Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 7 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next   

Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Lentaros on Sob Sty 31, 2015 8:53 pm
Opuszczony Magazyn
Troszkę w oddaleniu od epicentrum Apogeum Desperacji znajdował się jeden z budynków, który jeszcze niedawno miał właściciela. Miał. To dobre określenie, bo takowy niedawno zakończył swój żywot na poczet wizyty gangu CATS, razem ze swoim znajomym, kulką między oczyma. Od tego momentu minęło raptem kilka dni, a magazyn niemal stoi otworem - co prawda wiele tam zmagazynowanych rzeczy nie ma, ale zawsze coś można znaleźć, prawda? Uwaga jednak przy zwiedzaniu pokoi - nie wiadomo co się tam zalęgło. Budowla jest dość spora, jak na magazyn przystało, a jej solidne, murowane ściany całkiem nieźle zniosły upływ czasu.


- Mam nadzieje że dystans nie był problemem, Cher. - Stwierdził, dalej z kosą opartą o swój bark. Maszerowali już z dobre kilkanaście minut, ale cóż zrobić, nie mógł być przecież pod nosem, prawda? Byłoby za łatwo. Brak oświetlenia innego niż latarka mógł być utrudnieniem dla Ethel, ale maszyna doskonale wiedziała gdzie idzie. Mógł w sposób idealny określić miejsce w którym się znajduje za pomocą połączenia świeżo aktualizowanej mapy wraz z dość solidną orientacją, więc wytyczenie odpowiednio krótkiego i bezpiecznego szlaku nie należało do problematycznych. W końcu dotarcie do tej sporej, murowanej budowli, otoczonej jeszcze resztkami murów zostało dokonane. Damn yeah! Było co prawda multum zbitych okien, ale przez nie raczej nie wyniesie się drzwi...
A skoro o nich mowa. Właśnie oboje (a przynajmniej on) zatrzymali się przed takimi jednymi. Żelaznymi, z łańcuchem z przodu i kłódką, służącymi za zamknięcie. Ciekawe. A więc teraz decyzja... Wejdą z hukiem czy nie...
A pieprzyć kulturalność i ciszę!
- Spytałbym czy wolimy wejść po cichu... Ale co mi tam. Dziś mam dzień robienia jebut. Te drzwi ci się podobają przed nami? - Spytał jeszcze tylko, dla pewności czy aby nie zniszczy przy okazji blaszanych drzwi, jakie mogłyby pasować Panience do norki. Osobiście jednak miał wrażenie że byłyby trochę... Za wielkie. I za ciężkie dla niej do otwierania (choć otwierały się do wewnątrz, ale sha). No ale co on tam wie - on nie dekoratornia, więc i się nie zna. A nóż widelec już mają drzwi i będą mogli sobie pójść?
...
To by było za proste, tsh.

_________________


Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.



Lentaros
-----------
Wtajemniczony   Zbuntowany android

avatar

Liczba postów : 1411
GODNOŚĆ : Lentaros. Na wypadek wymusu posiadania nazwiska zawsze rzuci jakimś losowym zlepkiem liter.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Gość on Sob Sty 31, 2015 9:09 pm
PIEPRZONE CIEMNOŚCI.
Ekhem, tak.
Słaby wzrok + ciemność + powoli słabnące światło z latarki to niezbyt dobre połączenie. Ba, to było wręcz combo przeciwko niej. Gdyby nie to, że miała przed sobą Lena z kosą, która lekko pobłyskiwała, toby się już chyba zgubiła.
- Jest okej, Twoja nowa broń pomaga mi się nie zgubić. - odpowiedziała, starając się nie nadziać po drodze na tę cholerę. Szła cały czas za nim, a dopiero po jakimś czasie poszła bardziej po prawicy androida. Cholera, powinna była zrobić tak na początku. Ale wcześniej coś tam chyba było, więc musiała iść równo za nim. Tak, najważniejsze, że teraz miała lepszą miejscówkę.
Nie minęło jednak zbyt dużo czasu - w końcu dotarli do jakiegoś budynku. Rozwalone okna, straszenie po ciemku i szpanowanie sobą... Hmm. Ciekawe. Może poza drzwiami znajdzie tutaj jeszcze ciekawsze rzeczy? Pamiętajcie, Ethel teraz ma minimalnie lepszy humor, a w pakiecie do tego znalazł się mocno upragniony optymizm, co od razu sprawiało, że Eth wydawała się być chwilowo inną osobą. Najpierw ponurakuje, czepia się, a teraz raduje się z byle czego i idzie za Lentarosem z uśmiechem na twarzy. Nic, tylko zapytać, skąd bierze takie zmiany. Chyba za mocno przywaliła głową w tamtą skrzynkę.
- Walić ciche wejścia. - machnęła ręką, kiedy przystanęli przed wejściem - Te drzwi raczej nie przejdą, Len. Za duże. No chyba, że znasz kogoś, kto je trochę skróci i jakoś ogarnie ich mocarność. Niby dobre na chojraków z Apogeum, ale jednak nie chcę sama mieć problemów, jak będę je otwierać.
Taa, fajnie by było, gdyby to się skończyło aż tak szybko. Może jednak kolejne, napotkane przez tę dwójkę drzwi okażą się być "tymi idealnymi"? Kto wie, kto wie. Ciekawe też było, czy spotkają pajączka, o którym wspominał Len. Ciekawe, jakby zareagował, gdyby zauważył Sabi. Może by wyszło, że to jednak był osobnik płci żeńskiej i zareagowałby agresywnie, gdyby tylko zobaczył takie wychudzone dziewczę przy boku jego wspaniałego androida?
...Chryste, nie.
- Pamiętaj, idziesz pierwszy. Oby tu nie było kotów. A jak będą, to dostaną po mordkach, o. Może znajdziemy twojego ukochanego pajączka?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Lentaros on Sob Sty 31, 2015 9:49 pm
Ej no, tylko bez wyrazów mi tu, młoda damo. Ciemności jeszcze nie były przez nikogo pieprzone, ale za to mogą się tobą chętnie zająć jak je wywołasz do kolacji. Chcesz spróbować? To może nie być przyjemne~
Musiał przyznać że ta kosa naprawdę długo wytrzymywała w tej formie. Może to już permanentny status, i żeby go zmienić musi zwizualizować sobie inną broń? Nie sprawdził tego jednak do końca, więc na razie jeszcze zaczeka. Nie pali się, nie spieszy. Zdąży, z pewnością zdąży. Poza tym - podoba mu się. Czemu miałby się pozbyć takiej fajnej kosy? No czemu, pytam?
- Nie jest zbyt dyskretna, ale do odkrytej walki będzie w sam raz. Pomyśl o tych możliwościach, każda istniejąca broń sieczna. Spróbuj sobie wyobrazić mnie teraz z, choćby, dwuręczny mieczem, długości równej mojej wysokości. - Uśmiechnął się lekko. Tak, to było ciekawe... I nawet zwizualizował to sobie w myślach, ale broń się nie zmieniła. Hm... Nie może jej zmienić poza formą sztyletu i następną formą? A może to była zmiana jednorazowa?
Jeszcze nie jest czas na takie insynuacje! Jeszcze zdąży ją dokładnie sprawdzić. Priorytety Len, priorytety. Teraz masz coś ciekawszego do roboty - czyli bycie nawigacją satelitarną wpół ślepej dziewczyny. Tak.
Nie zwrócił nawet uwagi, gdy zamiast iść za nim, zaczęła iść obok. Jak jej wygodnie, tak niechli będzie. Niech tylko się nie zdziwi że idąc obok wpadnie w jakąś dziurę, której on nie miał na swojej mapie, i w którą nie wszedł. Nie wyciągnie jej i pójdzie dalej. Może dopiero jak dotrze na miejsce to zauważy, że nikogo obok niego nie ma. Hue.
Przy jego ostatniej wizycie tutaj był działający laptop, a skoro był laptop, była też elektryczność. Wątpił jednak by jakikolwiek agregat elektryczny się ostał. Okna były bardziej powybijane niż stan, w jakim go pamięta przy obchodzeniu. Ktoś już tu był. Kto? Kij go wie. Ale pewnie już zrabował co lepsze... Choć wciąż mógł zostawić jakieś smaczne kąski. Zapolujmy na nie.
Jeśli tak działa na nią uderzenie głową w skrzynkę, to co będzie dalej? Jak rąbnie głową w skałę to się zakocha w pierwszej osobie którą zobaczy? ... To by było w sumie nawet ciekawe. Może sprawdzi czy tak to zadziała?
Przysłuchał się jej słowom. A więc żadnych cichych wejść... Poczuła się nagle strasznie pewna, prawdopodobnie przez fakt że ma ze sobą androida do wsparcia, prawda?
Na pewno. Ale skoro walić ciche wejścia...
Kosa zabłyszczała złowieszczo, gdy ściągał ją z barku i pochwycił w dwie dłonie. Smugi. Dwie, które powstały niemal natychmiastowo po sobie. Obie tworzyły piękny symbol "X" na drzwiach, a tuż po tym kosa zmieniła się z powrotem w sztylet. Och... Czyli to jest jego limit czasowy? No w porządku.
Tylko czemu drzwi wydawały się być nieruchome, nienaruszone? Dunno. Schował sztylet do pokrowca za plecami, po czym "tyknął" je palcem.
I puf. Rozpadły się na symetryczne kawałeczki, a łańcuch poszedł w kawałki. Odgłos obijającej się o podłogę blachy było słychać pewnie i na drugim końcu magazynu...
Ale chyba nikogo tu nie ma. Chyba.
- Mogą być tak przycięte? - Spytał z uśmiechem, po czym oparł dłoń o rękojeść katany i ruszył przodem. - Idę. Nie licz jednak na moją znajomość terenu - w tej chwili jestem równie ślepy w ciemnościach co ty. Wiem że na górze było sporo drzwi, drewnianych, w miarę solidnych. Znajdź tu schody, moja droga. - Przy ostatnich słowach zatrzymał się, splatając dłonie za ramionami. Słyszał jakieś dziwne szmery... Ale bagatelizował je chwilowo. Może karaluchy? Inne robale?
Ale pewnie Ethel mogłaby je usłyszeć dokładniej. Może ona określi co to?

_________________


Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.



Lentaros
-----------
Wtajemniczony   Zbuntowany android

avatar

Liczba postów : 1411
GODNOŚĆ : Lentaros. Na wypadek wymusu posiadania nazwiska zawsze rzuci jakimś losowym zlepkiem liter.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Gość on Sob Sty 31, 2015 11:25 pm
Cicho. Czasem trzeba trochę ponarzekać, jak ma się okazje. Powinna to robić na głos, żeby po drodze Len musiał tego słuchać? Tak? Lepiej nie. Nie polecam. Zarówno android, jak i wymordowana tego by nie chcieli. Więc będzie sobie narzekać w myślach tak, jak tylko będzie chciała. To, że drugiej stronie po głowie chodzą dziwne rzeczy, to ani moja wina, ani Eth.
- Cóż, jeżeli trafimy na jakieś myślące jednostki, to może po drodze pójdzie jakaś historyjka o śmierci ze świecącą kosą? Wtedy to już w ogóle zostaniesz żniwiarzem. - rozmarzyła się - Tylko trzeba Ci tych kości, nu. Może ten raz czy dwa kogoś spróbujesz postraszyć? Tylko nie mnie, rzecz jasna.
W dodatku ona mogła komuś pomóc w rozprzestrzenieniu się owej plotki - w tym też była niezła. Możliwe, że zrobiłby się naprawdę sławny. A potem by się jej pytali, skąd to wie, choć znając Ethel, powiedziałaby, że zasłyszała lub widziała. Nie wciskałaby się do historyjki, bo woli zostać gdzieś na boku. Nie dla niej światła i mikrofony, ona woli siedzieć w cieniu, żeby czasem trochę rozbudzić całą publikę. Taka już była. I nigdy nie zazdrościła tym, których dało się rozróżnić po wymówieniu samego imienia - czasem może to być wygodne, ale na dalszą metę musi być lekko męczące. Gdzie nie pójdziesz, to mogą Ci obić mordę, bo Cię kojarzą, bo, dajmy przykład, rozwaliłeś dom tego, zabiłeś tamtego, pobiłeś jeszcze innego. Tfu.
A jak myślisz, co jest lepsze? Wpaść do dziury i mieć szanse na wyjście z niej, czy nadzianie się na cholernie ostrą broń osoby idącej przed Tobą? Wolała jednak to pierwsze. Zawsze sobie jakoś poradzi. A z kosą będzie problem, tak.
Problem to za mało. Prawie na pewno nie będę tego mile wspominać.
Eej, Etheel, nudno. Kiedy ostatnio rozwalaliśmy niewinnych ludzików?

...O mój Boże, nie.
Nie. Nope. NOOPE. Nie teraz. Błagam, proszę, na kolankach. Wszędzie, tylko nie przy Wilczurach i Lentarosach. Nie chcecie tego! Nikt tego nie chce. Ale taki był fakt - powoli w głowie Wymordowanej zaczynało szumieć. I to nie ze względu na poniesione wcześniej obrażenia - to był wirus. I niewątpliwie chciał już zabalować. Na szczęście miała jeszcze trochę czasu, zanim ten do końca wbije się w jej głowę i wybije ją z rytmu, pozbawiając jakichkolwiek możliwości zapanowania nad sobą. Oby tylko nie rzuciła się na Lena. Bo skończy marnie.
Hej, kto by się nie zrobił pewny, mając czołg po swojej stronie? Poza tym, wbił się jej do norki równie cicho, więc Eth nie miała nic przeciwko takich napadów na innych. A nuż ktoś tam baluje i urządza ostre imprezy w tym magazynie? Wtedy przynajmniej wejdą na nią niczym VIPy. Nic, tylko dorzucić im ciemne okularki i zarzucić "Like a boss" w tle.
- Leen, we have a problem. Szumi mi w głowie. - rzuciła nagle, kiedy drzwi przywitały się z podłogą. Zanim kontynuowała, zasłoniła uszy, bo przez ten hałas nijak nie mogła wytrzymać. - Ja ostrzegam, że mi szumi w głowie. - powtórzyła - Czyli możliwe, że niedługo mi odwali. Jedna prośba - w razie czego nie pozbawiaj mnie głowy i w ogóle życia, kay? Może będziemy mieć szczęście i poza nami coś tam będzie, przez co rzucę się na to coś. Na szczęście moje odwały trwają dosyć krótko jak na poziom E.
Wolała o tym wspomnieć, jednak nie martwiła się specjalnie o Lena. On sobie poradzi z takim dzikusem. Bardziej szło o nią - bo gdyby android po drodze "przypadkiem" by ją zabił, toby jednak nie było zbyt wesoło. Lubiła swoje życie. I wolała przy nim trwać, póki tylko może.
Chwilę potem jednak skupiła się na dźwiękach, które usłyszała. Nie wydała ich ani ona, ani Lentaros - i bez cienia wątpliwości dochodziły z którejś części budynku. Ethel przymknęła na chwilę oczy i wsłuchała się porządniej, starając się je odróżnić. Jeden z nich przypominał tupot większej liczby odnóży i dochodziły gdzieś bardziej na północ od nich, podczas gdy na północnym-wschodzie słyszała tylko jakieś niewyraźnie dźwięki. Tak, jakby ktoś chodził. Albo się skradał. I nie była to chyba jedna osoba.
- Hmm... Na piętrze, mówisz. - zastanowiła się - Może znajdziemy gdzieś schody. Wracając, wspominałeś, że w okolicy ostatnio kręciły się typy z CATS, tak? - powiedziała trochę ciszej - Jak sądzisz, czy jest szansa, aby się kręcili po tym magazynie? Wydaje mi się, że słyszałam dźwięk czyichś kroków. Dwie... Może trzy osoby. Bardziej na wschód od nas. A centralnie przed nami może być jakiś zwierzak. Zmutowany, bo po dźwiękach możliwe, że nie ma dwóch nóg. Nie wiem, niektóre odgłosy są niewyraźne.
Ale kij, czego tu nie było - Ethel i tak zawali wam jakieś drzwi. Nie po to zacisnęła zęby, wiała przed androidem i siedziała z nim wymieniając się informacjami, aby teraz sobie pójść, bo ktoś może być w tym magazynie. Czy to będą CATS, czy to randomowe istotki, które chciały ograbić magazyn, czy nawet zmutowane zwierzaki - i tak je sobie weźmie. Przynajmniej nie była sama...



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Lentaros on Nie Lut 01, 2015 12:52 am
Wtedy by ją najzwyczajniej w świecie zakneblował. Albo ogłuszył i zaniósł. Oczywiście - ogłuszenie z jego strony nosi ze sobą zagrożenie. Jakie? Zastanów się co może ci się wydarzyć gdy kilkunasto kilogramowe ramię zdzieli cię w tył głowy. Myślisz... Myślisz... Jeszcze, blisko jesteś...
Tak. Czacha w kawałkach, powbijana swoimi ostrymi kawałkami w mózg. Zastanów się więc czy chcesz zostać "ogłuszona" przez takiego androida. Nikt nie mówi że będzie delikatny, prawda?
- Pomyślę o tym. Kości już mam - wystarczy że stracę twarz... Z drugiej strony - ciężko znaleźć dobrą, syntetyczną twarz. Może lepiej nie jednak. - Dodał po chwili namysłu w trakcie mówienia, pocierając brodę dłonią w zamyśleniu. Tak... Zdecydowanie znalezienie sobie nowej "skóry" może być problemem, gdyby jego własna spłonęła. Dla dziewczyny takie coś jak utrata skóry to raczej byłby problem...
On jednak jak widać - trochę to olewa. Żeby nie powiedzieć że dużo go to nie interesuje. Co prawda straszenie blaszaną twarzą nie jest znowu czymś co by chciał, no ale wbrew ludziom, u niego z tym problemu nie będzie. Nawet drobnego. Żadnego wprost. Oprócz oczywiście kwestii socjalnych - nie każdy ma ochotę mówić miast do oczu to do pary lampek wizjerowych, a zamiast widzieć twarz to widzieć uformowany w twarzo-podobny twór metal. Yup.
Ej no, przecież on jej nie niósł jakoś... A fakt. Niósł. Dobra, cofam. Faktycznie w tej chwili podsunięcie się trochę bliżej mogłoby się źle skończyć. Prawdopodobnie potem już by nie było problemu kwestii chodzenia - byłaby wleczona wraz z ostrzem. Tag...
Eee, może nie aż tak marnie - prawdopodobnie gdyby się na niego "rzuciła" to by się od niego odbiła, co brzmi dziwnie, ale jest całkowicie realne. Można to porównać do odganiania się od nieznośnego komara - gryzie cię, irytuje, ale jak trafisz, to leci w dal. Daleko. Albo kończy rozpłaszczony. W tym wypadku dziewczyna by jednak odleciała, bo skoro Len jej nie zabijał do teraz, to raczej w planie nie miał zmiany zdania. Jeszcze. Powiedzmy. Zanim sam nie odwali. Oby tego nie zrobił prędko...
Bądźmy optymistyczni. To jedyne, dobre wyjście w tej chwili. Optymizm. W tej chwili tylko on pomoże. I zajęcie się czymś innym, jak wejście rodem Faceci w Czerni. No, przynajmniej on. Co prawda garniaka nie miał, ale czarny strój - jak najbardziej jest? Jest. I git. Put your hands up in the air! ... Or i will cut them out.
Początkowo nie usłyszał jej słów, bo huk opadającej stali nader doskonale je zamaskował. Musiał przyznać że od dawna już nie był tak zaciekawiony nową bronią. Tyle możliwości... Kosa to tylko początek całej listy broni, którą teraz ma w zasięgu ręki. Wystarczy wizualizacja... Z tym że chwilowo nie działa. Pewnie kwestia ponownego naładowania się ogniw elektryczno-magicznych czy czym tam się zasila ten sztylet. NIEWAŻNE! I tak jest świetny. Jest naprawdę dobry...
Ale nie zapomni o swojej wysłużonej, drogiej katanie. Ona też ma miejsce w jego sercu... Mechanicznym, tłoczącym olej sercu. Tak.
Dopiero teraz usłyszał prośby dziewczyny i wyjaśnienia. Och? Czyli wkrótce dopadnie ją zwierzęcy szał wymordowanych? Ciekawe... - W porządku. Nie zabiję cię ani nie odetnę ci głowy. - Zrobił krótką pauzę, po której dodał. - Ale o inne członki ciała nie miej gwarancji bezpieczeństwa. - Tak. To nie tak że miał w planie jej odciąć choćby rękę czy coś... Ot. Tak sobie ją postraszył, zupełnie lodowatym tonem głosu, całkowicie poważnie brzmiącym. Choć nie miał w planie tego zrobić...
Gwarancji jej nie da, prawda? Prawda.
Nie zwrócił uwagi na odgłosy - jednak ona tak. Wspominała chyba mu o tym, że ma dobry słuch...
Niemniej jednak, przysłuchał się jej słowom. Hm...
- Jest na to szansa. Hm... Może to ten pająk, sympatyczny, ale nie wiem. Poświeć przede mną, może coś się pojawi. No i przy okazji będę coś widział... - Tak. Może nie jest to rzecz pierwszego sortu i w ogóle, może nie jest potrzebne, ale...
Chciałby coś widzieć. Serio. W tym mroku walka mogłaby jedynie postępować przy pomocy słuchu. Musiał przywrócić sobie znów tryb poruszania się po mapie którą zapisał wcześniej. Pamiętał to miejsce...
Schody są całkiem blisko. Ruszył więc w ich stronę. - Na piętrze może będzie nieco bezpieczniej... Chodź. Trzymaj się blisko i nasłuchuj. - Skoro dobrze słyszy, niech słucha. Może coś wyłapie.

Chwilowo ty nam MG'ujesz, Cher :3



_________________


Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.



Lentaros
-----------
Wtajemniczony   Zbuntowany android

avatar

Liczba postów : 1411
GODNOŚĆ : Lentaros. Na wypadek wymusu posiadania nazwiska zawsze rzuci jakimś losowym zlepkiem liter.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Gość on Nie Lut 01, 2015 11:39 am
Tak, jak już zostało wspomniano - zarówno Len, jak i Eth tego nie chcieli. Z naciskiem na drugą osobą, która by oczywiście skończyła gorzej. No ale! Len też by się musiał męczyć i wkurzać, bo mu takie coś pląta się pod nogami jakby chciało na siebie zwrócić uwagę. Tak, nawet android mógłby się wkurzyć. Chyba. Raczej. Dobra, nieważne.
- Nie musisz akurat zdejmować skóry z twarzy... Zawsze też przejdą inne części ciała. Chociażby ręce. To wtedy będziesz jakimś nawiedzonym androidem, jak Cię rozpoznają. Też ładnie.
Wtedy może nawet ktoś by wyczaił, że jest androidem... A jeżeli takie wariują, to zazwyczaj mają coś nie tak z przewodami, programami, przez co niebezpieczeństwo od razu jest wyższe! Mieszkańcy wtedy będą sobie mówić, że jakiś rozwalony, nie mający w pewnych miejscach syntetycznej skóry, zbuntowany android łazi przy tym opuszczonym magazynie i łowi zagubione duszyczki, jeżeli ktoś w ogóle tutaj podejdzie. Heej, też było niezłe. Lentaros ma zadatki na gwiazdę Desperacji. Awanturnicy z barów może kiedyś stracą trochę sławy, a wtedy, całkiem przypadkiem, Len zacznie błyszczeć? A Ethel będzie to podziwiać z odległości i czuć się jak ktoś, kto zrobił ze, khem, "zwykłego, ponurego" androida gwiazdę roku. Po części czułaby się fajna, ale potem po prostu by się z tego śmiała. Zawsze tak jest. Jeżeli coś Cię wkurza i denerwuje, ale potem ma fajne rozwinięcie i zakończenie, to potem będzie Cię to bawić, jak opowiesz to swoim wnukom (?) przy kominku. W końcu komedia = tragedia + czas...
Odbiłaby się. Może. Wyglądałoby to co najmniej komicznie. Wyobraź sobie, dostaje jak najbardziej poważnego perwolca, nuci sobie coś w stylu "Deerp, co ja robię, kij z tym, chodźmy kogoś zabić" i leci na takiego zajebistego i w ogóle (wtf?!) fajnego androida z kosą... A potem odbija się od niego jak piłka od ściany. Ktoś w tle by ryknął śmiechem i zarzucił jej, że właśnie ta Etylowa spaliła, zwaliła, fail roku, lol i w ogóle chodźmy rozpowiedzieć to reszcie. O Marianie.
Faceci w czerni, co? W sumie to miała na sobie jakieś resztki koszuli od biedy, czarne spodnie i bluzę, równie kolorową i jaskrawą. Gdyby przypominała bardziej jakąś marynarkę, toby jej tylko okularków brakowało. Czyli po części mogli zgrywać taką gangstę, mafije jakieś. Przypałętały się nie wiadomo skąd i straszą, hue. Trzeba kiedyś zrobić komuś takie wielkie wejście, Len. Umilić innym życie.
Teraz w sumie też to robili. Tylko że nawet nie wiedzieli, komu.
- Ręce i nogi też mi zostaw! - dorzuciła po chwili, słysząc ten nieprzyjemny ton, kiedy mówił o reszcie kończyn - Ja lubię swoje nogi, tak? Dobra, mam coś dziwnego na lewej, ale jednak to nią działam, więc mi ją zostaw, no. W razie czego tnij prawą stronę, rany, no. Ja wierzę w Twoją dobroć, honor i lepsze pomysły na obezwładnienie szalonych zwierzaków z fioletowymi pasemkami, serio.
A kilka minut temu opierdzielałaś go za drzwi... Tak, Ethel. Spoko. Wszystko rozumiemy.
Okej, czyli jest jednak szansa, że będą mogli zabalować z kociakami. Dopóki jakoś będą sobie radzić, a powinni, bo przecież po tej strony barykady był Lentaros-terminator, który oszuka przeznaczenie i inne bzdety jak tylko zechce, więc mieli jakąś przewagę. Z takim czołgiem nic, tylko założyć nową grupę i rozgłosić ją z samym androidem. Dobra reklama, hmm... Ale teraz skupmy się na swojej robocie. Zrobiła po chwili to, o co poprosił Len, czyli rzuciła trochę światła przed nimi. Chwilowo wydawało jej się, że dźwięki zaczęły przypominać bieg jednej osoby. Nawet nie musiała się upewniać, że ktoś tam jest, bo po chwili ktoś wyskoczył zza ściany. Nie skierował się jednak w ich stronę, tylko pobiegł przed siebie tak szybko, jak tylko mógł.
- Zbierajcie się tam na górze! - krzyknął nieznajomy - Mamy gości! I ogarnijcie tego pieprzonego pająka po drodze, bo omal mojego towarzysza nie zjadł, cholera jedna!
Czyli jednak byli tu i ludzie, i pająki, huh. Po drugiej części zdania zastanowiła się, czy ten pająk na pewno był przed nimi. Albo nie, albo ten gość myślał, że sprzątną "tych gości" całkiem szybko i pójdą zapolować na pająki. Teraz pytanie, jak ich podejść.
- Tak, Len, jak słyszałeś, oni co najwyżej będą przed nami ukrywać swoją ewentualną liczebność. I uzbrojenie. Ale ktoś tu jest, tego nie ukryjemy. Ciekawi mnie tylko, co z tym pajączkiem. Więc... Idziemy powitać "mieszkańców"? Szukamy Twojego słodkiego koleżki, czy co?
Bo i tak wam zawietrzymy wasze drzwi, huehue. Jej latarka po chwili znowu zaczęła wariować, więc Ethel wyłączyła ją i szybko wyjęła drugą. Działała bez wymiany baterii i rzeczywiście dawała o wiele więcej światła. Od razu lepiej. W razie czego tylko będzie musiała ją tam raz czy drugi wyłączyć, chociażby po to, aby trochę zmylić osoby, które tutaj krążą. Po chwili Len ruszył, więc wymordowana również powoli poszła za nim, słuchając dźwięków.
- Jak wspominał nasz zabiegany koleżka - możemy spotkać kogoś na piętrze. Zresztą, potem było słychać, że wbiegł kawałek na górę i chyba po tym nawet zbiegł. A potem znowu było kilka innych dźwięków związanych z chodzeniem, bieganiem, ewentualnie szukaniem broni. Jak myślisz, czym nas powitają? Confetti, czy ołowiem? - zastanawiała się, kiedy nic nie słyszała. Równie dobrze mogą ich potraktować jakimś pajączkiem. Ciekawe, gdzie był ten wesołek.

Okej ;_; No to mamy początek.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Lentaros on Nie Lut 01, 2015 12:56 pm
Teoretycznie maszyna nie posiada czegoś takiego jak "wkurzenie się". Nie ma emocji, więc skoro nie posiada ich ogólnie, to także nie posiada możliwości wkurzenia się, czyż nie? Chociaż to jest Lenny - android samo-uczący się, irytacji więc też mógł się wyuczyć. A w jakimś alternatywnym universum mógł przypadkiem trafić do ciała kotowatego czegoś o przeciwnej płci, i wtedy czując emocje, mógł też sprawdzić w praktyce jak to jest być zirytowanym. Tak... Zdecydowanie tak. Acz to tylko teoria, prawda?
- Pomyślę o tym. - Skrócił trochę temat tą, nieco lakoniczną odpowiedzią. To nie tak że nie chciał go drążyć - ale osobiście - nie odczuwał (jak to android, zazwyczaj nie odczuwają) pociągu do bycia kimś "niezwykłym", czymś rozpoznawalnym. Jest tylko przedmiotem. Narzędziem. Jego sława może być taka jak np. magicznego miecza. Owszem, potężny i w ogóle hiper-duper-ultra, ale bez posiadacza - bezużyteczny. Podobnie z Lennym. Jest maszyną, przedmiotem, nie istotą ludzką. Dlatego szuka celu swojej egzystencji. Szuka... Właściciela? Można tak powiedzieć. Kogoś, kto wskaże mu co zrobić. Kogoś, kto wybierze za niego, i z kim będzie mógł się sprzeczać. Kogoś, kto będzie go miał na własność. Łowcy byli tylko stacją przesiadkową - dołączył do nich, bo byli akurat mu pomocni w swojej vendettcie... Którą wykonał kto inny. Sprzątnął mu ją sprzed nosa, ukradł i wykonał za niego...
Więc co teraz ma innego zrobić, skoro nie plątać się bez sensu bo Desperacji, szukając chociaż szczątkowego zajęcia? Właśnie. Teraz już nie ma nic innego do zrobienia, może tylko w taki sposób błądzić, szukając... Wciąż szukając...
Aż w końcu znajdzie.
Zaraz zajebistego. Jest poprostu ze stali. Solidnej stali, trwałej i wytrzymałej. Pomimo iż nie pozwala się atakować, nie zmienia to faktu że większość ataków ze strony zwykłych ludzi lub ludzio-podobnym istot mogłaby się skończyć właśnie tak. Odbiciem się od niego, ewentualnie np. wbiciem noża/miecza/widelca w jego ciało. I co dalej? Nic. Egzoszkielet nienaruszony, a on jest tym, co go napędza i tym, co jest wrażliwe. Czyli w praktyce u niego odpuszcza się kwestie żył i mięśni, a także skóry, tylko od razu trzeba chropotać kości.
Metaliczne kości. Chcesz dalej próbować?
Kiedy on już tak... A nie, nie zrobił tak. Zrobił podobnie, wizytując w barze, u Boba. Jak to się zaczęło? A tak. Jakiś zapijaczony typek się wytaczał ze środka... A Lenny, jak na uczynnego i miłego androida, pełnego kultury, pomógł mu opuścić tamten przybytek. W trybie natychmiastowym. Drogą lotniczą. Pierwszą klasą. Tylko lądowanie było awaryjne, gdzieś w błocie Desperacyjnej "ulicy". Powiedzmy ulicy. To chyba była ulica... Jak inaczej nazwać coś między budynkami, wzdłuż którego się buduje budowle? Chyba ulica. Chociaż raczej to zabłocone coś do niej ma daleko, prawda? Prawda.
- Mogę jeszcze ci odciąć język, uszy, palce... W ostateczności piersi... Ale nie chce mi się. - Tak. Leniwy Lenek jest leniwym androidem. Powiedzmy. Na tyle leniwym że nie chce mu się kroić biednej Ethel. Chyba dobrze, prawda?
Jest szansa, ale niekoniecznie musi być. Równie dobrze mogą być tu inni szabrownicy, dzikusy, lub poprostu mieszkańcy Desperacji, którzy zajęli sobie fajny przybytek. Mogli? Mogli. Więc to niekoniecznie musi być gang CATS, a może być ktokolwiek inni. Równie dobrze może to być Ethel i Lentaros z innego wymiaru, gdzie Ethel jest twardą, kobiecą Panią android, a Lenny to na wpół ślepa mysz ściskająca latarkę jakby to była jego jedyna tarcza wobec mroku. Tak. Bez obrazy dla Eth, oczywiście, prawda? Prawda.
Bezproblemowo go zauważył... Lecz nie zareagował. Zarejestrował co mógł z niego. Poruszał się pewnie, szybko, nie błądził w mroku... Albo zna już rozkład tego miejsca, albo widzi w ciemnościach. Ciężko stwierdzić w tej chwili - szanse są pół na pół na jedno z nich... Ale to co usłyszał potem, niemal go rozbawiło. Czyli jego znajomek żyje! I daje w kość niezapowiedzianym gościom. Dziwne mimo wszystko że w wypadku Lenny'ego był tak miły... Może mieszanina zapachu piwa i kurzu wtedy go odstraszyła? Tsh, kij wie.
Wzruszył ramionami na jej słowa, kierując się dalej ku schodom. Nie odpowiadał - widać przecież było gdzie się kieruje. Na górę, przywitać kogoś. Przynajmniej kogoś z nich...
Choć gdy zbliżył się do schodów, gestem ręki wskazał dziewczynie, by się zatrzymała.
- Zobaczymy czym. Ruszę jednak przodem i nie idź od razu za mną. - Tak. Gdyby zaczęli strzelać to jakaś zabłąkana kula mogłaby się przypałętać i trafić Ethel, a tego nie miał w planie. Jego przeciwdziałaniem na bolące/poranione miejsce jest odcięcie go. Dość... Awangardowa medycyna, ale skuteczna! W 95% wypadków nikt nawet nie marudzi na to! Bo już nie może. W każdym razie - postawił kilka kroków na stopniach, dość wolnych i ostrożnych...
I zatrzymał się. Kliknięcie odbezpieczanej broni było dość wyraźne.
- ... Mam wrażenie że oni widzą w ciemnościach. - Stwierdził, po czym niemal od razu wewnątrz oprogramowania aktywował system Tarczy Aegis - pokrycie - całe ciało. W ciemnościach nie było widać - nawet dla tych nieźle w niej widzących - że jego blada skóra zostaje zmieniona w węglowo czarną, w wyniku pokrycia tą tarczą.
Rozpełzła się szybko, a dwie osoby otworzyły do niego ogień ze schodów. Jeden miał starego, wysłużonego kałacha, drugi zaś strzelał z rewolweru, o bębenkowym magazynku. Lennym nieco trząsało od naboi, ale żaden z nich nie zdołał go skrzywdzić...
A w momencie gdy przestali strzelać, system znalazł idealny moment na trafienie się szlagiem. Czytaj - dezaktywację. Tarcza została wyłączona, tak samo jak i cały system androida, który nieco przepchnięty impetem serii naboi stał na krawędzi stopnia...
I padł w tył, jak długi... Jak martwy, sztywno lądując na podłodze z łoskotem. Dla innych martwy - a czy Ethel też za takowego go uzna?
- Iiiihaw! Typ leży! Panienko! Wiemy że tu jesteś. Wyjdź z rękoma w górze, a może nie podzielisz jego losu! - Ethel mogła usłyszeć jak po schodach schodzą (tak bardzo masło maślane) obaj osobnicy którzy "rozstrzelali" Lena, a z wnętrza magazynu idzie kolejny. Nie mogła "słyszeć" broni, ale z pewnością mogła wiedzieć, że ją mają...
I została sama. Hue.

:3

_________________


Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.



Lentaros
-----------
Wtajemniczony   Zbuntowany android

avatar

Liczba postów : 1411
GODNOŚĆ : Lentaros. Na wypadek wymusu posiadania nazwiska zawsze rzuci jakimś losowym zlepkiem liter.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Gość on Nie Lut 01, 2015 4:56 pm
- Pomyśl. - kiwnęła głową - A potem skontaktuj się ze mną, ja się zajmę resztą.
Kto wie, może kiedyś coś w oprogramowaniu androida stwierdzi, że warto by było się pobawić. A wtedy wystarczy, że wpadnie do Eth, a ona zabawi się w rozsiewanie ploteczek, why not. Będzie wesoło. Może kiedyś się skusi, no. Za rok. Dwa. Sto. Chwilę przed rozwaleniem. Cokolwiek. A może trafi mu się cel życia, który po części zwiąże się z czymś, co będzie można określić jako chęć bycia tym sławnym. Nie w ten sposób, jak wspomniała Eth, ale jednak ktoś zechce, aby Len był tym super-duper-hiper-fajnym, sławnym androidem. I wtedy będzie mieć już z górki, bo zna osobę, która może rozsiać jakąś historyjkę. Każdy umiał co innego. Android był dobry w walce, wymordowana umiała uciekać i zdobywać jakieś informacje. To jest zawsze coś.
Dlatego właśnie "Zajebisty" został skreślony, bo ktoś stwierdził, że to jednak było zbyt mocne określenie. I słowo zostało zamienione na to, które i  ładniej wyglądało, i bardziej pasowało w tym przypadku. Miał mocne kości, ludzie się od niego odbijali - czego jeszcze pragnąć? Najlepiej jakiegoś God Mode. Ale wtedy Twoje życie byłoby zbyt proste, nawet, jeżeli jesteś androidem, uch.
No to Len. Ale nie robił tego z kimś u boku, a w towarzystwie innych zawsze przyjemniej, nie? Dobra, mało kto chciał siedzieć z tą cholerą dłużej, niż pięć minut, ale przynajmniej niech nikt jej marzeń nie niszczy. Okazji do balowania z innymi mogła policzyć na palcach jednej dłoni, więc dajcie jej trochę pomarzyć, zrobić coś z tą ciszą i brakiem możliwości rozmawiania z kimś o czymś innym, jak pracy, nu. Warto czasem pocieszać takie dzieciaczki, prawda? Milej będzie. Naprawdę. Warto. Wystarczy tylko udawać, że nic się nie słyszało pozwolić jej na myślenie o tym, o czym chciała pomyśleć.
No, nie galopuj już tak, Romeo. – pogroziła mu palcem – Zostańmy w jednym kawałku, z ewentualnie uszkodzoną głową, ale tak tak mocno, no.
Uszy, język i palce też miała niczego sobie! I nie odda ich jakiemuś androidowi, który prędzej je wyrzuci lub sprzeda na czarnym rynku, bo nic z nimi tak właściwie nie zrobi. Nie przyczepi ich sobie, derp. Więc nie ma sensu ich odcinać, prawda? No właśnie, leniwy androidzie. Bądź leniwym w tym przypadku, dostaniesz plusika, który równie mało co Cię interesuje, ale zawsze coś!
Najważniejsze, że ktoś po prostu tu był.
Kij, czy to byli ludzie z CATS, czy jakieś randomy. Raczej nie planowali ich przyjąć z otwartymi rękami, więc trzeba coś z nimi zrobić. Albo ominąć. Szkoda, że musieli krążyć po piętrze... Gdyby byli gdzieś na boki, to może by się udało ich ominąć i zajumać te drzwi. Musieliście akurat siedzieć na górze, małpy cholerne? Życie byście człowiekowi ułatwili! Albo spali, kiedy te drzwi zaliczyły glebę, czy coś. A tak to teraz trzeba się było męczyć z nazbyt pewnymi siebie panami i paniami. Ewentualnym pocieszeniem mógł być ten cały pająk, o którym wspominał Lenny. Z krzyków wywnioskowała, że on tutaj był. I raczej nie przyjaźnił się z tymi dzikusami. Gdyby tak go wykorzystać, jakby coś poszło nie tak? Nie wiadomo, jak on potraktuje Eth, ale nawet, jeżeli pójdzie za nią, to może uda się go sprowadzić na tych gorszych. Szkoda jednak marnować pajęczaka. Jeszcze go postrzelą, a potem Len się naburmuszy, że przez nią zwierzak nie żyje. Chociaż...
Nie zdziwiło ją to, że android szedł jako pierwszy. W razie czego jak oberwie pociskami, to nie zdechnie po byle czym. Tak, Len, proszę, idź pierwszy, pokaż, jakim to szpanerskim androidem jesteś. Kiedy ten ruszył na górę, Ethel schowała się za jakąś ścianą, rzucając tylko trochę światła na górę. Może mu się przyda. Chwilę po tym usłyszała strzały, więc zacisnęła zęby i czekała, aż usłyszy coś w stylu "Czysto, idziemy dalej", ale... Nic takiego nie słyszała. Zero. W zamian za to strzały ustały, a coś uderzyło w ziemię. I to brzmiało bardziej jakby jakiś blaszak przywalił w podłogę. Zerknęła szybko, rzucając trochę światła i zauważyła Lena. Boże, ten android leżał. Chyba go nie rozstrzelali na "śmierć", nie?
Wspominał, że może stracić nad sobą kontrolę lub dostać zawiechy w systemie. Pierwszą opcję można na starcie odrzucić, więc...
O mój Boże. Len, spaliłeś. Masz zły czas.

Chwilę potem usłyszała jakieś krzyki w jej stronę. Kurdeee no. Nie chcemy się z wami bawić.
Kij wam w oko! - krzyknęła, oddalając się do jakiegoś przejścia w budynku - konkretniej tam, gdzie słyszała większą parę nóżek. – Przyszłam po wasze drzwi, jasne?
Aha, myślisz, że ktoś Ci je tutaj odda? - odpowiedział ten sam gość. Dźwięk nabrał na sile, więc musiał powoli schodzić - To jak, przychodzisz, czy mam zrozumieć, że chcesz kopnąć w kalendarz?
HAHA. NIE. WON. LEN KURNA, OGARNIJ SYSTEM. A JA IDĘ SZUKAĆ TWOJEGO KOCHANKA. – I jak to powiedziała, to zanurkowała do ciemniejszego pomieszczenia. Było zaczepiście ciemno, a i hałas z góry się nasilał, więc musiała uważać, gdzie idzie. Przez chwilę nawet jej się wydawało, że widziała jakieś ślepia w ciemnościach, ale olała to. Kiedy coś jej powiedziało, że jej koledzy zbliżyli się i wchodzili, schowała się za jakimiś pudłami. Wychyliła się lekko. Widziała jak zwykle same cienie... Nie byli zadowoleni z tego, że muszą łazić w takich ciemnościach. Było ich chyba dwóch. Z bronią. Więc możliwe, że Len był tam już czysty i nie powinni go tam niemiło witać, jak się obudzi. Kiedy usłyszała, że znowu ruszyli przed siebie, Ethel dorwała za nóż schowany w torbie i rzuciła tam, gdzie sądziła, że ktoś może być. Po wykrzyczanym zdaniu "KURWA, mój piszczel MOJA NOGA!" stwierdziła, że chyba trafiła. No co? Lenem nie była, nie widziała, rzucała na ślepo i nie umiała się bić z gościami, co mieli broń palną. Musiała mieć nadzieję, że będzie się chować i ich męczyć do czasu, aż android wyczai, gdzie jest i jej pomoże. No chyba, że pająka znajdzie, może okaże się pomocny. Tak czy siak, dalej się wycofywała. Nóż już wykorzystała, a nie chciała strzelać na ślepo, bo jeszcze zmarnuje naboje. Jak będzie trzeba, spoko.

;_; To teraz Ty zostań moim chwilowym Mistrzem Gry czy coś, bo nie umiem tak sama z siebie mówić, co trafia i w ogóle. Najlepiej w ogóle by było, gdybyśmy robili to tak na odwrót, ja Tobie, ty mnie, o.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Lentaros on Nie Lut 01, 2015 6:57 pm
A może i wcześniej niż się może Ethel wydawać? Kto wie. Kto wie czy nawet zdania nie zmieni za kilka chwil, gdy uzna że to będzie przydatne. Działa na tyle realistycznie na ile się da - jeśli coś może się przyda - skorzysta z tego. Jeśli nie - nie jest mu potrzebny nadprogramowy bagaż, w niczym. Też nadprogramowy bagaż makijażu na kostuchę czy jakikolwiek inny, póki nie ma do tego potrzeby. A kto wie kiedy zagranie psychologiczne jak widok kostuchy może się przydać...
Teoretycznie nigdy, ale nic nie wiadomo, prawda? Właśnie. Nigdy nic nie wiadomo, więc zachowa to w pamięci.
Odporności na prąd. Tak, to by się mu przydało. Wtedy to już w ogóle tylko solidnymi granatami i wysokokalibrową bronią mogliby go faktycznie uszkodzić w jakimś stopniu. Karabin snajperski z pewnością nie będzie miły, gdy się nim oberwie, prawda? Num. A gdy innym od tego wybuchnie mózg, to jego szkielet może zostać tym spenetrowany dość mocno, więc tak czy tak - niezniszczalny nie jest. Tylko niski kaliber jest mu niegroźny, i niektóre moce, jak ogień. Bo co ogień mu zrobi? Spali skórę... A co dalej?
Ej no, a co jest takiego "nie tak" w wypadku Eth? Może i ma swoje misz-masze i dziwactwa, ale jest człowiekiem (... Prawie) jak każdy inny, to też nie ma się co jej bać. Lenny się nie boi, bo czego? Jak na niego skoczy to będzie jak małpka na gałęzi - kiwać, skakać, próbować urwać - ale i tak wiele to nie zmieni, hue. Zupełnie nic to nie zmieni, przynajmniej do momentu jak potraktuje go prądem. Tylko skąd go weźmie? Zupełnie znikąd, więc na razie jest bezpieczny. Na razie. Powiedzmy. Skórę też warto zachować przy sobie. A przynajmniej jakieś skrawki.
- Niech ci będzie. - Stwierdził z westchnięciem, jakby zawiedziony tym, że musi powstrzymać swoje chęci do rzeźniczego odrąbania jej elementów ciała. No bo jeeeeny, czy takie by to było złe? Przecież nawet z odciętym uchem wciąż by słyszała. Albo bez jednego czy dwóch palcy dałaby sobie dalej radę. Chyba... Dałaby? No, przynajmniej tak sądzi że dałaby. Co to za problem, jeden, dwa palce mniej. Żaden problem! Zero problemuf!
A no, był. I najwidoczniej był na nich cięty, skoro od razu gdy tylko Len znalazł się na schodach, przywitano go ogniem aaaa potem...
Stracił wizje. Świat stał się ciemny, matowy i w ogóle... Nie istniejący dla niego, bo poprostu padł mu system. Do niedawna uciekający typek zbliżył się do jego "zwłok" i po krótkiej chwili namysłu chwycił za nogi, chcąc go gdzieś odciągnąć.
- Na Belzebuba, ile to coś waży. - Stęknął cicho, ciągnąc androida za nogi po podłodze... Dokądś. Ciężko stwierdzić dokąd konkretnie, ale z dala od miejsca, gdzie była Eth i ci dwaj kolesie.
A w sumie to półtora kolesia, bo jeden chwilowo był bardziej zajęty siłowaniem się z wyjęciem noża z nogi. Łydka boli!
- Nie mazaj sie, Raph. Już gorsze rzeczy w ciebie wbito.
- Ha, bardzo zabawne. Gdzie ta dziwka? Przerobię ją na mielone. - Co było zabawne - nie był daleko od tego, co chcieli z dziewczyną zrobić, jak ją znajdą.
- Cip, cip, cip, dziewczynko! Wyjdź do nas! Zaprosimy cię na kolacje! - Pewnie zapomniał coś dodać, ale mniejsza. Pomimo tego że widzieli w ciemnościach, Ethel póki co była naprawdę nieźle schowana... A zdrowy typ znalazł się teraz idealnie do niej plecami, choć w pewnej odległości. Co zrobisz, dziewczyno? Lenny może jeszcze chwilę zwlekać... A raczej - jego świetny system operacyjny. Bill Gates i jego Windows byliby dumni.

_________________


Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.



Lentaros
-----------
Wtajemniczony   Zbuntowany android

avatar

Liczba postów : 1411
GODNOŚĆ : Lentaros. Na wypadek wymusu posiadania nazwiska zawsze rzuci jakimś losowym zlepkiem liter.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Gość on Nie Lut 01, 2015 9:22 pm
No tak, może trafi się okazja, gdzie Lentaros zagra jej supermena z kosą. O tak. Takie typowe ratowanie dziewczyny w opałach, jeżeli w nie wpadnie. A szansa na to była wysoka. Ślepe toto, łatwo się gubi, a i jak androida szlag trafi to już w ogóle kaplica. Myślicie, że to coś będzie w stanie wygrać ze wściekłymi chłopami ze spluwami? ...No dobra, jest jakaś szansa, że zdoła uniknąć pewną ilość pocisków i dobiec, a potem zawietrzyć jakiegoś kopa czy sprzedać jakąś piąstkę, tak na dobry początek dnia.
Ale gdyby tak jej wpadł android przebrany za kostuchę, kiedy by się bawiła w damę opałach, toby chyba serio załatwiła mu jakiś mini-pomniczek. Warto czasem spełniać marzenia dzieci, czuje się potem tą radość. Nawet, jak jesteś androidem, nu!
Nikt by nie chciał dostać od snajpera, fakt. Ale przynajmniej tam, gdzie człowiek i wymordowany mogą skończyć źle, android może wyjść bez większych ran czy zadrapań. Więc jednak miał jakąś przewagę. Dlatego teraz szedł pierwszy, a nie Eth. I dlatego musiał przyjąć na klatę te ataki, które dla niego mogły być niczym kulki z papieru uderzające o jego syntetyczne skóry i twarde jak cholera kości. Gorzej, jakby oberwał raz za dużo, a... Chyba do tego doszło. I teraz był ten problem - co robić, ratować, czy może jednak lepiej wiać, bo sobie z nimi nie poradzi. Chyba to, że Ethel zdecydowała się wycofać, to nic dziwnego. Len i tak sobie poradzi, jeżeli coś będzie nie tak. A jak Sabi oberwie o raz za dużo, to już ma problem. Dlatego teraz siedziała w tych pieprzonych ciemnościach po raz kolejny, mając nadzieję, że tamci zlamią.
Przez jakiś czas jeszcze ich unikała, nawet raz, kiedy zaświeciła na nich latarką w celach zdobycia informacji, dostała swój nóż. Znaczy, miał on ją chyba zabić, ale coś nie wyszło i mogła go sobie odebrać.
Ethel, masz nóż. Czego więcej Ci trzeba? Kij z tym wszystkim, chodźmy ich zabić!
Nie.
Nie bądź kłoda, leć.
Nie...
ETHEEEEEEEEEEEL.
Cicho tam, próbuję się skupić, tak?

Jej opanowanie i inne tego typu poszły w cholerę, kiedy ponownie jej coś zaczęło wariować w głowie. I nie miała teraz możliwości zapanowania nad tym - wirus chciał ofiar. Dosłownie miał w nosie, że teraz ma nieciekawą sytuację i musi myśleć, a nie rzucać się jak dzikie zwierzę, ale kogo by to interesowało? Zanim straciła panowanie nad sobą, schowała latarkę do torby i nóż do kieszeni, skorzystała ze zbyt długiego paska torby, aby go bardziej oplątać wokół siebie. A potem... Nic. Cisza. Ethel powoli wyszła ze swojego ukrycia, kiedy jej przyjaciele zaczęli się na nią wkurzać. Jakie musiało być ich zdziwienie, kiedy "ta dziwka, którą mieli przerobić na mielone" przyszła do nich sama. Z łapami, miłe powitanie, nie? Jednego z nich zdołała trochę zranić, ale drugi nie próżnował i cały czas starał się strzelić tak, aby w końcu trafić w nią, ale nie swojego towarzysza. Nie szło mu to jakoś idealnie, więc w końcu doszło do rękoczynów. Przywalił jej na tyle mocno czymś w tył głowy, że Eth skończyła w końcu podobnie jak Len - na podłodze. Nie dość, że nie panujesz nad sobą, to jeszcze dostajesz w głowie.
...
...
Kurna, moja głowa, znowu.
Tym razem jednak nie było ciemności - w zamian za to zauważyła jakieś ognisko. Było tam przynajmniej dwóch kolesi - i radowali się nad źródłem ognia.
- Kurwa, wreszcie. - warknął wcześniej raniony nieznajomy. - Weźcie tę małpę uwiążcie nad ogniskiem, przynajmniej mięsko ciepłe będzie.
- Ziom, spokojnie, najpierw musimy zjeść pierwszą turę. Wcinaj, nie narzekaj, moje zdrowie.
WTF?
Dopiero po chwili wyczaiła, że nie może się ruszyć. Związali ją, świetnie. I urządzali jakieś fiesty przy ognisku, wcinając jakieś mięsko. Może ona też była głodna? Tak swoją drogą, czy ktoś mówił, że zrobi z niej mielone? Chwila na zastanowienie, rozejrzenie się... Kilka kostek, dzikie impry...
Leen, gdzieś Ty mnie zaciągnął, puszko jedna?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Lentaros on Nie Lut 01, 2015 10:10 pm
Przecie to nie jest banda zielonoskórych orków, by nie dało się z nimi coś zrobić. Kopnij go tam gdzie faceta się nie kopie, bo to by był atak poniżej pasa, i będzie git, prawda? Zanim się pozbierają, zdążysz zwiać. Tylko najpierw trzeba podbiec i to zrobić... Chociaż...
Z drugiej strony to nigdy nie wiadomo, jak to jest z tymi wymordowanymi, czy aby "to miejsce" mają dalej tam, gdzie naturalnie być powinno, więc może lepiej nie ryzykować, hm?
Gorzej gdyby ta kostucha wpadła w morderczy szał i spełniła swoją rolę - odesłała wszystko co żywe do krainy wiecznego nie-żywota, z pomocą tej kostuchowej kosy. Czy Eth dalej by chciała by był takową, jeśli mu odbije? Wyobraź sobie. Czerwone, jarzące się gały, kosa w dłoniach, i powolny, otępiały krok, niepowstrzymany, z miną "zacznij się modlić". Na pewno dalej chcesz by tak było? Jakkolwiek to nie powiedzieć - w takiej chwili Ethel też by była na celowniku. A czy tego chce... To już pytanie do niej.
Taaa. Len sobie poradzi tak czy tak. To podejście w stylu "a niech go prasowarka do stali przerobi na kostkę złomu - i tak sobie da radę". Pft, co za przedmiotowe traktowanie. Ale czego mógł się spodziewać po człowieku - nie będzie przecież odczuwał znowu takiego zaniepokojenia stanem androida. W końcu on "nie żyje", prawda? On egzystuje. I jest maszyną. Nie ma duszy, nie ma serca, nie ma własnej woli. Jest tylko programem w sfabrykowanym ciele. Nic więcej... Po co się takim przejmować, hm? W końcu jak jeden się rozwali, to zawsze można zrobić drugiego. Tak jakby...
No ale Ethel się nie wymieni, więc niech ucieka. Uciekaj, mała, ślepa, fioletowa myszko. Może cię nie dorwą i nie zjedzą między posiłkami. Może.
A co z Lennym było w sumie? Dalej tamten typ go wlekł, ciężko powiedzieć czemu. Może chciał go sobie zostawić na później? Albo... Nie no, może nie. Kto go tam wie.
W końcu się zatrzymał, a Len zaczął powolny proces aktywowania się z powrotem. Co prawda był to proces dość powolny, ale w miarę cichy, więc jego "tragarz" nawet tego nie zauważył. A skoro o nim mowa - cóż on robi? Chyba klęknął przy androidzie, zerwał rękaw z jego lewego ramienia i...
Ugryzł. Znaczy - próbował, ale impet ugryzienia jedyne co sprawił, to ból szczęki, gdy natrafił na żelazne kości.
- Ja pierdolę, koleś, z czego ty jesteś? - Mruknął cicho, masując szczękę z bólu. Z pewnością sobie połamał kilka zębów - to jak próba ugryzienia skały. Spróbuj taką ugryźć, zobaczymy czy ci zasmakuje.
- Ze stali. - Z pewnością nie spodziewał się odpowiedzi na to pytanie... Oraz dość szybkiego, acz cichego krańca żywota, gdy dłonie androida złapały za jego głowę i jednym, szybkim ruchem wykręciły mu kark ostro w bok, łamiąc go. Szybki koniec żywota dla kogoś, kto chciał się najeść na maszynie. Co prawda ciało wylądowało na nim, ale nie poczuł jakiegoś problemu z tym. Poprostu go zepchnął z siebie i podniósł się, otrzepując kurz z ramion. Okey, to... Hm. Gdzie on jest? Ile był nieprzytomny? Nie mógł określić, ale wyglądając przez drzwi, dojrzał dość podobne wyjście, do tego jakim wchodzili. Ba, identycznie wycięte. Więc nie był daleko. To dobrze...
Ale co to za miejsce? Nie mając żadnego źródła światła wyjął ten mały sztylecik i użył poświaty do tego. Hm... To chyba jakiś magazynek. Były tu jakieś czarne szmaty, puszki z farbą, plus minus inne rzeczy...
Hm...
Czarne szmaty, puszki z farbą...
Pomysł dość szybko się pojawił. Pora więc się zabawić w picasso. Tylko czy jedna z nich to biała farba...
Tak, jest biała. Można się bawić. Zerwał z siebie postrzępioną, czarną koszulkę i porozrywał ją, a z jednego z pasków zrobił sobie małą, czarną bandanę, która odciągnęła nieco jego włosy w tył. Okey, to teraz... Jeszcze jakiś pędzel...
Jest. Zaczynajmy się bawić.
***
W sumie fakt faktem rzucił tym nożykiem trochę bez potrzeby w stronę, z jaką nadleciał, ale wiele nawet nie musiał się bawić w szukanie, zanim... Sama do nich wyszła. Kilka chwil próby odstrzelenia jej łba...
I ciemność. Bum, tyle mroku. Wszędzie ciemno.
***
Najwidoczniej oboje zaszli na kanibalską stypę. Ethel leżała tuż obok klatki, w jakiej dość spore, pajęcze bydle dreptało niespokojnie, nie mogąc się uspokoić i próbując ciągle wydostać. Widocznie to ten pająk o którym wspominał Len, i który był wspomniany wcześniej przy krzykach. I widocznie nie był zadowolony z gości. Co oprócz niego? Sporo kości. Sporo krwi. I kręcąca się na ruszcie ponad ogniskiem na wpoły zjedzona... Osoba. Nie miała już obu nóg i prawej ręki, a także sporego kawałka lewego boku, przez którego żebra prześwitywał brak płuca, wątroby i odcinka jelita cienkiego. Widać nie oszczędzali się...
A oprócz tych dwóch, miłych panów których teraz mogła zobaczyć przy ognisku, są tu jeszcze dwie osoby. Przy panu z poranioną nogą, który okazał się być niemal typowym nastolatkiem koło 16 z czarnymi dredami, trzymana na łańcuchu siedziała - jak najprawdziwszy pies - dziewczyna. Chyba... To coś miało ogon, miało dość kobiecy wygląd, i było porośnięte całe psią sierścią, ale wciąż miało humanoidalny wygląd. Po drugiej stronie zaś był drugi z atakujących, całkiem dojrzały z wyglądu gość z czarną, gęstą bródką i krótko ściętymi, podobnie czarnymi włosami, jaki właśnie odgryzał z ramienia biceps. Obok niego była kobieta, która najpewniej była jego małżonką. Jedyny problem w tym był taki, że miała dwie pary rąk. I pewnie gdzieś gruczoł jadowy odpowiedni pająkowi. Ale też się zajadała trupem.
- Wygląda na kościstą. - Zaczęła kobieta, zerkając na dziewczynę. Nie zauważyła że ta się obudziła.
- Ale wpadła nam prosto w łapy, łatwiejszego żarcia nie da się znaleźć. Poza tym - nie marudź. Jest jeszcze żywa i ciepła. Będzie smaczna.
A w tym odcinku u Pascala w Pascal Po Prostu Gotuj - Ethel z rożna. Przepis możesz znaleźć na stronie www.podręcznikkanibala.com.
Nie zmienia to faktu że póki co nikt się nie przejmował fioletowowłosą, uznając że ciągle jest nieprzytomna.

_________________


Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.



Lentaros
-----------
Wtajemniczony   Zbuntowany android

avatar

Liczba postów : 1411
GODNOŚĆ : Lentaros. Na wypadek wymusu posiadania nazwiska zawsze rzuci jakimś losowym zlepkiem liter.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Gość on Wto Lut 03, 2015 4:17 pm
A skąd wiesz? Pewne strony głosiły, że orków bardzo łatwo znaleźć! Nawet w policji, dziwnych animcach, nawet Twój kolega z ławki może być ukrytym orkiem, który zażył dziwne leki, przemalował się, ogarnął zęby i właśnie Cię trolluje. Więc lepiej nie być pewnym. Jasne, ogólne słabości zawsze działają... Ale czasem fajniej jest, jak się wysilisz i wymyślisz coś minimalnie bardziej oryginalniejszego? Wszak i tak, i tak musisz dobiec i mieć nadzieję, że nie zrobią z Ciebie szwajcarskiego sera.
Bierzemy tylko wersję bez szału androida, naprawdę. Nikt nie chce wściekłego Lena. Nikt. Ani jedna osoba. Widzisz ten las rąk? Polecamy w odosobnieniu, no chyba, że wpadniesz na jakąś pułapkę i 100% osób wokół Ciebie to wrogowie. Wtedy możecie się wściekać bez żadnych "ale". No, druga strona też nie będzie zadowolona, ale wtedy przynajmniej nie będzie żadnych ofiar, których nie chcemy! A i Eth będzie wtedy szczęśliwa, bo ten teatrzyk ją ominie. Nie dacie się ucieszyć dzieciakowi i musicie wywoływać też te najgorsze wersje, których nikt by nie chciał, prawda? W razie czego nie będzie się z nim patyczkować jak w norce, tylko się, cholera, przeturla do wyjścia. Może się uda, derp.
No ej. Android miał mniej okazji do kopnięcia w kalendarz, szczególnie tam, gdzie Eth już dawno by wąchała kwiatki. No i - takie jest życie! Jak się robi nieciekawie, to często los kopie jeszcze mocniej, rozdziela, robi na złość i sprawia, że na samym końcu musisz ratować i martwić się o siebie, nie o innych. Tak się też ludzie traktują wzajemnie, nie tylko maszyny. A i Ethel miała kilka, cóż... Zmartwień. Wzrok, nikłe możliwości walki, przynajmniej dobrze robiła za dzikusa i skakała jak ta małpka. To jednak nie jest nic. Jeżeli spróbują ją zjeść, to będzie mieć problem i to nawet całkiem duży, podczas gdy Len machnie na to ręką i przyzna, że jest ze stali, metali i innych... Ech, nie chce mi się szukać słowa, coby się to jakoś zrymowało. Nie jesteśmy Mickiewiczami.
No dobra, co my tutaj mamy...
Klatki, uwiązane istoty, wpół zjedzona ofiara na ogniu, kilku kanibali, uwięziony pajączek, który tak czasem chyba na nią zerkał swoimi oczkami, gość z dredami, pół-człowiek, pół-zwierzak - rutyna! Czekaj, nie. Kanibale? Uwiązana na ogniu, wpół zjedzona istota ludzka? A ona właśnie siedziała gdzieś związana, byle jak, ale jednak związana i raczej nie została zaproszona na ucztę.
Tak, Ethel, oni naprawdę zrobią z Ciebie te mielone. Nie przesłyszałaś się. Świetnie! Len to wie, kiedy wpaść z wizytą. Trzeba ratować swoje mięsko, bo jeszcze żyje, a tanio skóry nie sprzeda. Co ona, sklep z mięsnym na nogach? Prędzej z niej dorwiecie kości, a nie jedzenie. Sama babka w tle to przyznała.
Smacznego, mendo.
Póki co za bardzo się nią nie interesowali, więc zaczęła się siłować tak cicho, jak się tylko dało, aby przynajmniej dorwać za nóż, który został w ostatniej chwili schowany do kieszeni bluzy. Warto było się wtedy siłować! Ten nóż był chyba magiczny. Tak czy siak, dobrze, że mogła wyginać swoje nadgarstki i palce pod takimi kątami, gdzie ktoś normalnie by się zastanowił, czy się właśnie nie złamała/czy ma w ogóle kości w palcach. No i trochę sobie pomogła stopami. Najpierw oczywiście pozbawiła się wkurzających więzów z rąk, po czym spojrzała na biednego pajączka, który dreptał w klatce i chciał raczej uciec. Nic dziwnego, kto by chciał siedzieć przy takich małpach? Znaczy, kanibalach.
- Dobra, pieczemy, bo tamto coś mi coś wychodzi bokami... W razie czego zjem kości.
Kurnanonie.
- Jesteś tego pewien? - Ethel wcisnęła swoje ręce między nogi, coby z daleka może dali się nabrać. Nie wyglądali na zbyt rozgarniętych. Raczej lekko przymulonych.
- Pogodzona ze swoim losem, czy jak?
- Tak! Zawsze marzyłam, żeby ktoś zrobił ze mnie mielone! Spełniacie marzenia dzieci lepiej niż pobliskie androidy. Aż mam ochotę wstać i zaklaskać. Tak.
- Fajnie. Mamy to w nosie, wiesz? ...Ee, androidy?
- Hue. A co, jak jestem ze stali?
- Nie jesteś. Sprawdzaliśmy.
- Jesteś pewien? Ale tak definitywnie? - przyjęła minę prowadzącego teleturnieju, który już widzi, że wybierasz złą odpowiedź.
- Kurna, zamknij się! Mówiłem, że zrobię z Ciebie mielone za tamte pokazy dzikich zwierząt!
Cicho, ona panuje nad sytuacją i właśnie zdobywa trochę czasu dla siebie, aby coś wymyślić. Tak "nagle" teraz nie zwieje. Heeej, czekaj. Zerknęła na bok, na tego słodkiego, wesołego jak cholera pajączka. Słodziaku, chcesz wyjść, prawda? My Cię zaraz uratujemy. Szkoda, że nie było tutaj ciemności. Lub mgły...



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Lentaros on Sro Lut 04, 2015 5:16 pm
... Uparłbym się z tym że jeden z moich znajomych w szkole to ork nawet bez ukrywania się, ale sha, ja tego nie mówiłem! ... Maniery ma dość podobne. Tak jak i zachowanie. Ale co tam, mniejsza z orkami. Uwolnić orka! Znaczy, orkę! No, właśnie! Był taki film, choć nigdy nie czułem jakoś ogromnej chęci do oglądania go.
No ale solidne kopnięcie faceta tam, gdzie jest jego skrytka na klejnoty to klasyk! Klasyki są dobre, nawet lepsze od próby bycia oryginalnym. Klasyka zawsze zwycięży, dlatego pewnie spora ilość istot zamiast szukać broni palnej, często szarżuje na wroga z tym, co znajdzie pod ręką, w myśl typowej, klasycznej taktyki "banzai" rzucając się na wroga z okrzykiem dzięki któremu słychać ich z kilku mil...
I giną. Albo zabijają kogoś. Czasem. Bardzo rzadko klasyczne taktyki się sprawdzają, ale jak już, to wychodzą zawsze doskonale! Hehe.
Och, dlaczego bez szału? Przecież Lenny jest wtedy taki miły, cichy i małomówny, kieruje się wyłącznie chęcią jak najszybszego i najdoskonalszego zakończenia żywota wszystkiego, co tylko takowy posiada. Idealnie wykonane cięcia na poziomie aorty sercowej, rozcinanie tętnicy szyjnej, szybkie odcięcie głowy, skręcenie karku, lub czasem bardziej widowiskowe morderstwa... Jak wyrwanie serca. Raz mu się to zdarzyło, i wyglądało naprawdę zacnie dla osób trzecich...
Chociaż akurat żadnych w okolicy nie było. Szkoda. Naprawdę szkoda, mieliby zaczne widowisko, warte każdej ceny, w tym ich żywota. Eth też by miała, gdyby tam była. I może by trik z próbą udawania trupa jej wyszedł, a Lenny nie chciał sprawdzić czy jednak warto ją zabijać. Może. Próbuje cię pocieszyć nuuuu, to trudne jest, posiadając dość smutakową maszynę. Lenny też się stara, na ile może, prawda? Prawda.
Może i miał mniej, ale jednak to nie zmienia faktu że to trochę przedmiotowe traktowanie! I można się poczuć urażonym, choć odrobinę. Pomimo wszystko - jak na maszynę - zna swoją wartość. I wie że większość ludzi uważa że jego miejsce jest obok mopa i szczotki do zamiatania. I wierzy (powiedzmy) że ludzie podobnie znają jego wartość, nie próbując go uznać za kolejne narzędzie do sprzątania. Owszem - sprzątać nawet umie - jakby nie było, prawie nie zostawił śladów po swojej wizycie w norce Ethel. Tak dobrze maskował ślady swojej obecności, że aż miejsce gdzie takowe ślady mogłyby zostać zniknęło - czytaj drzwi. I dlatego teraz są tutaj. Dlatego teraz jakiś kanibal uznał, że może zjeść Lena na surowo, wcześniej dziwiąc się czemu tyle waży. Dlatego połamał sobie na ramieniu Lena najpierw zęby, a potem sam stracił żywot, szybkim ruchem skręcającym kark.
Odpuszczając Eth - co się działo z Lenem? Malował się. Może to dziwnie brzmi, i wcale nie próbował być mohikaninem w tej chwili. Nakładał całkiem solidnie warstwy szpitalno-białej farby na twarz. Czoło całkowicie białe, podobnie jak bandana podtrzymująca włosy. Brwi jak i powieki pokryte farbą. Oczy zostały w takim kolorze, jakie są - ma czarne. Dość prawie całkowicie. Dalej linie kości. Pomiędzy oczyma, na policzkach, szczęka... Fakt że był blady był całkiem pomocny - z każdą chwilą przypominał faktycznie z twarzy co raz mocniej kostuchę...
A potem klatka piersiowa. Czekaj... Czy musi?
Nie, lepiej gdyby był zapiętą kostuchą, prawda?
Yup. Stąd też owinął się dokładniej starą, czarną szmatą którą znalazł, nawet znajdując w niej coś na styl kapturu, jaki dokładnie okrył jego czarne włosy. Długo się nie zeszło, by jego przebranie było gotowe. Katana była ukryta pod materiałem, nie psując wyglądu. Choć może japońska Kostucha powinna ją mieć?
Ach, mniejsza... Kostucha jest. Choć jeszcze nie ma kosy. Jeszcze...
Ale skoro jest już ostrojony, może poszukać Ethel. Długo nie musiał szukać i nasłuchiwać, by ich odnaleźć. Szedł nieco wolniej, stawiając stopy ostrożniej, by tym razem nie zalarmować ich za szybko. Staną w przejściu do wielkiej hali, gdzie mniejwięcej na środku było ognisko...
Przypominające ucztę kanibali. Kości, mięso, z tej odległości widział też doskonale, że smażyli człowieka... A Ethel się ocknęła. Hm... Nie wyglądała na strasznie skrępowaną czy złą. Może więc drobna dywersja z jej strony?
- Moduł kriokinezy - zamrożenie. - Wyszeptał cicho, wyciągając prawą dłoń przed siebie. Zimno modułu lodu sprawiło, że dość szybko stał się...
Przenośną maszyną produkującą mgłę, jaka, gęsta jak cholera i lodowata szybko rozpierzchła się po pomieszczeniu. Dusiła swoim ciężarem zarówno zapach, jak i wzrok... Jedynie słuch pozostawał dobry w tej chwili.
A Ethcia mogła usłyszeć ciężkie kroki, wcześniej niż inni, gdy Lenny zaczął powoli okrążać ognisko, zmniejszając dystans do kanibali. Widział klatkę z jego pajączkiem... Dobra. Może nie jego, ale miłym towarzyszem. Bądź miła Ethel, i zrób solidną dywersję...
A kosiarz zajmie się resztą.

Modul kriokinezy - 1/3 posty

_________________


Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.



Lentaros
-----------
Wtajemniczony   Zbuntowany android

avatar

Liczba postów : 1411
GODNOŚĆ : Lentaros. Na wypadek wymusu posiadania nazwiska zawsze rzuci jakimś losowym zlepkiem liter.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Gość on Nie Lut 08, 2015 10:48 am
W takim razie trzeba go przycisnąć, czy coś - może nagle wyjdzie, że ma dzikie zęby i zieloną skórę, a siedzi z wami, bo został wysłany na super-tajną misję? Może na przykład sprawdza, jak dzieciaki od ludzi się uczą, szuka kogoś do swego plemienia i upewnia się, czy nie ma kogoś, kto takie praktyki rozbawią i wciągną? Trzeba mieć pewność! Trzeba sprawdzać, derp.
No właśnie. Tylko pewna część klasyków działa. Póki nie masz pewności, że to przejdzie, wysil się na coś innego. Jak trzeba, to kopnie, może by to rzeczywiście wyszło lepiej niż banzai, które w sumie ona sama wykonała. Wbrew swojej woli, więc idzie wybaczyć. W ten sposób w końcu teraz siedziała przy dzikich kanibalach, czekających, aż zjedzą jedną porcję, aby wyjeść jeszcze jej wątrobę, mięsko, może nawet jakieś oko? Cholera, nawet lepiej nie zastanawiać się, co mogą z nią zrobić.
Taak, fajnie, Len taki idealny morderca, aż dziw, że jeszcze w jakiejś mafii nie siedzi. Panienki przy komputerach, lecących na dobrze wyglądających chłopach w garniaczkach aż by zapiszczały, jakby im taki Leniek podlazł, hue. Co z tego, że idzie po Twoją głowę, dobrze wygląda, można dać się zabić. Ale takie coś nie wyjdzie, bo tamtych rodzinek już od dawna nie ma. Zasługi S.SPEC tak bardzo, rozwalili grupy przestępcze, ale z Łowcami czy DOGS nadal nie mogą wygrać. Pytanie - lekki fail, a może powoli coś się szykuje? W końcu kiedyś dojdzie do jakiejś jatki między stronami. I będzie wesoło. W dodatku sami wojskowi też mogą mieć swoje humorki...
Przesadzasz! Gdyby mu kazała sprzątać norkę co tydzień za nic, to by wtedy android mógł pójść do jakiś wymyślonych obrońców praw androidów, walczących o prawa rodzinne dla siebie, ale nie teraz! Len był lepiej ogarnięty w walce! I był z metalu, serio. Kto by nie chciał być z metalu? Jak go ugryzą, to złamią sobie zęby, a w jej przypadku nasuwa się pytanie, czy nie złapią od razu za kości. W końcu była tak chuda, że aż nawet tego ustawa nie przewidywała. Swoją drogą, posiadanie takiej służby musi być fajne. Posprząta, ugotuje, zabije, opowie bajki na dobranoc... Szkoda, że nie była człowiekiem, który mógł sobie zafundować takiego androida, jej życie od razu zrobiłoby się weselsze. Nawet miałaby z kim gadać, nie byłaby taka smutna i samotna, jak to się już trafiało. Może by jej nawet odchyły się trochę osłabiły?
Jej przyjaciele przy ognisku dalej sobie balowali, łapiąc za kolejne porcje mięska nieżywego już osobnika. Z odległości nie wyglądało to zbyt przyjemnie, ale Wymordowana nie miała wyboru - w końcu sama zaraz miała tam trafić, aby napełnić brzuchy kanibali. Cholera, gdyby nie to, że Len dostał swojej ściny, to latałaby wesoło dalej po piętrze i szukała swoich drzwi z nadzieją, że znajdzie te jedyne, prawdziwe drzwi. Marzenia zostały zniszczone jak mała bańka, przebita palcem.
- Okej, słuchaj, dzikusie. - jeden z jej nowych znajomych, chyba ten z dredami, zbliżył się do niej. - Jesteś grzecznym dzikusem, więc dajesz się pociąć, upiec, a my się najemy, tak? Nie planujesz nigdzie wiać, bo i tak nie masz takich możliwości.
- Naprawdę sądzisz, że jedzenie mnie jest dobrym pomysłem? - informatorka wywróciła oczami - Kostucha po Ciebie przyjdzie, jak matkę nieżywą już kocham. Zamrozi was, wyśle mgiełkę szczęścia i pozabija. Serio.
- Wyglądam jak idiota? Myślisz, że się na to dam nabrać?
- Nie... Ja po prostu wiem, że ktoś taki przyszedł ze mną.
I leżał gdzieś tam przy schodach, wyglądając jak martwy. Nie, czekaj...
Ethel na chwilę przymknęła oczy i zaczęła nasłuchiwać. Jej rozmówca na chwilę wrócił do reszty i usłyszała, że uznał ją za nienormalną, pewnie ma za dużo wirusa X w sobie, trzeba najpierw jakoś ogarnąć. Ale nie to ją interesowało - dźwięk stawianych kroków, takich, które na pewno nie należały do człowieka, sprawiły, że zaczęła wierzyć w swoją wymyśloną historyjkę z Lenem-kostuchą. Chwilę potem też usłyszała krzyki, należące do kanibali, którzy zaczęli się zdziwieni rozglądać po pomieszczeniu, które zaczęło się wypełniać... Mgłą? Zrobiło się dosyć chłodno.
Na twarzy Eth pojawił się złośliwy uśmieszek. Szybko ogarnęła więzy z nóg nożem, po czym wymacała klatkę z pajączkiem, która leżała niedaleko jej. Zaczęła kombinować przy drzwiczkach w celach uwolnienia małego towarzysza w niedoli.
- Ha, mówiłam! - wykrzyczała, niezwykle pewna siebie Eth, dalej siłując się z klatką - Kostucha z prawdziwego zdarzenia właśnie po was idzie! Zmiana w lodowe posągi byłaby chyba najdelikatniejszą rzeczą, jaka mogłaby się wam trafić.
Klik. Pajączek też się zaczął rzucać i biec w kierunku jej rąk, więc ta oddaliła się. Widocznie udało jej się ogarnąć te drzwiczki, a pajączek już biegł przed siebie. Miała nadzieję, że jeżeli to naprawdę był Len, to będzie uważał na swojego towarzysza.
- A w dzisiejszym programie gotowania będziemy mieli przystawkę z kanibali! Mistrz kuchni, KostuLen poleca mrożone mięsko. Pomocnik w kuchni, Ta-Biało-Fioletowo-Włosa-Strzyga i towarzysz PajączekZKlatki właśnie biorą się za przygotowanie dania!
Tak się zmienia swoje przeznaczenie. Wrogowie nawet nie wiedzieli, na czym się lepiej skupić - ostrzeżeniach idących z ich posiłku? A może mgły? Bo skąd się ta cholera brała?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Lentaros on Nie Lut 08, 2015 5:58 pm
Większość reakcji kanibali zostawiam tobie, sam napiszę tylko parę, by nie ingerować za mocno w to :3

Ork na przeszpiegach ludzi... W cuda wierzysz? Prędzej by wyjął topór z kieszeni i zaczął wymachiwać flagą swojego klanu z solidnym okrzykiem typu "waaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaagh!", bo nic bardziej twórczego by nie wymyślił... Wait a sec... Jak się tak uprzeć, to...
...
Tak, to nawet pasuje do tego typa. Orcs detected. Please stay alert and maintain caution while direct contact with this creature. Albo coś w tym stylu. Przez ciebie teraz będę uważał, że mam w klasie orka. Trochę niższego, ale... No.
Ale klasyka to klasyka! Choćby nieskuteczna, to warta wykonania dla samego poczucia że to zrobiłeś! Grecy pod Troją nigdy by nie pomyśleli, że ich awangardowy Koń Trojański po jakimś czasie stanie się istnym klasykiem różnych działań, tworząc w ten sposób jeden z najbardziej sztampowych i najstarszych sposobów na podpuchę w świecie. Hm... Może Len mógłby być takim Koniem? Jakby nie było - po odpowiednim poćwiartowaniu przygotowaniu człowiek się do niego zmieści. Zmieści? No zmieści. Teoretycznie jak do tych animatroniców z Five Nights At Freddy's...
W sumie, Lenny nie przypomina czasem jednego z nich w swoim zachowaniu? Czerwone oczy i rampage... Zwykły wzrok i spokojne, planowane role? Hmmm... Taaaak...
Idealny to on może nie jest, z pewnych powodów, ale nie warto ich przytaczać. Może i w garniaku wyglądałby nawet w porządku, może i w mafii by jakieś miejsce się dla niego znalazło... Ale to i tak nie byłoby dla niego. Jest maszyną i takową pozostanie. Nie jemu bycie jakimś mafiozem, czy wynajętym przez yakuzę mordercą. On poprostu... Jest. I był najpierw stworzony do jednego, a potem do drugiego przerobiony, czyli do walki. Przeróbka jednak nie zawsze wychodzi w porządku, prawda?
A żeby tylko oni coś robili. Drug-On też będą mieli jakiś pomysł do realizacji z pewnością, by skorzystać z sytuacji jaka się dzieje. Jaki? Kij ich wie. Ale nie warto ich zostawiać na końcu, bo mogą się okazać "Czarnym Koniem" tych zmagań. The... Sporo koni się zjawiło w tym poście. Zarzuciłbym jeszcze kilkoma, ale warto odpuścić parzystokopytnym koniec końców, prawda? Prawda.
Sądzę że ktoś pracujący w fabryce magnesów nie chciałby być z metalu. Yup, dokładnie. Jak się uprzeć to osoby pracujące na łodziach czy szybach wydobywczych na oceanie też - zardzewieliby od słonej wody. A to że lepiej sprawdzał się w walce zależy od przeciwnika. Z 87% przeciwników (około) radzi sobie lepiej od standardowego człowieka, wymordowanego, anioła czy łowcy, ale w wypadku tych pozostałych 13% - osób z magnetokinezą, modyfikującymi ciała stałe, snajperkami, silnymi ładunkami wybuchowymi czy bronią lub mocami bazującymi na elektryczności - nie ma większych szans. Chociaż... Nie. Ma większe szanse od zwykłego człowieka wciąż. Tylko z osobami kontrolującymi metal i elektryczność mógłby mieć faktyczny problem. Prawie jak rasowy Wolverine, heh.
Hm... Zawsze może po tym poszukać Lena. Może, gdy już będzie poza zleceniami zrobi się bardziej rozmowny i chętny do pomocy? Kto go tam wie. Maszyna to maszyna - jest jaka jest. Jeśli wypełni jeden cel - jest otwarta na inne, a także stany przechodne między kolejnymi celami. Hm... No dobra, tak ma chyba Len, ale o tym cicho. Jest takim małym wyjąteczkiem.
W odległości, pomiędzy odgłosami przeżuwania i łamania kości, które niosły się ciekawym, akustycznym echem po pomieszczeniu, usłyszał małą rozmowę Ethel i jednego z kanibali. Och... Czyżby liczyła na to, że Len się będzie bawił w kostuchę? INCEPCJA! Zaszczepiła mu tą myśl! Przeprogramowała go by to zrobił! INCEPTION DETECTED! PLEASE STAY CALM! WE WILL KILL SOMEONE TONIGHT!
Spora hala wypełniła się całkiem zręcznie mgłą, która ciągle była produkowana z prawej dłoni androida. Więcej i więcej, przez co w praktyce po kilku chwilach nie było widać nawet czubka własnego nosa, a dźwięki wydawały się zupełnie tracić na rozpoznawalności, czasem mając wrażenie że kroki które kanibale robili dochodzą ze wszystkich stron wokół nich. Gdy jednak wymordowani mogli dać się omamić problemom z odróżnieniem kierunku skąd dochodzi dźwięk - Lentaros tak nie miał. Potrafił określić dokładnie kierunek, skąd docierają głosy. Zbliżał się. Jego powolne, dudniące kroki wydawały się nie mieć własnego źródła, a zarazem mieć je wszędzie...
A pajączek tylko pomógł. Wyłaniając się z mgły, rzucił się na pajęczą kobietę i porwał ją gdzieś we mgłę. Dźwięki rozrywanych mięśni, skóry, pękających kości i krzyki pomocy oraz bólu ze strony kobiety były chyba dostatecznym świadectwem, co zrobił pajączek z nią... Albo pajęczyca? Ciężko stwierdzić.
W końcu dudnienie ucichło, nieznośny głos przypominający uderzenia zegara w trakcie pogrzebu. Dosłownie tak to brzmiało...
Kanibal z dredami zdołał odnaleźć drugiego, podstarzałego kanibala, w nerwach stykając się z nim plecami. Gdy szybko zauważyli że mierzą do swoich, odetchnęli z ulgą... By potem obrócić się do siebie plecami.
- Czy ta dziewczyna mogła mówić prawdę? Naprawdę idzie po nas kostucha?
- Naprawdę uwierzyłeś w jej brednie? Nie istnieje coś takiego jak kostucha.
...
Hej, co z tobą?
- Podstarzały obrócił się ku swojemu koledze, lecz jedyne co zauważył, to znikający we mgle jego kontur, zwrócony do niego plecami, a z tyłu jego głowy wystawało niebiesko świecące, zakrzywione ostrze. Zakapturzona, czarna postać wlekła go gdzieś w mgłę, po chwili jakby zupełnie się w niej rozlewając.
...
Nie mógł w to uwierzyć. To faktycznie była... Kostucha?!
- ... K... K... Kostucha?! ŚMIERĆ PO NAS PRZYSZŁA....
Yup. Śmierć która ciągle krąży wokół...
A w tej chwili został tylko on, i gdzieś kręcąca się po okolicy zdziczała wymordowana.

Kriokineza - mgła - 2/3, Ostrze Transformacji - Kosa - 1/5
... I chyba ci trochę ostro zaingerowałem ._.

_________________


Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.



Lentaros
-----------
Wtajemniczony   Zbuntowany android

avatar

Liczba postów : 1411
GODNOŚĆ : Lentaros. Na wypadek wymusu posiadania nazwiska zawsze rzuci jakimś losowym zlepkiem liter.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony Magazyn.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 7 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics