:: Eden :: Rajskie miasto




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next   

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Ailen on Pon Kwi 28, 2014 11:07 pm
On nie odczuł tak bardzo braku światła, który panował w pomieszczeniu i to właściwie nawet z dwóch powodów. Po pierwsze, był zbyt zamroczony, aby przejmować się taką błahostką jak oświetlenie. Został dopiero co brutalnie obudzony, a po takim serdecznym „dzień dobry”, nijak zwraca się uwagę na ów pierdoły. Po drugie, ma koci wzrok. Na co mu świeczki i lampy, skoro i tak wszystko doskonale widzi? No, może nie tak znowu idealnie, ale potrafi odróżnić kształty w ciemności, a to mu w zupełności wystarcza. Zresztą perfekcyjnie współgrają z tym węch i słuch, dzięki czemu Ailen może poruszać się po pokoju kompletnie skąpanym w ciemnościach, bez obawy, że jebnie się o jakąś perfidnie położoną belkę na ziemi czy właśnie o jednego z przymusowych lokatorów.
Szarańczy? – zainteresował się, na chwilę podnosząc łeb znad worka z owocami. Tia.. jakby te zielone kumkadła nie były dla nich wystarczającym utrapieniem. – Zdarzało się to wcześniej w Edenie? – zapytał, znowu przekładając pięść do oka, aby delikatnie je sobie potrzeć. Senność dalej uparcie się go trzymała, acz niech to nie zwiedzie Nathaira. Akurat w tej chwili chyba po raz pierwszy prowadzi z nim rozmowę bez niepotrzebnych wyzwisk. Ciekawe jak długo będzie taki potulny.. pewnie do momentu, w którym się w pełni nie rozbudzi.
Widząc jednak co Anioł zamierza zrobić, przymknął się na chwilę i skupił w pełni na jedzeniu. Ha, prawdziwy Żabi Król. Naprawdę trudno było powstrzymać się od jakiejś kąśliwej uwagi, ale jednak upychanie sobie buzi owocami było dużo lepsza opcją. Tylko jedna rzecz go trapiła.. taki władca płazów, a się swoich poddanych pozbywa! Nieładnie.
Zjadłszy ostatni owoc, rozejrzał się po pokoju. Faktycznie. Kurczak odwalił kawał całkiem dobrej roboty, bo w zasięgu jego pola widzenia nie przewinął się żaden głośny płaz. Pokracznie złapał butelkę zdrową ręką, co było zaskakująco trudne. Niby „szczęśliwie” uszkodzeniu uległa jego prawa ręka, więc ta bardziej sprawna dalej była zdatna do użytku, ale i tak o mało co nie upuścił wody, skazując się na – oborzejakietostraszne – schylenie się po nią. Bez żadnego słowa podziękowania otworzył butelkę – co też było trochę trudne z jedną łapą, więc wspomógł się zębami – i upił kilka drobnych łyczków. Niby nie chciało mu się pić, ale po zażyciu tego życiodajnego płynu, zrobiło mu się troszkę lepiej. Zaraz jednak zerknął z zainteresowaniem na kolejne poczynania jego nowej niani.
„Musisz się przemyć.”
No nie... – mruknął instynktownie odsuwając nieco łeb od zbliżającego się różowowłosowego. Nie cierpiał wody. To nie tak, że w ogóle się nie mył. Mył się! Ba! Był bardzo higienicznym stworzeniem, jak na obywatela Desperacji. Po prostu jako kot nienawidzi wilgoci, a tym bardziej, jeśli serwuje mu ją ktoś inny niż on sam. Mimo wszystko nie próbował uciekać. Grzecznie pozostał na swoim miejscu, choć w oczach wyraźnie tliła mu się chęć natychmiastowej ewakuacji. Przez pierwszą chwilę, gdy Nathair powiedział o jakiejś czerwonej cieczy, po prostu nie wiedział o co mu chodzi. Dopiero po czasie skojarzył sobie, że coś w takim krwistym odcieniu pukało o szyby w domu Ryana, po czym wparował do nich Evan cały ubabrany w posoce. Więc to faktycznie nie było skutkiem jego szaleństwa. Naprawdę były to jakieś dziwne anomalie pogodowe.
- Dziwne. Żaby, krwisty deszcz, szarańcze… - on również wpadł w stan głębokiego zastanowienia, przez co właściwie nie zauważył, kiedy Nathair zaczął dobierać mu się do bluzy. Ugh! Znowu go rozbierają, a on znowu nie może się jakkolwiek sprzeciwić. – Nie podoba mi się to. – mruknął i do już zależy od interpretacji Kurczaka, czy uzna to za komentarz odnośnie tych dziwnych zjawisk, czy wyraz kolejnego niezadowolenia związanego z myciem. Nie opierał się jakoś szczególnie bardzo, bo wiedział, że i tak Anioł prędzej czy później dopnie swego. Owszem, nie siedział potulny jak baranek, bo jednak się troszkę szarpał, ale koniec końców osłoniła się jego klata. No.. na jej widok raczej nie da się krwawić z nosa, bo akurat jest już na niej wystarczająco dużo posoki. Liczne zadrapania, siniaki.. i te wystające żebra. Naprawdę został okropnie potraktowany. Zadrżał, gdy tylko mokra szmatka dotknęła jego ciała.
J-Jakie to lodowate..! – szepnął z trudem powstrzymując się od głośniejszego tonu. – I jest m-mi cholernie zimno.. – burknął tym razem już trochę rozpaczliwie. Tak długo domagał się od ludzi ciepła, a jeszcze w ogóle jej nie dostał. Epizod z Ryanem się nie liczy, bo to było jednak zbyt krótkotrwałe. Tak czy siak już zaczynało mu być w miarę cieplutko, kiedy to Nathair musiał ponownie wprowadzić go w stan wychłodzenia. Nic dziwnego, że Kot wydaje się już nie mieć na nic siły.

_________________
This is true Liberty when free born men,
Having to advice the public may speak free,


Which he who can, and will, deserv's high praise,
Who neither can nor will, may hold his peace;
Who can be juster in a State than this?



Ailen
-----------
Chart     Opętany

avatar

Liczba postów : 1794

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Nathair on Wto Kwi 29, 2014 5:27 pm
W sumie spodziewał się, że rozebranie Ailena, jakkolwiek teraz to nie zabrzmiało, będzie o wiele trudniejsze. Najwidoczniej z jego ciałem naprawdę było aż tak źle, skoro Nathair bez szczególnych problemów zdjął z niego bluzę. Przez drobną chwilę na jego twarz wdarło się niezadowolenie, kiedy ujrzał w jakim stanie znajduje się ciało chłopaka. I już nie z powodu urazów, które miał, a samego wychudzenia. Heh. W ogóle o siebie nie dbał. A może po prostu nie potrafił sam o siebie zadbać?
Chłopak uniósł nieco brwi, słysząc jego marudzenie. Musi to przeżyć. Przesunął mokrą szmatką zaczynając najpierw od jego szyi i karku. Robił to na tyle delikatnie, żeby nie uszkodzić go bardziej czy też nie zadać większego, niepotrzebnego w tym momencie bólu. Ale na tyle stanowczo, by zmyć ewentualne pozostałości po krwi czy jakiś inny syf jak kurz albo błoto.
Nie. Trochę popytałem nim tutaj wróciłem. Właściwie nikt nie przypomina sobie, by podobne anomalie nawiedziły Eden. Nawet jeszcze za czasów Boga. – odparł anioł na wcześniejsze słowa Kurta. Przesunął szmatką po jego wychudzonym i zdrowym ramieniu. Złapał drugą ręką za jego nadgarstek i uniósł nieco, ułatwiając sobie pracę. Miał wrażenie, że lada chwila a ciało chłopaka rozsypie się pod jego dotykiem na tysiące drobnych kawałeczków. Naprawdę powinien nieco bardziej zadbać o siebie.
Zacznij jeść więcej. – mruknął podnosząc się na nogi. Nachylił się nad nim i przechylił ciało Ailena bardziej do siebie, by mieć ułatwiony dostęp do jego pleców, które przecież też potrzebowały przemycia. W sumie odkąd tylko pamiętał, a raczej od momentu, gdy poznał Ailena, to ten zawsze sprawiał wrażenie małego i wychudzonego. Aczkolwiek teraz zdawało mu się, że jego jest jeszcze w gorszym stanie, niż kiedykolwiek widział. Aż wydobył z siebie ciche prychnięcie pełne niezadowolenia.
Kto… – zaczął, aczkolwiek raptownie ucinając. Nie, nie zamierzał dopytywać się o sprawców tego wszystkiego. Liczył, że mimo wszystko sprawa została rozwiązana. Albo przez samego Kurta albo przez Ryana. Odsunął się od Kota, odpychając go od siebie i spojrzał na niego z góry. Światło migoczących świec rzucało delikatny cień na jego twarz. W przeciwieństwie do Ailena, Nathair nie posiadał super widzenia w ciemnościach i dla niego każde światło było pożądane. Nawet rzucające przez świece. Po prostu.
Uniósł rękę i pstryknął Ailena w czoło.
Nie marudź, że Ci zimno. Nic na to nie poradzę. – dodał kąśliwie, a w myślach nabijając się, że przecież nie ogrzeje go własnym ciałem. Kiedy pstryknął chłopaka w czoło, pogłaskał go swoją mocą. Delikatny impuls elektryczny przebiegł przez ciało ciemnowłosego pobudzając jego krew i serce, które na moment przyspieszyło. Jednakże momentalnie zrobiło mu się cieplej. Co prawda stan ten zbyt długo nie będzie trwał, ale Nathair chociaż na chwilę pobudził jego krążenie impulsem elektrycznym. Złapał za bluzę i pomógł chłopakowi założyć ją, wiedząc, że sam sobie w tym momencie nie poradzi.
A teraz idź spać. – polecił mu. Bo w sumie i tak dzisiaj nic nie mogą zdziałać, tylko muszą poczekać do jutra. Będą musieli pomyśleć co dalej. Najwidoczniej Ryan jakoś nie do końca się kwapił, by tutaj zajrzeć. Nathair będzie zmuszony ponownie zaciągnąć cielsko Ailena, tym razem do Desperacji i gdzieś go zostawić. Póki co i on odczuwał zmęczenie. Usiadł na ziemi, opierając się o kanapę i zamknął oczy. Oparł czoło o podniesioną nogę i w sumie bardzo szybko zasnął. A że miał dość mocny sen, to raczej nic go nie zbudziło aż do samego rana.


// xD~ Tralalala. Klik.

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 11414
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Ailen on Sro Kwi 30, 2014 1:07 am
Raczej osłabienie, a nie wychudzenie, było powodem, dla którego Ailen kompletnie zaniechał jakiejkolwiek większej próby walczenia z Nathairem w kwestii ściągnięcia bluzy. Trochę się przespał, najadł, napił, ale to i tak nie wystarczyło, aby w pełni postawić chłopaka na nogi. Nie był żadnym herosem, który wstaje pomimo wielkich obrażeń i biegnie dalej przed siebie, jakby nic się nie stało. Nie ma co owijać w bawełnę – był słaby. Nie bez powodu rzadko podejmował walkę, najczęściej wybierając ucieczkę. Nie dlatego, że był kompletnym tchórzem, o co posądza go naprawdę wiele osób. On po prostu wiedział, że walka z jego aparycją i umiejętnościami może wyglądać cholernie żałośnie, a skończyć się jeszcze gorzej. Dlatego nic dziwnego, że nie ma sił, aby teraz toczyć bój z Aniołem, o zachowanie bluzy na swoim miejscu. Po takim poturbowaniu, minie sporo czasu, nim będzie w stanie w ogóle biegać.  
W milczeniu przetrawił słowa Nathaira odnośnie dziwnych anomalii pogodowych. A więc takie specyficzne zdarzenia mają miejsce pierwszy raz w historii? Ciekawe, choć szczerze powiedziawszy Ailen chyba wolałby nie dostąpić zaszczytu życia w takim dziwnych okresie. Nie mówię, że chciałby zginąć i ich w ogóle nie dożyć, ale miał już wystarczająco dużo problemów, gdy świat był „normalny”. Zbiry, złoczyńcy, S.SPEC, wirus, DOGS, anioły… w głowie się może zakręcić, a tu jeszcze krwawy deszcze, wysyp żab i najnowszy nabytek – szarańcza. Trzeba było naprawdę mocno się postarać, aby przypadkiem nie zwariować. Pomińmy już kwestię drugiej części wypowiedzi Nathaira, gdzie ten wspomina o Bogu. Jest to raczej delikatna sprawa, a przynajmniej dla Ailena. Wychowywał się w czasach, gdzie generalnie nie widywało się zbyt wielu religijnych bzdetów pokroju wybudowanych kościołów czy chociażby ludzi z krzyżykami zawieszonymi na szyi. Od maleńkości był uczony, że czegoś takiego – lub raczej kogoś, żeby nie było – jak Bóg po prostu nie ma. Zresztą z racji tego, że wychowywał się w Japonii, to tym bardziej mógł nie słyszeć o chrześcijaństwie. Sprawa uległa lekkiej zmianie, gdy wkroczył w świat Desperacji. Kurt zna naprawdę wiele aniołów i każdy z nich powinien być dla niego bezwarunkowym dowodem na istnienie Ojca. Poniekąd tak jest, bo czarnowłosy swego czasu poddał się refleksji na ten temat, jednak długo się nie zastanawiał, ponieważ uznał, że go to najzwyczajniej w świecie nie obchodzi. Według niego, nawet jeśli coś tam jest, to nie wymaga to jego szczególnego zainteresowania. Skoro Kreator ma w dupie całą ludzkość, to niech się nie dziwi, że Ai ma w dupie całego Kreatora.
„Zacznij jeść więcej.”
Zaśmiał się. Tak, drodzy państwo. Ailen zachichotał. Rzadkie zjawisko, ale jak widać całkiem możliwe. Po prostu strasznie go to zdanie rozbawiło, ponieważ gdyby zostało powiedziane w obecności Ryana, najpewniej mężczyzna popukałby się w głowę, a jeśli nie, to przynajmniej miałby taką ochot. Kurt jest cholernym żarłokiem. Raz w dwa dni zjadł wszyściutko ze spiżarni swojego pana, pozbawiając go zapasów na cały miesiąc. Ma bezdenny żołądek, a lubi pochłaniać dosłownie wszystko, więc zwiększenie ilości spożywanego jedzenia byłoby dla niego jak bajka. Jedyne co go ograniczało to fakt, że jednak był tym walonym wyrzutkiem. Wymordowani nie mieli lekko. Polowanie na jedzenie lub jego kradzież wymaga multum energii, a znając siłę Kurta możemy być pewnie, że zbyt wiele osiągnąć nie może. Przez długie lata polegał na swoim właścicielu, obrabiając go z żarcia ile wlezie, jednak kiedy koryto zostało podniesione do góry – czyli Ai gdzieś sobie od niego spierdolił – to chyba jasne, że nieźle zmizerniał. Tak czy siak słowa Nathaira wywołały w nim jakąś salwę radości, którą wbrew pozorom nie okazał jakoś szczególnie dobitnie. Na nic innego niż cichutki śmiech nie było go w obecnej chwili stać. Mimo wszystko anioł mógł się poczuć wyróżniony, że był świadkiem takiego zjawiska. Kot raczej nieczęsto się przy nim śmieje tak sam z siebie, bez żadnych pogardliwych docinek. Byleby się nie przyzwyczajał.
Zanim zdążył sobie ponownie pomarudzić na chłód, Kurczak pstryknął go palcem w czoło. Normalnie Ai od razu zacząłby szczerzyć kły i go wyzywać, ale momentalnie poczuł, że to nie był normalny pstryczek. Ciepło, które ogarnęło jego ciało, było takie przyjemne. Aż się na chwilę zawiesił, rozkoszując się tym uczuciem. Takie nagłe rozluźnienie w dużej mierze pomogło wyższemu chłopakowi w nałożeniu bluzy na Ailena. Przynajmniej się nie opierał. – Poradziłeś. – mruknął tylko cicho pod nosem, zauważając, że mimo wszystko w kwestii chłodu mu pomógł. Co z tego, że na jakieś pół minuty, czy minutę. I tak było mu dobrze!
Sen to – zaraz po jedzeniu – najlepsza czynność jaką może wyobrazić sobie Kot. Nie trzeba było go długo zachęcać do tego, aby ostrożnie ułożył się na kanapie i zamknął ślepia, czekając na pociąg, który zabierze go do magicznej krainy snów. Nim jednak zdążył całkowicie odpłynąć, wyciągnął lewą rękę w stronę anielskiej głowy i delikatnie potarmosił go po głowie.
Dobranoc. – jaki potulny. Jaki kochany. Jaki słodki. Nie zdarza mu się życzyć innym ludziom dobrej nocy, ale w tym wypadku poczuł się do tego trochę zobowiązany. Nathair był dupkiem, którym szczerze gardził, ale jednak okazał się pomocny, a Kot to doceniał. Mimo wszystko niech nie zapomina o obietnicy. I tak mu kiedyś wpierdoli.

// ... Ev XD //

_________________
This is true Liberty when free born men,
Having to advice the public may speak free,


Which he who can, and will, deserv's high praise,
Who neither can nor will, may hold his peace;
Who can be juster in a State than this?



Ailen
-----------
Chart     Opętany

avatar

Liczba postów : 1794

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Nathair on Czw Maj 01, 2014 3:02 am
Prawie już odpłynął w błogi sen, kiedy poczuł małą dłoń na swojej głowie. I czochranie. Ktoś czochrał jego, jak jakieś dziecko. Nathair nie był do tego przyzwyczajony. Do tej pory to taka rola raczej przypadała jemu, a nie a odwrót. Na czole zapulsowała mu żyłka irytacji. Odwrócił głowę w stronę chłopaka, strzepując przy okazji jego rękę ze swojej głowy.
Oi! – warknął cicho, szybko jednak umilkł, gryząc się w język, słysząc podziękowania chłopaka. W zasadzie do tego też raczej nie przywykł. Co prawda był aniołem i spełniam dobre uczynki czy też prośby niektórych, aczkolwiek w czasach, w których przyszło im żyć rzadko słyszy się takie słowa. Nawet od Ailena chyba po raz pierwszy to usłyszał. Mimowolnie jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu.
Śpij już. – mruknął po chwili i sięgnął do swojej szyi, która rozmasował czując coś w rodzaju zażenowania. Bo tak naprawdę nawet nie wiedział, co powinien mu odpowiedzieć w takiej chwili. Nathair zasnął nieco później niż Ailen, wsłuchując się w spokojny i wyrównany oddech swojego towarzysza. To poniekąd nieco go wyciszyło i wprawiło w stan szybkiego uśpienia.
Obudził się śpiąc na ziemi w rozwalonej pozycji. Nathair nigdy nie potrafił spać w ładnej pozycji. Zawsze rozwalał się na łóżku czy w miejscu, w którym aktualnie spoczywał. Rozkopywał się, zabierał koc czy tam inną narzutę, kopał a nawet się rzucał. Chociaż dzisiaj raczej jego ręce i nogi nie skakały same, to jednak obudził się w innym ułożeniu, niż zasypiał. Uniósł się do pozycji siedzącej, przecierając zaspane oczy i szeroko ziewając. Poczuł ból pleców od nieprzyjemnego podłożona. Sięgnął do karku i rozmasował go, czując jak kręg lekko strzelając pod jego palcami. Tak, ta noc z pewnością nie należała do najlepszych w jego życiu. Ale przynajmniej spał pod dachem a i to nie zawsze się trafiało.
Wstał z ziemi teraz rozmasowując swoje skostniałe pośladki. Co tu ukrywać – zmarzł. Spał na zwykłych deskach. Zerknął z zazdrością na Ailena, który był okryty. Cholerny szczyl, no. Leniwie ruszył w stronę drzwi i otworzył, wychodząc na zewnątrz. Pogoda przedstawiała się w miarę dobrze, aczkolwiek w powietrzu czuć było dziwny zapach. Ponownie ziewnął, przeciągając się przy tym. No dobra, teraz pozostawało pytanie: Co dalej? Odwrócił się za siebie i zerknął na śpiącego chłopaka. Nadal nie wyglądał w najlepszej formie. Wyciąganie go z chatki i zabranie do Desperacji nie wchodziło w rachubę. Przynajmniej na jakiś czas. I co, że niby on ma się z nim użerać? Nathair prychnął pod nosem wyraźnie niezadowolony takim obrotem sprawy. Panie i panowie, nasz Kurczak awansował na opiekuńczą Kokoszkę. Brawo.
Chłopak złapał za swój miecz i nie budząc Ailena wyszedł. Niech śpi. Było jeszcze bardzo wcześnie a Nathair spróbuje coś wykombinować, chociaż tak naprawdę zupełnie nie wiedział co począć. Miał te swoje ponad trzysta lat, ale tak naprawdę to nigdy nie znalazł się w sytuacji, że musiał kimś się opiekować. I to w dodatku osobą, z którą na każdym kroku się żarli. Perspektywa przebywania z Ailenem na dłuższą metę nie przedstawiała się optymistycznie. Oni przecież prędzej czy później się pozabijają. Nathair w większości powoływał się na swój instynkt. Po raz pierwszy stróżował i nie miał w tym doświadczenia. A Ryan mu tego nie ułatwiał, wręcz przeciwnie. Wszystko wydawało się trudniejsze, zwłaszcza, że na każdym kroku przypominano mu, że jest niepotrzebny. Aczkolwiek nie można zrezygnować z dnia na dzień z bycia czyimś Aniołem Stróżem. Jest się nim aż do samej śmierci podopiecznego. Towarzyszy się mu przez całą jego drogę podczas życia. I chociaż Ryan nie chciał Nathaira, to nie miał wyboru. Stało się. I anioł starał się jak mógł. Co prawda póki co głównie jego zadaniem było dostarczanie jedzenia wymordowanemu, aczkolwiek śledził go kiedy to było tylko możliwe. Bo może się nadarzyć, że Ryan któregoś dnia będzie potrzebował jego pomocy. Ta, marzenia.
A skoro mowa przy jedzeniu. Tak, w tym akurat Nathair był dobry. Toteż skierował swe kroki w stronę jednego z lasów znajdujących się na terenie Edenu. Co prawda szarańcza wszystko pożarła, jednakże to nie oznaczało, że z dnia na dzień znikną wszystkie zwierzęta. Wczorajszego dnia anioł skupił się na pozyskaniu jakiś owoców czy warzyw, a przecież za cel mógł od razu obrać zwierzęta. Nie lubił zabijać, aczkolwiek w tej sytuacji było to nieuniknione.
Po jakiejś godzinie wrócił pod chatkę, niosąc w dłoni dwie, martwe wiewiórki. Co prawda namęczył się z ich namierzeniem, by później przez kolejne trzydzieści minut wahać się czy upolować czy jednak nie, ale nikt nie musi o tym wiedzieć! Cały czas powtarzał sobie, że zrobił to dla dobra Ailena. Tak, najlepiej jest zrzucić winę na kogoś innego. Przynajmniej sumienie Kurczaka było w miarę czyste. Nie wszedł od razu do środka. Zatrzymał się przed drzwiami i spojrzał na martwe zwierzęta. Nooo dobra i co teraz? Nie da mu chyba surowych do zjedzenia. Nigdy nie patroszył ani też nie skalpował. W sumie nie było mu to potrzebne, aż do teraz. Aż wreszcie wpadł na iście genialny plan w jego wykonaniu. Położył martwe zwierzęta na ganku i odsunął się na dwa kroki.  A następnie usmażył małe truchełka dzięki piorunom. Kilka razy popieścił je a te już po chwili zaczęły wydawać skwierczący oddech a nozdrza anioła uderzył charakterystyczny zapach spalonego ciała. Zadowolony z siebie zgarnął je i wszedł do środka. Jeżeli Ailen wciąż spał, to podszedł do niego i pacnął go w policzek, by ten się zbudził. I lepiej dla niego, jeśli to zrobi, bo pobudki w wykonaniu Kurczaka czasami mogą być dość brutalne.
Uniósł usmażone wiewiórki i zamachał nimi przed twarzą wymordowanego.
Śniadanko! – powiedział wesoło, szczerząc się szeroko. Wcisnął je w łapy chłopaka, a sam usiadł na końcu kanapy, zaglądając do worka, czy przypadkiem nie zostały jeszcze jakieś owoce. W sumie… to chyba wolał zgniłe owoce od tych wiewiórek. Chociaż wiadomo co robi głód. Nawet z aniołami.[/color]

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 11414
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Ailen on Pią Maj 02, 2014 5:23 am
Zaśnięcie nie było dla Kota jakoś szczególnie problematyczne. Po tak wykańczającym dniu właściwie nie marzył o niczym innym, jak o dopłynięciu w stronę Krainy Snów i zatopieniu swojej świadomości w cudownych marzeniach sennych. Śnił. Oczywiście nie pamiętał o czym, ale było to raczej przyjemne. Zero chłodu. Na pewno nie śnił o zimie ani jesieni, gdzie deszcz, śnieg czy grad walił mu po łbie jak rozgniewana żona, trzaskająca pijanego męża wałkiem – ku chwale obrazowych porównań. Nie zaznał też fałszywej obecności żadnych zbirów, którzy ewentualnie czyhaliby na jego zdrowie, dobytek w postaci czerstwej bułki czy też ciepłych ubrań na chłodniejsze dni. Nikt go nie okradał, ale też nie upokarzał. W śnie na pewno nie było miejsca na paskudną mordę Ryana, która ostatnimi czasy i tak znajdowała się zdecydowanie zbyt blisko jego mordki. Niebezpiecznie blisko… choć gdyby przyszło mu śnić o pocałunku z nim, to najpewniej sen ten plasowałby się do tych z kategorii bardziej przyjemnych, aniżeli okropnych, bo koszmar to mimo wszystko by nie był. Tak czy siak Kot zdecydowanie nie wyobrażał też sobie Nathaira, bo choć ostatnie chwile dnia, które spędzili razem były całkiem znośne, to i tak Kurt nie zamierzał nagle rozpocząć pałania do Anioła jakąś przesadną sympatią. Dalej nim gardził i choć daleko było do szczerej nienawiści, to jednak dalej cieszyłby się, gdyby Kurczak spadł ze schodów i złamał nogę. Taki okrutnik… ale pewnie vice versa.
Sen był na tyle przyjemny i łaskawy, że postanowił mocno trzymać Ailena w swoich objęciach, nie pozwalając mu, aby przedwcześnie się obudził. Wychodzący na łowy Nathair nawet nie był blisko jego zbudzenia. Spał twardo i w przeciwieństwie do Anioła z pełną gracją i godnością. Ułożony był na lewym boku, gdzie tak sprytnie ustawił swoje ciało, że nie dość, iż było mu maksymalnie wygodnie, to jeszcze złamana ręka o nic nie zahaczała i miała się po prostu świetnie… znaczy.. tak świetnie jak może się miewać złamana ręka, ne. Oczy miał całkowicie zamknięte, a wyraz twarzy taki nienaturalnie spokojny. Gdyby się na niego teraz spojrzało, aż trudno byłoby go sobie skojarzyć z tym samym gnojkowatym Kotem, z którym Nathair ma na co dzień styczność. Wyglądał tak niewinnie. Nawet miał lekko rozchylone usta, które tym bardziej przywodziły na myśl słodkie dziecko. Co za potwór byłby w stanie przebudzić to śpiące niewiniątko i przerwać mu rozkoszną drzemkę..?
… ja wam powiem kto; Nathair. Pacnięty w policzek zaczął się nieśmiało wybudzać. Ailenowi nie powinno się przerywać drzemki. Przymusowe obudzenie zarówno kota jak i Kota, mogło skutkować tylko i wyłącznie złym humorem, a to z kolei – również w obu przypadkach – poharataną buźką budzącego. Tym razem Kurczak miał jednak trochę szczęścia, bo Ai całkiem dobrze spał i w miarę jak powoli odzyskiwał świadomość nie czuł totalnego zmęczenia, tylko po prostu zwykłe, naturalne zamroczenie.
Hmmm? – burknął z wyraźną niechęcią opuszczając Krainę Snów. Zerknął półprzytomnie na Nathaira. Dopiero po czasie dotarły do niego jego słowa. „Śniadanko”? O tak. Magiczne słowo. Wszyscy je kochamy, ponieważ równa się możliwością napełnienia brzucha, czyli rzeczy dla Kota najlepszej. – Ale capi.. – skomentował, podnosząc się do pozycji siedzącej. Robił to na tyle wolno, że cudem uniknął zamroczenia. Zerknął na wiewiórki i skrzywił się, choć był to raczej wyraz boleśnie przebytej tęsknoty za mięsem, aniżeli znak obrzydzenia. Palone futro nigdy nie pachnie najlepiej, ale przemilczy tę kwestię. I tak jest potworem, więc to ze smakiem pożre. – Aureola Ci od tego nie spadła? Zabiłeś je. – zapytał ochrypłym po śnie głosem, przenosząc lekceważące spojrzenie w stronę różowowłosego. Ano.. on wiedział jaki stosunek mają skrzydlaci do zabijania. W końcu tyle z nimi przebywał, że już zdążył się nasłuchać tych pouczających kazań odnośnie szacunku do innych żywych istot.

_________________
This is true Liberty when free born men,
Having to advice the public may speak free,


Which he who can, and will, deserv's high praise,
Who neither can nor will, may hold his peace;
Who can be juster in a State than this?



Ailen
-----------
Chart     Opętany

avatar

Liczba postów : 1794

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Nathair on Sob Maj 03, 2014 1:56 am
Anioł wygrzebał jakieś jabłko, albo przynajmniej coś, co kiedyś było jabłkiem. Przyglądał się temu przez drobną chwilę, po czym wzruszył ramionami i zaczął jeść. No cóż, lepsze to niż nic. Od wczoraj niczego konkretnego nie jadł, nie licząc twardego sera, który spożywał jeszcze w momencie, kiedy znajdował się u siebie w swej zacnej lepiance. Zerknął na Ailena, który skrytykował jego kunszt kulinarny. Wzruszył ramionami, jakby to go bardzo obchodziło. Jeśli nie będzie chciał to nie zje. Ale na nic lepszego niech nie liczy. Po pierwsze Nathair nie zamierzał biegać po Edenie w poszukiwaniu jakiś cudownych degustacji a po drugie takowych raczej nie było. Był niemal pewny, że w momencie kiedy wszyscy zorientowali się, że brakuje żywności, to rzucili się niczym barbarzyńskie zakapiory na te biedne stworzenia.
Skupił się na pochłanianiu swojego śniadania, kiedy Ailen zadał pytanie odnośnie jego stosunku do zabitych wiewiórek. Nathair skrzywił się nieco, niezadowolony, że ten temat został poruszony. Oczywiście, że go to gryzło. Jednakże cały czas powtarzał sobie, że to dla Kota. Bo musiał coś zjeść, żeby wróciły mu siły, a że nie było żadnej trawy do jedzenia to pozostawało mięso. Oczywiście po długim zastanawianiu się czy je upolować, odprawił odpowiednie modły, by zwierzęta trafiły do nieba dla zwierzątek.
- Jak widać, nie. Musiałem wybrać mniejsze zło. Umarły w szczytnym celu, tak więc nie marudź, a jedz. – prychnął anioł, mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem o braku wdzięczności. Właściwie mógł też dodać, że być może to będzie jego jedyny posiłek dnia dzisiejszego. Nathair nie miał póki co żadnego pomysłu odnośnie tego, co robić dalej. Żadnego planu. Ailen nie wyglądał na takiego co może sobie spokojnie i o własnych siłach hasać po Desperacji, tak więc padło, że musiał siedzieć na głowie Nathaira. Przynajmniej nie w jego lepiance, jeszcze tego brakowałoby. W każdym razie nie wiedział skąd pozyskać pożywienie i przede wszystkim wodę. A może udać się tak do miasta? Tam pewnie mieli spory zapas wody butelkowej. I może jakiegoś żarcia w puszkach. Lepsze to niż głodowanie. Uniósł rękę i pomasował się po szyi w zastanowieniu. Tak, to jest dobry plan. Przynajmniej na początek. No i wszystko jest lepsze od siedzenia w towarzystwie tego szczyla.
- Czas na mnie. Czy chłopczyk poradzi sobie beze mnie? – zapytał kpiącym tonem uśmiechając się przy tym złośliwie. Oczywiście, że zdawał sobie sprawę z tego, że młodego to pewnie wkurzy. Ale taki był właśnie tego cel. Dzień bez wkurzania Ailena był dniem straconym! W sumie to idealnie nadawało się na motto życiowe Kurczaka. Śmiejąc się jeszcze z chłopaka, anioł podniósł się z kanapy nie zamierzając poczekać na jego ripostę.
Problem w tym, że pewnie przeciwności losu przydarzają się nagle. Niczym grom z jasnego nieba. Ewentualnie spod kanapy w postaci małej, kumkającej żabki. Płaz najwidoczniej skutecznie się schował podczas wczorajszego czyszczenia pokoju w wykonaniu Nathaira i teraz postanowił się zemścić w imię swych koleżanek. Bosa stopa anioła dotknęła grzbietu stworzenia pokrytego śluzem. No cóż, najwidoczniej zarówno siła poślizgu jak i grawitacji była dzisiejszego dnia szczególnym wrogiem Nathaira. Stopa ześlizgnęła się po grzbiecie z cichym pluskiem jednocześnie wykręcając nieco kostkę odbierając mu jakąkolwiek równowagę. Nim ten zdążył machnąć ręką, albo nawet wydać z siebie jakiekolwiek słowo, oprócz cichego „Och?”, z impetem walnął swym cielskiem wprost na pobitego wymordowanego. Tak, musiało zaboleć. Ale nie to było najgorsze.
Wiecie co się dzieje w takich sytuacjach w mangach, filmach czy jakiś innych historiach?
Wszystko jest przeciwko osobie upadającej.
Nathair zamarł na moment. Sekundy mijały, a jego trybiki wreszcie zaczęły poprawnie funkcjonować, obwieszczając, co właściwie się stało. Gwałtownie odsunął się, odrywając swoje wargi od ust Ailena i odsunął się na sam koniec kanapy. Przywarł do jej oparcia całym swoim ciałem, zaciskając kurczowo palce na jej materiale. Wpatrywał się w Ailena, a jego twarz momentalnie zrobiła się cała czerwona, niemal zlewając się z kolorem jego włosów. Wreszcie pierwszy szok minął. Tak mój drogi Kurczaczku, Twój pierwszy pocałunek został skradziony przez innego samca, przez głupi wypadek spowodowany przez żabę. W tym momencie Nathair wydał z siebie głośne jęknięcie a czerwona twarz na moment przedstawiała tę, na której Munch wzorował swój słynny obraz „Krzyk”.
- OBOŻEBOŻECOŚTYMIZROBIŁBOŻEPOZWÓLMIUMRZEĆ! – wydał z siebie gwałtowny potok słów, które wypowiadał tak szybko i niezrozumiale, że zlewało się w jedno. To musiała być kara boska! Tak, to jakaś pieprzona karma. To przez te cholerne wiewiórki! Niepotrzebnie je upolował! Gdyby tylko wiedział, że poniesie takie konsekwencje. Nie, nie, nie. To się nie wydarzało. To jakiś cholerny koszmar.

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 11414
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Ailen on Nie Maj 04, 2014 6:09 pm
Wiewiórki cholernie śmierdziały, ale mięso to mięso, więc koniec końców Ai postanowił zmusić się do ich pochłonięcia. Potrzebował pożywienia, bo musiał stanąć na nogi, a do tego potrzebował uzupełnienia swoich braków energii. Skrzywił się lekko, gdy przysunął martwe zwierzę do ust, acz mimo wszystko zaczął je powoli konsumować. Po trzecim czy czwartym kęsie swąd spalonego futra przestawał być dla niego aż taki drażliwy, a mięso zaczęło wydawać się nawet smaczne. Po jakimś czasie wydało mu się lepsze od smaku nadpsutych owoców, ale przecież i na to nie miał po co narzekać. W tym stanie nie znalazłby sobie absolutnie nic lepszego do żarcia, więc w tym momencie powinien paść przed Nathairem na kolana i dziękować, że w ogóle chciało mu się marnować czas na polowanie. Mało tego, Anioł poświęcił dla niego swoje przekonania i uśmiercił niewinne istotki, chcąc zapewnić mu jakiś posiłek. Nawet samodzielnie mu je usmażył. Kurt jak najbardziej to doceniał, a ta cała złośliwa otoczka, którą ubarwiał swoje wypowiedzi, była bardziej dla zasady, aniżeli z czystej nienawiści. Dla niego zabicie drugiego stworzenia nie było jakoś szczególnie trudne, ale Kurczak faktycznie mógł czuć z tego powodu jakieś poczucie winy. Kot uznał, że lepiej nie drążyć tematu, tylko po prostu zapchać się tymi wiewiórkami i więcej nie komentować.
Oczywiście, że go to wkurzyło. Każda docinka z ust Kurczaka była cholernie denerwująca. Ailen jest raczej spokojny z natury, a wszelkie złośliwości traktuje raczej obojętnie, bo jak już, to zgorszonym kręceniem głowy lub zerknięciem z politowaniem na delikwenta z niewyparzonym językiem, ale sprawy miały się zupełnie inaczej, gdy przykrości płynęły z ust różowowłosego. Niektórzy po prostu coś w sobie mają. Spojrzysz na kogoś i od razu czujesz, że mu ufasz. Innym razem wiesz, że osoba, na którą patrzysz może okazać się fałszywa i lepiej trzymać się od niej z daleka. Na tej samej zasadzie Kurczak wydawał się Ailenowi personą, której od razu na dzień dobry chce się odcisnąć numer swojego buta na czole. Jego słowa miały podwojoną siłę irytacji i od razu zmuszały Kota do sięgnięcia po jakiś kapeć, aby cisnąć nim w mordę anioła.
Chłopczyk sobie poradzi, ale ma pewne wątpliwości co do panienki. Takie urodziwe dziewczynki nie powinny same pałętać się po okolicy. – odparował, zadzierając łeb do góry, by spojrzeć na Nathaira z wyraźną pogardą. Już zbierał się do kolejnej docinki, kiedy stało się coś nieoczekiwanego. Momentalnie jego twarzy przybrała pytający wyraz, obserwując całą tą komiczną scenę. Uniósł brew do góry, patrząc jak jego kolega arcywróg walczy o zachowanie równowagi, uprzednio nadziewając się stopą na śliski grzbiet jakiejś sporawej żabki. Niestety nim zdążył się do tego jakkolwiek odnieść, możliwość mowy została mu skutecznie odebrana, poprzez niespodziewany pocałunek anioła. Ailen nijak przypominał Ryana, który najprawdopodobniej zdawałby się zupełnie nic sobie z tego nie robić. Kot natychmiastowo machnął na niego lewą ręką, trzaskając nią o jego łeb. Siły nie miał za dużo, więc bólu jako takiego Nathair poczuć nie mógł. Był to raczej symboliczny gest, informujący o tym, iż Chartowi się to nie podoba.
Fuj. – powiedział odchylając głowę na bok, by wytrzeć sobie usta w rękaw bluzy. – Nie smakujesz mi. – odparł z pełnym obrzydzeniem, co wydało mu się wręcz obowiązkowym komentarzem. Kot należał do tych, którzy dzielili się prawie każdą myślą, bez względu na to, jak ona miałaby być niestosowna. Mimo wszystko wydawał się całkiem spokojny. Owszem, wyglądał na nieco zdezorientowanego, ale ani trochę zawstydzonego. Już prędzej było mu do złości, bo całus wydawał mu się obrzydliwy. Zresztą doskonale wiedział, że był to nieszczęśliwy wypadek – w końcu sam obserwował tą scenę – więc nie czuł się w obowiązku, by jakkolwiek się tym przejąć. Gdy skończył energicznie pocierać rękawem swoje usta, zerknął na Nathaira i dopiero w tym momencie zobaczył, jak cholernie go to wszystko wystraszyło. Ai momentalnie zrobił zdziwioną minę, nie do końca pojmując jego zachowania. Co on? Nadobna dziewica? No w sumie.. czego innego Kurt mógłby spodziewać się po skrzydlatych? Tacy czyści, niewinni, święci…. i zabawni. Mordka wymordowanego wykrzywiła się w pełnym złośliwości uśmiechu, wyraźnie informując, że taki stan rzeczy, zaczął mu się cholernie podobać. No to się zabawimy, mała.
Ale się czerwony zrobiłeś. – mruknął, natychmiast zniżając głos, aby stał się on bardziej mrukliwy, pewny siebie. Ai doskonale wiedział, że nie ma nic gorszego, jak informowanie zawstydzonych osób o ich zaczerwienionych policzkach. Zazwyczaj, gdy się im to wypomina, momentalnie robi im się jeszcze bardziej głupio, a rumieniec wbija się w ich twarz jeszcze mocniej. Kiedy jeszcze miał osoby, z którymi mógł się bawić w ten sposób, robił to nadzwyczaj często. Nie ma nic lepszego niż uke z pąsem. Może dlatego czerpał z tej sytuacji tak cholernie dużo satysfakcji? Choć nie.. powodem nie był sam fakt, że uwielbiał zawstydzone osoby. On po prostu cholernie cieszył się z widoku Nathaira, będącego w takim stanie. Po raz pierwszy, to on czuł się od niego wyższy, silniejszy i zdecydowanie bardziej dominujący. Zresztą.. już nie tyle co się czuł, on po prostu na takiego teraz wyglądał. Patrzył na niego tym swoim dominującym, pewnym siebie spojrzeniem z lekko uniesionymi kącikami ust do góry. – I to z mojego powodu…? No kto by pomyślał… – dodał, udając mile zaskoczonego. Postanowił kontynuować swoją zabawę, zaczynając sunąć po nim spojrzeniem, niby to oceniając jego ogólny wygląd. Jakby starał się stwierdzić czy ma na niego ochotę, czy może jednak lepiej sobie odpuścić. Oczywiście, nie było by takiej zabawy, gdyby puścił Nathaira wolno po tym wszystkich. Wyszczerzył kły w nadzwyczaj odważnym uśmiechu i zaczął powoli przybliżać się do anioła. – Ale zachowujesz się tak, jakbym był Twoim pierwszym. – zauważył, znajdując się na tyle blisko, aby położyć mu rękę na rozgrzanym, czerwonym jak burak policzku. Delikatnie pogładził kciukiem jego dolną wargę, zbliżając swoją głowę niebezpiecznie blisko jego. – Przestraszyłeś się, hm? – zagadał, perfekcyjnie zachowując dla siebie chęć nagłego roześmiania się. Dla niego był to tylko głupi żart, a mina Nathaira naprawdę go śmieszyła. Mimo wszystko nie okazał po sobie, że to co robi jest tylko głupim wybrykiem. Ai wygląda na słodkiego gówniarza, ale potrafi być cholernie przekonujący i śmiały, o czym teraz mógł przekonać się biedny, zawstydzony anioł. Kurt oblizał się i spojrzał prosto w przerażone oczy stróża, sygnalizując mu, że jego zamiary są jasne. – Bez potrzeby. To nawet nie było nic wielkiego. – szepnął, uznając, że skoro znajduje się tak blisko, normalny ton może wydać się jakiś mało klimatyczny. - Pokażę Ci, jak to się powinno robić. – przysunął się krytycznie blisko jego warg, tak, że niemal się nimi stykali. Oczywiście zachował tą piorunującą odległość trzech-czterech milimetrów, bo koniec końców przecież nie chciał go całować, a tylko okrutnie nastraszyć. Mimo wszystko z perspektywy Nathaira w żaden sposób nie wyglądało to na głupi żart. Kot był przekonujący. Wiadomo kto go uczył-..

_________________
This is true Liberty when free born men,
Having to advice the public may speak free,


Which he who can, and will, deserv's high praise,
Who neither can nor will, may hold his peace;
Who can be juster in a State than this?



Ailen
-----------
Chart     Opętany

avatar

Liczba postów : 1794

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Gość on Pon Maj 05, 2014 6:14 pm
Całowanie, miłe rozmowy, bliskość drugiej osoby... No kto by mógł przerwać taką sielankę? Oczywiście, że mistrz gry, wprowadzając coś, co zniszczy wspaniałą chwilę i wywróci fabułę do góry nogami! Ale tym razem się nie martwcie - nie będzie jeszcze tak źle~
Przy nodze Nathaira pojawiła się szczypawka. Nie była jednak zwyczajna, o nie - miała długość około 12 centymetrów. Niezły robal, nieprawdaż? Brzydkie to to, przebiera tymi nóżkami, aż ma się ciarki. Nieprzyjemne stworzonko, chociaż kto co lubi. Do tego nie wiadomo, skąd się wzięło w tym miejscu. Pewnie wyszło z lasu, ale przecież w Edenie nie spotyka się aż, ekchm, takich istot.
Uwagę szczypawki zwróciła noga Nathaira. Noga, jak noga, tyle, że anielska. Może robak darzy szczególnym uczuciem anioły, że kompletnie nie zainteresował się Ailenem? No nic.  Stworzenie poruszyło tymi swoimi kleszczami, pomyślało chwilkę... A co tam! Podreptało chwilkę w miejscu, po czym błyskawicznie wspięło się na kończynę anioła i ugryzło. Bo czemu nie? Ma taki kaprys i tyle! Nie zabronią jej, a jak już, to i tak się nie posłucha. Taki bunt~ Przez chwilkę jeszcze szczypawica wisiała na Nathairze, po czym upadła na ziemię obok jego stopy.
Sam anioł poczuł nagłe, mocne ukłucie bólu, które jednak po minucie zelżało, by po kilku już kompletnie zaniknąć. A szczypawka? Leżała spokojnie tam, gdzie upadła, z rozmarzeniem wspominając moment ugryzienia.

// Nie wiedziałam, Ev, jaki masz wygląd aktualny, więc założyłam, że mogła Cię ugryźć. Także... No~



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Nathair on Wto Maj 06, 2014 1:06 am
Nathair tak naprawdę przez większość czasu grał. Twierdził, że nic go nie rusza, kiedy wystarczyło coś takiego jak pocałunek i to przypadkowy, żeby z pyskującego Kurczaka zrobił się czerwone i zawstydzone kurczątko. Ale w tym wszystkim nie było najgorsze to, że jego pierwszy pocałunek został zabrany przez mężczyznę, chociaż to też poniekąd było tragedią, w końcu Nathair uparcie głosił, że jest hetero, ale fakt, że było to Ailen. Jego wróg i rywal w jednym. Aż duma anioła ucierpiała na tym. Chciał wyparować tego miejsca i uciec gdzieś daleko. Tam, gdzie nie będzie widział tej parszywej mordy wymordowanego. Ale siedział nadal w miejscu, nie mogąc się ruszyć. Jakby jakaś magiczna różdżka na moment zamieniła go w marmurowy posąg.
Fuj.
Och tak, Ailen wręcz z ust mu to wyjął. Nathair mógł to samo powiedzieć, aczkolwiek wciąż był w tak wielkim szoku, że nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Odwrócił momentalnie głowę w bok, wędrując wzrokiem po ścianie, jakby to właśnie tam szukał drogi ratunku. Ależ żałował, że nie posiadał mocy manipulacji czasem. A wystarczyło to wszystko cofnąć o zaledwie parę sekund. Tylko tyle chciał. Albo żeby ktoś mógł wymazać to z jego pamięci. Ileż dałby za takie zbawienie. Aczkolwiek tak pięknie w życiu być nie mogło. No to przecież oczywiste. I minie sporo czasu, o ile minie, nim Kurczak pogodzi się z tą zastraszającą rzeczywistością.
Ale się czerwony zrobiłeś.
Pstryk, niczym na zawołanie jego twarz przybrała jeszcze bardziej bordowy kolor, jeżeli to w ogóle było możliwe. Oczywiście, że był czerwony. I cholernie zawstydzony. Nie na co dzień całujesz swego wroga. I do tego faceta, kurna! Jego podstawy do bycia w pełni hetero zostały bezczelnie naruszone przez tego knypka. Niech go szlag normalnie.
- Zamknij się! – warknął, chociaż tym razem jego głos nie brzmiał aż tak pewnie i kpiąco jak zawsze. Był jakby bardziej… delikatny? Zduszony? Wystraszony? Całkiem możliwe.
Ciałem anioła wstrząsnął lekki dreszcz, kiedy poczuł jak wymordowany zaczyna sunąć swoim spojrzeniem po jego ciele. Czuł się z tym dość osobliwie. Jakby Ailen dotykał go na odległość. A to nie spodobało się Nathairowi. Aż instynktownie skulił się bardziej w sobie, przyciskając ręce mcniej do swojego ciała, jakby chciał je zasłonić przed nachalnym spojrzeniem, a przecież nic nie było widać, był ubrany. Ale w tym momencie poczuł się prawie tak, jakby był nagi.
- Ale Ty weź się nie gap na mnie, co? – mruknął zdecydowanie cichszym głosem, zrywając kontakt wzrokowy i wbijając go w swoje kolana. Zerknął kątem oka w stronę drzwi. Tak, to idealny moment na ewakuowanie się z tego miejsca. Nawet drgnął z zamiarem wstania i najzwyczajniej w świecie oddalenia się od tej chatki, która zawierała w sobie ten szatański pomiot zwanym Ailenem. Tylko, że wymordowany zrobił pierwszy ruch.
Spojrzał na niego odwracając gwałtownie głowę, gdy poczuł na swoim policzku jego dłoń. A gdy ten pogłaskał go kciukiem, Nathair odepchnął się mocno. Niestety, napotkał za sobą przeszkodę w postaci podłokietnika. No to pozamiatane. Ailen był blisko. Zdecydowanie za blisko. Naruszył jego prywatną przestrzeń. A Kurczak nie chciał, żeby był tak blisko.
W końcu otrząsnął się z szoku i chociaż był nadal czerwony jak ruski dywan, to jednak wyciągnął jedną z dłoni i przycisnął ją do brody wymordowanego, odpychając od siebie.
- Odsuń się ode mnie Ty zboczeńcu! Weź wyjdź i nie wracaj! Nie jestem gejem! Jestem hetero! Interesują mnie kobiety. KOOOOBIEEEEETYYY, a nie jakieś małe, przebrzyd—AU! – Nathair jęknął głośno, puszczając jego brodę, jednocześnie podciągając swoją nogą na kanapę. Spojrzał na małe, zaczerwienione miejsce na swojej skórze, a potem na… szczypawkę. No jeszcze tego tutaj brakowało. Jakiegoś innego wysłannika z Piekieł, jakby ten mały gnojek nie wystarczył. Anioł z żalem wymalowanym na jego twarzy zaczął masować ugryzione miejsce, a potem spojrzał na Ailena.
- I patrz! To Twoja wina! Pewnie, że tak! Najpierw mnie całujesz, potem napastujesz, a teraz wysyłasz jakieś cholerne robactwo! – rzucił z wyrzutem, robiąc przy tym dość naburmuszoną twarz. Tak, Nathair był mistrzem w psuciu jakiegokolwiek momentu, chwili czy atmosfery. Brawa dla niego.

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 11414
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Ailen on Wto Maj 06, 2014 11:44 pm
I właśnie to było dla Ailena fajne; w końcu dowiedzieć się, że jego odwieczny rywal wcale nie jest taki groźny i pewny siebie, jak to zwykle kreuje swoją postać.  Miło było w końcu zamiast parszywego uśmiechu wymalowanego na mordzie, zobaczyć najczerwieńszy pąs, jaki w całym swoim życiu widział. Nathair chyba naprawdę mocno przeżywał ten ich cały pocałunek, co dla Kota było kolejną okazją, żeby się z niego najzwyczajniej w świecie ponabijać. Dla niego to naprawdę nie było nic szczególnie wielkiego. Gdyby anioł nie zareagował tak gwałtownie, możliwe, że już teraz spokojnie by się ze sobą rozstawali, po tym, jak Ai zbył ten cały incydent lekceważącym machnięciem ręki. Całował się tyle razy, że to już naprawdę nie było dla niego nic szczególnie wyjątkowego. Swój pierwszy raz miał za sobą od ponad stu lat, więc zdążył się już przyzwyczaić do tego uczucia. Fakt, nigdy nie kosztował Nathaira i raczej nie planował w najbliższym czasie skraść mu kolejnego całusa, ale wiedząc, że był to wypadek, jakoś nie był w stanie bardziej zaangażować się emocjonalnie w ten przykry incydent. Poślizgnął się i niefortunnie wywrócił. Nie widział w tym żadnych powodów do rumieńców, co najwyżej właśnie do jego krótkiego „fuj”. Tak czy siak anioł sam się prosił o docinki i zabawę. Taki niewinny i skołowany się teraz wydawał. Ai wręcz uwielbiał takie widoki.
Bo co? – mruknął, w ogóle nie myśląc o tym, aby w jakikolwiek sposób zaprzestać swoich śmiałych działań. Zamierzał tak zawstydzić i upokorzyć Nathaira, żeby ten nie pozbierał się po tym zdarzeniu przez jeszcze naprawdę długi czas. Granie zainteresowanego jego ciałem było co prawda śmiesznie sztuczne, bo Pan Różowy w ogóle go nie pociągał, ale w obecnym stanie, anioł pewnie i tak czuł się cholernie nieswojo, gdy Ai tak powolnie sunął po nim spojrzeniem, co jakiś czas zatrzymując się na niektórych skrawkach jego ciała.
Nie zamierzał odpuszczać i wbrew wyraźnym sprzeciwom swojego towarzysza, dalej na niego napierał, nie chcąc powiększać odległości między nimi. Był taki rozbawiony jego niewinnym zachowaniem, że w momencie, w którym zażenowany Nathair zaczął go odpychać, zwyczajnie nie wytrzymał i parsknął krótko, ukazując białe jak śnieg kły w rozbawionym, acz oczywiście strasznie kpiącym uśmiechu.
Bylibyśmy jak związek hetero. Wyglądasz jak baba. – skomentował krótko, postanawiając już nie kryć się z tym, iż jego wszelkie natarczywe posunięcia w stronę roztrzęsionego Nathaira, były po prostu okrutnym żartem. Zaczął się powolutku i ostrożnie odsuwać, dużą uwagę zwracając na swoją złamaną rękę. Był w pełnej gotowości, aby w razie problemów uskoczyć aniołowi i znaleźć się na drugim krańcu pokoju. Pewnie gdyby tak zrobił to by zasłabł, ale z drugiej strony chłopak był teraz nieprzewidywalny, a Ai nie chciał zarobić butem w uszkodzoną łapę.
Zerknął zainteresowany na nogę anioła, gdy ten postanowił umieścić ją na kanapie. Zaczerwienione miejsce od razu rzuciło mu się w oczy, a to jakoś odebrało mu część dobrego humoru. Oww.. takie słodkie. Czyżby Ailenowi nie pasowało to, że Nathair został przez kogoś, choć w małym stopniu, to jednak uszkodzony? Martwi się o jego zdrowie? Może tak naprawdę bardzo go lubi? Nope. Bardziej martwił się o siebie, że to, co dziabnęło tego debila, nabrało większego apetytu, chcąc zabrać się za niego. Tak czy siak, nie sposób było ponownie się nie zaśmiać z politowaniem, gdy usłyszało się pretensje anioła.
 -  Ja Cię całuję? – zapytał, na nowo wyginając usta w drwiącym uśmieszku – Z tego co pamiętam, to ty się na mnie rzuciłeś. Swoją drogą.. jesteś strasznie śmieszny, gdy się tak unosisz. No i jesteś roztrzęsiony jak jakaś dziewica. – odparł i zachichotał.

_________________
This is true Liberty when free born men,
Having to advice the public may speak free,


Which he who can, and will, deserv's high praise,
Who neither can nor will, may hold his peace;
Who can be juster in a State than this?



Ailen
-----------
Chart     Opętany

avatar

Liczba postów : 1794

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Nathair on Czw Maj 08, 2014 12:10 pm
Minęło nieco czasu od momentu pierwszego, ciężkiego szoku. A może to właśnie przez ugryzienie w wykonaniu tej dziwnej szczypawki Nathair zaczął powoli do siebie dochodzić. W każdym razie z każdą kolejną sekundą zaczynał wracać ten sam złośliwy Kurczak. Który zdecydowanie nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy i ze słów, które płynęły z ust Ailena. Co prawda rumieniec nadal go nie opuszczał, aczkolwiek odzyskał zdolność szczekania. A to już coś.
Oderwał swoje spojrzenie od szczypawki, której przez moment się przyglądał i wbił niemal boleśnie w Ailena, jakby chciał przebić go niemal na wylot. Wydał z siebie ciche, gardłowe warczenie, które zwiastowało, że chłopak w każdej chwili może wybuchnąć.
- Nic Ci do tego! Weź może się pieprz, co? - syknął i zgarnął szczypawkę swoją ręką w ogóle nie zwracając uwagi czy ta go ponownie ugryzie czy też nie, po czym cisnął nią mocno w twarz Ailena, a następnie wstał. Tak, teraz górował nad nim i poczuł twardy grunt pod stopami. To było zdecydowanie lepsze aniżeli siedzenie na kanapie. W pobliżu tego małego gnojka, do którego nie chciał się zbliżać przez najbliższy czas. Mógłby go tu zostawić. Możliwe, że sczezłby w samotności. Wszakże nadal nie mógł poruszać ręką i był poobijany. Nic mu nie mógł zrobić. Za to Nathair tak.
Złapał go za zdrowe ramię i szarpnął tak, żeby Ailen się podniósł i stanął o własnych siłach, jednocześnie ciągnąc go na środek pokoju. W sumie nie miał żadnego większego celu. Może wyrzucić go za drzwi i niech sobie sam radzi? Ta, Kurczak już to widział, jak Ailen pałęta się po Edenie, słaniając na nogach.
- Nie jesteś nawet w stanie ustać na nogach bo zaraz runiesz na swoją dupę. Beze mnie w tym momencie sobie nie poradzisz a tylko zdechniesz gdzieś w rowie, więc zamiast ze mnie kpić może pomyślisz o wdzięczności, co? – syknął nachylając się nieco nad nim. Rumieniec z jasnej skóry anioła powoli ustępował czerwieni złości. Pyskaty Kurczak szybko się denerwował, zwłaszcza prowokowany przez Ailena. Ten to miał jakiś cholerny dar rozjuszania go. Nie, to zdecydowanie nie był dobry pomysł na zostawienie ich samych w jednym pomieszczeniu. To było pewne już od samego początku, że ta dwójka prędzej się pozabija aniżeli dojdzie do jakiegoś konsensusu. Palce Nathaira zacisnęły się mocniej na drobnych ramionach i nieco nim szarpnął, patrząc z góry w twarz chłopaka.
- Ponadto, zapamiętaj to. Prędzej odgryzę sobie język, niż pocałuję Cię z mojej własnej, nieprzymuszonej woli. Nie gustuję w takich małych, zasmarkanych gówniarzach. – dodał kpiąco, a jego kąciki ust uniosły się ku górze, uderzając w jeden z najczulszych kompleksów Ailena. Odepchnął go od siebie na tyle mocno, by ten upadł tyłkiem na ziemię, po czym nachylił się nad drobniejszym wymordowanym. Wyciągnął rękę i poklepał go po policzku, niczym jakiegoś psa. Czy jakieś inne zwierzę.
- P… Ponadto nie zapominaj, że to ja jestem większy i mam więcej siły od Ciebie. Zwłaszcza w tym momencie. – dodał, chcąc, by jego głos zabrzmiał jak jakaś groźba. Co prawda efekt może nie był taki jak chciał, ale był pewny, że nastraszył chłopaka na tyle, by ten chociaż na chwilę się zamknął. I przestał mu docinać. Nathair wyprostował się i pokiwał głową w pełni zadowolenia. Tak, dobrze mu dogadał. Rzucił jeszcze jedno, krótkie i lekceważące spojrzenie, po czym najzwyczajniej w świecie opuścił chatkę, zostawiając Ailena samego.

//zt


Ostatnio zmieniony przez Nathair dnia Pon Lip 20, 2015 1:31 am, w całości zmieniany 1 raz

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 11414
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony dom.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Eden :: Rajskie miasto