:: M3 :: Centrum

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Go down


Park miejski

Pisanie by Havoc on Sob Paź 07, 2017 4:29 pm
Wydzielona przestrzeń zielona na samym obrzeżu centrum, która zajmuje jego sporą powierzchnie. Pełnił funkcje przede wszystkim wypoczynkową i rekreacyjną. W głównej mierze dominują tu drzewa liściaste. W samym sercu parku znajduje się stara, nadal przekuwająca spojrzenia fontanna.
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on Wto Paź 10, 2017 2:32 am
Jesień powoli, acz pewnie wkradła się pod kopułę utopijnego miasta, rozgaszczając się w nim na dobre. Temperatury się obniżyły, a co szło w parze z tym zjawiskiem pogoda ochłodziła się, a sam Roman Deveroux musiał przyznać, że choć sztucznie wykreowana — łudząco, niemal doskonale oddawała walory oryginału, który utkwił w jego pamięci. Najbardziej widoczne było to w parku miejskim, gdzie na trawę opadały kolorowe liście, tworząc swoisty dywan, szeleszcząc pod butami i w niektórych miejscach wciąż znajdowała się woda po poprzednim deszczu, a na tej pomniejszej tafli pływały dwa, może trzy czerwone liście klonu. Nie dało się zaprzeczyć, że budziło to wspomnienia, lecz na całe szczęście Roma nie zaliczał się do jednostek zbyt sentymentalnych i uczucia pogrzebał wraz ze swoją prawdziwą tożsamością. Zaciągnął się papierosem smakowym, który mieścił się między jego palcami, raczył się nim w tym zakłamanym mieście, jakby stanowiły pewien dawno zapomniany pułap luksusu, stanowiąc swoisty rodzaj skansenu, o którym upadły, zniszczony świat poza kopułą, sztucznym pięknem i pozornym, choć wciąż nader mocno namacalnym dostatkiem, mógł jedynie wspominać z przekazu ustnego tych, którzy mogli to pamiętać. Fafnir pamiętał, choć w zamierzchłej przeszłości, do której z przyczyn zgoła oczywistych wracać nie chciał — że wówczas po nie nawet nie sięgał.
Przystanął na moment przy eleganckiej, acz nieco wilgotnej ławce, by zgasić papierosa i wyrzucić go do stojącego nieopodal niej śmietnika. Jedną rękę trzymał w kieszeni czarnego, rozpiętego płaszcza, druga pozostała na zewnątrz, zapach nikotyny, choćby tej z dodatkiem smakowym, przeszkadzał mu na swój sposób. Wyostrzone zmysły nie zawsze okazywały się przyjemnością samą w sobie i czymś czym należało się chwalić. Na całe szczęście z nostalgicznego nastroju wyrwała go znajoma, delikatna twarz — posiadacz jego ulubionego psa o imieniu Halk. Właściciela również lubił... na swój sposób, przykuł uwagę Romana i wiedział za dużo, a on sam nie podjął jeszcze decyzji co z tym fantem zrobić. Będzie miał jednak okazję, aby się przekonać.
Dzień dobry, Mikie — przywitał się z wesołym uśmiechem Francuz, podchodząc do niego, jak gdyby nigdy nic, tak jakby ich poprzednie spotkanie nie skończyło się włamaniem do mieszkania jasnowłosego i całkowitym zgwałceniem jego przestrzeni osobistej. Roma już wiedział, że coś było z nim nie tak; jego moc nie zadziałała, wtedy kiedy powinna, więc coś było z nim nie w porządku. Nie odkrył dokładnie co, lecz fafnir będzie miał okazję sprawdzić jedną ze swoich teorii. — Cieszy mnie widok gipsu. Liczę, że nie obraziłeś się śmiertelnie za to, że niezbędne było usztywnienie twojej ręki. Niemal tak samo jak na właściwe rozpatrzenie mojej oferty, obyś był równie rozsądny, w zbliżonym stopniu jak pozyskujesz niedostępne, zakazane informacje znajdujące się w większości poza zasięgiem. — Przykucnął, by pogłaskać zadbanego Halka i obdarzyć go swoją uwagą, a także miłością, której ten jasnowłosy sztywniak nie mógł mu dać, gdyż jak Roman skomentowałby to w żartobliwy sposób – kij w tym jego zgrabnym tyłku, by mu to skutecznie uniemożliwił.

Witam, nie przyznaję się do tego.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Havoc on Czw Paź 19, 2017 2:42 am
Jesień, zaraz po zimie, była ulubioną porą roku informatora. W końcu mógł wyciągnąć z dna szafy kolekcje swoich eleganckich, przejściowych płaszczy i dopasowanych do każdej sztuki rękawiczek. Zarzucił jeden z nich na chude ramiona, po czym związał wokół szyi szal, co by uchronić ją przed zimnymi powiewami wiatru. Za oknami stopniowo zaczęła się ściemniać, dlatego, aby czuć się  bezpieczniej, włożył do kieszeni zabezpieczony paralizator, zatem zerknął na zegarek. Mała wskazówka urządzenia powoli przesuwała się wzdłuż tarczy i tylko minuta dzieliła ją od zatrzymania się na liczbie numer pięć. Odczekał chwilę i wyszedł z domu punktualnie o tej samej godzinie, co zawsze. W jednej dłoni, a raczej w tym wypadku pod pachą, z powodu niedyspozycji tej kończyny, ściskał parasol, na wszelki wypadek, gdyby z kłębowiska chmur nad jego głową zaczął padać deszcz, mimo iż prognoza pogody na to nie wskazywała, w drugiej zaś dzierżył smycz. Halk dostojnie kroczył obok niego, cierpliwie czekając, aż dojdą do miejskiej przestrzeni zielonej, w której bez skrępowania mógł załatwić swoje potrzeby.
Było ładne, lecz chłodne popołudnie, wszak temperatura spadła do dziesięciu stopni, a słońce całkowicie zostało stłamszone, co odcisnęło się na twarzy pracownika S.SPEC w postaci bladych, niezbyt widocznych przez obecność pudru na jego policzkach rumieńców. Zerknął na zegarek, kiedy jego niebieskim oczom ukazał się park, a rottweiler na ten widok przyśpieszył, wyraźnie zachwycony perspektywą opróżnienia się.
Dziesięć po piątej.
Uspokój się — upomniał go i szarpnął za smycz, łapiąc za nią krócej, by przypomnieć mu cierpko, kto rządzi w tym układzie. Nie miał zamiaru dostosowywać się do tempa psich łap i lecieć jak na złamanie karku do wierzby, którą Halk podlewał na „dzień dobry” za każdym razem, kiedy odwiedzali to miejsce. Wystarczyło mu jedno złamanie.
Czworonóg na tę komendę i zastosowane przez swojego właściciela środki przestał się wyrywać i spokorniał. Szedł przy jego nodze i dopiero, kiedy znalazł się przy upragnionym drzewie, obwąchał go i podniósł nogę, by zaznaczyć swoje terytorium.
Miejsce to o tej porze nie było zbyt tłumnie odwiedzane, dlatego też posiadacz aryjskiej urody mógł zaznać upragnionego spokoju na łonie natury. Liście szeleściły wesoło pod podeszwami jego butów, kiedy uważnie stawiał kroki, aby przypadkiem się na nich nie poślizgnąć. Były mokre, a utrata równowagi była ostatnią rzeczą na liście tych, na które miał ochotę, a raczej przedostatnią, bo widok osoby, która naruszyła jego przestrzeń osobistą zdecydowanie znajdował się na jej szczycie.
Mike Havoc nie podzielał w żadnym aspekcie radości Alana Sartre, a nawet wręcz przeciwnie, sam widok tej bezczelnej, pseudo przyjaznej dla otoczenia aparycji uwalniał w informatorze niepohamowane obrzydzenie, przez które skręcało go w żołądku. Obdarzył go pogardliwym spojrzeniem, z ledwością powstrzymując się przez zwróceniem treści żołądkowej, mimo iż na obiad skonsumował skrzętnie przygotowany przez siebie posiłek złożony z produktów akceptowalnych przez jego niską tolerancją pokarmową.
„Dzień dobry”, powtórzył histerycznie w myślach, acz nie poczuł się w obowiązku, aby przywitać się z tym niegodnym jego towarzystwa mężczyzną.
Właśnie przestał taki być — mruknął pod nosem. — Proszę mnie więcej nie nachodzić i trzymać ręce z daleko od mojego psa, bo będę zmuszony załatwić sądowy zakaz zbliżenia się do mojej skromnej osoby i Halka — odrzekł z wyćwiczonym na przestrzeni lat spokojem i zgrabnie go wyminął, wołając do nogi psa, który posłusznie wykonał polecenie swojego właściciela. — Pańska propozycja jest nie do przyjęcia, dlatego jestem zmuszony panu odmówić. Do widzenia  — dodał jeszcze, tym jakże uprzejmym akcentem kończąc ich krótką wymianą zdań, ale także te niedorzeczne spotkanie. Był człowiekiem zajętym, nie miał czasu na obcowanie z pozbawionym instynkt samozachowawczego przestępcą. To znacząco odbiłoby się na jego krystalicznej niczym łza reputacji.
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on Sob Paź 21, 2017 11:47 pm
Czyżby Mike Havoc naprawdę myślał, że rozdaje tutaj jakiekolwiek karty? Mógł w praktyce okazywać się upartym jak osioł outsiderem, jak zdążył dowiedzieć się Roman Deveraux, do tego stronić od zażyłych i bliskich kontaktów międzyludzkich, ia co za tym szło, stanowić coś na wzór odseparowanej wyspy, lecz żadna z nich nie stanowiła najmniejszego wyzwania w kategorii zasięgu dla Francuza. Odezwała się w nim dawno temu pogrzebana ambicja, tak lekka, niczym pióro, nadająca pewien zapomniany spokój ducha, tym samym pchająca do działania — ciekawa wyniku. Nie obchodziło go jego zdanie w tej materii, cel naruszania jego przestrzeni osobistej został nakreślony w momencie, gdy ten na własne życzenie przeciął ich ścieżki w tamtym barze. Od tamtej pory chcenie, czy nie chcenie Mike'a Havoca, schodziło na drugi plan. Przykuł uwagę Fafnira, na tyle, by ten poświęcił swój czas na dokładny research dotyczący jego osoby, niemal tak wnikliwy, jak ten dokonany przez informatora S.SPEC, choć co oczywiste — brakowało w nim wielu kluczowych detali, które dopełniłyby całości. Różnica między nimi okazywała się jednak kolosalna i boleśnie porównywalna do przepaści — stanowił ją wirus X i lata doświadczeń, którymi jasnowłosy, kruchy młodzian nie mógł się poszczycić. Jego umysł jaśniał, a Drug-on dostrzegał w nim nietypowy potencjał, jednakże... to czy jego zainteresowanie się utrzyma, uzależnione było od jednej bardzo ważnej kwestii, którą musiał rozwiać.
Kiedy zamknął ramię jasnowłosego w mocnym uścisku, ciągnąc go bez najmniejszego trudu wstecz, i następnie odwracając w swoją stronę, dezorientując tym manewrem prowadzone na smyczy posłuszne zwierzę, po którym to nadal miał elegancką pamiątkę w postaci wgłębień po jego zębach. Fafnir nie cofnął ręki, na której widniał rzemień z charakterystycznym kłem niewiadomego pochodzenia, ani tym bardziej nie złagodził uścisku na wytwornym płaszczu informatora, który pewnie zaprzepaści tę otoczkę doskonałości wgnieceniem. Wzrok intencjonalnie utkwił w niższym od siebie blondynie.
Posłuchaj mnie uważnie, rozpuszczony szczeniaku — Po uprzednim uśmiechu nie pozostało ani śladu, w głosie zaś nie sposób byłoby doszukać się czegoś uprzejmego, przyjaznego, czy tym bardziej rozbawionego, pozostała zimna, niewzruszona niczym powaga. Tym razem nie zamierzał zdawać się na kontakt fizyczny, który nie odniósł raz oczekiwanego, ba!, zakładanego z góry rezultatu, zatem w pełni skupił się na modulacji głosu, tak by ten był spokojny i zrozumiały, na swój sposób wręcz hipnotyczny. — Zdobyta przez ciebie wiedza, nie była prawdziwa i poparta faktami. Nigdy nie było żadnego Alana, spotkania w barze, ani najścia w twoim mieszkaniu.Twoje informacje były jedynie zlepkiem nielogicznych, niekompletnych zapisków o brunetce noszącej francuskie nazwisko; pomyliłeś się, nawet tobie się to zdarza – wyrywanie wspomnień zawsze wymagało niemałego skupienia, a odzieranie innych z nich, zmuszało do niezbędnego wyważenia. Wystarczał bowiem jeden wypadek przy pracy, by jednostka pozostawała z trwałym wrażeniem niepokoju. Po takim czasie stosowania mocy artefaktu – nie popełniał niedopuszczalnych błędów, nie posuwał się zbyt daleko; wymyślanie kłamstw i recytowanie ich na poczekaniu na potrzeby pożądanego powodzenia, przychodziło mu z niebywałą łatwością, ale i tu pojawiało się niewielkie ryzyko błędu. Zamazywanie faktów czy zapamiętanej twarzy okazywało się najprostsze spośród tego co sobie założył. W parku nie było zbyt wielu ludzi, nie o tej porze, a już tym bardziej zabrakłoby im zainteresowaniem innych, wiązało się to z jeszcze jedną zaletą – zmniejszeniem ryzyka ewentualnego rykoszetu. Fafnir z przyczyn zgoła oczywistych pominął zadbanego psa – nie było to niezbędne, lecz wiedział również, że gdyby się do tego posunął, to przekroczyłby limit swoich możliwości, płacąc oparzeniem w miejscu rozpalonego tatuażu na lewym boku w kształcie smoka zawierającego skruszony artefakt, który niegdyś ukradł. Francuz zacisnął mocniej rękę. — Oferta zaś to jedynie wytwór twojej wyobraźni, Mike. — dodał, dokładnie wymawiając każde słowo z osobna, drugi raz wykorzystując swoją moc. — Ależ nie zamierzam, nie widzę ku temu potrzeby, życzę miłego dnia. — dopowiedział, jakoby na pożegnanie, odwracając się nagle od młodego mężczyzny plecami, w zbliżonym czasie puszczając płaszcz Mike’a Havoca i ruszając przed siebie, jak gdyby nigdy nic, tak jakby tylko spacerował i przechadzał się po parku.
Teraz się przekona, czy ten cwany gnojek posiada blokadę umysłu, i jest odporny na jego moc, czy też nie. Dezorientacja i początkowe zagubienie okazywało się naturalną reakcją organizmu w zetknięciu z użyciem jego mocy, stanowiła poniekąd skutek uboczny, który na całe szczęście mijał, tak jak wrażenie, że mijanego człowieka na ulicy skądś znamy. Od tego zależało, czy wspominana wcześniej rzekomo odrzucona oferta przez Mike’a Havoca, miała prawo bytu i powinna być rozpatrywana we właściwy, bardziej rzeczowy sposób. Wymordowany wsunął ręce do kieszeni płaszcza zadowolony z siebie, jedna z nich zacisnęła się na paczce smakowych papierosów, a jako nałogowiec nie zdołał oprzeć się pokusie.


zt x2





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Angel on Nie Sty 21, 2018 3:08 pm
Potrzebowała odsapnąć od tego wszystkiego a gdzie najlepiej to zrobić jak nie na powierzchni. Nie miała przepustki, jedynie soczewki maskowały fakt że była łowczynią. Ubrana w sportowe buty, białe dżinsy i czarną tunikę na ramiączka, sięgającą jednej trzeciej uda. Na to czarna, czarna skórzana kurtka. Na ramieniu miała mają torebkę z telefonem i portfelem. Białe włosy sięgające za łopatki miała rozpuszczone, pozwalając by lekki wiaterek przyjemnie targał nimi od czasu do czasu. Uwielbiała takie miejsca, zieleń wkoło i drzewa. Bawiące się w chowanego czy berka dzieciaki. Aż uśmiech sam jej się cisnął na usta. W dłoni miała białą różę obracając ją tak aby nie poranić sobie paluszków kolcami. "Ostatnio tyle się wydarzyło.. muszę to jakoś odreagować.." przeszło jej przez myśl. Cała ta akcja z Lazarusem ją mocno wymęczyła. Słowa jakie padały z ust rozwścieczonego łowcy odbijały się echem długo po tym jak opuściła kwaterę w której się zagnieździł. - Może jakieś zakupy.. kawa i ciastko.. tak.. to brzmi jak dobry plan.. - wymruczała do siebie słysząc jakieś krzyki po jej prawej stronie. - Dzwoń po pomoc! - te słowa zwróciły jej uwagę. Pod jednym z drzew stało kilku małych chłopców wrzeszczących coś w górę. Podeszła bliżej i dopiero zauważyła że na jednej z gałęzi leży chłopczyk z czarnymi włosami. Kompletnie przyklejony do gałęzi, oplatając ją rękami i nogami ze łzami w oczach. - Trzymaj się.. - krzyczał jeden z dzieciaków. - Ohh.. co się stało? - spytała ewidentnie zainteresowana sytuacją. - Ren chciał zdjąć kotka z drzewa i się na nie wspiął.. - zaczął jeden chłopiec z przejęciem w głosie. - .. ale kotek uciekł a Ren boi się zejść.. - dokończył drugi. Łowczyni położyła dłoń na głowie młodzika i poczochrała jego włosy. - Wszystko będzie dobrze.. zaraz go zdejmę.. - powiedziała podając blondasowi swoją różę, po czym podeszła do pnia i zaczęła ostrożnie się po nim wspinać. Doszła do miejsca gdzie sięgnęła ręką w stronę czarnowłosego. - Hej Reeen.. nie bój się.. pomogę ci zejść.. podaj mi rękę.. nie bój się.. - mówiła ze spokojem w głosie uśmiechając się do dziecka. Widziała jak jedna rączka odkleja się od gałęzi powoli sięga w stronę dłoni Angel. Gałąź chrupnęła cicho i młody od razu się do niej przykleił na powrót, kręcąc głową na boki ze łzami w oczach.
Cała gromada umilkła obserwując w skupieniu sytuację. Angel zmrużyła nieco ślepka i z łagodnym uśmiechem weszła wyżej tak że sięgnęła opuszkami dłoni w kierunku twarzy małego. Pogładziła go po policzku i gdy na nią spojrzał, uśmiechnęła się radośnie. Złapała się rozwidlenia pnia i pochyliła się w jego stronę. - No już.. taki dzielny chłopiec nie boi się chyba niczego prawda? - to mówiąc czekała tak wyciągnięta w jego stronę. - Przeczołgaj się po gałęzi w moją stronę.. obiecuję że nic ci się nie stanie.. - po tych słowach widziała jak Ren powoli porusza się w jej stronę ani na chwilę nie spuszczając wzroku z kobiety. Kiedy był wystarczająco blisko powoli zmienił pozycję na siedzącą i objął Angel wokół szyi mocno. Ona objęła malca w pasie i przycisnęła do siebie, pomagając mu się zsunąć z gałęzi. - Trzymaj się mocno.. - wyszeptała czekając aż młody oplecie ją nóżkami w pasie. Przykleił się jak mały miś koala do niej. Po tym zaczęła powoli schodzić z drzewa. Objęła młodego i zeskoczyła z mniejszego dystansu. Odstawiła dzieciaka na trawę i poczochrała go po czarnej czuprynie. - D..d.. dzię..kuję.. one-chan.. - wymruczał ocierając łezki z kącika. - Nie ma za co.. następnym razem musisz bardziej uważać.. dobrze? - obdarowała go radosnym uśmiechem widząc jak mały kiwa głową na potwierdzenie. Drugi chłopczyk podał jej różę, którą dla niej trzymał. Cała zgraja od razu ruszyła przed siebie machając na pożegnanie. Angel również uniosła dłoń i pomachała im z zadowoleniem. - Słodziaki.. - mruknęła pod nosem i spojrzała na białą różę którą trzymała w dłoni. Kochała dzieci, nie ważne jakie by nie były. Od grzecznych po te małe urwisy szukające kłopotów wszędzie.


Mowa: #0099ff
avatar





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Klaus on Pon Sty 22, 2018 10:05 pm
Przybywa Mistrz Gry!

Cała akcja pomimo, że wyolbrzymiona przez dzieci zakończyła się bez większych niespodzianek. Chłopiec został ocalony przez Angel. Chłopcy grzecznie podziękowali za pomoc, pożegnali się z dobrą panią i poszli w swoją stronę. Jednak na nieszczęście Łowczyni jeden z mieszkańców, który usłyszał krzyki o pomoc postanowił zadzwonić po odpowiednie służby. Jeden z pobliskich patroli policyjnych dość szybko, chociaż już po fakcie, przybył na miejsce wezwania. Ktoś z pobliskich mieszkańców jedynie wskazał palcem miejsce zdarzenie, ale na nieszczęście Białowłosej, znalazła się na linii wskazanej przez starszą kobietę. Staruszka chciała wskazać zapewne, że tam zadziała się cała sytuacja, a ta młoda pani im opowie co się stało. Problem w tym, że przy tego typu wskazywaniu trzeba być ostrożnym, żeby ktoś czegoś źle nie zrozumiał. Jak miało to miejsce w tym momencie. Dla funkcjonariuszy wyglądało to jakby wskazano sprawce zamieszania. Co prawda nic się nie działo, ale mężczyźnie jakoś nie specjalnie zwrócili na to uwagę. Uznali, że staruszka skomunikowała się z nimi niewerbalnie, aby agresor się o tym nie dowiedział. Szybkim krokiem zaczęli iść w stronę Angel, a ich ręce spoczywały na broni. Zatrzymali się dopiero kiedy znaleźli się mniej więcej 4 metry od Łowczyni.
-STÓJ! NIE STAWIAJ OPORU I POKAŻ PRZEPUSTKĘ!-krzyknął jeden z funkcjonariuszy.
Drugi stał zaraz obok niego. Obaj mieli po jednej ręce spoczywającej na kaburach. Raczej nie trudno się domyślić co zrobią jeśli Angel nie będzie chciała zastosować się do poleceń. Chociaż czy pozostało jej jakieś inne wyjście? Lekko poddenerwowani stali piorunując niewinną niewiastę wzrokiem.


#0000cc kolor MG
#cc0000 mowa
avatar





Klaus
Generał
GODNOŚĆ :
Klaus von Kreuz


Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Angel on Sob Sty 27, 2018 7:35 pm
Biednemu zawsze wiatr w ślepia piachem sypnie! Dopiero co pomogła jakimś szczeniakom to po chwili na horyzoncie pojawili się jacyś mundurowi. Widziała jak szli w jej stronę, słyszała wyraźnie ich rozkaz. Czy ona wyglądała na zagrożenie?! Niespełna metr siedemdziesiąt wzrostu, zgrabna dziewczyna bez żadnej broni przy sobie. Po stroju można by pomyśleć że idzie na randkę a nie na podbój miasta. Stanęła spoglądając na ich gesty, głównie ten sięgający po broń do kabury. Zamrugała wyciągając ręce przed siebie. "Nie ruszam się więcej na miasto bez tej pieprzonej przepustki!" warknęła w myślach na siebie uśmiechając się do nich najbardziej niewinnie jak tylko potrafiła. Podniosła powoli łapki w górę na wysokości piersi i zaczęła gestykulować dłońmi jak to w zwyczaju mają głuchoniemi ludzie. A co innego jej pozostało w tej sytuacji gdzie nie miała przepustki?! Udawanie debila na pierwszym planie, licząc na cud że młodzi mundurowi nie znają tego upośledzonego języka. Obserwowała ich ruchy bardzo uważnie robiąc z siebie kalekę aż się posiliła wspomnienie śmierci swojej ukochanej matki żeby łzy zaszkliły jej śliczne jadeitowe ślepia. Pojedyncze łezki pomknęły po policzkach gdy rozłożyła dłonie w geście bezradności. Mogła ich nie rozumieć bo była głucha!!! Ale była gotowa rzucić się do ucieczki jeśli młodziki sięgną po broń. Oczywiście jeśli zmuszona do ucieczki to z pewnością w stronę ludzi i nie po linii prostej żeby uniemożliwić czysty strzał.


Mowa: #0099ff
avatar





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Klaus on Pon Lut 05, 2018 2:18 am
Mężczyźni czekali aż kobieta wykona ich polecenia, ciągle będąc w stanie wzmożonej czujności.  Jedne z nich był widocznie zdenerwowany z powodu niejasnej sytuacji. Próbował zachować zimną krew, ale nie szło mu to najlepiej. Był jeszcze niedoświadczony jeśli chodzi o jego staż w policji, a to była jego jedna z pierwszych interwencji. Liczył na coś lżejszego, a nie na (domniemanego) terrorystę. Groźne spojrzenia ciągle przeszywały biedną Łowczynię, która była niewinna (a przynajmniej w tej sytuacji). Kiedy Angel wyciągnęła ręce przed siebie młodszy z dwójki mężczyzn w pierwszej chwili lekko się wzdrygnął. "Czyżby chciała pokazać przepustkę na ręce?" przeszło starszemu stażem przez myśl. Policjant stojący bardziej po prawo zrobił kilka kroków do przodu nadal trzymając rękę na broni. W tym momencie dziewczyna zrobiła coś co zadziałało niczym iskra, która dotknęła lontu. Jej nagły ruch rąk (który wcale nie był taki gwałtowny), który miał być próbą komunikacji przez gesty, przez nerwy został odebrany przez mężczyznę jako zagrożenie. Jeden płynny ruch i pistolet był wycelowany w stronę Angel.
-Stój, bo...-krzyknął, ale po chwili przerwał mu drugi mundurowy.
-Co ty robisz idioto.-rzucił drugi, szybkim susem doskakując do młodszego kolegi i ściągnął mu ręce w dół, aby przestał mierzyć do kobiety.
-Przecież...-chciał się zacząć tłumaczyć, ale znowu jego wypowiedź została skrócona o głowę.
-Pomyśl zanim zadziałasz, to po pierwsze. Po drugie powinieneś się uspokoić. Wracaj do wozu.-mężczyzna skarcił swojego młodszego kolegę.
Młodzik już bez żadnego "ale" wykonał rozkaz i skierował się w stronę samochodu, którym tu przyjechali. "Chyba jest głucha." przeszło przez myśl mundurowego, ale nadal nie spuszczał ręki z broni. Starał się skupić swoją uwagę na rękach dziewczyny, a dokładniej na nadgarstkach. Liczył, że uda mu się dojrzeć przepustkę, kiedy rękaw kurtki lekko się podwinie podczas jej gestykulacji. W tym momencie stało się coś niespodziewanego. Nagła fala bólu rozeszła się po plecach mężczyzny. Został uderzony jakimś drewnianym przedmiotem, chociaż siła uderzenia jak i ból były lekkie. Policjant obejrzał się za siebie i ujrzał staruszkę, która spiorunowała go groźnym wzrokiem. Była to ta sama staruszka, która wcześniej wskazała na Angel, a raczej w jej stronę.
-Co wy robicie?!-zapytała zdenerwowana-Strofujecie biedną dziewczynę, a ona nic nie zrobiła.-złość była mocno słyszalna w tonie kobiety-To tak teraz pracuje policja?! Krzyczy i celuje bronią do niewinnych kobiet?!-kolejne ataki były wymierzane w biednego mężczyznę.
-Ale przecież Pani wskazała tą kobietę.-powiedział zdezorientowany funkcjonariusz.
-Co?! Pokazałam wam tylko gdzie się zadziała cała sytuacja. Miałam wam tabliczkę napisać! Ta Pani pomogła chłopcu w opałach, a wy w nagrodę traktujecie ją jak zagrożenie. Wstyd!-wściekła kobieta wymierzyła mężczyźnie kolejny cios swoją laską tym razem w łydkę.
-W takim razie następnym razem niech nie wysyła Pani takich dwuznacznych sygnału i nie wzywa policji bez potrzeby.-odpowiedział spokojnie, choć z nutą irytacji, policjant.
-Ja Ci dam pyskować! Nauczcie się lepiej rozpoznawać sytuację!-kontynuowała starsza kobieta-I uważniej słuchajcie! Zostało powiedziane w zgłoszeniu, że dziecko utknęło na drzewie, a nie że młoda kobieta terroryzuje park!-dodała kobieta lekko dysząc.
Całe to krzyczenie zmęczyło babcie. Mężczyzna mógł chociaż na chwile odpocząć od nagłego ataku kobiety.
-Przepraszam.-powiedział kłaniając się w pół-Powinniśmy bardziej zbadać sprawę zamiast wyciągać pochopne wnioski.-dodał prostując się-Panią również przepraszam.-wypowiedź skierowana była w stronę Angel, choć mężczyzna nie był pewny czy go usłyszała.
Następnie funkcjonariusz raz jeszcze się ukłonił żegnając się i poszedł w stronę radiowozu. Starsza kobieta wolnym krokiem podpierając się o laskę, zbliżyła się do Łowczyni.
-Nic Ci nie jest kochana?-zapytała życzliwie z ciepłym uśmiechem na twarzy-Musiałaś być przerażona. Widać, że to jakieś nowe chłopaki.-dodała kręcąc lekko głową-Dziękuję, że pomogłaś mojemu wnusiowi. Odwagi mu nie brakuje, ale czasem zrobi zanim pomyśli.-wytłumaczyła lekko się śmiejąc-Ach te dzieciaki. Same z nimi problemy. Nie ważne czy mają dziesięć czy trzydzieści lat.-roześmiała się babcia-No... zmykaj kochana. Wyglądasz, jakbyś wybierała się na randkę. Nie każ amantowi czekać.-dorzuciła na odchodne życzliwie się śmiejąc.
Powolnym krokiem starsza kobieta wróciła na ławkę, na której wcześniej siedziała i na powrót obserwowała swojego wnuczka, aby w razie czego na niego nakrzyczeć czy też zawołać na drugie śniadanie. Jedna rzecz zastanawiała starszą kobietę. Dlaczego ta młoda kobieta udawała głuchą? Nie chciała jednak drążyć tego tematu. Jak to mówią... "Niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć".

*kaszl* Jak napiszesz posta to jesteś wolna. Mam nadzieję, że nikt mnie nie zje, za tak krótką interwencję. Jednak sytuacja potoczyła się z moim zgodnie z moim planem dlatego wszystko wyszło tak krótko. Zmykaj na dalsze wojaże! *kaszl*


#0000cc kolor MG
#cc0000 mowa
avatar





Klaus
Generał
GODNOŚĆ :
Klaus von Kreuz


Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Angel on Pon Lut 05, 2018 7:02 pm
Serce biło dość mocno gdy wlepiała spojrzenie w obu mundurowych. Jej gesty dłońmi sprawiły że młodszy chłopak złapał po broń celując w nią. "Cholera.." przemknęło jedynie przez myśl. Już analizowała gdzie mógł ją postrzelić i jak daleko zdoła spieprzyć zanim nie straci przytomności z utraty zbyt dużej ilości posoki. Wzdrygnęła się podnosząc dłonie nieco w geście poddania się. Lekko jej ręce drżały chcąc sprawić wrażenie wystraszonej. Oddech się pogłębił już myślała o ucieczce kiedy drugi funkcjonariusz interweniował. Rozdziawiła usta nieco zaskoczona. Oddelegowanie jednego z mężczyzn sprawiało że jej szanse na ucieczkę rosły. "Uwierzył?!" przemknęło jej przez myśl i gdy mężczyzna się zwrócił w jej stronę to ponowiła te same gesty dłonią. "Może się z tego wykaraskam jakoś.." kolejna myśl podbudowywała ją wewnętrznie. Widziała jak ten skupiał się na gestach jej rąk "Oby tylko nie znał migowego.." kolejna myśl zasadziła ziarno niepewności. Nie wiedziała czego szukał w gestach jej dłoni. Grymas bólu wymalowany na twarzy sprawił że przestała gestykulować. Zamrugała z niedowierzania widząc jak babcia okłada go laską. Zakryła aż usta dłonią. Nie mogła uwierzyć w to wszystko co się odstawiało przed nią. Słowa które starsza pani wypowiadała w kierunku mężczyzny sprawiły że aż oczka jej się zaszkliły ze wzruszenia. Pierwszy raz od dawna poczuła się jak człowiek.
Skłoniła się lekko w stronę starszej pani z łagodnym uśmiechem na ustach. - Nawet nie ma pani pojęcia.. - odpowiedziała lekko drżącym głosem. Pokręciła lekko głową na boki gdy słyszała wzmiankę o swoim wnuku. - Ren-kun to taki uroczy i dzielny chłopiec.. jak mogłabym mu nie pomóc? - dodała po chwili. Zebrała upuszczoną wcześniej, białą różę i wręczyła ją kobiecie. - To za pani dobroć.. dziękuję że się pani za mną wstawiła.. - powiedziała ścierając jedną łezkę z oka i obdarzyła babcię najładniejszym uśmiechem jaki mogła z siebie wykrzesać. Ostatnie słowa sprawiły że się lekko zarumieniła ale nic nie powiedziała więcej. Skłoniła się przed starszą panią jeszcze raz i poszła w swoją stronę.

Z tematu <3


Mowa: #0099ff
avatar





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on Pon Lut 26, 2018 3:45 pm
Czasami tęsknił za czasami gdy nie musiał się ukrywać. Jego myśli wciąż powracały do beztroski, którą miał podczas dzieciństwa. Odkąd przyłączył się do Łowców czuł, że może zapomnieć o spokoju. Wszędzie był potrzebny, a leczenie poważniejszych ran nie sprawiało przyjemności jak na początku. Tego było za wiele, lecz Kaito dzielnie się trzymał. Starał się nie okazywać swojego zmęczenia. Całkowicie poświecił się pracy i nawet nie myślał o odpoczynku. Był za bardzo potrzebny.
Nie żałował jednak podjętej decyzji. Pierwszy raz w życiu czuł, że to co robi jest słuszne.
Mężczyzna kierował się niespiesznym krokiem wzdłuż chodnika. Ubrany w czarny, gruby sweter i ciemno szare spodnie nie wyróżniał się jakoś szczególnie spośród tłumu. Białe włosy były swobodnie targane przez wiatr, a dwukolorowe oczęta skupiły się na jakimś małym dzieciaku, które ocierało łzy. Na prawej ręce miało rozległą ranę, która krwawiła.
- Co Ci się stało mały? - Zapytał, podchodząc bliżej i przyglądając mu się. W zasadzie nie oczekiwał odpowiedzi, a niemal natychmiastowo przykucnął i zaczął grzebać w swoim czarnym plecaku, wyciągając środek odkażający i bandaż.
- Przynajmniej tyle mogę zrobić. - Mruknął, posyłając mu lekki uśmiech. Dziecko nie wyraziło żadnego sprzeciwu, ale też się nie odezwało. Duże, ciemne oczy wpatrywały się w niego jak obrazek. Szare, niemal białe włosy opadły mu lekko na oczy. Jednym palcem poprawił swoje okulary i zaczął przelewać ranę płynem. Dzieciak drgnął, ale pozostawał spokojny. Na sam koniec medyk zajął się bandażowaniem i poklepał lekko ''pacjenta'' po barku.
- No i po sprawie. - Dodał i wstał, aby po chwili wyciągnąć z plecaka batonika. Wręczył go dzieciakowi i ruszył przed siebie, rozglądając się na wszystkie strony.
Czasami miał wrażenie, że jest śledzony. Czuł się z tym bardzo nieswojo. Wydawać by się mogło, że ma pewną nadwrażliwość na tym punkcie. Co jednak zrobić, gdy większość czasu spędza się w kanałach. Poruszanie się po mieście było stresujące, jakby S.SPEC tylko czekało aby ich złapać.
Ale czego mogliby chcieć od nic nieznaczącego medyka, który przecież żadnej krzywdy nie robił. Niestety te argumenty nie potrafiły go przekonać, więc szarowłosy wciąż pozostawał spięty.
Poprawił okulary i włożył ręce w kieszenie spodni. Powinien znaleźć sobie jakieś inne zajęcie, przez siedzenie w kanałach odnosił wrażenie, że trochę zdziczał. Ale co poradzić, takie czasy. Nie sądził, czy uda mu się spotkać swoich pobratymców i tak zbytnio z nimi nie rozmawiał, a zajmował się jedynie ich składaniem. Przetarł oczy, które wyglądały na zmęczone. To był długi dzień.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Itachi on Pon Lut 26, 2018 4:49 pm
Mieli szczęście, ścieki nie były aż tak straszne. Dla takiej grupy lepsze ścieki niż Desperacja, która bywała upierdliwa. A właściwie to, co czaiło się na tych ziemiach. Wirus X nie był grypą, która przeminie, gdy poleżysz w ciepłym łóżku, wypijesz hektolitry gorącej herbaty, połkniesz garść tabletek. Ich życie to cena za wolność wyboru, cena za ten dreszcz emocji, który łapie cię skutecznie w swoje sidła, że aż nie masz ochoty się wyrywać tylko ulegasz i pozwalasz sobie na coś więcej niż inny, zamieniasz wygodę na robienie czegoś, co uważasz za słuszne. Żyjesz adrenaliną.  Nikt nie powiedział, że będą żyć w pałacach, nie na to zresztą Itachi się pisał, choć, owszem, swój 'kąt' w M3 miał. Fałszywa przepustka skutecznie go chroniła, mimo że lepiej czuł się w kanałach. Niby pospolity szczur, ale za to mający swoją ciszę i przestrzeń osobistą, misję która zajęła praktycznie wszystkie jego myśli. Pragnął zmian dla braci, ale też i dla siebie, bo M3 nie było niczym więcej jak fałszywą utopią, ładnie zapakowanym kłamstwem, tak jak i Eden, który kusił go zielenią, no ale Anioły przecież też kłamały. Gorzkie słowa, nie? Chyba innych nie potrafił odnaleźć w swojej głowie na to, co się działo, na te śmieszne podziały ziem, restrykcje, kontrolę S.SPECu. Był w Łowcach, co mogło zabrzmieć absurdalnie, właśnie po to by miasto ratować, bo to też był jego kawałek ziemi - był młody, więc też był bardziej przywiązany.  I też dlatego zabijał, w imię ratunku, wolności, w imię lepszej przyszłości.  Pomimo czerwinki, nadal się męczył, nadal obrywał, ale też naiwnie - może głupio - wierzył, że wszystko samo się zagoi, nie umrze przecież.  
Zignorował więc swoje rany po ostatniej misji, przeczyścił je tylko na szybko wodą i starając się ignorować uczucie pieczenia, udał się do parku do którego często zaglądał, zwłaszcza w momentach, kiedy szukał choćby małej namiastki spokoju w głośnym M3.  Jak zwykle ubrał się raczej zwyczajnie w przerobiony czarny, długi szlafrok i drewniane, wzmacniane twardszym materiałem klapki. W pasie strój był przewiązany sznurkiem, włosy zaś związane w luźny kucyk. Nie zapomniał również o czarnych soczewkach i zostawieniu broni w domu, jeśli nie licząc małego noża, który dobrze ukrył.  Nie chciał kusić losu, zwłaszcza teraz, kiedy ciało płatało mu figle. Mijał bez większego zainteresowania ludzi, widząc tylko jeden cel - zająć miejsce pod drzewem.  Kątem oka dostrzegł jednak płaczące dziecko - zawsze był na to szczególnie wyczulony ze względu na swoje rodzeństwo. Chłopiec zresztą kojarzył mu się z najmłodszym bratem, Nobu, który był pewnie w zbliżonym wieku. Dopiero po chwili zorientował się, że chłopcu ktoś pomaga i stara się mu poprawić humor. Itachi, który od pewnego czasu stał i się patrzył, w końcu drgnął, skupiając się na młodym mężczyźnie, idącemu przed siebie, który rozglądał się na wszystkie strony dość nerwowo. Zmrużył oczy, a kiedy mignęła mu jego twarz, zrozumiał, że przecież go zna, że to przecież Łowca. Człowiek. Medyk. G.  No tak. Minął chłopca i może posłał mu coś na kształt uśmiechu, widząc jak ten zajada się batonikiem, po czym ruszył za G, próbując odkryć gdzie ten idzie. Może to było coś ważnego?  Przy zrobieniu kilku większych kroków, poczuł niesamowity ból i nie mogąc się powstrzymać syknął, łapiąc się za miejsce, które nie dawało mu spokoju. Powinien poprosić o pomoc, ale był za dumny. Powinien poprosić o pomoc, ale wolał zacisnąć zęby i udawać, że nic takiego się nie dzieje. Spojrzał uspokajająco na kobietę, która się nim zainteresowała i wyglądała jakby chciała wyciągnąć do niego pomocną rękę.
Nic się stało, proszę iść dalej - Itachi liczył, że właśnie to, mówiły jej jego oczy.


Ostatnio zmieniony przez Itachi dnia Pon Lut 26, 2018 5:34 pm, w całości zmieniany 1 raz


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Powrót do góry

- Similar topics