:: M3 :: Południe




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 24 1, 2, 3 ... 12 ... 24  Next   

Park Miejski    Pisanie by Gość on Nie Sty 26, 2014 12:34 am
PARK MIEJSKI
Stary drzewostan: 1 2
Kanały: 1
Zapewne każdego cieszy widok uprzątniętej alei i trawnika, kiedy zmęczony po długim dniu pracy albo po rodzinnej awanturze przychodzi, by poukładać myśli w miejskim drzewostanie, a jest to o tyle prostsze, kiedy otoczenie samo w sobie jest poukładane. Trudno się bowiem myśli w śmietniku, kiedy wszystko wygląda jak po trzęsieniu ziemi, wydając z siebie niejednokrotnie nieprzyjemny zapach.
Dzięki ciężkiej i starannej pracy, myśli obywatela nie zderzają się z zaśmieconym otoczeniem, a wręcz przeciwnie. Łączą się w harmonii, przywoływane między drzewami i krzewami odpowiednio przystrzyżonymi i wypielęgnowanymi, dając nowe spojrzenie na zaistniałą, gryzącą go sytuację.

Usadowiony na dwóch hektarach miejski park, nie przypomina typowego dla tych regionów krajobrazu. Stary drzewostan nie nadaje się do drastycznego cięcia w stylu bonsai, więc rośnie tak, jak kazała mu Natura. Proste, szare drzewa, naruszone już zgiełkiem, smogiem i spalinami, mimo wszystko nadal czarują igliwiem oraz przemykającymi między konarami i gałązkami promieniami światła.
Tradycyjny leśny krajobraz został poprzecinany asfaltowymi alejkami. Co kilkadziesiąt metrów stoi samotnie ławka o metalowej ramie z mocno bejcowanymi, niemal czarnymi deskami jako siedzisko i oparcie.
Od wiekowych drzew i alejek dzieli dziesięć metrów idealnie przystrzyżonego trawnika. W niektórych miejscach na tej połaci rosną młode wiśnie, kwitnące na różowo.
Pod pniami starych drzew iglastych, które jako pierwsze mają styczność z trawnikiem, w promieniu metra  od pnia rosną na kwaśnej glebie różowe i czerwone gatunki azalii oraz rododendronów. Ponadto na terenie obiektu znajdzie się także rosnące bambusy i magnolie.
Gdzieniegdzie wije się szemrzący strumień, bądź system kanałów wpadających w stawy, zasiedlone ozdobnymi karasiami i karpiami koi. Miejscami jest jak zwykłe polne koryto, a przy malowniczych szarych mostkach uwydatniony granitowymi otoczakami oraz roślinami: pałką wodną, ozdobną trzciną, różnokolorowymi kosaćcami i drzewami - wiśniami, białą 'płaczącą' wierzbą, drzewkiem bonsai i klonami japońskimi. Efekt jest bardzo przyjemny i przytulny.
Wokół roślin kwitnących wije się mnóstwo owadów: pracowitych pszczół, kolorowych motyli i różnorodnych ważek. Ich widok niejednego rozwesela.
Przyjdź, zobacz innymi zmysłami i ochłoń od codzienności.


Ostatnio zmieniony przez Kamikaze dnia Czw Lut 26, 2015 11:20 pm, w całości zmieniany 5 razy



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Gość on Pon Kwi 07, 2014 5:28 pm
Mała była zdezorientowana.
No, ale chyba nic w tym dziwnego. No bo wyobraźcie sobie sytuację, gdy pewnego pięknego dnia, razem z cała swoją rodziną, licznymi przybranymi wujkami, ciotkami - no, jednym słowem z całym plemieniem - wędrujesz sobie, jak to macie w zwyczaju, aż tu nagle wyrasta ci przed nosem wielkie skupisko budynków. Jeden z tatusiów razem z grupą wujków idzie zobaczyć co i jak, aż tu po chwili wszyscy wracają... ale bez tatusia! I mówią, że tatuś już w ogóle nie wróci! No przecież wściec się można. Trzeba tacie przemówić do rozsądku, prawda?
Oczywiście, że wymknęła się na swojej ukochanej alpace nocą, i o tejże również porze wkradła się do tego, co nazywali "miastem". Nie sądziła, że znalezienie taty będzie takie trudne. Ten nieskończony labirynt budynków i ulic ciągnął się kilometrami. Zupełnie straciła orientację. Ludzie patrzyli się na nią dziwnie, a jeszcze dziwniej na Pusiaka. Czego oni mogli chcieć?
Lilka musiała się kilka razy chować przed wścibskimi spojrzeniami przechodniów. Nie podobali się jej. Nie lubiła ich! Do tego nie rozumiała ani słowa z tego co mówią! Co to za dziwne syki i skrzeki? To nie był dźwięk przyjemny dla ucha!
W końcu nadeszła noc i Lilka musiała znaleźć jakieś schronienie. Odkryła jakąś opuszczoną chatę i, by uchronić się przed niechcianymi spojrzeniami, przenocowała w środku. Rano zjadła kilka plastrów suszonego mięsa, które miała ze sobą i ponownie wyruszyła na poszukiwania.
Nie zdały się jednak na nic.
W końcu Mała wylądowała w parku. Skierowała się tam instynktownie, bo było to jedyne miejsce w tym dziwnym mieście, gdzie było trochę tak znajomej i swojskiej otwartej przestrzeni. Czuła się zmęczona, zagubiona, zdezorientowana i na dodatek głodna, bo jej skromny zapasik szybko się skończył. Co mogła więc zrobić?
Usiadła na trawie i zaczęła głośno płakać.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Gość on Wto Kwi 08, 2014 6:48 pm
Powiedziała, że miała wracać do desperacji? Do tej pustej pustyni, bez wody, roślinności w ogóle smętnej takiej, że dupę ściska? Haha, dobre sobie. Zamierzała się jeszcze pobawić trochę w mieście, nim wróci do tamtej nory, sprzedawać jabłka. Z resztą co to są same jabłka, no! Może i fajna rzecz, ale trzeba jeszcze skombinować jakieś smakołyki dla siebie. Czekoladę, czy piwo... Ale takich rarytasów nie znajdzie na polach i wsiach. Musiała zapuścić się głębiej w miasto. Zaś w nim nie mogła być w swej zwyczajnej formie. Dlatego też zmuszona była przyjąć bardziej człowieczy wygląd. No i po drodze zwinęła jakieś buty, które niechętnie założyła, by nie wyróżniać się z tłumu. Ludzie nie chodzą na boso, co nie..?
No i jakoś tak wylądowała w parku. Długo jeszcze w tych tworach szatana nie przechodziła, a już ją kulosy bolały. I co w takiej sytuacji? Otóż zdjęła je i pozwoliła przejść sobie boso po trawie, trzymając je w jednej ręce. I wtedy usłyszała ten dźwięk. Płacz dokładniej. No i jakoś tak odruchowo skierowała tam swe kroki, by ujrzeć ryczącą dziewczynkę. A z nią jakieś puchate zwierzę.
-Siema maluchu, wszystko ok? - zagadnęła, dochodząc bliżej, by ukucnąć przed nią. Oczywiście, że nie było ok! Jakby było, to by nie ryczała, nie?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Gość on Sro Kwi 09, 2014 5:55 pm
Veylta została zaproszona do jednej ze znanych uczelni, i oczywiście nie mogła odmówić. Wiedziała co zastanie - te cholerne miejsca niczym się nie różnią. Piękne sale, świetnie wyszkolone dzieciaki i ponoć genialni nauczyciele. Ah, i oczywiście stary jak świat dyrektor. Te cholerne bachory patrzyły na nią jak na jakiegoś dziwoląga. Niebieskie, zielone, brązowe, wszyscy mieli normalne kolory oczu. Oprócz niej. Czy się tym przejmowała? Niekoniecznie. Posyłała im jedynie ostrzegawcze spojrzenie. Z nią się nie zadziera, a dwóch rosłych mężczyzn pilnowało ją jakby była najcenniejszym skarbem na świecie. I dobrze. Tak ma być! W czasie godzin lekcyjnych odwiedzała pojedyncze klasy. W klasie informatycznej nikt specjalnie nie zwrócił na nią uwagi, wszyscy byli zajęci stukaniem w klawiaturę. Następna klasa którą odwiedziła była jednak znacznie ciekawsza - budowali androidy. Jeden z chłopców wytłumaczył, że jego robot, mimo małych rozmiarów, będzie służył do walk, i że już w tej chwili potrafi posługiwać się... nożami kuchennymi. Lepsze to niż nic, prawda? Potem, w wielkim, udekorowanym holu wygłosiła mowę, że szkoła jest cudowna i boska, a następnie jak najszybciej wyszła z uczelni. Uf, święty spokój.
Już miała wsiąść do czarnego samochodu, ale zauważyła coś nienaturalnego w parku. Przymrużyła oczy i natychmiast syknęła ze zdenerwowania. Spokojnym krokiem ruszyła w stronę płaczącej dziewczynki i człowieka-szczura.
- Pozwolisz, że ja się nią zajmę - to nawet nie było pytanie. Kobieta uśmiechnęła się uroczo do zapłakanej dziewczynki i wyciągnęła rękę, zaś kątem oka spojrzała na starszą dziewczynę uznając, że to ona jest przyczyną płaczu u małej.
- Gdzie są Twoi rodzice, mała? - ponagliła dziecko ręką. Słowa, rzecz jasna, wymówiła w języku japońskim. Za jej plecami pojawili się jej ochroniarze, zainteresowani tym, co się właśnie dzieje.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Gość on Sro Kwi 09, 2014 11:45 pm
Sytuacja wcale się nie poprawiła.
Teraz nie dość, że nie miała zielonego pojęcia gdzie a) jej ojciec b) ona sama, plus była głodna i zmęczona, to teraz jeszcze na dodatek zwróciła uwagę obcych. I to nie jednej osoby, a dwóch! A potem za tą drugą przyszli jeszcze inni! Chociaż oni trzymali się z daleka, tyle dobrego.
W każdym razie, kiedy podeszła do niej pierwsza osoba, bosa dziewczyna, Liliana zamarła. Nie rozumiała nawet słowa z tego co ta do niej mówiła. Tata zawsze ostrzegał ją przed nieznajomymi - pochodziła z plemienia nomadów, którym zdarzało się porywać i zjadać ludzi, i tatuś zawsze ją ostrzegał, że tym zjadanym ludziom może się to nie podobać. Tak samo jak może się to nie podobać ich rodzinom, więc istnieje możliwość, że będą próbować porywać samych nomadów, żeby zrobić im to samo. Lilka dokładnie rozumiała, o co w tym chodziło. Bo przecież jak jakiś chłopak ją uderzył i nazwał głupią, ona oddawała mu z nawiązką.
Więc... skąd miała wiedzieć, że to nie jest ktoś z rodziny kogoś, kogo kiedyś zjadła wraz z plemieniem? Czy oni chcieli teraz zjeść ją?
Na samą myśl o tym, miała ochotę rozpłakać się jeszcze bardziej, o ile to możliwe. Kiedy podeszła do niej druga kobieta, otoczona wianuszkiem mężczyzn, Lilka była już na skraju paniki. I znów poleciały te niezrozumiałe słowa. O co im chodzi?
- P-proszę mnie zostawić w spokoju! Idźcie sobie! Zostawcie mnie! Chcę do taty! - załkała głośno. Schowała się za swoją alpaką, a Pusiek jakby rozumiejąc powód jej strachu, wstał i osłaniał swoją panią.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Gość on Sro Kwi 09, 2014 11:56 pm
Ta mała była tak przerażona, że tylko patrzeć, aż trzeba będzie jej szukać nowych gaci. Przygryzając wargę, już miała coś jeszcze się odezwać, kiedy do akcji wkroczyła pewna damulka. Chcąc nie chcąc, szczura podniosła się, upuszczając buty na trawę, mierząc ją lekcewarzącym spojrzeniem.
-Zluzuj gacie, mamuśka. - rzuciła, wzruszając ramionami beztrosko, po czym odwróciła się do małej dziewczynki, która na pojawienie się drugiej persony zareagowała... No tak jak zareagowała. I do tego coś tam powiedziała jakimś takim ostrym, niezrozumiałym językiem. Oho, czyli nie znała japońskiego. Nie fajnie. I była przerażona. Trzeba więc było zrobić to inaczej.
Już miała sięgnąć ogonem do plecaka, kiedy dotarło do niej, że w tej chwili ogona nie posiadała przecież.
-Szlag. - mruknęła pod nosem i ręcznie musiała zdjąć plecak z grzbietu. Ludzkie ciało było do dupy. Ale tylko w ten sposób mogła trochę się tutaj pokręcić. Tak czy inaczej ukucnęła i wyjęła z plecaka jedno z jabłek i wyciągnęła dłoń z nim w kierunku dziewczynki skrytej za swoją lamą, owcą, czy czymkolwiek ten zwierz był. Lamowca. O, idealnie. Drugą dłonią natomiast wskazała na siebie. -Ratesta. - oznajmiła głośno i wyraźnie, uśmiechając się serdecznie do tej kruszyny, mając nadzieję, że tamta kobita sobie pójdzie. Pff, była tutaj pierwsza i nic co ma u swojego boku ochroniarzy nie będzie jej rozkazywać. Dobre sobie.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Gość on Czw Kwi 10, 2014 12:11 am
Szlag trafił bombki, choinki nie będzie. Kobieta przypuszczała, że dziewczyna raz dwa rzuci jej się w ramiona i będzie po problemie. Błąd! Dziecko jeszcze bardziej spanikowało, a dodatkowo wygląda na to, że nie rozumie ani słowa po japońsku. No i co z takim bachorkiem zrobić?
Veylta westchnęła i wyprostowała się, spoglądając ciepło na dziecko, nadal knując jakby ją tu do siebie przekonać. Nie miała zbyt wielkiego wyboru. Słowa które wymawiała dziewczynka nie brzmiały znajomo, a to znaczy, że blondyneczka nie mówi ani po angielsku ani po chińsku ani po japońsku. Katastrofa.
- Powinniśmy ją zabrać do sierocińca. Dzieciom nie wolno się błąkać po mieście. - odezwał się jeden z mężczyzn. Nie wyglądał zbyt przyjemnie, podobnie zresztą jak jego towarzysz. Wysocy na prawie dwa metry, dobrze zbudowani mężczyźni, a do tego mieli broń. Niech ich szlag trafi.
- Straszycie mi dziecko, odsuńcie się. - warknęła kobieta, odganiając strażników ruchem dłoni. Nie ruszyli się z miejsca.
- Ale... - zaczęli, jednak szybko umilkli gdy zauważyli rozzłoszczoną minę kobiety. Skinęli głowami i wycofali się aż pod sam samochód, nadal jednak uważnie obserwowali scenę.
Dziecko ma trzy opcje do wyboru, zostać tu gdzie jest i zdechnąć z głodu, pójść z drugą kobietą i zginąć marnie, gdy tylko zostaną złapane albo pójść z Vey i mieć święty spokój. Rzecz jasna, dla Veylty wybór był oczywisty, tylko jak ma to jej wytłumaczyć?! W tej chwili żałuje, że nie ma ze sobą Lacii, swojego Androida, który zapewne jakoś dogadałby się z dzieciakiem.
Całkowicie zignorowała słowa dziewczyny, udając, że w ogóle ich nie słyszy. Po co kopać się z koniem? Za to uważnie przyglądała się jej poczynaniom. Jabłko? Ciekawy pomysł, ale większość dzieci wie, by nie brać rzeczy od nieznajomych, ciekawe czy i ten dzieciak o tym wie. Vey odsunęła się kawałek, postukała palcem w policzek i jedynie uśmiechnęła się, widząc jak dziewczynka chowa się za dziwacznym stworzonkiem. Co to do cholery jest? Powiedziała coś po chińsku do swoich "opiekunów". Pokiwali głowami.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Gość on Czw Kwi 10, 2014 12:28 am
Liliana czuła się nieco pewniej, kiedy ściskała w łapkach puszystą wełnę Puśka. Alpaka dumnie stała przed swoją panią, zasłaniając ją częściowo przed wzrokiem obcych.
Cóż, szczerze powiedziawszy tak, Lilka była nauczona by nigdy nie brać niczego od obcych. Tata mówił jej, że dziwni ludzie są na świecie i zawsze dawał jej przykład w postaci jednego z jej przyszywanych wujków, który był po prostu wariatem. Ale jednak on był dobry, bo należał do nomadów, a więc rodziny. No i był zawsze pomocny, tylko czasem zdarzały mu się odpały, szczególnie jak napił się za dużo tego dziwnego trunku, którym z lubością delektowali się dorośli. A jak się trafi nieznajomy? Nie wiadomo co takiego może do głowy przyjść.
Trzeba jednak powiedzieć, że jabłko zainteresowało alpakę. Kiedy więc Szczurzyca skupiona była na Lilce, Pusiek skorzystał z okazji i zwyczajnie zwędził owoc. Po chwili opluł wszystko dookoła, przeżuwając soczyste jabłko z uśmiechem na krzywym pysku.
Oczywistym było, że Lilka nie wiedziała o opcjach, które przewidziała jej Vey. Dla niej istniała jednak jeszcze możliwość, że odnajdzie ją tata. No bo w końcu wujkowie, kiedy ruszyli z tatą na zwiad, powiedzieli że on już do nomadów nie wróci. A to znaczyło, że gdzieś tu był! W końcu po to tu przyjechała! Żeby go okrzyczeć i powiedzieć, że wcale go nie kocha, za to, że chciał ją zostawić samą! No dobra, nie samą, bo miała jeszcze przecież drugiego tate i dwie mamy ale cii. Wiadomo o co chodzi...
Mała wtuliła twarz w wełnę alpaki. Nadal płakała, nadal była przestraszona, ale już nie panikowała. Patrzyła tylko szczenięcymi, wystraszonymi oczami na tę dziwną dwójkę. Dobrze, że tamci wielcy panowie sobie poszli...
Lilka spojrzała na szczurzycę. To jedno zrozumiała. Wskazanie na siebie zawsze w języku pokazywanym oznaczało przedstawienie się. Zawahała się. Nadal nie wiedziała, czego od niej chcą. Podążyła jednak za przykładem Ratesty i wskazała na siebie.
- Liliana.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Gość on Czw Kwi 10, 2014 8:27 am
No proszę, sukces. W pewnym sensie. Poznały już swoje imiona, teraz powinno być już z górki. Trzeba było pokazać tej małej, że pani szczur nie ma złych intencji i chce pomóc. Tylko pytanie, dlatego właściwie miała jej pomagać...? Ugh. Sama nie była pewna. Sama siebie zapewniała, że pomaga tej kruszynie dlatego, że na pewno jej rodzice dadzą jakąś nagrodę za odnalezienie córki, czy coś. Prawda? Przecież nie możliwe, by chytre serducho Szczurencji chwycił jakiś bachor, no litości no!
-Liliana. - powtórzyła, siadając na czworaka na ziemi. Spojrzała na Lamowcę, która ze smakiej zajadała się jabłuszkiem. Pyszne jabłka, mniam, mniam. Wiadomo - kradzione najlepsze. Skoro już jakoś w miarę spodobała się tego puchatemu stworzonku, łatwiej będzie dotrzeć do jej właścicielki. Wyjęła kolejne jabłko, które ugryzła i połknęła, pokazując, że nie jest absolutnie zatrute, ani nic z tych rzeczy. Podsunęła je zwierzęciu, tak by również tylko raz ugryzło, a następnie położyła je przed dziewczynką. Jest dobre, pyszne i w ogóle nie ma co się bać. W sumie to dla Ratesty zachowanie małej było absurdalne. Ale pewnie dlatego, że ją uczono, że może brać co chce, pod warunkiem, że umie szybko biegać... Tak czy inaczej wyjęła jeszcze dwa jabła, z czego jedno rzuciła dla tej kobitki, co to ze swoimi psami tu przyszła, ale już je odpędziła. W sumie sama też by mogła sobie odejść, ale jak już jest, to niech też to jabłko dostanie. Wszyscy jabłko dostaną. Takie prezent, bo pani Ratesta jest miła i szczodra. Zaś to drugie jabłko co wyjęła, sama nagryzła, kolejną ręką sięgając do plecaka po jeszcze następne, by postawić je przed Lilianą. W końcu to jedno było nadgryzione. Dwa razy.
No ale jabłka, jabłkami, trzeba też podjąć ważniejszy temat.
-Liliana. - odezwała się jeszcze raz, by zwrócić uwagę małej na siebie, po czym wskazała palcem wskazującym na nią, następnie przejechała dłońmi od oczu, przez policzki, symulując łzy. A na końcu potrząsnęła głową w pytającym geście.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Gość on Czw Kwi 10, 2014 3:55 pm
No i patrzcie. Sytuacja się uspokoiła, a dziewczynka najwyraźniej polubiła młodszą dziewczynę. No cóż. Veylta niekoniecznie się starała, by pomóc dziecku. W jednej chwili jej nastawienie się zmieniło - nie czuła już chęci by pomóc dziewczynce, bardziej miała ochotę by zniknęła, przepadła w cholerę. Często jej się to zdarzało, w końcu urodziła martwe dziecko które jej całkowicie poprzestawiało w główce.
Nie zamierzała się przedstawiać, no bo i po co? Nie widziała w tym żadnej potrzeby, za to poznała ich imiona. Pewnie jej się kiedyś przydadzą. Postara się o nich nie zapomnieć.
Już miała się odwrócić, ale zauważyła lecące w jej stronę. Złapała je w jedną rękę i spojrzała na nie w zastanowieniu. Tak, prawdziwy rarytas dla tych którzy mieszkają poza wspaniałymi murami Miasta-3, dla niej jednak to nic nieznaczący owoc, w końcu może mieć takich tysiąc jeśli zapragnie!
- Dzięki. Skoro już tu jesteś, to chociaż się nią dobrze zajmij. - powiedziała od niechcenia, odwróciła się i machnęła ręką na ochroniarzy którzy otworzyli jej drzwi do samochodu. Wsiadła, poczekała aż oni zajmą swoje miejsca i odjechała.
Rozkaz, który wcześniej im wydała był niezwykle prosty "Złapać i zabrać do sierocińca jeśli nadal będzie sama o północy. Błąkające dzieci niszczą wizerunek miasta."

zt.

(W szpitalu pewnie nie będę miała dostępu do neta, a nie chce blokować. ;3)



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Gość on Pią Kwi 11, 2014 12:22 am
Liliana nadal nie odważyła się wysunąć chociażby milimetr zza alpaki. Nie wiedziała, czy to że zna imię tej dziwnej istoty coś jej da. No, ale warto wspomnieć, że nieco się uspokoiła. Tak ociupinkę, ociupinkę. Patrzyła szeroko otwartymi oczami, jak szczurzyca sama nadgryza jabłko a potem podsuwa je Pusiakowi. Alpaka bez żadnego oporu sięgnęła po swój kęs. Liliana jednak po jabłko nie sięgnęła. Okej, dzieliła się czasem jedzeniem z Puśkiem, ale rzadko, bo tata jej mówił, że tak się robić nie powinno. Mówił coś o małych stworzonkach, które żyją w ślinie alpaki. Liliana przeraziła się, gdy jej to powiedział i próbowała umyć zwierzęciu zęby, żeby uwolnić je od tych dziwacznych stworzeń. Nie udało się.
Pusiek tylko czaił się na rozpoczęte jabłko. Kiedy więc szczurzyca wyciągnęła z torby kolejne owoce i położyła przed Lilką nowe, soczyste jabłko, zwierzak zaraz zabrał się za stare. Przeżuł je z radością i beknął. Blondynka nieco niepewnie podsunęła się odrobinę bliżej. Skoro ani Puśkowi, ani samej Rateście nic nie było, to chyba mogła zjeść ten owoc. Szczególnie, że była bardzo głodna. Złapała i od razu wgryzła się w miękką skórkę. Sok pociekł jej po twarzy. Czując słodycz owocu, mała z zapałem zaczęła pałaszować jabłko.
Kiedy skończyła, spojrzała na Ratestę. Ah, ale miała pomysł! Lilka co prawda nie rozumiała ani słowa z tego co ta dziewczyna mówiła, ale przecież mogą sobie pokazywać swoje myśli! Faktycznie! Zupełnie jak w zabawie! Lilka czasem bawiła się w takie gry, nazywali to zgadywankami.
Skupiła się więc na gestach wykonanych przez szczurzycę. Coś cieknącego po twarzy... Mała dotknęła swoich policzków. Łzy! I to pytające spojrzenie.
- Dlaczego płaczę? - zapytała na głos, chociaż domyśliła się, że Ratesta jej nie zrozumiała. Mała skupiła się przez chwilę, zastanawiając się jak pokazać powód swojego zmartwienia. Najpierw pokazała trzy palce - trzy przyczyny. Pierwszy z nich -wskazała na swój brzuch. W końcu była głodna, chociaż głód zelżał po zjedzeniu jabłka. Potem rozejrzała się z popłochem dookoła. Oznaczało to zagubienie. Wszak nie wiedziała gdzie była.
Przy trzecim Lilka miała największy problem. Jak miała pokazać że nie ma pojęcia gdzie jest jej ojciec?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Park Miejski    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 24 1, 2, 3 ... 12 ... 24  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics
» Park

 :: M3 :: Południe