Strona 6 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on Wto Kwi 04, 2017 3:04 pm
Wojna z menelaosem desperackim zajęła mu dłużej niż się tego spodziewał, choć w rzeczywistości było to dziwnym przerywnikiem w jego podróży z Trójki aż do Smoczej Góry, ale nie powinien się temu dziwić — obszczymurów tego pokroju nie widywał zbyt często w mieście utopii, więc straciło mu się na odporności. Jednakże strata złocistego Burbona i chciwe, wręcz bezczelne spożycie go przez wyschniętą na wiór glebę Despy złamała mu serce, pogrążając jego duszę alkoholika w najczarniejszej z możliwych żałobie. Całe szczęście, że innym butelkom tego płynnego szczęścia nic się nie stało po ululaniu do snu żula, bo jeszcze by się popłakał z rozpaczy.
Kiedy wreszcie dotarł do celu i znalazł się w Smoczej Górze dotarło do niego, że pojawianie się tutaj raz na miesiąc lub dwa, tylko w celu pozyskiwania cednowego bimbru i rozliczenia się kasą po połowie ze Smolistą nie służyło jego orientacji w terenie. Całe szczęście, że dupę ratowała mu fotograficzna pamięć i te odgłosy imprezy odbijające się echem od ścian, dzięki temu na miejsce mógł dotrzeć jak przysłowiowy gość, a przecież jako wujcio Fafnir powinien wchodzić w należyty sposób, uważając, by nie wyjebać się na progu ze szczęścia, że dotarł do celu.
A niech mnie, nie leżycie jeszcze jak trupy, cholerne moczymordy, jestem z was dumny! — rzucił od wejścia Roma, szczerząc się jak głupi do sera. Smok zsunął plecak z jednego ramienia na ziemię, ostrożnie odkładając go na ziemię, by wszystkie fanty się nie uszkodziły. — Sztywniaki, wujek Fafnir, ruszył swoją leniwą dupę specjalnie dla was, żeby was rozgrzać, więc najpierw rozdawnictwo suwenirków, a potem chlejemy! — dodał bezrosko, śmiejąc się głośno do własnych pojebanych myśli. Och, był święcie przekonany, że to będzie świetny dzień (kilkać sieroty póki gorące XD).





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Jaskółka on Wto Kwi 04, 2017 6:57 pm
Z racji swego podejścia do ludzi, raczej trzymał się z daleka od takich zbiorowisk. Pracował sam i egzystował sam. Ale. ALE. Impreza oznaczała jedno. Darmowe jedzenie, którym chyba nikt o zdrowych zmysłach nie byłby w stanie wzgardzić.
Właściwie osoby nie zwracały na niego uwagi, on sam niekoniecznie o nią zabiegał, dlatego też kiedy tylko przekroczył próg pomieszczenia, skierował swe kroki o razu ku upragnionemu celowi. Niestety, nie udało mu się odbyć swojej podróży tak, jak zakładał – bezszelestnie. Gdzieś w połowie drogi wpadł na jednego ze Smoków, którego stan pozwalał sugerować, że już od dłuższego czasu dawał się ponieść alkoholowym uniesieniom. Nie czekając zbyt długo, wcisnął w drobne dłonie Tsukiego drewniany kubek z podejrzaną zawartością spirytusową. Ostatecznie wzruszył ramionami, zanurzając usta w trunku, który, choć piekielny, nie był zły.
Aczkolwiek wreszcie dotarł.
Od razu wcisnął się swoim chudym dupskiem na jeden z krzesło-stołków, tyłem do reszty, bo przecież trzeba być kulturalnym wychodząc z założenia, że jak ja nikogo nie widzę, to inni mnie również, i sięgnął po pierwszą lepszą konserwę, w której zatopił ułamany kawałek chleba. Tak, takie imprezy lubił.



avatar





Jaskółka
Wiwern     Opętany
GODNOŚĆ :
Tsukishimaru


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Shane on Wto Kwi 04, 2017 8:38 pm
Shane słysząc słowa Cedny, parsknął śmiechem jednak nie odwracając od niej wzroku. Ile razy to słyszał z jej ust.
 No oczywiście — W końcu z nią niejednokrotnie ją zdradzał. Wziął mimo wszystko od kobiety bimber i pociągnął łyka. Cholerstwo było mocne, chociaż głos Tyra za jego plecami otrzeźwił go. Sądził, że młody znowu odstawia jakąś szopkę i wcale się nie pomylił. Odwrócił się, a widząc anioła w ręczniku, prawie się zakrztusił. Cholerny szczyl, co on wyprawia. Czy on jest naćpany? Zaraz jednak podbił do niego Yury. Obleśny żul, który swoją mordą powinien straszyć staruszki w M3. Chciał się odezwać, nawet już otwarł usta,  kiedy nagle podbił Dude.
Bimber Cedny, chcesz trochę? Ale uważaj, pewnie sponiewiera cię jak szmatę. — Parsknął jedynie, zapominając o przedstawieniu tuż za jego plecami. Bar wydawał się znacznie ciekawszy.
No i nagle usłyszał znajomy, zapijaczony głos. No kurwa! Dotarł. Uśmiechnął się zaraz i odwrócił tuż w stronę Cygana.
Cygan! Dawaj alkohol lepiej, a nie pieprz o swojej dobroczynności! — rzucił i podniósł się z krzesła i podszedł do Romy, witając się z nim. Tak jak mieli w zwyczaju. Rudzielec kątem oka dostrzegł nagle Tsukiego, który przemknął koło niego niczym cień.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Tyrell on Wto Kwi 04, 2017 10:54 pm
Tyrell czuł się jakby w tym roku wakacje nadeszły miesiąc wcześniej. W końcu udało mu się pożegnać zlecenia od wypłakujących swoje żale i błagających o pomoc w ucieczkach klientów, ukrywaniu kochanków i regulowaniu przekrętów podatkowych. W końcu mógł spędzić ten wolny czas na świeżym powietrzu w wymarzonym hotelu w ciepłych krajach, wyjechać tak po prostu incognito, rozpakować się i wyjść na plaże...  i co z tego, że cała organizacja wpadła na ten sam pomysł. Nie przeszkadzało mu to zbytnio, bo udało mu się podsłuchać od paru dziwnych gości odzianych w obcisłe slipki — obcisłe tak bardzo, że można było zacząć obawiać się o stan ich szwów, że dzisiaj mają ruszyć pierwsze zajęcia z tańca hula, nie można było ukrywać, że z tego powodu trząsł się niemal z nerwowego oczekiwania.
  Odsunął od ust butelkę i spojrzał na swoje odbicie. Idealnie zawieszone kwiaty na szyi i nadgarstkach, pasujący do nich oleander we włosach. Wszystko w odcieniu turkusu — Rudy Wilk pewnie nazwałby to po prostu kolorem niebieskim, wykazując tą ripostą ignorancję anioła w obszarze życia.
  Miał już po raz kolejny przysunąć gwint butelki do ust, kiedy poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Odchylił powoli głowę, a wtedy ciepły oddech połaskotał go w ucho. Zdążył machnąć ręką — finalnie miała pochwycić Duda za nadgarstek i przytrzymać go przy sobie, ale wielkie koło jakie zatoczyła dzieliło od jego kończyny dobre centymetry.
  — Dud... — rzucił przeciągle szczerząc się ledwie trzeźwo i odprowadzając smoka wzorkiem. — Te słońce tak grzeje. Mojito. Pyszne. Nie spal się.
  Wyrzucał z siebie słowa, a potem znów oparł się lędźwiami o blat i parsknął zaraźliwym śmiechem, ale nie na długo. Niespodziewanie przed jego twarzą pojawił się mężczyzna. Był wyższy. Miał ciemne włosy. W sumie, prezentował się przyzwoicie. Zmierzył go wzrokiem sącząc piwo z butelki.  Rozpięta koszula w bulbasaury, sandały i opięte czerwone bokserki. Włosy nadal miał suche, nie zdążył jeszcze zmoczyć ich w oceanie.
  — Chcesz mi pomóc? — wymruczał przeciągle. Przywdział na usta popisowy uśmiech. — Miło z twojej strony. Ale... — odstawił butelkę. — Ale ja jestem tu służbowo. — Zawahał się przez moment jakby świadom, że z tym słowem jest coś nie tak. Zmarszczył brwi. Nie zdolny rozwikłać tej zagadki powtórzył więc: — Służbowo. I się ukrywam.
  Nie wiedział jak zareagować, więc po prostu dalej uśmiechał się do niego w głupkowaty sposób.
  — Koszula na takie słońce? Opalenizna jest przecież w modzie — mruknął, odepchnął się od blatu i pochylił w stronę mężczyzny, kładąc mu dłoń na ramieniu i łapiąc za jego koszulkę, przez chwilę próbując pomóc mu ją ściągnąć. „Mogę zapewnić tez inne rozrywki”. Zastygł. Dedukcje popłynęły nieprzerwanym ciągiem; mężczyzna, wyższy od niego, używający ekskluzywnego balsamu do opalania i drogiej wody po goleniu. Głos twardy i szorki. Lekki zarost otarł się o policzek Tyra, kiedy ten jak w największej tajemnicy wyszeptał Wiecznemu do ucha: — Jestem pewien, że jesteś największym mistrzem Hula na całych Wyspach Kanaryjskich.
  A potem odsunął się wolno, mrugnął i spojrzał na paczkę papierosów. Nawet nie zwlekając sięgnął po jednego i wsunął w usta, tyle że... filtr wystawał mu z ust. Chwilę wpatrywał się w darunek, próbując rozwikłać co jest nie tak.
avatar





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Yury on Wto Kwi 04, 2017 11:27 pm
Z ust biomecha wydobył się kaleczący uszy śmiech, kiedy szczeniak chciał dosłownie zedrzeć z niego t-shirt. Och. Aż tak było mu śpieszno do romantycznej nocy tylko we dwójkę w objęciach alkoholowego upojenia i niezapomnianych doznań? Mały narwaniec. Ktoś tu będzie musiał go wychować...
Nie napalaj się tak, skarbie. — Parsknął po raz kolejny, rozbawiony do granic możliwości. Od tego wszystko nawet ręka z trzymaną paczką papierosów mu zadrżała. Yury nie znał hydry od takiej strony, ale... nie miał nic przeciwko, by się z jego nowym wcieleniem zaprzyjaźnić, w najbardziej nieprzyzwoity i intensywny z możliwych sposobów. Heh. Jak przystało na jego hedonistyczną stronę natury.
Kiedy szczeniak włożył do ust papierosa, z zerowym pojęciem o kurzeniu, rzecz jasna, Yury zaśmiał się po raz kolejny, jednocześnie chowając paczkę do kieszeni. Chyba jedna używka na tę chwilę wystarczy dla ich obu...
Złapał gładki jak pupa niemowlęcia podbródek anioła w szorstkie palce, wykorzystując fakt, że sam, bez najmniejszych skrupułów naruszył jego przestrzeń osobistą, najwidoczniej dobrze się przy tym bawiąc. Dopiero z tej odległości dostrzegł, że źrenice chłopaka były znacznie powiększone, zatem – och, jakże Yury był dumny ze swojej dedukcji – szczyl musiał się czegoś naćpać. Dobra robota, Ced, przeszło mu przez myśl, bo ta kobieta, nie, diabeł wścielony, była jedyną osobą zdolną do takich niecnych postępków.
Och, chyba muszę ci udzielić instrukcji wkładania papierosa do buzi, dziecino. — Zgodnie ze swoimi słowami, wyciągnął używkę z ust Tyrella, niby przypadkiem ocierając kciuk o te urocze, ukształtowane w uśmiechu warg, po czym puścił jego podbródek. — Tak to się robi.— Powiedział, demonstrując tę czynność na samym sobie, oczywiście w zwolnionym tempie, co by medyk to zapamiętał i z powrotem umieścił używkę w ustach chłopaczka. Tym razem prawidłowo. Filtrem do środka. Niebezpośredni pocałunek zaliczony.
Wyciągnął swoją ukochaną zapalniczkę piromana z pojemnej kieszeni kurtki i z niebezpiecznym błyskiem w oku nachylił się nad stróżem. Poczuł subtelny, korzenny zapach cynamonu i oblizał spierzchnięte wargi, by je nawilżyć.
—  Musisz się zaciągnąć, by papieros się zapalił — podsunął z wyraźnym rozbawieniem, wyszeptując mu te słowo do ucha. Zęby zacisnęły się na jego płatku, ale była to zaledwie nic nieznacząca, prawie nieodczuwalna i niezauważalna chwila. Po jej upływie znów się wyprostował, odpalając swoje technologiczne cacuszko.
Gotowy? — Mrugnął porozumiewawczo do szczeniaka i przycisnął płomień do końcówki papierosa. Druga ręka natomiast powędrowała do jednego z pośladków Tyrella. Klepnął go w to miejsce. — Jesteś dziś mój. Zaklepuję na calutki wieczór, a może nawet na noc. Kto wie.
Obnażył zęby w uśmiechu, odkładając zapalniczkę od papierosa.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury.


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on Wto Kwi 04, 2017 11:42 pm
Siedział przy barze, opierając się łokciem o blat. Szare kosmyki kolejny raz opadły na jego twarz, szczypiąc go w oczy. Gwałtownie wypuścił powietrze z ust, chcąc pozbyć się irytującej grzywki, która momentami przysłaniała mu spory kawał otaczającego go świata. A przecież był na imprezie i jeszcze nic nie wypił, więc wypadałoby wiedzieć co się dzieje wokół.
Skupił wzrok na jednej z butelek, stojących gdzieś obok. Chwycił ją w rękę, obrócił kilkukrotnie, nawet nie zwracając uwagi na poniszczonę etykietę, która najprawdopodobniej i tak pochodziła z innego trunku. Nawet postanowił sztachnąć się tym alkoholem, bo jego węch już dawno zdążył się przyzwyczaić do smrodu tej mieszaniny napojów procentowych.
„Bimber Cedny, chcesz trochę? Ale uważaj, pewnie sponiewiera cię jak szmatę.”
Zaśmiał się, przymykając oczy i próbując w porę zatkać usta wierzchem dłoni, jakby wciąż trzymały się go resztki przyzwoitości. Pewnie nie na długo, bo skoro był na imprezie to grzechem byłoby nie pochwycić w swoje ramiona żadnej z tych samotnych butelek. Już nawet miał upatrzoną „kandydatkę”, na której szyi chciał zacisnąć dłoń, by później przyciągnąć ją do siebie i zabawić się z nią tak, że pozbawiłby ją wszelkich soków wewnętrznych.
Jak szmatę? Nigdy nic mnie tak nie przeorało, więc może warto byłoby przeżyć swój... pierwszy raz? — Zaśmiał się znowu, odwracając na chwilę wzrok od Shane'a. W tym samym czasie pojawiła się Cedna, którą kojarzył jedynie z pseudonimu.
Smolista? To ona?
„Czyżbym widziała twarz, której nie znam?”
Uśmiechnął się szerzej, powstając, by kolejny raz zachować pozory przyzwoitości.
Nie znasz, nie znasz. Jestem świeżakiem. Dude. — Kiwnął głową, przyjmując od kobiety butelkę, którą uprzednio nawet otworzyła. Żyć, nie umierać. — Dobrze wyglądasz. — Nie byłby sobą gdyby nie zdecydował się na obdarowanie przedstawicielki płci pięknej. Jedynej, która raczyła pojawić się na imprezie. Oczywiście już przy niej upił łyk tego świetnego bimbru, którego jakośco raczej nie musiał komentować. Wydał z siebie jedynie przeciągłe ach i cmoknął ustami. Trunek był wyśmienity.
Mam nadzieję, że nie skończę jak on. — Wskazał butelką na Tyrella, który był główną atrakcją wieczoru. Nie zazdrościł mu, nie lubił być w centrum uwagi.
W międzyczasie kątem oka dostrzegł Tsukiego, którego z obecnego towarzystwa znał chyba najlepiej. Bez zastanowienia ruszył w jego kierunku, odwracając się jeszcze w stronę Cedny i niemo dziękując jej za porcję bimbru. Zakręcił się gdzieś obok Tyrella, wyminął go i zasiadł obok niebieskowłosego. Podobnie co on zgarnął jakąś konserwę i pieczywo.
Dawno się nie widzieliśmy, co? — zaczął, poruszając zabawnie brewką.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on Sro Kwi 05, 2017 12:07 am
Impreza wydawała mu się ciekawym pomysłem. Niewątpliwie po ostatnich wydarzeniach, każdy zasługiwał na odrobinę rozrywki. Azizel w swoim życiu raczej nie mógł powiedzieć, że kiedykolwiek mógł pozwolić sobie na dużą dozę rozrywki, gdyż codziennie musiał być gotowy do niesienia pomocy. Imprezowanie mogłoby pozbawić go jasności umysłu, który zmęczony byłby po balowaniu. Jako medyk miał odpowiedzialne zadanie, musiał być przecież odpowiedzialny.
Tym razem było jednak inaczej i anioł zdecydował się jednak pójść. Szybko się przyszykował, umył i przebrał w odpowiednie ubranko, które czekało na niego już od dłuższego czasu. Nie ubierał go często. Żółte spodnie i sweterek z kocim wystającym z przodu łebkiem, który po mocnym dotknięciu wydawał z siebie głośne miauknięcie. Może było to niezbyt odpowiednie wdzianko, ale nie obchodziło go to w ogóle.
Po przyjściu na miejsce okazało się, że większość smoków już się tam bawiła. Jak na Divę przystało spóźnił się należycie. Nie wiedział, czemu tak trzeba było zrobić, ale gdzieś wyczytał, że dawniej tak robiono, więc i on postanowił kontynuować ważną tradycję spóźniania się.
Zrobił krok w przód i w tym samym momencie między jego nogami przebiegła jego kotka, która najwyraźniej również miała ochotę dołączyć do zabawy, lub najzwyczajniej w świecie chciała przeprowadzić zamach na życie swojego opiekuna, który zostawił ją samą na kilka dni. Azie runął twarzą na podłogę, a w pomieszczeniu zaczęło rozchodzić się miauczenie kota, wywoływanie przygniataniem sweterkowego łebka do parkietu.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on Sro Kwi 05, 2017 1:41 am
Smoków przybywało jak mrówki, a Asterion aż nie wiedział, na kogo dłużej wzrok zatrzymać. Obserwował praktycznie każdego kto wchodził, rozpoznając twarze smocząt poza jednej. Nie wiedział, że mieli nowego rekruta, ostatnio jakoś nie był na bieżąco z informacjami w Smoczej Górze. Nawet nie było go na zebraniu. Shane rzadko kiedy w ogóle go na nie zabierał.
Parsknął głośno pod nosem na Cedny zagranie. No tak. Ona jak zwykle w swoim żywiole. Bez wahania wziął od niej specyfik, który przyrządziła, upijając pierwsze łyki alkoholu. Pomimo mocy jaką dawał trunek, nie omieszkał się nawet na moment skrzywić.
Niezłe.
- No tak, przecież Ty nic innego pić nie potrafisz - rzucił trochę złośliwie, pokazując mu rząd białych zębów. Ale tylko niewielki - Evana? Nie. Kompletnie nie. Tylko jego psa. Wrócił parę godzin temu do siedziby i siedzi w jego pokoju, warcząc na każdego, kto tam się zbliży - dodał zaraz, zaciągając się raz jeszcze z butelki. Widocznie nie tylko jemu przypasował bimber zrobiony przez koleżankę z pracy.
I po tym jakże ekscytującym dialogu, powrócił do obserwowania otoczenia. Nie długo musiał czekać na koleją atrakcję w postaci Tyrella. Śmiech Canesa w tym momencie był najgłośniejszy na całej sali, kiedy zobaczył go w takim stanie. Anioł od siedmiu boleści. Ocierając łzę z oka, właśnie przyuważył nowego, któremu pozwolił się dłużej przyjrzeć. Kiedy usiadł nieopodal Shane'a, wychylił się tak, aby móc go widzieć. Uśmiechnął się.
- Siema. Chcesz wypić jednego na dobry start? - zaproponował, tym samym wstając z krzesła, chcąc im nalać czegoś mocniejszego. Oczywiście nachylając się, łaskotał kosmykami włosów twarz Shane'a, ale niezbyt go teraz to interesowało. Korzystał, póki szajba mu jeszcze nie odwaliła. Wiedział, jaki potrafił być, kiedy przesadził z alkoholem. Ale w końcu miał tutaj Rudego, więc nie powinien się aż tak bardzo martwić, o ile w ogóle ów pojęcie występuje w jego słowniku. Chyba powinno, nie?
Kiedy nalewał im solidnego kielona, kątem oka dostrzegł przybycie Yury'ego. Nieświadomie prychnął pogardą pod nosem, odwracając wzrok od niego, skupiając się na rysach twarzy Dude. Podsunął mu jeden kielon, zabierając również sobie. Podejrzliwy uśmiech dalej trzymał na twarzy. Trudno było powiedzieć jakie miał wobec niego intencje. Oczywiście nie zapomniał także o swoim Panie, jak i również Cednie i im też polał.
- Za co chcecie pić? - spytał, zerkając na każdego, ale zanim doczekał się odpowiedzi, minie wieczność. Jak zwykle niecierpliwy - Niech będzie za jego przybycie, czy coś - odparł, przechylając kieliszek do gardła i wypił jej zawartość, wierzchem dłoni ścierając krople wódki ze swoich warg.
Tylko bez szaleństw, Ast. Wiesz co będzie...
Ta, wiem.
Impreza rozkręcała się dość szybko. Wcale go to nie dziwiło. Tyrell robił za główną atrakcję tego wieczora, przez co nawet nie zauważył, kiedy wszedł tu Tsuki. Słysząc wyznanie Shane odnośnie specyfiku Cedny, parsknął cichym śmiechem. Trochę racji w tym było. Nie zdążył to jednak w żadne sposób skomentować, gdyż przez próg smoczego baru wszedł nie kto inny jak jego ulubiony członek całej tej szumowiny. Roma w czystej postaci. Ile to wspomnień go z nim łączyło. Nieustannie przez 300 lat. Aż poderwał się, zabierając ze sobą oczywiście alkohol od smoczej Wiwerny. Doszedł do niego dużo szybciej niż Shannon, a wieszając się na jego ramieniu, wyszczerzył się do niego od ucha do ucha.
- Powiem Ci, że zaczynałem za Tobą powoli tęsknić, ziom - a kiedy Asterion tęskni, to musi być coś na rzeczy - Co tam dobrego masz? - spytał, oczywiście będąc jak najbardziej wścibski i zaczął się doszukiwać swoich ulubionych, choć gównianych, papierosów. Może nie zapomniał również o jakiś słodyczach dla niego? W końcu wujek Fafnir nie powinien zapominać o takich rzeczach.
W międzyczasie kiedy tak czekał, kątem oka nie dało się nie zauważyć scenki, która miała miejsce między Yury'm, a Tyrellem. Szczerze mówiąc nie trawił obecnego Wiecznego, zawsze wydawał mu się zbyt sztywny. A teraz ma czelność dobierać się do anioła stróża Shannona. Kiedy w końcu Shane dotarł do Romy, aby się z nim przywitać, Canes zgarnął go drugim ramieniem do siebie, odwracając głowę w stronę tej całej szopki. Co prawda impreza dopiero zaczęła się rozkręcać, ale uważał, że impra bez bójki to nie impra.
- Chyba ktoś dawno po mordzie nie dostał, nie uważasz? - rzucił, chcąc specjalnie go nakręcić do tego, aby puściły mu nerwy i mu przylał. Jeśli nie, to pewnie był świadom tego, że prędzej czy później Asterion nie wytrzyma i on to zrobi. Wiedział jakie po tym mógł mieć konsekwencje, a mimo to i tak robił za masochistę i będzie chciał odstawić szopkę.
I tak mu się oberwie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Shane on Sro Kwi 05, 2017 11:35 am
Shane zerknął na Dude, po czym parsknął śmiechem. Pierwszy raz. Z nimi przeżyje tych pierwszych razów wiele razy. Jednak po co było straszyć nowego.
Pij, nie pożałujesz — rzucił. W końcu znał możliwości Smolistej.
Obecność Asteriona była jak zawsze dla Shane znakiem ostrzegawczym. Sygnałem, że należy zachować czujność, bo nie wiadomo co ten psychol zamierza odwalić. Chociaż w tej materii nie zamierzał się niczym przejmować. Dawno nie miał przy ustach szkockiej i nie zamierzał marnować cudownego napoju na rzecz wybryków swego sługi. W końcu w każdym stanie potrafił nad nim zapanować. Nie będzie źle. Chyba.
Za to ty tylko potrafisz pierdolić bezsensu. Więc zrób nam wszystkim przysługę i stul ryj — rzucił i poczuł jak ten nachyla się na nim. Zapach świeżości uderzył w nozdrza rudzielca, co na możliwości Asta było wyzwaniem. Pachniał ładnie i przyzwoicie. Tak jak kazał mu Pradawny, Salamandra wziął prysznic, nie roznosząc za sobą po całej siedzibie zapachu padliny. Złapał za łaskoczące jego twarz kosmyki palcami i mocniej pociągnął go za nie, a następnie owinął je sobie ciasno wokół palca. Spokojnie obserwował twarz sługusa, wiedząc, że ten chory czubek lubi bolesne zabawy.
Spojrzał na zapełnioną szklankę i parsknął. Jak zwykle niecierpliwy. Jednak jego myśli zbyt długo nie krążyły wokół jego osoby. Spojrzał na Cygana, wiedząc, że prawdziwe siedzenie przy barze i chlanie szkockiej, dopiero się zaczyna. Wspólne wspomnienia z tym typem były niezwykle żywe. Zaśmiał się, a na potem nagle zamilkł przez wypowiedź Asteriona. Ten znowu zwrócił uwagę  na swojego stróża. Westchnął. Pieprzony anioł. Czy naprawdę powinien martwić się tym, że jest naćpany, a obleśny menel dobiera się do niego niczym pedofil do małego chłopca? Kurwa. Ani chwili spokoju.
Najwidoczniej — odparł spokojnie. Wiadomym było, że Shane po alkoholu stawał się awanturnikiem i jeszcze większym bucem niż był zazwyczaj, jednak wypił jeszcze zbyt mało, aby dać się sprowokować głupim docinkom Asteriona. A podobno impreza bez bójki, to nie impreza...
Złapał sługę palcami za szczękę, nie przejmując się obecnością Romy tuż obok. Nachylił się nad nim i gorącym oddechem wyrzucił wprost do jego ust:
Leć, Ast. Spuszczam cię ze smyczy. Leć i przegryź mu tętnicę — rzucił spokojnie z nikłym uśmiechem na ustach. Puścił jego szczękę, odwracając ponownie głowę w stronę Romy.
Masz szkocką? Bimber nie jest moim klimatem. No i fajki. Tu jest sam szajs — parsknął  jakby nigdy nic. Widząc nagle jak ten otwiera swój dobytek monopolowy sięgnął po ukochaną i ruszył w stronę baru.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Jaskółka on Sro Kwi 05, 2017 6:57 pm
Za nim robiło się coraz głośniej, ale Tsuki nawet nie obejrzał się. Nie dlatego, że nie chciał czy imprezujących nie lubił. Wiedział, że jeżeli nawiąże z kimś kontakt wzrokowy, to ten go zagada. A tego nie chciał. Bo nie odnajdywał się w rozmowach towarzyskich. Nigdy nie wiedział co powiedzieć, nie łapał cudzych żartów i aluzji, a zbyt duża ilość osób dookoła ostatecznie go przytłaczała i męczyła. Pojawić się pojawił, bo obiecał. Ale plan był prosty. Egoistycznie i bezczelnie się nażreć, trochę wypić i wrócić do siebie.
I do pewnego momentu wszystko szło jak po maśle.
Aż nagle nie usłyszał czyjegoś głosu, a potem kątem oka dostrzegł, jak jego znajomy anioł siada obok.
- To ty. – rzucił krótko,, upijając trochę alkoholu, na który się skrzywił. Szybko zmarszczył brwi, sięgając głęboko w swoim umyśle po imię anioła, które mu uleciało, a gdy wreszcie zdołał jej wygrzebać z zakurzonej szafy, klasnął w dłonie w geście przypomnienia.
- Ach! – choć samego imienia najwidoczniej nie zamierzał powiedzieć na głos.
- Dawno? – przechylił głowę lekko na bok, wpatrując się w niego pytająco. - Ale przecież widzieliśmy się parę dni temu. – dodał kompletnie nie rozumiejąc o co mu chodziło.
Tsuki, tak się mów
Ostatecznie wzruszył chudziutkimi ramionami, postanawiając zamknąć ten temat. Najwidoczniej aniołowi coś się ubzdurało i się w czymś pomylił.
Gdzieś w tle usłyszał jakieś głośniejsze krzyki, dlatego też wiedziony zainteresowanie odwrócił się lekko. Ale to tylko Shane znowu się uchlał. Dzień jak co dzień, czyż nie?
- Co masz w kubku? – wskazał brodą w stronę naczynia anioła. To nie tak, że planował mu to wypić, jeśli brzmiało interesująco… wcale a wcale…



avatar





Jaskółka
Wiwern     Opętany
GODNOŚĆ :
Tsukishimaru


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Wartakus on Sro Kwi 05, 2017 7:08 pm
Odizolował się częściowo od reszty, w głównej mierze zwracając jedynie na jakieś 10% rzeczy jakie mówili. Jedynie bliżej przyjrzał się nowym twarzom, jak i oczywiście topless Tyrell'owi.
Butelka bimbru Cedny zleciała mu dość szybko. Odłożył więc butelkę na stole obok siebie i zaczął starannie nabijać fajkę, chwilę się z tym pobawił, sprawdził przepływ i w końcu zaczął ją rozpalać. Dym z jego ust powoli stawał się coraz większy, aż w końcu biała chmura go usatysfakcjonowała. Mocny, silnie aromatyzowany zapach tytoniu zaczął nachodzić na zapach innych, odpalonych papierosów reszty smoków.
Zeskoczył ze stołu i z fajką w gębie podszedł do reszty siedzącej przy barze.
- Czarny Jack i kolejna butelka cukierkowej nalewki od Cedny. Możesz też coś dać do jedzenia Hashim.
Usiadł na wolnym stołku, spoglądając na zaloty Yury'ego. Przez głowę przeszło mu tylko "Więc nasz wieczny lubi trap-lolitki".
Oparł się o blat i wyczekiwał swojego zamuwienia, gdy staruszek przyniósł mu butelkę z czarnym płynem, a obok postawił nalewke Cedny.
Ballantine wyjął korek z butelki, w której majaczył ciemny alkohol, a następnie nalał go do szklanki, by błyskawicznie opróżnić.
Do jego uszu doszły słowa Shane.
- Szkocka? Shane jeśli Hashim, kiedyś Ci da prawdziwą szkocką daj mi znać... bo to co właśnie pijesz ma z tym tyle wspólne go co moja osoba i emocje.


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 6 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 10, 11, 12  Next

Powrót do góry

- Similar topics