Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

Re: Dziki górski szlak    Pisanie by Catrick on Czw Lis 16, 2017 7:20 pm
Kotowaty spłoszył się lekko jej dość emocjonalną reakcją, prędko mrugając w tym zaskoczeniu i ścierając łapą z policzka łzy. Nie znał się na płci przeciwnej, a szczególnie już na tej młodszej, tej nieodgadnionej części. Jeśli nieśmiertelność nie zaklęła jej w tym małoletnim ciele, przykładem takiej magii był Cat, mogła mieć jakieś piętnaście lat. Mniej niż dwadzieścia, ale więcej niż dziesięć. Kot zbyt dobry w liczby nie był, a liczyć też tak tylko do pięciu z rozmachem do stu, jeśli będą mu często podpowiadać. Nie miał okazji się ich nauczyć, bo kto ma czas na dokształcanie desperackiej dziatwy? Kto miał czas na desperacji być tą dziatwą, gdy zagrożenie czyhało z każdego zakątka? Jak ta lina choćby?
Masz wybaczone, tylko nie płacz – odparł w speszeniu, odwracając pyska od niej i zerkając bokiem. Nie wyglądał już zbytnio jak cierpiące kocie, uzyskał łagodzący efekt. Teraz będzie po równo! On poprzestawiał jej do góry nogami organy, a ona zmasakrowała mu w rewanżu rzepkę. Zastrzygł wibrysami. Obserwował jej ruchy, podążając złotym spojrzeniem za palcem dziewczęcia, która zdecydowała pozwolić sobie na tknięcie wysmarowanych ziemią bojówek w okolicy piszczela.
To nie pierwszyzna. Nastawię i będzie działać – odparł lekko i machnął lekceważąco na sprawę łapą. Uśmiechnął się tak trochę. Nie wyglądał aż tak źle, gdy się uśmiechał. Nawet uroczo, jeśli można go nazwać uroczym. Miał coś z kota, quasi eleganckiego i słodkiego równocześnie, co łączyło się z chłopięcą urodą Hide. Pomijając fakt, że miał już jakieś czterdzieści lat na karku, ale duchem dalej był z niego chłopiec i rozrabiaka!  
Tobie już lepiej? – spytał przy okazji. Niby od niechcenia i ze zwykłej grzeczności. Cat nie miał w zwyczaju być zbyt uprzejmym Kotem, stąd lekkie opory przed okazywaniem względnego szacunku i uprzejmości. W towarzystwie kobiet podobno wymagało się od chłopców, żeby byli lepszymi wersjami siebie, ale on się na tym nie znał. Większość jego towarzyszek miała już swoje w głowie. A taka młoda to ma pstro, o! Skąd miałby więc się znać na tym?

_________________


{motyw} {głos} {#b3a280}




Catrick
-----------
Bazyliszek    Oswojony

avatar

Liczba postów : 113
GODNOŚĆ : Hide Trick Kojima

Powrót do góry Go down

Re: Dziki górski szlak    Pisanie by Zaynab on Pią Lis 17, 2017 12:24 am
Spojrzała na kotowatego spod opadającej na oczy grzywki, wciąż smutna, ale teraz też jakby z wyrzutem. Przez kilka długich sekund nie odzywała się w ogóle, jakby samym wzrokiem zamierzała w swoim rozmówcy wypalić dziurę na wylot.
- Ja - zaczęła w końcu, nieco głośniej, niż mówiła do tej pory. - Nigdy nie płaczę.
I nie kłamała. Wszystkie co mocniejsze emocje trzymała głęboko wewnątrz siebie, z wierzchu pokazując tylko ogólny zarys swojego nastroju. Z reguły neutralna, okazywała głównie niechęć, niezadowolenie, czasami cień radości czy zainteresowanie. Nie dla niej były wybuchy euforii czy histerycznego płaczu, nie miała w zwyczaju panikować ani się wściekać. Porównując ich oboje, to raczej kotowaty wydawał się być bardziej przejęty; nie mógł oszukać Zay, wyraźnie widziała w jego oczach formujące się łzy.
- Ale ty płaczesz - wytknęła bez ogródek, podnosząc głowę z powrotem do pionu i przypatrując się mu, teraz z lekkim zaciekawieniem. Był osobnikiem o dość ciekawej aparycji, a Egzorcystka do tej pory z konkretnie takim się nie spotkała. Widywała różne dziwadła, ale ten, choć osobliwy, był równocześnie całkiem uroczy. Aż miło było obserwować, jak poruszają się jego kocie wąsiki.
- To dobrze. Mógłbyś mieć spore problemy z uszkodzonym kolanem. - Na przykład problem z uciekaniem przed drapieżnikami, których w okolicy pewnie się roiło. Wszędzie było ich pełno, dlatego należało zachowywać nieustanną czujność. Zaynab opuściła gardę ledwie na moment i widać, jak się to dla niej skończyło. Z pewnością nie było zbyt dobrym pomysłem wychodzić na dłużej bez broni czy narzędzi; na swoją obronę miała tylko to, że nie planowała ani zbytnio się oddalać, ani wracać późno. Tylko niefortunny splot wydarzeń sprawił, że dopiero teraz mijały jej zawroty głowy i mogła nie obawiać się o to, że kiedy wstanie, wyląduje z powrotem na glebie.
- Raczej już w porządku. Trochę kręciło mi się w głowie, ale powinno już być okej - przytaknęła. Zaraz też przekrzywiła głowę, przypatrując się kotowatemu z zainteresowaniem.
- Skąd przyszedłeś?



Zaynab
-----------
Egzorcysta    Oswojony

avatar

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Dziki górski szlak    Pisanie by Catrick on Sob Lis 18, 2017 4:01 am
Czy wytknięto Kotu słabość? A i owszem, bo płakał i nie wstydził się tego! Co miałby się wstydzić reakcji swojego inteligentnego organizmu, który wie co robi? Schemat jego działania był chłopakowi całkiem obcy, ale pozwolił sobie zaufać wszystkim fizjologicznym wariacjom, które dyktowały mu życie i przeżycie. Jeśli miałby kiedykolwiek komukolwiek powierzyć swoje zaufanie, pewnie nie zrobiłby tego wcale. Nawet swoim smoczym ziomkom nie wierzył. Czasem tak, ale zawsze połowicznie, bo najczęściej w rzeczywistości wcale nie.
Płacz nie jest oznaką słabości. Moje oczy wiedzą, co robią – odburknął niezadowolony nieuczciwym szacowaniem kocich sił. Gdyby tylko chciał – ale nie chciał – mógłby powalić ją w kilku ruchach. Miał swój sztylet, a matka natura uzupełniła jego marne ludzkie ciało w kocią zwinność, gibkość i szybkość. Te pazury, którymi zakończone były jego paluszki, też nie błyszczały ślicznie bez powodu.
Zawsze jest drugie. I ręce – napomknął inteligentnie, wzruszając lekko ramionami. Problemu nie widział, chociaż… jakby wrócić pamięcią, ale… Przypomniała mu się pewna ucieczka. Kilka lat temu, bardzo świeżo po zostaniu Smokiem. Uciekał przed napastnikiem przez las w deszczu, potknął się i nieszczęśliwie zrujnował sobie kolano. Wtedy jednak skręcił nogę, a nie ledwie zwichnął rzepkę, stąd nagły prąd bólu, który w tamtej chwili przeszył kocie ciało, powalił go doszczętnie na łopatki. Gdyby nie pomoc wilczycy, pewnie Kota by tu w tej chwili nie było, a Zaynab mogłaby ruszyć przed siebie bez żadnych przystanków.
Znikąd. Jestem wędrowcem, głodnym i polującym, choć przerwano mu. A kto mu przerwał? Jak cię zwą? – spytał, spoglądając na nią z ukosa, i choć było to dość chaotyczne, dało się wszystko zrozumieć. Głos Catricka ubarwiała nieustanna chrypka i delikatne seplenienie, które spowodowane było niecodziennym na poły kocim i ludzkim uzębieniem. Nie wpadało to ludziom jakoś szczególnie w oko, bo wielu wymordowanych natura obdarzała imponującymi kłami.

_________________


{motyw} {głos} {#b3a280}




Catrick
-----------
Bazyliszek    Oswojony

avatar

Liczba postów : 113
GODNOŚĆ : Hide Trick Kojima

Powrót do góry Go down

Re: Dziki górski szlak    Pisanie by Zaynab on Pon Lis 20, 2017 11:48 pm
Płacz nie jest oznaką słabości.
- I nigdy niczego takiego nie powiedziałam - odparła od razu, wciąż z perfekcyjnie pozbawioną emocji miną. Fascynowało ją, w jaki sposób zmienia się wyraz twarzy kotowatego, jak w kalejdoskopie. Obserwowanie wszystkich jego ruchów zdawało się dziewczynkę wciągać tak, jak wychowywane w mieście dzieciaki wpatrywały się w kolejne bajki. Dla Zay, której emocje pozostawały głęboko w środku i bardzo rzadko dawały się odbić w zachowaniu, przyglądanie się innym było niesamowicie zajmujące. Mogłaby to robić godzinami; w ten sposób nie tylko się nie nudziła, ale też zdobywała sporą wiedzę na temat tego, jak funkcjonują istoty ludzkie i ludziom podobne, jak zachowują się zwierzęta i na wpół zwierzęce mutanty. Trzeba przyznać, że miała do tego ogromną ilość materiału, a jako że istnienia żywe charakteryzują się sporą różnorodnością, zawsze mogła znaleźć coś nowego.
- Zawsze lepsze dwa niż jedno - zauważyła. Gdyby jej ktoś skasował kolano, na pewno nie podeszłaby do tego tak lekko. Utrzymywanie dystansu od niebezpieczeństwa było jej sposobem na przetrwanie. Do tego potrzebowała móc się przemieszczać, a posiadanie odpowiedniej sprawności w tylko jednej nodze stawiałoby ją w bardzo niebezpiecznym położeniu. Mogła być trenowaną od małego jednostką specjalną w szeregach Kościoła, ale wciąż miała tylko czternaście lat. To dawało jej ograniczone możliwości fizyczne, w dodatku większość jej zdolności była jeszcze w fazie rozwoju. W porównaniu do osób dorosłych nadal była na dość niskim poziomie, nawet jeśli wśród rówieśników plasowała się wysoko. Sam fakt, że urodziła się jako wymordowana był sukcesem, patrząc na statystyki śmiertelności takich dzieci.
- Pytając o czyjeś imię, chyba wypada najpierw się przedstawić - wytknęła, przekręciwszy głowę nieco w bok. Białe i brązowe włosy spłynęły w dół, łaskocząc dziewczynę w ramię. Kąciki ust drgnęły, jakby właśnie miała się uśmiechnąć, ale ostatecznie nic takiego się nie wydarzyło. - A przerwała ci Zaynab.
Odchyliła się nieco do tyłu i klapnęła na ziemi, rozluźniając nieco napięte od tkwienia w kucki kolana. Patrzyła na nieznajomego z wyczekiwaniem, wciąż czekając, aż sam się przedstawi.



Zaynab
-----------
Egzorcysta    Oswojony

avatar

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Dziki górski szlak    Pisanie by Catrick on Nie Gru 03, 2017 4:22 pm
Nie powiedziała, ale Catrick wiedział, co miała na myśli, ot co! Wytykanie komuś łez nie świadczyło o tolerancji ich obecności, prawdopodobnie Kot w tamtej jednej chwili stał się dla niej bardziej... przystępny. Mniej wrogi, bardziej ludzki, a dlaczego? Przez wzgląd na te kilka słonych kropel w okolicy kącików kocich oczu! Jak wiele tak drobna rzecz może zmienić w tym jak się postrzega człowieka. Typ spod najciemniejszej gwiazdy może się uśmiechnąć albo przytrzymać pluszankę, i już mózg zaczyna sobie kojarzyć, że pewnie nie jest taki zły na jakiego wyglądał chwilkę temu, gdy wyrywał ci torebkę. Catrick nie chciał być groźny. Przynajmniej nie teraz. Wiedział też, że drobna aparycja dziewczyny wcale nie znaczy o tym, że jest godna zaufania, wcale nie czuł się bezpieczniejszy. Hide nigdy nie czuł się bezpieczny, zacznijmy od tego. Swojemu instynktowi i refleksowi zawdzięczał czterdzieści lat życie i wolał tej czujności nie tracić, jeśli chciał dożyć setki.
Wywrócił oczami zabawnie i podparł się wygodnie na rękach, spoglądając na swoje kolano z zainteresowaniem, którym jeszcze chwilę temu obdarzył dziewczynę. Poruszył nią, syknął cicho, a potem znów się podniósł, przymierzając się do nastawienia sobie kolana. Padła odpowiedź, potem oskarżenie i pytanie o imię.
Ja jestem Catrick – odparł czelnie i uśmiechnął się trochę cwaniaczkowato, choć też głupio. Uniósł zabawnie brew, spoglądając na nią znad kolana.
To po angielsku. Moja ksywa. Ja nie znam angielskiego, ale mówili oni, że to takie miksowanie kota i sztuczki. Czytali w wielkiej księdze słów. Fajne, nie? Twoje coś znaczy? – dodał, spytał, jakby chcąc się pochwalić. Lubił się chwalić. Szczególnie, gdy miał przed kim. Brzmiał infantylnie as hell, ale taki to już głupek z tego Cata. Plus tak samemu sobie powtarzać, co znaczy ten pseudonim, żeby nie zapomnieć, a to też wstyd...
Wtem złapał za kolano i jednym absurdalnie szybkim, silnym ruchem nastawił sobie tę cholerną rzepkę, która jeszcze chwile temu wyglądała, jakby wyleciała z zawiasów z przemieszczeniem i nic się z tym nie zrobi bez interwencji świata medycznego. Wszystkie takie obrażenia Catricka wyglądały źle, bo jego stawy uwielbiały wypadać. Robiły to chętnie, często i zjawiskowo, choć normalnemu człowiekowi taki kopniak prędzej sprezentowałby zwykłego siniaka.
Gotowe – zadecydował przez zaciśnięte zęby, usilnie próbując nie wizgnąć. Ból powolutku mijał, ale dobrze, gdyby dziewczyna go trochę zagadała, może popatała. Tak na poprawienie humorku... ale nie za bardzo! Tak trochę. Tak jak kota. Żeby nie spłoszyć futrzaka.

_________________


{motyw} {głos} {#b3a280}




Catrick
-----------
Bazyliszek    Oswojony

avatar

Liczba postów : 113
GODNOŚĆ : Hide Trick Kojima

Powrót do góry Go down

Re: Dziki górski szlak    Pisanie by Zaynab on Nie Gru 03, 2017 6:09 pm
- Cat-rick - powtórzyła, przykładając palec wskazujący do ust. - Catr-ick. Cat. Cat-trick. Trick. Rick. - Przemieliła usłyszane imię na kilka sposobów, a potem powtórzyła je jeszcze więcej razy, niczym jakąś tajemnicza mantrę. Potem na powrót wbiła spojrzenie w kotowatego, śledząc z zapałem jego mimikę. Obserwacja innych była dla niej tym, czym dla dzieciaków z Miasta telewizja. Najlepsza i najbardziej wciągająca rozrywka, która czasem wciągała aż za bardzo. Każda napotkana przez nią osoba była tak fascynująco odmienna od pozostałych, że młoda nie mogła odmówić sobie niekulturalnego wręcz wgapiania się w innych. Nikt jej nie uczył dobrych manier, nikt jej nie uczył zasadniczo niczego, poza może podstawami czytania, pisania, liczenia. Szły jej bardzo koślawo, ale radziła sobie dzielnie. O czymś takim, jak języki obce w ogóle niewiele słyszała. Może obiło jej się o uszy parę razy, jak ktoś rozmawia używając kompletnie nieznanych jej wyrazów, ale niezbyt wiedziała, jak ma interpretować to zjawisko. Dlatego własnie wyjaśnienie wymordowanego niewiele jej mówiło.
- Po... angielsku? Co to znaczy? - zdziwiła się, przekrzywiając nieznacznie głowę na wzór zagubionego szczeniaczka. Brzmiało to bardzo tajemniczo, może nawet trochę... mistycznie. Podobnie jak nazwy miejsc, w których nigdy nie była, a o których często słyszała, przemykając między dorosłymi. Miasto, z tego co zdołała zrozumieć, było wielkie i zamknięte, mieli tam wszystko, czego chcieli, jedzenie, wodę i ogromne, ogromne domy. Nie umiała sobie tego wyobrazić, a nawet jeśli migała je czasem w  głowie jakaś wizja M-3, z pewnością była mocno daleka od rzeczywistego stanu. Ktoś też kiedyś wspominał coś o Edenie, gdzie miało być bardziej zielono i gdzie mieszkali aniołowie. To brzmiało dla Zay już nieco bardziej realnie, choć nadal nieco dziwnie. Widziała jeszcze zbyt niewiele, by opisy mówiły jej cokolwiek sensownego. Chociaż, jeśli osiągnie odpowiedni poziom, na pewno kiedyś zobaczy Rajskie Miasto. Tak jej powiedziano; uczyła się tak wiele o walce i zabijaniu po to, by móc w służbie Ao likwidować wrogów Kościoła, co na pewnym etapie wymagało zapuszczenia się dalej w świat. Najpierw wyjścia z bezpiecznej bazy na teren neutralny, a potem agresywny atak. Po to żyła.
- Nie mam pojęcia, co znaczy. Nawet nie wiem, kto mi je dał - przyznała. W katedrze nie mieli czegoś takiego jak słownik imion, Zay nie miała nawet biologicznych rodziców. Na Desperacji sieroctwo nie było niczym zaskakującym, toteż nie przeżywała go w żaden szczególny sposób. Miał ją kto wychować i kto się nią opiekować, więc braku matki i ojca właściwie nie odczuwała wcale. Miała brata - i to starczało jej za cała rodzinę.
- Łou - mruknęła cicho, kiedy chrupnięcie zasygnalizowało nastawienie kolana. Zabrzmiało nieco złowieszczo, ale równocześnie intrygująco. W tym samym momencie białowłosą znienacka nawiedziła pewna myśl.
- Będziesz tu dalej polował? - wypaliła wprost.



Zaynab
-----------
Egzorcysta    Oswojony

avatar

Liczba postów : 26

Powrót do góry Go down

Re: Dziki górski szlak    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics