Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Pisanie on 06.05.20 21:28  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
Pustka rozpościerała ramiona gotowa przyjąć ich w swe objęcia. Mrok jaki spowijał horyzont, niebo i ziemię zdawał się coraz gęstszy; był lepki i ciężki. Oboje brodzili w niewidocznym już dla ich oczu piasku. Podążanie donikąd nie należało do pierwszych ekspedycji potwora. Każda ścieżka mimo iż z pozoru niewidoczna, zawsze go dokądś prowadziła. Tym razem wysforowując się naprzód, słysząc równomierny oddech dziewczyny podążającej za nim podejrzewał, że los chce w końcu skonfrontować go z tym, co pogrzebał setki lat temu. I pociągając nosem, zachłystnął się tym zapachem — aromatem cierpkiej przeszłości, która uwięziła jego ciało w trumnie. W ustach zalęgł się kwaśny paskudny smak — przełknął ją, ale gorycz pozostała w przełyku do końca ich niemej wędrówki.

  Usłyszał, że kroki, które dotychczas niosły się metr za nim zatraciły się w nocnej gęstwinie. Zatrzymał się i obejrzał za siebie. Jego zwierzęcy wzrok był w stanie dojrzeć drobną, nieco niewyraźną ale nadal oczywistą sylwetkę zmierzającą ku z górzystemu wzniesieniu. Skierował ku niej zmrużone ślepia. Góra. Łysa, piaskowa, wysuszona na wiór. Strzelista, nierówna, skalna formacja wznosząca się nad pustkowiem niczym zaklęte ruiny przerażającego zamku. Dziwnym sposobem na nagiej, kamiennej stromiźnie zdołała wyrosnąć samotna, krzywa sosna. Postąpił w kierunku podnóża struktury przyglądając się drzewu. Przechodził przez te tereny niejednokrotnie, jednak nigdy nie dostrzegł w nim tego, co widział w tej chwili — jego gałęzie tworzyły wyraźny kształt krzyża. Kącik warg diabła drgnął w ironicznym rozbawieniu. W tej jednej chwili pomyślał, że byłoby to piękne miejsce na zakończenie podróży.
  Że byłoby to piękne miejsce na śmierć.
  Od czasu do czasu zdarzają się noce, kiedy jego demon naprawdę musi wyjść, żeby się zabawić. Jest to porównywalne z wyprowadzaniem psa na spacer. Można ignorować szczekanie i drapanie w drzwi tylko przez jakiś czas, a potem i tak trzeba wyprowadzić bydlę na dwór. Niedługo po tym jak podszedł do podnóża bezimiennej góry i przyglądał się w ciszy jasnowłosej zbierającej chrust nadszedł czas, kiedy rozsądek podpowiadał, aby wysłuchał podszeptów z tylnej części jego głowy i zaplanował małą przygodę.
Raksang… to zbyt kuszące.
  — Intrygujące, kiedy kobieta wybiera miejsce na spędzenie wspólnej nocy. Chyba powinienem docenić tę chwilę.
  Odezwał się niespodziewanie tuż za jej uchem. Niski stłumiony chustą głos wydawał się wydobywać z wnętrza przepalonego gardła. Bliskość mimo iż niewidoczna wyczuwalna na tyle, że kiedy ciężkie obuwie odsunęło się w mrok powietrze stało się lżejsze. Czystsze.
  Kiedy kobieta zajęła się kompletowaniem drewna na opał, Nine stojąc niespełna kilka metrów dalej odlał się na przesuszoną ziemię. Próbował ignorować głos szepczący mu z tyłu głowy, aby pozbył się problemu nim ma jeszcze szansę. Znów zadźwięczał mu w umyśle ten usłyszany kobiecy głos — okrutny, przerażający, wzywający trupy spod ziemi. Tylko ukradkiem spoglądnął na dziewczynę — aby upewnić się, że ta nie zmieniła swojego położenia. Stał do niej tyłem, tylko kilka metrów na prawo. Wydawało mu się, że przez maskę przedziera się do jego nozdrzy jej słodki, aczkolwiek nieznany wcześniej zapach.
  Parę sarghali zaskomlało w ciemnościach. Słyszał jak ich łapy pokonują metry; jak wyją w radości.
  Wpatrując się w otwartą, ciemną przestrzeń otrzepał ostatnie krople na ziemie i zapiął rozporek. Powrócił do obozowiska, przy którym znajdowała się Zaneri. Zrzucił z pleców dwuręczny miecz i usiadł swobodnie opierając łokieć na zgiętym kolanie. Lewa ręka tkwiła w bezruchu wzdłuż jego tułowia; wygięła się dość nienaturalnie. Bez wątpienia była niesprawna. Czujne oczy mordercy, które wyłaniały się spod opadających na czoło białych włosów nie odrywały od jej bladej szyi, gdy ta siedząc tuż przy nim rozpalała ogień. Chusta nie poruszała się na jego wargach — dokładnie jakby nie oddychał.
  — Also— zaczął niskim, obojętnym tonem obserwując walczącą z płomieniem. Nie dość, że młoda, to niedouczona — nie wierzył, że uda się jej utrzymać iskrę na tyle długo, aby chrust zajął się ogniem. Gdyby nie założona na połowę twarzy maska z pewnością dojrzałaby na jego ustach uśmiech pełny rozbawienia i politowania. — Widzę, że uwielbiasz opiekować się ludźmi. Ciekawe hobby. Kiedy będzie kolacja? — dodał łamaną japońszczyzną.
  Nie przepadał za tym językiem. Od kiedy pamiętał miał problem z dźwięcznym brzmieniem niektórych liter, ale mieszkanie na terenie dawnej Japonii zmuszało twardy język Urlicha do precyzyjniejszych tonacji. Co prawda niewiele się nim posługiwał. Na Desperacji częściej spotykał zaślepione chęcią mordu bestie, aniżeli wymordowanych w pełni humanoidalnych i chętnych do rozwlekłych rozmów o Bogu. Najwidoczniej do dzisiaj.
  Jego dłoń przysunęła się do twarzy. Przesunęła się wolno po podbródku i szyi wyczuwając drapiący, kilkudniowy zarost. Jego źrenice się zwęziły jak u nocnego drapieżnika. Wciąż testował jej granice.
  Poznawał jej naturę.
  Na tyle, aby ujrzeć upragniony słaby punkt.


(s) Pustkowie - Page 2 359FxTt
Spoiler:

(s) Pustkowie - Page 2 TvRNs9U
ONE, TWO — I'M COMING FOR YOU. THREE, FOUR — BETTER LOCK YOUR DOOR
FIVE, SIX — GRAB YOUR CRUCIFIX. SEVEN, EIGHT — GONNA STAY UP LATE
NINE, TEN — NEVER SLEEP AGAIN

                                         
Nine
Inkwizytor     Poziom E
Nine
Inkwizytor     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 15.05.20 15:21  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
  Podążała za nim i najwidoczniej jedynie ona używała mózgu do tego, do czego pierwotnie został stworzony. Chrust w jej rękach robił się coraz cięższy, jednak pomimo powierzchownej kruchości jej mięśnie całkiem dobrze radziły sobie z dodatkowym obciążeniem. Trenowała z najlepszymi, najsilniejszymi anielskimi wojownikami i nigdy nie odstawała od reszty. Ten przypadek nie miał być odstępstwem, zwłaszcza, gdy swoim zachowaniem zmuszał ją, aby traktowała go jak zwierzątko. Szczekał, kąsał i zdarzało mu się stroszyć. Nie oczekiwała po nim altruistycznych gestów czy zachowań. Zdana na siebie kucnęła przed przygotowanym paleniskiem.
  Ogień robiła może z dwa razy w swoim życiu, jednak nie spisywała swoich umiejętności na daremno.
  Tuż za jej plecami poruszał się Nine. Odwróciła lekko głowę sprawdzając jego pozycję i zauważając, że ten bez krępacji sika niedaleko niej.
  Wszystko się potwierdzało.
  Zwierzątko wyprowadzone.
— Wiem, że to cię intryguje. Nie będę cię oceniała przez pryzmat twoich wąskich horyzontów, także spokojnie. — Uśmiechnęła się miło do niego i ciężko było stwierdzić czy w tym momencie zamierzała go obrazić, czy faktycznie stwierdzić fakt.
  Bliskość wymordowanego szybko ostudziła wszelkie chęci słownej potyczki, a zastąpiła ją nagła i agresywna chęć złamania mizoginowi nosa. Bezczelnie przekraczał wszelkie granice, chcąc na siłę udowodnić z jakim gatunkiem ma do czynienia anielica. 
  Pochyliła się nad tlącą w ognisku iskrą, która desperacko próbowała przebić się przez wilgotny chrust. Dmuchnęła w iskrę pomagając jej się roztlić i tym samym zyskując więcej swobody w swojej przestrzeni.
— Tak, lubię ludzi. To fascynujący gatunek, ale wy również posiadacie ciekawe mechanizmy zachowania. Na pierwszy rzut oka i tobie przypisałabym miano człowieka, jednak dobrze, że pierwsze wrażenie  bywa mylne. — Rzuciła, nie potrafiąc się ugryźć w język. Na usta cisnęło się tyle niepochlebnych komentarzy, że jej — wysłannikowi Boga, nie przystoiło mówić podobnych rzeczy. Powinna się wstydzić za swoje bezpośrednie zachowanie, powinna być bardziej powściągliwa i mniej oceniająca, jednak jak miała to uczynić skoro wszystko przemawiało na niekorzyść Nine'a? Od zawsze uczono ją, aby sprowadzała z bezdroży zbłąkane dusze i doszukiwała się w nich światła, ale co jeśli te dusze nie pragnęły go znajdywać? Na te pytania nikt jej nie potrafił odpowiedzieć, dlatego coraz częściej zdarzało się jej podważać zasady, jakimi przyszło się im kierować w bezpiecznych ogrodach Edenu. Zwierzchność siedziała sobie w bezpiecznym pałacu otoczona misami z owocami i świeżym miodowym mlekiem, najwidoczniej nie zdając sobie sprawy jak bardzo świat zdążył wyewoluować przez tysiące lat i wymyślała niepraktyczne oraz niebezpieczne reguły.  Ludzkość przestała być bogobojna, poszukująca - przekształciła się w coś czego anielska rasa jeszcze nie zrozumiała i czego najpewniej nie zrozumie nigdy. 
— Kiedy będzie kolacja? 
— Masz miecz, jesteś dużym chłopcem, więc podejrzewam, że jeśli jesteś głodny to potrafisz coś upolować. Chyba, że ogranicza cię twoja niepełnosprawność, hm? — Odwróciła na chwilę głowę przez ramię posyłając mu dość ciepłe spojrzenie do jakże zimnych słów. 
  Ogień buchnął, wyrzucając z siebie pierwsze płomienie okalające jasną twarz towarzyszki wymordowanego. Kobieta zmęczyła się słowną przepychanką i miała cichą nadzieję że ten zniknie w gęstwinach w poszukiwaniu jakiegoś królika.
                                         
Zaneri
Anioł Stróż
Zaneri
Anioł Stróż
 
 
 

GODNOŚĆ :
Zaneri — Zaneriell el Nireal.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.05.20 15:25  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
Nie skomentował jej słów. Przyglądał się smukłej samodzielnej postaci krzątającej się przy ognisku w całkowitej ciszy przerywanej jedynie dźwiękiem strzelającego chrustu, który zaczynał z wolna trawić ogień. Z łatwością rozpoznawał emocje, które nią targały. Na tym mu w końcu zależało. I choć skrywały się w najciemniejszych zakamarkach — wprawdzie — ludzkiego umysłu, nie dało się tego ukryć, nie przed kimś kto przez setki lat obcował z ludźmi. Nie przed kimś kto sam nim był. I choć powrót do przeszłości nigdy nie wzbudzał w nim sentymentu, tak sama świadomość, że właśnie te pierwsze lata życia zdołały ukształtować go na kogoś kim został do teraz, powodowały, że czasem o tym myślał. Nie leżał może na łące, na pustej przestrzeni w ciemną, bezchmurną noc gapiąc się w niebo i wspominając rodziców. Nigdy nie uważał, że miał dobre dzieciństwo, a swoją szansę na normalność zaprzepaścił dużo później, kiedy pojawiła się w końcu możliwość rozpoczęcia nowego życia. Nigdy nie zauważał w sobie jakichkolwiek odznak współczucia, sumienia — oszukiwał się nazywając drobne odruchy emocjami. Pewnie dlatego lubił obserwować reakcje społeczeństwa; ich frustracje, złość i nienawiść, smutek i radość, bo nigdy nie poczuł, że owe w jego osobowości wyewoluowały; że były w stanie zaślepić umysł i kierować ciałem. Dziewczyna mogła używać pięknych zimnych słów, idealnie wyważonej tonacji, ale nie zdołała oszukać swojego ciała, które niezbyt wiedziało, jak powinno się do nich ustosunkować. Czy rozumiała co w niej tkwiło? Czy potrafiła nazwać poprawie te odczucia?
  — Skąd pomysł, że nie jestem człowiekiem? — Nieznajomy odezwał się w końcu. Zmrużenie przed niego ślepi mogło zasugerować wzrastające zaciekawienie. — Myślisz, że jestem wymordowanym? Powołując się na co? Na twoją wszechobecną wiedzę o ludziach?
  Dziewczyna nie musiała wyjawiać mu kim tak naprawdę była. Od momentu, w którym się pojawiła jej nieskazitelnie jasna twarz, idealnie zakreślone usta i zadbane włosy odpowiedziały mu na to pytanie jednoznacznie. Na tym zniszczonym ziemskim padole nie istniały stworzenia tak idealne. A z pewnością nie tu, w samym sercu piekła. Wirus X wybił ponad połowę populacji. Tym, którym udało się przeżyć czekał los przepełniony biedą i krwią; głodem i strachem. Takich widoków  doświadczało się tu na co dzień. Był w tym aspekcie idealnym przykładem.
  — Ja tobie przypisałbym miano anioła i podejrzewam, że moje przypuszczanie są trafne — odpowiedział sucho zaczynając rozpinać swój płaszcz. Już na nią nie patrzał jakby stracił wcześniejsze zainteresowanie. — Bywasz bardzo przewidywalna. Poszukujesz Yury’ego aby go kontrolować, bo jesteś jego stróżem. Nie uważasz, że na tym świecie istnieją ludzie, którzy bez zawahania odrąbaliby ci łeb za samą twoją przynależność?
  I choć nie wykazywał wszelkich emocji podczas wypowiadania tych słów, były wyjątkowo chłodne i dotkliwe, jakby pragnął uświadomić ją jak oprawca uświadamia swoją ofiarę tuż przed strzałem w serce. Przeciągnął bez problemu bezwładną rękę przez rękaw płaszcza, a później drugą, odrzucając materiał obok sobie. Pozostał w ciemnym kaftanie (przypominał trochę kamizelkę kuloodporną) i ciemnej opinającej jego ciało długiej koszulce. Wyciągnął schowany w cholewce wysokich butów krótki nóż i przyglądając się ostrzu zahaczył kciukiem o ostrą końcówkę.


(s) Pustkowie - Page 2 359FxTt
Spoiler:

(s) Pustkowie - Page 2 TvRNs9U
ONE, TWO — I'M COMING FOR YOU. THREE, FOUR — BETTER LOCK YOUR DOOR
FIVE, SIX — GRAB YOUR CRUCIFIX. SEVEN, EIGHT — GONNA STAY UP LATE
NINE, TEN — NEVER SLEEP AGAIN

                                         
Nine
Inkwizytor     Poziom E
Nine
Inkwizytor     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 22.05.20 14:49  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
 Nie potrafiła ukrywać swoich uczuć. Ciało zdradzało ją na każdym kroku, mimo że mózg starał się kontrolować mimowolne spięcia czy ściągnięcia łopatek ze sobą, kontur rysów twarzy również stawał się bardziej wyrazistszy, a zarazem ostrzejszy. Zaneri pomimo wielkich chęci nie opanowała sztuki pokerowej twarzy ze względu na brak zrozumienia czym był ów zapalnik.  
Nawet w tym momencie, kiedy Nine zadawał jej zgoła proste i całkiem neutralne pytania, czuła się osaczona i niesamowicie podirytowana. Iskra złości tliła się równie wolno, co ta w palenisku lecz z tą różnicą, że jej własnej żadna woda nie zdołałaby ugasić.
 Jej jedynym ratunkiem w obecnie kiepskim położeniu emocjonalnym stanowiła zasłona z pleców, dzięki której mogła mieć dłuższą chwilę na opanowanie podniesionego tonu i ostrości głosu. Przynajmniej tak się jej zdawało – do momentu, kiedy nawet jej własny głos nie zdradził.
— Skąd pomysł, że nie jestem człowiekiem?
Prychnęła sarkastycznie pod nosem rozbawiona.
— Nie bądź śmieszny. — Ugryzła się w język. Zamknęła na sekundę oczy, musząc opanować roztrzęsione emocje.

* * *

 — Zaneriell, to jest twoja misja, zadanie. Pan chciał, abyś na nowo mogła się odrodzić jako anioł. Stać się jednością ze swym Stwórcą, a także pobratymcami. —  Odparł jeden ze Zwierzchności podczas obrad. Stała na środku sali przed nimi wszystkimi. Jej wielkie zielone oczy obserwowały surowe, nieporuszone twarze braci.  Wydawali się jej tacy odlegli, tacy obcy. W tamtym momencie zastanawiała się ile zmian w jej psychice zostało zaszczepionych nieodwracalnie.
—  Rozumiem, ale...
—  Rozumiesz, że to co doświadczyłaś odciska piętno na nieskalnej duszy boskiej, musisz na nowo poczuć przynależność do Stwórcy. Nascela długo przygotowywał cię, abyś była gotowa wyjść z Edenu głosząc dobro. Nie zapominaj o tym.
—  Ale...
—  Ale pamiętasz także, jakiej zbrodni dokonałaś. Musisz ją z siebie zmyć.
Warunek został rzucony. Nie mogła się pokazywać w Edenie, nie miała tam czego szukać.
Dali jej szansę na wybawienie.
Szansę jaką praktycznie nikt nie otrzymywał.

* * *

 Zacisnęła wargi mocniej, przypominając sobie ostatnie dni w Edenie. Zostawiła swój dom, ogród i swojego najlepszego przyjaciela wbrew własnej sobie. Wydzielone zadanie stawiało jasne cele i jasne rezultaty. Rozkaz z góry brzmiał: Chroń człowieka Yury'ego, chroń go przed jego własną zagładą — już wówczas wiedziała, że człowiek, którym przyszło się jej opiekować będzie niezwykle destrukcyjnym osobnikiem, a ich pierwsze spotkanie jedynie utwierdzało ją w tym przekonaniu.
 Misja szła opornie, a Yury zdawał się grać w kotka i myszkę. Uciekał przed nią, a ona starała się złapać znikający cień za rogiem. Wymykał się, a jedyną osobą która go znała okazał się najbardziej zadufany w sobie osobnik, jakiego w życiu spotkała. Współpraca z Nine'm okazywała się równie wyboistą i niekomfortową co z samym Smokiem. W pewnym momencie miała ochotę rzucić tym wszystkim, zostawić ich na pastwę desperackiego zepsucia, a samej zniknąć gdzieś w Apogeum i zacząć całkiem inne, ale nowe życie. Ta myśl pojawiała się coraz częściej, nieśmiało szepcząc i szybko znikając przed anielskim rozkazem.
— Nie mam wszechobecnej wiedzy o ludziach. Przez jakiś czas... —  Wspomnienia boleśnie wróciły. —  Przebywałam z nimi. Inaczej pachną. — Ucięła szybko, wstając i prostując się. Nie chciała do tego wracać, nie chciała otwierać się. Nie przed nim.
— Ja tobie przypisałbym miano anioła i podejrzewam, że moje przypuszczanie są trafne
— Brawo za spostrzegawczość, chcesz balony i konfetti w ramach zwycięstwa? — Odwróciła głowę przez ramię, w końcu łapiąc z nim kontakt wzrokowy.
—  Ci ludzie mnie nie obchodzą, dlatego jeśli zamierzasz mi odrąbać łeb to zrób to chociaż umiejętnie, abyś nie stracił czasem drugiej ręki, kolego. — Obiecała sobie, że to był ostatni raz. Ostatni raz dała się tak paskudnie wyprowadzić z równowagi.
Siadła po drugiej stronie ogniska, przyciągając kolana do klatki piersiowej i opierając brodę o nie.
—  Skoro kolacji dzisiaj nie będzie, to chociaż powiedz jak mam się do ciebie zwracać, nieznajomy.
                                         
Zaneri
Anioł Stróż
Zaneri
Anioł Stróż
 
 
 

GODNOŚĆ :
Zaneri — Zaneriell el Nireal.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 28.05.20 13:39  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
Ogień w palenisku huknął, a wraz z nim wzrok nieznajomego uniósł się ponad figlarne płomienie; łypał na nią spod opadających na oczy jasnych kosmyków. W ciemności jaka wokół nich panowała, tylko ogień okazał się być wystarczającym źródłem światła — rzucał nieprzyjemne cienie na jego zakrytą chustą twarz i nierówną skórę w okolicach oczu. Jej reakcja była dla niego irracjonalna — zresztą... ona cała była inna. Spoglądał na unoszącą się kobiecą sylwetkę, nie powstrzymując, aby wzrok podążył od jej wątłych łydek po same ramiona. Była drobna, niezbyt wysoka, a emocje, które targały jej wnętrzem wydawały się być zbyt potężne na pomieszczenie chaosu, który w niej szalał. Rozczulające. Podrzucił nóż w dłoni, nie spuszczając z niej wzorku. Słyszał w obejmujących ich ciemnościach nieprzyjemne kroki. Bez wątpienia mieli towarzystwo, zastanawiał się tylko, czy przybyszka jest go świadoma; gdzieś pod zarysami wzniesienia, przy którym się rozbili przebiegł wynaturzony, potężny szczur. Źrenice Nine’a zważyły się.
  — Więc skąd ta wściekłość?
  Przysunął kolano bliżej swego ciała, oparł łokieć na nodze, a dłoń z zaciśniętym w palcach sztyletem oparł na zamaskowanej części twarzy. Nie był dobrym człowiekiem, a co dopiero psychoterapeutą, ale okoliczności zmieniły się — był z nią tu uziemiony. W każdej chwili oczywiście mógł ułożyć się i spróbować zasnąć, ale dzisiejszej nocy nie planował zmrużyć oka.
  —  Przez jakiś czas przebywałaś z ludźmi i pomimo iż ich nienawidzisz, starasz się wciskać nieznajomym kit, że jest inaczej. Nikt nie będzie oceniał zamiarów z twojej jakże „boskiej” preferencji — mówił. Powieki zmrużyły czujne, widoczne ponad maską oczy. — Nikt cię z tego nie rozliczy, bo światem rządzą nowe prawa, które narodziły się po opuszczenia świata przez waszego „stwórcę”. Starania w przywrócenie równowagi spełzło na panewce już z tysiące lat temu. Nigdy wam się to nie udało, nawet za jego kadencji. Powinniście sobie odpuścić zabawę w bogów, zwłaszcza teraz.
  Jego blade spojrzenie ponownie otaksowało małolatę, która z nieznanych powodów postanowiła zwiększyć między nimi dystans. Na jego ustach wykwitł okropny krótki uśmiech — całe szczęście, że nie była w stanie go dojrzeć.
  Nigdy nie siedział przy żadnym przedstawicielu anielskiej natury — teraz zamierzał złamać zasadę sekty, w której szeregi wstąpił kilkanaście miesięcy temu. Nie czuł z tego powodu ujmy, zainteresowanie obiektem wydawało się być wystarczającym powodem, aby wytłumaczyć się przed samym sobą ze swoich decyzji. I choć zabicie jej mogłoby dać wiele korzyści — zakładał, że Yury, byłby mu za to wdzięczny — postanowił z tym poczekać. Ziemne ostrze dotknęło zbliznowaciałego kącika oka; przyjemne ukłucie drażniło oświetlaną skórę.
  „Ci ludzie mnie nie obchodzą, dlatego jeśli zamierzasz mi odrąbać łeb to zrób to chociaż umiejętnie, abyś nie stracił czasem drugiej ręki, kolego.”
  Przez osłonięte usta wydarł się krótki śmiech; ramiona zatrzęsły się w rozbawieniu. Nieznajomy przymknął oczy, a kiedy ponownie je uchylił wydawały się być bardziej błękitne niż przedtem.
  — Trudno pogodzić służebność z zaufaniem.
  Przechylił łeb, jakby chciał przyjrzeć się jej pod innym kątem; dokładnie jak nowemu okazowi w zoo.
  —  Jeśli chcesz być bohaterką i odmienić świat — zaczął leniwie, a niemiecki akcent podkreśliła harda chrypa. —  To wydaje mi się, że powinnaś poćwiczyć nad emocjami.
  Analizowanie jej było dla siedzącego po drugiej stornie demona niezwykłe trudne. Anielica wydawała się posiadać wielką wiedzę o świecie, ale nie o swoim ciele. Domyślał się, że wszystko zniweczył plan wepchnięcia anielskich dusz, do ludzkich ciał — te były pełne sprzeczności i nielogicznego myślenia. Poznanie własnych uczuć i ciała wydawało się być dla tych dziwactw najtrudniejszą lekcją.
  „Skoro kolacji dzisiaj nie będzie, to chociaż powiedz jak mam się do ciebie zwracać, nieznajomy.”
  Długą chwilę milczał — być może bił się z myślami. Mógł powiedzieć jej w końcu wszystko; mógł odpowiedzieć, że to nieważne, że i tak je zapomni nim wstanie słońce, że i tak zniknie pozostawiając ją samą, ale tego nie zrobił. Zrobił coś jednak dużo gorszego, co zaskoczyło samego zamaskowanego.
  —  Nine.
  Ogień, który ich oddzielał — bo siedzieli po przeciwnych stronach tej żarzącej się barykady — wydawał się odbić w jego ślepiach, zalewając doniedawna nikły błękit nowym szkarłatnym, piekielnym kolorem. W tej jednak chwili mogła dojrzeć i zrozumieć kim był naprawdę — i w jakich okolicznościach dane im było się spotkać. Niebo i piekło od zarania dziejów toczyło ze sobą nieustanny bój. Teraz dwa niemal mityczne istoty siedziały przy jednym stole.
  Szczur, który od długiego czasu niepewnie zakradał się w ich kierunku zyskał zainteresowanie Nine’a. Stworzenie zapewne przyciągnięte ciepłem paleniska i chęcią pozyskania jedzenia zdobyło się na tak śmiały ruch. Mężczyzna odsunął  uzbrojoną w nóż rękę od twarzy i położył ją na ziemi, a zwierzę drgnęło przez moment wahając się czy podejść bliżej. Jego wąsy poruszyły się w świetle.
  Nim zdołała zareagować na to w jakikolwiek sposób z ust mordercy wyrwało się dość dziwne pytanie:
  — Więc co o mnie myślisz?


(s) Pustkowie - Page 2 359FxTt
Spoiler:

(s) Pustkowie - Page 2 TvRNs9U
ONE, TWO — I'M COMING FOR YOU. THREE, FOUR — BETTER LOCK YOUR DOOR
FIVE, SIX — GRAB YOUR CRUCIFIX. SEVEN, EIGHT — GONNA STAY UP LATE
NINE, TEN — NEVER SLEEP AGAIN

                                         
Nine
Inkwizytor     Poziom E
Nine
Inkwizytor     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.06.20 20:45  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
 Cholera.
 Roześmiała się nie mogąc uwierzyć jak łatwo dała się wyprowadzić z równowagi. Uświadomiła sobie to z momentem kiedy ich wzrok na nowo spotkał się po przeciwnych stronach. Buta i arogancja Nine'a kipiała z niego i gdyby mogła najpewniej wyszłaby mu uszami lub inną możliwą dziurą.
 Wykorzystał jej łatwowierność oraz własną pewność siebie, aby zbić ją z tropu i ostatecznie całkowicie odsłonić. Mogła się tego spodziewać po wymordowanym, jednak część jej anielskiej natury — o ironio — silnie broniła poglądu o nie wydawaniu  bezpodstawnych osądów, zaś druga wyzywała ją od idiotek starając się uświadomić jak bardzo naiwnie postrzega jego osobę.
 Jej śmiech był łagodny dla ucha, przyjemny; kąciki ust unosiły się do góry eksponując dwa dołeczki jakie pojawiły się na policzkach. Swoim śmiechem rozluźniła ciężką, napiętą atmosferę, której była sprawcą.
— Więc skąd ta wściekłość?
— Jaka? — zapytała z uśmiechem, a cała wcześniejsza złość rozmyła się. Wsparła brodę na dłoni, obserwując poczynania wymordowanego. Z nikłym zainteresowaniem śledziła gryzonia, podejrzewając, że Nine zakończy jego ciekawość ostrym nożem.
— Skąd pomysł, że ich nienawidzę? Oceniłeś to na podstawie jednego zdania, czy może twarzy skrzywdzonej dziewczynki? — Całkowicie odrzuciła emocje na bok, przestając je łączyć z własną osobą. Odcięła się natychmiastowo, jak gdyby rozmowa dotyczyła całkiem innej, nieznanej osoby.
 Obserwowała go z lekkim zaciekawieniem; dokładnie jakby był nową rośliną w jej ogrodzie.
Tęskniła za ogrodem, tęskniła za porankami kiedy słońce wchodziło, a ona siedziała na werandzie z kubkiem zielonej herbaty i obserwowała jak natura budzi się do życia.
—  Zaufanie trudno pogodzić z intencjami. — Wzruszyła ramionami pozostawiając mu własną interpretację. Im dłużej rozmawiali podskórnie przeczuwała ogromne kłopoty. Z tyłu głowy cichy głosik szeptał o niebezpieczeństwie jakie stanowił Nine; nie fizyczne.
—  Emocje są efektem otrzymanej cielesności. Dzięki ciału zyskaliśmy wolną wolę i emocje. Anioły wbrew pozorom będą się uczyć o tym przez stulecia; sami ludzie nie byli wstanie pojąć własnej egzystencji, decyzji i uczuć, więc nic w tym dziwnego, że my również mamy z tym problem. Lecz nie jest to problem, który przeszkadza w ratowaniu świata, nie uważasz? —  Uśmiechnęła się. Wolno zaczęła wyłapywać przekomarzanki słowne; pierwotnie niesamowicie arogancja Nine ją drażniła, jednak im rozmowa się dłużyła i stawiała nowe pytania, i nowe odpowiedzi, tym Zaneri coraz bardziej zaczynała lubić jego pyszałkowatość.
 —  Nine.
Posmakowała jego imienia własnymi ustami. Wypowiedziała je miękko, zupełnie inaczej niż germańczyk.
Dziewięć stanowiło dla niej zagadkę, bo właśnie z tym skojarzyła jego imię. Znała kilkanaście języków i podobne słowo występowała w starodawnej angielszczyźnie.
 Wpatrywała się w jego oczy.
— Więc co o mnie myślisz?
— Że jesteś bardzo zabawny. — Brzmiało to absurdalnie, lecz bardzo prawdziwie. Nine z łatwością mógł to z niej wyczytać, bo nawet nie starała się tego ukrywać.
 Wiatr zawiał nieco mocniej; języki ognia trzasnęły z bicza w drewno. Noc zapowiadała się na jednym z zimniejszych o tej porze. Okryła się mocniej płaszczem, zasłaniając odkrytą skórę.
— To teraz moja kolej: jak daleko stoisz od mojej barykady, Nine? — zapytała. Zbliżyła się bardziej ku ognisku, a płomień jeszcze mocniej rozświetlił jej jasną twarz. Jadeitowe tęczówki błysnęły pewnością; czyżby znała odpowiedź?
                                         
Zaneri
Anioł Stróż
Zaneri
Anioł Stróż
 
 
 

GODNOŚĆ :
Zaneri — Zaneriell el Nireal.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 07.06.20 12:30  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
Przekrzywił głowę; jego spojrzenie wyostrzyło się. Wsparta o ziemię wyciągnięta, uzbrojona dłoń wydawała się zainteresować stworzenie. Gryzoń postąpił parę kroków w przód brodząc w zaschniętej ziemi oprószonej piaskiem; na jej powierzchni pojawiały się drobne szczurze łapki — nawet z tej odległości mężczyzna widział te ślady. Ostrość widzenia, to nie jedyna z cech jaka została darowana mu po śmierci. Zapach tej dziewczyny wodził go za nos, mimo iż oddzielała ich ognista zasłona — tylko ona wydawała się izolować ciała i trzymać pokornie diabła po drugiej stronie okręgu.
  —  Oceniłem to na podstawie obserwacji — odpowiedział dźwięcznie, choć zrogowaciały głos tłumiła chusta. —  Spięłaś się, mięśnie twojej twarzy podkreśliły ścięgna, oddaliłaś się na bezpieczną odległość, jakbyś sądziła, że po drugiej stornie nie jesteś zagrożona. Że fala przewalającego się płomienia zamaże twoja twarz, zmyje to co nie potrafisz ukryć. Aż tak zależy ci aby wypaść dobrze w mojej ocenie? Nie sądziłem, że posiadam tak wielki autorytet w twoich oczach.
  Mimo iż mówiąc to kierował wzrok w siedząca postać po drugiej stornie, tak jego wyczulony słuch skupiał się na stworzeniu, które wydawało się przekroczyć już granicę, do której w normalnych warunkach nie ośmieliłoby się zbliżyć. Źrenice za opadającymi białymi pasmami włosów, przez moment wydawały się zmienić w wrzecionowaty kształt, ale może to było tylko złudzenie? — Sprawka ulatujących iskier w nocne, bezchmurne niebo.
  Mężczyzna nigdy nie zdawał się kryć ze swoimi przekonaniami, więc nic dziwnego, że intrygowały go jednostki, które żyły inaczej. Bezceremonialnie i krytycznie podchodził do swoich prawd i nigdy nie zastanawiał się nad tym czy swoją opinią kogoś urazi. Nie zastanawiał się nad tym, bo nikt nigdy nie brał tego pod uwagę wobec niego — od samego dzieciństwa. Nie znał takiej praktyki. Język jakim musiał nauczyć się operować już setki lat temu zaprowadził go właśnie do miejsca, w który znajdował się teraz. Gdyby nie pyskate słówka, które od najmłodszych lat musiały stać się jego jedyną obronną nie siedziałby teraz naprzeciwko niej. Nie  doszukiwałby się tych jadeitowych tęczówek pod kolorytem migającego złotem płomienia.
  Fascynujące.
  — Naiwne dziewczę... — Prychnął przymykając oczy zażenowany jej niewiedzą. Wyprostowały plecy. — Emocje zawsze są problemem — skwitował bezdusznie jej wypowiedz. — Możesz posiadać swój własny szkielet prawomyślności, ale runie on tak szybko jak nie zdołasz nad nimi zapanować.
  Może nie powinien o tym mówić. W końcu — po cholerę drążył ten temat? Czy głos jaki zdołał usłyszeć jeszcze z godzinę temu, obudził w nim strach, którego zapragnął wyprzeć się nim ten zalęgnie się w jego mózgu? W tej części, do której klucz został wyrzucony do ścieków wraz z nowym odrodzeniem? Cielesność posiadała wiele wad, on sam był tego idealnym przykładem, ale jakaś cześć niego nie pozwalała się do tego przyznać.
  — Zaufanie i pragnienie — podjął niespodziewanie. Odchylił głowę, a smolisty cień pokreślił lśniące blizny w okolicach jego oczu; marszczyły się delikatnie wraz z delikatnymi zmarszczkami, które były oznakami dojrzałości jego ciała. —Jakiekolwiek posiadasz, dowiesz się szybko jak bywają złudne. Yury chyba jest w tym aspekcie idealnym przykładem, ale zdaje się, że nie tylko on.
  Jej ocena wydawała się wyprawić go w lekkie zaskoczenie — to nie trwało jednak długo, bo parsknął i odwrócił wzrok, który skupił się na zwierzęciu, będącym już w zasięgu jego dłoni. Nim zdążyło podnieść łeb, Nine jednym zwinnym ruchem uniósł sprawną rękę ponad futrzane ciało i przebił go na wskroś do ziemi. Pisk jaki rozległ się w ich towarzystwie szybko ucichł — wraz z potężna falą posoki jaka wylała się na brudną ziemię.
  — To teraz moja kolej: jak daleko stoisz od mojej barykady, Nine?
  Widoczna tylko górna część twarzy poruszyła się. Nine uśmiechnął się rozbawiony jej pytaniem. Wstał pozostawiając unieruchomione, zdychające zwierzę u swych stóp. Złapał za gałąź i wspomagając się nogą złamał sękate, drewniane ramie na pół.
  — A dostrzegasz jakąkolwiek barykadę?
  Enigmatyczne spojrzenie jakie posłał w jej kierunku mogło wydawać się mylące. Ten wzrok nie był jednoznaczny — nie jak każde, które zdążyła poznać. Ten wydawał się posiadać namiastkę matactwa, ukrytego drugiego dna.
  Nie tak łatwego do zauważenia.


(s) Pustkowie - Page 2 359FxTt
Spoiler:

(s) Pustkowie - Page 2 TvRNs9U
ONE, TWO — I'M COMING FOR YOU. THREE, FOUR — BETTER LOCK YOUR DOOR
FIVE, SIX — GRAB YOUR CRUCIFIX. SEVEN, EIGHT — GONNA STAY UP LATE
NINE, TEN — NEVER SLEEP AGAIN

                                         
Nine
Inkwizytor     Poziom E
Nine
Inkwizytor     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.06.20 14:11  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
  Roześmiała się ponownie.
  Wiatr zawiał mocniej smagając pejczem korony pustych drzew.
  Nagle zadrżała, obejmując się ramionami. Zakleszczyła się w ciasnym uścisku, mocniej przyciągając brodę do klatki piersiowej.
— Ciekawe obserwacje, ale mało odkrywcze. Nie trzeba doktoratu ze specjalizacją, aby odkryć fakt, że nie mam i raczej nikt o zdrowych zmysłach; nie ma ochoty na koleżeńskie przytulanki z całkiem obcym mężczyzna. Uważasz to za świetną dedukcję? — Roześmiała się ciepło, rozczulająco; jak matka patrząca na niesforne dziecko, które coś właśnie narozrabiało. — Próbujesz się kreować na znawcę emocji, jednak podejrzewam, że tak naprawdę sam niewiele o nich wiesz. Enigmatyczne frazesy, patetyczne teorie; nauczyłeś się ich lata temu i teraz próbujesz mnie nimi karmić, i stworzyć jakiś koślawy wizerunek. Twoja megalomania bardzo pragnie grać pierwsze skrzypce, co tylko pokazuje jak bardzo ty, dawniej, dawałeś kierować się emocjami. Patrząc na twój sposób bycia musiałeś być niezwykle porywczy i gwałtowny aż w końcu udało ci się osiągnąć to, czego próbujesz nauczyć mnie – ukrywania emocji, intencji. To kiedyś musiało cię zwieść, stąd twoja decyzja  o wyzbyciu się uczuć.
  Przelotnie spojrzała na martwego szczura. Chciała coś dodać, skomentować lecz uznała, że ta sytuacja powinna pozostać niewypowiedziana. Brzydziła się agresją, bezrozumnym zabijaniem dla samego aktu, jednak naturą wymordowanych była śmierć. Zastanawiała się, jak bardzo Nine'a obezwładniła  pokusa zerkania w Śmierci w oczy.
   Shargale zawyły w oddali.
  Chmury przesunęły się po ciemnym niebie pozostawiając po sobie rozmyte mazy.
  Życie ulatywało ze szczura coraz szybciej; podobnie do krwi wsiąkającej w piach. Wypuścił z pyska ostatni oddech i zdechł, czasem jak większość ludzi na Desperacji. Nic nie znaczący, słabszy.
  Wstała w końcu i skierowała swoje kroki ku Nine, a kiedy znalazła się tuż przed nim – ukucnęła.
  Położyła dłonie na jego kolana i wpatrywała się w jego oczy.
— Emocje zawsze są problemem
— Oczywiście, zwłaszcza dla tych którzy ich nie chcą mieć.
Wzrokiem przesunęła na martwe zwierzę. Wyglądało paskudnie, a pierwsze robaki zaczęły po nim łazić.
— Zamierzasz go zjeść? — Sama straciła apetyt. Nie przepadała za potrawką ze szczura.
Siadła tuż obok niego. W swoich intencjach nie kierowała się niczym szczególnym. Nie chciała mu niczego udowodnić, utrzeć nosa. Jego ciało stanowiło dobrą barierę przed wiatrem. Osłaniał ją i to jak na razie wystarczało do zminimalizowania dystansu.
— Jakiekolwiek posiadasz, dowiesz się szybko jak bywają złudne. Yury chyba jest w tym aspekcie idealnym przykładem, ale zdaje się, że nie tylko on.
Jego słowa wprawiły ją w chwilowe zadumanie. Wpatrywała się w ogień; trawiąc słowa.
— Masz rację. Yury idzie swoją ścieżką, a ja mogę mu w tym towarzyszyć albo obrać swoją, całkiem inną drogę. Nie wiem co los przyniesie. Może faktycznie rozczaruje się nim, może znienawidzę, ale dopóki nie spróbuję, nie dowiem się. — Wzruszyła ramionami.
  Podejrzewała, że pewnie miał sporo racji. Znał Yury'ego osobiście, a ona miała przez krótką chwilę okazję go poznać. Wówczas wydawał się odpychający i nie łudziła się, że mogło to być pierwsze, mylne wrażenie.  Głęboko zastanawiała się czy pragnie komuś takiemu podarować swoje życie i lojalność. Zdrowy rozsądek definitywnie zabraniał tej toksycznej decyzji, lecz anielska posługa pchała ją w ramiona okrucieństwa.
— A dostrzegasz jakąkolwiek barykadę?
— A uważasz, że jej nie ma? — Odwróciła głowę w jego stronę, przyglądając się profilowi. Zauważyła, jak spod maski delikatnie wystawała poparzona skóra. Skoro nie zależało mu na niczym, to czemu ukrywał swoją twarz?
— Nie pragniesz rozlewu anielskiej krwi, kolejnej głowy do trofeum?
  Ujęła patyk w dłoń i popchała mocniej nienadpalone drewno w głąb płomieni. Ciepło przez chwilę mrowiło ją w ręce oraz w piszczele.
                                         
Zaneri
Anioł Stróż
Zaneri
Anioł Stróż
 
 
 

GODNOŚĆ :
Zaneri — Zaneriell el Nireal.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 23.06.20 18:53  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
Mężczyzna milczał. Od kiedy kobieta podjęła swoja nieuzasadnioną wypowiedź, ten opuścił dotychczas ulokowane w jej twarzy spojrzenie i skierował je na szczura; ostatnich konwulsjach wybałuszył oczy i uchylił pysk. Naczynia krwionośne pękały pod skórą zalewając zwierza coraz to czystszą posoka szkarłatnego płynu. Przez tę krótką chwilę przeszło mu przez myśl, że wcześniej zaobserwowane procesy zmuszające anielicę do utrzymania odpowiedniej odległości były wręcz idealnym pretekstem do zmienienia tematu i ukrycia prawdy, co w dalszym ciągu sprawnie się jej udawało, ale nie zamierzał jej to perswadować. Nie był jej ojcem, i nie zależało mu na odpowiedzi. Jej życie było dla niego tak samo ważne, co tego leżącego nieopodal stopy gryzonia.
  Ogień zaskwierczał wyrzucając z paleniska kawałki rozpalonych drobinek żwiru i mniejszych kamieni. Płomień wciąż lawirował w gorę. Opadające tuż przy podnóży tej rozgrzanej pieczary szczątki drewna sypały się w jasny, szaro-biały wiór; destrukcja, którą siał pożar była nienasycona.
  Wydająca się niezainteresowana twarz po drugiej stornie paleniska stężała. Oczy błysnęły na krótką chwilę, choć trudno było ocenić czy była to tylko złudna iskra wijąca się nad ogniem, czy może zbłąkana emocja włócząca się gdzieś od początku ich spotkania. Nine usiadł na powrót już z kijem w dłoni złamanym w taki sposób, że nie wymagał doszlifowywania. Brew mężczyzny powędrowała w górę w wyrazie czystego wścibstwa.
  „Patrząc na twój sposób bycia musiałeś być niezwykle porywczy i gwałtowny aż w końcu udało ci się osiągnąć to, czego próbujesz nauczyć mnie — ukrywania emocji, intencji. To kiedyś musiało cię zwieść, stąd twoja decyzja  o wyzbyciu się uczuć.”
  Nie zareagował rozbawieniem, nie zaśmiał się pod nosem. Reakcja mężczyzny wydawała się jeszcze bardziej enigmatyczna niż można było przypuszczać powołując się na wcześniej zaprezentowany ton zachowania. Blade, niemal beznamiętne tęczówki świdrowały jej unoszącą się postać. Przez krótką chwilę wydawały się posiąść tak wielką siłę, że z łatwością podałoby się je o możliwości mącenia w umyśle, ale to ona była w tym mistrzynią. Czyż nie? Od kiedy odezwała się do niego po niemiecku, węszył niechybnie czekające go problemy. Ta kobieta nie powinna była za nim pójść, nie powinna niwelować odległości, której się trzymała. Jeśli uważała Yury’ego za niebezpiecznego, powinna być świadoma, że on należy do tej samej kategorii.
  Uważne spojrzenie wymordowanego przesuwało się wraz z kolejnymi centymetrami przechadzającej w cieple postaci. Zgrabne ruchy, przemyślane, pewne kroki — tego uczy się zabójców. Po krótkiej analizie jej poruszania mógł więc uwierzyć, że miecze, które dotychczas dzierżyła nie były wyłącznie aktem buńczucznym.
  One przypominają ci cos jeszcze, Nine. Pamiętasz?
  Lewa powieka drgnęła lekko w momencie, kiedy dziewczyna przykucnęła tuż przed nim. Ogień buchał w jej plecy, ocieplając odkryte lędźwie. Aromat kobiecego ciała, który spotęgował panujący wokół gorąc nie był jedyna rzeczą jaką ze sobą przywiodła. Zamyślenie, które mogła dostrzec w ślepiach mordercy trwało w nim do momentu, aż nie położyła dłoni na jego udach. Pod palcami mogła wyczuć szorstki materiał spodni, tak dotkliwy jak oceniające je blado-niebieskie tęczówki. Zmarszczki w kącikach oczu spotęgowały pobudzając zaległe niżej bruzdy do nieestetycznego zagięcia. Poczuł się zbity z pantałyku i nie pamiętał kiedy ostatnio ktoś zdołał się do tego przyczynić. Ta cała sytuacja wydawała się istną aberracją, a jednak… uśmiechnął się podle. Mimo iż nie mogła dojrzeć wygiętych warg pod skrywaną chusta, tak skóra marszcząca się przy kącikach zdradzała ten ludzki odruch. Rzadko kiedy bywał tak zaskoczony, aby nie zmitygować się wczas. Miał wewnętrzną nadzieje, że jej amatorskie oko nie dojrzało chwilowego zamyślenia, któremu nie powinien się poddać.
  — Ile lat żyjesz, dziewczynko?
  Może i kultura, i dobre wychowanie egzekwowało adekwatną wypowiedź do jej uwag, ale nie znajdowali się w żadnej drogiej i luksusowej knajpie. Nie znajdowali się w przeszłości. Oceniające ślepia Inkwizytora skrywane pod pół przymkniętymi powiekami błądziły po różowym cieniu, które podbijało jej restrykcyjne spojrzenie. Déjà vu, które kazało mu myśleć, że podobne umalowanie widział już niemal siedemset lat temu nie pomagało.
  — Ja mam za sobą kilkaset — zaczął pochylając się odrobinę w jej kierunku. — I każdy dzień uświadamia mi, że obrana przeze mnie ścieżka jest tą, która powinienem od zawsze dążyć. Myślisz, że poddanie się czemuś tak prymitywnemu, pozwoliłoby mi przeżyć tyle żyć? Że uleganie emocjom jest silniejsze i klarowniejsze dla naszego osądu?
  Już po chwili ich sylwetki dzieliły niemal parę centymetrów, ale nikt nie zdawał się tego zauważyć. Oddech, który z pewnością buchałby z ust mężczyzny, tłumiła ciemna chusta.
  — Emocje nie rozwijają. Unieruchamiają. Kiedyś to może pojmiesz.
  Wyprostował się, a oceniające spojrzenie ostatni raz zlustrowało jej sylwetkę.

Uśmiech — łagodny i delikatny; prowokował do dalszej obserwacji, mimo iż schodziła już ze sceny. Zgrabna sylwetka opięta w kusą, czerwoną sukienkę skupiała wzrok wszystkich mężczyzn zebranych w pomieszczeniu. Jednak to nie było ważne, bo kiedy spoglądała ukradkiem na niego, wiedział że z nimi wygrywał. Że to spojrzenie jest dedykowane tylko jemu. Nikomu więcej.

  Przeszłość bez przerwy pukała do jego drzwi. Żył nią. I choć nie pokazywał tego jego twardy i oporny styl bycia, tak naprawdę nigdy się jej nie wyrzekł. Wciąż gonił za Jekyllem jak pies za suką, gotów rozerwać i rozpruć mu flaki. Wszystkie decyzje jakie podejmował wydawały się uzasadnione tylko jednym. Zemstą. Tkwił w zamkniętym kręgu, z którego nie było już wyjścia. Otoczył się murem niemożliwym do zburzenia; ramy tego piekła mogły runąć tylko podczas autodestrukcyjnego wybuchu.
  Szczur znalazł się już w ogniu — nabity na pal, w akompaniamencie skwierczącej sierści. Anielica siedziała obok.
  „Masz rację. Yury idzie swoją ścieżką, a ja mogę mu w tym towarzyszyć albo obrać swoją, całkiem inną drogę. Nie wiem co los przyniesie. Może faktycznie rozczaruje się nim, może znienawidzę, ale dopóki nie spróbuję, nie dowiem się.”
  Nic nie mogło umknąć jego uwadze, mimo iż wpatrywał się w smażone jedzenie.
   — Już teraz wiem czemu żaden nigdy się przede mną nie ujawnił. Porzucacie gdy przypadek okazuje się trudny. Sadziłem, że zwierzchność — to słowo w jego głośnie było obrośnięte groteską, dokładnie jakby rozmawiali o niebieskich smerfach. — Bardziej restytuuje całkowitemu oddania się sprawie. Czy nie mówimy tu już o zdradzie?
  Kątem oka spoglądnął na dziewczynę, zauważając, że ta otaksowała krótko jego wystające spod maski blizny. Wydawał się jednak nieprzejęty. Lewa powieka znów drgnęła, lekko przymrużając oko, jak gdyby chciał wyostrzyć sobie wzrok.
  „Nie pragniesz rozlewu anielskiej krwi, kolejnej głowy do trofeum?”
  — Gdybym miał to robić, musiałbym mieszkać w bardzo wielkiej willi, aby wszystkie pomieścić.
  Pozostawiając kij wbity w ziemię zaczął rozkładać swój wcześniej ściągnięty płaszcz na ziemi. Wyciągał materiał tak, aby pokrywał równą cześć podłoża, a później ułożył się za nim, z nogami zgiętymi w kolanach, z  prawą ręką pod karkiem. Nie zamierzał przyznawać się, że jest Inkwizytorem, że należy do złej sekty, tępiącej skrzydlatych. To jak i również wiele innych spraw zamierzał zostawić dla siebie.


(s) Pustkowie - Page 2 359FxTt
Spoiler:

(s) Pustkowie - Page 2 TvRNs9U
ONE, TWO — I'M COMING FOR YOU. THREE, FOUR — BETTER LOCK YOUR DOOR
FIVE, SIX — GRAB YOUR CRUCIFIX. SEVEN, EIGHT — GONNA STAY UP LATE
NINE, TEN — NEVER SLEEP AGAIN

                                         
Nine
Inkwizytor     Poziom E
Nine
Inkwizytor     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.06.20 13:46  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
Zdawała się nie zauważać dzielących ich centymetrów, ale zauważała wszelkie minimalne ruchy mężczyzny w jej stronę. Nie spuszczała wzroku z oczu; z czujnością z tyłu głowy.
 Nine praktycznie przejrzał ją, rozszyfrował, lecz prawdą było, że Zaneri nie ukrywała swoich intencji;  można było z niej czytać jak z otwartej księgi. Te lepiej skrywane tajemnice doskonale ukrywała między wersami, omijając zdania, w których znajdywała się niewygodna prawda. Pomimo swojej anielskiej natury, wyróżniała się zawsze z tłumu swoich braci i sióstr. Pod skrzydłami Nasceli pragnęła się zmienić, ewoluować, jednak część jej wspomnień nadal budziła wiele odruchów, których mieć nie powinna. Podczas swojej długiej wędrówki w poszukiwaniu Yury'ego miała wiele możliwości do przemyślenia. Skołatane myśli, rozdarte uczucia pchały ją naprzód w poczuciu ważności zadania, lecz im bardziej zbliżała się ku podopiecznemu tym bardziej rozpaczliwie poszukiwała opóźnienia w ich spotkaniu. Uświadomiła sobie to wówczas, kiedy jej oczy spotkały się z jego zimnymi tęczówki. Przepełniony był pychą, gniewem, i nienawiścią – w tamtym momencie pragnęła poderżnąć mu gardło, gdyż widziała w nim swoje własne odbicie.
Kiedy zostali sami w pokoju, kiedy pozwolił jej odpocząć przeczuwała jego plany. Czujny sen i intuicja od początku rozważały podobny scenariusz. Widziała jak znikały jego plecy w gęstwinie i  gdyby pobiegła za nim spokojnie dogoniłaby go, ale tego nie zrobiła. Odgrywała rolę na scenie swojego twórcy, wygłaszając kwestię – widzisz Panie, znowu go zgubiłam, ale zrobię wszystko, aby go odnaleźć.
Kurtyna opadła, Bóg zmienił kanał w swoim odbiorniku i zaczął się przyglądać komuś innemu, a ona miała chwilę na przybranie maski posłuszeństwa.
 Patrzyła mu w oczy, doskonale zdając sobie sprawę z własnej wyższości i przewagi. Pycha mogła zgubić jej pewność siebie, lecz świadomość skrywanej mocy pozwalała na odrobinę arogancji.
— Ile lat żyjesz, dziewczynko?
 Wyciągnęła dłoń w jego stronę, odgarniając parę niesfornych, zlepionych od krwi i błota blond kosmyków za ucho. Obserwowała zimne, wyprane z uczuć oczy. Nine dawno dotknął dna. Umierał kilkanaście metrów pod wodą, tkwiąc we własnej bańce mydlanej stworzonej dla ochrony. Nie widział jak ugrzązł po kolana w mule; stracił światło.
— Ja mam za sobą kilkaset .
— Powinieneś się domyślić ile mogę mieć lat. W końcu znam język, którego nikt nie zna. Twój wiek wcale nie jest dla mnie zaskoczeniem. Znałam kraj, w którym takim mówiono. — Cofnęła dłoń, gdyż  praktycznie stykali się nosami. Wyczuwała charakterystyczną desperacką woń – kurzu, krwi i potu.
— Pozwól, że nakreślę ci ile mam lat. — Uśmiechnęła się delikatnie; ukazując niewielkie dołeczki w policzkach. Ogień dmuchał w jej plecy, ogrzewając odkryte lędźwie; przyjemnie łaskotał kark. — Zostałam stworzona przez Boga, a moim domem było niebo. Obserwowałam ludzi z góry, aż w końcu przyznano mi mojego własnego podopiecznego. Byłam wówczas materią. Podążałam za nim, chroniłam. Anioły nie ukazywały się ludziom; byliśmy ich cieniami, a oni uważali, że to dzięki słońcu widzą czarną plamę na ziemi w kształt ich własnych sylwetek. Pełniłam tę rolę przez bardzo długi czas, ale potem nie pamiętam nic. Nie wiem ile minęło, nie wiem co się stało, ale obudziłam się w tym ciele. Posiadłam wolną wolę, a moim nowym domem stał się Eden.
 Zbyt wiele mu wyjawiła. Nie zamierzała wdawać się w całość historii.
— Satysfakcjonuje cię ta odpowiedź, chłopczyku? — zapytała retorycznie z uśmiechem na twarzy bez zgryźliwości.
 Usiadła obok niego, przyglądając się jego poczynaniom. Najwidoczniej Nine miał zamiar zjeść szczura, z którego zrobił szaszłyk. Skupiony na mięsie nie oszczędził kolejnego cierpkiego komentarza na jej temat, co utwierdzało ją we fakcie, jak ludzie lub wymordowani mało o nich wiedzieli.
— Już teraz wiem czemu żaden nigdy się przede mną nie ujawnił. Porzucacie gdy przypadek okazuje się trudny. Sadziłem, że zwierzchność bardziej restytuuje całkowitemu oddania się sprawie. Czy nie mówimy tu już o zdradzie?  
— Wy ludzie od zawsze mieliście wolną wolę, mając prawo do decydowania o swoim losie. My anioły nigdy nie posiadaliśmy takiej możliwości.  A więc, zdradzić można na wiele sposobów.
 Mężczyzna położył się na rozciągniętym płaszczu, a ona chwilę siedziała i przypatrywała się mu z góry. Spokojny i milczący nie wydawał się zdemoralizowanym wymordowanym, lecz nie mogła wierzyć fatamorganie, być może nawet dobrej grze aktorskiej. Doświadczenie nauczyło ją czujności nawet przy towarzyszu broni.
 Położyła się na boku tuż obok niego, trzymając przy piersi miecze, gotowa by w każdej chwili strącić czyjąś głowę przez niewłaściwy ruch.  Zerkała spod przymkniętych powiek na jego profil. Niebawem miało świtać, niebawem również miał się rozstrzygnąć jej mały szantaż. Okazja nadążała się sama, bo Zaneri świadomie ją stworzyła.
— Nie podgryź mi szyi we śnie.
                                         
Zaneri
Anioł Stróż
Zaneri
Anioł Stróż
 
 
 

GODNOŚĆ :
Zaneri — Zaneriell el Nireal.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.07.20 17:54  •  (s) Pustkowie - Page 2 Empty Re: (s) Pustkowie
— Powinieneś się domyślić ile mogę mieć lat. […]
  — No tak, zapomniałem, że mam do czynienia z kobietą.
  Spokojne słowa, które dźwięczały mu w uszach nakreśliły w końcu wzór na białej pozbawionej kolorów kartce. Zarysy jakie się na niej tworzyły nie były kompletne. Przypominały przerywane linie, ledwo widoczne, ale przebijające się na papierze. Czujne oko Nine’a zdążyło je zauważyć. Nie przywykł do śladów pozostawianych przez obcych. Pomimo wysłuchania jej historii nie wydawał się szczególnie poruszony. Przez cały ten czas  patrzył w płomienie, jakby miało to uchronić dziewczynę przed dostrzegalnym zainteresowaniem, które mogłaby zdradzić jego blada tęczówka. Anielica powinna przyzwyczaić się do indyferencji. Zwłaszcza ze strony wymordowanego. Wydawał się bowiem jednostką, która prócz pompatycznej wyższości, rozbawienia i obojętności nie posiada żadnej szerokiej gamy reakcji. Jakby został tak zaprojektowany i nic nie miało tego zmienić.
  Również jego podejście do skrzydlatych.
  — Mój system aksjologiczny względem was się nie zmienił — odpowiedział po chwili nadal wyciągnięty na płaszczu. Palce prawej ręki, które wsunął luźno pod kark przesunęły się po granicy śnieżnobiałych włosów. — Nie urodziliście się ludźmi aby pojąć schemat rozumowania tych istot. I nigdy takiej wiedzy nie zdobędziecie. I nadal jest to problemem. Zdrada…
  Uśmiechnął się cierpko słysząc ruch po swojej lewej stornie i dźwięk rzeżących kamieni. Aromat kobiecego ciała spowodował iż jego nozdrza rozszerzyły się łaknąc tego zapachu.
  — Można zdradzić na wiele sposobów. Każdy to robi i każdy ostatecznie się jej dopuści, ale wy wysłannicy Boga? Zdrada to przywilej przyziemnych istot. Poczuwasz się nimi?
  Obrócił głowę, aby na nią spojrzeć. Jej jasna twarz, na którą padały cienie języków wirujących płomieni mogła napawać lekkim niepokojem. Pragnęła być wolna. Widział to w jadeitowym spojrzeniu. Ostrza przyciskane do siebie zmusiły  go do otaksowania ich jaśniejącej powierzchni. Była ostrożna — jak on, gotowa na konfrontację z zagrożeniem; od kiedy pamiętał spał z nożem pod głową. Nie przyznał tego, ale wizualizacja świata, którego kiedyś doznała wprowadziła go w niemałe zainteresowanie. Nie mógłby powiedzieć tego aniołowi. Musiał pozostać obojętny, niechętny. Ale kiedy na tę którą chwilę jego spojrzenie ponad zamaskowanej gęby przesunęło się z powrotem na  kobiece oblicze, poczuł ciepło muskające jego ucho, choć ciepło paleniska nie było w stanie sięgnąć jego głowy. Tamten dotyk. Jej dotyk, choć krótki i chwilowy okazał się preludium do decyzji jaką miał podjąć za parę godzin. Nie pamiętał kiedy ostatnio dał się komuś dotknąć. Kiedy ostatnie miesiące spędził z kimś ludzkim — na tyle człowieczym, aby przypominał mu stracone życie w kraju, które pamiętał.
  I które pamiętała ona.
  Poczuł chęć zapytania jej czy była w nim w czasie kiedy wybuchła epidemia, ale w ostatniej chwili zmitygował się przed ujawnieniem zainteresowania. Twarz mężczyzny dla jasnowłosej wciąż pozostawała sucha i szorstka. Zagadkowa jak wcześniej. Nie wyrażała nic. Nawet zmęczenia.
  — Nie podgryź mi szyi we śnie.
  — Nie polecam zatem opuszczać gardy.
  Przydługawe, jasne włosy opadały na jego oczy, nos i policzki sięgając materiału maski. Mężczyzna obrócił głowę, kierując twarz ku niebu. Do świtu pozostało im z trzy, może cztery godziny. Nie pamiętał, aby przysypiał na dłużej. Idealny czas na drzemkę.
  Ręka, wysunęła się spod karku i ułożyła swobodnie nad głową. Druga pozostawała wciąż w pozycji,  w jakiej wcześniej ją ułożył.  Zamknął oczy, nie zastanawiając się czy anielica poszła jego śladem. Skwierczący płomień trzeszczał mu w uszach. Koił. Uspokajał. A może to ciepło, które nadal czuł w okolicach lewego ucha? Niespiesznie przesunął po nim sprawną ręką, nie łudząc się, że natrafi na coś innego niż na własne, jasne kosmyki.

  — Od dawna robiłeś mi kłótnie o Kylla. Ubzdurałeś sobie jakieś spiski i chcesz w nie uwierzyć.
  Sylwetki były niewyraźne. Majacząca, zlana brudną farbą kobieta osłaniała skrywające się za nią ciało. Jej głos był jednak hardy i głośny, dudnił mu w uszach jak bijące kościelne dzwony. Niebieskie oczy błyszczące spod jej grzywki wyglądały jak kamienie wyjęte z wody. Nie wyglądała na przestraszoną —a raczej na kobietę pewną swojego, taką której nie powinno się odmawiać. Wielki cień oblał dwie  sylwetki. Szybko zrozumiał, że należał do niego. Zbliżył się, a warga drgała mu nerwowo. Czuł jak pulsuje; jak odsłania zęby. Czuł własną wściekłość.
  — Irina, odejdź… stąd… — wychrypiał i załapał ją gwałtownie za ramie odciągając brutalnie od postaci, którą kryła. Ciemnowłosa krzyknęła, kiedy twarde palce zgniotły jej chude ramię, a wątłe plecy uderzyły w ścianę.
  Właśnie wtedy dojrzał na jej twarzy ból i przerażenie.


  Myślał, że nie może być już gorzej. Pudło. Otworzył oczy i wszystko było niewyraźne. Była martwa. Poderwał się do siadu ledwo łapiąc oddech. Zdarł z ust maskę — potrzebował więcej tlenu. Światło jakie przebijało się przez kamienne konstrukcje zalało jego blizny ciepłem wschodzącego dnia. Przetarł twarz dłonią, a później przycisnął palce do skroni, jakby ten zabieg miał pomóc poskładać mu myśli. Zamknął oczy, a unosząca się klatka piersiowa uspokoiła się po kilku dłuższych chwilach.
  Czemu powróciła?
  Ukradkiem spoglądnął na bok. Dziewczyna leżała obok niego. Nadal spała. Pomimo iż trzymała noże w dokładnie tej samej pozycji wyglądała niezwykle bezbronnie. Pojawienie się jej wyzwoliło zaburzenia, schizofrenię — poczucie strachu, że wszelkie zło z przeszłości zabrało się na tę przejażdżkę. Nie miał wyboru. Było za późno. Nie mógł jej ufać.
  Więc postanowił zniknąć.

— zt. x2


(s) Pustkowie - Page 2 359FxTt
Spoiler:

(s) Pustkowie - Page 2 TvRNs9U
ONE, TWO — I'M COMING FOR YOU. THREE, FOUR — BETTER LOCK YOUR DOOR
FIVE, SIX — GRAB YOUR CRUCIFIX. SEVEN, EIGHT — GONNA STAY UP LATE
NINE, TEN — NEVER SLEEP AGAIN

                                         
Nine
Inkwizytor     Poziom E
Nine
Inkwizytor     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

 
Nie możesz odpowiadać w tematach