Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down

Westchnęła z nutą rozczarowania, po czym pokręciła delikatnie głową. Zabrała od niego książkę przysuwając ją nieco bliżej siebie i zaczęła kartkować. Zajęło jej to zaledwie parę krótkich chwil, by otworzyć ją na odpowiedniej stronie. Wskazała palcem na tytuł napisany ciemnym tuszem Apokalipsa św. Jana. Postukała parę razy, upewniając się, że mężczyzna załapie o co jej chodzi, na powrót podsuwając bliżej niego księgę. Oczywiście że nie chodziło o żadne Słowo Boże. Pytał się, czy słyszała coś o tak zwanej Apokalipsie. A jedyne przesłanki, jakie przychodziły do jej głowy, można było odnaleźć właśnie tutaj. Nie miała pojęcia czy jakkolwiek mu to pomoże, ale zawsze mogły to być jakieś poszlaki. Lepsze to, niż nic.
Nie wierzyła jego słowom, że wszystko jest w porządku. Yury zdecydowanie nie wyglądał jak on. Nie tylko pod względem fizycznym, ale miała wrażenie, że i jego aura uległa stopniowej zmianie. Wzruszyła jednak ramionami, nie zamierzając naciskać ani też zagłębiać się w jego temat. Ich relacja była na tyle podstawowa, że nie tyle co nie czuła potrzeby, ale też uważała wścibskość za mało kulturalną. Może gdyby bliżej się poznali, próbowałaby pociągnąć go za język, drążyć temat, by w ostateczności móc mu jakoś pomóc.
Ale był dorosły. I doskonale wiedział, co robi. A przynajmniej miała taką nadzieję.
Zamarła z kubkiem w dłoniach na wieść o pukaniu do drzwi. Zmarszczyła ciemne brwi, a w głowie przewinęło się mnóstwo twarzy, które mogłyby znać miejsce jej zamieszkania. Ethienne pod tym względem starała się zachowywać pełną ostrożność, nie pozwalając by ktokolwiek ją śledził kiedy wracała do domu z Apogeum, nikomu nie mówiąc gdzie mieszka a już tym bardziej nikogo nie zapraszając do siebie. Jednak nie zareagowała pochopnie, nie doskoczyła do swojego łuku, który znajdował się nieopodal stołu, nie sięgnęła za nóż czy też inne narzędzie, które mogłoby posłużyć jej za broń w celu samoobrony. Może i nie znała dobrze Smoka, ale wiedziała jedno: był silny. A to wystarczyło, żeby została na miejscu, spokojnie dopijając wcześniej nalaną do kubka herbatę. Była pewna, że w razie niebezpieczeństwa ciemnowłosy stanie w jej obronie.
Ale nie spodziewała się ujrzeć w drzwiach jego znajomej.
Zmarszczyła brwi, powoli podnosząc się, szurając cicho krzesłem po drewnianej posadzce. W pierwszej chwili chciała syknąć w stronę Yurego oskarżając go o bezprawne rozdawanie namiarów jej domu, ale gdy podeszła bliżej i ujrzała stan dziewczyny, postanowiła załatwić z nim tę sprawę nieco później. Wyciągnęła dłoń w jej stronę i dotknęła rozpalonego czoła nieznajomej. Wskazała Yuremu aby wprowadził ja do środka i zaprowadził na kanapę, a sama zaś zajęła się przygotowywaniem odpowiedniego wywaru na zbicie gorączki oraz czegoś, co pomoże jej chociaż trochę stanąć na nogi.




She did not now that

THE WOLF

was a WICKED sort of animal,

and she was NOT

afraid of him.




                                         
Ethienne
Desperat
Ethienne
Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Ethienne Theles


Powrót do góry Go down

Nie spodziewała się go tutaj. W ogóle nie spodziewała się, że ktoś jej otworzy i jeszcze wciągnie do środka jak gdyby nigdy nic, a jeszcze na dodatek mając świadomość jej choroby. Nie powiedziała ani słowa, nawet nazwana smarkulą. Odezwał się zresztą wielce dojrzały pan z długą siwą brodą, starszy niewiele od niej. Nie wymyśliłaby teraz ciętej riposty czy durnego żartu, jej myśli krążyły pomiędzy pustką a mętlikiem, zmuszanie się do skupienia wywoływało ból.
Usiadła na kanapie, podprowadzona przez Wiecznego. Przejście tych kilku kroków nie było jednak łatwe i dość wyraźnie wsparła się na nim, choć próbowała nie oddychać w jego stronę. Na pewno zarażała tą francą, tylko nie była pewna jak. Jeśli miała zdechnąć, to zdecydowanie sama, a nie z kimś kto trzymał ich najemnicze zadki w jako takim porządku. Naciągnęła szczelnie materiał, wzdrygając się lekko. Oczy piekły, szkliste od temperatury. Widoczność rozmywała się po jakimś metrze czyniąc obraz nieczytelnym. Może to i lepiej, bo w ten sposób na pewno nie zapamięta gdzie była. Właściwie to nie pamiętała nawet jak tu przyszła i skąd, co robiła godzinę temu, która właściwie była ta godzina. Wiedziała jedno.
Koniec nadchodzi – wychrypiała ledwo poruszając wargami. Półprzytomne spojrzenie utkwione było w podłodze, w pobliżu stóp przynajmniej wszystko było jeszcze ostre i nie wywoływało mdłości. – Ragnarök jest blisko. Sköll wraz z Hatim pożrą słońce i księżyc. Świat pochłonie ogień i morze – bełkotała pozornie bez ładu i składu, ale całkowicie przekonana swoich słów. Zaniosła się suchym kaszlem, zakrywając usta przedramieniem. Na płaszczu i bladych wargach pozostały cętki wyplutej krwi. Miała wrażenie, że rozkłada się żywcem zarówno na zewnątrz jak i od środka. Jak długo to miało jeszcze trwać, umrze czy pozostanie w stanie pomiędzy żywymi a umarłymi, stając się zbędnym balastem dla towarzyszy? Straciła już wszelką nadzieję na wyzdrowienie i powrót do normalności, poddała się próbując znaleźć ukojenie w wywołanych gorączką omamach. Cała Ziemia w morzu płomieni była naprawdę kuszącą wizją. Zawsze lubiła patrzeć w ogień.
                                         
Wiedźma Rei
Salamandra     Desperat
Wiedźma Rei
Salamandra     Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Sora Rei Hayashi


Powrót do góry Go down

Yury choruje na Plagę.
Przebieg choroby:
(1 sesja) Okres jej inkubacji trwa zaledwie kilka godzin, podczas których wirus rozmnaża się i rozpowszechnia się po całym organizmie przy pomocy naczyń krwionośnych.
(2 sesja) W pierwszym jej stadium pojawia się gorączka. Zwierzę jest ociężałe i leniwie, nieprzychylne człowiekowi. Na ciele zaczynają rosnąć krosty.
(3 sesja) W kolejnym dochodzi do wymiotów oraz rzecz jasna drastyczny spadek apetytu, charakterystyczny w przypadku zatruć. Z ciała zaczyna się ulatniać nieprzyjemny, lecz niezbyt intensywny zapach. Krosty przekształcają się w szkaradne pęcherze. Pojawia się tendencja do agresywnego zachowania.
(4 sesja i kolejne) W kolejnej fazie pęcherze powstałe na ciele boleśnie pękają. Ciało zarażonego zwierzęcia wydziela nieprzyjemny zapach, jego źródłem są ubytki w ciele powstała na skutek deformacji pęcherzy. Od tej pory stworzenie zaraża innych w swoim najbliższym otoczeniu. Nadal wymiotuje i nie ma apetytu.
Do zarażenia może dojść również przez ugryzienie lub jakikolwiek innych kontakt ze śliną zarażonego w każdym stadium choroby.
                                         
Apokalipsa
Apokalipsa
 
 
 


Powrót do góry Go down

Biomech był zaskoczony obecnością Skuld w równym stopniu, co sama właścicielka tego skromnego dobytku. Pewność, że Sora trafiła tu przypadkiem coraz bardziej się pogłębiała. Czując jej ciężar na swoim ciele i słysząc cichy, bełkotliwy głos tuż przy uchu, nie miał wątpliwości, że umysł kobiety nie funkcjonał poprawianie, a więc miała problem z produkcją racjonalnych myśli. Miała dużo szczęścia, że natknęła się akurat na małą chatkę na uboczu.
  — O chuj ci chodzi, Hayashi. Nie rozumiem ani jednego słowa.
  Zaprowadził ją do wskazanego przez Ethienne mebla. Wyglądała okropnie. Podkrążone, zaczerwienione oczy pozbawione dawnego błysku, zadziorności. Cera matowa, pokryta krostami, podobnymi do trądziku, ale okres dojrzewania miała już dawno za sobą. Niewiele pozostało z dawnej Hayashi. Wyglądał jak nie ona. Jak wrak człowieka. Obco.  Choroba pozbawiła ją temperamentu i osobowości. I zapachu. Czuł od niej delikatny fetor rozkładu. Jeszcze kilka dni, aby jej nie poznał. Nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Był odrobinę przerażony tym, co z niej pozostało. Przypomniała mu o bracie Kido. O tym, jak wojskowy starczał przy jego łóżko w każdej wolnej chwili kosztem kilku nieprzespanych nocy z rzędu.
  Nie spodziewał się, że jakieś resztki empatii uchowały się w jego socjopatycznej naturze, a jednak nie potrafił przejść obojętnie obok cierpienia Hayashi. Widząc ją w takim stanie, uświadomił sobie, że traktuje ją jak młodszą siostrę, o którą trzeba się zatroszczyć. Przyłożył dłoń do jej spoconego czoła. Odgarnął z jej twarzy kosmyki. Dotyk był delikatnie, palce ledwie ocierały się o jej skórę podczas wykonywania tych dwóch czynności.
  — Chcesz się napić? Wody? — Nie czekał na jej odpowiedź. Podszedł do stolika. Ujął w palce kubek z herbatą, którą podała mu druga kobieta. Podmuchał w jasnobrązową tafle. Do jego nozdrzy doleciał aromatyczny zapach ziół. — Ostrożnie. Nie poparz sobie języka — rzekł, krzywiąc usta w uśmiechu, a raczej parodyjnym grymasie. Zbliżył naczynie do ust kobiety.
                                         
Yury
Wieczny     Opętany
Yury
Wieczny     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Nie miała bladego pojęcia o czym bełkotała nieznajoma. Jej usta prawie w ogóle się nie poruszały, toteż Ethienne nie była w stanie wyłapać jakichkolwiek słów. Postanowiła więc konwersację pozostawić mężczyźnie, zwłaszcza, że ci najwyraźniej dobrze się znali. Ciemnowłosa z kolei wolała skupić się na przygotowaniu czegoś, co pomogłoby chociaż w drobnym stopniu uśmierzyć ból, z jakim zmagała się teraz nieznajoma.
Podeszła do nich i położyła delikatnie dłoń na ramieniu, chcąc zwrócić jego uwagę na siebie, przy jednoczesnym pokręceniu głową, kiedy ten chciał podać jej kubek z wciąż ciepłą herbatą. Następnie odebrała od niego drewniane naczynie,  a zamiast tego wsunęła w jego dłoń szklankę z chłodną, świeżą wodą, która zdecydowanie lepiej przysłuży się teraz kobiecie.
Odeszła od nich tylko po to, aby po krótkim ułamku czas powrócić z drugim kubkiem, gdzie znajdował się przygotowany napar.
Pomoże jej zasnąć podsunęła notes praktycznie pod sam nos biomecha, aby odczytał nabazgrane przez nią słowa. Miała nadzieję, że Yury bez większego problem poradzi sobie sam w podaniu jej naparu, ale w razie ostateczności służyła pomocą. Przysiadła na krześle obok i spojrzała pytająco na mężczyznę czekając na jakieś większe wyjaśnienia. Oczekiwała przede wszystkim odpowiedzi na pytanie kim właściwie była i co jej dolegało. Wyglądała naprawdę źle i patrząc na jej aktualny stan Ethienne nie rokowała dla niej jak najlepiej.
Od dziecka spotykała się z przeróżnymi chorobami, uczona pod okiem matki, która znała się na wszelakich ziołach i roślinach, a co za tym idzie - również i lekach. Ale wydawało jej się, że po raz pierwszy spotyka się z czymś takim. Może gdyby poszukała więcej informacji w książkach rodzicielki... może natrafiłaby na jakiś trop, jak móc pomóc kobiecie. Żeby tego jednak dokonać, przede wszystkim potrzebowała jakiś poszlak, śladów, czegokolwiek, czego mogłaby się złapać. Zwykły wywiad środowiskowy mógłby już zdziałać cuda.
Nie zamierzała jednak przeszkadzać im. Obrała drogę cierpliwości i oczekiwania, w nadziei, że Yuremu język w końcu sam się rozplącze.
Miała nadzieję, że to, na co choruje kobieta nie jest zaraźliwe. Kiedy lekarza zaczyna chorować na to samo, co jego pacjent, wtedy ziszcza się jeden z najgorszych scenariuszy. Na wszelki wypadek postanowiła zachować wszystkie środki ostrożności.




She did not now that

THE WOLF

was a WICKED sort of animal,

and she was NOT

afraid of him.




                                         
Ethienne
Desperat
Ethienne
Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Ethienne Theles


Powrót do góry Go down

Rrraaany... – jęknęła, przewróciła oczami i zaniosła się kolejną porcją kaszlu, zasłaniając twarz rękawem. Nie zamierzała mu tego wszystkiego wykładać jak krowie na rowie. Nie słuchał. Nigdy nie słuchali. Ignorowali te ostrzeżenia, myśleli, że pierdzieli farmazony, że to tylko paplanina chorego, rozgorączkowanego człowieka. Czuła się okropnie, to fakt, ale wcale nie uważała, że bredzi. Jak zresztą każdy bredzący, co tu dużo kryć. Gadanie bez widocznego z zewnątrz sensu dawało jej jakieś zaczepienie o te resztki życia, pomagało nie zadręczyć się myślami. Z początku nawet sądziła, że ktoś zaraził ją wirusem i to jej ostatnie chwile jako normalny człowiek, ale medyk raczej by to rozpoznał, a tymczasem nie miał żadnej pewności, która z diagnoz była tą właściwą. Trzymanie się mitów i próbowanie porównań z obecnymi czasami było jedynym, co jej aktualnie pozostawało do roboty.
Teraz nawet nie zauważała zmiany w zachowaniu Wiecznego. Normalnie pewnie oparskałaby go śmiechem, stwierdziła, że się robi jakiś za miękki na starość. Pewnie nic z tego nie zapamięta i nie będzie mogła mu tego wypominać na każdym kroku, powodując kolejnej żartobliwej sprzeczki. Z chęcią napiła się wody, która znacznie lepiej zadziałała na zdarte gardło niż coś ciepłego. Mimo wszystko i tak poczuła lekki ból uszkodzonej przez kaszel tkanki. Nawodnienie się, nawet jeśli odrobinę, przyniosło nieco ulgi. Przyjęła też ziołowy napar podany po krótkiej chwili, bez marudzenia i kręcenia nosem.
Dziękuję – powiedziała słabo w stronę kobiety, ale starała się w miarę wyraźnie poruszać wargami. Na ogół nikt nie pomagał przypadkowym przybłędom na Desperacji tylko wywalał delikwenta za chabety za próg, jeśli akurat postanowił nie ukatrupić nachodzącego i nie plamić krwią podłogi. Dostanie czegoś za darmo spotykało się z podejrzliwością, szukało się haczyka. Ale jeśli wyzdrowieje i będzie pamiętać, to na pewno jakoś spłaci ten dług.


//Znowu mi coś nie idzie pisanie :c Jak chcecie to możecie uznać, że przysnęła i mnie pomijać w kolejce.
                                         
Wiedźma Rei
Salamandra     Desperat
Wiedźma Rei
Salamandra     Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Sora Rei Hayashi


Powrót do góry Go down

Yury nie potrafił radzić sobie w takich sytuacjach. W swoich działaniach powoływał się na instynkt. Nie odezwał się ani słowem, odbierając kubek od właścicielki chaty. Nawet nie zerknął w kierunku kartki. Ufał Ethienne na tyle, że bez zbędnych "ale" podetknąć Hayashi pod nos naczynie z bliżej nieokreśloną zawartością.
  — Do dna — zachęcił ją; do tonu jego głosu zakradło się i zniecierpliwienie, i rozdrażnienie, ale także ledwo słyszalna troska pobrzmiewająca między jednym a drugim słowem. Cierpliwie czekał, aż Salamandra kilkoma, małymi łyczkami przełknie ziołową substancje. W między czasie postanowił się wytłumaczyć. — Wspominałem ci o tym już wcześniej — zwrócił się do siedzącej w pewnym oddaleniu kobiety, zerkając ku niej, by mogła wyczytać z ruch jego warg wypowiedziane słowa. — Hayashi została zarażona chorobą Apokalipsy. I wierz lub nie - nie dałem jej namiaru na twoją chatę. Zresztą — urwał, zerkając ku majaczącej Skuld, która wyglądała, jakby była jedną nogą w grobie — tylko na nią spójrz. Jest prawie nieprzytomna i majacząca.
  Ułożył mechaniczną dłoń na rozgrzanym czole chorej kobiety. Chłód stali powinien przynieść przynajmniej krótkotrwale ukojenie, choć Yury był świadomy, że nie zaleczy jej przypadłości żadnym znanymi ludzkości specyfikiem. Musiał odnaleźć Apokalipsę i...
  Właśnie. Co dalej? Co zrobi, kiedy jeden z jeźdźców znajdzie się w jego zasięgu? Zaatakuje? Przecież wiedział, że agresją nic nie wskóraa, mimo iż dysponował praktycznie tylko tym, niczym więcej.
  — W każdym razie musiała znaleźć się tu przez czysty przypadek. Pewnie szukała pomocy, choć mówiłem jej, by została w Kamiennej Wieży — dodał pod nosem, bardziej do siebie niż ciemnowłosej kobiety.
  Odłożył na blat  kubek i jeszcze raz przeleciał wzrokiem po zapadniętych policzkach byłej wojskowej. Otworzył usta, ale zaraz je zamknął.
  Nie musiał składać jej żadnych obietnic, bo i tak niemal nie kontaktowała.
  Nie musiał składać jej żadnych obietnic, bo wystarczającym potwierdzeniem jego zamiarów była emocja tkwiąca w oku.
   Zrobię wszystko, byś nie umarła., wyszeptał w myślach, odgarniając jej włosy twarzy.
  — Wrócę po nią rano — odezwał się w końcu, wstając. Chciał wrócić do domu, na Smoczą i zorganizować środek transportu, który umożliwi mu bezpieczne przewiezienie Skuld do bazy Drug-onów. Mógł ją zabrać ze sobą, ale noc zbliżyła się wielkim krokami. Szanse na to, że uda im się bezpiecznie  przemieścić do kryjówki były bliskie zeru, wręcz nieistniejące. — Pozwól jej tu zostać chociaż noc.
  Skonsultował spojrzenie ze wzrokiem Ethienne, po czym zbliżył się do drzwi. Podjął decyzje już wcześniej i nie czekał na odpowiedzi znajomej, obawiając się odmowy, a na takową nie był przygotowany. Widok zmarniałej Hayashi zmusił go do natychmiastowej reakcji. Wyszedł z chaty, celowo pomijając jeden ważny szczegół - Hayashi była w tym momencie bronią biologiczną, zarażała.

  ___zt


_______
wychodzę z tematu głównie z powodu finalnego starcia z Apokalipsą, bo szybciej ją pokonamy niż skończy się ta fabuła, a wtedy szlag trafi mi całą chronologię. ponadto to event - zakładam - z możliwością wystąpienia zgonu, więc tym bardziej nie chce sytuacji, w której przypuszczalnie Yury umiera przy nadal trwającym wątku z nieco bliższej przeszłości.
dalszy ciąg fabuły: można uznać, że Yury faktycznie wrócił po Hayashi i przetransportował ją do Drug-on, jeżeli nie chcecie kontynuować dalej tego wątku.
                                         
Yury
Wieczny     Opętany
Yury
Wieczny     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

 
Nie możesz odpowiadać w tematach