Strona 20 z 21 Previous  1 ... 11 ... 19, 20, 21  Next

Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Jekyll on Pon Sty 07, 2019 4:07 pm
Nic dziwnego, że do uszu Nayami nie dotarły pogłoski o ostatnich wyczynach Psów, skoro przez kilka dni przebywała poza kryjówką. Mając to na uwadze, postanowił uchylić jej rąbka tajemnicy, choć jego sprawozdanie zawierało głownie informacje z zakresu medycznego, bowiem rzadko zasypywał swoich pacjentów pytaniem pokroju jak to się stało?. Wolał nie wściubiać nos w nie swoje sprawy.  
  — Kilka rzeczy. Przede wszystkim herszt i twój ojciec wrócili do kryjówki w opłakanym stanie. Tego pierwszego ledwo wyszperaliśmy z objęć śmierci i w gruncie rzeczy w tej bitwie stracił tylko jeden palce. Ten drugi miał więcej szczęścia. — Na usta cisnął się dodatek w formie słowa niestety, ale ostatecznie powstrzymał się przed zastosowaniem tej partykuły. Postanowił jednak udzielić jej więcej informacji na temat stanu zdrowia Lechera, wszak była jego córkę, a w niedalekiej przeszłości straciła matkę, więc pewnie nie zależało jej na tym, aby ojciec pożył trochę dłużej. — W wyniku swoich działań nabawił się kilku głębszych ran szarpanych na klatce piersiowej i śladów po oparzeniach na dłoni i w okolicach szczęki. Pozostaną po nich blizny, ale na głupotę nie ma lekarstwa. Poza tym snajper i krokodyl stracili wzrok podczas konfrontacji z osobliwą istotą w pobliżu kryjówki, więc, jak sama widzisz, twoje obrażenie to pikuś w porównaniu z ich defektami. Musisz się bardziej postarać, by ich przebić, choć mam nadzieję, że nie aspirujesz na stanowisko najbardziej poszkodowanego Psa tegorocznego roku. — Przedstawił jej krótki raport z ostatnich poczynań Psów, aczkolwiek nie był zadowolony z wyników swoich badań, gdyż nie udało mu się w żaden sposób pomóc ani jednemu, ani drugiemu. Bez ogniska choroby miał związane ręce, chociaż nadal szperał w swoich notatkach w poszukiwaniu jakikolwiek poszlak o takich przypadkach z przeszłości. Na daremno.
  Gdy tylko dziewczyna bez żadnego ale zajęła wskazane przez niego miejsce, zdezynfekował widoczne na plecach rany i oczyścił jej skórę ze skrzepniętej krwi, co umożliwiło mu przejście do kolejnego, mniej przyjemnego etapu w postaci scalenia rozerwanych tkanek.
  — Nazywał się Marshall i twierdził, że cię zna.
  Po wypowiedzeniu tych słów igła wbiła się do skóry dziewczyny. Nie chciał fundować Nayami kolejnej dawki bólu, aczkolwiek niestety musiał wykonywać zabieg bez znieczulenia, gdyż cierpiał na deficyt tego typu medykamentów i w gruncie rzeczy nic nie wskazywało na to, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie. Jednakże skóra Kundelki miała elastyczną strukturę, dzięki czemu operowanie narzędziami było proste i przyjemne. Poza tym przy wykonywaniu tej czynności napięcie opadło i przyszło rozluźnienie. Znalazł się w swoim żywiole, toteż szybko uporał się z pierwszym uszkodzeniem, na skutek czego w okolicy prawej łopatki założył jej cztery szwy.
  — Jeszcze dwie — powiadomił swoją pacjentkę. I zabrał się za kolejne cięcie, znajdujące się trochę powyżej lędźwi.  

|| Pozwoliłem sobie wybrać miejsca jej rozcięć, jednakże jeżeli masz obiekcje do ich rozmieszczenia, daj mi znać. Poprawię.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Insomnia on Wto Sty 08, 2019 1:58 pm
 — Aha — mruknęła na te rewelacje o najnowszych dokonaniach ojca, przyjmując na kilka chwil dość niewyraźną minę. — Czyli oni lecą w plener i wracają ledwie żywi przeciętnie raz na dwa tygodnie, ale to mi zabrania się oddalać samej od kryjówki. Mhm. Świetnie. — Pomijała oczywiście całą argumentację opartą na jej młodym wieku i braku doświadczenia, bo wtedy musiałaby przyznać, że większość swoich przygód przetrwała tylko i wyłącznie dzięki przypadkowym uśmiechom losu. Fakt jednak pozostawał faktem, pod względem przywlekania się do pokoju medycznego z coraz to nowymi obrażeniami daleko jej było do czempionów w tej dziedzinie, a pewnie obrywała kazaniami na temat bezpieczeństwa w takim samy stopniu. I to była jawna niesprawiedliwość!
 — Wiesz przecież, że mi wcale nie zależy na obrywaniu — dodała po chwili, unosząc jeden kącik ust wyżej w nierównym uśmieszku. Nikt jej nigdy nie wierzył w takie zapewnienia, bo przyznać trzeba, że w obliczu niebezpieczeństwa miała tendencję do brawurowych zachowań. Dla niej samej nie był to jednak żaden wyraz masochizmu, lecz odwagi i zdecydowania. A że przez to często dostawało się jej gorzej, niż by teoretycznie mogło... to już stanowiło integralne ryzyko związane z istnieniem na tym świecie. Były sprawy ważniejsze od utrzymania się w podręcznikowym stanie zdrowia, takie jak na przykład zwiedzenie nowego miejsca, przyjrzenie się z bliska pierwszy raz ujrzanej bestii i zbadanie jej sposobu funkcjonowania, nawet dorwanie owoców z wysokich gałęzi kwitnącego raz na kilka lat drzewa. Opiekunowie młodej wymordowanej niestety albo nie podzielali jej opinii, albo też odmawiali przyznania się do niej wszem i wobec, stąd w swoim planie na życie miała poczucie swoistego osamotnienia. Przynajmniej do niedawna.
 — Marshall? Nie kojarzę. — Zacisnęła lekko wargi, czując nieprzyjemne ukłucie, jednak myślami wciąż bardziej angażowała się w rozmowę niż szycie ran. Przebiegła w myślach po twarzach i imionach swoich znajomych, szczególnie tych spoza Psiarni – a takich w sumie nie było wiele. Jakkolwiek by jednak nie wysilała pamięci, na próżno poszukiwała wymienionej przez Bernardyna osoby. Ale nawet jeśli by założyć, że rzeczywiście go nie znała, skąd on mógł kojarzyć ją? Nie była przecież zbyt rozpoznawalną postacią nawet w najbliższych rejonach Desperacji, a już tym bardziej kimś, o znajomości z kimś warto by było kłamać. Najbardziej logicznym wydawało się, że spotkała ową tajemniczą postać pod innym przydomkiem lub też zaszła inna, równie błaha pomyłka.
 —color=#611d33] Pamiętasz może, jak wyglądał?[/color] — dopytała, przekonana że już sam opis mógłby naprowadzić ją na właściwy trop. A nawet jeśli nie, pozwalał kontynuować rozmowę i w dalszym ciągu odciągać myśli od pojawiających się na plecach szwów. Kyllie doskonale wykonywał swoją robotę, jednakowoż warunki były, jakie były. Nawet przyzwyczajenie do bólu nie pozwalało wyeliminować niemiłych doznań, a jedynie powstrzymać się od pokazywania, co się właśnie przeżywa.

|| Wybieraj jak chcesz, dla mnie to bez różnicy.


Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Jekyll on Wto Sty 08, 2019 3:05 pm
Wiesz, jak to jest. Ci, którzy dzierżą władzę mogą narzucać innym  swoje zasady.
  Wzruszył ramionami. Jego osobiście nie rajcowała perspektywa nadstawiania karku, więc nie widział w tym rozwiązaniu nic ekscytującego. Niemniej był skłonny zrozumieć stanowisko kogoś, kto był trzymany w kryjówce jak ptak w złotej klatce bez perspektywy na wychylanie nosa z bezpiecznej przestrzeni. Miał świadomość, że Nayami od małego spotykała się z wieloma zakazami zaczynającymi się od słowa nie wolno i sam był twórcą niektórych z nich, a takowe zdecydowanie nie pomogły jej przystosować się do życia poza obrębem bezpiecznej strefy. Jednak, podczas swojej pierwszej, samotnej ekspedycji poradziła sobie lepiej niż nie jeden członek gangu z wieloletnim doświadczeniem na liczniku i zdecydowanie zasłużyła na pochwałę.
  — Wiesz przecież, że mi wcale nie zależy na obrywaniu.
Czyżby?
  Ściągnął brwi.
  Jekyll nie zapominał, że Nayami była córką Hemofilii i Jinxa, a ta dwójka zdecydowanie nie słynęła ze spokojnego, bezkonfliktowego charakteru. O ich przygodach z narażaniem życia w roli głównej można byłoby napisać przynajmniej jedną książkę; doktor był świadkiem przynajmniej kilkunastu z nich. Mimo iż w chwili obecnej ich latorośl nie wykazywała zbyt wielkiego podobieństwa w tym aspekcie, to Bernardyn nie miał złudzeń, że w końcu Kundelka udowodnij im wszystkim, na co ją stać. Wszak kilka razy był świadkiem wybuchu jej temperamentu, a ten był bardziej zbliżony do erupcji wulkanu niżeli opanowania.
Jednakże przemilczał ten fakt, nadal przemieszczając między palcami igłę. Rana powyżej lędźwi wymagała większej troski niżeli jej poprzedniczka, więc poświęcił temu obrażeniu więcej czasu. Krótkie Nie kojarzę. odbiło na jego twarzy piętno zdziwienia, jednakże ta emocja w żadnym wypadku nie wpłynęła na pracę rąk. Po prostu nie spodziewał się, że dziewczyna uraczy go taką odpowiedzią. Czyżby jego założenie było błędne? Może do gangu dołączyła jeszcze inna Nayami? Ta opcja była dość wiarygodna przed wzgląd na jego paskudną przypadłość, która na przestrzeni lat jedynie się nasiliła, ale czy dwie osoby z tego samego środowiska mogły nosić tak charakterystyczne imię? Szczerze w to wątpił i nie omieszkał podzielić się tym spostrzeżeniem ze swoją rozmówczynią.
  — Znał twoje prawdziwe imię, a podejrzewam, że większość rodziców nie ma aż tak tandetnego poczucia humoru, by nazwać swoje dziecko kłopotem. — Znaczenie tego imienia do tej pory wywoływało u niego coś na wzór głębokiego westchnienia, bo w gruncie rzeczy z ich trójki Insomnia była jak dotąd najmniej kłopotliwą istotą. — Ciemne włosy. Heterochromia. Biały, puchaty ogon. Wzrost w granicy metra siedemdziesięciu pięciu. Wizualnie mniej więcej w twoim wieku. Albo niewiele starszy. — Przedstawił jej krótki rysopis, skupiając się w głównej mierze na najbardziej charakterystycznych punktach jego wyglądu, które przyszły mu do głowy w tak krótkim czasie. I odniósł wrażenie, że, jeżeli Nayami kojarzyła go pod innym imieniem, to ten krótki opis powinien wystarczyć do identyfikacji jego osoby pośród reszty jej znajomych.
  Ponadto, gdy z jego ust padło ostatnie słowo, skończył reperować drugą ranę na jej plecach. I od razu zabrał się za najmniej wymagające uszkodzenie w postaci rozcięcia coś ponad dwadzieścia centymetrów poniżej kręgów szyjnych. Przez wzgląd na jego lokalizacje założył jej włosy za jedno z ramionom, by mu nie przeszkadzały.
  — Wytrzymaj jeszcze trochę. Niedługo kończę.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Insomnia on Wto Sty 08, 2019 5:17 pm
 Nie kontynuowała tematu, mając niejasne przeczucie, że mogłaby się tylko pogrążyć. Miała przecież świadomość, mniejszą lub większą, w jak znacznym stopniu idzie śladami swoich rodziców. Choć na pierwszy rzut oka różniła się od nich jak biel od czerni, był to tylko swego rodzaju stan bazowy. Dopiero silne emocje ujawniały wdrukowane w organizm tendencje, których nawet najstaranniejsze wychowanie nie było w stanie wykorzenić. Można było mieć co do tego pewność, gdyż niejeden z Psów przyłożył rękę do kształtowania osobowości Nayami w okresie dzieciństwa i dorastania, a choć wszyscy pilnowali, by wyszła na ludzi, pewnych elementów nie dało się zagłuszyć nawet najstaranniej pielęgnowanymi nawykami. Im usilniej starano się zamknąć ją w czterech ścianach i chronić przed niebezpieczeństwami zewnętrznego świata, ona tym bardziej wyrywała się ku wolności. Łaknęła widoków i doświadczeń, a nie wiedzy z książek i opowieści, choć i tymi nigdy nie gardziła. Były one jednak tylko wstępem do rzeczy bardziej wartościowych, prawdziwych.
 — To nie było poczucie humoru — wytknęła, nie hamując gorzkiej nuty brzmiącej w tych słowach. Nie łudziła się, że kłopot było dokładnie tym słowem, które pierwsze przychodziło jej matce i ojcu na myśl o dziecku. Niczyje słowa na ten temat nie miały zbyt wielkiego znaczenia, bo prawdę dało się wyczytać między wierszami, wyczuć z ich zachowania. Od samego początku nie miało jej być, nie miała się nigdy pojawić, urodzić, dojrzeć. Czysty przypadek sprawił, że przetrwała, a później oddanie w ręce innych członków gangu pozwoliło dorastać. Mimo najusilniejszych starań wykrzesania z siebie jakiegoś szacunku do rodziców, tej jednej tragicznej sprawy nie była w stanie im odpuścić. Nie liczył się fakt, że ostatecznie zaakceptowali jej istnienie, bo przecież stało się tak dopiero pod ostatecznym przymusem.
 Myśli szybko uciekły od przykrych tematów, kiedy Jekyll zaczął wymieniać najbardziej charakterystyczne cechy ich domniemanego wspólnego znajomego. Słowo za słowem, kolejne przekładki w mózgu Leather wskakiwały na swoje miejsce, by ostatecznie dać obraz jednego, konkretnego osobnika. Usta wygięły się w asymetrycznym uśmieszku, przepuszczając między wargami ciche parsknięcie śmiechu.
 — To pewnie Renny — stwierdziła, właściwie stuprocentowo przekonana co do słuszności swoich przypuszczeń. Niewielu miała przecież znajomych spoza gangu, a tylko ten jeden pasował do zasłyszanej właśnie deskrypcji. Jeśli nie byłby to on, wtedy już na sto procent mieliby do czynienia z dość spektakularną pomyłką. Łatwiej było jednak uwierzyć w to, że chłopak przedstawił się im obojgu różnymi imionami, niż że wśród DOGS znajdowała się jeszcze jakaś inna Nayami. Przecież gdyby tak było, Ins natychmiast zlokalizowałaby takową i zmusiła do zmiany imienia, bo co by to kurde miało być, żeby ktoś ją tak chamsko podrabiał.
 — W porządeczku, to tam wiesz. Pestka. — Machnęła beztrosko dłonią, dając wyraz swojej obojętności wobec igły wbijanej raz po raz w skórę. Może gdyby musiała przeżywać takie zabiegi przez dłuższy czas, pojawiłyby się jakieś protesty, ale marne kilka czy tam kilkanaście szwów? Żaden problem. Im mniej wagi przykładała do opatrywania, tym szybciej mijało, a więc tym bliżej była zbadania swojego wyjątkowego łupu. A tego właśnie nie mogła się już doczekać.


Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Jekyll on Wto Sty 08, 2019 11:18 pm
Cierpki wydźwięk jej słów sprawił, że doktor zbył to stwierdzenie milczeniem. Oboje wiedzieli, że imię dziewczyny było kwintesencją nieodpowiedzialności jej rodziców, którzy w gruncie rzeczy powinni mieć zakaz posiadania potomstwa.
  Skupiwszy się na swoim zadaniu, dopiero po chwili dotarło do niego, że Nayami najwyraźniej dopasowała wcześniej przytoczony przez niego opis do wyglądu swojego znajomego. Jekyll był pewny, że Marshall, oprócz swego imienia, zdradził mu też pseudonim, ale nie mógł sobie przypomnieć czy jego pełna wersja pasowała do zdrobnienia zastosowanego przez dziewczynę, więc zaledwie przytaknął krótkim jeżeli był zainteresowany przystąpieniem do gangu, to z pewnością on.
  Potem nastąpiło milczenie, aczkolwiek takowe nie trwało dłużej niż kilka minut.
  — Skończyłem — rzekł, uporawszy się z ostatnim poważnym rozcięciem na jej ciele, w którego włożył najmniej wysiłku. Odpowiednio zabezpieczył zszyte rany przed uszkodzeniami mechanicznym za pomocą opatrunków.  — Przez najbliższe dwa tygodnie oszczędzaj plecy. Pozwól im na regeneracje. Po upływie tego czasu zgłoś się do mnie. Sprawdzę czy szwy nadają się do usunięcia.
  Zalecenia lekarskie, a jakże! Mimo iż wiedział, że rzadko jakikolwiek Pies trafiający pod jego skrzydła się do nich ustosunkowywał, to i tak nie miał zamiaru z nich zrezygnować, przez wzgląd na reklamacje, które otrzymywał po kilku dniach od rozpoczęcia leczenia. Ileż to razy powstrzymywał się przed zatruciem niezadowolonych pacjentów? Przy tych rachunkach zapewne zabrakłoby mu palców u rąk. Choć wiedział, że Nayami była żywym srebrem, miał jednak cień nadziei, że nie puści mimo uszu jego ostrzeżenia, bo w innym wypadku przy kolejnym ich spotkaniu nie wykrzesze z siebie subtelności. I zrobi wszystko, by wyciągnęła lekcje ze swojego zaniedbania, a porządna dawka bólu stanowiła najlepszy środek odczulający na niesubordynacje takiego kalibru, o czym również miał sposobność przekonać się nie raz na przestrzeni lat swojej praktyki medycznej.
  — Co chciałaś mi pokazać? — zapytał podczas odkładania zakrwawionych przyrządów do metalowego pojemnika, czemu towarzyszył charakterystyczny brzdęk. Dzięki rękawiczkom, które założył przed udzieleniem jej pomocy, nie musiał już teraz konsultować się z wodą w celu umycia rąk. Mimo wszystko Nayami tchnęła w niego nutę zaciekawienia wcześniej wspomnianą zdobyczą, więc wbił oczekujące spojrzenie w jej plecy, gdyż nadal siedziała do niego tyłem. I po prostu czekał aż uraczy go swoim pierwszy zdobytym na własny rachunek łupem.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Insomnia on Czw Sty 10, 2019 1:41 am
 — Skończyłem.
 — Dzięki! — odpowiedziała, od razu rozpromieniając się w kolejnym szerokim uśmiechu. Przytaknęła nawet potulnie na lekarskie zalecenia, w głębi duszy rzeczywiście gotowa je wypełnić. Jak to wyjdzie w praktyce, cóż... różnie mogło być, ale intencje miała jak najlepsze! To nie była przecież jej wina, że czasami ktoś z młodszego segmentu psiej gromadki po prostu musiał rzucić jakimś głupawym wyzwaniem w stylu "kto wdrapie się najwyżej na drzewo", a potem... potem wiadomo, co się dzieje. Całe dzieciństwo Nayami upłynęło pod znakiem obdrapanych kolan, stłuczonych łokci i najmodniejszego wizerunku "więcej błota niż dziewczyny". A że brudne dziecko to szczęśliwe dziecko, najwcześniejsze lata swojego życia mogła wspominać naprawdę miło; obecne zresztą wcale nie odstawały od nich poziomem, przynajmniej w opinii Nayami, która z każdego dnia czerpała jak najwięcej radości.
 — Patrz i podziwiaj — zaanonsowała, zeskakując raźno z taboretu i okrążając kanapę. Delikatnym skinieniem głowy zasugerowała, by Bernardyn uczynił to samo, tak by oboje mogli podziwiać ten sam widok: ułożone na poduszce pstrokate jajo. Ledwie jednak wzrok Leather padł na wyjątkowe znalezisko, w jednej chwili wyłapała nowy szczegół. Zmiana musiała zajść przed chwilą, bo w drodze do kryjówki obejrzała swój łup bardzo wnikliwie. Nie było mowy o przywidzeniu ani o pomyłce, należało więc uznać za fakt, że marne sekundy temu na skorupce pojawiło się spore pęknięcie. Cienkie i rozgałęzione niczym pajęczyna szczelinki zdobiły sam czubek jaja, a nim którekolwiek zdążyłoby skomentować to zjawisko, ciche stuknięcie ze środka zawtórowało pojawieniu się kolejnej rysy.
 — Czy ty widzisz to, co ja widzę? — O mało się nie zapowietrzyła przy tym pytaniu, dopadając kanapy i przyklękając na podłodze tuż przy samym centrum zdarzeń. Z pełnym zaangażowaniem śledziła przebieg sytuacji, nie pokusiwszy się nawet o mruganie, tak bardzo nie chciała sobie pozwolić na przegapienie choćby najmniejszej zmiany. W końcu z jednym z kolejnych stuknięć w skorupce pojawiła się dziura; coś wyraźnie rozpychało ją od środka, a Nayami zadawała wystarczająco dużo pytań o porządek świata, by wiedzieć, czego jest w tej chwili świadkiem.
 — Oretyoretyoretyoretyoretyorety!
 Nawet okrzyki entuzjazmu ściszyła teraz do szeptu, jakby odruchowo bojąc się spłoszyć maleństwo. Gadzi osesek przecież dopiero, powiedzmy, się rodził, miał więc pełne prawo przerazić się pierwszym widokiem, jaki zaserwuje mu zewnętrzny świat. Zamiast wielkiej, smoczej mamy miał dwójkę człowiekopodobnych wymordowanych, zamiast słońca i chmur nad głową - uklepany w ziemi sufit. Zdecydowanie nie były to warunki naturalne dla młodych farosów, jednak ten konkretny nie mógł o tym wiedzieć. Przez głowę Nayami przebiegła wątpliwość, czy zabierając młode z gniazda nie uczyniła mu krzywdy, skoro bądź co bądź odbierała je rodzicom. Równie szybko jednak pojawiło się przekonanie, że sama doskonale poradzi sobie z zastąpieniem dorosłego gada i wyhoduje maleńką bestię na swojego towarzysza. Miała w tym przecież już całkiem niezłą wprawę.
 — No chodź, maleńki, chodź. Koniec kiszenia się w jaju — mruknęła śpiewnie, przybliżając się już o ostatnich kilka milimetrów. Pierwsze łupiny skorupy opadły na kanapę, ukazując pierwsze fragmenty pokrytego łuskami ciała.


Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Jekyll on Czw Sty 10, 2019 2:53 pm
Ujrzawszy pstrokate jajo, nie spodziewał się, że latorośl Lechera zaprezentuje mu taki pokaz. Nie doceniał jej, lecz nie przyznał tego na głos. Zamiast tego, z jego ust padło pytanie, na które chciał poznać odpowiedź w pierwszej kolejności, otóż nie mieściło mi się w głowie, że dziewczyna była zdolna wykraść niewyklute młode z gniazda.
   — Jak weszłaś w jego posiadania?
  Zrobił kilka kroków w przód, obserwując pęknięcia powstałe na powierzchni skorupy, których z sekundy na sekundę przybywało coraz więcej. Najwidoczniej znajdująca się w nim forma życia miała dość ciasnego, owalnego pojemnika i robiła wszystko, aby się z niego wydostać. Nie znał się na desperackiej faunie, więc nie miał bladego pojęcia, czym było wykluwające się na ich oczach stworzenie; jego przepuszczenia pozostały w sferze domysłów. Był jednak pewny, że na barkach Kundeli spocznie spora odpowiedzialności. I przekona się na własnej skórze, co to znaczy otoczyć kogoś niemal rodzicielską troską.
  — Spisałaś się na medal — rzucił w ramach odpowiedzi na jej pytanie. Co prawda Nayami nie zaraziła go swoją sięgającą zenitu ekscytacją, ale mimo to na jego obliczu pojawił się znaczący uśmiech. Od śmierci matki nie widział ją w takim wręcz euforycznym nastroju.
  Hades, poruszony głośnym zachowaniem dziewczyny, poruszył się niespokojnie. Jego paciorkowate ślepia spoczęły najpierw na niej, a potem, dojrzawszy źródło zamieszania, dźwignął swoje cielsko i z kołyszącym się na boki ogonem znalazł się w jego centrum. Oparłszy przednie łapy o obicie fotela, pociągnął kilkukrotnie nosem w celu obwąchania młodego życia. Dłoń Jekylla mimowolnie spoczęła na psim łbie. Zanurzył palce w jego szorstkiej sierści. Nie wiedząc, co tli się w jego głowie, wolał mieć ścierściucha pod ręką.
  Po tym, jak znajdująca się w środku jaja nowa forma życia, w końcu wyjrzała na zewnątrzy świat, ukazującym im jaszczurzy fragment łusek, lekarz nie miał żadnych wątpliwości z jakimi gatunkiem mają do czynienia, gdyż ponad rok temu na własnej skórze przekonał się o ostrożności zębów dorosłego przedstawiciela tej rasy. Nie musieli czekać długo, aż odpadną kolejne łupiny; wydarzyło się to kilka chwil później. Z piskliwym skrzekiem zwierzę zademonstrowało im swój wyposażony w małe kolce ogon. Pstrokatego jaja ubywało w coraz szybszym tempie. Wszystko wskazywało na to, że na okres kilku kolejnych miesięcy Nayami będzie miała ręce pełne roboty.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Insomnia on Czw Sty 10, 2019 7:11 pm
 — Gwizdnęłam prosto z gniazda — odpowiedziała, nie kryjąc dumy ze swojego dokonania. Znaczy, gdyby wejść w szczegóły, nie był to wcale taki spektakularny wyczyn. Jeden z dorosłych farosów był martwy, drugi dość ciężko ranny i tak naprawdę największe zagrożenie stanowił myśliwy. Nayami miała zaś na tyle zdolności, by poradzić sobie z jednym upartym facetem, choć namęczyła się przy tym niemało. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie na wyłaniającego się spod skorupki maleńkiego smoka, by ukrócić wszelkie narzekania na temat wcześniejszych wysiłków.
 — Spisałaś się na medal.
 — Haaaaa, dzięki! — Nie oderwała nawet oczu od jaja, ale uśmiechnęła się tak przejmująco, jakby właśnie wręczono jej pokojową Nagrodę Nobla. I gdyby wiedziała, czym w ogóle jest to wyróżnienie, oczywiście. W świecie młodej wymordowanej nie istniały takie pojęcia jak ordery i stypendia, ale słowo pochwały z ust dorosłego miało mniej-więcej taką samą wagę. Dla dziecka, które przez większość czasu słyszało głównie zakazy i strofowanie, szczery, pozytywny komentarz był na wagę złota.
 Wreszcie mała gadzina wychynęła spod skorupki, najpierw ukazując pokryty łuskami łepek, a potem rozbijając resztki swojego dawnego schronienia wydostało się na wolność. Z gardła Nayami uciekł niezidentyfikowany dźwięk na granicy skrzeku i pisku, mający być wyrazem najwyższego zachwytu nad postacią nowo narodzonego farosa. Do tej pory bezwiednie wstrzymywała oddech, tak skupiona na obserwacji, że pewnie nawet wybuch bomby atomowej nie byłby w stanie jej przerwać.
 — Patrz, jaki śliczny — pisnęła półszeptem, ledwie opanowując kotłujący się w duszy entuzjazm. Ostrożnie wyciągnęła dłoń ku maleństwu, pozwalając by gadzina mogła zacząć się już z nią powoli oswajać. Odebrała młode jego rodzicom, stąd bez wahania zdecydowała się przejść rolę matki w tej relacji i dopilnować, by jej nowy koleżka wyrósł na porządną bestię. Faros też chyba nie miał żadnych złych zamiarów, bo ze stoickim spokojem obadał podsuniętą mu rękę, bez lęku trącając pyszczkiem palce dziewczyny.
 Najwyraźniej została zaakceptowana jako smocza mama.


Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Jekyll on Czw Sty 10, 2019 10:19 pm
Bernardyn łudził się, że Kundelka miała więcej oleju w głowie niżeli jej rodzice razem wzięci, ale ku swojemu rozczarowaniu przeliczył się. Westchnął ciężko, aczkolwiek na razie powstrzymał się przed odegraniem roli złego wujka.
  Miał mętlik w głowie. Z jednej strony naprawdę nie chciał studzić jej zapału, gdyż była to jedyna z nielicznych uciech, które wywołały na jej twarzy uśmiech po utracie matki. Z drugiej zaś czuł się w obowiązku, by zwrócić jej uwagę na lekkomyślne zachowanie w obliczu zagrożenia, mając świadomość, że nikt inny tego nie uczyni.
  W tracie rozstrzygania tego dylematu, śledził narodziny nowego życia, a gdy tylko zmutowany jaszczur ukazał im się w całej swojej okazałości, wcześniejsze wątpliwości wyparowały. Ich miejsce zastąpiła pewność, że mają do czynienia z farosem.
  Przed zabraniem głosu, wpatrywał się w poczynania Nayami. W zasadzie, przez wzgląd na to, że gad dopiero co się wykluł, jej szanse na oswojenie go sięgały niemal stu procent, o ile poświęci mu dużo uwagi i zapanuje nad jego agresywnym instynktem.  
  — Posłuchaj. Naprawdę uważam, że twój czyn jest godny pochwały, ale jako osoba, która towarzyszyła ci na każdym etapie dorastania, nie mogę przejść obojętnie obok twojego lekkomyślnego zachowania. Gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że życie ci niemiłe. Wiesz, co mogłoby się wydarzyć, gdyby w gnieździe zastał cię dorosły osobnik tego gatunku? — Nie zaszczycił ją chociażby pojedynczym spojrzeniem. Przynajmniej na razie utkwił je w gadzie i zaczerpnął do ust gwałtownie powietrza, bo w trakcie tego monologu poczuł, że brakuje mu tchu. Z reguły nie był aż tak wylewny. — Spotkanie z nimi to nie przelewki. Patrz. — Podwinął prawy rękaw swojej bluzy. Mimo iż niemal całą powierzchnie ręki pokrywał tatuaż, to jeden fragment malowidła był uszkodzony na rzecz szpetnego ubytku. Co prawda niewielkiego, ale akurat jeszcze wtedy miewał sporo szczęścia w kontakcie z nieobliczalnymi cudami natury. — Radzę ci zaniechać dalszych tego typu prób i dotyczy to wszelkich stworzeń zamieszkujący Desperacje.
Bo – jak mniemam – nie chcesz podzielić losu swojej matki – w ostatniej chwili powstrzymał się przed przekształceniu tej myśli w słowa. Spiorunował ją surowym spojrzeniem, które nie miało nic wspólnego z dumą, aczkolwiek takowa też go rozpierała, niemniej w zielonych oczach pojawiły się nikłe iskierki złości. Mało kto wykrzesałby z siebie tyle odwagi, by zakraść się do gniazda farosa. Miał tego świadomość. Sam jej nie posiadał. Wyrzekał się jak ognia ekstremalnych sytuacji, mimo iż miał tendencje do nadstawienia karku, aczkolwiek ta przypadłość pojawiła się za sprawą pecha. I choć wiedział, że ten nie miał nic wspólnego z chorobami zakaźnymi, podskórnie czuł, że to sprawka Chrisa, który uchodził za najbardziej niefartownego osobnika w całej psiarni.
  — Skoro najtrudniejszą część rozmowy mamy za sobą, to zadam najbardziej nurtujące mnie pytanie - jak zamierzasz się nim zająć? Farosy są z natury drapieżnikami, więc nie zadowolisz jego podniebienia byle czym.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Insomnia on Pią Sty 11, 2019 10:26 pm
 Była przygotowana na to, że w pewnym momencie będzie zmuszona wysłuchać kazania na temat swojej lekkomyślności, ryzyka związanego z samowolnym opuszczeniem kryjówki i tak dalej, i tak dalej. Nie przypuszczała jednak, że Kyllie postanowi wybrać na swój wywód akurat tę chwilę, kiedy euforia młodej sięgała zenitu. Zamiast w zachwycie obserwować piękno narodzin i kontynuować zapoznawanie się z maleńkim gadziątkiem, zmuszona była oderwać oczy od nowego pupila. W Bernardyna wbiła zaś wzrok tak nieodgadniony, jak to tylko ona sama potrafiła. Wysłuchała całej wypowiedzi bez najmniejszego drgnięcia, dopiero pod sam koniec ledwie dostrzegalnie zaciskając szczęki. Nietrudno było odgadnąć, że właśnie powstrzymała się od zjadliwego komentarza. W odróżnieniu od niektórych osób, akurat medyka szanowała na tyle, by dwa razy przemyśleć co chce do niego powiedzieć. Przemieliła nieznacznie wargami, szykując się do zabrania głosu, po czym wypuściła gwałtownie powietrze i wzięła głęboki wdech.
 — Zastałam w gnieździe dorosłego osobnika i poczekałam, aż się oddali. Byłam ostrożna — odpowiedziała w końcu ze stoickim spokojem. W jej głosie nie było żadnego śladu złości czy żalu, może co najwyżej lekki wyrzut pod tytułem "czemu tak we mnie nie wierzysz?" — Musiałam tylko zlikwidować myśliwego, który zranił matkę tego maluszka. — Wraz z ostatnim wyjaśnieniem zwróciła znów uwagę na wspomnianą bestyjkę, która teraz z czułością ocierała się łepkiem o dłoń wymordowanej. Bardzo radował ja widok tak ciepłego przyjęcia przez młodego smoka, bo to tego w pierwszej kolejności się obawiała. Słyszała jednak historie o oswojonych farosach, które hodowano właśnie od małego, przywiązując je do siebie i pozwalając im traktować swój dom jako bezpieczne gniazdo. Tak przystosowany gad stawał się wyjątkowym towarzyszem i obrońcą, a mało kto mógł się poszczycić taką kombinacją szczęścia i cierpliwości, by móc się pochwalić sukcesem. Nayami zaś była zdeterminowana, by mimo pewnych oczywistych przeciwności, uczynić z ukradzionego malca swojego przyjaciela i obrońcę.
 — Poza tym, wiesz... poradziłam sobie z Salomonem — Jej pasiasty kompan też przecież pojawił się u boku dziewczyny trochę przez przypadek, gdy podczas innej samotnej wyprawy została najpierw niespodziewanie uprowadzona, a potem wraz z inną niewiastą wspólnie uciekły z podziemnego lochu. Maleńki tygrys ognisty też wymagał od Leather mnóstwo troski i uwagi, jednak jej wrodzony talent do zjednywania sobie zwierząt i nadzwyczajna jak na nią cierpliwość zdziałały cuda. I teraz stary, dobry Salomon niemalże zastępował jej matkę, mądrząc się i wtrącając swoje komentarze w myśli dziewczyny kiedy miał na to ochotę. A przecież był jeszcze taki młody!
 — Słyszałam trochę o ludziach, którym udało się oswoić farosa. Na początku pewnie wystarczy karmić go owadami i małymi zwierzątkami, potem pewnie będzie trzeba zwiększyć skalę, jak urośnie... Na razie dam sobie radę sama, ale jeśli uda mi się go nauczyć, by pilnował wejścia do kryjówki... wtedy będzie właściwie dobrem wspólnym! — zauważyła. A wtedy, dodała już w myślach, jego wykarmienie też będzie wspólnym interesem. Albo też jako dorosły osobnik nauczy się polować sam, bo i to brzmiało jak dobre rozwiązanie. Z najwyższą czułością połaskotała gadzinę po brzuchu, myśląc sobie własnie w tym momencie, że będzie z niego wspaniały smoczy przyjaciel. I już!


Insomnia





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Jekyll on Nie Sty 13, 2019 12:36 am
Byłam ostrożna.
  To jedno zdanie zaważyło nad całością jej wypowiedzi. Miał rzut na jej obrażenia, więc wiedział, że mówi prawdę. Ktoś, kto nie działałby zapobiegawczo podczas przeprowadzenia takiej akcji, skończyłby w podobnym stanie, co zaledwie dzień wcześniej herszt. Albo jeszcze gorszym.
  — Powiedzmy, że taka odpowiedź mnie zadowala — odrzekł w końcu, aczkolwiek zadbał o to, by ton głosu nie był podszyty żadną kotłującą się w nim emocją. Ukazanie jakikolwiek z nich byłoby czymś na wzór dobrowolnego nadstawienia policzka na cios.  Odwrócił się w rzekomym celu skompletowania swoich narzędzi, choć po prawdzie wziął głęboki wdech, a potem wydech. Dołożył wszelki starań, by takowy był niemal bezszelestny. Najwyraźniej Hades przejawiał więcej empatii i wyczuł nastrój mężczyzny, gdyż jego zainteresowanie gadem opadło. Znalazł się tuż przy nodze swojego właściciela. — Nigdy nie trać głowy, Nayami, bo...jesteś jedyną osobą, której mogę zaufać ...DOGS ma wielu wrogów. Wiesz, jak skończył Gavran, albo co spotkało tego karłowatego rudzielca, prawda? Mniej oczy szeroko otwarte.
  Wziął w dłoń igłę i przyjrzał się jej zakrwawionemu ostrzu. Na ustach ukazał się grymas imitujący uśmiech, choć bliżej było mu do parodii tej ekspresji. Nie wypowiedział tych słów w dobrej wierze. Był tego w pełni świadom. Przemawiał przez niego egoizm, namiastka strachu rosnącego w jego piersi za każdym oddechem... Bał się o życie dziewczyny? Być może. Przede wszystkim nie wyobrażał sobie jej konającej, całej we krwi, ledwo łapiącej oddech. Myśl ta sprawiła, że poczuł zimny dreszcz przebiegający po plecach. Ponadto nie potrafiłby wówczas utrzymać w palcach skalpela, ba, w takim stanie jego szare komórki z pewnością nie działby tak samo sprawniej jak zwykle. Ale tego, czego najbardziej się obawiał, to rozciągająca się nad jego głową niczym deszczowe chmury perspektywa samotności, bo w gruncie rzeczy Nayami była jedyną osobą w Psiarni, której nie potrafiłby wbić noża w plecy kosztem ratowania własnego życia. By to uczynić, musiałaby uprzednio sama go zdradzić.
  Wyczyścił pobieżnie zakrwawione przyrządy, po czym, owijając je w kawałek bandaża, zamknął zeń na powrót w apteczce. Skoncentrował się na tej czynności tak bardzo, że zanim pojął kim jest Salomon, utrawało przynajmniej kilka minut. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że latorośl Lechera miała o wiele większej doświadczenie w kwestii wychowania dzikich zwierząt niż on sam. On wolał je kroić, by przekonać się, co skrywa się pod zwałami skóry i tkanek, a ona chciała je zrozumieć. Dwa sprzeczne podejścia.
  Zwrócił twarz w jej kierunku, kiedy wyjawiła mu co planuje zrobić z gadem.
  — Muszę przyznać, że nieźle sobie to obmyślałaś, ale twój spryt nieco cię zwiódł. Jeśli postawimy przed kryjówkę tego maluszka, strzelimy sobie w kolano. Na takim pustkowiu będzie rzucał się w oczy, nie uważasz?
   Nie  wiedział, jak skomentować czułości, które Nayami okazywała farosowi, więc dyplomatycznie darował sobie wszelki przejawy pobłażliwości. Pozwolił, aby mięśnie twarzy zastygły w bezruchu.

|| Kajam się za jakość.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
Jekyll





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 20 z 21 Previous  1 ... 11 ... 19, 20, 21  Next

Powrót do góry