Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Kek
Lazarus | Kategoria B | Cel: Umiejętność - Mechanika
"Zawsze kupuj więcej drutu, niż potrzebujesz!"

Dwie ciemnofioletowe, jarzące się wewnętrznym światłem - nie migoczącym, nie chwiejącym się niepewnie czy zanikającym, a stałym, niezłomnym i pięknie niezmiennym - kropki o idealnie okrągłym kształcie zalśniły w głębokich, niemożliwych do spenetrowania wzrokiem ciemnościach; mrokach przeraźliwie, dusząco wszechobecnych, które doprawione zostały dodatkowo milczącą, upartą flautą; czerniach jednolitych, nierozrywalnych i otulających ofiary swe ciężkim, przygniatającym, wydzierającym z gardeł nieme krzyki płaszczem. Dwa te punkciki lśniące i przywodzące na myśl parę nietypowych, przedziwnych oraz pozbawionych emocji oczu - ślepi nieludzkich, niepasujących do typowego, szarego człowieczka - były jedynym zaburzeniem w tej smolistej, rozciągniętej na całej powierzchni kurtynie, przyciągając do siebie zdesperowane, rozpaczliwe spojrzenia i uwagę szukających wyjścia z tej ściskającej, przytłaczającej pustki - Nicości żarłocznej, posesywnej i niezamierzającej nikogo ze swych lepkich, długich ramion wypuścić - umysłów. Na darmo, jednakże, wyciągało się dłonie ku tym fioletowym, obserwującym patrzałkom; na darmo drapało się czarne jestestwo krępujące ruchy i utrudniające oddychanie; na darmo wrzeszczało się, płakało i błagało o jakąkolwiek, najmniejszą nawet pomoc czy chociażby łagodzące tę niedolę towarzystwo czyjeś; na darmo padało się na kolana i łkało w odległe, niewidoczne nieboskłony. Na darmo egzystowało i żyło, i trwało na tym nieistniejącym, opustoszałym i wyschniętym z pozostałych jestestw oraz bytów padole.

Korytarze, chociaż lepiej byłoby nazywać je tunelami, tutaj - w zapomnianych przez poniektóre osoby, przez jeszcze więcej po prostu i najzwyczajniej w świecie nieznanych głębinach Miasta 3 - wiły się niczym węże, przeplatając ze sobą, łącząc i kreując z pozoru bezsensowne, niemożliwe do rozgryzienia czy pojęcia wzory oraz ścieżki - jeżeli komuś dane, jednak, będzie zerknięcie na plany i mapy tychże podziemnych, niemalże nigdy nieodwiedzanych zakątków, to przekonałby się o ich zadziwiająco prostej, zapewniającej sprawne przemieszczanie się po nich i szybkie docieranie do konkretnych, kluczowych lokalizacji budowie i strukturze. Pozory mylą i nie odnosi się to wyłącznie do lubujących kryć się za milionami masek ludzi, ale i rzeczy właśnie tego typu - budowli, labiryntów i podziemi. Korytarze te miały półkolisty kształt - jakby ktoś wykreował je poprzez poziome przecięcie betonowych walców i wydrążenie w nich odpowiednio głębokich rowków - w najwyższym punkcie wysokie były na cztery metry i pogrążone były w przyjemnym dla oka, rozświetlanym przez blado lśniące, wiszące pod sufitem w trzymetrowych odstępach lampy półmroku, któremu towarzyszył łagodny, nierozpraszający szum płynącej pośrodku - w kanalikach głębokich na pół metra i szerokich na dwa - średnio czystej i niezbyt przyjemnie pachnącej wody - były to, w końcu, ścieki, gdzie odprowadza się płyny oraz odpady z łazienek i kuchni. Lecz nie była to zwykła, typowa kanalizacja, tylko ta jedna z pierwszych, antycznych i nie aż tak bardzo zaawansowanych, które ciągną się poplątanymi supłami głębiej od tych nowszych - stworzonych specyficznie i konkretnie dla Miasta 3 - niżej i na poziomach trudno dostępnych nawet Łowcom.

Istniał, jednakże, ktoś, kto wiedział o istnieniu tychże tuneli i, jakby tego było mało, aktualnie się nimi przechadzał - mężczyzna o potarganych, ciemnych włosach, przeciętnej sylwetce oraz czerwonych tęczówkach maszerował sobie po bocznej, lewej ścieżce, przedzierając się przez pomieszane, powikłane korytarze w określonym, ustalonym celu. Znalazł się tylko tylko z jednego powodu - przez, na pierwszy rzut oka, pewną obskurną, boleśnie prostacką i nieskomplikowaną stronę internetową, na którą to przypadkowo i w poszukiwaniu materiałów o mechanice trafił. Była ona niesamowicie stara, prawie że zabytkowa i zawierająca ledwo kilkanaście schematów traktujących o budowie silników, motorów i paru innych, prostych urządzeń - łatwo było ją ominąć, zbyć i odstawić w niepamięć. Lecz coś przykuło jego uwagę - drobniutkie, ledwo zauważalne wskazówki i niepasujące, niemalże niewidzialne elementy wpisane tak we wspomniane szablony, jak i kod źródłowy strony. Po przeanalizowaniu tego wszystkiego, wyłuskaniu każdego najdrobniejszego, acz makabrycznie ważnego odłamka i skleceniu tego w spójną, zadziwiającą całość, Lazarus obdarowany został krótką, skąpą wiadomością - "Nie przegap swojej szansy" - i klarowną, wyraźną mapą prowadzącą właśnie w te odległe - przynajmniej pod względem głębokości - strony. Ścieżka wytyczona na złożonej z kawałków, elektronicznej rycinie wiodła go jeszcze dalej, przez następne dwa tunele i potem gwałtownie w prawo, gdzie zakreślony był malutki, równiutki krzyżyk. I kiedy bohater tejże opowieści szedł według otrzymanych - odkopanych i posklejanych, i od zapomnienia smutnego odratowanych - wskazówek, to w pewnym momencie - parę metrów od mostka umożliwiającego bezproblemowe, niewymagające pływania w syfiastej wodzie przedostanie się na drugą stronę i, tym samym, udanie się w prawą odnogę znajdującego się tuż za nim skrzyżowania - usłyszeć mógł delikatne, leciutkie i miarowe, co trzy sekundowe tykanie.

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki: chłodnawo (mniej więcej 7 stopni Celsjusza), wiatru tu brak, jest około godziny dziewiętnastej.
  • Idziesz po lewej stronie tunelu, parę metrów od siebie masz mostek, którym możesz przejść na prawą stronę. Tuż za mostkiem jest skrzyżowanie. Słyszysz cichutkie, równe tykanie, które dochodzi od przodu - czyli strony, ku której zmierzasz.
  • Za ewentualne błędy przepraszam - jakoś nie mam siły sprawdzić tekstu pod ich kątem (:c).


Ostatnio zmieniony przez Karyuudo dnia 08.09.18 21:58, w całości zmieniany 1 raz
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Nie dość, że Lazarus był interesowną bestią dla której każda mapa miała prowadzić do niewyobrażalnych wręcz bogactw to w dodatku ostatnimi czasy wszystko było lepsze niż siedzenie wraz z innymi rebeliantami w ściekach. Nic więc dziwnego, że zagadkowa strona, którą początkowo chciał totalnie olać okazała się być niemal zbawieniem.
Wierzysz w przeznaczenie, łajzo? - spytał cichy, kpiący głosik w jego głowie, a sam zainteresowany wyszczerzył kły w uśmiechu, gdy wszelkie nieprawidłowości w schematach zaczęły układać się w niepokojąco logiczną całość.
Powinien to zgłosić komuś wyżej. W końcu wszystko co mogłoby zagrażać bezpieczeństwu podziemi powinno zostać ot tak zignorowane, ale było coś o wiele silniejszego niż łowcza lojalność - rywalizacja. Gdzieś na dnie zepsutego serduszka Azarova zakiełkowało bolesne przeczucie, że zaraz po zgłoszeniu tego wysłano by tam kogoś innego, kto zgarnąłby na siebie cały splendor i chwałę.
I bogactwo... - podpowiedział mu usłużnie głosik, co zresztą wystarczyło by łowca przestał się dłużej wahać i gwałtownie podniósł się z miejsca. Przezornie porobił telefonem zdjęcia wszystkiego co udało mu się odkopać na monitorze komputera, zamknął laptopa i zgarniając bluzę z oparcia krzesła wyszedł z pomieszczenia. Tknięty dziwnym przeczuciem zahaczył jeszcze o łowiecki magazyn by zabrać z niego pistolet - jego ukochany karabin w tych cholera wie jak wąskich, nieznanych tunelach mógłby tylko przeszkadzać zamiast pomóc.
- Gdzie się znowu będziesz szlajał? - padło znudzone pytanie łowcy w magazynie, gdy Lazarus ignorując podsuniętą mu kaburę schował pistolet za pasek od spodni by jeszcze bardziej ukryć go pod nałożoną na siebie bluzą.
- Nie interesuj się, idę nie przegapić swojej szansy - burknął, zwiewając zanim pojawiłyby się kolejne pytania.
Może gdyby przestał traktować życie w Mieście jak zabawę rodem z escape roomu to później nie trzeba byłoby go co chwilę ratować. Ale na to jeszcze przyjdzie czas. Ma na to jeszcze jakieś dwieście lat, o ile dożyje.

Wchodząc w korytarze, których wcześniej nie znał prowizorycznie założył na łeb czarny kaptur i naciągnął na pysk spraną chustę imitującą maskę. Sam nie wiedział co jest gorsze - zapach kanalizy czy przypadkowa miejska kamera przez którą jego morda znana byłaby władzy. Im dalej szedł tunelami tym większe miał wątpliwości. Jedynym plusem, który zdążył zauważyć były lampy. Nie musiał marnować baterii w telefonie żeby oświetlać sobie drogę, choć z drugiej strony trochę mu one nie pasowały do antycznych elementów. Zdążył się pogodzić z tym, że najprawdopodobniej po wyjściu stąd będzie jechał kanalizacją na kilka metrów, ale równie szybko zrzucił na Angel pranie jego ubrań.
Dopóki otoczenie było w miarę jednorodne nie zachowywał szczególnej ostrożności, ale czego się w końcu spodziewać po szczurze, który pół życia spędził w takich podziemiach. Dopiero gdy zauważyły mostek zwolnił kroku, a słysząc podejrzane tykanie jego czerwone ślepia rozszerzyły się w nagłym przerażeniu gdy pierwszym co przyszło mu do głowy było "bomba". Już miał zawrócić i w trybie ekspresowym opuścić to miejsce, gdy dotarło do niego, że to najpewniej jakieś miejskie urządzenie. Gdyby ktoś miał zostawić tu ładunek wybuchowy to najpewniej tylko oni. Spojrzał na mapkę w swoim telefonie by już z mniejszą pewnością siebie niż na początku wyprawy - skierować się w stronę tykania, które coraz bardziej budziło jego wątpliwości. Najpierw musi się przekonać co to jest.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Kek
Lazarus | Kategoria B | Cel: Umiejętność - Mechanika
"Zawsze kupuj więcej drutu, niż potrzebujesz!"

Złapany na srebrzysty, idealnie zakrzywiony haczyk przyozdobiony smakowitym, grubiutkim i przepysznym robaczkiem ciekawości, nie zamierzał dzielić się odkrytym, pięknym sekretem, jakże interesującym oraz ożywiającym ten szary i nudny dzień, z innymi Łowcami - mimo że zdrowy rozsądek popychał go do takowego działania, to on dzielnie i uparcie mu się sprzeciwił, łaknąc samemu, osobiście i w personie swej własnej, sprawdzić i zbadać odkopany na niemalże prehistorycznej, antycznej stronie internetowej szlak; trop obklejony tajemniczością i zapowiedzią świetnej, ekscytującej zabawy; ślad napełniający Lazarusa wulkaniczną prawie że energią oraz nadzieją na pozyskanie jakiegoś starożytnego, drogocennego skarbu i niezliczonego, lśniącego bogactwa. Moment zawahania - powiedzieć przełożonym? Czy nie? - prędko został więc przezwyciężony na rzecz samodzielnej wyprawy w głębsze, odleglejsze rejony kanałów i zbadania ich pod przewodnictwem posklejanej z wielu dziwnych, pozornie niepasujących do siebie elementów mapy. Uzbrojony w mentalną gotowość i gorącą determinację, mężczyzna udał się jeszcze pod wpływem nagłego, mocnego impulsu i żelaznego przeczucia do ogólnego magazynku ich Organizacji, skąd zapożyczył sobie prosty, niezbyt skomplikowany, acz bardziej przydatny w ciasnych korytarzach niż jego ukochany karabin pistolet. Zbywszy zakrapiane znudzeniem pytania stacjonującego tam Łowcy, Lazarus udał się na swoją niezaplanowaną wycieczkę w dół - ku konstrukcjom powstałym stulecia długie temu i, o dziwo, dalej jakoś się w dobrym nawet stanie utrzymujące.

Kierując się wskazówkami i wytycznymi wyłuskanymi z podejrzanej, na pierwszy rzut oka najzwyklejszej w świecie, przestarzałej strony internetowej, bohater nasz dotarł do tajemniczych, niezaznaczonych na żadnych oficjalnych mapach ścieków - dalej prosperujących, dalej działających, chociaż w mniejszych natężeniu i stopniu niż niegdyś, gdy tuż nad nimi egzystowało wypełnione tysiącami mieszkańców miasto. Starodawny styl budownictwa oraz w miarę nowoczesne oświetlenie, jak zauważył Lazarus, gryzły się ze sobą, jednakże nie sposób było zauważyć w tymże zakątku jakichkolwiek kamer i nie czuło się tu tego kłującego, stawiającego włoski na karku uczucia bycia przez kogoś obserwowanym - mogło to być złudne poczucie bezpieczeństwa maskujące sobą miniaturowe, drobniutkie kamery, bądź też ta optymistyczna, cudowna opcja, iż w ogóle ich w tych korytarzach półokrągłych nie było. Nie mógł być na sto procent pewnym żadnego z tych wariantów, dlatego też ostrożność i przezorność były tu jak najbardziej wskazane oraz polecane.

Cyk. Cyk. Cyk.

Ledwo zwolnił kroku przed mostkiem, a już zaatakowany został nutą przerażenia i zaalarmowania, kiedy to do uszu jego dobiegł dźwięk powolnego, miarowego, jednostajnego tykania. Pierwszą atakującą go w tej chwili myślą było to, że ktoś podłożył tu bombę, zwabił go w to miejsce i planował skończyć z jego jakże pasjonującym, poświęconym w większości na szwendaniu się po tego typu zakamarkach żywotem. Po przeanalizowaniu, jednak, tej koncepcji i pozbieraniu nerwów do jako takiej kupy, wypełniony rosnącymi, coraz większymi wątpliwościami Lazarus ruszył dalej - dokładnie w stronę idealnie niezmiennego odgłosu. Przebrnąwszy przez mostek i skręciwszy w prawą odnogę tego osobliwego skrzyżowania, mężczyzna natrafił na ścianę - drzwi, raczej i dokładniej rzecz ujmując. Pancerne, metalowe, okute szczelnie wrota jawiły się przed nim niby szydząca z niego, niemożliwa do zniszczenia przeszkoda, która zerkała na niego łapczywie i pysznie paroma zębatymi kółkami o różnej wielkości. Mechanizm udekorowany pustymi, małymi dziurkami i osadzony we wspomnianych drzwiach poruszał się, lecz nie cały - jedna wskazówka, ta lewa, kręciła się wolno, równomiernie i była źródłem tykania, lecz druga, ta po prawej, stała w miejscu, tak samo jak kółko, do którego była doczepiona i te największe z calutkiego obecnego zestawu, puste w środku i z ząbkami umieszczonymi wyłącznie po wewnętrznej stronie. Kolejnymi zwracającymi na siebie uwagę elementami były: malutkie, miedziano-stalowe i w komponowane pięknie w ścianę po prawej stronie pudełeczko zawierające w sobie cztery różnorakie kółka zębate - możliwe do wmontowania w nadmienione wyżej dziurki - jak również słowa nierówno, amatorsko wręcz wyryte ponad tym niby ruchomym, ale i niedziałającym przy tym jak należy ustrojstwu oraz prawiące: "Czas zatrzymany nigdzie Cię nie zabierze. Czas połowicznie wstrzymany zatrzyma Cię na drodze. Czas podwójnie, należycie biegnący przepuści Cię dalej."

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki: chłodnawo (mniej więcej 7 stopni Celsjusza), wiatru tu brak, jest około godziny dziewiętnastej.
  • Mechanizm - Strzałka na czerwono pokazuje kierunek kręcenia się tego pierwszego kółka zębatego, te oznaczone niebieskimi okręgami nie ruszają się, w żółtym prostokącie masz cztery kółka zębate znajdujące się w skrzyneczce, które to musisz odpowiednio wstawić w mechanizm. Cyframi masz zaznaczone poziomy, na jakich znajdują się kółka - możesz łączyć te, które są na tym samym poziomie lub o jeden wyżej/niżej, o dwa już nie.


Ostatnio zmieniony przez Karyuudo dnia 08.09.18 21:58, w całości zmieniany 1 raz
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Łowca poczuł wyraźną ulgę, że tykanie nie okazało się żadną bombą, choć nie można powiedzieć by to co odkrył jakkolwiek go usatysfakcjonowało. Pancerne drzwi bardziej skojarzyły mu się z pułapką niż bramą chroniącą coś wartościowego. Lata spędzone w podziemiach desperackich ruin jednak dawały o sobie znać. Przejechał opuszkami palców po zimnym metalu jakby chcąc się upewnić, że przeszkoda jest prawdziwa.
Czerwone ślepia przesunęły się na popsuty mechanizm przez chwilę obserwując jego działanie, a następnie namierzyły niewielką skrzynkę. Twarz Borisa niemal jak na zawołanie przybrała służbową minę pełną niezadowolenia i dezaprobaty. Chwycił w dłoń pierwszą lepszą zębatkę z pudełeczka i rzucił szybkie spojrzenie na mechanizm. Na jaką cholerę ktoś to w ogóle wyjmował? Gdyby ktoś zafundował mu taki cyrk w siedzibie łowców to wyciągałby sobie te zębatki z czaszki.
Zazgrzytał zębami próbując dopasować pierwszą z zębatek w jakiekolwiek miejsce, ale nie miał absolutnie żadnego pomysłu jak miałby naprawić ten mechanizm.
- Czegoś brakuje... - warknął cicho do siebie, jakby nie mając na kogo zrzucić winy postanowił obwinić siebie samego.
Przezornie spojrzał nawet pod nogi czy żadna zagubiona zębatka nie leży gdzieś ciśnięta w kąt po czym zerknął do pudełka licząc, że jakimś cudem coś przeoczył. Przejechał dłonią po dnie skrzyneczki, próbując podważyć je paznokciami. Postępowanie według wojskowych reguł i protokołu niemal wymogło na nim odruch natychmiastowego poszukania instrukcji tego ustrojstwa.
Wyryty napis też za wiele mu nie pomógł, choć dał minimalną wskazówkę co do działania tego mechanizmu. Ślepia Lazarusa przez chwilę biegały od zębatek do podpowiedzi i z powrotem by po chwili zmrużyć się ze zniecierpliwieniem. Ciche westchnięcie zawodu wydobyło się z jego ust i po krótkim wahaniu Lazarus zwyczajnie zakręcił nieruchomą wskazówką.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Kek
Lazarus | Kategoria B | Cel: Umiejętność - Mechanika
"Zawsze kupuj więcej drutu, niż potrzebujesz!"

Z jednej strony bohatera naszego łaknącego przygód oraz bogactw - skarbów skrytych i schowanych gdzieś w tych odległych, głębokich podziemiach i kanałach niesamowicie starych - zalała ulga wypływająca z faktu, że nie natrafił on na jakąś przypadkową - bądź też specjalnie dla niego przygotowaną - bombę i nie musiał użerać się z potencjalnym wysadzeniem jego jakże skromnej jednostki w drobne, nierozpoznawalne cząsteczki. Z drugiej, jednakże, nie był także jakoś szczególnie zachwycony widokiem, jaki zastał go za rogiem przebrniętego, położonego za mostkiem skrzyżowania - drzwi potężne i stalowe, przyozdobione dodatkowo tykającym, połowicznie działającym mechanizmem. Upewniwszy się, iż to, co jawi się przed nie jest marą czy kwaśną ułudą - dotknięcie jakiejś rzeczy prawie zawsze dawało tę malutką, pocieszającą gwarancję tego, że coś tutaj jest, coś w tym punkcie egzystuje, tu i teraz, rzeczywiste i namacalne - Lazarus zabrał się do studiowania postawionej przed nim, cykającej i jakby szydzącej sobie z niego zagadki. Przedziwne i nietypowe było to znalezisko - zwłaszcza w miejscu takim od dawien dawna nieodwiedzanym, opustoszałym i niemalże kompletnie zapomnianym - serwujące mu dorodną łamigłówkę, za którą wyżej - w korytarzach znanych, przyjaznych mu i wypełnionych pobratymcami - ktoś dostałby ostro w swoje bialutkie, śliczniutkie ząbeczki.

Mężczyzna, przemógłszy się i wziąwszy się w garść, począł głowić się nad tą mechaniczną zagwozdką i podchodzić do niej z najróżniejszych stron - nie tylko próbował przypasować, wmontować w wypatrzone, wybrane miejsca znajdujące się jak dotąd w skrzynce kółka zębate, ale i - kiedy to zaczęło brakować mu tak pomysłów na rozwikłanie tegoż specyficznego supła, jak i kruszącej się z każdą sekundą cierpliwości - zaczął szukać domniemanie przez niego brakujących elementów zaserwowanej mu układanki. Rozglądając się dookoła i patrząc pod nogi, i nawet podważając denko niewielkiej, prostej skrytki starał się odnaleźć cokolwiek, co mogłoby mu pomóc w tejże sytuacji. Jedynym, jednakże, co udało mu się pozyskać był zgrabnie wygrawerowany na dnie pudełka, przykryty jeszcze przed momentem cieniutką, drewnianą płytką - uniesioną przez jego zgrabne paluszki - napis, głoszący: "Jeden tylko z Czterech Jeźdźców obdarzony był Koroną.". Dalej niezdecydowany i wahający się Lazarus odstawił kwestię kłóeczek zębatych na bok, przeskakując wzrokiem to od pierwszo odkrytego napisu - tego krzywego i niezbyt ładnie, nieumiejętnie wyrytego na stalowych wrotach - to do kłopoczącego go mechanizmu i z powrotem, i tak w kółko. Lecz w końcu, po minutach przewlekających się koralami przez cieniutką nić czasu, zaryzykował z westchnieniem i ręcznie zakręcił prawą, nieruchomą wskazówką - efektem tego było to, iż po dojściu na górę stoczyła się ona bezwładnie, luźno w dół i tak zawisła, delikatnie i niemal niezauważalnie, żałośnie wręcz, dyndając. Niewiele dało mu to zagranie - pozornie, jednak, gdyż po dwóch-trzech sekundach dotąd puste, prawie miniaturowe dziurki występujące na terenie mechanizmu podświetliły się jaskrawym, zielonym światłem: ale tylko cztery z nich.

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki: chłodnawo (mniej więcej 7 stopni Celsjusza), wiatru tu brak, jest około godziny dziewiętnastej.
  • Mechanizm - Zaktualizowany obrazek mechanizmu.


Ostatnio zmieniony przez Karyuudo dnia 08.09.18 21:58, w całości zmieniany 1 raz
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Chociaż coś... - pocieszył się w myślach, gdy cokolwiek w mechanizmie się ruszyło.
Co prawda nie widział, że światełko jest zielone bo jego postrzeganie barw pozostawało wiele do życzenia, ale widział, że coś się pojawiło. To musiało mu wystarczyć.
Ponownie sięgnął po koła zębate i obrócił je w dłoni. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że nie powinien tak po prostu sobie majstrować przy tych drzwiach jako potencjalny intruz, ale ziarenko ciekawości już zostało zasiane i nie można było się go tak łatwo pozbyć. Po chwili zabawy w jego dłoni zostało ostatnie kółeczko; reszta wróciła na swoje dawne miejsca w pudełku. Boris wybrał to średnie i w myślach dopasował je do jednej z czterech podświetlonych dziurek. Wolał nie ryzykować, że przez jego błąd drzwi zablokują się na dobre. Ale chyba jednak zaryzykować będzie musiał - do jego planu w pełni działającego mechanizmu pasowały bowiem dwa miejsca. Zarówno to na godzinie piątej jak i na godzinie ósmej. Po chwili wahania wybrał jednak to drugie i umieścił tam zębatkę. W przypadku gdyby się pomylił z pewnością spróbowałby z drugim obstawianym przez siebie miejscem.
Jego czerwone ślepia niby przypadkiem powróciły do napisu o czterech jeźdźcach, który z pozoru nic mu nie mówił, choć nieprzyjemnie skojarzył się z apokalipsą. Chociaż w czasach, w których przyszło mu żyć  trudno było wyobrazić sobie coś gorszego niż życie za murami, więc jakikolwiek koniec świata w porównaniu z tym będzie całkiem fajnymi wakacjami.
Przezornie spojrzał za siebie by upewnić się, że nikt nie postanowił zabawić się w ściekowego stalkera - obojętnie czy jednostka potencjalnie wroga czy ktoś ze swoich wysłany jako ogon.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Kek
Lazarus | Kategoria B | Cel: Umiejętność - Mechanika Elektronika
"Zawsze kupuj więcej drutu, niż potrzebujesz!"

Mimo iż postrzeganie barw przez Lazarusa było nieco inne, niż u zwykłego, typowego człowieka, to i tak był on w stanie zauważyć to, iż cztery z niewielkich, rozsianych po całym obszarze na wpół działającego mechanizmu dziurek podświetliło się po tym, jak próbował samodzielnie, ręcznie kręcić wskazówką - a ta, dobiegłszy do nieoznaczonej tu godziny dwunastej, opadła luźno, bezwładnie w dół. Nie była to idealna dla niego sytuacja, jako że amatorsko wyryta na masywnych, stalowych drzwiach zagadka nie została tym jego czynem rozwiązana, lecz przynajmniej dostał on cztery drobne, lśniące niemalże szyderczo i wyzywająco wskazówki. Popchnęły one Łowcę do ponownego sięgnięcia po kółka zębate znajdujące się wewnątrz przyczepionego do ściany pudełeczka, jako że miał teraz większe szanse na w miarę bezproblemowe rozszyfrowanie tego, które powinno zostać wybrane i umieszczone w jednym z dostępnych, jarzących się zielonkawą barwą miejsc. W porównaniu do wcześniejszych, prawie że niezliczonych możliwości - biorąc pod uwagę ilość malutkich otworków i okrągłych, cechujących się różną wielkością i wypełnieniem elementów schowanych w skrzyneczce - to te stałe, ustalone szesnaście opcji wydawało się być stosunkowo prostymi do rozwikłania i wytypowania tego jednego prawidłowego; tego otwierającego wrota te metalowe i solidne; tego pozwalającego pójść dalej w nieznane, w przygodę cudowną i porywającą; tego udostępniającego Lazarusowi nowe, nieznane mu wcześniej tereny i zakątki starych, wiekowych kanałów.

Przeanalizowawszy wszystkie kółeczka i obróciwszy je parokrotnie w dłoniach, zaciekawiony znajdującą się przed nim przeszkodą - możliwą do usunięcia z pomocą jednego z tych trzymanych kawałków tykającego mechanizmu - mężczyzna wybrał w końcu jedno z nich. Odstawiwszy resztę do niedużego, zawierającego w sobie dodatkową, raz jeszcze przeczytaną wskazóweczkę - chociaż krótki tekścik o czterech jeźdźca mógł się poniektórym wydawać kompletnie bezużyteczną, kiepską próbą pomocy - pudła, Lazarus przeanalizował po raz kolejny podświetlone punkciki. Dwa z nich zdawały mu się najbardziej prawdopodobne do bycia tymi właściwymi, toteż wytypował jeden z nich i spróbował dopasować do niego dzierżone kółeczko. Niestety nie chciało ono wcisnąć się w tamto miejsce, najzwyczajniej w świecie tam nie pasując i się nie mieszcząc - pozostało więc przejście do planu B i włożenie tegoż elementu do drugiej wypatrzonej opcji. Wsunęło się ono w tamto miejsce bez jakichkolwiek problemów - niby idealnej wielkości rękawiczka wsunięta na zgrabną dłoń - sygnalizując to ostatecznym, radosnym kliknięciem i zaraz poruszając się wraz z pozostałymi 'siostrami'. Wszystko poczęło kręcić się w określonym, różnorakim tempie i w chwili, kiedy przezorny, odrobinę paranoidalny mężczyzna zerknął za siebie - ażeby to sprawdzić, czy kogoś przypadkiem za nim podejrzanego nie ma i nikt go nie śledził - to rozległy się dwa głośne, mechaniczne cyknięcia.

Kling. Klang.

Przecięły one cuchnące kanalizacją powietrze donośnym echem i źródłem ich były dwie wskazówki, które to dwa razy zatrzymały się na moment i wznawiały swój szaleńczy, okrągły bieg. Przywodząc na myśl odblokowany, otwarty zakodowanym szyfrem sejf, wielkie i stalowe wrota wreszcie raczyły się otworzyć. Opadły one w dół ze zgrzytem okropnym i chrapliwym - jak gdyby dawno już nie miały sposobności tego uczynić - ukazując Lazarusowi krótki, zawalony wszelkiego rodzaju, zepsutymi gratami - zegarkami, komputerami, telewizorami i innymi elektronicznymi sprzętami - korytarz prowadzący do równie zasypanego tego typu śmieciami pomieszczenia. Pokój ten, mimo bycia zawalonym tymi niezdatnymi do użytku przedmiotami, był zadbany i pozbawiony nawet grama kurzu, w prawym jego rogu znajdowało się masywne, spore biurko wypełnione ręcznie wyrysowanymi planami i konceptami urządzeń. Na szarych, gładkich ścianach porozwieszane były plakaty przedstawiające różne obwody elektryczne, układy analogowe i cyfrowe, procesory i inne tego typu rzeczy. Całość oświetlona była pojedynczą, zwisającą ze środka sufitu żarówką o sporej, wystarczającej do objęcia każdego kąta pokoju mocy. Na lewo, należy jeszcze dodać, dane było bohaterowi naszemu ujrzeć proste, drewniane drzwi z nalepionym na nich, jaskrawym znakiem mówiącym: "Nieupoważnionym wstęp wzbroniony!".

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki: chłodnawo (mniej więcej 7 stopni Celsjusza), wiatru tu brak, jest około godziny dziewiętnastej.
  • Mechanizm - Działający mechanizm.


Ostatnio zmieniony przez Karyuudo dnia 08.09.18 21:59, w całości zmieniany 1 raz
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pierwsza próba okazała się niewypałem. Dobrze, że przywódczyni go w tej chwili nie widziała. Załamałaby się kogo wzięła za technika. Na szczęście chwilę później zębatka znalazła pasujące miejsce i mechanizm zaczął działać. Boris odetchnął z ulgą i niemal natychmiast wszelkie czarne myśli zastąpiło samouwielbienie. Taki był mądry, taki cwany. Co z tego, że ze zwykłą zagadką bawił się tu tyle czasu.
Gdy wskazówki zaczęły odblokowywać wrota, a te nieznacznie drgnęły - łowca niemal od razu odsunął się od nich na wypadek gdyby za nimi miało czekać go cokolwiek złego. Obojętnie czy byłby to podziemny bazyliszek, bomba czy po prostu widok jakichś obrzydliwych zwłok. Tutaj wszystkiego mógł się spodziewać.
Zerknął do środka dopiero gdy wrota całkowicie opadły ukazując zagracony korytarzyk.
- Wow... - westchnął z podziwem, nie przejmując się tym, że ktokolwiek mógłby go usłyszeć.
Drzwi zrobiły wystarczająco wiele hałasu. Jeżeli ktokolwiek tu był i tak już zdążył zdać sobie sprawę, że ma do czynienia z intruzem. Mężczyzna postąpił krok naprzód, dość niepewnie, ale chęć obejrzenia wszystkich rzeczy była silniejsza niż zdrowy rozsądek.
Zatrzymał się tylko na chwilę, by sięgnąć po jeden z zegarków i sprawdzić czy na pewno nie działa. Przydałoby mu się takie cacko. Odłożył go jednak po chwili i już bez wahania wszedł do pomieszczenia.
Czyściej niż u nas w pracowni - przeszło mu złośliwie przez myśl, całkowicie ignorując fakt, że to on był największym syfiarzem wśród techników i cały burdel był wyłącznie jego winą.
Czerwone ślepia obiegły wszystkie ściany pokoiku, zatrzymując się na każdym z pojedynczych plakatów jak gdyby właściciel szukał na nich czegoś ciekawego i w końcu natrafiły na drzwi. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony, hm? Lazarus czuł się jak najbardziej osobą upoważnioną. Nie dość, że udało mu się tu wejść to jeszcze był łowczym szczurem. Im było wolno włazić wszędzie, czy tego ktokolwiek chciał czy też nie.
Wyciągnął zza paska od spodni pistolet, zważył go w dłoni jakby samemu próbując przekonać się do tego, że w razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa powinien go użyć i najciszej jak tylko mógł nacisnął na klamkę popychając lekko drzwi.
O ile te oczywiście ustąpiły.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Kek
Lazarus | Kategoria B | Cel: Umiejętność - Mechanika Elektronika
"Zawsze kupuj więcej drutu, niż potrzebujesz!"

Zadowolenie oraz ukontentowanie wypływające z poradzenia sobie z postawioną przed nim, tamującą mu drogę do wnętrza tegoż tajemniczego korytarza zagadką było w pełni uzasadnione i zasłużone, mimo iż samo zdobycie mapy prowadzącej w to miejsce ze sprytnie zakodowanej, niezwykle wiekowej strony wydawało się - jeśli patrzeć na poukrywane cwanie jej szczątki, kawalątki oraz trudne do wygrzebania i poskładania w całość elementy - o wiele trudniejsze i, w konsekwencji, większym sukcesem. Mimo wszystko ta iskierka dumy z samego siebie warta była męczenia się z tym na wpół działającym, tykającym niby bomba zegarowa mechanizmem, którego pokonanie otworzyło mu drzwi - dosłownie - do nowej, świeżej przygody. Spodziewał się prawie że wszystkiego - a przynajmniej tych nieprzyjemniejszych, gorszych dla niego i mogących skończyć się tragicznie dla jego persony rzeczy - lecz zagraconego wszelkiej maści zwłokami technologicznymi - na calutkie szczęście nie ludzkimi - tunelu prowadzącego do równie zawalonego najróżniejszymi, starymi i martwymi już od dawien dawna sprzętami pomieszczenia już nie. Zdumiony i zachwycony zalegającym przed nim znaleziskiem - skarbem antycznym i mogącym przyprawić kolekcjonerów o zawał serca, i przez to śmiało porównywalnym w wartości do tego, jaki kryłby się na pirackiej mapie skarbów - Lazarus postąpił niepewnie - przynajmniej nie przez fakt, iż bał się bycia przez kogoś zauważonym czy odkrytym, jako że, jak sam już wywnioskował, ktokolwiek tu się ukrywał usłyszał już pewnie zgrzyt i szczęk, i jęk otwartych na oścież wrót, toteż musiał wiedzieć, iż ktoś wślizgnął się do środka tego przedziwnego, cudownego zakątka - naprzód o jeden, pojedynczy kroczek.

Ciekawość i zainteresowanie, jednakże, prędko przezwyciężyły i zmyły, i zmazały z zachowania mężczyzny tę nutę nieśmiałości oraz zawahania, popychając go do oględzin tak leżącego tu wyposażenia, jak i porozwieszanych na ścianach pokoju - najprawdopodobniej będącym czymś w rodzaju prowizorycznej pracowni - plakatów. Wszystko to było warte uwagi - cacuszka możliwe do naprawienia i wdrożenia w nie nowego życia; przedstawiające mniej lub bardziej skomplikowane obwody plansze, z których wynieść można było jakże cenne ziarenka wiedzy - lecz Technik skoncentrował się ostatecznie na drzwiach opatrzonych tabliczką "Nieupoważnionym wstęp wzbroniony!". Stwierdziwszy, że skoro zaszedł aż do tego punktu, to był przynajmniej w małym stopniu zakwalifikowany do person mogących przekroczyć próg wypatrzonego wejścia, nie wspominając o tym, iż Lazarus jest przecież łowczym szczurem mogącym wepchnąć się - nawet wbrew czyjeś woli - praktycznie wszędzie, gdzie tylko chciał. Dobywszy, na wszelki wypadek, przytarganego tu ze sobą pistoletu, mężczyzna podszedł do drzwi, chwycił za klamkę i nacisnął. Ustąpiły one bez jakiegokolwiek, najmniejszego nawet problemu, wpuszczając go do pomieszczenia świetnie oświetlonego, sterylnie czystego i wypełnionego dudniącą, głośną, wbijającą się w uszy muzyką techno-klasyczną płynącą ze stojącego w kącie odtwarzacza. Na środku tego zalanego ogłuszającym, pozbawionym słów brzmieniem pokoju znajdował się stalowy, wysoki do pasa przeciętnej osoby stół, na którego blacie znajdował się na wpół rozebrany laptop.

Nad urządzeniem tym ani nie starym, ani też nie nowym - tylko takim akurat, nadążającym jeszcze za wychodzącymi programami i słabszymi grami - pochylała się niska, siedzącą na obrotowym krześle kobieta o brązowych włosach związanych w sięgający łopatek kucyk. Była drobnej budowy, o bladej, naznaczonej paroma bliznami skórze i zręcznych, smukłych dłoniach, które akurat teraz pracowały nad zlutowaniem w odpowiedni sposób paru drucików i kosteczek z właściwymi punktami na wyciągniętych na zewnątrz bebechach przenośnego komputera. Niewiasta ta - mogąca mieć najwyżej trzydzieści lat, nie więcej - założone miała ochronne, zakrywające jej oczy i połowę twarzy gogle, jak również kiwała się radośnie w rytm rozbrzmiewającej w całym pomieszczeniu - jak i obecnie uciekającej na zewnątrz - muzyki. Nie zauważyła jeszcze naszego niezapowiedzianego gościa, ponieważ pochłonięta była tak swoją pracą, jak i słuchaniem zakrapianej technem symfonii. Warto jeszcze tutaj dopowiedzieć, że sam pokój był w wymiarach trzy na trzy, prócz wymienionych przedmiotów - i osóbki - nie było w nim nic więcej, zaś na ścianie naprzeciw Lazarusa znajdowały się kolejne, równie szczelne jak te, którymi tu wszedł, drzwi - te, jednakże, był czyste i nieopatrzone żadnymi znakami bądź tabliczkami.

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki: chłodnawo (mniej więcej 7 stopni Celsjusza), wiatru tu brak, jest około godziny dziewiętnastej.


Ostatnio zmieniony przez Karyuudo dnia 08.09.18 21:59, w całości zmieniany 1 raz
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Sięgnął po broń żeby odstrzelić ewentualnemu niebezpieczeństwu sporą część ciała, to prawda - ale gdzieś w głębi łowczej duszy i tak poczuł się wyraźnie zaskoczony gdy za drzwiami spotkał kogoś żywego. Choć spotkanie nie było tu odpowiednim określeniem. Raczej podkradnięcie się skoro kobieta go nie zauważyła. Stał przez chwilę w progu. Najpewniej taki właśnie widok zastawali zawsze ci, którzy wchodzili do pracowni, choć on sam ze względów bezpieczeństwa zwykle słuchał muzyki przez słuchawki.
Opuścił lufę trzymanego w dłoni pistoletu i skierował ją na podłogę, choć nadal go nie zabezpieczył i trzymał w pogotowiu. Wolną dłonią zapukał w otwarte i tak drzwi.
- Masz gościa - powiedział, starając się by jego podniesiony głos nie był wzięty za agresję, a zwyczajną próbę przebicia się przez elektroniczną muzykę - Ale nie odwracaj się  zbyt gwałtownie.
Jeżeli miałby wybierać to artystyczny nieład poprzedniego pokoju określony przez innych najprawdopodobniej zwykłym złomowiskiem przypadł Borisowi do gustu o wiele bardziej niż prawie puste pomieszczenie. Porządek i sterylność kojarzyła mu się tylko i wyłącznie z władzą - pewnie dlatego w swoich pracowniach i pokojach zawsze miał bajzel. Kiepska wymówka, ale zmniejszała pojedyncze wyrzuty sumienia powodowane czynieniem bałaganu wszędzie tam gdzie się znalazł. Miał tylko nadzieję, że kobieta nie okaże się wrogiem. Liczył przecież na to, że dowie się o co chodzi z tą całą ukrytą mapą.
Kolejne drzwi przyciągały jego wzrok, ale zdrowy rozsądek kazał jednak wlepiać ślepia w nieznajomą. Rzucił tylko przelotne spojrzenie na wszystkie cztery górne rogi pokoju - w poszukiwaniu kamer.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Kek
Lazarus | Kategoria B | Cel: Umiejętność - Mechanika Elektronika
"Zawsze kupuj więcej drutu, niż potrzebujesz!"

Ewentualne niebezpieczeństwo okazało się być brązowowłosą kobietą majstrującą przy na wpół rozebranym, modyfikowanym przez nią radośnie - o czym świadczyło kiwanie się w rytm lecącej muzyki i miejscowe, wesołe nucenie pod nosem tejże rozbrzmiewającej w sterylnym pomieszczeniu melodii - laptopie i z goglami chroniącymi jej niewiadomego jeszcze koloru ślepka. Obecność żywej jednostki w tymże odizolowanym od reszty Miasta 3, skrytym w najgłębszych jego odmętach i umieszczonym na poszatkowanej, wymagającej sklejenia jej w logiczną całość mapie zakątku zdziwiła Lazarusa, który opuścił lufę dzierżonego pistoletu w dół, ku nieskazitelnie czystej podłodze - nie miał zamiaru, jak na razie, celować ową bronią w tę tajemniczą, pracującą sobie tutaj spokojnie personę i przypadkowo przestraszyć ją lub doprowadzić do niebezpiecznej dla nich obu paniki. Swoją obecność zakomunikował niewieście zapukaniem w otwarte, opatrzone ostrzegającym znakiem drzwi, na co nieznajoma pisnęła wysoko, donośnie i poderwała się do pionu, zwracając przy tym trzymaną lutownicę ku mężczyźnie w zastraszającym geście - zupełnie tak, jak gdyby celowała w niego z jakiejś nietypowej, specyficznej spluwy. Czekoladowe, głębokie oczęta jawiące się za szybkami ochronnych gogli mrugnęły raz, dwa, po czym kobieta parsknęła i zasłoniła jedną, drobną oraz smukłą dłonią wykrzywione w uśmiechu, czerwone usteczka.

- Nie powinieneś straszyć kogoś nad czymś pracującego - skarciła go lekkim, rozbawionym i niesamowicie dźwięcznym tonem, odkładając lutownicę na blat metalowego stołu i wolną ręką ściągając idealnie dopasowane do jej twarzyczki, wydające się być zrobione specjalnie dla niej okulary. Uczyniwszy to wszystko, opadła dłonie o biodra i zmierzyła ciekawskim, iskrzącym się spojrzeniem swojego niespodziewanego, niezapowiedzianego gościa, przywodząc na myśl kota, który to dojrzał zablokowanego w gałązkach, osłabionego i coraz mniej się szamoczącego wróbla. - Zwłaszcza kogoś, kto dawno już z nikim nie miał styczności - dopowiedziała do swoich poprzednich słów, machając w powietrzu pouczająco paluszkiem i nie będąc ani odrobinę zdumioną, przerażoną czy zmartwioną tym, iż ktoś obcy oraz o potencjalnie negatywnych, brutalnych zamiarach wbił się do jej pracowni: a przynajmniej takie wrażenie odbierało się z całej tej z jednej strony zagraconej, z drugiej perfekcyjnie czystej miejscówki. - A teraz powiedz mi, o Nieznajomy Mój, jak tu trafiłeś? - zapytała z zawadiackim chichotem, zerkając na wciąż grający odtwarzacz i wyglądając tak, jakby rozważała jego wyłączenie. Ostatecznie jednak wzruszyła ramionami i zignorowała kompletnie puszczające muzyczkę urządzonko na rzecz skupienia się w pełni na Lazarusie w oczekiwaniu na jego odpowiedź - mimo że coś drobniutkiego, szepczącego i zalegającego na krańcach świadomości podpowiadało mężczyźnie, że już świetnie i doskonale ją zna.

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki: chłodnawo (mniej więcej 7 stopni Celsjusza), wiatru tu brak, jest około godziny dziewiętnastej.


Ostatnio zmieniony przez Karyuudo dnia 08.09.18 21:59, w całości zmieniany 1 raz
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach