Strona 16 z 17 Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17  Next

Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Shion on 6/1/2018, 18:11
    
Nigdy jakoś specjalnie nie cierpiał na lęk wysokości, ale teraz rozlała się w nim obawa, że niestabilna drabinka, po której się wspinali lada moment może odczepić się od ściany, a oni runą w dół niczym szmaciane lalki. Nie spoglądał w dół, gnany niebezpieczeństwem przed siebie. Wzrok miał przez moment wbity w kaszlącego Gavrana. Przez moment zastanawiał się, czy chłopak w ogóle to przeżyje. Nie wyglądał dobrze. Wyglądał raczej na kogoś, kto już jedną nogą jest po drugiej stronie, a w tym momencie przeżywa swoje ostatnie chwile.
Po chwili spojrzenie przesunęło się na Wilczura, a raczej jego dolne części ciała. Chcąc czy nie, zahaczył o nie wzrokiem, przez moment czując się jak jakiś zboczeniec.
Skarcił się w duchu za takie myśli. Nie było na to teraz czasu. Zresztą, poczuł się, jakby naprawdę robił coś złego. Starał się stawiać kroki ostrożnie, by nie poślizgnąć się i nie spaść. Niestety, był w takiej sytuacji, że nikt nie pomógłby mu. Nikt nie pochwyciłby lecącego w dół. Czekało go skręcenie karku, które w najlepszej okazji zakończyłoby się śmiercią. Gorzej, jeżeli któryś z CATS ich dogonią i złapią za nogę Shiona, ściągając go ze sobą. Co wtedy? CO WTEDY?
Odważył się wreszcie spojrzeć w dół, ale nie dojrzał niczego niepokojącego oprócz ziejącego mroku.
Na wszelki wypadek był przygotowany. Jeżeli tylko dostrzeże jakiekolwiek zagrożenie z dołu, trzymając się mocno jedną ręką szczebla, drugą zamierzał posłać ciężką wiązkę wiatru w dół Na tyle, by przeciwników zmiotło.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar
Shion

Kundel     Poziom E






GODNOŚĆ :
Shion.

Liczba postów :
1224


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Jericho on 9/1/2018, 00:18
    
Jericho wyglądał co chwilę za okno poszukując zbliżających się zagrożeń, które, wykryte zawczasu, mogły zostać unieszkodliwione z ukrycia. Szybko i bezboleśnie. Dookoła panowała jednak cisza. Gdzie się podziała tajemnicza wymordowana, która zarobiła od niego kulkę, a która nic jej nie zrobiła. Gdzie była reszta CATSów? I przede wszystkim: gdzie była jego drużyna? To nie mogło aż tyle przecież trwać. Coś się musiało tam stać. Może wszyscy zostali zabici albo, co gorsza, schwytani? Czy Gavran, po którego tutaj przyszli, jeszcze żył?
W głowie Hana kłębiło się tyle pytań i, co gorsza, na żadne z nich nie mógł poznać odpowiedzi. Tym bardziej nie wiedział więc co powinien zrobić. Hemofilia, z tego co podszedł do niej i obejrzał jej rany, przestawała krwawić, ale wciąż była nieprzytomna, a jej oddech był ledwo widoczny. Wyglądała jakby była pogrążona w głębokim śnie. Czy będzie dane jej się z niego wybudzić?
Co powinien zrobić Mokugawa? Spróbować uratować Hemofilię zostawiając tym samym towarzyszy na pastwę losu, czy poczekać jeszcze na nich?
Skwar był nie do zniesienia. Mężczyzna poczuł pragnienie, ale nie miał czego się napić. Całą wodę jaką mieli wylał na rany wymordowanej, by chociaż trochę je oczyścić. Postanowił więc rozejrzeć się dookoła. Było tutaj mnóstwo szkła, o które łatwo się było skaleczyć, jak również i cała masa innych gratów. Coś jednak przykuło jego uwagę. Była to stara, drewniana skrzynia, która wyglądała, jakby stała tutaj od wieków. Podszedł do kufra i obejrzał go. Metalowe wzmocnienia były tak przeżarte przez rdzę, że, prawdopodobnie, wystarczyłoby mocniejsze uderzenie kamieniem, by je rozwalić. To by jednak spowodowało hałas. Spróbował więc unieść wieko licząc, że skrzynia będzie po prostu otwarta. Jeśli to się udało, to usłyszał przeraźliwe skrzypienie dawno nie oliwionych i zardzewiałych zawiasów.
Jeśli zaś skrzynia była zamknięta, to postanowił podjąć ryzyko i spróbować rozwalić zamek. Wziął swój pistolet do ręki i uderzył w kłódkę od góry. Liczył na to, że to wystarczyło, by roztrzaskać zamknięcie. Czy tak się jednak stało?
avatar
Jericho

Kundel     Desperat






GODNOŚĆ :
Han Mokugawa

Liczba postów :
108


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Tyrell on 10/1/2018, 00:46
    
Z dołu ktoś wołał:
  — WYCOFAĆ SIĘ.
  Głosy mieszały się ze sobą zagłuszone kolejnymi dźwiękami padającego gruzu:
  — SZYB, KURWA, SZYB.
  Wszystko to wydawało się ginąć w obudowanej pustej przestrzeni, w której się znajdowali. Im wyżej się pieli tym srebrny punkt wiszący nad ich głowami wydawał się powiększać; z każdym kolejnym ruchem wydawało się, że to symbol wolności - tego co trwało przed nim otworem — wisiał jak świeżo wymalowany obraz, wystarczyło się tylko w niego wpatrywać.
  Stopień pod nogą Skoczka ugiął. Metalowy pręt zatrzeszczał i wypadł spod jego buta; posypał się piach. Metal uderzył w pierwszą napotkaną przeszkodę — głowę Growa — a chwilę potem zatracił się w czarną, pokonaną przez nich ciemność.
  Wilczur coraz dotkliwiej mógł od odczuć swoje rany. Ugryzienie po wściekłym psie piekło go przy każdym ruchu, a mięśnie barku wciąż musiały pracować, aby podciągać ciało wyżej i wyżej. Dodatkowo balast w postaci nieprzytomnego kundla nie pomagał. Ani trochę.
  Gavran nie odezwał się już słowem. Uderzenie oszołomiło go, a płytkie rozcięcie jakie powstało po boku jego głowy, oblało delikatnym szkarłatem jego ucho. Jeśli wcześniej wyglądał jak popruta marionetka, trudno było określić kim stał się aktualnie.
  Najgorszą z pozycji obejmował Shion. Kiedy pozostali wspinali się ku nieznanemu, on czuł na plecach tylko powiew bezlitosnego chłodu. Wyimaginowane macki, wydawały się szczypać go po skórze i zaciągać z powrotem w kocią kryjówkę, jakby chcieli ugościć go jak swego
  … jak ZDRAJCE.
  Chrisowi udało się wdrapać na najwyższy stopień jaki istniał w tym szczupłym szybie, a jasność bijąca z pomiędzy potrzaskanych kafelek stała się już oczywista. Twarz miał prawie przy nierównym wgłębieniu prowadzącym na zewnątrz. Z tego punktu obserwacyjnego mógł dojrzeć powoli ciemniejące już niebo i piaskowe ruiny. Przez nierówną szczelinę mógłby przecisnąć tylko szczupłą rękę. Zapach powietrza nigdy nie był tak kojący jak w tamtej chwili.
  Było zbyt ciasno. Nie przecisną się. Nie z Gavranem. Nie w ogóle. Chris musiał pozbyć się resztek cegieł i powiększyć otwór, aby mogli wydostać się na zewnątrz. Jednak nie wyglądały one nad wyraz  stabilnie. Dało się je wybić ręką. O ile włożyłoby się w to wystarczająco dużo siły.
  — TAM! HEJ! WIDZĘ RUDEGO!
  Japoński baryton zabrzmiał jak klątwa wypowiadana w kościele przy absolutnej ciszy.
  Szybkie przeładowanie broni.
  I choć cała grupa znajdowała się już na wysokości jakiś trzydziestu metrów, Shion zdał sobie sprawę, że trzymając przez nieprzyjaciela broń jest wymierzona prosto w jego ciało, bowiem ono znajdowało się na pierwszej linii frontu.
  — STZRELAJ!
  I właśnie w tym momencie huknęły strzały, wymierzone prosto w chuderlawy korpus, osłaniający tyły. Trudno było sprecyzować ile ich padło, ale cała brudna podłoga posypała się od łusek.

  Cała sceneria przypominała istne postapokaliptyczne piekło. Nigdzie nie było widać żywej duszy. Żadnych głosów. Tylko droga usiana z trupów. Gadzina siląca się marnymi ostatkami.
  Hemofilia nadal nie reagowała. Jak została pozostawiona przez snajpera, tak zasilała swoje miejsce, niczym woskowa księżniczka.
  Skrzynia którą zauważył Jericho zabezpieczona była kłódką — tak starą, że wydawać się mogło, że sam dotyk rozkruszy ją jak suche ciasto. Była jednak stabilna, jak cała skrytka, która najwidoczniej miała pełnić taką funkcję. Uderzenie nie poskutkowało od razu. Za pierwszym, snajper mógł usłyszeć głuchy trzask, ale to za drugim, zabezpieczenie ułamało się zostając w jego twardych dłoniach.
  Wieko zaskrzypiało ukazując swoje wnętrze. W środku znajdowała się maska gazowa, parę konserw, które obite były datą 3012, latarka i lina. W prawie niewidocznym pakunku przetrzymywany był granat ręczny – wyglądał na bardzo stary, ale nietknięty. Nadal wyglądał na funkcjonalny.
  Jericho mógł usłyszeć pierwszy trzask. Dźwięk dochodził z okolicy, w której wcześniej dojrzał zapadającą się ruinę, ale nie był specjalnie określony.
  Coś się tam po prostu poruszyło.


► Czekam na wasze odpisy do: 14 stycznia.
Hemofilia: poranione, krwawiąca dłonie i przedramiona. Głębokie poparzenie ciągnące się od karku do kości krzyżowej. Podrapana twarz i poobijane kolana. Dodatkowo: rozwalona dolna warga, siniak na lewym policzku i obity brzuch. Ślad po silnym uścisku na szyi. Opatrzona. Nieprzytomna.
Ailen: uszczerbiony lewy płatek ucha; krwawi.
Jericho: lekkie zadrapanie na szyi, rana na łydce po pazurach, zranienie na prawym policzku.
Arcanine: płytkie draśnięcie na prawym barku, ugryzienie na lewym ramieniu, guz na części ciemieniowej.
Shion: rana po wewnętrznej stronie dłoni i poziome rozcięcie na nosie.
Skoczek: poprzeczne oparzenie na szyi, draśnięcie na kostce, rozcięta skorą na części czołowej czaszki.
Arcanine, Skoczek, Shion: jesteście przemoczeni, odczuwanie wyraźny chłód. Towarzyszy wam zapach ustrojstw, który przyległ do waszych ubrań.
Gavran: Złamany nos, dziura w tchawicy. Obite płuca. Rana na dolnej powiece. Podrażnione oko. Zaszyte powieki. Bezdech i płytka rana tuż nad uchem. Nieprzytomny
avatar
Tyrell

Hydra     Anioł Stróż






GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.

Liczba postów :
1287


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Jericho on 10/1/2018, 10:53
    
Jericho udało się ułamać kłódkę i otworzyć wieko starej skrzyni. Skrzypienie zawiasów było przeraźliwe, ale zawartość kufra już satysfakcjonująca. Mężczyzna znalazł w środku kilka konserw, maskę gazową, latarkę oraz stary granat. W przypadku konserw zerknął tylko na datę ważności i stwierdzając, że mogą się przydać, wyjął je ze środka. W końcu co jak co, ale  jedzenie zawsze było potrzebne. Ciekawiło go, kto zostawił tutaj te wszystkie rzeczy? Najpewniej zrobili to członkowie gangu CATS, ale tego nie mógł być pewien, chociaż mógł to stwierdzić z dosyć sporą dozą prawdopodobieństwa. W końcu to było ich terytorium. Czyżby to była skrzynia, która miała  pomóc przetrwać w awaryjnej sytuacji? A sytuacja, w której obecnie był wraz z Hemofilią i resztą załogi, która nie wiadomo czy żyła, zdecydowanie można było ją określić jako awaryjną. Wyjął wszystko co było mu potrzebne, czyli konserwy, linę, latarkę (w chwili wolnej sprawdził, czy działała, ale nie oczekiwał cudów) oraz, najważniejsze, granat. Obejrzał go dokładnie i doszedł do wniosku, iż mimo, że był  archaiczny, to był również nienaruszony. Możliwe nawet, że sprawny.
Wtem usłyszał jakiś trzask.  Podniósł głowę i zaczął nasłuchiwać tak jak to surykatki robiły w chwilach zagrożenia. Podniósł  się na równe nogi i podszedł ostrożnie do okna. Okolica wydawała się być pusta, ale czy taka była faktycznie? Wolał to sprawdzić. Zostawił swój karabin  oraz katanę przy Hemofilii, gdyż do skrzyni te przedmioty by się prawdopodobnie nie zmieściły. Poprawił natomiast kaburę z pistoletem, zerknął czy magazynek miał pełny, a gdy stwierdził, iż tak w istocie było, to skierował się do wyjścia. W miejscu, gdzie jeszcze nie dawno była framuga drzwi zatrzymał się jednak  i zerknął na pozostawione przedmioty. Wrócił się po linę,  latarkę (pod warunkiem, że działała) oraz granat, po czym wyjął pistolet z kabury, odbezpieczył go, a następnie zerknął na ranną Wymordowaną mając nadzieję, że przez kilka minut nikt jej nie znajdzie. A może to był zabieg mający wywabić go z kryjówki? Nie zastanawiał się nad tym zbyt długo. Nie przekona się dopóki nie sprawdzi. Wyszedł z budynku. Przylegając do ściany, poruszając się przy niej bardzo ostrożnie zaczął lustrować okolicę swoimi bystrymi oczami. Skąd mógł pochodzić trzask? Wszędzie było pusto. Czyżby...?
Mężczyzna skojarzył dwa fakty. To, że jak wychodził z Hemofilią z lasu to zapadł się kamień,  który poleciał w dół, jak do jakiegoś tunelu oraz drugi fakt, iż było tam sporo luźnych fragmentów,  które prawdopodobnie mógł przesunąć. Postanowił sprawdzić to miejsce najpierw.  Nie chciał, by wrogowie wypełzli stamtąd niczym karaluchy. Zwłaszcza, że jeśli to był gang CATS to  będzie miał okazję ich powstrzymać przez jakiś czas i jednocześnie sprawdzić, czy granat faktycznie działał. Ostrożnie, krok po kroku zaczął zmierzać w tamtą stronę, a gdy dotarł na miejsce (jeśli, oczywiście, po drodze nie miał żadnej przygody), to podszedł do niewielkiej dziury. Dostrzegł jakąś twarz, która tam mignęła, więc Han mając pistolet w gotowości, podszedł do dziury. Nagle usłyszał ogłuszający dźwięk wystrzałów. Widocznie tunel zadziałał  na dźwięk jak wzmacniacz, gdyż odbijające się od ścianek  echo musiało wzmocnić dźwięk. Padł na ziemię i zakrył  głowę dłońmi, a gdy dźwięk ustał to zbliżył się do dziury, tak  by do niej zajrzeć. Rozpoznał osobę, która tam była. To był Chris.
- Chłopaki? - zapytał z niedowierzaniem, ale i radością w głosie. Wystrzały jednak świadczyły  o tym, iż byli w tarapatach.
- Pomogę wam się wydostać! Znalazłem granat. Trzymaj! - powiedział, po czym podał mu go przez tą niewielką dziurę. Następnie ochoczo i w pośpiechu zaczął rozbierać kafelki coraz bardziej powiększając dziurę. Chciał,  by ta misja się wreszcie skończyła i by wszyscy wrócili bezpiecznie do  domu.
avatar
Jericho

Kundel     Desperat






GODNOŚĆ :
Han Mokugawa

Liczba postów :
108


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Skoczek on 10/1/2018, 20:32
    
.........Pudel wziął spazmatyczny wdech, gdy stracił jeden z punktów podparcia i odruchowo zacisnął mocniej dłonie na drobince, aż zbielały mu palce. Cholera. Zasada numer jeden - nie spadać, bo wtedy już po nich. Dodatkowo wbrew wszelkim pozorom i niezależnie od tego, jak dużą antypatię Christopher odczuwał w stosunku do Wilczura, blondyn wcale nie ucieszył się z faktu, że najprawdopodobniej to właśnie hersztowi gangu oberwało się pozostałościami drabinki. Zacisnął jednak zęby, nie pozwalając bezsensownym przeprosinom wydostać się na zewnątrz, zamiast tego zaczął się wspinać coraz wyżej. Gdy dostrzegł dziurę prowadzącą na zewnątrz w jego oczach rozbłysła nadzieja, jednak widząc, jak wąski ma kształt, warknął, tłumiąc cisnące się na usta przekleństwo. Niebieskie ślepia zwęziły się, gdy palcami badał połączenia między cegłami. Gdzie są wiązania, które miejsce wydaje się najsłabsze. Był inżynierem, do cholery, rozwalanie konstrukcji również wchodziło w zakres jego obowiązków.
Ale raczej nie podłogi.
- Trzymajcie się i uważajcie na głowy, muszę się przebić- syknął, uderzając jedną pięścią w najbardziej telepiące się kafelki; posypał się kurz, Pudel zakaszlał, ale kontynuował.
Nie. Zostanie. Tutaj. Ani. Chwili. Dłużej. Nie w tym grobowcu. Nie, mając problem z wąskimi pomieszczeniami (o ironio, u nich bywało jeszcze gorzej, ale Kryjówka była d o m e m, a nie cholerną trumną) i dużymi wysokościami. Właściwie ze wszystkim. To była trzecia bojowa misja Chrisa w ostatnim czasie i wszystkie niezaleczone obrażenia odezwały się w nim właśnie teraz. Jeszcze trochę i pod względem ran będzie mógł rywalizować z Wilczurem, a to ostatnie, na co miał ochotę, bo przywódca zawsze wyglądał, jakby ktoś przejechał po nim kosiarką.
Słysząc wystrzały spiął wszystkie mięśnie, skulił głowę, chowając ją między ramiona i rąbnął z całej siły barkiem w okolicach dziury, najprawdopodobniej porządnie naruszając i tak słabą konstrukcję. Zapomniał jednak o złączeniu szyi, w które nie tak dawno wgryzła się Hemofilia, a wstępnie mięsień był zasklepiony tylko i wyłącznie dzięki Ourellowi. Miejsce eksplodowało bólem, paraliżując prawie całą kończynę.
- Ja pierdolę - to był pierwszy raz, kiedy Pudel przeklął przy kimś z DOGS.
W tym samym momencie dostrzegł twarz Jericho. Widok był tak zaskakujący, że mało co nie stracił równowagi, tym bardziej, że przez wystrzały dzwoniło mu w uszach, co fatalnie wpływało na jego koordynację ruchową. Niemniej widok niebezpiecznego przedmiotu w rękach snajpera skutecznie go ocuciło.
- To nie jest dobry pomysł - powiedział zadziwiająco spokojnie (najwyraźniej efekt szoku), rozwalając kolejny kawałek podłogi. - Jeśli teraz przypadkiem to upuszczę w dół, co jest wysoce prawdopodobne, to na dziewięćdziesiąt procent cały szyb się zawali i Shion, Grow, Gavran i ja zostaniemy pogrzebani żywcem. Najpierw się wydostajemy, potem rzucamy.
Chciał się stąd wydostać żywy, na nic mu, jeśli tylko jego dusza się stąd oddali, zakładając, że w ogóle ją miał jako wymordowany. Chcąc nie chcąc musiał zignorować wystrzały na dole, ponieważ chwilowo i tak nie mógł nic z tym fantem zrobić, a jedynie jeszcze bardziej przyspieszyć tempo swojej pracy. Był obolały, zaczęło kręcić mu się w głowie, ale na pewno był daleki od poddania się. Ktoś musi potem napisać raport i pomóc dotargać się ewentualnym rannym do kryjówk, o ile coś gorszego mu się w najbliższej przyszłości nie staniei. Jeśli udało mu się przekopać, to zapewne z pomocą Jericho wgramolił się na górę, by następnie sięgnąć po Gavrana, ale dużo rzeczy po drodze mogło pójść nie tak. Postrzał, upadek, czy multum innym czarnych scenariuszy, jak na przykład przypadkowo upuszczony granat.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka




Nie drażnij Psów, bo cię pogryzą
Wyrwą SERCE, kły obliżą
Twój oddech to ich porażka
Padnij na kolana to może czeka cię ŁASKA
Ha, ha, ha!

avatar
Skoczek

Pudel     Opętany






GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black

Liczba postów :
1313


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Arcanine on 13/1/2018, 00:46
    
W filmach uderzenie ciężkim przedmiotem wybijało z głowy głupie pomysły. Czasami działało też jak wena, która dopada w najmniej odpowiednim momencie i pozwala wykaraskać się z jakiejś niegodnej sytuacji. Grow nie wątpił, że oświecenie bardzo by się tu przydało, ale prócz nowej dawki bólu, pręt nie przyniósł ze sobą żadnych rewelacji.
Z gardła wymordowanego wyrwał się przeciągły, świszczący syk. Wciągnął powietrze przez zaciśnięte zęby i przycisnął twarz do boku  Gavrana. Karma. To musiała być kurwa karma za huknięcie łbem tego nieprzytomnego kretyna o ścianę szybu. Nie było na to innego wytłumaczenia i byłby w stanie się z tym pogodzić, gdyby nie nagłe...
„STRZELAJ!”
Na które mięśnie zadrżały. Włókna tkanek spięły się chcąc wykorzystać więcej energii, ale zmęczenie było zbyt odczuwalne. Organizm sam  z siebie odmawiał posłuszeństwa, a Gavran nie stawał się lżejszy z każdym kolejnym stopniem. Chwytane pręty zostawiały na wnętrzu dłoni Wilczura rdzawe odbarwienia – na znak, że im więcej ich minął, tym bardziej niszczała jego siła.
Połowa ciała, która narażona była najbardziej na wagę eskortowanego Kundla zaczynała przecież drętwieć. Ile minie nim straci czucie w ręce przytrzymującej Gavrana? Zadarł brodę, by przyjrzeć się jaśniejącemu punktowi nad ich głowami. Zapach mokrej ziemi mieszał się z wonią kamieni, suchego piachu i powietrza. Tam było wyjście?
Zatrzymał się, kuląc ramiona. Ostrzał ogłuszał, wywołując spazmatyczne drgnięcia, na które palce gniotące pręt zacisnęły się jeszcze mocniej. Knykcie pobielały, barwą nie odstępowały koloru twarzy, która konkurować mogła już tylko z papierem.
Wilczur przycisnął czoło do jeszcze ciepłego uchwytu drabiny, Pudel wdrapał się już wyżej i uderzał w niestabilny sufit, w dół sypały się kawałki stropu.
„Chłopaki?”
Przymknął powieki. Mokugawa. Nie sądził, by kiedykolwiek głos Jericho tak perfekcyjnie wstrzelił się w sytuację. Sam fakt, że członek DOGS krążył gdzieś blisko musiał oznaczać coś dobrego. Teraz wystarczyło dopiąć sprawy na ostatni guzik. Ostrzeliwaniem musiał zająć się Shion – jakby na to nie patrzeć był jedynym, który mógł cokolwiek tu zdziałać, szczególnie, że posiadał możliwość zatrzymania wszystkiego za pomocą bariery. Torowanie drogi zależało od Chrisa i Hana. A do jego obowiązków należało przytrzymanie Gavrana i – w razie sukcesu – podanie go wyżej, ku sięgającym rękom.

Użycie mocy
 — Pirokineza: 3/3. Odpoczynek: 4/4.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar
Arcanine

Wilczur     Poziom E






Liczba postów :
25272


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Shion on 13/1/2018, 23:27
    
Każdy kij ma dwa końce, tak samo jak każda moc czy też umiejętność miała swoje plusy i minusy. Niezwykle wrażliwy słuch przy takim natężeniu przeróżnych dźwięków nieco dezorientował rudowłosego, ale jednocześnie pozwolił mu wyłapać zbliżające się niebezpieczeństwo na tyle wcześnie, że pomimo paniki, klaustrofobicznych warunków oraz pyłu wypełniającego nozdrza oraz gardło, podciągnął się na zimnych prętach i wyciągnął rękę przed siebie.
Ochronię g o. Ochronię. Jestem w końcu Psem
Nie myśląc, że zapewne później dostanie bęcki od Growa za zmacanie jego tyłka, wsunął palce do jednej z kieszeni. Pamiętał, że jasnowłosy właśnie tam trzymał ukryte kulki. Artefakt, umożliwiający stworzyć barierę ochronną.
Wyszarpnął jedną, od razu ją aktywując, mając nadzieję, że zdąży na czas. A jak nie… cóż. Był gotów przyjąć kulę na siebie. Albo kulki. Już wcześniej postanowił, że uczyni wszystko co w jego mocy, by zmazać z gęby plakietkę „zdrajca”. Że ochroni Growa, choćby miał oddać swoje marne, nic nie warte życie. Bo Wilczur był przywódcą DOGS, i bez niego Psy sobie nie poradzą.
Zacisnął mocniej zęby, spoglądając do góry, gdzie najwidoczniej pojawiły się problemy z wydostaniem na zewnątrz.
Nie mamy czasu.
Jeżeli udało się aktywować barierę, to ta z pewnością długo nie wytrzyma. Musiał wymyślić coś, co zatrzyma Koty nieco dłużej. Coś na szybko.
A wtedy go oświeciło, co nie było aż tak częste, biorąc pod uwagę jego ograniczone myślenie. Zamachnął się ręką, posyłając dodatkowo silny strumień wiatru w dół. To powinno nie tylko odwrócić ewentualne kule, ale zdmuchnąć z drabiny przeciwników. Albo miotnąć nimi dalej. A przede wszystkim kupić im trochę czasu, którego aż tak potrzebowali.

Kontrola wiatru 1/3




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar
Shion

Kundel     Poziom E






GODNOŚĆ :
Shion.

Liczba postów :
1224


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Tyrell on 18/1/2018, 23:13
    
Wszystko posypało się jak domek z kart. I nie chodziło tu wyłącznie o wdrapujących się na szczeble CATS, którzy runęli jak domino za sprawką potężnego wiatru — tak silnego, że bronie wyleciały im z rąk. Teraz sami musieli zacząć martwić się o własne bezpieczeństwo. Jeden z zakapturzonych postaci zarył porządnie głową w wystający kamień i z stracił przytomność. Inni poprzewracali się, drudzy łapali ścian, aby nie wylecieć w stronę cel.
  Bez przerwy lawina piachu zasypywała ich widoczność i kiedy strzały mijały ich ciała o kilkadziesiąt minimetrów, mogli sądzić, że to całe piekło już nigdy się nie skończy. Wszystko się waliło. Gruchot przesuwanych o siebie kamieni umiejętnie zacierał ich możliwości, wszystko lada chwila miało upaść w dół — w głęboki pozbawiony perspektyw. W strefę zero; czarną, wieczną.
  Chris z pomocą Jericho przedostał się na zewnątrz. Na palcach i knykciach miał wyraźne, płytkie rozcięcia, których nawet nie zdążył odczuć. Mógł je zauważyć dopiero kiedy spojrzał na swoje ubrudzone piachem i ziemią dłonie.  Adrenalina zrobiła swoje. W dole była jeszcze tylko trójka. Trójka i wszystko miało w końcu się skończyć.
  Gdzieś na dole ktoś zaklął w obcym języku, ktoś kaszlnął, padła ostatnia agresywna komenda, jednak w tym samym momencie, ostatnia osoba — Shion wyczołgał się z wyrwy prosto na zbrukane piachem puste pole otoczone ruinami — pozostałościami po budynkach, które już dawno zakopał czas.
  Growlithe mógł odczuć wyraźne zmęczenie. Przeciążony bark, odezwał się silnym drętwieniem. Każdy ruch sprawiał mu nieprzyjemny impuls. Gavran jakiego zdołali tu wciągnąć pobladł. Teraz w powoli zanikającym słońcu wyglądał jak transportowany przez żałobny kondukt trup.
  Słońce zniknęło gdzieś za zawaliskiem, ale nadal było ciepło. Znów zapadła cisza. W powietrzu unosił się jeszcze pył.
  Mogli słyszeć swoje oddechy.
  Z otaczającej martwoty, za biszkoptowych zgliszczy wyłonił się szczupły doberman. Utykał na przednią łapę. Opuścił nisko łeb wpatrując się swoim świdrującym spojrzeniem w sylwetki DOGSów. Stał nieco na uboczu, jakby w obawie, że coś może zaraz się stać — jednak nic się takiego nie wydarzyło. Aisha zrobiła krok ku swojemu właścicielowi — znów podciągnęła łapę. Nigdzie jednak nie było widać Ailena.


► Czekam na wasze odpisy do: 21 stycznia.
Hemofilia: poranione, krwawiąca dłonie i przedramiona. Głębokie poparzenie ciągnące się od karku do kości krzyżowej. Podrapana twarz i poobijane kolana. Dodatkowo: rozwalona dolna warga, siniak na lewym policzku i obity brzuch. Ślad po silnym uścisku na szyi. Opatrzona. Nieprzytomna. Tętno obniża się. Temperatura ciała spada.
Ailen: uszczerbiony lewy płatek ucha; krwawi.
Jericho: lekkie zadrapanie na szyi, rana na łydce po pazurach, zranienie na prawym policzku.
Arcanine: płytkie draśnięcie na prawym barku, ugryzienie na lewym ramieniu, guz na części ciemieniowej. Zdrętwiały lewy bark — ograniczenia w ruchu kończyną.
Shion: rana po wewnętrznej stronie dłoni i poziome rozcięcie na nosie.
Skoczek: poprzeczne oparzenie na szyi, draśnięcie na kostce, rozcięta skorą na części czołowej czaszki. Obdrapane dłonie, zakrwawione knykcie.
Arcanine, Skoczek, Shion: wasze ubrania są wilgotne - w niektórych miejacach zdążyły przeschnąć.
Gavran: Złamany nos, dziura w tchawicy. Obite płuca. Rana na dolnej powiece. Podrażnione oko. Zaszyte powieki. Płytka rana tuż nad uchem. Nieprzytomny
avatar
Tyrell

Hydra     Anioł Stróż






GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.

Liczba postów :
1287


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Shion on 19/1/2018, 22:17
    
Czołgał się tuż za Growem, na moment zupełnie odcinając się mentalnie od rzeczywistości i tego, co go otaczało. Nawet nie zorientował się, że udało im się, wreszcie, wydostać na powierzchnię. Złapał łapczywie wyjątkowo rześkiego oddechu w płuca, tylko po to, by zanieść się głośnym kaszlem pozbywając się z płuc namiaru kurzu i pyłu.
Uniósł drżącą dłoń i przetarł jej wierzchem usta, ścierając pozostałość śliny, unosząc nieco głowę.
Musimy iść. Wciąż grozi nam niebezpieczeństwo
Powtarzał sobie w głowie jak mantrę, że muszą uciekać. To, że udało im się żywym ujrzeć sklepienie nieba nie oznaczało, że Koty postanowiły porzucić pościg. Zapewne to kwestia zaledwie paru minut, kiedy pierwszy członek kociego gangu pojawi się na powierzchni. Pod tym jednym względem Koty i Psy miały jedną wspólną cechę. Zaciekłość.
- Musimy iść, Grow. – powiedział ledwo słyszalnie, podnosząc się z twardej ziemi.
- Musimy iść. – dodał już pewniej, chociaż głos był wyjątkowo zachrypnięty. Odkaszlnął jeszcze parę razy, nim pochwycił Gavrana za ramie i spróbował jego nieprzytomne ciało wciągnąć na swoje plecy, chcąc tym samym odciążyć nieco przywódcę Kundli. Grow był silny, ale nawet i on miał swój limit.
- Ruszmy się. A przynajmniej zejdźmy z widoku. – dodał nieco zniecierpliwionym tonem.
Liczył czas w głowie. Było go coraz mniej. Uciekał im. Wyślizgiwał się przez palce.
- Chociaż nie wiem czy Gavran… – słowa “przeżyje” nie mogło przejść przez jego gardło. Ciemnowłosy wyglądał tak, jakby w każdej sekundzie miał wyzionąć ducha. A przecież do kryjówki było jeszcze sporo drogi. Do jakiegokolwiek miejsca, gdzie można byłoby udzielić mu pierwszej i podstawowej pomocy.
Ale nic więcej nie powiedział.
Atmosfera jaka ich otaczała i tak już była ciężka.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar
Shion

Kundel     Poziom E






GODNOŚĆ :
Shion.

Liczba postów :
1224


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Skoczek on 19/1/2018, 23:08
    
| Wstępie przyjmuję, jakby Loser w ogóle nie było na misji, chyba że mam to jednak ująć.

........Chris oddychał ciężko przez usta, co jakiś czas wykasłując z płuc cały zalegający tam pył i kurz. Przeskakiwał wzrokiem od osoby do osoby, czując, jak mięśnie zaczynają mu lekko drżeć, co bardziej było wynikiem stresu, niż wysiłku. To nie była sytuacja, w której Pudel czuł się komfortowe, zresztą do jasnej cholery do tego typu misji w ogóle się nie nadawał. Na otwartym terenie to jeszcze pół biedy, mógł się wykazać jako harpia, ale w takich "tajnych", wymagających dyskrecji zdarzeniach?
- Szybka i cicha akcja - wymamrotał pod nosem, wstając chwiejnie na nogi, niebieskie ślepia na chwilę zatrzymały się na Wilczurze, zaraz to jednak przeskoczyły na snajpera. - Jericho, dzięki wielkie za pomoc. Gdzie są jednak Hemofilia i Ailen?
Wyciągnął dłoń w stronę Growlithe'a, o ile ten jeszcze nie wstał, w gruncie rzeczy odruchowo proponując swoją pomoc. Może sam również nie wyglądał jak ósmy cud świata, do tego bolał go łeb, bark, szyja... w gruncie rzeczy bolało go wszystko, ale póki co adrenalina skutecznie blokowała większość odczuwania. Za to gdy już znajdzie się z powrotem w Kryjówce, to pewnie znowu ledwo da radę powstrzymywać bluzgi. W każdym bądź razie jeśli Wilczur nie skorzystał z oferty, to Pudel całkowicie zignorował ten fakt, a jeśli chwycił go za dłoń - to zapierając się stopami podciągnął mężczyznę w górę, krzywiąc się przy tym lekko (tym razem z powodu dyskomfortu, a nie wiecznej niechęci do przywódcy).
Iść, trzeba iść... zaraz, gdzie wylądował ten nieszczęsny grant? Jakby nie było, jeszcze mógł się przydać, jak nie wrzucą go tam teraz, to może później. Na razie jednak sekretarzowi nieco plątały się myśli - zbyt dużo niewiadomych, zbyt dużo możliwości. Niemniej zbierać się powinni.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka




Nie drażnij Psów, bo cię pogryzą
Wyrwą SERCE, kły obliżą
Twój oddech to ich porażka
Padnij na kolana to może czeka cię ŁASKA
Ha, ha, ha!

avatar
Skoczek

Pudel     Opętany






GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black

Liczba postów :
1313


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Arcanine on 22/1/2018, 17:54
    
Wydostanie się na zewnątrz graniczyło z cudem. Nie pierwszym w życiu Wilczura, ale zdecydowanie jednym z przyjemniejszych, bo świeże powietrze i złudne bezpieczeństwo wydusiły z zakurzonych płuc głuche westchnienie ulgi. Nie czuł ramienia — impulsy w postaci mrowienia zaczynały się dopiero gdzieś w okolicach ścierpniętego karku. To kwestia czasu aż dopadną go skutki uboczne, ale w momencie, w którym stanął prosto, adrenalina wciąż przetaczała się przez żyły w szaleńczym tempie.
Hej — zachrypł.
Pobrużdżona ręka Wilczura opadła na bark Mokugawy. Na kurtce Kundla z pewnością zostawił ślad ziemi, ale nie dbał o to. W tej jednej sekundzie znajoma gęba była jedynym czego mu trzeba.
Poza tym ta znajoma gęba dolepiona była do ciała, które trzymało granat.
Zrzuć go.
Niech mają niespodziankę. Niech się, do jasnej cholery, zadławią własną głupotą — wszystko z domieszką gliny, piachu i ziemi, w akompaniamencie wybuchu.
Koty już teraz narobiły sobie problemów. Strzelając w tak wadliwą konstrukcję musieli ją jeszcze bardziej zniszczyć. Być może szyb niedługo sam się zawali, jednak możliwość dorzucenia trzech groszy od siebie była zbyt kusząca. Jak mieliby stracić szansę na pochowanie żywcem choć jednego wroga?
Grow miał już zacząć się oddalać, gdy poczuł, jak ciężar Gavrana znika. Spowolniony przez zmęczenie umysł rejestrował fakty z sekundowym opóźnieniem. Ból był za to nie do powstrzymania. Nadwyrężony bark zakuł od razu, a potem nagle mięśnie zawyły, do mózgu dotarły wreszcie sygnały o przeholowaniu. Palce zdrowej ręki drgnęły. Nie pozwolił sobie na rozmasowanie kończyny.
Ostre spojrzenie Wilczura skierowało się za to na Shiona, kiedy ten poprawiał ciało nieprzytomnego Psa. Przez moment można było mieć wrażenie, że Grow coś powie. Poprzecinane zadrapaniami usta drgnęły, ale szybko znieruchomiały, a po chwili krótszej niż losowa nuta z powrotem zamknęły. Nie było czasu na spieranie się.
Suchy grunt pod podeszwami zachrzęścił, gdy Grow wyrwał się do przodu. Shion miał rację — nie było potrzeby, by dłużej tu siedzieli. Nawet zmęczenie nie mogło być w stanie przyspawać ich do tego miejsca. Jednak los bywał stronniczy i po kilkunastu postawionych krokach białowłosy zwolnił. Do uszu dotarł cichy, znajomy pomruk, a zaraz potem wzrok natrafił na Aishę. Przednia łapa dobermana była podwinięta, a uszy płasko przylegały do łba. Morderca, którego kły niejednokrotnie rozszarpywały gardła jak mokry papier, teraz popiskiwał i charczał.
To, co jednak było najistotniejsze to fakt, że to psisko miał bronić Ailena.  
Weźcie stąd Gavrana — „chropowaty” ton zarzęził, kiedy Grow wydawał polecenie w stronę Chrisa. W chwilę później krótkie uszy Aishy na powrót stanęły na baczność, gdy rozległ się przeciągły sygnał.
Wymordowany wsunął palec wskazujący i kciuk między wargi i gwizdnął, żeby przywołać Aydena — psa, którego również zabrał dziś na misję.
Bez względu na to, czy Ayden przybiegł na żądanie, czy nie, Grow nakazał Aishy na podjęcie tropu. Doberman formalnie miał chronić Sullivana — dzieciak więc albo zbytnio się oddalił, albo już nie żył.
Tak czy inaczej Grow wolał to zweryfikować.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar
Arcanine

Wilczur     Poziom E






Liczba postów :
25272


Powrót do góry Go down





Re: „Bunkrowisko”. Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 16 z 17 Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17  Next

Powrót do góry


Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach