Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 5 z 13 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Next

Go down

Pisanie 23.08.15 21:41  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Kiwnął głową dając niemo znak, że rozumie. Sam nie jest lepszy, znika równie często jak i ona, ale musi dbać o swoje kontakty zarówno w M-3 jak i na Desperacji.
kontakty, dostawy, informacje. Tak, stanowczo ma o co dbać.
Słysząc stuknięcie pustej szklanki wybił się z zamyślenia i skierował wzrok ponownie na Natalie.
- Uznam to za pytanie retoryczne. - Odpowiedział z uśmiechem i zabrał obie szklanki ze stołu.
- Wskakuj tu, pokażę ci co i jak.
Kiedy znalazła się po drugiej stronie baru przejechał palcem bo butelkach po kolei tłumacząc każdy rodzaj w takim tempie aby na spokojnie wszystko mogła załapać.
Kiedy skończył wymieniać rodzaje trunków, pokazał jej szybko jak używać nalewaka i pod jakim kątem należy nalewać piwo aby miało perfekcyjną ilość piany i napoju.
W międzyczasie klientów zabawiał Churchill, wszyscy już się przyzwyczaili do zwierzaka i nieraz go dokarmiali orzeszkami za co mały był wyjątkowo wdzięczny.
Kiedy skończył krótki instruktaż na temat wszystkiego odwrócił się w jej stronę i wyciągnął przed siebie dłoń.
- Witam w bezimiennym pubie, barmanko. - Powiedział z uśmiechem.
Po wymianie grzeczności zorientował się, że nastała 22, czyli jego zmiana dobiegła końca. Równo minutę po w drzwiach zjawił się jeden z jego pracowników.
- Wybacz, że musisz robić na dwa etaty, właśnie zatrudniłem nową barmankę więc jeszcze jedna osoba i wrócimy do starego trybu pracy. - Powiedział klepiąc po barku swój starszy personel i ubrał na siebie swoją marynarkę.
- Chcesz jeszcze zostać czy idziemy? - Zapytał kierując wzrok w stronę Natalie.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 23.08.15 22:08  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Uśmiechnęła się szerzej.
Chyba naprawdę zaczynała się już przyzwyczajać do takiego życia. Niby miała cholernie przerąbanie, ale jednak. Może własnie dzięki takim osobom jak Marcus nie czuła się w tym obcym świecie aż taka samotna?
Jednym szybkim susem przeskoczyła ladę i znalazła się obok Łowcy. Owszem, mogła ja obejść jak kulturalny człowiek, ale to byłoby mocno nie w jej stylu. Najciekawsza droga była przecież tą najlepszą. Poza tym, sam powiedział by tu "wskoczyła". Natalie po prostu nie mogła sobie darować niewykorzystania tej gierki słownej. Dopisywał jej zbyt dobry humor.
W skupieniu obserwowała pokazywane butelki. Większość z nich znała, ale mimo to nawet na moment nie przerywała "nauczycielowi". Starała się zanotować w głowie wszystkie informacje. A przynajmniej te, najbardziej istotne.
Z uśmiechem uścisnęła rękę mężczyzny i lekko się zaśmiała.
Ta drobnostka sprawia ci zbyt wiele radości. Powinnaś bardziej nad tym panować. Przywiązanie to nic dobrego. Pamiętaj o tym.
Natalie zignorowała cichy głos w swojej głowie i skupiła się na Marcusie.
- Mam nadzieję, że to będzie owocna współpraca. - O dziwo, mówiła szczerze. Naprawdę się cieszyła. A kto by pomyślał, że kiedyś przyjdzie się jej zajmować czymś takim i to z własnej woli.
Puściła dłoń łowcy i spojrzała w stronę wejścia.
Uśmiechnęła się również do nowego "kolegi" i nieśmiało mu pomachała. Oczywiście, sam gest był tylko tak dobrany. W rzeczywistości mało w niej było z nieśmiałej istotki.
Prawie natychmiast popędziła w stronę wychodzącego Sleipnir'a.
- Niee, możemy iść. - Dołączywszy do niego, zwolniła kroku. - Ale jeśli masz trochę wolnego czasu, to moglibyśmy powtórzyć nasz ostatni trening. Tylko mam nadzieję, ze tym razem nas aż tak bardzo nie poniesie. - Zaśmiała się.
Cóż, chyba zbliżała się kolejna zmiana jej nastroju. Za chwilę będzie się przecież musiała zmienić w bezwzględną maszynę do zabijania.

[z/t] x2
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 24.08.15 0:24  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Do pubu weszła nachmurzona, robiąc przy tym niemały hałas. Miała bez problemu dostać się do miasta, nie obeszło się jednak bez komplikacji. A mieli jej pomóc naprawdę świetni fachowcy! W drodze powrotnej zajmie się tym cholernym okularnikiem. Jak mogła zapłacić takiemu amatorowi? Policzy się też ze znajomym, który polecił jej tę bandę błaznów.
Rozejrzała się po schludnym lokalu. Zrobił na niej wrażenie, choć nie pozwoliła tego po sobie poznać, uzbroiła się w pobłażliwy uśmieszek i podeszła do baru. Dyskretnie lustrowała wzrokiem obecne twarze, chcąc odnaleźć swoją zleceniodawczynię. Zirytowała się jeszcze bardziej, kiedy jej poszukiwania okazały się być nieskuteczne. Paznokciami stukała o chłodny, barowy blat, niecierpliwiąc się coraz bardziej. Dlaczego to ona miała czekać? Tyle przeszła, żeby się tu dostać, a teraz miała siedzieć jak posłuszny pies i czekać na pana? Wydęła wargi, wspierając podbródek na dłoni. Z przymkniętymi oczyma wsłuchiwała się w przyjemny szum ściszonych głosów, siorbania piwa i stukania sztućców.
- Whiskey z lodem - powiedziała podniesionym głosem, nie racząc barmana nawet jednym spojrzeniem. Nie to, że miała pieniądze, żeby zapłacić za drinka. Nie wpadła tutaj na libacje, jednak klimat pubu zrobił swoje. Cóż, to wina właściciela, będzie stratny o te kilkaset mililitrów trunku.
Znudzona, wciąż oparta plecami o blat, utkwiła spojrzenie w mężczyźnie w średnim wieku, raczącego się kuflem piwa. Musiał poczuć na sobie spojrzenie Cendrier, bowiem zaraz odwrócił się w jej kierunku. Ta posłała mu słodki uśmieszek, mrugając przy tym zalotnie. Mężczyzna wydawał się zaskoczony i zdezorientowany, jednak po chwili odwzajemnił uśmiech i nie spuszczał z Cecilii wzroku. Westchnąwszy, spojrzała w niewidoczny dla innych punkt i pożałowała, że jej ofiarą będzie kobieta, a nie ten siwiejący gość.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 24.08.15 1:37  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Natalie przybyła na miejsce jakąś godzinę przed planowanym spotkaniem. Gdzie się jednak podziewała? Rzecz jasna na zapleczu. Czuła się tu właściwie jak u siebie, więc kręcenie się to tu, to tam weszło jej już w nawyk.
Zerknęła na zegarek, a później na wejście.
Huh. Sądząc po wyglądzie i zachowaniu, chyba przyszła do mnie.
Jesteś pewna, że chcesz w to kogoś angażować? Przecież sama byś sobie poradziła.
Wiem, ale nie mam czasu się tym zająć. Z resztą, może nie będzie taka zła.
Uśmiechnęła się pod nosem i weszła na salę. Bez wahania skierowała swe kroki w stronę nowo przybyłej.
Słysząc jej zamówienie, uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Arthur, drink dla pani na mój koszt - zarządziła, po czym stanęła przed wymordowaną.
Co mogła o niej teraz powiedzieć Cecilia?
Kobieta wizualnie w jej wieku. Ubrana w czarną koszulę z wąskimi, białymi pasami; czarne, dopasowane spodnie i eleganckie, skórzane buty. Wokół białej jak papier twarzyczki wiją się kruczoczarne włosy, a spod gęstych rzęs spoglądają na nią bystre fioletowe oczy.
Natalie uśmiechnęła się pod nosem i skłoniła nieznacznie przed dziewczyną.
- Dobry wieczór. To z tobą byłam dziś umówiona jak mniemam? - Podniosła jedną brew, uważnie przyglądając się dziewczynie.
Huh. Albo lubi udawać kota, albo to ukrywająca się wymordowana. Mam tylko nadzieję, że nie ściągnie na nas kłopotów.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 25.08.15 0:56  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Z kontemplacji wyrwał ją kobiecy głos. Cecilia wcale niespiesznie zwróciła wzrok w kierunku z którego dochodził. Jej oczom ukazała się uśmiechnięta twarz Natalie, która wprawiła dziewczynę w nieznaczne zakłopotanie. Nie odwzajemniła go, choć fakt, że nie będzie musiała wszczynać kłótni ani szybko uciekać z lokalu, kiedy barman zorientuje się, że jego klientka wcale nie ma zamiaru płacić, przyjęła z wdzięcznością.
Kiedy chłodna szklanka, pełna bursztynowego płynu znalazła się w jej dłoni, nieznacznie uniosła ją, jak gdyby wznosiła toast i mrukliwie, bo podobne słowa z trudem przechodziły jej przez gardło, rzekła:
- Dziękuję - przysunęła szklankę do ust, które musnęły odrobinę napoju, następnie skinęła głową, chcąc zachować pozory dobrego wychowania - Jeśli szukasz morderczyni, która w przystępnej cenie pozbędzie się każdego, kto nie spłacił dawnego długu, potrącił na ulicy starszą panią czy po prostu zirytował swoim istnieniem, to, owszem, byłaś umówiona ze mną - na jej twarzy pojawił się grymas przypominający uśmiech. Całkiem spodobało jej się brzmienie tych słów, niezły slogan marketingowy, może powinna pomyśleć nad jakąś reklamą? Wynajmie kilku ludzi, którzy z transparentami i ulotkami będą wykrzykiwać jej hasło. Ludzie będą ustawiać się w kolejkach. Zaraz, to nie czas na marzenia.
Upiła spory łyk, po raz kolejny lustrując wzrokiem otoczenie.
- Może usiądziemy? - zapytała, choć nie oczekiwała odpowiedzi. Wybrała stolik najbardziej oddalony od innych klientów. Przysiadła na krześle z wyprostowanymi plecami i nogą założoną na nogę.
Nim cokolwiek powiedziała, pozwoliła sobie nieco przyjrzeć się Natalie. Spodobała jej się - nie było tu mowy wyłącznie o aparycji - Cecilii przypadł go gustu sposób bycia czarnowłosej. Wydawała się być silną i stanowczą, a przy tym taktowną i do tego miłą. W końcu zapłaciła za drinka wymordowanej. Nie powinna być problemową zleceniodawczynią.
- A więc... Kto to jest? Ile ma lat? Czym się zajmuje? Rodzina? - uniosła brew, patrząc Natalie w oczy. Informacje były całkiem istotne, w końcu musiała wiedzieć, czy atakując w domu ofiary, nie spotka żadnych niechcianych świadków, np. małżonka, których w ostateczności również musiałaby się pozbyć. A to kosztuje. Choć, przyznajmy szczerze, Cendrier pewnie i tak nie brałaby żadnych pod uwagę w trakcie wykonywania roboty. Za dużo z tym zachodu, a kolejnego trupa może załatwić w ramach ćwiczeń - Wyrównanie rachunków? - zapytała, mając na myśli oczywiście powód, dla którego jej zleceniodawczyni chciała się pozbyć tej nieznanej jeszcze jednostki. Zazwyczaj nie wypytywała o szczegóły, w końcu była jedynie narzędziem, skoro jednak Natalie przypadła jej do gustu i na razie wydawała się być w porządku...
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 25.08.15 13:33  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Uśmiechnęła się nieco szerzej i skinęła głową słysząc podziękowanie.
Huh. Przynajmniej nie muszę słuchać o silnych i niezależnych kobietach, które same za siebie płaca. Choć kto wie, co by się działo gdybym była mężczyzną. Hih. Kiedyś muszę spróbować i takie wersji. Maniera już i tak mi do tej płci pasuje.
- Dla mnie proszę tym razem burbon w snifferze - puściła oko do barmana i wyprostowała się z ukłonu.
Podeszła do baru i wzięła z niego podany jej trunek. Powąchała go.
Świetnie.
- Przedstawianie się masz już opanowane, co? - Zaśmiała się krótko słysząc jej prezentację.
Podniosła jedną brew i ruszyła za wymordowaną.
- Wiesz, tak właściwie to sekcja dla VIPów jest do naszej dyspozycji. - Wskazała machnięciem dłoni niewielki pokój na uboczu. - Ale jeśli chcesz, możemy usiąść tutaj. To twój wybór. - Wzruszyła ramionami i zaczekała na odpowiedź dziewczyny.
Jeśli zgodziła się udać do pokoju, to Natalie ruszyła zaraz za nią i usiała przy przygotowanym dla nich stole.
Jeśli wolała zostać, anielica po prostu wzięła z sekcji dla VIPów przyniesioną wcześniej walizkę i dosiadła się do kobiety.
Tak czy siak. Skończyło się na zajęciu miejsc przy stoliku na przeciw siebie.
Natalie przyjrzała się dokładnie zawartości kieliszka i delikatnie nią zakręciła, trzymając go kciukiem i palcem wskazującym za szyjkę. Ponownie powąchała i upiła niewielki łyk przymykając powieki.
Ona nigdy nie piła alkoholu by się upić. Wolała się nim delektować i nic nie mogło ją przed tym powstrzymać. Wszystkie te drobne gesty wprawiały ją w dobry nastrój. Nie była w stanie pominąć żadnego.
Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech zanim połknęła zawartość i ponownie spojrzała na zaproszoną dziewczynę.
- Od razu przechodzisz do konkretów, co? To dobrze. - Westchnęła, odkładając szklankę i sięgając do walizki. Wyjęła z niej cztery teczki i położyła na blacie obok siebie. Jedną wzięła do ręki i zaczęła oglądać.
- Moje zlecenie to nieco dłuższa robota i bardziej skomplikowana, niż tylko "wejść, zabić za wszelką cenę i wyjść" - zaczęła spokojnym, cichym głosem. - Za niedługo wyjeżdżam. Chciałabym żebyś pod moją nieobecność przyjrzała się kilku zebranym tutaj osobom. - Skinieniem głowy wskazała na leżące teczki. - Ta część zadania nie powinna ci sprawić wiele kłopotu, bo podejrzewam, że potrafisz być "niewidzialna" - tutaj rzuciła jej badawcze spojrzenie znad przeglądanych papierów. - Oczywiście, na czas wykonywania zlecenia zapewnię ci tutaj mieszkanie i pieniądze na utrzymanie. Kiedy wrócę, zdasz mi raport na temat informacji, jakie każę ci uzyskać, a później zadecyduję, co dalej robimy. - Zamknęła teczkę i położyła na środku stołu. Westchnęła i spojrzała wymordowanej w oczy.
- Czy taka praca ci pasuje? Pytam, zanim przejdę do szczegółów. Sama rozumiesz, nie mam ochoty opowiadać o swoich planach dopiero co napotkanej osobie.
Nie spuszczała jej z oczu, dokładnie analizując jej zachowanie. Wolała mieć pewność, że zatrudnienie jej przyniesie jej same korzyści zamiast niepotrzebnych kłopotów.
- Rzecz jasna, możesz się spodziewać ode mnie wysokiego wynagrodzenia i innych korzyści, jeśli spełnisz moje życzenia. - Ponownie chwyciła za kieliszek, którego szyjka tym razem wylądowała pomiędzy palcem wskazującym i środkowym lewej ręki.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 29.08.15 23:51  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Wzruszyła ramionami z niewinną miną, po czym wzięła łyk trunku, a kiedy połykała chłodny napój, nie przestawała się uśmiechać. Nie ma nic lepszego od darmowego alkoholu. Swoją drogą, oczywiście, Cendrier była mistrzynią autoprezentacji i ględzenia o swojej osobie. Jak przystało na panią i królową, musiała mieć gadane, by poddani z przyjemnością jej wysłuchiwali.
Kiwnęła głową, zgadzając się na przejście do VIPowskiej sekcji. Cisza i spokój (no, prawie), dlaczego by z tego nie skorzystać? Pokój był przytulny, o ile można nazwać tak jakiekolwiek miejsce w barze. Obserwowała delektującą się alkoholem Natalie. Podbródek postanowiła wesprzeć na zwiniętych w pięści dłoniach.
- Oui, oui - potwierdziła machinalnie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, była zbyt zaabsorbowana walizką znajdującą się na stole. Z zainteresowaniem, które oczywiście starała się ukryć, obserwowała anielicę.
Nie mogąc się powstrzymać, palcem wskazującym delikatnie przesunęła teczkę, która leżała nieco krzywiej niż pozostałe. Z uwagą słuchała słów ciemnowłosej, co jakiś czas potwierdzająco kiwając głową.
Dłuższa robota? Więcej zabawy, świetnie.
Cecilia dostrzegła krótkie spojrzenie, jakim obdarzyła ją Natalie. Domyślała się, że jest wymordowaną? Cóż, nie było to trudne - w końcu nie zawracała sobie głowy ukrywaniem uszu - ale może nieco podchwytliwe. Różne są na świecie dziwactwa, takie wymyślne dodatki nie powinny nikogo dziwić. A może wcale się nie domyślała, a jedynie chciała zobaczyć reakcję Cendrier? Bóg jeden wie. A może i nie wie.
Na wzmiankę o zakwaterowaniu w mieści z entuzjazmem klasnęła w dłonie. Nie posiadała się z radości. Ile to czasu minęło, odkąd mieszkała w mieście? Setki lat. Jak bardzo się zmieniło, jak teraz funkcjonowało? Przy okazji mogłaby się nieco zabawić... Oczywiście po pracy.
- Tak. Odpowiada. Przyznam, że warunki, które opisujesz, wydają się być więcej niż niezłe - zaczęła neutralnym tonem, musiała brzmieć profesjonalnie. Gdyby nie atrakcje, jakie zapewniałaby jej Natalie, nie zgodziłaby się w ciemno. Prawdopodobnie nigdy by się nie dogadały - wymordowana żądałaby więcej szczegółów przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji, anielica chciałaby wiedzieć, czy Cen zgadza się na wykonanie zlecenia, nim przedstaw szczegóły. A więc, Natalie, wznieś toast za materializm! - Nim przejdziemy do detali, mam kilka spraw - uspokoiła się i tym razem to ona posłała badawcze spojrzenie dziewczynie - Przyglądasz mi się tak intensywnie, to niemal boli. Masz jakieś zastrzeżenia, co do sposobów, jakich mam używać do wykonania zlecenia? - wyprostowała się, nieco zniżając głos - Wykonuję swoją robotę po swojemu. Mam nadzieję, że uszanujesz ten fakt - wzięła głęboki oddech, poczuła się nieprzyjemnie, czas na rozluźnienie atmosfery - Wtedy jestem najbardziej efektowna, cenię sobie niezależność, nie lubię trzymać się planów. Teoria i praktyka to dwie dziedziny, których nie powinno się łączyć. Innymi słowy, jeśli chcesz mieć dobrze wykonaną robotę, daj mi tyle wolności, ile tylko możesz. Mogę ci obiecać, że postaram się za bardzo nie narozrabiać. Bo chyba o to się martwisz, ce vrai? - uśmiechnęła się lekko, przypominała teraz niewinne dziecko, które przysięga mamie, że nie zje ani jednego ciasteczka przed obiadem. Oczywiście, że skusi się na małe z kawałkami czekolady.
To był jedyny warunek, jaki stawiała Cecilia. Stawiała go zawsze, bowiem nie lubiła, kiedy to jej zleceniodawcy wykraczali głęboko poza swoje kompetencje. Hej, to ona się tu brudziła i narażała życie, to oczywiste, że nie będzie się ściśle trzymać każdej pierdoły, jeśli jej życie będzie wisieć na włosku. Cóż, może w przypadku pierwszej części zlecenia nie będzie narażona na śmiertelne niebezpieczeństwo, jednak na tym spotkaniu mają się ze sobą porozumieć, dlatego Cen musi wyłożyć karty na stół.
- Jasne - machnęła ręką - Pieniędzmi zajmijmy się po fakcie, jeśli łaska. Rozpraszają mnie - przyznała szczerze i pozwoliła sobie na wglądnięcie do jednej z teczek - Zamieniam się w słuch.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 05.09.15 21:17  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Kiwnęła głową słysząc, że dziewczyna nie zamierza od samego początku naciągać jej na dodatkowe wydatki udając, że załatwienie jej tu mieszkania jest mało warte i Nat powinna się szarpnąć na coś większego. Szczerze mówiąc, anielica zdecydowanie nie miała teraz ochoty na przekonywanie kogoś do swojej propozycji. To ona tutaj dyktowała warunki, a jeśli coś nie odpowiadało, to przecież mogła odprawić z kwitkiem i poszukać innego zleceniobiorcy. Smoków było dużo. Ktoś musiał się zgodzić bez kręcenia nosem.
Zaśmiała się krótko, słysząc zarzut od wymordowanej i nie przestała studiować jej osoby.
- Przyglądam ci się, bo chcę cię poznać. Lubię wiedzieć jak najwięcej o osobach, które mnie otaczają. Nie bierz więc tego do siebie. - Uśmiechnęła się zerkając ponownie do akt.
Wysłuchała dziewczyny kiwając powoli głową.
- Chcę tylko, by nikt cię nie zauważył i jak najmniej osób ucierpiało podczas tego zlecenia. Jak to zrobisz, to już twoja sprawa. - Wzruszyła nieznacznie ramionami posyłając jej ciepły uśmiech.
Nie zamierzała jej przecież prowadzić za rączkę. Od początku liczyła, ze ma do czynienia z osobą, która poradzi sobie sama z tym zadaniem. Z resztą, Natalie nawet nie miałaby zbyt dużych możliwości, by ją teraz kierować. Podróżowanie po Desperacji znacznie ograniczało jej działalność w Mieście.
Kiwnęła głową i uśmiechnęła się szerzej słysząc zgodę ze strony wymordowanej.
No to zaczynamy...
Położyła trzymaną teczkę na stole i popchnęła ją w stronę Cendrier.
NPC:
- W tych teczkach są opisane osoby, których obserwacją masz się zająć. - Machnięciem dłoni wskazała na pozostałe akta lżące na stole. - Zdjęcia, opis wyglądu, skrócona historia, dane... Wszystko to, czego samej udało mi się dowiedzieć. Chciałabym, żebyś w ciągu najbliższych trzech tygodni ich śledziła. - Tutaj Natalie zaczęła grzebać w walizce. Po chwili wyjęła stamtąd niewielką kamerkę i telefon z dobrym aparatem. Położyła je przed dziewczyną.
- Chciałabym żebyś nagrywała to, jak się zachowują i zapisywała, co zazwyczaj robią. Nawyki, często odwiedzane miejsca, typowe gesty... Wszystko, co może się przydać osobie, chcącej wcielić się w ich rolę. - Kiwnęła głową i cofnęła rękę, która nadal leżała obok gadżetów.
Eh. Oby ona tego nie popsuła. Niby wiem, że nagromadziłam w mieszkaniu strasznie dużo takich zabaweczek, ale i tak szkoda się z nimi rozstawać.
Westchnęła i ponownie zainteresowała się alkoholem. Upiła łyczek i zerknęła na podane do wymordowanej akta.
- Najbardziej interesuje mnie ten chłopak. Wilson Kruger. Komputer wskazał z nim największe podobieństwo. Pozostali to tylko plany B, C i D - dodała w ramach wyjaśnienia.
Chciała, by dziewczyna to właśnie temu chłopakowi poświęciła najwięcej uwagi, a innymi zajęła się tylko na wszelki wypadek, gdyby jednak coś się nie udało. Jak zwykle Natalie nie potrafiła postawić wszystkiego na jedną kartę. Dlatego zawsze musiała mieć jakieś wyjście awaryjne. No, w tym wypadku trzy wyjścia awaryjne i jedną dodatkową osobę od szpiegowania.

                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 19.09.15 15:03  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Wybaczcie dziewczyny, że wbijam się wam w wątek, ale nie mam innej lokacji do odegrania tej seny. Nie zwracajcie tu na nas zbytniej uwagi, no chyba, że chcecie usłyszeć hałasy.

Po durnym festynie służby porządkowe musiały uprzątnąć to, co zrobiła większość miasta nad jeziorem. Ruffian nie mogła pojąć, jak ludzie będący praktycznie na skraju wymarcia, mają czelność nadal degradować to, co uratowało się ostatkiem z wszelkiego rodzaju kataklizmów. To smutne, jakich oszołomów można się jeszcze dopatrywać ówcześnie.
Tak więc, jako zagorzały śmieciarz, Ruff zaczęła sprzątać bajzel jaki zostawili po sobie imprezowicze z festynu letniego, nie ukrywając przy tym swojego wkurwienia i wrzucając odpady do worków czy innych pojemników ze zdwojoną siłą. Nabuzowana w ten sposób wyrobiła dzisiaj dwieście procent normy, wobec czego prace przeznaczone na co najmniej tydzień, skończą się prawdopodobnie za dwa dni.
O ile się skończą.
Gdyby miała możliwość ukazania swoich zwierzęcych, nastrzyżonych uszu, każdy człowiek skapnąłby się, że nie jest to dobry dzień nawet na zwracanie jej uwagi.
Wieczorem, już grubo po dwudziestej, nadal oburzona Ruff zmierzała właśnie do domu, kiedy po jej krzyżu rozszedł się dziwny, miejscami mrożący chłód. Wobec tego nienaturalnego doznania stanęła sztywno jak struna na środku chodnika. Obawiała się tego, co właśnie ma nadejść. Chcąc potrząsnąć głową, coś skrzyknęło jej w karku. Zaraz potem doznała wrażenia, że jej płuca zwiększyły objętość co najmniej dwukrotnie podczas pobierania powietrza.
Źle, źle, źle... Bardzo źle...
Szła sztywno jeszcze chwilę, aż nie poczuła, jak bardzo robi jej się niedobrze. Zbierało się na pawia. Zakrywając połowę twarzy dłonią i prawie słaniając się na nogach, skręciła w jakąś ślepą uliczkę i tam w pogrążonym w mroku kącie niechętnie pozwoliła mutacjom robić swoje. Nie dziwota, że zbierało się na wymioty, kto w końcu wytrzymałby dosłowne spacery swoich jelit i ich przemianę w odnóża kałamarnicy? Do tego w bonusie rozklejającą się szramę na brzuchu, działającą jak zamek błyskawiczny dla tych dziwadeł.
Obolała Ruffian przeżywała właśnie gorączkę. Była spocona od nieubłaganych przemian, a jednocześnie towarzyszące im obrzęki sprawiały wrażenie jakby marzła tu i ówdzie. Tak gorąco, że aż mrozi. Kobieta przygnieciona bólem i powolnym odchodzeniem od zmysłów, miała ochotę drapać ścianę dając upust wzmagającej się w niej energii, co później umożliwiły jej wyrastające szpony zastępując palce u dłoni.
Niech szlag trafi to paskudztwo..
O dziwo, nie pojawiły się nadal ptasie nogi zamiast stóp.
Lecz ogonek, powoli rozrywający materiał od spodni, z każdą chwilą nabierał coraz więcej kształtów i coraz więcej masy. A przy tym też energii. Ruff, przyklejona w męczarniach do muru czuła, jak od tego gorąca paruje. Mogłaby w tym momencie z łatwością zagotować boiler wrzącej wody dla sześcioosobowej rodziny. W końcu rozkład zawartego w niej uranu wydzielał takie ilości ciepła. Dziwnym jednak było, że jej nie rozsadził do tej pory.
Kolejną ciekawostką tego ataku był też brak skrzydeł. Tylko ogon i obleśne "jelitoodnóża" zechciały się ujawnić.
Przeczekała w tym ciemnym, cichym i nadzwyczaj spokojnym kącie jeszcze dobre dwa kwadranse, leżąc na miękkich śmieciach zapakowanych w foliowe worki. Warunki all inclusive jak na ten moment. Spoczywając na brzuchu i mając struchlałe ręce złożone w pięści w okolicy mostka, próbowała dopatrzyć się jakiś pozytywów zaistniałej sytuacji, patrząc jednocześnie, jak jej "jelitonóżki" skaczą i wiją się niczym pędraki. Nic jednak nie przychodziło jej do głowy. Nie wiedziała, czy teraz ma czekać, aż to gówno z powrotem odpadnie, czy spróbować skakać po dachach jak robią to zawodowi sportowcy w dziedzinie tej dyscypliny.
Wystające flaki zaczęły się powoli i bezwarunkowo przemieszczać, co u zmęczonej przemianą Fran wywołało kolejną falę nudności. Chociaż plusem ich manewrowania, jak ślepych szczeniąt do cycka suki, było właśnie to, że zaczęły powracać tam, skąd przyszły - do brzucha.
Kolejny kwadrans minął, kiedy ostatni lepki ogon tego czegoś wpełzł z powrotem do szramy, chowając się w niej jak w saszetce. Blizna zaczęła się ponownie zrastać, wydzielając przy tym gorące białe opary.
Ruffian była już zadowolona, że ten atak nie był stosunkowo tak groźny, jak gdyby mogła przypuszczać. Nawet szeroko się uśmiechnęła, kiedy mdłości i ból głowy zaczął ustępować. Jednak, jej szeroki uśmiech już nie był oznaką, że wszystko z nią w porządku. Prawdopodobnie atak się jeszcze nie skończył. Może od strony fizycznej miał się ku końcowi, ale psychika zaczynała szwankować. Zamiast się wyciszyć do cna, smarkata wredota postanowiła przyćmić ostrożność.
Franny powoli stawała do pionu, jednak nie wyszła na ulicę, a zaczęła skakać po drabinach przeciwpożarowych, w finalnie lądując na dachu budynku. I tam też zaczęła uprawiać parkour.

W końcu po dobrych dwóch kwadransach Fran zeszła na ziemię i panosząc się z szeleszczącym, długim  rudo-czarnym pióropuszem, wbiła do jakiegoś baru, gdzie - ludność z niemałym zdziwieniem przyglądała się czemuś takiemu. Dobrze, że większość z nich była już nieco podchmielona, lecz - znajdowały się i osoby o trzeźwym umyśle, jakiego brakowało w tej chwili pierzastej.
Dziewczyna stosunkowo grzecznie poprosiła o piwo i niecierpliwie stukała szponami o barowy blat, przypatrując się spod przymkniętych oczu barmanowi. Ciekawe co on musiał w tej chwili czuć, gdy taka ptasia kreatura z przedzieloną na pół raną twarzą, niszczyła mu lakier na blacie, nad którym zaczęła mrugać jedna z żarówek.

Szał spowodowany wirusem post 1/~


Ostatnio zmieniony przez Ruffian dnia 29.11.16 21:59, w całości zmieniany 1 raz
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 19.09.15 20:55  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Brunetka przystanęła na środku chodnika i z uniesioną wysoko głową rozglądała się uważnie. Nie zwracała uwagi na mijających ją ludzi, niektórzy starali się wyrazić głośno swoje niezadowolenie z faktu, że przeszkadza stojąc jak słup soli i hamując przy tym ruch szarej masy, ale przypięta do szelek kabura, jasno dawała do zrozumienia, że nie jest cywilem i ewentualny śmiałek musi się liczyć z konsekwencjami swoich słów. Pozostawało im więc mijać ją z wyrazem niezadowolenia i co odważniejszym, pomstowanie pod nosem. Ów brunetka przypatrywała się dachom okolicznych budynków, a najbardziej dachowi budynku naprzeciwko, ponieważ to właśnie ten dach był powodem skargi okolicznych mieszkańców. Podobno ptako-podobna istota z gracją małpy i szybkością wściekłej loszki odstawiała dzikie tańce. Powinni wysłać kogoś niższego rangą, ale tak się składało, że ów istota jest na liście podejrzanych i jest potencjalnie bardzo niebezpieczna, dlatego stała jak kołek i z kciukami zatkniętymi o kieszenie skórzanych spodni wypatruje dachowych cyrków. Przeszła na drugą stronę ulicy i zajrzała do uliczki obok zgłoszonej parceli. Zobaczyła porozrzucane, pokiereszowane śmieci. Pobojowisko wyglądało jak sypialnia po ostrym seksie, tyle że zamiast sypialni był to zaułek, a za łóżko robił śmietnik, raczej mało osób ma takie perwersyjne śmieciowe fetysze, więc zanotowała sobie, że mogła to być sprawka podejrzanej, albo pułku szukających puszek meneli. Zaczesała włosy do tyłu i weszła na drabinkę. Gdy znalazła się na dachu rozejrzała się po okolicy. Korzystając z wpajanych jej od lat zasad tropienia podejrzanych i chłodnej kalkulacji ustaliła kierunek w którym podążyła jej poszukiwana tancerka.
W pewnym momencie Ford zgubiła trop. Przystanęła i zobaczyła grupkę ludzi rozmawiająca o czymś zawzięcie tuż przy znanym w tej okolicy pubie „Zone”. Podeszła bliżej, gdy doszły do niej skrawki rozmowy „szkarłatne pióra”, „ a jakie uszu” „ gdzie zrobiła sobie takie długie paznokcie, szukam dobrej kosmetyczki”, ruszyła bez zastanowienia do wejścia pubu, to co usłyszała wystarczyło jej. Jest szansa, że mówili o jej targecie.
Angielski wystrój pijalni bardzo jej się podobał, szła wolno podsłuchując rozmowy przy stolikach. Pijane towarzystwo bawiło się głośno w najlepsze, ale ci co trzeźwiejsi z niepokojem spoglądali w stronę baru i rozmawiali po cichu pochyleni nad stołem. Rozejrzała się powoli i widziała ludzi spoglądających od czasu do czasu w stronę ów baru. Również spojrzała zaciekawiona ich reakcjami i zrozumiała dlaczego. Na drewnianym barowym stołku siedziała kobieta z długim, pierzastym, wpadającym w krwawą czerwień ogonem, o kształcie końskiej kity. Podchodząc do niej powoli Ford, zobaczyła burzę włosów z których wystawały końskie uszy, usłyszała nieprzyjemne skrobanie paznokci o blat, odsunęła sobie stołek i usiadła obok kobiety. Oparła ramiona na blacie, dłonie skierowała w swoją stronę, by mieć kaburę dosłownie pod ręka. Popatrzyła się na rysy pozostawiane przez jej szpony na pięknym kiedyś barowym blacie i odezwała się, ni to do niej ni to do siebie:
-Jakie klimatyczne miejsce nieprawdaż. Trochę tutaj głośno, ale ludzie widać, dobrze się bawią.- w tym momencie Ford spojrzała w stronę kobiety lekko rozbawionym, acz zimnym wzrokiem- Zapewne tak jak Ty, gdy hasałaś jak oszalała na dachu pewnego budynku. Odważnie. Czasem, każdy musi się wyszaleć, ale w Twoim przypadku, kiedy jesteś poszukiwana?- Uśmiechnęła się drwiąco- Wystarczyło przyjść do bazy oddać się w ręce wojska, byłby to ten sam efekt, a tak to, teraz udasz się tam ze mną.
Barman postawił przed kobietą piwo, a Ford w tym momencie trochę żałowała, że jest na służbie. Co poradzić. Każdy gnojak toczy swoje gówno.
Next time- powiedziała sobie.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie 22.09.15 0:21  •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
Skrobanie... Zaraz tam skrobanie... Po prostu pukanie, ale pukanie takimi pazurami jak u orzełka, jest porównywalne do stukania lekko nożem o blat, co pozostawia małe dziury w lakierze. I potem meble się psują.
A mało tu dziwek stuka tipsami i nie rysuje lakieru?
Zastrzygła uszami, kiedy doszedł do niej dźwięk odsuwanego krzesła. Kobieta obok zaczęła coś pierniczyć po japońsku, na co Ruff nie zwracała w ogóle uwagi. Bo szczerze mówiąc nie wiedziała, że to do niej. Jednak nie można powiedzieć, by cieszyła się czyjąkolwiek obecnością przy barze poza barmanem, który siedział tu pewnie w tej chwili z przymusu, by przypadkiem ptasi dziwoląg nie wszczął tu jakiejś burdy.
Czarnowłosa czekała grzecznie na podanie złocistego napoju. Położyła łokcie na niszczonym przed chwilą blacie i podparła rękami głowę. W tej chwili wyglądała trochę jak niewinne dziecko, czekające cierpliwie na babeczkę. Do czasu, gdy gmerająca obok baba robiła się natrętna ze swoją historią życia. Czarnowłosa czuła, jak tam od lewej brakuje jej wolnej przestrzeni, bo ktoś tam siedzi. Na tę okoliczność twarz Ruff przyozdobił wyjątkowo brzydki grymas, niemalże taki sam, jak rano przed zbieraniem śmieci. Zacisnęła przy tym zęby i obejrzała się w lewo na siedzącą obok. Przymrużyła mocno oczy i wpatrywała się w natrętną jak mucha pracownicę SPEC.
I gdyby nie postawiony przed nosem pojemnik o wartości siedmiuset pięćdziesięciu tysięcznych litra z wtoczoną na wierzch pianką, kto wie, czy Ruff nie wypuściłaby niechcący jakiejś wiązki promieni z zielonych jak na tą chwilę źrenic i nie zabiłaby nimi kobiety. Albo przynajmniej by jej nie oślepiła. Ach, te non stop nieunormowane przemiany...
Odwróciła się do swojego zamówienia i z przyjemniejszym już wyrazem twarzy zapytała grzecznie po angielsku:
- Ile?
To był drugi moment, w którym większość z otaczających ją osób mogła się połapać, iż nie porozumiewa się ona po japońsku. Fakt, zaczęła jakąś szkołę, ale obecnie nie czuła się na siłach, by jeszcze używać tego połamańca. Tak więc, czekała na odpowiedź, gmerając w kieszeni, by znaleźć jakieś drobiazgi.
- Trzy pięćdziesiąt. - Dostała prosto na tacy.
A więc zaczęła męczące poszukiwania drobnych, które chwilę później okazały się klapą, bo zabrakło jej tak zwanych dziesięciu groszy.
Ups.
Wzięła się za drugą kieszeń. Tam jednak znalazła kilka okruszków i folię po dzisiejszej drożdżówce. Zabrała się za przeszukiwanie kieszeni w spodniach, tej tylnej po prawej, przy czym w utrzymaniu równowagi machnęła dość znacząco ogonem, co mogła odczuć koleżanka z lewej na swojej nodze. Rzecz jasna, było to tylko lekkie smyrgnięcie piórami.
Pięć groszy.
- Fuck - syknęła pod nosem. Przez cały czas szukania po ciuchach pieniędzy, oświetlenie barowe wyraźnie odmawiało współpracy, migając trochę jak w horrorze. Jednak w tej chwili iluminacja nad barem zaczęła dość poważnie mrugać, jakby dostawca prądu ociągał się z dostawą, bądź instalacja elektryczna nie dawała sobie rady z utrzymaniem kilku lampek.
Barman, widząc jej konsternację i wielkie wysiłki przy prowadzeniu oględzin i poszukiwań we własnych ubraniach, jednocześnie bojąc się nieco takiego dziwoląga, chciał już odstąpić jej te pięć groszy, ale Ruffian nie dała za wygraną i finalnie, będąc już totalnie zła, wyciągnęła portfel i wyłuskała z niego okrągłą monetę o nominale jeden, czyli wartości całego pełnego jena.
- To będzie napiwek. - Rzekła podpierając się i uśmiechając jak siedemnastoletni szczeniak.
Objęła szklankę jedną dłonią od góry, drugą zaś obejmując po środku, i upiła spokojnie łyk, przy czym pękła jedna żarówka, akurat nad jej stanowiskiem. Szkło posypało się po blacie, jednak Ruffian dalej kontynuowała czynność. Machnęła tylko ogonem z powrotem, bo zbyt mocno był odsunięty w lewą stronę.
Tymczasem pękła druga żarówka.

Szał spowodowany wirusem post 2/~


Ostatnio zmieniony przez Ruffian dnia 29.11.16 22:00, w całości zmieniany 1 raz
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  Pub. - Page 5 Empty Re: Pub.
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 13 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach