Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 7 z 19 Previous  1 ... 6, 7, 8 ... 13 ... 19  Next

Go down

To było jak uderzenie pieprzonym obuchem w tył głowy.
Momentalnie wszystko dookoła chłopaka zatrzymało się, a on sam poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła, wywołując zawroty głowy i tańczący żołądek, który, gdyby tylko był pełny – z pewnością podzieliłby się ze światem swoją zawartością. Jak na zwolniony filmie, powoli, odwrócił się przodem w stronę mężczyzny, a trzymany przez niego telefon prześlizgnął się przez palce, upadając miękko na fotel, tuż obok uda dzieciaka. Poruszył niemo ustami, a krew z jego twarzy momentalnie odpłynęła, sprawiając, że chłopakowi było bliżej do ducha, niż żywej istoty.
To nie tak miało wszystko wyglądać.
A myślał, że jest taki cwany. Taki mądry i przebiegły. Że będzie mógł nawymyślać jasnowłosemu, samemu będąc bez jakichkolwiek konsekwencji.
- Skąd… - zaczął, ale momentalnie zamilkł widząc, jak mężczyzna robi krok w jego stronę. Jak na zawołanie jego instynkt zadziałał i przesunął tyłkiem po kocu kawałek do tyłu, chcąc zachować stosowną odległość pomiędzy nimi.
Na domiar złego uśmiech Growlithe’a nie wróżył nic dobrego. Wręcz przeciwnie, wywoływał w chłopaku poczucie paniki i zbliżającego się niebezpieczeństwa, a w konsekwencji dreszcze przebiegające wzdłuż jego kręgosłupa.
- To był taki żart. – jęknął cicho, ledwo słyszalnie, ale z pewnością jego słowa dotarły do wrażliwych uszu wymordowanego.
Znowu się zbliżył, a Shion znowu się odsunął. Problem był jednak taki, że już po chwili jego plecy przycisnęły się do ściany, odcinając mu drogę ucieczki. Gdy dłoń powędrowała w jego stronę, zacisnął mocniej oczy oczekując uderzenia. Zamiast tego delikatny dotyk skutecznie go ostudził, włączając czerwoną lampke ostrzegawczą, która do tej pory jedynie migała gdzieś w tyłach jego czaszki.
- Ja… muszę iść! – powiedział szybko, kiedy kaptur odsłonił jego sterczące, rude włosy. Wciągnął mocniej powietrze gdy ciepłe i szorstkie palce musnęły jego skórę. O dziwo, lubi dotyk jego dłoni. Pomimo wyczuwalnej każdej blizny, która niejednokrotnie drażniła, to i tak niejednokrotnie sam łaknął tego dotyku.
Ale nie dzisiaj.
Dzisiaj chciał uciec. I zamierzał to uczynić. Wzrok powędrował w bok, tuż obok szczupłego biodra mężczyzny, zahaczając o wyjście. Musiał jedynie prześlizgnąć się obok mężczyzny i dać nogę. Nie powinno to być takie trudne….
TRZASK.
Drobna dłoń chłopaka trzasnęła niezbyt mocno, ale też niezbyt lekko rękę Wilczura, która spoczywala na jego karku, jednocześnie odsuwając ją od siebie. Pozbawiony jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, zerwał się na nogi i ruszył w stronę wyjścia wymijając Growa.
Ale podczas odpychania od podłoża,, stopa poślizgnęła się na kocu, zabierając Shionowi jakiekolwiek oznaki równowagi. Nim ktokolwiek mógłby coś zrobić, w czasie jednego uderzenia serca, poleciało przodu, uderzając głową o klatkę piersiową Wilczura i wpadając na niego całym sobą, jednocześnie pchając na ziemię tak, że jasnowłosy uderzył dupskiem i plecami o twarde podłoże. A Shion znalazł się na nim, w bardzo niedogodnej pozycji z przyciśniętą twarzą do jego podbrzusza.
Uniósł powoli głowę i stęknął cicho, czując, jak jego czoło i nos pulsując. Wzrok powędrował dalej, aż dotarł do twarzy jasnowłosego.
Pierwsza sekunda.
Zaczęło do niego dochodzić co się właściwie stało.
Druga sekunda.
I w jakiej pozycji się znajdują.
Trzecia sekunda.
- Hue. – uśmiechnął się złośliwie i tryumfalnie, a jego mina mówiła „no i widzisz? To jest dominacja, plebsie”.
Czwarta sekunda.
Mina mu zrzedła momentalnie. Ponownie się zerwał na nogi, przeskakując leżącego Growa i z nadzieją w oczach spoglądając w stronę wyjścia.
                                         
Shion
Ratler     Poziom E
Shion
Ratler     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down

Nie robił tego z chęci. Prędzej z czystej złośliwości, choć do głowy faktycznie dobijały się warkliwe myśli, by zrobił z gówniarzem porządek. Niewinna zabawa? Błahe żarty? Nietrafny kawał?
Growlithe raz jeszcze zmusił usta do uśmiechu, choć tym razem przybrał on bardziej zmęczoną barwę.
- Przecież mówiłem, że jestem tuż za tobą. - Ciepło dłoni musnęło mocniej jego kark. Już prawie chwycił go jak niesfornego szczeniaka, by zaraz zadrzeć do góry i trzasnąć o szafę, ale...
TRZASK.
Mina momentalnie mu zrzedła. Shion jednym, durnym ruchem zerwał z jego twarzy przyjemną maskę kogoś, kogo dało się jeszcze udobruchać. Przeprosinami, pokorą - czymkolwiek, ale dało, gdyby usłużnie pochyliło się kark.
Shatarai wydała z siebie cichy pomruk, ledwo możliwy do wychwycenia. Było w nim jednak tyle szyderstwa, że jeszcze moment, a pewnie rozwaliłoby całą norę i zasypało ich wszystkich żywcem. Ta cholerna suka nie potrzebowała wiele, by zorientować się w sytuacji.
HULA SOBIE, CO, JACE? MOŻE POWINIENEŚ ZROBIĆ Z NIM PORZĄDEK?
Palce wymordowanego drgnęły, zaciskując się w pięść. Zdążył jeszcze tylko zacisnąć zęby... a potem niespodziewanie poczuł uderzenie prosto w pierś. Jedna z nóg automatycznie przesunęła się do tyłu, chcąc złapać jeszcze równowagę, ale but ledwie szurnął po ziemi, a Growlithe już huknął, na moment wypuszczając z płuc całe zmagazynowane powietrze.
Pazury Shatarai zaczęły się zaostrzać w czasie, w którym Growlithe wsparł się na łokciu i wsunął palce we włosy, by dotknąć dłonią obolałej czaszki. Wzrok machinalnie wlepił w Shiona.
Sekunda. Dwie.
Pulsowanie w skroni zakłuło, gdy warknął wściekle.
Jak śmiesz...
Shion jak na komendę poderwał się na równe nogi, przeskoczył przez niego i zapewne był bardzo zaskoczony, gdy coś niespodziewanie chwyciło go za kostkę i szarpnęło nią do tyłu, by ponownie przywitał podłogę z rozłożonymi ramionami. Instynkt pchnął Growlithe'a do przodu, wybił się więc wolną ręką, a potem wbił kolano prosto w lędźwie Shiona. Drugie stuknęło po jego boku, zaraz po tym Opętany mógł usłyszeć cichsze nieco buchnięcie, gdy dłoń białowłosego wylądowała tuż obok jego głowy. Palce wolnej ręki wsunęły się ponownie w jego kosmyki, lekko je mierzwiąc tylko po to, by zaraz chwycić za nie, szarpnąć do góry i... Growlithe powoli zrezygnował z tego aktu, choć dłoń nadal drżała z ekscytacji.
Shatarai prychnęła. Wtedy zrozumiał, że to nie kwestia ekscytacji, tylko zimna.
- Może teraz pogramy na moich zasadach? - Powoli zsunął ciążące na plecach dzieciaka kolano na ziemię, dając mu możliwość zaczerpnięcia głębszego wdechu. Na moment, bo zaraz potem drobne ciało Opętanego zostało siłą przewrócone na plecy. Growlithe wsunął dłonie na jego nadgarstki, wbił je w ziemię i zawisł tuż nad twarzą Shiona. Mimo pytania sprzed chwili, na jego twarzy nie było już żadnego rozbawienia. - Spójrz mi w oczy, Shion i poszczekaj jeszcze trochę. Będę mieć więcej argumentów, żeby odgryźć ci język z tej niewyparzonej gęby.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Zduszony jęk towarzyszył hukowi, kiedy drobne ciało ponownie łupnęło o ziemię. Wraz z uderzeniem, chłopak kłapnął boleśnie swoimi ustami, uderzając zębami o zęby, przez krótką chwilę mając wrażenie, że wybije sobie zęby. Pierwszym, zupełnie naturalnym odruchem była chęć kopnięcia swojego oponenta, by móc wyswobodzić się z palącego jego skórę dotyku. Jednakże nim jego stopa zdołała dosięgnąć ciała wyższego wymordowango, sam Shion znalazł się w potrzasku, niczym dzika bestia, która nie może uwolnić się od swojego prześladującego Łowcy.
- Złaź ze mnie grubasie. – jęknął próbując wyrwać się spod ciała jasnowłosego. Ale zamiast ulgi, poczuł przeszywający ból promieniujący na całe plecy. Z gardła chłopaka wyrwał się zduszony jęk i machnął mocniej , chcąc w jakikolwiek sposób przywalić wymordowanemu. Nawet był moment, kiedy jego małe, acz ostre kiełki śmignęły tuż przy skórze ręki znajdującej się przy jego głowie, aczkolwiek Growlithe niemalże w ostatniej zapobiegł temu łapiąc za rude kosmyki i jednocześnie odciągnął go od swojej części ciała, pozostawiając po sobie wspomnienie ciepłego oddechu.
- Nie będ—ZOS—CHOLERA! – jęknął głośniej dzieciak, kiedy znalazł się pod Growem na plecach, niemalże twarzą w twarz. Chłopak warknął cicho, choć nie było w tym ani krzty pewności siebie. Szarpnął się mocno, na moment wyginając ciało lekko w łuk, ale żelazny uścisk mężczyzny był na tyle mocny, że szorstkie dłonie nawet nie drgnęły, gdy Kundel aktualnie toczył małą walkę o wolność.
- Idź sobie sam się zabawić, skoro tak lubisz. – usta chłopaka wykrzywiły się w mało przyjemnym grymasie, który towarzyszył w kolejnej próbie szarpnięcia.
Ale w końcu i on zrezygnował, spoglądając na Growa, zdawać się mogło, zaskakująco spokoju.
- Goń się. Idź sprawdzić czy nie a ciebie na korytarzu. – mruknął prowokująco i zaczepliwie. Bo przecież prowokacja dzikiego zwierzaka była taka mądra i inteligentna.
- Chyba bardzo lubisz macać młodszych od sobie, co nie? – kolejne nieprzyjemne warknięcie, kiedy brązowe oczy przeleciały po twarzy mężczyzny, zahaczając niemalże o każdy jej aspekt.
- Jaki jest twój problem? To były tylko żarty. ŻARTY. Poczucia humoru to ty nie masz. – dodał i ściągnął usta w wąską linię, co zdecydowanie nie poprawiło jego naburmuszonego wyrazu twarzy.
A nie też z pewnością nie pomoże wykaraskać ze zbliżających kłopotów.
- Pożałujesz, jak mnie nie puścisz zaraz. Zobaczysz.
Ale czcze gadanie w tym momencie na nic się nie zdawało. Shion zdawał sobie sprawę, że musi działać. Bez znaczenia co to miało oznaczać.
Nim ostatnie słowo utknęło w jego gardle, poleciały kolejne.
- Ugryzę cię. Obiecuję. Będzie bolało. Dlatego puść mnie i zajmij się swoimi sprawami. – syknął, kiedy noga wystrzeliła w podbrzusze Growa i lekko kopnęła go. Na tyle, żeby nie odczuł większego bólu, ale mocne na tyle, żeby spróbować odepchnąć go od siebie, potem wyślizgnąć się i uciec.
To był dobry pan.
Szkoda, że chowy.
                                         
Shion
Ratler     Poziom E
Shion
Ratler     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down

Brwi mu drgnęły, gdy Shion wreszcie się uspokoił. Zmarszczył je zaraz i skrzywił usta, słysząc kolejne słowa uwięzionego w potrzasku podopiecznego. Z tylnej kieszeni starszego wymordowanego dało się słyszeć uporczywy dźwięk wibracji, na którego - w pierwszym odruchu - Growlithe chciał puścić rudzielca i sięgnąć po telefon, by odtworzyć wiadomość.
Col-
Reszta myśli ścięła się i roztrzaskała w miejscu, gdzie Shion z impetem uderzył go w brzuch. Palce automatycznie rozluźniły nieco chwyt, a sam białowłosy poczuł tylko, jak szczupłe nadgarstki wyślizgują mu się spod dłoni. Nie próbował go już złapać. Nie był typem, który wiecznie będzie użerać się ze swoimi sługami, którzy parę dni temu przyklejali czoło do podłogi obiecując mu wierność i posłuszeństwo.
Opadł tylko ciężko na ziemię, przesuwając ręką po brudnym kolanie. Shion zapewne zdążył się pozbierać na równe nogi i skoczyć ku wyjściu, ale wystarczyły dwa kroki w stronę wolności, a poczuł mocny, arktyczny powiew, który szarpnął jego włosami i ubraniami, kończąc się w chwili trzaśnięcia drzwiami. Huknięcie zatrzęsło drewnem, prędko przygniecionym przez znajomą Opętanego.
Była roślejsza niż wcześniej, jakby ktoś chwycił ją po obu stronach i po prostu rozciągnął. Jej długi ogon, przy lekkim poruszeniu, przemknął po suficie, zrzucając z niego ziarna ziemi. Wadera warknęła, zatrzaskując zęby w warkocie tuż przy udzie Shiona, ale nie dotknęła go. Szponiaste kły pokryte czernią ledwo otarły się o materiał jego spodni. Suka zostawiła po sobie tylko wspomnienie gorącego oddechu, a potem spojrzała na niego z góry, wykrzywiając pysk w ludzkim uśmiechu.
Uśmiechnęła się w tym samym momencie, w którym zrobił to Growlithe.
W porównaniu do niej było to jednak coś innego. O ile Shatarai najchętniej rozwarłaby paszczę i ujęła w zęby głowę młodego Shiona, tak grymas, który osiadł na ustach Wilczura wydawał się zwyczajnie rozbawiony w ten najbardziej niegroźny sposób. Oparł łokieć o skrzynię i odpisał na SMS-a, najwidoczniej łudząc się, że zasięg nagle nie skopie go po jajach i nie skoczy z jednej kreski na zero.
Wsunął telefon do kieszeni i podparł zadrapany policzek o rękę, której łokieć wcześniej zahaczył o skrzynię. Wlepił dwukolorowe spojrzenie w Shiona i zlustrował go od starych, poprzecieranych trampek, poprzez za duże spodnie, które tylko cudem nie zsunęły mu się z bioder w trakcie szarpaniny, szary skrawek wystającej koszulki, bluzę i w końcu piegowaty profil, na którym się zatrzymał. Widział kątem oka, jak Shatarai unosi swoją łapę i powoli kładzie ją milimetr dalej, jakby chciała oszukać nawet swojego właściciela, że wcale nie zależy jej na tym, by znaleźć się bliżej Shiona.
- Jesteś tchórzem - wymruczał niczym potulny kociak, znów przybierając lekki, swobodny ton. Nawet mina dostosowała się do głosu, przybierając mniej wyzywający, wściekły wyraz. - Jesteś słaby. Nie znasz wielu rzeczy. Nie umiesz nawet czytać. I nie masz silnego ciała.
Growlithe niespiesznie podniósł się z ziemi. Oparł mocniej łokieć na drewnie ciężkiej skrzyni i podniósł się na nogi, by wreszcie spojrzeć na Shiona z góry.
- Ty również wiesz, że słowa byłego Kota nic nie znaczą, a mimo tego obiecywałeś mi dozgonną lojalność. Ugięcie karku tylko przede mną. Służenie mnie, wyłącznie mnie, nikomu innemu. Że będziesz posłuszny i na każde skinienie.
HUK!
Pięść Growlithe'a trzasnęła o stojący obok mebel, który pchnął gitarę i posłał ją na podłogę.
Shatarai nie czekała.
Wyciągnęła szyję i kłapnęła zębiskami. Złapała za kaptur i szarpnęła, by zaraz wypuścić go i złapać za pewniejszy materiał - tym razem zagryzając kły również na ramiączku bokserki. Rozległ się cichy dźwięk dartego materiału, na który Growlithe się skrzywił.
- Lubiłem tę bluzę. - Cmoknął i zrobił krok do przodu. Gdzieś bardzo cicho komórka znów odezwała się, by poinformować o wiadomości. Złapał się na tym, że myśli automatycznie skoczyły do Colina i powrócenie do rzeczywistości kosztowało go więcej, niż początkowo przypuszczał. Spoważniał, znalazłszy się wystarczająco blisko Shiona, gdy Shatarai znów wydała z siebie nutę łamanego drewna i targnęła dzieciakiem, zmuszając go do postąpienia paru kroków naprzód. Opętany mógł poczuć, jak w rękaw bluzy zaczyna wsiąkać czarna ślina bestii.
Bzz. Bzzzz.
Growlithe odpiął guzik rękawa kurtki i podwinął go nieco, by zaraz podnieść nietknięty przez rany nadgarstek na wysokość brody Shiona. Tak blisko, że lekkie poruszenie ustami skutkowałoby dotknięciem jego ręki.
- Gryź. Pokaż, kto tu rządzi.
Spojrzenie Growlithe'a zrobiło się cięższe. Wyczuwalnie na tyle, by niejeden poczuł się przyszpilany do podłogi, jakby coś o wielkiej wadze osiadło mu na ramionach.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Słyszysz?
To odgłos trzaskanych nadziei na ucieczkę.
Momentalnie zrobił krok w tył, kiedy poczuł chłód. Cholernie znajomy chłód, a jednocześnie tak bardzo znienawidzony. Na piegowatej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, który bardzo szybko przerodził się w wręcz nieme błaganie skierowane wprost w stronę jasnowłosego. Żeby ją zabrał.
Ale Growlithe nie patrzył, zajęty pisaniem na telefonie.
Wzrok chłopaka skupił się na ciemnej bestii przed nim, czując, jak jego własne nogi odmawiają posłuszeństwa, drżąc niczym galaretka. Że też ze wszystkich potworów akurat ona musiała się tutaj znaleźć. Bał się jej jak niczego innego w świecie. Chyba tylko Wilczur wzbudzał w nim większy strach oraz respekt. Dzieciak poruszył ledwo widocznie swoimi wargami, ponownie przenosząc spojrzenie na mężczyznę, w tym samym momencie, kiedy dwukolorowe tęczówki spoczęły na nim.
- Growllithe… - zaczął cicho, ledwo słyszalnie, jednakże jego własny głos zdradziwszy jego strach ugrzązł gdzieś głęboko w gardle.
„Jesteś tchórzem”
Jak na zawołanie spuścił głowę, zaciskając mocno swoje drobne dłonie na skrawku za dużej bluzy. Czuł się, jakby Grow słowami wbijał w jego czaszkę bolesne, długie szpikulce, drążąc nimi w jego mózgu, wyciągając na wierzch coraz to kolejne słabości.
Przecież doskonale o tym wiedział. Nie musiał tego mówić na głos. Znał swoją własną wartość, która równała się zeru. Shion miał kompleksy na swoim punkcie. Było tak, jak mówił mężczyzna. Nic nie potrafił. Zupełnie niczym nie wyróżniał się ponad innych i niczym szczególnym nie przysłużył się, ani też zapewne nie przysłuży DOGS.
- Bezwartościowy. – mruknął cicho, bez większego wyjaśnienia, ale wyraźnie określając samego siebie. Na piegowatej twarzy pojawiła się dziwna emocja, którą ciężko było zaklasyfikować. Ani to smutek, ani rozgoryczenie. Raczej poczucie gorzkości wywołanej słowami Wilczura.
- Przecież ci służę! – powiedział z o wiele donośniejszym tonem, niż parę chwil temu. – Nie kwestionuję twoich rozkazów! – dodał i spojrzał na niego gniewnie. W tej samej chwili, w której mężczyzna uderzył mebel. A bestia zaatakowała.
Cofnął się gwałtownie, szarpiąc ubraniem, chcąc uciec od potwora, ale szczęki mary były o wiele mocniejsze, niż marne resztki siły chłopaka.
- Zabierz ją!– warknął, choć ton głosu był raczej drżący i pełny strachu ora obawy. Materiał puścił, a chłopak oczami wyobraźni już widział siebie rozdartego na dwie części, broczącego we własnych wymiocinach i krwi. Drobne dłonie oparły się na przeraźliwym łbie, próbując w desperacki akcie odepchnąć ją do tyłu. Ale ona nie ruszyła się nawet o milimetr.
Ale Shion tak, kiedy nim szarpała.
Znalazł się niebezpiecznie blisko Growlithe, czując, że jest osaczony. Z jednej strony potwór, z drugiej strony bestia. Dolna warga chłopaka lekko zadrżała, szybko jednak przełknął strach, chcąc stanąć dumnie przez jasnowłosym, by nie okazać mu swojej słabości, które i tak zostały przed nim już wystarczająco obnażone. Jak na zwolnionym filmie przyglądał się mężczyźnie, który przysunął swoje przedramię do jego twarzy.
Kusiło.
Cholernie kusiło, by obnażyć swoje małe kiełki i zatopić je w skórze mężczyzny. By go zranić. Zadać mu ból. Skoro słowami nie mógł, to chociaż fizyczny.
„… kto tu rządzi”.
Nie potrafił. Coś go hamowało i blokowało. Jakby jakieś niewidzialne dłonie zaciskały się dookoła jego szyi, zawiązując na niej wyimaginowaną obrożę, ciągnąc go w dół, na podłogę, by ugiął jeszcze bardziej swojego karku. Uniósł swoje spojrzenie, ale bardzo szybko spuścił wzrok, czując coś dziwnego w stosunku do niego.
To był respekt, do którego bał się przyznać na głos.
„Ty, kretynie. Przecież wiesz.”
Uniósł drżące dłonie i zacisnął je na nadgarstku mężczyzny, przysuwając do skóry swoje wargi, które już po chwili uchylił, jakby miał się zaraz wgryźć. Ale zamiast tego, głaszcząc go swoim nieco przerywanym oddechem, przesunął je tuż do dłoni Growa i przekręcił tak, by usta znalazły się przy czerwonych od uderzenia knykciach. Musnął je swoimi wargami i po chwili wysunął koniuszek języka, którym zaczął łagodzić uczucie pieczenia. Jak potulny szczeniak albo kociak, który wiedział, że zrobił coś złego i próbuje ugłaskać swojego właściciela. Trwało to zaledwie parę chwil, gdy swoje działanie zakończył krótkim muśnięciem wargami i lekkim, dość niepewnym pocałunkiem.
- Ty tu rządzisz. – powiedział cicho skruszonym głosem, z pewnością kładąc po sobie uszy, gdyby tylko mógł. – Nie chciałem Cię uderzyć.
                                         
Shion
Ratler     Poziom E
Shion
Ratler     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down

Przyglądał mu się uważnie w ten najbardziej drastyczny sposób - bez cienia jakiegokolwiek zakazu, bez groźby w błyszczących od dogorywającej w rogu świecy oczach. Jakby po ugryzieniu wcale nie miał być zły i to najbardziej zaginało rzeczywistość. Ktoś, kto od wieków wydawał rozkazy bez konieczności wypowiadania ich na głos, teraz prezentował się, jakby wcale mu nie zależało. Nie napinał mięśni, nie marszczył brwi, nie zaciskał ust. Stał zwyczajnie z uniesionym ramieniem, z nadgarstkiem muskanym oddechem Shiona, który musiał być teraz w rozbiciu.
Growlithe nie zmienił swojej pozycji nawet wtedy, gdy drżące palce oplotły jego przegub, a usta Opętanego rozchyliły się, ukazując ostre kiełki. Był przygotowany na ugryzienie równie dobrze, jak na to, co stałoby się chwilę później. Wolna, luźno zwisająca u boku ręka poruszyła się, przyszykowana do zadania ciosu, od którego ból zębów stałby się nieznośny. Zamiast tego palce drgnęły tylko, tak samo jak brwi starszego wymordowanego, który ściągnął je lekko ku sobie. Przez twarz, jak duch, przemknął grymas obrzydzenia. Ledwo musnął jego oblicze i umknął gdzieś daleko, pozwalając, by maska beznamiętności ponownie przysłoniła wewnętrzne myśli.
W głowie mu zahuczało.
Za Shionem rozległo się ciche strzyknięcie, gdy lewa łopatka Shatarai wybiła się nagle do góry, jakby spod skóry za moment miały wydostać się skrzydła. Wadera wydała z siebie gardłowy warkot: "jeszcze mnie popamiętasz! Nie dam się tak łatwo, JACE". Ale białowłosy nawet na nią nie patrzył. Taksował spojrzeniem piegowatą twarz niższego chłopaka, który kulił się przed nim, z niemalże nabożnością dotykając wargami zdartych knykci.
"Ty tu rządzisz."
Zmrużył nonszalancko ślepia. Najwidoczniej jego ego właśnie zostało dotknięte w kategorycznie zbyt pobłażliwym geście. Ugłaskane ledwie jednym przypadkiem, zamruczało, usypiając zgrabnym, płynnym ruchem falę irytacji, która dotychczas drapała ścianki umysłu Wilczura.
Choć na moment ucichły te piskliwe zgrzyty.
Zostały za to zastąpione czymś znacznie gorszym.
Shatarai warczała, drżąc na ciele. Growlithe spojrzał Shionowi w oczy, wyjmując dłoń z jego uścisku. Palce przeciągle przemknęły po ręce Opętanego i dopiero, gdy zerwał się kontakt fizyczny Wilczur szarpnął ramieniem i chwycił Shatarai za górną szczękę. Wbił paznokcie w jej podniebienie, aż wywaliła jęzor i wydała z siebie głośniejszy pomruk niezadowolenia.
W chwili, w której zatrzasnął jej pysk w uścisku, kły wilczycy w miejscu, w którym powinny przebić na wylot palce właściciela, zwyczajnie zniknęły, umniejszając się do wielkości naturalnych. Mimowolnie puściła ubranie i chciała się wyrwać. Targnęła łbem do tyłu, ale zamiast pociągnąć oprawcę ku sobie, sprawiając, że straciłby równowagę, poczuła się tak, jakby przywiązano jej pysk do grubego łańcucha, wmontowanego drugim końcem w tytanową, niemożliwą do przesunięcia ścianę. Mruknęła niezadowolona, zapierając się łapami i przemykając rozbieganym spojrzeniem po szarawej twarzy.
Pisnęła żałośnie, rozlatując się w pył. Pozostała po niej o wiele mniejsza forma - ta doskonale znana Shionowi. Smukły pysk, chuda postura, łeb sięgający do ramienia. Shatarai charknęła gardłowo, odchylając szpiczaste uszy do tyłu.
Growlithe zabrał rękę i przesunął nią po brudnej i tak koszulce.
- Znajdź Avery i przyprowadź ją do mnie. - Jego głos był zmęczony, jakby od paru dni mówił bezustannie. Mara nie była zadowolona z takiego obrotu spraw, ale rozkaz nadal był rozkazem, a przy trzeźwości umysłu, nie miała zbyt wiele do gadania. Ruszyła ku drzwiom i zatrzymała się tuż przy nich, zwracając łeb ku Growlithe'owi. Przystopował ją następnymi słowami:
- Odszukaj też torbę na festyn. I drugą, którą rano przygotowałem dla Colina.
Shatarai patrzyła na niego nieustannie, aż w końcu sam obrzucił ją zniecierpliwionym spojrzeniem. Dopiero wtedy ruszyła, dosłownie wbijając się w drzwi, ale nim uderzyłaby nosem w ich fakturę, rozmyła się, przemykając między szparami na korytarz jak czarny dym.
Zostali sami w ciemnościach nieco rozwianych tylko przez pojedynczą świecę. Growlithe w tym mdłym świetle wydawał się jeszcze bardziej chory. Potarł dłonią twarz i zmierzwił włosy palcami. Nadal czuł na skórze przerywany oddech Shiona.
- Pójdź po miskę wody - zwrócił się w przestrzeń, chwytając za kurtkę. Barki opadły mu, gdy zsuwał ją z ramion. Materiał odsłonił poprzecierane ręce, nim upadł na ziemię w kącie. Nacisnął butem na tył drugiego buta. - I coś do umycia się. Później znajdź coś dla siebie. Ah. - Podniósł na niego ostre spojrzenie. Wystawił dłoń. - Daj mi komórkę.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Nie odepchnął go, chociaż tego właśnie się spodziewał. Tak samo jak i uderzenia czy też nieprzyjemnego komentarza, który prześlizgnąłby się chłodem wzdłuż jego kręgosłupa, ciągnąc za sobą okropne dreszcze strachu i odrzucenia. Ale mimo to stał nieruchomo, pozwalając na ten krótki, nieporadny i być może na swój sposób żałosny – kajający się gest pełen przeprosin. Nie lubił Growa. Nie przepadał za nim. Ale jednocześnie czuł wewnętrzny pociąg w jego stronę, bynajmniej nie erotyczny, po prostu… jakaś dziwna siła nakazywała mu uginać karku przed nim za każdym razem, kiedy zrobił coś nieodpowiedniego. Jak pies, który zaszczekał na swojego pana, by chwilę później skulić uszy i ogon, łasząc się i odkrywając swój brzuch przed nim. Byle tylko jego złość minęła. Chociaż wiedział, że prędzej czy później znowu wyjdzie z niego niesforność.
Nie spoglądał na niego, nie mając odwagi. Nie w tym momencie. Do ostatniej chwili jego opuszki muskały poprzecinaną licznymi bliznami dłoń, aż wreszcie Growlithe zerwał kontakt fizyczny pomiędzy nimi. Dopiero teraz uniósł głowę chcąc wybadać nastrój oraz wyraz twarzy, jaki gościł u jasnowłosego. Ale nie zdążył, kiedy jego dłoń śmignęły tuż obok jego głowy. Jak na zawołanie chłopak odwrócił się na pięcie i spojrzał zaskoczony na to, co Wilczur wyczyniał z bestią, która mogłaby zgnieść Shiona jedną łapą. Jak oczarowany obserwował każdy jego ruch, jak z zadziwiającą łatwością sprowadza ją do parteru.
Niesamowity….
Oczy rozszerzyły się nieco bardziej.
Jest niesamowity….
Spojrzał na niego równie gwałtownie, co odwrócił się do tyłu i chyba pierwszy raz spoglądał na niego z tak szczerym uwielbieniem i podziwem, jaki zagościł w jego brązowych oczach. Może i usta nie były w stanie uformować się w odpowiednie zdania, o słowach nie wspominając, ale oczy oraz twarz wyrażały w tym momencie o wiele więcej i dosadniej.
Stał tak jeszcze przez parę sekund, kiedy w końcu na jego twarzy pojawiła się znowu beznamiętność, gdy Grow rozkazywał swojej bestii. Sam najchętniej udałby się tuż zaraz za nią, albo tak samo rozmył się zamieniając w ciemną mgłę albo dym, znikając z pola widzenia Growa. Jakoś perspektywa zostania z nim sam na sam nie napawała zbytnim optymizmem.
Ciszę przerwał bezpośredni rozkaz kierujący w jego stronę. Drgnął niespokojnie w pierwszej chwili, ale szybko się ogarnął, kiedy słowa nie wydawały się czymś złym. Miska z wodą i coś do mycia. Właściwie błahostka. A i przynajmniej nie będzie musiał siedzieć z nim sam na sam. Odwrócił się i skierował w stronę drzwi, ale wtedy…
- Nie! – wydał z siebie jedno, krótkie słowo. Nie mógł mu oddać swojego telefonu. Nie jemu…. Pewnie mu zabierze, albo zniszczy. Albo zacznie go przeglądać i wtedy się zorientuje…
Serce chłopaka mimowolnie ścisnęło się na samą myśl. Nie chciał, że akurat on dotykał jego telefonu. Była t najcenniejsza rzecz, w jakiej aktualnie był posiadaniu. Nie licząc nieśmiertelników.
- Po co Ci? – zapytał nieco naburmuszonym tonem, ale zdał sobie sprawę, że takie buntowanie się nic dobrego mu nie przyniesie. W końcu Growlithe przewyższał go siłą i mógł z łatwością odebrać mu telefon, jeśli tylko tego chciałby. Koniec końców, niepewnie podszedł do jasnowłosego i oddał mu swoją rzecz, choć z wyraźnym ociąganiem się położył go na jego dłoni.
Może tylko chce skasować swój numer telefonu… przemknęło mu przez umysł.
Oddał w końcu telefon i wycofał się, wreszcie opuszczając pomieszczenie.
Nie było go może z piętnaście, góra dwadzieścia minut, kiedy wreszcie powrócił. Przez drobne ramiona miał przewieszony ręcznik, a w dłoniach trzymał miskę z nadzwyczajną uwagą, żeby nie wylać wody, choć i tak parę kropel uciekło. Pchnął tyłkiem drzwi, by je otworzyć i sam wszedł do środka, z cichym sapnięciem kładąc miskę na podłogę, tuż obok mężczyzny i podał mu ręcznik, samemu odsuwając się do tyłu i oparł o ścianę. Ale nie trwało to zbyt długo, kiedy targany instynktem dopadł do Growa i wyrwał ręcznik z jego dłoni.
- Pozwól, że… umyję Ci plecy. – powiedział cicho I nie czekając na słowa zgody, pochylił się namaczając ręcznik i przesunął powoli po ramionach i plecach Growa, mocząc je.
- Możesz usiąść?
                                         
Shion
Ratler     Poziom E
Shion
Ratler     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down

"Nie!"
- Shion - zaczął rozdrażniony, przykładając palce do pulsującej skroni. Mary wrzeszczały. - Nie denerwuj mnie.
Nie był dziś w nastroju. Od samego rana wszystko go szczuło, jakby powiedzenie z wstaniem lewą nogą nabrało prawdziwości. Coraz więcej niepewnych interesów, podejrzanych typów, którym powinien ufać, jeśli dalej chciał ciągnąć swoje sprawy. Coraz mniej ludzi, których znał, kojarzył i którym był w stanie powiedzieć: "w porządku, chroń moje tyły". Teraz życie próbowało go przerżnąć praktycznie na każdym kroku. Zniknięcie Nyanmaru, Social, później paru Psów, które wsiąkły jak w kamforę. Pewnego dnia wyszli tak samo zmobilizowani do zadań, jak zawsze, by nie wrócić już nigdy. Napady na siedzibę i coraz śmielsze ruchy Cronusa. Nadal miał też złe przeczucia co do Kościoła Nowej Wiary, bo - na dobrą sprawę - nic o nich nie wiedział, a to kładło na jego karku dodatkowy ciężar.
Dlatego użeranie się ze smarkaczem nie było czymś, co w tym momencie było mu na rękę.
"Po co ci?"
Odsunął rękę od twarzy i spojrzał na niego wzrokiem, przy którym nie trzeba było słów: "masz dwie sekundy". Shion albo to odczytał, albo miał szczęście, bo nagle ruszył w jego stronę i z niechęcią oddał jeden z niewielu przedmiotów, który był w pełni jego. Growlithe wyszarpał telefon i wyrzucił go z pokoju, siadając ciężko na skrzyni. Deski skrzypnęły, a on sam oparł się głowę o ścianę, wypuszczając powietrze przez zaciśnięte zęby.
Chyba naprawdę powinien przejść się do Ourella.
Bzz... bzzzzzzzz...
To go wyrwało z letargu. Uchylił powieki (nawet nie zauważył, kiedy je przymknął), podniósł rękę z wciąż ściskanym aparatem Shiona i odszukał swój numer.

SKASOWAĆ?
⇒ TAK
NIE


Przez moment przyglądał się w milczeniu słowom, aż w końcu wcisnął "tak" i rzucił komórkę na ziemię. Szurnęła po podłożu i zatrzymała się w kącie, który upodobał sobie Shion. Trzeba będzie mu w końcu załatwić jakiś koc i inne szmaty, żeby miał na czym spać i nie musiał kraść mu więcej ubrań.
Heine otarł się o jego ramię, pozostawiając na nim gęsią skórkę. Fakt. Musiał wziąć się w garść. Sięgnął więc ponownie po swój telefon - "I co? Wygrałeś z mopsem?" - i naprędce odpisał Colinowi, ucinając temat, jakby było to coś szczególnego, w co dopiero poznany chłopak nie powinien w ogóle wściubiać nosa. Dopiero, gdy na ekranie pojawiła się chwilowa wiadomość, że SMS został wysłany, żołądek Growlithe'a się skurczył.
Heine zamruczał gardłowo, ocierając się o niego tak namolnie, że przemknął cały pod brodą Wilczura. Wpierw przesunął się łbem, potem karkiem, grzbietem, na końcu musnął ogonem, dotykając też piegowatego policzka.
Coś tu było nie tak.
Nie umiał tylko sprecyzować, który element układanki prezentował się dobrze, jednak nie będąc na swoim miejscu.
Nagle drzwi skrzypnęły. Białowłosy podniósł głowę i skonfrontował się z radosnym spojrzeniem Avery. Suka szczeknęła wesoło, merdając ogonem z całych sił. Uśmiechnął się kwaśno, wystawiając do niej obie ręce, do których od razu podbiegła i wpakowała swój łeb pod nie. Domagała się pieszczot, ale gdy klepnął ją w bok i kazał usiąść, cofnęła się o parę kroków i przysiadła, cicho popiskując.
Shatarai zjawiła się chwilę później niosąc w pysku obie torby. Położyła je na ziemi tuż obok skrzyni z czymś, co Growlithe'owi przypominało delikatność. Wilczur podniósł się na nogi, zbliżył do niej i uderzył ją w bok szyi, a ona rozwiała się, jak targnięta nagłym podmuchem wiatru. Czarna sylwetka wadery zniknęła doszczętnie akurat wtedy, gdy drzwi ponownie uchyliły się i do pomieszczenia wszedł Shion. Growlithe zdjął z siebie czarną koszulkę i przewiesił ją na brzegu prowizorycznego łóżka. Przesunął palcami po brudnym od zakrzepłej krwi brzuchu. Podrapał paznokciem strup tuż nad linią paska, a potem odebrał od Shiona ręcznik, który... i tak prędko został wyszarpany z jego chwytu. Źrenice zwęziły się, a twarz stężała. Nawet usta już miały drgnąć w warknięciu, ale słowa Shiona wepchnęły je z powrotem do gardła.
"Możesz usiąść?"
Kucnął, by zaraz klapnąć na ziemi, przekręcając się do niego tyłem. Opadł jedną ze zgiętych w kolanie nóg na podłogę i wsunął obie dłonie do miski z wodą, by chlusnąć sobie zimnem prosto w twarz. Krople od  razu wsiąknęły w grzywkę, a on sam z warknięciem odchylił głowę do tyłu. Wypuścił powietrze przez nos i uchylił powieki, kierując wzrok prosto w Shiona.
- Wyśpij się dzisiaj.
Bzzz. Bzzz.
- Z samego rana wyruszamy.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

“Hej, Shion. Umyj mi plecy.”
Czemu mam Ci je myć? Niech Łucja albo Klara się tym zajmą.
„Nie bądź taki zgryźliwy. Wolę, kiedy to ty mi je umyjesz. Masz delikatne dłonie. I lubię twój dotyk”
Chłopak zacisnął mocniej powieki, chcąc odpędzić bolesne, a jednocześnie kojące wspomnienie przeszłości. Musiał skupić się na chwili „tu i teraz”. Powoli rozluźnił swoje powieki i omiótł spojrzeniem szczupłe plecy Wilczura, zahaczając wzrokiem o każdą, nawet tą najdrobniejszą blizną, która przecinała jasną skórę. Jakby chciał je zapamiętać. Chciał je dotknąć i wyczuć po opuszkami palców. Nawet wyciągnął w jego stronę dłoń, ale momentalnie ją schował, kiedy jasnowłosy przechylił się w jego stronę. Dzieciak zamrugał kilkakrotnie, wyraźnie zaskoczony, nie do końca rozumiejąc o co chodzi Wilczurowi.
- Ale… ja też? Gdzie? – zapytał, jednakże nie czekał na odpowiedź, tylko podniósł się z ziemi I obszedł mężczyznę, stając przed nim. Pochylił się i zgarnął miskę z wodą, zabierając ze sobą, kiedy znowu ulokował się za nim, przysiadając na piętach. Wsunął dłonie w zimną wodę i nabrał jej stronę, a następnie rozlał przy samym karku Growa, pozwalając, by leniwe krople spływały pomiędzy jego łopatkami, obojczykami oraz po ramionach. Sięgnął po szarą kostkę zwykłego mydła i energicznie zaczął mydlić swoje dłonie, a kiedy uzyskał zadowalający efekt, w końcu zaczął namydlać ciało drugiego wymordowanego. Powoli, niespiesznie zaczynając od szyi i karku, zahaczając trochę niesfornie o przydługawe kosmyki włosów, schodząc niżej. Najpierw ramiona, aż po same łokcie potem boki, między łopatkami aż w końcu przesunął po jego krzyżu, zahaczając nieświadomie o brzeg jego spodni.
Kiedy wsunął dłonie w wodę, ta od razu zabarwiła się ciemniejszym kolorem od brudu i kurzu, który zgarnął z ciała mężczyzny. Nabrał wodę i zaczął zmywać mydło z jego ciała, a z każdym kolejnym ruchem odsłaniał kolejne blizny, o które zahaczał delikatnie paznokciami.
- Moja siostra bardzo często myła moje plecy.
Nic go to nie obchodzi. Trzymaj język za zębami i rób swoje.
- Twierdziła, że za pomocą dotyku można przynieść ulgę i po ciężkim dniu, pełnym pracy i wrażeń. Wystarczy wiedzieć jak dotykać i gdzie dotykać.
Połamie Ci ręce.
Drobne dłonie chłopaka przesunęły się na ramiona Growlitha i zacisnęły, przyciskając oba kciuki do jego karku, po czym zaczął ugniatać masując. Dotyk był zmienny. Raz mocniejszy, niemal bolesny, by chwilę później momentalnie łagodniał i łagodził obolałe miejsca. Masowanie ramion przeniosły się na spięte plecy, a w głowie powtarzał sobie krok po kroku, co ma robić i czego nauczyła go siostra.
- Gdybyś leżał, mógłbym zrobić to lepiej. – dodał podnosząc się z ziemi, przesuwając ręce na jego ramiona. Delikatnie przesunął palce do ich połowy, a następnie zacisnął na jego skórze opuszki, jednocześnie umieszczając kolano pomiędzy jego łopatki.
A potem szarpnął do siebie.
Raz, a porządnie w akompaniamencie strzelających kręgów i kości Growa, które powinny przynieść ze sobą ulgę i zrelaksowanie. Pozostał ostatni etap. Chłopak ponownie opadł na pięty, by chwilę później unieść się na swoich kolanach i nachylić w stronę karku Growa. Rude kosmyki prześlizgnęły się po mokrej skórze, omiatając ją ciepłym oddechem, kiedy nieco drżące usta złożyły na karku mokry pocałunek trwający zaledwie parę sekund. Odsunął się po chwili i podniósł, wycierając mokre ręce o swoje spodnie. Złapał za brzeg bluzy i przeciągnął ją przez głowę, ściągając z siebie i zostając w bokserce.
- Przepraszam, że wziąłem bez pytania, ale… było zimno. I nadal jest.
Skóra chłopaka pokryła się momentalnie gęsią skórką. Kiedy oddał bluzę, od razu skierował się do swojego żałosnego kącika, od razu podchwycając swój telefon i legł się na plecach, podciągając mocniej nogi pod siebie.
                                         
Shion
Ratler     Poziom E
Shion
Ratler     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down

„Ale... ja też? Gdzie?”
Patrzył na niego uważnie, by zaraz odchylić głowę na bok, praktycznie dotykając uniesionego ramienia, a potem głowa opadła lekko do przodu, odsłaniając pogryziony kark. Właśnie. Gdzie ty chcesz wlec tego
... ŚMIECIA?
Warkot Shatarai był tak cichy, że można go pomylić z podmuchem wiatru. Dla Growlithe'a był jednak jak tępe ostrze sunące po skórze ─ nie robiło żadnej krzywdy, ale i tak miało się wrażenie, że za moment skóra rozstąpi się, odsłaniając czerwień mięśni.
Growlithe skrzywił się, kiedy zimna woda obmyła mu barki, ciągnąc za sobą masę brudu i ziemi.
Do miasta. ─ Kiedy już się odezwał i tak brzmiał, jakby był nieobecny. Avery poruszyła ogonem i schylając łeb przesunęła się o krok w stronę ich dwójki. ─ Ino w tym czasie zajmuje się Evendell. Ma rękę do dzieci. Parę tygodni temu Sam urodziła mu syna. ─ Przymknął powieki, przypominając sobie, jak niski, czarnowłosy chłopak praktycznie wybił mu w bark, tak mocno za niego szarpał, gdy Sana przyniosła mu do potrzymania jego „Ino Juniora I”.
„To będzie odważna bestia” ─ chwalił się wszystkim. „Po mamie?” ─ dogryzł mu Kaneko, przewracając oczami. Nigdy nie przepadał za dziećmi, ale dziś i tak zaoferował pomoc, gdy tylko usłyszał, że Ino ma umyć i ubrać Evendell. „Ja bym mu nie ufał ─ charczał pod nosem ─ wczoraj prawie wybił mi oko. Mydło w jego rękach też jest ciężką artylerią. Powinieneś go wysyłać na front, a nie do mycia, Grow.”
Powiedzmy, że ma.
Avery podeszła o jeszcze jeden tyci kroczek i położyła się, kładąc pysk między przednimi łapami. Parę błyszczących ślepi wlepiła z uwielbieniem w Shiona. Ogon nie przestawał jej chodzić.
Po tym zapanowała jednak masakryczna cisza. Pewnie taki stan rzeczy by się utrzymał, gdyby nie Shion, który w porównaniu do Growlithe'a, najwidoczniej nie był aż tak wyczerpany dzisiejszym dniem, by jednym, czego mógł sobie zażyczyć, to święty spokój.
„Moja siostra bardzo często myła moje plecy.”
Czyścioszek. Co ma piernik do wiatraka?
„Twierdziła, że za pomocą...”
Nie ruszył się, tępo wpatrując się w punkt przed sobą. Miał ochotę mu przerwać, ale żadne słowa nie wydostały się ze zdartego gardła. Otarły się tylko o ścianki, zmuszając białowłosego do lekkiego odchrząknięcia ─ nic poza tym. Mięśnie za to zareagowały za niego. Spiął się jeszcze bardziej, gdy drobne dłonie chłopca wsunęły się na posiniaczone ramiona, nieprzyzwyczajony do takiego typu gestów.
Shatarai warknęła, aż lodowaty podmuch padł na nagi tors Wilczura, wprawiając go w jeszcze większe rozdrażnienie. Co ten szczeniak sobie wyobraża? Po jakie licho pieprzy mu nad uchem o kimś, kto i tak pewnie od dawna żre gruz posłany do diabła? Growlithe podniósł rękę, chcąc nią strzepnąć palce Kundla, ale w tym samym czasie poczuł charakterystyczny ucisk, na który niemal automatycznie odpowiedział pomrukiem. Ze swojej perspektywy było to zduszone warknięcie w stylu: „nie pozwalaj sobie”. W rzeczywistości zmęczone mięśnie same zaprowadziły jego rękę z powrotem na ziemię tuż obok biodra, a powieki opadły na matowe spojrzenie.
Poddał się zabiegowi z rosnącym rozluźnieniem. Sam w to nie wierzył, ale gniew powoli był wytaczany przez spokój, który wpłynął nie tylko do jego mięśni, ale w ogóle wszędzie; do żył, z nich do wszystkich komórek i nerwów, aż wreszcie ciało posłusznie przestało się napinać, zdradzając jakiś rodzaj błogości.
STRZYK.
Mimowolnie zacisnął zęby, gdy nagły, ale sekundowy ból przeszył plecy, a potem rozgałęził się wzdłuż całej sylwetki, nie omijając żadnego skrawka. Growlithe wydał z siebie kolejny cichy pomruk, przechylając lekko głowę na bok.
Od razu ─ „lepiej” utknęło w myślach. Powieki uchyliły się, a usta zacisnęły. Poczuł na karku mokry, chwilowy pocałunek. Avery jak na zawołanie podniosła pysk, a potem wstała, kierując uszy ku Shionowi. Spojrzała na niego zaciekawiona, przekrzywiając łaciaty łeb.
CO ZA BEZCZELNOŚĆ.
Głos Shatarai był już głośniejszy. Wracały jej siły, które i tak były ignorowane przez Growlithe'a. Odebrał poszarpany przez waderę materiał i obrzucił sylwetkę Shiona wzrokiem.
Nie masz innych ubrań? ─ Kiwnął głową na niego, rzucając bluzę gdzieś na ziemię. Odwrócił się od Kundla, by dokończyć mycie twarzy, włosów i reszty ciała. Akurat namoczył ręcznik i dotknął nim nagiego uda, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
Wchodź, Rainbow!
Rainbow nacisnęła na klamkę i weszła do środka. Przez ramię przewieszony miała ręcznik. Pomachała do Shiona dłonią uzbrojoną w nożyczki.
Gotowy? ─ rzuciła, zwracając się już bezpośrednio do Growa.
Tylko założę jakieś czyste spodnie.
Jasne. ─ Dobermanka spojrzała ponownie na Shiona i posłała mu lekki uśmiech. ─ Co tam, mały? Grow, czemu on leży na ziemi? Poza tym w norach jest cholernie chłodno, a on...
Wiem. ─ Rozległ się dźwięk zapinanego rozporka. Białowłosy otaksował ją znużonym spojrzeniem kogoś, kto setny raz musi wysłuchiwać tego samego. Nie, żeby to mijało się z prawdą szerokim łukiem. ─ Posłałem już Kaneko po jakieś znośne ubrania. Nie będzie łaził w moich bluzach, Rai.
Bo? ─ Rainbow podniosła się z kucek. Właśnie poczochrała Shiona i teraz zwróciła się do Growa z nową mocą argumentów godnych matki. ─ Chyba zasługuje na trochę sympatii z twojej strony?
Palce Growlithe'a musnęły kark, gdy schylał się i sięgał po koszulkę. Kątem oka spojrzał na Opętanego, ale finalnie i tak wzrok skupił na twarzy Rainbow.
Potem go wymiziam. Zaczniesz wreszcie?
Dziewczyna westchnęła teatralnie, ale podeszła do Growlithe'a, który usiadł na brzegu skrzyni. Wpierw zarzuciła mu na barki przyniesiony ręcznik, a potem wspięła się na deski i kucnęła za nim, ujmując w dwa palce ─ wskazujący i środkowy ─ mokry kosmyk.
Kręcą ci się ─ parsknęła pod nosem, przystawiając ostrza do przydługich, białych włosów.
Growlithe odchylił głowę do tyłu i spojrzał na nią marudnie, wywołując cichy śmiech Dobermanki.
No już nic nie mówię. Zresztą, nie ruszaj się! Prawie ucięłam sobie palce! ─ Ostatnie słowa fuknęła z udawaną pretensją, ale gdy wreszcie się wyprostował zabrała się za podcinanie zdecydowanie zbyt zaniedbanych włosów. ─ Będzie o niebo lepiej, obiecuję. Pamiętasz moje początki? ─ Zaśmiała się lekko, wyrównując kolejne pasma. ─ Ścięłam Kaneko na grzybka, nie? Przez pół roku nie dawałeś mi dotykać swoich włosów. Ale lubię je. Szczególnie, jak są suche. Trochę przypominają futerko młodego kociaka, co? Hej, Shion? ─ Rainbow nie podniosła wzroku, ale Kundel mógł być pewien, że mówiła do niego. ─ Nie martw się. To było dobre parę lat temu. Nie zniszczę ci twoich ślicznych, rudych włosów!
Wilczur przymrużył nieco oczy.
Umyj się już.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

”Do miasta”
Shion w życiu był tylko jeden, jedyny raz w mieście. I nie wspomina zbyt dobrze tego wydarzenia. To było wtedy, kiedy udali się na ratunek tej małej anielicy. Właściwie jego pierwszy wypad gdzieś w większej grupie Kundli, aczkolwiek w tamtym okresie jego przynależność do DOGS była nieco inna, niż teraz. Zamyślił się na drobny moment, uciekając myślami gdzieś daleko, zastanawiając się, po co mają się tam udać. Kolejna dywersja odbicia jakiegoś zakładnika? Nie, zdecydowanie odpadało, bo Wilczur zachowywał się zbyt spokojnie. Zapewne gdyby wojsko uprowadziło któregoś z Kundli, to nie siedzieliby sobie na spokojnie tak jak teraz, tylko już dawno obmyślali plan zemsty.
Trzeba przyznać, że rudowłosy odczuł swego rodzaju satysfakcję, kiedy wyczuł, że do tej pory napięte mięsnie jasnowłosego rozluźniają się pod jego dotykiem. Do tego stopnia, że wykrzywiona w grymasie niezadowolenia twarz wreszcie rozjaśniła się na krótką chwilę, wywołując na niej lekki uśmiech. Całe szczęście, że Wilczur nie miał oczu z tyłu głowy.
Mlasnął niezbyt uraczony pytaniem o zapasowe ubrania. Na jego usta cisnęła się mało przyjemna odpowiedź, która zapewne szybko zamazałaby czar wymasowania pleców drugiego wymordowanego. Oczywiście, że nie miał. Niby skąd? Jego dobytkiem było wszystko to, co miał na sobie. Koniec kropka.
Shion już rozchylał swoje usta, by coś powiedzieć, ale ciszę przerwało skrzypnięcie drzwi. Mimowolnie uniósł się nieco na łokciu, przyglądając się kolorowej dziewczynie. Rainbow. Lubił ją. Była jedną z nielicznych, które nie traktowały go tutaj jak intruza, a normalnego członka gangu. Zawsze uśmiechnięta i życzliwa, na co Shion starał się odpowiadać tym samym. Rudowłose oblicze momentalnie rozpromieniło się i szarpnął się do siadu, uważnie obserwując każdy jej ruch. Dotyk kobiety skutecznie wyciągnął z niego tą uroczą część chłopca, który mruknął coś pod nosem i spuścił głowę, by ukryć nieznośnego rumieńca, który wykwitł na jego policzku.
- Brzydzi się mnie. – odparł cicho, wsuwając swoje palce w rude kosmyki, kiedy kobieta w końcu odsunęła się od niego i podeszła do Growa. Nie zamierzał udawać przed nią, że dogaduje się ze swoim właścicielem ani też tego, że jest traktowany przez niego… normalnie. Co prawda mieszkał z nim dość krótki okres czasu, ale zdążył zauważyć, że Wilczur traktuje o wiele lepiej swoje psy, aniżeli jego. I chociaż czuł na to wewnętrzny żal, to jednak nie mógł mieć mu tego za złe.
W jego oczach wciąż jestem Kotem i nie zasłużyłem na choćby odrobinę sympatii.
Westchnął cicho pod nosem, podciągając niemalże pod samą brodę kolana i wsunął obie ręce między uda, chcąc ukryć przed dziewczyną swoje bandaże. Nie chciał, by zauważyła i zaczęła drążyć. Oczywiście, że zawsze mógł sprzedać jej jakąś tanią i nic niewartą bajeczkę o zranieniu czy po prostu zadrapaniu. Ale Rainbow była jedną z tych osób, których nie chciał okłamywać i przed którą odczuwał wstyd ze względu na swoją słabość.
Przyglądał się w ciszy jak kobieta sprawnie obcina włosy Wilczurowi, a kolejne jasne kosmyki i kłębki opadając na jego kolana oraz podłogę. Nie wiedzieć czemu, ale na temat ich miękkości miał ochotę podnieść się i podejść, zabierając jeden z kłębków dla siebie. Na pamiątkę, żeby móc się przekonać, czy aby na pewno są takie niesamowite, ja Rai mówiła. Dopiero w chwili, kiedy zwrócono się do niego bezpośrednio, zadarł głowę nieco wyżej.
- Mu i tak nic już nie pomoże. – mruknął złośliwie pod nosem, ale na tyle cicho, by kobieta go nie dosłyszała. Nie do końca.
- Hm? Mówiłeś coś? – zapytała odwracając głowę w bok.
- Nie, nic. – nie miał wyboru, jak się podnieść, mając szczerą nadzieję, że dziewczyna nie będzie drążyła tematu jego przedramion. Z cichym strzeleniem kości w kolanach podniósł się, czując, jak chłód momentalnie ogarnia jego ciało. Odwrócił się do nich tyłem i złapał za skrawek materiału bokserki, po czym jednym ruchem zdjął ją, odkładając gdzieś na bok. Próbując nie patrzeć w ich stronę, skierował swoje kroki w stronę miski z wodą, wyglądając przy tym jak biedne, wystraszone dziecko z prowincji Indii.
- Rany, Shion… – odezwała się Rainbow, przesuwając wzrokiem po drobnych siniakach na jasnej skórze rudowłosego. – Powiedz, że po prostu tyle się potykasz. – chłopak może świadomie, a może i nie, przesunął przez zaledwie parę sekund po Wilczurze, kiedy przykucnął przed miską.
TRZASK.
Uderzenie w ramię Growa padło niespodziewanie, kiedy Rainbow trzasnęła go.
- No wiesz co? Znęcać się nad dzieckiem? – prychnęła podnosząc się i spojrzała na niego z góry, kręcąc przy tym głową i cmoknęła rozczarowana.
- Shion, pomogę Ci. – mruknęła i wyminąwszy jasnowłosego, podeszła do chłopca, za którym przykucnęła, zsuwając ze swojego ramienia ręcznik. Zamoczyła go w zimnej wodzie i zaczęła obmywać delikatnie jego ciało.
- Pilnuj, żeby jadł coś więcej. Aktualnie mógłby robić za manekin na wydziale anatomii w szkole medycznej. Mogę ze spokojem policzyć jego każde żebro. – fuknęła, gdy przesuwała delikatnie ręcznikiem po jego plecach, boku i ramionach. Palce wsunęły się w rude kosmyki i odgarnęła je nieco na bok.
- Potem Ci je przytnę. – rzuciła cicho, raptownie zaprzestając na krótką chwilę swoją czynność, gdy palce zahaczyły o wyraźnie krzywą i odstającą bliznę na boku chłopaka. Nie pytała jednak o nic więcej, szanując jego prywatność.
Kiedy już go wytarła objęła swoimi ramionami i przyciągnęła do siebie, oddając trochę swojego ciepła.
- A jak będzie Ci źle, zawsze możesz przyjść do mnie. – dodała wesoło opierając brodę o rudy czubek jego głowy.
- [color=#4D2F24]Mogę dzisiaj?[/b]
- Oczywiście. Tylko mam jeden materac. – to był ten moment, kiedy brązowe spojrzenie padło na Growlithe’a, a złośliwe kurwiki zatańczyły swój wesoły taniec satysfakcji, przyozdabiając jego usta krzywym uśmieszkiem.
- Nie przeszkadza mi to. – mruknął cicho, opierając się bardziej plecami o dziewczynę. Wszystko było lepsze od spania na zimnej, surowej ziemi. W towarzystwie Wilczura.
                                         
Shion
Ratler     Poziom E
Shion
Ratler     Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 7 z 19 Previous  1 ... 6, 7, 8 ... 13 ... 19  Next
- Similar topics

 
Nie możesz odpowiadać w tematach