:: M3 :: Centrum

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on 26/2/2018, 17:28
Może nazwa nie zachęcała, ale gdzieś trzeba było się podziać. Kaito nigdy nie był typem mężczyzny, pragnącego umrzeć w walce ze straszliwą zarazą. Wolał znaleźć na nią sposób, ale również trzymać się z dala od tego okropnego burdelu. Był trochę tchórzliwy, w końcu kiedyś żył w takiej oszukanej bajce i miał się całkiem dobrze. Do łowców dołączył przez przypadek, ale nie żałował. Był potrzebny i nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo. Nie wtrącał się w sprawy polityczne, gdyż najzwyczajniej w świecie się na nich nie znał. Czasem jednak udało mu się usłyszeć to i owo od Łowców, których leczył. Najczęściej jednak były to dosyć pesymistyczne wieści, ale prawdę przecież każdy znał.
Chodząc po mieście nie czuł się tak luźno jak dawniej. Nie do końca potrafił się odnaleźć w zupełnie nowej roli, która była bardzo wymagająca i czasochłonna. Martwił się, że powinien być w zupełnie innym miejscu lecz czasem nawet i on potrzebował chwili odetchnienia. Niestety ten spacer na taki się nie zapowiadał i tak był już wystarczająco zestresowany.
Obejrzał się za dzieciakiem, który pobiegł dalej. Kto wie, może wyrośnie z niego łowca? Albo dołączy do S.SPECu... bądź co gorsza zarazi się wirusem X. Medyk pokiwał głową, starając się wyrzucić z głowy ponure myśli, które go naszły.
Znowu czuł się obserwowany. Nerwowo rozejrzał się i przez zaledwie kilka sekund przyjrzał się Itachiemu. Niestety nie od razu go rozpoznał, więc szybko obrócił się i zagryzł dolną wargę. Ten osobnik go śledził.. i co niby miał zrobić?
Widocznie spanikowany medyk omal nie potrącił starszej kobiety, zmierzającej w przeciwnym kierunku. Czemu nie potrafił się uspokoić? Może mężczyzna za nim wcale nie podążał za jego osobą.. ale jakoś nie sądził, że mógłby to być przypadek. Za pewne Kaito został zmylony przez czarne soczewki kata, które idealnie kryły czerwień jego oczu.
Chciał przyspieszyć, ale uznał, że mogłoby to wzbudzić niepotrzebną uwagę. Do jego uszu dotarło syknięcie. Jako medyk był wyczulony na takie dźwięki, więc mimowolnie się obrócił i skierował wzrok na Łowcę. Tak, dopiero teraz rozpoznał znajomą twarz. Itachi, małomówny i zbyt dumny, aby poprosić o leczenie. Mężczyzna spojrzał w miejsce, za które tamten się chwycił. Przecież nie powinien tego tak zostawiać.. a co jeśli wda się zakażenie? Naprawdę był tak lekkomyślny? Podszedł do niego powoli, a jego oczy nie wyrażały zbyt wiele. Ledwo zauważalnie skinął mu głową, a następnie skierował wzrok na przejętą kobietę.
- Proszę się nie zamartwiać, jestem lekarzem. - Zapewnił, mając nadzieję iż odejdzie. W końcu nie wszyscy potrafili czytać z oczu kata, a tym bardziej zwykły człowiek z miasta. Kaito poczuł rozluźnienie. Nie oznaczało to jednak, że nie był śledzony.
Łowcy kojarzyli go z pseudnimu. Medyk G i nic więcej. Imię wydawało się mu mało istotne, a poza tym czuł się nieco bardziej anonimowo. Raz jeszcze spojrzał prosto na Itachiego, kręcąc głową.
- Powinieneś do mnie przyjść. - Westchnął, mówiąc nieco przyciszonym głosem. Nie oczekiwał nawet odpowiedzi. Znowu czuł się jak ojciec karcący własne dziecko, a przecież zbyt wielkiej różnicy między nimi nie było. Szarowłosy nie mógł go tak zostawić, więc wskazał na pobliską ławkę. Chyba nie musiał mu mówić, że właśnie tam zamierzał się razem z nim skierować. Nawet mu pomoże jeśli sam nie da rady iść. Musiał zobaczyć ranę, która chyba nie miała się najlepiej skoro tak mu doskwierała.
- Co się stało? - Mały wywiad. Za pewne mógł być ranny na misji, ale czy było to tak istotne? Usiądzie, mając nadzieję iż Łowca mu pokaże co go tak dręczyło. Gorzej, jeżeli rana znajduje w trudniej dostępnym miejscu, ale dla medyka to żaden kłopot. Będzie chciał mu pomóc nawet jeśli oznaczało to zrzucenie z niego tego ''szlafroku''. Kaito wiele się nauczył i na studiach i podczas pracy w szpitalu.
W głębi ducha liczył, iż ten nie zacznie na niego warczeć i się szarpać. W końcu chciał mu tylko pomóc.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Itachi on 27/2/2018, 01:24
Nazwy mają jakąś moc, owszem, ale zawsze można było tę moc przełamać. Kiedy wystarczająco długo kręcisz się w danej okolicy, przestaje na tobie robić wrażenie, czy otaczają cię ludzie, bestie, androidy, anioły czy demony. Nie przykładał aż tak wielkiej wagi do rasy, z natury był po prostu dość nieufny, bardziej interesowało go, gdzie ktoś należy i czy przypadkiem nie zamierza go dźgnąć w plecy, gdy tylko się odwróci. Takie zboczenie zawodowe. Łowcom jako łowcom najbliżej było do ludzi, stąd minimalnie większa swoboda, rozluźnienie w ich towarzystwie. Lekarstwo zdawało się być tylko jedno - wziąć czerwinkę zanim będzie za późno. I tak już siedział w Łowcach, zaangażował się, więc raczej niewiele więcej zostało mu do stracenia. Czego więc G się bał? Prób? Aktywniejszego działania? Powinien kiedyś poczytać o tym jak było wcześniej, jeszcze wcześniej, przed wybuchem epidemii, zanim powstał ten podział, a Aniołów nie było między nimi. Ich przodkowie mieli różne, całkiem skuteczne sposoby by przetrwać i żyć w świecie, który zdawał się być wolny i świeży.  Od polityki nie było ucieczki, samo dołączenie do buntowników, świadczyło o czymś kompletnie odmiennym, nie można było od tak umyć już raz splamionych krwią dłoni. Idea była wszak silna, zasłaniała często wszystko inne - przynajmniej w przypadku Itachi'ego. O pesymizm nie było trudno, kiedy ciągle groziło im to, że S.SPEC zawali ich tunele, że w końcu znajdą wszystkich i wszystko pójdzie do kosza, włącznie z niewiedzą rządzącej obecnie, dyktatorskiej jednostki. Prędzej by się zabił niż pozwolił by wróg złapał go w swoje sidła i ćwiczył na nim swoje godne pożałowania techniki. Nie bał się śmierci, bardziej bał się straty, która najpewniej rozszarpałaby go od środka na strzępy. Każdy jednak definiował strach inaczej, czyż nie?
Przez swoją zmianę, zapomniał jak było i jak czuł się wcześniej, miał wrażenie, że było tak samo, tylko nie mógł zapominać o soczewkach, a przy sobie nie miał prawdziwej przepustki. Kontakt z rodzeństwem już wcześniej był niesatysfakcjonujący, po śmierci rodziców nie mógł się nimi opiekować tak jak chciał - właściwie zostali rzuceni do dwóch, zupełnie odmiennych światów. Tamte dziecko, którego wysmarowała czekoladą buzia była radosna, mimowolnie sprawiło, że jeszcze więcej myśli w nim zakiełkowało. Było to nieco przygnębiające, ale nie mógł okazać słabości, nie kiedy i tak czuł się już słabo.
 G zachowywał się bardziej podejrzanie - mógł bardzo łatwo rzucić się w oczy z tymi trikami. Jego postawa wręcz krzyczała, że coś ukrywa, co mogłoby tylko zachęcić jakichś funkcjonariuszy do sprawdzenia jego tożsamości, może zaprowadzenia go do ustronnego miejsca w celu przeprowadzenia przesłuchania. Co zrobić? Mógł użyć nóżek i pobiec niczym gazela, udając, że postanowił ćwiczyć do maratonu. Mógł też stanąć oko w oko z potencjalnym napastnikiem, czyli w tym przypadku z Itachim, chociaż ten nie miał zamiaru go atakować - jakby to wyglądało w jego aktach, na kolejnym zebraniu Łowców? Był przewrażliwiony? Dobrze, że nie tracił czujności, możliwe że dostałby pochwałę od ich Przywódcy, ale koniecznie powinien popracować nad swoimi ruchami, które za wiele zdradzały.
Starsza kobieta nie chciała odpuścić, możliwe że mówiła coś do niego, ale on nie był w stanie rozróżnić słów, które trafiały do jego uszu. Uniósł dłoń na znak, że wszystko jest w porządku, nawet nieco się wyprostował, chcąc tym samym dać do zrozumienia, że już mu przeszło, co było akurat bzdurą, ale po co niepotrzebnie robić zamieszanie. Nie zarejestrował momentu, kiedy G do niego podszedł. Błąd. Zamrugał, kiedy usłyszał jego cichy głos i również kiwnął głową. Później, ale to nie miało znaczenia, bardziej się zastanawiał, czy ma zatkane uszy czy też G tak cicho się poruszał.
- Na pewno? Ten młody człowiek wyglądał jakby go coś bardzo bolało. Na pewno sobie Pan poradzi? Może powinnam kogoś zawołać? Przed chwilą widziałam funkcjonariuszy, z pewnością mogliby Pana wesprzeć - była bardzo przejęta, a jej spojrzenie wędrowało od G do Itachiego, który czuł jakby miała mu zaraz wybuchnąć głowa. Rana coraz bardziej dawała mu się we znaki.
- Ma rację, proszę się nie zamartwiać. Już mi lepiej, zwyczajnie przez przypadek dotknąłem starej rany, ale to nic groźnego. Jeden lekarz powinien dać sobie z tym radę - odezwał się w końcu, spokojnie, bez zbędnego pośpiechu, chociaż każde wypowiedziane słowo, dostarczało mu nieprzyjemnej dawki dreszczy.  Kobieta jeszcze przez chwilę się wahała, ale w końcu dała za wygraną.  Kiedy G odezwał się bezpośrednio do niego, nie odpowiedział, może tylko delikatnie wzruszył ramionami, jakby chciał mu dać do zrozumienia, że to nic takiego. Co do wieku, nie jemu oceniać, nie czuł się też karcony - może za bardzo się do tego przyzwyczaił by przewiązywać do tego aż taką uwagę. Po chwili niezdecydowania i przeanalizowania wszystkich za i przeciw, zajął wskazaną ławkę, oczywiście idąc sam, nawet jeśli robił to powoli. Cóż, chyba był zbyt uparty i dumny.  Nie było tak źle, nie było już nawet krwi tylko sama ropa - pewnie jeszcze trochę i się zagoi. Reszta zaś to były zwykłe, małe rozcięcia.
- To, co zawsze - odpowiedział lekko, patrząc gdzieś przed siebie. Lepiej by nie ruszał jego szlafroku, czyż nie wyglądałoby to absurdalnie, zwłaszcza tutaj? Poza tym, już czuł się lepiej, przecież się nie krzywił. Posiedzą sobie chwilę, a ból minie sam. Nie był Psem by warczeć i gryźć, nawet nie odcinał za to głowy. - Zagoi się.


Ostatnio zmieniony przez Itachi dnia 27/2/2018, 14:40, w całości zmieniany 1 raz


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on 27/2/2018, 11:00
Kaito przywykł do takiego dziwnego stanu rzeczy. Wolał jednak nie mieć do czynienia z takimi istotami, wbrew pozorom wśród ludzi czuł się bezpiecznie. Nerwowość pojawiła się kiedy dołączył do Łowców, w końcu musiał być znacznie bardziej ostrożny. Był jednak nieszkodliwy, żaden z niego zabójca.
Szarowłosy nie chciał brać czerwinki. Może i było to rozwiązanie, ale kosztem czegoś. Medyk chciał pozostać jak najdłużej ludzki, a co najważniejsze, chciał po prostu pomóc. Nie wiedział jednak co go czekało. W dodatku nie interesował się swoją przyszłością, żyjąc z dnia na dzień. W tych czasach nie można było pozostać neutralnym, zawsze trzeba opowiedzieć się po której ze stron. Łowcy jednak go natchnęli, wzbudzili w nim silną potrzebę walki. I tak też znalazł się pośród nich, nawet nie zdając sobie sprawy jakie to było ryzyko. Spędził z nimi dużo czasu i się przyzwyczaił. Choć nie był duszą towarzystwa, zawsze podczas łatania udało mu się zamienić z rozmówcą chociaż parę zdań.
Rzecz jasna bał się tego co S.SPEC mogłoby im zrobić, a przede wszystkim obawiał się śmierci z ich rąk. To nie była dla tego taka prosta sprawa jak dla Itachiego. Jednak gdyby miał stanąć przed wyborem wydania Łowców, a śmiercią to długo by się nie zastanawiał. Co jest warte jedno życie w obliczu wielu innych?
Zmiany nie oszczędzą nikogo. Kaito jednak był jedynakiem, nie miał pojęcia o miłości między bratem, a siostrą. Tym bardziej nie odczuwał żadnego smutku, a nawet cieszył się z tego. Mieszkanie z ojcem, który nadużywał swojej siły nie należało do najprzyjemniejszych. Powinien być egoistą, a jednak w tym wszystkim chciał pomagać innym. Nic nie było równe wdzięcznemu uśmiechowi człowieka, przynajmniej tak było gdy pracował w szpitalu. Wśród Łowców tego nie było, a jak już to pojawiało się sporadycznie. Byli twardzi i dumni, czyli kimś kim G nigdy się nie stanie. Ale w tym wszystkim mężczyzna dostrzegł wspaniałą idee, która nim zawładnęła. Chciał być użyteczny na tyle na ile mógł.
Ciężko będzie mu się wyzbyć tego napięcia w mięśniach. Zawsze mógł zwalić na to że mu zimno, albo że kiedyś ktoś już go napadł.. kłamać potrafił, może akurat udałoby się wypełznąć spod sideł funkcjonariuszy. Ale czy to takie proste?
Plus był taki, że cicho się poruszał. Ale to nie wystarczy i będzie musiał nauczyć się bardziej kontrolować.
Itachi czytał z niego jak z otwartej karty, samemu pozostawając spokojnym. Niektórym pewne rzeczy po prostu przychodziły łatwiej, innym trudniej.
I gdy już chciał się bawić w rycerza stającego do walki ze smokiem odkrył, że nie ma się czego bać. Rozpoznał go, lecz gdy zwrócił uwagę obcej kobiety, G od razu poczuł niepokój. Co by zrobił gdyby na jego oczach pojmali go funkcjonariusze? Aż zadrżał i pospieszył z pomocą. Nieważne, że wtedy mogliby złapać ich obydwu.
- Dziękuję, nie trzeba. - Gdy usłyszał słowo ''funkcjonariusze'' na chwilę przestał oddychać. Nie miał przy sobie przepustki, więc w każdej chwili mogli go zatrzymać. O dziwo jednak udało mu się zachować spokój i posłać lekki uśmiech kobiecie, mając nadzieję iż w zupełności to wystarczy. Jego wnętrze jednak płonęło od nadmiaru stresu, który zaczął go pożerać. Jak mógł zapomnieć ją ze sobą wziąć? Jak?!
Wtedy też Itachi postanwoił się odezwać. Medyk był lekko zaskoczony, gdyż przywykł do jego milczenia. Dobrze jednak sobie poradził, więc nic już nie dodawał. Najważniejsze było to, że kobieta im odpuściła. Westchnął tylko głęboko gdy ten wzruszył barkami. Na siłę też nie zamierzał pomagać.
Nawet gdyby kat był od niego starszy to i tak czułby się jak jego ojciec. Był z niego taki uparty syn, który nie chciał się do czegoś przyznać, a tym bardziej powiedzieć i pokazać co mu dolega. Powolnie podążył za łowcą, gdy ten o dziwo skierował się do wskazanej ławki. Patrzył się na niego i zastanawiał. Ta upartość to mu chyba nigdy nie minie.
Nie skomentował jego słów, tylko mu się przyglądał. Taki już był, jakby szukał wszelkich oznak choroby. Wynikało jednak na to, że doskwierały Łowcy rany, których nabawił się na misjach.  
A jednak i tak do niego nie przyszedł i za pewne by tego nie zrobił.
Oczywiście nie zamierzał ściągać ubrania z kata. Nie dość, że czułby się jak jakiś pedofil to jeszcze wzbudzałby niepotrzebną uwagę. Wsadził tylko ręce do kieszeni, garbiąc się przy tym nieznacznie.
- Zawsze tak mówicie i nie zawsze jest to prawda. - Stwierdził z gorzkim uśmiechem. Dlaczego musieli czekać do ostateczności? Po co niepotrzebnie cierpieć? Kaito nie potrafił zrozumieć. Dwukolorowe oczy spojrzały raz jeszcze na młodszego mężczyznę.
- W plecaku mam tylko środek odkażający i bandaż, może jednak daj mi spojrzeć? - Siedzenie nie wymagało żadnych skomplikowanych czynności, ale co jeśli będą musieli uciekać? Itachi powinien się ogarnąć i pozwolić sobie pomóc! Medyk skierował wzrok na ludzi w oddali i poprawił palcem okulary. Normalnie jak z dzieckiem.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Itachi on 27/2/2018, 21:34
Przywykł? Możliwe że nie miał wyboru, poza tym, co oni tam wiedzą, żyją sobie wygodnie, mając na głowie tylko S.SPEC. Z takimi istotami - cóż, czyż nie miał z nimi do czynienia wszędzie? Pewnie nawet nie wiedział kiedy i gdzie! Poza tym, co z Łowcami, którzy przyjęli czerwinkę? Kontakt przecież był, może i mimowolny, ale jednak. Byli czy nie byli ludźmi? To, co było widać bywało mylące, G powinien już to wiedzieć. Nieładnie. Każdy z nich był szkodliwy dla ładu o który dbał dyktator wraz ze swoim wojskiem. Taki pozorny medyk też - nie musiał zabijać, wystarczało, że leczył wroga. W tej chwili łamał prawo, myśląc że czyni słusznie. To jak to w końcu z nim było, z tym ostrożnym człowiekiem posiadającym stuprocentowe człowieczeństwo? Itachi mógł się założyć, że drzewa i trawa pachniała i wyglądała dla nich podobnie. Ryzykował więc zarażeniem się niebezpiecznym wirusem, który mógł w każdej chwili włamać się do jego domu i opanować jego ciało. Nie obawiał się tego? To była odwaga czy naiwność?
Itachi nie potrafił żyć z dnia na dzień, nie potrafił więc zrozumieć, co czuje młody medyk - ani tym bardziej czym się przejmował, skoro miał taką a nie inną filozofię. Właściwie nie dało pozostać się zbyt długo neutralnym, prędzej czy później wybierając drogę prowadzącą do jakiegoś punktu. Nawet ta pozorna bierność mieszkańców M3 kryła w sobie zalążek informacji o tym, dokąd mogą zmierzać i jak chcą to uczynić. Jeśli nie widzieli problemu, oddawali się S.SPECowi. Jeśli widzieli, opuszczali miasto lub zaczynali się po cichu buntować, trafiając najczęściej do nich, do Łowców. Proste? Proste.
Przyzwyczajenie to niebezpieczna broń, ale i tak wszyscy z lubością z niej korzystali, widząc w tym jakiś punkt zaczepienia. Chyba sam się do nich przyzwyczaił, do tych twarzy, często brudnych, ale posiadających jakąś tajemniczą moc. Determinację? Nadzieję? Wolę walki? A może wszystko naraz, wymieszane w odpowiednich proporcjach. Śmierć byłaby ulgą, niemal błogosławieństwem, jeśli tylko to by ich czekało po złapaniu. Ile to się słyszało w bazie o tym, co się może dziać za zamkniętymi drzwiami S.SPEC. Lepsza śmierć niż trzymanie szczura za ogon i powolne odcinanie mu wszystkich członków, faszerowanie zastrzykami by jak najdłużej trzymać go przy życiu, a następnie zmusić go by spróbował się ruszyć i wykonał jakąś sztuczkę. To nie było takie proste. Władza nie zadawała tylko pytań czy groziła, ona przekonywała. Z jednej strony łatwiej by mu było dbać tylko o swoją skórę, gdyby z tyłu głowy nie miał gdzieś myśli o braciach. Z drugiej to wspomnienia rodzeństwa, jego przywiązanie, miłość jaką ich darzył, dodawało mu siły i chęci by walczyć. Chciał ich kiedyś ponownie ujrzeć, w korzystniejszych warunkach. Niech się nie przejmuje, wszyscy byli egoistami, nie było to przecież nic złego, oczywiście do czasu. G przejawiał więc więcej altruistycznych zachowań niż on. Itachi nie uważał tego zresztą za słabość, w końcu w wykonywanym przez Łowcę zawodzie z pewnością było to niezmiernie przydatne. Łowcy też to doceniali, nawet jeśli nie okazywali tylu uczuć, co zwyczajni pacjenci. Przecież już był, niech nie przesadza. Bardzo im pomagał.
Musi pomyśleć nad taktyką, bo ta mogłaby nie zadziałać, nawet przy jego umiejętnościach kłamania. Bo był otwartą kartą, a właściwie książką - co chwilę same przewracały się strony, odkrywając kolejne wahania i lęki. Czy powinien to rozumieć jako bycie księżniczką? Miał długie włosy, ale pewne rzeczy się różniły. Zabawna metafora. Cóż, funkcjonariusze zatarliby rączki z uciechy, o ile oczywiście udałoby im się ich złapać. Może Itachi nie był teraz w najlepszej formie, ale to i tak niczego nie zmieniało. Od czego był spryt?
Odezwał się, bo była taka konieczność i zapewne starsza pani nie dałaby im spokoju. Teraz przynajmniej mogła wrócić do domu uspokojona przez nich obu. Nie lubił walczyć w imię spełnienia lekarskiego obowiązku, co? A może po prostu łatwo się poddawał? Na spokojnie Itachi analizował do czego G mógłby być zdolny. Kolejna zabawna metafora. Itachi nie sądził by ktoś jeszcze w jego życiu chciał mu ojcować. A dziwił się? To tak jakby przyznać się do słabości, ułomności. Tak to przynajmniej postrzegał młody Łowca. Możliwe, że nigdy, nie zastanawiał się nad tym, tak jak to robił G. W sensie nad swoją upartością. Czego szukał, kiedy tak długo mu się przyglądał? Odpowiedzi?
Oparł ramiona o oparcie, przyglądając się szumiącym drzewom. Dzisiejszy wiatr był chłodny, ale to dobrze, przynajmniej mniej bolało. Miał tylko nadzieję, że krople potu nie pojawiły się na jego czole, już wystarczyło, że głowa go bolała, a usta co jakiś czas chciały ułożyć się w grymas. Pedofil? Myśli G musiały być doprawdy zabawne, skoro patrzył na niego jak na dziecko. Na jego słowa Itachi ponownie wzruszył ramionami, kątem oka dostrzegając ten gorzki uśmiech. Aż tak go to dręczyło? Za bardzo się przejmował. Cierpienie kształtowało ciało i charakter. Zamyślił się nad tym pytaniem, rozważając czy pozwolić mu na krótkie badanie. W końcu rzucił mu dłuższe spojrzenie, kiedy G skupił się na grupce młodych ludzi, którzy się beztrosko wygłupiali. Po chwili i dość szybko, złapał za materiał swojego kimono i jeśli G akurat patrzył, mógł zobaczyć ranę na wysokości jego żeber z lewej strony. Rana była dość głęboka, sączyła się z niej ropa, która po bokach stworzyła skorupę. Ponownie zasłonił ubraniem obnażoną na kilkanaście sekund część ciała i spojrzał w niebo.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on 1/3/2018, 10:39
Chyba niektórzy potrafią przywyknąć do takiego stanu rzeczy. G jednak był zbyt strachliwy. Myśli, że mogą go w każdej chwili przyłapać na braku przepustki wcale mu nie pomagały. W dodatku ostatnio chodził jakiś taki podenerwowany, być może miał za dużo pracy i po prostu go to zmęczyło.
I racja, nieważne czy Łowca przyjął czerwinkę czy też nie i tak władza polowała na ich obydwu. Po prostu G tkwił w swoich przekonaniach, zawsze będzie się czuł bardziej ludzki niż Itachi. Bo on tego nie ma i mieć nie będzie chciał. Medyk zawsze jednak stara się uratować życie, kiedy inni je odbierają. Czy rzeczywiście nie mógł myśleć, że czynił słusznie? Dla niektórych życie ma większą wartość i nie wszyscy chcą zabijać, ale jednak leczy osoby, które robią to za niego. Błędne koło, a każdy i tak ma swoje przekonania.
Takie życie dawało Kaito szansę na to, że kiedyś będzie normalnie. Wierzył, że nadejdą dobre czasy dla wszystkich.. tak, żył w obłudzie i liczył na to co jest kompletnie niemożliwe. Ale właśnie takie myślenie mu pomagało, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że nikt nie może stworzyć idealnej utopii. Jednak niektórym podoba się życie w ciągłym kłamstwie.
Itachi mógł uważać medyka za naiwnego, ale każdy ma jakąś wadę.
Historie związane z tym co S.SPEC robi w swoich laboratoriach czy innych budynkach mroziły krew w żyłach. Kaito, który jednak obawiał się śmierci nie wiadomo czy był gotowy na takie tortury. Tchórz i tyle, a może po prostu bał się tego jak każdy inny?
Kiedyś miał gdzieś co się działo. Dopiero dołączenie do Łowców uświadomiło mu ważniejszy cel. Starał się jak mógł, ale nie zawsze wychodziło tak jak po jego myśli. Chodzenie po rodzinnym mieście już nie kojarzyło się ze swobodą, a przykrym obowiązkiem udawania, że jest się najzwyklejszym mieszkańcem. Ciekawe jak miał się ojciec, który należał do organizacji S.SPEC. Czy ich drogi jeszcze kiedyś się skrzyżują? A co jeśli przez przypadek zostanie przez niego złapany? Byłoby to z jednej strony zabawne, ale z drugiej czy powinien się spodziewać litości z jego strony?
Łowcy byli bardziej zamknięci, a przynajmniej Ci, których udało mu się leczyć. Rzadko kiedy cokolwiek mówili, jednak medyk zdążył się już przyzwyczaić. Ale proszę nie myśleć, że chciał aby każdy mu dziękował i nie wiadomo co robił. Po prostu było inaczej. Tyle.
Szarowłosy aż drgnął na samą myśl o tym, jak miałby się wywinąć władzy. A co dopiero z takim Itachim, który najchętniej to by ich pozabijał. Za pewne byłoby to niezapomniane wspomnienie, gdyby udało im się uciec.. ale ryzyko nigdy nie zmaleje. Długie włosy rzeczywiście mogły być mylące.. może powinien je ściąć?
Kaito chciał pomóc i za pewne przykleiłby się do niego jak rzep. Czuł silną potrzebę pomagania, szczególnie Łowcą. W końcu sam nim był, ale jakoś się nie przyznawał. Ani nie walczył, nie wymyślał skomplikowanych strategii.. po prostu starał się leczyć, nic więcej.
Mężczyzna zawsze przyglądał się z ciekawością. Analizował, zapamiętywał i przede wszystkim obserwował. Łowca mógł jeszcze pomyśleć, że jego wzrok jest nachalny. Ale przecież medyk był niegroźny, no chyba że pomyli lekarstwo z trucizną.
Zamartwiony ojczulek nie mógł go opuścić, zwłaszcza że dostrzegł ten grymas bólu. Naprawdę nie mógł mu pokazać co go tak dręczyło? Skupił wzrok na grupce ludzi i wtedy też Łowca łaskawie mu pokazał co go tak dręczyło. Medyk przyjrzał się ranie i pokręcił głową.
- Gdybyś do mnie przyszedł, to mógłbym ją zaszyć.. a proces gojenia trwałby znacznie krócej. - Rzucił mu krótkie, surowe spojrzenie.
- Babra się, muszę to obmyć środkiem odkażającym.. - Sapnął bardziej do siebie niż do niego i sięgnął po swój plecak, wyciągając czarną, szklaną buteleczkę. W tym samym czasie Itachi zasłonił ponownie ubraniem swoje ciało, na co Kaito głośno westchnął.
- Wiesz, że wraz z rozwojem zakażenia może pojawić się stan podgorączkowy? - Uniósł brwi ku górze  i bez żadnego pytania, przyłożył mu chłodną rękę do czoła. Chciał sprawdzić jak się ma jego temperatura. Cóż, miał nadzieję że tym razem jego ręka naprawdę nie zostanie odgryziona. W końcu dotyk może być dla Itachiego czymś niezbyt przyjemnym, zwłaszcza w wykonaniu pedof.. ''ojca''.
- Przestań bujać w obłokach i jeszcze raz mi to pokaż. - Syknie. W takich sprawach był stanowczy i nawet znikał ten tchórzliwy Kaito. Oczywiście nie zamierzał robić mu żadnych pouczeń, a jedynie uświadomić go, że czasami skorzystanie dobrowolnie z pomocy medyka nie jest takie złe czy hańbiące. Dwukolorowe oczy wpatrywały się w niego z napięciem, a w rękach zaciskał buteleczkę z płynem. Przez głowę mu przemknęło czy nie powinien tego obandażować, lecz czy znajdowali się w odpowiednim miejscu? Ludzi już tak dużo nie było, a poza tym nie robili niczego złego.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Itachi on 1/3/2018, 21:33

Najwyższy czas by przezwyciężyć strach, kiedy to on blokuje możliwość rozwoju i przetrwania. Nie musiał przecież do końca życia trzymać się w cieniu i drgać za każdym razem, gdy zauważy nieznajomego idącego w tą samą stronę, co on. Łatwo w ten sposób stracić głowę, co zaś tyczyło się przepustki to wszystko było do zrobienia. Zawsze mógł odpocząć w kanałach, skupić się na pozytywach o których tak chętnie wspominał. Było sporo możliwości. Tyle powtarzał o robieniu sobie przerw, odpoczynku a sam, jak prawie wszyscy lekarze, nie dostosowywał się do swoich poleceń. Ładnie to tak, hm? Taki urok rebeliantów, chociaż na pocieszenie doda, że to, że G nadal był człowiekiem, działało na jego korzyść - przynajmniej nie będą zbyt długo się nad nim znęcać. Kto wie, może nawet by przeżył, jeśli postanowiłby się poddać i oddać życie w ręce świętej organizacji? Nie wszyscy byli przecież twardsi, właściwie medycy, na pewien sposób, wydawali mu się mniej odporni na ból niż inni. Ciężko było to wyjaśnić, skąd w jego głowie wzięła się ta hipoteza. Bardziej ludzki. Co to właściwie oznacza? Aż tak się różnili w jego oczach? Zresztą nieistotne, oboje mieli swoje zasady z których przecież nie będą się rozliczać. Kiedyś. Brzmiało to naiwnie, ale może coś w tym było. Kiedyś. Odległe jutro o którym myśli się każdego dnia. Jak to będzie? Czy i wtedy będzie świecić słońce? Czy trawa pokryje całą ziemię, zakrywając leżące w niej trupy? Tak powinno być. Może nawet zdąży coś ujrzeć - ten kawałek nowej rzeczywistości, wolnej od ucieczek i walk mniejszych czy większych. Z drugiej strony, mógłby nie pasować do tej rzeczywistości w której nie sięga się po broń.
Dobrze jest mieć marzenia, niech się ich trzyma, bo byłoby szkoda, gdyby pewnego dnia się obudził i odkrył, że nie widzi w niczym żadnego sensu. Każdy ma jakąś wadę - nie brzmiało to trochę jak ostrożna wymówka? Powinien być bardziej przekonujący, nie mówić o rzeczach ważnych w pokrętny sposób. Był aż człowiekiem, miał prawo do strachu - nikt z Łowców z tego nie drwił, przynajmniej niczego takiego Itachi nie zauważył. Ojcowie byli zawsze skomplikowani, nieważne jakie ideały nimi kierowały. Pamiętał jak jego stawiał przed nim stos obowiązków, zamierzając go przygotować na to, co ma nadejść i to, co już się działo. Maił wrażenie jakby to było wieki temu. Nie zdążył się nauczyć wszystkiego, jego ojciec został zabity tak samo jak matka kilka dobrych lat temu. Przestał liczyć, chociaż bez trudu mógłby odnaleźć datę, przedrzeć się przez mgłę by zdobyć tamte wspomnienia. Nie chciał. Na pewno niektórzy mu dziękowali, chociaż może nie wprost. Zostawiali mu jakieś podarki, lepsze kąski z obiadu, w końcu był dobrym medykiem, co by nie mówić. Itachi co prawda nie miał okazji korzystać z jego usług, ale nieraz obserwował jak łata innych. Czym się przejmował? Ludzie SPECu zabici równa się mniej problemów na karku i możliwość ucieczki, chociaż wcześniej wypadałoby coś zrobić z ciałami. Poza tym, nie zawsze wymierzał sprawiedliwość, bez przesady. Nie zawsze trzeba było wojować kataną. Bo co? Bo inaczej będą brali go za księżniczkę? Łasic nie powinno się drażnić. Emocjonalne przywiązanie? Powinien się odsunąć na koniec ławki by nie kusić losu i nie doświadczyć uzdrowienia? Tak naprawdę nie zwróciłby na to przyklejenie się jak rzep do psiego ogona uwagi. Co w przypadku nieinteresujących elementów? Potrafił je wykluczać ze swego pola zainteresowania? Ale miał rację, był niegroźny, a dla własnego bezpieczeństwa, nie przyjmie nic doustnie. Problem rozwiązany. Grymas zniknął, może z raz nieznacznie drgnęły mu wargi, ale bardzo szybko je zacisnął w ramach bezpieczeństwa.
- Nie ma co marnować lekarstw na takie drobnostki. Nic mi nie jest - w końcu się odezwał. Ponownie. Kątem oka zerknął na to, co G wyciągnął. Nie było to konieczne, ale postanowił to zostawić. Tak jak i odpowiedź, która zapewne nie przypadłaby do gustu starszemu Łowcy. Mrugnął nieco zaskoczony, ale postanowił się skupić na zieleni. Nie lubił takiej bezczynności, ale czuł się tak, jakby część jego ciała przykleiła się do tej ławki. Mówił już, że nie jest Psem. Miał częściowo rację z tym dotykiem, chociaż starał się go unikać po prostu dla zasady. Czyżby pana medyka wzywało rodzicielstwo? Nie chciał nic mu pokazywać, ale też nie chciał się odzywać, zwłaszcza że po tym jak przyłożył mu dłoń do czoła poczuł się gorzej, zupełnie jakby miał zaraz pogrążyć się w długim śnie. Minęła ich ławkę jakaś zajęta rozmową para, która dyskutowała o nowych przepisach. Skupił się więc na nich, próbując wyłapać jakieś, ewentualnie interesujące informacje, plotki. Nie spojrzał na niego, zwyczajnie po raz drugi odsłonił paskudnie wyglądającą część jego ciała. Nie robili nic złego - młody medyk pomaga rannemu obywatelowi.
Świetny materiał do gazety.





Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on 7/3/2018, 14:10
Ale Kaito już taki był. Strachliwy, niepewny i zawsze się o coś martwił. Nie mógł swobodnie chodzić po mieście i udawać, że nic się nie dzieje. Działo się i to aż za dużo. Jego myśli krążyły kończących się zapasów, rannych Łowców i zleceniach Przywódczyni. Zawsze było coś do roboty.
I prawda. Innym kazał odpoczywać, a sam cały czas był w biegu. Lekarze byli odporni na zmęczenie, w jakimś tam stopniu. Na szczęście Kaito był młody więc jeszcze trochę werwy w nim zostało.. ale nie ma co jej równać z energią, którą miał w wieku 20 lat. Czas poleciał do przodu, ale medyk nie czuł się z tym źle. Wciąż był tym samym dzieciakiem z rozczochranymi włosami jak i ponurym ojcem, kręcącym głową. G sam nawet nie wiedział jak bardzo był odporny na ból i ile mógłby znieść. Na pewno nie chciałby dołączyć do organizacji.. ale czy chciał przez to umierać? Życie jest cenne. Itachi uważał go za mniej odpornego na ból? Mężczyznę, który zajmuje się poważnymi uszkodzeniami ciała? Może nie był super umięśnionym sportowcem, ale miał naukową głowę.. szkoda jednak, że uważano go za słabego.
Kaito miał swoje wyobrażenie. Tyle się działo, że czasami ciężko było odróżnić jakieś ustrojstwo od zwkłego zjadacza chleba.
Nie myślał jak będzie wyglądać ich świat za parę lat. Skupiał się na tym co się działo i choć zdarzało się, że myśli odbiegały daleko.. zawsze coś brutalnie przywracało go na ziemię.
A co jeśli taki dzień nastąpi? Że nie będzie widział sensu i postanowi odebrać sobie życie? Czy był aż taki słaby? Czy może dzielny, że się zabije?
Nie miał dobrze z ojcem. Każde wspomnienie o nim było dla niego mało przyjemne i ciężko nawet stwierdzić czy go w ogóle kochał. Zawsze będzie pamiętać ten surowy wyraz twarzy i chłodne oczy, patrzące na niego wrogo. Medyk otrzęsnął się, nie chcąc dłużej myśleć o osobie z przeszłości. W końcu nigdy go już nie zobaczy. Chyba.
Łowcy na swój pokrętny sposób okazywali wdzięczność i Kaito to wystarczało. Nigdy niczego nie oczekiwał, w końcu zajmował się czymś co sprawiało mu przyjemność.
Dlaczego Itachi tak się chował w swojej skorupie? Czasami zachowywał się jak robot pozbawiony uczuć.. nawet rozmawiać mu było ciężko i choć medyk również do gadatliwych nie należał, aż tak to nie miał. Widział każdy grymas bo obserwował jego twarz, a nawet jeśli nie patrzył to kątem oka co nieco udało mu się zobaczyć. Znowu pokiwał głową, jednak nie ustąpi.
- Przestań gadać, że nic Ci nie jest. To irytujące. - Syknął. Wkurzył się? No może odrobinkę. Dlaczego musiał być taki uparty? Po przyłożeniu ręki do jego czoła zobaczył, że tamten wcale nie czuł się najlepiej. I choć na początku dłoń mu drgnęła, udało mu się miej więcej stwierdzić co się dzieje.
- Bez kłamstw. Masz jakieś dziwne objawy? - Zapytał łagodniejszym tonem, przez chwilę patrząc mu w oczy po czym skupił się na odsłoniętej części ciała. Rana w okolicach lewego żebra była głęboka, ostrożnie dotknął jej okolice zimnymi palcami i nacisnął. Jeżeli Itachi poczuje ból to mógł się wdać jakiś stan zapalny czy inne cholerstwo. Były lekarz sięgnął po buteleczkę z środkiem i ostrożnie polał ranę. Łowca mógł poczuć dosyć silne pieczenie, ale dla niego za pewne to będzie jak zwykłe łaskotanie. Drugą ręką sięgnął po bandaż, który znajdował się w plecaku.
- Mogę Ci to zabandażować, ale musiałbyś odsłonić nieco bardziej ubranie. - Tak, zamierzał go owinąć bandażem. Rana przez kontakty z tkaniną była stale podrażniana, więc trzeba temu zaradzić. Jak jednak zareaguje Itachi, który skupił się na idącej parze? Czy on go w ogóle słuchał?
Medyk pstryknął mu przed nosem palcami i nawet zdał się na lekki uśmiech.
- Następnym razem masz od razu do mnie przychodzić! I nie słyszę żadnego sprzeciwu. - Zrugał go i jeszcze prychnął pod nosem. Zamierzał w końcu uświadomić łowcę, że z jego usług należy korzystać. Nieważne jak dziwnie to zabrzmiało, Kaito chciał dobrze. Nikomu nie odmówi pomocy, a też nie zawsze będzie mógł za kimś biegać i krzyczeć, że musi go wyleczyć. A właśnie takim typem był Itachi, który jeszcze za pewne udawałby, że go nie zna.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Itachi on 11/3/2018, 23:50
Najwyraźniej za dużo miał zmartwień na swej głowie, skoro tyle czasu na nie poświęcał. Powinien coś zmienić w swoim harmonogramie dnia, odnaleźć ważniejsze cele. Co prawda Itachiemu być może za łatwo było to mówić, no ale, czyż ogólnie tak nie było? Zawsze większości łatwiej było mówić niż robić, dlatego on starał się stosować odwrotną strategię by później nie żałować tego, czego nie zrobił z powodu własnych wahań, natłoku myśli.  Co było w tym trudnego? Przychodzisz, bierzesz zlecenie i idziesz dalej, idziesz tam, gdzie siebie widzisz - możliwe, że to tam, gdzie inni ciebie potrzebują, zlecają ci byś gdzieś był z powodu konkretnej rzeczy.  Powinien uważać, bo łatwo o wypalenie. G niczym żarówka, która ledwo już świeci - nie powinien doprowadzić do sytuacji, kiedy całkowicie zgaśnie.  Wszyscy się starzejemy, co? Taki miałby być morał? Itachi nie czuł jednak aż tak tego upływu czasu pod względem swojej witalności, werwy. Czerwinka świetnie się spisywała. Ile był więc w stanie poświęcić dla życia? Jak długo potrafił mieć zaciśnięte usta, wytrzymywać kolejne ciosy, chęć wyplucia nadmiaru krwi z jamy ustnej? Co był w stanie zrobić dla M3? Dla siebie? Dla innych? Gdyby był androidem, łatwiej byłoby do niego zajrzeć, sprawdzić w jaki sposób był zbudowany, jak funkcjonował i jak tak naprawdę naśladował zwykłych mieszkańców, że tak dobrze wpisywał się w klimat pędzącego do przodu życia.  Zwyczajnie to nie był wystarczający argument, to że zajmował się poważnymi uszkodzeniami ciała. Ile tak naprawdę doświadczył bólu? Czy uważał że był on wystarczający by mieć jakiekolwiek pojęcie, co mogłoby się z nim dziać w razie zwiększonej dawki? Wszyscy tak naprawdę byli słabi.  
Niech więc opisze mu, co widział, co go otaczało, jakich zmian by chciał - a może chodziło o to by obecne zmiany utrzymać?  Nie do Itachiego należała decyzja,  w tym przypadku nie on był odpowiedzialny za dalszy los G.  Przynajmniej nadal go miał. Może wbrew pozorom jego ojciec go kochał? Pod maską surowości mogła kryć się troska, pod nienawiścią tęsknota. Pamiętał jak jego ojciec chciał wybrać mu życie, jak wskazywał, co jest słuszne, jak należy postępować, mimo że sam czuł jak pętla zastawiona przez S.SPEC zaciska się coraz mocniej wokół szyi. Sądził, że był sprytniejszy, że przetrwa - nie był. Tamtego dnia obce twarze zdawały się mówić to samo. Twarze dalekich krewnych, znajomych, przeszkolonych żołnierzy. Nieistotne. Nieważne.
Przeszłość i tak dopadnie każdego z nich jak strzały błyszczące na niebie.  Miał go bardziej za androida niż człowieka? Niech opowiada więcej. Niech opowie jak to jest patrzeć normalnymi, nieczerwonymi oczami na świat, na tego prawie androida. Co widział? Co wiedział? Tak szczerze? Niewiele się tam znajdowało. Taki podstawowy zestaw banalnych cech, które ktoś obtoczył twardą skorupą.  Po prostu wolał słuchać, rozpływać się w oczach. Dzięki temu łatwiej było uniknąć tej ckliwości w razie pożegnania lub odnalezienia zwłok towarzysza. Jeszcze taki pan medyk by się przyzwyczaił i co by było, hm? Może czułby się winny któregoś dnia? Nie odpowiedział, ale uparcie wlepił wzrok w stronę ruszających się brzóz, o ile się nie mylił.  Prowokować dalej czy nie? Chyba dawno G się tak nie irytował.  Drgnął niezauważalnie przy tej dłoni na swoim czole. Gdyby nie miał pewności, że należy ona do medyka, już dawno wykręciłby mu rękę.
- Nic nietypowego - odpowiedział gładko. Ból nie był aż tak duży, ale mimo to zagryzł od środka prawy policzek. Rana zasyczała a Itachi zacisnął nieco prawą dłoń na ławce, wbijając paznokcie w drewno by skupić się na innych doznaniach. Spojrzał na niego odrobinę nieufnie, jakby G kazał mu oddać swoją broń. Zmarszczył na chwilę czoło przez ten ruch, po czym po krótkiej chwili, dość niechętnie, kiwnął głową, jakby tym samym chciał dać mu zrozumienia, że informacja została przyjęta. Udawanie że go nie zna? Zapamięta, jeśli rzeczywiście mogłoby to zadziałać. Wyciągnął dość szybko rękę z rękawa szlafroka i tym samym odsłonił sporą część lewej strony swojego ciała. Jakaś mała dziewczynka posłała im zaskoczone spojrzenie i szybko pobiegła do mamy, która była spory kawałek przed nią i najwyraźniej nie zamierzała słuchać tego, co dziecko ma jej do powiedzenia.
- Tylko szybko - dodał jeszcze, dość szorstko, spoglądając na ćwierkającego ptaka.



Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on 17/3/2018, 20:25
To prawda. Często sprawiał wrażenie zamyślonego, nieco oderwanego od rzeczywistości. Ale czy mu to przeszkadzało? Leczenie innych sprawiało mu przyjemność, nie czuł potrzeby zmiany swojego harmonogramu. Niby pracował w samotności, a jednak miał do czynienia z wieloma ludźmi. Był w pewien sposób od nich zależny, ale nawet i do tego zdołał się przyzwyczaić. Czasami niektóre rzeczy trzeba zostawić takie jakie są, tak miało po prostu być. Łatwe wytłumaczenie, ale jakieś.
Zazdrościł Itachiemu takiej wytrwałości, tej maski objętości i pewności siebie. On czuł się jak wróbel przy jastrzębiu, który jakimś cudem jest użyteczny. Może Kaito również potrzebował czerwinki? Może dzięki temu zyskałby trochę więcej sił i energii, która była przecież potrzebna.. coś jednak go blokowało, więc mężczyzna wciąż był jaki był.
G był słaby, za pewne parę ciosów jak nie jeden wystarczyłoby aby go położyć. Nawet dobrze nie umiał się bronić, a tym bardziej walczyć. Co prawda ze strzelaniem szło mu całkiem nieźle.. ale jakoś nie szczególnie zbytnio go to rajcowało. Unikał przemocy.
Byli tylko ludźmi, którzy chcieli coś zmienić. Wciąż jednak w jego głowie było pełno dziwnych myśli, a samo bohaterstwo stało się.. pustym celem? Coś w tym rodzaju, Kaito po prostu wiedział że każdy medal ma swoją gorszą stronę. A po za tym był odrobinę pesymistycznym człowiekiem, trzymającym wszystko w sobie.
Prawdopodobnie los gdzieś zarzuci medykiem, jak zazwyczaj to było. Białowłosy mu się poddawał i nie śmiał się sprzeciwić, zbyt bardzo zależało mu na tym co robił. Lekceważył zmęczenie, które można było zauważyć po jego oczach jak i drążących dłoniach.. a przecież dla kogoś takiego jak on było to kompletnie nie na miejscu. Coś źle zrobi i dostanie po łapach.. a może gorzej. Zazwyczaj starał się nie doprowadzać do takiego stanu, ale ostatnio miał naprawdę dużo roboty.
Ciężko to powiedzieć, zwłaszcza iż go bił. Kaito nie był niczemu winien, przecież niegdyś był dzieckiem. Ale każdy miał zdanie na ten temat i za pewne się różniło.
Oj, gdyby Kaito zobaczył zwłoki jakiegoś swojego towarzysza.. cóż, to byłby trudny cios. Może i trzymał wszystko w sobie, ale w takich sytuacjach na pewno łzy sfrunęłyby mu po policzkach. Po prostu życie było zbyt łatwo stracić, odebrać.. wszystko takie proste i cholernie trudne za jednym razem. Tak więc medyk potrafił zachować zimną krew, ale wszystko miało swoje granicie.
Mężczyzna w przeciwieństwie do Itachiego, patrzył na niego. Wiedział też mniej więcej jakim był osobnikiem, dlatego też położenie ręki na jego czole było bardzo ostrożne. Jakby nie patrzeć też musiał uważać, praca medyka była bardzo wymagająca..  
Pokiwał ledwo zauważalnie głową na jego słowa.
- Niech Ci będzie. - Mruknął pod nosem, mrużąc dwukolorowe oczy. Itachi był takim typem, który nawet do noża wbitego w plecy by się nie przyznał! Uparciuch, myślący że ze wszystkim da sobie radę. Ale tak nie było, wszędzie były granicie. Co zrobi, gdy pewnego dnia je przekroczy i nie będzie nikogo obok?
To lekkie kiwnięcie głową było znakiem, że jednak jego słowa do niego dotarły. Nieźle, bo Kaito obawiał się już że rozmawia sam ze sobą. Łowca był taki wyłączony.
- Nie patrz na mnie tak wrogo. - Westchnął, na moment spotykając się z nim wzorkiem. Przecież chciał pomóc, a poza tym Itachi mógł połamać bez problemu jego wszystkie kończony. Nie ma co patrzeć z taką nieufnością.. w końcu byli w jednej ''drużynie''.
Znowu spojrzał w stronę ludzi, gdy kat zaczął ściągać swoją górną warstwę ubioru. Nie chciał zwracać na siebie uwagi, ale też nie chciał zostawić go z tym samego. Ciekawe czy kiedyś pożałuje tych swoich wyborów..
- Nie musisz mi tego mówić. - Odparł, sięgając do plecaka po bandaż i nakierował go na ranę, aby następnie zacząć owijać około trzy razy. Jeszcze Itachi go zje za taką bliskość, ale jak niby miał go inaczej założyć? Ręce mu się trzęsły, ale potrafił się skupić. Zerknął jeszcze na ranę, a chłodne palce raz jeszcze dotknęły miejsca wokół niej. Cóż, miał nadzieję iż dzięki temu szybko się zagoi.. a jeśli nie to znów będzie musiał go odwiedzić. Zawiązał supeł, a potem nieco się odsunął, nie naruszając już jego bezpiecznej strefy. W końcu nie chciał zarobić w zęby.
- Mam nadzieję, że nie pojawimy się na okładkach gazet.. - Mruknął z lekkim uśmiechem, patrząc na małą dziewczynkę, która próbowała zwrócić uwagę swojej matki. Jakby nie patrzeć mogli dziwnie wyglądać.. ale na szczęście Kaito uporał się z tym dosyć szybko. Łowca w zasadzie mógł odejść albo zamienić z nim parę słów. Jego wybór.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Itachi on 19/3/2018, 22:18
Rzeczywistość mogła więc poczekać? Przecież nie czekała na nikogo. Za jakiś czas się obudzi i odkryje, że wszystko co znał, uległo większej lub mniejszej zmianie. Co wtedy zrobi? Zadawał za dużo pytań i to nawet nie na głos, rozważał, chociaż wszystko powinno być dla niego proste. Powinien działać wedle pewnego schematu. Sam Itachi za dużo myślał. Prosty wniosek, nie? Więc zostaną te rzeczy, pozostawione na pastwę losu, na działanie rzeczywistości od której G trzymał się gdzieś z boku, nie angażując aż tak żywo, nawet jeśli jego ręce zręcznie poruszały się po ludzkim ciele - i to nie jednym. I co? Pogodzi się z tymi skutkami, przyjmie to wedle słów 'tak miało po prostu być'?  Nie pasowało to do niego. Zabawne, ale naprawdę to do niego nie pasowało. Z drugiej strony, kimże był Itachi by stwierdzać takie rzeczy? To wcale nie musiało być znaczące.  Nie zawsze był obojętny, prawie w ogóle nie był pewny siebie. To wszystko była jedynie poza, której się nauczył i którą wmawiał skutecznie innym, ochrona przed strachem. Robił wszystko by być obojętny, niewzruszony, praca poniekąd mu to ułatwiała. Nie mógł w końcu zdradzać za wiele, nie? Informacje były na wagę złota. O nim, o tym co robi, o reszcie Łowców, o jego rodzeństwie. Mnóstwo informacji, które były zakodowane w jego głowie.  Niech więc będzie kim będzie, to tylko wszak rozmyte myśli, kałuże z odbiciami, nic co przecież od razu musiałoby być faktem.  Bardzo dobrze, broń powinien trzymać przy sobie, mieć zawsze możliwość by się obronić przed kimś, kto chce mu zrobić krzywdę. Nie musi być od razu wyborowym strzelcem, w życiu trzeba sobie radzić, nawet jeśli było się pacyfistą. Nie chodziło o samo w sobie bohaterstwo, o granie pierwszych skrzypiec. Wolność i godność iskrzyły z tego wszystkiego najbardziej. Z tym trzymaniem wszystkiego w sobie mogli się zrozumieć, gdyby oboje byli w stanie pociągnąć się za języki by odkryć więcej. Z drugiej strony niewiedza była im na rękę. Fałszywa przepustka ułatwiała mu pewne kwestie, poniekąd regulowała też sprawę pieniędzy, których nie zostało za dużo, ale zawsze można było się trochę pokręcić, coś spróbować zdobyć mniej lub bardziej legalnie. Był za bardzo spięty, to w końcu była przeszłość, nie musiał ciągle tym żyć, odtwarzać w głowie, klatka po klatce. Itachi nie wiedział, co by czuł, czy cokolwiek i w jaki konkretny sposób. Nie oddalał się aż tak, nie starał się przyzwyczajać na tyle by czuć stanowcze skurcze serca. G wydawał się być bardziej wrażliwy i może ta właśnie wrażliwość tak go w tej pracy wykańczała. Zimna krew, co? Ile jeszcze będzie siebie tak o tym przekonywał?
Zawsze widzimy to, co chcemy widzieć. Niemalże absurdalny wygląd, nawiązujący do starych, biedniejszych czasów, klasyczne obuwie, włosy długie, coraz mniej typowe. Drganie poszczególnych palców również rzuciło mu się w oczy? Drobne elementy, spokojne i krótkie sprawdzanie swoich kieszeń, jakby chciał się upewnić, że wszystko jest na swoim miejscu. Ile z tego wydawało mu się ważne?  A G był takim typem, że mógłby za ten nóż podziękować, jeśli uznałby go za pomocny! I co? Bawimy się w to dalej?  Nie trudno zgadnąć - albo będzie miał szczęście, albo poniesie haniebną klęskę.  To chyba dobrze, że nie rzucał mu tutaj pustych frazesów. A może niedobrze. Cholera wie. Czego on właściwie oczekuje, ten G?
Ha, Itachi zareagował. Uniósł jedną brew do góry, jakby zdziwiony tym, co właśnie do niego powiedział. Że jak? Że patrzył wrogo? Dziwne. Rozprostował palce i nogi, poprawił się na swoim siedzeniu, zanim znów coś nie przyciągnęłoby jego uwagi. Pozornie.
- Nie patrzę - odpowiedział neutralnie. - Nie jesteśmy w złych stosunkach bym musiał to robić, nie?
Kto wie, czy w ogóle coś będzie ich sądzić za te wybory. Nie mówił więc, dość potulnie czekając, na chwilę się krzywiąc, bo materiał będący tak blisko, zdawał się być gorszy od tego specyfiku, którego G użył wcześniej.  Odetchnął spokojnie.  Było dobrze. Raz tylko zacisnął dłoń mocniej na ławce, wbijając mocno paznokcie w drewno, czując jak w opuszki wbija mu się kilka drzazg. Było dobrze. Obyło się bez bicia. Poprawił swoje kimono, zawiązał solidnie i rzucił w jego stronę badawcze spojrzenie.
- A przejmujesz się tym? - spytał od niechcenia i znowu skupił się na otoczeniu, odkrywając studentów, którzy wypróbowali nowe technologie. - Łatwo się stresujesz. To ci nie pomoże.
Jedna z zabawek podleciała do G i wbiła mu się w ubranie. Student niemalże od razu się podniósł z trawy i ruszył w ich kierunku.


Imperare sibi maximum est imperium
avatar





Itachi
Kat

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Gość on 19/3/2018, 23:13
Rzeczywistość była ulotna. Kaito jednak miał swój wymyślony świat, którego się tak uporczywie trzymał. Łowcy byli bohaterami, ale również robili złe rzeczy. Wszystko kręciło się wokół przemocy, brutalności.. dlatego tym bardziej się przejmował i obawiał zmian, które mogły nadejść w każdej chwili. Co by się stało, gdyby teraz usłyszeli ody nie mogło być spokojnie? Choć tak właśnie było w mieście, medyk widział więcej niż zwykli ludzie. Wraz z zawaleniu ścieków? Okrutny triumf S.SPEC, tragedia Łowców.. takie myśli zbyt bardzo przytłaczały, a jednak były realne. A szarowłosy o nich myślał i nie potrafił się ich pozbyć. Może za każdym razem jak będzie się kładł spać powinien łyknąć sobie coś mocniejszego? Chwilowa ulga, taka złudna i kusząca.
Taki już był. W głowie cały czas kalkulował, zastanawiał się i wyobrażał nie wiadomo co. Pomimo iż na zewnątrz sprawiał wrażenie opanowanego, tam w środku był nieźle rozbity. I Itachi wydawał się o tym doskonale wiedzieć. Dlaczego czytał z niego jak z otwartej księgi? Medyk nie potrafił już być przekonujący i udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku?
Według G kat był po prostu zamknięty w sobie. Być może spotkało go jakieś traumatyczne wydarzenie o którym nie może zapomnieć bądź stało się coś złego. Dodatkowo widać było jak reagował na dotyk. Spinał się i denerwował. Można wysunąć pewne wnioski, ale równie dobrze Itachi może po prostu taki był. Odizolowany, nie szukający przyjaciół. Trzymał się jednak swoich zasad i wykonywał je dobrze.
Ale on nie miał przy sobie żadnej broni, nic co mogłoby go uratować. Kaito był prostym celem, który nawet nie potrafił się dobrze obronić. Pomimo, że nie miał problemów z koordynacją brak było mu siły w ruchach. Był zbyt delikatny? Dziwne określenie, ale coś w tym rodzaju. Po prostu to mu nie wychodziło, a i nie za bardzo pchał się do nauki. Nie chciał aby inni postrzegali go jako słabeusza, kogoś kompletnie nieprzydatnego.
Byli podobni, gdyż wiele zachowywali dla siebie. Niby spokojnie siedzieli na ławce, jednakże ich umysły nieustanie pracowały i analizowały drugą osobę. Kaito zawsze był ciekaw, ale ostatnio zrobił się bardziej posępny i mniej gadatliwy. Pewne sprawy go przytłaczały.
Tak, był wrażliwy i się do tego nie przyznawał. Wytworzył wokół siebie skorupę, zatrzymującą wszystko to co mogło go zaboleć. Wmówił sobie, że jest twardy i ze wszystkim sobie poradzi. Zimna krew, a raczej oszukana. W końcu tysiąc razy powtarzane kłamstwo staje się prawdą, ale to chyba nie działało w kwestii medyka. Niby uciekał do swojej nory i nie zadawał się z ludźmi, udając, że wszystko jest w porządku. W samotności jednak cierpi się najmocniej, ale również jest to pewnego rodzaju trening dla duszy. Pytanie tylko ile jeszcze ona tego zniesie? Jak bardzo był wytrzymały?
Kaito nie zamierzał go okradać. Niby zręczne palce, a jednak nie skończyłoby się to dobrze. Poza tym niczego nie potrzebował i choć przed chwila zaczęła go boleć głowa, zignorował to jak wszystko inne.
Westchnął, skupiając wzrok na ranie. Łowcy mieli w oczach taki chłód, ale Itachi go nim pochłaniał. Gdyby mógł zabijać wzrokiem to medyk już by nie żył!
- W takim razie musiało mi się coś przewidzieć. - Sapnął niezbyt uprzejmie, owijając bandaż. Akurat nie mógł być teraz delikatny, gdyż trzeba było mocniej przycisnąć w paru miejscach. Kat był jednak wytrzymały i choć nie umknęło mu to jak mocno zaciskał rękę na ławce, uznał to za dobry odruch. Na szczęście obyło się bez komplikacji, więc Itachi mógł poprawić swoje kimono i uciekać. Spotkał się jednak z zaskoczeniem, gdyż łowca się do niego odezwał. Ba, nawet na niego spojrzał. Kaito przyjrzał mu się i wzruszył barkami.
- Chyba nie. - Mruknął, spuszczając nieco głowę. Potem usłyszał kolejną uwagę, przez co jego usta na moment zacisnęły się mocniej. Schował rzeczy do plecaka i zaczął się w niego wpatrywać, jakby zobaczył coś interesującego.  
- A Ty jesteś upartym kozłem. To Ci również nie pomoże. - Odgryzka, bo zachowywał się tak jakby mu właśnie na odcisk nadepniętego. Kaito źle znosił uwagi i po prostu tak reagował. Zanim jednak zdążył coś dodać, poczuł nieprzyjemne ukłucie. W jego bluzę wbiło się jakieś cacko, a ostra część uszkodziła kawałek jego skóry po prawej stronie brzucha. Medyk oderwał ją z wielkim skrzywieniem i przyjrzał się, unosząc wzrok. Potem uniósł nieco ubranie, aby na moment odsłonić swój brzuch. Krew jak krew, ale jego własna wywoływała w nim uczucie paniki. Zamknął na moment oczy i wstał z ławki, lecz nie musiał robić zbyt wielu kroków. Student znalazł się tuż przy nich. Kaito posłał mu lekki uśmiech, że niby nic się nie stało.
- To chyba Twoje. - Rzekł, podając mu urządzenie. Cóż, Itachi miał okazję poobserwować albo się ulotnić. G odwróci się na chwilę w jego stronę, aby ponownie spojrzeć na mężczyznę przed nim. Miał nadzieję, że ten szybko odejdzie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Park miejski

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry

- Similar topics