Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Gość on 19/12/2016, 01:26
Desperacja miała to do siebie, że o tej porze roku z “wybitnie nieprzyjemnego miejsca do życia” przekształcała się w “wybitnie nieprzyjemne miejsce do życia, w którym piździ złem”. Czy kogokolwiek więc zdziwiła ta wielka epidemia, która przeszła przez ich tereny jak huragan, jak wściekły gniew przewrotnego Losu, jak wroga armia rządnych krwi mikrobów…?
No cóż, może i byli gdzieś tacy naiwni kretyni, jednak nie należał do nich ani Sinister, ani też jego ostatni zleceniodawcy. Należy bowiem kulturalnie wspomnieć, że hydry leczyły nie tylko swoich. Leczyły każdego durnia, który rozciął sobie palca, albo nabawił się biegunki na tym padole łez - o ile oczywiście miał czym zapłacić.
Panie, Desperacja to nie Caritas.
I tak przyjdzie czas zapłaty.

Nie wiedział za wiele. Informacje przekazane mu w pośpiechu ograniczały się do półsłówek.
“Dzieciak”
“Zapalenie płuc”
“Burdel”
“Chyba chcą go mieć jeszcze żywego”.
Dlaczego choć raz nie zapytali czego on chce? Choć jeden, jedyny raz.

Pogrążony w tym całym otaczającym go marazmie ex-anioł nerwowo popalał papierosa, w drodze do jedynego w okolicy domu uciech. Przy jego nodze wałęsał się jak zwykle kundel, obszczekując wszystkie napotkane po drodze kamienie i dopraszając się pieszczot za ten akt heroizmu.
Azazel westchnął bezgłośnie, gdy wreszcie stanął przed drzwiami burdelu. Szczerze mówiąc odczuł w tym momencie coś, czego by się w życiu po sobie nie spodziewał.
Wstręt? Tak, to uczucie chyba było wstrętem wykrzesanym przez tą głęboko zakopaną czystą cząstkę duszy anioła.
Co za bzdury.- Warknął na siebie w myślach wchodząc do środka. Na Boga był tu lekarzem, nie gościem.
Nawet się nie rozejrzał - nie był szczególnie zainteresowany wystrojem pomieszczenia, w którym się znalazł, ani ludźmi tu przebywającymi.
Człowiek i jego niskie, bezwartościowe, zwierzęce potrzeby - to zagadnienie już dawno przestało zajmować zafascynowany zepsuciem świata umysł mężczyzny.

W opinii jednej z pracownic musiał wyglądać na tak straszliwie onieśmielonego i zagubionego, że wreszcie się nad nim zlitowała, pomrukując pod nosem coś ponętnego i chwytając go za ramię, w próbie pociągnięcia go za sobą.
Pies u jego stóp warknął, ale sam medyk zachował całkowity spokój, wyciągając wcześniej przygotowaną notkę z kieszeni.
Macie tu chorego dzieciaka, który zainfekuje wam cały ten przybytek równie szybko co klient z kiłą. Przyprowadźcie go, musi przyjąć odpowiednie leki, zanim padnie trupem.
Pstryknął palcami na psa, który posłusznie uwalił się na najbliższej kanapie, starając się nie przeszkadzać, ale też bacznie obserwować swojego właściciela z pewnej odległości.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Shirōyate on 29/12/2016, 01:25
Wlókł za sobą nogi, ciągnąc je po dywanie jakby do każdej kostki doczepione było po pięć kilo ryżu. Nawet na twarzy, zwykle beznamiętnej, z tym irytującym, mdłym spojrzeniem, pojawiły się pierwsze krople potu i lekkie skrzywienie warg.
Prowadziła go starsza kobieta, ubrana w kusą spódnicę i koszulkę odkrywającą brzuch. Próbował na nią nie patrzeć, co w aktualnym położeniu było dość trudne, skoro co rusz mocniej ciągnęła go w swoją stronę, a on ─ ledwo utrzymując równowagę ─ znów pchał się głową to w jej ramię, to w biust, to znów oparł dłoń o biodro i odepchnął się nieco, setny raz prosząc, by go puściła.
Nie miał pojęcia czego  chciała, a już tym bardziej, co zrobił źle, że znów go tak traktowano. Może sprzeciwił się Jinxowi, ale on sam nie wydawał się wtedy wściekły. Więc w czym rzecz?
Zacisnął nieco palce w pięści znów czując, jak przez gardło próbuje przepchać się drapiące powietrze. Miał wrażenie, jakby przez cały przełyk przeciskało mu się tysiąc igieł i noży, aż wreszcie przywarł otwartą ręką do ust i wydał z siebie dźwięk, który od biedy mógł być uznany za charknięcie – powielone kilkanaście razy.
Ledwo przestał się dusić, powarkiwać i kasłać, a nieznajoma dziwka szarpnęła nim mocniej, stawiając tuż przed jakąś postacią. Głowa Hirokiego odchyliła się do tyłu, by przez mgłę łez mógł dostrzec twarz. Cofnął się raptownie i pewnie wziąłby nogi za pas, gdyby na poprzednie miejsce nie pchnęła go kobieta... i gdyby kolana nagle się nie ugięły. W ostatniej chwili czarne jak ebonit palce złapały za brzeg ubrania nieznajomego, cudem nie posyłając szczeniaka na ziemię, a sam Hiro chcąc nie chcąc wtulił twarz w tors jasnowłosego, wciągając gwałtownie powietrze przed falą następnych kaszlnięć.
Czuł się słaby.
W każdej innej sytuacji odsunąłby się jak poparzony, stroniąc od dotyku tych dziwnych, wiecznie nieprzyjaznych ludzi; ale tym razem ciało zatrzęsło się pod naporem choroby i umysł opustoszał. Wystarczyło pierwsze, praktycznie niemożliwe do wychwycenia „EKHR!”, by z głowy wyleciały wszystkie pomysły na temat ucieczki. Powieki zacisnęły się mocniej, a palce złapały silniej za materiał odzienia mężczyzny, gdy chował twarz w fałdach ubrania.
- No i masz. - Głos prostytutki odbił się od ścian jak trafiające w blachę pociski. No.I.Masz. - To on.
A potem machnęła na dzieciaka, zaraz kładąc dłonie na szczupłych bokach. Czekała. Może na to, aż szczeniak przestanie pokaszliwać i odklei się od przybysza. Może na wskazówki. A może po prostu nie miała nic lepszego do roboty i uznała, że prowokacyjna poza, w której wypnie nieco piersi i przechyli biodra na bok, zachęci nieznajomego do zbadania nowego pokoju burdelu, a nie chorego karła.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Gość on 31/12/2016, 20:42
- Huh?- No proszę jaka przylepa.
Zerknął w dół, dostrzegając tylko czuprynę przetłuszczonych ciemnych włosów swojego pacjenta.
Odruchowo odgarnął te kudły z twarzy, czując pod palcami ciepłe krople potu, którymi zroszone było czoło dzieciaka. Gorączka.
To już samo w sobie nie wróżyło zbyt dobrze, szczególnie kiedy chwilę później usłyszał paskudny kaszel. A może raczej cherlanie?
- No i co biedaku? Zastrzyki w dupsko cię czekają przy takiej chorobie.
Głos Azazela rozbrzmiał dźwięcznie tylko i wyłącznie w jego własnej głowie, zupełnie jakby chciał oszczędzić mu wiedzy o tym nieprzyjemnym losie, choć podejrzewał, że przy bytowaniu w burdelu zastrzyki nie były pierwszą rzeczą, która pojawiała się w okolicach dolnej części ciała chłopaka.
Dopiero teraz zorientował się, że prostytutka wcale sobie nie poszła, wyginając się jakby dopadła ją poważna skolioza. Popatrzył na nią.
Ona popatrzyła na niego.
No i tak sobie przez chwilę patrzyli, a biedny Sin za nic nie był w stanie zrozumieć o co kobiecie chodzi.
Miał jej dać jakiś napiwek czy kij diabeł?
Machnął ręką w prostym geście “won stąd”. Doprawdy, tyle się mówi o ludzkim umiłowaniu rozpusty, a jedna z kobiet sprzedająca ową rozpustę miała na tyle czasu w swoim napiętym planie dnia, żeby sobie po prostu stać i mu przeszkadzać?
Zresztą.
Co go jakieś podrzędne kurwy obchodziły? Dzieciak był o wiele ciekawszy. Przynajmniej chorował na coś co nie było rzeżączką czy kiłą. Coś… nietypowego w tego typu placówkach.
- Gdyby kózka się po desperacji nie włóczyła, to by płucek nie leczyła.
Usadził go stanowczo na kanapie, obok swojego psa.
Pociągnął łagodnie za skraj kaptura bluzy, w którą był ubrany, dając znak, aby ją z siebie ściągnął. Szczerze mówiąc czasem marzył o posiadaniu takich technologii jak lekarze z Miasta. Ustrojstwa na wszelkie okazje, roboty medyczne, leki…
No nic, jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Shirōyate on 1/1/2017, 16:52
Brwi uniosły mu się o kilka milimetrów w wyrazie ledwo dostrzeganego zaskoczenia. Widział jak przez zmatowiałe szkło, miał zresztą wrażenie, że jego ciało reaguje o wiele później, niż powinno. Że umysł wysyła setkę sygnałów, które organizm ignoruje do czasu, aż jest za późno. Może dlatego tak nietrudno było nim szastać?
Hiroki zmrużył mocniej oczy, próbując lepiej przyjrzeć się nieznajomemu. Do gardła wdzierały się kolejne kaszlnięcia, więc nawet nie oponował, gdy szczupłe dłonie opadły na jego ramiona i zmusiły go do wbicia się w starą kanapę. W pierwszej sekundzie po prostu siadł na zdechłej podusze. W drugiej powieki drgnęły, otwierając się jakby szerzej.
Co ty..?
Nie.
Nie, nie ma mowy. Nie tak. Nie teraz.
Zakleszczył czarne palce na ręce, która złapała go lekko za kaptur.
Niech pani przestanie.
Kciuk wsunął się nerwowo we wnętrze dłoni, próbując rozluźnić jej chwyt. Zamiast tego wbił mocniej paznokcie w miękką skórę, wewnętrznie wrzeszcząc, choć twarz ledwo muśnięta była zdenerwowaniem.
Nie chcę.
Niezbyt przekonujący ton wypełnił czaszkę anioła w czasie, w którym usta Hirokiego zaciskały się w cienką linię zastanowienia.
To nie tak miało być, racja?
Jinx obiecał, że fucha dotyczyć będzie czegoś innego. Że będzie gońcem. Może nauczy się kilku sztuczek. Ale na pewno nie takich.
Są tutaj inni.
Przycisnął nagle nadgarstek do buzi, tłumiąc kaszlnięcia, choć ramiona drgały w ich rytm.
Niech pani idzie do nich! Nie pracuję tutaj. Ja nie...
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Gość on 26/1/2017, 21:46
| Jeśli Hiroki posługuje się telepatią to jest w stanie usłyszeć Azazela. Pierwsza osoba od dawna, uh o ile to ławiejsze będzie.

O nie.
Ze wszystkich najbardziej upierdliwych, nieprzyjemnych i godnych pożałowania rzeczy jakie zdarzyło się Azazelowi spotykać na tym beznadziejnym świecie, dzieci były najgorsze. Choć musiał pochwalić instynkt samozachowawczy bachora. Najwyraźniej doskonale zdawał sobie sprawę co go mogło spotkać w każdej chwili jego nędznego żywota na Desperacji, w tej (jakże zresztą przytulnej) placówce usługowo-rozrywkowej.
Nie mniej, nie zamierzał się z nim szarpać. Nie był super nianią, perfekcyjną panią domu czy surowym rodzicem. Miał smarka wyleczyć - to jak go sobie właściciel wychowa, kompletnie nie leżało nawet w okolicy jego zainteresowań. Dlatego właśnie postanowił odpuścić, gdy tylko poczuł gwałtowny, zrozumiały zresztą opór.
Zagarnął blond włosy za ucho.
- Niech pani przestanie...
“Pani”?
Osz ty smarku…
Jeśli Sin posiadał choć w połowie wystarczającą ilość męskich komórek by uchodzić za samca alfa, to właśnie teraz, one wszystkie razem poczuły się nieziemsko urażone.
Odsunął się nieznacznie, poszukując wzrokiem prostytutki-przewodniczki. Liczył, że panna nie zrozumiała jego znaczącego gestu i wciąż jeszcze sterczała jak tyka pod ścianą.
Jakby nie patrzeć była tu jedyną osobą do której mógł… ekhm… zagadać w sprawie jeszcze-nie-nastoletniego buntu dziecka.
Azazel wyciągnął z dłoni telefon, wystukując na nim przez chwilę kolejne znaki, przy czym drugą ręką przywołał do siebie kobietę.
“Przekaż mu, żeby się przestał rzucać, bo będę musiał mu podać narkozę. Chcę go zbadać, nie przelecieć. To drugie może później, ale nie za to mi płacą. Choruje, więc jeśli go nie wyleczę - zdechnie. Więc bądź tak łaskawa, go uspokoić.”
Skierował ekran w jej stronę, pozwalając odczytać tekst. Sam jednak skierował wzrok już na pacjenta, który w każdej chwili mógł mu tu odlecieć.
Telefon powędrował do kieszeni, a Azazel ujął chłopca pod żuchwą badając palcami węzły chłonne. Nie przytrzymywał go jednak, ani nie szarpał, licząc, że prostytutka przemówi mu do rozsądku raczej prędzej niż później.
I w tej właśnie chwili dzieciak doznał napadu kaszlu… co nie przeszkodziło mu dalej mówić.
- Telepata..?- Przemknęło przez myśl aniołowi. Ujął go za ramiona, zmuszając do spojrzenia w swoje oczy.- Słyszysz mnie?
Od tej odpowiedzi mogło zależeć wszystko.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Shirōyate on 12/2/2017, 11:38
Kiedy nieznajomy wkładał swoje wysiłki w próbę sprowokowania Hirokiego i zmuszenia go do interakcji z otoczeniem, ten jak na złość robił wszystko, żeby temu zapobiec. Od uciekania spojrzeniem w bok, po zaciskanie ust i ostatniej, mało efektownej próbie wyrwania się, po której jednogłośnie ze swoim sumieniem i zdrowym rozsądkiem stwierdzili, że jeśli Jinx chciałby posłać go do piachu, to od dawna wąchałby stokrotki od ich mniej przychylnej strony.
Skąd to nieznośne zdenerwowanie?
Zerknął wreszcie kątem oka na twarz jasnowłosego, najwidoczniej przez gorączkę i rozmycie starając wyłapać szczegóły w jego rysach.
Coś tam mu migało.
Trochę kształt nosa.
Barwa tęczówki.
Linia zsuniętego na czoło kosmyka.
Poza tym niewiele, dlatego szybko zacisnął oczy i otworzył je dopiero w momencie, w którym komórka — o cholera — poszybowała przed twarz stojącej jak trzy nieszczęścia kobiety.
Nie potrafi przecież czytać. Głos Hirokiego raz jeszcze pojawił się gdzieś z tyłu głowy „rozmówcy”. Nikt tutaj tego nie potrafi.
„Próbowałem”.
Chciał to dodać. Bo niejednokrotnie próbował. Pisał listy, krótkie wiadomości, informacje, że idzie się przejść — wszystko po to, by wrócić i dostać lanie. Shirouyate nie był nawet pewien czy Sheba potrafił. Nie widział go jeszcze z książką w ręce, a patrząc na to, jak rozległy był tu analfabetyzm, raczej nie oczekiwał cudów.
Tak samo, jak nie oczekiwał cudów od nieznajomego oszołoma, na którego zareagował machinalnym uniesieniem brwi przy jednoczesnej próbie nie oplucia go przy następnych kaszlnięciach. Dociśnięta do ust ręka nie przeszkadzała jednak w komunikacji.
Czy go słyszał?
Głośno i wyraźnie.
Pochwycone ramiona mimowolnie zesztywniały, gotowe na przyjęcie ataku lub w drugą stronę: na próbę uwolnienia się z uścisku.
Jeżeli jednak nie ześwirował i to miejsce do końca go nie spaczyło, to ta nadzieja, która rozpaliła się ściskając żołądek, nie była płonna.
Nieznajomy miał coś, czego tutaj nie widziano. Na co nawet prostytutka – nadal wdzięcząca się i odwalająca pozy z każdej strony Kamasutry przed Sinem — zamrugała zaskoczona, a potem wzruszyła barkami. Miał komórkę.
Dla tego jednego urządzenia można było zacisnąć zęby.
Czy ona działa? — Szybkie pytanie zdradziło zniecierpliwienie. Mógłbym z niej zadzwonić? To naprawdę ważne.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Gość on 17/2/2017, 23:35
Och no tak…
Desperacja nie dbała o to, aby nauczyć swoje dzieci czegoś tak luksusowego jak czytanie i pisanie.
Zapominam czasem, że jesteście gatunkiem niedoskonałym.- W myślach Hirokiego mogło to zabrzmieć jak westchnienie człowieka po bardzo długim dniu pracy.- Zacznijmy od formalności. Jestem Sinister, jeden z tutejszych lekarzy Ktoś mnie wzywa, ja przychodzę, leczę kogo trzeba, dostaję zapłatę i znikam. prosty układ tak? Ale nie jestem niańką, więc jeśli będziesz się szarpał, po prostu cię tu zostawię i umrzesz.
Odsunął jego dłoń od ust, chcąc się upewnić, że nie kaszle krwią. Ślina choć wszechobecne, była jednak wystarczająco czysta, by mieć pewność, że to wczesne stadium zapalenia.
Zerknął odruchowo na komórkę.
Szczerze mówiąc był do niej przywiązany niczym do ulubionego palca u lewej ręki, ale… można było zacisnąć zęby dla dobra wyższej sprawy.
W porządku… Zawrzyjmy układ. Ja ci pozwolę zadzwonić do kogo tam twoja duszyczka pragnie, ale najpierw cię zbadam i podam leki. Komuś bardzo zależy, żebyś nie umarł.- Machnął mu przed nosem starym aparatem niczym myszką przed wyjątkowo głodnym kotem, pilnując jednak, by dzieciak mu jej nie odebrał.
Licząc, że ów nie traktuje go już jak psychopatycznego pedofila z upodobaniem do zabawy ze strzykawkami, przysunął ucho do jego pleców, podwijając wcześniej jego bluzę i przepoconą koszulkę.
Odkaszlnij.
Wdech
Wydech.

Krótkie proste polecenia, skierowane do pacjenta, były jedynymi słowami, które chłopiec mógł usłyszeć przez dłuższą chwilę.
Wychodziłeś ostatnio na zewnątrz?- Zapytał w końcu, upewniając się przy tym, że dzieciak ma gorączkę. To wystarczyło, żeby go szybko zabić, nie mówiąc już o świszczeniu w płucach.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Shirōyate on 20/2/2017, 00:47
A są inne gatunki ludzi?
Podejrzliwość gryzła go w język, przez co drążenie tematu wydawało się jeszcze bardziej konieczne. Oczywiście, wszyscy tutaj zawsze zachowywali się albo wyglądali nienaturalnie. Jared odznaczał się szczególnie agresywną naturą, większość dziwek była zdeformowana i schorowana, a Jinx od pierwszego dnia bełkotał na temat jakichś „stworów”, które ponoć są wynikiem grzechów ludzkich. Nikt mu jednak nie mówił o żadnych gatunkach, chociaż Hiroki wątpił, że słowa nieznajomego byłyby czymś więcej, niż stekiem bzdur.
Tutaj, gdziekolwiek to „tutaj” było, ludzie wariowali. Przestawali rozumieć słowa na papierze, znikła gospodarka, widocznie zaniedbano konstrukcje, nie znano podstawowych technologicznych urozmaiceń, jak roboty kuchenne albo tablety, brakowało lekarstw i opatrunków, nawet opału do kominka.
Nigdy wcześniej nie znalazł w M3 żadnej dzielnicy, która byłaby w takim stanie, w jakim znajdowała się Desperacja i dotąd nie przychodziło mu na myśl, że warunki mogą być tak żałosne.
Nawet pokój, w jakim aktualnie się znajdowali, tylko cudem figurował powyżej linii bycia ruiną. Kilka kompletnie nie pasujących do siebie mebli – dwie kanapy ustawione jedna naprzeciwko drugiej, pierwsza obita czarną skórą, druga zatęchła od wilgoci i czerwona, między nimi niski stolik do kawy, gdzieś w rogu znalazła się szafka z poupychanymi na niej – chyba niepotrzebnymi – przedmiotami, paroma książkami, malutką figurką psa z ruszającą się głową...
To wszystko utrzymane pod rosnącym kurzem, z piachem naznoszonym przez buty i okruchami po przytarganym tu chlebie.
Chłopiec rozejrzał się po pomieszczeniu, mając nieodparte wrażenie, że jest tu pierwszy raz, choć na pewno Jinx prowadził go tym pomieszczeniem do innych pokoi. Kątem oka dostrzegł niski stolik zrobiony z mahoniu z okrągłym blatem i nogami skrzyżowanymi w literę „X”. Leżała na nim zapuchnięta i wilgotna książka o szaro-zielonkawej okładce. Na nierównej powierzchni wygrawerowano niegdyś smoka, nad którego głową wybito drukowane litery układające w „Hyperion”. Palce same sięgnęły po przedmiot i przyciągnęły o wiele za ciężką książkę kładąc ją zaraz na lekko rozstawionych kolanach.
Trzymał ją cały czas przy sobie podczas zabiegu, któremu poddał się bez dalszych problemów. Perspektywa otrzymania komórki, nawet jeżeli tylko na chwilę, wyzwoliła w nim nowe pokłady mobilizacji. Żołądek ścisnął się pod naporem zniecierpliwienia, a pod zamgleniem, jakie widoczne było w jego spojrzeniu, pojawił się błysk ekscytacji.
Przygarbił się nieco w chwili, w której koszulka została podciągnięta do góry, odkrywając przy okazji czarne plecy z wystającą linią kręgów, a potem odkaszlnął, aż pomieszczenie wypełniło się zachrypniętym „EKHR”.
Zdarte gardło parzyło, więc od razu przycisnął na powrót rękę do ust, jakby bał się, że lada moment, a zwróci to, co jadł jeszcze kilka dni temu.
Shirouyate.
„Wychodziłeś ostatnio na zewnątrz?”
Nie pozwalają mi wychodzić – przyznał się z goryczą. Jinx kiedyś powiedział, że „nic go tu nie trzyma” i jeśli chce, może spieprzać. Kusząca opcja. Hiroki wziął ją sobie mocno do serca, ale wystarczyło kilkanaście minut poza burdelem, a tok myślenia przestawiał się i zmuszał go do prędkiego powrotu.
Zdawał sobie zresztą sprawę, że jeśli ma uśpić lwa, to nie może targać się na nieposłuszeństwo bardziej niż to konieczne. Jinx mówił: „nic cię tu nie trzyma”, ale tak naprawdę miał na myśli: „chcesz – idź zdychaj, zostajesz – słuchaj mnie”.
A że człowiek to zwierzę gotowe do szybkiego przystosowania się, nawet wtedy, gdy warunki okazywały się tragiczne...
Potrafisz to przeczytać? – zapytał w końcu, opierając mały palec na środku treści. Poobgryzany paznokieć wskazywał pierwsze słowo w zdaniu. Potrzebuję informacji, ale większość książek jest napisana po angielsku i mozolnie mi to idzie. Wszyscy tutaj ześwirowali, więc nie ma sensu pytać ich o zdanie. Zmarszczył odrobinę jasne brwi, gdy wzrok znów mu się zamazał. W skroniach pulsowało, jakby czaszkę wypełniał puszczony z siłą kauczuk, monotonnie uderzający o ścianki w rytm serca.
Oglądałem kiedyś film... – pociągnął rozmowę, zaciskając palce jednej z rąk na nabrzmiałej książce. O mężczyźnie, który był przekonany, że jest wykwalifikowanym doktorem, zjechał do zakładu psychiatrycznego i dzień po dniu dowiadywał się o okropnych układach, jakie mają tam miejsca. Eksperymenty na ludziach, więzienie ich w klatkach, czasami morderstwa. Koniec końców wyszło, że sam był wariatem z tak silnym przeświadczeniem o swojej nieomylności, że potrafił wykreować własny świat i umieścić go w świecie rzeczywistym. Wiesz do czego zmierzam?
W trakcie zmienił odrobinę pozycję, by nieznajomemu – teraz, po głosie, był przekonany, że wcześniej strzelił gafę – łatwiej było się dostać do pleców. Chociaż to dziwne, że lekarz nie posiadał stetoskopu...
Może źle go oceniłem? Może to kolejny aktor ze spektaklu Jinxa? Ten sam, który będzie ciągnąć bajeczki o chodzących trupach, pirokinezie, apokalipsie, Bogu? Gdyby usta Hirokiego wieki temu nie zamarły w jednym wyrazie, na pewno teraz wykrzywiłyby się w pobłażliwym uśmieszku.
Niedorzeczne. W tej całej zgrai oszołomów musiał znaleźć się choć jeden normalny – i tym kimś miał okazać się Sinister.
Myślę, że oni wierzą w to, co robią. – Odwrócił spojrzenie, wbijając je w blat niskiego stoliku do kawy. Powierzchnia była zarysowana. Może paznokciami? I kim są. Ale tak naprawdę potrzebna im pomoc. Może tak sobie radzą w tej dzielnicy, wmawiają, że to kwestia pokuty, zapłata za grzechy... Sam nie wiem. Ale nawet nie zdają sobie sprawy, jak absurdalnie brzmią ich słowa. Bądź ze mną szczery. - Mięśnie na wątłym ciele nagle napięły się do granic możliwości, jakby chłopak był gotowy na przyjęcie potężnego ciosu. Ten budynek to miejsce dla obłąkanych?
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Liselotte on 16/3/2017, 23:46
Los potrafi płatać najdziwniejsze figle. Tego dnia przeszedł sam siebie.
Wydarzenia działy się tak szybko, że mało kto byłby w stanie się w tym wszystkim odnaleźć.
Nim Azazel zdążył odpowiedzieć choćby na jedno z zadanych przez chłopca pytań, do pomieszczenia wpadła zaaferowana kobieta. Wyglądała tak, jakby przed chwilą przebiegła cały maraton, próbując się przy tym ubrać. Miała na sobie tylko o wiele za dużą, przedziurawioną tu i ówdzie koszulkę. Otwierając drzwi, niemal wbiła je w i tak już sfatygowaną ścianę, jednak nie zwróciła na ten fakt najmniejszej uwagi. Przemknęła rozbieganym wzrokiem po zgromadzonych i zatrzymała się na osobie Azazela, do którego zaraz przyskoczyła.
- Ty jesteś ten lekarz? Ze mną, natychmiast, facet mi umiera! - zawołała, wyraźnie spanikowana. Nie czekając na reakcję, złapała mężczyznę za rękaw i szarpnęła w kierunku wyjścia. Druga z prostytutek, choć nie wiedziała zbytnio, co jest na rzeczy, pomogła koleżance przepchnąć medyka do drzwi. Może liczyła na to, że odciągnięty od dzieciaka w końcu skusi się na odpowiednią transakcję, a może też chciała zobaczyć, co się stanie ze wspomnianym przez zaaferowaną dziewoję klientem. Bez względu na przyczyny skutek był taki, że młody wymordowany został w pokoju całkiem sam i nastała grobowa cisza.
W tym samym czasie o wiele starsza anielica przedzierała się przez Apogeum, próbując ustalić jakiś dalszy plan swojego działania. Dopiero co zostawiła pod kasynem nieznajomego, któremu zdiagnozowała psychozę krwiopaty. Martwiła się, czy będzie w stanie sobie poradzić ze znalezieniem leku, bo w tym już niestety nie mogła mu pomóc. Pogrążona w myślach, nie zauważyła stojącej przy drzwiach do jednego z budynków znajomej istoty. Sama za to została rozpoznana, o czym świadczył głos, który wyrwał anielicę z rozmyślania.
- Lottie! - zawołała dziewczyna, co od razu zwróciło uwagę blondynki na inne tory.
- Betty? - Nie rozpoznała drobnej osóbki od razu, jednak gdy podeszła bliżej, odpowiednia szufladka w pamięci otworzyła się i uzupełniła brakujące informacje. - Betty! W życiu bym nie przypuszczała, że cię tu spotkam. Co tutaj robisz?
- No cóż, pracuję. Tak jest bezpiecznie niż samej szukać klientów, no i przynajmniej ktoś się mną opiekuje.
- To dobrze. Doszłaś już do siebie po tamtej chorobie? Nie było problemów?
- Tak, wszystko poszło dobrze. - Dziewczyna zamyśliła się na chwilę. - A masz chwilę? Mamy jednego chorego dzieciaka, a słyszałam, że jak szybko nie wyzdrowieje, to szef dostanie dzikiej furii. O ile już nie dostał. Znaczy wiesz, ja się tam nie znam, ale może dałabyś radę mu pomóc.
- Jasne, nie ma problemu. Wiesz, gdzie go znaleźć? Trochę by mi było głupio tak wiesz... wejść i szukać. - Zmieszała się nieco. Tolerowała fakt, że jej znajoma pracowała burdelu; nie były na tyle blisko, by Lise zamierzała przekonywać ją do zmiany zawodu, a teraz przynajmniej zajmowała się tym w nieco mniej niebezpieczny sposób, niż gdy się spotkały. Nadal jednak trudno jej było wyobrazić sobie przekroczenie progu tego przybytku.
- Luz, nie puszczę cię samej, cholera wie jak byś skończyła. Zresztą, pewnie byś się zgubiła.
Obie dziewczyny weszły do środka, jedna krokiem pewnym i zdecydowanym, druga zdecydowanie kryła się w jej cieniu. Nie minęło pięć minut, gdy drzwi sali otwarły się i anielica została lekko wepchnięta do środka przez koleżankę.
- Widzisz, znalazł się. Dasz sobie radę, jakby co to powołuj się na mnie. Ja tam wracam, kto leniuchuje, nie zarabia - rzuciła dziewczyna na odchodnym, po czym zamknęła drzwi, zostawiając dwójkę "dzieciaków" samym sobie.
Liselotte musiała wyglądać na maksymalnie zmieszaną i zdezorientowaną. Nie wiedziała nawet, jak potencjalny pacjent może mieć na imię ani jaki rodzaj choroby mu dolega, a przez uprzednie szalone wydarzenia jeszcze nie do końca doszła do siebie.
- Umm, cześć. Jestem Liselotte i koleżanka poprosiła mnie, żebym, hm, cię zbadała. Bo rozumiem, że ty jesteś tym chorym, o którym słyszałam? - odezwała się niepewnie, podchodząc nieco bliżej, tak by zobaczyć twarz chłopca.

Nie wiem, co ten post, ale jest.
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Shirōyate on 26/3/2017, 00:00
Chwi-
Podniósł rękę. Aż tyle, nim drzwi z trzaskiem nie oznajmiły, że jego nowy znajomy został wywleczony za szmaty i tyle go widziano. Pech? To za mało powiedziane. W tej chwili czuł obecność fatum, które chuchało mu w rozgrzany kark lodowatym oddechem. Sądziłeś kiedykolwiek, że masz wybór? Szach-mat. Usta chłopaka drgnęły, ale nie wykrzywił ich w uśmiechu, choć tym razem był o krok od grymasu. „Szach-mat” - czemu go to nie dziwiło?
Nagle drzwi otworzyły się ponownie. W sumie wleciały do środka, z hukiem spotykając ścianę. Hiroki omal nie wrzasnął, ale martwe struny tylko zadrżały, nie wydobywając z siebie żadnego dźwięku. Szarpnął się za to, wbijając mocniej w oparcie kanapy i przez kilka chwil zastygając w pozie ludzika z „exit”.
„Umm, cześć.”
Przełknął żałośnie ślinę.
Um, hej.
Głos w głowie Lilo zaszemrał.
Czarne palce chłopaka powoli puściły zatęchły materiał kanapy i widać było, że większość mięśni na powrót się rozluźnia. Prawdę mówiąc – ledwo mógł ją dostrzec. Tylko jakieś niewyraźne zarysy, jaśniejsze kolory... Ale głos miała miły i tego uczepił się jak brzytwy, za wszelką cenę starając sobie wmówić, że w całym zajściu nie ma nic dziwnego.
Ale to już druga osoba, która przyszła z tym samym zadaniem.
Jeżeli Desperacja – ta dziwna dzielnica – go czegoś nauczyła, to tego, by nie ufać każdej napotkanej osobie.
Teoretycznie tutaj, w burdelu, miał przewagę, jeśli wierzyć Jinxowi i jego obietnicom (marna twoja nadzieja, psie), ale w pokoju był sam i głupio było myśleć, że ktokolwiek usłyszałby jego wołanie.
Znów to dziwne drgnięcie kącika ust.
„Wołanie”, co?
Hiroki wziął głębszy wdech, podnosząc się na nogi. Uda zadrżały niebezpiecznie, przyjmując na siebie cały wątpliwy ciężar, ale utrzymały go w pionie. Odwrócił się więc przodem do dziewczyny i wspierając dłonie tuż nad kolanami pochylił głowę do przodu, aż przetłuszczone włosy nie opadły mu na twarz, kryjąc jej część w cieniu. Widać było tylko poruszające się usta, choć niespecjalnie w takt wypowiadanych słów.
Shirouyate. Ten chory.
Wyprostował plecy, z błyskiem w rozgorączkowanych ślepiach szukając spojrzenia Liselotte. I nawet jeśli udało mu się wcelować wzrokiem w jej oczy, nie dostrzegł więcej, niż wcześniej. Ledwie plama na innych plamach. Przymrużył jednak mocniej ślepia, stawiając pierwszy krok ku dziewczynie, ściskając mocno dłonie w pięści, aż paznokcie nie powbijały się we wnętrze rąk.
Nie chcę być niemiły, ale jaka koleżanka?
Przeciągnął po ziemi drugą nogę, zmniejszając dystans dzielący go od Liselotte. Czoło miał zroszone potem, tak samo jak kark i pierś, do której od kilkunastu minut lepiła się koszulka. Mimo tego głowę trzymał uniesioną, jakby za wszelką cenę zamierzał pokazać, jak bardzo panuje nad sytuacją.
Kim ona właściwie jest? I jaką mam gwarancję, że nie jesteś następną...
Urwał, czując jak gardło się zaciska, jakby jego ścianki powoli, ale nieubłaganie, zaczęły wgniatać się do wewnątrz. Aż wreszcie nabrał charczącego powietrza i kaszlnął. Szybko przykrył twarz pięścią, by wyciszyć odgłosy choroby, ale nawet to nie pomogło. Zacisnął tylko mocniej powieki, nawet nie zauważając w którym momencie dygoczące nogi wreszcie się pod nim zarwały, a on huknął kolanami o deski podłogi, lądując na klęczkach niespełna dwa metry od nieznajomej.
Szach-mat.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Liselotte on 27/3/2017, 21:25
Przyjrzała się chłopcu uważnie. Wyglądał... no cóż, kiepsko. Co prawda w tej okolicy nikt specjalnie nie tryskał zdrowiem, ale większość mieszkańców Desperacji i tak trzymała się lepiej niż ten tu młodzieniec. Od niego promieniowało chorobą i niechęcią do życia, a przynajmniej tak odczuwała to Liselotte. Podejrzewała, że mogła mu dolegać jakaś poważniejsza dolegliwość; tym większe zaskoczenie, gdy postanowił podnieść się z kanapy, oczywiście wykonując przy tym koncertowe zachwianie na ledwo utrzymujących ciężar ciała nogach. W pierwszym odruchu Lotte chciała go złapać i usadzić z powrotem, ale zupełnie inna sprawa nagle przyciągnęła jej uwagę.
Chłopak prawie na pewno nie mówił. słowa bardziej... pojawiały się w umyśle odbiorcy, gdy ten nawet niekoniecznie poruszał ustami. Było to nad wyraz interesujące zjawisko nawet dla takiej staruszki, która wiele już przecież w życiu widziała. Ale może właśnie dlatego, że z niejedną nietypową mocą już się spotkała - nawet sama miała takich kilka - szybciej niż przeciętny zjadacz chleba przeszła nad nią do porządku dziennego i wróciła myślami do bardziej naglących spraw.
- Ach, hm. Wybacz mi to określenie. Nie wiedziałam jak cię nazwać, dopóki się nie przedstawiłeś.
Uśmiechnęła się delikatnie, jakby na zachętę. w końcu nie należała do tych, których trzeba by się było bać. Rzadko ktokolwiek widział w niej zagrożenie, większość nieznajomych szufladkowała ją od razu albo jako przemiłe stworzenie, albo jako potencjalna ofiarę. Chłopiec wydawał się zaś niezbyt pozytywnie nastawiony, co z pewnością nie będzie ułatwiało diagnozy i leczenia. Ale cóż, w życiu bywało i gorzej, a Lise nie miała w zwyczaju się poddawać. Nie tak szybko.
- Moja znajoma, Betty. Pracuje tutaj od niedawna, nie wiem czy ją znasz. Zresztą, mniejsza z tym. Powinieneś usiąść.
Nie podobało jej się, jak bardzo biedaczyna się forsuje. Jakby na siłę próbował udowodnić, że nic mu nie jest. A przecież, choć blondynka, nie była głupia; znała się na rzeczy i widziała doskonale, nawet z tak daleka, że jest na skraju wyczerpania jakimś paskudnym choróbskiem.
- Następną czym? - strzeliła odruchowo, nim jej rozmówca rozkaszlał się niczym rasowy gruźlik i osunął się na kolana. Od razu ruszyła z miejsca i w kilku krokach zniwelowała dzielącą ich odległość do minimum wymaganego przestrzenią osobistą. Przykucnęła przy jasnowłosym i ostrożnie wyciągnęła do niego ręce, by jeśli zechce, mógł się na niej wesprzeć.
- Chodź. Usiądź na spokojnie, dowiem się co ci jest i będę mogła pomóc. Nie bój się, nic złego ci nie zrobię.
Niemal odruchowo przybrała gładki, uspokajający ton. Mówiła tak cicho, że mogłoby to uchodzić za szept. Robiła tak już wiele razy, gdy jakiś pacjent za żadne skarby nie chciał się poddać leczeniu, gdy się buntował i wyrywał, szkodząc własnemu zdrowiu. Nie dało się nic zdziałać na pomoc, jeżeli sam chory nie był zainteresowany, albo wręcz się sprzeciwiał. Ten tutaj od pierwszej chwili wyglądał na dość nieprzekonanego, choć w sumie to nie było w stanie za bardzo zniechęcić anielicy. Zrobiła rzecz wymagającą od niej wielkiej odwagi - weszła do burdelu, przeszła pół budynku pod ostrzałem najróżniejszych spojrzeń i wcale nie miała gwarancji, że wyjdzie stąd nienaruszona. Wszystko dla tego jednego dzieciaka, którego nawet nie znała.
I, bez ironii, kochała to w byciu aniołem. Pomaganie mimo wszystko.
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


Re: Sala spotkań

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics