machnie na niego ręką, nie chcieli wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania.
- Kolega jest trochę chory, musisz mu wybaczyć. - Uśmiechnie się. To powinno sprawić, że da im spokój. Najwyżej zamieni jeszcze parę słów i wróci do łowcy, od razu uderzając go wierzchem dłoni w klatkę.
- A to do mnie gadasz, że się stresuje. - Sapnął, siadając z powrotem na ławce. Zerknął na dziurawe ubranie i wzruszył barkami, skupiając wzrok na Itachim. Nic się nie stało, powinien.. wyluzować? I przede wszystkim się nie przemęczać. Nie wiedział jednak czy dalej zechce mu się spędzać czas z medykiem, tacy jak oni zawsze mieli sporo roboty. G zacznie się śmiać nieco pod nosem, zakrywając twarz ręką.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Itachi on 21/4/2018, 01:52
Ładne słowa, ale czy w jakiś sposób nie od razu pozbawiają celu? To przecież brzmi jakby bez większych przeszkód można było rzucić całe to staranie się w cholerę i nie oglądać się za siebie, jedynie żyć dla samego życia. Jest to jakiś sens! Co tak nagle G zmieniał skrajność w inną skrajność? Co tak nagle zmieniał stronę - nie za łatwo to do niego przychodziło? Sporo było złudzeń, słodkich słów, które nie znaczyły nic więcej jak śmieci chowane za przeładowanymi koszami. Oto współczesność, oto niezachwiane M3. No przecież istniał już Eden, anioły były hojne i wpuszczały tam każdego chęt... ha, ha. Wzięło Itachiego na żarty, doprawdy, szkoda tylko że za wiele nie mówił.  Sprostowanie - nikt nic nie wie, wszyscy włóczą się bez celu po świecie, a najbardziej to Pieski z Desperacji. Za dużo poszło goryczy, a przecież starał się być bardziej poukładany, i wewnętrznie i zewnętrznie. Kontrola to podstawa, zwłaszcza w obliczu realnych wrogów, czających się na każdym rogu, gotowych by po ciebie sięgnąć i złamać kręgosłup, a następnie wręczyć lizaczka w ramach pocieszenia. Dzielny pacjent.
Niech odpoczywa, medycy byli potrzebni, zwłaszcza w podziemiach, niech nie patrzy na niego, rany szybko się goją a i tak zrobił do tej pory sporo. Niech odpoczywa gdzie się da, niech nawet na siłę wciska w siebie jedzenie, by nie stać się słabym i bezużytecznym. I jemu na pewno na tym zależało. Nie trzeba być szczęśliwym by żyć, wola walki daje o wiele więcej. Okruchy, które trafiały zaś do kieszeni, wystarczyły by nawet od czasu do czasu się rozluźnić i posłać coś na kształt uśmiechu.
Chcieli być sobą. Klosz miał pęknięcia, nawet jeśli niewielkie, ale wystarczające by odetchnąć świeższym powietrzem. Za dużo analizowania, panie doktorze. Dzielny pacjent Itachi radzi by wyłączyć myśli - sam to stosował i działało. Jakoś. Młodszy Łowca nigdy nie był studentem, nie było na to czasu, za wcześnie wezwała go walka i płomień, który wybuchł pod jego piersią. Potrzebował więcej i więcej, nauką nie gardził, ale lepiej mu wychodziło przyswajanie wiedzy na własną rękę. I tak też robił w przerwach między misjami. Konflikt? Itachi widział to zupełnie inaczej, może dlatego że nie rozumiał do końca pewnych znaków między ludźmi.
Musieli udawać by przetrwać, ale w tym wszystkim kryło się więcej szczegółów. Gdyby G znajdowałby się w potrzebie, zapewne Itachi by mu pomógł.
Odchrząknął na widok tej miny, próbując nie dać po sobie poznać, że nieco go to rozbawiło. Ta mina bowiem kojarzyła mu się z najmłodszym bratem, który robił ją za każdym razem, gdy mu czegoś odmawiał.
Przesadzał? Po prostu dbał o jego bezpieczeństwo. Przezorny zawsze ubezpieczony. Zmrużył nieco oczy i może cicho prychnął. Wcale nie przesadzał. Student pod wpływem uśmiechu G nieco się rozluźnił i sam się uśmiechnął, choć był to uśmiech nieco nerwowy. Szybko zerknął na Itachiego i kiwnął energicznie głową, po czym przesunął dłonią po włosach.
- Jasne, jasne. Nie ma sprawy, to moja wina, mogłem być bardziej rozważny - wydusił z siebie na jednym tchu. Podziękował i odszedł pospiesznie do swoich kolegów z którymi niedługo potem poszedł dalej. Itachi w tym czasie wrócił na ławkę i poprawił swoje związane włosy, udając, że nie obchodzi go to, co dzieje się wokół.
Co on...? Nie złapał G za nadgarstek, chociaż przez moment miał taką ochotę. Zerknął na niego obojętnie i znienacka uderzył go lekko w tors, tak samo jak zrobił to wcześniej medyk.
- Jesteśmy kwita - mruknął i zmrużył oczy, tym razem od słońca. - Teraz to ty mnie stresujesz.
Może miał, może nie miał, a może czekał, aż to G pierwszy odejdzie?
Taka mała gra na wytrzymałość.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on 27/4/2018, 23:37
Kaito cały czas popadał z jednej skrajności w drugą, często zaprzeczając temu, co wcześniej sobie myślał. Jego twarz jednak była niezmienna i ciężko było sobie wyobrazić, o czym aktualnie myślał. Jego umysł cały czas pracował, starając się znaleźć najłatwiejsze rozwiązanie. Po co jest łowcą? Aby coś zmienić. Po co jest medykiem? Aby coś zmienić. A więc od teraz wszystko czym się zajmował, będzie sobie tłumaczył jako zmianie ku lepszemu. Proste? Proste.
Tak. Szkoda, że te wszystkie żarty wypowiadał w swojej głowie a nie do swojego nowego kolegi, który jeszcze chwilę temu zaoferował mu pomoc. Było cicho, ale im to nie przeszkadzało. Medyk przyzwyczaił się, że zazwyczaj nie powinien się odzywać nieproszony. A jak już się rozkręci.. to może być ciekawe. Ale bez alkoholu raczej to się nie obejdzie. Wyczerpany czy nie, doskonale wiedział jak bardzo był potrzebny. Nie chciał nikogo zawieść, więc po prostu większość rzeczy wykonywał mechanicznie, jak jakiś robot. Tylko oczy wydawały się coraz bardziej podkrążone, zupełnie tak jak dzisiejszego dnia. Nawet okulary nie dawały rady tego ukryć, ale sam medyk tak rzadko patrzył się w lustro, że nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.
Itachi zawsze trzymał się bardziej na uboczu i nie był zbytnio rozmowny. Nie żył tak jak Kaito, który swego czasu był studentem. Może dlatego więc na moment w jego oczach można było dostrzec tęsknotę, kiedy spoglądał w stronę studentów. Potem jednak ich narzędzie go zraniło, co od razu przywróciło medyka do realiów. Myślał, że będzie boleć bardziej, ale jednak obeszło się bez krzyku. Ba, nawet się uśmiechnął. Zaraz drugi łowca pomyśli sobie, że jest jakimś masochistą. Spoważniał.
Ze studentem obeszło się bez zbędnych komplikacji, choć Kat zachowywał się jak groźny owczarek chcący ostrzec pana przed nieproszonymi gośćmi i niemalże rzucając się na nich gdy tylko przekroczą bezpieczny próg. G starał mu się pokazać, że nie tędy droga.
Nieznajomy opuścił ich dosyć szybko, a Kaito jedynie się do niego uśmiechnął. Potem wrócił do Itachiego i od razu potraktował go małą zaczepką. Za pewne gdyby chciał, Itachi mógłby wykręcić mu nadgarstek. Nie zrobił jednak tego. Może był zbyt bardzo zaskoczony tym co zrobił szarowłosy? Taką bezpośredniością? Ciężko stwierdzić.
Przerwał śmiech, kiedy został uderzony. Spojrzał na niego z wyrzutem, niemalże wymuszając na nim aby na niego spojrzał.
- Kwita?! - Oczywiście sądził, że to kat ma u niego dług wdzięczności. Bo przecież mu pomógł, a ten.. dobra, nieważne. Przecież leczenie było jego obowiązkiem, ale jednak.. aż mimowolnie wstrzymał oddech, wypuszczając powietrze ze świstem.
- Bo się zachowujesz jak dziwak! - Wyjaśnił i choć sam wcale nie był lepszy, oczywiście widział to wszystko inaczej. Kaito żył pośród zwykłych ludzi, sam nim był.. wiedział co robić aby nie wzbudzać ciekawości. Czasami miał jakieś napady, że czuł się obserwowany tak jak dzisiejszego dnia.. ale na ogół zachowywał się całkiem ''normalnie''. Uśmiechnął się lekko pod nosem, również mrużąc oczy.
- Powinieneś.. - Przerwał, czując silne ukłucie w głowie. Pochyli się do przodu i zacisnął szczęki, wydając z siebie ciche sapnięcie. Ostatnio często męczyły go jakieś migreny, które stawały się coraz silniejsze. Za pewne z przepracowania, albo nie wyspania. A może za mało jadł? Pił? Można wymieniać i wymieniać. Tak czy siak zaniemówił, a cały świat zamigotał mu przed oczami. Chwycił się obiema rękoma za głowę i zamknął oczy, oddychając głośno.
Ale niech się drugi łowca nie przejmuje, to przecież norma dla medyka. Skąd jednak mógł o tym wiedzieć?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Itachi on 18/5/2018, 23:04
Zmiany nie są proste, ale ogólnie całe przesłanie już tak. Wszyscy w końcu ku temu pędzą, ku zmianie. W tym nie ma nic złego, nieodpowiedniego, taki jest nawet cel działania Łowców. Zmiana. No co miał zrobić, jak taki nieśmiały, nieprzystępny był Itachi, okropieństwo, nie? W głowie było bezpieczniej, ciszej, dzięki temu nikt nie mógł się dostać dalej, głębiej. Jak się rozkręcał G? Jak karuzela? Jak pistolet? Kat chyba nie potrafił się rozkręcać, będąc zbyt poważnym, sztywnym, co sprzyjało fachowemu podejściu do swojej pracy, ale zdecydowanie utrudniało kontakty towarzyskie. W końcu w życiu nie można mieć wszystkiego, nie? Alkohol? Tutaj? To się raczej nie uda, niestety lub stety. Może kiedyś zdarzy się taki dzień, że będą mogli usiąść przy piwie i zapomnieć o całym tym chaosie. Zgłupiał odrobinę, zdębiał oszołomiony tymi nagłymi, niecodziennymi myślami, że mógłby tak po prostu gdzieś z kimś wyjść. Za dużo kombinowania. Gdyby to było takie proste to już dawno zbliżyłby się do swoich braci. Na nowo. Zdecydowanie zrobiło się za poważnie w pewnym momencie, myśli zeszły na niebezpieczne tory i kompletnie nie wiedział jakiego wachlarzu uczuć użyć by znowu było w porządku, tak jak przed przyjściem do tego parku, przed tą niemą rozmową z G, która toczyła się w ich oczach.  Ale miał rację, był potrzebny. Medycy zawsze byli potrzebni, zwłaszcza Łowcom, zwłaszcza teraz. Może to czas zacząć patrzeć w lustro? Przypomnieć sobie to poprzednie życie, gdy gałęzie uginały się od owoców podczas marszu z budynku do budynku. G chciał tam wrócić? Do tamtych ludzi, tamtych beztroskich chwil?  Nie musi się ukrywać ze swoim masochizmem, nikt go tutaj nie będzie oceniał, a przynajmniej nie jawnie. Ach te pieskie skojarzenia. To pewnie z tych starych czasów, gdy częściej spotykało się psa pilnującego domu niż maszynę. Podziękuje mu kiedyś za tę naukę - pewnie wtedy kiedy znikną klapki i otrzeźwieje. Teraz Itachi zdawał się być w zbyt gorącej wodzie kąpany.  G powinien mieć na uwadze to jak się w tym świecie kończyły zaczepki, nawet takie luźne i przyjacielskie.  Za łatwo szło G przełamywanie lodów, pokonywanie barier, za bardzo się rozpędzał, przenikając sfery na pierwszy rzut oka niewidoczne, nieosiągalne. Tym zaskakiwał. Tą otwartością, nawet jeśli niewiele mówił. Co jednak chciał osiągnąć tym spojrzeniem, które w końcu otrzymywał? Liczył na coś więcej, na jakąkolwiek emocję?
- Kwita - powtórzył stanowczo z napiętą struną w głosie.  Itachi nie umieszczał całego dzisiejszego dnia w tej jednej chwili. Tamten dług był inny, ten był inny. Prosta kalkulacja.  Uniósł jedną brew do góry na ten zarzut. Dziwak? Niby co było w tym dziwnego? To przecież logiczne, że Łowcy dbali o swoich. Że on dbał o swoich. Przeszkadzało mu to? Dlaczego nagle się uśmiechał?
- Co powinienem? - czekał na rozwinięcie wypowiedzi. Przyglądał się mu badawczo i jego ciało drgnęło, kiedy G poczuł się gorzej. Nie wiedział jak powinien zareagować, w końcu nie był lekarzem i nie znał się na objawach.  Jak często go męczyły?
- Potrzebujesz czegoś? - w końcu się podniósł i zaczął rozglądać wokoło w celu namierzenia kogoś, kto byłby w stanie pomóc. Jak na złość nikogo nie było.
W końcu pokierowany przez G dał sobie jakoś radę z dolegliwościami, jakie męczyły medyka. Po wszystkim, nawet jeśli G się sprzeciwiał, przeniósł go do kanałów by tam obejrzała go Laura. Nie można było przecież pozwolić by stracili tak cennego Łowcę.

z/t dla Itachiego i G.

[Jak coś pisz na PW, ogólnie dziękuję za sesję. Poczekałbym jeszcze, ale wydarzenie mi wypadło. Jakbyś chciał kontynuować to pisz. Do napisania!]


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Yoshi on 11/11/2018, 02:53
Yoshiro bił się z myślami - tak określiłby to człowiek - czy powinien zapytać Elise o sytuację, która nastąpiła w chwili ich wyjścia. Kiedy już mieli opuścić lokal, rzucił się na dziewczynę jakiś wyjątkowo podpity osobnik i wykazał się zachowaniem w pełni usprawiedliwiającym sposób, w jaki jego nowa znajoma sobie z nim poradziła: w sposób brutalny i mogący przypomnieć się długo po fakcie. Co go zaskoczyło, to nie to, jak bezbłędnie dała sobie z nim radę (musiała uczęszczać na lekcje samoobrony, tak jak wcześniej Yoshiro - tak sobie to tłumaczył), lecz jej głos. W jednej chwili głos Elise zmienił się wówczas z "typowo" ludzkiego, kobiecego w taki, którym posługiwałaby się jedynie maszyna. Chociaż ów mechaniczny tembr rozbrzmiał tylko na krótką chwilę, Yoshiro równie szybko zakonotował sobie ten mały szczegół.
Udali się razem do spokojniejszego miejskiego parku. Panował wieczór, toteż niewiele osób spacerowało po licznych ścieżkach terenu zielonego. To tutaj android postanowił otworzyć usta. Spojrzał na Elise.
- Co takiego miało przed chwilą miejsce? - zapytał po długiej "chwili", odkąd opuścili "Venus". Czuł w oprogramowaniu, że dziewczyna wie, do czego on pije. - Poza imponującym rozbrojeniem napastnika, rzecz jasna. Rekonwalescencja w najlepszym razie zajmie mu kilka tygodni. Fizyczna. Psychiczna rozciągnie się z kolei do kilku miesięcy.


"You look human, you sound human, but what are you, really?"
avatar





Yoshi
Replikant
GODNOŚĆ :
Yoshiro Kobayashi


Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Elise Yesterday at 22:27
Starała się nie poświęcać zasobów systemowych na sytuacje jaka nastąpiła przed chwilą. Musieli wydostać się, odejść jak najdalej, nim ten podpity typ zaorientuje się, co się z nim stało i zrozumie, że siła z jaką został potraktowany nie jest ludzka. Nie chciała, by Berenika miała przez nią problemy, ale jest zbyt idealna. Porcelanowa lalka o bladej, gładkiej, zimnej skórze, jakiej każdy, odsłonięty fragment kusi by dotknąć osoby o mniej opanowanych odruchach. Rozluźniony alkoholem, z pewnością ten typ był jednym z nich. Być może powstrzymałby się gdyby nie był wstawiony, uznał że dziewczyna wygląda za dobrze dla niego i wybrał coś innego. Dostrzegł oczywiste znaki niechęci kontaktu.
Niestety, poczuł je. Oby nie zapamiętał jej twarzy.
Tak, nawet jeśli nie chciała poświęcić zasobów systemowych na rozmyślanie o obleśnym dotyku, jej uwaga była skupiona na analizie uszkodzeń jakie mogła tym dokonać w wizerunku swoim i swojej właścicielki. Niczym wyrwana z zamyślenia, stanęła na moment, patrząc nieobecnie na Yoshiro nim jej system zwolnił pamięć by mogła przeanalizowac jego słowa.
- Akt obrony własnej godności? - Odpowiedziała na pierwsze pytanie, wzruszając bezwiednie barkami. Chciała ominąć tłumaczenie się z tego, ale chłopak sprostował, że nie chodziło o wytarcie spitym typem podłogi. Opuściła głowę, wydając z siebie westchnięcie. Jakoś musi to wytłumaczyć, a z pewnością słyszał co słyszał.
- W sytuacji zagrożenia objawia się "inna" część Mnie. Chłodna i wykalkulowana. To była sytuacja zagrożenia, nie byłam w niej nigdy postawiona dotąd, więc zareagowałam obronnie. - Uniosła spojrzenie, poprzednie ewentualne uśmiechy zostały zmazane z jej wyrazu twarzy, jaki stał się wysoce neutralny, nieokreślony. Bez żadnej ekspresji. - Rozumiem że domyśliłeś się... - Nie kończyła. Wiedziała, czego Yoshi się domyślił, ale wolała potwierdzenia tej kwestii. Po raz kolejny zdradziła się, po raz kolejny jej maska człowieczeństwa została zdjęta. Po raz kolejny została obnażona z ludzkiej skóry, zostawiając zimny, twardy, metalowy szkielet. Zostawiając androida.




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help us understand
avatar





Elise
Android pracujący
GODNOŚĆ :
Elise / Sif


Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Yoshi Today at 09:31
Będąc całkiem szczerym ze sobą samym, Yoshiro odczuł już wcześniej, że Elise jest na swój sposób inna. Nieskazitelna twarz dziewczyny, którą dostrzegł już w pierwszej chwili ich spotkania, sprawiała, że system maszyny brał pod uwagę dwie możliwości: jego nowa znajoma jest po kilku operacjach plastycznych mających na celu usunięcie wszelkich niedoskonałości dermatologicznych lub jest taka jak on - androidem.
Z początku nie stał po stronie żadnego z tych wariantów, przyjmując dla każdego około pięćdziesięciu procent prawdziwości, jednak beznamiętny, mechaniczny tembr, w który przemienił się łagodny głos utwierdził go, że druga opcja może mieć znacznie większe prawo bytu niż pierwsza. Przez sekundę założył też możliwość obecności syntezatora mowy, charakterystycznego dla ofiar raka krtani lub innych chorób związanych z chorobami układu oddechowego, lecz słowa Elise zanegowały owe przypuszczenie.
- Brałem to pod uwagę - rzekł zgodnie z prawdą Yoshiro, zachowując swój neutralny wyraz twarzy. Człowiek pewnie przybrałby wyraz zaskoczenia, szoku, niedowierzania, lecz dla maszyny nie robiło to różnicy. Splótł ze sobą palce, rozważając wszystkie za i przeciw... - Nie ukrywam jednak, że miło spędzić czas z kimś sobie podobnym. Możliwe, że sama też mogłaś coś zobaczyć po mnie.


"You look human, you sound human, but what are you, really?"
avatar





Yoshi
Replikant
GODNOŚĆ :
Yoshiro Kobayashi


Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Powrót do góry

- Similar topics