Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Pisanie on 29.12.19 2:59  •  Rynek - Page 2 Empty Re: Rynek
Naprawdę liczył na jakiś spokojny dzień, na coś przynajmniej neutralnego. Odkąd został generałem, miał na głowie dużo więcej papierologii, a perspektywa tego, że mógłby w tym dziele szatana popełnić jakieś błędy, jedynie bardziej go złościła i frustrowała. Plecy go bolały, ale bynajmniej nie od wysiłku fizycznego. Siedzenie nad kolejnymi świstkami było dużo gorsze niż wymykanie się z paszcz wymordowanych.
  Ale oczywiście musiało się trafić jakieś widowisko. Zatrzymał się, słuchał... A co najważniejsze, przyglądał się. Jakaś walnięta kobieta wykrzykiwała hasła, których nie mógł puścić mimo uszu. W dodatku skakała po fontannie. Skrzywił się lekko w reakcji na podniesiony głos przebijający się przez szmery i szumy dobywające się z tłumu. Cóż, całkiem niezły wybór pory do takich gierek. Ludzie z reguły byli po pracy, szkole, zajęciach na uczelni, więc pewnie aż tak się nie spieszyli. Sam zresztą należał do takich osób, no, poniekąd. Chodziło mu raczej o w miarę wygodną przesiadkę... Do której miał jeszcze trochę czasu.
  Niewygodna była natomiast ta prawdziwa część tego, co mówiła ta dziewczyna. Zgrzytnął zębami, przeszedł wśród przechodniów. Powoli się zaczynał denerwować. Nie wcinał się w jej wypowiedzi, zbierał pomysły na to, jak może je podważyć. Zmrużył oczy, po czym znowu otworzył je szerzej, normalnie, i westchnął teatralnie.
A to wszystko, co jest poza murami, jest jak anioły? – zapytał z wymuszonym zdziwieniem. – Niewinny był oszołom, który posranymi mocami rozwalił dwa lata temu galerię handlową? A może łowcy, którzy też wtedy zamordowali oficera S.SPEC, zmasakrowali jego ciało i wyrzucili do śmieci? – Kącik ust drgnął, brwi uniosły się.
  „No dalej, koleżanko. Co mi o tym powiesz?
Zza tej maski słabo cię słychać, a podejrzewam, że nie wszyscy tutaj są bierni w obliczu oszczerstw... – „Bo prawdopodobne jest, że monitoring wychwyci kogo trzeba i wszyscy zostaną uznani za zdrajców zagrażających Miastu” – Nie jest też wykluczone, że do tych ośrodków opieki wysyłane są jednostki niemożliwe do resocjalizacji. Może dlatego ich nie widujemy. Bądźmy szczerzy. Ilu z nas pracuje więcej niż powinno? Ilu cierpi na bezsenność? Depresję? Myślisz, że zwykły smutek to już powód do tego, żeby kogoś zabić? To brzmi śmiesznie. Ludzi cechuje to, że umierają ze starości. W przypadku innych, możliwe jest, że leczenie nie jest skuteczne. Samobójstwa, rak, zawały. Nie wszystko jest możliwe do przezwyciężenia. Nie każdy trafi na pomoc dość szybko. Oczywiście, na pewno władzy zależy na tym, żeby nie miał jej kto podlegać. Wcale nie to, że gdyby chcieli się nas pozbyć, to po prostu mogliby otworzyć przejścia do Miasta dla wymordowanych. Prawda? Och, to przecież wcale nie tak, że na początku roku jakiś z tych mutantów zamordował dwójkę dzieciaków. Przecież za tymi jebanymi murami są tylko zasrane aniołki, nie? – Mimo bycia w cywilu, Moroi nie umiał się powstrzymać od werbalnej walki z szerzeniem tych... Czy aby na pewno bzdur? Prychnął, pokręcił głową. Chciałby zapalić. Drżał ze złości, ale równie dobrze można było zrzucić winę na chłód. Postrzeliłby ją gdyby mógł. Gdyby nie to, że byli tu ludzie, chętnie roztrzaskałby jej kudłaty łeb o tę fontannę. Musiała akurat dobrać sobie anioły jako temat do tej przemowy? Jeszcze te malunki na murku wokół fontanny. Nie wyobrażał sobie... W każdym razie JUŻ sobie nie wyobrażał oddania Willa na stół operacyjny. Widział jak wyglądało skrzydło w bazie hycli, które przypisane było aniołom. Wzdrygnął się na samą myśl o tym wystroju.
Pójdźmy tym samym torem. Ilu z nas ma krewnych, którzy zostali zamordowani przez potwory zza murów? Bo przecież mówimy tu też o przemienionych przez wirusa X. Dlaczego powinniśmy się otwierać na coś, co może nas zabić? Nie znamy ani wymordowanych, ani aniołów. Wpuszczenie do domu nieznajomego brzmi jak zostanie bohaterem horroru, nie? Nawet wśród ludzi są potwory. Ale co z tymi, które nawet potwornie wyglądają? Co z tymi, które rozszarpują wojskowych, którzy z kolei zapewniają Miastu bezpieczeństwo? Łatwo jest zarzucać wszelkie zło władzy. Ktoś musi reprezentować naród i przyjmować na siebie ciosy. Ktoś musi się poświęcić, żebyśmy mogli rano popijać kawusię i życzyć sąsiadowi miłego dnia, nie? Ale najłatwiej jest powiedzieć, że władza jest be i nic dla nas nie robi.
  W końcu na chwilę urwał wypowiedź. Był zdenerwowany. Nienawidził, kiedy się go nie doceniało. Niezadowolenie i złość zaczęły się malować na jego twarzy, oddawał je też drżący, wypuszczany przez zęby oddech. Zaraz jednak wymusił grymas, który parodiował uśmiech. Nie potrafił uśmiechnąć się nawet w połowie szczerze. Bardziej jak drapieżnik, obojętne, czy zaszczuty, czy szykujący się do ataku. Nie przepuścił tego, że zasugerowała, że sama nie jest człowiekiem. Użyje tego w odpowiednim momencie.


Oh my, feels just like I don't try
Looks so good I might die
All i know is everybody loves me
#4C2818 - Mowa



                                         
Hachirō
Generał Hycli
Hachirō
Generał Hycli
 
 
 

GODNOŚĆ :
Moroi Hachirō


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.12.19 13:16  •  Rynek - Page 2 Empty Re: Rynek
Wystarczył teraz jeden średniej jakości snajper, który trafiłby głowę łowczyni, a nie kamienny łeb tuż obok niej. Ale czy odważyliby się strzelać, gdy na widoku miało ją tyle par oczu? Czy nie wyglądałoby to zupełnie jakby chcieli uciszyć usta kogoś, kto właśnie wyrzuca z siebie tak niewygodną prawdę? I może uważała, że jak na możliwości życiowe swojej rasy żyła raczej krótko, tak mimo wszystko była gotowa umrzeć za własne przekonania. Nim rozpoczęła kolejny temat, wreszcie odezwał się któryś z gapiów. Obrońca uciskających. Rycerz na czarnym rumaku. Takich lubiła najbardziej, zawsze zdradzali jakieś świeże informacje albo sami gubili się we własnych argumentach. Często byli nielogiczni i odzywali się tylko po to, by się odezwać, ale chyba tym razem trafiła na nieco bardziej wartościowego przeciwnika. Ich bitwa będzie legendarna! Asami aż uśmiechnęła się szeroko, czego przez miejsce na filtry maski nie dało się niestety dostrzec.
Przez megafon brzmiałabym identycznie – rzuciła jakby od niechcenia w kierunku jegomościa w kapeluszu. – Jeśli komuś seplenię, to zapraszam bliżej, zwłaszcza pana pogrążonego we śnie tak głębokim, że gotów jest bronić tych oprawców – dodała rozkładając ręce jak ten aniołek obok. Przechyliła głowę. Adrenalina póki co ocieplała ją, choć palce miała chłodne, a brak czapki też dawał się we znaki. Ciężko jednak się potem ucieka w grubej, puchowej kurtce i ocieplonych kozaczkach.
Każdą stronę czasem ponosi, szanowny obywatelu. Ale czy rozwaliłby galerię gdyby nie mógł się tu dostać? Czy dzieciaki wciąż by żyły, gdyby S.SPEC zajął się bardziej ochroną Miasta niż masakrowaniem tych, którzy nie umieją się bronić? Bo tak, poza Miastem jest niebezpiecznie, ale żyją tam też normalni ludzie. Niezarażeni, dzieci wygnanych, porzuceni przez swoje oddziały wojskowi. Nie dbają nawet o swoich – parsknęła na koniec. Przeskoczyła na piedestał kolejnej z anielskich figur, odrobinę bliżej osoby, na której się skupiła. Ktoś cofnął się w obawie, że ta niespełna rozumu kobieta zaraz zrobi coś nieoczekiwanego i tragicznego w skutkach. – Te „zasrane aniołki” potrafią takie rzeczy, że śmiertelny umysł tego nie ogarnie. Czyż jeszcze nie tak dawno temu jedno z większych jezior nie zostało zamknięte i ogrodzone? Nie zostało skażone? Gdybyście mieli parę „zasranych aniołków”, zapewniłyby wam świeżą wodę, nieograniczony dostęp do zasobów, pomoc medyczną zakrawającą o cud. Samobójcy to idioci, ale wszystko tkwi w ich głowach. Wystarczyłoby się nimi dobrze zająć.
Skrzyżowała ręce na piersi. Sama była ciekawa ile byłyby w stanie uczynić pierzaste pomioty z nieba, gdyby miały do tego odpowiednie warunki. Jak mogłaby się rozwinąć technologia, gdyby połączyć ją z artefaktami oraz magią skrzydlatych. Prowadziły szpital, w którym nie miały prawie żadnego sprzętu, a jednak umiały ratować życie niemal nie do odratowania. Sądziła, że wyciągnięcie nowotworu przez jednego z tych świętoszków to tylko kwestia czasu. Ich medycy umieli przywrócić prawie zza grobu.
Nie każę wam wpuszczać zarażonych do własnych domów. Oni świetnie radzą sobie tam, na zewnątrz. Wojsko jednak ma gdzieś do kogo strzelają. Ofiarami padają nawet ludzkie dzieci, które znalazły się w złym miejscu i czasie. Nie zadają pytań. Może to dlatego tak mało wiecie o tym, co dzieje się poza murami? – zmrużyła oczy patrząc na pana w kapeluszu. Po krótkiej chwili ogarnęła wzrokiem resztę zbiegowiska. Teraz wykazywali większe zainteresowanie w obliczu możliwości posłuchania kłótni, starcia dwóch światopoglądów. Żal byłoby odchodzić i kontynuować swoją codzienność, bo nie miałoby się pojęcia jak się to wszystko zakończyło. – Kojarzycie Kościół Nowej Wiary? Tą małą religię, z pozoru tak niewinną, która ma tu kapliczkę? To szaleni mordercy, ćpuni, a przede wszystkim, w większości właśnie wymordowani. Władze zawarły z nimi przymierze. Są w stanie współpracować z kimś takim, ale w dupie mają spojrzenie na istoty z natury dobre, których jedynym celem życia jest dbanie o ludzki rodzaj – wyrzuciła z siebie drwiąco. Szczerzyłaby się jak rekin, gdyby nie maska kryjąca częściowo jej tożsamość. Na Desperacji pogłoski o sojuszach szybko się rozchodziły – w końcu sąsiad, którego się lubiło nagle mógł okazać się śmiertelnym wrogiem przez wartości, jakie teraz przyjmował w związku z zobowiązaniem się do przestrzegania reguł danej grupy. – Tak oto was chronią, obywatele. Podając rękę tym odmieńcom, na których tak oficjalnie plują. Jakby nie było innych w okolicy. Mniej dla was niebezpiecznych. A może zniszczenie galerii, okazjonalne masakry na dzieciach, waszych przyjaciołach i rodzinach to właśnie część ich wielkiego planu? Zawsze się trochę morduje, nie? Tu jeden obywatel, tam drugi, w końcu mamy kilkanaście milionów, co nam szkodzi?! Trzymają was za twarze, wpychają pod własne buty, żebyście się bali! – znów rozchyliła ręce, gotowa przyjąć na siebie następny werbalny atak. – Pewnie. Władze chcą dla was jak najlepiej. Ale najpierw to oni muszą mieć najlepiej, a nic tak nie trzyma człowieka w ryzach jak zastraszanie. Dlaczego niby jeszcze oficjalnie nie ma leku na wirusa X? Po tysiącu lat wciąż tajemnicza choroba dziesiątkuje ziemską populację i zmusza ludzi do życia na kurczącym się skrawku zdatnego dla nich lądu. Czyżby S.SPEC jednak miał was gdzieś? Bo, jakby nie patrzeć, są stworzenia odporne i takie, od których się nie zarazicie. Ludzkość jest w stanie tworzyć klony, idealnie odwzorowane roboty, hodować organy do przeszczepów. A magicznie nadal nie umieją zapobiec jedynej rzeczy, której się boicie.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.12.19 20:28  •  Rynek - Page 2 Empty Re: Rynek
Zrobił posłusznie kilka kroków do przodu, stanął nawet na murku, ot, żeby trochę zrównać się z oponentem. Dawał się właśnie wciągnąć w coś tak głupiego, że aż nie mógł odmówić. Czuł się trochę jak aktor na scenie teatru. Niezłe jasełka sobie urządzili, wojskowy w cywilu i... Ona. Jeszcze nie wiedział, z kim w zasadzie miał do czynienia. Ale z chęcią się dowie. Byleby nie w chwili, kiedy zęby wariatki zacisną się na jego gardle.
Gdyby tacy jak on mogli się tu dostawać ot tak, z całą pewnością takich przypadków byłoby więcej. Widziałem wymordowanych. I są tacy, jak rząd utrzymuje, że są. To potwory, które potrafią wyglądać jak najniewnniejsi. Jak dzieci – to zaznaczył bardziej, po czym zawiesił głos dla dramatycznego efektu, ale też dlatego, by ich widownia mogła poświęcić chwilę na refleksję. Wiedział, że ludzi dotyka tragedia dzieci.
Gdy mury jakiś czas temu pękły, kto nas chronił? Kto stracił życie po to, żebyśmy mogli czuć się bezpiecznie? Żeby nie rozszarpał nas wielki, zmutowany jaszczur?  – mówił głośno, wyraźnie, wydawał się zresztą napuszony, złością, dumą. W końcu dokonania, o których mówił, były też jego zasługą. To też on ryzykował życiem, też on narażał się dla Miasta, dla tych ludzi, którzy wokół niego byli.
Powtórzę się: wpuszczenie kogoś, o kim mało wiemy, brzmi bardzo, bardzo źle. Moce brzmią cudnie. Czytamy o nich w komiksach. Nie? Ale w komiksach mają je też czarne charaktery. Co zrobili dla nas ci zza murów? Zniszczenie, śmierć, kradzież, zagrożenie, śmierć... – zaczął wyliczać na palcach. – Z drugiej strony jeszcze, dlaczego kraj ma utrzymywać choćby morderców? A może jeszcze ich wypuszczać co drugi weekend? Albo robić noce oczyszczenia jak w jakimś durnym filmidle? – Prychnął z rozbawieniem i pokręcił głową. Oparł zaciśnięte w pięści dłonie o swoje biodra i przeniósł ciężar ciała na lewą nogę.
Wiemy tyle, że za murami są choroby, potwory i samo zło. Z tego, co zaś mi wiadomo, sojusz zawarto z człowiekiem z kościoła. Nie z potworami. Ale znowu wiem też tyle, że nie każdy z kościoła może sobie ot tak wejść do Miasta – odpowiedział niby coś tam wyjawiając, ale dalej dość wymijająco. Mimo wszystko nie chciał sam zbyt wiele zdradzać. Może w tłumie były jakieś oszołomy, które zechcą obrzucić go pomidorami, jeśli się dowiedzą, że jest wojskowym.
Tak, a Moebius to reptilianin, natomiast Illuminati postanowiło tysiąc lat temu zmieść ludzkość z powierzchni ziemi, żeby przetrwali tylko najsilniejsi, co? Żeby przekazywane były silne geny i takie tam. Gdyby tak było, to z całą pewnością byłbym trochę wyższy  – i niby zaczął ze względną powagą, ale potem przeszedł w pobłażliwą troskę, zaś skończył z jawną kpiną, w dodatku machając prawą ręką nad swoją głową.
Kim zresztą jesteś ty, jeżeli — jak sądzę — nie jesteś stąd? Jakie masz prawo do oceniania czegoś, o czym nic nie wiesz?


Oh my, feels just like I don't try
Looks so good I might die
All i know is everybody loves me
#4C2818 - Mowa



                                         
Hachirō
Generał Hycli
Hachirō
Generał Hycli
 
 
 

GODNOŚĆ :
Moroi Hachirō


Powrót do góry Go down

Pisanie on 30.12.19 15:22  •  Rynek - Page 2 Empty Re: Rynek
Oczy zmrużyły się, pomarańczowożółte tęczówki z osobliwym symbolem ostrzeżenia przed skażeniem skierowane były w stronę odważnej duszy, która podeszła aż tak blisko. Gdyby był uzbrojony, byłaby już trupem. Nie miałaby szansy uniknąć strzału z... ile ich mogło dzielić? Metr? Równie dobrze mógłby do niej doskoczyć i rozwalić jej łeb o krawędź którejś z figur. Ale pech chciał, że ona mogła uczynić dokładnie to samo i nawet jeśli człek byłby żołnierzem, który właśnie wracał do domu po odwiedzinach w kawiarni, kinie czy też z występu baletowego, miałaby szansę mieć przewagę przez własne pochodzenie. Nie chciała jednak sprowadzać całego tego wydarzenia do rękoczynów. Przyszła tu z pokojowym manifestem, bez żądzy krwi i wybijania zębów.
Dyktator reptilianem? Hah! To by tłumaczyło te gadzie ślepia! – zakrzyknęła rozbawiona. Mimo wszystko, nie uważała jednak wzrostu za złe geny. Azjaci zawsze nie grzeszyli wysokością, więc była to raczej kwestia przystosowania się do środowiska, w którym musieli żyć. Do pozycji zbieracza ryżu, herbaty czy po prostu do lepszego wyglądania w samurajskiej zbroi.
Chronić was mogliby też Łowcy. Tego właśnie chcemy. Rząd okłamuje was, że jesteśmy terrorystami, zwala na nas winę za co tylko się da. A prawda jest taka, że nie odpowiadamy nawet za połowę zarzucanych nam czynów. Gdybym była terrorystą, obecne spotkanie byłoby bardziej bombowe – przechyliła głowę na bok. Farbowana kita oparła się częściowo na ramieniu. Zmrużone oczy rozszerzyły się do normalnej wielkości. Świdrowała wzrokiem rudzielca. Nie poddawał się. Dobrze. – Możemy też zapytać co wy zrobiliście dla tych zza murów – uniosła rękę do wyliczania tak jak on to zrobił. – Łapanki, dzikie eksperymenty kończące się na ogół śmiercią lub kalectwem, porwania i przetrzymywanie wbrew woli, zabijanie, w sumie dużo zabijania, niszczenie marnych namiastek domów... Pomogliście kiedyś tamtejszemu szpitalowi? Nawet nie wiecie pewnie, że taki mają. Wojsko wie, ale oni mają swój bezpieczny posterunek, a sprzymierzając się z fanatykami sami pewnie poszliby tam jedynie dobić chorych. Nie powinniście się więc dziwić, że przychodzą do was. Szukają jedzenia, bo tam go nie mają. Szukają wody, bo tam jej nie ma. Mogą zabić choćby dla pary butów, bo znalezienie szewca na pustyni to jak wygranie na loterii. Aniołki nie szyją najeczek ani syntetycznych futer z lisów.
Uśmiech rekina krył się pod maską. Oczy niewiele zdradzały, ale bawiła się przednio. Wystąpienia publiczne powinny się zdecydowanie zaliczać do sportów ekstremalnych i widnieć na liście zaraz obok polowań na bazyliszki.
Przestępcy sami mogliby się utrzymywać i jednocześnie być siłą roboczą. Oczywiście zależnie od przewinień, kara śmierci jest dobra jak każda inna. Ale po co samemu łatać dziury w murze czy narażać swoje życie w kopalniach, skoro pod ręką są ci, którym nie po drodze było z prawem? Jeśli się ich wypuści, to i tak wrócą mordować albo zarażą się, przeżyją i będą jeszcze większym zagrożeniem. Jeśli się ich uwięzi – będą darmozjadami – wzruszyła ramionami. Osobiście wolałaby jednak tyrać w kopalni odsiadując wyrok i mieć nadzieję oraz szansę ucieczki niż spędzić resztę życia w pomieszczeniu dwa na dwa metry albo zostać rozstrzelaną przy pierwszej okazji. Dobrze chociaż, że S.SPEC nie urządzało okazyjnych publicznych egzekucji. Jeszcze. – Człowieków w Kościele jest znaczna mniejszość. Zresztą, tamten człowiek już dawno nie żyje, a ostatnio przez ich najwyższy stołek przewinęło się ze dwóch wymordowanych. Nadal więc jest to pakt z potworami. Nadal być może raz na jakiś czas przymykają oko na jednego szajbusa, który sobie przyjdzie zadowolić swoje wyimaginowane bóstwo. I lubią porywać dzieci, swoją drogą. Lepiej trzymajcie własne z dala od kaplicy – puściła oczko do tłumu, jakby właśnie ustrzegła ich od potężnego zła i nie wymagała za to nie wiadomo jakiej wdzięczności. Informacje były najcenniejszą walutą. Zawsze i wszędzie. Pochyliła się nieznacznie w stronę rudzielca.
Och, złotko... Ja jestem stąd. Mieszkam wśród was od przeszło stulecia. Nieźle się trzymam jak na waszą prababkę, nie? Jestem Słowikiem. Dokładnie tym, którego symbol czasem widzicie przy graffiti. Tym samym, który z nudów przejmuje kanały informacyjne w samym środku wieczornego wydania wiadomości. Jakie ty masz prawo do oceniania mnie? – rozłożyła ręce, oczy rozszerzyły się nieznacznie. – Jestem rodowitym mieszkańcem M-3 tylko miałam zaszczyt urodzić się z czerwonymi oczami, więc dlatego mnie nienawidzicie. Nie mogłam chodzić do szkoły, nigdy nie zdobyłam dyplomu na waszej uczelni, pozbawiono mnie dzieciństwa i radości oddychania świeżym filtrowanym powietrzem spod kopuły. Jestem odporna na wirusa. Nie zarażam, jak każdy z mojego gatunku. A władze się nas boją, bo możemy być kluczem do leku na wirusa i stracą nad wami, potulnymi owieczkami, kontrolę – kontynuowała spokojnie. Wyprostowała się, wsunęła kciuki w kieszenie spodni, zerknęła po mieszkańcach. Wszyscy oni mogliby być odporni na przemianę w zwierzęta. Czerwinka zabijała, ale została stworzona wieki temu i zapewne na szybko, gdyby zdolni naukowcy się jej przyjrzeli, mogliby coś z nią zrobić.
Wasi żołnierze nie są tacy święci. Przechodzą na naszą stronę, ostatnio coraz liczniej. Są w stanie zaryzykować życie i przeżyć niewyobrażalny ból tylko po to, by być takim, jaką ja byłam od narodzin. I skoro oni, bardziej świadomi od was, zwykłych mieszkańców, wybierają stronę przeciwników, to możecie sobie tylko wyobrazić jak bardzo mamią was ci na górze. Są też inni, którzy opuszczają szeregi wojska. Zwykle lądują w najemniczym ugrupowaniu, które martwi się tylko o swoje poślady. Jeśli dostaną zlecenie na zabicie własnej rodziny to zrobią to bez wahania.
Poprawiła włosy jednym spokojnym ruchem. Być może oboje teraz oberwą jakimś pomidorem, skoro przyznała się wprost do tego kim jest. Ale dobrze, bardzo lubiła pomidory, a w sumie była już trochę głodna. Nazbierałaby nieco tych cudnych świeżości i potem żarła jak jabłka.
Jestem łowcą. Dla was podłą kreaturą, która chce wszystko zniszczyć. Ale ja po prostu chcę móc żyć normalnie. Myślicie, że walczę z władzami, bo taki był mój wybór i dlatego, że ich nienawidzę? Nic nie mam do Moebiusa. Nic nie mam do waszych mundurowych obrońców jako jednostek. Trochę mogę mieć do sekcji naukowej, bo to świry. Ale przez ten niekończący się konflikt każdy, kto urodzi się łowcą ma do wyboru albo walczyć z S.SPEC, albo walczyć z wszystkimi, bo nie poddając się władzy naszej rebelianckiej organizacji jesteśmy traktowani jak podłe śmiecie i zdrajcy – wyciągnęła ręce w stronę nieznajomego kapelusznika. Skrzyżowała dłonie w nadgarstkach. – Zamkniesz mnie w celi za chęć bycia wolnym, obywatelu? Co byś zrobił, gdybyś ty był na moim miejscu? Z jednej strony groźba zabicia przez własną rasę, z drugiej groźba zabicia przez ludzi, z trzeciej zęby i pazury dzikich bestii. Łowcy żyją po kilka stuleci. Wierz mi, życie poza murami do łatwych nie należy.
Cofnęła ręce. Jeszcze by serio zakuł ją w kajdanki i zawinął do radiowozu, który być może podjechał cicho i niezauważenie gdzieś za plecami widowni. Mogła przegapić, w końcu skupiała się ostatnio tylko na mieszkańcach.
Więc powtarzam. Kim więc jesteś ty, żeby oceniać mnie?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 12.01.20 7:41  •  Rynek - Page 2 Empty Re: Rynek
// Może i bym dołączył, ale tak bardzo ostatnio nie ogarniam wszystkiego, że dopiero dziś zauważyłem, że tu są jakieś posty! ^^ //

To nie był pakunek przeznaczony dla Taiyo. Już chciał go zwrócić, wyjaśniając nieporozumienie. Spojrzał jednak jeszcze raz na ten dziwny prezent, który otrzymał.
- To nie moje - zaczął, lecz urwał w połowie, gdy podniósł wzrok i zauważył, że nie ma już przed nim kota, który na niego wpadł. To było dość dziwne. Wręcz niepokojące, szczególnie dla członka oddziałów specjalnych, który przywykł doszukiwać się pułapki nawet w tak miłym i przytulnym miejscu jak własne łóżko.
Nie powinien tego otwierać, wszystko mówiło mu, że najlepiej będzie dać to SPEC do przebadania i ewentualnego wykrycia skąd ten nieszczęsny pakunek pochodzi. Był bardzo lekki, wręcz za lekki. Może właśnie to spowodowało, że Reynard postanowił go otworzyć.
Nie spodobało mu się to co ujrzał. Nie tylko odór zgnilizny, który doszedł do jego nosa, a także do nosa kilku osób wokół niego, którzy zwrócili swoje spojrzenie w stronę Taiyo, lecz także fakt, że domyślał się do kogo mogło należeć to ucho.
Zamknął pudełeczko i schował je do kieszeni.
Nie powinien go nikomu pokazywać, przynajmniej nie teraz. Był zdenerwowany. Nie obawiał się gróźb - gdyby to było groźbą, lecz nie chciał by jego podejrzenia okazały się prawdziwe, a jednocześnie musiał działać. Tragizm Reynarda polegał właśnie na tym, że nie chcąc czegoś zrobić jednocześnie musiał, gdyż zdawał sobie sprawę, że milczeniem i udawanie, że problem nie istnieje nie rozwiązało jeszcze żadnego problemu.
Napisał wiadomość i ruszył przed siebie.

ZT


#4169E1
                                         
Taiyo
Skrzydlaty
Taiyo
Skrzydlaty
 
 
 

GODNOŚĆ :
Taiyo Reynard Lamarque


Powrót do góry Go down

Pisanie on 06.02.20 4:05  •  Rynek - Page 2 Empty Re: Rynek
–  A co wytłumaczy twoją zuchwałość? Podobno zwierzęta ze wścieklizną często nie rozumieją zagrożeń i wręcz się do nich pchają. Przyszłaś nas zarazić jakąś wymordowaną zarazą? – szydził, nieświadomie wskazując na swój własny lęk przed zarażeniem się czymś. Parsknął cicho, pokręcił głową. Łowcy. Oczywiście, któż by inny...
–  Urządziliście sobie oddział samobójców? Chcecie nas chronić mordowaniem wojskowych nawet i tu, w mieście? Blanche Borden by się uśmiała. Standardowy patrol, nie wadziła nikomu, dbała o bezpieczeństwo mieszkańców... – zrobił pauzę, znowu dla dramatycznego efektu. Ze sztuczną bezradnością powiódł wzrokiem po przechodniach.
Została znaleziona w śmietniku, z roztrzaskaną na miazgę czaszką, zmiażdżoną tchawicą, dziurą w szyi i wyszarpanym w ciele szczurorybem. Zdawało mi się, że posługujecie się jastrzębiem... Jednakże! Jakim bydlęciem trzeba być, żeby zrobić coś takiego człowiekowi? A w dodatku skazać na trwałą traumę kogoś, kto znalazł ciało? – Do tej pory nie było pewności, czy za tą zbrodnią stali Łowcy, jednak rząd Miasta namiętnie praktykował zganianie wszystkiego właśnie na nich. Moroi miał zamiar jedynie się pod to podpiąć, jako ten niewinny mieszczuch, który bał się o to, czy w ogóle obudzi się jutro, widząc tę samą symulację słońca, co zawsze.
Dlaczego mamy utrzymywać osoby, które nam zagrażały? Może jeszcze mamy prowadzić klinikę szczepień dla wymordowanych albo lecznicę dla wszelkiego plugastwa? Chyba mamy odmienne zdanie na temat tego, czego ludzkość potrzebuje. Bo ja myślę, że nie wytępienia, a tylko do tego mogłaby dążyć koegzystencja z wymordowanymi. Poprawka. Władze się was boją, bo chcecie zniszczyć wszystko to, na co pracujemy. Ile pasożytów zza murów powinienem przygarnąć pod swój dach i jak szybko dać im się rozszarpać na strzępy? Już wystarczy nam ten pożal się Boże sojusz. To nie jest moja wiara. Uważam za chore wyznawanie czegoś, co wymaga poświęcenia kogokolwiek – przyznał, robiąc przy tym tak pogardliwą minę, że wydawało się, iż jedynie granice dobrego smaku go dzielą od splunięcia, czy to do fontanny, czy na chodnik.
Zdrajca na zawsze zostanie zdrajcą. I jeżeli zdradził swoich najbliższych raz, to zrobi to znowu. Uzyska od was to, czego chce i pójdzie dalej, odporny na wirusa, długowieczny... Czego chcieć więcej? – pytanie zadał niemal szeptem. Przed odpowiedzią na jej pytanie o to, kim jest, na moment się zawahał. Zmrużone oczy mówiły „wiem, co próbujesz zrobić”.
  „Spisek. Spisek. Alarm. Pułapka. Zna cię, Hachi. Zna twoje nazwisko, to pewne. Chce cię wyciągnąć. Chce cię zabić. Zarazić. Zniszczyć”, myślał paranoicznie wręcz. „Zaryzykujesz?
–  Jestem człowiekiem. Mam dwadzieścia siedem lat. Urodziłem się tutaj i kocham to miejsce. Jedyne, czego chcę, to spokoju i dobrego życia. Istoty zza murów nie muszą wcale lgnąć do Miasta jak do ognia. Może nie wiesz, ale ostatnim razem, kiedy mury runęły, do boju ruszali nawet rekruci. Młodzi ludzie, którzy gotowi byli poświęcić swoje życie, żebym dziś tu, teraz, mógł z tobą dyskutować. Tamtej nocy ponieśliśmy ofiary, ponieważ wymordowani zdecydowali się natrzeć na Miasto. Właśnie tak powinno być? Powinni rozszarpywać nam gardła, żeby zająć nasze domy? Mówisz, że macie tam za murami szpital. Może pomyślcie o zbudowaniu własnego miasta, własnego bezpiecznego azylu, co?
  Tak trochę... Chciałby jej pomóc. To zresztą nie pierwszy łowczy przypadek, który... Przy którym nie powinien być taki miękki. Absolutnie. Zagryzł policzki od środka. Był zły na siebie. I na nią. Musiał jej nienawidzić, a jednak strasznie nie podobało mu się, że ktoś śmiał go stawiać po tej złej stronie.
Słuchaj... Weź idź stąd – mimo treści, bardziej brzmiał jakby po prostu o to prosił. – Idź dopóki cię nie złapali.

Edit: zt bo night poszła spać.


Oh my, feels just like I don't try
Looks so good I might die
All i know is everybody loves me
#4C2818 - Mowa



                                         
Hachirō
Generał Hycli
Hachirō
Generał Hycli
 
 
 

GODNOŚĆ :
Moroi Hachirō


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  Rynek - Page 2 Empty Re: Rynek
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

 
Nie możesz odpowiadać w tematach