Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Sala spotkań

Pisanie by Gość on 24/2/2015, 22:56
Sala, w której są wszelakie spotkania.

Odkąd straciła z oczu tego bachora z tym cholernym skrzydlatym, od tamtej pory ich, a raczej jego szukała. Sama nie wiedziała, czy na szczeniaka jest bardziej zła, czy rozżalona. Jak mógł tak postąpić? Powinien być jej wdzięczy za to, że w ogóle raczyła go trzymać przy sobie. Liczyła na pomoc z jego strony, chciała mieć kogoś, kto byłby wstanie wyręczyć ją w niektórych sprawach albo mieć tą drobną pomoc. Tymczasem ile kroć Anemia zechciała ruszyć trochę chłopaka, pokazać mu co i jak, aby mógł przeżyć na tych paskudnych terenach, to zawsze, ale to zawsze kończyło się niepowodzeniem. Miała słabe nerwy, więc nic dziwnego, kiedy emocje puszczały i unosiła rękę na chłopaka. A uderzenie miała zazwyczaj silne i moce. Ale bywały momenty, jak chłopak zachował się należycie, toteż nagradzała go najczęściej pożywieniem, bo tylko tym mogła. Jednak te jego zachowanie przy tej istocie niebiańskiej, przekraczały wszelakie pojęcia.
Nie znalazła go ani tego dnia, ani następnego. Może gdzieś już zdycha, albo któraś z bestii zrobiła sobie z niego przekąskę? Całe szczęście jeszcze nie wątpiła w jego istnienie, toteż ciągle go szukała. Może tylko dlatego, aby móc uderzyć go po raz kolejny i rzucić jakimś mało sympatycznym wyzwiskiem? Chyba zbyt szybko przywiązała się do tego szczeniaka i teraz jego brak sprawia niemiłe uczucia u dziewczyny. Nawet jeśli dzieliła ich specyficzna relacja.
Wiedziała, że bezcelowe łażenie będzie bezsensowne i nie doprowadzi ją do chłopaka. Domyśliła się, że będzie musiała trochę połazić i popytać w celu uzyskania jakichkolwiek informacji. Uważała, że ktoś musiał wiedzieć coś o nim. Nie mógł po prostu zniknąć, chyba że został zabity w jakimś specyficznym zaułku, ale i tam rożne osoby bywały. Chodziła, pytała i dowiadywała się różnych historii. Niektóre niosły prawdę, inne nieco mniej, ale i w nich była nutka prawdy. Słyszała, że podobno gdzieś umiera, zaś innym razem po prostu ją wyśmiano, twierdząc, aby zostawiła tę sprawę dla kogoś innego, bo ona sama do tego w zupełności się nie nadaje. Oczywiście na dobre im to nie wyszło.
Szczególną uwagę przykuła historia, która opowiadała o jakimś mężczyźnie z niewielką grupką znajomych, który podobno ratuje bezradnego chłopaka i zabiera go do swojego burdelu. Była ona na tyle wiarygodnie opowiadana, że aż dziewczyna mogła w nią uwierzyć. Drugą z kolei jest o tym, jak to chłopak wyzionął ducha i po prostu sobie gdzieś tam umarł. W każdym razie nie znała burdelu z opowieści, w którym najprawdopodobniej znajdował się chłopak. Nie było też trudno dowiedzieć się o jego lokalizacji, ponieważ był to jedyny burdel na terenie Desperacji. Bez żadnego wahania, udała się w jego stronę, a kiedy tylko doszła do budynku, weszła do środka. Osoby trzecie mogły Anemię spostrzec na strachliwą czy płochliwą osobę. Niestety, tak nie było. Bida temu, który zechce z nią teraz rozmawiać. Co prawda nie była uzbrojona, ale czy kiedykolwiek była? Oczywiście, że nie.
Doszła do baru, a tam zapytała się o samego szefa tego całego syfu. Z początku niechętnie odpowiadano jej na wszelakie pytania, ale kiedy tylko pokazała, że nie warto stroić z niej żadnych żartów, ani tym bardziej denerwować, po paru chwilach powiedziano jej, iż całkiem możliwe, że uda się z nim porozmawiać.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Jinx on 27/2/2015, 01:49
To nie był najlepszy dzień na odwiedziny i wszelakich gości. Jinx był wkurwiony i każdy mieszkaniec burdelu wolał nie wchodzić mu w drogę tego dnia. Oczywiście nie zamierzał zignorować swojego gości, kimkolwiek on nie był, choć miał nadzieję, że przebieg spotkania nie będzie ciągnął się w nieskończoność. Sheba był po pierwsze, zmęczony i niewyspany, o czym świadczyły dwa sińce pod oczami,  dwa, obolały przez świeże rany postrzałowe, gdzie powinien aktualnie wygrzewać się w łóżeczku i popijać jakiś dobry alkohol, i trzy… generalnie wkurwiony. To był zły dzień.
Nie zamierzał jednak ignorować gościa, który mógł być przecież potencjalnym kupcem bądź handlarzem. Albo osoba, którą chciała wziąć u niego pożyczkę, bo klientów załatwiała ktoś inny. On nie miał do tego głowy ani też chęci. Dlatego też z bolączką wymalowaną na jego twarzy udał się we wskazane miejsce. Ale już po przekroczeniu progu, na jego ustach wykwitł wręcz promienny uśmiech, który tak bardzo kontrastował z cieniami pod oczami oraz rozwianymi włosami.
- Witam w moich skromnych, choć nie aż tak, progach. – przywitał się na wstępie, zamykając za sobą drzwi, wchodząc w głąb pokoju. Usiadł na podziurawionej przez czas, acz połatanej przez zręczne dłonie jakiejś kobiety, kanapie i zarzucił nogi na stół, który znajdował się tuż obok.
- Proszę o wybaczenie odnośnie mego negliżu. Mały wypadek… w pracy. – rzucił uśmiechając się krzywo i znacząco, co jednak nie zmąciło jego promienności. Nie znając zupełnie wstydu nie krępował się, że paraduje przed obcą kobietą w samych portkach, świecąc golizną, plamami z krwi na spodniach i świeżymi opatrunkami.
Czas go gonił.
- Zamieniam się w słuch. W czym mogę pomóc. – zapytał mówiąc swobodnym i spokojnym tonem, choć jego miodowe spojrzenie wręcz wbijało się w kobietę, jakby w ten sposób chciał obnażyć ją ze wszystkich tajemnic. To jak to będzie? Interesy? Handel? Pożyczka? Byleby się streszczała.
Z drugiej strony próbował sobie usilnie przypomnieć czy zna skądś jej twarz. Nie wyglądała zbytnio jak okoliczna pannica, dlatego też musiał przyznać, że wzbudziła w nim w pewien sposób zainteresowanie. Bo Sheba lubił znać, albo chociażby kojarzyć ludzi pałętających się po jego terenie. Po prostu.
- Swoją drogą nie przedstawiłem się. Jinx. – dodał po chwili zreflektowania, że wypada się przedstawić. Kolejny test. Jeśli będzie stąd, to powinna go kojarzyć. Jeśli nie – może zacząć wzbudzać podejrzenia. Wszakże zawsze to mógł być przecież jakiś zakamuflowany członek SPECU. A tego Sheba nie chciał. Nie u siebie. Nie potrzebował większej ilości karaluchów. I tak sporo ich kręciło się po okolicy. Wnet będzie trzeba zapolować.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Gość on 5/3/2015, 19:10
Zaprowadzono ją do niejakiego pokoju, w którym miało odbyć się całe spotkanie. Musiała chwilę poczekać, uzbroić się w cierpliwość, co nie było jej mocną stroną. Pragnęła spotkania teraz już. W końcu chodziło o życie jej zagorzałego sługi, który tak bardzo nienawidził dziewczyny. Ciekawe, dlaczego.
Nie pozostało jej nic innego jak czekać. Rozejrzała się więc po pokoju, a w oczy rzuciło się jej parę charakterystycznych rzeczy, jakiś pierdółek oraz podziurawiona, acz załatana kanapa. Uniosła kącik ust w nikczemnym uśmiechu. Z miłą chęcią podwinęłaby stąd cokolwiek, aby tylko mieć na jakieś żarcie. W końcu nie zawsze musi sobie rzetelnie na wszystko zapracować. To byłoby nudne, gdyby odstawiała grzeczną panienkę. Coś zupełnie do niej niepodobne. Pytanie tylko, czy będzie wstanie coś zabrać. Niebawem jednak do stali wszedł nikt inny jak sam właściciel. Zmarszczyła niemiło brzmi, ponieważ nie było przy nim Hiro. Aczkolwiek co się dziwić, z pewnością gdzieś go przytrzymuje, o ile w ogóle tutaj jest. Gdzie więc trzymał tego szczeniaka?
Usiadła przed nim na jakimś starym fotelu dopiero kiedy Jinx zajął miejsce na kanapie. Przez cały ten czas nie pisnęła ani słówkiem, jedynie bacznie obserwowała mężczyznę, jego zachowanie, sposób bycia. Zauważyła bandaż na jego torsie i plamy krwi na spodniach - był osłabiony, więc w razie czego nie będzie sprawiał zbyt dużego problemu. Generalnie przez chwilę sprawiała wrażenie nader ostrożnej, całkiem niewinnej osoby. Teraz wyglądała bardziej na nieśmiałą panienkę niż na istotę, która jest wstanie kogoś zabić. Ale było w niej coś niezwykłego. W końcu oczy nie są wstanie kłamać. Niezadowoleniem od niej wyciekało, co było wręcz pewne. Drażnienie Anemii nie było najlepszym momentem w tej sytuacji.
Swoboda mężczyzny nie przeszkadzała jej, co nawet zaznaczyła ruchem głowy, że to nic takiego, iż jest taki normalny. W pewnym momencie uśmiechnęła się do niego delikatnie, dosłownie na ułamek sekundy. Nie był to uroczy uśmiech małej dziewczynki, za jaką ją uważali. Chrząknęła w pięść, aby zaraz samej rozluźnić napięte mięśnie, przybierając teraz bardziej swobodnej postawy ciała. Po prostu normalnej, czyli taka, jaka była. Acz czy dziewczyna, która chodzi w samym kombinezonie, bez butów, rękawiczek, na dłoniach mając dziwne zszycia, może być normalna?
- Anemia - odpowiedziała krótko, łypiąc na niego czerwonymi oczami. Samo imię coś jej mówiło, aczkolwiek nie była pewna swoich podejrzeń. Był właścicielem tego syfu i tyle jej wystarczało, póki co. Jednak nic nie powiedziała o tym, że zna imię. Może forma tak zwanej grzeczności, której nie znała? Przeczesała swoje białe włosy, które były cholernie splątane. No cóż, uroki życia w Desperacji.
- No więc, Jinx. Od razu mówię, że nie mam ochoty na pierdoły. Doszły do mnie słuchy, że u Ciebie jest pewien szczeniak. Chłopak niskiego wzrostu, z wyglądy młodszy ode mnie. Podarte ciuchy, niedojedzony, cholernie chudy - przerwała na chwilę, jakby nad czymś się zamyśliła. Zwilżyła wargi, przełknęła ślinę - Hiroki się zwie. Powinieneś wiedzieć, o kim mówię, jeżeli tutaj jest. W każdym razie chce go z powrotem i nie radzę mnie denerwować. Mam słabe nerwy, a w tym stanie raczej nie chcesz się o tym dowiedzieć - przeszła od razu do sedna sprawy. Naprawdę nie miała ochoty się cackać. Przyszła tutaj w określonym celu i nie miała ochoty wracać bez niego. W końcu na tego szczeniaka zmarnowała kupę czasu.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Jinx on 5/3/2015, 21:53
Cichy stukot palcami o kolano przywoływał na myśl bicie zegara. Jakby Sheba odliczał czas, nim kobieta wreszcie przemówi, powie, wyjaśni, po co właściwie przybyła tutaj. Bo jeżeli nie w sprawie interesów, to w jakim celu? A po minie Jinxa coraz bardziej było widać, że robi się niecierpliwy.  Każdą kolejną sekundą, lecz to nie przekazało mu w bacznym obserwowaniu kobiety. Nawet pozwolił sobie na bezczelny gest, jakim jest przesunięcie wzrokiem po całej jej sylwetce, jakby była jakimś cholerny okazem na wystawie. W sumie poniekąd w jego oczach czymś takim była.
” Od razu mówię, że nie mam ochoty na pierdoły”
Wywrócił oczami. No popatrz, a on za to ma. Przyciągnął tutaj swój tyłek po to, żeby wypili sobie herbatkę i poplotkowali o tym, co słychać w Apogeum. Poważnie? Usta drgnęły, sprawiając wrażenie, że lada moment parsknie głośnym śmiechem, lecz zamiast tego ściągnęły się w jedną, wąską linię, próbując pozwoli kobiecie wypowiedzieć się do końca i nie wchodząc w jej słowo. Choć trzeba przyznać, że już w połowie miał ochotę machnąć ręką, by uciszyć jej paplaninę.
I mógł to zrobić. Dla jej dobra. Bo kolejne słowa zupełnie niepotrzebnie stężyły atmosferę panującą w pomieszczeniu, która momentalnie stała się tak ciężka, że była wręcz namacalna. Gdy wreszcie zapadła cisza, Jinx odchylił nieco głowę do tyłu, wciąż nie spuszczając spojrzenia ze swojej rozmówczyni, która momentalnie w jego oczach stawała się bezsilną ofiarą zagubioną w lesie. Uniósł nieco jedną brew, co nadało mu nieco łagodniejszego wyrazu twarzy, choć jak można było się spodziewać, była to jedynie nałożona przez niego maska.
- Hiroki? Nie znam nikogo takiego. – choć jego ton wyraźnie drwił, to mówił prawdę. Nie znał nikogo o takim imieniu. Co prawda Sheba nie był głupi i od razu domyślił się, że chodzi o Shirotaye, ale po co ułatwiać kobiecie? Której, swoją drogą, już nie lubił?
Hiroki.
Czyli tak ma na imię.
Swoją drogą, przez myśl mężczyzny przebiegło jedno pytanie. Czy to tak suka podnosiła na niego rękę, przez co chłopak reaguje takimi odruchami bezwarunkowymi, kiedy ktoś poruszy się przy nim gwałtowniej? Nie zamierzał jednak pytać. Jeszcze nie, bo kobieta wsadziła nogę w ul pełen szerszeni, mając nadzieję, że z łatwością dosięgnie królową i ją zdepcze. Zapomniała jednak o innych szerszeniach, które z rozkoszą pokąszą wrogą nogę. Nachylił się nieznacznie, zabierając nogi ze stołu i oparł ciężko łokcie o kolana, nieco obniżając swoje ramiona. Uśmiechnął się szeroko, a zza wargami błysnęły ostrzegawczo zwierzęce kły, które niejedno w życiu truchło rozszarpały.
- Zastanawia mnie, droga Anemio… – zmrużył nieco oczy, a w pomieszczeniu jakby na drobną, ułudną chwilę czas się zatrzymał. - Zastanawia mnie, czy jesteś po prostu tak głupia, że przychodząc tutaj, w dodatku sama, masz nadzieję, że ktoś posłucha twych żałosnych kwików, da ci to, czego chcesz, bo tupniesz nóżką i pogrozisz, a potem pozwoli Ci wyjść? A może naiwnie sądzisz, że w burdelu znajdują się jedynie kurwy, których jedyną bronią jest rozkładanie nóg przed klientami? – – uśmiech poszerzył się bardziej, gdy Jinx wyprostował się i przesunął lewą ręką po opatrunku na boku.
- To? Naprawdę uważasz, że takie zadrapanie sprawi, że stanę się bezbronną jagnięciną? – raptownie zabrał rękę z opatrunku i zamkniętą pięścią przywalił stół, aż ten nieprzyjemnie zaskrzypiał.
- Naprawdę do kurwy uważasz, że jestem jakimś pierdolonym pisklakiem, który podkuli pod siebie ogon i skamlając posłucha twoich słów? Robisz błąd, Anemio, że nie doceniasz swojego przeciwnika, z góry zakładając, że możesz nad kimś górować tylko dlatego, że jest ranny. – ciche warczenie momentalne ustało, a na twarz zawitał na powrót spokój. Jakże powrotny. Mężczyzna podniósł się na nogi i spojrzał na nią z góry wzrokiem złotych, pozbawionych wyrazu oczu.
- Skoro nie zamierzasz rozmawiać ze mną o interesach, to wypierdalaj stąd w podskokach. Bo uwierz mi, to ty nie chcesz dowiedzieć się, jak bardzo mam słabe nerwy. – rzucił spokojnie, gotowy w tym momencie na ewentualny jej atak. Jeżeli zamierzałaby zaatakować, mężczyzna nie wahając się nawet przez chwilę uaktywniłby swoją mocą i oplótł czarną mgłą jej kostki, co uniemożliwiłoby jej dalsze poruszanie się. Wystarczył jeden fałszywy ruch.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Jinx on 17/3/2015, 21:13
WĄTEK ZAMROŻONY (zapewne na zawsze)



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Jinx on 12/4/2015, 00:45
Droga do domu wydawała się o wiele dłuższa i cięższa, niż normalnie. Z każdym kolejnym krokiem Sheba czuł, jak jego łapy grzęzły coraz bardziej w głębokim śniegu, jak ciałem targa spazmatyczny dreszcz, a on na przemian odczuwa nieprzyjemne podmuchy gorąca oraz zimna. Pysk zaciśnięty na nieprzytomnym ptaku, a nos łapczywie sięgający po kolejne hausty oddechu, kapiąc naokoło śliną o brunatnym zabarwieniu. Nie zatrzymywał się jednak, szedł niestrudzenie przed siebie pilnując, by ani jedno z osób na jego grzbiecie nie ześlizgnęło się i nie pozostało w śniegu czekając zapewne na pewną śmierć.
W końcu dotarł, opadając na łapach kiedy tylko znalazł się w ciepłym pomieszczeniu burdelu. Teraz mógł sobie pozwolić na kolejna dawkę brutalności, zrzucając kobiece i męskie ciało jakby byli jakimiś smutnymi worami pełnymi kartofli. Obrzucił ich krótkim spojrzeniem i zrobił parę kroków do przodu, gdzie zaczął przyjmować swoją ludzką sylwetkę.
W tym czasie dwie kobity zdążyły już podbiec do niego, gdzie jedna trzymała ze sobą koc. Gdy Sheba wyprostował się obserwując jak krew powoli spływa z jego ramienia brudząc i tak zakurzoną podłogę, blondynka zarzuciła na jego szczupłe ramiona materiał. Sheba mruknął coś niezrozumiałego pod nosem, naciągając nieco gryzący i gdzieniegdzie podziurawiony koc i dopiero teraz odwrócił się do swoich gości z przymusu.  
- Przyprowadźcie Jaspera do mojego pokoju. – polecił krótkim, nieco zachrypniętym głosem. - I niech weźmie kogoś, kto mnie pozszywa, bo trochę oberwałem. A tą dwójką… Zabierzcie ich do Sali spotkań. Mają zostać opatrzeni, przebrani oraz nakarmieni. Tego kurczaka też zabierzcie. I nie, nie róbcie z niego zupy. Wsadźcie go gdzieś temu kolesiowi. Może być w jego dupę. – dodał spokojniej, następnie nie czekając na odpowiedź żadnej z kobiet, pospiesznie ruszył przed siebie, a po chwili zniknął odgłos bosych stóp. A kiedy Jinx zniknął z widoku dziewcząt, te bardzo szybo rozpierzchły się na dwie strony z zamiarem powiadomienia odpowiednich osób. Wiedziały, że ich szef nie lubił czekać.

[...]

Niewiadomo ile minęło, gdy trzech mężczyzny pojawiło się w holu I zgarnęło gości Jinxa.
- Nie zapomnij o ptaku! – krzyknął ciemnowłosy, który zajął się nieruszającą Akane, biorąc ją bez większych problemów na ręce.
- Weź Zdzichu. Zabrałeś najlepszą sztukę. To nie ty musisz tachać zwłoki jakiegoś gościa. Możesz schylić się po te pierzaste ustrojstwo! – odkrzyknął mężczyzna z jednym okiem, który pewniej chwycił pod jedną pachą Steve’a.
- Wal się, Toshi. Jak dbasz tak masz! – głośny śmiech przerwał ciszę na korytarzu.
-  A niech cię szlag, Jędrek. A żeby Ci kuśka zwiędła!

[...]

- Layla, skończyłaś? – drobna blondynka właśnie podnosiła się z kucek, gdy skończyła ubierać Akane w zwykłą, szarą sukienkę z grubego materiału.
- Yup. – ciemnoskóra Layla przeciągnęła się po ciężkiej pracy i zgarnęła miskę z brudną wodą, wrzucając do niej uprzednio szmatę, którą parę chwil wcześniej obmywała ciała zarówno mężczyzny, jak i kobiety.
- Nie za krótkie te spodnie na nim? – zapytała wskazując na Steve’a głową. Ten został ubrany w stare, acz czyste spodnie dresowe, lecz sięgające mu ledwie przed kostki oraz ciemny podkoszulek z tandetnym napisem w jakimś francuskim języku. Blondynka wzruszyła ramionami.
- Nie mój interes. Szef kazał ich przebrać, kiedy już zostaną opatrzeni. Niech się w ogóle cieszy, że ma jakieś ubrania. – odparła kierując się w stronę wyjścia.

[...]

Sheba usiadł ciężko na udach Steve’a okrakiem, trzymając w dłoni drewnianą miskę z zupą cebulową I spojrzał na twarz swojego gościa. Cały jego sprzęt, tak samo jak i rzeczy Akane zostały przez niego skonfiskowane i schowane. W tym maska, tak więc mógł spokojnie przyjrzeć się jego facjacie. Wsunął łyżkę z jedzeniem do swoich ust i siorbnął głośno. Sam Jinx również został opatrzony i oczywiście wcześniej zjebany przez Lidkę, że pozwolił komuś na doprowadzenie siebie do takiego, a nie innego stanu. Ale on jak to on, wysłuchał, machnął ręką i ruszył dalej. W pierwszej kolejności po wyciągnięciu kul, pozszywaniu i opatrzeniu udał się na poszukiwania Shiro, a upewniwszy się, że ten śpi spokojnie w jego pokoju, mógł wrócić do dalszego witania swoich gości. Teraz wystarczyło poczekać aż Ci się obudzą.
Siorb.
Wyciągnął łyżkę z ust i dźgnął ją policzek mężczyzny.
No dalej, pobudka. Nudzi mi się.
Ziewnął szeroko zastanawiając się, jak długo będzie musiał czekać aż ci będą bardziej rozmowni. O niechcenia zerknął na małego ptaszka leżącego obok. Może rzeczywiście powinien wsadzić go w dupę jasnowłosego. Może wtedy szybciej przebudziłby się. Taka terapia szokowa.
Omiótł spojrzeniem leżącą blisko kobietę, by ponownie wrócić spojrzeniem do mężczyzny, jednocześnie wsuwając sobie w usta kawałek kromki chleba, wcześniej umoczonej w zupie.
Jak tak dalej pójdzie, to on sam zaśnie.
Poruszył się zniecierpliwiony na mężczyźnie, jedząc w spokoju i nie zachowując przy tym zbyt wysokich standardów dobrej kultury i wychowania. Czekał.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Gość on 19/4/2015, 17:25
Może i nie mogło być łatwo dźwigać dwa bezwładne ciała w takim stanie, jednak w taki czy inny sposób wilk sam ściągnął na ciebie ten ciężar. Przecież jeżeli chciał ich zaprosić do siebie, to wystarczyło ładnie poprosić! To nie takie trudne, a pewnie o wiele wygodniej byłoby wskazać drogę niż przytachać gości na własnych brakach. Nie należeli do osób szczególnie ciężkich, bo przecież Desperacja nikogo nie oszczędza. Po co diety i ćwiczenia, skoro można żyć w takim miejscu? Szczupła sylwetka gwarantowana! I to bez efektu jo-jo.
No cóż, Vivian na jakiś czas została całkowicie pozbawiona czucia. Gdyby brunet lepiej to przemyślał, nie niósłby teraz jej ciała na grzbiecie, jednak z przyczyn od niej niezależnych nie była w stanie nic na to poradzić. Zresztą, nie minęło wiele czasu gdy straciła przytomność. Dla obserwatora z zewnątrz wyłowienie tego momentu byłoby w zasadzie niemożliwe, bo i tak cały czas wyglądała dokładnie w taki sam sposób. Nie zdążyła nawet odzyskać czucia czy innych zmysłów, gdy ciemność ogarnęła nie tylko oczy kobiety, ale także i umysł, powodując utratę resztki kontaktu z rzeczywistością.
Stąd też przegapiła całą podróż z zaułka do burdelu. Ostatnie miejsce na świecie, poza Edenem, gdzie można by się spodziewać obecności Akane. A tu jednak, wbrew własnej woli znalazła się w tym, a nie innym miejscu. Jak widać, póki co nie protestowała. Nie miała przecież pojęcia, gdzie jest.
Tak samo jak kompletnie ominął ją proces opatrywania, mycia i przebierania. Przynajmniej obyło się bez żenujących scen i innych takich, bo cały czas robiła za manekina, nie okazując po sobie ani krzty życia.
Ostatecznie pierwsze przebłyski rzeczywistości odnalazły drogę do jaźni rudej i przebiły się przez warstwę zagłuszającą bodźce zewnętrzne. Ciemność zaczęła ustępować delikatnemu światłu, które wdzierało się przez cienką skórę powiek. Odruchowo przymarszczyła brwi, przez co na czoło wstąpiły niewielkie bruzdy, a usta wykrzywiły się odrobinę. Grymas pogłębiał się przez chwilę, gdy do uszu dziewczyny dotarło siorbnięcie.
Że co?
Z trudem uchyliła jedno oko, przymykając je zaraz z powrotem. No nie, tak się nie da. Trzeba się ogarnąć. Rozwarła gwałtownie obie powieki, powodując krótki atak mrugania. gdy jednak oczy przyzwyczaiły się do jasnego otoczenia, wciąż lekko zmrużone, strzeliły zielonym spojrzeniem na wprost. Sufit? Czy co? Chyba leżała na plecach... tak, to by się zgadzało.
Ej, ręce, ruszcie się. Nie było łatwo, ale w końcu podniosła się do siadu. To pozwoliło jej dostrzec przebywających nieopodal mężczyzn. Niby nieznajomych, jednak mieli za sobą już niezły kawałek "Znajomości". Zdziwił ją widok bruneta, który zdawał się nie wykazywać żadnych oznak agresji. Nie rozumiała z tego kompletnie nic.
- C-co... - wybąkała słabym głosem, jednak nie dokończyła. O co zamierzała zapytać? Gdzie jest? Co się stało? No, odpowiedź na to ostatnie pytanie częściowo znała, stąd powinno ono raczej brzmieć "Dlaczego się stało tak, jak się stało?
I o co w tym wszystkim chodzi?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Gość on 20/4/2015, 16:36
Krew powoli acz konsekwentnie sączyła się z bezwładnego ciała, znacznie uszczuplając zapasy resztek witalności Alberta. Mimo, iż pozbawienie zmysłów skutecznie ograniczało odbiór rzeczywistości, mężczyźnie zdarzało się odciąć od niej kompletnie, kiedy raz za razem ogólne osłabienie pozbawiało go przytomności. Przed jego oczami snuły się zorze kolorów i kształtów, domysły nieba oraz pokrytego śniegiem bruku,  także, od czasu do czasu, parującej czarną mgiełką sierści wymordowanego. Jego egzystencja skurczyła się do lawirującej pomiędzy cieniami świadomości, stanowiącej o swoim bycie dopóki, dopóty powieki blondyna miały siłę się podnosić, a płuca wciągać brudne, skażone powietrze poprzez niedrożne filtry maski.  Gwałtowne zrzucenie z pleców wilczura na powrót zgasiło ten chybotliwy płomyczek, spowodowawszy, iż Steve ocknął się dopiero w nieznanym sobie pomieszczeniu, przebrany już i opatrzony.
Wraz z otworzeniem oczu, stał się również bardziej świadomy reszty swojego ciała. W większości nie mógł nim poruszać, w poszczególnych kończynach jednak... Właśnie, w  kończynach. Jakby do niego powróciły, był w stanie wyczuć ich obecność, mrowiły lekko. W lewym uchu pojawiło się ciche świszczenie, jak gdyby odetkało się, na powrót wpuszczając do środka fale wprawiające w drganie błonę bębenkową. Wyodrębniły się dźwięki.
Siorbanie.
Chciał unieść głowę, co oczywiście mu się nie udało. Do oczu wpadały mu niesforne kosmyki, spróbował wiec zdmuchnąć je z twarzy, niestety bezskutecznie. Zaraz, wpadały? Gdzie jego maska?
Powiódł spojrzeniem w dół, na swój tors. Nieznajomy znajomy siedział na nim, spokojnie chłepcąc jakąś lurę z wyszczerbionej po brzegach miski.
- Zbrzydły ci tradycyjne siedziska? Pomyślałeś sobie pewnie, że żywy lepiej się sprawdzę w roli termofora.
Gdzieś poniżej rozległo się ciche burczenie. Zaklął w myślach.
- Mniejsza. Jak dasz jeść, mogę nawet pierdzieć tęczą.
Zmarszczył nos, starając się wywąchać zawartość talerza mężczyzny. Pachniała zacnie, ale pewnie nie dane mu było jej zakosztować. Biorąc pod uwagę, że wilczuś postanowił jednak nie rozgrzebywać jego bebechów, najpewniej wyczerpał już przewidywaną na jego osobę dzienną porcję szczęścia. Czy też raczej dożywotnią.
Zerknął nieznacznie w bok. Udało mu się chyba wychwycić szkarłatną czuprynę "swojej kobiety", a nieznaczny ruch ze strony przeciwległej ściany utwierdził go w przekonaniu, że najwyraźniej nie tylko jemu udało się przeżyć. Chociaż bardziej adekwatnie byłoby stwierdzić dane było przeżyć.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Shirōyate on 26/4/2015, 22:31
// @Hiroki: na ratunek przygniecionemu Steve'owi. Tudutudu.

Złamany palec już go prawie nie bolał.
ŁAHAHAHA! MŁODY! ─ wrzasnął nagle czyiś głos, a potem Hiroki poleciał na ścianę.
Cofam słowa.
Bolał jak skurwysyn.
Chłopak odkleił policzek od ściany na którą mimowolnie poleciał i zerknął za siebie na czerwoną, wyszczerzoną od jednego sterczącego ucha do drugiego twarz. Facet złapał się za okrągły brzuch i wybuchł rubasznym śmiechem, trzęsąc chyba wszystkimi ścianami i oknami budynku. Hiroki przyglądał się przez chwilę uśmiechniętemu facetowi, a potem przesunął stopę nieco w bok, chcąc jak najszybciej się stąd zwinąć, ale...
Pewnie szukasz Jinxa! ─ odparł głośno nieznajomy-ale-znajomy, po czym wielką łapą postukał o wiele niższego chłopaka po głowie. Tak mocno, że ten za każdym kolejnym „patnięciem” tracił z pięć centymetrów.
Ja... ─ zaczął mimowolnie Hiroki, poruszając niepewnie ustami, ale już nawet wtedy wiedział, że wcale nie jest słuchany.
Wrócił, wrócił. Nie martw się.
Wcale się nie...
No ja wiem, ja wiem!
Szczypnięcie w policzek.
Dobra, nieważne...
Też się nie przyznam, że za nim tęskniłem, ale kurwa, trzy dni bez jego przeklętej gęby i burdel jakby smutniejszy się robi. Wczoraj to w ogóle. Myślałem, że wszystkie dziwki poumierają bez tej jego aury...
Shirōyate zdrową dłonią przesunął po zaczerwienionym policzku. Wcale za nim nie tęsknił, więc nie podzielał nastroju, jaki zawładnął mężczyzną. Nie negował tego dla własnego zdrowia, ale nie potrafiłby przytaknąć, gdyby podparto go pod mur. Dni bez Jinxa i ─ chwała Bogu ─ Jaspera to dni zaskakująco spokojne. Hiroki przez ten czas powoli i ostrożnie badał zakamarki budynku, nie zapuszczając się zbyt mocno tam, gdzie urzędowały prostytutki. Nie po tym, jak jedna go objęła, zjeżdżając rękoma ewidentnie nie tam, gdzie by sobie tego życzył, a potem jeszcze usłyszał o jakimś „miszu-maszu”, którego też jakoś nie chciał doświadczać.
A... ja już będę...
Ja wiem, ja wiem. ─ Znów klepnięcie. Znów wrażenie jakby głaz spadł prosto na łeb. ─ Jinx jest w sali spotkań. Idź do niego, no idź, idź! Tyle dni łaziłeś i go szukałeś!
Nie szukałem go, syknął rozeźlony.
No, idź już, bo ci zwieje i znów się popłaczesz.
Hiroki ruszył się z miejsca, po solidnym uderzeniu łapska między łopatki. Zachwiał się mocno, ale utrzymał równowagę i poszedł dalej, oczywiście nie kierując się w stronę, o jakiej mówił facet (swoją drogą, nie mógł sobie przypomnieć, skąd go kojarzy...)
Jasne, że go nie szukam. Sala spotkań? Phew. Co za idiotyzm. Nigdy tam nie pójdę ─ zapewniał sam siebie, chwytając za klamkę i włażąc do sali spotkań.
Nieobecna, dziecięca twarz zwróciła się do więźniów i Jinxa frontem, gdy tylko zamknął za sobą drzwi. Momentalnie w szarych tęczówkach Hirokiego pojawił się dziwny błysk niezrozumienia. Spojrzenie mimowolnie zlustrowało sylwetkę Sheby, najdłużej zatrzymując się na zabandażowanym torsie, a najkrócej na jego oczach (chyba nie był w stanie spojrzeć mu prosto w nie, choć nie bardzo potrafił przypomnieć sobie, czemu tak właśnie było). Dopiero po chwili przeniósł wzrok na nieznajomą kobietę, a na końcu... na tym, na czym siedział czarnowłosy. Ciało młodego automatycznie zesztywniało.
Co... co wy robicie? Usta poruszyły się na kształt słów, choć on sam wydawał się jeszcze bardziej oddalony od tego miejsca, niż był na początku. Nie... Pokręcił nagle głową. Co TY mu robisz? O Boże. O Boże, mówiłem, że jesteś nienormalny. Dłoń Shirōyate wylądowała na jego głowie. Chyba tylko wprawione oko byłoby w stanie dostrzec, że przez parę pierwszych sekund ręka drżała ze zdenerwowania. Ze mną też tak robiłeś, jak byłem nieprzytomny? Przełknął ślinę, choć na zewnątrz wcale nie wyglądał na tak zdenerwowanego. To tylko żołądek mu się burzył, bo od kiedy ostatnim razem został nakarmiony, od tego czasu nic nie jadł. Głównie ze względu na ból palca, którym co rusz musiał w coś uderzyć albo ktoś przypadkiem i niezamierzenie ocierał się akurat o niego. Teraz wydawało się jednak, że wcale nie myślał o fizycznym bólu. Coś go szarpało od środka i było o wiele intensywniejsze. Skupił spojrzenie na twarzy Sheby, choć stawienie mu czoła wymagało od młodego wymordowanego nowych pokładów samozaparcia. Chciał powiedzieć coś jeszcze, bo już rozchylał do tego wargi, ale ostatecznie zacisnął je w wąską linijkę, ściskając mocno dłoń w pięść.
Co on tu w ogóle robił?
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Jinx on 27/4/2015, 00:12
Jego goście wreszcie zaczynali dochodzić do siebie. No i bardzo dobrze. Ileż można czekać. Niczym podniecone dziecko na Boże Narodzenie, tak i Sheba siedział i wpatrywał się intensywnie w swą ofiarę pod sobą. Nim jednak zdążył nacieszyć spojrzenie złotych tęczówek nieznajomym, cichy głos dobiegł go z boku. Mimochodem przekręcił głowę w stronę rudowłosej, która najwidoczniej jako pierwsza się ocknęła. Jinx uśmiechnął się szeroko prezentując szereg zębów z wyraźnie zarysowanymi, z pewnością ostrymi kłami.
- No i proszę. Księżniczka numer jeden przebudzona! – powiedział obdarzając kobietę niezwykle promiennym uśmiechem, nim ponownie siorbnął pochłaniając kolejną część swojej już chłodnawej zupy.
- Wyspana? – zapytał naiwnie, lecz nim kobieta zdążyłaby cokolwiek odpowiedzieć, Sheba skupił się ponownie na jasnowłosym pod nim, który ewidentnie odzyskał przytomność.
Z malującym się na twarzy politowaniem obserwował próby podniesienia głowy przez jasnowłosego, jakby czerpał z tego jakąś nieopisaną, chorą radość. W sumie… poniekąd tak było. Wyciągnął dłoń w stronę twarzy mężczyzny i palcami delikatnie odgarnął jasne, niesforne kosmyki włosów, które w tak zbuntowany sposób wpadały mu do oczu. Jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, gdy do jego uszu dotarły słowa mężczyzny. No. W końcu.
 - Oczywiście. – odparł rozbawiony. - Nie od dziś wiadomo, że siedziska z tworzywa naturalnego jest o wiele lepsze, niż ze sztucznego. Dupa tak się nie poci. – mruknął zjadając ostatni kawałek chleba zamoczonego w zupie.
- Ale musicie przyznać. Dzisiaj było zabawnie. Musimy koniecznie kiedyś to powtórzyć! – dodał wesoło, choć w jego oczach błysnęło coś niebezpiecznego, sugerującego, że następny raz wcale nie będzie taki zabawny.
Na kolejne słowa mężczyzny, brwi Sheby uniosły się nieznacznie ku górze w geście zaskoczenia, szybko jednak zastąpiło je ciche parsknięcie.
- Interesujące. – mruknął nachylając się nieznacznie nad mężczyzną. - Ale dobrze. Mam nadzieję, że lubicie zupę cebu— – słowa Jinxa utonęły w hałasie skrzypnięcia drzwiami a potem ich cichym trzasku. Głowa ciemnowłosego odwróciła się w bok, a twarz momentalnie pojaśniała.
- Shiro-chan! – powiedział głośno, uśmiechając się krzywo, widząc reakcję chłopaka na to, co właśnie się działo…. W sumie na to, że nic się nie działo a chłopak i tak błędnie to zinterpretował.
- Ujeżdżam go. Jest bardzo wygodny. Też możesz spróbować. – powiedział poważniej, momentalnie wstając z biednego jasnowłosego. Podszedł do stołu odstawiając miskę z prawie całą zjedzona zawartością, a następnie skierował swoje kroki do chłopaka.
Nim Hiroki zdążyłby odskoczyć od niego, dłoń Sheby zacisnęła się lekko na jego ramieniu i zmusił go lekkim szarpnięcie do stanięcia tyłem do siebie, a następnie objął go ramieniem opierając brodę o czubek jasnych włosów nakierowując go przodem do leżącej dwójki.
- Shiro-chaaan. Tęskniłeś za mną? – zapytał złośliwie, zmuszając go, by zrobił wraz z nim kilka kroków w przód.
- Spotkałem tę dwójkę gdzieś w zaułku. Są zabawni. Zwłaszcza ten facet. W sumie… nie wiem jak mają na imię. Niech będzie Zdzichu i Tereska. Właśnie zamierzaliśmy jeść. Jadłeś w ogóle coś pod moją nieobecność, Shiro-chan? – zapytał Sheba zerkając z boku na profil chłopaka, którego wciąż trzymał, nie pozwalając mu wyswobodzić się z jego objęcia. - A jak palec? – dodał sięgając po zabandażowaną dłoń chłopaka. W końcu wypuścił go, lecz palce zakleszczyły się dookoła szczupłego nadgarstka chłopaka i pociągnął go w stronę kanapy i stołu, sugerując mu, żeby usiadł na dupsku. Nalał do swojej miski nieco zupy i podsunął bliżej Shiro, wręczając w jego rękę drewnianą łyżkę.
- Swoją drogą jak Zdzichu zje, to będzie pierdział tęczą. – powiedział takim tonem, jakby to była najświętsza prawda. Zerknął na leżącego mężczyznę i kobietę.
- Wstaniecie sami czy pomóc wam? – zagadnął wskazując głową na dwie czyste miski na stole, które przygotował już wcześniej. Oczywiście, że jego pierwotnym planem było ich nakarmienie, jednakże nie oszukujmy się, sposób, w jaki mężczyzna poprosił o posiłek był iście interesujący i zabawny. Jeżeli dwójka jakoś sama się podniosła, to Jinx walnął się dupa obok Shiro, sięgając po kawałek chleba i pożerając go, rozsiadł się na kanapie niczym prawdziwy król.
- Co robiliście w tak paskudnym miejscu, jak tamten zaułek? – złote oczy błysnęły nieprzyjemnie, kiedy przeszywały niemalże na wylot to mężczyznę to kobietę.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Gość on 27/4/2015, 14:44
Uśmiechnęła się krzywo na komentarz bruneta, pomijając pytanie spokojnym milczeniem. Zresztą, od samego początku nie zwracał na nią większej uwagi, co chwilami było zdecydowanym plusem. Przynajmniej przeżyła to jakże nietypowe spotkanie. Nawet mogłaby się poszczycić tym, że wyniosła z niego właściwie najmniej obrażeń z całej kompanii. Gdzie dwóch panów się pobiło, tam rudowłosa skorzystała, chroniąc własną skórę. Czy też - nie uratowała się sama, a pomógł bardzo fakt, że przy wzajemnym robieniu sobie krzywdy, zarówno jeden jak i drugi mężczyzna nie skupiał się na postaci kobiecej, która zdecydowanie w starciu stanowiła mniejszą rozrywkę. I nie żeby chciała to zmienić, dobrze było tak, jak było.
Po odzyskaniu pozycji częściowo pionowej, złożyła nogi do siadu tureckiego, by na powrót przyzwyczaić się do trzymania głowy w górze. Centrum towarzyskie w dalszym ciągu przebywało na kanapie i w rudej główce ani na chwilę nie pojawił się pomysł, by ten stan zmieniać. Niech sobie rozmawiają do woli.
Ucieszyła się widząc, że jej wcześniejszy rycerz w lśniącej zbroi (czy coś tam) również się obudził i nie stracił rezonu. Mimowolnie uśmiechnęła się na kolejną z jego ciętych odpowiedzi i ogólnie interesującą wymianę zdań między pozostałymi. Coś nie za bardzo brzmiała jej wzmianka o powtórzeniu wcześniejszych wydarzeń w przyszłości... ale przynajmniej się dowiedziała, że nadal mieli tę samą datę, a więc nie pozostawali nieprzytomni jakoś szczególnie długo. Chociaż tyle, bo zaczynała się odrobinę niepokoić o swojego ognistego pupila. W razie potrzeby feniks pewnie odnalazłby drogę do domu, jednak gorzej było z panną Andersson. Zdecydowanie wygodniej podróżowało jej się "prywatnym samolotem" niż na piechotę przez pustynię; droga z Nowej Desperacji w góry nie należała do przyjemnych ścieżynek otoczonych sielankowym zagajnikiem. Chociaż... miło by było.
Od razu zwróciła uwagę na wchodzącą postać. Hm, kolejny osobnik płci brzydkiej, ale ten wyglądał na całkiem przyzwoitego. Przynajmniej na tyle, na ile była w stanie dostrzec z powierzchowności, przybysz wyglądał na uroczego dzieciaka, może kilkunastoletniego. Dla starej jak cholera, także z wyglądu, kobiety mógłby być nawet własnym rodzonym synem.
Dostrzegła też, jak bardzo zmieniło się zachowanie bruneta w stosunku do otoczenia, a już szczególnie co do tego małego. Kolejna odnotowana informacja: imię bądź też pseudonim istotki z podkrążonymi oczkami. Póki mężczyzna był zajęty czym innym, powoli wstała i przemieściła się na kanapę, zajmując miejsce obok blondyna. W końcu nie będzie siedzieć gdzieś na ziemi jak ostatnia dzikuska.
- Nogi całe? - spytała delikatnym tonem, mając na uwadze fakt, że czyjeś długotrwałe przesiadywanie na kolanach potrafiło skutecznie wstrzymać krążenie w udach i doprowadzić do bardzo nieprzyjemnego bólu dolnych kończyn. A co jak co, ale Akane jest istotą troskliwą, szczególnie gdy kogoś polubi. Gorzej, jak nie polubi.
Uśmiechnęła się uprzejmie do usadzonego siłą chłopca, po czym podparła czoło ręką, jakby potrzebowała wsparcia z utrzymaniem głowy w pionie. Cóż, poprawiało jej się, ale jeszcze nie była w pełni sił. Może nie powinna była wstawać, ale teraz już mniejsza z tym. Zerknęła na stół, rozważając wszystkie za i przeciw dotyczące konsumpcji zaoferowanego przez mężczyznę posiłku. W sumie to dawno nie jadła, a cebulowa to nie taka zaś zła zupa. W Desperacji nie ma gustu kulinarnego, je się co jest. Stąd też porzuciła jakiekolwiek cienie skrępowania i poczęstowała się kolacją, z odpowiednim sobie spokojem i - o zgrozo! - kulturą.
- Nic szczególnego, tylko przechodziłam - odpowiedziała na zadane pytanie, wzruszając lekko ramionami. Mogła wyglądać na nieco rozbawioną, jako że resztki zdenerwowania zdążyły ją opuścić. Hej, ten facet właśnie dał jej jedzenie! Nie może być zły. W zasadzie, pomimo wcześniejszej sytuacji, zaczynała go odrobinkę lubić.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics