Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Go down

Pisanie on 07.01.20 22:39  •  Wschodnia ściana Empty Wschodnia ściana
WSCHODNIA ŚCIANA


Wydrążone, wydrapane, cudem wyrwane z rąk natury jamy i zagłębiania, które zabudowane przegniłymi deskami tworzą nakładające się jeden na drugi przechowalnie, przez swoich mieszkańców dumnie określane mianem domów. Zbite niemalże w jednolitą masę chatki tworzą surrealistyczną, rosnącą po kamienistej ścianie konstrukcję, która trzyma się w całości wyłącznie na słowo honoru. Jedna zbłąkana iskra wznieciłaby tu pożar stulecia, a mimo to, tubylcy bardzo chętnie korzystają z dobrodziejstwa ognia grzejąc się i piekąc na nim posiłki. Po okolicy prowadzą ciasne alejki i strome schody, które służą także jako odpływ na nieczystości. Zewsząd zwieszają się kable przekształcone w sznury na pranie, stara elektronika i śmieci pochodzące z M3 składowane w hałdach i rozgrabiane regularnie przez biedotę.
Każdy gość jest witany chłodną podejrzliwością, jak potencjalne zagrożenie, które może zburzyć idealną harmonię skrajnego ubóstwa slumsów. Dzieci, często nagie albo w poobdzieranych szmatach będą jak sępy śledzić każdego, kto nie zabezpieczył dokładnie swoich kieszeni. Bez problemu można tu sprzedać starą parę butów czy zużyte bandaże – znajdą się nabywcy na każdy śmieć z zewnątrz, lecz towar oferowany w zamian nigdy nie będzie najwyższych lotów. Niewielu desperatów zapuszcza się w te strony bez powodu. Okolica nie przyciąga walorami estetycznymi, atmosfera jest przygnębiająca, a ludzie niegościnni.


                                         
VIRUS
VIRUS
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.05.20 17:58  •  Wschodnia ściana Empty Re: Wschodnia ściana
Wśród śmieci i szarych postaci kręci się inna szara postać, wyróżniająca się tylko tym, że w przeciwieństwie do pozostałych wydaje się mieć cel. I w miarę niezniszczone ubrania. Ba, nawet całkiem porządną, nieprzemakalną kurtkę.
Burżuj.
Z miną weterana przekopuje stertę rupieci, szukając czegoś, co nadałoby się na jakieś godne części, albo chociaż materiały do naprawy jedynego... czegoś najbliżej skarbu, co posiada.
Radia.
Nie to, żeby był sentymentalny, tak nisko jeszcze nie upadł. Ale często to jedyne źródło nie-ciszy i pomaga niezwariować, więc darzy tego starego rzęcha niemałym szacunkiem. Jak się nie uda, będzie miał prawie żałobę. A potem dostanie kociokwiku, bo czymże będzie życie bez szumów znajomej stacji? Albo samych szumów.
Nie jest specjalnie wybredny.
No więc przekopuje się przez hałdy śmieci, w grubych, znoszonych rękawicach do brudnej roboty, udając, że wcale nie wygląda jak jeden z żuli kręcących się dookoła.
Jak gołębie.
Kręcą się, jak gołębie. Brudni i obdarci przez życie. Wydając jakieś dziwne, niezrozumiałe dźwięki. Z tymi dziwnymi, pustymi oczami, tak niekomfortowo przenikliwymi.
Gołębie.
Dopóki nie śmierdzi jak oni, nie jest jednym z nich.
Tak sobie zawsze wmawia.
Nie. Bez przesady, nie jest gołębiem.
Jeszcze.
Krzywi się i kontynuuje zbieractwo. Przy okazji pilnuje, żeby nikt nie podwędził mu torby, od czasu do czasu łypiąc na snującą się dookoła żulernię. Plecaka nawet nie ściąga. Jeśli ma coś stracić to nie cały dobytek, duh.


Wschodnia ściana Source
Shiet, this damn screw again. || #4D576A
                                         
Al
Nosiciel
Al
Nosiciel
 
 
 

GODNOŚĆ :
Alexander Packard


Powrót do góry Go down

Pisanie on 23.06.20 23:04  •  Wschodnia ściana Empty Re: Wschodnia ściana
Desperacja jak zwykle była.... depresyjna.
Niezbyt przepadał przebywać na tych terenach jednakże doskonale zdawał sobie sprawę, że jako dowódca Zastępu jest do tego zmuszony. Nie tylko dlatego, że pozycja jaką obejmował obligowała go do częstego patrolowania wrogich dla Edenu terenów, ale również z czysto anielskich pobudek. Co jak co, ale anioł zawsze się tutaj przyda, zwłaszcza taki, który dysponował pomocnym dla Desperatów żywiołem.
Odgarnął niedbale do tyłu białe włosy, kiedy pospiesznie pokonywał kolejne metry. Tego dnia spieszył się na umówione wcześniej spotkanie z jednym z braci, który wybrał życie na tych terenach.
Za wszelką cenę starał się zbytnio nie rzucać w oczy, nie chcąc przykuwać niepotrzebnego zainteresowania jego osobą. Nie chciał konfliktów, starć ani w najgorszym wypadku - walk. Wiedział jednak, że ze swym śnieżnym wyglądem było go widać już z odległości prawie kilometra. Tylko głupi nie zorientowałby się iż Hersha nie należy do anielskiej rodziny. A z tego co wiedział to anioły na Desperacji były cennym towarem. Zacisnął mocniej wargi, mimowolnie przyspieszając kroku, nie rozglądając się na boki, a w głowie powtarzał niczym mantrę "niech nikt mnie nie zobaczy, niech nikt mnie nie zobaczy, niech nikt mnie nie zobaczy".
Był tak zaaferowany swoimi przemyśleniami, że nawet nie zwrócił uwagę na moment, w którym zaczął poruszać się niebezpiecznie blisko spadu z niewielkiej górki. To była jedynie kwestia czasu nim jedna z jego nóg ześlizgnęła się a grawitacja zadziałała na niekorzyść anioła. Zleciał w dół niczym pocisk, obijając się boleśnie aż wręcz wleciał z impetem w mężczyznę, który kucał przy czymś i wyraźnie grzebał w ziemi czy innych śmieciach. Przetoczyli się parę metrów dalej, a Hersha wylądował na nim.
Zajęło mu dobre kilka dłuższych chwil, aby dojść do siebie, powoli gramoląc się z niego, choć nadal siedział na nim okrakiem. Wsunął palce na kark i zaczął go masować czując, jak z każdą kolejną chwilą ból zaczyna coraz mocniej pulsować w jego ciele. Dopiero teraz zauważył, że nie jest sam i że to, w co walnął nie było tylko kamieniem, ale jak najbardziej ludzką istotą.
- Na Boga... - jęknął, przyciągając bliżej siebie ręce. - D-dotknąłem cię... - wyszeptał przerażony, a jego jasne oczy otworzyły się jeszcze bardziej.



"Only even when the pain feels, I held to the unfulfilled desire"
Wschodnia ściana EXUav03
Theme
                                         
Hersha
Dowódca Zastępu
Hersha
Dowódca Zastępu
 
 
 

GODNOŚĆ :
Hersha. Ten, który przynosi śmierć.


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down


 
Nie możesz odpowiadać w tematach