Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 16.11.17 19:20
Kotowaty spłoszył się lekko jej dość emocjonalną reakcją, prędko mrugając w tym zaskoczeniu i ścierając łapą z policzka łzy. Nie znał się na płci przeciwnej, a szczególnie już na tej młodszej, tej nieodgadnionej części. Jeśli nieśmiertelność nie zaklęła jej w tym małoletnim ciele, przykładem takiej magii był Cat, mogła mieć jakieś piętnaście lat. Mniej niż dwadzieścia, ale więcej niż dziesięć. Kot zbyt dobry w liczby nie był, a liczyć też tak tylko do pięciu z rozmachem do stu, jeśli będą mu często podpowiadać. Nie miał okazji się ich nauczyć, bo kto ma czas na dokształcanie desperackiej dziatwy? Kto miał czas na desperacji być tą dziatwą, gdy zagrożenie czyhało z każdego zakątka? Jak ta lina choćby?
Masz wybaczone, tylko nie płacz – odparł w speszeniu, odwracając pyska od niej i zerkając bokiem. Nie wyglądał już zbytnio jak cierpiące kocie, uzyskał łagodzący efekt. Teraz będzie po równo! On poprzestawiał jej do góry nogami organy, a ona zmasakrowała mu w rewanżu rzepkę. Zastrzygł wibrysami. Obserwował jej ruchy, podążając złotym spojrzeniem za palcem dziewczęcia, która zdecydowała pozwolić sobie na tknięcie wysmarowanych ziemią bojówek w okolicy piszczela.
To nie pierwszyzna. Nastawię i będzie działać – odparł lekko i machnął lekceważąco na sprawę łapą. Uśmiechnął się tak trochę. Nie wyglądał aż tak źle, gdy się uśmiechał. Nawet uroczo, jeśli można go nazwać uroczym. Miał coś z kota, quasi eleganckiego i słodkiego równocześnie, co łączyło się z chłopięcą urodą Hide. Pomijając fakt, że miał już jakieś czterdzieści lat na karku, ale duchem dalej był z niego chłopiec i rozrabiaka!  
Tobie już lepiej? – spytał przy okazji. Niby od niechcenia i ze zwykłej grzeczności. Cat nie miał w zwyczaju być zbyt uprzejmym Kotem, stąd lekkie opory przed okazywaniem względnego szacunku i uprzejmości. W towarzystwie kobiet podobno wymagało się od chłopców, żeby byli lepszymi wersjami siebie, ale on się na tym nie znał. Większość jego towarzyszek miała już swoje w głowie. A taka młoda to ma pstro, o! Skąd miałby więc się znać na tym?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 17.11.17 0:24
Spojrzała na kotowatego spod opadającej na oczy grzywki, wciąż smutna, ale teraz też jakby z wyrzutem. Przez kilka długich sekund nie odzywała się w ogóle, jakby samym wzrokiem zamierzała w swoim rozmówcy wypalić dziurę na wylot.
- Ja - zaczęła w końcu, nieco głośniej, niż mówiła do tej pory. - Nigdy nie płaczę.
I nie kłamała. Wszystkie co mocniejsze emocje trzymała głęboko wewnątrz siebie, z wierzchu pokazując tylko ogólny zarys swojego nastroju. Z reguły neutralna, okazywała głównie niechęć, niezadowolenie, czasami cień radości czy zainteresowanie. Nie dla niej były wybuchy euforii czy histerycznego płaczu, nie miała w zwyczaju panikować ani się wściekać. Porównując ich oboje, to raczej kotowaty wydawał się być bardziej przejęty; nie mógł oszukać Zay, wyraźnie widziała w jego oczach formujące się łzy.
- Ale ty płaczesz - wytknęła bez ogródek, podnosząc głowę z powrotem do pionu i przypatrując się mu, teraz z lekkim zaciekawieniem. Był osobnikiem o dość ciekawej aparycji, a Egzorcystka do tej pory z konkretnie takim się nie spotkała. Widywała różne dziwadła, ale ten, choć osobliwy, był równocześnie całkiem uroczy. Aż miło było obserwować, jak poruszają się jego kocie wąsiki.
- To dobrze. Mógłbyś mieć spore problemy z uszkodzonym kolanem. - Na przykład problem z uciekaniem przed drapieżnikami, których w okolicy pewnie się roiło. Wszędzie było ich pełno, dlatego należało zachowywać nieustanną czujność. Zaynab opuściła gardę ledwie na moment i widać, jak się to dla niej skończyło. Z pewnością nie było zbyt dobrym pomysłem wychodzić na dłużej bez broni czy narzędzi; na swoją obronę miała tylko to, że nie planowała ani zbytnio się oddalać, ani wracać późno. Tylko niefortunny splot wydarzeń sprawił, że dopiero teraz mijały jej zawroty głowy i mogła nie obawiać się o to, że kiedy wstanie, wyląduje z powrotem na glebie.
- Raczej już w porządku. Trochę kręciło mi się w głowie, ale powinno już być okej - przytaknęła. Zaraz też przekrzywiła głowę, przypatrując się kotowatemu z zainteresowaniem.
- Skąd przyszedłeś?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 18.11.17 4:01
Czy wytknięto Kotu słabość? A i owszem, bo płakał i nie wstydził się tego! Co miałby się wstydzić reakcji swojego inteligentnego organizmu, który wie co robi? Schemat jego działania był chłopakowi całkiem obcy, ale pozwolił sobie zaufać wszystkim fizjologicznym wariacjom, które dyktowały mu życie i przeżycie. Jeśli miałby kiedykolwiek komukolwiek powierzyć swoje zaufanie, pewnie nie zrobiłby tego wcale. Nawet swoim smoczym ziomkom nie wierzył. Czasem tak, ale zawsze połowicznie, bo najczęściej w rzeczywistości wcale nie.
Płacz nie jest oznaką słabości. Moje oczy wiedzą, co robią – odburknął niezadowolony nieuczciwym szacowaniem kocich sił. Gdyby tylko chciał – ale nie chciał – mógłby powalić ją w kilku ruchach. Miał swój sztylet, a matka natura uzupełniła jego marne ludzkie ciało w kocią zwinność, gibkość i szybkość. Te pazury, którymi zakończone były jego paluszki, też nie błyszczały ślicznie bez powodu.
Zawsze jest drugie. I ręce – napomknął inteligentnie, wzruszając lekko ramionami. Problemu nie widział, chociaż… jakby wrócić pamięcią, ale… Przypomniała mu się pewna ucieczka. Kilka lat temu, bardzo świeżo po zostaniu Smokiem. Uciekał przed napastnikiem przez las w deszczu, potknął się i nieszczęśliwie zrujnował sobie kolano. Wtedy jednak skręcił nogę, a nie ledwie zwichnął rzepkę, stąd nagły prąd bólu, który w tamtej chwili przeszył kocie ciało, powalił go doszczętnie na łopatki. Gdyby nie pomoc wilczycy, pewnie Kota by tu w tej chwili nie było, a Zaynab mogłaby ruszyć przed siebie bez żadnych przystanków.
Znikąd. Jestem wędrowcem, głodnym i polującym, choć przerwano mu. A kto mu przerwał? Jak cię zwą? – spytał, spoglądając na nią z ukosa, i choć było to dość chaotyczne, dało się wszystko zrozumieć. Głos Catricka ubarwiała nieustanna chrypka i delikatne seplenienie, które spowodowane było niecodziennym na poły kocim i ludzkim uzębieniem. Nie wpadało to ludziom jakoś szczególnie w oko, bo wielu wymordowanych natura obdarzała imponującymi kłami.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 20.11.17 23:48
Płacz nie jest oznaką słabości.
- I nigdy niczego takiego nie powiedziałam - odparła od razu, wciąż z perfekcyjnie pozbawioną emocji miną. Fascynowało ją, w jaki sposób zmienia się wyraz twarzy kotowatego, jak w kalejdoskopie. Obserwowanie wszystkich jego ruchów zdawało się dziewczynkę wciągać tak, jak wychowywane w mieście dzieciaki wpatrywały się w kolejne bajki. Dla Zay, której emocje pozostawały głęboko w środku i bardzo rzadko dawały się odbić w zachowaniu, przyglądanie się innym było niesamowicie zajmujące. Mogłaby to robić godzinami; w ten sposób nie tylko się nie nudziła, ale też zdobywała sporą wiedzę na temat tego, jak funkcjonują istoty ludzkie i ludziom podobne, jak zachowują się zwierzęta i na wpół zwierzęce mutanty. Trzeba przyznać, że miała do tego ogromną ilość materiału, a jako że istnienia żywe charakteryzują się sporą różnorodnością, zawsze mogła znaleźć coś nowego.
- Zawsze lepsze dwa niż jedno - zauważyła. Gdyby jej ktoś skasował kolano, na pewno nie podeszłaby do tego tak lekko. Utrzymywanie dystansu od niebezpieczeństwa było jej sposobem na przetrwanie. Do tego potrzebowała móc się przemieszczać, a posiadanie odpowiedniej sprawności w tylko jednej nodze stawiałoby ją w bardzo niebezpiecznym położeniu. Mogła być trenowaną od małego jednostką specjalną w szeregach Kościoła, ale wciąż miała tylko czternaście lat. To dawało jej ograniczone możliwości fizyczne, w dodatku większość jej zdolności była jeszcze w fazie rozwoju. W porównaniu do osób dorosłych nadal była na dość niskim poziomie, nawet jeśli wśród rówieśników plasowała się wysoko. Sam fakt, że urodziła się jako wymordowana był sukcesem, patrząc na statystyki śmiertelności takich dzieci.
- Pytając o czyjeś imię, chyba wypada najpierw się przedstawić - wytknęła, przekręciwszy głowę nieco w bok. Białe i brązowe włosy spłynęły w dół, łaskocząc dziewczynę w ramię. Kąciki ust drgnęły, jakby właśnie miała się uśmiechnąć, ale ostatecznie nic takiego się nie wydarzyło. - A przerwała ci Zaynab.
Odchyliła się nieco do tyłu i klapnęła na ziemi, rozluźniając nieco napięte od tkwienia w kucki kolana. Patrzyła na nieznajomego z wyczekiwaniem, wciąż czekając, aż sam się przedstawi.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 03.12.17 16:22
Nie powiedziała, ale Catrick wiedział, co miała na myśli, ot co! Wytykanie komuś łez nie świadczyło o tolerancji ich obecności, prawdopodobnie Kot w tamtej jednej chwili stał się dla niej bardziej... przystępny. Mniej wrogi, bardziej ludzki, a dlaczego? Przez wzgląd na te kilka słonych kropel w okolicy kącików kocich oczu! Jak wiele tak drobna rzecz może zmienić w tym jak się postrzega człowieka. Typ spod najciemniejszej gwiazdy może się uśmiechnąć albo przytrzymać pluszankę, i już mózg zaczyna sobie kojarzyć, że pewnie nie jest taki zły na jakiego wyglądał chwilkę temu, gdy wyrywał ci torebkę. Catrick nie chciał być groźny. Przynajmniej nie teraz. Wiedział też, że drobna aparycja dziewczyny wcale nie znaczy o tym, że jest godna zaufania, wcale nie czuł się bezpieczniejszy. Hide nigdy nie czuł się bezpieczny, zacznijmy od tego. Swojemu instynktowi i refleksowi zawdzięczał czterdzieści lat życie i wolał tej czujności nie tracić, jeśli chciał dożyć setki.
Wywrócił oczami zabawnie i podparł się wygodnie na rękach, spoglądając na swoje kolano z zainteresowaniem, którym jeszcze chwilę temu obdarzył dziewczynę. Poruszył nią, syknął cicho, a potem znów się podniósł, przymierzając się do nastawienia sobie kolana. Padła odpowiedź, potem oskarżenie i pytanie o imię.
Ja jestem Catrick – odparł czelnie i uśmiechnął się trochę cwaniaczkowato, choć też głupio. Uniósł zabawnie brew, spoglądając na nią znad kolana.
To po angielsku. Moja ksywa. Ja nie znam angielskiego, ale mówili oni, że to takie miksowanie kota i sztuczki. Czytali w wielkiej księdze słów. Fajne, nie? Twoje coś znaczy? – dodał, spytał, jakby chcąc się pochwalić. Lubił się chwalić. Szczególnie, gdy miał przed kim. Brzmiał infantylnie as hell, ale taki to już głupek z tego Cata. Plus tak samemu sobie powtarzać, co znaczy ten pseudonim, żeby nie zapomnieć, a to też wstyd...
Wtem złapał za kolano i jednym absurdalnie szybkim, silnym ruchem nastawił sobie tę cholerną rzepkę, która jeszcze chwile temu wyglądała, jakby wyleciała z zawiasów z przemieszczeniem i nic się z tym nie zrobi bez interwencji świata medycznego. Wszystkie takie obrażenia Catricka wyglądały źle, bo jego stawy uwielbiały wypadać. Robiły to chętnie, często i zjawiskowo, choć normalnemu człowiekowi taki kopniak prędzej sprezentowałby zwykłego siniaka.
Gotowe – zadecydował przez zaciśnięte zęby, usilnie próbując nie wizgnąć. Ból powolutku mijał, ale dobrze, gdyby dziewczyna go trochę zagadała, może popatała. Tak na poprawienie humorku... ale nie za bardzo! Tak trochę. Tak jak kota. Żeby nie spłoszyć futrzaka.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 03.12.17 18:09
- Cat-rick - powtórzyła, przykładając palec wskazujący do ust. - Catr-ick. Cat. Cat-trick. Trick. Rick. - Przemieliła usłyszane imię na kilka sposobów, a potem powtórzyła je jeszcze więcej razy, niczym jakąś tajemnicza mantrę. Potem na powrót wbiła spojrzenie w kotowatego, śledząc z zapałem jego mimikę. Obserwacja innych była dla niej tym, czym dla dzieciaków z Miasta telewizja. Najlepsza i najbardziej wciągająca rozrywka, która czasem wciągała aż za bardzo. Każda napotkana przez nią osoba była tak fascynująco odmienna od pozostałych, że młoda nie mogła odmówić sobie niekulturalnego wręcz wgapiania się w innych. Nikt jej nie uczył dobrych manier, nikt jej nie uczył zasadniczo niczego, poza może podstawami czytania, pisania, liczenia. Szły jej bardzo koślawo, ale radziła sobie dzielnie. O czymś takim, jak języki obce w ogóle niewiele słyszała. Może obiło jej się o uszy parę razy, jak ktoś rozmawia używając kompletnie nieznanych jej wyrazów, ale niezbyt wiedziała, jak ma interpretować to zjawisko. Dlatego własnie wyjaśnienie wymordowanego niewiele jej mówiło.
- Po... angielsku? Co to znaczy? - zdziwiła się, przekrzywiając nieznacznie głowę na wzór zagubionego szczeniaczka. Brzmiało to bardzo tajemniczo, może nawet trochę... mistycznie. Podobnie jak nazwy miejsc, w których nigdy nie była, a o których często słyszała, przemykając między dorosłymi. Miasto, z tego co zdołała zrozumieć, było wielkie i zamknięte, mieli tam wszystko, czego chcieli, jedzenie, wodę i ogromne, ogromne domy. Nie umiała sobie tego wyobrazić, a nawet jeśli migała je czasem w  głowie jakaś wizja M-3, z pewnością była mocno daleka od rzeczywistego stanu. Ktoś też kiedyś wspominał coś o Edenie, gdzie miało być bardziej zielono i gdzie mieszkali aniołowie. To brzmiało dla Zay już nieco bardziej realnie, choć nadal nieco dziwnie. Widziała jeszcze zbyt niewiele, by opisy mówiły jej cokolwiek sensownego. Chociaż, jeśli osiągnie odpowiedni poziom, na pewno kiedyś zobaczy Rajskie Miasto. Tak jej powiedziano; uczyła się tak wiele o walce i zabijaniu po to, by móc w służbie Ao likwidować wrogów Kościoła, co na pewnym etapie wymagało zapuszczenia się dalej w świat. Najpierw wyjścia z bezpiecznej bazy na teren neutralny, a potem agresywny atak. Po to żyła.
- Nie mam pojęcia, co znaczy. Nawet nie wiem, kto mi je dał - przyznała. W katedrze nie mieli czegoś takiego jak słownik imion, Zay nie miała nawet biologicznych rodziców. Na Desperacji sieroctwo nie było niczym zaskakującym, toteż nie przeżywała go w żaden szczególny sposób. Miał ją kto wychować i kto się nią opiekować, więc braku matki i ojca właściwie nie odczuwała wcale. Miała brata - i to starczało jej za cała rodzinę.
- Łou - mruknęła cicho, kiedy chrupnięcie zasygnalizowało nastawienie kolana. Zabrzmiało nieco złowieszczo, ale równocześnie intrygująco. W tym samym momencie białowłosą znienacka nawiedziła pewna myśl.
- Będziesz tu dalej polował? - wypaliła wprost.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 13.12.17 13:05
Catrick podróżował dużo i często, właściwie codziennie był w drodze. Mały lekkoduch! Nie umiał usiedzieć w miejscu, bo taka już była jego kocio-podróżnicza natura. Podczas swojego zgoła czterdziestoletniego życia zwiedził absurdalną ilość miejsc, zakątków. Znał kryjówki. Sposoby na załatwienie rzeczy. Znał lekarzy, zielarzy, złomiarzy, najemników. Na członków kościoła też natknął się nie raz, choć w dziewczynce takowego nie rozpoznał. Kojarzyli mu się bardziej tajemniczo, używali wyrafinowanego języka, z którym półgłówek taki jak Cat nie radził sobie. Ileż to razy kusili go wizją schronienia?
Instynkt kota działał, a sam Kot wiedział, że nic nie jest za darmo. Catrick nie lubił się dzielić. Chciał być samodzielny. Dołączył do Smoków, bo uczestnictwo w życiu najemniczej gildii jest renomą. Tym się ufa. Każdy wie, że to grupa najlepszych najemników, a nie byle amatorów. Lubił też mieć miejsce, gdzie może wrócić, jednocześnie nie czując się do niego przywiązany. Czuł się, jakby to był darmowy hotel. Cóż, nigdy nie uważał też, że jest tam na tyle bezpiecznie, żeby całkiem porzucić czujność. Każdego niestety przygody mogą zmęczyć, spanie pod gołym niebem jest opcją, ale nie taką na zawsze.
To sposób mówienia. Nowe słowa. Odpowiedniki naszych słów. Kiedyś podobno istniała taka kraina, gdzie mówili po tym sposobie. Ba, nawet więcej krain! Ale w każdej mówili inaczej – odparł tonem człowieka, który musi się pochwalić swoją wiedzą na wszelką cenę, bo wie, że w tym temacie winszuje i jest ponad rozmówczynią. Nie po to spędzał tyle czasu z mądrzejszymi od siebie, żeby nic nie wynieść z ich opowieści. Znał tysiącletnich wymordowanych! Anioły też wiedziały wiele. Naprawdę dużo. Każdy, kto umiał składać literki już wiedział, ale Cat musiał polegać tylko na historiach, pytaniach i własnej zdolności zapamiętywania faktów.
Był kiedyś… n-eemiecki też, ale ten język przypomina charkot tonącego. Albo francuZki! Ale oni tak ślizgają się po słowach… jakby chcieli mówić i gwizdać i pluć jednocześnie. Słyszałem też ruskim, ale ci brzmią tak, jakby próbowali zaśpiewać się na śmierć. Jak ptaki – odparł, próbując wytłumaczyć najlepiej jak umiał. Żaden z niego językoznawca, przykładami nie rzuci, ale może dziewczyna skojarzy z kimś, kto takim językiem się w jej otoczeniu posługiwał. Catrick opierał się na swoich słuchowych doznaniach. Zasłyszał raz, zapamiętał, a teraz się będzie chwalił. Mówił o tym z taką pasją, że nie sposób mu nie wierzyć. Starał się ująć to na tyle, na ile pozwalał mu jego dziecinny japoński.
Mam pułapki, więc muszę skorzystać z nich. Poustawiane, ale nie wiem, czy coś wpadło w sieć. Oprócz ciebie – prychnął z żartem, spoglądając na nią z ukosa. Nie wiedział, czemu dziewczyna go tak obserwuje. Przygląda się cały czas, nie spuszcza spojrzenia. Tak bardzo razi ją jego kotowatość? Przeszkadza jej to? Może próbuje wyszukać słabych punktów? Może czyta mu w myślach, ale udaje, że wcale tak nie jest?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 02.01.18 20:01
- Naprawdę w każdej mówili gdzie indziej? To jak się potem rozumieli? I po co to wszystko było? - zasypała kotowatego lawiną pytań, wpatrując się weń tak intensywnie, jakby miał zaraz dokonać jakiegoś cudu, którego nie mogła przegapić. Tymczasem była po prostu ciekawa i z niecierpliwością wyczekiwała odpowiedzi na wszystkie wątpliwości, które pojawiły się z powodu użycia tak naprawdę jednego słowa. Co prawda twarz jej nie zdradzała zbyt wielu emocji, ale to akurat była norma. O czymkolwiek by nie przyszło jej słuchać, czy o uroczych małych zwierzątkach, czy o mordach ze szczególnym okrucieństwem, czy wreszcie i czymś zupełnie neutralnym, pewne było, że nic z tego nie będzie w stanie wywołać u Zay reakcji zewnętrznej. Z wewnętrznymi też już zresztą radziła sobie coraz lepiej. W końcu od małego trenowano ją do wykonywania zadań, które dla innych były za trudne - w tym też tych, które zawierały w sobie obciążenie emocjonalne. Młoda wymordowana w założeniu miała być od tych konsekwencji ustrzeżona, dlatego do pewnych dawek okrucieństwa przyzwyczajano ją od wczesnego dzieciństwa. Nie mogła bać się ani krzywić na widok krwi czy śmierci, sytuacje ekstremalne nie mogły wywołać u niej zawahania.
- Brzmi to strasznie głupio. Jakby specjalnie utrudniali sobie życie - podsumowała, wzruszając lekko piegowatymi ramionami. Choć Catrick starał się w miarę kwestie językowe wytłumaczyć, jasnowłosej niewiele to wszystko mówiło. Mogła przyjąć dane do wiadomości, ale już z ich zrozumieniem było trudniej - w końcu teraz panowały zupełnie inne warunki i realia funkcjonowania świata. Ludzie nie przemieszczali się już po całym świecie tak, jak kiedyś, a o tym, że to robili, Zay nie miała zielonego pojęcia. Na Desperacji obowiązywał potoczny japoński, przekształcony już nieco z biegiem lat, wzbogacony o naleciałości, język gestów i zwierzęce odgłosy. To już nawet nie było to samo, czym posługiwali się mieszkańcy wysp przed apokalipsą.
- Ej. - Skrzywiła się nieznacznie. - Wcale nie chciałam w nią wejść. - Nie wiedzieć czemu odebrała wypowiedź kotowatego trochę jak zarzut, odwracając wzrok, jakby lekko speszona. Nie powinna była zachowywać się na tyle nieostrożnie, żeby wpaść prosto w sidła rozstawione na ścieżce. W dodatku wyszła na spacer kompletnie nieuzbrojona. Co jej strzeliło do głowy? Powinna była być rozsądniejsza, a nawet skoro już przytrafiła jej się taka głupia przygoda, należało z niej wyciągnąć naukę na przyszłość. I patrzeć pod nogi.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 05.01.18 0:07
Zdziwienie dziewczyny było zrozumiałe, bo samemu kociemu podróżnikowi ogarnięcie świata przychodziło z trudem, szczególnie zastawszy go w tak… opłakanym stanie, pełnym absolutnego chaosu, w którym mieszały się szczątki dawnego świata i nowego… o ile to wszystko można nazwać jakimś światem. Catrick uśmiechnął się kocio-lisim uśmiechem do dziewczyny, wciąż siedząc z jedną łapą na kolanie, a drugą podpartą za plecami. Wyglądał na dość rozluźnionego, jakby zdążył zapomnieć, że przed chwilą nastawiał sobie staw.
Kiedyś świat był bardziej poszatkowany. Oddzielano tereny, a każdy na swoim terenie mówił jak chciał, bo mógł. Stąd taka samowolka. Może to były takie… wiesz… tajne kody. Żeby nie szpiegować się – zwrócił – jego zdaniem – mądrą uwagę, zastanawiając się nad tym przez chwilkę. Wcześniej niezbyt interesował go powód, bo zbyt zachwycał go sam fakt istnienia tego szaleństwa na jego ziemi! Wzruszył ramionami, nie mając nic już do dodania w sprawie omawianej konspiry. Gdyby był na ich miejscu, nie chciałby, żeby ktokolwiek znał jego sekrety. Sam pewnie wymyśliłby sobie jakiś język… ale wtedy musiałby mieć ludzi, którzy by go rozumieli, coby ten język był użyteczny. A wtedy stworzyłby swój zakon, zająłby tereny i wszyscy porozumiewaliby się jego tworem i miałby własną Kocią Zgraję!
Ludzie lubią utrudniać sobie życie, zauważyłem – wtrącił filozoficznie. Sam sobie stawiał kłody pod nogi co rusz, więc znał się na tym jak nikt. Potrzeba adrenaliny? Pakujesz się w kłopoty. Głód? Pakujesz się w kłopoty. Znajomości? Pakujesz się w kłopoty, bo spodobały ci się czyjeś sznurówki. To wszystko tylko w przypadku Kota, ale może Zaynab też kolekcjonowała jakieś ciekawe rzeczy… przykre wspomnienia i kradzione drobnostki.
Pierwszy raz ją rozłożyłem tak. Teraz wiem, że zadzia… – przerwał w połowie zdania, nastawiając puchate uszy jak anteny. Zastrzygł jednym, zerkając w stronę jednej z pułapek w gąszczach. Może to jedna z tych, gdzie polował na królika? Ustawił jedną w okolicy nory, a wyraźnie słyszał dźwięk zatrzaskującego się mechanizmu! Gdyby udało im się coś złapać… Gdyby mu udało się coś złapać, polowanie nie spełzłoby na niczym!
Słyszałaś? – spytał z dziecięcą ekscytacją w głosie. Podniósł się do kucków i powoli ruszył w stronę gęstwiny, z której wcześniej wyszedł. Zniknął na minutkę, by znów się wynurzyć z zieleni, dzierżąc w łapie martwego króliko-podobnego gryzonia. Uśmiechał się przy tym od ucha do ucha, pokazując cały garnitur swoich intrygujących ząbków. Dzierżył jedzenie!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 09.01.18 0:20
- Może to ma jakiś sens... - zastanowiła się, przytykając czubek palca wskazującego do ust. Dostała na raz bardzo dużo nowych informacji i musiała je teraz przetworzyć. Istnienie czegoś takiego jak obce języki do tej pory nie mieściło się jej w żadnych kategoriach umysłowych, a teraz nie tylko została uświadomiona co do istnienia co najmniej czterech, ale też że mają one lub raczej miały w przeszłości jakiś sens. Dla czternastoletniej dziewczynki, która do tej pory żyła w dość mocno ograniczonej rzeczywistości i wciąż miała niewielka wiedzę o świecie, taki zastrzyk informacji zawierał naprawdę sporą dawkę. Dobrze więc, że kotowaty bez protestów odpowiadał na może i nieco głupie, ale jak najbardziej szczere pytania ze strony jasnowłosej. Była w końcu jeszcze tylko dzieckiem i któż mógł lepiej rozwiać jej wątpliwości, jak tylko ktoś starszy i bardziej doświadczony?
- Ano. W końcu przecież lepiej się rozumieć, nie? - Dla kogoś, kto nie zetknął się z osobami posługującymi się innym językiem, sprawa była nad wyraz prosta. Czyż nie lepiej byłoby, gdyby wszyscy mówili tak samo? Potem komunikacja między poszczególnymi grupami musiała być strasznie ciężka, skoro zawsze przynajmniej jedna strona musiała się wysilić i nauczyć posługiwania obcą mową. Oczywiście, w którąkolwiek stronę nie poszłyby przemyślenia Zay, niewiele mogły one mieć wspólnego z tym, jak rzeczywiście wyglądało życie tysiąc lat temu. Ogrom ilości ludzi, zwyczajów, krain i języków wykraczał możliwości jej wyobraźni.
Ożywiła się nieco, kiedy Catrick urwał wypowiedź w połowie zdania i sama podniosła nieco głowę, nasłuchując uważnie. Przez chwilę nie mówili nic, po czym padło pytanie, na które dziewczynka tylko skinęła głową. Zmysły nie mogły jej mylić, zdecydowanie do jej uszu dobiegł cichy trzask. Był bardzo podobny do tego, który usłyszała tuż przed nieplanowanym wzniesieniem się w powietrze do góry nogami.
Rzeczywiście, znajomy odgłos zwiastował prawidłowe działanie pułapki, dzięki czemu starszy wymordowany trzymał teraz w ręku smakowicie wyglądający efekt polowania. Jego podekscytowany ton zadziałała nawet na ograniczoną w okazywaniu emocji Zay, na której twarzy pojawił się teraz bardzo delikatny uśmiech. Podniosła się z ziemi i otrzepała pobieżnie ubranie, nie chcąc zadzierać głowy do góry, bo przecież zaraz rozbolałaby ją szyja.
- Jak wspaniale! - ucieszyła się. - To pewnie zasługa dobrej pułapki.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Gość on 27.01.18 21:00
Złapanie zwierzyny nie kosztowało Kota zbyt wiele, a cel został zdecydowanie osiągnięty. Nie był to byle królik wielkości jego przedramienia, a bydlę na długość podobne jego nodze. Gryzoń wpadł w pułapkę dość nieszczęśliwie, kończąc z siłą przyduszony do ziemi, a Catrick bez ceregieli zakończył jego krótkie życie poprzez celne i zręczne użycie sztyletu. Chłopak nigdy nie znęcał się nad swoimi ofiarami i zawsze dbał o szybką, bezbolesną śmierć. Wypuszczenie takiej zdobyczy w imię dnia dobroci dla zwierząt mogłoby pozbawić go posiłku na kolejny długi dzień głodu, czasem nawet kilka dni bez pożywienia. Taką zdobycz trzeba było jeszcze odpowiednio oprawić, wypatroszyć i rzucić na ruszt ogniska, ale innej kolei rzeczy tutaj nie znajdziesz. Jedz albo bądź zjedzonym, tak mówi przysłowie.
Inne rzecze, że głupi ma zawsze szczęście, co w tym przypadku też miało prawo bytu i odzwierciedlenie w rzeczywistości. Uśmiechnął się do dziewczyny. Dumny zdobywca, ot co! Nie brał pod uwagi, że widok martwego zwierzęcia może ją zgorszyć, bo zawsze przyjmował, że żadne z nich wczoraj się nie urodziło, widywało się tutaj gorsze obrazki, a ten tutaj nawet dałoby się określić w ocenie desperacyjnej, jako całkiem… wesoły, bo brzuchy będą pełne.
Na twarzy Kota wymalowane było jednak skonsternowanie. Pojawiło się nagle i towarzyszyło mu czujne spojrzenie przyglądające się dziewczęcej postaci, jakby zastanawiał się nad czymś poważnie. Wtem przeniósł oczy na królika, a potem znów na nią i położył futrzaka na suchej trawie przed sobą.
Jesteś głodna? To duże zwierze, starczy dla dwojga. Pomożesz mi go przygotować i znaleźć zioła, chrust, to zrobię ognisko – odparł łaskawym tonem, podpierając się rękami o boki. Spoglądał wyczekująco, oczekiwał potwierdzenia i chętnego wzięcia się razem do pracy. Jeśli Zay zrezygnuje, Kot zabierze swoją zdobycz, zarzuci ją na plecy i umknie w daleki las, szukając dogodnego miejsca, coby przygotować ognisko i jednoosobową ucztę. Powtarzać się nie będzie!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Dziki górski szlak

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry

- Similar topics