Strona 14 z 17 Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15, 16, 17  Next

Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Lentaros on 15/1/2016, 09:03
Nie miał ochoty już nawiązywać do tematu ludzi, co zresztą Cal dawał do zrozumienia, iż również nie chce. Może to jego "duma" się odezwała, a on sam przestał już mieć ochotę na zachowania podobne humanoidom? Pogaduszki, przyjacielskie rozmowy, jak jednak by próbowali, nie uciekną od bycia imitacją ludzi. A będąc tą imitacją, niestety są zmuszeni do przejęcia ich zachowań.
Przynajmniej Len, który głównie zajmował się ciąganiem tej rozmowy, która już jawiła się ku końcowi. Byli niemal pod murami, i Cal raczej był skupiony na odszukaniu swojej drogi i pójścia inną trasą niż Len.
- Mogły zostać usunięte, lub zmodyfikowane. Nie pomogę ci w tej kwestii. - Odpowiedział dość krótko. Jego system był trudny do zakodowania, głównie przez fakt specyficznego kodu, stworzonego autorsko na bazie kilkuset innych kodów i kodzików, tworząc coś na styl "płynnego oprogramowania", jakie potrafiło się dostosować do sytuacji. Oczywiście, był to system prototypowy, więc jawił się dużą ilością błędów. Błędów jakie sprawiły, że Len jest, kim jest. Wcześniej nawet nie przypominał zbytnio humanoida pod skórą, tylko zlepek złomu pozbieranego z okolicy. Dopiero w laboratoriach S.Spec'u nadano mu ten kształt, jaki posiada teraz. Ten szkielet. Te możliwości.
- Zgadzam się. - Kolejny, krótki komunikat, po którym już Len skierował się w swoją stronę. Zejście do kanałów nie znajdowało się daleko, więc jego kierunek był już wytyczony.
A los być może przesądzony.

[z/t]




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Gość on 11/4/2017, 21:46
To powinno być dobre miejsce. Nie będzie lepszego w pobliżu, a nie było już możliwości rozglądać się za grotami. Te ruiny były dziełem ludzkich rąk, i może to zwabić lub odstraszyć bestie grasujące w okolicy. Nawet jeśli, jest dużo większa szansa na to że usłyszy zbliżające się zagrożenie, gdy stwory będą przeciskały sie między gruzami czy rozsuwały żużel próbując się dostać do swojego celu.
To powinno jej dać więcej niż dość czasu na reakcje, dlatego wybrała to miejsce na swój punkt przystankowy. Chwilowo wolała opuścić Apogeum, tak na "wszelki wypadek". Coś było nie tak. Miała takie przeczucie, złe przeczucie. I choć niecierpi czekać, tak ten jeden raz postanowiła zareagować jak każda, logicznie myśląca osoba by zrobiła.
Uniknąć konfrontacji z przeważającym jej możliwości zagrożeniem.
- Wygląda w porządku. - Stwierdziła, odkładając swój plecak pod małą kolumnę, jaka powinna ją osłonić przed wiatrem. Nie liczyła na ochronę przed deszczem, ale nie musi roznosić swojego aromatu po okolicy. Kto już chciał poczuć i tak pewnie prędzej czy później tu przyjdzie, więc nie więcej jak godzina i dwie, a potem trzeba iść dalej.
Wieczór. Robiła się już szarówka.
- Powinnam rozpalić ognisko? - Spytała, klękając przed swoim plecakiem i zaglądając do niego. Nie miała zbyt dużo materiału do rozpalania. Co prawda miała kamienie do najbardziej standardowych metod "głaz głaz głaz ogień ogień" aka obijanie jednej skały o drugą by się zapaliło.
Nie była głupia, nie miała pierwszego, lepszego kamienia, to były krzemienie, spokojnie.
Niemniej, nie zmieniało to faktu że i tak w pobliżu nie było wielu materiałów z jakich mogłaby złożyć jakiś logiczny płomień.
Chyba musi spasować. Z westchnięciem zamknęła swój popruty plecak, zaciągając płaszcz mocniej na swoje ciało. Może nie było tak zimno jak mogło, ale też nie była to komfortowa temperatura do biegania w podkoszulku.
Uch, bez ognia nie będzie mogła tak łatwo odgonić od siebie głodnych stworów.
Usiadła, opierając się o kolumnę i układając plecak między nogami. Poprawiła swój ekwipunek przy pasie. Miecz po lewej.
Harley po prawej.
Nawet sięgnęła ku niej, unosząc ją na wysokość wzroku i wlepiając spojrzenie w zadbaną broń. Dbała o nią. I choć nie umiała z niej tak dobrze strzelać jak jej właściciel, nie umiała jej konserwować, to mogła dbać o to, by wyglądała dobrze.
I wyglądała.
- Ciekawe czy Marcelina żyje. Na pewno uciekła, ale czy dożyła do teraz? Heh... Ciekawe czy w ogóle mnie pamięta. - Zaciągnęła włosy za ucho, gdyż postanowiły jej spaść na twarz i przysłonić wizję na rewolwer.
- Tym razem nie miałabym wymówki że jestem bezużyteczna, jakby to w ogóle była wymówka wcześniej. - Wciąż pamiętała tamten czas. To tamta chwila sprawiła że jest tu i teraz. I jest taka, jaka jest.
Oparła zakrytą kapturem głowę o kolumnę i wbiła spojrzenie przed siebie. Chciała dać odpocząć swojemu umysłowi. Ciału.
Nie mogła. Musiała być czujna, gotowa. Równie dobrze ktoś właśnie mógł ją zachodzić od tyłu, z ostrzem w dłoni, gotowym by poderżnąć jej gardło.
Harley ma naboje. Trzy.
To wystarczy by wetknąć ją komuś w oko i odstrzelić pół czaszki.
Tak.
To wystarczy.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Marcelina on 12/4/2017, 15:45
Ogromne skrzydła nie musiały wykonywać szerokich machań, by utrzymać bestię i jeźdźca na równym poziomie. Marcelina robiła sobie szybki opatrunek łydki, która została draśnięta przy spotkaniu z trzecim dłużnikiem kasyna. Lokstar był obecnie w mieście-3, załatwiał ważne dla niego sprawy - wymordowana podejrzewała kolejne zlecenie, które Kłamca musiał wykonać, by utrzymać posadę i dobrą reputację. I by sam nie padł ofiarą zlecenia. Rozumiała to, dlatego teraz Marcelina wzięła sprawy w swoje ręce i sama wzięła się za odzyskiwanie tego, co do niej należało.
Pozostało jej rozprawieniem się z dwójką ostatnich dłużników - Dude i Erin. Drug-ona postanowiła pozostawić Lokiemu. W przypadku dłużniczki Hiena najpierw chciała sprawdzić jej tożsamość, bowiem jej imię przypominało jej dosć ważną w jej życiu osobę, którą ostatni raz widziała w dniu ucieczki z rezydencji. Mimo amnezji to zdarzenie pamiętała doskonale. Rysy twarzy dziewczyny były w jej wspomnieniach rozmazane, nie miała pojęcia też, kim była i gdzie dokładnie mieszkała. Miała nadzieję, że gdy ujrzy ją i okaże się właśnie tą Erin, której poszukiwała, wszystko do niej wróci. Zazwyczaj tak to działało.
Dlatego poszukiwania jej musiała zacząć od dotarcia do jakichkolwiek informacji, gdzie jej szukać. Popytała trochę, skorzystała z pomocy informatora kasyna, Noboyukiego oraz kilku znajomych z różnych kręgów by w końcu potrafić określić, w jakich okolicach poszukiwania należy zacząć najpierw. Według informacji Erin należała do łowców. Marcelina musiała więc wyruszyć do miasta-3.
Przypadek sprawił, że wymordowana wylądowała niedaleko pobytu Erin. Hiena pamiętała to miejsce - to tutaj przywódca psów próbował ją zaatakować i ukarać ją za furię w barze. Na samo wspomnienie dziewczyna splunęła na pobliskie krzaki, powarkując groźnie do siebie. On również był wymordowanym. W dodatku w tym samym stadium, co ona. Zmarszczyła brwi. Był groźnym przeciwnikiem, podobnie jak cały gang DOGS, z którym Marcelina nie utrzymuje zbyt dobrych stosunków. Wzruszyła ramionami - ona nie wchodzi im w drogę, co najwyżej oni źle spojrzeli na jej osobę i kasyno, które wzięli za budynek służący do robienia burd i grabieży. Marcelina często myślała o dniu, gdy najemnicy przyprowadzają Kirina i Fenrira i pozostawiają ich na pastwę załogi. Wyszczerzyła się na samą myśl, a jej ciało przebiegł przyjemny dreszczyk. Może kiedyś...
Zeskoczyła z gryfa czując zbliżający się deszcz. Jej sierść lekko nastroszyła się w okolicach ramion i karku co oznaczało zmiane wilgotności i nieznaczny spadek temperatury. W dodatku w powietrzu unosił się charakterystyczny, okropny zapach. Tak, to z pewnością deszcz.
I burza! Na horyzoncie wymordowana dostrzegła pierwsze błyski, do jej uszu zaś dobiegł grzmot. Wcale nie była tak daleko. Kilka, kilkanaście minut i dotrze do miejsa, w którym zatrzymała się Marcelina. Na jej szczęście zatrzymała się przy ruinach, mogla się ukryć w ich labiryncie. Gdzieniegdzie bowiem nadal stała strzecha bądź całe zadaszenie, które raczej nie groziło zawaleniem.
Czuła czyjąś obecność. Atrita również była czujna.

Spoiler:
Przyjmujemy, że sytuacja dzieje się przed spotkaniem Marceliny na terenach apogeum anioła, Claude'a - czyli przed wydarzeniem w szpitalu i przed dostarczeniem Kirina do kasyna.


Ostatnio zmieniony przez Marcelina dnia 12/4/2017, 17:25, w całości zmieniany 1 raz



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Gość on 12/4/2017, 16:48
Jej ciało chciało się poddać na chwilę. Dać sobie moment zapomnienia. Obniżyć powieki, rozluźnić się. Miała co raz większe trudności z utrzymaniem faktu by na to nie zezwolić. Wszystko wydawało się tak idealne. Noc, nawet jeśli zimna, nie sprawi że zamarznie, gdyż nadeszły już te cieplejsze dni. Bestie nie powinny się tu zapuszczać, pomiędzy nienaturalny kruszec stworzony ludzkimi dłońmi. Z pewnością te z lepszym węchem mogły wciąż czuć unoszącą się tu woń chemikalii. Nawet po tylu latach.
Ona nie mogła, ale to może i lepiej.
Splotła ramiona pod klatką piersiową, skupiając swoje ciało możliwie jak najciaśniej. Ciężej wtedy o utratę ciepłoty ciała, zwłaszcza że nie miała w planie rozpalać ognia.
Ale hej! Kto by pomyślał!
PIEPRZONA BURZA!
Zajebiście.
Westchnęła ciężko, zdając sobie sprawę z tego że musi w takim razie poszukać zadaszonego punktu. Siedzenie na ziemi przy lejącym deszczu i wichurze burzy to ostatnia rzecz jakiej potrzebuje.
- Jeszcze chwilę, tak przyjemnie się tu siedzi. - Zamruczała sama do siebie, mrużąc oczy. Biorąc pod uwagę warunki niektórych miejsc gdzie się zatrzymywała, ziemia i kawał filaru jako oparcie dla pleców brzmi prawie jak luksus. Przynajmniej nie było specjalnie mokro, a ruiny dawały ochronę przed wiatrem.
I wtedy do jej uszu dotarło coś niepokojącego. Zsunęła kaptur by nie osłabiać swoich uszu i nadstawiła je, nie ruszając się z miejsca.
"Hmmm, łopot? Brzmi jak... Skrzydła?"
Ściągnęła brwi, zastanawiają się, jakie skrzydlate stworzenie mogłoby się tu pojawić. Nie jest to daleko od M-3, więc raczej nie były to jedne z tych bardziej polujących stworzeń.
Tąpnięcie o ziemię czegoś z pewnością ciężkiego dało Erin do zrozumienia. Cokolwiek to było, złym planem było tu zostać.
Wypchnęła się do przodu i jak najciszej jak to możliwe zgarnęła plecak i zaczęła się przesuwać ze swojego miejsca, chcąc w pierwszej kolejności dowiedzieć się, z czym ma do czynienia.
Krok za krokiem, powoli i dokładnie. Harley wrócił na razie na swoje miejsce, nie był potrzebny. Póki co, musi mieć wolne dłonie i rozstawione nogi, ostrożnie stawiając stopy by nie wzbudzić ruchu zużlu i gruzu.
Bardzo ostrożnie wychyliła głowę zza jeden z fragmentów muru. Jej białe włosy choć raz na coś się przydawały - poza faktem tego że jej się podobały. Maskowały się na tle gruzu. W jakimś stopniu.
Kątem oka wyłapała to, co wylądowało i natychmiast wróciła za ścianę, opierając się o nią.
"Toć to pieprzony Gryf! Co on tu do cholery robi, nie powinny być w górach, Edenie, gdziekolwiek ale nie tu? Jak ja to coś mam obejść? Uch. Póki mnie nie zobaczył, nie będzie tak źle. Nie powinno."
Znowu chciała się odbić od ściany plecami by zminimalizować ocieranie o ziemię.
Ale nie spodziewała się że ten fragmencik muru jest w aż tak wiekowym stanie.
I jeden z kawałków ściany zwyczajnie odpadnie, uderzając o kupę kamieni pod nim.
Zmemliła między wargami soczyste przekleństwo, wycofując się od murku. Trzeba to zrobić szybko i cicho.
No i musi się nie wychylać. Każde ptaszysko w Desperacji łącznie z cholernym gryfem ma wzrok jaki ją zapewne wypatrzy z kilometra.
Ech!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Marcelina on 12/4/2017, 18:42
Szła powoli i bezszelestnie, ciągnąc za sobą gryficę. Atrita nagle zatrzymała się i skierowała głowę w stronę podejrzanego dźwięku upadającego kamienia. Marcelina nie zwróciła na to większej uwagi. Wystarczająco długo żyła na desperacji by wiedzieć, że nigdy nie jest sama, a zaatakować od tyłu może każdy i w każdym momencie. Miała swoją Billie Jean, sztylecik i scyzoryk, dlatego nie obawiała się zbytnio.
Zaciągnęła skrzydlatą do wnętrza ruin, robiąc jeszcze kilkanaście kroków i zatrzymując się. To miejsce uchroni ją przed wiatrem, deszczem i burzą, da schronienie, a ewentualne ognisko da światło i ogrzeje dwójkę. Co prawda posiadała sierść, ta była jednak zbyt delikatna by dała jakąkolwiek izolację ciepła; dopiero ubrania okazały się wystarczające. Z przyjemnością jednak ściągnęła kurtkę i usiadła na niej, pozostając w samej bluzie. Podrapała się po głowie i poczuła, że jest zmęczona. Atrita również. - Poszukam gałęzi. Może znajdę też coś do jedzenia. - powiedziała Marcelina, kładąc  obok gryficy plecak. - Popilnuj, wiesz, że trzymam tam ważne zioła, które potem trafią do szpitala. Nie mogą przemoknąć. Możliwe, że złapie mnie deszcz. - wyjrzała z otworu w murach, które zapewne niegdyś było oknem. Burza była coraz bliżej. - Zaraz będę.
Opuściła bezpieczne lokum i zajęła się zbieraniem chrustu. Najpierw pozbierała kilka gałęzi, które znalazła blisko tymczasowej siedziby i wróciła szybko do środka. Potrzebowała suchego materiału do rozpalenia ogniska. Ułożyła gałązki i kawałki drzew w odpowiednich pozycjach i chwyciła za zapalniczkę. -Będziesz przy okazji pilnować ogniska. Jak wrócę, przyniosę jeszcze trochę gałęzi. - Atrita mruknęła, kładąc zmęczony łeb na przednich łapach. Jej ostre pazury wbijały się w lekko porośniętą mchem posadzkę, rysując ją.
Wymordowana ponownie wyjrzała na zewnątrz, idąc w kierunku lasu znajdującego się nieopodal. Musiała szybko znaleźć pożywienie. Dopiero teraz poczuła jak bardzo głodna jest.
Weszła do lasu z lekkim niepokojem. Ciągle czuła obecność drugiej osoby, która zapewne kręciła się gdzieś nieopodal. Wiedziała, że gryfica budziła w innych stworzeniach postrach, dlatego bez większych wyrzutów sumienia zostawiła ją tam. Bała się tylko ataku z zaskoczenia, bowiem Atrita wyglądała na senną, a palące się obok ognisko zawsze usypiało też i czujność. Hiena ukryła się w zaroślach i chwyciła sztylet, który błysnął pod wpływem ruchu. Jej uszy pracowały niczym radary, próbowała wychwycić najmniejszy ruch gdzieś w okolicy, która słynęła z występowania małych gryzoni. Drapieżniki rzadko się tu zapuszczały. W końcu, po długich minutach dostrzegła ruch w krzakach. Cierpliwość opłaciła się. Z szybkością atakującego jaguara dopadła zwierzątko, wbijając w niego sztylet. To była szybka śmierć.
Zając wydawał się spory. Marcelina poczuła chłodny powiew wiatru, a na jej sierść spadły pierwsze krople. Westchnęła. Nie miała ochoty na dalsze polowanie i przemoknięcie. Ruszyła z powrotem.



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Gość on 12/4/2017, 19:30
Miała wrażenie, że gryf nie jest tu sam, ale nie miała pewności. Nie dojrzała właściciela tej wielkiej bestii, nawet jeśli faktycznie jakiś był.
"Dobrze, wygląda na to że gryf sobie idzie. Nie ma problemu. Wynieś się stąd. Serio, wynieś.
...
Dlaczego."

Tylko taki pociąg myśli mógł przejść jej przez umysł w tej chwili, gdy jej nieziemska ciekawość sprawiła, że zaczęła po cichu śledzić gryfa, który chyba posiadał właściciela? Miała wrażenie że uchwyciła zarys ludzkiej sylwetki jaka go prowadziła.
Chyba ludzkiej.
Pewnie wymordowany. Może anioł? Wątpiła by łowca dał radę coś takiego oswoić. Hmmmm.
Zbliżyła się na bezpieczną odległość, ponownie wychylając się zza jednego z gruzowisk by ujrzeć osobę jaka zajmowała się gryfem. Czyli jednak, bestia była oswojona!
No, na ile da się oswoić hybrydę lwa i orła. Chyba. To były te zwierzęta? Tak jej sie wydawało zawsze.
Szarówka nie sprzyjała rozpoznaniu osoby z dalekiego dystansu. Miała jednak pewność że to wymordowany. Nie była pewna płci ani kim jest.
Ale coś wewnątrz niej mówiło, że zna tą osobę. Głos jakiego ułamki wyławiała z tej odległości wydawał się tak znajomy, tak odległy.
Zsunęła się ponownie za gruzy, zastanawiając się jaką ma szansę na to że to Marcelina, a nie bardzo podobna do niej, zmutowana osoba która rzuci się na nią z zębami.
I gryfem. Nie wolno zapomnieć gryfa. Nawet jeśli użyła swojej teleportacji, nie mogła mieć pewności że pokona ich oboje.
A tym bardziej że ucieknie od któregokolwiek. Wymordowany ją wyczuje, zwłaszcza jak zmutowany z czymś co ma dobry węch.
A gryf? Ech.
Postanowiła cierpliwie zaczekać na rozwój sytuacji, co kilka minut spoglądając w tamtą stronę. Co wyłapała?
Osoba zdjęła kurtkę. Mogła potwierdzić że to wygląda jak kobieca sylwetka. A przynajmniej jeśli nie kobieca, to zniewieściała.
Skierowała się jednak najwidoczniej w zupełnie inną stronę niż znajduje się Erin. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej, ych.
Jak to zrobić.
Czuła raczej sporą dozę respektu wymieszaną ze strachem do gryfa. Wystarczającą, by nie spróbować zrobić zasadzki w pobliżu takowego. Zostałaby wykryta bez problemu, tym bardziej jeśli właściciel bestii dobrze się z nią dogaduje.
Nie może też jednak wyskoczyć zza tego gruzu od tak i krzyknąć "hej, czy jesteś może Marceliną?!"
To by było głupie.
Nie powinna pokazywać swoich kart.
Ale z drugiej strony jeśli potwierdzi że nie jest to ta osoba której szuka, będzie mogła się bezpiecznie wycofać.
Brzmi jak plan.
Pierścień jej dotąd nie zawodził.
Nie zrobi tego i teraz.
Nie, stanie się niewidzialną nie działa tak, że również i siebie się nie widzi. To byłoby głupie.
Z drugiej strony jest swoisty "wskaźnik" tego że jest się niewidocznym. Ciężko to opisać.
Wiedziała jednak że w tej chwili nikt i nic jej nie dostrzeże, dlatego też zbliżyła się. Była może w odległości czterdziestu-trzydziestu metrów, stojąc obok jednej z kolejnych hałd gruzu.
Czekała.
Cierpliwie czekała na powrót osoby, która może się okazać "nią".
A jeśli nie, to się stąd zabierze. Proste.
Oby gryf nie miał węchu psa przy okazji.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Marcelina on 12/4/2017, 21:22
Naciągnęła kaptur na głowę, trzymając zdobycz za długie uszy. Szła powoli, uważając na kamienie, suche liście i gałęzie, które mogły wywołać niepotrzebny szelest. Tutaj, na desperacji, nauczyła się jeszcze jednego. Lepiej zachować ciszę, bo inne hałasy mogą zagłuszyć wroga. To, obserwowały ją conajmniej kilka par oczu a jej woń była odczuwalna na kilometr wiedziala doskonale. W końcu sama była wymordowaną.
Wróciła tą samą, najszybszą drogą. Po drodze chwyciła jeszcze kilka gałęzi, by móc utrzymać ciepło ogniska jak najdłużej. Rozglądnęła się jeszcze szybko wokół siebie i z dziwnym przeczuciem skierowała się w stronę wejścia do kryjówki. - Marcelina, ktoś tu jest! - usłyszała nagle, tak niespodziewanie, ze aż podskoczyła. - Wiem, czuję.
Zanim dotarła do miejsca odpoczynku, zmieniła trasę, zanim jeszcze pojawiła się w zasięgu wzroku kogokolwiek czającego się w tamtych okolicach. Przywiązała dzisiejszą kolację do pasa, schyliła się i zaczęła się skradać w celu rozglądnięcia się. Nie chciała dopuścić do ewentualnych zamachów w nocy. Chciała przespać chociaż godzinę w spokoju i ze zminimalizowanym, drętwym uczuciem lęku.
Robiła to spokojnie i cierpliwie. Niestety, krople deszczu zaczęły padać coraz gęściej. Miała już zaprzestać poszukiwań i wrócić do miejsca, którego wybrała sobie dziś za nocleg, jednak kątem oka dostrzegła jakiś ruch. Schowała się natychmiast na filarem, wyciągając Billie Jean. Chwyciła mocno rewolwer, kierując go ku górze. Tętno przyspieszyło, oddech stał się płytki, starała się go kontrolować. Wyjrzała zza kolumny, obserwując. Miała doskonały, koci wzrok.
Poszukiwania obiektu nie trwały długo. W końcu dostrzegła schowaną, skuloną postać. Dostrzegła ją przez jej włosy, które zalśniły w słońcu na chwilę wychylającym się z poszarpanej chmury. Zmrużyła oczy. Z tej odległości nie mogła ustalić, kim ten ktoś był. Chwyciła kamień i rzuciła nim w przeciwną stronę, by zwrócić uwagę tego kogoś. Atrita, mamy gościa. - Kilka sekund później z nory wyłoniła się gryfica, strosząc pióra i ze złością iskrzącą się w ślepiach grzebać w kamieniach. Na nieszczęście Erin Atrita skierowała się w jej stronę, szukając pośród ruin żywych stworzeń. Marcelina w tym czasie nie spuszczała z jej wzroku. W końcu wstanie i zacznie uciekać, albo Atrita ją zauważy i wytarga stamtąd. - Jest przed Tobą. Nie atakuj jej od razu, wypłosz ją, złap. Chcę się jej przyjrzeć. Postaram się.



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Gość on 12/4/2017, 21:48
Po chwili namysłu jednak nie było celu by jeszcze to zrobić. Pierścień mógłby się okazać kartą przetargową przy ewentualnym zawaleniu się całego planu. Lepiej od tak nie pokazywać swoich dodatkowych możliwości.
Ot, na wszelki wypadek.
Kto wie do czego mogą się przydać.
Czekała cierpliwia, jedno z jej kolan stykało się z ziemią by uniknąć przedłużonego stania w jednej pozycji. Kto wie jak długo musiałaby czekać, to mogłoby trwać o wiele, wiele dłużej niż tylko kilka minut.
Nie wraca. Długo. Coś jest nie tak.
"Jestem obserwowana?"
krótka myśl przeskoczyła jej przez głowę, ale nie mogła w tej chwili się upewnić że jest inaczej. Mogła jedynie polegać na intuicji, a takowa mówiła że z łowcy stała się zwierzyną. Z drugiej strony jednak gdyby teraz zaczęła się poruszać, to ta osoba faktycznie mogłaby wrócić drogą jaką przyszła i ją ujrzeć. Tak źle i tak źle.
Hmmmm.
Czuła jak deszcz obija się o jej płaszcz. Spodziewała się go, i wcale nie pomagał jej w cierpliwym oczekiwaniu. Na szczęście nie miała na nim rozsmarowanych żadnych flaków ani innych elementów jakie mogłyby wydzielić silny odór pod wpływem namoczenia. Dobrze.
Trzask kamienia zmusił ją do reakcji. Obróciła się gwałtownie, spoglądając w stronę takowego z dłonią zbliżoną ku Harley, a potem robiąc szybkie rozeznanie się wokół. Nie chciała jej jeszcze wyciągać. Za wcześnie. Kierunek z którego dochodził ten odgłos znaczył że albo jakaś bestia (lub inna osoba ludzka) weszła na teren ruin, albo to właścicielka gryfa ją okrążyła.
Tak źle i tak źle, jak już było wspomniane.
Zazgrzytała zębami, widząc gryfa jaki wyskoczył z kryjówki i zaczął się kierować w jej stronę. To dawało kilka, logicznych powodów dlaczego. Gryf mógł ją wyczuć i ruszył w jej stronę, lub też prościej. Bestia była powiązana z właścicielem więzami na poziomie telepatii. Słyszała o takich, ale nie pamiętała nigdy by gryfy coś takiego miały.
Co nie zmieniało faktu że byłaaaaa w dużej mierze głęboko w ciemnej dupie. Z jednej strony gryf, a z drugiej strony wymordowana jaka mogła na nią wyskoczyć zza każdej ruiny.
Niedobrze.
"Może poddać się dobrowolnie? Nie zdradzę tym żadnych z moich mocy i w razie potrzeby mogę ją wykorzystać by obrócić walkę na swoją korzyść. To też najlepszy sposób by poznać kim jest właścicielka. Hmmmm..."
Gryf się zbliżał, a Erin zostawało co raz mniej czasu na decyzje zanim zostanie podjęta za nią.
- Czemu ja to robię. - Mruknęła sama do siebie, unosząc ręce do góry. Wyłoniła się zza kupy gruzu, podnosząc do pionu z kończynami do góry. To był jeden z najbardziej rozpoznawalnych znaków w trakcie walki.
To i biała flaga.
- Poddaje się. - Wypowiedziała na głos, licząc iż to sprawi że sytuacja się wyjaśni.
Tia.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Marcelina on 13/4/2017, 12:49
Przeładowała rewolwer. Spojrzała na swój bok, w którym trzymała sztylet - w tej sytuacji wszystko mogło się przydać. Nie wiedziała, z kim miała właśnie przyjemność.
Wyszła zza rogu, szykując się do szybkiego ataku. Była wręcz pewna, że ta osoba będzie się bronić, atakować czy chociażby uciekać. Dlatego zdziwiło ją cholernie szybkie poddanie się białowłosej. Marcelina wzięła to za podstęp, pułapkę, zasadzkę. Szybkie, jednoznaczne spojrzenie w stronę Atrity i gryfica szybkim ruchem chwyciła Erin i powaliła ją, trzymając łapę na jej plecach i przygniatając ją. Przyłożyła dziób do jej karku by dać do zrozumienia dziewczynie, w jakiej sytuacji się znalazła i by nie robiła gwałtownych ruchów.
Marcelina podeszła bez słowa i z góry przyjrzała się nieznajomej. Wzruszyła ramionami. Nie poznawała jej. - Kim jesteś? - zapytała szybko, chowając rewolwer. Wiedziała, że ta czaiła się na Hienę - miała w tym jakiś cel. Wymordowana przeszukała ją szybko, znajdując po krótkiej chwili broń. Chwyciła ją i odsunęła się kilka kroków od leżącej dziewczyny. Machnęła do gryfa, by ta zdjęła z jej ciała swoje wielkie, ciężkie łapsko. - Czego tutaj szukasz? - zapytała, w tym samym czasie oglądając broń, którą trzymała i która była dziwnie... znajoma. Odbezpieczyła ją i schowała do kabury na udzie, przyglądając się dokładniej łowczyni i mrużąc ze skupieniem oczy. Wyciągnęła z kieszeni kartkę z jej zdjęciem. Przeczesała włosy i westchnęła z zadowoleniem. - No proszę, proszę. Co za spotkanie! - wyszczerzyła się Marcelina, podchodząc bliżej do białowłosej, kucając i odwracając kartkę w jej stronę. - Dłużniczka kasyna. Widniejesz na... - wymordowana jeszcze raz spojrzała na kartkę, unosząc brwi - Na trzecim miejscu! - stwierdziła, chowając kawałek papieru do kieszeni. - Na Twoje szczęśćie mój windykator, Loki, upadły anioł, nie mógł zająć się tym razem ściganiem Was, dlatego ja wzięłam sprawy w moje ręce.
Skrzyżowała je na klatce piersiowej, kierując uszy w jej stronę. Była ciekawa, co na to łowczyni, która najprawdopodobniej nie miała przy sobie nic, czym mogłaby spłacić dług. W kasynie wyrównanie rachunków najczęściej sprowadzało się do oddania określonej sumy pieniędzy, potrzebnych do przeżycia na desperacji rzeczy o wartości długu bądź ewentualnie "drobną" przysługę. Z ostatniej możliwości jednak Marcelina korzystała bardzo sporadycznie.
Przypomniała sobie o odebranej dziewczynie broni. Chwyciła ją ponownie, przyglądając się jej. - Skąd to masz? - przyglądała się matowej czerni i małym, srebrnym napisie stworzonym drobniutką, pozwijaną czcionką. "Warm heart, beautiful soul". Jej ciało przebiegł dreszcz. Dokładnie ten sam tekst widniał na Marcelinowej Billie Jean. Hiena wyciągnęła norweki rewolwer, zbliżając bronie do siebie i przyglądając się napisom. Były dokładnie takie same, tylko w różnych miejscach. Na broni Erin napis ten mieścił się na kolbie, zaś u Billie Jean - na środku lufy, po zewnętrznej jej stronie. To nie mógł być przypadek.



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Gość on 13/4/2017, 16:35
Wiedziała że to co robi jest niezwykle ryzykowne. Gdyby osoba z którą znalazła się na terenie ruin nie była Marceliną tylko innym, podobnym wymordowanym, była na przegranej pozycji. Dlatego też nie używała swoich trików - by mieć je na ten wszelki acz oby niepotrzebny przypadek.
Wierzyła w los. Wierzyła w swoje szczęście.
I wierzyła w to że odnalazła kogoś, kto był jej rodziną, te kilka lat temu. Jedną z tych kilku osób, jakie wtedy zostały przy życiu.
"Łud szczęścia raz na kilka lat to nie jest wielka prośba, prawda?"
Pomyślała do siebie, słysząc nadciągającego zza jej pleców gryfa. Pozwoliła na zostanie powaloną, ale wydała z siebie pomruk niezadowolenia, gdy poczuła ciężkie łapsko na swoich plecach.
- Może delikatniej? Jeny, myślałam że stworzenie twojego pokroju potrafi się obchodzić z osobami jakie pokojowo sie poddały. - Fuknęła z "lekkim" niezadowoleniem. Gryfy wszak były tak "majestatycznymi" stworzeniami, i mądrymi.
Wciskanie jej twarzy w mokry piach nie należało do najprzyjemniejszego i najmilszego. Ptasznik mógł się postarać o jakąś formę jednak mniej inwazyjnego sposobu upewnienia się że Erin nic nie zrobi. No nic, jakoś to przeżyje.
Ten głos.
Minęły lata, ale wciąż rozpoznaje ten głos, bez odrobiny niepewności. Miała racje. To ona. Na jej twarzy od razu pojawił się szeroki, promienny uśmiech. Marcelina. Jaka była szansa że myśląc o niej w tych ruinach wywoła ją z półmroku czasu? Heh. Jakoś zapłaci za to twarzą w błocie. Przeżyje.
Hmmm. Nie rozpoznała jej jeszcze? Znaczy, ciężko rozpoznać się nawzajem gdy jedno jest dociśnięte do ziemi i ma kaptur na głowie, ale wciąż. Nie rozpoznaje. Hmmmm.
- Powinnaś to już wiedzieć, staruszko. - Stwierdziła lekko, wciąż uśmiechając się. Chce zobaczyć w takim razie wyraz jej twarzy gdy w końcu się dowie że osoba jaka leży jej u stóp jest jej znajoma. Przyjęła ze spokojem fakt że została rozbrojona, acz zdziwiło ją że zostawiła miecz w spokoju. Zmarszczyła czoło, odchylając głowę do Marceliny gdy gryf przestał w końcu robić sobie z niej wycieraczki.
- Zabrałaś mi Harley'a, a nie wzięłaś miecza? Jestem groźniejsza z tą wykałaczką niż z nim. - Stwierdziła, chcąc nie chcąc nieco się chwaląc. Podniosła się do siadu, odciągając niego się w tył i przeciągając. Au, to gryfie łapsko było naprawdę ciężkie. Celowo unikała pytań, bo póki co ważniejsza kwestia była na rzeczy. Pomimo faktu że już padało zdjęła kaptur, by ukazać jej swoją twarz w pełni. Nie sądziła by to coś zmieniło, ale może jakoś to da radę obejść. Pomyślimy.
Siedziała, obserwując działania Hieny i zastanawiając się, jak sprawić by "kliknęło" jej w mózgu. Co by tu zrobić, co by tu zrobić.
Pierwsze słowa i wyszczerz niemal dały jej nadzieje, że może na to już sama wpadła, ale kolejne szybko rozwiały tą nadzieję. Neh.
- Jak się Loki trzyma? Nie wiedziałem że pracuje w tym kasynie. Ani ty, Marcelino. Jesteś szefową windykacji w nim? Gdybym wiedziała, to bym nie grała. - Wystawiła nieznacznie język kącikiem warg, wciąż się uśmiechając. Może teraz coś kliknie, fakt że zna zarówno Lokiego, jak i Ją. Wciąż unikała odpowiedzi na pytania, ani też tematów związanych z kasynem. To ureguluje się za moment.
Podniosła się w końcu z ziemi, gdy wymordowana skupiła się na broni i zaczęła o nią pytać. Widziała jak porównuje jedną z drugą. Obie należały do jednej osoby. Obie Hiena zabrała z niej. Jedną oddała Erin.
Nie mogła jednak dopełnić zemsty za jej pomocą.
- Sama powinnaś doskonale wiedzieć, Marcelino. Ty mi ją dałaś. Wyjęte z gasnących dłoni Hadriana. - Zbliżyła się do niej i ujęła delikatnie jej włosy dłońmi, pociągając nieznacznie jej spojrzenie ku sobie. Uśmiech zrzedł przez wspomnienie o aniele, ale wciąż starała się zachować pogodę ducha.
- Te oczy były kiedyś błękitne. Te włosy były czarne. A ta dziewczyna jaka przed tobą stoi była tylko bezwartościowym, słabym człowiekiem. - Ta ostatnia cecha powinna przypomnieć Marcelinie, z kim ma do czynienia. Powątpiewała, by wymordowana znała więcej osób, które miały takie kompleksy na punkcie bycia zwyczajnym człowiekiem jak Erin.
Ale już nigdy więcej.
- Więc, Marcelino? Pamiętasz mnie?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Marcelina on 13/4/2017, 19:35
Nadal przyglądała się broniom, czując, jak zimny pot oblewa jej ciało. Zapytała o Lokiego? - Skąd...
Zabrałaś mi Harley'a, a nie wzięłaś miecza? Jestem groźniejsza z tą wykałaczką niż z nim.
Słowa docierały do niej jak przez mgłę, która skutecznie tłumiła dźwięki. W tym momencie Hiena czuła się jak po mocnych środkach odurzających. Noc, korytarz, błysk broni w rękach kogoś, kogo nie chciała pamiętać, kogoś, kogo próbowała wyprzeć z pamięci...
Ty mi ją dałaś. Wyjęte z gasnących dłoni Hadriana.
Flaki spływające po jej dłoniach, płacząca krew, błękitne spojrzenie, słowa, prośba...  
Te oczy były kiedyś błękitne. Te włosy były czarne. A ta dziewczyna jaka przed tobą stoi była tylko bezwartościowym, słabym człowiekiem.
Płonące ciało, czarny proch, łzy piekące w kącikach oczu, dźwięk odbezpieczającej broni, krzyk, złość, ból, gnijące serce...
Te oczy były kiedyś błękitne. Te włosy były czarne. A ta dziewczyna jaka przed tobą stoi była tylko bezwartościowym, słabym człowiekiem.
Wspomnienia ciepłych, czułych dłoni, długie spojrzenia, krzyk, szarpnięcie, wbijanie paznokci w ramię, nóż wbity w plecy... niepowiedziane, zamknięte słowa i błysk czarnego pistoletu, który trafił w ręce...

Więc, Marcelino? Pamiętasz mnie?
...
- Erin. - powiedziała w końcu Marcelina, uchylając delikatnie usta, łapiąc powietrze. Wizja urwała się. Znów stała z pistoletami w dłoniach, naprzeciw białowłosej i gryficy, tu, w tym momencie. Jej twarz przybrała zagubioną, lekko posępną twarz. Ogrom bólu powrócił. Przypomniała sobie wszystko. Nie chciała tego, próbowała się nawet bronić. - Wiedziałam, że... - ponownie wyciągnęła kartkę i spojrzała na nią. - ...że skądś znam Twoją twarz. Coś siedziało w mojej głowie, nie wiem, co... coś... - gubiła słowa, nie mogła pozbierać myśli. - Teraz już wiem. Przypomniałam sobie wszystko.
Delikatny wietrzyk rozwiał jej włosy, niesforne kosmyki wpadały dziewczynie do oczu. Ogarnęła je szybko i spojrzała na Erin spod lekko opuszczonej głowy, nie wiedząc, co właściwie ma uczynić. Po krótkiej, niezręcznej ciszy wskazała Harleya, unosząc go niepewnie. - Dług spłacony. - po tych słowach schowała oba rewolwery do kabury. Łowczyni sama stwierdziła, że znacznie groźniejsza jest z mieczem w ręku, prawdopodobnie nie odczuje więc utraty Harley'a. To zdanie zdradziło, że faktycznie ma coś w spólnego z łowcami. Deszcz padał coraz mocniej. Po jej twarzy spływały krople. - Chodźmy się ukryć. Stanie na deszczu nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy w życiu.
W jej kącikach pojawił się delikatny uśmiech. Miały sobie dużo do opowiedzenia... - Dołączyłaś do łowców? - opowieści czas zacząć.



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 14 z 17 Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15, 16, 17  Next

Powrót do góry

- Similar topics