Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 20/02. Odbyło się kolejne losowanie chorób. Sprawdź czy twoja postać wciąż jest zdorwa!
  • 20/02. Zapoluj na niedźwiedzia babilonskiego.
  • 13/02. Kto sieje mak, ten zbiera wiernych. Wypowiedz się na temat KNW!
  • 11/02. W profilu, w zakładce Contact, pojawiło się nowe pole dla chętnych: discord.
  • 05/02. Co z organizacją Drug-on? Zaproponuj.

Strona 8 z 14 Previous  1 ... 5 ... 7, 8, 9 ... 14  Next

Go down

Pisanie on Pią Kwi 07, 2017 2:40 am  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Roma spodziewał się takiego obrotu sprawy z Asterionem — Fafnir bowiem nigdy nie zamierzał podporządkowywać sobie tego Wymorodwanego, uznając to nie tylko za męczące, ale i zbyteczne, co więc licznie nie ingerował w zamieszanie. Niewątpliwie jego dobry humor mogło zmącić równie niepotrzebne obijanie mord, które Roma wyceniłby w granicach zmarnowanej energii i pewnie konieczności wymieszania tym półgłówkom we wspomnieniach, czego sam wolał raczej uniknąć, dlatego też zerknął kątem oka na Shane’a, który udawał, że Tyrellem zainteresowany nie jest, a przecież było inaczej. Nie pojawił się tutaj bowiem w celach robienia za czyjąkolwiek niańkę, więc poważnieć nie zamierzał, w końcu nie bez kozery omijał błaznował ile wlezie. Taki miał styl bycia — powaga nie pasowała do jego szerokiego, wesołkowatego uśmieszku.
Niedługo potem jego spojrzenie spotkało się ze Smolistą, która jak zawsze zaliczyła efektowny wyjazd na imprezę, ale zaaferowani pierwszego typu styczności niejakiego Żura z irlandzkim krasnalem Shane’a nie skupili na tym dostatecznej części swojej uwagi, a jak się później okazało — Cedna nie była jedyną kobietą na tej rozkręcającej się powoli imprezie. Ciekawe. Przebiegł wzrokiem po kilku nieznanych sobie twarzach, poznanie ich zostawiając sobie na dalszą perspektywę, kiedy się dopiero rozluźnią pod wpływem alkoholu. Fafnir utkwił swoje pełne zainteresowania spojrzenie w nadciagającej w jego stronę wspólniczki, a z każdym jej krokiem jego uśmiech zdawał się poszerzać, jakby w oczekiwaniu na specjalne i jakże wyszukane powitanie, którego żaden inny Smok nie był godzien. Ta banda moczymord mogła jedynie przyglądać się temu z boku, ale nie istniała realna szansa na to, że potrafiliby to powtórzyć z jakąkolwiek gracją, gdyż wyczucie większości najemników sprowadzało się do delikatności walca drogowego czy chociażby wyczucia rytmu słonia. Skupił teraz całą swoją uwagę na ciemnowłosej, a on słysząc jej kolejne słowa roześmiał się wesoło, jak zawsze kiedy w grę wchodził porządny zarobek.
Świetnie się składa, bo nasz interes kwitnie — odpowiedział ciszej, siląc się na konspiracyjny szept, pochyliwszy się uprzednio trochę bardziej w stronę pani inżynier. Wujaszek Fafnir i ciocia Cedna wiedzieli jak stworzyć interes życia wsparty na silnym filarze cednowego bimbru, który uderzał do głowy mieszkańcom M-3 do tego stopnia, że jego popularność stale rosła, a to z kolei wymagało dostarczania większej ilości towaru. — Zachowaj ten przepis na później, nie chciałbym, aby ktoś nam go podjebał — dodał jeszcze, teatralnie zakrywając jedną stronę twarzy, jakby w udawanej obawie, że Smoki tylko czekają na moment, aby dostać się do świętego przepisu i go zajumać.
Jednakże jego arcyważną rozmowę opiewającą o najwyższy z możliwych profesjonalizm przerwało rzucone w powietrze fałszywe imię Fafnira, którym po dwustu latach egzystencji jako Wymordowanego zdecydował się wymazać z pamięci kogoś takiego jak Adrien Alan Sartre. Cóż, miał już możliwość przekonać się, że na tym krańcu świata istnieje przynajmniej jedna osoba, która z uporem maniaka odnajdzie prawdę, ale Roma nie wyglądał na kogoś kto, by się tym zbytnio przejmował. Był na tyle niepoważny, by bagatelizować takie sprawy i się z nich otwarcie śmiać, na litość znanego niegdyś potwora spaghetti — jak niby ktoś odowdniłby mu, że jest byłym francuskim fizykiem nuklearnym, przecież okazywało się to nierealne, dodatkowo pozbawiony kija w tyłku, najzwyczajniej w świecie mógł pozwolić sobie na przywilej totalnego wyluzowania. Wracając jednak do obecnych wydarzeń — spojrzenie Romy spoczęło na znanej mu żurowej mordzie, dla którego to w Trójce zbierał informacje o S.SPEC i doglądał pewnych spraw, ale owszem — plecak Francuza skrywał wiele tajemnic. Dla jasności — Roma nadal nie miał zielonego pojęcia, że Żur ze smoczego zera awansował na szczyt hierarchii, zostając Wiecznym, a ten Rudy pijak sterczący przy barze, co raczył bezczelnie zacząć chlać bez niego na Pradawnego. Nic więc dziwnego, że w pierwszym odruchu Roman parsknąłby prześmiewczym wręcz śmiechem, bo on przecież na żadnego nie głosował.
Też mi pytanie! A czy na Desperacji nadal świeci to kurewskie słońce, Yury? — zarzucił pytaniem retorycznym w odpowiedzi, przekrzywiając głowę nieco w bok. Oczywiście, że miał rosyjską wódkę wprost z ostatniego transportu z M-6, gdzie tamtejsza Rosyjska Dzielnica jako jedyna miała prawa do rodzimej receptury. Wcześniej miał już jedną przygotowaną, ale zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach… Roma podejrzewał, że ten cholerny chomik, towarzysz jego niedoli, co parę razy niemalże utopił się w szklance whisky, maczał w tym swoje małe łapki. Nie, żeby to Fafnir opróżnił zawartość, ale nieprzygotowany na takie ostre jebnięcie odpierdalał dziwne wiksy, nie skądże… A gdzie tam! — Nie ukrywam zdobycie rosyjskiego trunku nie należało do najłatwiejszych, ale jak się domyślasz, udało mi się to. — oświadczył dumnie ze swojego osiągnięcia takim tonem, jakby wygrał ostatnie ciastko świata podczas bitwy na śmierć i życie.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on Pią Kwi 07, 2017 1:39 pm  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Szczerze mówiąc nie miało go tu być. Jego zniknięcie miało trwać dużo dłużej, gdyby nie fakt, że przypomniał sobie o jeszcze jednej rzeczy, którą musiał niezwłocznie zrobić. I dopiero wtedy mógł sobie pozwolić na tymczasowy urlop. Nie było go już dobry tydzień czasu, jak nie więcej. Zapewne wróciłby dużo później, gdyby nie jego amnezja do rzeczy ważnych i ważniejszych. Musiał więc wrócić do kryjówki, załatwić to i ówdzie i na nowo czmychnąć, kiedy smoki będą zaoferowane czymś, gdzie nawet nie zauważą zniknięcia anioła.
Po załatwieniu tego co chciał załatwić, właśnie zamierzał drugi raz opuścić kryjówkę na czas nieokreślony. Brak żywej duszy w siedzibie świadczył, że każdy smok był czymś zajęty. Może znowu udali się na jakąś samobójczą misję? Wcale by się nie dziwił. Jednak pewne krzyki, odgłosy i dźwięk nie za głośnej muzyki przekonał go do tego, że tym razem bardzo się mylił. Im bardziej zbliżał się do wyjścia, tym bliżej był owego hałasu, która tworzyła cała ferajna. W końcu, całkiem niechcący, trafił na drzwi, na które trafić nie chciał. W pierwszej chwili szybko je minął, nie mając najmniejszego zamiaru wchodzić do środka, choć z drugiej strony nie wierzył w to, że ktokolwiek inny go nie zauważył. Stanął w miejscu, będąc zza otwartymi drzwiami, analizując wszelakie za i przeciw. Dopiero po dłuższych rozmyśleniach, Evan cofnął się, wchodząc do jakże głośnej gromadki. Owe imprezy nie były w jego stylu, ale nawet i jemu czasami przyda się odrobinę inności. Poza tym, dobrze będzie zobaczyć ich mordy zanim ponownie zniknie. Shane ostatnio mógł zauważyć, że miał ku temu coraz większe tendencje. W końcu wszystko się zmieniało.
Nie zwracając większej uwagi na otoczenie - to na Romę, który właśnie częstował Yury'ego alkoholem, to na Tyrella, który z dziwnych powodów nosił kurtkę Wiecznego, ani na Cednę, która z wielkim entuzjazmem wjechała z żarciem, zaraz witając Romę, który to najprawdopodobniej niedawno tutaj się pojawił - przysiadł przy barze, biorąc najlepszą szkocką jaka tutaj była. Nie tylko Shane lubował się w podobnych trunkach. Evan również był ich miłośnikiem, a skoro miał okazję naprawdę rzadko je pić, ciężko było odmówić tej chwili przyjemności.

Rozwój choroby: 2/4
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on Pią Kwi 07, 2017 4:49 pm  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Szybko się przeliczył. Nie spodziewał się, że zostanie aż tak bardzo olany. Szybko mlasnął w niesmaku, słysząc komentarze Yury'ego. Nawet nieszczególnie chciało mu się na nie odpowiadać. Mruknął coś do siebie niezrozumiałego pod nosem, zdejmując z niego swoje ramię, jak i również odsunął się od niego na bezpieczną odległość.
Doprawdy, zero zabawy z nimi.
- Nudny jesteś - skomentował krótko, szybko szukając sobie innego zajęcia. Niebawem i tak przyszedł Shane, który zaczął ogarnąć Tyrell'a. W sumie dobrze. W głównej mierze oto chodziło, aby Wieczny stracił zainteresowanie tym dzieciakiem, więc przynajmniej w połowie misja została zakończona. Słysząc słowa Rudego jedynie prychnął, pozwalając Yury'emu siebie minąć i pójść do Romy, który miał dla niego coś, z czego z pewnością będzie zadowolony.
Zrobił niezadowolony wyraz twarzy, nasuwając na siebie kaptur. Momentalnie stracił chęć=ci na cokolwiek. Nie lubił się uganiać za gburami. Odnośnie gburów. Kątem oka zauważył jak Evan mija pomieszczenie, w którym się znajdowali.
- Ej, Shane - powiedział nieco głośniej, podbiegając do niego jak pies do pana. Pociągnął go lekko za kosmyk włosów, po czym kiwnął głową w stronę drzwi, gdzie wchodził nikt inny jak Raven. Niespecjalnie zainteresowany całą resztą - Znalazła się zguba - odparł krótko, lekko uśmiechając się do anioła stróża, po czym odsunął się od nich, nie chcąc im za specjalnie przeszkadzać. Zerknął raz jeszcze na Romę, który właśnie witał się z Cedną. Złapał w dłonie wynalazku Smolistej, po czym udał się do nich, nic nie robią sobie z tego, że Wieczny również tam był. On zrobił już swoje.
- Ej, nie mów mi, że te ciastka to wszystko, co dla mnie masz - rzucił, w tym samym czasie przeszkadzając jakże ciekawą dyskusję między ciocią, a wujkiem. Napił się z butelki, niecierpliwie wyczekując jego odpowiedzi.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on Pią Kwi 07, 2017 8:46 pm  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Gwałtownie obrócił głowę i jego wzrok na krótką chwilę skrzyżował się ze spojrzeniem Wiecznego. Może gdyby nie wirujące dookoła światła i niespodziewany chłód wstępujący na jego ramiona w postaci gęsiej skórki, zdołałby wydedukować coś więcej z jego jasnych, błyskających w półmroku tęczówek. Potem wzrok anioła skupił się na Gepardzie, który znalazł się nie wiadomo kiedy przy ich dwójce, i który postanowił tego dnia odstrzelić się jak stróż na Boże Ciało.
  Narrator już dawno przestał brać pod uwagę procent alkoholu we krwi tego dzieciaka. Tu już chodziło o znaczące mililitry krwi w alkoholu.
  A potem poczuł ten ruch. Pojawił się niespodziewanie — dokładnie wtedy kiedy chłopak przymknął oczy, czując jak kurtka niedoszłego trenera Hula osłania go ze wszystkich stron. Chciał zareagować, ale znów wpadł w krótki letarg, szczerząc się w zapijaczonym uśmiechu. „Bałwan właśnie nas zaczepił”, na te słowa udało mu się przywołać w zaduszonym umyśle białego potwora. Perez chwilę zastanawiał się czy nie zapomniał swoich czarnych guziczków i marchewkowego nosa... Otworzył oczy dopiero po chwili, aby przyjrzeć się spokojnej, twardej twarzy Shane'a; na policzkach wciąż miał widoczny rumień.
  — Shane... — wybełkotał Tyrell, chichocząc i słaniając się na nogach. Złapał Wilka z przodu za koszulkę i wpatrywał się w niego nieprzytomnym wzrokiem. — Tu jesteś, haha. Śmiesznie wyglądasz, czemu nie założyłeś czapki?
  Tyrell wciąż był blady, a źrenice wydawały się być jeszcze wyraźniejsze. Po chwili kolana się pod nim ugięły i nie wiedząc kiedy jego bose stopy przestały dotykać podłoża, a nos znalazł się bliżej dobrze znanego mu zapachu, którym od razu się zaciągnął. Rozluźnił się, zaśmiał krótko i cicho. Ciepły dotyk, twardych palców odczuł na swoich udach, kiedy Shane przytrzymywał go przy sobie, aby przenieść dalej. Kurtka podwinęła mu się odrobinę, ale nadal osłaniał go biały ręcznik, który podczas ciężkich kroków poruszał się niespokojnie.
  Cały ten krótki metr trzymał nos przy szyi Rudzielca, muskając jego obojczyk rozgrzanymi wargami; jakby chciał coś mówić. Nawet nie wiedział kiedy odchylił łeb odrobinę wyżej i dmuchnął mu gorącym powietrzem w płatek odsłoniętego ucha.
  — Jak podoba ci się moja kreacja?
  Miał zamknięte oczy. Palce zaciskał na ubraniu podopiecznego, próbując uspokoić to wzburzone, szalejące morze w swojej głowie. Czuł jakby kręcił się w kółko. Nie musiał otwierać oczu, aby być tego świadom.
  A potem palce Shane'a przesunęły się po jego ciele zahaczając paznokciami o skórę i sadzając go na czymś twardym. Chłopak instynktownie oparł dłonie o blacie — kiedy już otworzył oczy i uzmysłowił sobie, gdzie znajduje się ów przystanek. Jego mętny, nieprzytomny wzrok wbił się w Hashima, który zaczął krzątać się za barem. Tyrell nie do końca zrozumiał słowa wymordowanego. Tak jakby jego chropowaty głos pojawiły się znikąd, jak z tunelu, który był oddalony kilka kilometrów od nich.
  Opadł twarzą na blat i przeczesał opuszkami nieposłuszne kosmyki w okolicy karku, które wypełzły mu spod uczesania. Obrócił leniwie głowę w stronę mężczyzny. Uśmiechnął się do niego beztrosko, może nawet zbyt śmiało.
  Hashim w tym momencie podał mu kubek z herbatą. Jakiś czas ssał bezmyślnie gorzki płyn prawie leżąc na barze, aż wreszcie uniósł wzrok znad naczynia i spojrzał na Shane'a z odrobinę żałosną miną.
  — Jak mnie znalazłeś? — wymruczał i na krótką chwilę zahaczył zębami o brzeg kubka. — Wszystko okej? Nikogo nie macałeś i nie dawałeś dwuznacznych propozycji? — wyrzęził wpatrując się w jego stalowe, bursztynowe oczy. Czuł się w obowiązku aby o wym wiedzieć. Był jego stróżem. Musiał mieć go na oku. Hah. Ta. Tym bardziej teraz. Tyrell na chwilę wydawał się spoważnieć, ale zmętniony alkoholem wzrok, nadal pozostawiał wiele do życzenia. Podniósł na chwilę głowę, przyglądając się zawieszonym u sufitu parasolom. Znów powróciło słońce. Wydawało mu się, że usłyszał jak ktoś wspomina, że Cedna przygotowuje właśnie dla wszystkich budyń z torebki, co trochę gryzło mu się z widokiem łosia, ale co tam. Podekscytował się.
  Wtedy też pojawił się znowu gadający Gepard, więc Tyrell po prostu zmrużył oczy, nie potrafiąc nadziwić się temu widokowi. Kiedy jednak mężczyzna na niego spojrzał, uśmiechał się głupkowato, machając do niego ręką. Odprowadził go wzorkiem, a kiedy już zatrzymał się przy Wujaszku Romanie, położył niespodziewanie  dłoń na udzie Pradawnego, wciąż leząc ciałem na blacie; druga ręka zwisała mu bezwładnie po drugiej stronie baru.
  — Zostań — wyszeptał, gdy jego oczy na chwilę znów się zamknęły. Najpewniej miał wrażenie, że Shane ruszy za Gepardem.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on Pią Kwi 07, 2017 9:35 pm  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Złapał za jeszcze jeden kawałek jedzenia, jednocześnie opróżniając swój kubek, po czym delikatnie się skrzywił. Gorycz paliła go w przełyk, ale nie mógł odmówić jej efektu rozgrzewającego, a w ostateczności – błogiego uczucia.  
- Nie wiem. Dali mi, to piję. – odparł z nieco rozbrajającą szczerość, dodatkowo podkreślając to drobnym wzruszeniem ramionami. Ponownie na krótki moment odwrócił głowę, by przesunąć spojrzeniem po Sali, a dokładniej ujmując po zebranych tutaj osobach.
- Tam. – wskazał brodą kierunek na drugim końcu pomieszczenia, pod ścianą w rogu. - Tam są butelki. – w jego jasnym spojrzeniu na krótką chwilę pojawił dziwny błysk sugerujący o szaleńczym pomyśle, jaki narodził się w jego głowie. Nim jednak zdołał podzielić się nim ze swoim towarzyszem rozmów, podszedł do nich rudowłosy Shane, na co Tsuki machinalnie zacisnął mocniej usta.
- Nie. – rzucił krótko, jednocześnie zapierając się zapałkowatymi nogami o ziemię, by utrudnić mu przyciągnięcie do siebie swojej osoby. Aczkolwiek o efekcie nie było co wspominać, bo biorąc pod uwagę ich gabaryty, to Shane mógł ruszać Tsukim jakby ten był stworzony z kupki siana albo piór. - Śmierdzisz. – dodał po chwili, a drobna zmarszczka pojawiła się pomiędzy jego brwiami.
Jak zawsze szczery aż do bólu, co?
Ostatecznie wymordowany zainteresował się innymi osobami, pozostawiając ich dwójkę w spokoju. Tsukishimaru odprowadził go niechętnie wzrokiem, na powrót zwracając się w stronę anioła.
- Ukradnijmy te butelki I wypijmy ich zawartość. – powiedział poważnie, choć początkowo taka propozycja mogła wydawać się co najmniej dziwaczna. Nim jednak anioł był w stanie cokolwiek powiedzieć, Tsuki zeskoczył już na podłogę i złapał go za nadgarstek, ciągnąc za sobą. W połowie drogi jednak zatrzymał się, odwrócił na pięcie i szybko powrócił do stołu, zgarniając kawałek sera, który zapakował sobie do ust. Następnie szarpnął Dudka i pociągnął go za sobą, przemykając obok ludzi jak cień, w duchu powtarzając sobie, że nikt go nie widzi.
Gdy znaleźli się u celu przy zapasie ambrozji bogów, chłopak złapał za cztery butelki, choć z boku musiało to dość komicznie wyglądać i wcisnął dwie Dudkowi.
- W razie co, to powiem, że to ty mnie do tego namówiłeś. – powiedział, po czym odkorkował jedną i upił z niej parę łyków. - Dobre. – mlasnął zadowolony, odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie. Ale nie zauważył Yurka.
W którego wpadł z impetem. Prawie się od niego odbijając. Niechcący wgniatając butelkę w jego najdelikatniejsze miejsce w ciele. Zadarł głowę wyżej, by spojrzeć na mężczyznę, a z jego drobnych ust wyrwało się krótkie „no i chuj”.
- Anioł mnie do tego namówił. – powiedział krótko, spojrzał na swoje butelki, a potem znów na Yurego. - Moje. Nie oddam. Umrzyj. – po czym wyminął go i podszedł do jednego ze stoliku, przywołując głową Dudka, by to niego podszedł.
- Żartowałem. Nie namówił. – zażartował tonem, jakby ogłaszał właśnie czyjś pogrzeb.
Ach ten Tsuki.
Taki żartowniś z niego.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on Pią Kwi 07, 2017 10:40 pm  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Jej krągła buzia została przyprawiona enigmatycznym uśmieszkiem kobiety biznesu, która jakby się spodziewała tych dobrych wiadomości rynkowych od swojego miastowego reprezentanta, przez co w efekcie przytknęła palec wskazujący do ust i przytaknęła z uznaniem wujaszkowi niezmiernie się ciesząc z dochodów jakie zradzała ta inwestycja. Przemknęła spojrzeniem po okolicznych smokach odnajdując się w sytuacji, co kto robił, ale dobrze usłyszała konspiracyjny szept Fafnira w jej uchu. Pokręciła głową rozbawiona. – Ależ partnerze, spokojnie! Póki co to pierwsza próba testowa. Mam zamiar ulepszyć przepis, ale zrobiłam sporą sumkę na ten wieczór, aby wypróbować na Smokach. – ochoczo położyła mu rękę na piersi z szerokim uśmiechem. – Musisz, po prostu musisz sam spróbować! – zaćwierkała podekscytowana i poklepała go po klacie przyjacielsko, w trakcie gdy do ekipy przybył Żur we własnej osobie, a zaraz za nim blondwłosy koleżka Pradawnego. Obdarowała przybyłych swoim firmowym uśmiechem, ale swój wzrok skupiła na Wiecznym wzdychając głęboko do jego mechanicznych części. Jej twarz momentalnie nabrała nieco zbolałego wyrazu, z delikatnym, smutnym uśmiechem. Pokręciła głową, kiedy Roma informował o swoim zwycięstwie i zaraz przytuliła się do stalowej protezy opierając policzek o ramię Yurego. – Ahhh, chociaż wiem, że wszystko na pewno dobrze się sprawuje, tak mam nadzieję, że szybko je znowu zepsujesz, Yury. – przejechała palcami wzdłuż jego ręki kończąc „macanko” na ramieniu, gdzie posłała mężczyźnie maślany uśmiech i nagle w Żurka wpadł niski Tsuki. Sama niezbyt zczaiła o co dokładnie mu chodzi, ale odkleiła się od ramienia i przeprosiła na moment mężczyzn przypominając sobie o czymś. – W razie czego będę przy barze!
Były ważniejsze rzeczy do zrobienia. Ktoś w końcu musiał pokroić pierwszy kawałek tego majestatycznego dzika! Niektóre Smoki już się zebrały wokół pachnącej nieziemsko dobrze padliny i ochoczo oblizywały usta chcąc zwyczajnie posiekać wieprza własnymi nożami. Cedna zatrzymała ich w mgnieniu oka oferując swoje niezawodne usługi i z werwą wbiła stal w bok zwierzyny uwalniając soczysty tłuszcz z nafaszerowanego pysznościami wnętrza. Kolejno odkrajane kawałki roznosiły tylko więcej zapachu smacznego mięsa, który doprowadzał sam zmysł węchu do palpitacji. – Chodźcie skurwysyny, bo jak wam się nie poda pod nos to wszystkim pogardzicie! Tails! Ty tam nie tak nie siedź sama jak jakiś stalker od siedmiu boleści tylko dawaj tutaj. Mięsa się nawżeraj, a nie winogronka podjada!
Wywalając dobre porcje mięcha i chleba na kilka talerzy, wykorzystała swoje zdolności manualne do uniesienia kilku porcji na raz i przeniesienia ich za blat baru prosto pod nosy siedzących przy nim Smoków. – Evka! – krzyknęła z radością widząc wielkoluda w tym tłocznym miejscu. – No proszę, proszę. Nie spodziewałam się tutaj ciebie, ale dobrze, że jesteś! Skuś się na mój bimber – wyszczerzyła do niego zęby podsuwając zamkniętą butelkę. W końcu miała okazję również obejrzeć sobie Stróża Pradawnego z bliska, ale dwójka wyglądała jakby miała „swój moment”, który Cedna oczywiście brutalnie przerwała. Z lekko matczynym współczuciem popatrzyła na Tyrolkę opierając się przed nim łokciami na blacie i przeczesując mu włosy jedną ręką. – Biedny Puchatek, czy już przyszła pora na narkotyczny zgon? – spytała po chwili delikatnie jak na nią podnosząc głowę anioła, aby przeegzaminować jego twarz. Podsunęła mu następnie pod nos talerz pełen mięsa i pieczywa. – Masz chłoptasiu. Lepiej jeść teraz, zanim z głodu wejdziesz w gastro. Przynajmniej ci się polepszy. – Poczochrała go po głowie i się wyprostowała patrząc z niekrytym rozbawieniem na Pradawnego. – Jesteś pewny, że to on jest twoim stróżem, a nie podopiecznym? Haha
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on Pią Kwi 07, 2017 11:18 pm  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Parsknął pod nosem z wyraźnym rozbawieniem na słowa smoczej parodii Świętego Mikołaja.
Zgadza się. Ruskie niezbyt dogadują się z handlarzami — przytaknął z pobrzmiewającym w głosie zrozumieniem. O tak. Z doświadczenia Kido Araty, Yury był boleśnie świadom, że nabycie rosyjskiej, nawet dla mieszkańca M-3, graniczyło z cudem. Trzeba było mieć dojścia i sieć rozwinięty kontaktów, zatem obycie Cygana w środowisku przemytników było w tej materii godne podziwu. Czapki z głów, w przypadku Yury’ego kaptury. W końcu ci skurwiele nie sprzedawali jej byle komu, zresztą całkiem słusznie. Ten pięćdziesięcioprocentowy trunek, dla zbyt łapczywych i niewtajemniczonych w jego działanie, dawał niezłego kopa i odbierał rozum. Picie go wymagało pewnych umiejętności, w innym wypadku urżnięcie się jak dzika świnia i wylądowanie w rynsztoku jak ostatnia moczymorda była zagwarantowana przez producenta – Mateczkę Rosję, dumę rosyjskiego nacjonalisty! A niewprawieni mogli liczyć na długotrwały pobyt w toalecie oraz/lub – w tym wypadku jedno nie wykluczało w żaden sposób drugiego, wszystko zależało jedynie od scenerii - gorący romans z własnymi treściami żołądkowymi. Heh. Do koloru do wyboru. Yury pod pewnym względem był w tej kwestii baaardzo doświadczony. — No, no, panie Romanie, tego można było się po panu spodziewać — parsknął z rozbawieniem. — A teraz dawaj pan ten nektar bogów, bo mi już zdążyło porządnie uschnąć w gardle!  — Wyciągnął w jego kierunku drżące od zniecierpliwienia łapsko, wyczekując aż wujaszek wyciągnie ten najcudowniejszy z możliwych alkoholi i zaprezentuje Wiecznemu Putinkę w całej swojej okazałości. Notabene mężczyzna usychał za nią z tęsknoty i po nocach mu się śniła. Z dedykacją dla Banana za jego nieprzyzwoite, niepotwierdzone i kłamliwie insynuacje. xD
Roman i Putinka zgarnęły całą uwagę Żura, potem pojawiła się Cedna w charakterze gwiazdy wieczoru i pośliniła się do protezy (wyszeptał jej do uszka coś na wzór „Nie mam motywacji. Za szybko ostatnio się ubrałaś. Zero rozrywki."), przez toteż użytkownik tej jakże szlachetnej ksywki z sprawą swojego pola widzenia ograniczonego do jednego oka i jaskry, nie zarejestrował w pełni moment, kiedy posłużył za poduszkę powietrzną krasnalowi. Krasnal, jak to krasnal – był mały, chudy i kościsty, zatem zapewne Wieczny przez resztę swojego życia byłby nieświadomy tego zajścia, gdyby nie pewien mankamencik, który pokrzyżował mu chwilowo plany pochwycenia wódeczki w swoje rączki…
Ku jego rozczarowaniu nabyty na przestrzeni minionych lat podwyższony próg bólu nie gwarantował odporności na niego w momencie, kiedy gwint butelki wbił mu się odczuwalnie w klejnoty rodowe w akompaniamencie syku i wianuszka przekleństw stłumionych przez – jak wieloletnia tradycja nakazywała – zaciskające się na filtrze zęby. W odruchu bezwarunkowym zgarbił się i  przyłożył dłoń do swojego krocza. Bolało jak skurwysyn. Paliło. Uch… Odetchnął ciężko, jakby właśnie wydawał z siebie ostatnie tchnienie, ale nie, nie miał zamiaru tu zamrzeć. Oj nie.
Kiedy ból zelżał, wyprostował się i rozejrzał, by namierzyć zamachowca.
Ty mały…! — wykrzyczał, wędrując spojrzeniem za niebieskowłosym Wiwernem, po czym wskazał go brzydko palcem. — Za karę pomasujesz obolałe miejsce! — wydał wyrok ostateczny, tylko dlaczego w tym momencie znów obnażył zęby w uśmiechu? Co ta Putinka robi z ludźmi…
                                         
Yury
Windykator     Opętany
Yury
Windykator     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Pisanie on Pią Kwi 07, 2017 11:35 pm  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Dudley podobnie co Tsukishimaru przełykał ostatnie kawałki wcześniej zgarniętego żarełka. Nie potrafił pić bez jedzenia — zawsze musiał mieć w zasięgu ręki coś, co mogło posłużyć jako zagryzka, bo bez zagryzki padał naprawdę szybko. Aż żal było patrzeć na jego zmagania z wódką czy innymi trunkami, kiedy w pobliżu nie było żadnego pożywienia. Nie chciał by film mu się urwał tak szybko.
„Dali mi, to piję.”
Szarowłosy uniósł delikatnie jedną z brwi, uważniej przyglądając się wymordowanemu. Spojrzał na swój kubek, unosząc go na wysokość swojej twarzy, by móc obwąchać jego zawartość. Smród taniego alkoholu uderzył w jego nozdrza z niewyobrażalną siłą, aż mu żołądek podskoczył do gardła. Niemalże natychmiastowo odstawił naczynie na bok, czując do alkoholu chwilowy wstręt.
To głupio robisz. Popatrz na Tyrella, on też wypił coś co mu dali. — wskazał palcem na czarnowłosego, a przynajmniej tak mu się wydawało, bo nawet nie raczył odwrócić głowy, by upewnić się, że medyk stoi w miejscu, które pokazywał palcem. — W sumie... — Jego głos przybrał nieco inny ton, w którym bez problemu można było dosłyszeć udawany strach. — Cholera, ja też piłem coś, co mi dali. Ale smakowało dobrze! — Nieprawdziwa trwoga przeobraziła się w szczere zakłopotanie i obawę o własne zdrowie. A co jeśli mu też coś dosypali i nagle zacznie skakać po stołach bez połowy odzienia? Bardzo nie chciał by ta wizja się spełniła, bo doskonale siebie znał i był niemalże pewny, że gdyby przyszło co do czego to nawet nie udałoby mu się wdrapać na jakikolwiek stół, bo spieprzyłby się przy pierwszej próbie. Ciałem też nie mógł się pochwalić, bo zwyczajnie nie było na co patrzeć. Także dzikie wariowanie po drewnianych blatach nie wchodziło w grę.
„Tam są butelki.”
Słowa niebieskowłosego wyrwały go z tych dziwnych przemyśleń, które zaprzątały mu głowę. Od razu zerknął w stronę, którą pokazywał wymordowany, dostrzegając butelki. Wytężył wzrok, jakby chciał określić czy są puste, czy też jednak coś w nich zostało. Dziwnie musiał wyglądać, gdy strzelał tak ślepiami, o chwilę je mrużąc i mrugając nimi tak energicznie, jakby jakieś ziarenko piasku się w nich zawieruszyło. Od razu przetarł zmęczone powieki dłonią, a nawet ziewnął przeciągle, zakrywając usta drugą ręką.
„Panowie, nie zamulajcie tutaj sami. Przy barze (...)”
Shane pojawił się tak nagle, znikąd. Dudley już przygotował w głowie wyczerpującą odpowiedź, którą miał poprzeć milionem bezsensownych argumentów, byleby tylko nie iść z Pradawnym. Jakoś nie czuł się zbyt dobrze pośród innych, zdecydowanie bardziej wolał trzymać się z boku, gdzie żadne podejrzane typy mu nie zagrażały.
Zdziwił się, gdy Tsuki tak nagle zabrał głos. Ten wiecznie milczący chłopak po małej ilości alkoholu potrafił zacząć gadać, naprawdę. Ciekawe zjawisko, bo Dudley od samego początku myślał, że nic nie zdoła przekonać wymordowanego do większej ilości słów. Ale nie, alkohol miał jakieś swoje magiczne właściwości.
Psst, ale Ty też śmierdzisz, Tsu — szepnął mu do ucha, specjalnie zakrywając z boku dłonią twarz, jakby nie chciał by ktokolwiek inny go usłyszał. Choć w tym gwarze nawet ktoś z niezwykle czułym słuchem nie byłby w stanie ich dosłyszeć. Było zdecydowanie za głośno.
„Ukradnijmy te butelki i wypijmy ich zawartość.”
Obdarzył niebieskowłosego podejrzliwym spojrzeniem.
Nie dowierzał, że z ust chłopaka mógł paść taki pomysł. Życie wciąż zadziwiało go na wiele sposobów, ale tym razem był zaskoczony bardziej niż zwykle. Bo tego to już totalnie się nie spodziewał. Bardziej prawdopodobne byłoby gdyby Tyrell zrzucił z siebie ręcznik, tak. Nawet nie zdążył odpowiednio zareagować na jego plan. Po prostu został gwałtownie złapany za rękę i pociągnięty — co swoją drogą musiało śmiesznie wyglądać, bo Tsuki był nieco niższy, a Dudley tak grzecznie dawał się mu prowadzić.
„W razie co, to powiem, że to ty mnie do tego namówiłeś.”
Ech, no tak... najłatwiej jest zwalić wszystko na świeżaka. Okrutniku Ty. — Pokręcił tylko głową z widocznym niezadowoleniem, ale dosłownie chwilę później rozchmurzył się, bo przecież nie miał zamiaru brać do siebie słów najemnika. Wiedział, że z łatwością mógłby się wszystkiego wyprzeć, że jakimś cudem by mu się upiekło. Nienawidził brać odpowiedzialności za cokolwiek, a zwłaszcza za rzeczy, których nie robił. — Dobre? — Czyżby Tsuki naprawdę znalazł dobry alkohol? Oczywiście w dłoniach trzymał już dwie butelki, które wcześniej wręczył mu Wiwern. Trzymał je mocno, bojąc się, że może je upuścić, bo miał zimne, mokre ręce. Ale nie, wciąż je dzielnie trzymał.
Potem był tylko gorzej, bo wpadli na jakiegoś typa, którego Dude nawet nie kojarzył. Tsuki oczywiście musiał wpieprzyć się tam, gdzie nie powinien.
„Anioł mnie do tego namówił.”
Wypraszam sobie, jestem niewinny. — Od razu się obronił przed tym zarzutem i pewnie podniósłby ręce w obronnym geście, gdyby tylko nie trzymał tych dwóch, zimnych butelek. — No, nie namówiłem. — Kiwnął głową, odstawiając butelki gdzieś na bok.
Spadam stąd, źle się czuję. — Nie żartował, żołądek kolejny raz podszedł mu pod samo gardło, powodując odruch wymiotny. Zakrył dłonią usta, by następnie pospiesznym krokiem ruszyć w stronę wyjścia, omijając wszystko po drodze.

✘ _ z/t.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on Sob Kwi 08, 2017 4:48 am  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Z jednej strony miała ochotę znowu zniknąć i udać, że w sumie to się im tylko przywidziała. Inaczej rozumiała rozrywkę, idea odurzania się i dobierania się do siebie (czy to w agresji, czy w chuci) nie przemawiała do niej zbytnio. Nie oceniała, każdy orze, jak może. I kogo może. Aczkolwiek to wcale nie znaczyło, że musi to podzielać. Może gdyby nie dostawała wysypki od metanolu, to jej stanowisko wyglądałoby inaczej, ale tego raczej się nie dowiemy. Póki co przyglądała się im z dala, czekając na odpowiedni moment, by podjąć decyzję czy wymknąć się ukradkiem, czy zaangażować się jakoś bardziej w to chore towarzystwo. Normalna osoba widząc spęd tych opuszczonych przez boga pomyleńców z pewnością uciekłaby od ręki. Ale Tails doskonale zdawała sobie sprawę, że sama jest taka jak oni. Pod jej sufitem było prawie tak samo nierówno. Więc widok tych wszystkich przepychanek, krzyków i pchania łap w niepożądane miejsca ją zwyczajnie rozczulał. Niby nie ma w tym nic specjalnego, a jednak jakoś tak głupio byłoby bez tego przybytku na świecie. Jak się na to spojrzało z tej strony, to nawet ten szczypiący w oczy odór taniej wódy wydawał się nie przeszkadzać.
- Mam sentyment do winogron, odkąd jeden typ się nimi permanentnie zakrztusił na mój widok. Chyba powinnam przestać straszyć ludzi w ich mieszkaniach. - zarzuciła refleksją okraszoną fałszywym współczuciem wobec biednych istot ludzkich, która zniknęła równie szybko, co owe winogrona. Nie należała do tych, co marnują jedzenie, więc całą resztę wepchnęła na chama do ust i zjadła. Uznajmy to za przystawkę - i tak jest ciągle głodna. Koniec końców przywlekła się po kawałek mięsa. Jak proponuje się jej jedzenie, to nie odmawia. - Ale tego bimbru ważonego na szczurze to nawet nie wącham. - dodała, nawet nie siadając przy, a na barze po czym wbiła zęby w mięso. Smaczne, nie miała prawa narzekać. Zresztą, ona rzadko kiedy miała jakiekolwiek obiekcje do posiłków. Co prawda wolała je spożywać w spokoju, nie mając przed oczyma słaniających się od używek aniołków, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
- Jesteście tacy obrzydliwi, że aż się nowy pochorował. A może to dlatego, że czadzi tu spirytusem jak w gorzelni? - mruknęła, wodząc wzorkiem za wychodzącym Dudleyem i przełykając jedzenie. - W każdym razie chyba będzie rzygać wigilijnym żurem... Bez obrazy, Yury! - świeżak nie wyglądał za dobrze, nawet jak na tutejsze standardy. Bo kwitnąco dziś wyglądała tylko Cydna, ale to pewnie głównie dlatego, że rozgardiasz i klimaty prosto z meliny to jej żywioł. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie pójść za Dude, ale apetyt wygrał z troską. Zwierzęce instynkty są poniekąd silniejsze niż uczucia. - Swoją drogą, w plecaku mam szkocką z jakimś starym rocznikiem. Napoczęta, bo wyrwałam z bezwładnych rąk, ale jak chcecie, to bierzcie i chlejcie z tego wszyscy. Jak nie to wyleję, bo przecież nie odniosę z powrotem.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on Nie Kwi 09, 2017 8:31 pm  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Uniósł lekko brew spoglądając na Shane tłumaczącego pochodzenie trunku - Miasto3.
- No chyba, że...
Kiedy Rudy przysunął do niego butelkę, którą Ghoul nie pogardził. Podniósł ją i spojrzał na rozświetlony trunek w środku, był czysty, co na desperacji było wręcz niewiarygodne.
Białowłosy wyczyścił szklankę w której uprzednio zalał inny alkohol i nalał bursztynowego trunku do szklanki. Chwilę zataczał szkłem lekkie koła, a następnie przysunął szklankę do nozdrzy.
Cóż musiał przyznać, że ten trunek był zdecydowanie innego poziomu niż ten z desperacji. Zręcznie wlał szkocką do swojej jamy ustnej chwilę przelewając alkohol między zębami, aż w końcu pozwolił by ten popłynął dalej.
Odłożył szklankę i sięgnął ponownie po swoją fajkę, puszczając z niej kolejne obłoki dymu.
Od czasu do czasu nalewał sobie bimbru Cedny lub Czarnego Jackea.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on Nie Kwi 09, 2017 10:55 pm  •  Stara stołówka - Bar. - Page 8 Empty Re: Stara stołówka - Bar.
Słysząc o tym jakże genialnym i przebiegłym planie Smolistej z testowaniem specyfiku na nieświadomych niczego Smokach, nie mógł nie skwitować tego wesołym, dźwięcznym śmiechem. Przypadkowi klienci nie będą mogli złożyć reklamacji, okażą się na to zbyt pijani, a ta dwójka zdąży jeszcze zaobserwować ewentualne skutki uboczne, by Cedna ulepszyła swój przepis, jednak co ważniejsze — nie zaczną oczekiwać pieniędzy za stanie się swoistymi królikami doświadczalnymi. I jak widać na załączonym obrazku Roma nawet nie musiał pić, aby tryskać wyśmienitym humorem, czego dowodem była roześmiana od ucha do ucha morda eks-fizyka. Pamiętał jednak ciągle o pewnej złotej myśli, którą kiedyś Smolista pod wpływem mu wyjawiła, jakoby w sekrecie przed światem, a mianowicie: nie ma momentów, są tylko chwile, tak, tak właśnie było. Skinął głową, jakby na potwierdzenie, godząc się potajemnie na zostanie testerem. Bimbru bowiem nie mógłby nie skosztować, bo jak to tak? Kto będzie opijał żałobę po złocistym Burbonie jak nie on?
Pojawienie się Evana, potocznie nazywanego przez Romę Ivanką (i nie, nie żeby nie wzięło się to od tego, że Smok swego czasu udawał, że nie pamięta imienia tegoż jegomościa, skądże), przykuło uwagę Fafnira na dłuższą chwilę, odwracając ją odchodzącej Smolistej i wyjątkowo uśmiechniętego Żurowicza. W końcu kto jak kto, ale Anioł nie przepadał za tego typu imprezami, a już od progu nie wydawało się, aby wykazywał się wybitnie dobrym humorem. Francuz liczył jednak po cichu na to, że szkocka to naprawi, dopiero się okaże, czego świadectwem był wesołkowaty, nieco podejrzany na pierwszy rzut oka uśmieszek, tak jakby coś w międzyczasie knuł w kwestii wrobienia Ivanki w alkoholizm. Wyciągnąwszy słynną uderzającą do głowy Putinkę podał ją Żurowi z błyskiem w oczach, podając ją niemalże w takim geście, jakby miało właśnie dojść do poważnych zaślubin jego własnego dziecka. Chłopca w tym zamieszaniu, który na tego Żura wpadł niechcący, przeoczył, skupiony chwilowo na Evanie, poklepał jednak poszkodowanego w starciu po ramieniu niby to współczująco, choć wcale mu nie współczuł. Czy rzeczywiście Roma mógł sobie zasłużyć na miano Świętego Mikołaja? Nie był co prawda spasionym grubasem z białą jak śnieg brodą w obcisłym czerwono-białym wdzianku, którego ciągnęło do obmacywania nieletnich dzieciaków, ale poza tymi kwestiami wór prezentów w postaci plecaka wypełnionego po brzegi fantami — bez świętej pamięci Burbona, na którego wspomnienie Roma powstrzymał się ledwie od otarcia nieistniejącej łzy w kąciku prawego oka, decydując się na minutę ciszy —  i ich rozdawanie uśmiechającym się pyszczkom moczymord — wszystko się zgadzało. 
Cóż, warunki tych ruskich cholerników są najbardziej restrykcyjne ze wszystkich, a zawsze myślałem, że te angielskie kurwy są najbardziej męczące — mruknął, wzdychając ciężko na samo wspomnienie targów. Handel z nimi musiał odbywać się na bardzo poważnych warunkach, które w trakcie negocjacji wymusiły na Romie powagę, której na tej imprezie doświadczyć nie zamierzał. Planował zapomnieć o tym złym dotyku na jego pozbawionej trosk psychice.
Kiedy Yury zajmował się swoimi skrzywdzonymi przez los klejnotami w towarzystwie przekazanej już bezpiecznie Putinki, Roma uśmiechnął się dość złośliwie, powstrzymując się przed skwitowaniem tego zajścia śmiechem. Nic więc dziwnego, że jego uwaga przeniosła się na Asteriona, któremu zmierzwił ręką jasne włosy.
Ast, złotko, oczywiście, że to nie wszystko, nie bez powodu jestem  nazywany wujaszkiem Fafnirem — puścił mu perskie oczko, podnosząc za jedno ramię plecak, w którym obiły się o siebie dwie pozostałe butelki whisky, które jednak wziął już dla siebie. — Mam też inne słodycze, ale te są już bez czekolady, nie chciałem ujebać sobie plecaka. W środku są też paczki fajek, więc weź co chcesz, ale nie zabieraj tej dziwnej książki, jest dla mnie bardzo cenna. — dodał zachęcająco, aby ten wyciągnął czego jego gepardzia dusza zapragnie, zanim dojdą z Fafnirem do baru, by zgodnie z odwiecznym planem spożywać alkohol z Shanem. Parsknął się na samą myśl, że będzie miał okazję przyjrzeć się z bliska upadkowi irlandzkiego krasnala Rudego, którego pociągnął melanż do tego stopnia, że aż z wrażenia wymienili się swoimi rolami. Zabawne. Roma objął ramieniem Asteriona, ciągnąć go tym samym w stronę wspomnianego już baru.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 8 z 14 Previous  1 ... 5 ... 7, 8, 9 ... 14  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach