:: M3 :: Południe :: Pub „Zone”

Strona 12 z 13 Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next

Go down


Re: Pub.

Pisanie by Gość on 8/6/2016, 22:37
Tia. Jakiś przypadkowy kmiot dorwał się do Hibiki jako pierwszy i po zweryfikowaniu tożsamości puścił wolno. Całe plany jak to często bywa zostały zniweczone przez biurokrację i podrostków, których biorą do armii z łapanki. No, szkoda. Temat jeszcze kiedyś należało poruszyć. Biomech rozejrzał się po knajpie z jakiś tam powodów zwanej przez lokalnych "Pubem" i nie znalazł nic co w jakimkolwiek stopniu wykorzystałoby jego profesję. Na zewnątrz, owszem - stało trochę sprzętu przy którym mógłby grzebnąć gdyby się zepsuło ale patrząc po ogólnej organizacji wszystkiego brano wręcz na zapas i nie nic z rezerw tylko sprawdzony sprzęt z aktywnego użytku. Najlepszym tego przykładem była obecność tutaj samego Marco, który zasadniczo stanowił zabezpieczenie, zabezpieczenia na wypadek krytycznych awarii. Świadom sytuacji przez chwilę zastanawiał się czy nie pójść śladem faceta bez maski i zamówić coś do jedzenia ale widząc jakie stwarza to problemy zrezygnował. Nie było tutaj ani czego robić ani nawet z kim się żegnać więc w sposób średnio finezyjny, otwarty i raczej lekceważący wykonał w tył zwrot i opuścił teren kwarantanny. Nikt nie miał jakiegokolwiek powodu do zatrzymywania go bo przecież przyszedł z nimi. No, może dowódca mógł mieć ale był zajęty rozmową.

Z/T





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Hibiki on 9/6/2016, 01:58
Androidka widząc Marco, uśmiechnęła się do niego całkiem przyjaźnie i ciepło, nawet jak na nią. W chwili obecnej nie potrafiła stwierdzić czy woli zachowywać się naturalnie, czyli milusio i posłusznie czy może jednak zmienić nastawienie na całkowitą powagę albo przeciwnie - żartobliwość, z którą wyszła do nich na początku. Chciała nawet odezwać się do biomecha, ale wylądowała na podłodze szybciej niż trybiki przetworzyły impuls myślowy. Co ją zresztą zdziwiło.
Prychnęła pogardliwie na żołnierza. Miało ją to zaboleć, urazić? Jedynie wysoko ustawiona duma odrobinę ucierpiała, ale czego mogła się spodziewać? Ludzie byli siebie warci, zwłaszcza te wypierdki na usługach władz - pogarda do wszystkiego, co nie było odpowiednio... normalne. Czasem żałowała, że większość jej "gatunku" była kontrolowana przez ograniczające kody, odpowiednie zaprogramowanie albo odebranie wielu funkcji. Była maszyną zaprojektowaną na jak najbliższe podobieństwo ludziom, jej twórca nie stwierdził konieczności zrobienia z niej niewolnika. To właśnie stało się przyczyną jej dość ludzkich myśli. Miewała momenty, w których zastanawiała się jak bardzo bezbronne okazałoby się M3, gdyby wszystkie androidy w jednym momencie postanowiły się sprzeciwić i przejąć panowanie. Analizowała systemy obronne, informacje, do których miała dostęp ze względu na swoje stanowisko. Fakt, że i tak była nieco ograniczona jak na naukowca, ale potrafiła obejść niektóre zabezpieczenia albo dotrzeć do wiadomości dzięki kontaktom. Nie robiła tego z zamiarem buntu, a po prostu dla uzupełnienia swojej wiedzy, czasem nawet dla udoskonalenia systemu, który miewał swoje wady i dziury. Jak widać po obecnej sytuacji, do Miasta i tak mógł wtargnąć każdy.
Kiedy wreszcie została wypuszczona, obrzuciła dość oburzonym wzrokiem osobnika twierdzącego, że nie powinno jej tu być. Syknęła tylko cicho, że oni nie powinni rozwalać drzwi i z typową dla niej obojętnością, rozejrzała się w poszukiwaniu widzianego wcześniej inżyniera. Nie była pewna czy nie widzi go przez coraz większy natłok człowieczeństwa w lokalu, czy może dlatego, iż po prostu się ulotnił. Stwierdziła więc, że nie ma po co im przeszkadzać i grzecznie wyszła, wcześniej posyłając właścicielowi dość współczujące spojrzenie. Wystrój zrobił na niej wrażenie, ale niestety za długo nie nacieszyła się spokojem i możliwością podziwiania widoków. Brzydcy panowie zawsze muszą wszystko popsuć.
Odetchnęła nieco świeższym powietrzem, spoglądając powoli po wszystkich budynkach przed pubem. Spokojny wzrok przesuwał się po każdym oknie, zaś sama androidka rozpuściła długie włosy i roztrzepała je nieco. Spojrzenie zatrzymało się w pewnym momencie, a dziewczyna uśmiechnęła się, całkowicie nieświadoma, że właśnie patrzy na snajpera. Bo i skąd miała wiedzieć? Zmianę wyrazu twarzy spowodowało zwykłe wspomnienie, drobnostka nielicząca się dla kogoś innego. Zerknęła na chodnik, zastanawiając się nad czymś. Dopiero po dłuższym momencie rzuciła wzrokiem przez ramię, ale nikt niczego od niej nie chciał.
Oddaliła się. Wiedzieli, gdzie jej szukać i przez kogo mogą do niej dotrzeć. Znali jej numer, znali numer jej twórcy, wiedzieli gdzie każde z nich mieszka. Niczego nie zrobiła, a nie była im potrzebna, skoro i tak ściągnęli tu takie ilości sprzętu i osób. Ona była od napraw i krojenia zwłok, nie od robienia testu białej rękawiczki w każdym możliwym miejscu lokalu. Jeśli mieli do niej jakieś pytania, to zadadzą je w swoim czasie.

[z/t]


/Nie mam co tu siedzieć, a z odpisami może być różnie - wolę nie robić problemów.




Despite the lies that you're making
Your love is mine for the taking
My love is just waiting
To turn your tears to roses

I will be the one that's gonna hold you
I will be the one that you run to
My love is a burning, consuming fire
avatar





Hibiki
Naukowiec     Android
GODNOŚĆ :
06-VVE, Hibiki Nakashima


Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Shane on 15/6/2016, 17:49
S.SPEC wdarło do każdego zakamarka lokalu, przeszukując czegoś podejrzanego. Uzbrojeni w najnowszej technologii sprzęt sprawdzali pomieszczenia na obecność wirusa. Dodatkowo pod lupę poszła cała obsługa, jak również klientela Zone, której pobrano wymazy z ust oraz próbki krwi, które następnie grupa naukowców zbadała w busie nieopodal lokalu. Wszyscy wydawali się czyści jak łza, nawet sam właściciel, który wbrew pozorom także dostał rozkaz poddania się badaniom. Oczywiście, nic nie wykazały. Takuya wyglądał na zdrowego mężczyznę, który szedł im mocno na rękę. Niczym na spowiedzi opisywał zaistniałe sytuacje. Jeden z żołnierzy podszedł do ich stolika i przysłuchując się rozmowie, potakiwał.
- To bardzo odpowiedzialne z pana strony – Wtrącił się. Oczywiście kiedy dostał papiery od właściciela baru zajrzał do nich przeglądając je. Wyglądały na prawdziwe, jak również wszelkie zaświadczenia. Lokal prowadzono prawidłowo, a dezynfekcja wykonana przedwczoraj starła wszelkie ślady, które mogły doprowadzić żołnierzy do innych wniosków niż tych, które były im teraz serwowane.
Po jakimś czasie pub opuścili Marco wraz z Hibiki. Nikt większej uwagi nie zwrócił na ich wyjście. Dopiero kontrola postawiona przy drzwiach zareagowała. Sprawdziła ich, a kiedy ich tożsamość została potwierdzona, mogli spokojnie wyjść.
Spad nadal czatujący w oknie niczego nie mógł zauważyć podejrzanego. Czasem zaglądając przez lunetę Oriona mógł „wniknąć” do środka baru, gdzie rozgrywała się cała akcja. Z pozoru wyglądało wszystko normalnie. Normalne rozmowy, rutynowe czynności.  
Ktoś przy oknie z klienteli poruszył się niespokojnie, sięgając po coś do kieszeni. Jednak poza tym gestem nic się nie stało.




Jeśli nie dostanę odpisu do 19.06 z jakąkolwiek reakcją od władz S.SPEC'u, które podjęły się rewizji baru, automatycznie kontrola zakończy się pomyślnie dla właściciela baru i S.SPEC nie będzie miało możliwości znalezienia teraz czegokolwiek w Zone.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Gość on 20/6/2016, 18:59
- Wciąż czekam na informacje o pańskich pracownikach, panie Takuya. Potrzebujemy listy. Wszystko zostanie sprawdzone. Pan także pójdzie z nami. Lokal zostaje zamknięty do zakończenia śledztwa. - ciężkozbrojny machnął ręką do kilku żołnierzy którzy opuścili lokal. Wciąż w środku została całkiem spora grupa. Niektórzy zaglądali za blat barowy próbując znaleźć cokolwiek podejrzanego, inni opukiwali ściany, inni jeszcze postanowili sprawdzić co się znajduje pod jakimikolwiek dywanami. Jeden z naukowców próbował znaleźć jakiekolwiek nieprawidłowości na odczycie z echosondy którą przed chwilą puścili, czy ściany są rzeczywiście tak solidne na jakie wyglądają.
Na zewnątrz można było usłyszeć odjeżdżający wóz opancerzony.

P.S. Tak, wiem że do 19 więc dzień później ale Shane nic nie napisał, więęęc no.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Shane on 20/6/2016, 21:39
Praktycznie wszyscy żołnierze opuścili lokal bez większej demolki. Względny bałagan jaki uczynili dało się szybko posprzątać. Jednostki zaczęły się wycofywać falami. Pierw jedna sprawdzająca teren wyszła, a za nią następne, aż w końcu w barze został mężczyzna rozmawiający z właścicielem pubu i żołnierz, który dołączył do nich podczas ich rozmowy.
- Mamy nadzieję, że to nie będzie żaden kłopot dla pana – dodał z uśmiechem żołnierz, po czym pomógł wstać właścicielowi. Nie skuli go, nie mieli podstaw. Najzwyczajniej w świecie wyprowadzili go z Zone chcąc dokończyć rozmowę poza murami lokalu, który został na czas nieokreślony zamknięty.


Koniec 'sędziowania' - MG znika.







Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Gość on 31/7/2016, 22:47
Robota, jak robota. Czas leciał. W oczy Polaka do końca akcji nie rzuciło nic co by mogło wywołać jego reakcję. Tak samo do uszu nie dobiegł żaden komunikat prócz tego sygnalizującego mu koniec roboty. Zaczął się więc zwijać do sztabu.

z/t





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Togami on 21/10/2016, 21:03
Nie ma nic lepszego w żołnierskiej doli niż czas kiedy można się wyszaleć i odpocząć poza koszarami. Niby mała różnica, i tak wychodzisz na miasto by się napić oraz pogadać z tymi samymi kumplami. To wszystko ma jednak jakąś swoją przyjemną otoczkę. No i przede wszystkim nie można zapominać o kontaktach z kobietami. W końcu to jest zdecydowanym plusem takich wyjść. Togami jednak mało się przejmował relacjami damsko męskimi ani też nie planował odwiedzać rodziny. Nawet nie wiedział dokładnie kto się do niej zaliczał. Dlatego tak jak w każdym innym wyjściu czas przeznaczał na picie w pubie wraz z swoim przyjacielem. Rozprawiając przy tym na różne tematy głównie związane z wojskiem. Oczywiście nic tajnego, wiadomo ściany mają uszy, a łowcy się czają na każdym rogu. Nie można było sobie pozwolić na zbytnią swobodność. Choć i tak trzeba przyznać, że Togami mówił różne rzeczy, których raczej uszy cywilów nie powinny raczej słuchać. Niektóre zbyt szczere komentarze czy fakty o których nie wszyscy muszą wiedzieć. Niby nic groźnego, ale w pape od przełożonego to by na sto procent dostał, nie ma co mówić. Na jego szczęście jednak, nikt jakoś nie kwapił się jakoś zareagować szerzej na rozmawiających ze sobą oficerów. Większość raczyła ich ignorować. Sam barman zwracał na nich uwagę jedynie kiedy kieliszek któregoś stawał się pusty. Co prawda nie raz Togami zamienił z nim wiele słów, głównie zresztą monologi z swojej strony. Kiedy jednak był z towarzystwem barman nigdy się nie wtrącał w rozmowy wojskowych. Być może nie wiedział, że mu wolno. Być może nie ufał temu drugiemu. Jak było naprawdę nikt nigdy się nie dowie niestety.
"Ale ty to masz problemy koleżko.." - Pomyślał jak usłyszał narzekanie swojego przyjaciela Shuunosakiego na rzadkie spotkania z rodziną. Sam z swojej strony tematu jednak nie ciągnął. Nie chciał kontynuować tego wątku. Czekał więc cierpliwie aż Shuu się wyszumi i zmieni temat na jakiś przyjemniejszy. Togami zdecydowanie nie miał ochoty przygnębiać się obecnie takimi sprawami. Pociągnął kolejny łyk z kieliszka i powiedział.
- Mam nadzieję, że uda mi się zyskać w niedługim czasie awans. Tak szczerze już dawno mi proponowano, ale odmówiłem. Uznałem, że tytuł kapitana fajnie brzmi to sobie zatrzymam. Teraz jednak zrozumiałem jak głupio zrobiłem. Szkoda, że po czasie ehh.. - Westchnął głęboko i wziął łyk alkoholu. Czasami docierało do niego jak bardzo nieodpowiedzialny bywał. Co jednak nie oznaczało planów na jakąkolwiek poprawę w przyszłości.
avatar





Togami
Generał
GODNOŚĆ :
Togami Toyotomi (Togami Ishida - dawniej)


Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Sleipnir on 27/3/2017, 23:15
*wzruszenie mocno*
ZONE OFICJALNIE ZNOWU OTWARTE!
Z tej okazji, o ile nikt nic przeciwko mieć nie będzie, zapraszam wszystkich na eventowe Happy Hours. Alkohol lać się będzie strumieniami w takich cenach, że każdy może sobie na niego pozwolić. (Tylko pozwólcie mi wstawić posta z naprawianiem drzwi).


avatar





Sleipnir
Zastępca
GODNOŚĆ :
Marcus Sleipnir


Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Marcelina on 12/9/2017, 19:20
Bolało. Cholernie bolało.
Weszła prawie niepostrzeżenie, wiodąc za sobą wciąż niezgaszone smugi czarnego dymu. Zdematerializowała się bowiem dopiero kilka kroków po przekroczeniu progu. Jedyne, co mogło ją zdradzić to słodki zapach owoców leśnych, które zagłuszył jednak smród ciężkich papierosów, zmieszanego alkoholu i zapachu, a raczej odoru spoconych ciał.
Kulała, nawet usilne próby ukrycia tego faktu nie dawały już rezultatów. Dziewczyna przygryzła mocno zęby i rozejrzała się po tańczących ludziach w nienaturalnych, migających światłach. Bardzo szybko zaczęły boleć ją oczy, przymrużyła je, nadal jednak zmuszając do ciężkiego wysiłku. Szukała jednej osoby. Dziewczyny, którą dawno temu straciła, ledwo kilka dni temu odzyskała, a teraz bała się, że straci ponownie. Erin.
Robiło się coraz duszniej. Oczy bolały mocniej. Nie była w stanie wytrzymać dłużej w tym miejscu, a dopiero po piętnastu minutach powolnego chodu i usilnych prób unikania walących się, nietrzeźwych ciał dotarła do baru. Usiadła z trudem, odwracając się tyłem do barmana i jeszcze przez kilka długich chwil przyglądając się tłumowi. W tym wypadku nawet jej wyostrzony zmysł wzroku nie poradził sobie z odnalezieniem tak usilnie poszukiwanej twarzy. A może po prostu jej tam nie było? Spojrzała na swój telefon. Nie miała numeru Erin. Marcelina dała jej kartkę ze swoim numerem telefonu, dziewczyna do tej pory nie odezwała się jednak.
Westchnęła głęboko, dając za wygraną. Nie miała pojęcia,co począć ze sobą i swoją chorobą, która najprawdopodobniej wykończy ją w przeciągu kilku następnych dni. Przełknęła ślinę. Tak wiele niezałatwionych spraw, tak wiele niedopowiedzianych słów. Nie, ona nie może teraz umrzeć. Nie teraz, kiedy jest tak blisko zepchnięcia ze swojego serca ciężaru noszonego przez tak długi czas...
Kątem oka dostrzegła coś, a raczej kogoś. Nie zwróciła się w jego stronę, nie przyjrzała się mu od razu. Poczekała na odpowiedni moment, wtedy przekręciła się, niby od niechcenia w stronę barmana, po drodze zatrzymując wzrok na podejrzanym celu. Barczysty mężczyzna w zgniłozielonej koszulce i włosach wystrzyżonych na krótko patrzył na nią uważnie, w momencie konfrontacji ich oczu od razu odwrócił głowę. Marcelina wiedziała, co to oznacza. Była obserwowana.
Zaczekała chwilę. W końcu wstała, idąc powolnym, dumnym krokiem przez środek tłumu. Chciała jak najszybciej wyjść z budynku.
Udało jej się to nie bez wysiłku, nadepnięć na niewidzialny ogon i kilku niewybrednych komentarzy od mijanych ludzi. Wyszła na zewnątrz, szybko zaczerpnęła świeżego powietrza (o ile można tak mówić o powietrzu w m-3) i ruszyła w prawo, w kierunku swojego ukochanego mieszkania. Dawno mnie tam nie było, pomyślała uradowana, oczami wyobraźni napawając się pięknym widokiem zapierającego dech w piersiach miasta nocą. Jej mieszkanie mieściło się bowiem na samej górze jednego z wyższych wieżowców mieszkalnych. Po drodze musiała tylko kupić słoną przekąskę, dobre wino i koniecznie iść do sąsiadki, pani Collin, zajmującej się jej ukochanym kotem. Była tak cholernie głodna, że na samą myśl o tostach z pieczarkami i szpinakiem roboty pani Collin ciekła jej ślinka. Z pewnością do listy zakupów musi dopisać mleko - miała ochotę na gorącą czekoladę. A potem odpali tv, weźmie do ręki pilota, koc i...
Weszła w ciemną, wąską uliczkę, jeden z najszybszych skrótów prowadzących do jej osiedla, gdy na ramieniu poczuła ukłucie. - Co jest? - Zdążyła jedynie przekręcić głowę i spojrzeć na strzykawkę, która właśnie upadała na ziemię. Ona sama zaś poczuła senność, przed oczami ujrzała najpierw migoczące gwiazdki, następnie po prostu ciemność. Upadła głucho.
Mężczyzna idący za nią zdążył ją złapać. Uniósł Marcelinę delikatnie, zarzucił ją sobie na ramię i, rozglądając się kilkakrotnie, ruszył w stronę swojego czarnego, pięknego BMW. Uniósł bagażnik i włożył wymordowaną, uważając na jej głowę i z obrzydzeniem spoglądając na jej udo, teraz niemalże czarne od wirusa, który zaatakował jej organizm kilka dni temu. - Mam ją, panie Mengele - powiedział z triumfem w głosie mężczyzna w zgniłozielonej koszulce - mówiłem panu, że w końcu ją wytropimy. Już do pana jadę. Lek powinien działać następne dwie godziny... Dziewczyna ma coś na udzie, wygląda paskudnie. Zresztą, sam pan to zobaczy. Zaraz u pana będę.
Piękne, ciemne auto ruszyło z głośnym warkotem silnika.

z/t



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Ivo on 12/12/2017, 18:49
Podejrzewam, że marcowe Happy Hours nie działa, co?

Wszedł do środka, na chwilę przytrzymując drzwi swojemu kompanowi, dając sobie chwilę na rozejrzenie się po lokalu. Lubił to miejsce, mimo że anglosaska estetyka nie przemawiała do niego w pełni, bo swego czasu często tutaj bywał i chociaż tamte chwile należały do tych słodko-gorzkich, to jednak przywiązał się do tego pubu. Przekraczając próg poczuł się, jakby wracał do domu po długiej nieobecności. Ale ta okazja była tego warta, bo nie on jeden wrócił dziś na stare śmieci. Chciał uczcić to, że Shinra wreszcie wyrwał się z tego pustynnego piekła, choćby tylko na kilka dni. Może samemu skrzydlatemu to nie przeszkadzało, ale przy zbyt długiej nieobecności Ivo zaczynał się zastanawiać, kiedy dotrze do niego wieść, że kości oraz pancerz biomecha leżą i rozsypują się w proch, mieszając się z rdzawą glebą Czerwonej Pustyni. Dlatego dzisiejszy wieczór miał pewnie więcej terapeutycznego działania dla eliminatora, ale czarnowłosy był pewien, że Kotetsu na swój sposób też podziela jego radość.
Nie musieli się nawet przepychać do baru, o tej porze nie było wewnątrz zbyt wielu ludzi. Pozdrowił barmana skinieniem głowy - Szkocka razy dwa. - zaordynował, zajmując miejsce przy kontuarze. Oparł się łokciem o dębowy blat, zwracając się w stronę kompana. Rano nie miał jeszcze żadnych planów, poza rutynowym treningiem, nie było dlań specjalnych rozkazów, inżynierowie od biocybernetyki zgodzili się asystować Coral w procedurze, ale były jeszcze jakieś przeszkody natury urzędowej, czego nie mógł zbytnio przyspieszyć. M3 było niczym urzędniczy kolos, na obiad pochłaniał tonę dokumentów, generując dwie nowe, które wymagały rozpatrzenia. Dyktatora chwilowo nie było widać, ale plotka szła, że coś się szykuje. Bergsson chciałby zdążyć poddać się operacji, ale wiedział, że taka procedura wyłączyłaby go na pewien czas z czynnej służby, dopóki systemy by się nie ustabilizowały. Dlatego taki obrót spraw był mu na rękę w tej chwili. I właśnie w tym momencie dotarła do niego wieść o powrocie Shinry. Dopadł go krótko po zdaniu przezeń skrzydeł i zaciągnął na miasto. Pozwolił my tylko przebrać się według cywilizacyjnych norm i mimo dość nieprzyjaznej aury, wyruszyli na podbój pubów.
- Opowiadaj. - ni to rozkazał, ni to poprosił. Wiedział, że Shinra prawdopodobnie nie uraczy go wieloma historiami o własnym bohaterstwie, ale Ivo nie widział go tak długo, że zadowoliłby się nawet tymi błahymi informacjami. Starał się utrzymać kamienny wyraz twarzy, w końcu nie wypadało się rozkleić, więc tylko kąt jego ust, który drgał w uśmiechu, świadczył o tym, że faktycznie cieszy się z obecności przyjaciela.


Idzie Ivoś koło drogi
nie ma ręki ani nogi...

standardowa mowa (#34563c) głos | szał berserkera (#673c34)
X OTP, X
avatar





Ivo
Eliminator
GODNOŚĆ :
Ivo "Alpakivo" Bergsson


Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Gość on 12/12/2017, 20:35
Shinra do miasta nie należał.
Pojawiał się tu od święta, ewentualnie na przegląd techniczny skrzydeł, bo jego własne części mechaniczne sprawowały się świetnie. Raporty zdawali postawieni wyżej od niego, brudną robotę odwalali rekruci. Kiedy więc z jakiegoś powodu pojawił się w murach, czuł leniwie rozespanie, nie potrafił znaleźć sobie celu i plątał się po mieście bez celu. Stare mieszkanie nie kusiło, w nowym raczej nie był mile widziany. Jego szwendanie kończyło się późną nocą, albo natknięciem się na jakiegoś znajomego, a dzisiaj łaskawy los rzucił mu pod nogi Ivo, by nazwać tą kłodę po imieniu.
Spod grubej opaski i szalika w kolorowe, jesienne pasy wystawały tylko jego oczy, a właściwie jedno, będąc dokładnym. W mieście nie bawił się w terminatora, nie chciał świecić mechanicznymi kończynami ani świdrującym okiem w kolorze sztucznej, plastikowej zieleni. Na dobrą sprawę, mało kto rozpoznawał go w okolicy, nawet jeżeli miał już trochę lat i swoją służbę jako zwykły miastowy odbębnił, ludzie zdawali się szybko zapominać o innych. Z przyjaznego sąsiada na wózku stał się nagle obcym rudzielcem. I tylko kilka przyjaznych par oczy było go w stanie wychwycić w tłumie pomimo tego, że się zmienił.
- Chcesz mnie upić już na wstępie? - rzucił przyjaźnie, odwijając z szyi grube zwoje szalika.
Usta otwierały mu się bardziej dopiero po alkoholu, chociaż i tak trudno było mu zarzucić nietowarzyskość. Problemów z nawiązywaniem znajomości nie miał, uchodził za tego, który jak chce, to polubi każdego, a że ostatnio mu się nie chciało, egzystował zakopany w swoich zdjęciach, zapatrzony w niezwykłe kadry, których w M-3 się nie uraczy.
Jakimś cudem jednak, dzieciak któremu w dzieciństwie nie raz rozwalił nos i od którego niejednokrotnie sam dostawał po ryju został jego kotwicą, jedną z tych niewielu, przez które od czasu do czasu przybijał jednak do portu miasto. Było jeszcze coś innego - wielka wypłata, której nie sposób było wydać na posterunku, gdzie przydziałowy posiłek był darmowy, a handel kwitł tylko w strefie gazetek dla dorosłych. Łaskawy rząd nie szczędził kasy dla swoich pupilków i zawsze dorzucał coś ekstra, jeżeli przyszło akurat przetestować jakiś nowy proch, czy inne badziewie podawane bezpośrednio w żyły. Shinra brał zawsze, lubił czuć dreszcze na całym ciele, a i tak mało kiedy był obiektywnym testerem, z czasem jego ciało przestało reagować na wiele silnych dawek, inne sprawiały tylko, że rzygał jak kot pół nocy. Specom mało kiedy udawało się upichcić coś faktycznie dobrego.
Usiadł okrakiem na krześle bez zdejmowania wierzchniej odzieży. Przy samym barze nie było gdzie się zrzucić, a na pewno nie powierzy swoich kolorowych cudeniek jakiemuś podrzędnemu szatniarzowi. Wysunął z kieszeni telefon i położył go przed sobą na blacie, przesuwając natychmiast palcami po ekranie i sprawdzając jakieś wiadomości.
- A co chcesz wiedzieć? O przygodach z panienkami na posterunku, czy ilu kolesi z mackami zamiast rąk widziałem od ostatniego razu? - rzucił zaczepnie nie odrywając wzroku od świecącego jasno ekranu.
Siedzenie w nachyleniu nad blatem średnio mu pasowało. Teraz, kiedy dodatkowe kilogramy z pleców zostały odczepione za sprawą jakichś delikatnych rączek z inżynieryjnego miał ciągłe wrażenie, że leci do przodu. Nawyki to druga natura, a on czuł się poza murami lepiej niż w ich środku. Wszelkie spojrzenia wydawały mu się mało przyjazne. Serio musiał się otwierać w towarzystwie tych wszystkich panienek i koksów?
Przechylił szklankę przy ustach, nie czekając na jakieś rozwinięcie. Może faktycznie schlanie się nieco mu pomoże, bo chociaż zaczynali łagodnie, już czuł się lepiej na myśl, że wieczór minie mu szybciej i szybciej wróci też z przepustki na swoje miejsce.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pub.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 12 z 13 Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next

Powrót do góry